A to jest przykazanie Jego, abyśmy wierzyli w imię Syna Jego, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie, jak nam przykazał. A kto przestrzega przykazań Jego, mieszka w Bogu, a Bóg w nim, i po tym Duchu, którego nam dał, poznajemy, że w nas mieszka. [1 Jana 3; 23 – 24]



KALENDARIUM ŻYCIA

Wybierz rok, z którym chcesz się zapoznać: 1846, 1847, 1848, 1849, 1850, 1851, 1852, 1853, 1854, 1855, 1856, 1857, 1858, 1859, 1860, 1861, 1862, 1863, 1864, 1865, 1866, 1867, 1868, 1869, 1870, 1871, 1872, 1873, 1874, 1875, 1876, 1877, 1878, 1879, 1880, 1881, 1882, 1883, 1884, 1885, 1886, 1887, 1888, 1889, 1890, 1891, 1892, 1893, 1894, 1895, 1896, 1897, 1898, 1899, 1900, 1901, 1902, 1903, 1904, 1905, 1906, 1907, 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916, 1924 - albo zobacz wszystkie lata.

Rok 1846



MAJ - 5. [WTOREK]


5 maja 1846 r. o godz. 18.00 we Wsi Wola Okrzejska na Podlasiu przychodzi na świat HENRYK SIENKIEWICZ.

MAJ - 7. [CZWARTEK]


W kościele parafialnym we wsi Okrzeja, powiatu łukowskiego, ma miejsce chrzest Henryka Sienkiewicza. Dziecko otrzymuje imiona: HENRYK ADAM ALEKSANDER PIUS. W księdze metrykalnej parafii Okrzeja zapisany jest akt urodzenia następującej treści:

Wola Okrzejska. Henryk Adam Aleksander Pius. Działo się we wsi Okrzei, dnia siódmego maja tysiąc osiemset czterdziestego szóstego, o godzinie siódmej wieczór. Stawił się Wielmożny Józef Sienkiewicz, ojciec, dziedzic Grotek, lat trzydzieści dwa mający, w Grotkach zamieszkały; w obecności Wielmożnego Adama Cieciszowskiego, dziedzica Woli Okrzejskiej, zamieszkałego w Woli Okrzejskiej, i Wielmożnego Aleksego Dmochowskiego, dziedzica Burca, lat czterdzieści jeden mającego, w Burcu zamieszkałego, okazał nam dziecię płci męskiej, urodzone we wsi Woli Okrzejskiej, dnia piątego bieżącego miesiąca i roku, godzinie szóstej wieczór, z Jego małżonki Wielmożnej Stefanii z Cieciszowskich, lat dwadzieścia ośm mającej. Dziecięciu temu na Chrzcie świętym, odbytym w dniu dzisiejszym przez księdza Antoniego Gutmana, proboszcza miejscowego, nadana zostały imiona Henryk, Adam, Aleksander, Pius, a rodzicami chrzestnymi byli Wielmożny Adam Cieciszowski z Wielmożną Józefą Cieciszowską, w asystencji Wielmożnego Zdzisława Dmochowskiego z Wielmożną Pauliną Dmochowską. Akt ten po przeczytaniu podpisany został.
Jako świadek Z. Dmochowski, A. Cieciszowski, ks. Antoni Gutman P. Ok., Sienkiewicz Józef ojciec.



[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1847



Młode lata Henryk Sienkiewicz spędza na wsi w domu rodziców w Grabowcach.
Matka jego, Stefania, lubi pisać wiersze, które wpisuje znajomym do albumów.
Jako osoba wykształcona i oczytana sama kieruje wychowaniem dzieci, rozbudzając w nich zamiłowanie do nauk.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1848



Młode lata Henryk Sienkiewicz spędza na wsi w domu rodziców w Grabowcach.
Matka jego, Stefania, lubi pisać wiersze, które wpisuje znajomym do albumów.
Jako osoba wykształcona i oczytana sama kieruje wychowaniem dzieci, rozbudzając w nich zamiłowanie do nauk.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1849



Młode lata Henryk Sienkiewicz spędza na wsi w domu rodziców w Grabowcach.
Matka jego, Stefania, lubi pisać wiersze, które wpisuje znajomym do albumów.
Jako osoba wykształcona i oczytana sama kieruje wychowaniem dzieci, rozbudzając w nich zamiłowanie do nauk.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1850



Młode lata Henryk Sienkiewicz spędza na wsi w domu rodziców w Grabowcach.
Matka jego, Stefania, lubi pisać wiersze, które wpisuje znajomym do albumów.
Jako osoba wykształcona i oczytana sama kieruje wychowaniem dzieci, rozbudzając w nich zamiłowanie do nauk.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1851



Młode lata Henryk Sienkiewicz spędza na wsi w domu rodziców w Grabowcach.
Matka jego, Stefania, lubi pisać wiersze, które wpisuje znajomym do albumów.
Jako osoba wykształcona i oczytana sama kieruje wychowaniem dzieci, rozbudzając w nich zamiłowanie do nauk.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1852



Młode lata Henryk Sienkiewicz spędza na wsi w domu rodziców w Grabowcach.
Matka jego, Stefania, lubi pisać wiersze, które wpisuje znajomym do albumów.
Jako osoba wykształcona i oczytana sama kieruje wychowaniem dzieci, rozbudzając w nich zamiłowanie do nauk.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1853



Młode lata Henryk Sienkiewicz spędza na wsi w domu rodziców w Grabowcach.
Matka jego, Stefania, lubi pisać wiersze, które wpisuje znajomym do albumów.
Jako osoba wykształcona i oczytana sama kieruje wychowaniem dzieci, rozbudzając w nich zamiłowanie do nauk.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1854



Młode lata Henryk Sienkiewicz spędza na wsi w domu rodziców w Grabowcach.
Matka jego, Stefania, lubi pisać wiersze, które wpisuje znajomym do albumów.
Jako osoba wykształcona i oczytana sama kieruje wychowaniem dzieci, rozbudzając w nich zamiłowanie do nauk.

WRZESIEŃ – 20. [ŚRODA]


W należącej do Szetkiewiczów wsi Hanuszyszki w Trockiem na świat przychodzi Maria Szetkiewicz, c. Kazimierza i Wandy z Mineyków.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1855



Małżonkowie Józef i Stefania Sienkiewiczowie sprzedają Grabowce i przenoszą się do zakupionego Wężyczyna.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1856



W Burcu, majątku Leona i Ludwiki z Sokołowskich Dmochowskich, rodziców chrzestnych Henryka Sienkiewicza, razem z młodymi Dmochowskimi uczy się ich brat cioteczny, dziesięcioletni Henryk. Nauczycielem domowym jest ks. Marczyński.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1857



Dotychczas brak faktów z życia Henryka Sienkiewicza w tym roku.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1858



Dwunastoletni Henryk Sienkiewicz rozpoczyna naukę w Gimnazjum Realnym w Pałacu Kazimierzowskim (gmach dzisiejszego uniwersytetu przy Krakowskim Przedmieściu 26/28) w Warszawie. Początkowo mieszka na stancji na Starym Mieście. Okres ten wspomina tak:
Było to przed laty. Chodziłem wówczas do klasy pierwszej i stałem na stancji na Starym Mieście, w pierwszym z brzegu domu
za Świętojańską. Przez tę też ulicę wiodła najprostsza droga do gimnazjum, które mieściło się tam, gdzie dziś uniwersytet.
Ale wolałem chodzić przez Piwną z powodu sklepów z ptakami. Istniało tych sklepów kilka obok siebie, po lewym boku ulicy.
Na zewnątrz wisiały klatki, a w nich czyże, zięby, szczygły, słowiki i gile, niekiedy nawet sowy, sójki i kraski. Byli to dobrzy moi znajomi, których widok przypominał mi wieś. a zwłaszcza wakacje na Boże Narodzenie, gdy z powodu mrozów to ptactwo, które nie odlatuje na zimę, zbliża się do zabudowań. Wystawałem nieraz przed tymi klatkami tak długo, że spóźniałem się na lekcje,
co — jak wiadomo — pociąga za sobą rozmaite niemiłe następstwa.


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1859



Henryk Sienkiewicz kontynuuje naukę w Gimnazjum Realnym w Pałacu Kazimierzowskim w Warszawie. Mieszka na stancji na Starym Mieście.
U swojej ciotki, Konstancji Cieciszowskiej, w Warszawie poznaje Kazimierza Łapczyńskiego. Trzynastoletni chłopiec przedkłada byłemu zesłańcowi osobliwy elaborat
z receptą na wyzwolenie Polski: Wszyscy Polacy emigrują do Ameryki. Organizują tam armię, która wraca do Polski i wywalcza niepodległość.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1860



Henryk Sienkiewicz kontynuuje naukę w Gimnazjum Realnym w Pałacu Kazimierzowskim w Warszawie. Mieszka na stancji na Starym Mieście.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1861



Henryk Sienkiewicz kontynuuje naukę w Gimnazjum Realnym w Pałacu Kazimierzowskim w Warszawie. Mieszka na stancji na Starym Mieście.

PAŹDZIERNIK – 01. [WTOREK]


Józef i Stefania Sienkiewiczowie zamieniają Wężyczyn i na posiadłość na przedmieściach Warszawy przy ul. Olszynowej 6 (numer hipoteczny 416), naprzeciwko dawnego mostu łyżwowego łączącego to przedmieście z Warszawą i tworzącego przedłużenie ul. Bednarskiej. Przeprowadzają się jednak do Warszawy na ul. Nowy Świat 7.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1862



GRUDZIEŃ


Po ukończeniu czterech klas Gimnazjum Realnego Henryk Sienkiewicz przenosi się na dalsze dwa lata do Gimnazjum II (w Pałacu Stanisława Staszica przy zbiegu ulic: Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat) i kończy w nim klasy: V i VI. Stanisław Skarżyński tak wspomina Sienkiewicza z tego okresu:
Weszliśmy razem do klasy piątej w Warszawie, w gimnazjum, które w końcu 1862 r. pomieszczono w Pałacu Staszyca po byłej akademii medycznej. Klasa była przepełniona, gdyż liczyła 150 uczniów. Profesorem literatury polskiej był zacny, niezapomniany Julian Bartoszewicz (1821 — 1870), wybitny historyk literatury. Przed świętami Bożego Narodzenia wszyscy złożyli mu ćwiczenia na dowolnie obrany temat. Bartoszewicz wyróżnił natychmiast wypracowanie Sienkiewicza i wywoławszy go na środek klasy, długo, pilnie badał. Odtąd zasłynął między nami jako stylista. W naukach ścisłych nie odznaczał się wzorowymi postępami, mimo to zadowalająco przeszedł trzy ostatnie klasy.


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1863



Henryk Sienkiewicz kontynuuje naukę w Gimnazjum II (w Pałacu Stanisława Staszica) w Warszawie.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1864



LIPIEC * PAŹDZIERNIK


W lipcu Henryk Sienkiewicz kończy klasę VI Gimnazjum II (w Pałacu Stanisława Staszica) i otrzymuje świadectwo następującej treści:

Rektor Gimnazjum 2-go w Warszawie
Nr 501
Sienkiewicz Henryk wieku lat 18 liczący, zapisany w poczet uczniów Gimnazjum 2-go w Warszawie uczęszczał na nauki do dnia 3/15 lipca 1864, przed ukończeniem całkowitego kursu nauki z woli ojca szkołę opuścił. W ciągu pobytu w niej obyczajami bardzo dobrymi zalecał się, z nauk
w klasie 6-ej wykładanych okazał postęp następujący:

- w nauce religii i moralności — dostateczny
- w języku polskim — celujący
- w języku rosyjskim — dostateczny
- w języku łacińskim — dostateczny
- w algebrze — dostateczny
- w trygonometrii — dostateczny
- w fizyce — dostateczny
- w jeometrii matematycznej — dostateczny
- w chemii — dostateczny
- w botanice – niedostateczny
- w historii powszechnej i rosyjskiej – celujący
- w języku greckim — dostateczny
- w historii polskiej — dostateczny.

Na zasadzie powyższego usposobienia promocję do klasy 7-ej otrzymał. Na dowód czego wydanym mu zostaje niniejsze świadectwo własnoręcznym podpisem Rektora i pieczęcią szkolną stwierdzone.
M. p. * w Warszawie d. 1/13 Października 1864 r.
Rektor (—) Rogiński. Sekretarz (—) Maleszewski.

JESIEŃ


Wraz z kilkoma innymi uczniami (w tym z Konradem Dobrskim, kolegą od kl. III Gimnazjum Realnego) Henryk Sienkiewicz przenosi się do Gimnazjum IV (Aleksandra Wielopolskiego) przy ul. Królewskiej 13. Mieszka u rodziców, zarabia korepetycjami. Nosi się z zamiarem porzucenia szkoły. Pozostaje w niej jednak do końca roku. Stanisław Skarżyński wspomina:
Przy ostatnim egzaminie mieliśmy godzinę na napisanie ćwiczenia polskiego na temat przez każdego obrany. Sienkiewicz ćwiczenia te napisał dla dwóch kolegów, między nimi dla Moniuszki, syna Stanisława, potem artysty orkiestry Teatru Wielkiego, na temat Na kresach. [...) Załatwiwszy się z Moniuszką, sam złożył z powodu upływającej godziny krótką Mowę Żółkiewskiego
do wojska pod Cecorą, która, o ile pamiętam, kończyła się słowy. «Jezu, Maryja, hejże na wrogal» Profesor literatury polskiej, Grabowski, oceniając nasze ćwiczenia, wyróżnił przede wszystkim wypracowanie Moniuszki, gdy jednak tenże dyskretnie się
z klasy ulotnił, postawił mu stopień zadowalniający tylko i pierwszą nagrodę przyznał Sienkiewiczowi. Sprawiedliwości stało się więc zadość.

LISTOPAD


Henryk Sienkiewicz prosi Konrada Dobrskiego o pożyczenie pieniędzy:
(…) Mój bracie, jeżeli tylko możesz, bądź łaskaw pożyczyć mi pieniędzy, jak będziesz mógł najwięcej – jestem teraz
w… potrzebie… Opuszczam szkołę, będę chodził do przygotowawczej, a do wszystkiego tego zmuszają mnie nagłe okoliczności. (…) Nie będę także mieszkał więcej u rodziców – ciasno!! Przeprowadzam się – jeszcze nie wiem, gdzie, ale może u Antka
(Antoniego Moździńskiego) będę mieszkał, a tylko stołował się w domu. – Za miesiąc, kiedy znowu odbiorę za korepetycje,
z podziękowaniem Ci oddam;… (…) Jeżeli nie masz, to trudno, chyba byś mógł od kogo pożyczyć, może by Ci łatwiej przyszło. (…)
Ale w każdym razie odpisz przez Antka – „dobrze” albo „nie mogę”.

Jedno z dwojga, albo wchodzę do przygotowawczej, potem do Głównej – albo wyjeżdżam za granicę; w każdym razie opuszczam Gimnazjum. (…)


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1865



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Zapomniałem Cię prosić w poprzedzającym liście, żebyś mi kupił pluskiew (pinezek) do rajzbretu (deski kreślarskiej), kalki, krawat, spinki 2 do rękawów i rękawiczki – bo moje ktoś (niezawodnie) świsnął. (...)

Ja dla tego samego zakochałem się w Kożuchoni. Zdawała mi się ładną – i zaraz wymarzyłem sobie, że musi być równie czystą (pod względem moralnym), jak jest piękną, równie idealną, jak bladą, równie dobrą, jak miłą. No! Załapałem się, mówiąc
po prostu, dlatego też puściłem ją w trąbę ze wszystkich sił swoich i nie mam się potrzeby obawiać recydywy. Teraz nawet zimniej spoglądam na wszystkie idealne dziewczynki, bladą cerę zarówno innym, ubocznym względom, jak i idealności przypisuję. Nie idzie, żebym się nie miał zakochać – owszem, zrobię to jak będę mógł najprędzej, ale nie zakocham się już drugi raz tak jak pierwszy – i sądzę, że dlatego będę kochał stalej i dłużej. (…)
Innym razem pisze do niego:
(…) Przepraszam Cię, że nie piszę jak zwykle, ale jedno, że niedługo przyjadę, a drugie, że na małym palcu od nogi zrobił mi się odcisk, na który jestem cierpiący; ten ostatni powód jest jeszcze większy – ponieważ zupełnie nie daje mi pisać długo. (…)
Względem tego (HS)
(Heleny Sługockiej) zdjąłem już kalkę, bardzo się udała – taka sama będzie. Przeniosłem nawet z kalki
na kawałek swego papieru, tylko jeszcze nie poprzeciągałem konturów. Ten rysunek na kawałku będzie dla mnie, czego nawet żałuję, bo z kalki dwa razy przenosić nie można – a drugi na kalce może się tak nie udać.
Obok na kalce zrobiłem Ciebie. Jesteś bardzo podobny – namyślam [się] tylko nad tym, jakby Ciebie uplasować. Chciałem także
i Czarnego (dla siebie), ale za słabe moje pędzelki. (…)
W kolejnym liście czytamy:
(…) Taką Ci tylko radę dać mogę, żebyś zobaczył – a potem – powtarzam jeszcze raz, bywał rzadko albo wcale – nie włóczył się po kościołach i ulicach. – Taka droga powstrzyma plotki, które Twoją sprawę mogą popsuć – bo jeżeli ludzie plotą, że jakiś człowiek z odpowiednim wiekiem i stanowiskiem bywa w zamiarach – to rodzice panny i pana się cieszą – a jak szesnastoletni student – to za drzwi wypychają – albo się śmieją i z okna pokazują palcami. Plotki psują reputację – to dosyć. (…)
Kończę, dodając, że gdybyś znalazł p. H. S.
(Helenę Sługocką) nic wartą moralnie – to puść wszystko diabłu w arendę – nie umrzesz – nie bój się. Razi Cię może szorstkość mego listu – ale dziwnie jestem rozstrojony – czegoś zły, zmartwiony – powiem Ci tylko,
że chętnie bym gdzie chciał uciec na pustynię, żywić się korzonkami – i miodem, byle w plastrach, bo patoki nie lubię. (…)

SIERPIEŃ 1865 r. - sierpień 1866 r.


Henryk Sienkiewicz przybywa jako guwerner do domu Weyherów w Poświętnem koło Płońska. Mieszka w pokoiku na facjatce parterowego dworu zamożnych ziemian - Aleksandry i Ludwika Weyherów - wokół którego rozciąga się gęsto poszyty, stary park, graniczący z doliną rzeki Płonki. Henryk Sienkiewicz jest guwernerem Stasia Weyhera. Uczy go przedmiotów podstawowych i dobrych manier... Na wsi czas wypełniają mu: zajęcia nauczycielskie, intensywna praca nad przygotowaniem się do matury, rozczytywanie się w Juliuszu Słowackim i Adamie Bernardzie Mickiewiczu, zbieranie fotografii „szyków" (tj. znajomych panien warszawskich), przerysowywanie tych fotografii, jakieś zajęcia zarobkowe w rodzaju przepisywania artykułów dla redakcji warszawskich, pierwsze próbki pism literackich, korespondencja z kolegami.

SIERPIEŃ – KONIEC MIESIĄCA


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem u Ludwika i Aleksandry z Kotarskich Wejherów. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Wystawcie sobie, siedzę w piątek i rysuję – Heinego, wtem daje się słyszeć turkot, zajeżdżają dwie bryczki, a z nich wysiadają: numer 2-gi, chudy, młody, sekretarz biskupa, nie wiem, jak się nazywa – zaczyna ogromnie rozprawiać. – Ja milczę jak głaz; tylko przypatruję się księżom jak najuważniej i przysłuchuję się, o czym te filary Kościoła mówić będą – wtem wnoszą ciastka i wino; na to reformat uśmiecha się w duchu, aż mu zęby trzonowe widać, numeru 4 nos poczyna się poruszać i rozdymać złowrogo – a numer 3-ci robi minę tak nieokreślenie błogą, tyle prawdziwego szczęścia i prawdziwej radości błyszczy w jego oczach, że ja sam zastanawiam się w duchu, co to może spokojność sumienia, apetyt i żywa wiara.

Zaczyna się rozmowa, przerywana naturalnie ciągłymi kieliszkami, i traktuje o rozmaitych przedmiotach, ale w szczególności
o winach z domu zleceń w Płocku. – Stąd powiada N 2, że dom zleceń odbiera dużo Żydom, którzy poprzednio mieli cały handel
w swych rękach; potem plecie, że Żydzi są to pijawki narodu, że wysysają zeń soki żywotne, że wrodzoną cechą ich charakteru
jest oszukaństwo i podłość – że Żyd zawsze Żydem – itp., itp., itp.
A ty, trutniu, myślę sobie, jeżeli ja ci za Hipolita skóry nie wyłatam, to już źle będzie. – Zapalam więc papierosa, robię luterską minę, przysuwam swoje krzesło do niego i suchym a złowróżbnym głosem pytam:
„Słyszałem, żeś pan wyraził się źle o Żydach – chciałbym więc wiedzieć, z jakiego względu ich nienawidzisz i z jakiego punktu zapatrujesz się na kwestię żydowską?”
Ksiądz się przeraża! Ochłonął i odpowiada. – Zaczyna się dysputa najdłuższa i najżywsza, jaka tylko być może.

Ja tymczasem gadam jak kołowrotek – cytuję świadectwa historyczne, dowodzę, że jeżeli Żydzi dziś się tak odosobnili, to nasza wina – wina stosunków społecznych, w których oni są jakby pariasami – powiadam nareszcie, że ja w cechy wrodzone narodowi nie wierzę – że to jest mrzonka – a charakter narodowy jest zależny w zupełności od okoliczności zewnętrznych, od ziemi,
na której naród mieszka, jego stosunków politycznych – ustroju wewnętrznego itp. – N 2-gi bierze rzecz ze stanowiska religijnego, cytuje mi księgi Talmudu: Miszram, Chos, Chosru, Sawades – ja z uśmiechem przypominam mu jeszcze jedną,
tj. Gomorę i napominam go, żeby zszedł z tej drogi rozumowania, która go nigdzie nie doprowadzi, bo zawsze będzie uprzedzony.
Nareszcie ksiądz przyznaje mi rację, że Żydzi wrodzonej cechy nie mają – (…) – skończyło się na Heglu i na wzajemnym potakiwaniu sobie w szyderstwach i wymyślaniach na Feuerbacha i Straussa.

Po dyspucie księżyna tak mnie serdecznie ściskał za ręce i gadał grzeczności,… - a ja ze swej strony podziwiałem głębokość jego rozumowań i ścisłość wyrażania się – ale w duszy się śmiałem, bo słowo daję, moralne mam przekonanie, że żeby był kto trzeci, co by się znał choć trochę na rzeczy – to by nas wyśmiał. To mnie jednak najgorzej gniewało, że podczas naszej dysputy ten… którego tytułują lektorem zgromadzenia reformatów, ciągle odzywał się w tym guście: „O, Żydy zawsze psubraty. – Już to Żyd Żydem, szelmą zostanie…” – obracałem się tyłem i udawałem, że nie słyszę.

Koniec o księżach. (…)

SIERPIEŃ – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Jest tu w okolicy kilka panien, nawet dosyć przystojnych, i ja, jako guwerner (bo guwerner na wsi musi się kochać, jeżeli
nie w domowej pannie, to w okolicznej), ja więc, powtarzam, powinien bym się zakochać w której, ale na nieszczęście przywiozłem tu z sobą fotografię panny J. S.; co spojrzę na nią, to tak maleją mi w oczach te małpki przedrzeźniające warszawianki – że aż mi się zimno robi. Fotografia ta jest moim zaczarowanym amuletem, geniuszem opiekuńczym i największą przyjemnością.

W każdą niedzielę przychodzą tu z Płońska szyki
(szykowne, eleganckie panny) (naturalnie względne); przepatrzyłem je dziś
w ogrodzie jak stare buty – wdzięczyły się niektóre do mnie (bo sam byłem) jak pies do kija, ale udawałem, że ich nie widzę.
Żeby mnie tu kto zszedł na takiej schadzce z księżycem, gotowi by mnie do bonifratrów odesłać. Dam więc spokój. (…)

SIERPIEŃ – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Nic nie wiedziałem, że w ogrodzie tutejszym jest taki prześliczny widok, jakiego może cała Polska nie ma.
Wystawcie sobie dziewiczy australijski las; środkiem stoi woda, cała tak pokryta rzęsą, że ani kropli czystej nie widać, i woda ta ciągnie się długo a wąsko między ogromnymi drzewami świetnej także zieloności. – Około gałęzi i pni drzew wije się niezliczone mnóstwo pnących roślin, dzikiego wina, chmielu i innych, które plącząc ze sobą zielone warkocze swoje, tworzą pyszne girlandy, rotundy i jakby wodospadem zieloności spływają w spokojną i zieloną także wodę. – Cisza tam taka, że usłyszeć można każdy szmer liścia – czasem tylko czysty głos wilgi przerwie ten uroczy spokój i tęskne obudzi uczucia albo pukanie dzięcioła tajemniczym echem odezwie się po lesie. Słońce tam nie dochodzi – tylko przebija przez zieloną obsłonę i jej kolorem barwi swoje promienie, a te zielone promienie rzuca na czarne pnie, ziemię, szaty i twarz podróżnika – słowem: tam jest panowanie zieloności.
Wiecie rzeczywiście, co to jest? Oto kanał zielonej i brudnej wody stojącej między krzywymi olszakami, z których zamiast cudnego śpiewu ptasząt prędzej co na nos spaść może. Ale przy tym, słowo daję, to jest tak piękne! Przynajmniej tak wygląda, jak poprzednio opisałem. (…)
W dalszej, pisanej wieczorem, części listu Henryk Sienkiewicz otwiera się przyjacielowi:
(…) Rzeczywiście, dobrze mówiłem, że wieczór może coś napiszę – już to zwykle o tej porze jestem najbardziej usposobiony
do tego, tylko nie wiem, dlaczego poważniej. Dziwna rzecz, lubię wieczorem wspominać dzień cały, a nawet całą przeszłość,
i jak w dzień jestem dosyć roztrzepany, czasami cyniczny, czasami głupi, tak uważam, że wieczór choć do rany mnie przyłóż, jestem najlepszy wtedy. – Dosyć lubię siedzieć po ciemku, wtedy myślę nad sobą: często tak bywa, że zgaszę świecę, a sam siedzę jeszcze z kwadrans albo pół godziny i tłukę się z własnymi myślami, nim się położę. (…)

SIERPIEŃ – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Zawiadamia Konrada Dobrskiego:
(…) Za dwa dni jadę do Warszawy, są imieniny mojej matki (Stefanii z Cieciszowskich Sienkiewiczowej – imieniny 02 września), a na drugi dzień Izy. …to jedna mała smarkata z czarnymi jak węgiel oczami i włosami – alias (inaczej) kij wierzbowy ucięty na drodze
do Jeziornej i ochrzczony Izą. Ale kij tak nazwany na jej pamiątkę. Przypominam sobie fensterparady
(spacery pod oknami); ona siedziała w oknie (mieszka na dole) z kuflem mleka w ręku i z gębą tak pełną bułki, że mówić nie mogła (chociaż i tak do mnie nic nigdy nie mówiła), a ja przechodziłem, wydając ciężkie westchnienia i spoglądając na nią jak lis na winogrona. (…)
I byłbym pozyskał jej wzajemność, gdyby nie pewien młody człowiek, nasz kolega. (…)

SIERPIEŃ – 30. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Rzeka Płonka wylała, tworzą się doskonałe kąpiele, wskutek tego nie chodzę do ostatniego szpaleru, bo mógłbym przypadkiem zobaczyć jaką Zuzannę puszczającą swoje warkocze na wodę. Jakkolwiek mógłbym sobie takiego widoku pozwolić jako artysta-malarz, który w klasyczno-akademicznej nagości pięknych mieszkanek Płońska mógłby czerpać wzory
do przyszłych swych utworów, które mają zadziwić współczesnych i potomnych – to jednakże przez wzgląd na swą młodość, gorącą krew i inne uboczne okoliczności wolę się nie narażać na utratę spokoju sumienia i tej białej szaty niewinności dziewiczej, w jaką dotychczas jestem obleczony”. (…)

WRZESIEŃ – 05. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Bądź tak dobry i przejdź się do rodziców moich – ja tam napisałem książki, które mi potrzebne zaraz, ale w domu może
nie będą wiedzieli, gdzie ich dostać, albo nie zrozumieją, jakich potrzebuję, przyjdź więc im na pomoc z łaski swojej, za co ja Ci zapewniam wdzięczność dozgonną i dogrobną, słowem, taką, jaką się czuje dla tych, co to bez wielkich trudności robią to, o co ich się prosi. (…) Jak będziesz u mnie, powiedz, żeby przez konie, które przyjdą z p. Wey[h]erową, przysłano mi moje fotografie. Proś także, żeby kołnierzyków tych, które mają jeszcze zrobić, nie robiono takich wysokich jak te, które teraz mam. (…) Przypomnij
w domu także, że mi potrzebne bardzo kamizelki, żeby się pospieszyli z przysłaniem, mam obiecany także krawat krepowy czarny, srebrem haftowany na końcu, i poproś siostry mojej, żeby dotrzymała, czego obiecała, i powiedz jej, że mi pilno. (…)

WRZESIEŃ – 08. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Dziś jest święto; byliśmy w kościele i widzieliśmy jakieś ładniutkie szyczki z Warszawy; podlotki około 17 lat. – Wystaw sobie, jak mi to było przyjemnie – poznałem na pierwsze wejrzenie warszawianki, tak ruchami i wzięciem się odbijały rożnie
od aborigines (rudis)
(nieogładzeni aborygeni). Są one ze Skarzyna… (…)

Zrobiłbyś mi prawdziwą przysługę, gdybyś zaraz po odbiorze tego listu dał znać u mnie w domu, i powiedz im, że ja proszę,
żeby raz się zebrali i kupili mi dostateczną ilość papieru, gdyż dosłownie powiedziawszy, chłonę. (…)

WRZESIEŃ – przed 21. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Chciałem wyrysować B. (Helenę Bogdańską) w Saskim; ale cóż, zacząłem w małym formacie i po pierwszym uchwyceniu podobieństwa, tj. po wyrysowaniu pierwszych podobizn, serce tak mi bić zaczęło, że cały stolik i krzesło podskakiwać zaczęło. – Naturalnie pod wpływem takiego ruchu ręce moje nie mogły także zostawać w spokojności, skutkiem czego nos w rysunku był trochę ukarbowany, a usta w tył posunięte, co całej postaci nadał nieco podobieństwa do jednorożca. Ale jak będę miał fotografię, to co innego, wtenczas, zwłaszcza jeżeli nie cała, to łatwiej mi będzie i obiecuję Ci duplikat, bo więcej nie będzie.
Napiszże list porządny i odnieś (zapieczętowany) do mnie, jeżeli będzie okazja, przyszli także arkusz bristolskiego gładkiego papieru (koniecznie gładkiego, glansowanego) i fotografię pani Dobrskiej młodej, Twojej żoneczki; będę się starał ją przerysować (do końca?!) i zapewne przerysuję, bo chęć wiele może. – Naturalnie przerysuję ją także i dla siebie, o co nie możesz się gniewać, raz, że nie mam zwyczaju kochać się w cudzych żonach, a nawet i narzeczonych, a ona jest Twoją (…) jak amen
w pacierzu. Ręczę, że na samą myśl serce Ci bije i rumienisz się, nic więc dziwnego, że i mnie biło przy rysowaniu B. (…)
Przez najpierwszą okazję przyszlij mi książki. (…): Popliński – Wieki średnie; Dithmar – Średnie i nowe
(pełne dane książek –
patrz zakładka „Literatura mająca wpływ na H. S.). (…)

WRZESIEŃ – 24. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Piszę zaciekle powieść („Ofiara”), ale śmiać mi się chce z tych głupstw, które tam się w niej mieszczą. Wystaw sobie, piszę jaki kawałek tkliwy, czuły a ognisty, wyrzekający na losy i ustawy świata; pióro skrzypi, ja mam minę niezmiernie przejętą własną wielkością i słowo daję, zdaje mi się, jakie arcydzieła tworzę – ósmy cud świata! Piszę zwykle wieczorem; na drugi dzień z rana wstaję i pierwszą moją myślą jest przeczytać słowa, które mnie mają postawić w liczbie pierwszorzędnych talentów autorskich – czytam więc i po przeczytaniu nieraz śmiechem parskam i sam sobie się dziwię, jak coś podobnie głupiego mogło wyjść z mojej głowy. Doświadczysz tego, ręczę, jeżeli kiedy weźmiesz się do pisania. Zresztą takie są tam trudności, że człowiek mało nie zwariuje. Nie wiem, co moi bohaterowie i moje bohaterki mają do siebie mówić, jak mają trzymać ręce, głowy, nogi i „inne organiczne członki”. Nie wiem, jak przejść z dialogu do opisu, z opisu do rozumowania, słowem, jestem czasami jak tabaka
w rogu. – (…)

Byłem w kościele ostatniej niedzieli, była panna Jaworowska
(Henryka Jaworowska); była ładnie ubrana; miała czarną suknię, takież okrycie i duży kutas czerwony z tyłu ( dekoracyjny element ubrania). – Nawet bez tego kutasa nie byłaby się tak ładnie wydała, toteż wiedziała o tym i bawiła się z nim przez całe kazanie. Jeżeli nie do rzeczy, to przepraszam! Ale tak było. (…)

WRZESIEŃ – 27. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Wieczorem pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Słowo Ci daję, wszystko o Twojej przyszłej żonie mówiłem serio i nie śniło mi się nigdy z niej żartować, a co się tyczy tego, żem Cię namawiał, abyś się żenił – to dlatego, że uznaję, iż młody człowiek nie może nic lepszego zrobić. – Ja sam, jeżeli tylko dostanę urzędowanie, to pójdę na Wydział Prawny i z pierwszym dochrapaniem się 3000 złp (około 180 rubli), chociażby to były dochody nie stałe – żenię się. Nad wyborem żony już się namyślam. Przychodzi mi przez myśl Iza, wywiedz się więcej o niej, jeżeli znajdziesz na to czas. (…) Chociaż przyznam Ci się, że nie lubię brunetek – zdają mi się zanadto jakieś zmysłowe… i dlatego
z dwóch wolałbym tę drugą, o której myślę, tj. Helenę Bogdańską. Nie widziałem jej 4 czy 5 lat… - w każdym razie, jak przyjdę
do Warszawy, to się wywiem o niej, co będę mógł. (…)

Miałbym jeszcze jedną do Ciebie prośbę. – Podobno mi przyjdzie składać egzamin na patent, bo do Szkoły Głównej nie będzie egzaminów; tak mi przynajmniej ojciec napisał. (…)
Mowa tu o świadectwie zdania egzaminu – w tym przypadku matury – w szkole państwowej przy udziale rosyjskich władz szkolnych, ponieważ polska szkoła prywatna nie dawała wówczas uprawnień do studiów wyższych.

WRZESIEŃ – 28. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Rano kończy wczorajszy list do Konrada Dobrskiego:
(…) Jak tylko będziesz kiedy do mnie pisał przez okazję, napisz zawsze, jaką kładziesz pieczątkę, i pod nią na całym liście połóż kartkę, na której by było napisane dla ciekawych otwierających cudze listy: «Nie do ciebie, durniu.» Jeżeli się kto złapie, to się
i tak nie przyzna, a w pięty mu pójdzie. (…)

Moja powieść idzie teraz łatwiej. – Nie biedzę się przynajmniej z formą, w jakiej mam treść wyrazić, napisałem już blisko
12 arkuszy, więc się wprawiłem. – Naturalnie, zawsze paskudna, niezręczna, bez znajomości człowieka i rzeczy ludzkich zrobiona, ale piszę ją jednak co wieczór, chociaż dla wprawy. (…)

Posyłam Ci teraz 7-dem rubli na książki – a dwa długu, to razem 9. (…) Żeby jednak ułatwić Ci rzecz, wypisuję książki najpotrzebniejsze mi: Słownik łaciński, Słownik francuski (jaki tani naturalnie), Literatura – Bartoszewicza, Historia – Lelewel, Soldometria – Krysiński, Trygonometria – ta żółta. I jakakolwiek algebra. Pieniędzy na więcej nie wystarczy, chociażby jeszcze potrzeba Bóg wie czego, a szczególniej chemii, chociaż przyznam się (tylko nie mów nic w domu), że coraz mniej zgodnym
z moimi widokami staje się Wydział Medyczny – już o naturze i usposobieniu nic nie mówiąc, bo w to nie wierzę. (…)

LISTOPAD – 12. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Do Konrada Dobrskiego pisze:
(…) Pierwszy to list tak krótko piszę – ale jestem chory – głowa boli mnie od rana. – Zmiłuj się, napisz długo i nie wymawiaj się brakiem czasu – mój następny list także będzie długi – gdybym teraz chciał pisać, napisałbym coś rozpaczliwego, bo jestem chory – głowa mnie boli nieznośnie i mgli mnie, jestem więc rozstrojony jak stary fortepian – możesz sobie wystawić, jak to wpływa
na humor. (…) Z posłanych Ci pieniędzy, 8 rs bądź łaskaw, oddaj w domu, z reszty kup mi z łaski swojej: 1) szczoteczkę do zębów, 2) mydło pachnące, takie długie, kwadratowe, jasnego, jednostajnego koloru (wystaw sobie, dali do umywalni takiego [!], jakim w Warszawie podłogi myją), następnie funt albo 1/2 funta tytoniu Sułtan. (…) Proś ode mnie w domu, żeby mi przysłali papieru zwyczajnego listowego i laku. Namyśliłem się i posyłam Rb. 13 – oddaj w domu 8, a za resztę zrób sprawunki… (…)

LISTOPAD – 23. [CZWARTEK] lub 24.


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. List do Konrada Dobrskiego datowany jest 23 listopada 1865 r.. W treści jednak pisze:
(…) W sobotę, a najdalej w niedzielę oddaję list na pocztę. Dziś dziękować Bogu, mamy piątek 23 listopada. (…)
Pisarz pomylił się albo w dacie albo w dniu tygodnia. Dalej relacjonuje wydarzenia ze swego pobytu w Poświętnem:
(…) W niedzielę przeszłą była tu pani Dębowska (Dembowska) z córką (Wiktorią)…; powiadam Ci, panienka comme il faut (jak należy) - prowadziłem z nią rozmowę przez cały wieczór – bo zresztą któż inny mógł prowadzić. Gustaw J. (Gustaw Jagielski), jeżeli
nie o Pietierburgie, niczego bolsze nie znajet. (…) Ale, wracając się do panny Dębowskiej, prawda, że bez kapelusza nieładna,
ale za to tak miła, że już nec plus ultra
(„rzecz nieprzewyższona, najdoskonalsza”). Rozmawialiśmy o literaturze, Mickiewiczu, Słow[ackim], Kras[ińskim], U[ujejskim] etc., naturalnie nikt się nie mieszał. Dużo czytała – dużo wie, dużo umie powiedzieć –
aż miło! Z prawdziwą przyjemnością przepędziłem ten wieczór. Na nieszczęście po herbacie zabolała ją główka i dlatego nawet już o 10-tej wyjechali. Jakaś szczęśliwa była ta niedziela dla mnie, bo i Jaworowską
(Henrykę Jaworowską) widziałem w kościele,
ale zbrzydła jak pies. Po całej rozmowie z Wikcią (Dębowska) przyszedłem do swego pokoju i kładąc ręce na sercu spytałem się siebie w myśli: Miałżebym sądzić, żem się w niej zakochał? – Nie – odpowiedziały wszystkie władze umysłowe i zmysłowe.
– „Ale pan ją rozpalił!” – dodał jakby na uzupełnienie myśli mojej pan Aleksander. (…)

Niedługo nadeszlę Ci moją powieść skończoną – to jest zaczętą i ukończoną, bo tej powieści, którą pisałem od wakacji, bohater był to taki „drań sobaczy”, że nie umiał gadać z ludźmi – jak się zszedł przypadkiem z ideałem, bo siedział jak niedołęga. (…)

GRUDZIEŃ


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Nie wiem, czy dojdzie Cię ten list, jestem bowiem zmuszony powierzyć go Henrykowi (Henrykowi Kotarskiemu). (…) Posyłam Ci przez tegoż młodzieńca moją powieść pod tytułem: „Ofiara”. Ja zacząłem coś i skończyłem? Sam nie mogę przyjść do siebie
z radosnego zadziwienia i wyznać ci muszę, że kiedym wyczytał wyraz: koniec – na piątym arkuszu, byłem prawie dumny z siebie. — Nie dlatego byłem dumny, żeby powiastka ta miała jakąś wartość szczególną — broń Boże — cieszyłem się z tego powodu,
że z pięciu rozmaitych powieści, jakie zacząłem, pierwszą skończyłem zupełnie. — Wracam teraz do samej powiastki. — Najprzód muszę ci powiedzieć, ze to jest dziecię chorowitej wyobraźni mojej, które pewnego dnia, mniejsza o datę, poczęło się szarą godziną pod piecem, a w dwa dni później ujrzało już światło dzienne. — Jest to malowidło jaskrawe jak wszystko, co wyjść może spod mego pióra. Bohater na początku skacze, w środku się uczy, a pod koniec płacze. Bohaterką jest córka budowniczego,
nad której jednak charakterem nie rozpisywałem się bardzo, chcąc cały ciężar utrzymania powieści zwalić na bohatera samego. — Ale największą wadą tej powieści jest nieproporcjonalność składowych jej części do całości — zresztą sam to zobaczysz.
Pomimo najłatwiejszej formy powieściowej, to jest opowiadania, nie potrafiłem uniknąć właściwych tej formie powtarzań się
i nudnej jednostajności stylu. (…) Gdybym miał więcej czasu, ociosałbym toporem zastanowienia te wszystkie chropowatości, które mogą razić delikatny smak czytelnika. Że jednak muszę się spieszyć z oddaniem, Tobie to zostawiam. (…) …zrób więc,
jeśli masz czas, stosowne na ten temat wariacje, rozwałkuj je na kilkanaście arkuszy, a może wtedy wyjdzie coś podobnego
do ludzi. Nie radzę Ci jednak zmieniać formy ani nawet przerabiać w zupełności, bo ręczę Ci, że spotkasz trudności, jakich
nie przewidujesz. (…)

Jak napisałem, pomyślałem też sobie, jakie wrażenie zrobi moja praca na znajomych, kolegach. Przyszły mi głównie trzy osoby
na pamięć, a tymi są: Grochowski
( Wojciech Grochowski), Strzałkowski (Julian Strzałkowski) i Fagoński (Tomasz Fagoński). Grochowski powiedziałby owo swoje lapidarne: „Dobrze”. Strzałkowski by się zachwycał, a Fagoński obcierałby łzy płynące z jego tkliwych oczu i ciężkimi westchnieniami przegrywałby w czasie antraktów, tj. między periodami.

Ach, jak ja wzdycham, żeby się ten psi rok skończył jak najprędzej, gdyż jeżeli będę tak dłużej żył, to albo oszaleję, albo powiem ruskim przysłowiem: Wział didko duszu, taj niech wezne i tiło. Siedzieć czasem całymi miesiącami i nie widzieć żadnej ludzkiej twarzy prócz fotografii to dla mnie mało, i bardzo nawet mało. (…)

GRUDZIEŃ * 06 [ŚRODA] – 11 [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Nie, mój kochany, plotki nie wzmagają się i nie olbrzymieją, jeżeli ktoś nie daje do nich powodu – ludzie nagadają się
i w końcu sprzykrzy im się to, jak wszystko inne. (…) Głupi, według mnie, kto się ludziom w jakikolwiek sposób spowiada.
Im co głębiej i lepiej schowane, tym pewniej i dłużej doleży; to zasada, której nie trzymałem się wprawdzie dotąd, ale nadal zamyślam się trzymać. (…)
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: „Czwartek, 6 grudnia – 11 grudnia” [1865]. Otóż czwartek przypadał 07. grudnia 1865 r., a 06. była środa.

GRUDZIEŃ – 12 [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Napisałbym może dłużej, gdyby nie to, że Wejher natychmiast odjeżdża. Jest 6 godzina rano – zerwałem się jak niepyszny –
i dlatego nie umiałbym nawet wiele napisać, ale i nie mógłbym, bo nie ma czasu. Henryk przyjechał w niedzielę. W poniedziałek Wey[h]erowa posłała Władka po sprawunki – oddał mu jakieś buty. Sam przyjechawszy po południu – przywiózł jakąś flaszeczkę – listy i resztę sprawunków ma dopiero dziś oddać, ale być może, że i to na porcje rozłoży. (…)

GRUDZIEŃ – 16. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem i pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Pierwiastkową moją myślą było napisanie krytyki Twojej krytyki, ale po namyśle odłożyłem to do mego przyjazdu.
Nie chciałem jednak pisać krytyki uwag, które względem „Ofiary” mi zrobiłeś. Są one nadto słuszne, obiecałem sobie tylko posprzeczać się o Twoje zasady w pojmowaniu powieści. Samą „Ofiarę” poświęciłem jak owo jagnię białorunne na ofiarę Minerwie, satyrom i innym tego rodzaju bóstwom. Przyjdzie jednak czas, w którym wydam wojnę tym siłom i chociaż przewiduję burzę, nie spodziewam się, ażeby olimpijskie pioruny krytyków miały mnie, bliskiego nieba, strącić znowu do jego podnóża. (…)
Chcę poprzeć moje twierdzenie: o zmianach młodzieńczego wieku. Przed kilkoma tygodniami byłem, jak wiesz zresztą, usposobienia cyniczno-sceptycznego. Obaśmy tacy byli. Dziś nie poznałbyś mnie w tym względzie. Nie z wyrozumowania,
nie z żadnych wniosków filozoficznych, ale jakoś mimowiednie, jakoś z potrzeby klęknąłem pewnego wieczora do nie mówionego od dwóch lat pacierza. Od tej chwili wierzę – całą siłą. Krótka ta modlitwa podziałała na mnie zbawiennie. (…) Przekonałem się, żem nigdy nie wątpił zupełnie, że byłem w zawieszeniu, w walce, która dziś padła zwycięsko na stronę wiary. (…)

Zapomniałem Ci powiedzieć, że mam zamiar napisać szkic historyczny Pt. „Spytko z Melsztyna” – będzie to pół-powieść,
pół-historia. Przedmiot dosyć się nadaje. Opisów mogę wsadzić mnóstwo – a trzeba mieć trochę więcej źródeł, niż ja mam do tej pory. Dużo jest wprawdzie materiału w „Jadwidze i Jagielle” Szajnochy
(Karola Szajnochy), ale zawsze nie tyle, co potrzeba – bądź więc łaskaw zobaczyć w III tomie „Biblioteki Warszawskiej” z roku 1844. Tam, zdaje się, jest artykuł Michała Balińskiego,
pt. „Spytko Melsztyński i ród jego”. Jeżeli znajdziesz, to ja przyjadę, porobię sobie wypisy. (…)

GRUDZIEŃ – 20. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Konradowi Dobrskiemu pisze:
(…) Ja sam się dziwię, że miałem zamiar wyjechać – nie obliczyłem się ze wszystkimi przyjemnościami spędzenia świąt na wsi. Jednakże mimo tych wszystkich rozkoszy napisz choć lada jaki list, bo zawsze to, prawdę powiedziawszy, jedyna rozrywka moja.
Chciałem z początku włożyć list do rodziców w Twoją kopertę, ale nie chcę Cię robić ptakiem złowróżbnym – piszę więc osobno. (…)


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1866



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Kończę mój list, dołączając jeszcze treściwy spis sprawunków, których mi potrzeba: Metoda franc., Metoda niem.,
grm. łac. część III, Horacjusz Ody, algebr. cz. III, grm. Energia grecka. Pytań matematycznych na gwałt. Rękawiczki jasne, rękawiczki czarne (na Twoją miarę), algebrę tę, co jest u Tomasza, moją – spinek do koszul prostych – 2 – piór gęsich.
Zdziwi Cię moje żądanie rękawiczek czarnych, ale mi są ogromnie potrzebne, bo nie mam w czym do kościoła jeździć; te, co mam, są zupełnie niezdatne, bo już nawet zeszyć się nie dają – zresztą darowałem je dziś. (…)

(…) We wtorek przyjadę, to się rozmówiemy. Dziękuję Ci za fotografię, ale na Twoje nieszczęście Wejher znowu widział i to ja sam mu pokazałem – jeśli to li Twoja wina – dlaczego – powiem, jak przyjadę. (…)
(…) Święta Wielkanocne spędzę w Poświętnem, spodziewam się, że przyjemnie. (…) Zresztą być może, że jeszcze przyjadę, jeżeli Weyher paszport przywiezie. Przyjadę w tym razie w Wielki Piątek – na same Groby. (…) Do domu piszę także, odnieś z łaski swojej list, pilnuj, żeby nie zginął, bo są w nim pieniądze. (…)
(…) Egzamin spodziewam się zdać – ponieważ wszystkiego uczę się z łatwością. Przypisuję to panującej pogodzie i gorącu. Rzeczywiście, im większy upał – tym łatwiej mi wszystko robić – w wielkie mrozy i szarugi jestem niedołęgą. (…) Wstaję rano – kładę się późno – w ogóle wstęp do Szkoły okupuję dość drogo – ale też jak się dostanę, będę prawie bezwzględnie szczęśliwy. Pójdę na Wydział Filologiczny – (wiesz dlaczego). (…) Zresztą filologia to przedmiot prawie dla mnie – trzeba tylko pamięci i blagi, a ja sądzę, że posiadam to oboje. Zresztą lubię języki – z łaciny i greckiego stoję, nie chwaląc się, już bardzo dobrze. (…)


STYCZEŃ – 14. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem, gdzie samodzielnie przygotowuje się do egzaminu dojrzałości. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Co do mnie, zakochałem się we Freinlein Amalii. Jest to dziewica, która przez lat 28 – 30 jak ognia świętego strzegła swej niewinności – przed złośliwymi namiętnościami świata – i zachowała całą świeżość uczucia gotowego wylać się na pierwsze czułe westchnienie. Tyle wdzięków i powabu – nie mogło nie wypalić się na sercu moim. Kocham! Jakże jest piękną, kiedy szarą godziną weźmie gitarę i dobywszy dźwięcznego głosu pocznie nucić: „O mein lieber Augustin” („O mój drogi Augustynie”). Ściany wtedy drżą – a moje serce!? Żarty pominąwszy, jest to niegodziwa małpa, której nienawidzę – co jej jednak nie przeszkadza okazywać mi szczególniejszej sympatii. Koniec końcem postanowiłem korzystać z jej obecności i nauczyć się niemieckiego… (…) Przeszłej niedzieli byłem zaproszony do Dzierzgnej, ale nie chciałem – już dlatego, że mieli tańczyć przez noc całą. Uczę się teraz ogromnie. Wstaję o czwartej, kładę o 10. (…)

Powieść niedługo napiszę prześliczną.

STYCZEŃ – 21. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Między tymi bydlętami nawet apostołem być nie warto, bo głos: Fiat lux (Niech się stanie światłość) - zginąłby bez żadnego echa. Kto by tu chciał być św. Janem – nie potrzebowałby oddalać się na puszczę. – Omyliłem się jednak! I między najgorszymi, między mieszkańcami Efezu znaleźli się tacy, którzy zrozumieli słowa św. Pawła (staję się nudnym – nieprawdaż?) – chcę mówić –
że jednego w tych stronach znam człowieka, to jest pannę W. D.
(Wiktorię Dembowską). Była tu we czwartek razem z rodzicami
i swoją starszą siostrą (z matki) panią Górską, która (mówiąc od niechcenia) jest prześliczna i bardzo miła. Ale wracając
do samej p. Dembowskiej – jest to warszawianeczka w całym znaczeniu. Jej rozmowa każdego zachwyci (naturalnie, kto może
z nią rozmawiać). Jej prostota w obejściu – dobre ułożenie, naiwność – mnie przynajmniej zachwycają. (…) Teraz jeszcze nie było potrzeby robić podobnego rachunku, ponieważ jestem panem swego serca jak nigdy, ale choćby i wypadło – musiałbym przyznać, że z danych mam za sobą: G… tego… Ułożył się z tego kalambur – to jest nazwisko wielkiego poety w drugim przypadku
(G… tego)
(Johanna Wolfganga von Goethego) - to się pewno znaczy, że zostanę wielkim poetą – czemu zresztą bynajmniej
nie przeczę. (…)

STYCZEŃ – przed 27. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Wstaję o godzinie czwartej – uczę się do dwunastej – potem od 2-giej do 10; tak, że więc okropnie nie mam czasu, a jednak dziwna rzecz, nie tylko dłuższe, ale i częściej pisuję listy. (…) Jestem spracowany, zbity, trochę słaby i daleko by mi potrzebniejsze były wesołe listy niż moralizujące i wytykające moje wady. Ty, jak się napracujesz, idziesz czytać, tańczyć fensterparadować (przechadzać się pod oknami) itp. – ja prawie nie wychodzę na świat ze swego pokoju – Ty się kochasz – masz
w wolnej chwili myśl mile czymś zająć – ja chyba pomyślę o Łapiń.
(Józefie Łapińskim), Matuszew. (Aleksandrze Matuszewskim), itp. Zmiłuj się, daj mi pokój z morałami, bo ich czytać nie będę.

Jeszcze podczas ostatniej bytności w Warszawie prosiłem Rechniowskiego
(Wacława Rechniowskiego) - żeby się dowiedział, czy kto nie ma na sprzedanie analizy – obiecał, dalej nic nie wiem. To mnie najgorzej zniechęca, że bez pytań prawie mi niepodobna uczyć się matematyki – a jednak uczę się jej ciągle – to tylko pociesza mnie, że sądzę, że to już niedługo. Zapomniałem Cię prosić, żebyś mi nadesłał kosmografię. Pożycz od Bielskiego, on ma Beneweniego. (…) Nie wiem, czy Ci napisałem, żebyś mi pożyczył swoich Hellenik (Ksenofont „Historia grecka”), bo z nich będę składał egzamin. (…)

STYCZEŃ – 31. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Łącki zrobił bardzo poczciwie, że poznał dla Ciebie p. H. – jakkolwiek to, co o niej powiedział, wiedziałem od dwóch lat i Ty zapewne – to jeszcze nic nie dowodzi, a przynajmniej bardzo mało. Próżność jest małą wadą do twarzy dla ładnej panienki.
Tylko ta zająkliwość to bieda. Nie wiem, dlaczego osób jąkających się nie cierpię. Wymowę (byle nie zanadto) ceniłbym bardzo
w swojej żonie. (…)

MARZEC – 03. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Donosiłeś mi już w poprzednim liście o chorobie Sławińskiego (Michała Sławińskiego), nie spodziewałem się jednak,
żeby tak zatrważające przybrała rozmiary. Biedny chłopiec! – Może w chwili, gdy kreślę te wyrazy, poszedł już ad patres
(do ojców, do przodków)… Zawsze dobrze trzymałem o Sławińskim, ale te błahe wyrazy ad umbra[s] (w krainę cieni), ad patres, mogę powiedzieć, zolbrzymiały go w moim mniemaniu. – Tak, myślę – powinien umierać młody człowiek, co jasno patrzył na życie.
Ad umbra[s], ad patres - to nie wyznanie wiary, ale żart – szczery, prawdziwy, to objaw najsilniejszej woli i rezygnacji – to słowa, które mu powinny wyryć na grobie. Jakim był przez całe życie, takim umiera, a to potrafią tylko bohaterowie. (…)

Co do drugiej nowiny o wywiezieniu Hipolita, na tę byłem od dawna przygotowany. (…) Wyrwany spośród życia szczerego, przyjacielskiego, jakim się otaczał, wyrwany nauce i pracy umysłowej – zginął najniezawodniej. Jeszcze przy tak wrażliwym
i kontemplacyjnym charakterze jak Hipolita – taki stan jak obecny grozi albo idioctwem, albo wariacją. Przypuśćmy nawet,
że ten stan nie potrwa długo – wróci wtedy za stary do nauki, za niedołężny na człowieka dojrzałego – słowem, wariat
albo zdziczały. Prawdziwie będzie mógł powiedzieć o sobie: „Mogłem być czymś – jestem niczym.” A szkoda go wielka, bo jeżeli nie olbrzym, to bardzo szlachetny, prawdziwy i poczciwy człowiek. (…)

KWIECIEŃ – 17. [WTOREK]


Przez Utratę, Zakroczym i Płońsk Henryk Sienkiewicz przybywa do Poświętnego.

KWIECIEŃ – 19. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
Jak wiesz zapewne, przyjechałem tu onegdaj. Drogę do Utraty miałem przyjemną – chociaż towarzystwa żadnego – potem dostałem się furmanką do Płońska za złotych 3, więc nawet niedrogo. Dziwnym trafem spotkałem się w Zakroczymiu
ze Stachurskim
(Ignacym Antonim Stachurskim), który tam urzęduje, i on to głównie przez swoje wpływy wystarał się furmanki. (…)

MAJ – 05. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Upomina Konrada Dobrskiego, że ten nie informuje go o terminach egzaminów i dalej pisze:
(…) Napisz mi więc stanowczo (choćby na koszt, byle więcej i częściej), kiedy mam przyjechać do Warszawy – i jak egzamina odbywać się będą. – Z egzaminu do Waszej szkoły (jak ją nazywasz, choć powszechnie nazywają ją: Główna) śmieję się – jest to bowiem głupstwo w porównaniu z maturitatis (egzaminem dojrzałości). (…)

CZERWIEC – 20. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Donieś mi, kiedy mam przyjechać, jeżeli jeszcze czas będzie na to – zdaje się, że egzamin będę zdawał dn. 30, więc koło 26 wyruszę, teraz przygotowywam się na gwałt. Zdziwiłem się, żeś nic nie napisał przez matkę, ale mówiła mi, żeś nie miał czasu – jestem na to wyrozumiały. (…)

WRZESIEŃ - 14. [PIĄTEK] - 15. [SOBOTA]


Po powrocie do Warszawy Henryk Sienkiewicz składa egzamin dojrzałości w Gimnazjum IV.

PAŹDZIERNIK – 25.


Henryk Sienkiewicz zdaje egzamin wstępny na wydział prawny Szkoły Głównej w Warszawie. Na „Liście kandydatów zgłaszających się do egzaminu wstępnego do Szkoły Głównej w roku 1866” zapisano następujące wyniki:
Nr porządkowy — 338
Data — 25 października
Imię i nazwisko — Henryk Sienkiewicz
Religia — katolicka
Z jakiego gimnazjum — IV warszawskiego
Na jaki wydział — prawny

Polski — 3
Rosyjski — 3
Łaciński — 3
Grecki — 2
Matematyka — 3
Fizyka i Chemia — 3
Historia Naturalna — 2
Geografia i Historia — 4

Przyjęty. Prezydujący w komitecie I. S. Kowalewski

PAŹDZIERNIK - 29. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz otrzymuje świadectwo maturalne:
Nro 1007
Warszawskie Gimnazjum IV

ŚWIADECTWO

Henryk, syn Józefa, Sienkiewicz, urodzony w guberni lubelskiej, powiecie łukowskim, we wsi Okrzeja, wyznania rzymsko-katolickiego, w wieku lat 20, z polecenia p. Naczelnika Warszawskiej Dyrekcji Naukowej z dnia 17/29 maja 1866 roku nr 2234, został dopuszczony 2/14 i 3/15 września rb. przez Radę Pedagogiczną Warszawskiego Gimnazjum IV do egzaminu z kursu siedmiu klas nauk gimnazjalnych i wykazał postępy następujące:

- w religii – dostateczne
- w językach:
- polskim - bardzo dobre
- rosyjskim – dostateczne
- łacińskim – dostateczne
- greckim – dostateczne
- w arytmetyce i algebrze – dostateczne
- w geometrii i trygonometrii – dostateczne
- w zoologii – dostateczne
- w botanice – dostateczne
- w mineralogii – dostateczne
- w chemii – dostateczne
- w fizyce – dostateczne
- w geografii matematycznej – dostateczne
- w historii powszechnej – dostateczne
- w historii Rosji i Polski - bardzo dobre
- w geografii powszechnej - bardzo dobre

Na tej zasadzie i z decyzji p. Naczelnika Warszawskiej Dyrekcji Naukowej z dnia 11/23 października rb. nr 5141 wydane zostało Henrykowi Sienkiewiczowi świadectwo niniejsze o zdaniu przez niego egzaminu z pełnego kursu nauk gimnazjalnych, opatrzone odpowiednim podpisem i pieczęcią państwową.

Warszawa 17/29 października 1866 r.
Pełn. obow. inspektora Gimnazjum IV.
Radca Kolegialny (—) Fel. Jezierski
Sekretarz (—) Bojanowski

LISTOPAD – 19. [PONIEDZIAŁEK]


Na liście osobistej kandydata Szkoły Głównej w Warszawie w rubryce: „Na jaki wydział pragnie być przyjętym" – skreślono wyraz „prawny", wpisano„lekarski", a następnie „filologiczny".

GRUDZIEŃ - 17. [PONIEDZIAŁEK]


W dokumentacji Szkoły Głównej w Warszawie odnotowano:
„Komitet egzaminacyjny uznaje Henryka Sienkiewicza za dostatecznie usposobionego do słuchania nauk w Szkole Głównej Warszawskiej na wydziale «lekarskim»”.


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1867



LUTY – 03. [NIEDZIELA]


Stefania Sienkiewicz o decyzji syna o zmianie wydziału lekarskiego na filologiczny Szkoły Głównej w Warszawie dowiaduje się od Konrada Dobrskiego. Pisze do niego:
Sąd pana o Henryku z takim był oczekiwany upragnieniem i niespokojnością. Jednocześnie odebraliśmy listy jego do mnie
i do siostry pisane, ale w żadnym z nich nie wyjawia kroku, który uczynił, kroku tak ważnego w życiu, jakim jest zmiana zawodu. Ten dowód skrytości jego i braku zaufania w matce, aż nadto pobłażliwej, więcej był mi przykrym jak rzecz sama, chociaż mówiąc otwarcie, zmartwiłam się bardzo, że porzucił zawód lekarski, i tę zmianę przypisuję więcej niestałości i lekkości charakteru aniżeli wrodzonym zdolnościom i popędom, które pan tak pięknie tłumaczy. Te porywy fantazji i bujność wyobraźni, którym, jak pan twierdzi, nie mógłby się oddawać studiując medycynę, nie dadzą mu niestety pewnego, niezawisłego chleba, na który pracować przeznaczony, z postępem lat i doświadczeniem przejdą same z siebie, wynikiem ich będzie kilkanaście arkuszy zabazgranych uczonymi rozprawami, których nikt czytać nie zechce, a stanowisko jego w świecie pozostanie zawsze na stopniu tak niskim, że mu ani sławy, ani szczęścia dobrego bytu nie zapewni. (…)

LUTY – 04. [PONIEDZIAŁEK]


Z notatki Węclewskiego (?), sekretarza Wydziału Filologicznego Szkoły Głównej w Warszawie, dowiadujemy się, że Henryk Sienkiewicz przenosi się na ten wydział:
p. Sienkiewicz Henryk w dniu 4 lutego r. 1867 pod nr 83 zapisany został w liczbę studentów wydziału.

PAŹDZIERNIK – 16. [ŚRODA]


Konrad Dobrski przesyła „Tygodnikowi Ilustrowanemu” napisaną przez Henryka Sienkiewicza wierszowaną „Sielankę młodości”. Redakcja poinformowała: „Nadesłane utwory drukowane nie będą. W szczegółową ich ocenę wdawać się nie możemy; chociaż niektóre z nich nie są pozbawione pewnych zalet, ale brak miejsca
i czasu zmusza nas do sądu sumarycznego.” Konrad Dobrski przechowuje utwór u siebie i dopiero w 1901 r. oddaje go Ignacemu Chrzanowskiemu.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1868



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Początki studiów są dla Henryka Sienkiewicza biedne. Okres ten tak wspomina trzydzieści lat później:
„…zdarzało się (…) po dwa dni nie jadać, a zarazem nie mieć najmniejszego prawdopodobieństwa obiadu na dzień trzeci
i następne”
.

Henryk Sienkiewicz zostaje guwernerem książąt Woronieckich, z którymi łączą go więzy rodzinne (kuzynostwo) przez Deotymę (Jadwigę Łuszczewską).
Jego wychowankami byli: Paweł i Michał - synowie Lucjana Korybuta-Woronieckiego, właściciela Bielic pod Skotnikami w pow. sochaczewskim. Z Michałem pisarz
do końca życia będzie utrzymywał stosunki towarzyskie i przyjacielskie.
Zapewne w towarzystwie Woronieckich Sienkiewicz spędza kilka wakacyjnych tygodni w Szczawnicy, gdzie poznaje Adama Asnyka.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1869



DOKŁADNEJ DATY BRAK



U Woronieckich, w ich: majątku Bielicach pod Sochaczewem i warszawskim pałacyku w Alejach Ujazdowskich – Henryk Sienkiewicz pisze powieść „Na marne”. Rozdział jej czyta koledze uniwersyteckiemu, późniejszemu aktorowi i krytykowi, Józefowi Kotarbińskiemu.

KWIECIEŃ - 18. [NIEDZIELA]


W 16. numerze „Przeglądu Tygodniowego” ukazuje się pierwszy utwór drukowany Henryka Sienkiewicza: recenzja „Wystąpienie gościnne p. Wincentego Rapackiego w roli Caussade'a w komedii Nasi najserdeczniejsi”, Sardou.

LIPIEC - 03. [SOBOTA]


W numerach 79. — 80. „Tygodnik Ilustrowany” drukuje szkic Henryka Sienkiewicza „Mikołaj Sęp Szarzyński, studium literackie”, napisany pod wpływem ówczesnego profesora literatury polskiej w Szkole Głównej, Józefa Przyborowskiego.

WRZESIEŃ – 26. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa u Lucjana i Marii Woronieckich w Bielicach pod Sochaczewem jako wychowawca Michała Woronieckiego. Stąd pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) …tłumaczę Tacyta i Jean Chasol („Jean de Chazol” Mario Ucharda) z „Reuve des Mondes”, czytam „Tygodnik Ilustrowany”
i spodziewam się co dzień „Przeglądu”. (…) Piszę powieść
(„Na marne”) także co dzień, ale powoli idzie, bo masami skreślam; są też w niej wskutek tego różne szczerby, niby luki, które muszę zapełnić. (…) …co się tyczy Szwarca (Józefa Szwarca, głównej postaci powieści „Na marne”), z którego, nie wiem dlaczego zrobiłeś Müllera. Według mego pojęcia chcę ten charakter zrobić ujemnym,
na tym nawet oparłem osnowę opowieści, nie myślę także robić z niego szlachcica; w Kijowie posłałem go na wydział medycyny. W tej chwili właśnie siedzi nad anatomią i w przyszłości będzie doskonałym doktorem. (…) Koniec mam gotowy. W opisie studenckiego życia rozwinąłem pewien przepych razem prawdy i fantazji. Wprowadziłem kilkanaście nowych figur, których jeszcze nie znasz, tylko że od ciągłego skreślania są tam, jak powiedziałem, szczerby, które muszę zapełnić. Afektuję niewiele, ale są miejsca, gdzie puszczam się i nie żałuję kolorów. (…)

Zresztą tak mam wszystko gotowe, że pisząc nie komponuję, ale spisuję tylko to, co mi w głowie poprzednio dojrzało. Miejscami powieść wygląda aż do złudzenia jak rzeczywistość. Czy przypominasz sobie Gustawa? tego, u którego staje Szwarc?
Otóż z dziwnym zamiłowaniem obrabiam ten charakter, boję się nawet, żeby mimo mej woli nie został bohaterem tej części powieści. Cała potęga prawdy tego charakteru leży w jego egzaltacji. (…) Za świetną i zupełnie oryginalną postać uważam jedną z kobiet wprowadzonych; nazywa się ona wdowa. Zarysowałem ją z gruba w fazie czarnej melancholii, podobnej prawie
do obłąkania, a przynajmniej apatii. Jak powiadam, kolory na nią nakładam grubo, wygląda tedy plastycznie, ale żałuję teraz cokolwiek, że widok Szwarca budzi ją. (…) W tej wdowie kocha się Gustaw. Ot, węzeł trudny do rozplątania, przeprowadzający charaktery w rozmaite sytuacje, niby przez próby ogniowe. Teraz właśnie uciszyłem ruch, gwarę i wrzawę, jaka panowała
w poprzednim rozdziale; ten, który teraz piszę, mógłby się nazywać historią rozumu, gdybym miał zamiar nazywać swoje rozdziały. (…)

Niestety, miewam pomimo tego wszystkiego chwile takiego zwątpienia, że cała praca wydaje mi się najnędzniejszą ramotą, niewarta nawet ognia, ale już ją ciągnę mimo tego, rozmyślając jednak, czym by poważniejszym zająć się na przyszłość
a po powrocie do Warszawy… Wiecie, ja z prawdziwym przestrachem czytam powieść Elizy Orzeszkowej pt. „W klatce”; przysięgam, że motywów jej nie kradłem, a zanosi się na bardzo podobne do moich, tylko że to powieść będzie więcej z nieba, moja – z ziemi; tam aniołowie upadli i doskonali, u mnie – ludzie; tak bym chciał przynajmniej. (…)


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1870



CZERWIEC - 04. [SOBOTA]


W „Tygodniku Ilustrowanym” ukazuje się studium literackie autorstwa Henryka Sienkiewicza - „Kasper Miaskowski”.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1871



LUTY


Henryk Sienkiewicz pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Vorbrodt był u mnie we czwartek (tj. wtedy, kiedy było święto), przyniósł mi Twą karteczkę i zażądał rękopismu. …dopiero dziś, tj. we środę, skończyłem i odniosłem mu ostatecznie. Miałem dużo pisania i przeróbek. Proszę Cię, żebyś, jakkolwiek znasz początek, wszystko przeczytał jeszcze raz: przeczytał, a nawet poprawił – nie sens lub treść, ale rozmaite stakata, których, sto razy przeglądając, niepodobna autorowi uniknąć. W całości są miejsca bardzo ładne, język wszędzie dość żywy i energiczny. Zwracam Twoją uwagę, jak ku końcowi panuje prawie wyłącznie dialog i akcja prawie z gorączkową żywością się toczy. Największą wadą tej powieści, gdybyśmy ze stanowiska utylitarnego chcieli patrzeć, jest brak tendencji; jest to, jeśli chcesz, psychologiczny obrazek, jakich zresztą mnóstwo się drukuje…

W całości powieści widzę wiele niedostatków, ale myślę, że je przymioty pokryją. Rozdział XII jest najsłabszy: gdybyś go chciał zmienić lub w ogóle coś zmienić – z wyjątkiem głównych rzeczy – nie miałbym nic przeciwko temu. Im wydanie będzie piękniejsze, tym książka będzie miała większy pokup. Nie uwierzysz, jak mi chodzi o to, …żeby druk był duży, a liczba stronic,
o ile można, jak największa. Format naturalnie ósemkowy… Jeszcze jedna rzecz – przejrzyj interpunkcję: czasem się gdzieś
za dużo nakładzie znaków, a czasem zapomni… Z obawy krytyki wolałbym może pseudonim, zwłaszcza że i moje nazwisko znaczy tyle co pseudonim, ale nie upieram się przy tym. (…)

MARZEC – 08. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Wielce mi nie na rękę przeróbki, jakie trzeba będzie zrobić, nie dla braku chęci, ale ze względu na zbliżające się egzaminy. Zrobię to jednak, chciałbym tylko jak najprędzej. Na zarzuty Twoje częścią się zgadzam, częścią odpowiadam w ten sposób.
Albo Szwarc walczy z sobą (tj. szanuje węzły łączące go z Heleną) i wtedy małżeństwo z nią jest prawdopodobne, albo nie walczy (tj. drwi z więzów) i wtedy nie masz powieści. Dziwię się, że Ci tak prosta myśl nie przyszła do głowy, choć z drugiej strony godzę się z Tobą, że prawdopodobne nie znaczy konieczne…

Drugie zakończenie – stół, prosektorium, trup kobiety (Heleny) i Szwarc z nożem – byłoby wybornie pomyślane, gdyby nie to,
że pięćdziesiąty raz w pięćdziesięciu głowach i pięćdziesięciu romansach (Historia trzech kobiet i jednej papugi), dalej, że i ja dawno o tym myślałem, a jeszcze dalej, że to mocno obrzydliwe, choć niezrównanie efektowne. Na zmianę jednak zgadzam się – mam swoje zamiary, wpadło mi na myśl w głowę kilka scen, które widzę i słyszę doskonale – dlatego cierpię nawet febris emendationis
(gorączkę poprawiania) i boję się, czy powieść nie zginęła.

Chodzi mi już po głowie druga – nie druga część poprzedniej, ale zupełnie inna, do której parę sytuacji mam napisanych.
Od początku do końca z rzeczywistości – powieść tendencji – satyra, jeżeli chcesz porównać – coś, coś jak Martwe dusze Gogola
(Mikołaja Gogola) tytuł byłby: Wędrówki po naszych drogach (tytuł zmieniony: „Humoreski z teki Worszyłły”). (…)

MARZEC – 19. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Zmieniłem koniec zupełnie, ale nie w zupełności poszedłem za Twoimi radami, zwłaszcza co do układu scen końcowych
i co do sposobu ich przedstawienia. Powiem Ci otwarcie: lubię te sceny. (…) Rzeczy przybyło kilka arkuszy, co wszystko (doliczając przeróbki ze środka) stanowiło sporą robotę, zwłaszcza że nie mogłem przecie pisać od razu na czysto. Tytuł zmieniłem – będzie: W rozbrat, W rozbracie lub Na marne. (…)
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: 19 marca 1871, poniedziałek . Otóż poniedziałek przypadał 20 marca 1871 r., a 19-go była niedziela.

KWIECIEŃ – 02. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Z największą niechęcią drukowałbym „Na marne” w piśmie periodycznym, choćby miało przynieść i większe zyski. Zresztą ciekawym zdania Kraszewskiego (Józefa Ignacego Kraszewskiego)… Na poprawki, gdyby Kraszewski chciał jakie robić, spodziewam się, zgodzisz się. Jeśli można, poproś go nawet, żeby Ci napisał, co myśli o powieści i zdolnościach autora. (…)

MAJ – 29. [PONIEDZIAŁEK]


Przebywający w Dreźnie Józef Ignacy Kraszewski pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Powieść „Na marne” jest wyborna. Czytałem ją z wielkim zajęciem i jednym szczerym słowem mogę powiedzieć to tylko,
że rzadko pierwsza praca tak jest dojrzałą. Winien to autor i talentowi, i tej wielkiej trafności, z jaką obrał sobie przedmiot –
z własnego lub widzianego i znanego życia, a mógł malować z natury. (…)

CZERWIEC – 04. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Nie dlatego nie pisałem, żebym z napchanej paszczy nie mógł słowa wykrztusić, zwłaszcza, że ta paszcza jest wiecznie łaknąca, ale nie pisałem dlatego, żem w egzaminacyjnych upałach, co mnie mocno dręczy i nudzi, a skończy się dopiero koło
28 czerwca. Potem zaraz wyjadę i zajmę się próżniactwem lub pisaniem.

Wielce mnie ucieszyły słowa Kraszewskiego
(Józefa Ignacego Kraszewskiego), a choć pierwsze wrażenie już przeszło, zawsze jestem kontent poczuwszy się, jak to mówią, na siłach. (…) …pewnego pięknego wieczora przyszedł do mnie Nowicki (Władysław Nowicki), który pracuje w „Bluszczu”, od pani Ilnickiej (Marii z Majkowskich Ilnickiej) z zapytaniem, czybym nie sprzedał, a w razie, gdybym miał zamiar i gdyby powieść się przydała, ofiarowano najwyższą cenę za wiersz. Drugiego wieczora doszła także propozycja od Keniga (Józefa Keniga) z „Gazety Warszawskiej”. (…)

To się znaczy: nie masz pieniędzy? – potrzeba Ci pieniędzy? - nie masz czasu? – sprzedał Kraszewski drukarnię? to prześlij
Na marne”, a „Na marne” nie pójdzie na marne, bo je zaniosę do pierwszej lepszej redakcji i każę… z góry sobie zapłacić. (…)

CZERWIEC


Henryk Sienkiewicz opuszcza uczelnię (Szkołę Główną) bez egzaminów końcowych z języka greckiego.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1872



DOKŁADNEJ DATY BRAK



„Przegląd Tygodniowy” w dwóch tomikach wydaje powieść „Humoreski z teki „Worszyłły” Henryka Sienkiewicza.

MAJ - 07. [WTOREK]


Dwutygodnik "Wieniec" (nr 37.) rozpoczyna druk powieści Henryka Sienkiewicza „Na marne” z ilustracjami Henryka Pillatiego.

LIPIEC - 26. [PIĄTEK]


Dwutygodnik "Wieniec" (nr 60.) kończy druk powieści Henryka Sienkiewicza „Na marne” z ilustracjami Henryka Pillatiego.

DRUGA POŁOWA ROKU


Henryk Sienkiewicz publikuje recenzje literackie w „Wieńcu”: „Pan Graba” Elizy Orzeszkowej – i w „Niwie”.

WRZESIEŃ – 27. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Woli Gułowskiej na Podlasiu u matki Stefanii Sienkiewicz. Pisze do swojego brata ciotecznego, Janusza Dmochowskiego:
(…) Najchętniej przyjechałbym dziś razem z Zosią, ale nie wziąłem paletota, a w letnim okryciu byłoby mi za zimno. Matki, która także chciała dziś jechać, nie puściłem dla wiatru i deszczu. – Jeżeli chcesz się ze mną widzieć, bądź tak dobry, przyślij konie
w niedzielę, a wraz z końmi i burkę lub coś podobnego. Nie wiem tylko, czy nie za trudno by Ci było odsyłać mnie nazajutrz,
t. j. w poniedziałek, do Łukowa, gdzie muszę być najdalej w poniedziałek, bo i tak zasiedziałem się u matki dłużej, niż miałem zamiar. (…)


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1873



MARZEC - PAŹDZIERNIK



Henryk Sienkiewicz – na przemian z Edwardem Leo i Władysławem Bogusławskim – pisze do dziennika „Gazeta Polska” kroniki pt. Bez tytułu. W okresie pisania
do „Gazety Polskiej” przechodzi twardą szkołę u redaktora „Gazety Polskiej”, Józefa Sikorskiego, który zarzuca pisarzowi niesumienność dlatego, że w jego kronikach zbyt wiele jest poezji, a za mało faktów. Sienkiewicz czuje się skrępowany i traci do pisania wszelką ochotę. Dopiero, gdy redakcję „Gazety Polskiej” obejmuje Edward Leo, poznaje się na wielkim talencie i otwiera pisarzowi łamy gazety. Od tego czasu przez kilka lat Sienkiewicz pisze felietony Z chwili bieżącej.

LIPIEC


W pierwszej połowie lipca Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do Wiednia jako korespondent dziennika „Gazeta Polska” , skąd przysyła sprawozdania z Wystawy
w Wiedniu
.

WRZESIEŃ - 01. [PONIEDZIAŁEK]


W Woli Gułowskiej umiera Stefania z Cieciszowskich Sienkiewicz, matka pisarza. Zostaje pochowana na cmentarzu parafialnym w Okrzei.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1874



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Wraz z Walerym Przyborowskim, Danielem Zglińskim i Leopoldem Mikulskim Henryk Sienkiewicz tłumaczy „Rok dziewięćdziesiąty trzeci” Wiktora Hugo.

CZERWIEC - 23. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz, Mścisław Godlewski i Julian Ochorowicz – składają się po 1500 rubli, a Jan Jeleński daje 500 rubli i za całą tę sumę nabywają pismo „Niwa”. Pisarz przystępuje do spółki za pożyczone pieniądze. W piśmie prowadzi dział literacki. W 1878 r. długi wspólników spłaca Mścisław Godlewski, który zawiązuje spółkę wydawniczą, liczącą 55 członków.

LIPIEC - 29. [ŚRODA]


Tego dnia odbywają się zaręczyny Henryka Sienkiewicza z Marią Jadwigą Keller.

SIERPIEŃ – 05. [ŚRODA] – 17. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz wraz z narzeczoną Marią Kellerówną przebywa w Strzałkowie koło Radomska w majątku Biedrzyckich. Tu spędzają chwile szczęścia. Nieoceniona Barbara Wachowicz pisze:
(…) Dom duży, „prawie pałacyk”, „schody kręcone, wąskie, na jedną osobę – minąć się na nich niepodobna, nawet z takim szparagiem jak ja”. Park cienisty. …tylko pył stoi nad polami złoty, wzbity nad ścinanym zbożem. „Jutro pojedziemy w pole, pan Henryk wybiera się i po chatach pochodzić, z ludem pogawędzić, (…) tylko, że to żniwa, to ludzie więcej spracowani i zajęci (…)”.

Szli przez wieś. (…) Zza malw i słoneczników wybiegały płowe dzieci, ciekawe. Ośmielone podejmowały ich pod nogi. Stoczyło się wokół stadko dziewcząt, nadciągnęli starzy, pamiętający panienkę z jej dziecinnych lat… (…)

Padał deszcz. (…) Panowie – wuj Mili
(Marii Kellerówny), właściciel Strzałkowa – Artur i Henryk Sienkiewicz grają w szachy „długo, długo, tak zajęci, jakby rzeczywiście szło o wielkie sprawy”. (…) Deszcz siecze o wszystkie szyby, ostro. Ledwie południe, a już ciemnawo. Lokaj, dostrzegłszy panienkę, stawia dwa płonące świeczniki i zapala kominek. Mila wyciąga ręce i patrzy, jak ogień prześwietla na różowo jej owalne paznokcie. Wielkie lustro zwieńczone złotymi amorami odbija jej pochyloną postać w „gładkiej, brązowej jedwabnej spódnicy, jasno-piaskowym vêtement, przybranym skromnie plisą i szarfą z brązowej materii”. W tej codziennej sukience narzeczony lubi ją najbardziej. (…)

Jakże jest szczęśliwa, że ich pierwszy wyjazd razem był właśnie tu, do Strzałkowa. „Tu się urodziłam i tu całe dzieciństwo przebyłam. A tak jak kochania większego i droższego być nie mogło i nie może, tak i dzieciństwa nie było szczęśliwszego
nad moje…” Tu w 1852 roku był ślub jej rodziców. Matka miała 16 lat. (…) Dziadek Edward Biedrzycki założył w Strzałkowie szkółkę dla dorosłych i dzieci wiejskich. (…) Mila z całej duszy podziwia swoją matkę, ledwo o 17 lat od niej starszą, a zawsze jednako grzeczną, uśmiechniętą, poważną”. (…) Matka często rozmawia z nią o przeznaczeniu kobiety. I wtedy zawsze cytuje znany dwuwiersz Niny Łuszczewskiej, matki słynnej Deotymy:
Kochać w milczeniu, mówić w spojrzeniu,
Cierpieć w westchnieniu, żyć w poświęceniu! (…)
Podczas gdy przeznaczenie mężczyzny to – wedle pani Łuszczewskiej:
Mądrości berło piastować, ludzkość miłością owionąć,
Potęgą czynu panować, a duszą w Bogu zatonąć. (…)
Przeszły deszcze. Wybrali się na pola. Dobiegały końca żniwa. Młodą parę związano wieńcem z kłosów – na szczęście. (…)

Piętnastego sierpnia wiją wianuszki, które zwiędną, ale nie utracą zapachu. Z rozchodnika, macierzanki, cząbru. Jest Matki Boskiej Zielnej, dzień imienin panny Mili. Najpiękniejszym prezentem, jaki dostaje, są dwie gęsto zapisane karteczki, które włoży w pamiętnik z uwagą:

„List od drogiego Ojca pana Henryka”:
„Nie proszę Cię o szczęście syna mego, które w Twe ręce złożyłem, bo widząc przywiązanie Twoje, Panno Marjo,
nie poparte żadnym materializmem, tylko dla Jego Osoby – zupełnie spokojny jestem, że Henryk, wybrawszy Cię sercem, w swoim przywiązaniu trwać będzie na zawsze, a wiedzą i pracą dołoży starania o byt materialny, który będzie podstawą Waszego obopólnego szczęścia. Załączam tylko prośbę, abyś raczyła zachować w pamięci tego, który od czasu poznania Ciebie w poczet dzieci swoich zaliczył…”
W dwa dni potem Henryk Sienkiewicz po raz pierwszy wyjechał w świat.

Opuszczali Strzałów znów w deszczu. To „niebo płakało nad naszym rozstaniem”. Siedzieli ciasno w powozie i mówili, że gdyby to od nich zależało, ślub by wzięli już, zaraz. Ciotka żartowała, że „zapalone głowy!” „A pan Henryk dodał – i zapalone serca!” (…)

SIERPIEŃ – 17. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do Ostendy.

SIERPIEŃ - 18. [WTOREK]


W drodze do Ostendy Henryk Sienkiewicz zatrzymuje się w Kolonii. Pisze do narzeczonej, Marii Jadwigi Keller:
Ren szumi pod oknami, a z drugiej strony wieże miasta rozpływają się we mgle. Szeregi świateł odbijają się w wodzie.
(...) powoli wszystko zapada w ciszę - trochę senną, a bardzo romantyczną. Czuję się swobodny i szczęśliwy i gdybyś ty jeszcze, moja ukochana Pani, była przy mnie - nie brakłoby mi niczego. Teraz stanęlibyśmy w oknie i poglądali na Ren i na leżącą z drugiej strony Kolonię, na szeregi świateł, wreszcie na ciche, gwiazdami zasypane niebo... Cóż bym dał za to, gdybym mógł podzielić się
z Tobą całą tą masą wrażeń.

SIERPIEŃ – 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 20. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 21. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 22. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 23. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 24. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 25. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 26. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 27. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 28. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 29. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 30. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 31. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 01. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 02. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 03. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 04. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 05. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 06. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 07. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 08. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 09. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 10. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 11. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 12. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 13. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 14. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 15. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 16. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 17. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 18. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. Mieszka u Daniela Zglińskiego.

WRZESIEŃ – 19. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu.

WRZESIEŃ – 20. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu.

WRZESIEŃ – 21. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu.

WRZESIEŃ – 22. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu.

WRZESIEŃ – 23. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu.

WRZESIEŃ – 24. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu.

WRZESIEŃ – 25. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu.

WRZESIEŃ – 26. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu.

WRZESIEŃ – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu.

WRZESIEŃ – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu.

WRZESIEŃ – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu.

WRZESIEŃ – 30. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. Mieszka u Daniela Zglińskiego. W czasie pobytu w Paryżu pisze kilkanaście listów do narzeczonej, Marii Keller. Rodzice zamożnej panny sprzeciwiają się ostatecznie małżeństwu córki z niezamożnym dziennikarzem.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1875



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz zamieszcza w „Niwie” recenzje teatralne, w których pisze o sztukach Józefa Korzeniowskiego, Kazimierza Lubowskiego, Józefa Rapackiego, Friedricha Schillera i innych.

STYCZEŃ — 11. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz obejmuje w „Gazecie Polskiej” stanowisko kronikarza życia warszawskiego. Rozpoczyna druk felietonów tygodniowych „Chwila obecna”.

CZERWIEC – 22. [WTOREK]


W Warszawie przy ul. Czerniakowskiej Henryk Sienkiewicz uczestniczy w poświęceniu pierwszej polskiej fabryki betonu.

LIPIEC - 24. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do płonącego Pułtuska i w felietonie XXVIII „Chwili obecnej” opisuje zaistniałą klęskę. Wyjazd ten po latach opisał uczestnik wyprawy, Tadeusz Czapelski:
Poznałem go [Sienkiewicza] w r. 1874 w Warszawie. Na werandzie Lessla, w Ogrodzie Saskim, zbierała się co dnia brać literacko-dziennikarska. Ściągał ją tam popołudniowy „obowiązkowy mazagran”. (…) Sienkiewicz należał do «młodej prasy», bardziej
z tytułu koleżeństwa z jej koryfeuszami, którzy przeważnie wyszli ze Szkoły Głównej. Opromieniał go już wtedy urok talentu niepospolitego, nęcił ku niemu czar osobisty. Wprawdzie często zwykł szukać samotności, ciszy, tej przyjaciółki myśli,
przecie nie gardził kompanią farysów, amatorów mokki. Więc krokiem miarowym, kołyszącym, w nieodmiennej porze przychodził z «sędzią» Mikulskim. Osobliwa para: Sienkiewicz, chociaż niewysoki, lecz w modnym cylindrze zdawał się olbrzymem
wobec Mikulskiego, garbuska z anhelliczną twarzą. I bodaj czy nie mieszkali razem: poczynający tak fortunnie literat i urzędnik sądowy, jeden z kryjomych działaczy i żarliwych patriotów, jakich Warszawa liczyła jeszcze tysiącami. Owemu też Leopoldowi Mikulskiemu zawdzięczałem znajomość z Sienkiewiczem, trzymającym się nieco w rezerwie. Iż zaś obok niego zasiadał mruk
nad mruki, dramatopisarz Daniel Zgliński, przeto nazywano ich «grobową parą». Bywało jednak, niespodzianie wtrąci się Sienkiewicz do rozmowy na temat literacki, a prowadząc dyskurs głosem niskim, melodyjnym, dowodząc przy tym nieodparcie, ujmie wnet, podbije zasłuchane towarzystwo.

W rok później, na schyłku lipca, kiedyśmy znów odbywali sjestę ogrodową, nadbiegł ktoś z wieścią, o szalonym pożarze Pułtuska. Zagrożone podobno miasto całe.
— Jadę! — krzyknąłem porywając się z miejsca.
— A może by i pan, panie Henryku? — zaproponuje swojemu felietoniście Edward Leo, redaktor „Gazety Polskiej”.
- Już pojechałem – wycedził z flegmą Sienkiewicz. (…)
Podróż, mil ośm, nie wlokła się zbyt długo, mój bowiem milczek stal się nader rozmowny, zmieniał przedmioty gawędy, olśniewał postrzeżeniami, erudycją, dowcipem świetnym, szlacheckim humorem, a zwłaszcza tą i ową opowieścią, snutą jak przędziwo. (…) Wreszcie ze zmrokiem dotarliśmy do Pułtuska, o którym spotykani po drodze mówili: „Nie ma go już prawie, a co jest,
to się dopala”... (…) ...skreśliłem natychmiast dorywcze sprawozdanie z gorącym wezwaniem do składek. Jakoż nazajutrz ukazało się ono w „Kurierze Warszawskim”.

A Sienkiewicz? Znużony, musiał dni parę odpocząć, skupić się, przemyśleć widziane najsumienniej, by dopiero w sobotnim [!] felietonie dać rzecz pt. „Zgliszcza i pustka”. Straciła na tym zapewne aktualność dziennikarska. Zyskało piśmiennictwo!

WRZESIEŃ - 25. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz kończy „Sielankę”, która w tym samym miesiącu ukazuje się w tygodniku „Bluszcz”.

LISTOPAD - 20. [SOBOTA]


W „Gazecie Polskiej" ukazuje się „Stary sługa” jako część cyklu „Z natury i z życia”.

LISTOPAD - 23. [CZWARTEK]


W nr 260. „Gazety Polskiej” zamieszczony został szkic Henryka Sienkiewicza „Ad usum Delphini, wspomnienia z teatru we Lwowie” poświęcony próbie „Niewinnych” Aleksandra Świętochowskiego, aktorom: J. Deryng, Stanisławowi Dobrzańskiemu, Bolesławowi Ładnowskiemu i innym. Treść szkicu pozwala przypuszczać, że Henryk Sienkiewicz był w 1875 r. we Lwowie. Nie potwierdzają tego jednak inne źródła.

GRUDZIEŃ


Henryk Sienkiewicz pracuje nad nowelą „Hania” .

GRUDZIEŃ — 21. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz - jako kronikarz życia warszawskiego w „Gazecie Polskiej” - w okresie od 11 stycznia do 21 grudnia zamieszcza 40 felietonów tygodniowych „Chwila obecna”. Młodego publicystę – choć dopiero po 30 latach – przedstawił Bronisław Mayzel:

W skromnym mieszkaniu moim przy ul. Niecałej, zwykle po kolacyjce u „Andzi” (Czuleńskiej), zbierało się od czasu do czasu kółko przeważnie literackie i artystyczne na pogawędki albo — bezika. Do najczęstszych gości należeli: Józef Bliziński, Wład. (Władysław) Pląskowski, Ant. (Antoni) Zaleski, Wład. (Władysław) Olendzki («Major»), Klemens Junosza (Szaniawski), Jan Noskowski (wydawca „Wieku”) i wielu innych. Ci wszyscy legli już w grobie. Z żyjących pomnę między innymi: Edwarda Lubowskiego, M. Prażmowskiego (Mariana Prażmowskiego), D. Filleborna (Daniela Filleborna), Tadeusza Czapelskiego, Kaz. Zalewskiego (Kazimierza Zalewskiego) i Henryka Sienkiewicza. Mistrz dzisiejszej literatury zajmował wówczas lokal w moim sąsiedztwie, pod nr. 8 przy ul. Niecałej, wspólnie
z Leopoldem Mikulskim, jednym z najgorętszych przedstawicieli młodej prasy (...) Zapewne bliskiemu temu sąsiedztwu zawdzięczaliśmy, że Sienkiewicz przyjmował często udział w zebraniach, o których mowa. Zresztą w gronie towarzyszów
nie wyróżniano go wcale, chociaż on sam wyróżniał się swoim jestestwem. Pamiętam, gdyby dzisiaj, te szlachetne rysy młodzieńcze, tę smukłą postać o wejrzeniu melancholijnym, posępnym czy marzącym. Zazwyczaj małomówny, zamyślony, jakby ciałem tylko znajdował się wpośród nas, szybując myślą gdzieś hen — daleko.

Pomnę, pewnego wieczoru zabawił u mnie do późnej pory, a na wychodnym rzekł: „Mikulski złaje mnie, że tak późno powracam”. Prosiłem więc, aby przenocował. „Zgoda, ale pod warunkiem, że przeleżę na sofie.” I pomimo całej gościnności z mojej strony
nie potrafiłem przemóc, by przyjął odstąpione mu za kotarą łóżko. Wczesnym rankiem zrywam się, ażeby zakrzątnąć się około drogiego gościa, ale Sienkiewicz już nie spał; zastałem go przed biblioteką; przeglądał książki, tom za tomem: «Goethe, Thuemmel, Dickens, Szekspir — jakież to piękne rzeczy». Po herbacie zabrał się p. Henryk do papierosa, lecz wnet odrzucając go rzekł: „Nie mogę dziś palić — oto lepiej przejdźmy się do Botanicznego”. Zagadnąłem: „A co będzie z dzisiejszą „Chwilą obecną” — wiedząc, że w poniedziałki „Gazeta Polska” zamieszcza fejleton Sienkiewicza. Pomknęliśmy tedy dorożką. Powiew ranny majowego ciepła, budząca się w pełni roślinność wiosenna rozmarzyły go; tak ożywionym nie widziałem Sienkiewicza przedtem. Zatrzymując się przed każdym nieomal drzewem i krzewiną objaśniał ich nazwę, właściwości, zachwycał się. Około południa dopiero powróciliśmy z wycieczki, której wspomnienie dotychczas tkwi żywo w mej pamięci.

A fejleton Litwosa? Ukazał się, świetny jak zawsze, z małym tylko opóźnieniem.

Innym znowu razem opowiadałem pokrótce o przygodach wycieczki mojej zimą 1875 r. do Rakowca, za rogatką Jerozolimską,
po szosie pełnej wybojów i roztopów. Sienkiewicz słuchał w milczeniu, a nazajutrz w odcinku „Gazety Polskiej” w „Chwili obecnej” dał Litwos czytelnikom obraz stanu dróg podmiejskich tak pełen fantazji, tak plastycznie i wiernie skreślony, iż cały nakład gazety z tym fejletonem, jednym z ostatnich przed wyjazdem Sienkiewicza do Ameryki, rozchwytano w lot po mieście.


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1876



STYCZEŃ – 02. [NIEDZIELA]


W „Gazecie Polskiej” rozpoczyna się druk noweli „Hania” - dalszy ciąg cyklu „Z natury i z życia”.

LUTY – 09. [ŚRODA]


W „Gazecie Polskiej” kończy się druk noweli „Hania”

LUTY – 17. [CZWARTEK]


Cenzura warszawska zezwala na druk pierwszej powieści Henryka Sienkiewicza „Na marne”.

LUTY – 19. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz w towarzystwie Juliusza Sypniewskiego wyjeżdża do Ameryki. Jedzie za pieniądze „Gazety Polskiej”, której ma nadsyłać korespondencje.
W rzeczywistości udaje się, aby znaleźć miejsce na osadę w Kalifornii dla grupy emigrantów-artystów skupionych wokół Heleny Modrzejewskiej. Z inicjatywy Bronisława Mayzela pisarza żegnają koledzy i przyjaciele obiadem w Restauracji „U Andzi”. B. Mayzel wspomina ten dzień:
Było to w sobotę 19 lutego 1876 r., w dzień jasny, słoneczny, przy lekkim przymrozku. Wprost od „Andzi”, około godziny 2 z południa, z torebką podróżną przez ramię, udał się Sienkiewicz z całym gronem biesiadników na dworzec Kolei Wiedeńskiej. Tutaj oczekiwała go już płeć piękna
z Heleną Modrzejewską na czele. Znakomita artystka żegnała przyszłego arcymistrza słowa polskiego widocznie wzruszona, z pełnymi łez oczyma. A gdy pociąg ruszył, długo jeszcze powiewały chusteczki w stronę wychylającego się z okna wagonu autora „Hani”.
Chwile przed wyjazdem opisuje także Henryk Sienkiewicz:
(…) …gdyby …ktoś przyszedł do mnie w lutym i rzekł mi, że przy końcu marca przejadę Niemcy, Francję, całą długość Anglii; że przepłynę
na wiosnę burzliwy Atlantyk, a następnie jak ptak na skrzydłach przelecę niezmierzone przestrzenie wielkiej kolei od New Yorku do San Francisco i strząsnę proch z obuwia mego na brzegach Oceanu Spokojnego, temu odrzekłbym bez wahania:
- Przyjacielu! pisuj artykuły polemiczne do "Kroniki Soblonowskiej", albowiem widzę, że zmysły twoje nie są z tego świata. (…)

Pewnego poranku przyszedłem do redakcji i wziąwszy do ręki jedno z pism naszych począłem je czytać. (…) Tymczasem drzwi otworzyły się.
Do redakcji wszedł jakiś dżentelmen mający koło sześciu stóp wzrostu, ze wspaniałą jasną brodą.
- Czy z panem Litwosem mam honor mówić? - spytał niskim, basowym głosem, który przypominał mi ryk lwa.
- Czym panu mogę służyć? - odpowiedziałem z uprzejmym pośpiechem… (…)
- Jestem X z Poznańskiego. (…)
- A więc pan z Poznańskiego? (…)
- Otóż przyszedłem spytać, czy panowie macie jakie stosunki z Ameryką? (…)
- O, tak! między innymi prezydent Grant pilnie studiuje naszą politykę. (…)
- Nie chodzi mi o tak wysokie stosunki. Ja, panie, wyjeżdżam do Stanów Zjednoczonych pojutrze i chciałbym od panów dostać list do pana Horaina. Czy pan zna pana Horaina?
- Och! doskonale... Od trzech lat. Mówiąc nawiasem, czytałem wszystkie listy pana Horaina, ale jego samego nie widziałem nigdy w życiu.
- Więc pan go zna od trzech lat? Ależ mnie się zdaje, że on od czterech lat mieszka a Ameryce?
- Omyliłem się: znam go od sześciu lat.
- Owóż prosiłbym panów o list do niego. Ja chcę tam kupić kawał gruntu i osiedlić się. Moja żona słaba, potrzebuje ciepłego klimatu, a tam, słyszę, ciepło. (…)
- Dobrze. Damy panu listy do pana Horaina.
- A pan sam się na wystawę nie wybierze?
- Ja? poczekaj no pan... jeszczem się nad tym nie zastanowił... Zaraz... Wybiorę się, nie wybiorę, wybiorę, nie wybiorę... wybiorę... Tak jest! jadę, panie.
- A to pan jedź teraz ze mną: będzie nam obydwom raźniej.
- A która teraz godzina?
- Samo południe.
- O drugiej jadam obiad, mam więc dwie godziny czasu do namysłu. Przyjdź pan na obiad, będę zdecydowany. (…)

…siedząc na tym samym miejscu, rozmyślałem jeszcze: jechać czy nie jechać? - jak Hamlet nad swoim: „być czy nie być”. Ale jeżeli nie pojadę, cóż będę robił? Będę pisywał po nocach?... Ależ i w Ameryce mogę pisywać także. Co więcej, doktor zalecił mi, żebym nie pisywał po nocach;
a ponieważ w Ameryce właśnie wtedy wypada noc, kiedy u nas dzień, zatem pisywać w Ameryce w nocy jest to pisywać w Europie we dnie, czyli: jechać do Ameryki jest to wypełniać polecenie swego doktora. Dalej: jeśli pojadę, nie będę robił korekty własnych utworów, czyli nie będę ich czytywał... To także coś znaczy. (…) Majątek? nie zrobię go nigdy. Długi? narobiłem ich już. To ostatnie wspomnienie zdecydowało mnie. Ech!
co tam! jadę do Ameryki. (…) O godzinie drugiej poszedłem na obiad. Nowy mój znajomy czekał już mnie.
- No, i cóżeś pan postanowił? (…)
- …czekaj pan na mnie.
- Dobrze, ale w Bremie. (…)

…tegoż samego dnia jeszcze począłem robić starania o paszport. (…) Mój dziad nieboszczyk, Panie świeć nad jego duszą, raz jeden tylko za dni swych był w Puławach, a raz w Królewcu, i miał o czym opowiadać przez całe życie. (…) …Ameryka ma jeszcze swój urok, dlatego po biurach patrzono na mnie jak na jakiś osobliwszy okaz zoologiczny… (…) Dzięki Ameryce i dzięki szczególniejszemu interesowi, jaki ta część świata budzi w naszych władzach municypalnych, uzyskałem paszport dość prędko. Pozostało go tylko zawizować u konsula. (…) Udałem się tedy
do konsula, którego szczęśliwie zastałem w biurze.
- Mego sekretarza nie ma - rzekł mi - zechciej pan potrudzić się po trzeciej.
Schowałem paszport do kieszeni.
- Nie mogę - odpowiedziałem. – Wyjeżdżam o drugiej; muszę się tedy obejść bez wizy.
Mój interlokutor zbladł. (…) …sposobność owej pierwszej wizy była i mogła przeminąć, może na zawsze!
- Panie – rzekł mi więc konsul - nie będę czekał na sekretarza, niech go tam diabli wezmą; dawaj pan paszport, zaawizuję sam, byle prędzej.
Dałem więc paszport. (…) Po niejakiej chwili konsul począł się namyślać i drapać w głowę.
- Panu o prostą wizę chodzi? - spytał.
- Tak, byle w dobrym gatunku.
- Hm!... Diabli nadali tyle tych pieczęci.
- Palnij pan pierwszą lepszą.
- Ale to trzeba na końcu paszportu?
- Najlepiej trzymać się środka. W Stanach Zjednoczonych są tylko dwie partie: demokratyczna i republikańska, a nie ma trzeciej, dlatego
jest źle.
- A tak! tak!
- A pan do jakiej partii należy? - spytałem znienacka.
- Ja?... tego... jakże się nazywa?... Mam przecie gdzieś zapisane, ale na pamięć...
- A cóż, wiza skończona?
- Zaraz, zaraz. Diab... nadali te pieczęcie! E! wie pan co? kropniemy największą, zawsze to nie zawadzi.
- Kropnijmy największą.
Konsul wydobył z szuflady coś na kształt tarana do zabijania palów w Wiśle.
- A toż to prześcieradło można by tym zawizować! - rzekłem.
- To nic, poradzimy... O, dla Boga, a to istotnie ciężkie!
- Może panu pomóc? Raz, dwa, trzy... Hoop! siup!
Rozległ się głuchy łoskot stołu, na który padła pieczęć. Zdawało się, że mój paszport krzyknął: "O Jezu!" Schowałem go do kieszeni
i wyszedłem. Była godzina dwunasta w południe, o wpół do trzeciej miałem wyruszyć, ale przedtem musiałem iść na pożegnalny obiad, który
za grosz wdowi wyprawiała dla mnie brać literacka. (…)

Na szczęście jednak, na owym obiedzie, o którym wspominałem, więcej było wina niż mów; skutkiem czego, kiedym jechał po obiedzie
na dworzec kolejowy, świat wydał mi się bardzo pięknym zjawiskiem, Warszawa - najczystszym i najporządniejszym miastem na świecie, kobiety - szalenie ładne, bruki - nadzwyczajnie wygodne… (…)

Wsiadłem wreszcie do wagonu, lokomotywa świsnęła i wkrótce przez mgłę i dym tylko widziałem kochane twarze, goniące mnie spojrzenia
i ręce powiewające chustkami. Pogoda była piękna; jakkolwiek luty jeszcze, czuć było w powietrzu oddech wiosenny. (…) Wagony nasze,
jak wiadomo, ogrzewane są od spodu siedzeń, skutkiem czego od czasu do czasu zdawało mi się, że jestem imbrykiem siedzącym
na samowarze. (…) W Aleksandrowie zrobiła się noc… (…) Ja usnąłem także, marząc o Warszawie i o tych, których w niej zostawiłem; usnąłem zaś tak dobrze, że nie obudziłem się aż w Toruniu, gdzie rewidują wagony.
- Pan ma parę nowych butów - rzekł do mnie pruski celny oficer.
- Czyż pan chciałeś, żeby wszyscy u nas w dziurawych już chodzili? - odpowiedziałem. (…) Wróciłem do wagonu i usnąwszy znowu, spałem
aż do rana, tj. aż do przybycia do Berlina. (…)

[01. Niemcy - mapa fizyczna]

[Fotografia mapy: Autor: 01. Captain Blood. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją GNU FDL].

LUTY – 20. [NIEDZIELA]


Drugi dzień podróży Henryka Sienkiewicza do Ameryki przebiega następująco:
„(…) …spałem aż do rana, tj. aż do przybycia do Berlina. Ogromne miasto, znane mi już zresztą, na wpół uśpione jeszcze, migało w różanych blaskach zorzy przed mymi oczyma. Przejechałem ze wschodniego banhofu (dworca) na Lehrter Bahnhof (obecnie Berlin Hauptbahnhof). Było blisko dwie godziny czasu do odejścia pociągu, wyszedłem więc przed dworzec i począłem rozglądać się na wszystkie strony. (…) Na prawo błyszczał w promieniach wschodzącego słońca posąg Zwycięstwa, ciężki, niezgrabny, trywialny, podobny do wrony, która usiadła wypadkiem na słupie
w Berlinie i gotuje się odlecieć. (…) Dwie godziny minęły szybko. Siadłem znowu do wagonu. Miałem jechać nie do Bremy, ale do Kolonii. (…)

Pociąg, którym jechałem, nie dochodził do samej Kolonii, ale zatrzymuje się w Deutz, z prawej strony Renu. Przyjechaliśmy o godzinie dziewiątej w nocy. Byłem trochę zmęczony, więc udałem się do hotelu „Belle-Vue” i kazałem dać sobie numer. Kelner zaprowadził mnie na drugie piętro
i wskazał mi stancję, w której miałem noc przepędzić. Zanim zapalił światło, zbliżyłem się do okna i podniosłem roletę, aby spojrzeć na leżącą
na drugim brzegu Kolonię. (…) Przepyszny widok! Noc była śliczna, pogodna. Księżyc świecił tak jasno, że nieledwie czytać by można
przy potokach srebrnego światła. Pod nogami moimi płynął Ren. Długie smugi światła odbijały się w przezroczej toni na drugim brzegu. Bliżej pały parowiec sypał deszczem złotych iskier. Cała Kolonia widna była jak na dłoni: światła, spiętrzone grupy domów, ciemne sylwetki kominów, a nad wszystkim tym wspaniała katedra, górująca nie tylko wieżami, ale i sklepieniem nad całym miastem, wyniosła, spokojna, urocza i milcząca. Największe gmachy miejskie wydały mi się wobec niej lepiankami tulącymi się niby pod skrzydła potężnej matki. (…)

Godzina czasu spłynęła mi w przeszłość na podobnych rozmyślaniach. Tymczasem wieczór stawał się coraz bardziej romantyczny. Parowiec przybił do brzegu tuż pod oknami mego hotelu. W małym Deutz cicho było, bo całe miasto już spało. Tylko sternik, siedzący na przodzie statku, śpiewał dość pięknym głosem: Wacht am Rhein, a od strony Kolonii dochodził uszu moich świst lokomotywy. Od czasu do czasu lekki wiatr przynosił zaledwie dosłyszalne odgłosy zgiełku i gwaru miejskiego. Żal mi było wstawać od okna … (…) …po chwili wszedł ów dżentelmen
z jasną brodą, z którym, według pierwotnego planu, miałem się zjechać w Bremie. (…) Kazałem zabrać moje kufry i obaj udaliśmy się
na centralny dworzec w Kolonii. Była już prawie północ; chciało mi się spać srodze, ale ruch panujący na dworcu wytrzeźwił mnie. (…) Wsiedliśmy wreszcie do wagonu. (…)”

LUTY – 21. [PONIEDZIAŁEK]


Pisarz relacjonuje trzeci dzień podróży:


[01. Belgia - mapa] [Fotografie – Autor: 1)Krzysztof. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją CC-BY-SA].
(…) Pociąg zatrzymał się. Do wagonu wszedł już nie mrukliwy pruski konduktor, ale Belgijczyk ubrany w czarne kepi i poprosił nas po francusku, ażebyśmy się udali do rewizji rzeczy. (…) Rewizja zajęła nam bardzo niewiele czasu. Zjedliśmy wieczerzę, wypili po pół butelki wina i ruszyli dalej. Dzień już robił się dobry, gdy zbliżaliśmy się do Brukseli. Śliczne to miasto, po Paryżu najpiękniejsze ze wszystkich, jakie kiedykolwiek widziałem; otoczone wzgórzami, pokrytymi lasem, i cudnymi dolinami, otrząsało ze siebie białawe tumany nocy i z mgły wywijało się skąpane
w różowym świetle i niby uśmiechnięte po dobrej nocy i dobrym śnie. (…) Na ulicach panował już ruch. Flamandki siedzące na małych wózkach wiozły do miasta mleczywo, a twarze ich, spokojne i uczciwe, zdawały się do mnie uśmiechać. Domy jednak były jeszcze ciche, rolety w oknach pozapuszczane, złocenia na gzymsach domów połyskiwały łagodnie w porannym świetle. Wszystko było spokojne, schludne, harmonijne, ciche, szczęśliwe jakieś, a wszystko pamiątkowe i poetyczne. Z każdego załomu murów, z każdego kąta wieje tu na ciebie tradycja poważna, wielka, nauczająca bardzo. (…) Otóż jak Belgia długa i szeroka, wszędzie tak jest spokojnie, tak jakoś cicho i szczęśliwie, że słusznie można by powiedzieć: Chrystus przechadza się po całym kraju. Bez przesady mówiąc, jest to najszczęśliwszy kraj na świecie. (…)

Wsiedliśmy do wagonu, ale wkrótce za nami wsiadł, a raczej wskoczył pomijając schodki, jakiś dżentelmen nadzwyczajnej otyłości, stanowiącej dziwny kontrast z jego ruchami. (…)
- Ja jestem nauczycielem tańca. Dwanaście lekcji kosztuje u mnie 40 franków. Najładniejsze dziewczęta z całego Lille uczą się u mnie; lekcje
są wspólne. Panowie jadą do Lille? Oto są moje bilety: Mr Dunois. (…) Pan Dunois dodał jeszcze, że uczy nie tylko kontredansa, ale i uprzejmej rozmowy z damami w czasie tego tańca. Po czym w najlepszej zgodzie ruszyliśmy w drogę. Pociąg ku granicy francuskiej idzie krajem równym, nie obfitującym w malownicze widoki, ale uprawnym jak ogród. Wyjeżdżając z kraju zostawiliśmy jeszcze śnieg na polach, tu zaś wiosna poczynała się wszędzie. Na łąkach zieleniła się trawa, a na polach ruń wszelkiego rodzaju zbóż. Grupy drzew, stojących na równinach
lub idących w kształcie alei wzdłuż rowów, dróg i kanałów, wypuszczały zielone pączki. (…)

Gdyby nie komora, nie rewizja rzeczy i nie długi przystanek pociągu, nikt by się nie domyślił, że nareszcie wjeżdża z Belgii do Francji. Krajobraz nie zmienia się w niczym. Tenże sam kraj uprawny jak ogród, te same chaty wieśniacze kryte czerwoną dachówką, gontem lub nawet słomą,
co przypomina Polskę, taż sama Flandria, ciż sami ludzie, też poczciwe flamandzkie twarze i bluzy niebieskie; słowem, wszystko takie same.
Gdy pociąg ruszył, obróciłem się, by przesłać ostatnie pożegnanie Belgii, temu krajowi, dla którego niepodobna nie czuć sympatii… (…)

[01. Francja - mapa fizyczna] [Fotografia – Autor: 1) David Monniaux. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją CC-BY-SA].
Do Calais przybyliśmy około dwunastej w południe. Jest to dosyć nędzne i brudne miasto, jak wreszcie większa część miast portowych; znaczenie jego handlowe jest jednak ogromne. (…) W Calais sale dworca kolejowego roiły się pasażerami przejeżdżającymi do Anglii. (…) Wyszliśmy wreszcie na świeże powietrze; wzięto nasze rzeczy. Statek, który miał nas zawieźć do Douvru, stał tuż nad brzegiem przystani… (…) Na koniec, zszedłszy po pochyłym pomoście, weszliśmy na pokład statku. (…) Nagle uczułem, że statek zakołysał się w prawo i w lewo, brzeg począł usuwać się spod moich oczu. Ruszyliśmy w drogę. (…)
Pisarz ma już za sobą: Aleksandrów, Toruń, Berlin, Kolonię, Brukselę. W Calais oczekuje na rejs do Dover, a potem podróz do Londynu, gdzie przewodnikiem Henryka Sienkiewicza
jest Ignacy Maciejowski (Sewer). Pisarz przedstawia wrażenia drugiej połowy dnia:
(…) W półtorej godziny po wyjeździe z Calais kończy się wreszcie prawdziwa męka podróżnika. Owe krótkie bałwany, którym osobiście życzę, żeby nigdy nie wyjrzały z dna morskiego, przestają wreszcie wstrząsać mózgiem jak ziarnkiem grochu w grzechotce, na widnokręgu zaś poczyna się rysować Douvres. (…) Port był stosunkowo pusty, widok zaś pobrzeży przeraźliwy. Białe, wysokie na kilkaset stóp ściany, prostopadle sterczące z morza, wyglądają na tle czarnej wody jak żałobny szlak na całunie. (…) Tymczasem wpłynęliśmy do portu. (…) W tych warunkach wysiedliśmy na ląd. (…) Po czym wsiedliśmy do wagonu i ruszyli wprost do Londynu. (…) …muszę oddać sprawiedliwość kolejom angielskim, że pod względem szybkości przewyższają wszystkie inne na świecie. (…) …pociąg leciał jak na skrzydłach. Zbliżyłem się do okna wagonu. Jestem tedy w Anglii… (…)

Celem mojej wycieczki była Ameryka, uwagi więc moje o Anglii, przez którą tylko przejechałem, mają wartość notatek spisywanych w wagonie. (…) Owóż siedząc w oknie wagonu przypatrywałem się ciekawie krajobrazowi. Miasta, miasteczka, farmy i parki migały przed mymi oczyma. Krajobraz wiejski podobny tu jest do belgijskiego, tylko domki farmerów schludniejsze, na łąkach zaś mieniących się nader świetną zielonością pasą się liczne stada owiec. (…) Gdyśmy zbliżali się do Londynu, był zachód słońca. (…) Nim przybyliśmy na stację, było ciemno, udaliśmy się więc do hotelu z zamiarem niewychodzenia tego wieczoru nigdzie, co jak dla mnie, jadącego bez odpoczynku wprost z Warszawy, było prawie koniecznością. Hotel nasz nazywał się "Charing Cross". (…) Kazano nam wejść, a raczej wsadzono nas wraz z naszymi kuframi do jakiegoś małego pokoiku i pojechaliśmy wraz z owym pokoikiem, czyli elewatorem, jak tu nazywają, w górę, nie wiem już, na które piętro; następnie znaleźliśmy się na korytarzu, a następnie w pokoju, który przeznaczono nam na mieszkanie. (…) Pomyślałem sobie przy tym, że gdyby
w szkołach uczono mnie w swoim czasie zamiast mnóstwa innych rzeczy choć trochę angielskiego, moja edukacja byłaby o wiele zupełniejszą. (…)

Z tego wszystkiego zaś ta głęboka nauka dla moich współobywateli wypływa, aby po wyuczeniu przede wszystkim dokładnie rodowitego języka uczyli dzieci swoje i innych. Dziś posiadać znajomość kilku języków jest to mieć chleb w ręku. (…)

[01. Wielka Brytania - mapa fizyczna]

[Fotografia mapy: Autor: 01. Captain Blood. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją GNU FDL].

LUTY – 22. [WTOREK]


Pisarz zwiedza Londyn. Dopiero wieczorem wsiada do pociągu i wyrusza w podróż do Liverpool’u:
(…) Dzień następny poświęciłem na obejrzenie Londynu, o ile olbrzymie to miasto można obejrzeć nie mieszkając w nim pół roku. Zwiedziłem Westminster, …British Museum, …, ogród zoologiczny, …, kościół Św. Pawła i inne pamiątkowe gmachy. Powierzchowność miasta posępna,
ani się może porównać ze złotym Paryżem. Domy tu wąskie i niezbyt wysokie, budowane z czerwonej lub surowej cegły, którą potem kopci dym, obmywa deszcz, co razem nadaje jej wszelkie pozory brudu. Place za to wspaniałe i obszerne. (…) Około południa udaliśmy się do Hyde Parku. (…) Ale tymczasem bije godzina pierwsza. W parku robi się pusto, a w końcu zupełnie pusto. Czas wracać do domu. Mamy przed sobą odległość kilku mil angielskich, mały to jednak kłopot, bo z pomocą kolei podziemnych przebywa się przestrzeń w kilka minut. (…) Przelatujemy jak wicher od stacji do stacji; jedni wysiadają, drudzy wsiadają. Nie wiem, gdzie jesteśmy i gdzie wysiąść należy. (…) …na koniec lokomotywa staje, wysiadamy i znów oddycham pełną piersią… (…)

…zbliżyliśmy się do naszego hotelu. (…) W hotelu zapakowaliśmy rzeczy, czekała nas bowiem nocą podróż do Liverpoolu; po czym zapłaciwszy rachunek i przekonawszy się, że niepotrzebnie dla oszczędności jadaliśmy nie w hotelu, ale na mieście, w hotelu bowiem płaci się za wszystko razem, wyszliśmy znowu na ulicę. Nie pamiętam, na której już z ulic uwagę moją zwrócił żółto pomalowany dom, otoczony ogrodem, z zielonymi żaluzjami w oknach. Pamiętam, że była to jakaś ustronna ulica; na chodnikach było pusto; w ogrodzie świegotały wróble, z domu dochodziły łagodne śpiewy kobiece, nad domem zaś i ogrodem unosił się dziwny spokój.
- Co to za dom? - spytałem. - To przytułek dla zbłąkanych dziewcząt, pragnących wrócić na drogę cnoty. (…)

Na świecie robił się mrok. (…) …czas było udać się na dworzec kolejowy, z którego pociąg wychodził do Liverpoolu. (…) Pociąg ruszył i po chwili Londyn wraz ze swoim morzem świateł zniknął nam z oczu. (…)

LUTY – 23. [ŚRODA]


Kolejny dzień podróży Henryka Sienkiewicza:
(…) Tymczasem poczęło szarzeć. Brzask robił się na wschodzie: domki farmerskie, drzewa albo czasem wieże kościelne występowały coraz wyraźniej z głębi cienia i mgły. O godzinie szóstej dojeżdżaliśmy do Liverpoolu. Miasto czysto angielskie. Też same niewielkie domy z czerwonej lub surowej cegły, okopcone dymem a poplamione deszczem; też same zielone zazdroski w oknach; zresztą z powodu wczesnej godziny cicho
i spokojnie. Od strony morza dął potężny i ostry wiatr; na końcu ulicy widać było las masztów. Mieliśmy jeszcze dwie godziny czasu, zatem zatrzymaliśmy się w hotelu, by się umyć, przedrzemać i posilić przed puszczeniem się na morskie odmęty. Wskazano nam hotel wdowy Clinton… (…) Przy śniadaniu nadeszła wdowa Clynton wraz z młodą i przystojną córką Clynton i nie wiem, co to za dziwny dom, ale obie te damy wydały mi się jeszcze uroczystsze. (…)

…pożegnaliśmy się tak, jak się żegnają członkowie jednej rodziny, i ruszyliśmy do portu. Z portu mały pękaty parowiec miał nas przewieźć
do okrętu udającego się za Ocean. (…) Przecisnąwszy się przez stosy kufrów zasiedliśmy w jakimś kącie i milczeli wszyscy. (…) Tymczasem mały parowiec zawrzeszczał przeraźliwie, jakby go kto ze skóry obdzierał, podniósł kotwicę i ruszył. Po półgodzinnej jeździe ujrzeliśmy wreszcie „Germanika”, który miał nas przewieźć do Ameryki. Wyznaję, że ujrzawszy ten statek, długi blisko tak, jak połowa naszego żelaznego mostu, ujrzawszy jego potężne kominy, maszty, jego piętra, jego olbrzymie boki świecące oknami, odetchnąłem swobodniej.
— No, ten potwór chyba się ani zakołysze na morzu! — rzekłem do mego towarzysza, którego twarz wypogodziła się również. (…) Tymczasem potwór nasz wywiesił czerwoną chorągiew z białą gwiazdą i napisem: „White Star” (Biała gwiazda), należy bowiem do Towarzystwa noszącego tę nazwę; następnie nie zagwizdał, ale ryknął głosem tak tubalnym, że nasz stateczek przewozowy o mało nie schował się pod wodę
ze strachu. Zbliżyliśmy się jeszcze więcej do jego boku, a raczej do jego stóp; zahurkotał pomost; powstała wrzawa i zamieszanie: chwyciłem za ucho mój kufer i po chwili znalazłem się na „Germaniku”.

Był to czwartek, dnia 23 lutego. (…)
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: Był to czwartek 23 lutego. Otóż czwartek przypadał 24 lutego 1876 r., a 23-go była środa.
Dalej pisarz odnotowuje:
(…) Pod wieczór dnia 23 siedliśmy na okręt „Germanicus”, który miał nas zawieźć do Ameryki. W poprzednim liście wspomniałem, że jest to jeden z najpotężniejszych parowców linii „White Star”, utrzymujący komunikację między Liverpool a New Yorkiem. Fale Morza Irlandzkiego zaledwie cokolwiek kołysały olbrzymim statkiem, tym bardziej że i pogoda była piękna. (…)

[Karta wizytowa przedstawiająca transatlantycki liniowiec „Germanic” należący do armatora „White Star Line”.]

[Źródło – Wikipedia.] [Zgodnie z wolą autora powyższe zdjęcie jest własnością publiczną.]

LUTY – 24. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz opisuje podróż statkiem „Germanic” do Ameryki:
(…) Nazajutrz rano przybyliśmy do Queenstown, portu leżącego na samym południowym cyplu Irlandii, skąd już prosto na zachód mieliśmy się puścić do New Yorku. (…) …Queenstown odznacza się tym, że stanowi wrota Oceanu. Tu kończy się Morze Irlandzkie, a zaczyna się Atlantyk,
i z tego powodu prawie wszystkie okręty idące z Anglii do Ameryki i odwrotnie mają tu swój kilkogodzinny przystanek. Nasz okręt również zarzucił opodal od brzegu kotwicę i potężnym gwizdaniem oznajmił miastu swoje przybycie. Mały parowiec przywiózł nam nowych pasażerów,
a po największej części emigrantów… (….) Wreszcie mały parowiec wysadził wszystkich swoich pasażerów i pakunki, po czym zabrał listy
z naszego statku, wrzasnął wniebogłosy i odpłynął. (….) …„Germanicus” podniósł kotwicę i po chwili chwiał się już na ogromnych falach Oceanu. Pasażerowie poczynają biegać po całym statku, zaglądać wszędzie, przypatrywać się każdej jego śrubce; po czym upewniają się wzajemnie,
że nie masz żadnego niebezpieczeństwa. (…)

Około godziny pierwszej po południu w salonie jadalnym i po korytarzach, gdzie są kajuty, odzywa się barbarzyński głos gongu, czyli tam—tama, zwołujący pasażerów na lunch. Siadamy do stołu. Tu znowu rozpoczyna się dla mnie bieda z angielszczyzną. Nie rozumiem jadłospisu i nie wiem, co sobie kazać dać jeść. Przychodzi steward, czyli lokaj okrętowy. (…) Niewiele myśląc pokazuję jej na karcie jakąś potrawę, której nazwa angielska podobała mi się więcej od innych z powodu swego brzmienia. Mumia odchodzi, następnie powraca i przynosi mi morele. Chciałem zupy, wszyscy jedzą zupę, ale cóż robić? Zabieram się do moreli. Po morelach nieubłagany los zsyła mi ser, po serze pomidory, po pomidorach tartą bułkę. Zjadam to wszystko; na deser zaś dowiaduję się, że siedzący koło mnie podlotek umie po francusku i że będzie mi służyć za tłumacza
w moich utrapieniach. (…) Ale tymczasem statek zaczyna się coraz lepiej kołysać. Po upływie pół godziny jedna z dam, która dotąd rozmawiała najweselej, nagle wstaje, spogląda obłąkanymi oczyma naokoło, mówi przygnębionym głosem: „O Boże! Boże”, po czym zbiega szybko
po schodach na korytarz prowadzący do kajut. Za nią wkrótce podąża druga i trzecia, po nich mężczyźni; pokład staje się coraz pustszy;
na koniec na pobojowisku zostaje tylko kilka osób trwalszej natury, między którymi liczę się ja… (…)

Tymczasem chiński tam—tam daje znać, że czas na obiad. Karmią nas wspaniale, ale do obiadu nie siada już ani pół tyle osób,
co do południowego lunchu. Mojego podlotka nie ma także. Po prawej stronie ode mnie siedzi natomiast jakiś kapitan okrętowy, którego statek rozbił się na brzegach Anglii. Jest to człowiek dwa razy grubszy od zwykłego chrześcijanina; ale ta bryła łoju mówi nadzwyczaj cienko i je tyle,
że połowa tego wystarczyłaby dla całej załogi okrętowej. Rzekłbyś, jest to waliza służąca jako skład żywności. (…) Uważam, że na dole,
w salonie, daleko mi się więcej w głowie kręci niż na górnym pokładzie; uważam także, iż umysł mój z każdą godziną tępieje coraz bardziej; dlatego natychmiast po czarnej kawie wybiegam znowu na pokład. Ciemno jest już zupełnie. Silny wiatr łopocze w żagle, na całym okręcie słychać żałosne „Ooo — ho!” majtków. (…) O godzinie dziesiątej schodzę na dół, ale po drodze wstępuję jeszcze do smoking-roomu, to jest
do pokoju przeznaczonego dla palaczy. (…) Atmosfera zadymiona, cały zaś pokój ma pozory knajpy niemieckiej, w której ludzie dla wygody zdejmują buty. Żal mi się zrobiło mojej ciszy i samotności na pokładzie, ale wracać tam było już zbyt późno; dlatego zeszedłem do kajuty...

Kajuta nasza jest to mały pokoik mający nie więcej, jak cztery łokcie kwadratowe przestrzeni; przy jednej ścianie przymocowane są, jedno
nad drugim, dwa łóżka, a raczej dwie głębokie szuflady z wysokimi bokami, które nie pozwalają wypaść śpiącemu w czasie kołysania statku; przy drugiej ścianie stoi czerwona aksamitna sofka, między sofką a łóżkiem umywalnia — i oto wszystko. Cała kabina schludna, wykwintna nawet, ale mała. (…) Tymczasem sen skleja powieki, głowa, w której fale wstrząsały mózg przez cały dzień, cięży; idzie się zatem spać rozumując: co jutro będzie, nie wiem; że mi się chce spać, wiem. (…)

LUTY – 25. [PIĄTEK]


Statkiem „Germanic” Henryk Sienkiewicz płynie do Ameryki. Opisuje kolejny dzień podróży:
(…) Noc jednak przeszła spokojnie, to jest bez żadnego nadzwyczajnego wypadku. (…) Wyszedłem na pokład. Dzień był ponury, szary, wietrzny. Mewy rzucały się w powietrzu, fale zaś były rozigrane. Trudno się było utrzymać na nogach. Naokoło statku piętrzyły się takie bałwany, w jakich istnienie trudno uwierzyć. (…) W ten sposób jechaliśmy cały dzień. (…) Prawdziwa burza rozszalała się jednak dopiero wieczorem, chociaż wiatr wzmagał się przez cały dzień.

Kiedy nadeszła chwila lunchu, położono na stołach poręcze, inaczej bowiem wszystko by z nich pozlatywało na ziemię. (…) Lunch mimo przegródek i poręczy na stołach mamy tańcujący, gdy bowiem statek położy się na lewym boku, wszystkie półmiski, talerze, szklanki, karafki, noże, widelce zsuwają się z brzękiem, szczękiem, hałasem i tartasem na lewą stronę, po chwili znów na prawą, i tak ciągle. (…) Obiad odbywa się tak samo jak lunch. (…) Jakoż przy czarnej kawie wyraz: „Storm! storm!” (burza! burza!) rozlega się po całym salonie, na korytarzach
i w kajutach. Burza istotnie rozpoczyna się. (…) Patrząc na to nie mogę opędzić się myśli, że Ocean się wściekł. (…) O północy burza doszła
do swego maksimum. (…) Cała załoga prócz palaczy była na górze. Majtkowie to ciągnęli liny, to czepiali się drabin, to związywali nowymi sznurami żagle biegając, krzycząc, klnąc lub powtarzając swoje żałosne: „Oo—ho!” W ciemnościach, wśród wichru i huku fal, rozlegały się ostre głosy świstawek miczmanów, które dla majtków są słowami komendy. Głosy te nie ustawały ani chwili. (…)

LUTY – 26. [SOBOTA]


Burza trwa. Henryk Sienkiewicz opisuje następny dzień podróży:
(…) Koło godziny pierwszej po północy zeszliśmy wreszcie na dół, zmienili odzież i bieliznę, przemoczoną mimo gumowych płaszczów do nitki, następnie rozebraliśmy się i położyliśmy spać. Ale cała noc była niespokojna. Chwilami trzeba się było trzymać, żeby nie wylecieć z szuflady. (…) Nazajutrz z rana morze jeszcze było wzburzone, ale wiatr już ustał, koło południa zaś uciszyło się i morze. Mnóstwo osób przyszło na lunch. Żartowano i śmiano się z wczorajszego przestrachu. (…) Wśród podobnych spostrzeżeń i dopatrywań śmiesznych stron w moich sąsiadach upływa mi dzień za dniem. W końcu jednak podróż zaczyna mnie nudzić. (…)

LUTY – 27. [NIEDZIELA]


Niedziela Henryka Sienkiewicza w podróży morskiej do Ameryki wygląda następująco:
(…) Nadchodzi niedziela, a jest jeszcze nudniejsza jak dni poprzednie. Po śniadaniu stewardowie przynoszą kilkadziesiąt egzemplarzy Biblii
i kładą je na stołach, Amerykanie zaś siadają i czytają ją… (…)

LUTY – 27./28. [NIEDZIELA/PONIEDZIAŁEK]


Henryka Sienkiewicza opisuje burzową noc na oceanie:
(…) W nocy z niedzieli na poniedziałek mieliśmy znów burzę, lubo nikt o niej nie wiedział, wszyscy bowiem spaliśmy doskonale, ani domyślając się, że braknie trzy ćwierci do śmierci. Wicher przygnał z północy dwie góry lodowate, które wziąwszy statek między siebie płynęły jak dwa piekielne psy tuż koło niego, grożąc mu w każdej chwili zgnieceniem na miazgę. Kapitan (kapitan Kennedy) kazał pospuszczać żagle, zgasić ogień w maszynie i zdał statek na wolę fal i wiatru. To jedno ocaliło nam życie, bo od tej chwili statek, miotany tymi samymi co i lodowe góry falami,
nie zbliżał się już do nich. Świtaniem dopiero, gdy ucichło trochę morze, puścił się całą siłą pary i potwory piekielne zostawił w tyle. (…) Trzeba jeszcze oddać sprawiedliwość tak kapitanowi, jak oficerom i całej załodze, że są to ludzie dzielni, znający swoją służbę i swoje obowiązki
na wylot, a przy tym karni, spokojni i dla pasażerów uprzejmi bez granic. „Germanicus” jest przy tym jednym z najszybszych okrętów, jakie przebiegają drogę między Liverpool a New Yorkiem. (…) Podróż staje się coraz nudniejszą, jednakże mewy lecące za okrętem, których ilość coraz się zwiększa, oznaczają, że zbliżamy się do lądu. (…)

LUTY – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Szósty dzień podróży morskiej Henryka Sienkiewicza to dzień atrakcji:
(…) Szóstego dnia mamy na okręcie koncert. (…) Koncert rozpoczyna mówka jakiegoś ogromnego dżentelmena z twarzą jowialną, który
z niezachwianą powagą staje obok pianina i mówi:
– Ladies and gentlemen! Usłyszycie za chwilę jedną z najznakomitszych artystek na świecie: Miss N. (…) Miss N. wykona etiudę skomponowaną przez bardzo znakomitego dżentelmena Szopena. Słuchajcie! słuchajcie!
Miss siada do fortepianu i poczyna do tego stopnia fałszować Szopena, że nasze polskie uszy literalnie więdną… (…)
– Ladies and gentlemen! (…) …oto jest najznakomitszy w świecie tenor M. Charlie… (…)
M. Charlie staje obok akompaniującej miss i zaczyna śpiewać włoską pieśń: „O fanciulla mia!”, którą gdyby usłyszał jaki Włoch, dostałby niezawodnie pomieszania zmysłów.

Szósty ów dzień był dniem uroczystości na okręcie, po koncercie bowiem nastąpił obiad z najrozmaitszymi toastami. (…)

LUTY – 29. [WTOREK]


Ostatni dzień podróży morskiej do Ameryki Henryk Sienkiewicz opisuje:


[01. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej - mapa administracyjna] [Fotografia: Autor: 1. Aotearoa. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją GNU FDL].
(…) Nazajutrz z rana dowiedzieliśmy się z tablicy, że tego jeszcze dnia przybijemy do lądu. Na całym okręcie panowała niekłamana radość. (…) Jakoż po małej chwili na tle owej chmurki poczynają się rysować zielone i żółte piaszczyste wybrzeża, lasy masztów, spiętrzone dachy domów, spiczaste wieże kościelne, białe mury, słowem: śliczne miasto, jak ongiś Wenus, wynurzało się z morskiej kąpieli coraz dokładniej i coraz wyraźniej dla oka. Bywalcy odróżniają już New York i Hoboken. Wpływamy do portu. Statek nasz wywiesza znowu potężną flagę angielską
i swoją własną, po czym zwalnia bieg i zaledwie sunie po falach. (…) Tymczasem od małej wysepki, obok której przepływamy cicho, odrywa się mały jak łupina orzecha parowiec, na którym jedzie dwóch dżentelmenów… Są to lekarze z kwarantanny. (…) Lekarze zamieniają parę słów
z kapitanem i okrętowym doktorem, potem wykrzykują: "All right" i odpływają na powrót… (…) Przybywa nowy parowiec, również z dwoma dżentelmenami ubranymi po cywilnemu, ale ze srebrnymi blaszkami na piersiach. Są to celnicy. (…) Tymczasem wpłynęliśmy do bloku, w który okręt nasz wsunął się jak w pochwę, i wysiedliśmy do wielkiego drewnianego budynku, w którym sprawdzają deklaracje, czyli rewidują rzeczy. (…)

Miasto, które na pierwszy rzut oka z morza zarysowało się tak majestatycznie i wdzięcznie, widziane z bliska nie zachwyciło mnie wcale. Pobrzeże portu brudne, między drewnianymi budynkami nie masz bruków; wszędzie leżą kupy śmieci, doki drewniane połyskują brudną wodą, ludność zaś, jak zwykle ludność portowa, wygląda, jakby przed chwilą urwała się od szubienicy. (…) Ściemniało się. Wjechaliśmy na sławną Broadway, wystawy sklepowe biły łuną gazowego światła, czarna i biała ludność toczyła się na chodnikach, szeregi latarni ginęły w oddaleniu. Wreszcie fiakr stanął, wysiedliśmy i po chwili znaleźliśmy się w białym marmurowym przedsionku hotelu
(Central Hotel), ubranym w kwiaty, dywany, jaśniejącym tysiącami świateł. Tu mieliśmy zatrzymać się kilka dni, ażeby odpocząć i nabrać sił do nowej podróży, której kres miał być aż u fal Oceanu Spokojnego. (…)
Urządziwszy się w hotelu, Henryk Sienkiewicz pisze dalej:
(…) Marmury, brązy, dywany, zwierciadła: oto hotele amerykańskie. W New Yorku są to obok banków i poczty najpiękniejsze budynki miejskie. (...) „Central Hotel”, w którym zatrzymałem się na parę dni, jest to pod względem ogromu prawdziwe małe miasteczko…(…) Leży on na ulicy Broadway, największej i najruchliwszej ulicy New Yorku, odznaczającej się szczególniej swoją długością. Wieczorem, gdym tu przybył, zwiedzać już miasta z powodu spóźnionej pory nie mogłem, musiałem więc zadowolić się tylko zwiedzeniem hotelu…(…) Za jedzenie w hotelach amerykańskich nie płaci się osobno, ale koszta jego wliczone są w cenę numeru. Każdy z gości wynajmujących numera ma tu prawo przyjść pięć razy dziennie i jeść, co mu się podoba, bez żadnej osobnej dopłaty… (…) Służbie nie daje się tu nic. Składa się ona we wszystkich prawie hotelach wyłącznie z Murzynów. (…) Kuchnia amerykańska jest najniegodziwszą kuchnią na świecie. Nie chodzi jej o to wcale, żebyś zjadł zdrowo i dobrze, ale o to, byś zjadł jak najprędzej i mógł wrócić do business; wszystko więc obliczone jest na łap cap i tylko wieczorne obiady podają ci cokolwiek staranniej, wieczorem bowiem wszelki business kończy się wraz z uderzeniem piątej godziny.

Pierwszego dnia przyjazdu, zamiast siąść w reading-roomie i zacząć pisać studia o obyczajach amerykańskich, jak to uczyniła pewna korespondentka do jednego z pism warszawskich, która od razu, przez cudowną prawdziwie intuicję obyczaje te zgłębić potrafiła, wyszedłem na miasto przypatrzeć się choćby przelotnie wszystkiemu. Prawda, że w nocy nie doznałem tak silnych wrażeń… (…)

MARZEC – 01. [ŚRODA] – 02. [CZWARTEK]


Pierwsze dwa dni marca Henryk Sienkiewicz zwiedza Nowy Jork:
(…) …spałem tak spokojnie, że mimo woli przychodzi mi wątpić, aby te ustawiczne nocne odgłosy, które słyszała korespondentka, miały istotnie tak tragiczne znaczenie; nie przesądzając jednak ostatecznie tej kwestii, od razu wyszedłem na Broadway i puściłem się na miasto. New York… (…) …nuży cię jednostronnością społecznego życia nie wytwarzającego nic więcej prócz pieniędzy. (…) Niedaleko City Hall wznosi się wspaniały gmach pocztowy, urządzony jak nigdzie na świecie. (…) …w kamienicach otaczających square, czyli piękny wirydarz, mieszczą się redakcje takich potężnych dzienników, jak: „Herald”, „Tribune”, „Times” i „Staats-Zeitung”. (…) Z redakcji dzienników przejdźmy teraz na Wall street (Uolstrit), ulicę niewielką, dość ciasną, ale może jeszcze od Broadway ważniejszą. Jest to ulica bankierów. (…) Schodzimy teraz trochę na dół
ku ulicom portowym. Ruch tu mniejszy, nieporządek jeszcze większy, błoto częstokroć nie pozwala przejść przez ulicę. (…) Dwa dni pobytu
nie starczyło mi oczywiście na dokładne zwiedzenie tego olbrzymiego grodu, który sam siebie empire city nazywa. (…)

MARZEC – 04. [SOBOTA]


Na Dworcu Zachodnim w Nowym Jorku Henryk Sienkiewicz wsiada do pociągu i „koleją dwóch oceanów” wyrusza na Dziki Zachód:
(…) …piątego dnia po przybyciu do New Yorku znalazłem się wraz z towarzyszem moim na Zachodnim Dworcu, z którego kolej wychodzi
do Chicago. załatwiwszy sprawę z rzeczami…, ruszyliśmy w kierunku Wielkiego Zachodu. Wyjechaliśmy z New Yorku w nocy; dlatego brzegi Hudson River widziałem tylko przy księżycu. Szczęściem, noc była jasna od księżyca i od śniegu, który pokrywał okolicę, mogłem więc do woli paść oczy przepysznymi widokami rozpościerającymi się po prawej i lewej stronie kolei. Ogromna, szeroka rzeka błyszczała jakby taśma srebrna. (…)

[1. Rzeka Hudson w 1890 r.; 2. Rzeka Hudson]

[Autor: 1) Yassie; 2) Mwanner. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie 1. jest własnością publiczną, ponieważ prawa autorskie do niego wygasły. Zdjęcie 2. jest własnością publiczną zgodnie
z wolą autora.]

MARZEC – 05. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz relacjonuje pierwszy dzień podróży pociągiem na Dziki Zachód:
(…) Chwilami przelatywaliśmy przez tunele… (…) Pociągi amerykańskie nie tylko nie chodzą prędzej, ale chodzą bez porównania wolniej
od zwyczajnych europejskich, z wyjątkiem tych nadzwyczajnych pociągów, które bądź to dla fanfaronady, bądź dla oryginalności lub na koniec - interesu przebiegają takie na przykład przestrzenie, jak z New Yorku do San Francisco, w ciągu trzech dni i trzech nocy. My jechaliśmy siedm dni i siedm nocy, wprawdzie bez przystanków dłuższych jak godzinę lub dwie, ale tak, jak jeździ np. u nas kolej terespolska. Nie wliczam jednak
w tę rachubę kilkudniowego przymusowego przystanku na jednej stacji, na której zasypały nas śniegi. Przez owe siedm dni mieszka się
w wagonie, sypia w wagonie, jada w wagonie… (…)

Nazajutrz rano, po pierwszej nocy, rozbudziliśmy się dość późno. (…) Pociąg szedł teraz drogą otwartą i niską, na płaszczyźnie, której krańce zamykały lasy drzew bezlistnych. Okolica była ludna. Po obu stronach widać było farmy z pięknymi domkami w stylu szwajcarskim, krajobraz zresztą dość podobny do polskiego. Gospodarstwa, o ile tę rzecz można ocenić w zimie, ani mogą się porównać z niemieckimi, belgijskimi
lub francuskimi. Liche zabudowania gospodarskie, brak porządnych płotów zupełny, brak rowów: wszystko to przypomina zapadłe strony Podlasia lub Pińszczyznę. (…) Miejscami, jakkolwiek jechaliśmy ciągle stanem New York, najludniejszym i najlepiej zagospodarowanym
ze wszystkich, domki farmerskie, samotnie stojące wśród rubieży leśnych, widocznie świeżo co były wyszły spod siekiery. (…)

W Syrakuzie
(Syracuse) pociąg zatrzymał się pół godziny, dla brekfestu, czyli rannego śniadania, po czym ruszyliśmy do Rochester, miasta leżącego nad samym Ontario. W miarę jak zbliżaliśmy się do Rochester, krajobraz nie zmieniał się wprawdzie, ale stawał się coraz niższy. (…)
W Rochester na koniec zabłysnęła nam błękitna, olbrzymia toń Ontario. Sądziłem, że znów przyjechałem nad morze i że znów oglądam
te bezbrzeżne przestrzenie, na których mdleje i gubi się wzrok. Droga idzie ciągle brzegiem, miejscami nawet tak blisko, że woda obmywa stopy kolejowego nasypu. Patrzącemu przez okno wagonu wydaje się wówczas, że pociąg biegnie po jeziorze. (…)

[01. - 02. Ontario]
[Autor: 01. - 02. Cecylia Pang. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcia 01. -02. są własnością publiczną - zgodnie z wolą autora.]
W ten sposób dojechaliśmy do Suspension Bridge (Niagara Falls Sunspension Bridge), gdzie zatrzymaliśmy się dla obejrzenia Niagary i sławnych
jej wodospadów. Pociąg ruszył dalej; rzeczy nasze powędrowały w kierunku Huron, my zaś wraz z jakimś młodym Anglikiem, którego nazwiska nie pamiętam, najęliśmy konie i ruszyli przez most do wodospadów. Most ten oddziela Stany Zjednoczone od Kanady; na jednej więc jego stronie znajduje się komora amerykańska, na drugiej - angielska; ponieważ zaś wielki wodospad ze strony amerykańskiej jest nieprzystępny, trzeba więc przejechać w posiadłości królowej Wiktorii. Jadąc już przez most można widzieć całą szerokość obydwóch wodospadów (…) Przejechawszy most stanęliśmy wreszcie przed szeregiem domów stojących na wysokim niezmiernie brzegu, tuż koło wodospadu. Wtedy mogłem mu się dobrze przypatrzyć. Rzeczywiście, widok to, na wspomnienie którego mdleje i zwija skrzydła wyobraźnia, a pióro wypada z ręki. Olbrzymia masa wód jeziora Erie spływając potężną gardzielą ku Ontario traci nagle grunt przed sobą i spada w dwóch miejscach w otchłań. (…)

Jakoż z „wszelkimi ostrożnościami” można zejść na dół pod kaskadę, woda bowiem spada z taką siła i pędem, że wygina się i tworzy łuk, między stroną wklęsłą którego a skała znajduje się miejsce wolne, zawalone tylko pianą i lodami. (…) …weszliśmy pod wodospad. Nie wiem dlaczego, wewnątrz huk wydaje się mniejszy jak zewnątrz; szarawe światło dzienne wnika przez zasłonę wody napełniając całą jaskinię ponurym jakimś półmrokiem, półblaskiem. (…) Nic piękniejszego jak wodospad widziany od wewnątrz z dołu. Kiedym spojrzał w górę, zasłona wód wydawała mi się nieruchomą, niby jedną ogromną szybą lodową, i gdyby nie wrzenie u dołu, sądziłbym, że istotnie zamarzła. (…) Potem spojrzałem na dół. Jakąż to niezgłębioną przepaść musiały wybić w ziemi te wody spadające od wieków z takim impetem! Wszystko tam na dole wre, kipi, rozbija się, burzy, słowem istne piekło wodne. (…)

Potem prowadzą jeszcze podróżnych na górę muzeum, gdzie jest mała wieżyczka stanowiąca rodzaj obserwatorium, z którego widać
jak na dłoni całą okolicę. Ściany i balustrada wieżyczki pokryte są tysiącami napisów w języku angielskim, francuskim, włoskim etc. Widziałem także napisy polskie i rosyjskie, każdy bowiem uważa sobie za obowiązek zostawić to swoje nazwisko, również jak i datę odwiedzin.
Co do mnie, jako dobry kolega, przekazałem wiekopomnej nieśmiertelności na ścianie nie tylko swoje nazwisko, ale i wszystkich znajomych, jakich na razie mogłem sobie przypomnieć, wszystkich kuzynek, kuzynów, a nawet ich potomstwa. (…)

[1. Niagara - wodospad amerykański; 2. Niagara - wodospad kanadyjski]
[Autor: 1. - 2. Quistrix. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcia objęte licencją GNU FDL].
Tymczasem ściemniło się. Wodospad obwijał się coraz bardziej nieprzeniknioną zasłoną mgły; począł zacinać drobny deszczyk. siedliśmy
i pojechaliśmy na powrót do Suspension Bridge. Na końcu mostu wpadli na nas celnicy amerykańscy wymagając oclenia wszystkich zakupionych rupieci. Ale dolar wsunięty w rękę naczelnika komory uspokoił jego republikańską troskliwość o dochody Stanów Zjednoczonych i ruszyliśmy dalej w spokoju. (…) Pociąg amerykański nadszedł wkrótce i ruszył przez Kanadę w sam kąt zachodni Ontario, do Hamilton, skąd ciągle Kanadą jechaliśmy na całą noc do Detroit, nad samym brzegiem Erie. (…)

MARZEC – 06. [PONIEDZIAŁEK]


Drugi dzień podróży Henryka Sienkiewicza pociągiem na Dziki Zachód:
(…) Rankiem nazajutrz przybyliśmy do Detroit, miasta leżącego w Michiganie, niedaleko Erie, nad rzeką łączącą wody Huronu z Erie. O tym Detroit wiedziałem z geografii tylko, że istnieje, więcej nic. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy wyszedłszy z dworca na ulicę, ujrzałem miasto ogromne, niezmiernie schludne i tak piękne, jakiego dotąd nie widziałem w Ameryce. (…) Szliśmy wielką ulicą, pełną kościołów, jak się zdaje, katolickich. Po obu stronach ulicy stały nie zwykłe z czerwonej cegły domy, ale śliczne pałacyki oddzielone od ulicy złoconymi sztachetami.
Za sztachetami widać było klomby zieleniejących się już kwiatów, jodły i ciemnozielone piramidalne świerki, między którymi odbijały wdzięczne białe ściany i umalowane różową zorzą wielkie szyby pałacyków. (…) Wyszliśmy na obszerny plac stanowiący rynek miejski. Na środku jego wznosił się piękny posąg któregoś z generałów ostatniej wojny z Południem. (…) Wróciliśmy wreszcie na dworzec. Pociąg odchodził za pół godziny; mieliśmy więc jeszcze czas zjeść śniadanie, na które dano nam bardzo dobrą zupę ze ślimaków gotowanych na mleku. (…)

MARZEC – 07. [WTOREK]


Pociąg jedzie dalej. Henryk Sienkiewicz pisze:
(…) We dwadzieścia cztery godzin po wyjeździe z Detroit przybyliśmy wreszcie do Chicago. Ogromne to miasto leży na południowo-zachodnim brzegu jeziora Michigan i stanowi port dla wszystkich statków krążących między Kanadą a Stanami Zjednoczonymi. (…) Gdy przyjechaliśmy, zapadł wieczór; mimo to natychmiast wyszedłem z hotelu na ulicę. Po rozczarowaniu, jakiego doznałem w New Yorku, po brudach i nieładzie osławionego „Empire City”, Chicago robi wrażenie i przyjemne, i majestatyczne. (…) Wróciłem wreszcie do hotelu, tak zwanego Palmerhouse, gmachu zbitego z wielkich płyt marmurowych, z prawdziwie babilońskim przepychem. Wszystko kapie to od złota, jedwabiów i aksamitu. (…) Ale też ten hotel to największa osobliwość Chicago. (…)

MARZEC – 08. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz pozostaje w Chicago:
(…) Następnego dnia oglądaliśmy jeszcze miasto,… (…)

MARZEC – 09. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz spędza kolejny dzień w podróży pociągiem do San Francisco:

[01. Ketchum]
[Fotografia: Autor: 01) Stephen Mars. Źródło – Wikipedia.]
[Ta grafika została (lub jest niniejszym) opublikowana jako własność publiczna przez jego autora. Dotyczy to całego świata. Autor zapewnia każdemu prawo do użycia tej pracy w dowolnym celu, bez żadnych ograniczeń, chyba że te ograniczenia są wymagane przez prawo.]

(…) …nazajutrz świtaniem puściliśmy się w dalszą drogę. (…) Po upływie dwunastu godzin przybyliśmy na granicę Illinois i Iowa, do stacji,
a raczej osady Clinton, leżącej tuż nad brzegiem Missisipi. Był zachód słońca. (…) W samym Clinton drewniane domy jeszcze nie sczerniały
od słońca i od wiatru. (…) Osada to jakby wczoraj dopiero założona; nieliczne domy stoją na czarnym błocie; to i owdzie świecą wielkie kałuże. (…)

Po półgodzinnym przystanku pociąg wyrusza dalej. Droga idzie teraz krajem zupełnie bezleśnym i podnosi się ciągle, zbliżamy się bowiem
do olbrzymiego płaskowzgórza obejmującego cały środek Stanów Zjednoczonych, a stanowiącego stepy, czyli tak zwane to prerie. (…) …zrobił się dzień prawie zupełny. Światło w wagonach stawało się coraz więcej różowe, aż wreszcie omdlało zupełnie. Zbójeckie twarze awanturników wydawały się blade i pomęczone; tymczasem pociąg stanął: dojechaliśmy do Ketchum, małej stacji leżącej na skraju Iowy, niedaleko od Omaha. (…) …w Ketchum bowiem ujrzałem po raz pierwszy dzikich Indian. (…)

Wśród takich myśli przybyłem do Omaha, na granicę Iowy i Nebraski, to jest mniej więcej na połowę drogi łączącej dwa Oceany; dalszy opis podróży, to jest z Omaha do San Francisco, odkładam do następnego listu. Chwilami, kiedy pociąg zatrzymał się na dłuższy czas, opuszczałem stację i biegłem na step, który zaczyna się tuż za sztachetami mizernego, zwykle drewnianego domu zastępującego tu miejsce banhofu. Śnieg chrzęścił pod nogami, wiatr pochylał wierzchołki wrzosów i szyszki ostów, wystawiające ponad śniegiem; zresztą milczenie panowało głębokie: nigdzie ani ptaka, ani zwierzęcia, ani żadnej żywej istoty. Cisza tu jednak i pustosz ma swój głęboki urok. (…)

MARZEC – 11. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz opisuje kolejny dzień swojej podróży pociągiem do San Francisco:

[01. Flaga plemienia Pawnisów]
[Fotografia: Autor: 01) Himasuram. Źródło – Wikipedia.] [Ta grafika została (lub jest niniejszym) opublikowana jako własność publiczna przez jego autora. Dotyczy to całego świata. Autor zapewnia każdemu prawo do użycia tej pracy w dowolnym celu, bez żadnych ograniczeń, chyba że te ograniczenia są wymagane przez prawo.]

(…) Dnia 11 marca przybyłem wreszcie do Sydney
(Sidney), wielkiej stacji leżącej jeszcze w Nebrasce, ale już na zachodnim jej krańcu. Dworzec kolejowy przybrany jest w Sydney głowami bizonów zastrzelonych z pociągu, stacja bowiem leży na szlaku, którym te zwierzęta w pewnych miesiącach roku ciągną całymi dziesiątkami tysięcy na południe. Niedaleko Sydney pociąg przechodzi przez dzielnicę antylop, których istotnie takie jest mnóstwo, że łatwo dostrzec je z okien wagonów. Prócz antylop mieszkają tu także Indianie Pawnis, którzy przyjeżdżają czasem
na stacje kolejowe dla wymiany skór i kupna rozmaitych drobiazgów. (…) Tego samego dnia wieczorem przybywamy do Pine Bluffs. Jest to granica Nebraski i Wyomingu. Charakter krajobrazu zmienia się zupełnie i ze stepowego przechodzi w górzysty. (…)

Przybywamy wreszcie do Cheyenne. Cała ludność stacji jest zgorączkowana i wzburzona. Jedni przez drugich opowiadają nam, że wczoraj miała miejsce bitwa górników ze Siouxami, w której górnicy ponieśli porażkę; stracili ośmiu zabitych i kilkunastu rannych, a prócz tego wszystkie konie, woły i zapasy żywności. (…) W Cheyenne pociąg zatrzymuje się kwadrans. (…) Na koniec dojeżdżamy do stacji Sherman
(Sherman Hill Summit), najwyższego wzniesienia na całej linii, leżącego na 9000 stóp nad poziom morza. Nic smutniejszego nad widok tej stacji. Na łysej, niewielkiej płaszczyźnie stoi dom z dachem grubo pokrytym zaspami; powietrze rzadkie i tak przenikające, że mimo futer drżymy od zimna. Śnieg pada tu prawie ciągle, wicher wyje i kręci tumanami śniegowych płatków; w niektórych miejscach sterczą nagie, czarne skały, z których dziś wiatr zwiał śniegi, a jutro nowych naniesie. (…)

Dnia 11 marca poczynamy z wolna spuszczać się na dół, ale i z tej strony gór spadek nadzwyczaj jest nieznaczny. (…)

Na koniec przejechawszy jeszcze jedno ramię rzeki, a może tylko dopływ Green River, przybyliśmy do Ogden, stacji, a zarazem i miasta w Utah. Niedaleko od Ogden, ale w bok od wielkiej linii, leży Słone Jezioro i Salt Lake City, stolica mormonów. Na nieszczęście, na parę godzin przed nami przyszedł telegram, że droga jest zasypana śniegiem i że na drugi dzień dopiero będzie wolna. (…)

Nie było więc rady. Śpiesząc się do San Francisco musiałem wyrzec się odwiedzin u mormonów, obiecawszy sobie tylko, że z powrotem zatrzymam się między nimi choćby na kilka dni. (…)

MARZEC – 12. [NIEDZIELA] – 16. [CZWARTEK]


Kolejnych pięć dni podróży Henryk Sienkiewicz wspomina:
(…) Tymczasem pokazało się, że byłbym lepiej zrobił zatrzymawszy się od razu w Ogden, zaledwie bowiem posunęliśmy się o jeden dzień drogi do małej i nędznej stacji Tuano, na której zwykle pociąg zatrzymuje się na trzy minuty, przyszła wiadomość, że dalsza droga nie jest
do przebycia, śniegi bowiem na przestrzeni kilku mil zasypały ją na kilkanaście łokci grubo. Z nudów pierwszego dnia strzelaliśmy ze cztery godziny z rewolwerów; nad wieczorem pożyczywszy rifle od mieszkańców stacji, udaliśmy się na polowanie, powiedziano nam bowiem,
że w pobliskich górach są niedźwiedzie. Z owego polowania wróciliśmy późną nocą, nie widziawszy ani śladu niedźwiedzia, zmęczeni natomiast
i przeziębli, bo nieraz przyszło nam zapadać w śnieg po szyję. (…) We dnie program również był postanowiony. Rano: strzelanie z rewolwerów; nagroda dam: pomarańcza. Udało mi się pozyskać ją zaraz drugiego dnia. Po strzelaniu spacer koło wagonów i turniej damski polegający
na chodzeniu po szynach. Dama, która najdłużej utrzyma się na szynie i przejdzie największy kawał drogi, otrzymuje nagrodę dżentelmenów: pomarańczę. (…)

Na koniec czwartego dnia ktoś puścił wieczorem wieść, że w nocy pojedziemy. Z radości zaimprowizowaliśmy pick-nick, który odbył się bardzo uroczyście u piekarza; potem, pełni najlepszej nadziei, położyliśmy się spać i nazajutrz rankiem rozbudzili się… w Tuano. (…) Na szczęście tegoż dnia wieczorem przyszła już pewna, bo telegraficzna wiadomość, że lokomotywy z pługami rozbiły na koniec śniegi i że za chwilę będą w Tuano. Nigdy nie zapomnę tej chwili, gdy nadeszły. Był już wieczór, i wieczór ciemny bardzo, tylko odblask od śniegów rozpraszał ciemność. Nagle usłyszeliśmy z dala lokomotywy, a wkrótce ujrzeliśmy je w pomroce. (…) Gwar tylko, huk i bicie we dzwony dochodziły długo jeszcze naszych uszu z ciemnej oddali, potem wagony nasze zadrgały, potem uderzyły o siebie i posunęły się z wolna naprzód. (…)

MARZEC – 17. [PIĄTEK]


Nowy dzień podróży Henryka Sienkiewicza:
(…) Wkrótce byliśmy już w Nevadzie, którą jechaliśmy jeszcze cały dzień i noc następną. (…) W nocy marzyło mi się, że jeszcze stoimy w Tuano, dlatego budziłem się co chwila… (…)

MARZEC – 18. [SOBOTA]


Kalifornia wita Henryka Sienkiewicza:
(…)…na koniec, gdy pierwsze promienie słońca zajrzały przez zielone firanki sleeping-caru, ubrałem się i wyszedłem przed wagon. (…) Nevada, razem ze swymi dantejskimi widokami, z zimą i mroźnym wichrem - znikła; byłem w lasach, w ślicznych, rozrosłych na górach sosnowych lasach, wesołych, wonnych i jak gdyby uśmiechniętych w różanych promieniach poranku. Ciepły wiosenny oddech oblewał łagodnie moją twarz.
Nade mną rozpościerało się błękitne niebo; tysiące strumieni szumiało po górach; w lasach brzmiał świergot ptactwa; boki czerwonej skały, wśród której szedł pociąg, pokryte były kwieciem połyskującym rosą nocną; słowem: wszędzie wiosna i przebudzenie, i życie, i wesele.

Byliśmy w Kalifornii. (...) O godzinie jedenastej w południe przybyliśmy do Sacramento, stolicy Kalifornii. Na dworcu czekały całe tłumy ludzi pragnące widzieć pociąg, który niedawno wydostał się z niewoli śniegowej. (…) Po kwadransie przestanku ruszyliśmy dalej. Droga szła
przez parę minut tuż prawie nad brzegiem złotodajnej Sacramento River, która z wiosną bogata w wodę, toczyła poważnie swe czerwone fale zalewając brzegi, a nawet i domki stojące niedaleko brzegów. (…)


[1. Sacramento River]
[Fotografia: Autor: 1. Robert Campbell. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte licencją GNU FDL].
Na koniec po kilku lub więcej godzinach drogi na krańcu widnokręgu błysnęły błękitne fale morskie. Sądziłem, że to już Ocean Spokojny, była to jednak tylko jedna odnoga, nad którą leży San Francisco i jego przedmieście Oakland, które minęliśmy, nie zatrzymując się wcale. Na koniec
po kilku lub więcej godzinach drogi na krańcu widnokręgu błysnęły błękitne fale morskie. Sądziłem, że to już Ocean Spokojny, była to jednak tylko jedna odnoga, nad którą leży San Francisco i jego przedmieście Oakland, które minęliśmy nie zatrzymując się wcale. (…) …pociąg stanął: podróż nasza również była skończona. Pozostało tylko wsiąść na parowiec i przebyć drugą połowę zatoki, na przeciwległym brzegu której
we mgle morskiej szarzało widne już dla oka San Francisco. (…)

MARZEC – 19. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przybywa na kilka tygodni do San Francisco, gdzie poznaje Juliana Horaina (dziennikarza i literata) oraz emigrantów politycznych po powstaniu listopadowym 1830/1831: gen. Włodzimierza Krzyżanowskiego, kpt. Franciszka Wojciechowskiego, kpt. Rudolfa Korwina Piotrowskiego – i innych.

KWIECIEŃ


Henryk Sienkiewicz rozpoczyna pisanie listów z pobytu w Ameryce.

MAJ


Henryk Sienkiewicz i Juliusz Horain wyjeżdżają na wycieczkę na Mont Diablo. Pierwszy z nich wspomina ten pobyt następująco:
„(…) Gdym (…) patrzył o wschodzie słońca ze szczytu Mount Diablo na okolicę leżącą u nóg moich - z różowej mgły porannej wynurzyła się
z jednej strony szmaragdowa toń morska zatoki z mnóstwem masztów, żagli i różnobarwnych chorągiewek; z drugiej - cały kraj budzący się
ze snu, ale tak wdzięczny, że chyba i szatan nie kusił piękniejszym ze szczytu urwiska Chrystusa. (…)”

CZERWIEC – 20. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przyjeżdża do Anaheim w Kalifornii Południowej, gdzie na życzenie małżeństwa Chłapowskich (Karola i Heleny Modrzejewskiej) ma szukać miejsca
na przyszłą farmę. Mieszka tam pół roku, wyjeżdżając jedynie do Los Angeles i na wycieczki w góry. Początkowo mieszka w Hotelu Planters. Poznaje rodzinę emigranta
z Warszawy, Rudolfa Luedtke. Kilka tygodni spędza w nadmorskiej miejscowości, Anaheim-Landing. Jeszcze w czerwcu pisze do Juliana Horaina:
Dziękuję najuprzejmiej za przesłaną mi „Gazetę”,… (…) Przeczytałem tylko „Opowiadania z czasów przedhistorycznych” (Éli'ego Berthet'a) i „Listy Litwosa z podróży”. (Henryk Sienkiewicz pisze na swój temat.) Te ostatnie sprawiły mi największą przyjemność. Cóż tam za talent! Jaki spryt, dowcip! Czy Pan uważa, że ten genialny młody człowiek rozwija się coraz bardziej, chociaż przy tym łże tak, aż się papier ze wstydu czerwieni?
Co więcej: powiem Panu, że w następnych listach będzie łgał jeszcze dwa razy tyle; będziecie czytać opisy stepów, niedźwiedzi, bizonów, polowań i wypadków, które mu się przytrafiły, słowem, cały romans, w którym oprócz osnowy geograficznej i przyrodniczej wszystko
jest zmyślone – a tylko pewnymi pozorami prawdy ozdobne. Zresztą nic to dziwnego, bo wszyscy tak robią. (…) W Anaheim podoba mi się coraz bardziej, ale przecież tęsknię za czytaniem. Poluję po całych dniach. Zwierzyny wszelkiej tyle tu, ile much.

LIPIEC – 25. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Anaheim. Pisze do Juliana Horaina:
Odpisuję natychmiast i przesyłam zarazem list do mających przybyć kolonistów. (…) W takim razie odtelegrafujcie natychmiast, bo inaczej
nie wiedziałbym, co robić z mieszkaniem dla nich, czy najmować, czy nie. Chciałem początkowo nająć w Anaheim-Landing; byłoby taniej,
a przy tym nad morzem, więc byłyby i kąpiele – teraz jednak wątpię, czy to będzie możliwe, bo tam podobno i ja miejsca na nocleg nie będę mógł znaleźć. (…) Powiadam Wam, że to Anaheim jest jedyne miejsce na świecie. Wyobraźcie sobie, że tu wszyscy ludzie uczciwi – a biednych literalnie nie ma wcale. (…) Poznałem tu hiszpańską rodzinę. Matka lat 50, kompletnie piękna jeszcze, dzieci 15 (piętnaścioro), z których dwie córki, Klaudyna (lat 17) i Matylda (lat 16), po prostu klękajcie narody. Zupełnie nasze kobiety, delikatne, dystyngowane, a jakie piękne! Dom otwarty, gościnny, służby mnóstwo, a Matylda ach! ach! – posagu po 12.000 dol. na „ryło”. (…)

SIERPIEŃ – około 01. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Anaheim-Landing. Pisze do Juliana Horaina:
Jestem znów w Landing, wśród mew i pelikanów. Kąpałem się już parę razy. (…) Ale tu jest bieda: oto nie bardzo jest co jeść, a przy kąpielach jeść się chce. Zresztą słaby jestem i kwita. Nie mogę także wiele pisać, bo muskity pożerają mnie żywcem. (…) Domu w Anaheim
dla towarzystwa jeszcze nie nająłem. (…) Nie wiem, czy skutkiem samotności, czy skutkiem towarzystwa tylko z mewami i pelikanami,
ale nie uwierzycie, w jakiej gwałtownej jestem krysis suchot duszy w tej chwili. (…) Mam tylko pelikany. Onegdaj zabiłem jednego, a gdy spadł ciężko na piasek i począł gasnąć – zdawało mi się, żem popełnił wielkie świństwo. (…) – Gdybym wierzył w Boga, rozmawiałbym z Nim w tej mojej samotności,… (…) Co do hiszpańskiego języka, wyobraźcie sobie, przekonywam się, że każdy z nas umie po hiszpańsku, kwestia tylko
w tym, że nie każdy wie o tym. Najłatwiejszy język na świecie! Biorę książkę pierwszy raz w życiu i trzy czwarte rozumiem bez słownika. Pyszny język! W miesiąc będę chyba mówił jak rodowity Hiszpan.” (…)

SIERPIEŃ – 07. [PONIEDZIAŁEK] – 09. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Anaheim-Landing, skąd wraca do Anaheim i pisze do Juliana Horaina:
Odebrałem depeszę od Sypniewskiego wczoraj i według życzenia Pańskiego zawiadamiam Pana o tym natychmiast. (…) Chciałem
dla przybywającej kolonii nająć mieszkanie w Landing dla kąpieli morskich, ale nie ma podobieństwa, stoi tam bowiem pięć czy sześć bud rybackich w jak najgorszym stanie i więcej nic. Nie ma co jeść, gdzie mieszkać, a wreszcie muskity wyprawiają sobie prawdziwe pikniki
na ludzkiej skórze. (…) Zresztą pusto tam, dziko i tylko ocean huczy, wyrzucając na brzeg wielkie wodorosty, i pelikany kraczą, ważąc się
na ogromnych skrzydłach, nad wodami. Za to tanio. Ja mieszkam u niejakiego pana Max-Neblunga, trzymającego zarazem świństwodajnią, inaczej mówiąc restauracją, w której prócz mnie stołuje się jeszcze trzech rybaków, podobniejszych do rozbójników niż do rybaków. Sypiam
z nim w jednym pokoju, bo drugiego nie ma w całym Landing. Oczywiście jestem tak samotny jak palec. (…) Dodajmy do tego, że w Anaheim zakochałem się śmiertelnie w szesnastoletniej Hiszpance, i że tęskniej do niej, a warunki, w jakich żyję, nie okażą się zbyt urocze. Siedzę jednak w Landing i posiedzę jeszcze ze dwa tygodnie, bo te kąpiele to kwestia dla mnie nader ważna.

Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale chudnę tak, że sam siebie nie poznaję w lustrze. Ubranie zlatuje ze mnie; niby to jestem zdrów, a zżółkłem, sczerniałem, oczy mi wpadły, słowem, wyglądam jak moribundus
(łac. kandydat na nieboszczyka). Może to tylko skutek tego, że chodzę dużo,
więc i wypacam siebie wszelki tłuszcz, tak jak koń wyścigowy, bo zresztą czuję się dość silny,…; zresztą może to jest i miłość do Hiszpanki Matyldy – powiadam Panu: Klękajcie narody! (…) Dzisiaj wyjeżdżam znowu do Landing. (…)
Samo Anaheim-Landing przedstawia tak:
(…) Anaheim Landing jest to osada rybacka, gdzie znajduje się sześć chat, jeden bar, jak tu mówią, czyli po naszemu szynk, i oto wszystko. Mieszkałem u właściciela tego szynku, imć pana Neblunga, a sypiałem z nim razem w jednej izbie, do szynku przyległej. (…)

SIERPIEŃ – 10. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz pisze do Juliana Horaina:
„(…) Umieram z ciekawości i chęci przeczytania „Narodówki” – choć wiem z góry , że będą to insynuacje tyczące patriotyzmu Lea i dowodzące, że „Gazeta” jest organem moskiewskim. (…) Leo zaś prywatnie jest człowiekiem zbyt bogatym, żeby miał brać ruble moskiewskie. Zresztą Moskale nie głupi, żeby je darmo dawać. (…) Ale to u nas tak! Stara historia. Jesteśmy narodem zdemoralizowanym do gruntu i upadłym. Cudzoziemcowi, który by to twierdził, wybiłbym zęby, ale między nami mówiąc: tak jest. Czego chcecie! Wkrótce może w tej samej „Narodówce” wyczytacie swoje nazwisko jako agenta moskiewskiego… (…) Żebyście wiedzieli, jaką mam serdeczną nienawiść i pogardę dla tej nierządnicy, która się u nas opinią nazywa, i jak bezczelnie gotowy byłem i jestem zawsze plunąć jej w oczy, pozazdrościlibyście mi tych uczuć i tej odwagi. Nie tracę nadziei, że ją kiedyś jeszcze wyświecę – może i niedługo. (…)

W „Tygodniku” jest śliczny wiersz Marii Konopnickiej „W górach”. (…) W każdym razie ta panna ma wielki talent. Odyniec w niej zakochany
bez pamięci. Ja trochę. (…)”
[Data ustalona na podstawie analizy treści dwóch listów pisarza do Juliana Horaina: 04. z 09.08.1876 r. i 05. bez daty. Patrz: Sienkiewicz Henryk, Listy, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1977.]

SIERPIEŃ – po 20. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Anaheim.

WRZESIEŃ – 19. [WTOREK] - 21. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do Los Angeles na spotkanie z Karolem Bennim. Tam, w Hotelu „Pico House” kończy „Szkice węglem”. W liście do Juliana Horaina pisze:
Przyjechałem do Los Angeles, stanąłem w „Pico House”, bawiłem 19, 20 i 21, oczekując doktora Benniego,… (…) Żebym przynajmniej odebrał jaką wiadomość, jaką depeszę, że nie przyjedzie (Karol Benni). Gdzie tam! Ot, zapłacę rachunek i pojadę do domu jak głupi. Ale trzeci raz na plewy mnie już nie złapią. Skończyłem znowu powieść dość obszerną pod tytułem: „Szkice węglem, czyli epopeja pod tytułem: Co się działo w Baraniej Głowie. Napisał Litwos.” (…) Nie ma jeszcze i dwóch tygodni jak posłałem „Selima Mirzę” – rzecz także dosyć duża, tak więc w Anaheim kropnąłem już: I-o. Pięć korespondencyj bitego pisma, każda po sześć arkuszy, II-o. Dramat w V aktach pt. „Na przebój”, III-o. „Selim Mirza”,
IV-o. „Szkice węglem”. To znaczy, więcej niż w ciągu jakich dwóch lat w Warszawie. (…)

DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz podróżuje po Ameryce, co opisuje w listach.
Ciekawsze fragmenty zamieszczone są poniżej w jednym miejscu z uwagi na trudność ustalenia nawet przybliżonego terminu wydarzenia:
(…) Góry Santa Ana, z których przesyłam list obecny, stanowią południową część ogromnego pasma ciągnącego się w rozproszonych rzutach
i pod rozmaitymi nazwami od Oregonu aż do południowej Kalifornii i meksykańskiej Sonory. Przybyłem tam z Anaheim Landing
wraz z gospodarzem moim, Maxem Neblungiem. …zatrzymaliśmy się u pewnego skwatera, którego odtąd stale będę nazywał Robinsonem, żyje bowiem zupełnie samotny, mieszkając pod namiotem, a za całe towarzystwo mając tylko psa i karabin. Nowy mój Robinson jest to dżentelmen już niemłody, lat około pięćdziesięciu, wyglądający zupełnie tak, że gdybym go spotkał w której z moich wycieczek, bez wahania chwyciłbym
za rewolwer. Ubrany był we flanelową koszulę, w spodnie ze skóry daniela i w podarty meksykański kapelusz, którego wystrzępione kolisko zakrywało twarz zarosłą i groźną. (…)

Henryk Sienkiewicz wyjeżdża na wycieczkę do Kanionu Jacka Harrisona.

WRZESIEŃ – 30. [SOBOTA]


Na przygotowaną przez Henryka Sienkiewicza i Juliana Horaina farmę przyjeżdżają: Helena Modrzejewska z mężem Karolem Chłapowskim, synem z pierwszego małżeństwa, Rudolfem Modrzejewskim, małżeństwo Sypniewskich i malarz Lucjan Paprocki.

PAŹDZIERNIK – 08. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Anaheim. Pisze do Juliana Horaina:
Polacy tedy przyjechali i wysiedli, a jak tylko wysiedli, wybiegł na spotkanie ich młody i nadzwyczaj ujmującej powierzchowności dżentelmen, którym byłem ja. (…) Domem zostali zachwyceni. (…) W środku dom jest nader schludny, a nawet urządzony z pewną elegancją, co jednak
nade wszystko mi się podoba, to to, że leży za miastem, że się jest zupełnie u siebie, a zatem ma się wszelką swobodę. W ogrodzie są przy tym owoce, arbuzy, cytryny etc., etc. (…)

PAŹDZIERNIK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Anaheim. Pisze do Juliana Horaina:
(…) Z Paprockim mamy osobny pokój, przerobiony z jakiejś wozowni czy z diabła, ale ubrany, obwieszony dywanami, rycinami etc. W ogóle bardzo nam tu dobrze. Dziwnie się wprawdzie wydaje widzieć np. panią Helenę, którą przywykło się widzieć królującą w królestwie sztuki – natchnioną i okrytą idealnym nimbem – gotującą obecnie biwsztyki lub piorącą bieliznę – ale jak się Pan zapewne domyśla – umie i to robić
ze szczególniejszym wdziękiem. (…) Do „Gazety” po przesłaniu „Baraniej Głowy” nie posłałem także nic, a tu odbieram list za listem od Lea
z wykrzyknikami: „Listów jak najwięcej!” – Muszę się im jakoś wyłżeć i napiszę, że puma podrapała mi prawą rękę, że więc przez jakiś czas
nie mogłem pisać. Możecie im napisać coś podobnego od siebie. Zresztą teraz znów wezmę się do pióra – zamieszkam bowiem bogdaj na parę tygodni w górach wśród dziczy, będę więc znów samotny i napłodzę co niemiara. Oni tam w Warszawie są przekonani, że nie mieszkam
z kolonią, ale gdzieś między Indianami. Nie wywodźcie ich z błędu. (…)”

GRUDZIEŃ


Henryk Sienkiewicz przebywa w Anaheim. Pisze do Juliana Horaina:
(…) Proszę Was, jak zacznie wychodzić powieść moja: „Selim Mirza”, nie czytajcie jej. Zrobiłem, bo musiałem, ale mnie samemu się nie podoba. Miało to być na tle powstania polskiego i byłoby coś dobrego, ale dla przyczyn cenzuralnych zostało przeniesione do Francji w czasy wojny pruskiej. Rozumiecie, że ani tam byłem, ani nic nie widziałem, ani znam kraju, słowem, wyssałem wszystko z palca. Swoją drogą redakcja
i krytycy redakcyjni oczarowani. (…) Drugi cud: powieść moja pt. „Co się dzieje w Baraniej Głowie” przeszła przez cenzurę. (…)


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1877



STYCZEŃ 08. [PONIEDZIAŁEK] – 30. [WTOREK]


W „Gazecie Polskiej” – po pewnej liczbie skreśleń cenzury – ukazują się ”Szkice węglem”.

LUTY – [?] [NIEDZIELA]


W San Francisco Henryk Sienkiewicz wsiada na statek „Mohongo”.


[Autor fotografii: J. J. Berges. Źródło – Wikipedia.][Fotografia ta znajduje się w domenie publicznej w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, ponieważ została opublikowana (lub zarejestrowana w Biurze Praw Autorskich USA) przed 01 stycznia 1923 r.]

Wyrusza nim w podróż do Los Angeles:
(…) Nie pamiętam, czym opisywał już pierwszą moją podróż z San Francisco do Los Angelos. (…) Statek „Mohongo”, stary weteran kursujący niegdyś między Chinami a Kalifornią, pełni obecnie takąż samą służbę między San Francisco a San Diego. Wydostawszy się z olbrzymiej Zatoki San Franciskańskiej przez tak zwaną Złotą Bramę (Golden Gate) na Ocean i przepłynąwszy koło skał Cliff Housu, słynnych z mnóstwa lwów morskich, płynęliśmy na południe, ciągle wzdłuż brzegów. (…)

[01. Golden Gate. 02. Cliff House][Fotografie: Autor: 01. Carry Bass; 02. Mbz1. Źródło – Wikipedia.]
[Zdjęcie 01. objęte jest licencją GNU FDL]. [Zdjęcie 02. objęte jest licencją CC-BY-SA].
Co za cudowna chwila teraz! Szeroka smuga wody w kierunku słońca świeci jeszcze, lśni, błyszczy się, mieni i gra barwami,
jakoby oświecona spod spodu. (…) W owych blaskach migają jakieś wysepki.
- Co to za wysepki? – pytam majtka.
- Endżel Ailand (Angel Island), Anielska Wyspa.
I doprawdy, nie tylko wyspa, ale wszystko tam było anielskie. (…)


[01. i 02. Angel Island][Fotografie: Autor: 01. Kevin Murray; 02. Edward Betts. Źródło – Wikipedia.]
[Zdjęcie 01. objęte jest licencją GNU FDL]. [Zdjęcie 02. objęte jest licencją CC-BY-SA].
Mijamy Endżel Ailand. Zorze gasną. Na purpurowe jeszcze, ale mroczące się już tło wychodzi jedna gwiazda, druga. (…) Po chwili zapalają błękitną latarnię; maszyna świszcze, zawijamy do jakiegoś portu. (…)
- Co to za miasto? – pytam.
- Monterey. (…)
Wkrótce zostaje na pokładzie tylko dwóch: jakiś ksiądz meksykański i ja. Ksiądz chodzi spokojnym krokiem i spoglądając
na gwiazdy mówi pacierz; ja siedzę na ławce i patrzę na światła migające z dala w oknach domów. Skończywszy pacierze ksiądz zbliża się do mnie.
- Bonita noche! (piękna noc) – mówi z cicha, jakby się obawiał spłoszyć jej urok.
Skłaniam głowę na znak potwierdzenia… (…)

Po godzinie wyruszamy naprzód. (…) Powoli przychodzi mi na myśl kraj rodzinny. U nas teraz zima, robi się właśnie ranek, może mroźny, ale różowy ranek. Wioski zasypane śniegiem; dachy białe, sine dymy z kominów wznoszą się prosto ku górze;
po ogrodach gałęzie zasute szronem rysują się nieruchomo i milcząco; przed chałupami skrzypią zamarzłe żurawie studzienne,
a stada wron łopotaniem skrzydeł i zwykłym „kra! kra!” budzą tych, co jeszcze śpią. Obraz znany wam dobrze, ale znad brzegu drugiego Oceanu patrzy się nań przez ów wiersz Mickiewicza: ... ty jesteś jak zdrowie!

Przesiedziałem na pokładzie całą noc. Potem jeszcze upłynęła doba i wreszcie zawinęliśmy do Santa Monica, skąd kolej idzie
do pobliskiego Los Angelos. (…)
Z Los Angeles Henryk Sienkiewicz koleją wyrusza w drogę powrotną, zwiedzając pustynię Mojave (Mohave):
(…) Właściwym jednak moim celem jest opisanie odwrotnej drogi, to jest z Los Angelos do San Francisco, a raczej do środkowej pustyni kalifornijskiej Mohave. (…) Prócz nielicznych stacji kolejowych nigdzie ani domku, ani namiotu. (…) Pociąg poczyna biec wśród amfiteatrów nagich skał, które ciągnąc się półkolami wzdłuż drogi zdają się nie mieć końca. Widać tylko skały i niebo. Spojrzysz na prawo lub na lewo w gardło kanionu, widzisz kamienną, pustą galerię; przed tobą kamienna galeria, za tobą także. Pociąg leci jakby wśród umarłych miast. Gwałtowny oddech lokomotywy, hurkot kół zdwojony echem są jedynymi głosami
wśród panującej tam ciszy. Tu ludzi nigdy nie będzie; nie ma i żadnych innych żywych istot: pusto, głucho! (…) Ciągle też same amfiteatry skalne, też same półkola skał, jedno podobne do drugiego: kamień, kamień... (…)

Nazajutrz rano pociąg zatrzymał się na małej stacji tuż nad granicą Mohave. Stację tę składało kilka domów stojących
bez osłony na nagim stepie, więc zwykły, pomalowany brązowo domek kolejowy, pospolita buda z czerwonych desek z napisem "Bakery" i druga takaż sama zatytułowana: "Saloon", co znaczy po prostu: szynk. Dowiedziawszy się, że z tej właśnie stacji można się dostać na pustynię ciągnącą się wzdłuż linii kolejowej, wysiadłem tu z zamiarem pozostania przez dni kilka. (…)
Gdy pociąg odszedł, poznajomiłem się z urzędnikiem kolejowym nazwiskiem Brown, który zaprosił mnie na nocleg. Powiedział mi także, że do właściwej pustyni, a raczej do lasu palmetów, jest jeszcze cały dzień drogi konno. (…)

…po godzinie drogi stepem, gołym zupełnie jak klepisko i popękanym, zobaczyłem małą dolinę, a raczej wklęsłość, w środku której stała spiczasta chata indyjska i korall, w którym chodziły konie. (…) W trójkątnym otworze wigwamu siedział stary Indianin obdzierając ze skóry zabite wiewiórki ziemne, których kilka już obłupionych suszyło się na słońcu. (…) Nowy mój przewodnik przytroczył do siodła spory worek z kukurydzą i drugi na wodę. (…) Pero („Pies”! – takie było imię Indianina) utrzymywał, że nie mamy potrzeby jechać na stację, że to z drogi itd., ale ja miałem potrzebę, nie życząc sobie jeść jego suszonych obrzydliwych wiewiórek, chciałem zakupić sucharów i czego można było dostać. (…) Przybyliśmy wreszcie na stację. Urzędnik Brown zobaczywszy mego Pera powiedział mu, iż jest wielkim złodziejem i że nikt inny prócz niego nie mógł ukraść Połcików słoniny, które przed paru dniami zginęły. Teraz dopiero zrozumiałem, dlaczego Pero chciał koniecznie stację wyminąć. Ale prosiłem, aby dano mu pokój, tym bardziej, że nie było jawnie świadczących przeciw niemu dowodów; sam zaś Pero gorąco zapewniał, że jakkolwiek słoninę musiał zjeść „pero” (pies), ale nie „big” (wielki) Pero, tylko mały „pero” na czterech nogach.
Dla zakończenia sprawy posłałem go po wodę, sam zaś poszedłem do "Bakery". Dostałem tam nie tylko sucharów, ale tartej szynki, a przede wszystkim ogromny pęk bananów wiszących na grubej łodydze.

Po południu ruszyliśmy ku pustyni. (…) Jechaliśmy już parę godzin, a widnokrąg nie zmieniał się prawie zupełnie. Skończyła się tylko falistość gruntu, a przed nami legł step równy, szary, jednostajny, po którym błądziłem oczyma, gubiąc je w nieskończonej dali. (…) Jechaliśmy teraz po gruncie pokrytym niezmiernie drobnym piaskiem, podobnym do popiołu, miękkim i ruchomym. Znikły także, już po raz drugi, falistości gruntu. Jak mogłem okiem sięgnąć, rozciągała się przed nami i obok nas równina szara, gładka jak stół. (…) Naokół nie rosło ani jedno źdźbło trawy, nic i nic, tylko niebo w górze, popielata, wygłodzona toń piaszczysta
na dole. Pero podniósł się w kulbace, zatoczył brązową ręką łuk ogarniający widnokrąg i rzekł:
- Mohave.
Jechaliśmy jeszcze z pół godziny, nie dostrzegając naokół ani jednego przedmiotu. Nicość założyła tu sobie królestwo. (…) Czerwoni nie mieszkali tu nigdy, bo na Mohave nie ma wody i zwierząt. Koń i jeździec musi tu umrzeć. Czerwoni mieszkali niżej
(tu ukazał ręką w kierunku Los Angelos), w górach, gdzie rosną drzewa, i co wiosna jeździli na bawoły na drugą stronę. Tam step pokryty jest trawą. (…)

Henryk Sienkiewicz pisze do Juliana Horaina:
(…) Luty – Niedziela – Bóg widzi, nie wiem który.

Szanowny i kochany Kolego!

Widzę, że jesteście prawdziwy Litwin, jeden z takich, o jakich W. Pol
(Wincenty Ferreriusz Jakub Pol) mówi:

Kiedy szczery, jak wosk mięknie,
Ale kiedy kto zahaczy,
To i w grobie nie przebaczy.


– Cóż u diabła! Cóż tam ja zahaczyłem? (…) Czy na koniec mój list przedostatni rozgniewał Was? (…) Czy może Wam kto nagadał iniurii
(niesprawiedliwości) na mnie? – Jeżeli za list – toć Wy jako literat powinniście wiedzieć, jak sądzić literata, który dla stylu,
dla jakiejś metafory, metonimii lub synegdoche rodzonemu ojcu łatkę przypnie. (…) – Jeżeli kto w St. Francisco nagadał iniurii – mój Boże – idźcie lub jedźcie do Warszawy – tam być może najszanowniejsi skądinąd ludzie powiedzą o mnie, że 1. jestem szpiegiem utrzymywanym w St[anach] Zjednoczonych za ruble rosyjskie, 2. podpalaczem, 3. (najbliższe prawdy) gwałcicielem nieletnich dziewcząt, począwszy od lat dwóch, skończywszy na 50 – 4. złodziejem kieszonkowym lub bankowym, 5. pijakiem nałogowym cierpiącym delirium tremens, 6. (hm! hm!) karciarzem… i wszelkie et caetera, które z powyższych pięknych danych wypadają. (…) Dajcie sobie z tym spokój. (…) „Gazety” już nie chcę, choć tam wychodzi podobno jakaś „Barania Głowa”, utwór genialny ulubionego mego autora Litwosa. (…) Tyle jestem bezczelny, że ani mi się śni wstydzić tej mojej zmienności. (…)

W St. Francisco posiedzę tak długo, jak wypadnie z rachunku, złożywszy tylko to, co potrzeba na drogę, do banku. – Na drogę? gdzie? nie wiem… (…)

MARZEC


Finanse Karola Chłapowskiego kurczą się. Henryk Sienkiewicz porzuca Anaheim i i przeprowadza się do San Francisco na Minna Street 619 i wspomina:
Jak długo w San Francisco bawić będę – nie wiem. (…) Piszę także dramat amerykański z walki z tutejszych partii, nie dlatego, aby wam go przesłać, ale aby go wystawić w tutejszych teatrach i jeśli się uda, zrobić grube pieniądze. (…) Ten dramat, jeśli zrobię, zrobię w dwa tygodnie. (…) Nie spodziewam się nic po nim, ale dlaczego nie spróbować, tym bardziej, że te moje kochane U. S. pod względem literatury stoją najniżej ze wszystkich białoskórych ludzi na świecie. (…) Prócz tego („Listów z podróży”) bazgrzę tam i coś innego. (…) Ale lękam się, że talentu mi nie starczy, że nie potrafię postaci tak odmalować, jak je odczuwam.
Po staremu wątpię o sobie! A przy tym wiele rzeczy mam innych, nie dokończonych, które by pierwej skończyć należało. Zachęćcie mnie, jeśli więcej macie wiary w moje pióro niż ja sam. (…)

MARZEC – 30. [PIĄTEK]


Tuż przed Wielkanocą, po nieporozumieniach z zazdrosnym o żonę Karolem Chłapowskim, Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do Sebastopola. Zamieszkuje u kapitana Rudolfa Piotrowskiego.

MARZEC – 31. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sebastopolu.

KWIECIEŃ – 01. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sebastopolu. Pisze do Juliana Horaina:
Onegdaj przyjechaliśmy do Sebastopola. (…) Żebym miał talent do rysunków, wyrysowałbym wam Sebastopol: chałupka –
za nią suchy stawek, potem górka, potem znów górka, a wszystkie łyse porozkopywane, podrapane, świecące bezwstydną golizną, kamieniami, rumowiskiem i żółtą trawką. (…) Powtarzam, że ja zdrów mniej więcej na ciele i umyśle – umyślnie
i dobrowolnie opuściłem dla tej sielanki San Francisco. (…) Człowiek w rozkoszach staje się egoistą. Czy się zmienię? Zapewne! Opalę się, a może także dostanę odcisków, bo tu dużo kamieni. Zapomniałem o polowaniu; gdy piszę, muchy mi łażą po nosie, oczach, czole, ustach i za kołnierzem, muszę więc polować, choćbym nie chciał. Pcheł także jest trochę, więc zwierzyny nie brak. Żebyście mi zapłacili, nie wrócę. Człowiek na łonie natury bliżej Boga. A jak tak kocham naturę i sielankę. (…) Jest mi tu tak dobrze, że nie umiem wypowiedzieć. Osiadłbym tu nawet na zawsze, gdybym był pewny, że mam duszę. (…) Pokój mojej duszy, która mi się gdzieś zapodziała. (…) Dzisiaj jest pierwszy dzień Wielkanocy. (…) Polecam się Waszej pamięci, Wy zaś nie macie potrzeby polecać się mojej, bo choćbym chciał zapomnieć, nie mogę. Ten sentymentalizm płynie z bólu zębów. (…) Mam nawet rozrywkę z tego, gdy myślę, jakby to było dobrze, gdyby mnie nie bolały. (…)

KWIECIEŃ – 02. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sebastopolu.

KWIECIEŃ – 03. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sebastopolu.

KWIECIEŃ – 04. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sebastopolu.

KWIECIEŃ – 05. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sebastopolu.

KWIECIEŃ – 06. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sebastopolu.

KWIECIEŃ – 07. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sebastopolu.

KWIECIEŃ – 08. [NIEDZIELA] - 09. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sebastopolu. Pisze do Juliana Horaina:
(…) Tymczasem piszę. Zacząłem amerykański dramat. (…) Akt I-szy skończony. Czytałem go kapitanowi Piotrowskiemu. Podobał mu się. (…) Mam choć tę jedną pociechę, że obietnic moich dotrzymuję. – Obiecałem pracować, więc choć myśl własna ucieka
ode mnie – ściągam ją gwałtem i pracuję. (…) Powtarzam Wam, iż prawdopodobnie wszystko się tak złoży, że długo już
nie zabawię w Ameryce, a jak raz wyjadę, to i miejsce po mnie zastygnie, i pamięć zaginie. Wszystko to dopiero prawdopodobne. (…)

KWIECIEŃ – 10. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sebastopolu.

KWIECIEŃ – 11. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sebastopolu.

KWIECIEŃ – 12. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sebastopolu.

KWIECIEŃ – 13. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sebastopolu.

KWIECIEŃ – 14. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sebastopolu.

KWIECIEŃ – 15. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sebastopolu. Pisze do Juliana Horaina:
(…) Positively (stanowczo, z pewnością) przenosimy się do Haywards, zatem o godzinę drogi od St. Fran[cisco], bliżej Was wszystkich, będę lepszej myśli. Z Sebastopola wyjeżdżamy jutro, t.j. w poniedziałek. (…)

KWIECIEŃ - 16. [?] [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz opuszcza Sebastopol i przybywa do Haywood, gdzie kończy dramat amerykański, nieznany dzisiaj dramat osnuty na tle stosunków amerykańskich. [W 1954 r. Bibliteka Zakładu im. Ossolińskich nabyła prawdpopodobnie fragment tego dramatu, obejmujący jedenaście obustronnie zapisanych kart autografu - sygnatura biblioteki 12583/II.]

KWIECIEŃ – 17. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Haywood.

KWIECIEŃ – 18. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Haywood.

KWIECIEŃ – 19. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Haywood.

KWIECIEŃ – 20. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Haywood.

KWIECIEŃ – 21. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Haywood.

KWIECIEŃ – 22. [NIEDZIELA] – 23. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Haywood. Pisze do Juliana Horaina:
(…) Stokrotne dzięki pani Helenie za parę słów w Waszym liście. Jest to dla mnie pokarm niebieski. Całuję jej ręce i proszę
o pamięć. (…) Za każdą przesyłką jestem pewny, że upadnie moja dobra sława literacka, a po każdej nowej pochwale pytam sam siebie, kto się łudzi. (…)

DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz pisze do Juliana Horaina:
(...) Odebrałem także przesłane mi przez kap[itana] Piotrowskiego listy z domu, a w nich masę wiadomości o recenzjach
w rozmaitych gazetach, z których widzę, że gwałtem chcą ze mnie zrobić wielkiego człowieka, czyli podejmują się równie trudnego, jak niewdzięcznego zadania. (…) …w tych dniach im napiszę: „Kiedym taki wielki, to przysyłajcie równie wielkie monety”. (…) Co porabia pani nasza? Dawno już nie pisaliście mi o niej. (…) Drżę z bojaźni, co powie o moim dramacie,
i czy znajdzie w nim nie już rolę godną siebie, bo na to trzeba być Szekspirem, ale przynajmniej możliwą. Zresztą powiedzcie,
że przerobię, zmażę, przepiszę, podrę i naprawię wszystko jeszcze dziesięć razy, jeśli tego zażąda. (…) Przesyłam do Was znów list do naszej pani, który chciejcie jej oddać na tychże samych warunkach jak i poprzedni, tj. na cztery oczy,… (…)

LIPIEC - SIERPIEŃ


Henryk Sienkiewicz zwiedza Maripozę (Mariposa). Na kilka tygodni zatrzymuje się w San Fracisco.

SIERPIEŃ - 07 [WTOREK]


Podczas pobytu w San Francisco Henryk Sienkiewicz uczestniczy w zatrzymaniu przestępcy. O godz. 10 przed południem wspólnie z Julianem Horainem spacerował
po ul. Montgomery. Tak pisze na ten temat:
Obecnie bawię w San Francisco, gdzie przyjechałem umyślnie na występy pani M[odrzejewskiej] z Maripozy. (…) Potem w moich oczach jakiś Hangs, konsul Gwatemali, zabił niejakiego pana Leslie (być może, ze inaczej się pisze). Należałem do liczby tych, którzy złapali za kark zabójcę i odbierali mu rewolwer. Żałowałem następnie bardzo, że nie wsadzili mnie jako świadka do kozy, bo tu świadków czasem sadzają do kozy, aby ich usunąć spod wpływów rodziny oskarżonego, ale za to płacą pięć dolarów dziennie (nie wiem, czy i w Kalifornii), czyli sumę, jakiej zapewne żaden literat na dzień nie zarabia. Koniec końców nie wsadzili mnie i pojechałem do Maripozy. Maripoza to jeden ogromny las; w tydzień po moim przyjeździe wlazłem w gąszcza
za postrzelonym sępem ze strzelbą, w której jedna lufa od śrutu była właśnie wystrzelona, a druga od kuli nie nabita, i spotkałem się nos w nos ni mniej ni więcej, tylko z madame la Cougouar. Madame huknęła na mnie i parsknęła gwałtownie, ja zaś jako
nie przedstawiony, cofnąłem się z takim pośpiechem, że przyniósłby on zaszczyt najlepiej wychowanemu dżentelmenowi. (…) Kuguarzyca schroniła się do starej miny srebra, ja zaś do chałupy. (…)

SIERPIEŃ – 20 [PONIEDZIAŁEK]


Tego dnia w California Theatre w San Francisco ma miejsce amerykański debiut Heleny Modrzejewskiej, na który z lasów Maripozy przybywa Henryk Sienkiewicz
i w korespondencjach do „Gazety Polskiej” entuzjastycznie pisze się na temat jej występu:
(…) Olbrzymie afisze teatralne porozlepiane na rogach ulic w San Francisco dnia 20 sierpnia doniosły wszem wobec i każdemu
z osobna, że "celebrated Polish artist, Mrs. Helena Modjewska" ma się ukazać na scenie California Theatre w roli Adrianny Lecouvreur. Tegoż samego dnia, wezwany poprzednio listem Horaina, przybyłem z lasów Maripozy. Była szósta godzina
po południu. Udałem się natychmiast do mieszkania artystki, aby osobiście dowiedzieć się, jakim sposobem cud ten przyszedł
do skutku. Odpowiedziano mi, że już jest w teatrze. Poszedłem do teatru – i nie mogłem się dostać do wnętrza, więc stanąłem przed afiszem i… nie chciałem własnym oczom wierzyć. (…) Uderzyła godzina ósma, weszliśmy do teatru. (…) Z zeszytem roli Roxany w ręku, poważna, może wzruszona, ale spokojna, zbliżyła się na przód sceny. Światła kinkietów rzucały na nią blaski. Idealna postać: rysy tak czyste, jakby wyszła spod dłuta Fidiasza, szlachetność rozlana w całej postawie i ów niewypowiedziany czar niewieści, znany wam dobrze, wrażenie uczyniły niezmierne na nieprzywykłej do takich postaci publice. Cisza stała się tak głęboka, że nie przerywał jej najmniejszy szmer. Na koniec posąg przemówił. Wy znacie czary tego głosu głębokiego, serdecznego, w którym drgają łzy i srebro… (…) Gdy skończyła, cisza trwała jeszcze przez chwilę, jakby publiczność nie zdołała się ocknąć od razu z upojenia. Potem… trudno opisać, co się stało. Burza prawdziwa oklasków, okrzyków, nawoływań. Zimna
z natury publiczność uniosła się do tego stopnia, iż potem dziennikarze mówili mi, że jak Ameryka Ameryką, nie pamiętano takiego entuzjazmu. (…) Teatr wył, ryczał, klaskał, tupał. Mężczyźni odbierali swoim ladies bukiety i ciskali je na scenę; starzy rodacy nasi płakali jak małe dzieci; słowem, oczywistość przeszła wszelkie nadzieje i wszelkie oczekiwania. (…) Wywołano przeciw zwyczajowi jedenaście razy artystkę. Gdy się ukazywała, mężczyźni wstawali i odkrywali głowy. (…) Było to po prostu wzięcie szturmem Ameryki. (…)
Już sierpniowe sukcesy sceniczne Heleny Modrzejewskiej przyczyniają się do tego, że wśród Amerykanów wzrasta zainteresowanie Polską. Dla jednego z dzienników
San Francisco Henryk Sienkiewicz pisze artykuł o Polsce, o którym aktorka wypowiada się z uznaniem:
Litwos napisał bardzo piękny artykuł o Polsce, który przetłumaczyłam na angielski język i będzie w tych dniach wydrukowany. Właściciel dziennika zażądał go z powodu moich występów.

SIERPIEŃ – 21. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

SIERPIEŃ – 22. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

SIERPIEŃ – 23. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco. Pisze o rosnącej sławie Heleny Modrzejewskiej:
(…) …odbyło się trzecie przedstawienie Adrianny. Przed samym przedstawieniem przybyła do artystki deputacja niemiecka,
aby grała w niedzielę, w który to dzień nie ma zwykle przedstawień w Ameryce. (…)

SIERPIEŃ – 24. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

SIERPIEŃ – 25. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

SIERPIEŃ – 26. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

SIERPIEŃ – 27. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

SIERPIEŃ – 28. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

SIERPIEŃ – 29. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

SIERPIEŃ – 30. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

SIERPIEŃ – 31. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

WRZESIEŃ – 01. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

WRZESIEŃ – 02. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

WRZESIEŃ – 03. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

WRZESIEŃ – 04. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

WRZESIEŃ – 05. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

WRZESIEŃ – 06. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

WRZESIEŃ – 07. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

WRZESIEŃ – 08. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

WRZESIEŃ – 09. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco.

PAŹDZIERNIK - LISTOPAD


W październiku, na zaproszenie sportowego klubu kalifornijskiego, pisarz wyrusza na stepy Wyomingu na kilkutygodniową wyprawę myśliwską na jesienny ciąg bawołów:


[01. Położenie Gór Skalistych w Ameryce Północnej]
[Fotografia - Autor: 01. Al guy. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcia objęte są licencją GNU FDL].
(…) Nie pisałem do was dawno, ponieważ długi czas spędziłem w Wyomingu na wyprawie myśliwskiej, która trwała przeszło miesiąc. Towarzystwo sportsmenów w San Francisco, złożone z bogatych ludzi, często nie wiedzących, co robić z pieniędzmi, przesłało mi zaproszenie do owej wyprawy wraz z biletem na podróż do lasu i na powrót. Zrozumiecie łatwo, że nie namyślałem się długo. Na drugi dzień po odebraniu zaproszenia udałem się do naczelnika przyszłej wyprawy, pana Woothrup, którego poznałem na parę miesięcy przedtem. (…) Co do przygotowań moich osobistych, to nie licząc broni, której nie potrzebowałem kupować, koszt ich ograniczał się na zakupienie dwóch kołder flanelowych i futrzanej czapki. Miałem za to perspektywę przepędzenia miesiąca czasu w Górach Skalistych (Rocky Mountains)… (…) …kupiłem więc jak najśpieszniej dwie kołdry, opatrzyłem broń rdzewiejącą nad łóżkiem w mieszkaniu Horaina, nabyłem jeszcze nowy nóż, stary bowiem złamałem
w Maripozie, i byłem gotów. W dwa dni później wyruszyliśmy na wschód. (…)

[02. Bawół (bizon)]
[Fotografia – Autor: 02. Ceasol from Edmonton - Canada. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcia objęte są licencją CC-BY-SA].
Głównym… przedstawicielem świata zwierzęcego jest bawół (buffalo). (…) Mówiono mi, że potężne samce, poczytując zapewne lokomotywę za jakieś zwierzę pokrewnego sobie rodzaju, pochylały potężne łby za jej zbliżeniem się, jakby wyzywając ją
do walki. Oczywiście walka ta kończyła się… (…) Zamiarem naszym było spolować obszerny kanion ciągnący się między dwoma równoległymi pasmami Gór Słodkiej Wody (Sweet Water Mts.). Kanion ten nosi nazwę kanionu Północnych Wideł Platty, środkiem jego bowiem płynie rzeka tegoż nazwiska (North Fork of Platte R.). (…) Przybywszy do Percy, stacji leżącej nad North Fork
of Platte R., zastaliśmy już wszystko przygotowane. Wozy dla nas wraz z mułami i końmi wierzchowymi nadeszły z Cheyenne.
Do każdego wozu przydany był mulnik, razem więc sześciu mulników do sześciu wozów, nie licząc dwóch przewodników Metysów: Smitha i Bulla, oraz starego strzelca zwanego Left Hand (Lewa Ręka, mańkut), którego prawdziwego nazwiska
nie mogłem się dopytać, ale z którym zaprzyjaźniłem się wielce od razu. (…)

[03. Rzeka Platte z dopływami: Platte Północna i Platte Południowa]
[Fotografia – Autor: 03.) Kmusser. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcia objęte są licencją CC-BY-SA].
Powiedziałem Woothrupowi, abyśmy ruszyli natychmiast; on jednak pragnął najprzód ułożyć regulamin podróży, a po wtóre doczekać się wiadomości od Mac Clella, które miały nadejść wieczorem. Jakoż wieczorem przyjechał z Cheyenne sam Mac Clell, człowiek niezmiernie ugrzeczniony, o twarzy najbardziej złodziejskiej, jaką sobie można tylko wyobrazić. Oświadczył, że zrobił wszystko, co było w jego mocy, że Utanie obiecali mu także wszystko, co będzie w ich mocy, że mają nam dodać eskortę
przy Medicina R., słowem, że możemy być zupełnie bezpieczni. Tegoż dnia wieczorem ułożony został dzienny porządek wyprawy. Naczelnikiem jej miał pozostać, jak dotąd, Woothrup. (…) Na dworze było ciemno, a przy tym wiatr z pustyni północy przejmował do żywego. Obwinąwszy się jednak w skórę bawolą i mając takąż drugą pod sobą wkrótce uczułem błogie ciepło rozchodzące się po kościach. Ale kwik mułów gryzących się w ogrodzeniu i klątwy mulników, którzy nadeszli, aby je uspokoić, nie pozwalały nam zasnąć. Zapaliliśmy więc fajki i poczęli gawędzić. Na wozie było nas czterech: Woothrup, Thompson, Ward i ja… (…)

Nazajutrz rano wyruszyliśmy świtem w drogę. (…) …pierwszego rana wyruszyliśmy szczęśliwie. (…) Metysowie przewodnicy, Smith i Bull, ruszyli naprzód, a że jeszcze niezupełnie było widno, wkrótce więc ujrzeliśmy ich zaledwie majaczących wśród szarego światła poranku, a potem znikli nam zupełnie z oczu. Gdy się rozwidniło, począłem przyglądać się okolicy. Jechaliśmy środkiem obszernego kanionu, który jakby olbrzymia, na kilkanaście mil szeroka ulica szedł na północ. Dwa boki, a raczej dwie ściany jego boczne stanowiły pasma Gór Sweet Water Mts. (Słodkiej Wody); przez przerwy zaś pasma leżącego po prawej stronie widać było południową grupę Black Hills (Czarnych Gór). (…) Posuwaliśmy się naprzód z wolna wzdłuż koryta Północnych Wideł (North Fork) Rzeki Platty, płynącej środkiem kanionu wprost na północ i dopiero znacznie wyżej skręcającej na wschód,
w kierunku Missouri, do której, przebiegłszy całą Nebraskę, wpada pod Omaha. (…) Okolica zdawała się być zupełnie pustą
i jednostajną. Przed nami zawsze taż sama rzeka i ten sam kanion ciągnący się do nieskończoności… (…) O’Leary i Winson, którzy zapuszczali się w step z drugiej strony, również nie widzieli nic nareszcie koło godziny dziesiątej z rana ujrzeliśmy pasemko zarośli ciągnące się prostopadle do rzeki, a na poprzek naszej drogi. (…)

Po przebyciu zarośli leżących na drugim brzegu, ujrzeliśmy ślady stada wielkich antylop złożonego z sześciu sztuk. (…) …stary mańkut kazał nam teraz rozproszyć się po stepie tak, abyśmy nie tracąc się z oczu zajęli przestrzeń na milę przynajmniej. (…)
…widziałem więc doskonale flegmatycznego Thompsona, jak zatrzymawszy konia zmierzał się z karabinem, po chwili z końca lufy wybuchnął biały dymek, rozległ się strzał, po którym Thompson począł galopować naprzód. (…) Była to antylopa ciemnego koloru z żółtymi cętkami na grzbiecie, młoda jeszcze, na nóżkach tak cienkich jak badylki. (…) W samo południe zatrzymaliśmy się
dla zjedzenia lunchu. (…) Po lunchu powyciągaliśmy się przy ogniu na naszych kołdrach i pookrywawszy się skórami, pokrzepialiśmy spoczynkiem kości strudzone trwającą od świtu konną jazdą. Koło godziny trzeciej ruszyliśmy dalej. Kraj
nie zmieniał się ani na jotę; aż do noclegu nie zaszło nic godnego uwagi, nie padł ani jeden więcej strzał. (…) Na nocleg stanęliśmy w wierzchołku kąta utworzonym przez ujście strumienia do rzeki. (…) Prosiłem Woothrupa, abym ja należał do tych pierwszych wartowników, na co się chętnie zgodził. Odjechawszy na jakie trzysta kroków w ciemność, zatrzymałem konia.
Na tęż samą mniej więcej odległość miałem po prawej ręce Le Clerca, a po lewej Warda. Noc zaczęła się spokojnie. (…)

Drugi i trzeci dzień… (…) Jedynym wypadkiem była sprzeczka Warda z Thompsonem, zagodzona z wielkim taktem
przez Woothrupa, jedyną zaś pociechą to, że droga stawała się coraz lepszą. Zagłębienia na stepie znikły, mogliśmy więc posuwać się prędzej i w kierunku zupełnie prostym. Szczyty Sweet Water Mts. ciągnące się po lewej stronie rzeki zmniejszały się coraz bardziej. (…) Pewne zniechęcenie poczęło ogarniać nasze grono. Trzy dni konnej jazdy nuży, zwłaszcza gdy nic nie zajdzie takiego, co by dozwoliło zapomnieć o zmęczeniu. (…) Towarzysze moi zaczęli coraz częściej zsiadać z koni, aby szukać wypoczynku na wozach; ja, przyzwyczajony już do ciągłych konnych wycieczek w południowej Kalifornii, męczyłem się mniej
od innych i przepatrywałem okolicę staranniej. Towarzyszył mi zwykle Ward, który od czasu sprzeczki z Thompsonem zaczął się mniej ze mną sprzeczać. Zapraszaliśmy z sobą i Lewą Rękę; ten jednak mało oddalał się od karawany… (…)

Czwarty dzień przeznaczony był na wypoczynek… (…) Przyłączyłem się do Metysów Smitha i Bulla i ruszyliśmy razem w kierunku wschodnim. Tym razem los nam sprzyjał; zaledwie bowiem oddaliliśmy się na parę mil (angielskich) od karawany, z krzaku rosnącego opodal wysunął się duży ryś, szary, cętkowany, nie dalej jak o trzydzieści kroków od nas. Wstrzymawszy natychmiast konia strzeliłem doń tak szczęśliwie, że zabiłem go na miejscu. Kula strzaskała mu wierzchnią część karku wraz z kręgami szyjnymi. Ale, gdym dla pewności zeskoczywszy na ziemię dobijał go jeszcze kilku pchnięciami noża, z pobliskiego krzaku ruszył się drugi, który utaił się po strzale i zaślepiony wściekłością lub trwogą ruszył wprost na mnie. Zaledwie miałem jednak czas przyklęknąć przysłoniwszy jedną ręką oczy, drugą trzymając straszliwy bowie-knife, gdy w powietrzu świsnęło lasso, rozległo się jakby uderzenie biczem; schwytany za szyję zwierz beknął chrapliwie, zwinął się w kłębek i odbijając się jak piłka od kamieni
i gruntu stepowego porwany został jakby wichrem w step przez Metysa Smitha. Drugi przewodnik, Bull, schwytał tymczasem mego konia, z którego zsiadłem dla dobicia mojej ofiary, a który, w chwili gdym przyklęknął, uciekł, i galopował w kierunku karawany. (…)

We cztery godziny potem stanęliśmy na nocleg; przedtem jednak jeszcze straciliśmy jednego muła, który upadł przy przeprawie przez strumień tak nieszczęśliwie, że złamał nogę. (…) Z polecenia Woothrupa miałem czuwać nad strażami pilnującymi stada, przejeździłem więc na koniu całą noc. (…) Noc cała przeszła bez wypadku. Świtaniem, gdy większość towarzyszów wyszła już
z obozu z blaszankami po wodę, zsiadłem z konia i położyłem się spać. Przespałem aż do lunchu. (…) Jechaliśmy dalej spokojnie. Nad wieczorem znów znaleziono ślady bawołów, które tym razem sam oglądałem. (…) Wjeżdżaliśmy jednak widocznie w okolicę obfitującą w zwierzynę, co można było poznać z wielkiej ilości antylop. Następnej nocy zachowywaliśmy też same ostrożności
jak poprzedniej; nic jednak nie zaszło godnego uwagi. (…)

[04. Widłoróg (antylopa widłoroga) - para]
[Fotografia – Autor: 04.) Samsara. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcia objęte są licencją CC-BY-SA].
Nazajutrz około godziny ósmej rano stary strzelec, który świtaniem wyszedł był na zwiady i dopiero co powrócił, zbliżywszy się
do mnie szepnął z cicha, abym udał się za nim. Wyjechaliśmy obaj z obozu konno. Kanion, który od kilku dni zwężał się
coraz bardziej, nie był w tym miejscu szerszy niż na sześć do ośmiu mil angielskich; wkrótce więc dojechaliśmy do gór. (…) Zatrzymaliśmy się u wejścia do jednego z bocznych kanionów. Tu stary strzelec zsiadł z konia i mnie kazał to uczynić, a następnie odprowadziwszy konie ukrył je w rozpadlinie gruntu porośniętej krzewiną. – Teraz musimy pójść piechotą - rzekł do mnie. (…) Poszliśmy. Wąskie gardło bocznego kanionu prowadziło nas w głąb gór. Gardło to jednak rozszerzało się stopniowo coraz więcej. Przy samym wyjściu stary zatrzymał mnie: - I will show you something. (Chcę panu coś pokazać) - rzekł. Co? - Buffalo! - Serce zabiło mi z radości. (…) Po kilkudziesięciu jeszcze krokach kanion rozszerzył się nagle w polankę, której brzegi pokryte były zaroślami, środkiem zaś ciągnęła się łąka, przez którą przepływał mały strumień. (…) …na środku łąki ujrzałem potężnego bawołu stojącego spokojnie opodal strumienia. Zasunąwszy się jeszcze głębiej w zarośla począłem się czołgać. Upłynęła może
z godzina czasu, zanim zmieniłem kierunek w stronę brzegów polanki. Poruszałem się z największą ostrożnością, aby nie potrącić nawet gałązki. Przez cały ten czas nie widziałem zwierzęcia, ale za to, gdym się doczołgał do brzegu, ujrzałem je w całej okazałości. Wyznaję, iż ponieważ były to pierwsze moje łowy na bawołu, serce biło mi nie tylko ciekawością, myśliwskim zapałem, ale i pewnym wzruszeniem, nieco do strachu podobnym.

Ten bawół stojący teraz ode mnie nie dalej jak sześćdziesiąt jardów, wydawał mi się już nie tylko wielkim, ale po prostu potwornym. Był to istotnie potężny zwierz z ogromnym łbem, szerokim może na półtrzeciej piędzi, z rogami tak czarnymi
jak heban, zaledwie widocznymi wśród kudłów pokrywających głowę, garb i w ogóle przednią część ciała. Kudły te były prawie zupełnie czarne, reszta zaś sierści jednostajnego brązowego koloru. Zwierz nie podejrzewając niebezpieczeństwa stał spokojnie, nie pasąc się trawą, ale poruszając z wolna żuchwami, z których zwieszała się ślina. (…) Opanowawszy wzruszenie wymierzyłem doń spokojnie, ponieważ zaś stał obrócony do mnie lewą stroną, starałem się trafić go w serce. (…) Strzał był niedaleki i do tak wielkiego zwierzęcia łatwy, po chwili więc pociągnąłem za cyngiel. Po moim strzale rozległ się drugi,
tak jednocześnie, że prawie nie mogłem go odróżnić. Według polecenia Lewej Ręki zamiast wyskoczyć z zarośli, przysiadłem spokojnie czekając, co się stanie, łatwo więc wyobrazić sobie moje zdziwienie, gdym ujrzał, że bawół nie drgnął nawet, zupełnie tak, jakby nie słyszał naszych strzałów. Po chwili jednak zwierz poruszył się, zachwiał i nie wydawszy najmniejszego głosu klęknął na przednie nogi, a następnie zwalił się całą masą olbrzymiego swego cielska. (…) Bawół, któregośmy zabili, był tak wielki, że jakkolwiek leżał na brzuchu, gdym stanął przy nim, garb jego dochodził wysokości mojej głowy.

Z tym wszystkim Lewa Ręka teraz wytłumaczył mi, dlaczego zabronił mi pokazywać się po strzale. Bawół po strzale nie ucieka nigdy, jeśli nie zobaczy człowieka; spłoszony jednak jego widokiem umyka i często, choć ranny śmiertelnie, potrafi ubiec kilka mil, zanim padnie. (…) …wróciliśmy do koni. Wsiadłszy na nie udaliśmy się z powrotem do karawany, którą w godzinę dogoniliśmy
z łatwością. (…) Wiadomość o naszym powodzeniu wzbudziła ogólną ciekawość, a nawet i zazdrość. Wszyscy chcieli jechać oglądać naszą ofiarę. Karawana musiała zatrzymać się na czas pewien, którego potrzeba było do zdjęcia skóry ze zwierzęcia. Mięso jego porąbaliśmy z pomocą toporów na sztuki i ułożywszy na muły co przedniejsze części odwieźliśmy je do obozu, resztę pozostawiwszy dla wilków. (…) Tymczasem jednak posuwaliśmy się naprzód, wolniej wprawdzie niż poprzednio, droga bowiem skutkiem zwężania się odległości między górami stawała się coraz trudniejszą, ale wytrwale. Przez parę następnych dni odbywaliśmy drogę spokojnie. (…) Na koniec dotarliśmy do miejsca, w którym Północne Widły skręcają na wschód. Pasma Sweet Water Mts. kończyły się po obu stronach, a kanion rozpływał się na północ w step prawie nieskończony. (…)

…któż opisze ogólną radość i uniesienie, gdyśmy między tymi smugami na stepie ujrzeli kilkadziesiąt czarnych punkcików, zaledwie widocznych dla oka, ale widocznie ruchomych. Lewa Ręka przyłożył swoją imienniczkę, lewą rękę, do czoła, wytężył wzrok, popatrzył chwilę, potem zwracając się ku nam rzekł:
– Buffalo. (…) Po krótkiej chwili Lewa Ręka objął nad nami dowództwo i poczęliśmy spuszczać się z tarasu. (…) Im bliżej byliśmy zwierząt, tym jechaliśmy wolniej… (…) Po godzinie takiej drogi wiatr począł przynosić nam głuche ryki zwierząt, a po półgodzinie jeszcze mogliśmy je widzieć przez przerzedzone zarośla. Dzieliła nas od nich odległość może pięciuset jardów… (…) Po chwili ciche: „stop”, wymówione przez Lewą Rękę raczej poruszeniem ust niż głosem, zatrzymało nas na miejscu. Bawoły poczuły nas. (…) Krowy i młode bawolaki poczęły się zbijać w wielką kupę. Samce pochylały straszne, kudłate łby, wydając głębokie a krótkie ryki i uderzając silnie racicami o ziemię. Na koniec całe stado, jakby popchnięte niewidzialną siła, ruszyło nagle, ale zamiast uciekać, ruszyło wprost na nas. (…) Z tym wszystkim kilkanaście luf pochyliło się jednocześnie w stronę zarośli i na dany znak przez Lewą Rękę daliśmy ognia: po czym wyjąc po indyjsku puściliśmy konie przez zarośla, aby objechawszy ich koniec, uderzyć na stado. Po pierwszej salwie nie padł ani jeden bawół, natomiast wszystkie w mgnieniu oka zwróciły się do ucieczki. (…)
Na koniec stado, oślepione trwogą, rozproszyło się po stepie. Każdy zwierz uciekał teraz w innym kierunku. (…)

Pognawszy za wielkim samcem strzelałem doń z karabinu jedną ręką, drugą prowadząc konia. Strzały nie mogły być celne, dlatego uciekał ciągle. (…) Wystrzeliłem na koniec czternaście strzałów, a nie mając czasu nabijać ani zapinać karabina w pasy, cisnąłem go na ziemię, chwyciwszy na to miejsce rewolwer Colta wielkiego kalibru, który miałem u pasa. (…) Szalona ta jazda tuż, tuż trwała z jakie dziesięć minut, póki nie wystrzeliłem wszystkich ładunków z rewolweru. (…) Zawróciwszy konia półkolem, spostrzegłem, że zwierz upadł na jedno kolano i z drugą nogą wyciągniętą naprzód, a nozdrzami zanurzonymi w trawę pozostawał nieruchomy. Gdym się zbliżył, zerwał się jeszcze z oczyma zakrwawionymi, pełnymi przerażenia i obłąkania,
ale zachwiał się natychmiast i padł. (…) Gonitwa nie odbyła się jednak bez wypadku. Na Benneta rzuciła się krowa bawola
w obronie cielęcia, a ponieważ dojeżdżał ją zbyt blisko, przewróciła go razem z koniem. Konia zabiła, a jeździec zemknął
w zarośla, skąd mimo iż zwichnął jedną rękę, strzelał jeszcze z rewolweru… (…) Z pomocą mułów pościągaliśmy je wszystkie
w jedno miejsce. Zdjęcie skór i wybranie najprzedniejszych cząstek zajęło tyle czasu, iż musieliśmy nocować na polu gonitwy. (…)

…drugi dzień już upływał, jak przebyliśmy Medicina Creek nie spotkawszy żywego ducha. (…) Postanowiliśmy nawet z tego powodu zatrzymać się dwa dni, aby dać czas eskorcie odnalezienia nas. Ten dłuższy wypoczynek był zresztą potrzebny i nam,
i mułom, podróż nasza bowiem trwała już dwa tygodnie. Co do mnie, rad byłem z tego niewymownie. Prawdę powiedziawszy,
od kilku dni czułem się niezdrów, a zaraz nazajutrz po owej szalonej gonitwie za bawołami było mi tak słabo, że musiałem zsiąść z konia i położyć się na wozie. Ward przez cały dzień albo gotował mi herbatę, albo siedział przy mnie gawędząc, poprawiając
na mnie skóry bawole i troszcząc się o mnie jak najlepszy przyjaciel. (…) Wieczorem gorzej mi się jeszcze zrobiło. Paliła mnie gorączka, czułem zawrót głowy i ból we wszystkich kościach. Obawiałem się, że utracę przytomność. (…) Drugiego dnia jednak zrobiło mi się nadspodziewanie lepiej. Mogłem się przechadzać po majdanie, a nawet po lunchu siadłem na konia i pojechałem
na rzekę. Wieczorem tego dnia zaszedł ważny w obozie wypadek. Przyjechał od Mac Clella Metys z listem do Woothrupa. Człowiek ten przebył w pięć dni drogę, którą my wlekliśmy się już dwa tygodnie. Przywiózł niedobre wiadomości. (…) Mac Clell spodziewał się jeszcze załatwić sprawę spokojnie, ale mimo to wzywał nas, abyśmy wracali jak najprędzej, póki układy się toczą i powstrzymują czerwonoskórych od porywania się zbrojną ręką na podróżników. (…)

Bądź co bądź postanowiliśmy wracać i wracać tąż samą drogą. Odwrót ten rozpoczął się zaraz nazajutrz. (…) Nocami połowa ludzi musiała zawsze czuwać nad mułami i obozem. Strażom surowo było zakazane drzemać na postoju. Nie wolno było także oddalać się, nawet w dzień, więcej niż na pół mili od karawany, i to tylko w miejscach otwartych. (…) Czwartego dnia odwrotnej podróży przewodnicy spostrzegli znaczny oddział Indian… (…) …widok trzydziestu strzelb wymierzonych i spokojny, pewny głos Woothrupa rozlegający się jako komenda wstrzymały ich w przyzwoitej odległości. Było ich około stu wojowników. Wieczorem przysłali do nas poselstwo. Chciałem wtedy koniecznie wstać, aby zasiadłszy u ogniska rady palić z Indianami i przypatrywać im się, ale nie mogłem. Gdym wyszedł z wozu, nogi zachwiały się pode mną i o mało nie utraciłem przytomności. Położono mnie nazad na wóz, musiałem więc poprzestać na przypatrywaniu się nowym gościom przez uchylone płótno wozu. (…)

…Indianie, także chytrzy do najwyższego stopnia, odgadli te plany i powiedzieli Woothrupowi, że je odgadują. Nie zaprzeczał. Powiedział im, że istotnie takie miał cele, a teraz albo niech się zgodzą na jego żądania, albo niech się biją. Takie oświadczenie
i ujęło ich, i zaimponowało zarazem. Zrozumieli, że język naczelnika białych nie jest "dwoisty" i że można ufać jego słowom; zrozumieli także, że jesteśmy czymś odmiennym od zwykłych awanturników, z jakimi spotykali się w stepach, i koniec końcem, zgodzili się na wszystkie żądania Woothrupa. (…) Pięciu Indian przeznaczonych do towarzyszenia nam nie śpieszyło się także
z odjazdem. Mogli jeść i pić sto razy lepiej niż zwykle w domu, a przy tym spodziewali się jeszcze wyłącznych dla siebie podarunków. Traktowano ich dobrze z wyjątkiem naszych psów, które ujadały na nich dniem i nocą. (…) Co do mnie,
nie widziałem ich prawie wcale, cały ten czas bowiem przeleżałem jak martwy na wozie. Na koniec, na dwa dni przed przybyciem do Percy, odprawiono posłów obdarzywszy ich hojniej, niż się sami spodziewali.

Tak skończyła się nasza wyprawa, która trwała przeszło miesiąc. Za przybyciem do Percy Woothrup i niektórzy z towarzyszów naszych związanych z nim interesami, pojechali dalej na Wschód, do Omaha i Council Bluffs, a stamtąd przez Sioux City
do Czarnych Gór, reszta zaś wraz ze mną do San Francisco. Do San Francisco przyjechałem mocno cierpiący, a dolegliwości moje
nie opuściły mnie aż dotąd. Znalazłem tu Polaków posmutniałych z powodu odjazdu pani Modrzejewskiej do New Yorku. (…)
…słabość, rozwijająca się początkowo coraz silniej, wstrzymała i opóźniła znacznie mój wyjazd do Europy. Wstrzymuje mnie ona
i dotychczas, ale za to pozwala mi pisać tak długie listy, jak ten obecny, w którym pozwoliłem sobie nudzić czytelników. (…)
W drodze powrotnej zwiedza kopalnie srebra w Virginia City.

LISTOPAD – GRUDZIEŃ


Z tego okresu pobytu Henryka Sienkiewicza w Kalifornii pochodzą: końcowe „Listy z podróży”, „Komedia z pomyłek” i „Chińczycy w Kalifornii”.

GRUDZIEŃ - 18. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco i donosi o swej chorobie i zamiarze opuszczenia Kalifornii:
(…) Nadspodziewanie bawię jeszcze w San Francisco, gdzie zatrzymała mnie jeszcze słabość, jakiej nabawiłem się w czasie ostatniej mojej wyprawy do Wyomingu. Wyprawy tej nie będę wam opisywał, albowiem opis jej dość obszerny posłałem
do „Gazety Polskiej”, w której będziecie mogli go czytać. Nie wspomniałem jednak o tym, że po drodze wstępowaliśmy na jeden dzień do Virginia City w Nevadzie. Miasto to odległe jest tylko na parę godzin drogi od głównej linii kolei Dwóch Oceanów, że zaś naczelnik naszej wyprawy, Woothrup, jako akcjonariusz tamtejszych kopalń, miał jakiś interes do ich zarządu, ja zaś chciałem zwiedzić żyły srebrne, przeto puściliśmy się tam ze stacji Reno. (…)
Dalej wspomina zwiedzanie kopalń srebra w Virginia City:
(…) Virginia City wyjątkowo pięknie jest położona na górze, z której otwiera się bardzo obszerny widok. (…) Przybywszy
do miasta udaliśmy się do kopalń. Wśród stosów wydobytej ziemi i poobdzieranych przestrzeni wychyliła się przed nami nagle czarna jama. Nim weszliśmy do niej, przewodnik nasz, który nagle wylazł z podziemia,…, zaprowadził nas do domku, gdzie kazał nam włożyć ubranie z pęcherzy, wilgotne, brudne, obrzydliwe. Po włożeniu go udaliśmy się znów do jamy, siedli w rodzaj kosza
z desek, który ukazał się w jej wnętrzu, i nagle… zrobiło nam się w oczach ciemno. Poczęliśmy zlatywać na dół jakby na złamanie karku. Przy blasku niepewnym latarni ujrzałem tylko sznury czy też łańcuchy, odwijające się z przerażającą szybkością. Kosz leciał na dół, i leciał, i leciał… myślałem, że to się nigdy nie skończy… nareszcie stanął, a raczej upadł tak silnie, że małośmy się
nie potrącili głowami. Pytałem się przewodnika:
- Czy przy takiej wariackiej jeździe nie bywa wypadków?
– Czasem – odpowiedział – jeśli łańcuchy się pozrywają, to siedzący w koszu muszą się zabić.
– A czy zdarza się to?
Znowu spokojna odpowiedź:
- Czasem. (…)

Poczęliśmy dziękować przewodnikowi. Był to, jak wam już wspomniałem, człowiek dość obdarty, brudny, zasmolony,
we flanelowej koszuli, w kapeluszu z powystrzępianym koliskiem i w podartych gumowych butach. Twarz jego, lubo zasmolona, miała jednak pewien wyraz dystynkcji, a jasne, niebieskie oczy patrzyły rozumnie. (…) …przybywszy do miasta chodziliśmy
po owych wielu miejscach; na koniec około godziny ósmej wieczorem stanęliśmy przed ślicznym, marmurowym pałacykiem oddzielonym od ulicy sztachetami i przepysznym trawnikiem, na środku którego wznosiła się fontanna.
- Gospodarz w domu? – spytał Woothrup człowieka, który nam otworzył.
- Yes sir! proszę do „parloru”. (…) Po chwili wszedł gospodarz i… proszę sobie wyobrazić moje zdziwienie, gdym poznał w nim mr. Jamesa Little, naszego rannego przewodnika. Wyznaję, że zmieszałem się. Pan Little, ubrany teraz nie wykwintnie,
ale przyzwoicie, w koszuli świetnej białości, umyty, uczesany, miał minę jeżeli nie księcia, bo ich tu nie ma, to przynajmniej… bankiera. Potem nadeszła jego żona, piękna, jasnowłosa „missis” w jedwabnej sukni, ze złotym łańcuchem, a potem jeszcze piękniejsza miss Ellinor, siostra pani Little. (…) Nie potrzebuję już zapewne tłumaczyć wam, że pan James Little
nie jest robotnikiem, ale głównym inżynierem i jednym z głównych akcjonariuszów kopalni. Ale jego zasmolone ubranie i twarz łatwo istotnie mogą w błąd wprowadzić. Tymczasem w kopalni innego używać niepodobna. Na zwiedzających właśnie dlatego nakładają umyślnie ubrania, że w podziemiach wszystko się niszczy, rozrywa o skały, plami wilgocią, kopci dymem i sadzą. Oczywiście inżynier, który większą część dnia spędza w kopalni, w krótkim czasie musi wyglądać jak oberwaniec. (…)
Dalej przytacza rzeczywistą historię pewnego Polaka:
(…) Gazety nowojorskie doniosły o śmierci ziomka naszego, Siellawy, niegdyś obywatela gub. Witebskiej. Poznałem go osobiście w czasie pobytu w Nowym Jorku, przeto mogę udzielić kilku szczegółów z jego życia i jeden psychologiczny. Śp. Siellawa (…) był człowiek wysoko ukształcony, prawy i szlachetny. Miał wszakże jedną dziwną monomanię; wszędzie gdziekolwiek przebywał, zdawało mu się, że go szpieguje, ściga i prześladuje jeden z rządów europejskich. Stąd też nigdzie nie mógł zagrzać na długo miejsca, a nawet z nikim utrzymać trwałych stosunków przyjaznych. (…) Gnany myślą, że go ścigają i prześladują,
po opuszczeniu Europy (…) zwiedził Przylądek Dobrej Nadziei, Madagaskar, Australię, Amerykę Południową, środkową i nareszcie Stany Zjednoczone. Powiadał mi nieraz, że za najszczęśliwsze chwile swojego życia uważa te parę lat, które przebył
na międzymorzu Panama, spełniając obowiązek strażnika latarni morskiej przed portem Colon-Aspinwall. Obowiązkiem jego było
o każdej szóstej godzinie zapalać lub gasić latarnię. Mieszkał o 10 mil od brzegu, sam jeden wśród morza na samotnej skale, której przez 26 miesięcy nie opuszczał. Co dwa tygodnie przywożono mu żywność (…). Raz mu przysłano pakę z gazetami
i książkami polskimi – i to go wygnało z samotnego raju, w którym żył najszczęśliwszy, bez Ewy i węża, jak sam się wyrażał.
W liczbie przysłanych książek była powieść Zygmunta Kaczkowskiego „Murdelio”. Otóż w pewien mglisty dzień Siellawa tak się zaczytał przy lampie w owej powieści, że wiecznym prawem zapomniał zapalić lampę latarnianą. To zmyliło z drogi jakiś okręt
i o mało nie stało się powodem rozbicia. Zaskarżono strażnika i Siellawa stracił miejsce. (…) W Nowym Jorku pracował
po aptekach. Cierpiąc bezsenność, używał morfiny czy innego jakiegoś niebezpiecznego lekarstwa i tym się podobno otruł. Dopiero w kilka dni po jego śmierci ziomkowie dowiedzieli się o tym i pośpieszyli pochować. (…)


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1878



STYCZEŃ


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco. Kończy rozpoczęte prace literackie. Utwory z 1877 r. ukazują się w pismach warszawskich: „Osady polskie
w Stanach Zjednoczonych” – w „Przeglądzie Tygodniowym” (20 stycznia – 04 lutego), „Chińczycy w Kalifornii” – w „Gazecie Handlowej” (19 – 29 stycznia), „Komedia
z pomyłek” – w „Gazecie Polskiej” (30 stycznia – 04 lutego) i ostatnie „Listy z podróży” – w „Gazecie Polskiej” (20 lutego – 23 marca).

LUTY - MARZEC


Pieniądze dla Henryka Sienkiewicza z Polski nie nadchodzą. W związku z tym w drugiej połowie lutego Rudolf Korwin Piotrowski pożycza pisarzowi dolary na powrót
do Europy. Po drodze pisarz jedzie szlakiem tryumfów teatralnych Heleny Modrzejewskiej. Tydzień lub dwa spędza w Bostonie, odwiedza Pittsburg i Nowy Jork. Towarzystwa dotrzymują mu: Karol Chłapowski i Edmund Zbigniew Brodowski.

MARZEC – po 09. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bostonie, gdzie Helena Modrzejewska odnosiła sukcesy sceniczne.

MARZEC – 23. [SOBOTA] lub 24. [NIEDZIELA]


Statkiem „Nevada Guyone Line” Henryk Sienkiewicz wyrusza z Nowego Jorku w rejs do Liverpool'u.

KWIECIEŃ


Statek „Nevada Guyone Line” zakończył rejs w Liverpool, a Henryk Sienkiewicz w pierwszych dniach kwietnia, już z „Golden Cross Family Hotel” w Londynie na Charing Cross, pisze do Juliana Horaina:
„(…) Zdziwicie się odebrawszy mój list z Londynu, ale oto jestem w Londynie, a jutro lub pojutrze wyjeżdżam do Paryża.
Jak długo zabawię – nie wiem, będzie to zależeć od wiadomości, jakie z kraju odbiorę. Teraz pono wracać do miłej ojczyzny niezbyt bezpiecznie, bo wojna wisi na włosku i kto żyje w Polsce, musi brać karabin i „służit’ po wojennoj czasti”,
do czego Bóg widzi nie mam ochoty. Wypada z tego, że póty zostanę w Paryżu, póki wszystko się nie rozstrzygnie na jedną
lub drugą stronę. Z Paryża napiszę do Was natychmiast i zawiadomię o moim adresie. W Londynie jestem od dwóch dni.
Z New-Yorku wyjechałem, zdaje mi się, 23 lub 24 marca na okręcie „Nevada Guyone Line”. (…) W pierwszej klasie było tylko
6 osób – zapłaciłem 55 dolarów do Liverpool, zatem niedrogo. (…)”
Tutaj też poszukuje Sygurda Wiśniowskiego.

KWIECIEŃ - 04. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz rozpoczyna swój roczny pobyt we Francji. W pierwszych miesiącach mieszka w Paryżu przy Rue de Provence 76. W czasie pobytu nawiązuje kontakty z przedstawicielami Polonii francuskiej oraz z licznymi osobami przybyłymi do Paryża na Wystawę Powszechną. Należą do nich dziennikarze: Jan Finkelhaus, Wacław Szymanowski, Sygurd Wiśniowski, Daniel Zgliński – artyści: Józef Chełmoński, Antoni Piotrowski – oraz: Cyprian Godebski, Bruno Abakanowicz.
Po wyjeździe Sygurda Wiśniowskiego do Ameryki Henryk Sienkiewicz zostaje korespondentem „Gazety Polskiej” i pisze sprawozdania z wystawy.

KWIECIEŃ – 22. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu de Lille et de Roubaix w Paryżu przy Rue de Mon Lyon 16, skąd pisze do swojego przyjaciela, Leopolda Mikulskiego,
na temat propozycji otrzymanej od Erazma Piltza:
„(…) Sygurd Wiśniowski miał pisać do „Gazety Polskiej” koresp[ondencje] z wystawy – tymczasem wyjeżdża do Londynu – skutkiem tego ciężar spadł na mnie. (…) Pisywał będę – bo mogę opisać jedną część wystawy do „Gazety”, a współcześnie drugą do „Nowin”, a przez to nie krzyżować się, ale pisywał będę, jeżeli:
I. Pan Erazm zgodzi się, że koresp[ondencje] moje nie będą podpisywane ani „Litwos”, ani „Henryk Sienkiewicz”,
ale albo bezimiennie albo podpisywane, jak się mnie lub p. Erazmowi inaczej podoba.
II. Dziesięć groszy od wiersza. –
III. Pięćdziesiąt rubli zaliczki wypłacone na Wasze ręce, które zechcecie łaskawie odesłać mojej siostrze
(Anieli Sienkiewiczównie) wychodzącej za mąż (za Jana Komierowskiego), na której ślub niestety nie będę mógł prawdopodobnie przyjechać, a której chciałbym przynajmniej w ten sposób pomóc.
IV. Pan Erazm powtórzy dosłownie te wszystkie warunki w liście do mnie, abym, w razie gdyby ich nie spełnił, mógł mu zrobić proces i obedrzeć go ze skóry. – (…)
Nie potrzebuję Wam mówić, że mam mnóstwo innych zaofiarowań, od których muszę się bronić. (…)
Co do projektu pisma – ten przemawia mi do duszy i serca. Czy do komitetu red[akcyjnego] wstąpię – nie mogę Wam odpowiedzieć przed porozumieniem się i ułożeniem w prawo lub w lewo moich stosunków z Leem… (…) Powtarzam, że pismo takie postępowe, antyultramontańskie, trzeźwe, w Warszawie to dobrodziejstwo. – (…)”
Pisarz przyjmuje też propozycję współpracy Erazma Piltza, redaktora „Nowin”, i zobowiązuje się przesyłać co tydzień felietony. Jego honorarium wynosi
10 gr (5 kopiejek) za wiersz.

MAJ – 02. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu, skąd relacjonuje przebieg odbywającej się tam wystawy:
„(…) Wystawa powszechna została dziś otwartą. (…) Głową jej jest pałac Trocadéro, zatoczony półkolem, którego strona wklęsła zwraca się ku Sekwanie. (…) Za rzeką znowu ciągnie się ogromny podwórzec, pełen drzew, kwiatów, jezior i pawilonów,
a dalej niezmierny dach szklanny, pokrywający niemal całe Pole Marsowe, podzielony na galerie poprzecinane ulicami
i stanowiący właściwy kadłub tej całości, której Trocadéro jest głową. (…) Szczegółowy opis gmachów, pawilonów, okazów, mianowicie też okazów nadesłanych z kraju naszego, prześlę wam w następnych listach. (…)”

MAJ - 12. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. Mieszka w pokoju na Rue de Montyon. W „Nowinach” zamieszcza pierwszy ”List z Paryża”. W drugim zaś pisze:
„(…) Pokoik mój na rue do Montyon, podobny do pudełka od cygar, za który płaciłem 35 franków, idzie na przyszły miesiąc 60. (…) Dostać bilet do teatru jest zadaniem, nad którym czasem pół dnia trzeba pracować, robiąc „queue” przed kasą, pocąc się, jeśli słońce świeci, moknąc, jeśli deszcz pada, i przestępując z nogi na nogę. Byłem jednak na Fourchambault, komedii Augiera (Guillaume’a Victora Émile’a Augiera), która tyle ściągnęła pochwał, a która mi się nie podobała – i na Hernanim („Hernani, czyli honor kastylijski” – dramat Victora Marie Hugo). (…)

Dziś już od czasu do czasu można usłyszeć mowę polską, głównie w oddziale rosyjskim, w którym są pomieszczeni wystawcy
z Królestwa. (…) Mówiąc o gościach z Królestwa, kto ich chce łatwo znaleźć na wystawie, niech pójdzie do oddziału austriackiego
i stanie przed obrazem Matejki. Makart
(Hans Makart) i Matejko (Jan Alojzy Matejko) ściągają zawsze największą liczbę ciekawych. Makart nadesłał ogromne płótno przedstawiające wjazd Karola V do Antwerpii, Matejko – Unię lubelską. Bitwa pod Grunwaldem nie nadeszła jeszcze i zapewne już nie nadejdzie, z wielką zresztą szkodą dla naszej sławy. Unia zarówno jak i Zaciąganie dzwonu Zygmunta są to już rzeczy znane, a o Bitwie grunwaldzkiej mówiłyby wszystkie dzienniki. W następnym liście rozpiszę się szerzej o polskim malarstwie i o krzywdzie, jaką naszym artystom czynią obce dzienniki poczytując ich za Niemców, Węgrów i Bóg wie
za kogo, byle nie za to, czym są. (…)

…pierwszy lepszy felieton Prusa
(Bolesława Prusa) w „Kurierze Warszawskim” pod względem bogactwa treści i artyzmu wart jest sto razy więcej niż tutejsze paryskie otręby, w których ani smaku, ani zapachu. (…)”

MAJ - 19. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz zamieszcza w „Nowinach” drugi List z Paryża.

MAJ - DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu, skąd pisze:
„(…) A teraz chcecie wiedzieć, jak wygląda wystawa? Więc tak: naprzód Trocadéro, które już opisywałem, następnie
przed Trocadéro przepyszny pochyły wirydarz, pełen wodotrysków, klombów, kwiatów, grot, złoconych słoniów, nosorożców
i rozmaitych czarodziejstw – następnie Sekwana, przez którą most Jéna prowadzi na Pole Marsowe. Na Polu Marsowym wznosi się główny gmach wystawy, zauważcie więc, że nie jest nim Trocadéro. Ten główny gmach, zbudowany ze szkła i żelaza, obejmuje przestrzeń tak wielką jak np. Saski plac. Środkiem idzie ulica szeroka, dzieląca go na dwie połowy, z których lewa pozostawiona jest wystawcom francuskim, prawa zagranicznym. (…)

…wystawa stanęła i udała się, ściągnęła sąsiadów, ściągnęła setki tysięcy cudzoziemców, a między nimi nawet i Niemców, którzy sami już poczynają się wstydzić, że figurują w całym Paryżu, we wszystkich kawiarniach i zakładach publicznych, słowem, wszędzie z wyjątkiem katalogu wystawy. (…)

Obowiązek pisania sprawozdań z wystawy mógłby doprawdy służyć za przedmiot do jakiej noweli pod tytułem Kłopoty korespondenta. Wystawa została otwarta, co dzień tysiące ludzi ją zwiedzają, więc jest niby o czym pisać, a z drugiej strony,
nie została skończona, nie została uporządkowana, katalogów nie ma, więc nie ma o czym pisać. (…)

Malarze polscy zajmują niezaprzeczenie jedno z pierwszych miejsc na wystawie. Dość wam zacytować takie nazwiska,
jak Matejko
(Jan Alojzy Matejko), Siemiradzki (Henryk Hektor Siemiradzki), Brandt (Józef Brandt), Maksymilian Gierymski itd., abyście zrozumieli, że jest się czym chwalić i że w walce o lepszą z cudzoziemcami jest nadzieja wygranej. (…) Matejko figuruje
w oddziale austriackim, Siemiradzki w rosyjskim, Maksymilian Gierymski w pruskim, Brandt w monachijskim. Cudzoziemiec więc nie umie nie tylko wyrobić sobie ogólnego pojęcia o tym malarstwie jako o polskim, ale po prostu obrazy zalicza do odpowiednich sztuk, a artystów do narodowości, w których oddziałach figurują. (…) Stoją te gromadki ludzi przed Matejką, zbierają się
przed Gierymskim, Brandtem, Siemiradzkim… Malarzom stąd chwała a społeczeństwu, które ich wydało, nic… (…)”

CZERWIEC – DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu, skąd pisze:
„(…) Salon obok wystawy jest drugą międzynarodową uroczystością, ściągającą tłumy ze wszystkich stron miasta. Jest to rodzaj bezkrwawego turnieju geniuszów, coś na kształt dawnych turniejów kwiatowych,
dla których miejscem obecnie jest stolica Francji, a widzami cała Europa. (…)
Dla Francji coroczny Salon ma również swoje ogromne znaczenie, dowodzi bowiem, że bez względu na to, gdzie leży przewaga polityczna, przewaga bagnetów i dział, Francja nie przestała i nie przestanie być ogniskiem twórczości myśli i idei, środkowym punktem, z którego promieniują i do którego ciążą geniusze wszystkich narodów. (…)
Raz w Luwrze długą godzinę spędziłem przed Wenus Milo. Przeczysty biały posąg dał mi prawdziwie błogą chwilę zapomnienia i zachwytu. Tylko piękność w najwyższym swym pojęciu i formach może tak działać,
że człowiek, jakby Grek starożytny, wobec takiego posągu rad by mirtem otoczyć jego boskie nogi i pochylić z prawdziwą wiarą przed nim głowę. Owóż porwany przez urok bijący od tej promiennej postaci, chciałem ją widzieć jeszcze lepiej, niż widziałem; przysunąłem się więc najbliżej, jak mogłem, i… urok zniknął. (…)
…gdym odszedł dalej, śliczna postać jako całość znów przemówiła do mnie: „Jam jest piękna i wieczna,
ja nie skłamię, nie zawiodę nigdy, bo piękność jest zarazem we mnie prawdą i naturą”. (…)
Salon coroczny jest bijącym w oczy i dotykalnym dowodem tego rozwoju i stąd wypływa jego znaczenie.
Prócz francuskich biorą w Salonie udział artyści całego świata, uznając tym samym mimowolnie Paryż
za stolicę i ognisko sztuki, smak zaś francuski za najwyższego sędziego. (…)”







[Wenus z Milo] [Autor zdjęcia: Jastrow. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie jest własnością publiczną zgodnie z wolą autora.]

CZERWIEC – 16. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. Relacjonuje odbywające się tego dnia wyścigi konne:
„(…) Jeśli wyścigi w naszej skromnej Warszawie są uroczystością wielkiego świata, łatwo możecie zrozumieć, jaką rolę grają
w Paryżu, a zwłaszcza, jaką odegrały w tym roku, w którym wystawa zgromadziła setki tysięcy cudzoziemców ze wszystkich stron świata. Trudno więc sobie wyobrazić publiczność więcej kosmopolityczną niż ta, która dnia 16 czerwca zalała od samego rana Lasek Buloński. (…)

Wybrałem się wcześnie, bo zaraz po dwunastej, aby przyjrzeć się nie tylko koniom, ale i ludziom; wybrałem się zaś
w towarzystwie reportera „L'Evénement”, z którym przed paru dniami zrobiłem znajomość, a który, jako znający dobrze Paryż, tuzy paryskie i znakomitszych gości przybyłych z powodu wystawy, mógł być doskonałym przewodnikiem. (…)

Lasek wydawał się prześlicznie. Kto go zna, niech sobie przypomni te malownicze partie drzew, te wzgórza pokryte sośniną
i woniejące żywicą, aleje ocienione liściem grabiny, cichą głębię gąszczów, pełność zielonawych światłocieni spokoju jeziora
jak lustra i na koniec otwartą daleką perspektywę w miejscach nie przysłoniętych drzewami. (…)

Chorągiewka na trybunie spada; konie poczynają biec. Cisza taka, że słychać uderzenia kopyt o ziemię coraz szybsze
i gwałtowniejsze. (…) Już tylko między trzema końmi toczy się walka: Insulaire biegnie naprzód, za nim Juval, za nim zapoznany dotąd Thurio. Ale cóż to? Thurio dogania Juvala, równa się - równa, wyprzedza go, mija… (…) Czerwone chrapy Thuria wysunęły się już naprzód; chwila jeszcze… (…) Chorągiew francuska spada, angielska idzie w górę i rozwija się wspaniale: Thurio wygrał. (…)

Tak kończą się wyścigi. – We Francji i Anglii zmieniły się one w loterię rujnującą czasem ogromne fortuny… Gdyby jednak nie ten spekulacyjny ich charakter, bogatym tym krajom przynosiłyby więcej pożytku niż szkody. (…)”

LIPIEC – DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu, skąd przekazuje sprawozdanie z Międzynarodowego Kongresu Literackiego:
„(…) Z siedemnastu zaproszonych na kongres Polaków trzech tylko wzięło w nim udział, tj. Szymanowski (Wacław Szymanowski, 1821 – 1886), redaktor „Kuriera Warszawskiego”, Sygurd Wiśniowski i niżej podpisany autor tego listu. (…) …Wiktor Hugo… został obranym prezydującym i kongres rozpoczął swoje obrady. Wzięli... udział przedstawiciele wszystkich literatur żyjących, począwszy od mniej więcej lodowatych i śnieżnych, a skończywszy na tak egzotycznych jak brazylijska. (…) …pan Alfons Gonzales, deputowany a zarazem znakomity pisarz hiszpański, ułożył sprawozdanie ogólne, które odczytanym zostało
na walnym zgromadzeniu. Przeszedłszy od literatury rosyjskiej do naszej pan Gonzales mówił, co następuje:

„Literatura polska została również uwzględnioną w tym sprawozdaniu. Delegowany p. Szymanowski opowiada nam w wybornej francuszczyźnie, …że nie licząc prasy prowincjonalnej, w samej stolicy wychodzi około 60 pism periodycznych w języku polskim… (…) Literatura polska przedstawia znaczną liczbę pisarzy wielce utalentowanych: poetów, romansopisarzy, autorów dramatycznych; ale mówiąc w ogóle produkcja miernych talentów uciska pracę tych autorów, którzy przede wszystkim patrzą
na wewnętrzną wartość swych dzieł. (…) W ogóle o literaturze polskiej można powiedzieć, że spotężniała i że kwitnie dzięki swym własnym usiłowaniom, nie uciekając się i nie pragnąc znaleźć podpory na zewnątrz siebie samej”. (…)

…należy życzyć sobie jak najmocniej, żeby przyszły kongres składał się wyłącznie z ludzi kochających idee więcej niż pieniądze
i nie cofających się wobec lichych i marnych względów – życzyć sobie należy, żeby w skład jego weszły umysły męskie, uczciwe
i śmiałe, zdolne nawet do szlachetnych egzaltacji i do bezwzględnego polotu ku celom, które raz uznane zostały za wyższe
i ogólnoludzkie. (…)”

LIPIEC - 11. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz zamieszcza w „Nowinach” korespondencję Kongres międzynarodowy literacki w Paryżu.

SIERPIEŃ – DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu, skąd pisze:
„(…) Po lewej stronie od Trocadéro i poza obrębem jego olbrzymiego dziedzińca wznosi się wielka szopa drewniana, prostej budowy, ozdobiona tylko dwoma sfinksami przy wejściu. Ludzi tu zawsze mało, jeden policjant, przy nim na ławce spahis
w białym turbanie, kilkunastu mężczyzn i jedna lub dwie kobiety – oto cała publiczność, którą najczęściej tu zastać można.
W samej szopie milczenie przerywane bywa tylko odgłosem kroków w pustej sali, która na pierwszy rzut oka wygląda
jak kostnica, albowiem spoza szklanych szyb szaf poustawianych pod ścianami, setki czaszek ludzkich poglądają na widza pustymi oczodołami. Jest to wystawa antropologiczna, o której gazety wiele piszą, a ludzie mało wiedzą; każdemu jednak,
kto przybywa z naszych stron, radzę porzucić na chwilę świetne sale Trocadéro i wyzłocone bramy Pola Marsowego, a przyjść tu, gdzie nauka wybrała sobie skromne i samotne siedlisko. (…)

Najważniejszych okazów antropologicznych dostarczyło muzeum toruńskie. Zajmują one szereg szaf stojących przy ścianie
po lewej stronie od wejścia. Są to przeważnie wykopaliska niezmiernie starożytne. Część ich sięga okresu kamieni niewierconych, jako to: młoty krzemienne bez otworu do osadzenia trzonka, ostrza włóczni, strzał, dłuta itp. Inne przedstawiają kamienie
już osadzone na rękojeściach, czego dowodem są otwory w obuchach. Kształty ich przy tym są doskonalsze, a wyrób o wiele dokładniejszy. (…) Z okazów brązowych nadesłano pierścienie, naszyjniki, bransolety, paciorki i naramienniki, odznaczające się misternością wyrobu. (…) Na koniec liczny zbiór urn, nadesłanych bądź przez muzeum toruńskie, bądź z Raperswillu, stanowi niemniej cenną część naszej wystawy. (…) Mniejszej już wagi są przedmioty historyczne, jako to: pasy słuckie i karabele, które właściwsze mogłyby znaleźć miejsce w wystawie historycznej, w Trocadéro. (…) Wracając do wystawy, ma ona
przede wszystkim tę dobrą stronę, że zbliża do siebie uczonych różnych narodów i ułatwia wymianę mniemań, obznajmia wszystkich z ostatecznymi wynikami nauki, z najświeższymi odkryciami, strzeże od przedsiębrania prac gdzie indziej
już dokonanych, a nareszcie podnieca i ożywia zajęcie się nauką. (…)”

SIERPIEŃ - 11. [NIEDZIELA] – 13. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz zamieszcza w „Nowinach” korespondencję Z wystawy antropologicznej w Paryżu.

SIERPIEŃ – 24. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu de la Croix Blanche w Grandcamp, skąd pisze do Edwarda Lea o zwrot dramatu ”Na przebój” oraz listu „Znad morza”. Ten ostatni list Edward Leo uznał za antyreligijny i ultraateistyczny i nie chciał go drukować, by nie narażać pisarza na ataki prasy katolickiej. List „Znad morza” nigdy
nie ujrzał światła dziennego i tekst jego jest nieznany.
„Kochany Redaktorze!
Zechciejcie łaskawie odesłać moją koresp[ondencję] wraz z dramatem
(„Na przebój”), o który nie wiem już, ile razy prosiłem. Odeślijcie pod adresem: „Tymoteusz Adamowski, Rue Joubert № 7”. (…) O drukowanie tej koresp[ondencji] mi nie idzie i wprost sprzeciwiam się temu bezwarunkowo – idzie mi tylko o to, że literalnie wytrącacie mi pióro z ręki – i że po prostu boję się pisać dla Was, bom stracił klucz do Waszych sądów, a przy tym upokarzałoby mnie być albo odrzucanym albo przyjmowanym
ze względu na przeszłość. Jest mi bardzo przykro. (…)”

WRZESIEŃ – przed 08. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz powrócił do Grandcamp we Francji z kilkudniowego pobytu w Londynie. Trudności finansowe zmuszają go do poszukiwania zarobku we Francji,
czy też nawet w Turcji. Myśli o pracy nauczycielskiej, a raczej guwernerskiej, a nawet – o pracy korespondenta wojennego z frontu tureckiego. W liście do Mścisława Godlewskiego pisze:
„Kochany Mścisławie.
(…) Odpisz mi, co słychać z guwernerką. Chcę wiedzieć pośpiesznie, bo inaczej najdalej za miesiąc ruszę do Konstantynopola, skąd będę pisywał takie kopresp[ondencje], że aż się będzie cała Polska trzęsła. Adres mój będzie: Paris Rue Joubert N. 7.
Odpisz mi zaraz. (…) Grandcamp opuszczam, bom się zakochał w jednej Francuzce i ruszam za nią do Paryża.”

WRZESIEŃ – 10. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz z Paryża pisze do Edwarda Lea:
„Paryż 10 [września]. Czwartek 1878.
Przepraszam za opóźnienie, ale byłem w Londynie na kilka dni, przy tym jestem bardzo zajęty. – Korespondencje i dramat odebrałem; za przesłanie dziękuję, pozostaje mi tylko dodać kilka słów objaśnienia, aby mnie, Kochany Pan, dokładnie zrozumiał. Mówiąc, że wytrącacie mi pióro z ręki, nie chciałem powiedzieć, że potłukę w przystępie rozpaczy moją „lutnię” i „wezmę ją
pod zgięte kolano”. Byłby to istotnie dramatyczny efekt pełen przesady. Nie pisać nic więcej, gdy pisanie płynie i z usposobienia,
i z potrzeby – byłoby śmiesznym, a jeszcze śmieszniejszym robić ze swoich utworów tak wielkie rzeczy, żeby aż grozić Wam
za wytrącenie mi pióra z ręki sądem wieków potomnych. O tak kapitalnie głupią zarozumiałość, kwalifikującą się
do humorystycznego fejletonu, nie możecie mnie posądzać. Chciałem więc tylko oświadczyć, że w tym usposobieniu redakcyjny, w jakim odrzucona była moja korespondencja, pisać mi dla Was dłużej niepodobna. (…)
Powtarzam więc jeszcze raz: zostańmy przyjaciółmi i dajmy sobie wzajemnie pokój. Byłem współpracownikiem „Gazety”
w najtrudniejszych dla niej czasach i jeśli dziś ona się beze mnie obejść może, może jest w tym jakiś atom mojej zasługi.
Ja znowu zrobiłem w niej tyle dla siebie, że dziś każde pismo przyjmie to, co napiszę. Nie ukrywam Wam zresztą tego, co może sprawi Wam satysfakcję, że i żal mi, i przykro, że dalszych prac moich czytelnicy będą musieli szukać nie tam, gdzie szukać ich zwykli. (…)
Zostaję ze szczerą przyjaźnią.
Henryk Sienkiewicz vulgo w „Gazecie” Litwos.”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: Paryż, 10 [września – przypis autora opracowania listu zamieszczonego w: Sienkiewicz Henryk, Listy (wstęp, opracowanie listów i przypisy - Maria Bokszczanin), Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2007]. Czwartek 1878. Otóż we wrześniu czwartek najbliższy dacie 10. to dzień 12. Natomiast w całym 1878 r. zgodność daty: 10. – i dnia: czwartek – ma miejsce jedynie w październiku.

WRZESIEŃ – 18. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Grandcamp we Francji i do Leopolda Mikulskiego pisze:
„(…) Powiastkę pt. „Opowiadania Kapitana Korwina” (mowa o noweli "Przez stepy") prawie już ukończyłem. (…) Co zaś do zapłaty, trzymam się naszej umowy, proszę was tylko nadzwyczaj usilnie, abyście zechcieli przysłać 150 rubli bez żadnej zwłoki
pod adresem: Cyprian Godebski, Paris. Rue de la Procession 48. (…) – Przysławszy mi bez zwłoki wspomniane pieniądze, zrobicie mi wielką grzeczność i zobowiążecie mnie sobie mocno, ponieważ kasa moja wyczerpana, a do Paryża przyjadę o kilku frankach. Położeniu temu jak również poniekąd i memu milczeniu względem was winien jest Leo. Posłałem mu z Grandcamp obszerny list „Znad morza”, o którym jako o części szeregu wspominałem wam w liście poprzednim. Otóż Leo drukować go … nie chciał.
Po przybyciu do Paryża zażądam jeszcze raz stanowczo odesłania, gdy zaś to nie pomoże, napiszę drugi raz i przeszlę wam. (…) Swoją drogą, postępowanie Lea dotknęło mnie mocno, bo … nie powinni byli jednak zapominać, że bez obwijania w bawełnę, przez fejletony swoje, przez listy amerykańskie, „Szkice węglem” etc., ja jeden, i wyraźnie ja jeden z całej redakcji, trzymałem „Gazetę” za uszy wówczas, kiedy chwiała się bardzo. (…)”
Opinię tę potwierdza Antoni Zaleski w „Towarzystwie warszawskim. Listach do przyjaciółki przez Baronową XYZ”:
(…) Talent Sienkiewicza zaczął się w nich (mowa o felietonach) po raz pierwszy rozwijać i powszechną na siebie zwracać uwagę,
a Litwos stał się odtąd beniaminkiem „Gazety” i jej ukochanym dzieckiem. W jej łamach ukazywały się wszystkie prawie początkowe powieści i nowele Litwos. Ona to miała szczęście drukować pierwsza „Szkice węglem”, „Przez stepy”, „Hanię”…
Była to najświetniejsza epoka „Gazety”. (…)”

DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Grandcamp. Spotyka tam Adama Asnyka, którego poznał w 1868 r. w Szczawnicy. W „Mieszaninach literacko-arytystycznych” wspomina swoje z nim rozmowy w Bretanii:
„(…) Co do Asnyka – jest on istotnie taki, jak jego utwory; niechże mi więc wolno będzie parę słów mu poświęcić. Włócząc się
po świecie, zetknąłem się z nim zaprzeszłego lata. Siedzieliśmy obaj na brzegu morskim, w zapadłym kącie normandzkim zwanym Grand-Camp. Jest to niby miejsce kąpielowe, ale ciche, mało znane, mało uczęszczane, po prostu wioska rybacka
na piaszczystym brzegu, otulona w drzewa i mgły: miejsce nudne! (…) Nie ma tam nic innego do roboty, tylko chodzić po brzegu; chodziliśmy więc z Asnykiem nieraz do późnej nocy. (…)
Noce podobne rozmarzają i usposabiają do szczerych rozmów prowadzonych cichym głosem. Człowiek wówczas chętnie wypowiada, co myśli o naturze, życiu i jego zagadkach. W takich rozmowach poznałem bliżej Asnyka. Jest to dusza nieco posępna, owiana jakby mgłą melancholii i głęboko uczuciowa. Usposobienia takie lubią się zamykać w sobie, czego przyczyną bywa wielka wrażliwość, jakby w kwiatach mimozy. Z tego źródła płynie czysto już estetyczna zdolność do odbijania najsubtelniejszych uczuć, najlżejszych odcieni między pięknem a brzydotą, słowem: wykwintność myśli, która też stanowi jedną z cech tego poety. Utwory jego misternością formy przypominają dzieła Benwenuta Cellini. Słowa tak są wyrzeźbione starannie, że nic nie ma w nich nieobrobionego, szorstkiego, rzuconego w masach, nic nie wyskakuje chropowato. Nawet, gdy poeta mówi
o miłości, miłość, lubo idzie z głębin, jest raczej głęboką tęsknotą, serdecznym a smętnym wołaniem duszy na duszę
niż huczącym płomieniem – nawet ironia jest więcej żalem niż zgrzytem. Poeta w „Kiejstucie” jest takim samym lirykiem,
jak w pieśniach… Postacie jego mają plastyczne dusze i uczucia – nie ciała. Graniczy to może z mistycyzmem; jakoż Asnyk
ma w swojej zadumie pewną do niego skłonność. (…) Gdyśmy chodzili nad morzem, wśród nocy wydawało mi się nieraz,
jak gdyby wyraźnie odczuwał i szukał jednej ogromnej a tajemniczej duszy fal, przestrzeni, ciemności. (…) Rozum Asnyka, uderzony postępem wiedzy i nowymi prądami, mówi o tym, co by je chcieli powstrzymywać:

Wy nie cofniecie życia fal,
Nic skargi nie pomogą;
Daremne trudy – próżny żal,
Świat pójdzie swoją drogą. (…)

Dla wykończenia portretu dodam, że Asnyk jest i człowiekiem, i poetą wielkiej prostoty. Na pozór trudno to pogodzić
z wykwintnością, ale w gruncie rzeczy jedno drugiego wcale nie wyłącza. (…) Prostota nie przeszkadza wykwintności. (…)”

PAŹDZIERNIK – 10. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu przy Rue Joubert 7. W liście do Mścisława Godlewskiego pisze:
„Kochany Mścichu.
Byłem w Normandii, potem w Londynie, a obecnie siedzę w Paryżu i adres mój jest: Paris Rue Joubert № 7. (…) Zajęty jestem bardzo. Piszę na raz dwie powieści
(„Przez stepy” i „Za chlebem”), z których jedna prawie skończona, druga będąca dalszym ciągiem „Szkiców węglem” robi się. Jak tylko trochę się wyrobię, przeszlę Ci dramat i nie amerykański, ale polski („Na jedną kartę”) osnuty na stosunkach galicyjskich i na ścieraniu dwóch zasad, dwóch światów. Zdaje mi się, że Wam się podoba, musisz tylko pozwolić, abym tylko dodał kilka słów przedmowy, by mnie fałszywie lub powierzchownie nie zrozumiano. Dramat ten to nie gruszki
na wierzbie, bo jest gotowy, napisany, skończony, podpisany etc.. Chodzi tylko o to, by go przepisać na dwie ręce, jeden egzemplarz dla teatru lwowskiego, w którym przedstawienie bezpośrednio nastąpi, drugi dla Was z przerobieniem zastosowanym do cenzury. (…)”

LISTOPAD – 16. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu przy Rue Joubert 7. W liście do Mścisława Godlewskiego pisze o „czteroaktowym dramacie „Na jedną kartę”, który
w rzeczywistości jest pięcioaktowy:
„Kochany Mścisławie.
Przesyłam Ci dramat czteroaktowy, napisany dawniej, ale przerobiony i opracowany przeze mnie bardzo starannie. (…)
Więc oto rozpoczyna się moje współpracownictwo w „Niwie”. Ty zaś staraj się o to, by korekta była dobra, bo do tego dramatu przywiązuję szczególną wagę i chodzi mi o to, by wyszedł poprawnie.
Ze swej strony mam do Ciebie dwie prośby – pierwsza, żebyś jak najprędzej przysłał mi pieniędzy, bo pomimo wszelkich pochwalnych krytyk i laurów jestem po prostu w biedzie i często brak mi na pierwsze potrzeby życia. (…)
Druga prośba, byś kazał dramat jak najprędzej złożyć, tj. w ciągu dwóch lub trzech dni, a mnie rękopism odesłał. Jest rzecz taka: dramat jest zamówiony do teatru lwowskiego, w którym będzie grany koło Nowego Roku, muszę więc jak najprędzej posłać rękopism, by mieli czas role przepisać. (…)
Donieś mi również, co słychać z moją posadą
(guwernera).(…)”

GRUDZIEŃ – przed 10. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu przy Rue Joubert 7. Zniecierpliwiony niejasną sytuacją wokół druku dramatu „Na jedną kartę” pisze do Mścisława Godlewskiego:
„Kochany Mścisławie.
List Twój trochę mnie zdziwił, a trochę zasmucił. (…)
Doprawdy, że się to wszystko tak zawsze dla mnie składa, że nie umiem Ci nawet wypowiedzieć, jak czasem czuję się zmęczony
i zniechęcony. Oto np. teraz, pomimo tak długiej zwłoki nie wiem nawet, czego się trzymać, co się stanie z tym dramatem,
nie wiem, czy go chcesz drukować, czy list Twój był tylko grzeczną wymówką i grzecznym przygotowaniem mnie do wiadomości, że dramat jest odrzucony. Ale w takim razie dlaczegobyś nie miał być ze mną otwartszym? Powiadam Ci wprost, że na tym tracę. Gdybyś mi natychmiast był odpowiedział stanowczo, a zwłaszcza gdybyś był natychmiast kazał sztukę przepisać i przysłał mi kopię, byłbym ją już odesłał do Lwowa i może jeszcze przed Nowym Rokiem doczekał się przedstawienia,… (…)
Nie składam za to wszystko winy na Ciebie, ale nie powodzi mi się jak rzadko komu, dlatego czasem wymknie mi się kilka słów narzekania. Co do drukowania dramatu w „Niwie”, nie chciałem i nie chcę się narzucać, szczerze jednak powiedziawszy, ani „Niwa”, ani Ty nie skompromitowaliście się drukując moje nazwisko i mój utwór. Jakikolwiek on jest, jest mój własny, nie kradziony
i nie naśladowany, ma niezły język, pewne charaktery, a zwłaszcza pewną wagę społeczną. (…)
Taż sama miłość własna burzy się na myśl, że inne pismo, do do którego dramat zaniesiesz, będzie na niego patrzeć
jak na odrzucony z „Niwy”. Ale mniejsza o to. Nie mogę przecież umierać z głodu. Do codziennych jednak pism się nie udawaj,
bo w codziennym to niecenzuralne stanowczo. Wiesz sam: co puszczą w „Niwie” lub w „Bibliotece”, tego nie puszczą w gazecie. Udawał się do mnie o współpracownictwo w „Ateneum” Oskierko z listem pełnym komplementów, który odebrałem w trzy dni
po przesłani Ci dramatu. Odpisałem, że teraz nie mam nic, żem dopiero co ostatnią pracę przesłał „Niwie”. Do „Ateneum” więc
nie chodź, bo oczywiście co było w „Niwie”, to nie może być w „Ateneum”. Jeśli sprzedasz, nie marudź z posyłką pieniędzy,
bo wierz mi, że wcale tu nie tyję z moimi środkami i lepiej nawet o tym nie mówić.

Ściskam Cię.
Henryk Sienkiewicz.

Żaden p. W[aliszewski] u mnie nie był. Nie wiem nawet, kto to ma być ten p. W[aliszewski], zatem nic nie wiem, co będzie
z tą lekcją czy guwernerką. Myślę jednak, że nim słońce zejdzie, rosa oczy wyje. Napisz mi, kto to jest i czy mu dałeś mój adres.

H. S.”
Ten dopisek do listu wynika z tego, że pisarz nadal przeżywał trudności finansowe i za pośrednictwem adresata listu starał się u pracę guwernera. Sprawę tę miał ostatecznie załatwić Kazimierz Waliszewski, publicysta, któremu powierzono omówienie warunków z Henrykiem Sienkiewiczem. Rzecz nie doszła do skutku. Zanim pisarz listownie skontaktował się z Waliszewskim, posada była już zajęta.

GRUDZIEŃ – 14. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu przy Rue Joubert 7. W liście do Mścisława Godlewskiego porusza dotychczasowe tematy:
„Kochany Mścisławie.
Żaden pan W[aliszewski] nie był u mnie dotychczas ani też nikt w sprawie miejsca, o którym mi pisałeś. Na tych zwłokach
i niepewności tracę niemało, bo ani nie mogę się skupić, by pisać, ani nie wracam do Warszawy, co byłbym już od trzech miesięcy zrobił, gdyby nie owa historia. (…)
Przede wszystkim jednak bądź łaskaw poinformować się u kogo wypada, czy strona druga ma jaki zamiar układać się ze mną
o to miejsce, czy nie: proś o odpowiedź stanowczą i przedstaw, ile tracę na niepewności i na próżnym siedzeniu w Paryżu. (…)
W razie rozwiązania ujemnego nie dalej jak w styczniu wrócę do Warszawy ciągnąć dalej ciężką literacką taczkę albo też może uda mi się przyłączyć do jakiej podróżniczej wyprawy. (…)
Jutro lub pojutrze spodziewam się od Ciebie listu i odpowiedzi co do dramatu. Dałyby losy łaskawe, by przy liście były i pieniądze, bo nie uwierzysz, jakie tu cierpię braki, które tym mi są przykrzejsze, że zaczynam być poważnie niezdrów na piersi. Odwykłem widocznie od zimnego klimatu, a tu pogodę mamy okropną. Co najgorsza, że w tych warunkach nie mogę zupełnie pracować.
Dla Was te zwłoki w odpowiedziach i przesyłkach nie znaczą nic, dla mnie więcej może, niż myślisz. (…)
Adres mój do Nowego Roku: Rue Joubert 7.”

GRUDZIEŃ – 23. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. Nie jest jednak pewne, czy nadal mieszka przy Rue Joubert 7, ponieważ w liście do Mścisława Godlewskiego czytamy:
„(…) Teraz o literackim businessie. Kopię przesyłaj mi jak najprędzej, choćby dlatego, że pragnę rozszerzyć zakończenie
i dorobić przemowę. Twoje obawy o Lwów, pomimo pozorów słuszności, nie są uzasadnione. Dobrzańscy
(Jan i Stanisław) dramat przyjmą i przedstawią, choćby dla pokazania ludziom, że się do portretów nie poczuwają. (…) Z Dobrzańskim (Janem) dyrektorem znam się osobiście, Abakanowicz zaś dopilnuje, by mnie nie okradziono. Zresztą dramat narobi wrzawy, a dyrektorowi nie chodzi o nic innego. Przedstawiłby rodzoną matkę, siebie i żonę i dzieci, byle wiedział, że ściągnie tym publiczność. (…)
Z Waliszewskim porozumiem się w tych dniach. Pragnąłbym bardzo, żeby rzecz do skutku doszła, bo długi spłaciłbym szybko. (…) Adresuj dramat na ręce Alfreda Ciszkiewicza,
(Paryż) Boulevard Montparnasse 136.”
Można domniemać, że Henryk Sienkiewicz wyprowadził się już spod adresu: Paryż, Rue Joubert 7.

GRUDZIEŃ – 30. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. W liście do Mścisława Godlewskiego przedstawia plan spłaty swoich długów i zobowiązań, z których na sercu leży mu najbardziej los jednej z jego sióstr Marii Heleny Emilii Sienkiewiczówny, używającej jedynie drugiego imienia, która wstąpiła do zgromadzenia panien kanoniczek warszawskich:
„ Kochany Mścisławie.
Porozumiałem się na koniec z Waliszewskim. Posada już zajęta. Ominęło to mnie, wedle słów Waliszewskiego, z powodu trudności skomunikowania się ze mną. (…)
Co do spraw, które poruszyłeś w poprzednim liście, rzecz jest taka, że trzeba się do spłat brać po kolei. Głównie chodzi mi o to, aby procent Biedrzyckiej był wypłacany. Ułóżmy się więc tak, że ja każdego miesiąca będę Ci przesyłał korespondencję, Ty zaś moje honorarium będziesz wypłacał jej jako procent… (…)
Honorarium za dramat na to przeznaczyć nie mogę dlatego, że przeznaczam je… na pomoc siostrze mojej. …jedna z sióstr moich i najbardziej kochana jest kanoniczką. Trudności, nim nią została, były dla mnie niemałe, musiałem bowiem dostarczyć pieniędzy na wyszukanie dowodów ślachectwa ośmiu rodzin w skład naszej wchodzącej, i to takich jak: herbów, nadań królewskich, metryk etc, etc, co wszystko tym jest trudniejsze, że heraldia przeniesiona do Petersburga. Ale nie żałowałem na to, albowiem gdy dwie siostry moje wyszły za mąż, los tylko tej jednej leżał jeszcze na moich ramionach, przez wejście zaś do zgromadzenia
pp. kanoniczek mógł być raz na zawsze zapewniony.
Papiery więc znalazły się aż od roku 1413. Siostrę przyjęto. Zaczęła nowicjat, który kończy się w lutym, po czym następuje jeszcze tak zwane przyrzeczenie, po którym jest się już aktualną kanoniczką, tj. dostaje się opiekę, dobre towarzystwo, mieszkanie, pannę służącą, całkowite utrzymanie i dwa tysiące złp rocznej pensji z funduszów zakonu.
Rozumiesz, jak to jest ważne dla panny dobrze wychowanej a niemajętnej znaleźć to wszystko, a to tym bardziej, że jako kanoniczka utrzymuje i pozycję towarzyską względnie wysoką, ma zapewniony los do śmierci, a właściwie mówiąc nie zrzeka się niczego, nie ma tam bowiem klauzury, habitów, obowiązkowego ascetyzmu, a co więcej — każda kanoniczka z wyjątkiem ksieni ma prawo pójść za mąż wprawdzie za dobrego ślachcica tylko, ale zawsze ma prawo. (…)
Ale do tego jest jeszcze jeden warunek. Trzeba sobie mieszkanie dawane przez zgromadzenie umeblować odpowiednio
do godności kanoniczki. Panna, która by nie miała na to oraz na płaszcz i orderową wstęgę, nie może zostać kanoniczką i musi zgromadzenie opuścić. Staw się teraz w moim położeniu i pomyśl, jak muszę być niespokojny, aby się to z siostrą moją Helenką nie stało. (…)
Muszę się więc zdobyć na ostatnie wysilenie, które o tyle tylko mi łatwiej przyjdzie, że z Helenką łączyło nas zawsze najgłębsze
i najprawdziwsze przywiązanie, oparte z jej strony na pobłażaniu i niewytłumaczonej słabości do mnie, z mojej zaś na uznaniu
w niej jednej z najszlachetniejszych i najpoczciwszych istot, jaką kiedykolwiek znałem. Pragnę więc przyjść jej z pomocą tym,
co mi się od Ciebie za dramat należeć będzie, Ciebie zaś proszę na wszystko i zaklinam na życzliwość całą jaką masz do mnie, abyś jej przed 15 stycznia nie mniej jak 150 rs wypłacił. (…)
Ile mi o to chodzi możesz osądzić stąd, że sam tu jestem prawie bez grosza i czasem obywać się muszę bez arcyważnych potrzeb do życia. (…) Nie zawiedź Ty tylko mnie, mój Mścichu, i pamiętaj, że mi chodzi o cały los prawdziwie drogiej istoty. (…)
Potem natychmiast weźmiemy się do oczyszczania augiaszowej stajni, tj. do długów moich, na czym „Niwa", jestem pewny, skorzysta, będę bowiem i pracowitym, i regularnym. (…)”

DOKŁADNEJ DATY BRAK – prawdopodobnie przełom lat 1878/1879


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. Antoni Piotrowski, ilustrator m. in. nowel Sienkiewicza oraz „Ogniem i mieczem” opowiada o powstaniu noweli „Jamioł”.
Na podstawie jego pamiętnika można mniemać, że fragment o „Jamiole” dotyczy końca 1878 r. lub początku 1879 r.:
„„Wystawa paryska w r. 1878 ściągnęła z rozmaitych stron świata i wszystkich dzielnic Polski wielu Polaków. Z Ameryki przyjechał Litwos (H. Sienkiewicz) i Helena Modrzejewska; z Australii Sygurd Wiśniowski; z Warszawy — Antoni Sygietyński, Tymoteusz Adamowski i Stanisław Barcewicz. Z malarzy zjawili się Styka, Łosik i Dettloff z Nicei. Główna kwatera tej grupy mieściła się w „Cafe de la Regence” na placu Komedii Francuskiej. Tam to codziennie po obiedzie (nie zawsze „po”) zbieraliśmy się na mazagran z koniakiem. Nastrój był wielce ożywiony. Już sama wystawa dostarczała wiele łatwego tematu do rozmowy.
Prócz tego politykowano zawzięcie. Wybuchały też spory, często humorystyczne, nad zagadnieniem kultury towarzyskiej. Szczególnie zajadły był Sygurd Wiśniowski, który zapomnieć nie mógł o tym, że kiedyś u Duvala spostrzegł jakiegoś Polaka jedzącego ryby nożem. Sienkiewicz, który wrócił właśnie z Gór Skalistych, odpowiedział, że często podczas swych podróży widywał Anglików pożerających ryby po prostu palcami, a potem oblizujących jeszcze te palce z apetytem. Wiśniowski się zaperzył, a Sienkiewicz na to:
— A czym to pan spożywa ryby w towarzystwie swoich wełnistowłosych australskich dzikusów?
Sienkiewicz wraz z Adamowskim mieszkali wtedy przy ulicy Joubert, przecznicy od Chaussée d’Antin. Jadaliśmy (nie wszyscy
i nie zawsze) u Duvala na Montesquieu albo w table d'hóle przy ulicy N. D. de Victoire. Ja zajmowałem skromne locum
w Batignolles. Schodząc co dzień bulwarami do pracowni, która mieściła się na ulicy Bizet, wstępowałem do pana Henryka.

Pewnego razu byłem jakoś bez kapitału, co w tych czasach zdarzało się często, ale za to miałem z sobą dwa obrazki, nie większe od dzisiejszych pocztówek. Pan Henryk zapytał, czy spotkamy się dziś jak zwykle, u Duvala.
— Niekoniecznie — odparłem.
— Dziś „nie odpowiadam”. (Był to umówiony termin, oznaczający brak gotówki.)
— Ja też dziś „nie odpowiadam” — zauważył pan Henryk.
— A co ma pan zamiar zrobić z obrazkami?
— Chciałbym oczywiście je sprzedać.
— To zróbmy tak: ja wezmę obrazki, pan pójdzie malować, a o siódmej zejdziemy się na Victoire.
Przyciągając pasa malowałem cierpliwie do piątej. Dłużej nie mogłem. Lekki jak piórko, naturalnie piechotką, powędrowałem
na umówione miejsce. Choć usiłowałem iść wolno, pusty żołądek śpieszył się bardzo i pomimo sprzeciwu głowy dodawał nogom nadmiernej szybkości.
O szóstej i pół byłem już w restauracji. Znajoma kelnerka przyniosła mi sztućce, serwetę, chleb, wino, spis potraw. Pan Henryk nie przychodził. Zrobiło mi się niewyraźnie, ale kości były rzucone. Z dobrą miną zamówiłem jedzenie, do czego zresztą miałem szaloną ochotę. Zjadłem obiad i wypiłem wino, a Sienkiewicza jak nie ma, tak nie ma. Ponieważ przykro siedzieć nad pustym stołem, zamówiłem żółtą chartreuse, potem — drugą… potem trzecią, dla odmiany jednak — zieloną, bo to kolor nadziei. Wtedy nareszcie -wszedł pan Henryk. Miał zagadkowy wyraz twarzy. Był przy tym dziwnie chłodny.
— Pan po obiedzie? — pyta.
— Tak, i po trzeciej chartreuse, bo przyszedłem trochę za wcześnie. — Nie odezwał się nic.
Podano obiad. Zjadł, potem w milczeniu wypił sumiennie dwie „żółte” i jedną „zieloną”. Uśmiechnął się lekko, widząc moją zaciekawioną i niespokojną minę.
— Co słychać? — pytam w końcu.
— Co prawda, to nic nie słychać, a to, co słychać, to też nieprawda — odparł.
Zapalił „caporala”, pociągnął raz; wyjął z kieszeni 100-frankowy banknot i położył przede mną; pociągnął znowu i położył drugi banknot, potem trzeci, czwarty, piąty, szósty... Zgłupiałem.
— To za wasze obrazki — rzekł.
— Jeden kupiła pani Modrzejewska, a drugi hrabina Zamoyska. Spotkałem je u Godebskich.
Naturalnie pojechaliśmy zaraz omnibusem do „la Regence”, gdzie zapanowała radość z powodu, że jestem tak „odpowiedzialny” dzięki panu Henrykowi, którego ogłosiliśmy najlepszym marchand des tableaux w całym Paryżu. Zacny Ciszkiewicz aż płakał
ze wzruszenia i zaprosił nas wszystkich do siebie na herbatę. …coraz więcej Polaków zjeżdżało na wystawę, a było między nimi dużo naszych znajomych. Nic więc dziwnego, że kwatera przy ulicy Joubert stała się bezpłatnym hotelem. Wkrótce i tam zabrakło miejsca do tego stopnia, że w moim mieszkaniu była rezerwa dla tych, których Joubert nie mieścił. Zdarzyło się raz,
że sam Sienkiewicz nie mógł skorzystać z własnego lokalu, bo go stamtąd wykurzyli zachwyceni wystawą i mocno „wstawieni” rodacy. Wobec tego zamówił u mnie pół łóżka.
Jakoś nie mogliśmy zasnąć, a ponieważ pan Henryk lubił słuchać mazurskich przyśpiewek w gwarze, zacząłem w ciemnościach pokoju wyśpiewywać o Marysiach, Kasiach, Jasieńkach… (…)

Rano pan Henryk usiadł i napisał „Jamioła”.
Często jedno słowo, nuta, zapach, wiatr, słońce, twarz ludzka nasuwają twórcom tematy.”


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1879



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Le Port-Marly we Francji i pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Za piętnaście dni będę we Lwowie. (…) We Lwowie będę miał odczyt o Stanach Zjednoczonych, o czym bądź łaskaw wspomnieć w „Niwie”… (…) Czytaj także powiastkę „Przez stepy”, bo mi płynęła spod serca. (…) Do Port-Marly nie odpisujcie,
bo wyjeżdżam w sobotę.(…)”


STYCZEŃ – MARZEC


Posiadający nieważny już paszport Henryk Sienkiewicz spędza czas we Francji w: Paryżu i Le Port-Marly. Pisze tu korespondencje dla „Gazety Polskiej” (drukowane
od 02 do 23 stycznia) oraz prawdopodobnie nowele: „Orso” i „Janko Muzykant” .

MARZEC - 14. [PIĄTEK]


Tego dnia we Lwowie odbywa się prapremiera dramatu Henryka Sienkiewicza „Na jedną kartę”.

KWIECIEŃ – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa we Lwowie. Mieszka w Księgarni Polskiej przy pl. Halickim 14.


[01. Ukraina - mapa fizyczna]

[Fotografia – Autor: 01) Captain Blood. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją CC-BY-SA].

MAJ - początek miesiąca


Henryk Sienkiewicz przebywa na Huculszczyźnie na Ukrainie.

MAJ – 10. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa we Lwowie, gdzie w „sali radnej” (ratuszowej) wygłasza odczyt na temat „Z Nowego Yorku do Kalifornii”.

MAJ – 15. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz nadal przebywa we Lwowie. Przy niemal pustej sali wygłasza odczyt pt. „Osady polskie w Stanach Zjednoczonych Północnej Ameryki”.

CZERWIEC - początek


Henryk Sienkiewicz przebywa w gościnie u hrabiego Edmunda Starzeńskiego w Mogilnicy na Ukrainie.

CZERWIEC – 24. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa we Lwowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Przedmowę (do dramatu „Na jedną kartę”) napiszę, jak tylko skończę, a raczej wyrobię się trochę z prac, które mam rozpoczęte. Są to dwie nowele („Janko muzykant” /?/ i „Orso”) i mała rzecz dramatyczna („Czyja wina. Obrazek dramatyczny w jednym akcie”).
Ale wszystko to nie idzie po myśli, bom niezdrów i nie mogę znaleźć spokoju. Prócz tego przygotowywam i przerabiam odczyt
(„O osadach polskich w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej”), z którym pojadę do Szczawnicy i Krynicy, żeby mieć z czego żyć.
Jeśli możesz, sprzedaj sztukę moją
(„Na jedną kartę”) jakiemuś teatrowi natychmiast. Im prędzej to zrobisz, tym będzie lepiej. (…)

LIPIEC – SIERPIEŃ


Lipiec i znaczną część sierpnia Henryk Sienkiewicz spędza w Szczawnicy. Zagląda też do Krynicy.

LIPIEC – 24. [CZWARTEK] – 28. [PONIEDZIAŁEK]


W „Gazecie Lwowskiej” w numerach: 169 – 172 – ukazuje się nowela amerykańska Henryka Sienkiewicz – „Orso”.

LIPIEC – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Szczawnicy. W liście do Edwarda Lea pisze o prowadzonych już od dłuższego czasu rozmowach z firmą wydawniczą „Gebethner i Wolff
w Warszawie w sprawie wydania zbiorowego swoich utworów:
„(…) …Wolf robi projekt wydawnictwa moich powieści i pyta, co o tym sądzę… Otóż moje zdanie w tym względzie jest następujące: „Hania”, „Stary sługa”, „Szkice węglem”, „Janko muzykant” – tom I; „Listy z podróży” – tom II. Zaś „Przez stepy” mógłby zrobić ozdobne noworoczne wydanie z ilustracjami, które by się niezawodnie dobrze rozeszło,… W ten sposób powstałby tom trzeci – a raczej trzecia osobna i ozdobna książka. (…) Ze wszystkiego zaś, com napisał, byłby opuszczony tylko „Mirza Selim”. Według mnie jednak nic to nie szkodzi, bo „Mirza Selim” jest rzecz słaba i popsułaby tylko całość, zatem lepiej ją opuścić. Co zaś do „Komedii z pomyłek”, „Orsa” itp. drobnych rzeczy, lepiej by było, by Wolf poczekał, aż się takich drobiazgów więcej zbierze, i wydał tom osobny. (…) Jeśli nie macie czasu mówić z Wolffem, to poślijcie mu ten list. (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: Szczawnica, 29 [lipca 1879 – przypis autora opracowania listu zamieszczonego w: Sienkiewicz Henryk, Listy (wstęp, opracowanie listów i przypisy - Maria Bokszczanin), Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2007]. Otóż poniedziałek przypadał wówczas 28 lipca 1879 r.

SIERPIEŃ – 02. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz w Szczawnicy wygłasza odczyt. O Szczawnicy i o odczycie pisze:
„(…) Zaczynam list mój ze Szczawnicy od tych słów, albowiem dziesięć lat upłynęło od czasu, jak tu byłem. (…) Góry były piękne i pozostały piękne, choć nie porosły; powietrze mimo pewnych przeciwnych usiłowań pozostało czyste i zdrowe, ale wszystko,
co tyczy się wygody gości, komfortu i ozdoby, pozostawiono in status quo; zamierzone zaś reformy zdano na wolę nieprzepartych okoliczności. (…) Zresztą, ilu tu już przed nami narzekało – ilu jeszcze po nas narzekać będzie – a Szczawnica jak była, tak będzie Szczawnicą. Niech zresztą przybysze z miasta poznają, co jest wieś, sielanka i życie pełne prostoty. Budować kursale, hotele – jest to zrzekać się oryginalności i iść utorowanymi drogami, a zresztą:

Wielkie domy za granicą,
A w nich ciasno, choć nieludno.
U nas mury się nie świecą,
A o kącik…

Ostatni wiersz mi nie dopisał, bo o kącik bardzo tu trudno. Dawno nie pamiętają takiego zjazdu. (…) Ale mniejsza o to. Czas upływa tu swobodnie i wesoło – dzień na wycieczkach, wieczory na koncertach i odczytach lub reunionach. Celem wycieczek bywa leśny potok i Pieniny. (…) Codziennie też liczne szeregi wozów spieszą do Leśnego Potoku, do Czerwonego Klasztoru,
do Czorsztyna lub Jarmuty. (…) Odbył się tu odczyt p. Henryka Sienkiewicza o koloniach polskich w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej… (…)”
Prawdopodobnie tu w Szczawnicy poznaje profesora Stanisława Tarnowskiego:
„(…) Wiele osób umyślnie zwleka z wyjazdem, by za powrotem trafić na obchód jubileuszu Kraszewskiego. Gorąca chęć ta powinnaby znaleźć uwzględnienie w Krakowie. Tymczasem w samej Szczawnicy odbyła się narada nad jubileuszem
u prof. Tarnowskiego, bawiącego tu od kilku dni. Prócz literatów brali w niej udział i profesorowie wyższych zakładów naukowych w Galicji, którzy zjechali się tego roku bardzo licznie,… Na naradzie postawiono kilka mniej więcej ważnych i rozsądnych projektów co do urządzenia uczty i całej uroczystości. (…)”

DOKŁADNEJ DATY BRAK


„Tydzień” i późniejszy jego następca „Tydzień Polski” – gazety lwowskie zamieszczają charakterystykę dorobku Henryka Sienkiewicza i przedruki jego utworów: „Hania”, „Komedia z pomyłek”, „Przez stepy”, „Szkice węglem”, „Z niedawnej przeszłości”.

SIERPIEŃ – 15. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz wygłasza odczyt w Krynicy.

WRZESIEŃ – 15. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wenecji i pisze do Marii i Jadwigi Szetkiewiczówien na temat odebranych fotografii:


[01. Włochy - mapa] [Fotografia: Autor: 01. Aotearoa. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją GNU FDL].
„(…) Co do panny Marii, przeciwnie: bezkapeluszowa jest lepsza. Trochę przechylona głowa, prawa ręka oparta na fotelu, lewa niedbale zwieszona, słowem… obraz of a sweet, little, darling girl (słodkiej, małej, kochanej dziewczyny), która wróciła dopiero z balu, w uszach ma jeszcze ostatniego walca, w głowie szum komplimentów i zachwytów, a na sumieniu dziesiątki pozawracanych głów. Owa poza mówi: „Chcieliście mego portretu, więc go macie; jam jest jak promień słońca – świecę dla wszystkich, a kto oślepnie, sam sobie winę przypisze.” (…) …niejeden pedagog może sobie powiedzieć: „Pilnuj się, chłopcze, bo sam możesz dostać lekcję, a nie dostać… promocji.” (…)”
Część zdjęć pisarz wysyła pannom do Wiednia, a resztę przesyła ”pod opaską rekomendowaną” (w tamtych czasach tak określano list polecony).
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: 15 września, środa. Otóż środa przypadała 17 września.

WRZESIEŃ – 20. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa W Wenecji. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Spotkałem tu, to jest w Wenecji, Twoich dobrych znajomych, p. Szetkiewiczów, i nieraz rozmawialiśmy o tobie,… (…) Polubiłem i starszych państwa i panienki bardzo. (…) Wkrótce zapewne zobaczemy się, albowiem jako ptakowi wędrownemu pilno mi już do domu i z końcem października zjadę stanowczo i na stałe do Warszawy. Zaraz po przyjeździe postaram się mieć odczyty. (…) Pisałem już do Lea, żeby mi wyrobił pozwolenie na odczyty,… Być może także, że przez jego stosunki uzyskam jakąś stałą posadę płatną. (…) Gdy się to stanie, będę i pisał więcej niż dotąd, bo głowa będzie lżejsza. Po prostu zmęczyło mnie to życie bez jutra i dość dawno już nosiłem się z myślą powrotu. (…)
Ja, jak widzisz, byłem w Szczawnicy, Krynicy, jestem w Wenecji, a pojadę jeszcze do Rzymu. (…) Będąc zaś we Włoszech, należy być w Rzymie. (…) W Wenecji czas schodził w miłym towarzystwie dobrze, klimat tylko wilgotny szkodził mi i szkodzi bardzo. Napisałem stąd korespondencję, którą zapewne wkrótce wydrukuje „Gazeta”
(„Z Wenecji”), a jestem w trakcie pisania powiastki
„Z pamiętnika korepetytora”. (…) Jeszcze raz powtarzam – w październiku muszę powrócić i chcę powrócić koniecznie, i zabrać się do roboty jak pożyteczny robotnik. W tych szczerych chęciach mogą mi chyba przeszkodzić częste bicia serca, które nie wiem skąd mi się przyplątały, a które mogą zmienić się w chorobę sercową i zmusić mnie do podróży… bezpowrotnej. (…)”
Natomiast w liście do Władysława Łozińskiego, redaktora „Gazety Lwowskiej”, proponuje mu współpracę:
„(…) Z końcem października wracam do Warszawy na stałe i najchętniej podejmę się być korespondentem „Gazety Lwowskiej”
z Królestwa i Rosji, jeśli Szanowny Pan na to się zgadza. (…)”

WRZESIEŃ – 21. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wenecji. Pisze do Marii i Jadwigi Szetkiewiczówien:
(…) Fotografie już wysłałem. (…) Spodziewam się, że dojdą w całości, tym bardziej, żem je poprzekładał bibułką, o której, gdybym chciał wynosić swoje zasługi przed Paniami, mógłbym z całą ścisłością powiedzieć, że od ust je sobie odjąłem, albowiem była to bibułka do papierosów. (…) Ja, jak Panie widzą, jestem jeszcze w Wenecji; wyruszę dopiero we wtorek. Trochę mnie to nudzi, ale mam w podobnych wypadkach ten wielki przymiot Czerwonoskórych, że umiem czekać cierpliwie. Umiejętność ta pozwoliła mi przeprowadzić wszystkie ważniejsze zamiary w życiu i pozwoli, jak mniemam, na przyszłość. (…) Teraz piszę powiastkę „Z pamiętników korepetytora”. (…) Rzecz to będzie bardzo tendencyjna, na dzisiejszych stosunkach szkolnych oparta, na rozpaczliwym położeniu dzieci. (…)

W Wenecji nic nowego. (…) Przy ciągłym zajęciu dnie schodzą mi dosyć szybko. Szarą godziną tylko, gdy czasem zajdę na plac, brak dwóch szerokich kapeluszy i ich miłego towarzystwa mocno czuć się daje. (…) Tymczasem nie myślę już nigdzie wędrować;… Mam stałe postanowienie powrócić do Warszawy, zamknąć księgę tułactwa, a otworzyć nową. Co w tej nowej znajdę, czas pokaże… (…)

W jakim też zdrowiu dojechali Państwo do Warszawy? Spodziewam się, że febra Pani, panno Mario, i osłabienie panny Jadwigi raz na zawsze utonęły przy brzegu Lido. (…) Szanownej matce swej zechcą Panie ucałować ręce ode mnie, ojcu najserdeczniejsze pozdrowienie. (…)”
List został wysłany na adres zamieszkania rodziny Szetkiewiczów: Warszawa, Aleje Jerozolimskie 9.

WRZESIEŃ – 24. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz opisuje swoją podróż po Wenecji:
„(…) Życie włoskie, a etnograficznie biorąc, i Włochy zaczynają się już od Triestu. Pociąg, który cały dzień przebiegał wężowatą linią góry iliryjskie i dalmackie, pokryte winnicami lub siwoperłowym kamieniem, staje w Trieście o godzinie dziesiątej w nocy. (…) Miasto wielkie, o szerokich, dobrze oświetlonych ulicach, wyłożonych nie brukiem, ale płytami kamienia; domy wysokie błyszczą jak marmurowe w blasku lamp; otwarte kawiarnie zalewają ulice światłem; przed kawiarniami oleandry w wazonach
i marmurowe stoliki, przy których roją się tłumy ludzi. (…)

Ale wszystko to widzi się, jak wspomniałem, w przelocie; trzeba bowiem śpieszyć się do portu. Zegary miejskie biją na różne tony jedenastą. Świeży powiew morski wskazuje, w którą stronę należy się kierować. (…) Czarne zarysy statku wykreślają się posępnymi liniami tuż za budką. Zawieszona na przednim maszcie błękitna lampka zdaje się tkwić w powietrzu i rozświeca banderę „Lloyda”. Na pomoście widać ludzi z latarkami. Pół godziny pozostaje jeszcze do wyruszenia; tymczasem zwolna schodzą się podróżni. (…) Razem z myślą, że jestem na klasycznym Adriatyku, przed oczyma przesuwają mi się różne obrazy:
to dumnych flot weneckich, to łodzi Uskoków, które kołysały się niegdyś na tych falach. (…)

…Wenecja… Dziwne miasto! Czwarty tydzień upływa, jak kręcę się między placem Św. Marka, Canale Grande, Giudeca i Riva dei Schiavoni, a zawsze ma dla mnie coś nowego. (…) Tu w ciche wody Canale Grande zsuwają się mury pałaców sczerniałe, popaczone, osiadłe; miejscami wilgoć popstrzyła je w plamy przypominające grzbiet jaszczurki i potworzyły się pasma czarnej pleśni. U stóp, gdzie woda obejmuje kamień, osiadły zielone włókna śliskich mchów, porostów i rzęsy; miejscami tynk poopadał
w spojeniach; kamienne koronki nad ostrymi łukami maurytańskich okien wybladły od deszczów lub w złamaniach poczerniały od dymu. Mijamy domy Desdemony, Barberinich, Foscarich, Pesarów, Calergich, Tiepolich, Cornarów, a wreszcie potężną arkadę Rialto; wszędzie toż samo. (…)

Wszystko wygląda, jakby spało. Na rogach tylko, przy ujściach bocznych kanałów, widać trochę więcej życia. Na załamaniach murów tu i owdzie powznoszono tarasy pokryte roślinnością. Dzikie wino, powoje i klasyczny bluszcz zwieszają się w festonach, pokrywając ostre zarysy muru i szczerby; czasem figa wygląda zza kamiennej ściany, czasem dolatują stamtąd głosy ludzkie
lub dźwięki jakiego instrumentu. Ale w ogóle na Canale Grande w porównaniu z innymi częściami miasta mało jest ruchu. Przesuwające się gondole nie mącą ciszy i na krótko tylko fałdują gładką toń, która po brzegach odbija spokojnie i czysto szeregi uśpionych pałaców, wszystkie kolumny, zagięcia, rzeźbienia, środkiem zaś błękit nieba.

Przez którykolwiek z bocznych kanałów można się dostać z tej Wenecji uśpionej, historycznej, do Wenecji ludowej. (…)

Przeszedłszy setkami mostków i uliczek całą długość miasta, kierujemy się od środka ku brzegowi i wydostajemy się na sam koniec Riva dei Schiavoni. Z jednej strony kończy miasto wąski cypel, na którym założono Ogród Ludowy, z drugiej widać wejście do Canale Grande. Riva dei Schiavoni to próg Wenecji od zatoki. Szereg zatoczonych łagodnym łukiem domów i obszerny kamienny taras, pospinany w przerwach mostami, zajmują cały brzeg. Podróżnik wjeżdżający statkiem ogarnia jednym rzutek oka większą część miasta, od ogrodu królewskiego, Piazetty i Palazzo Ducale aż do Ogrodu Ludowego. Eks-królowa mórz ukazuje się z tej strony w całym majestacie. (…)

Gdy się ściemni, widok się zmienia: księżyc oblewa wówczas białym światłem kościół Santa Maria della Salute, pałac książęcy
i ściele długie, srebrne gościńce na wodzie. Okręty wywieszają na masztach kolorowe lampki; tysiące światełek poprzywiązywanych do gondoli uwija się po zatoce; wówczas majtkowie i rybacy gromadzą się po całodziennym trudzie
na tarasie Rivy i śpiewają chóralnie do późnej nocy. Tłumy rozśpiewane i rozkołysane bezświadomie urokiem nocy i miasta krążą od ogrodu do Piazetty. Piazetta to znowu przedsionek placu Św. Marka
(Piazza di Santo Marco). (…) Wieczorem plac jest miejscem rendez-vous dla całego pięknego świata weneckiego. Kto nie chce siedzieć w domu, ten stanowczo nie może być gdzie indziej.
Tu słucha się muzyki, tu pije się ochładzające napoje, tu się przechadza, przypatruje publiczności, towarzyszy kobietom, spotyka, kogo się chce spotkać, robi znajomości, słowem: jest się jak na balu publicznym. (…)

Podczas dnia mniej tu ruchu. Widać tylko stada gołębi, tak oswojonych, że bez najmniejszej obawy siadają na ramionach i rękach karmiącym je osobom, i cudzoziemców z książkami w ręku, zwiedzających kościół lub pałac dożów. (…) Każda z tych sal
to arcydzieło i pamiątka zarazem. Tu zasiadał senat patrycjuszów, tam przyjmowano ambasadorów, tu zbierała się straszna Rada Dziesięciu, tam straszniejsza jeszcze Trzech, przez tajne drzwiczki, korytarze, przez złowrogi Ponte dei Suspiri schodzi się do więzień. Przewodnik zapala pochodnię i po wąskich schodkach spuszcza się ku czarnym jak noc sklepieniom, od których wieje wilgocią i stęchlizną. Jakiś ciężar ugniata piersi, gdy się widzi te kamienne nory o niskich wchodowych otworach, bez okien,
bez światła i powietrza. Czas i postęp opróżnił je z ofiar, ale nie starł z nich piętna okropności i zgrozy. (…)”

WRZESIEŃ – 24. [ŚRODA] – 26. [PIĄTEK]


„Gazeta Lwowska” w numerach: 220 - 222 - a „Gazeta Polska” w numerach: 214 – 215 - wydrukowały korespondencję Henryka Sienkiewicza „Z Wenecji”.

PAŹDZIERNIK


Część października Henryk Sienkiewicz spędza w Rzymie, gdzie pisze korespondencję, która w „Gazecie Lwowskiej” ukazuje się pod tytułem „Z wrażeń rzymskich”,
a w „Gazecie Polskiej” – „List z Rzymu”.

PAŹDZIERNIK – 03. [PIĄTEK]


Z Rzymu Henryk Sienkiewicz przesyła do „Gazety Lwowskiej” nowelę „Z pamiętnika korepetytora”. W liście do Władysława Łozińskiego pisze:
„(…) Przesyłam Sz[anownemu] Panu powiastkę pt. „Z pamiętnika korepetytora”. Jest to rzecz oparta na dzisiejszych stosunkach szkolnych w Królestwie, istotnie okropnych. Z drukiem zechciej się Sz[anowny] Pan wstrzymać, dopóki „Gazeta Polska”
nie zacznie, a to dlatego, że jeśli powiastki w Warszawie cenzura zupełnie nie puści, to we Lwowie lepiej będzie nie podpisywać jej ani Henryk Sienkiewicz, ani Litwos, ale po prostu jakimikolwiek literami. Chodzi mi o to, żeby mi nie odmówiono w Warszawie pozwolenia na odczyty. (…)
W Warszawie będę zapewne z końcem tego miesiąca albo nawet wcześniej, to jest, jak tylko Leo wyrobi mi nowy paszport. (…)”

PAŹDZIERNIK – [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Rzymie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
…jutro wyjeżdżam z Rzymu do Warszawy, …więc za parę dni zobaczemy się i uściskamy. Wkrótce po powrocie będę miał odczyty w Warszawie i wszędzie, gdzie będzie można, dla spłacenia długu zaciągniętego na „Niwę”. (…)

PAŹDZIERNIK – 07. [WTOREK]


Wydawnictwo „Gebethner i Wolf” wydaje I tom „Pism” Henryka Sienkiewicz, rozpoczynając pierwsze wydanie zbiorowe, które do 1920 r. obejmie 38 tomów.

PAŹDZIERNIK – 14. [WTOREK] – 16. [CZWARTEK]


„Gazeta Lwowska” w numerach: 236 – 238 - zamieściła podpisaną anonimowo „XXX” nowelę Henryka Sienkiewicza „Z pamiętników korepetytora”. Cenzura warszawska nie dopuściła tej noweli do druku. Dlatego też pisarz przeniósł jej akcję z zaboru rosyjskiego do pruskiego i pod zmienionym tytułem „Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela” ogłosił ją w tomie 16. „Niwy” z tego roku.

PAŹDZIERNIK – 27. – lub – LISTOPAD - 03. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Władysława Łozińskiego:
„(…) Cieszy mnie mocno, że „Pamiętniki kor[repetytora]” tak się podobały. Tu całkowicie nie przeszły; ale być może przejdą
w „Niwie” lub „Ateneum”. (…)”
Ignacy Chrzanowski, siostrzeniec Henryka Sienkiewicza, tak wspomina jego przeróbki „Pamiętników korepetytora”:
„(…) Piszący te słowa doskonale pamięta (był wówczas, w zimie roku 1879, uczniem klasy czwartej gimnazjum V w Warszawie), jak jednego wieczoru, w domu swojej ciotki, Aleksandry z Cieciszowskich Dmochowskiej, Sienkiewicz czytał w obecności kilku osób nowelę „Z pamiętnika korepetytora warszawskiego”; pamięta także, jak olbrzymie wrażenie na słuchaczach (przeważnie młodziutkich) ta nowela wywarła, tym większe, że czytał je sam autor, obdarzony przedziwną zdolnością modulacji swego cichego, ale donośnego i przenikającego do duszy głosu. Skończywszy czytać, Sienkiewicz odezwał się mniej więcej tak: ”O tym, żebym mógł to drukować w Warszawie, mowy nie ma; będę musiał przenieść Michasia do Poznania – może się nie połapią
i puszczą”.
. I tak się stało. (…)”

LISTOPAD – 07. [PIĄTEK]


Po niemal czteroletnich podróżach po Ameryce i Europie Henryk Sienkiewicz przybywa do Warszawy.

LISTOPAD – 19. [ŚRODA]


„Gazeta Polska” rozpoczyna druk drobnych notatek z dziedziny literatury i sztuki zatytułowanych "Wiadomości bieżące", a podpisywanych przez Henryka Sienkiewicza pseudonimem „Musagetes” lub znakiem „§”.

GRUDZIEŃ


W tomie XVI „Niwy” ukazuje się nowela „Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela”, przerobiona z „Pamiętników korepetytora”, do druku których
nie dopuściła rosyjska cenzura.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1880



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Firma Gebethner i Wolff wydaje trzytomowe „Pisma” Henryka Sienkiewicza, obejmujące dotychczasowy jego dorobek nowelistyczny.
W redagowanej wspólnie z Mścisławem Godlewskim „Niwie” Henryk Sienkiewicz zamieszcza: „Mieszaniny literacko artystyczne” (I – XII), jednoaktówkę „Czyja wina” i nowelę „Niewola tatarska”.
W „Gazecie Polskiej” Henryk Sienkiewicz zamieszcza: „Wiadomości bieżące” (pod pseudonimem §), oraz nowelę „Jamioł” (pod pseudonimem Litwos).
Henryk Sienkiewicz oraz: Władysław Bogusławski, Edward Lubowski, Zygmunt Sarnecki i Kazimierz Kaszewski – wchodzą w skład Komisji Delegowanego Teatralnego,
t. j. komisji repertuarowej teatrów warszawskich.
Henryk Sienkiewicz zabiega o rękę Marii Szetkiewiczówny. Zdobywa jej wzajemność, ale zastrzeżenia mają Kazimierz i Wanda Stetkiewiczowie. Zagrożoną gruźlicą córkę wysyłają na kilkumiesięczną kurację do Steinerhofu w Tyrolu, gdzie towarzyszy jej Maria Sobotkiewiczówna. Ostatecznie w końcu roku pisarz wysyła do Marii Szetkiewiczówny list z oświadczynami. Swoją decyzję uzależnia ona od woli matki. Ta – na przełomie lat 1880/1881 – rozstrzyga sprawę na korzyść zakochanych.
Pod koniec roku ukazuje się czwarty tom „Pism” zawierający nowele: „Przez stepy”, „Orso”, „Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela”, „Czyja wina?”
i „Za chlebem”.
Czeskie czasopisma: „Maj” i „Lumir” – zamieszczają przekłady nowel Henryka Sienkiewicza: „Janko Muzykant”, „Stary sługa”, „Orso”, „Za chlebem”, „Czy ci najmilszy?” i „Z dziennika poznańskiego nauczyciela”.
Kazimierz Pochwalski wspomina pierwsze zetknięcie się z twórczością Henryka Sienkiewicza:
„(…) W roku 1880, będąc na studiach w Monachium, żyłem w przyjaźni z kolegą moim Józefem Ryszkiewiczem. Ryszkiewicz pochodził z Warszawy, znał Sienkiewicza, na gwiazdkę dostał od siostry swej w upominku „Szkice węglem”, które w Warszawie nadzwyczajnie były czytane. Nowelki te czytaliśmy wspólnie głośno i byliśmy nimi tak zachwyceni i przejęci, że postanowiliśmy napisać list z podziękowaniem za radość, jaką nam jako malarzom sprawił jędrnymi i malarskimi opisami. Po wysłaniu tego listu długi czas nie mieliśmy odpowiedzi, w końcu dostaliśmy bardzo serdeczny list, w którym dziękował nam za uznanie i dodał,
że bardzo go ucieszyło, że swoimi opisami wywarł na nas wrażenie. Od tego czasu zacząłem Sienkiewicza uwielbiać i wszystkie jego artykuły ukazujące się w „Słowie” skrzętnie i pilnie czytałem. (…)”


LUTY


„Niwa” w dziale „Rozmaitości” zamieszcza wzmiankę o odczytach:
Jesteśmy obecnie w okresie odczytów publicznych. Oprócz rozpoczętych już i w znacznej części wygłoszonych prelekcji na rzecz czytelń zostających pod zawiadywaniem Towarzystwa Dobroczynności, rozpocznie się dnia 21 bm. szereg odczytów urządzanych corocznie w sali ratuszowej przez Zarząd Towarzystwa Osad Rolnych. Wykłady te mają przywilej ściągania najliczniejszych słuchaczów. W roku bieżącym dadzą się tam słyszeć pp. Eugeniusz Dziewulski, Henryk Sienkiewicz (Litwos), Wojciech Dzieduszycki, Maurycy Straszewski, Stanisław Tarnowski i Józef Kasznica. (…)

LUTY – 02. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie, gdzie w sali ratusza warszawskiego odczytuje nowelę ”Za chlebem”. Dochód z odczytu przeznaczony jest na Osady Rolne (zakład wychowawczy dla chłopców-przestępców).

LUTY – 19. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie, gdzie w sali ratusza warszawskiego odczytuje nowelę ”Za chlebem”. Dochód z odczytu przeznaczony jest na Osady Rolne (zakład wychowawczy dla chłopców-przestępców).

LUTY – 25. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie, gdzie w sali ratusza warszawskiego odczytuje nowelę ”Za chlebem”. Dochód z odczytu przeznaczony jest na Osady Rolne (zakład wychowawczy dla chłopców-przestępców).

MARZEC – 12. [PIĄTEK] – KWIECIEŃ – 02. [PIĄTEK]


W tym okresie czasu Henryk Sienkiewicz w Lublinie wygłasza odczyt „Szkice amerykańskie”. Brak jest dokładnej daty.

MARZEC – 21. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie, gdzie wygłasza odczyt „Szkice amerykańskie”.

MARZEC – 23. [WTOREK]


„Kurier Warszawski” rozpoczyna druk noweli „Orso” od nr 65. i kontynuuje go do nr 68.

KWIECIEŃ – 14. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poznaniu w Hotelu „Bazar” przy ul. Nowej. Czyta nowelę „Za chlebem”.

KWIECIEŃ – 16. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poznaniu w Hotelu „Bazar” przy ul. Nowej. Czyta nowelę „Za chlebem”.

KWIECIEŃ – 17. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poznaniu w Hotelu „Bazar” przy ul. Nowej. Czyta nowelę „Za chlebem”.

KWIECIEŃ – 24. [SOBOTA]


„Gazeta Polska”, a następnie „Dziennik Poznański” rozpoczynają druk noweli „Za chlebem”.

MAJ – 29. [SOBOTA]


Na zaproszenie Towarzystwa Dobroczynności w Kaliszu Henryk Sienkiewicz wygłasza odczyt „O kraju i ludziach w Nowym Świecie”. Odczyt ten odbywa się w sali koncertowej Korpusu Kadetów.

MAJ – 30. [NIEDZIELA]


Na zaproszenie Towarzystwa Dobroczynności w Kaliszu Henryk Sienkiewicz wygłasza odczyt „O kraju i ludziach w Nowym Świecie”. Odczyt ten odbywa się w sali koncertowej Korpusu Kadetów.

CZERWIEC – 04. [PIĄTEK]


„Gazeta Polska”, a następnie „Dziennik Poznański” kończą druk noweli „Za chlebem”.

LIPIEC – 23. [PIĄTEK] – 26. [PONIEDZIAŁEK]


W „Kurierze Warszawskim” w numerach: 65 – 68 – ukazuje się nowela amerykańska Henryka Sienkiewicz – „Orso”.

SIERPIEŃ


Henryk Sienkiewicz przebywa w Rudzie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
Posyłam Mieszaniny („Mieszaniny literacko-artystyczne”) duże i dobre. (…) Jestem zdrów, ale boli mnie trochę noga a trochę głowa. Robię przy tym plany do różnych nowel. (…)

SIERPIEŃ - WRZESIEŃ


Henryk Sienkiewicz spędza w u krewnych Leona i Ludwiki Dmochowskich we wsi Ruda na Podlasiu. Pisze tutaj „Mieszaniny”, „Niewolę tatarską” oraz nowelę „W krainie złota”.

SIERPIEŃ – 18. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Rudzie na Podlasiu. Swoją tęsknotę za ukochaną Marią Szetkiewiczównę wyraża w liście do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Bądź łaskaw donieść mi, czy panie (Wanda Szetkiewicz z córkami: Marią i Jadwigą) powróciły, gdzie bawią,…, a przede wszystkim, jak zdrowie panny Marii? (…) Jest mi tu dobrze, choć dusza gdzie indziej. (…) …jeśli będziesz widział pannę Marię, to nie możesz być zbyt szczegółowym. Pośpiesz tylko z odpowiedzią, bo nie uwierzysz, jak trudno czekać i nie mieć znikąd słowa. (…)
Ze zdrowiem jestem lepiej, nie mogę jednak jeszcze się kąpać. Byłbym może zdrów, gdybym był spokojny, ale oto już rok,
jak jutro od dzisiaj nie lepsze. (…)
Podlasie jest sobie Podlasie: piasek, piasek, woda, błoto, lasek! Stwórz sobie z tego krajobraz. (…)”

WRZESIEŃ – ok. 01. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Burcu na Podlasiu. Do Mścisława Godlewskiego pisze na temat języka i liczy na wiadomości o Marii Szetkiewiczównie:
„(…) Chciałem, by zatkać Twoją wciąż głodną paszczę, posłać Ci pierwsze arkusze „Kronik”, ale wyjazd Twój mnie wstrzymuje. Czy wiesz, gdzie mam tych, którzy twierdzą, że nie wyjdę z tej próby? Mam to za sobą, że czytałem bardzo wiele rzeczy
z XVI wieku i późniejszych. Owładałem więc językiem, a swoją drogą staram się, by unikać afektacji i rozmaitych wżdy i przedsię nie na miejscu, którymi łata się nieuctwo. Język dawny polega najwięcej na toku, który ma prawie powagę łaciny, nie zaś
na sadzeniu dzikimi archaizmami. Jeśli chcesz, nasadzę ich tyle, że nikt nie zrozumie, o co idzie, ale też tyle z tego. Żeby dobrze pisać, potrzeba znać nie tylko Polaków z XVI i XVII w., ale i autorów łacińskich, i przekłady ich dawniej dokonane, bo na nich kształcili się właśnie nasi i duchem ich się przejęli. Potrzeba też umieć odtworzyć sferę pojęć właściwą współczesnym ludziom,
co już jest rzeczą intuicji. Czy to potrafię zrobić, to się pokaże, ale z tego, co Ci piszę, możesz zmiarkować, że rozumiem,
jak należy robić.
Całego tego listu jednak bym nie pisał, gdyby nie to, że chcę Cię prosić, byś mi koniecznie przysłał jeszcze jakieś wieści o…
(Marii Szetkiewiczównie) (…)”

WRZESIEŃ – 19. [NIEDZIELA]


Przebywająca na kuracji w Fürstenhof w Austrii Maria Szetkiewiczówna 15 września otrzymuje od Henryka Sienkiewicza list z oświadczynami. Pisze do swojej matki, Wandy Szetkiewicz:
„Kilka dni temu otrzymałam list, który wraz z odpowiedzią do Mamy odsyłam. Jeżeli moja odpowiedź nie podoba się Mamie
czy Ojcu, to proszę ją zachować, ale wolałabym, żeby do niego doszła. Może Mama go wezwie i sama mu list przeczyta
albo rozmówi się w duchu tego listu. Może od czasu naszego wyjazdu z Warszawy doszły o nim jakie wieści potępiające
albo pocieszające – ja nic nie wiem, toteż udaję się do Mamy, niech Mama robi, jak będzie najlepiej. Oj, Ty moja Malutko,
jak mi żal, że Ciebie na przykrości narażam. (…) Córka Twoja rozumna i trzeźwa, będzie cierpliwie czekać wiadomości
z Warszawy. Kocham Ciebie, całuję i przepraszam – pogładź mnie albo złaj – ale napisz.”

WRZESIEŃ – 20. [PONIEDZIAŁEK]


Do wczorajszego listu do matki Maria Szetkiewiczówna dołącza list do Henryka Sienkiewicza:
„(…) Nie zmieniłam się od czasów Wenecji, nie przyszło mi na myśl, że mogę skorzystać z mojej swobody, ale ten rok nauczył mnie nieufności względem ludzi i pozbawił wielu szczęśliwych złudzeń. Chciej mnie Pan zrozumieć. Jeśli z jednej strony byłoby
dla mnie szczęściem zdać się na coś w życiu Pana, a teraz oszczędzić mu choćby chwilowego zmartwienia, to z drugiej strony strach mnie ogarnia przed każdym stanowczym krokiem. Podzielam wszystkie obawy moich Rodziców. Dotąd znamy Pana tylko
z czasów Wenecji i z tego cośmy o Panu w Warszawie słyszeli – więc naturalnie nie może być mowy o jakimkolwiek zobowiązaniu się. Jeżeli Pan jednakże czuje się na siłach przekonania moich Rodziców, pozyskania ich wiary, ustalenia opinii i wytrwania
w pracy, to czyż ja miałabym w tym Panu przeszkadzać. (…)
Niech ten list, który Pan do Fürstenhofu pisał, nie krępuje Pana. Proszę robić, jak Panu najlepiej, proszę jechać i zapomnieć,
jeżeli to się Panu podoba. Nie będę rozżaloną, w każdym razie zachowam dla Pana wielką i serdeczną przyjaźń.”
Oba listy posyła matce i od woli rodziców uzależnia dalsze losy swojej znajomości z pisarzem.

PAŹDZIERNIK – 22. [PIĄTEK]


W numerze 33. „Nowych Mód Paryskich” rozpoczyna się druk noweli Henryka Sienkiewicza „W krainie złota”.

GRUDZIEŃ – 02. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie, gdzie na rzecz Towarzystwa Dobroczynności wygładza odczyt „Naturalizm w powieści” .

GRUDZIEŃ – 06. [PONIEDZIAŁEK]


Posłuszna, ale niezbyt szczęśliwa Maria Sobotkiewiczówna, pisze do matki:
„To, co mi Mama pisze o pracy wytrwałej i spłacaniu długów przez H. Sienkiewicza – to może mnie tylko cieszyć. Cieszy mnie również, że do prelekcji nie wybrał jakiejś powiastki, ale że opracował studium literackie. Rada także jestem, że bywa u Was
i że jest grzecznie przyjmowany. Wie Mama, co ja myślę, że ten rok był stanowczym i decydującym w jego życiu.
Bo albo wyjechałby w wielką podróż nie popłaciwszy długów, znowuż byłoby to życie z dnia na dzień demoralizujące, próżniacze; zginąłby jako człowiek, bo jako artysta mógłby pozostać sławny, może by nawet przysporzył sobie sławy, albo pozostawało mu przełamać trudności, wejść na drogę pracy i zdobyć sobie pozycję, pozyskać opinię – czyli ocalić człowieka i nie zatracić artysty. (…)
Przykra mi jednak ta myśl, że H. Sienkiewicz może posądzać Mamę o to, że mnie celowo przez własną politykę trzyma daleko
od Warszawy. (…)”

GRUDZIEŃ – 09. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie, gdzie na rzecz Towarzystwa Dobroczynności wygładza odczyt „Naturalizm w powieści” .

GRUDZIEŃ – 10. [PIĄTEK]


W numerze 38. „Nowych Mód Paryskich” kończy się druk noweli Henryka Sienkiewicza „W krainie złota”.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1881



DOKŁADNEJ DATY BRAK


W „Niwie” ukazują się: dalszy ciąg „Mieszanin literacko-artystycznych”, „Na jedną kartę”, „O naturalizmie w powieści” i „Latarnik” - którego Henryk Sienkiewicz opatrzył zapiskiem:
„Opowiadanie to osnute jest na wypadku rzeczywistym, o którym w swoim czasie pisał J. Horain w jednej ze swoich korespondencji z Ameryki.”
Relację tę pisarz powtórzył w liście prywatnym (patrz ROK 1877. – GRUDZIEŃ – 18.)
Henryk Sienkiewicz przebywa u doktora Czerwińskiego na leczeniu w Fürstenhof w Austrii i pisze do Mścisława Godlewskiego o swoim szczęściu:
„(…) Najprzód pani Swojej poczciwe ręce gorąco ode mnie ucałuj i powiedz jej, że w tę siatkę, którą tak zgrabnie delikatne
jej palce pomagały mi rozpinać, upragniony ptaszek złapał się już.
Innymi słowy: nasze knowania i spiski udały się, albowiem od kilkunastu dni jestem już narzeczonym panny Marii
(Marii Szetkiewiczówny).
Obecnie bawię w Fürstenhofie u Czerwińskiego, a to w tym celu, abym i zdrowia zebrał zapas mnogi, i zarazem przywykł
pod wpływem tutejszego rygoru do karności domowej, w której Ty z takim powodzeniem jesteś utrzymany.
Za 6-ść tygodni wracam do Warszawy.
(…) Cały prawie dzień byłem z paniami i nie myślałem o niczym innym, jak o pannie Marii. Wyruszyliśmy z Meranu razem,
a rozstaliśmy się dopiero w Brulla. Teraz strasznie ciężko samemu. (…)”


[01. Austria - mapa fizyczna] [Fotografia: Autor: 1. Themanwithoutapast. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją GNU FDL].

STYCZEŃ – 05. [ŚRODA] – LISTOPAD – 25. [PIĄTEK]


W „Gazecie Polskiej” ukazują się „ Wiadomości bieżące”, podpisywane przez Henryka Sienkiewicza znakiem §.

LUTY – 24. [CZWARTEK]


W Teatrze Rozmaitości w Warszawie ma miejsce premiera sztuki Henryka Sienkiewicza „Na jedną kartę”. Obsada ról jest następująca: Książę (Alojzy Żółkowski), Żuk (Jan Królikowski), Stella (Maria Deryng), Pretwicz (Bolesław Leszczyński), Józwowicz (Józef Tatarkiewicz).

SIERPIEŃ – 05. [PIĄTEK] lub 06. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz mieszka w Warszawie przy ul. Chmielnej 15. Na dwanaście dni przed ślubem pisze do narzeczonej, Marii Emilii Kazimiery Szetkiewiczówny:
„(…) Meble wszystkie przywiozę jutro. Jutro je ustawię. Potem będę miał mniej roboty. Dziś kupiłem rolety. Portiery będę
na sobotę. Firanki jutro kupię. Zresztą jestem już urządzony […] W gniazdku wcale ładnie […] Z zapowiedziami zrobi się
przez indult. Zaproszenia drukowane będą jutro już gotowe i rozesłane. (…)”
Sam dalej załatwia formalności przedślubne.

SIERPIEŃ – 07. [NIEDZIELA]


Eliza Orzeszkowa dzieli się z Teodorem Tomaszem Jeżem „plotkami i wiadomostkami” na temat Henryka Sienkiewicza:
„(…) A propos Sienkiewicza, odstępstwo jego od obozu postępowego stanowcze i jawne. Był w Krakowie, oddawał wizyty stańczykom, którzy dawali dla niego wieczory, w Warszawie mówi głośno o tym, że jest tylko artystą, że zatem wszystkie idee
i teorie naukowe i filozoficzne nic go wcale nie obchodzą. Przyjaciół dawnych unika, „Humoresek z teki Worszyłły”, mocno demokratycznych, do wydania pism swych włączyć nie pozwolił, o „Szkicach węglem” mówi, komu tylko może, że to grzech młodości. Bogato żeni się, salony arystokratyczne rozrywają go pomiędzy sobą. Powiadają, ale to już niepewne, że na spółkę
z Wrotnowskim, pełnomocnikiem i totumfackim wielkich panów, kupił od Sarneckiego „Echo”, które ma być organem uznanym
i jeżeli trzeba będzie, subwencjonowanym klerykalno-arystokratycznych przekonań. Szkoda! Ale wobec wszystkiego,
co się dzieje, trudno dziwić się, że charaktery słabe i dóbr tego świata żądne gną się i brudzą. (…)”

SIERPIEŃ – 18. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz mieszka w Warszawie przy ul. Chmielnej 15. Tego dnia w kościele Zgromadzenia Panien Kanoniczek w Warszawie poślubia Marię Emilię Kazimierę Szetkiewiczównę. Ślub daje ksiądz Bonifacy Wołyniec w obecności świadków: Aleksandra Montwiłła (marszałka szlachty powiatu wiłkomirskiego) i Edwarda Janczewskiego (profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego). Akt ślubu spisano w parafii św. Aleksandra.

WRZESIEŃ – koniec miesiąca


W „Gazecie Polskiej” ukazują się „Szkice literackie” (recenzje: „Zarysu literatury” Piotra Chmielowskiego i „Pism” Bolesława Prusa).

PAŹDZIERNIK – 20. [CZWARTEK]


Eliza Orzeszkowa - rozdrażniona krytycznymi uwagami Henryka Sienkiewicza o „Zarysie literatury” Piotra Chmielowskiego – pisze do Teodora Tomasza Jeża:
„(…) Mnie się zdaje […] że Sien[kiewicz] i nietęgi filozof z natury, i filozofię za twardą poduszkę w dzisiejszych czasach uważa.
Ale w rozbiór rzeczy tych mało kto wdawać się chce i może, więc słowo jego, jako znakomitego nowelisty, powagę ma wielką.
Powagę tę zwiększa on jeszcze manewrem bardzo zręcznym dla ogółu, dla myślących ludzi nadzwyczaj śmiesznym. Nie należy on do stronnictwa żadnego, jak orzeł panuje nad tym padołem kędyś pod chmurami czy pod słońcem. Nie jeździ omnibusem
z tłumem śmiertelników, lecz na swojej biedce, której kołami są bardzo arystokratyczne nowele. Nie po raz to pierwszy odzywa się on z tym, że umysł prawdziwie wyższy, że talent prawdziwy nie powinien służyć żadnemu stronnictwu. Przeciw służeniu
za pieniądze albo [za] honor bywania na hrabiowskich wieczorach – ani słowa. Jest to rzecz podła po prostu. (…)”

GRUDZIEŃ – 06. [WTOREK]


W numerze 387. „Kuriera Warszawskiego” ukazuje się „Sabałowa bajka” Henryka Sienkiewicza.

GRUDZIEŃ – 15. [CZWARTEK]


W tworzącym się dzienniku „Słowo” Henrykowi Sienkiewiczowi zaproponowano stanowisko redaktora naczelnego. W liście do Edwarda Lubowskiego pisze na temat swoich uprawnień na tym stanowisku:
„Zgodzę się tylko na taki układ, na mocy którego p. A. Wronowskiemu nie będzie służyło prawo absolutnego veto – nie tylko względem Twoich lub moich artykułów, ale względem niczyich. …mogę się zgodzić jedynie na przyznanie p. Wronowskiemu prawa wstrzymania ważniejszego artykułu… aż do sesji redakcyjnej… która rozstrzyga większością głosów. (…)
Zresztą sądzę, iż żądanie moje, by w redakcji działo się zadość większości, nie pojedynczej osobie – jest zupełnie słuszne, skromne i uzasadnione. W przeciwnym razie rola moja względem współpracowników byłaby nieokreślona, a raczej określenie głupia, bo mogłoby się zdarzyć, iżbym komuś powiedział, że artykuł jego jest przyjęty – a potem musiałbym oświadczyć, że jest odrzucony.
Na koniec, skoro będziemy wiedzieli, że redakcja de facto et de jure
(faktycznie i prawnie) jest w naszym ręku, będziem mieli eo ipso (tym samym) pewność, że pismo nie będzie ultramontańskim ani arystokratycznym.
Nie przewiduję, żeby moje sine qua non
(warunek nieodzowny, bez którego nie ma zgody) odrzucono, ale gdyby nawet certowano się zbyt długo i nudnie, to oświadczę, że mam „Słowo” w…, bo nie myślę ani siebie, ani kogoś gryźć dla rzeczy, bez której ostatecznie tak dobrze jak i Ty mogę istnieć. (…)”

GRUDZIEŃ – 17. [SOBOTA]


Eliza Orzeszkowa nie ustaje w swoich atakach na Henryka Sienkiewicza. Tym razem za cel obiera sobie nowelę „Latarnik”. Pisze do Teodora Tomasza Jeża:
„(…) Czy czytał Pan ostatnią nowelę Litwosa „Latarnik”? Ładna jeszcze, ale już trochę słaba. Myślę, że wielki talent ten nie ma długiego życia przed sobą. Brak mu gruntu, z którego by mógł długo soki pożywne czerpać. Zdaje mi się, że nadchodzi czas,
w którym bez umysłowych podstaw natury pewnej i pewnych przymiotów charakteru absolutnie nie podobna będzie być dobrym pisarzem. (…)”
Adresat listu daje się wciągnąć w ten styl oceny. Nie wiedząc, że wzorem latarnika był Siellawa, a nie Skawiński, odpowiedział następująco:
„(…) O „Latarniku” myślę to samo, co Pani. Złe on na mnie sprawił wrażenie z powodu, że autor dał bohaterowi nowelki nazwisko prawdziwe, a jam bohatera tego znał osobiście. Był to samochwalca, kłamca, karciarz i pijak. Miałem go we wspomnieniach
przed oczami, gdym nowelkę czytał; to przeszkadzało mi może piękność onej odczuć należycie. Ale to pewna, że talenty obniżają się, jak skoro wchodzą na drogę inną aniżeli ta, na której wykwitnęły – świadectwem Mickiewicz i Słowacki jako towiańczycy. (…)”

GRUDZIEŃ – 27. [WTOREK]


Z końcem roku grono działaczy i dziennikarzy warszawskich, w tym: Antoni Wrotnowski, Antoni Zaleski, Mścisław Godlewski, ks. Zygmunt Chełmicki, Edward Lubowski
i inni – postanawia redagować dziennik „Słowo”, którego siedziba mieści się w Warszawie przy ul. Niecałej 1. Redakcję powierzono Henrykowi Sienkiewiczowi, który mieszka w Warszawie przy ul. Wilczej 22. Jako przyszły redaktor zaprasza on Józefa Ignacego Kraszewskiego do współpracy:
„(…) Ponieważ nie mam zaszczytu być znanym Sz[anownemu] Panu osobiście, udałem się do Edwarda Lubowskiego, by jako znajomy poparł moją prośbę do Sz[anownego] Pana o łaskawe przyjęcie współpracownictwa w naszym dzienniku „Słowo”. –
Nie potrzebuję Szanownemu Panu tłumaczyć, że dla pisma, które powstaje, zyskanie sobie pióra Sz[anownego] Pana jest rzeczą pierwszorzędnej wagi, mogącą wpłynąć na cały, przyszły los wydawnictwa. Wiem, że przy nadmiernej pracy, jaką Szanowny Pan się obarcza, niełatwo Mu prośbom wszelakim zadość uczynić, ale wiem także, iż Sz[anowny] Pan umie rozmnażać swój chleb duchowy w miarę zwiększania się rzeszy głodnych – liczę więc, że i my będziemy nakarmieni.
O zadaniach i celach pisma naszego zapewne Lubowski już do Sz[anownego] Pana pisał, poprzestaję więc na ogólnym określeniu, że zadaniem naszym będzie krzewienie zdrowego postępu na gruncie poszanowania tradycji i wiary narodu. (…) Pragniemy stać na gruncie narodowym, bronić ducha narodowego, by nie zwątlał – i zajmować się sprawami naszymi, o ile na to nam pozwolą. Innymi słowy, pragniemy być pismem umiarkowanie i rozsądnie postępowym, a przy tym patriotycznym, to jest broniącym naród od doktryn osłabiających lub zgoła zabijających uczucie patriotyzmu. W imię też tylko takich zasad ośmielamy się prosić Sz[anownego] Pana o współpracownictwo. (…)
Gdybyśmy mogli mieć, zwłaszcza na początek, jakikolwiek artykuł, korespondencję lub – zwłaszcza powieść Sz[anownego Pana – i Jego cudowną zdolność do pracy, chce się odpowiedzi: tak! (…)”
Józef Ignacy Kraszewski podjął współpracę ze „Słowem”.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1882



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz w dzienniku „Słowo” zamieszcza „Sprawozdanie z wystawy „Hołdu pruskiego” Jana Matejski”.
Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
Przytelep się chociaż sam. Prośbę tę popiera najpiękniejszym spojrzeniem moja Pani (Maria z Szetkiewiczów Sienkiewicz).
Prócz Wrotnowskich
(Lucjana i Marii z Tabęckich Wrotnowskich) i Rogozińskiego (Stefana Szolc-Rogozińskiego) (Afryka) nikogo więcej
nie będzie. (…)”


STYCZEŃ – MARZEC


Henryk Sienkiewicz w dzienniku „Słowo” zamieszcza „Kronikę tygodniową” oraz „Mieszaniny artystyczne i literackie”.

STYCZEŃ – 01. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz mieszka w Warszawie przy ul. Wilczej 22.
Tego dnia ukazuje się pierwszy numer dziennika „Słowo”.

STYCZEŃ – 02. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Obejmuje redakcję „Słowa”, a tym samym opuszcza zespół „Gazety Polskiej”, kierowany przez przyjaciela, Edwarda Leo. Wydawcą „Słowa” zostaje inny przyjaciel pisarza, Antoni Zaleski.
Z siedziby redakcji dziennika w Warszawie przy ul. Niecałej 1 (róg Wierzbowej) Henryk Sienkiewicz pisze do Józefa Ignacego Kraszewskiego:
„(…) Przede wszystkim najszczersze podziękowania za nadesłany odcinek. „Góry” pójdą do druku zaraz jutro. (…) „Góry” są śliczne – jest w nich poezja i polot, a przy tym jakże w porę przyszły! (…) Prosiemy o więcej i o jak najwięcej. (…) Upraszam tylko o dokładne objaśnienie, w jaki sposób, w jakich terminach i w jakich sumach mamy wysyłać honorarium. Powtarzam jeszcze raz, że na wszystko z góry przystaję. (…)”

STYCZEŃ – 06. [PIĄTEK]


Maria Sienkiewicz, skarży się przyjacielowi rodziny, Stanisławowi Witkiewiczowi, że małżonek trwoni talent na pracę dziennikarską:
„(…) Od nowego roku zaczęło już wychodzić „Słowo”. I teraz dopiero zaczynam się przestraszać tem, co się stało. Mój mały zamęcza się, pisząc po nocach, robiąc korekty w dzień i ekspansuje swój talent na prospekta, felietony, artykuły wstępne i inne bezeceństwa. (…)”

STYCZEŃ – 08. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Na blankiecie z nadrukiem: Redakcja „Słowa”, Warszawa, Niecała 1 – pisze list do Józefa Ignacego Kraszewskiego. W jego treści czytamy:
„(…) Szkoda, że nie dostaniemy już żadnego wyjątku z książki krajobrazów (Józef Ignacy Kraszewski – cykl „Z księgi krajobrazów”),
bo ten, któryśmy drukowali, jest wspaniały. Co do mnie osobiście, przepadam za takimi rzeczami. Opis Sz[anownego] Pana jest taki wspaniały, wyniosły i surowy jak same góry. Może by można dostać jeszcze choć cokolwiek – może coś z lasów lub stepów? Przepraszam najmocniej, że napieram jak łakome dziecko, ale istotnie jestem łakomy. (…)”
Józef Ignacy Kraszewski nadesłał jeszcze należący do cyklu „Z księgi krajobrazów” felieton „Morze”.

początek STYCZNIA


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie i pisze do Juliana Horaina do Lwowa:
„(…) Jestem najszczęśliwszym małżonkiem, a z początkiem lata spodziewam się zostać równie szczęśliwym papą. Życzę sobie córki, więc będzie pewno syn. (…)”

STYCZEŃ – 17. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz występuje wśród członków-założycieli Kasy im. Józefa Mianowskiego w Warszawie.

STYCZEŃ – 18. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz - jako redaktor "Słowa" - przyjmuje propozycję Stanisława Smolki – redaktora krakowskiego „Czasu” - dotyczącą wymiany artykułów pomiędzy obiema redakcjami i pisze do niego:
„(…) Zgoda na wszystkie propozycje. Dla naszego pisma byłoby wielką rzeczą dostać coś w tym rodzaju, jak Pańskie „Szkice”, dlatego najchętniej przystałbym i na zamianę, gdyby taki rachunek okazał się dogodnym. (…) O przekonaniach i zasadach moich nie będę Sz. Panu pisał rozpraw, wszelako winienem nadmienić, że może nie wszystko, co wyjdzie spod mego pióra i co będzie
w „Słowie”, mogłoby znaleźć pomieszczenie w „Czasie”. Swój sposób myślenia wypowiadałem , o ile mogłem w tym, com pisał –
i nie sądzę, abym się zmienił; wszelako obawiam się, że zachodzą znaczne różnice między tym, co ja myślę, a kierunkiem Czasu”. Piszę to dlatego, że dochodzą mnie z Krakowa objawy niezadowolenia z kierunku „Słowa”. Otóż winienem ostrzec, że kierunek ten i na przyszłość nie będzie silniej zabarwiony na kolor dla Krakowa najmilszy. U nas są inne stosunki i my, miejscowi, znając je najlepiej, musimy uważać, aby nie rozdzielać, nie tworzyć wrogich obozów, ale raczej skupiać w imię rozsądnego postępu
i łączącej wszystkich miłości do kraju. (…) Powtarzam jeszcze raz, że o ile moje bazgrociny przydałyby się na coś, służę
i na zamianę i jak Sz. Pan zażąda. Prawdopodobnie na przyszły kwartał muszę co dla „Słowa” wysmażyć, Jeśli się to stanie, prześlę korektę tak, abyśmy mogli drukować jednocześnie.”

STYCZEŃ – 25. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz dzieli się ze Stanisławem Smolką planami napisania noweli opartej na tle powstania styczniowego, o dwojgu narzeczonych, którzy przez 10 lat ukrywali się w lasach:
„(…) Opowiadano mi w tych dniach historię dwojga narzeczonych z zaścianka Jaworki, którzy w 63 roku, gdy wieś z rozkazu Murawiewa została spalona, a ludność wzięta na Syberię, ukrywali się przez 10, wyraźnie przez dziesięć lat w lasach. Prawie wierzyć się nie chce, ale temat tak piękny i to życie leśne tak mnie nęci, że byle jaki tydzień wolniejszy, zrobię nowelę. (…)”

STYCZEŃ – 27. [PIĄTEK]


Główny Zarząd Prasy w Petersburgu zatwierdza kandydaturę Henryka Sienkiewicza na redaktora dziennika „Słowo”.

LUTY


Henryk Sienkiewicz w dzienniku „Słowo” zamieszcza recenzję teatralną sztuki Wacława Szymanowskiego „Posąg”.

LUTY – 23. [CZWARTEK]


Eliza Orzeszkowa kontynuuje swoje ataki na Henryka Sienkiewicza, pisząc do Teodora Tomasza Jeża:
„(…) „Słowo” ma prenumeratorów mnóstwo. Oto droga, którą iść trzeba, chcąc zajść. Ależ bo śliczne! Sienkiewicz kontynuuje swoje „Nie ma”! Już ich naliczyłam kilka. I tak: socjalistów Polaków – nie ma. Uliczników - à propos mojej „Sielanki nieróżowej” – wychodzących na złodziejów i pijaków – nie ma! Chłopów nieszczęśliwych - à propos ludowych poezji Konopnickiej – nie ma!
I nie tylko nie ma, ale nawet być nie może. To dopiero położył się na różach – głupiec! Każdy jednak ma swoją zmorę. Tym razem – ruch umysłowy. Ruchu umysłowego wedle Litwosa, jest u nas tak wiele, że aż od niego duszno. Czy podobna, aby ludzie bzdurstwa takie chciwie czytali, że aż kompletów pisma, po wielokroć przedrukowanych, coraz brakuje. Jednak to fakt.
„Słowo” zaczyna zabijać inne gazety. Chciałabym urodzić się pomiędzy czerwonoskórcami. (…)”

LUTY – KWIECIEŃ


Henryk Sienkiewicz pisze nowelę „Bartek Zwycięzca”, z której sam nie jest zadowolony. Jej niedostatki tłumaczy pośpiechem.

LUTY – 06. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz ponownie pisze Stanisławowi Smolce o planowanej noweli opartej na tle powstania styczniowego, o dwojgu narzeczonych ukrywających się w lasach:
„Potrzeba pewnego czasu:

„nim się przedmiot świeży
Jak figa ucukruje, jak tytoń uleży…”

Z tego powodu leśni narzeczeni krążą gdzieś jeszcze w jakichś oparach leśnych, w mgłach zimowych, nie mają jeszcze twarzy, rąk, nóg, i ramion – i są podobniejsi do duchów, bo tak przezroczyści jak ta śmierć Grottgera przelatująca nad puszczą… Kiedy inkarnacja nastąpi, nie wiem. Ciąża trwa u mnie jak u samicy słonia, lata całe. Jest to tym śmieszniejsze, że potem rodzi się zwykle mysz – przynajmniej co do rozmiarów. Ale za to muszę się pochwalić, że prawie każdy temat dokańczam prędzej
lub później. (…)”

KWIECIEŃ – 15. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Na blankiecie z nadrukiem: Redakcja „Słowa”, Warszawa, Niecała 1 – pisze do Józefa Ignacego Kraszewskiego:
„(…) Najchętniej zgadzam się na tom z mniejszymi powiastkami i najmocniej o nie proszę, a jeżeli dotąd nikt mnie nie uprzedził, to je niniejszym listem zamawiam. (…) Tak dawno pragnęliśmy mieć jaką powieść Sz[anownego] Pana, że list Jego z miłą propozycją jak z nieba spada. (…) Po „Bartku” („Bartku Zwycięzcy”), który jest dość podławy, mówiąc między nami – nie mamy nic
i chyba musielibyśmy się ratować przekładami. (…)”

KWIECIEŃ – 19. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz informuje Stanisława Smolkę o napisaniu noweli „Wspomnienie z Maripozy”:
„ (…) Dziś w nocy (z 18. na 19. kwietnia) napisałem nowelkę „Wspomnienie z Maripozy”. Ponieważ pisałem od jednego zamachu, rzecz więc ma przymioty jednego zamachu. W tej chwili kazałem ją składać. Jutro zrobię korektę i prześlę Wam… (…)”
Zamieszcza ją w dzienniku „Słowo”.

MAJ


Henryk Sienkiewicz przypuszcza, że napisze nowelę o kochankach leśnych i pisze do Stanisława Smolki:
„(…) Może przyślę teraz o kochankach leśnych.”
Ostatecznie jednak pomysł pozostaje pomysłem.

MAJ – 01. [PONIEDZIAŁEK]


W 96. numerze „Słowa” Henryk Sienkiewicz rozpoczyna druk swojej noweli ”Bartek Zwycięzca”.

MAJ – 13. [SOBOTA]


W 106. numerze „Słowa” pojawia się ostatni odcinek noweli Henryka Sienkiewicza ”Bartek Zwycięzca”.

MAJ – 14. [NIEDZIELA]


W 100. numerze „Kuriera Poznańskiego” zamieszczono nieprzychylne uwagi pod adresem Henryka Sienkiewicza i jego „Bartka Zwycięzcy”:
„… Pan Sienkiewicz ma serce dla ludu i zna lud polski; ale tylko lud w Królestwie – o wielkopolskim chłopie słyszał tylko z wieści
i powieści, a i to jeszcze niedokładnie, i dlatego też „Bartek Zwycięzca” na Wielkopolaninie robi smutne wrażenie […] Sienkiewicz nie zna sfery wyobrażeń i pojęć, w jakiej się chłop wielkopolski obraca, nie zna formy ani wyrazu tych pojęć, tj. toku mowy tego chłopa, nie zna jego prowincjonalizmów, jego przysłów, pieśni, nawyknień, a co gorsza, nie zna tych uczuć, co drzemią na dnie duszy naszego włościanina […] usposobienie chłopa wielkopolskiego jest dla Sienkiewicza tak nieznane i niezrozumiałe,
jak wszystkie okoliczności, jakie pochodowi wojennemu towarzyszyły, że np. weźmiemy ów pochód landwerzystów na dworzec
w towarzystwie żandarmów. Po co Sienkiewicz z Bartka zrobił w końcu pruskiego patriotę tak konsekwentnego, że mimo kozy odsiedzianej za pobicie nauczyciela Niemca – idzie głosować na kandydata niemieckiego, chociaż od dziedzica Polaka doznaje tak serdecznej pomocy? […] Jak z jednek strony uznajemy szlachetną dążność szanownego autora, zmierzającą do zainteresowania rodaków w Kongresówce i w Galicji naszymi sprawami i naszym położeniem, tak z drugiej strony mamy żal do pana Sienkiewicza, że tak po prostu chłopa naszego skarykaturował.”

LIPIEC


Henryk Sienkiewicz w dzienniku „Słowo” zamieszcza recenzję teatralną sztuki Jana Kantego Galasiewicza „Wspólne winy” i dwie recenzje literackie utworów: Józefa Antoniego Rolle’go „Z przeszłości Polesia” i Józefa Ignacego Kraszewskiego „Na tułactwie”.

LIPIEC – 15. [SOBOTA]


W Warszawie w domu przy ul. Marszałkowskiej 85 na świat przychodzi HENRYK Józef Kazimierz SIENKIEWICZ, syn Henryka i Marii Sienkiewiczów.

LIPIEC – 18. [WTOREK]


W kościele parafii św. Barbary w Warszawie ochrzczony zostaje Henryk Józef Sienkiewicz, syn Henryka i Marii Sienkiewiczów. Rodzicami chrzestnymi są: Kazimierz Szetkiewicz i Aleksandra z Cieciszowskich Dmochowska. Świadkami są: Jan Wacław Komierowski i Klet-Alfons Ciszkiewicz.

WRZESIEŃ – 21. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa prawdopodobnie w Warszawie. W liście do Józefa Blizińskiego nie wskazuje miejsowości obok daty, ale list pisze na blankiecie z nadrukiem: Administracja „Słowa”, Warszawa, Niecała 1. W treści listu czytamy:
„(…) Przypominam się pamięci i przyjaźni. Pląskowski obiecał nam Waszą nowelę. (…) – Donieście tylko natychmiast tytuł,
bo chciałbym zapowiedzieć i pochwalić się z takim majstrem ja Wy. Dla pisma to rzecz ważna. (…)”
Chodziło o nowelę „Mój pierwszy frak”.

Stanisławowi Smolce wspomina o swoim pobycie w Nałęczowie:
„ Byłem dwa miesiące na wsi – w Nałęczowie. Kąpałem się, strzelałem kuropatwy, o bożym świecie nie wiedziałem. W niedzielę wyjeżdżam do Puszczy Białowieskiej. Wrażenia z tej wycieczki będą drukowane w „Słowie”. (…)”

WRZESIEŃ – 24. [NIEDZIELA]


W towarzystwie Zygmunta Glogera Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do Puszczy Białowieskiej.

PAŹDZIERNIK


Henryk Sienkiewicz w dzienniku „Słowo” zamieszcza recenzję teatralną sztuki Aleksandra Świętochowskiego (ps. „Władysław Okoński”) „Piękna”, recenzję literacką utworu Maurycego Karasowskiego „Chopin” oraz swoją nowelę „Z Puszczy Białowieskiej”.

PAŹDZIERNIK – około 11. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Józefowi Blizińskiemu donosi o otrzymaniu jego noweli:
„(…) „Mój pierwszy frak” odebrałem. Czytałem w domu głośno. Oboje z żoną naśmialiśmy się, co dusza raczy. Wesołe, prawdziwe – słowem: wyborne. (…)”
Prosi też o drugą nowelę „Baba”.

LISTOPAD


Ukazuje się drugie wydanie tomu V „Pism” zawierającego: „Bartka Zwycięzcę”, „Latarnika”, „Na jedną kartę” i „Niewolę tatarską”.

LISTOPAD – 08. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Listownie przeprasza Józefa Blizińskiego, że Antoni Zaleski nie wysłał mu pieniędzy za nowelę. Zobowiązuje się to ucznić.

GRUDZIEŃ


Henryk Sienkiewicz w dzienniku „Słowo” zamieszcza recenzję teatralną sztuki Edwarda Lubowskiego „Jacuś”.

GRUDZIEŃ – 12. [WTOREK]


Adam Asnyk w liście do Elizy Orzeszkowej pisze:
„(…) Obejdę się bez Sienkiewicza, który jest tylko artystą nie posiadającym żadnych przekonań, lecz bez Szanownej Pani, której przekonania tak są nam pokrewne i bliskie, obejść się niepodobna. (…)”


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1883



STYCZEŃ – 06. [SOBOTA]


Wydawcy „Ogniem o mieczem”: Antoni Zaleski i Eugeniusz Boniecki – wypłacają Henrykowi Sienkiewiczowi 300 rubli jako pierwszą część wynagrodzenia w kwocie łącznej 800 rubli.

LUTY – 01. [CZWARTEK]


Z listu do Stanisława Smolki dowiadujemy się o pracy Henryka Sienkiewicza nad pierwszą powieścią historyczną „Ogniem i mieczem”, tytułowaną początkowo
przez autora „Wilcze gniazdo”, oraz o noweli „Sachem”:
„(…) Co do powieści wielkiej, ta będzie nosiła prawdopodobnie tytuł „Wilcze gniazdo”. Rzecz dzieje się za Jana Kazimierza,
w czasie inkursji kozackiej. Źródeł mam dosyć – i od dawna nad tym pracuję. (…) Najchętniej dałbym ją do „Czasu”, ale jest jedna trudność, z którą nie wiem, jakby sobie można poradzić. Oto jak się zacznie, będę miał dopiero część gotową, może połowę, może nawet większą część – ale przewidywać należy, że druk mnie dogoni i będę musiał pisać z dnia na dzień. (…)
Na dobitkę zachorowałem na oczy i wieczorami nie mogę pisać, a dzień taki krótki! – i najlepsze godziny schodzą w redakcji. (…) Tymczasem mam gotowy dla „Czasu” i dla „Słowa” malutki obrazek pt. „Sachem”. (…)”

LUTY – 09. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Uczestniczy w pogrzebie Leona Szujskiego.

KWIECIEŃ


Henryk Sienkiewicz opowiada Stanisławowi Smolce o swoich przygotowaniach do powieści „Ogniem i mieczem”:
„(…) Co do mojej powieści, tytuł jest zmieniony stanowczo na „Ogniem i mieczem”. (…) Tom I mam cały gotowy, ale poświęcam każdą wolną chwilę pisaniu drugiego, nie mam czasu przepisywać – a komuś dać to do roboty – niepodobieństwo.
O swojej powieści powiem to tylko, żem grunt pod nią przygotował z całą sumiennością i przeczytałem mnóstwo źródeł współczesnych, tak że ani jednego nawet nazwiska nie zaczerpnąłem z fantazji. Staram się też koloryt epoki oddać wiernie i to, co wyda się może zbyt szorstkim, jest wiernym czasów odbiciem. Zresztą zobaczycie… (…)”

MAJ – 02. [ŚRODA]


W „Słowie”, w numerze 117., rozpoczyna się druk powieści „Ogniem i mieczem”.

MAJ – 03. [CZWARTEK]


W „Czasie”, w numerze 100., rozpoczyna się druk powieści „Ogniem i mieczem”. Wydawcy powieści w formie książkowej: Antoni Zaleski i Eugeniusz Boniecki – wypłacają Henrykowi Sienkiewiczowi 500 rubli jako drugą część wynagrodzenia w kwocie łącznej 800 rubli.

SIERPIEŃ – SOBOTA.


Henryk Sienkiewicz przebywa w Nałęczowie. Prosi Stanisława Smolkę o korektę ukazującego się drukiem „Ogniem i mieczem”:
„(…) Przepraszam, że piszę na świstku, ale jestem w Nałęczowie i nie mam pod ręką lepszego papieru. W Warszawie korektę prowadzi Łętowski (Julian Łętowski - właściwe nazwisko: Władysław Książek) i puszcza mnóstwo nonsensów. Trzeba poprawiać koniecznie wyrażenia rusińskie, nie zważając na to, co przychodzi ze „Słowa”… Może w redakcji znajdzie się ktoś biegły. Następnie upoważniam Sz. Pana do wprowadzenia wszelkich poprawek w interesie sensu i gramatyki. (…)”

SIERPIEŃ – 28. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz wyraża Antoniemu Wodzińskiemu zgodę na tłumaczenie „Ogniem i mieczem” na język francuski:
„(…) Na przekład „Ogniem i mieczem” zgadzam się najchętniej, z całym zaufaniem, że rzecz w przekładzie nie straci. Nie widzę też nikogo prócz Sz. Pana, kto by się mógł podjąć tej roboty, gdyż trzeba na to znać dwa języki, dawniejszy polski i dawniejszy francuski. (…)
Całość, nie przesądzając jej wartości artystycznej, jest owocem studiów, która mnie niemało pracy i czasu kosztowała.
Rzecz skończy się koło Nowego Roku. Tomów będzie trzy. (…)”

WRZESIEŃ – 05. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz powrócił z Wiednia. Urządza mieszkanie w domu Marconiego w Warszawie przy Alejach Jerozolimskich 25 (na wprost ówczesnego dworca kolejowego). Maria Sienkiewicz, żona pisarza, zauważa:
„(…) Przyjechaliśmy więc do Warszawy pustej, gorącej, z okropnymi zapachami. Henryk chodzi do redakcji, zaczął niby pisać,
ale jakiś smutny, ja zaś niedołężna. (…) Dziś postanowiłam otrząsnąć się z apatii i zacząć więcej się ruszać. Smutno, bo jednak dla mnie zaczynają się czasy stronienia od ludzi, chodzenia gdzieś po małych uliczkach, pod wieczór chyłkiem, biedzenia się,
co włożyć… (…)”
Maria i Henryk Sienkiewiczowie spodziewają się przyjścia na świat drugiego potomka.

WRZESIEŃ – ŚRODA [dzień ten we wrześniu miał następujące daty: 05., 12., 19., 26.]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie przy Al. Jerozolimskich 25. W liście do Juliana Ochorowicza pisze:
„(…) Jesteś wielki, jesteś sławny i chciwie pożądany – ja zaś mam również pewne znaczenie, bo Cię znam i jestem z Tobą per ty. Dzięki tym stosunkom otrzymałem dziś list od pani Lucjanowej Wrotnowskiej (Marii z Tabęckich Wrotnowskiej) zapraszający Cię
na obiad z nią, z mężem i ze mną. Godzina 6-sta, tużurek. Tysiące uprzejmości i komplimentów, których nie powtarzam. – Spodziewają się, że jako uczony nie będziesz przywiązywał wagi do konwenansowych wizyt uprzednich etc., etc. i przyjdziesz. (zastaniesz mnie od 2-giej do 3-ciej jutro w domu (…). Oni mieszkają wprost giełdy na Królewskiej. (…)”

WRZESIEŃ – 17. [PONIEDZIAŁEK]


W wyniku losowania Henryk Sienkiewicz opuszcza komitet Kasy im. Józefa Mianowskiego.

JESIEŃ


Kazimierz Pochwalski wspomina pierwsze spotkanie z Henrykiem Sienkiewiczem:
„(…) Po powrocie z Paryża jesienią 1883 roku do Krakowa, marzenia moje poznania Henryka Sienkiewicza spełniły się nadspodziewanie prędko. Jak się później przekonałem, Sienkiewicz interesował się sztuką bardzo gorąco, znał prawie wszystkich wybitniejszych malarzy, a wystawy chętnie odwiedzał. Moje skromne pierwsze sukcesy w Krakowie i Paryżu zwróciły jego uwagę na moje nazwisko, tak że z zainteresowaniem oglądał moje prace. Osobiście pierwszy raz spotkałem się z Sienkiewiczem
na wystawie Krakowskiego Towarzystwa Sztuki w towarzystwie pana Ludwika Michałowskiego i państwa Janczewskich. Zapoznawszy się ze mną powiedział mi kilka komplementów co do moich prac, że cieszy się, że mnie poznał etc. W kilka tygodni później spotkałem Sienkiewicza u Ludwika Michałowskiego na niedzielnej herbatce, gdzie schodziło się wielu malarzy, literatów
i profesorów. Pamiętam, opowiadał wtedy o najnowszych książkach francuskich, i w końcu zapytany przez Michałowskiego
nad czym obecnie pracuje, powiedział, że przygotowuje się i robi studia do powieści historycznej. Sienkiewicz był przy tym ujmujący swoją dziwną prostotą w obcowaniu. Był pełen sił męskich, bardzo przystojny, miał bardzo sympatyczny organ głosu. Na tym wieczorze opowiadał także dużo o Modrzejewskiej, którą później przez niego poznałem. (…)”

PAŹDZIERNIK – 31. [ŚRODA]


81-letni Józef Bogdan Zaleski pisze do I. Kossiłowskiego:
„(…) …proszono mię o słówko zachęty dlań. Mój Boże! na „słowo zachęty”, i to jeszcze dla takiego Sienkiewicza, potrzeba by natchnienia górnego jak na pieśń nową, a ja, stary lirnik na odstawce, i to do tego oślepły, utraciłem już od dawna moc we mnie boską. Pomodlę się natomiast chętnie o spokój święty i chrześcijańską cierpliwość dla młodego pana Henryka.
Vatum irritabile genus karmią się jadami, bolami, ale z nich nie umierają. Młody nasz autor rychło orzeźwieje i rozochoci się
do pracy w podniosłości swego ducha. Posiada on rozległą wiedzę i zna obowiązki patriotycznego zawodu […]
Powieść „Ogniem i mieczem” czytam z niewysłowionym zaciekawieniem. Niezaprzeczenie to pierwszorzędny powieściopisarz
i poeta! Ileż to siły twórczej, jakiż nastrój uroczysty, rycerski i utrzymany po mistrzowsku. Jaka głębia uczucia narodowego, jakie pracowite i rozumne wystudiowanie kawałka dziejów arcymętnego i arcysmętnego […]
Wyobraźnia prawdziwie czarodziejska, odzwierciedla i odwzorowuje przepysznie miejscowość, obyczaj, postacie i charaktery wojaków naszych sławnych […]
A polszczyzna jaka piękna i przepiękna… Świeża, barwna i prosta; błyskawicują po niej ustawicznie myśli, co goreją, i wyrażenia nowe, co zdumiewają trafnością. Szczęść Boże poecie na wzrost i na chlubę narodu polskiego!
Osobiście takoż zawdzięczam Sienkiewiczowi dużo miłych i błogich godzin. Rozkoszowałem duszą ślepając nad jego powieścią. Przypomniał mi tak żywo Ukrainę – Arkadię moich młodych lat. Urocze i wierne opisy okolic rodzinnych, w części mi znajomych, wprawiały mnie w zachwyt[…]
„Jakby ojców doń mogiły żywym głosem przemówiły”.
Bóg mu zapłać za dobre! Błogosławię mu z rzewnością starca nad grobem!… (…)”

GRUDZIEŃ – 01. [SOBOTA]


Teatr Wielki w Warszawie wystawia jednoaktówkę Henryka Sienkiewicza „Czyja wina?”.

GRUDZIEŃ – 13. [CZWARTEK]


Na świat przychodzi JADWIGA Maria Łucja Helena SIENKIEWICZÓWNA, córka Henryka i Stefanii Sienkiewiczów.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1884



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Wydawnictwo „Gebthner i Wolff” wypuszcza na rynek czwarte - czterotomowe wydanie „Pism” Henryka Sienkiewicza.
Teatr w Łodzi wystawia nowelę Henryka Sienkiewicza „Bartek Zwycięzca” w adaptacji Juliana Łętowskiego (właściwe nazwisko: Władysław Książek).

STYCZEŃ – 01. [WTOREK] – 04. [PIĄTEK]


W Hotelu Brühlowskim w Warszawie przy ul. Aleksandra Fredry 12 (róg ul. Alberta I) ma miejsce bankiet ku czci historyka lwowskiego, Ludwika Kubali.
Toasty wygłaszają: Edward Lubowski, Władysław Olendzki i Henryk Sienkiewicz.

STYCZEŃ – 04. [PIĄTEK]


Maria Sienkiewicz przebywa w Meranie we Włoszech. Pisze do rodziców:
„(…) …w naszych projektach nic się nie zmieniło, w sobotę jedziemy do San Remo. Dziś byłam dwie i pół godziny na powietrzu. (…) A ubawiona byłam, a szczęśliwa, jak prawdziwy Maryszon – ojcowskie dziecko – co potrafi cieszyć się każdą rzeczą, lada rzeczą. Ładnie było, dawno tamtych stron nie widziałam, więc i cieszyłam się mocno. (…)”
Henryk Sienkiewicz dopisuje od siebie:
„(…) Mańcia cała w buchalterii na przyszłą zimę – chce dzieci (Henryka Józefa i Jadwigę Marię) i rodziców razem. Ma się rzeczywiście lepiej – już tak rezolutna, jakby nigdy nie chorowała. (…)”

STYCZEŃ – 16. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz pisze do Stanisława Tarnowskiego:
„(…) Po skończeniu roboty („Ogniem i mieczem”) i po dobrym wypoczynku zabiorę się do epoki następnej, to jest do czasów wojen szwedzkich, moskiewskich, tatarskich, Rakoczego itd. Ta druga zamierzona powieść będzie nosiła tytuł: «Potop». (…)”

STYCZEŃ – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz wraz z żoną Marią przebywają w San Remo we Włoszech. Maria pisze:
„(…) Dr Tymowski mówił, że z bronchitą znacznie lepiej, a tylko stan anemiczny, który trzeba gwałtownie pokonać. (…) Nie ma rzeczy, której by Henryk swojej Mańci dla leczenia nie wymyślił. Henryk bardzo pracuje i wysyła co drugi dzień do Krakowa (ostatnie odcinki „Ogniem i mieczem”). (…)”

LUTY – 26. [WTOREK]


Teatr Rozmaitości (wewnętrzna scena „Teatru Wielkiego”) wystawia jednoaktówkę Henryka Sienkiewicza „Czyja wina?”.

MARZEC


W pierwszych dniach marca Henryk i Maria Sienkiewiczowie wyjeżdżają do Włoch. Przez Wiedeń, Weronę, Mediolan, Genuę i Bordighierę docierają do San Remo
i zatrzymują się w Hotel et Pension Beau-Séjour. Podczas tego pobytu pisarz zagląda do Monaco i Monte Carlo.

MARZEC – 01. [SOBOTA]


W numerze 51. „Słowa” kończy się druk powieści „Ogniem i mieczem”.

MARZEC – 05. [ŚRODA]


W kościele parafii św. Barbary w Warszawie ochrzczona zostaje Jadwiga Maria Łucja Helena Sienkiewicz, córka Henryka i Marii Sienkiewiczów. Rodzicami chrzestnymi są: ksiądz prałat Zygmunt Chełmicki, kanoniczka Helena Sienkiewicz (siostra pisarza). Świadkami są: ks. Zygmunt Chełmicki i Kazimierz Szetkiewicz.

W „Czasie”, w numerze 54., kończy się druk powieści „Ogniem i mieczem”.

MARZEC – 14. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz wraz z żoną Marią przebywają w Arcachon we Francji. Maria pisze:
„(…) Arcachon, podług Henryka – rozkosz ziemska, kąpie się i łapie kraby na wędkę, ale podług mnie – trochę przynudne. Otrzymaliśmy telegram polski od Tatara (Brunona Abakanowicza) oznajmiający, że w niedzielę się zjawi z wodocypedem. (…)”

MARZEC – 24. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz wraz z żoną Marią przebywają w Hotelu Beau-Sejour w San Remo we Włoszech. Maria pisze:
„(…) Hotel Beau-Sejour przepełniony Polakami, których naturalnie poznaliśmy zaraz. Wszyscy patrzyli na nas jak na widowisko, bo czytali „Ogniem i mieczem”. Pewnie dziwowali się mojej chudości i brzydocie. (…)”
Tego dnia Henryk Sienkiewicz wybiera się na wycieczkę do Ospedaletti.

MARZEC – 28. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz wraz z żoną Marią przebywają w San Remo we Włoszech. Maria pisze:
„(…) Dzień spędzamy w następujący sposób: budzę się o dziewiątej i pół i krzyczę, żeby Henio przyszedł. Przychodzi, otwiera żaluzje, pogderze za nieporządek, poukłada wszystkie moje rzeczy na miejsce i przynosi mi do łóżka herbatę, a sam, przysunąwszy sobie do łóżka stoliczek, wypija przy mnie kawę. Potem leci nad morze. (…) …po obiedzie idziemy do salonu
i albo rozmawiamy …, albo gramy w ruletę. (…) Hołdy i tu Henryka nie mijają. Jakiś 90-letni Błotnicki
(Tadeusz Błotnicki), jeszcze
z Uniwersytetu Wileńskiego urzędnik, teraz jest jakąś figurą przy Czartoryskim – przychodził kilka razy i nie mógł się Henrykiem nacieszyć. (…)”

MARZEC – 30. [NIEDZIELA]


Przebywający w San Remo Henryk Sienkiewicz wybiera się na wycieczkę do Nicei.

KWIECIEŃ – 02. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz wraz z żoną Marią przebywają w San Remo we Włoszech. Maria pisze:
„(…) W miarę, jak zdrowieję, odsłaniają się przede mną różne piękności Włoch i Riwiery. Byliśmy w Ospedaletti o trzy wiorsty
od San Remo. Pojechaliśmy – cała kolonia polska – w powozach, drogą nad morzem i nad tunelami – cudo! (…) Kolonia żyje
w dobrych stosunkach, Henryk dowodzi, że „wszyscy za Mańcią przepadają”, a ja myślę, że za nim, mnie jednak lubią. (…)”

KWIECIEŃ – 09. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotel et Pension Beau-Séjour w San Remo we Włoszech, skąd pisze do Marii Babskiej:
Na parę dni przed moim odjazdem był u mnie Zaleski i prosił mnie, bym spytał Cię poufnie, czy może w Waszym domu bywać
w zamiarze starania się o rękę Maryni. Ponieważ pytanie spadło na mnie niespodzianie i nie było czasu na nic, zatem zostawiłem rzecz do porozumienia się listownego. (…)
Adres miejsca, w którym na dłużej się zatrzymamy, jest następujący: France, Alpes-Maritimes, St. Raphael. Poste restante.
Jedziemy tam za parę dni, - Obecnie jesteśmy w San Remo wśród palm, oliwek i pomarańcz nad samym brzegiem Morza Śródziemnego, tak niebieskiego jak samo niebo. Jeszcze dość chłodno. Na słońcu w południe do 25°. Marynia zdrowsza, je dobrze, śpi dobrze, sporo chodzi. (…) Tymczasem wczoraj byłem w Monaco i Monte Carlo, gdzie jest ruleta, w którą się idioci
z całego świata zgrywają. (...)

KWIECIEŃ – 11. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz wraz z żoną Marią przebywają w San Remo we Włoszech.

KWIECIEŃ – 15. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Remo. Niezadowolony z pełnego błędów pierwszego wydania „Ogniem i mieczem” pisze do Augusta Roberta Wolffa:
„(…) Jestem zajęty korektą do drugiego wydania. Pierwsze jest pod psem. – Koniec zapewne przerobię i właśnie układam sobie teraz w myśli przeróbkę. (…) Mam jeszcze wstręt do pióra i dlatego dotąd nie zająłem się zakończeniem, które musi być znacznie obszerniejsze. Jak się raz zabiorę – to pójdzie szybko. (…)”

MAJ - początek


Maria i Henryk Sienkiewiczowie wyjeżdżają do Arcachon we Francji.

MAJ – 07. [ŚRODA]


W drodze do Arcachon we Francji Maria i Henryk Sienkiewiczowie przejeżdżają przez Marsylię.

MAJ – ŚRODA [dzień ten w maju miał następujące daty: 07, 14, 21 28.]


Henryk Sienkiewicz wspólnie z żoną Marią przebywa w Arcachon we Francji. W liście do Juliana Ochorowicza przesyła swój artykuł biorący w obronę uwięzionego
w Moabicie przez władze pruskie Józefa Ignacego Kraszewskiego i prosi:
„(…) Bądź łaskaw go przetłumaczyć. Ważną by było rzeczą umieścić go w „Temps” („Le Temps” – dziennik paryski ukazujący się w latach 1861 – 1942), bo obliczony on jest na wrażenie w Polsce i w Rosji, zaś na ten dziennik więcej zważają jak na inne. – (…)
Rozumie się, im prędzej artykuł byłby umieszczony, tym byłoby lepiej. Przekład Tobie zostawiam. Sam nie piszę dość dobrze,
a żony nie chcę tym zajmować. - (…)”

MAJ – 12. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz wraz z żoną Marią przebywają w Hotelu Notre Dame w Arcachon we Francji. Maria pisze:
„(…) …klimat arcachoński to cud nad cudy i mój kapryśnik nie nudzi się tutaj. (…) Noce obecnie bywają księżycowe i jak mnie Henryk do domu odprowadzi – sam jeszcze długo wędruje po plaży. W hotelu Notre Dame mało jest osób. …tak się chce nam obojgu do domu, że ciągle to jedno wołamy: „Do domu! Do domu! Do Tatusiów!” (…)”

MAJ – 19. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz wraz z żoną Marią przebywają w Hotelu Notre Dame w Arcachon we Francji. Maria pisze:
„(…) Henryk to jak matka dla mnie: i okryje, a pończoszki nałoży i kawy do łóżka przyniesie. Nie było wypadku, żebym sobie sama zdejmowała buciki, albo sama podała sobie kawę, ale za to wtrącalski, a despotyczny! (…) O zdrowiu moim nic nie mogę powiedzieć, bo już od dziesięciu dni cierpię na ból zęba, który mnie nęka w wysokim stopniu. Onegdaj straciłam cierpliwość
i poszłam, wymknąwszy się przed Henrykiem, do dentysty. (…) Kiedy wróciłam od dentysty, byłam tak podrażniona, obolała,
że rzuciłam się Henrykowi na szyję i zaczęłam płakać. Płakałam i płakałam, nie mogąc się uspokoić, aż Henryk dostał migreny. Powiedział, że moje eskapady doprowadzą do tego, że nie będzie śmiał wyjść z domu ani na chwilkę, ale zanadto był rozczulony, aby gderać. Henryk też bardzo na krzyż cierpi, pocieszam go, że mu morskie kąpiele pomogą. Był Tatar, jeździli na ocean
w czasie burzy, potem o 6-tej rano na ryby. (…) Połów udał się nadzwyczajnie, a nocna wyprawa na ocean uczyniła z nich bohaterów, tak zaimponowali odwagą. (…)”

MAJ – 30. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz wraz z żoną Marią przebywają w Hotelu Notre Dame w Arcachon we Francji. Maria pisze:
„(…) Cieszę się, że Kapryśnik zadowolony. Henryk zaczął pisać i robi korektę (drugiego wydania „Ogniem i mieczem”). (…)”

CZERWIEC – 04. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz wspólnie z żoną Marią przebywa w Arcachon we Francji. W liście do Juliana Ochorowicza wznawia wąteku artykułu dotyczącego Józefa Ignacego Kraszewskiego:
„(…) Jutro wieczór (5 czerwca) wyjeżdżamy z Arcachon. Mieliśmy 2 tygodnie burzy – a dotąd mamy takie zimna, że trzeba paltotów zimowych. W Paryżu staniemy Rue Duphot, Hôtel de la Mayenne. Rozmówiemy się o artykule. Wiele by zależało na tym, by mógł być drukowany. (…) Przyjdź do nas w piątek o 11 – pójdziemy razem na śniadanie, na które mam zaszczyt prosić Cię
w imieniu żony i swoim. (…)”

CZERWIEC – 05. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz wraz z żoną Marią przebywają w Hotelu Notre Dame w Arcachon we Francji. Tego dnia zamierzają wyruszyć do Paryża. Maria pisze:
„(…) Dziś wyjeżdżamy z Arcachon o czwartej i pół po południu, a jutro rano o szóstej w piątek – staniemy w Paryżu. Opuszczam Arcachon z wielką przyjemnością, bo wiem, że za dziesięć dni będę w kraju. (…) W kraju to będę tak telepać (dużo mówić), że Ojcu nie dam przyjść do słowa. (…)”

CZERWIEC – 06. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz wspólnie z żoną Marią przebywają w Paryżu w XVI dzielnicy Passy. Zatrzymali się w Pension Pinel przy Avenue Victor Hugo 83. Przesyła Julianowi Ochorowiczowi zaproszenie:
„(…) Stanęliśmy w Passy, Avenue Victor Hugo 83, Pension Pinel,… Przyjdź o 12-stej do Café Régence – tam się spotkamy. (…)”

CZERWIEC – około 29. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie. Pisze do Edwarda Janczewskiego:
Miałem zamiar, oddawszy Marynię ojcu, puścić się do Szwecji, ale że na statki trzeba było czekać z Hawru 15 dni, a z Antwerpii 10, więcem tej podróży zaniechał i siedzę w Ostendzie. Marynia wyjeżdża z Warszawy koło 15 lipca do Zakopanego. Po drodze będzie widziała Dzinię, a może i Ciebie. Ja sam będę koło 17 lub 18 w Krakowie… przejazdem i zaraz ruszę do Zakopanego.

Ostenda pusta i nudna jak śmierć, ale za to bardzo jeszcze tania – a morze wyborne. (…)

CZERWIEC – 29. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie. Rezygnuje z wyjazdu do Szwecji, gdzie zamierzał zbierać materiały do „Potopu”. Pisze do Stanisława Smolki:
„(…) Nie udała mi się podróż do Szwecji, bo czekanie na statki zabrałoby mi trzecią część czasu, jaki mogłem poświęcić. Siedzę więc w Ostendzie… nudno tak, że nie podobna wytrzymać. (…)”

CZERWIEC – 30. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

CZERWIEC/LIPIEC


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie. Powracający z wakacji w Anglii Kazimierz Chłędowski zatrzymuje się w Ostendzie. W swoich pamiętnikach wspomina:
„(…) Bawił tam Henryk Sienkiewicz, z którymś jakiś czas bardzo przyjemnie spędziłem. Sienkiewicz musiał jeszcze wówczas
się oszczędzać, więc mieszkał w jakimciś małym hoteliku w mieście, gdzie za jakąś bardzo niską cenę miał wcale dobry pokój,
a obiad jadał za 2,5 franka i bardzo go sobie chwalił. Kilka godzin przepędziliśmy na pomoście wchodzącym w morze,
gdzie Sienkiewicz z wielką namiętnością łowił ryby. Najwięcej łapało się w sieci węgorzów, które Sienkiewicza swoją zajadłością bardzo rozciekawiały. Widzieliśmy, jak jeden węgorz wrzucony do szaflika, w którym się już wiły inne węgorze, ze złości przegryzł wspólnika swej niedoli na dwie połowy.
Najbardziej uszczęśliwiło Sienkiewicza, gdy raz wyciągnął raka chowającego swój obnażony ogon w pustą ślimaczą skorupę, którego nazywają Bernard l’érémite
(biernatek – gatunek raka). Sienkiewicz o każdym stworzeniu umiał coś opowiedzieć,
tak zapalonym był miłośnikiem przyrody i tak studiował życie zwierząt. (…)”

LIPIEC – 01. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 02. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 03. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 04. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 05. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 06. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 07. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 08. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie przy Rue de l’Eglise 21. Pisze do Roberta Wolffa na temat przygotowań do drugiego wydania „Ogniem i mieczem”:
W połowie tego miesiąca będę w Krakowie, a najdalej 20 zostawię w księgarni waszej w Krakowie zakończenie odmienne IV t. „Ogniem i mieczem”. Tymczasem trzeci daj Pan do składania. Korekty III nie mam czasu zrobić, ale nie ma tam wielkich błędów – więc może ją prowadzić ktokolwiek, byle uważny i byle rozumiał, o co idzie. (...)

LIPIEC – 09. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 10. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 11. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 12. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 13. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 14. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 15. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 16. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie. Pisze do Stanisława Tarnowskiego:
„(…) …siedziałem na wsi w Nałęczowie i kręciłem się między Lublinem i Warszawą. Oblewań zimną wodą doświadczyłem obficie, bo Nałęczów jest zakładem hydropatycznym. (…)”
Dalej pisarz komentuje falę krytyki, która dotknęła go po napisaniu „Ogniem i mieczem”:
„(…) …ponieważ nie czytałem żadnych gazet i nie byłem w zetknięciu z Warszawą, nie wiedziałem o tych wszystkich abreibungach i halbbadach, które sprawiano mi za „Ogniem i mieczem”. Teraz dopiero słyszę o tym trochę, ale godzę się z losem, zwłaszcza po odebraniu słów zachęty ze strony Szanownego Pana Profesora. (…)
Materiały przygotowywałem dość starannie i od dość dawna, ale nie miałem pewności, czy potrafię należycie w sposób powieściowy z nich skorzystać. „Niewola tatarska” była tylko przygrywką do powieści tego rodzaju jak „Ogniem i mieczem” – inna bowiem rzecz dać obrazek, a inna radzić sobie z historią i życiem dawnym, którego szczegóły i rzeczywistość trzeba odtwarzać.
A tak by mi się chciało pozostać na tej drodze, bo tam wszystko takie wyraźne i wielkie w przeciwstawieniu do marności życia dzisiejszego. (…) Dlatego za serdeczne „Szczęść Boże!” przesyłam również serdeczne „Bóg zapłać!” i zabieram się do roboty
z nową otuchą. (…)”

LIPIEC – 17. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 18. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 19. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 20. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 21. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 22. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 23. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 24. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 25. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 26. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

LIPIEC – 30. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ


Henryk Sienkiewicz wraz z chorą żoną Marią z Szetkiewiczów przebywają w Reichenhall w Niemczech. Mieszkają w willi „Lutzenberger”. Henryk pisze do Augusta Roberta Wolffa w sprawie "Ogniem i mieczem":
„(…) Posyłam początek zakończenia powieści – za kilka dni resztę przeszlę. Epilog będzie również nieco zmieniony. (…)”

SIERPIEŃ – 13. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz wraz z chorą żoną Marią z Szetkiewiczów przebywają w Reichenhall w Niemczech. Mieszkają w willi „Lutzenberger”. Henryk pisze do Władysława Mysyrowicza (syna):
„(…) Bardzo ucieszyliśmy się oboje z żoną dobrymi wiadomościami, które Pan przysłałeś o swoim zdrowiu. Myślę jednak,
że dla wszelkiego bezpieczeństwa nasi polscy doktorzy wyszlą Pana na zimę do Włoch – (…) – i że przyjdzie jeszcze Panu należeć czas jakiś do ptaków przelotnych razem z całym naszym towarzystwem z San Remo. Tymczasem oszczędzaj się Pan na wsi
i koniecznie trzeba pić kefir. Żonę moją po chorobie przez długi czas ten tylko środek utrzymywał przy siłach i życiu, a znam wiele osób, które przyszły do sił, zdrowia, a nawet tuszy tylko dzięki kefirowi. W Warszawie bardzo łatwo dostać grzybków,
a na wsi jeszcze łatwiej fabrykować z dobrego mleka lepszy napój od warszawskiego. (…)
Zdrowie jej
(żony Marii) polepsza się z wolna i byłoby wcale nieźle, gdyby nie owo małe zapalenie, którego się nabawiła w Warszawie. Była to rzecz niby nic nieznacząca, ale ślady są dotąd. Pokazuje się, jak niebezpiecznie jest wracać zbyt wcześnie,
a zwłaszcza jak jeszcze niebezpieczniej uważać chwilowe polepszenie za stanowczy powrót do zdrowia… (…)
Z Reichenhall dość jesteśmy kontenci. Powietrze tu nader łagodne – i co lepsze, pogoda stała. Od czasu do czasu robię wycieczki dalsze piechotą. Byłem w Berchtesgaden i w Koenigsee… (…)
Odwiedziłbym Pana Kochanego najchętniej, ale nie mogę żony zostawiać samej, tym bardziej, że jest mocno podrażniona nerwowo i zwłaszcza w nocy boi się wszystkiego. Nie mogę nawet drzwi zamykać do swego pokoju, bo zaraz nie śpi. (…)”

SIERPIEŃ – 23. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz wraz z chorą żoną Marią z Szetkiewiczów przebywają w Reichenhall w Niemczech. Mieszkają w willi „Lutzenberger”. Henryk pisze do Augusta Roberta Wolffa:
„(…) Powieść „Ogniem i mieczem” jest istotnie nieco powiększona, ale nie tyle, żeby aż warto było wypisywać na tytule. Najlepiej będzie napisać na drugim wydaniu: przejrzana przez autora. Szkoda, że cenzura nie pozwoliła dodać mapki – ale trudno! Szkoda również, że nie napisaliście mi, kto robił korektę. (…)”

PAŹDZIERNIK – 01. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Juliusz Mien proponuje mu uczestnictwo w wydawnictwie literacko-artystycznym na cele dobroczynne „Wisła. Ofiarom powodzi”. Pisarz nie przyjmuje propozycji, tłumacząc:
„(…) Pracę nad nową powieścią historyczną pt. «Potop» już rozpocząłem – i zrozumiesz Pan łatwo, że wobec nieodłącznej
od «Potopu» powodzi zajęć nie mogę przyłożyć ręki do żadnej innej pracy. Gdyby nie ten powód, poczytywałbym sobie
za pierwszy obowiązek napisać cokolwiek dla «Wisły», wydawanej w tak pięknym i szlachetnym celu. (…)”

PAŹDZIERNIK – 19. [NIEDZIELA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie we Włoszech. Maria pisze:
„(…) Moją gardemaladą (pielęgniarką) niezmordowaną, gotową do wszelkich usług możliwych i niemożliwych – to Henryk,
a przy tym pisze na gwałt biedactwo
(„Potop”). Rano o 10-tej (do 12-tej) wychodzi on do Kurhausu (domu zdrojowego) - gdzie go oblega masa Polaków. (…)”

PAŹDZIERNIK – 20. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

PAŹDZIERNIK – 21. [WTOREK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

PAŹDZIERNIK – 22. [ŚRODA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

PAŹDZIERNIK – 23. [CZWARTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

PAŹDZIERNIK – 24. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewicz przebywają w Meranie. Maria pisze:
„(…) Przepraszam Was, dzieci moje, za mego Roztrzepańca i Fantastyka – macie na pewno z nim nieraz dużo kłopotu. (…) Henryk przyjedzie tu pojutrze. Oby zastał mnie zupełnie zdrową. (…)”

PAŹDZIERNIK – 25. [SOBOTA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

PAŹDZIERNIK – 26. [NIEDZIELA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

PAŹDZIERNIK – 27. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

PAŹDZIERNIK – 28. [WTOREK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

PAŹDZIERNIK – 29. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz powraca z Polski do przebywającej w Meranie we Włoszech żony Marii.

PAŹDZIERNIK – 30. [CZWARTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

PAŹDZIERNIK – 31. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie w willi „Aders”. Henryk pisze do Augusta Roberta Wolffa:
„(…) Przyślijcie mi, jak będziecie mogli najprędzej, pod opaską „Pamiętniki” Paska i „Iliadę” w przekładzie Popiela.
– Pierwsza z tych książek jest mi potrzebna do pisania, a drugą czytuję stale i zawsze, gdy coś większego piszę.
Jeszcze jedna prośba. Poszlijcie również „Ogniem i mieczem” na dwa miejsca. 1. Pod adresem: Mr Alexandre Poradowski, Bruxelles, Chausée d’Ixelles 155, Belge, i pod drugim: US of America, San Francisco, Market Street 1235, Polish Society.
Pani Poradowska, właściwie Gachet, tłumaczyła wiele moich rzeczy na język francuski – obecnie zamierza tłumaczyć „Ogniem
i mieczem”. (…) – Trzeba, żeby ktoś w moim zastępstwie napisał dedykację: „Szanownym i Kochanym Państwu Poradowskim
od autora” – również na przesyłce do Ameryki: „Towarzystwu Polskiemu w Kalifornii od autora”. (…)

Żona moja ma się znacznie lepiej po ostatniej chorobie. (…)”

LISTOPAD – 01. [SOBOTA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 02. [NIEDZIELA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie. Maria pisze:
„(…) Takich Wszystkich Świętych jak tutaj nie widziałam nigdy w życiu. Rano poszliśmy do kościoła z Henrykiem.
Potem przed Kurhaus – bo na słońcu było w południe 24 st. ciepła. (…) Henryk przyjechał w środę wieczór. Ze złości,
że nie przyjechał pierwej, postanowiłam na niego nie czekać, toteż zastał mnie w sali jadalnej. Z radości, że przyjechał, a także dla nieznośnego szelestu mysich ogonków po papierze, całą noc usnąć nie mogłam. (…) Rozłożył już swoje cuchnące szpargały
i ustawia biurko „do wielkiej pracy”. Całą powieść
(„Potop”) już opowiadał swojej Mańci. (…) Mateczko, on nie jest dobry dla mnie. Jak trzeba jodynować, to powiada, że jestem kamieniczką gotycką, a on malarz Żydek. A teraz, Ojczulku, jak się skarżę,
to powiada: idziesz na skargę itd. Zresztą obowiązki spełnia dobrze. (…)”
Skarga ta była oczywiście żartem.

LISTOPAD – 03. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 04. [WTOREK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 05. [ŚRODA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie. Henryk pisze do Stanisława Smolki:
„(…) Pisał do mnie ksiądz Kantecki, że chce przyszłą moją powieść („Potop”) drukować w „Kurierze Poznańskim”. …udaję się
do Sz. Pana z zapytaniem, …czy nie zniżycie wobec tego swych warunków aż do stopnia, który by mi stanowczo przeszkodził zadość uczynić propozycji X. Kanteckiego.
… ile myślicie i możecie zapłacić mi:
1) Jeżeli Wam dam pierwszeństwo absolutne…?
2) Jeżeli pozwolę „Słowu” rozpocząć przed „Czasem”, a później „Czasowi” je prześcignąć?
3) Jeżeli „Czasowi” dam na warunkach przeszłorocznych?
4) Jeżeli po „Czasie” ma jeszcze drukować „Kurier Poznański”?
Miałem sam wstąpić do Krakowa i ustnie Was o powyższe kwestie zapytać, ale zabawiono mnie w Warszawie i czasu
nie starczyło. Potem też śpieszyłem już jednym tchem do Meranu, gdzie… znalazłem żonę nie w tak pożądanym stanie zdrowia, jak sobie z jej listów wyobrażałem. Co chwila przyplątuje się coś, co samo przez się nie jest groźnym, ale stanowi przeszkodę
w odzyskaniu sił, tak potrzebnych do walki z chorobą główną. (…)
O prędką odpowiedź upraszam, bo ksiądz, w gorącej wodzie kąpany, pisał już do mnie do Meranu. (…)”

LISTOPAD – 06. [CZWARTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 07. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 08. [SOBOTA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie. Henryk pisze do Janusza Dmochowskiego:
„(…) Przepraszam, że nie odpisałem Ci zaraz, ale miałem mnóstwo kłopotów, naprzód ze zdrowiem żony, które w ostatnich czasach na nieszczęście pogorszyło się tak, że w tej chwili moja Marynia leży w łóżku, a po wtóre musiałem szukać mieszkania. –
(…) Byliśmy, jak Ci wiadomo, w San Remo, potem w Arcachon pod Bordeaux, potem w Reichenhall w Bawarii, a obecnie pokutujemy w Meranie. Do Godlewskiego napiszę – i mam wszelkie powody wierzyć, że zrobi dla mnie, co będzie mógł, zwłaszcza że i przedmiot artykułu jest ponętny.
Wrotnowski wyjechał w tej chwili w sprawie testamentu pani Raczyńskiej. (…) Obiecał wstąpić do nas z powrotem do Meranu.
…sprawę Twoją przedstawię mu z całą gorliwością i zobowiążę go, jak będę mógł. (…) W Meranie będzie dobra sposobność przedstawienia mu całej sprawy – bądź zatem pewien, że z całego serca tym się zajmę. (…)”

LISTOPAD – 09. [NIEDZIELA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 11. [WTOREK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 12. [ŚRODA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 13. [CZWARTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 14. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 15. [SOBOTA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 16. [NIEDZIELA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 17. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 18. [WTOREK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie w willi Aders. Pisze do Stanisława Smolki w sprawie „Potopu”:
„(…) Nie odpisywałem przez kilka dni, bom potrzebował niektóre rzeczy obliczyć, a nawet się porozumieć co do pańskich propozycji. W ogóle się na nie zgadzam. Będę się starał posłać Wam znaczną część rękopisu, tak abyście na Wilię mogli zacząć. (…) Prawdopodobnie wyjadę w ostatnich dniach grudnia do San Remo,… Mam nadzieję, że koło 15 grudnia prześlę Wam już
w całości I tom lub znaczną jego część… Sam jeszcze nie wiem, czy się w czterech tomach pomieszczę. (…)”

LISTOPAD – 19. [ŚRODA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 20. [CZWARTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 21. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 22. [SOBOTA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 23. [NIEDZIELA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 24. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 25. [WTOREK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 26. [ŚRODA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie. Maria pisze do siostry Jadwigi:
„(…) Mój mały pisze rankami, po śniadaniu wychodzi, wieczorem tkwi przy Mańci, jodynuje plecki. (…) w nocy znowu pisze.
Mnie się zdaje, że nowa powieść bardzo piękna i nic do „Ogniem i mieczem” niepodobna. Utrapieniec kaprysi, że nie taka,
jak on chce. (…)”

LISTOPAD – 27. [CZWARTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 28. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

LISTOPAD – 29. [SOBOTA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie. Maria pisze:
„(…) Wielki umysł pracuje nad nową powieścią („Potop”). Już dwa i pół tomu namachał. Mnie się bardzo podobało to, co już znam, ale Kapryśnik się krzywi, ale już się wpisał et ca ira. Wyobrażam sobie, jak mnie różni krytycy radziby w łyżce wody utopić – faktem jest, że moje choroby stoją ciągle na zawadzie pracom męża. Tak, ale cóż ja na to poradzę. (…)”

LISTOPAD – 30. [NIEDZIELA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie. Maria pisze:
„(…) Dziś rano obudziłam się wyspana, wchodzi Henryk: „jak się masz, Mały?”, „jak się masz, Miłku, jak się masz, Różanku?”
On, Mateczko, taki, jak mu powiedzieć, że spałam dobrze, to jeszcze po rękach całuje, a kiedy dowie się, że nie spałam, to nawet nie pogładzi, bo zły – widzisz on nie jest dobry. (…)
Ojczulek każe, żebym go po rękach całowała. Nie jest to moją zasadą. (…) Męskie łapy hadkie, ale jak rozczulą, że takie dobre
dla chorej, że takie uległe i tak niemęską rolę spełniają z tak miłą ochotą – to nieraz i pocałuję, bo takie ręce to naczynie napełnione miłosierdziem i miłością. (…)”

GRUDZIEŃ – 01. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 02. [WTOREK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 03. [ŚRODA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie. Maria pisze do matki:
„(…) Jechać do Cannes? Czy dlatego, żeby drożej płacić i nie mieć Polaków? Nie mam zamiaru, żeby moje podróże pochłonęły ogromne zarobki Henryka. (…)
Po śniadaniu Henio w najlepszym humorze idzie chodzić, najczęściej w letnim płaszczu, i chodzi do zmroku (…) Kapryśnik,
jak w usposobieniu, to gada, a nie, to idzie palić niby. Oto nasz dzień bez odmiany. (…)”

GRUDZIEŃ – 04. [CZWARTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 05. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 06. [SOBOTA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 07. [NIEDZIELA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 08. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie. Maria pisze do matki:
„(…) Być bardzo może, że już na Wilię ukaże się w „Słowie” powieść, bo biedaczysko skrobie co rano i wieczór i już sporo namachał. (…)”

GRUDZIEŃ – 09. [WTOREK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 10. [ŚRODA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 11. [CZWARTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie w willi Aders. Henryk pisze do Stanisława Smolki w sprawie „Potopu”:
„(…) Pisał do mnie N. N. list głupio-sentymentalny, zaklinając, bym nie narażał „Słowa” na zarzut przedruku… Nie odpisałem mu. Następnie spostrzegłem ogłoszenie, że w „Słowie” ukaże się powieść 23 grudnia. Z początku myślałem, że to jest właśnie dzień Wilii, tymczasem przekonywam się, że widocznie N. N., …, z góry przewidział moją zgodę – i pozwolił sobie ogłosić początek
na dzień przed Wami.
(…) Rękopism miałem zamiar posłać Wam i im równocześnie, bo będę przepisywał początek w każdym razie, ale pragnąc zapobiec nowym z tamtej strony niespodziankom, prześlę tylko Wam.
(…) W miarę jak będę przepisywał, będę przesyłał po 10 lub mniej kartek, choćby co dzień… Mam napisanych dwie trzecie
tomu I, ale pragnąłbym jeszcze bardziej odskoczyć, bo
[druk] zaczyna się wcześniej, niżem myślał… (…)”

GRUDZIEŃ – 12. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 13. [SOBOTA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie. Maria pisze do matki o pracy męża nad „Potopem”:
„(…) Henryk na gwałt przepisuje i poprawia to, co napisał, żeby na Wilię 24 grudnia wyszło jednocześnie w „Słowie” i „Czasie”. (…)”

GRUDZIEŃ – 14. [NIEDZIELA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 15. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 16. [WTOREK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 17. [ŚRODA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 18. [CZWARTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 19. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 20. [SOBOTA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 21. [NIEDZIELA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 22. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 23. [WTOREK]


W numerze 292. „Słowa” rozpoczyna się druk powieści „Potop”.

GRUDZIEŃ – 24. [ŚRODA]


W „Czasie” rozpoczyna się druk powieści „Potop”.

GRUDZIEŃ – 25. [CZWARTEK]


W numerze 207. „Dziennika Poznańskiego” zaczyna się druk powieści „Potop”.

GRUDZIEŃ – 26. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 27. [SOBOTA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie. Henryk pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Przede wszystkim składam życzenia noworoczne wszelkich pomyślności dla Ciebie i Twojej Pani od nas obojga – po wtóre przystępuję do interesu, o którym wcześniej już powinienem był do Ciebie napisać, ale kłopoty mi nie dały, bo mi Marynia chorowała dość ciężko. Brat mój cioteczny, a rodzony Leona, ma Ci przysłać lub już nadesłał przegląd rozmaitych pism rolniczych. (…) Sam uznasz, czy się kwalifikuje – przypuszczam, że będzie tak, bo pisze człowiek fachowy. Otóż chodzi, byś to umieścił, ile można, najwcześniej i zapłacił wedle Waszej normy, bo Janusz Dmochowski nie jest bogaty i musi ciężko na chleb pracować. Moglibyście mieć z niego stałego korespondenta z Podola. (…)
U nas trochę lepiej, bo Marynia zdrowsza. Przebyła dość ciężkie lub częściowe zapalenie opłucnej. Teraz już wychodzi, poprawia się widocznie, ale jeszcze osłabiona. Nie wiem, czy pojedziemy na Riwierę, czy pozostaniemy tu. Chcemy jechać, ale ostateczny wyrok wyda Tap[p]einer
(Franciszek Tappeiner), który stanowcze orzeczenie odłożył jeszcze, gdyż poprzednio znajdował, że Meran zupełnie wystarczał – i mówił, że w ogóle nie widzi potrzeby wyjazdu. Jest w tym pociecha, bo on prawdziwie chorych nader skwapliwie wyprawia. (…) Tym czasem kuję „Potop” – i nie mam na nic czasu. Z nudów w Meranie muchy zdychają. (…)”

GRUDZIEŃ – 28. [NIEDZIELA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie. Maria pisze:
„(…) Ale wielka nowina: Henryk rozgniewał się na „Słowo”, które go już dręczy od dawna samowolnym ogłaszaniem, że powieść wyjdzie 23, a nie 24, jak się umówił; to jednoczesny druk z „Czasem” wywołał ich narzekania, a teraz kiedy doszły go listy, że tam są źli za to, że w Poznańskiem drukuje „Potop”, a od samej redakcji wyszła natarczywa propozycja, żeby na przedruk pozwolił, Henryk tak się rozgniewał wielce i napisał do Wrotnowskiego, że się zrzeka redakcji („Słowa”). Posłał im jednocześnie list Smolki (Stanisława Smolki z „Czasu”), który mu dawał te same warunki, co „Słowo”, przypomniał swoją darowiznę 15 000 zł, wyrzeczenie się pensji i dodał: „Słowo” narzeka, więc niech bierze całe honorarium z „Kuriera Poznańskiego” – to mu powinno jego domniemanie krzywdy wynagrodzić. Mnie się zdaje, że „Słowo” będzie ostatnim Żydem, jeśli przyjmie. Ciekawam, jakie wrażenie wieść
o dymisji Henryka uczyni w „Słowie”. Poza tą nowiną głucho u nas i jednostajnie. (…)”

GRUDZIEŃ – 29. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 30. [WTOREK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

GRUDZIEŃ – 31. [ŚRODA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1885



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Kazimierz Pochwalski wspomina okres portretowania Marii z Szetkiewiczów Sienkiewicz i spotkania z pisarzem po śmierci żony:
„(…) W jakiś czas później odwiedził mnie w pracowni Sienkiewicz w towarzystwie swego szwagra, profesora Janczewskiego. Miałem kilka prac rozpoczętych, które widocznie mu się spodobały. Zaproponował mi wtedy, czybym nie zechciał wykonać portretu jego żony. Naturalnie zaszczytną tę propozycję natychmiast przyjąłem. Jednocześnie powiedział, że niestety
z pozowaniem będą trudności, bo dłuższy czas była niezdrową, ale obecnie ma się lepiej i że po dłuższym pobycie w Abacji powróci do domu silniejszą. Niestety do pozowania pani Sienkiewiczowej już nie doszło. Choroba postępowała, portret na prośbę Sienkiewicza wykonałem ze zdjęcia fotograficznego z przed lat kilku i to przy pomocy państwa Janczewskich i Sienkiewicza.

Trudy moje przy wykonaniu tego portretu przyczyniły się do nawiązania bliższej znajomości i przyjaźni z Sienkiewiczem. Często mnie w tym czasie odwiedzał, robiąc uwagi co do podobieństwa w portrecie, co nas bardzo zbliżyło. Wówczas bawił zwykle dłuższy czas w Krakowie - mieszkał w Hotelu Saskim, gdzie pracował nad pierwszą wielką historyczną powieścią: „Ogniem
i mieczem”, która to powieść tak wielką przyniosła mu sławę.

Za każdym razem prosił mnie na ranną kawę, przy której opowiadał o ostatnich przeżyciach swoich w Warszawie, czy też
za granicą, zależnie od tego skąd przybywał. Z irytacją mówił o strasznych stosunkach i germanizacji w poznańskiem,
a z zachwytem o wytrwałości i odporności tamtejszej ludności. Po śniadaniu rozwiązywał kilka pasjansów, twierdząc, że go to uspokaja i dobrze usposabia do pracy. Następnie zabierał się do napisania felietonu, który po skończeniu odcinka posyłał
do redakcji „Słowa” w Warszawie każdego dnia. Zaciekawiony pisaniem powieści w felietonach z dnia na dzień, zapytałem go,
czy przed definitywnym napisaniem spisuje sobie jakiś plan powieści, tak jak malarze robią szkice do obrazu. Przerwał pasjansa
i odpowiedział z charakterystycznym uśmiechem:

„Tak, powinno się mieć właściwie napisany ogólny plan, ale ja tego nie robię, nie z lenistwa, ale z obawy znudzenia i zniechęcenia się czekającą mnie nużącą dużą pracą. Plan akcji i całą fabułę mam w pamięci, wożę z sobą walizkę potrzebnych mi dzieł historycznych i pamiętników, które studiuję dokładnie i treściwie, wynotowując potrzebne mi daty, nazwiska osób i miejscowości etc. etc. Unikam także poprawek w napisanym felietonie, a to także z obawy zagubienia świeżości słowa. W malarstwie, szczególnie przy dużych płótnach, jest konieczne. Ale przyzna pan, że obraz przemyślany, ale namalowany prima-vista przyciąga widza więcej jak bardzo wykończony…”

W owym czasie dużo z Sienkiewiczem przebywałem. Zapoznał mnie z rodzicami swej pierwszej żony, państwem Szetkiewiczami. Sienkiewicz lubił bardzo potrawy litewskie, a których ja prawie nie znałem. Zaprosili mnie więc państwo Janczewscy na czysto litewski obiad, na którym atrakcją dla mnie były kołduny. Były one dla mnie nowością kulinarną, więc nim się dojadłem smaku,
to z pewnym niedowierzaniem je łykałem, co tak Sienkiewicza jak państwa Janczewskich bardzo bawiło.” (…)”


STYCZEŃ – 01. [CZWARTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie we Włoszech.

„Kurier Poznański” rozpoczyna druk „Potopu” Henryka Sienkiewicza.

STYCZEŃ – 02. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

STYCZEŃ – 03. [SOBOTA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

STYCZEŃ – 04. [NIEDZIELA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

STYCZEŃ – 05. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

STYCZEŃ – 06. [WTOREK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

STYCZEŃ – 07. [ŚRODA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

STYCZEŃ – 08. [CZWARTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

STYCZEŃ – 09. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

STYCZEŃ – 10. [SOBOTA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

STYCZEŃ – 11. [NIEDZIELA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie. Maria pisze:
„(…) Mój utrapieniec przy swojej pracy ma częste bóle głowy i jest wówczas bardzo blady, co mnie mocno niepokoi. On się tu
w Meranie nudzi, ale przypuszczam, że w San Remo będzie jeszcze gorzej. (…)”

STYCZEŃ – 12. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

STYCZEŃ – 13. [WTOREK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

STYCZEŃ – 14. [ŚRODA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

STYCZEŃ – 15. [CZWARTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

STYCZEŃ – 16. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie.

STYCZEŃ – 17. [SOBOTA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie. Piszą do Jadwigi Janczewskiej:
Otóż jutro wyjeżdżamy na peron na noc do Bozenu (Bolzano), potem także na noc do Werony, dalej do Mediolanu, Genui,
aż we środę czy czwartek dopłyniemy nareszcie do San Remo. Taka jest metoda Henryka, żeby Manci nie zmęczyć i żeby jechała tylko od 9 1/2 do 4. (…)

STYCZEŃ 21. [ŚRODA] LUB 22. [CZWARTEK] – LUTY 18. [ŚRODA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w San Remo we Włoszech. Na liście Marii do ojca Kazimierza Szetkiewicza zięć Henryk czyni dopisek:
„(…) jutro sobota – jadę z moimi stoma frankami do Monte Carlo. Zeszłym razem wygrałem 120, a zatem nie będę już grał
za swoje. Koncert pyszny i osób najgorszego prowadzenia się i najlżejszej treści jak wody. Być może, że od pierwszego – wedle projektu Mańci – przeniesiemy się do Mentony. Mała zresztą daleko zdrowsza (…) choć jeszcze niezupełnie dobrze. (…)”

LUTY – 06. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w San Remo. Maria pisze do rodziców:
„(…) Nie otrzymawszy mojego ostatniego listu z Meranu, nie wiecie naturalnie, Kochani moi, na czym skończyła się konferencja
z [Antonim] Wrotn[owskim]. „Słowo” nie przyjmuje honorarium z „Kuriera” i uprosiło zawieszenie umów do czerwca, tj. naszego powrotu do Warszawy, przy tym proponuje podwyższenie pensji itd. itd. Jadwisia wspomina, że Papo troszczy się o to,
żeby „Słowo” nie skręciło zapłaty za „Potop” i że radzi wybieranie
(pieniędzy) ratami. A my tak robimy, z czego byśmy przecie żyli, jeśli nie z tych wypłat. (…) Zbytków wielkich nie robimy, ale to szkaradne zdrowie strasznie kosztuje i podróże dla zdrowia
nie mniej. (…)”

LUTY – 18. [ŚRODA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w San Remo. Jednak z powodu wczorajszego trzęsienia ziemi opuszczają Hotel Beau-Séjour i przenoszą się do Mentony
we Francji. Zatrzymują się w Hotel de Paris. Pisze do Stanisława Smolki:
„(…) Wczoraj pociąg wiozący Lucypera z całym dworem przejechał pod ziemią w San Remo, pod hotelem Beau-Séjour,
czyli doświadczyliśmy po raz drugi trzęsienia ziemi, skutkiem czego, nie chcąc czekać na trzecie, przenieśliśmy się dziś
do Mentony.
Wkrótce kończy się t. I „Potopu”. (…) Całość będzie większa, niż pierwotnie zamierzałem, i prawdopodobnie skończy się
na 5 tomach. (…)”

LUTY – 19. [CZWARTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Hôtel de Paris w Mentonie. Henryk pisze do Augusta Roberta Wolffa:
„(…) W Mentonie zostanę jeszcze od daty dzisiejszej przez dwa tygodnie do piętnastu dni,…
Przenieśliśmy się tu z San Remo z powodu trzęsień ziemi, które dwa razy nas przestraszyły. Nie chcemy czekać na trzecie.
„Potopu” t. 1-szy skończy się już zaraz. Całość obejmie może do pięciu lub cztery duże. W każdym razie nie przypuszczam,
żeby rzecz mogła pomieścić się w rozmiarach „Ognia i miecza”.
Czy nie posiadasz Szan. Pan czasem „Rycerza Lizdejko”
(Henryka Rzewuskiego)… Jest to powieść z czasów wojny szwedzkiej,
tak jak i „Potop” – więc chciałbym ją koniecznie odczytać, bo czytałem jeszcze w gimnazjum. (…)
Występują tam Radziwiłłowie, ale w zupełnie innym świetle niż u mnie – owóż chciałbym się przekonać, czy to jacy Radziwiłłowie fantastyczni, czy też rzeczywistych kreował Rzewuski na bohaterów, na co – mówiąc nawiasem – nie zasługują zgoła.
Proszę raz jeszcze, nie marudźcie z przesłaniem pieniędzy, bom się już odpowiednio urządził, licząc, że jeszcze po Nowym Roku otrzymam – i postarajcie się o „Rycerza”. (…)”

LUTY – 23. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Hôtel de Paris w Mentonie. Maria pisze:
„(…) Jesteśmy tutaj w Mentonie. Hotel de Paris tuż nad morzem, tak że szum stale słychać. (…) Wczoraj zwiedzaliśmy
„Cap St. Martin”, z którego widać fortecę Monaco i Monte Carlo jak na dłoni (…). Gdyby nie to, że Henryka nie było,
bo biedaczysko pisać musiał i że mi trochę ten nieznośny żołądek dokucza jeszcze, to bym się doskonale zabawiła na wycieczce. (…)”

MARZEC – 02. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Hôtel de Paris w Mentonie we Francji. Maria pisze:
„(…) Nowy projekt: za miesiąc wracamy do Meranu, potem Henryk do Warszawy i wielka narada, co latem. Projekt Zakopanego
z bachurami uśmiechać mi się zaczyna. (…)”
Henryk dopisuje do teścia KazimierzaSzetkiewicza:
„(…) W Mentonie jesteśmy już kawał czasu i nieźle nam jest – tylko mnie ciągle głowa boli i utrudnia mi pisanie.
Tom I
(„Potopu”) już skończyłem. Będzie teraz z 10 dni przerwy w „Czasie”, Żebym się mógł odbić naprzód, a trzeci dzień odpoczywam i nic nie robię. (…)
Kwiecień się zbliża – robimy rozmaite projekta, gdzie jechać, jak się tu zaczną gorąca. Skończy się na Meranie, z którego ja pewnie wrócę na jaki miesiąc do Warszawy, bo mi się już i paszport kończy. (…)
Z bronchitą Maryni jest lepiej, ale katar żołądka jej nie przechodzi, chociaż robimy wszystko, co można. (…) Zalecono jej bardzo mleko ośle, którego na próżno szukaliśmy w San Remo razem z Tymowskim. (…)
Pogoda w tej chwili nieszczególna, jednakże nawet letniego okrycia nie można nosić, bo za gorąco. Nic na świecie nad Arcachon, ale nie pojedziemy, bo za daleko od całego świata – zresztą trzeba by i małą
(znajomą pannę) ze sobą trębalić i płacić za nią,
bo jej pieniądze nigdy na czas nie przychodzą. (…)
Ciężka to rzecz podróżować i pisywać po hotelach, bez żadnych resursów umysłowych – i ciarki mnie biorą, gdy pomyślę,
że jeszcze trzy tomy trzeba nabazgrać i żyć ciągle tymczasowym życiem. Gdyby nie to i nie bóle głowy, byłoby tu przyjemnie. Kiedy w niedzielę przy pięknej pogodzie zawiozę Marynię do Nizzy, bo to stąd godzina drogi. (…)
Ściskam Kochanego Ojca. – Matki ręce całuję. – Czy też Henio urósł wedle miary na drzwiach? A mała czy już co mówi? Oboje
z Marynią bardzo już wyglądamy wiadomości. (…)”

MARZEC – 12. [CZWARTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Hôtel de Paris w Mentonie we Francji. Henryk – zmęczony ustawiczną „ucieczką” przed gazetami w pisaniu „Potopu” – proponuje Stanisławowi Smolce:
„(…) Posyłam początek tomu drugiego, a zarazem propozycję, czybyście nie mogli wprowadzić do odcinka interlinij. Mówią,
że za mało dajecie – w ten sposób zamknęlibyście usta narzekającym, bo gdy są interlinie, daje się mało, a wydaje się, że dużo. Wygląd pisma na tym zyskuje. Wy zyskujecie, bo Wam powieść za tę samą cenę na dłużej wystarczy. Na koniec zyskuję i ja,
bo nie będziecie mnie tak gonić. (…) Zwracam pańską uwagę, że wszystkie niemal pisma używają interlinij, a nawet przy tym
i odmiennego, grubszego druku.
W każdym razie teraz będę przesyłał więcej, bo chciałbym się znacznie wysunąć naprzód ze względu na czekającą mnie podróż do Meranu, z odpoczynkami w drodze dla żony potrzebnymi. (…)
Chwała Bogu, że ma się teraz lepiej, a przez to i moja głowa mniej skłopotana. (…)”
Komentarza wymaga data napisana zapewne przez samego pisarza. Napisał on: Mentona, 12 marca 1884 r.. Prof. Julian Krzyżanowski stwierdza, że jest to data fałszywa. Z niniejszego kalendarium wywnioskować można, że 01 marca 1884 r. „Słowo” zakończyło druk „Ogniem i mieczem”, a 01 października 1884 r. pisarz rozpoczął pracę nad „Potopem”. Ponadto w marcu 1885 r. przebywał w Mentonie. Dlatego też powyższy zapis zamieszczono w tym miejscu.

KWIECIEŃ – 24. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przybywają z Mentony we Francji do Meranu we Włoszech. Maria pisze:
„(…) Z Mentony wybieraliśmy się jak na raku, potem najniespodziewaniej w świecie zboczyliśmy do Wenecji. Teraz, kiedyśmy tu przyjechali, musiał Henryk kilka dni pozostać, żeby zrobić nowy zapas pisania. (…) Drogę z Wenecji do Meranu mieliśmy fatalną. W Meranie cudnie. (…) Jak Henryk będzie w Warszawie i naradzi się z Wami, to się miejsce letniego pobytu oznaczy. (…)”

MAJ – 01. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie we Włoszech. Maria pisze:
„(…) Meran to dusza złota, żadnej już nie mam hipochondrii. (…) Śmieję się z Riwiery i z Morza Śródziemnego. Henrykowi też czas nieźle schodzi na pracy i w towarzystwie Polaków, którzy wszyscy pragną jego towarzystwa. (…) Z dnia na dzień odkłada swój wyjazd, a przy tym postanowił i wstąpić do Krakowa, bo Jadwisia ma dar miłych listów i zapraszania przyjemnego. Nie mogę więc oznaczyć, kiedy go zobaczycie, ale fakt, że mu niemało zazdroszczę! (…)”

MAJ – 07. [CZWARTEK]


Henryk pozostawia żonę Marię w Meranie we Włoszech i wyjeżdża do Krakowa.

MAJ – 27. [ŚRODA]


Maria Sienkiewicz przebywa w Meranie we Włoszech i pisze:
„(…) Henryk pisuje do mnie prawie co dzień i zachwyca się swoimi dziećmi bez miary. (…) Ja do tej Warszawy rwę się okrutnie
i czuję, że mnie tam czekają. (…)”

CZERWIEC – 18. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Z siedziby Redakcji „Słowa” przy ul. Mazowieckiej 11 pisze list do nieznanego adresata w Częstochowie, wskazując źródła historyczne wykorzystane przy pisaniu powieści „Ogniem i mieczem” oraz „Potopu”.

CZERWIEC – 24. [ŚRODA]


W drodze do Reichenhall w Niemczech Henryk i Maria Sienkiewiczowie zatrzymują się w Wiedniu w Austrii.

CZERWIEC – 30. [WTOREK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przybywają do Reichenhall w Niemczech.

LIPIEC – 04. [SOBOTA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Reichenhall w Niemczech. Maria pisze:
„(…) Henryk na spacer wypędza, ja okropnie kapryszę i łagodność moja przejdzie wkrótce do mitów. Zresztą kocham Was zawsze i dzieciska lubię. I rada jestem, że choć pobyłam z Wami w zgniłej Warszawie. (…)”

LIPIEC – 22. [ŚRODA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Meranie we Włoszech. Maria pisze:
„(…) Bieda trwa tylko z żołądkiem tak rozstrojonym, jak kiedyś w Szczawnicy. (…) Mara (Maria Dembowska) wszystko koło mnie robi, otwiera i zamyka okna, jak Henryka nie ma, grzeje wodę na ziółka i na bąble na ręku. Wesoła przy tym i gadatliwa, ale ja milczę, bo się przekonałam, „że nic tak nie koi płuć, jak ciągłe milczenie”. (…)”

SIERPIEŃ – 03. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz pisze do teściów:
„(…) Piszę za Mańcię, …od kilku dni boli ją bok, nisko z prawej strony. (…) Mam do Mateczki prośbę. Zostawiłem I – II tom „Potopu” w pozszywanych odcinkach na krześle przy łóżku. …niech Mateczka będzie łaskawa odesłać do Redakcji Bonieckiemu (Lucjanowi Bonieckiemu), bo to jego własność. Ja sam zapomniałem pamiętników oblężenia Częstochowy przez Kordeckiego („Gigantomachia”), tłumaczenie Łepkowskiego – teraz mi właśnie potrzebne – czyby Mateczka nie była łaskawa przysłać? (…)”
Do listu męża Maria dopisuje:
„(…) Henio niemądry jest w swej mądrości. Co on tu plecie o moich gorączkach. Z powodu tego boku był dzień, w którym się temperatura podniosła, ale na ogół zdaje mi się, że już gorączek nie miewam. To tylko źle, że mi różne przypadłości
nie pozwalają stanąć na nogi. (…)”

WRZESIEŃ – 15. [NIEDZIELA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Reichenhall. Od lipca mąż opiekuje się tu chorą żoną, u której lekarze stwierdzają końcowe stadium gruźlicy. Pomimo tego praca nad „Potopem” posuwa się, co potwierdza list do Stanisława Smolki:
„(…) Przesłałem zakończenie tomu III dziś rano. Żona moja ma się stosunkowo lepiej i za kilka dni wyjeżdżamy do Falkenstein… Następny tom zacznie się najpóźniej 10 października – nie będzie więc przerwy dłużej nad 20 dni. Natomiast zakończenie przypadnie niemal na pewno po Nowym Roku, co może będzie z korzyścią dla pisma. (…)”

WRZESIEŃ – 23. [ŚRODA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przybywają do Falkenstein.

WRZESIEŃ – 24. [CZWARTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Falkenstein.

WRZESIEŃ – 25. [PIĄTEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Falkenstein.

WRZESIEŃ – 26. [SOBOTA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Falkenstein.

WRZESIEŃ – 27. [NIEDZIELA]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Falkenstein. Henryk pisze do Stanisława Smolki:
„(…) „Czas” przychodzi dotąd do Reichenhall, stamtąd odsyłają mi go tu do Falkenstein. Wnoszę z tego, że nie otrzymaliście mego listu z doniesieniem, że wyjeżdżam. Tymczasem od 23 jesteśmy już w tej nowej stacji, która, dałby Bóg, aby mojej żonie na co się przydać mogła. (…)”

PAŹDZIERNIK – 12. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk i Maria Sienkiewiczowie przebywają w Falkenstein w Niemczech. Henryk pisze do Stanisława Smolki:
„(…) Żonę moją doktorzy opuszczają i życie jej na dni się liczy. Wy więcej niż ktokolwiek rozumiecie, że siły mają swoje granice. Zrobię, co będzie w mocy mojej, ale lepiej niech będzie przerwa między tomami, niż w biegu rzeczy. Dotąd jeszcze pracuję i zapas zwiększa się. To, co Wam posyłam, powinno na jakie dwa tygodnie wystarczyć. Czekajcie, by się zebrało choć na miesiąc, bo i tak krzyż to dla mnie prawdziwy. (…)”

PAŹDZIERNIK – 19. [PONIEDZIAŁEK]


W Zakładzie Falkenstein w Niemczech umiera Maria z Szetkiewiczów Sienkiewicz, żona pisarza.

PAŹDZIERNIK – 21. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Falkenstein w Niemczech. W tym czasie w numerze 291a. „Kurier Warszawski” zawiadamia czytelników:
„(…) W dniu wczorajszym zmarła w Falkenstein, blisko Frankfurtu nad Menem, Maria z Szetkiewiczów Sienkiewiczowi, żona zaszczytnie w naszej literaturze znanego Henryka Sienkiewicza.

Jest to dla człowieka i pisarza cios niepowetowany; człowiek skupił w przywiązaniu do towarzyszki życia wszystkie szlachetne sercowe aspiracje, pisarz czerpał w niepospolitej inteligencji pokrewnej sobie indywidualności, w niezwykłym jej wykształceniu otuchę i coraz nowe bodźce do twórczości poetyckiej.

Śp. Maria była wzorem żony literata; oddana domowemu ognisku, umiejąca zawsze stanąć na uboczu, a sercem i myślą podążająca za natchnieniem poety, pojmująca potrzeby fantazji i wyobraźni pisarza, przykuwała do siebie tą wyrozumiałością
na wszystko, co się składa na indywidualność twórczego artysty.

Pokój jej duszy! (…)”
Chociaż artykuł ukazał się drugiego dnia po śmierci żony pisarza, w jego treści czytamy o wydarzeniu z dnia wczorajszego. Podobna sytuacja ma miejsce w nekrologu zamieszczonym w 240. numerze „Czasu”:
„(…) Maria z Szetkiewiczów Sienkiewiczowa, żona Henryka Sienkiewicza, wczoraj d. 19 października zakończyła życie
w Falkenstein pod Frankfurtem.
Bolesna ta wiadomość wzbudzi żywe a głębokie współczucie w całym społeczeństwie polskim, które tak szczery udział weźmie
w nieszczęściu Sienkiewicza, jak gorącym, wyjątkowym udziałem darzy każdą jego nową kreacją. (…)
W mieście naszym cios, który dotknął autora „Potopu”, okrył żałobą dom profesora Janczewskiego
(Edwarda Janczewskiego), ożenionego z siostrą (Jadwigą z Szetkiewiczów) pani Sienkiewiczowej. (…)”

PAŹDZIERNIK – 25. [NIEDZIELA]


W numerze 295. „Kurier Warszawski” i w numerze 246. „Czas” zawiadamiają czytelników:
„(…) Śp. Maria z Szetkiewiczów Sienkiewiczowi, po długiej i ciężkiej chorobie, w dniu 19 października 1885 roku przeniosła się
do wieczności.
W głębokim żalu pozostały mąż z dziećmi i rodziną zapraszają krewnych, przyjaciół i znajomych na wyprowadzenie zwłok
dnia 25 października, to jest w niedzielę, o godzinie 2 po południu z dworca kolei żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej na cmentarz Powązkowski. (…)”

PAŹDZIERNIK – 26. [PONIEDZIAŁEK]


W Kościele Zgromadzenia Panien Kanoniczek w Warszawie przy ul. Senatorskiej 18 odbywa się nabożeństwo żałobne po śmierci żony pisarza, Marii Emilii Kazimiery
z Szetkiewiczów.

PAŹDZIERNIK – 31. [SOBOTA]


W 301a. numerze „Kuriera Warszawskiego” Henryk Sienkiewicz zamieszcza podziękowania wszystkim uczestnikom pogrzebu żony Marii oraz nabożeństwa żałobnego:
„(…) Wszyscy, którzy w dniu 25-ym raczyli zebrać się dla oddania ostatniej posługi śp. żonie mojej, Marii z Szetkiewiczów Sienkiewiczowej, a mianowicie szanownemu duchowieństwu, krewnym, kolegom i przyjaciołom oraz wszystkim, którzy nazajutrz w dniu 26. zebrali się na nabożeństwie żałobnym w kościele pp. Kanoniczek, składam niniejszym serdeczne «Bóg zapłać!»
Henryk Sienkiewicz. (…)”

LISTOPAD – 08. [NIEDZIELA]


W liście do matki i rodzeństwa Stanisław Witkiewicz pisze o zmarłej żonie pisarza:
„(…) Smutno i źle! Sienkiewiczowa! Wszystko to jest straszne – zwłaszcza, że były wszelkie warunki, żeby ją ocalić! Biedny Henryk. Nie mówiłem z nim – wyjechał teraz z Janczewskimi do Krakowa. Wszyscy bliscy ludzie, którzy ją znali – choćby nie żyli ciągle z nimi – czują, że nie ma kogoś bardzo dobrego i miłego. (…)”

LISTOPAD – 12. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz spotyka się z Bronisławem i Marią z Sobotkiewiczów Dembowskimi.

LISTOPAD – 13. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
Roboty na cmentarzu Powązkowskim postępują tak szybko, że w przyszłym tygodniu można już będzie przenieść zwłoki mojej Maryni z katakumb. (…) Dzieci trochę słabe i kaszlące. U ciotki ksieni (Antoniny Haliny Cieciszowskiej) jeszcze nie byłem, ale wiem,
że jest zdrowa… Dembowskich
(Bronisława i Marię z Sobotkiewiczów Dembowskich) widziałem wczoraj… (…)

GRUDZIEŃ – 02. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Odwiedza poznanego w Warszawie Stanisława Gabriela Kozłowskiego, u którego spotyka: Jerzego Mycielskiego, Ignacego Dembowskiego, posła Wysockiego i Bolesława Odrowąża Augustynowicza.

GRUDZIEŃ – 03. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz z Wiednia przybywa do uzdrowiska doktora Wilhelma Winternitz'a w Kaltenleutgeben w Austrii. Pisze do Jadwigi i Edwarda Janczewskich:
„(…) Przyjechałem dziś do Kaltenleutgeben o 12 w południe. (…) Po obiedzie auskultowano (badano, opukiwano, osłuchiwano) mnie
w pokoju recepcyjnym: Winternitz
(Wilhelm Winternitz) i drugi młody. Zdaje się, że znaleziono wszystko w porządku – za wyjątkiem ogólnego znerwowania, nie wystukano tylko tego, że trzeba mieć wolę i ochotę do zdrowia, a o to właśnie mi najtrudniej.
Trzeba się jednak będzie tu trzymać tak długo, jak można, bo nareszcie do pisania mam tyle spokoju, ile potrzeba – i wreszcie
z samych nudów trzeba będzie szukać ucieczki w „Potopie”.
W Wiedniu poznałem Piotra Górskiego, synowca Konstantego, urzędnika z Namiestnictwa. Dotrzymywał mi towarzystwa, o ile mu pozwalały biurowe godziny. Miły człowiek i rozgarnięty, przy tym garbaty, ale nie rażąco. Wczoraj wieczorem byłem u młodego Kozłowskiego
(Stanisława Gabriela Kozłowskiego), którego znałem dawniej z Warszawy; widziałem tam Jerzego Mycielskiego, młodego Dembowskiego (Ignacego Dembowskiego), posła Wysockiego i jakiegoś p. Augustynowicza (Bolesława Odrowąża Augustynowicza). Cała kompania odprowadziła mnie do domu. Dziś na ryzyko wyjechałem na południowy dworzec i trafiłem właśnie na godzinę odpowiednią. W sobotę będę w Wiedniu, bo będzie msza za Marynię u św. Ruprechta. Ks. Czerwińskiego (księdza Zygmunta Czerwińskiego) ledwie odnalazłem. (…)”


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1886



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz i Piotr Chmielowski wchodzą zostają zaproszeni do Komitetu Konkursowego Konkursu Dramatycznego im. Wojciecha Bogusławskiego. W jego skład wchodzili już: Władysław Bogusławski, Dionizy Henkiel i Edward Leo.

LUTY – 17. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Listu żadnego od pani Romanowej Wodzickiej (Teresy z Potockich Wodzickiej) nie odebrałem. Musiał zginąć na poczcie albo,
co prawdopodobniejsze, przyszedł po moim wyjeździe z Kaltenleutgeben. Gdybym był odebrał, byłbym odpisał, a zwłaszcza pamiętał, że chodzi o śmierć Wołodyjowskiego.
Szczegóły o nim i jego śmierci znajdują się w księdze wydanej przez Akademię, a opracowanej przez Kluczyckiego pt. „Acta Historia” etc., stanowią zatem własność publiczną, z której każdy korzystać może i ma prawo. Bardzo jednak rozumnie zrobiłaś oświadczywszy, że mam zamiar pisać trzecią powieść pt. „Pan Wołodyjowski”, oczywiście bowiem powieść ta zakończy się jego śmiercią. (…) Ale po co dwoje piszących ma obierać jeden temat? Myślę, że szkoda byłaby po obu stronach. Poradź pani Wodzickiej Marka Jakimowskiego, który się prosi do powieści. Wreszcie, cóż mnie to może obchodzić! (…)
W tych dniach kończę tom IV
(„Potopu”). We wtorek wybieramy się z ojcem do Bronisiów (Bronisława i Anny Morykonich Mineyków)
i do Tyszkiewicza
(Jana Tyszkiewicza). I chce się, bo trzeba głowę oderwać, i nie chce się, bo się niczego nie chce. Do Was przyjadę chętnie i posiedzę, ale nie wiem, czy będę mógł dziesięć dni. – Kaltenleutgeben z każdym dniem więcej mi potrzeba. (…)”
Podczas prac w Komitecie Konkursowym Konkursu Dramatycznego im. Wojciecha Bogusławskiego pisarz spotyka Georg’a Brandes’a, duńskiego krytyka, historyka sztuki, o czym wspomina dalej:
„(…) Jest tu także Brandes. Widziałem go na sesji konkursowej; jestem bowiem sędzią pracowitym i sumiennym. Dość hadki –
a przy tym literaci lezą mu w oczy. Ma mówić o literaturze polskiej, skutkiem czego namawiałem na sesji ostatniej Chmielowskiego
(Piotra Chmielowskiego), aby pojechał do Kopenhagi i miał odczyty o literaturze duńskiej. (…)”

LUTY – 23. [WTOREK]


Komitet Konkursowy Konkursu Dramatycznego im. Wojciecha Bogusławskiego w składzie: Henryk Sienkiewicz, Piotr Chmielowski, Władysław Bogusławski, Dionizy Henkiel i Edward Leo – przyznaje pierwszą nagrodę w wysokości 1000 rubli Stanisławowi Kozłowskiemu za dramat „Albert, wójt krakowski”.

CZERWIEC – 01. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do swojego kolegi, Jana Maurycego Kamińskiego:
„(…) Mam służącego bardzo uczciwego (Jana Rotera), którego muszę oddalić, bo wyjeżdżam na jakie cztery miesiące.
Czy nie byłbyś tak dobry dać mu jaką posadę przy wystawie
(Wystawie Rolniczo-Przemysłowej w Warszawie). Za jego uczciwość zaręczam, bo często mi się zdarza zostawić pugilares w słodkim sam na sam z nim – i nigdy grosz nie ginie, a że, jak wiesz,
są teraz moje lata urodzaju, więc i pokusa bywa często znaczna. Możesz go zrobić odbiorcą biletów, kontrolerem, sam wiesz lepiej ode mnie. Do tego rodzaju służby jest wezwyczajony, bo był przez x lat woźnym w komisji startu czy w czymś podobnym
(w Towarzystwie Wyścigów Konnych), więc choć inteligencja jego nie należy do wyjątkowych, zna miasto, służbę i wszelkie manipulacje. Zobowiążesz mnie prawdziwie. (…)”

CZERWIEC – 07. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz jedzie do Zakopanego. W Nowym Targu - o godz. 17.00 - pisze kartkę do Edwarda Janczewskiego:
„(…) Rzeczy można oddawać do Chabówki na dworcu krakowskim głównym, bo tak zrobił pan Sobotkiewicz (Gustaw Sobotkiewicz), który jedzie razem ze mną. Szczęśliwie mu się trafiło, inaczej bowiem nie zastałby koni, gdyż żądał ich na wtorek. Spodziewałem się tu depeszy, czy wysłać wóz po rzeczy do Krakowa, czyli nie. – Może znajdę w Zakopanem. – Góral, który mnie wiezie, mówi,
że mało zakopańców jeździ do Krakowa. – Zimno bardzo i nie zawadzi jak najwięcej okryć mieć ze sobą. (…)”

LIPIEC – 31. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Wieczorem ma jechać do Wiednia. Jadwidze Janczewskiej wyraża swoją wdzięczność za list:
„(…) Dzinka jest najpoczciwsza i najmilsza z mgieł za to, że napisała. Do odpowiedzi jestem podobno bardzo leniwy, lecz tym razem uczucie wdzięczności wrodzone Czerwonoskórym przemogło, więc zasadzam nowe pióro w białą obsadkę i poczynam
od błogosławieństw. Niech wiatry zakopiańskie zostawią Cię w spokoju, o Nefele
(bogini grecka)! niech zimne powiewy
nie rozpraszają Twych kształtów, niech zorze nasycą Twą przejrzystość różanym blaskiem, a wieczór niechaj Cię do snu kołysze żabia kapela. (…)”
Po tych zachwytach szwagier pisze dalej o swoich planach:
„(…) Wyjeżdżam dziś wieczór do Wiednia, a przez drogę będę się pytał swej duszy ponurej, gdzie mam jechać dalej.
I prawdopodobnie Gastein wykreślę z liczby projektów. Mniejsza o to, że tam bawi elektor brandenburski
(Wilhelm I Hohenzollern), zbuntowany lennik Rzeczypospolitej, bo od złego towarzystwa można się uchronić – ale to daleko i tej drogi do Salzburga się boję. Pochwalski (Kazimierz Pochwalski) portret (zmarłej Marii Sienkiewicz) skończył. (…) Dziś przybyli do mnie z Gujskim (Marcelim Guyskim) i zabrali mnie na obiad „Pod Różę”. (…) …pisałem ciągle i napisałem dużo („Potop”). Przerwy pewnie nie będzie. Już w następny rozdziale (X) będzie bitwa pod Prostkami. Za miesiąc skończę niewątpliwie, choćbym miał po rozdziale na dzień pisać, bo nie chcę, by mi cokolwiek w Zakopanem przeszkadzało. (…) Krótkiej kuracji dopełnię w Jaszczurówce, jeśli termometr pozwoli. (…)”
Henryk Sienkiewicz powraca do ciepłych słów wobec Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Życie w Zakopanem miałoby swój dawny wdzięk, ponieważ bawi tam znowu najhumorystyczniejsza mieszanina mgły, apetytu, dystynkcji, ujemnych entuzjazmów, reakcji, kotofilstwa, krowofobii, sympatyczności – artyzmu, słowem: najdziwniejsza z istot, której przymioty – o Nefele! – wprawdzie się ceni, ale przepada się prawdziwie za wadami.
A teraz jedno skromne pytanie: prawda, jaki jestem miły? Mówię to, widzisz, dlatego, żeby Ci dowieść, że opłaci się do mnie pisać. (…) Ojca może zobaczę w Wiedniu. Mateczki ręce całuję. Dzieciom głowy głaszczę. (…)”

SIERPIEŃ – 01. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Kaltenleutgeben w Austrii.

SIERPIEŃ – 02. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Leczniczym Schweizerhof w Kaltenleutgeben w Austrii. W liście do Jadwigi Janczewskiej opisuje swój pobyt:
„(…) Przyjechałem wczoraj. …znaleziono mi mieszkanie w Schweizerhofie, w ogrodzie, nawet bardzo miłe, bo z dużym, choć wspólnym balkonem. Spotkałem dość znajomych i widziałem się ze wszystkimi. Jest tu Kot Olbrzymi, alias Konstanty Komierowski z żoną (Marią z Hirszmanów), drugi jakiś Komierowski Konstanty, człek wielce podobno możny,… Z nim jest jakaś panna Komierowska (Paulina Komierowska) z matką trochę głuchoniemą (Julią Komierowską), z Krakowa. Stryjeński (Tadeusz Stryjeński) stawia jej dom. Mówiła mi, że Państwa Janczewskich nie zna osobiście, ale panią widziała na jakimś wieczorze. (…) Bodaj, że Cię widziała u Straszewskich (u Maurycego Straszewskiego)… (…) Bawią tu także państwo Karolowie Zamojscy (Karol i Maria z Kronenbergów Zamoyscy), moi znajomi z Paryża. (…) Widziałem także, ale z daleka, panią Halkaderową (Matyldę z Bruhlów Halkader) (…).
(…) A ja ją znam, bo to dawna moja „miłość z widzenia” z klasy szóstej. Spotykałem ją zawsze owego czasu w Saskim Ogrodzie, ale ona nie odpowiadała wówczas na ogniste spojrzenia gimnazjalisty. (…)
Wczoraj byłem na consilium, dziś już zacząłem kurację. (…) Będę pisywał po obiedzie. Kaltenleutgeben przy słońcu, pełne liści, kwiatów jest sto razy ładniejsze niż w zimie, ale mimo to pełno we mnie zniechęcenia i wolałbym tu nie przyjeżdżać. Zmęczony jestem i czegoś mi nie dostaje, słowem: smutna jest dusza moja. (…)”
Pisarz uczynił w tym miejscu aluzję do słów Jezusa Chrystusa wypowiedzianych przed Jego pojmaniem. Przybył On do Ogrodu Getsemane, aby się modlić. Wziąwszy
z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza powiedział im: „Smutna jest dusza moja aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!”
Dalej Henryk Sienkiewicz pisze:
„(…) …spotkałem Morawskiego (Zdzisława Morawskiego), tego podróżnika. Wypytywał o Zakopane,… (…)
Dziś dzień śliczny, teraz zbiera się trochę mgły na wzgórzach, ale gdzie jej do zakopiańskiej! (…)”

SIERPIEŃ – 05. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben w Austrii. Ponownie relacjonuje Jadwidze Janczewskiej swój pobyt:
„(…) Ojciec (Kazimierz Szetkiewicz) z Tyszkiewiczem (Janem Tyszkiewiczem) odwiedzili mnie wczoraj, chodziliśmy, gawędzili, strzelali.
Ja jadę do nich jutro, na parę godzin i… na obiad.
Tyszkiewicz bardzo się dopytywał o bawiącą tu panią Włodzimierzowi Dzieduszycką
(Alfonsynę z Miączyńskich Dzieduszycką); przyznał nam się, że chce syna podesłać do panny. Obie te panie poznałem, dziś nawet zaprosiły mnie na wycieczkę w okolicę,
ale odmówiłem. Wolę do Ciebie pisać.
Poznałem także państwa Madejskich
(Leona i Marię Madeyskich). On pisuje komedie, których nie znam, ona jest wdową po malarzu Chlebowskim (Stanisławie Poraju Chlebowskim) (…) Pani Halkaderowa siada przy innym stole, więc znajomość jeszcze nie nastąpiła. Przypomina mi ona jedną postać z moich powieści, mianowicie Charłampa, bo ma nos największy w Rzeczypospolitej. (…)”
Pisarz nawiązuje dalej do swojego stanu ducha i ciała:
„(…) Tak się czuję ciągle zmęczony, jakby po ciężkiej pracy fizycznej. Prawda, że chodzę dużo, a jem źle, wstaję rano, a usypiam dość późno; inni kuracjusze nie robią także nic, a ja ciągle zwijam tę nieskończoną nić „Potopu”. Kiedyż już kłębek będzie zupełnie zwinięty! Jedna w tym wszystkim pociecha, że kiedy wody „Potopu” opadną wreszcie, arka moja nie osiądzie na Araracie,
ale naprzeciw Giewontu.
Siadam do pracy tylko po południu, bo ranek cały zajęty mam kąpielami i koniecznym po nich chodzeniem. Strzelam także
co dzień z pistoletów i mam już pięć medali za wystrzelenie muszy
(trafienie w sam środek tarczy), przy czym naśmiewam się z Kota Komierowskiego, który żadnego jeszcze nie otrzymał. Z ludźmi widuję się tylko przy śniadaniu i obiedzie, chodzę na spacery
z Wojciechowskim, inżynierem z Warszawy, dawnym znajomym. Słowem, cała pociecha w tym nudnym i jednostajnym, a trochę męczącym życiu – listy z Zakopanego. (…)”
Wdzięczność za nie Henryk wyraża Jadwidze tak:
„(…) Boski lotosie z rzeki Żółtej, kwitnąca magnolio, rajski kormoranie, kwiecie niebiańskiej herbaty, o Ty, na której dźwięk nazwiska puszcza pędy trzcina cukrowa i ryż rozkwita, pamiętaj o nadgniłym i toczonym przez jadowite muchy orangutanu, którego topią w bagnach Kaltenleutgeben. Niech złociste strumienie Twojej wymowy, zdobne brylantami dowcipu, uzdrawiają jego głupotę, niech jego trędowate ręce często otrzymują Twoje listy, a za to ciekące oczy jego podnosić się ku Tobie będą
z wdzięcznością i owrzodziały język będzie Cię wysławiał, o Ty najpiękniejsza, boska i nieporównana Dzin-Dzin, wieżo porcelanowa, księżycu na nowiu, słodka i doskonała i boska Dzin-Dzin-Dzin! Żabo z jednej sztuki szmaragdu… (…) Drugi raz cały list tak napiszę, bo zaczynam uważać, że to jest język dobry. (…)”

SIERPIEŃ – 06/07. [PIĄTEK/SOBOTA]


W pokoju Henryka Sienkiewicza w Zakładzie Leczniczym Schweizerhof w Kaltenleutgeben – z powodu braku miejsc – nocuje Edward Leo.

SIERPIEŃ – 07. [SOBOTA/NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben w Austrii. Listy do i od Jadwigi Janczewskiej stanowią jedną z nielicznych atrakcji zagranicznego pobytu:
„(…) Co to mateczce znowu? Żeby choć Chramca (Andrzeja Chramca) zapytać, bo to się powtarza,… (Prócz listów od Was nic mnie nie dochodzi ze świata, zaleniłem się bowiem napisać, gdzie jestem, i nie mam nawet gazet. (…) Co za zmęczenie czuję, trudno mi wypowiedzieć; pióra nie chce się trzymać w ręku, bo i ręce bolą, „Potopu” nie chce się pisać – chyba jedyne listy do Zakopanego!
Mam „Chuzzlewita” Dickensa
(Karol Dickens „Marcin Chuzzlewit”) i przeczytałem dotąd trzydzieści stronic. Przyjechał do mnie w piątek Leo (Edward Leo). Zastałem go wróciwszy z Wiednia po odwiedzinach u ojca, a ponieważ w całym zakładzie nie było ani jednego pokoju, więc noc z piątku na sobotę spał u mnie i chrapał tak, że oka zmrużyć nie mogłem. Wczoraj nas rozdzielono. On został
w Schweizerhofie, a ja dostałem pokój widny i dobry naprzeciw bramy, w ogrodzie, w domu, gdzie są kąpiele. Rano kąpielowy puka do mnie, mogę więc spać do ostatniej chwili i nie potrzebuję się od razu ubierać. Lepiej mi jest. (…)
Na „Potop” z rana literalnie nie mam czasu – przeszkadzają kąpiele, a po południu tak jestem senny, że strach! Dziś obiecuję sobie dużo napisać.
Bawi tu Henneberg
(Juliusz Józef Henneberg), właściciel składu brązów w Warszawie, który często jeździ do Wiednia i zwiedza wszystkie fabryki. Aż dotąd szukał dla mnie czegoś brązowego, co chcę ofiarować jako przycisk do papieru pewnej mojej znajomej, do której mam dziwną słabość i tym dziwniejszą, że odnoszącą się nie do Jej przymiotów, ale do wad. (…) Szukał, szukał i… pewnego dnia przyniósł!! Coś bardzo ładnego – i tak zabawnego jak żywe (żaba z brązu). Siedzi to u mnie na stole, a ja,
co spojrzę na te oczy obsadzone po dwóch stronach głowy – to się rozczulę. Jest to coś mającego związek z wilgocią, wodą, zatem i z mgłą. Co to jest i dla kogo? – niechże zgaduje Nefele. (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: Niedziela, 7 sierpnia 1886. Otóż niedziela przypadała 08 sierpnia 1886 r., a 07-go była sobota. Dlatego też w nagłówku przełamano dwa dni: sobota/niedziela.

SIERPIEŃ – 13. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej m. in. o żabie i „Potopie”:
„(…) A jednak dobra to jest fotografia (Jadwigi Janczewskiej). Jest w niej coś z zająca, żaby, gołębia i mgły, co wszystko razem stanowi wiadomą, a obecnie na „Księdzówce” (w domu księdza Stolarczyka w Zakopanem) zamieszkałą sympatyczną całość. (…)
A będziesz ty mruczeć o tę żabę? (…) – Swoją drogą, co za pyszna żaba! Gdy siedzi na przygotowanych kartkach „Potopu”, przysięgłabyś, że żywa.
„Potop” zaczął znowu iść szparko. Prędzej będzie koniec, niż sam się spodziewałem. Wczoraj nie mogłem spać, bolały mnie zęby
i do pierwszej upaliłem siedm kartek. Zmęczenie powoli przechodzi, tylko te zębiska! Zaczęły boleć z drugiej strony. Mimo tego wziąłem dziś kąpiel. Ludzie powoli się rozjeżdżają. Komierowscy jedni i drudzy wraz z Leem wyjechali wczoraj. Na dziś zaprosili mnie na obiad do Wiednia. Pojadę, bo „Potopu” jest zapas i dziś wysyłam. Nota bene są w tych kartkach niezłe rzeczy. Ha! Ha!
Dziś dzień 12 mojej kuracji. Jeszcze dwa tygodnie, a rozstaję się z „Potopem”, z wodą i ze wszystkim, co jest płynne. Nie cierpię rzeczy płynnych, znoszę je i lubię tylko w stanie lotnym, np. w postaci mgły. (…)”
Pisarz jedzie do Wiednia na wspomniany obiad. W drodze do Kaltenleutgeben nie przesiada się w Liesing. Zorientowawszy się o pomyłce, wysiada dopiero
w Pfaffstätten, gdzie – z braku innego połączenia – zmuszony jest nocować.

SIERPIEŃ – 15. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej m. in. o Wiedniu, „Potopie” i sposobie na bolące zęby:
„(…) Jest godzina blisko dziesiąta (wieczorem), ale że oczy się mi jakoś nie kleją, więc piszę. W piątek byłem w Wiedniu.
Z powrotem, myśląc, że ostatni pociąg idzie wprost, nie przesiadłem się w Liesing i pojechałem aż za Grenzpole-Kirchen. Wysiadłem w Pfaffstätten, małym przestanku, i nie znalazłszy już pociągu w Liesing do Kaltenleut[geben], musiałem nocować. Zły byłem okropnie. (…) Jadam teraz sam, z czego jestem bardzo zadowolony, bo sobie rozmyślam, a czasem komponuję sceny do „Potopu”. Dziś (w niedzielę) przyjechał do mnie Chłędowski
(Kazimierz Chłędowski) i wyciągnął na przejażdżkę aż za Baden,
do Vöslau. Ładne to miejsce; ma kąpiele w rodzaju jaszczurowieckiej, las… Trochę mi było szkoda czasu, ale przegawędziło się przyjemnie. Poznałem też dziś panią Halkader. (…) …była upudrowana jak młynarz i ma syna w politechnice – to dosyć! (…)
Do ukończenia całkowitego „Potopu” mam jeszcze prócz tego, co w tej chwili leży przede mną na stole, dwa rozdziały. Przypuszczam, że koło 25 je skończę,… Jeszcze to, co prawda, 10 dni – ale przecie dziesięć dni to niewiele. (…)
Pamiętaj, Dzinku, że na wszystkie bóle zębów płynące z zapalenia okostnej najlepszym lekarstwem jest jodynowanie dziąseł. Poradziła mi ten sposób p. Komierowska, Levy
(Levy vel Loewy) potwierdził, dał – i bardzo pomogło. Chciałem zaraz o tym pisać. Może przywieźć z Wiednia flaszeczkę i pędzelek? (…)”

SIERPIEŃ – 17. [WTOREK] - godz. 10. wieczorem


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Nauczyłem się dobrze gospodarować godzinami dnia, bo i dużo piszę, i dużo chodzę, a prócz tego kąpię się, strzelam
z pistoletu – i czytam. Za to towarzystwu mało się udzielam. Te panie z arystokracji takie brzydkie, a te z demokracji tak wrzeszczą, tak machają rękami,…
Dziś prawie dokończyłem przedostatni rozdział. Naturalnie, że ostatni będzie długi bardzo, ale jestem zupełnie pewien,
że do soboty wykaligrafuję to rozkoszne słowo: „Koniec”. Będzie to 21. Zostanę jeszcze po tej dacie, nie dłużej jak do 25 – tak, aby pod koniec przyszłego tygodnia być w Zakopanem. (…)
Gdyby nie „Potop” i nieodzowne przy tym palenie mnóstwa papierosów, to kuracja doskonale by uczyniła, ale i tak mam się nieźle… Spacery robię aż do Neu Mühle, Rodaun, dziś chciałem się zapędzić do Liesing, alem się rozmyślił. Zęby się zlękły jodyny
i nie bolą. (…)”

SIERPIEŃ – 18. [ŚRODA] – godz. 10. wieczorem


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Od śniadania do duszu pisałem i skończyłem rozdział przedostatni, w którym Kmicic opuszcza Żmudź, aby pociągnąć
na Rakoczego. (…) – Całość skończę do niedzieli. – Dziś czuję się trochę zmęczony, ale jutro znajdą się nowe siły.
Po południu byłem w Wiedniu u ks. Czerwińskiego
(Zygmunta Czerwińskiego). Wyjechałem o 2-giej, powróciłem o 7-mej.
Kupiłem dziś, Dzinku, aż dwie książki u Gerolda: Karola Bigota
(Charles’a Bigot’a): „Grèce – Turquie – la Danube” i „De Paris
à Constantinopole”, przewodnik Joanne
(Adolphe Joanne). Ten ostatni bajecznie drogi, ale kupiłem umyślnie wcześnie, abyśmy go mogli przeglądać w Zakopanem. (…)”

SIERPIEŃ – 19. [CZWARTEK] – rano


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Zmęczony kuracją i długim pobytem pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Moje nerwy jakoś teraz gorsze. Może już dość tej kuracji – skończę też ją niebawem. (…)”

SIERPIEŃ – 21. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przed godziną skończyłem „Potop” i właśnie podpisywałem pożądany wyraz: „Koniec”, gdy zadzwoniono na kolację. (…) Cała kilkoletnia robota jest już za mną, a przede mną – bo ja wiem co! Jak na teraz to pustynia, a raczej próżnia, bo w tej chwili nie ma ani jednej farby na mojej palecie. Jestem, co się nazywa zmęczony, a jednak przez te ciężkie lata tak przywykłem do tej orki,
że nie wiem, co będę robił z jutrzejszym dniem – to jest nie ściśle z jutrzejszym, bo się wybieram do Wiednia, ale z całym szeregiem następnych, aż do przybycia do Zakopanego. „Potop” miał tę dobrą stronę, że bronił mnie całymi godzinami
od nieróżowych rozmyślań. (…) We środę prawdopodobnie stąd wyruszę, o dniu przybycia do Chabówki dam znać przez depeszę – myślę, że to będzie czwartek. (…)
Aż mi dziwno, żem ten „Potop” skończył. (…) Pod jesień ukażą się pierwsze krytyki. Obaczysz jakie sfory wypuszczą na mnie, jakbym krzywdę krajowi i literaturze uczynił. (…)”

SIERPIEŃ [koniec miesiąca] - WRZESIEŃ


Henryk Sienkiewicz wypoczywa, w towarzystwie rodziny, w Zakopanem w domu księdza Józefa Stolarczyka.

WRZESIEŃ – 02. [CZWARTEK]


W numerze 200. „Czasu” kończy się druk powieści „Potop”.

WRZESIEŃ – 07. [WTOREK]


W numerze 204. „Dziennika Poznańskiego” kończy się druk powieści „Potop”.

WRZESIEŃ – 10. [PIĄTEK]


W numerze 201. „Słowa” kończy się druk powieści „Potop”.

WRZESIEŃ/PAŹDZIERNIK – PAŹDZIERNIK - 05. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przyjeżdża z Zakopanego do Krakowa i przebywa tu około tygodnia.


[Fotografia szkicu zamieszczona dzięki uprzejmości Rodziny Pochwalskich.]



PAŹDZIERNIK – 06. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz w towarzystwie Antoniego Zaleskiego i Kazimierza Pochwalskiego wyjeżdża z Krakowa do Konstantynopola pociągiem na Bukareszt i Warnę.

PAŹDZIERNIK – 09. [SOBOTA]


Podróżujący do Konstantynopola Henryk Sienkiewicz, zmuszony jest zatrzymać się w Bukareszcie, ponieważ w Konstantynopolu trzeba odbywać kwarantannę z powodu cholery. Chwile oczekiwania opisuje w liście do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Malwa (niepowodzenie) najokropniejsza! Wyobraź sobie, że w Konstantynopolu trzeba odsiadywać kwarantannę dziesięciodniową, która w miarę depesz o cholerze może być rozciągnięta do dni 20 i więcej. Przez ten czas nie wolno się komunikować z miastem, ziemią i żywą duszą z brzegu. Pochwalescu (Kazimierz Pochwalski) i Zalescu (Antoni Zaleski) zrozpaczeni. (…) Przez ten czas na statku trzeba płacić za życie; na parowcach Lloyda jakoby 25 fr. dziennie. (…) Ja jako rezolut, a trochę
i desperat, pojadę w każdym razie. Co do Ruszczuku – więcej obawy mam o worek niż o życie, bo tak mi się widzi, że pierwszemu grozi większe niebezpieczeństwo. (…) Z Ruszczuku, prawdę rzekłszy, także śmiech, bo w razie jakich zajść zostaniem
u Gawrońskiego na stacji kolejowej i będziem mieć co chwila nowiny. (…) Zabawne to jest, że wszędzie mówi się po polsku. Przyjeżdżamy do Suczawy – wołam na posługacza: Ojciec, weźcie pakunki.” Antał
(Antoni Zaleski) wybucha śmiechem, a posługacz odpowiada: „Zaraz, panie!” – W bufecie po polsku: „Pieczeń wołowa!” – W paczkarni po polsku, w Romanul także. Tu zarządzający hotelem Polak. (…)
Bukarest miasto zupełnie europejskie. Wygląda jak lichy Paryż albo lepiej: jak licha Bruksela. Twarzy mało widziałem ładnych.
Z kobiet wcale. Mężczyźni albo pucułowaci, albo piękni po fryzjersku, albo wyglądają na zbójców z operetki. Brak im dystynkcji rysów. Między typami ludowymi widzi się twarze ciekawe i większą rozmaitość stroju – i poznasz jedynie po nich, że się tu Wschód zaczyna. (…) Cyganów bardzo dużo. (…) Drożyzna tu wielka. Ceny ostendzkie. Jeden dzień wystarcza do obejrzenia jako tako miasta, dlatego kontent jestem, że ruszamy dalej. (…)”

[01. Rumunia - mapa fizyczna - 1939 r.] [Fotografia – Autor: 01) Mariusz Paździora. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcia objęte są licencją CC-BY-SA].

PAŹDZIERNIK – 10. [NIEDZIELA]


O godzinie szóstej rano Henryk Sienkiewicz opuszcza Bukareszt i przyjeżdża do Hotelu Islahane w Ruszczuku w Bułgarii. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Od rana jesteśmy w Ruszczuku, a ten list zaczynam o ósmej wieczór. Wszystko tu spokojnie. (…) Antał jest w swoim żywiole. Lata, zbiera nowinki i przylatuje co chwila z wybuchami śmiechu i z opowiadaniem, machając rękoma i napierając mnie tak blisko swoją cyrkumferencją (okrągłością, tuszą), że się muszę opędzać. (…)

Z Bukaresztu wyjechaliśmy o godzinie szóstej rano i zaraz zaczęło się od przygody. Antał i Pochwalski siedli w jedną dorożkę,
ja w drugą. Sądząc, że tergowista, znaczy kolej żelazna i że jest jedna gara
(dworzec kolejowy), powiedziałem dorożkarzowi „tergowista” i zdrzemnąłem się bezpiecznie, tym bardziej, że jechałem za nimi. Budzę się przed garą – ich nie ma. Idę do kasy pytać o Giu[r]giewo – powiadają, że z innej gary. Zbieram rzeczy, siadam w tę samą dorożkę i około 20 minut robię ze dwie trzecie mili, bo pędzimy, co koń wyskoczy. Przybywamy na czas. Droga do Giurgiu wynosi dwie godziny koleją. Kraj tak płaski jak… dajmy na to komedie Kazimierza Zalewskiego (Antałowi podoba się porównanie). Step i step kukurydziany. Stacje nędzne. Służba mieszka w starych wagonach. Bliżej Giurgiu ładne dąbrowy, grunt falisty – wreszcie znów płaszczyzna i szeroka smuga wody, w oddali lasy przesłonięte tumanem – Dunaj!

Wreszcie przychodzi parowiec bardzo duży, ładny; pakujem się jedni przez drugich i w drogę. Brzegi wciąż płaskie, ale jasne
i wesołe, szerokość rzeki nie taka wielka, jak myślałem. Droga trwa pół godziny, a po kwadransie spostrzegamy pierwsze minarety. (…) Zawijamy! (…) Opada nas ze dwudziestu hamalów
(tragarzy) i wyrywają literalnie nasze pakunki. (…) Nie dajemy się. Antał wrzeszczy cienkim, nosowym głosem, klną po polsku. Pochwal jest łagodny, ale stanowczy… Jesteśmy na Wschodzie, na ziemi bułgarskiej! …jedziemy turecką dorożką wprost do hotelu (Islah Hane)… (…) Hotel porządny, europejski. Trzyma go Serb. Służba mówi po niemiecku. Sala jadalna dość ładna. (…) Poznajemy pana Błażowskiego, który jest nieco podobny do Antała… Nim zabraliśmy się do śniadania, przyniesiono nasze większe bagaże. Roztasowujemy się zaraz. Ceny średnie… Pokój duży
o trzech łóżkach kosztuje 8 fr. Obiad koło 2,50. Winogrona za bezcen. Kawa turecka gęsta, wyborna.

Po śniadaniu… idziemy w miasto. (…) Twarze charakterystyczne, rozbójnicze, korsarskie… - Starcy wyglądają jakby wyrzeźbieni w brązie. Dużo postaci atletycznych. W sklepie każdym siedzi Turko z nogami podwiniętymi pod siebie i drzemie lub pali fajkę. (…) W jednym miejscu widziemy starego Turka wygniatającego Winogrady nogami. Brodzi po uda, a moszcz spływa rynienką
pod wozem w podstawioną balię. (…) Antałek na ten widok wyprzysięga się pijaństwa… Wycieczkę przerwał nam deszcz. Wstąpiliśmy do kawiarni tureckiej, bardzo nędznej. Pokoik mały, na ścianach napisy z Koranu. Wokoło niskie ławy pokryte matami. Kazaliśmy podać kawę i nargile. Są to wielkie dzbany szklane, pół z wodą, na której dym się ochładza i która bulgoce
za każdym pociągnięciem. (…) Wracam do deszczu. Zwiastowały go czajki krążące od rana licznie nad Dunajem. Niektóre kręciły się nad brzegami – inne koło statków. Za naszym leciały także… (…) Wieczorem stała się znów pogoda, a nawet chłodno.
Na niebie świeci pył z sandałów Allacha, to jest gwiazdy. (…) W Konstantynopolu będę oczekiwał z niecierpliwością listów
od Ciebie i wiadomości o Twoim zdrowiu i siłach… (…) Bądźcie zdrowi Oboje. God bless your sweet face!
(Niech Bóg błogosławi Twoją słodką twarzyczkę.) (…)”

[01. Bułgaria - mapa fizyczna]

[Fotografia – Autor: 1) Equestenebrarum. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcia objęte są licencją CC-BY-SA].

PAŹDZIERNIK – 11. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu Islahane w Ruszczuku w Bułgarii.

PAŹDZIERNIK – 12. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu Islahane w Ruszczuku w Bułgarii. Pisze do Jadwigi Janczewskiej o kilku możliwościach dotarcia do Konstantynopola, o czynionych przygotowaniach, aż na koniec stwierdza:
„(…) Jużeśmy umawiali powóz, gdy wtem znalazł się pan Bojarski, Polak, dymisjonowany oficer, który nas nawrócił do dawnej drogi, oświadczywszy, że sam, jadąc do Sofii, będzie nam przewodnikiem i że we czterech taniej wypadnie. (…) Więc znowu wszystko już było gotowe, gdy znalazła się trzecia droga: koleją do Warny, statkiem stamtąd do Burgas, stamtąd tylko jeden dzień powozem do Jambowi. Z Jambowi idzie znów kolej do Adrianopola. I oto ruszamy w drogę. (…) Gdybym był sam, może bym od razu zdecydował się na kwarantannę; powiem nawet, że miałoby to dla mnie jakiś urok stać ze zwieszonymi żaglami
na uśpionej wodzie i czekać, spoglądając na cudowny widok, czy anioł zarazy nie przyleci. (…)
Chodziemy dużo. (…) Pochwalski
(Kazimierz Pochwalski) rysował nad brzegiem Dunaju dziewczęta bułgarskie przychodzące po wodę. Za kilka centymów stanęły chętnie, były trochę zawstydzone; jedna, imieniem Jana, bardzo ładna, ze słodkimi oczami. Kostiumy noszą mocno naszywane, rodzaj gorsetów, czy serdaków, jaskrawe fartuchy – i nie hajdawery, bo te wkładają tylko do roboty, ale spódniczki podobne do ludowych włoskich. – Stały w ładnych pozach, tuż obok bawoły piły wodę, gromada chłopaków tureckich i bułgarskich otoczyła Pochwalskiego, a wszystko razem odbijało się w spokojnym i jasnym Dunaju.
Wczoraj poznaliśmy kilku Polaków tutejszych. Wyobraź sobie, że Gawroński jest rodzonym bratem tego, któremu wyrobiłem posadę w Warszawie, zatem Waszym krewnym. (…) Drugi tu jest Stryjewski, naczelnik telegrafów. W Warnie Wróblewski etc., etc. Jutro idzie dobry pociąg, który odbywa dobrą drogę do Warny tylko w 6 godzin. Obejrzę pole bitwy i pokłonię się morzu, mewom. (…)”

PAŹDZIERNIK – 14. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu Mercatelli w Warnie w Bułgarii. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Owóż od wczorajszego popołudnia jesteśmy w Warnie. (…) Droga z Ruszczuku trwa godzin sześć krajem prawie pustynnym, któremu jesień odebrała wszystkie kolory, jakie w innych porach mieć może. Wszędzie szaro, jednostajnie, posępnie. Krajobraz urozmaicają tylko stada owiec, bawołów i koni, które gdzieniegdzie spostrzegasz na równinie. W powietrzu krążą wielkie orły
i sępy. Czasem trafi się wieś turecka nędzna i odrapana, w pobliżu której dostrzec można tu i ówdzie kilka Turczynek ubranych czarno, z białymi jaszmaki na głowie, pracujących w polu – i znowu kilka mil pustyni. Drzew nigdzie. (…) Od połowy drogi kraj zaczyna się podnosić, łamać w jary i wąwozy, na koniec góry wyrastają po obu stronach drogi, niezbyt wysokie, bezdrzewne, pokryte jakby śniegiem szczątkami białego kamienia. Od stacji Szejtandzig wznoszą się coraz wyżej i stromiej. Są to ostatnie odrośla Bałkanów, które wreszcie toną w morzu. Bliżej Warny doliny zamknięte tymi górami zmieniają się w błota, na koniec widzisz jedno wąskie a długie jezioro idące do samej Warny. (…)

Warna jest to burgada
(gród, miasto) czysto turecka, gdzie domy obrastają wzgórza jak złe grzyby pień zmurszały. Wszystko to bardzo spiętrzone, wyrastające jedno z drugiego, natkane, mieszanina spleśniałych dachówek, okien, murów. Uliczki wąskie,
i naturalnie, brudne bardzo. (…) Port mały i zbyt otwarty, zatem niepewny. W tej chwili znajdują się w nim prócz łódek dwa tylko statki. (…) Po raz pierwszy widziałem tu Albańczyków, ubranych w fez, krótki kaftan bez rękawów i białą spódniczkę,
nie dochodzącą do kolan, bardzo pofałdowaną, ściśniętą pasem, za którym sterczy na brzuchu cały arsenał, to jest jatagany
(krzywe szable tureckie), pistolety, mniejsze noże itd. Chodzą tak także niektórzy Grecy, choć większość przywdziewa już suknie europejskie. (…)

Po obiedzie mamy pojechać nad brzeg do pałacu książęcego. (…) Jutro na pole warneńskie. Gawroński przyjechał z nami. Wróblewski jest miejscowy i trzeci Korwin, Litwin. Wszyscy bardzo gościnni. Żaden jeszcze nie słyszał o „Ogniem i mieczem”,
o „Potopie”, z czego rad jestem wielce. Przyjeżdżamy, ledwośmy się poznali z Wróblewskim, gdy ten zwraca się do jakiegoś Turka w fezie, papuciach i [o] wilczej mordzie i mówi do niego najczystszą polszczyzną: „Hassan! Weźmiesz rzeczy panów, zawieziesz
do hotelu i będziesz na mnie czekał.” A Hassan na to również po polsku: „A drugą dorożkę dla panów zamówić? Bo później poodjeżdżają.” Rety! Co to za Hassan, co umie po polsku? – pytam. I cóż się pokazuje? Oto jest Tatar, mahometanin, który
u Czajkowskiego
(Michała Czajowskiego) nauczył się po polsku tak jak Polak. Dałem mu z rozczulenia dwa franki i gotów jestem wziąć go do Warszawy zamiast Jana (lokaja pisarza).

Jedziemy ostatecznie okrętem i odbywamy kwarantannę. (…) Wyjeżdżamy jutro wieczór
(rosyjskim statkiem „Oleg”). W nocy wyjeżdżamy do Burgas, tam zostaniemy przez sobotę, z soboty znów ruszamy i na świt w niedzielę będziemy w Bosforze. (…)”

PAŹDZIERNIK – 15. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu Mercatelli w Warnie w Bułgarii. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Bilety kupione. Statek rusza dziś o 11 w nocy, zatrzymuje się w Burgas przez sobotę, a staje w Kawaku na kwarantannę
w niedzielę rano. Kawak o 36 kilometr[ów] do Konstantynopola. Nie widać nic, jeno parę skał i nędzną wioskę turecką. (…)”

PAŹDZIERNIK – 17. [NIEDZIELA]


Rozpoczyna się kwarantanna rosyjskiego statku „Oleg” zacumowanego w Cieśninie Bosfor u wybrzeży Turcji. Henryk Sienkiewicz, Antoni Zaleski i Kazimierz Pochwalski przebywają na jego pokładzie bez możliwości jego opuszczenia.

PAŹDZIERNIK – 18. [PONIEDZIAŁEK]


Trwa kwarantanna statku „Oleg”. Henryk Sienkiewicz, Antoni Zaleski i Kazimierz Pochwalski przebywają na jego pokładzie. Henryk Sienkiewicz pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Podróż niespodzianie mieliśmy dobrą. Przed wieczorem była burza z grzmotami i silnym wichrem, co niemałe czyniło wrażenie na Pochwal[skiego] i Antała. (…) Tymczasem na noc wypogodziło się zupełnie i wiatr ustał. Około godziny 8 wieczór wstąpiliśmy na pokład. (…) W I-szej klasie nie ma nikogo prócz nas, zatem każdy ma osobną kabinkę. Antał i malarz zasnęli zaraz, ja długo nie spałem i doczekałem chwili odjazdu. Przy wypływaniu z portu było trochę kołysania – ale oni spali jak zabici. Na pełnym morzu cisza panowała zupełna. (…)

Obudziliśmy się rano w Burgas. Że statek zatrzymywał się tam do 6-stej wieczór, więc zwiedziliśmy miasto. Jest to druga Warna, tylko w zmniejszeniu co do ilości domów, w zwiększeniu co do brudu. Jak w Warnie, tak i tu mieszkają prawie wyłącznie Turcy
i Grecy, Bułgarów rumeliackich widuje się tylko w wojsku lub na targach. O szóstej dalej w drogę. Czas dobry, morze spokojne, więc do północy chodziemy po pokładzie. Towarzysze wypytują mnie, jako starego marynarza, o różne części okrętu i tym podobne szczegóły, jak zaś udaję mniej więcej, że się znam, i objaśniam, jak mogę. (…)

Nazajutrz rano – Kawak. Jesteśmy na Bosforze. Cieśnina tak wąska, że gołym okiem widać wszystko doskonale, a na azjatyckim brzegu można dojrzeć nawet ludzi. Azjatycki brzeg wyższy od europejskiego. Na stromym wzgórzu ruina starego zamku, zupełnie jak nad Renem; niżej fort, u stóp zamkowej góry zabudowania kwarantannowe, debarkader, w tyle miasteczko, ogrody, cyprysy nad dachami domów i zielonością wznoszą się lekkie minarety. Wczoraj wieczorem słyszeliśmy doskonale muezina ogłaszającego, że noc zapada na ziemię i że Allach jest wielki. Po prawej stronie, na europejskim brzegu, widać wielkie budynki, może jakieś magazyny, może koszary – wyżej wzgórza bezpłodne zasłaniają horyzont. W cieśninie ruch wielki. Przeszło trzydzieści statków stoi obok siebie, a na wszystkich powiewa żółta chorągiew na znak kwarantanny. (…) Między nimi krążą statki rybackie, łodzie sanitarne, a nad wszystkim unoszą się stada mew białych i szarych, szukających z kwileniem żałosnym żywności. Rzucam okruchy chleba za okręt, bom sobie zawsze wyobrażał, że to dusze sympatyczne, które towarzyszą podróżnym w odległe strony.

Mamy dziś upał, pomimo tego, że przez tę gardziel morską wiatr dmie dzień i noc jak przez dziób miecha kowalskiego. Zęby
już mnie rozbolały. Ale w mniejszym stopniu niż w Krakowie. Ten ból zębów może mi utrudnić przechadzkę po pokładzie, jedyną rozrywkę, polegającą na przypatrywaniu się okrętom i oddychaniu świeżym powietrzem. (…)

W II klasie jedzie tylko jeden podróżny, Rumun-farmaceuta, pod pokładem zaś cała gromada Turków, prawdopodobnie emigrujących z Bułgarii i Rumelii pod skrzydła Padyszacha. (…) Leżą obok siebie ciasno, rozmawiając mało, paląc, rozmyślając, śpiąc. Wieczorem w grupach po pięciu lub ośmiu przychodzą się modlić na pomost I klasy. Stają wówczas szeregiem,
a przed każdym leży barania skóra. Jeden wysuwa się naprzód i poczyna śpiewać modlitwę głosem sennym, monotonnym, podobnym trochę do naszych śpiewów zakonnych. Co chwila rzucają się na kolana i biją czołem o skóry, to się znów podnoszą,
to znów biją czołem, na koniec przewodniczący zwraca się ku pozostałym i siedząc w kuczki wysuwa ręce w ten sposób,
że wielkim palcem dotyka reszty palców. W ten sposób siedzi czas jakiś – modli się jeszcze głośno, po czym wszystko skończone: nawdziewają pantofle i idą spać. W modlitwie zwracają się zawsze na wschód. (…) Te zawoje dotykające się miarowym ruchem ziemi, te twarze ciemne, oczy wzniesione, pewien smutek i skupienie w obliczach, wszystko to nakazuje jakiś szacunek
i tłumaczy siłę Islamu. Ma on ją dotychczas, bo wyznawcy wierzą bardzo silnie.

Pochwal[ski] cały dzień spędza na pokładzie, rysuje, ugania się za Turkami, którzy umykają przed nim. (…) Antał rozpisuje listy do hotelu, w którym stać mamy, do Gropplera
(Henryka Gropplera), chce dostawać jakieś dzienniki i listy. (…)”

PAŹDZIERNIK – 19. [WTOREK]


Trwa kwarantanna statku „Oleg”. Henryk Sienkiewicz przebywa na jego pokładzie. Zamieszkały w Kawaku Henryk Anastazy Gropplera dostarcza na pokład kosz wypełniony książkami, gazetami, pismami polskimi, winem, wodą kolońską i kwiatami. Nie mogąc opuścić statku pisarz listownie dziękuje Henrykowi Anastazemu Gropplerowi:
„(…) Całym sercem dziękuję w imieniu towarzyszów i własnym za łaskawą pamięć. Gazety rozchwytujemy chciwie, bo to prawdziwa osłoda w naszej niewoli, która staje się tym cięższą, im bardziej pragniemy poznać Szanownych Państwa i osobiście podziękować Im za Ich dobroć. Jesteśmy literalnie zasypani prowizją i doprawdy nie zdołamy chyba zużyć wielkich tych zapasów w ciągu pięciu pozostających dni. Nie potrzebuję dodawać, jak miły był nam widok kwiatów. Doprawdy słów nam braknie
na podziękowanie – więc chyba musiemy się ograniczyć prostym: Bóg zapłać. (…)”

PAŹDZIERNIK – 20. [ŚRODA]


Trwa kwarantanna statku „Oleg”. Henryk Sienkiewicz, Antoni Zaleski i Kazimierz Pochwalski przebywają na jego pokładzie.

PAŹDZIERNIK – 21. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz spędza piąty dzień kwarantanny na rosyjskim statku „Oleg” zacumowanym w Cieśninie Bosfor u wybrzeży Turcji. Czas spędza następująco:
„(…) Więc oto ja trochę piszę, Pochwal[ski] trochę rysuje. Ant[ał] chodzi, dowiaduje się nowin i rozśmiesza nas apetytem
przy stole. Gburowatego kapitana wzięliśmy na kwarantannę, rozmawiamy tylko ze sobą – on zaś już usiłuje wszelkimi sposobami przyczepić się z rozmową, ale mu nie idzie.
…na koniec mamy już stosunki z Grop[p]lerami. Jacyś przedpotopowej uprzejmości ludzie. On
(Henryk Groppler) wczoraj sam przyjechał. Nie wolno mu było wysiąść na statek, bo musiałby zaraz odsiadywać, więc rozmawiał z nami z łodzi. Widziałem go krótko, bo nimem zeszedł ku schodkom, już musiał odpłynąć. Staruszek to o siwych włosach i pogodnej twarzy. (…)”

PAŹDZIERNIK – 22. [PIĄTEK]


Trwa kwarantanna statku „Oleg”. Henryk Sienkiewicz, Antoni Zaleski i Kazimierz Pochwalski przebywają na jego pokładzie.

PAŹDZIERNIK – 23. [SOBOTA]


Trwa kwarantanna statku „Oleg”. Henryk Sienkiewicz, Antoni Zaleski i Kazimierz Pochwalski przebywają na jego pokładzie. Pisze do Henryka Gropplera:
(…) Wraz z naszymi podziękowaniami zasyłamy jedną tylko prośbę – czyby Szanowny Pan nie mógł wysłać kogo na poste-restante austriacką i rosyjską po listy do nas. Ja szczególniej, który zostawiłem w domu dzieci, spragniony jestem wiadomości
od nich… (…)

PAŹDZIERNIK – 24. [NIEDZIELA]


Trwa kwarantanna statku „Oleg”. Henryk Sienkiewicz, Antoni Zaleski i Kazimierz Pochwalski przebywają na jego pokładzie.

PAŹDZIERNIK – 25. [PONIEDZIAŁEK]


Trwa kwarantanna statku „Oleg”. Henryk Sienkiewicz, Antoni Zaleski i Kazimierz Pochwalski przebywają na jego pokładzie.

PAŹDZIERNIK – 26. [WTOREK]


Trwa kwarantanna statku „Oleg”. Henryk Sienkiewicz, Antoni Zaleski i Kazimierz Pochwalski przebywają na jego pokładzie.

PAŹDZIERNIK – 27. [ŚRODA]


To ostatni dzień kwarantanny statku „Oleg”, na którego pokładzie przebywają Henryk Sienkiewicz, Antoni Zaleski i Kazimierz Pochwalski.

PAŹDZIERNIK – 28. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz odwiedza Henryka i Ludwikę Gropplerów w ich willi w Bebeku. Stamtąd pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …łódź parowa czeka już na nas, ale trzeba jeszcze nocować. Łódź odpływa do Kawaku Anatolskiego, my kładziem się spać. – Sen nie klei powiek, mnie z powodu nerwów, kompanionom ze wzruszenia. Wtedy zachodzi wypadek dowodzący, że i Turcy
nie żartują. Słychać armatni wystrzał. Ubieramy się i wypadamy na pomost. Cóż się dzieje? Oto jakiś statek płynie
i nie zatrzymuje się mimo ostrzeżeń. Drugi wystrzał – statek gasi latarnie; trzeci – i szum kuli działowej; czwarty! statek ginie
w zakrętach Bosforu. Żebyś to wiedziała jak te kule szumią w ciszy nocnej! Zupełnie jak wielkie ptaki. Czy ów okręt złamał kwarantannę, czy go zatrzymano – nie wiem, ale zdaje się, że przepłynął, bo było bardzo ciemno…

Nazajutrz wstaliśmy o świcie… Idziemy tedy do Gropplerów… Bebek jest to szereg domów rozrzuconych na górzystym brzegu. Uliczki bardzo ciasne, gdzieniegdzie pałacyk, zresztą domy nędzne choć charakterystyczne tureckie z oknami i balkonami pokrytymi skośną, drewnianą kratką.

Stajemy na koniec u celu – nie willa, ale pałac, co się zowie. Wypada służba i gospodarz rozpromieniony. Wprowadza nas
do środka – nie mieszkanie, ale sen wschodni. …w całym mieszkaniu nie ma ani jednego zwyczajnego mebla: sofy, krzesła kryte perskimi dywanami, kilimkami z Brussy, jedwabiami z Trebizondy; na podłogach kobierce ze wszystkich targów wschodnich,
w oknie zasłony indyjskie, a japońszczyzny, a chińszczyzny; nad obrazami podobne do pajęczyn tkaniny różnych kolorów
i najdziwaczniejszych haftów, stoliki w kształcie świątyń i płaskich pagód wykładane perłową masą. Mnie umieszczono
w bibliotece, która jest prawdziwym muzeum. We drzwiach portiery kupowane w meczetach, stare, zahaftowane złotem, które pociemniało ze starości, lampy wiszące z meczetów zdobią sufity. A ileż przedmiotów małych a cennych, wykopalisk egipskich, chrząszczów, bożków etc., etc. (…)

Sam gospodarz, człowiek lat 50 kilku, raźny, czerstwy, witał nas tak gościnnie, …, że był rozpromieniony. Na samym wstępie darował mi starą szablę perską, której cała pochwa pokryta jest zupełnie rzeźbionymi koralami i turkusami. Nie wiedziałem,
co ze sobą zrobić, jak przyjąć lub jak odmówić, bo z jednej strony, bo ja wiem, może to warte 500, a może 1000 franków,
a z drugiej, tak prosił, tak nalegał, tak wmawiał, że to dla Wołodyjowskiego, że trudno było odrzucić. (…)
Wystrzegam się jak ognia, żeby czego nie pochwalić, w obawie, że darują. Gospodarz wygląda tak, jakby był gotów darować całą willę. Panią poznaliśmy dopiero przy śniadaniu; także niezmiernie serdeczna, tylko w inny sposób od męża, bo się rozczula do łez. Tęskni niesłychanie do kraju i choruje z tęsknoty. (…)

Po śniadaniu udaliśmy się na Perę
(dzielnica Konstantynopola). (…) Pera jest brudna jak Kaźmierz w Krakowie. Domy też nie lepsze. Grande Rue jest wąska jak ulica Chmielna. Magazyny nędzne. (…) Pierwszym razem nie byliśmy w Stambule; dopiero wczoraj. (…) Widzieliśmy Św. Zofię, Grób Mohameda, Muzeum Janczarskie, Tysiąc Kolumn, Hipodrom. (…)
Co to jest Stambuł? (…) To nie brudy, tylko obrzydliwości. To nie spiętrzone mury, tylko walące się żydowskie domostwa małego miasteczka. To nie Kraków, nie Lwów, nie Tarnopol, ale jakiś niechlujny Pacanów czy Baranów. (…) Samo życie jest zajmujące;
to rojenie się azjatyckie – ma w sobie coś z rojenia się robactwa. (…) W Muzeum Janczarskim widziałem ciekawe kostiumy. Przyda się to do Wołodyjowskiego. (…)”

[01. Tuircja - mapa fizyczna]

[Fotografia mapy: Autor: 01. Captain Blood. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją GNU FDL].

LISTOPAD – 02. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz z Bebek pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) U nas tu ciągle słota straszna. Mokniemy, mokniemy i wiatr nas przewiewa na wskroś. Na obydwu morzach takie burze,
że statki przez kilka dni nie wchodziły i nie wychodziły. (…) Mimo dżdżu, wichru i ciemności jedziemy jednak co dzień do miasta
i zwiedzamy, co można. (…) Chwilami bywa przecie jasno i widziałem w takich chwilach Konst[antynopol] z morza, ale znajduję, że i pod tym względem przesadzono i że nawet widok ogólny Bosforu nie jest tak piękny, jak o nim mówią. (…)
Byliśmy u Hamdi-beja, syna Edhema paszy. Jest to dyrektor Szkoły Sztuk Pięknych i Muzeum; ma przepyszne mieszkanie, w nim mnóstwo bib[e]lotów i własnych obrazów wcale niezłych. Sam jest to taki Turek z bulwarów paryskich, suchy, czarny, wyniszczony zbyt wesołym życiem, ledwie trzymający się na nogach.

Dziś ja, Antał i gospodarz idziemy do Achmeda Weffika, byłego w[ielkiego] wezyra. Ma to być człowiek niesłychanie uczony. (…)

Bazar jest naprawdę ciekawy. Oprowadza nas po nim malarz Farnet[t]i
(Stefan Farnetti), Polak, który zna Stambuł doskonale i umie wszystko tanio kupować. – Żebyś też wiedziała, Hanem, jak się w tym Bazarze malują różne temperamenty narodowe. Turek się nie targuje. Powiada swoją cenę i gdy mu ofiarują mniejszą, podnosi w górę głowę, mówiąc: jok! – nie! Ledwie raczy gadać
z kupującym. Żydzi tak się ujadają jak u nas, a z Grekami cała tragedia: „Dzieci moje umrą z głodu, żona! Chcesz je zabić? Chcesz odpowiadać przed Bogiem? Napluj mi w twarz, jeśli mogę oddać za tę cenę. – Wychodzisz? Czelabi
(szlachetny panie)! effendi (panie)! monsieur! Gospodin – bierz!” Zimna krew Farnettiego jest przy tym nie do opisania. (…)
Żebyś ty wiedziała, jak nam tu dobrze w Bebek. Ani myślą puszczać. P. Gropplerowa dobre jakieś stworzenie z kościami, a on
nie tylko poczciwy, ale tak wesołego człowieka nie widziałem nigdy w życiu. Drażni się z żoną i przez cały dzień pęka ze śmiechu, opowiada o Turcji i pęka ze śmiechu. (…)”

LISTOPAD – 05. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz z Bebek pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Pobyt mój w Stambule zbliża się do końca; tymczasem zwiedzamy, co jeszcze można. (…) …pływaliśmy kaikiem po Złotym Rogu, aż do słodkich wód europejskich; zwiedziliśmy Eiub, Fanar i katedrę grecką, której patriarchowie odegrali tak przeważną rolę w gnębieniu Słowian południowych. (…) Ale walną wyprawę zrobiliśmy wczoraj do Azji. Przybywszy do Skutari, siedliśmy
na koń i pojechali naprzód do Berle[r]bej, pałacu niegdyś Abdul Azisa, a potem na górę Czamidże, panującą nad morzami. (…)
Z Czamidże cudowny widok. Bosfor, Pera, Galata, Stambuł – wszystko pod stopami. Widać Morze Marmara i Wyspy Książęce
jak na dłoni… (…)

Przelecieliśmy szybko wioski nadbrzeżne i samo Skutari, aby zdążyć na derwiszów wyjących. Wyobraź sobie pokój średniej wielkości, w nim skóry, dziwne sprzęty, rodzaj ołtarza, obok ołtarza na ścianach napisy tureckie. Czterech Turków siedzi
na skórach w środku izby i śpiewają pieśni podobne nutą do naszych kościelnych. Przed ołtarzem stoi arcyderwisz, posępny, poważny, z dłońmi obróconymi do góry. Ten coś mamrocze. Pod ścianą przeciwległą ołtarzowi cały szereg derwiszów przybranych różnie. Ci biją pokłony, powtarzając ponurymi głosami w takt jakby bicia młotów: Ałła-chu, Ałła-łach – w miarę
jak czterej siedzący na skórach i arcyderwisz posuwają ceremonię, ci biją pokłony coraz szybsze. Pokrywa ich bladość i pot, głosy stają się chrapliwe, ruchy konwulsyjne. Wreszcie poczynają ryczeć i rzęzić w takt ciągle, ale jak dzikie zwierzęta: „u-ach – u! u! hr-hu!” Coś podobnego! Po chwili jeszcze bez żadnej artykulacji głosowej: oczy im zachodzą pod czoło, na twarzach jakaś zwierzęca ekstaza – modlitwa zmienia się w jedną wielką konwulsję. Pod koniec ceremonii arcyderwisz staje na małych dzieciach. Widocznie dzieci nie cierpią na tym, bo nie krzyczą, ale nie mogłem dłużej patrzeć i wyszedłem. (…)
Wróciliśmy późno do domu, Kości trochę bolały, więc spało się doskonale. (…) W przyszłą środę wyjeżdżam do Aten…

W poniedziałek pójdę jeszcze do Bazaru po resztę sprawunków (czarczaf, kefie, łuk etc.), a w środę ruszam statkiem francuskim. (…)”
Po południu jeszcze raz pisze do Jadwigi Janczewskiej:
Iwo przyniósł listy: jeden od mateczki, drugi od Ciebie. Nie wiem, jak Ci dziękować, moja dobra Hanem, tak mnie Twoja pamięć rozczula. Więc przekonywam się, że mała naprawdę lepiej, bo to samo pisze ojciec z Warszawy i mateczka. (…)

LISTOPAD – 08./09. [PONIEDZIAŁEK/WTOREK]


Henryk Sienkiewicz z Bebek pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wyjeżdżam stanowczo w środę (10 listopada). (…) W Atenach popróbuję pisać. Będę sam z tydzień. Nie uwierzysz, jak mi tego trzeba, nawet dlatego, by sobie zdać w spokoju sprawę z wrażeń – i wypocząć – i z tydzień nic do nikogo nie mówić – tylko chandrować. (…) Okropnie mnie napastują, bym został choć do piątku, a ja jestem jak skała, o którą się rozbijają fale wschodniej gościnności. Słucham nalegań i rozumowań cierpliwie jak derwisz, potem odpowiadam, że muszę jechać w środę. (…)
Onegdaj objechaliśmy i przejechali cały Stambuł kilka razy. Widziałem stare mury potrójne, Jedykuł
(Jedi Kulé), tj. 7-m wież.
W którejś z nich był powieszony (według legendy) na haku za żebro Dymitr Wiśniowiecki. Byliśmy w Kachariath; jest to mały kościółek bizantyjski, w którym, lubo go zmieniono na meczet, dochowały się mozaiki w przedsionkach, jedne z najpiękniejszych jakie egzystują. Jest głowa Chrystusa z glorią, bardzo piękna… Po drodze przejeżdżaliśmy takie ulice, o których się filozofom
nie śniło. (…)”
We wtorek dopisuje:
„(…) Bilet już mam. Jadę jutro na statku Compagnie des Messageries Maritimes (Francuskiego Towarzystwa Żeglugi Morskiej) nazwiskiem „Donnai”. (…) Bardzo by mnie cieszyła ta podróż, gdyby prowadziła nie od domu, ale do domu – bo tak się chce spokoju! (…)”

LISTOPAD – 09. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bebek. Pisze bajkę wierszem „Kwiaty i krzemienie” skierowaną przeciwko antypolskiej polityce Prus.

LISTOPAD – 10. [ŚRODA]


Na parowcu „Donnie” Henryk Sienkiewicz wypływa z Bebek do Aten.

LISTOPAD – 12. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Aten i zatrzymuje się w „Hôtel d’Athènes”. Jadwidze Janczewskiej opisuje wrażenia z pobytu:
„(…) Mieszkam na rogu Placu Konstytucyjnego i ulicy du Stade, zatem w centrum miasta. (…) Wczoraj przebiegłem ulicę Hermesa, której sama nazwa wskazuje, że jest handlową, ulicę du Stade, Minerwy, byłem na Placu Zgody itd. (…)
Wielu też nosi jeszcze kostium albański, składający się z fustanelli, fezu i kaftana zahaftowanego zupełnie, z długimi, wiszącymi rękawami. Biodra ich obciska pas, z który zaciskają pistolety i handżary. Są całe oddziały wojska tak ubrane. Nadaje to miastu odrębną od wszystkich innych fizjonomię.
Grecy mieszkający po wsiach, mimo swych rozbójniczych instynktów, są podobno uczciwi; ci, którzy żyją w miastach i ubierają się w europejskie suknie, mają w całym świecie ustaloną opinię rzezimieszków. Naturalnie, nie mogę o tym sądzić, ale zauważyłem, że lubią coś zbyt dużo mówić o swej uczciwości. (…)”

[01. Grecja - mapa fizyczna]

[Fotografia mapy: Autor: 01. Captain Blood. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją GNU FDL].

LISTOPAD – 13. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Atenach w „Hôtel d’Athènes”. Do wczorajszego listu dopisuje:
„(…) O trzeciej pójdę na pocztę, bo restante otwarta dopiero od godziny. Obym co znalazł! Miałbym noc spokojniejszą. Tej źle spałem. Czytałem do późna „La Grèce contemporaine” Abouta (Edmunda Abouta). (…)”
Pisze też do Henryka Anastazego Gropplera:
„(…) Przybyłem do Aten wczoraj rano, zdrowo i szczęśliwie. Miasto śliczne, jasne i wesołe. Ruiny i okolice odpowiedziały zupełnie ideałowi, który sobie wytworzyłem o tej plastycznej ziemi. Wczoraj cały dzień przebiegałem ulice we wszystkich kierunkach, dziś piszę te kilka słów i muszę się spieszyć, pragnąć zdążyć na pocztę. (…)
Na komorze kręcono trochę głowami nad szablą, ale na widok franka stłukła się zaraz uczciwość celnicza, które jeśli nie jest równie czysta, to niezawodnie jest równie krucha jak szkło. (…)
W ogóle dobrze tu i wesoło z tą różnicą, że brakuje Bebeku, a w nim zacnych i kochanych Państwa Gropplerów, w których gościnnym domu czas upływał jak w Polsce i lepiej, bo swobodniej niż w Polsce. (…)”

LISTOPAD – 18. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Atenach. Zwiedza, poznaje, opisuje:
„(…) Rano pisuję, o 12-stej jem śniadanie i pyrgam na miasto lub za miasto. Z rozbójnikami spotkać się tu można z równym prawdopodobieństwem jak na Rynku w Krakowie lub w Sukiennicach. Byłem już wszędzie: na Akropolu, Pnyksie, Areopagu, Hagia Triada, Muzeum, resztkach świątyni Zeusa. Widziałem Stoa, Agora – i nie wiem, czy jest w mieście lub najbliższych okolicach jedna przewrócona kolumna, której bym nie oglądał. (…)
Idzie się wężowatą drogą pod górę, zarośniętą agawami i kaktusami. Przed sobą widzisz tylko olbrzymi mur, szary, pokruszony, spoza którego wyglądają trójkątne szczyty i wydłużone architrawy świątyń. Pusto było, gdym szedł, naokoło ani żywej duszy.
W bocznej bramie drzemie stary weteran, mijasz go zakręcasz, idziesz schodami na górę – i jesteś w Propyleach, przez które obejmiesz okiem całą platformę. Pierwsze wrażenie: ruina, ruina, cisza, śmierć! (…) Przychodzi Ci do głowy, że się tu odbyła jakaś straszliwa walka olbrzymów lub olbrzymich sił, od której góra się trzęsła, pękały mury, aż wreszcie runęło wszystko i pozostało tylko zniszczenie. (…)

Chodzisz cicho, bo wszystko, co Cię otacza, tak doskonale umarłe, że Ci się Twoje własne życie, Twój własny ruch wydaje czymś obcym i niewłaściwym w tych miejscach. (…)
Więc siedzisz, patrzysz na to kamienne uroczysko, na potop słoneczny, na zatopione w świetle zręby, złamy, aż wreszcie coś wstaje od ruiny, idzie i wstępuje w Ciebie. Zaczynasz się jednać z tym światem, później zlewać, w końcu po prostu kamieniejesz. Wtedy Ci jest dobrze, bo wchodzi w Ciebie ogromny spokój, ale to taki ogromny, jaki tylko może mieć kamień i ruina.
Ich cisza staje się Twoją ciszą. Im więcej masz duszę zbitą i obolałą, tym Ci tam lepiej. Chciałoby się głowę oprzeć o pilastr kolumny, zamykać i otwierać na przemian oczy – i koić się. (…)
Od razu tego nie dostrzegasz, czar działa z wolna, ale tym mocniej Cię przenika i w końcu upaja. I poznajesz, że nie sam tylko martwy spokój dały Ci te arcydzieła, ale że Cię upoiły własną pięknością, harmonią, a co za tym idzie, i słodyczą. Wtedy Ci jest prawdziwie dobrze. (…)”

LISTOPAD – 20. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Atenach. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …byłem zły okropnie, bo Pochwalski (Kazimierz Pochwalski) nie przyjechał; dziś dopiero otrzymałem depeszę, że przyjeżdża
w niedzielę. Skutkiem tego nie możemy jechać Lloydem, nie możemy jechać w poniedziałek, nie możemy jechać przez Zatokę Koryncką; musiemy wziąć statek włoski, możemy wyruszyć dopiero w piątek – i nie inaczej, jak naokoło Peloponezu,
bez zatrzymywania się w Argostoli, Korfu (Lloyd zatrzymuje się 6 godzin, więc można coś zobaczyć), wprost do Brindisi.
W dodatku będziemy na morzu zamiast 38 godzin – 72. Zrozumiesz łatwo, że nie bardzo mi się podoba takie rozporządzanie moim czasem, moją drogą, a ostatecznie i moim pieniędzmi, bo jeśli Pochwalski zyskuje, robiąc portrety, to ja tracę, płacąc
na próżno hotele i dłuższe przejazdy. (…)
Wczoraj drogman pojechał po Pochwalskiego o świcie. Gdy ich o ósmej rano jeszcze nie było, poszedłem naprzeciw i od słupa
do słupa zaszedłem po jakichś dwóch godzinach czy nawet mniej aż do Pireus. Po drodze opadli mnie psi, którzy jednak, spotkawszy się z gradem tłuczonych kamieni, sromotnie tył podali. (…)
…najbardziej dręczy mnie tęsknota powrotu. Mam już dosyć. Pojechałbym morzem wprost doTriestu, gdyby nie to, że koleją prędzej się jedzie i że niemowlęcia, w które się dobrowolnie ubrałem, nie można zostawiać. Wreszcie idzie mi o portret
(portret zmarłej Marii Sienkiewiczowej), który pod mymi oczyma będzie skończony prędzej i lepiej. Trzeba sobie wędzidło nałożyć – a tak się chce wracać – i taka moralna bieda czasem gniecie, że nie sposób wypowiedzieć. (…)”

LISTOPAD – 26. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Atenach. Planuje wyjazd do Brindisi. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jedziemy jutro do Brindisi włoskim statkiem „Il Princ[ip]e Oddone” z linii Florio Rubatino. (…) „Oby Princ[ip]e Oddone” był szczęśliwszy! Wczoraj byliśmy w Koryncie; deszcz nas przemoczył do nitki. Dziś dość pogodnie, ale chmury. Jutro co będzie,
to będzie. Są takie siekiery, którym nie przeznaczono tonąć. (…)”
Do Henryka Anastazego Gropplera pisze:
„(…) Jedziemy jutro, to jest w piątek (w sobotę), do Brindisi włoskim statkiem „Il Principe Oddone”. Zapewniają nas, że w niedzielę wieczorem będziemy już na miejscu, ale naturalnie wszystko zależy od pogody… (…)
Z Brindisi jedziemy do Neapolu, Rzymu, potem na Ankonę do Triestu lub Fiume, stosownie do tego, jaki znajdziemy statek. Prostsza i mniej nużąca byłaby droga przez północne Włochy koleją, ale tyle tam bolesnych wspomnień, że po prostu nie czuję się na siłach do odbycia tamtej drogi i umyślnie chcę jej uniknąć. (…)”
Przed rokiem – 19 października 1885 r. – pisarz utracił żonę Marię, którą usilnie kurował na gruźlicę w północnych Włoszech, m. in. w Meranie.
W dalszej części listu pisze na swój temat:
„(…) Są ludzie, którym łatwo przychodzi dziękować i wylewać uczucia wdzięczności; ja pod tym względem, jak i pod wszelkimi innymi, należę do małomównych, ale wierzajcie mi, Drodzy Państwo, że wyjeżdżając od Was nie zabrałem całego siebie,
bo zostawiłem Wam szczerą i prawdziwą przyjaźń, taką, która do najlepszych części istoty ludzkiej należy i której oddalenie
nie zmniejsza. (…)
Myślę, że za jakie piętnaście dni będziemy już w Krakowie i dlatego ośmielam się naprzykrzać Drogiemu Panu o przyspieszenie wysyłki skrzyni z moimi rupieciami. Muszę na nią zaczekać w Krakowie, a nie chciałbym tam bawić zbyt długo. (…)”
Na koniec Henryk Sienkiewicz podkreśla wspaniałomyślność Henryka i Ludwiki Gropplerów:
„(…) Przyjmowaliście przecież nas i zarzucili podarunkami tak, że gdy będę opowiadał o tym w Warszawie, gotowi mi
nie uwierzyć, że są tacy ludzie na świecie. Żeby Was poznać, warto naprawdę do Stambułu przyjechać, a poznawszy, warto wrócić. Czy wrócę – nie wiem, ale myślą będę często wracał jako do ludzi, od których chciałbym tyle serdecznych uczuć, ile sam mam dla nich. (…)”

LISTOPAD – 28. [NIEDZIELA]


O godz. 13.00 Henryk Sienkiewicz przybywa do Brindisi.

LISTOPAD – 29. [PONIEDZIAŁEK]


Rano Henryk Sienkiewicz przybywa do Neapolu. Zatrzymuje się w Hotelu Hassler znajdującym się w Santa Lucia, eleganckiej dzielnicy Neapolu. Jadwidze Janczewskiej pisze:
„(…) Przyjechaliśmy dziś rano, a wieczorem (g. 10) piszę parę słów mimo wielkiego zmęczenia, żeby Ci tylko donieść, że „Principe Oddone” dopłynął szczęśliwie do Brindisi i że od rana latamy jak najęci po Neapolu. (…)
Miasto ogromne, domy ogromne, nabrzeżnice (dobry wyraz) wspaniałe. (…) Po Stambule miasto wydaje się czystsze, a ruchliwe, a roi się, a wrzeszczy, a gestykuluje! Stanęliśmy u Hasslera, dlatego, że go nie wymieniono w przewodniku, więc nadzieja,
że tańszy. Tak sobie. Cały dzień lataliśmy. Byliśmy na Santa Lucia, na Piazza San Fernando, na Chiaia, na via Toledo,
via del Duomo i w Muzeum
(Muzeum Narodowe w Neapolu), które jest jednym z pierwszych w świecie. Widzieliśmy tylko dolne sale
z Pompeianea i cudnymi rzeźbami. Ale wypędzili nas, bo zamykali. Trzeba tam jeszcze wrócić. (…)
Zdrów jestem, tylko zaziębiony i mam straszny katar. (…)”
Skreśla też kilka słów do Stanisław Smolki:
„(…) Wyjechałem z Aten w piątek; w niedzielę byłem w Brindisi i po nocnej podróży jestem dziś od Rana w Neapolu. Na przyszłą sobotę najdalej będę w Rzymie. Pragnąłbym z całej duszy zobaczyć się z Wami i uścisnąć Waszą rękę, więc umyślnie piszę
te parę słów z obawy, abyście właśnie w tym terminie nie przedsięwzięli wraz z towarzyszami jakiej wycieczki. W każdym razie zechciejcie mnie uprzedzić, gdyby były jakieś przeszkody, a zarazem donieść mi łaskawie, czy nie wiecie jakiego hotelu, gdzieby nas (tj. mnie i Pochwalskiego
(Kazmierza Pochwalskiego)) nie obdarto ze skóry. (…) W Rzymie byłem przed laty sześciu i mieszkałem prywatnie, więc o „albergach” (hotelach) nic nie wiem. Pragnąłbym mieć dwa pokoiki, bo towarzysz mój okropnie chrapie, a ja i tak źle sypiam. (…)”

LISTOPAD – 30. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu Hassler w Neapolu. Stąd wypuszcza się na wycieczkę do Baiae.

GRUDZIEŃ – 01. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu Hassler w Neapolu.

GRUDZIEŃ – 02. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu Hassler w Neapolu. Jadwidze Janczewskiej opisuje atrakcje miasta:
„(…) Onegdaj cały dzień spędziliśmy w Puzzoli, po prawej stronie Neapolu;… (…) Stamtąd tramwaj zaniósł nas przez grotę Pauzilippo do Puzzoli, gdzie są ruiny świątyń Diany, Neptuna, Serapisa i amfiteatr doskonale zachowany.
Ledwieśmy wysiedli, przyczepił się do nas przewodnik. Natręctwo tych ludzi przechodzi wszelkie wyobrażenie. Jeśli go nie chcesz
i mówisz mu to, mówisz jak do ściany – on nie słyszy i rozpoczyna swoją czynność. Temu, który nas opadł, powiedziałem,
żeby sobie poszedł, że nie dam ani grosza, że traci czas; następnie nawymyślałem mu w kilku językach, następnie zrobiliśmy umyślnie kurs po mieście piechotą i zgubiwszy go poszliśmy na śniadanie. Po śniadaniu wychodziemy, aż mój cicerone już stoi, oświadcza, że jakkolwiek czas niepewny, może deszczu nie będzie, prosi jednak, żeby się spieszyć, byśmy mogli wszystko obejrzeć. Pochwalski
(Kazimierz Pochwalski) zbladł ze złości, ale właśnie z tego powodu tym trudniej było mu coś powiedzieć, ja zaś – może dlatego, że po śniadaniu, zacząłem się bawić tą bezczelnością i naturalnie pierwszy mój uśmiech został w lot schwytany
i poczytany za oznakę zgody, którą był rzeczywiście, bo rzeczywiście potrzebowaliśmy kogokolwiek. Więc naprzód, wziąwszy powóz, pojechaliśmy dalej w kierunku przylądku Miseno i Ischii. (…)
…i zwiedziwszy Baiae (świątynie i grobowiec Agrypiny) wrócili do Puzzoli dla oglądania świątyń, o których Ci już wspominałem. Można było wrócić tramwajem, ale chciałem jeszcze zwiedzić jezioro d’Agnano, w pobliżu którego są ciekawe groty,
więc wzięliśmy powóz. Wśród ciemności egipskich wracamy do Neapolu, po drodze słyszemy tylko od czasu do czasu dzwonki mułów ciągnących coricolla. (…)”
.

GRUDZIEŃ – 03. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu Hassler w Neapolu.

GRUDZIEŃ – 04. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz opuszcza Neapol i o godz. 22.00 przybywa do Rzymu.

GRUDZIEŃ – 05. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Albergo Orientalne (Hotel Orientale) w Rzymie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Od dnia wczorajszego, godziny 10 w nocy, jesteśmy w Rzymie. Smolka (Stanisław Smolka) i Weloński (Pius Weloński) oczekiwali na kolei przez godzinę, bo się pociąg spóźnił. Smolka zapomniał wziąć ze sobą listów… (…) Ale nie pozwoliłem sobie być złym
na niego, bo to takie poczciwe stworzenie, że wilią naszego przyjazdu latał po wszystkich hotelach, żeby wynaleźć pokoje tanie, dogodne i od południa. Ten ostatni warunek nie jest tu małą rzeczą, bo nie zgadniesz, że w tej chwili, pisząc z tego kraju słońca,
i w pokoju, w którym kazałem napalić, piszę w serdaku, w kołdrze na nogach – i palce mi grabieją.
Chwała przede wszystkim Bogu, żeście wszyscy zdrowi. (…) Najwięcej Cię męczyły migreny, choć pamiętaj zawsze, że migreny
to tylko skutek niedokrwistości – i że usuwając anemię przez silne jedzenie i picie, można je także usunąć. Dlatego zawsze myślałem, że wszystkie wyroby słodowe będą dla Ciebie bardzo dobre.
A przy tym spokój, a nawet i cisza, żeby tej biednej główki nie rozklekotywać. Sam na sobie doświadczyłem, jak mi szkodzi hałas, ścisk i takie życie jak we młynie. Z tego powodu zły jestem na tych gości, którzy Wam wprowadzają rozgardiasz do domu,
i postanowiłem go nie powiększać własną osobą. A jeszcze takie gościnne stworzenie zaraz się kłopoce i głowę sobie zaprząta. Pozwól mi, Dzinko, zalokować się w hotelu. Przecie i tak przesiaduję u Was całymi dniami. Jeśli się zapomnę wieczorem i zasiedzę, to mi powiedz: „A do domu, powsinogo!” – taj pijdu! (…)”
Można wnioskować, że pisarz bywał u Edwarda i Jadwigi Janczewskich w Krakowie przy ul. Karmelickiej 31, chociaż na razie jego słowa są jedynym tego potwierdzeniem. Dalsza relacja jest następująca:
„(…) W Neapolu mieliśmy tylko jeden dzień słoneczny i błękitny, zresztą okropność. Mokliśmy do nitki na Wezuwiuszu, mokliśmy
w Pompei i wszędzie. (…) Serce bije, płuca nie mogą nastarczyć; musieliśmy co chwila stawać dla odetchnięcia. Oblewał nas pot,
a jednocześnie ciął wiatr z zimnym deszczem. Chwilami przelatywały mgły jak jakieś stada pędzące w cwał – i zasłaniały wszystko – chwilami wicher je zamiatał, odsłaniając czarne wiszary, czarne lawy, czarne popioły i całą górę jeszcze
od szczegółów czarniejszą, groźną i złowrogą a żałobną. Doszedłszy do stacji padliśmy na ławki zziajani, milczący, mokrzy, spoceni i zziębnięci jednocześnie – i tylko jeden spoglądał na drugiego, bo głosu nie chciało się ze zmęczenia wydobywać.
Ale w ścianach drewnianych było cieplej, dano nam wina i – drogą już lepszą – bo trochę opracowaną dla gości przyjeżdżających koleją – poszliśmy do krateru. Po chwili, może po 10 minutach, droga się skończyła i zaczęły się rozłogi, niezbyt pochyłe
i do wstępowania łatwiejsze. (…) Nagle przed oczami wyrósł nam znów czub mocno spadzisty – weszliśmy na niego, mając
przed sobą chmurę dymu – aż szczyt zakończył się krawędzią – rozległo się: „Stop!” przewodników – i stanęliśmy na zrębie krateru – tuż, tuż przy otchłani. (…)
Gorąco czyniło się coraz większe, a od chwili do chwili słyszeliśmy huk podziemny. Co za groza i wspaniałość, gdy ta otchłań schodząca aż do wnętrzności ziemi nagle zagada. Myślisz, że tam siedzą jakieś żyjące potworne potęgi, które chwyta gniew
na widok człowieka zaglądającego w ich siedziby. (…)
Zstąpiwszy zbieraliśmy siarkę w szczelinach, okruchy pumeksu i innych wulkanicznych materii. Konie czekały na nas na dole
i mogliśmy wrócić do Resiny, ale woleliśmy je odesłać, sami zaś poszliśmy inną stroną góry, ku Torre del Annunziata, by widzieć lawy płynące. (…)

Nazajutrz byliśmy w Pompei, bo poczciwe płuca wytrzymały dobrze Wezuwiuszową próbę. (…) Powiem Ci tylko, że dziwne
i nieopisane wrażenie robi to miasto, na którego brukach znać jeszcze koleje wozów. Możesz sobie w niektórych miejscach wyobrazić, że katastrofa miała miejsce wczoraj… (…)
Rzymu nie będę zwiedzał albo bardzo mało. Zamierzałem coś pisać, wątpię jednak, czy mi zgrabiałe palce (miarkuj to po mojej kaligrafii) pozwolą. Natchnienie nie lubi unosić się nad zakatarzonym nosem i czerwonymi uszami. Zresztą niepodobna – chybaby jutro było ciepło. (…)
Smolka daje Pochwalsk[iemu] jednego ze swych uczniów na cicerone, a ja może już pojutrze jak pyrgnę, tak się nie oprę
aż w Wiedniu. Najlepiej tam do mnie adresować: Chłędowski, Wohlleben-Gasse 5. (…)”

GRUDZIEŃ – 09. [CZWARTEK] lub 10.


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża z Rzymu i przyjeżdża do Florencji, gdzie zatrzymuje się w Albergo (hotelu) di Roma. List do Jadwigi Janczewskiej datuje
„10 (?) XII 1886. Czwartek”. Znak zapytania przy dacie pisarz postawił sam, a czwartek przypadał 09 grudnia. W liście pisze:
„(…) Wyjechałem dziś z Rzymu z zamiarem jechania wprost do Wiednia, ale w drodze skusiło zatrzymać się na dzień we Florencji
i zobaczyć Uffizi
(Galleria degli Uffizi). Pochwalski (Kazimierz Pochwalski) został w Rzymie i wyruszy w sobotę lub w niedzielę. Ja będę
w Wiedniu (wyjechawszy stąd jutro wieczorem) w sobotę o dziesiątej wieczorem. Wypocznę przez niedzielę, będę
u Chłędowskiego
(Kazimierza Chłędowskiego), a w poniedziałek na noc ruszę. (…)
Pogoda niegodziwa. Sirocco i deszcz, ciemno, posępnie. (…) Pytasz o Smolkę
(Stanisława Smolkę)! Zmienił się zupełnie, bo tak utył, tak się odrodził, taki pełen życia i wesołości, że nikt go w Krakowie nie pozna. (…) Ja nieźle się czuję, tylko w tej chwili mam migrenę. W Wiedniu stanę w Hôtel de France. Będę u Chłędowskiego, zresztą nigdzie. (…)”

GRUDZIEŃ – 16. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

GRUDZIEŃ – 17. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

GRUDZIEŃ – 18. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

GRUDZIEŃ – 19. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

GRUDZIEŃ – 20. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

GRUDZIEŃ – 21. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

GRUDZIEŃ – 22. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Henryka i Ludwiki Gropplerów:
(…) Przed paroma dniami Müldner (Henryk Müldner) wręczył mi Wasze listy z pierwszych dni grudnia. Nie wiem, jak Wam dziękować za serdeczne i przyjazne wyrazy w nich zawarte oraz wszystkie kłopoty, jakich Was nabawiła przesyłka. A zaraz skorzystaliście
ze sposobności, by ją powiększyć darami. (…) …zawieszę dywanik nad moją sofą, na nim szablę i ilekroć spojrzę na to wszystko, będę sobie przypominał Bebek i Wasze twarze, które pragnąłbym z całej duszy zobaczyć.

Pisałem do Gebethnera i Wolffa, u których mam dość znaczne zaległości, o otwarcie rachunku na Wasze nazwisko, oni zaś porozumieją się sami z Szanownym i Kochanym Panem co do kwestii, pod jakim adresem mają wysyłać książki. (…) Mam nadzieję, że wiadomość o tym od Drogiego Pana wkrótce będzie w Warszawie (Red[akcja] „Słowa”, Mazowiecka 4)…

Dotychczas, jak to Kochani Państwo widzicie z tego listu, bawię w Krakowie. Ośm już dni upłynęło od mego przyjazdu i nie wiem, czy na święta wrócę do Warszawy. Wstrzymuje mnie… Pochwalski. Zostawiłem go w Rzymie, który chciał i powinien był bliżej poznać. Więc dopiero onegdaj zabrał się do wykończenia portretu mojej nieboszczki
(Marii Sienkiewicz) i pewnie przed Wigilią go nie wykończy, a moja obecność koniecznie jest potrzebna dla wskazówek. Pochwalski znał bowiem moją żonę bardzo mało.

Dzieci moje zdrowe, a wiadomości o nich miewam prawie codziennie. W Krakowie zachwycają się moi bliscy tkaninami, które przywiozłem, gdy zaś opowiadam komu o gościnności Drogich Państwa i Ich domu, zaraz każdy wybiera się do Konstantynopola. (…) Ale nim to nastąpi, kto wie, czy nie prędzej ujrzycie którego z dawnych pielgrzymów, bo ani Was zapomnieć, ani za Wami
nie zatęsknić – niepodobna. (…)

GRUDZIEŃ – 25. [SOBOTA]


Święta Bożego Narodzenia Henryk Sienkiewicz spędza w Krakowie.

GRUDZIEŃ – 26. [NIEDZIELA]


Święta Bożego Narodzenia Henryk Sienkiewicz spędza w Krakowie.

GRUDZIEŃ – 27. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

GRUDZIEŃ – 28. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

GRUDZIEŃ – 29. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

GRUDZIEŃ – 30. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

GRUDZIEŃ – 31. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1887



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Mieszka przy ul. Wspólnej 24 na rogu ul. Kruczej. Pierwsze piętro zajmują teściowie, Kazimierz i Wanda Szetkiewiczowie, wraz z dziećmi pisarza. On sam zajmuje piętro drugie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Jestem chory od kilku dni na gardło i z domu nie wychodzę. Czy nie będziesz łaskaw przyjść do mnie na winta? Będzie teść mój (Kazimierz Szetkiewicz), Luc (Lucjan Wrotnowski) i może Ostrowski (Stanisław Ostrowski). Obiecuję tanią grę i wczesne rozejście się
do domu. (…)”


STYCZEŃ


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj byłem u Leów (Edwarda i Stefanii z Zielińskich Leów). – Antał (Antoni Zaleski) ogromnie się interesował portierą i czy się podobała – i „co na to pani Dzinia”. Koenig (Józef Kenig) wypytywał się także o Ciebie… (…) Dzieci przechodzą imaginację, a mała Dzinia jest tak śliczna, że się jej odpatrzyć nie mogę. Urosła bardzo. Henio mniej, ale bardzo ładny. (…)”

Wielka dziś rano przy herbacie była rozprawa o planach przysłanych przez Ciebie (budowy domu w Krakowie przy ul. Wolskiej 16). (…) Jeśli wzgląd na możliwą wojnę wstrzymuje Edwarda od rozpoczęcia budowy, to na to nie ma rady. (…) Ale i w takim razie lepiej mieć dom za fortami niż w mieście otwartym. (…)

Dziś jestem na obiedzie u Wrotn[owskich]
(Lucjana i Marii z Tabęckich Wrotnowskich), po którym nastąpi sesja o zmianach w „Słowie”. Proteguję trochę Godlewskiego. Ja objąłbym w takim zakresie beletrystykę, czyli „Niwę”, która stałaby się dodatkiem artystycznym, społeczno-literackim. (…) Oszczędność wielka, bo jedna administracja. (…)

Odwiedzał mnie Janikowski
(Leopold Janikowski). Zbiera partię i jedzie w marcu do Afryki. (…)

STYCZEŃ – 01. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

STYCZEŃ – 02. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

STYCZEŃ – 03. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

STYCZEŃ – 04. [WTOREK]


„Kraj” w swoim 1. tegorocznym numerze zawiadamia swoich czytelników, że Henryk Sienkiewicz przybywa z Krakowa do Warszawy.

STYCZEŃ – 05. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 06. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 07. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 08. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 09. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 11. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 12. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 13. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Augusta Roberta Wolffa:
„(…) Zechciej Pan przygotować na 16 stycznia pozostałe należne mi rs. 1400 za drugie wydanie „Potopu”. – Ponieważ summa powyższa należała mi się już we wrześniu, zatem miałeś Pan i tak blisko 4 miesiące bezprocentowej prolongaty. Sam mam wypłaty w terminie 16 stycznia i potrzebuję mieć wszystko, co mi się należy. (…)”

STYCZEŃ – 14. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 15. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 16. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 17. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.
W numerze 16. „Kuriera Warszawskiego” i numerze 11. „Słowa” czytamy, że swoją pierwszą sesję organizacyjną odbył Komitet Konkursu „Kuriera Warszawskiego”
na Powieść Współczesną osnutą na tle obyczajowym lub społecznym. Oprócz pisarza w skład jury wchodzili: Ludwik Jenike, Piotr Chmielowski, Dionizy Henkiel, Józef Kotarbiński – a z ramienia „Kuriera”: Władysław Bogusławski i Władysław Sabowski.

STYCZEŃ – 18. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Henryka i Ludwiki Gropplerów:
„(…) Od dwóch tygodni jestem w Warszawie i byłbym dawno do Was napisał, gdyby nie cała paczka zaległych listów, które się pozbierały podczas mojej długiej nieobecności. Przynajmniej na pewną część ich trzeba było odpowiadać, więc czas miałem mocno zajęty. Zresztą gości mam dosyć, bo o Waszej szabli urosła cała legenda w Warszawie, a ciekawych tu nie brak. (...) Mój gabinet do pracy tak wypiękniał, że aż mi milej w nim siedzieć, a to niemała korzyść, bo siedząc w domu pisze się więcej. (…)”

STYCZEŃ – 20. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Skarży się Jadwidze Janczewskiej:
„(…) Teraz o interesach. Biednego Toma wszyscy krzywdzą. Z tego, co mi Wolff (August Robert Wolf) zapłacił, oddałem ojcu 1000 rs. – resztę z tego, co było pożyczone w Nałęczowie dla Zosi; dałem 100 rs. Kryńskiemu (który powiada, że do pomnika dołożył),
a przyszedł mnie prosić o pożyczkę w wysokim stopniu suchot (i tym mnie rozczulił); posłałem tam coś jeszcze gdzie indziej –
i biednemu Tomowi zimno. (…)

„Przegląd Tygodniowy ku wielkiemu memu zdziwieniu chwali bardzo. Byłoby arcydzieło, gdyby nie brak nowych typów, bo Oleńka to Helena, książę Janusz to Jeremi, a Kmicic (uważaj dobrze) i ks. Bogusław – to zupełnie Bohun, a Soroka to Rzędzian.
No, powiedz sama. Pominąwszy ze sto figur, o których nie ma wzmianki (Lubomirski, król, Czarniecki, Kiemlicze, Kuklinowski, Kordecki, kompanionowie, etc., etc.) – czy to figury podobne? Biednemu Tomowi stanowczo zimno.

Ale, jak widzisz, biorę wszystko dość wesoło, a zresztą „lecę sobie w krainy odmienne”, bo wyjeżdżam w tym tygodniu
na niedźwiedzia z’un Pa. Będziemy i u Bronisia
(Bronisława Mineyki) w Dubnikach. (…)
Zdrów jestem dość, tylko czasem krzyże bolą i biednemu Tomowi zimno. Sypiam lepiej. Kładę się późno, wstaję jeszcze później. (…)”

STYCZEŃ – 21. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
Wyjeżdżamy z ojcem w niedzielę wieczorem. A czyby nie napisać do Dży z lasu? Możeby to ją zabawiło! Wczoraj widziałem wystawę Brandta (Józefa Brandta). Cuda! Stepy! Tak mnie ten Brandt nastraja, że tylko brać pióro i pisać. (…)

STYCZEŃ – 22. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Tego dnia w jego mieszkaniu ma miejsce gra w winta, w której uczestniczą między innymi: Wanda Szetkiewicz i Lucjan Wrotnowski.

W numerze 6. „Słowo” zamieszcza zapowiedź ostatniej części trylogii – „Pana Wołodyjowskiego”.

STYCZEŃ – 23. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
Iszjas złapał i trzyma drugi dzień, a ból taki, że się ze strachem myśli o każdym ruchu. Podróż (do Dubnik) jednak nie tylko dlatego odłożona, ale że i ojciec nie może przed piątkiem wyjechać, ja zaś wyjeżdżam o dzień lub dwa później, żeby mu dać czas
na interesa w Wilnie. Wyjadę pewnie w sobotę, jeśli się nie zwlecze. W tej samej chwili, w której złapała mnie ta malwa
(niepowodzenie), posłałem po Benniego (Karola Benniego). Pokazało się, że wyjechał, więc przyszedł Dobrski (Konrad Dobrski), zapisał jakieś lekarstwa, kazał jeździć konną i odbyć edukację, której wielkim metrem podejmuje się być Luc. Szczęściem wyjeżdżam.
Co to za ból w tym iszjasie, trudno wypowiedzieć. I dziś jeszcze boli, ale już nie tak, jeno że człowiek zmęczony bezsennością. Mimo to wczoraj był u mnie zwykły wint niedzielny… Mateczka w moim zastępstwie grała z Wrotn[owskim] i wygrali. (…)

Był dziś u mnie Wojciech Roj, który przyjechał do Chałubińskiego
(Tytusa Chałubińskiego). Bardzo mu się oczy śmiały do bromi tureckciej i zadawał mi pełno roztropnych pytań. Ucieszyłem się do niego szczerze. (…)

Szturmuje do mnie Loewenfeld
(Raphael Löwenfeld /Loewenfeld/), bardzo znany tłumacz, o „Potop” i „Ogniem i mieczem”. Odmówiłem, ale że napisałem, iż się Rodakowski (Maksymilian Rodakowski) tym zajmuje, więc on chce go prosić, by mu choć „Potop” odstąpił. (…)

STYCZEŃ – 29. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
Podróż odkłada się z dnia na dzień trochę dlatego, że ojciec marudzi, a trochę dla odczytu („Wspomnienia z Aten”). Wyjeżdżamy
(to jest ja) w poniedziałek o 12-tej w nocy, ale czy się to nie zwlecze do wtorku, nie wiadomo.

Pytasz o odczyt, czy dobrze idzie. (…) Owóż dzielić się wrażeniami z kimś bliskim i sympatycznym… jest wcale co innego niż dzielić się z tysiącem obojętnych gapiów. Jest to tym przykrzejsze dla Toma, który klucza od duszy nie lubi byle komu oddawać. (…)

Był tu Wańkowicz
(?), rządca Tyszkiewiczowy z Mołodecznej (Mołodeczna), i mówił, że niedźwiedź leży, a dziki są także. Może się uda szczęśliwiej niż zeszłego roku. A przywieźć wilka na dywanik? Będzie leżał w pracowni albo przy łóżku i łapki ochraniał
od zaziębienia. Jeśli będzie niedźwiedź, to tym lepiej. (…) Ból już przeszedł bez śladu – i zdrów jestem, tylko senny ciągle. Ale to pewnie wina braku ruchu i odczytu. Las na to poradzi, chociaż i do domu będzie ogromnie pilno… (…) Dzieci zdrowe, urządzają ciągle wystawy. (…) Zaraz muszę jechać po pasport do ratusza, więc muszę kończyć. Bądź przede wszystkim zdrowa – kochana siostrzyczko – nie męcz się i ochraniaj – i pamiętaj, że o tę Dzinkę bardzo wszyscy dbają. (…)

LUTY – 01. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
Z'un Pa (Kazimierz Szetkiewicz) pojechał dziś rano – ja mam niby jechać jutro wieczór – ale Bóg raczy wiedzieć, czy zdążę z tym zakazanym odczytem. A odkładać go nie mogę, bo muszę go jeszcze tłumaczyć na rosyjski i oddawać do cenzury. Więc może
w czwartek rano – wieczór – bo ja wiem. (…)

Pogoda śliczna, ciepło, ale na polowanie to źle, bo śniegi topnieją. Prawdę rzekłszy, nie chce się jechać na tak długo. – Po tym polowaniu uczynię sobie ślub, że strzelby więcej w rękę nie wezmę, chybaby mnie los rzucił do dzikich krajów. Będę pilnował „Niwy” i „Słowa”. (…)

LUTY – 08. [WTOREK]


Wieczorem Henryk Sienkiewicz i Kazimierz Szetkiewicz przyjeżdżają do Mołodeczna.

LUTY – 09. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz i Kazimierz Szetkiewicz przebywają w Mołodecznie.

LUTY – 10. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mołodecznie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …polowaliśmy na dziki bez skutku. Dziś jedziemy na łosie z małymi widokami, bo śniegów nie ma, wskutek czego osacznicy nie mogą dobrze wiedzieć, co się w jakim ostępie znajduje. Szkoda z tego względu, że to ostatnie moje polowanie,
bo na przyszłość rozstaję się ze strzelbą. Sam sobie to przyrzekłem. (…)

W czasie naszego pobytu w Dubnikach przyszedł list Twój do Bronisiowej
(Anny Marii Mineyko), za który chce się podziękować, choć nie do nas był adresowany, bo przynosił wiadomości o zdrowiu tego miłego i kochanego stworzenia i wiadomości niezłe.

…com robił po drodze z Mołodecznej. Oto komponowałem sobie sceny do Wołodyjowskiego. Dziwny to jest proces, w którym fantastyczne osoby mieszają się z żywymi, żywe odchodzą w ciąg zdarzeń fantastycznych – i rozmawia się z nimi, widzi się je, skutkiem czego odczuwa się wszystko mocno – i pisze się dobrze. Przynajmniej w mojej wyobraźni zawsze w stosunki powieściowe podstawiają się żywi rozmaici ludzie, albo ci, których już nie ma, albo pragnienia i postulaty, choćby niepodobne
do ziszczenia, i tworzy się świat, w którym człowiekowi jest lepiej, tak dalece lepiej, że potem, gdy się przechodzi
do rzeczywistości, „bywa Tomowi zimno”. (…)

Uważaj, że piszę na czterolistnej koniczynie, i kontent jestem, żem taki papier znalazł w pudełku ojca, bo cyfra cztery
jest dobrą, a czterolistna koniczyna znaczy szczęście. (…)”

[01. Litwa - mapa fizyczna]

[Fotografia – Autor: 01) Equestenebrarum. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją CC-BY-SA].

LUTY – 15. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Henryka i Ludwiki Gropplerów:
(…) Był u mnie Pochwalski (Kazimierz Teofil Pochwalski). Pokazywał mi Wasze koty malowane przez Farnet[t]iego (Stefana Farnetti'ego). Szkoda, że fotografia zalana i niewyraźna, ale co to za mistrzowski rysunek. Myślę, że bardzo niewielu artystów umie tak malować, a zwłaszcza tak rysować zwierzęta. Ja, który jestem miłośnikiem całego świata zwierzęcego, odczuwam to może lepiej od innych. O Farnet[t]im powinno być głośniej w świecie, niż jest, bo on ma prócz wszystkiego niezmiernie wykształcony
i szlachetny smak artystyczny, a to jest przymiot, którego np. naszym malarzom brakuje powszechnie. Namawiajcie, Kochani Państwo, Farnet[t]iego, żeby przysłał co do Warszawy. Choćby mnie nie było, Antałek
(Antoni Zaleski) postara się, żeby o tym było głośno – i on to nawet lepiej zrobi ode mnie.

A czy kochany Pan Henryk nie wybiera się do Karlsbadu dla radykalnego wyleczenia się z przypadłości żołądkowych? Miejsce piękne, dla Obojga Państwa zdrowe, a lekarzem ordynującym jest Has[s]ewicz
(Stanisław Hassewicz), Polak, mój znajomy, który by Was miał w szczególniejszej opiece. W takim razie postarałbym się i ja Was odwiedzić. (…)

LUTY – 20. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Informuje Jadwigę Janczewską:
„(…) Matuś rozmyśla, robi plany, gdzie lepiej jechać, ale skończy się zapewne na tym, że pojedzie do Ciebie i z Tobą tam,
gdzie będzie potrzeba. (…) Ja sam za parę dni będę w stanie pożyczyć mateczce pięć tysięcy fr. w złocie lub więcej, dlatego,
że o Wołodyjowskiego układam się z redakcją „Słowa” nie na ruble, które mają kurs zbyt zmienny, ale na marki lub półimperiały
(złote monety rosyjskie wartości 5 rs. sztuka) - wszystko jedno! Prócz tego wymagam, żeby mi połowę wypłacono z góry. (…)”

LUTY – 22. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Odwiedza go siostra Helena.

LUTY – 23. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …dziś przyjeżdża mój ojciec (Józef Paweł Ksawery Sienkiewicz) - oba będziemy chcieli gawędzić, bośmy się nie widzieli dawno, nawet bardzo dawno. (…) Mateczka (Wanda z Mineyków Szetkiewicz) mówiła mi o sprzedaniu skóry na niedźwiedziu, tj. dwóch tomów Wołodyjowskiego. (…) Chcę koniecznie, wbrew woli mateczki, zostać jej Mośkiem. (…) A byłoby człowiekowi i przyjemnie,
i dumnie! (…)
Luc
(Lucjan Wrotnowski) utrzymuje, że następną powieść będę sprzedawał na karaty. (…)
Helenka Ci się kłania – wczoraj była u mnie i dyskutowaliśmy o pięknościach ludzkich zawzięcie. (…)”

MARZEC – 10. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 11. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Redakcji „Słowa” list, w którym tłumaczy przyczyny opóźnienia w pisaniu „Pana Wołodyjowskiego”:
„(…) Na próżno szturmujecie o „Wołodyjowskiego”, bo go zaraz jeszcze dać nie mogę. I wy, i publiczność czytająca powinniście byli zrozumieć, że po „Potopie” należy mi się czas jakiś wypoczynku, zwłaszcza że wiecie, w jakich warunkach tę powieść pisałem. Publiczność ma jednak słuszny powód do narzekania, bo redakcja powinna się była przed ogłoszeniem terminu „Wołodyjowskiego” porozumieć ze mną i nie narażać nikogo na zawód.
Mogę was tylko pocieszyć tym, że materiału przybywa mi coraz więcej i że zwłoka może wyjść tylko na korzyść powieści. Zresztą w przyszłym kwartale Pan Wołodyjowski zacznie już machać szablą… (…)”
Kolejny list adresuje do Henryka Anastazego Gropplera:
„(…) Byłem rzeczywiście na Litwie, zabiłem dwa łosie i wróciłem niezbyt zadowolony, bo polowanie z powodu braku śniegu
nie bardzo się udawało. (…)
Henio i Dzinia, dziękują ślicznie i posyłają swoje fotografie. Nie potrzebuję mówić, że w mojej córce kochają się już wszyscy moi znajomi, a Antałek w pierwszym rzędzie – ale mu jej nie dam, bo i za stary, i bałamutny.
W Krakowie bawię chwilowo, bo mam mieć odczyt dla Tow[arzystwa] Bratniej Pomocy Studentów Uniwersytetu. (…)
Z Krakowa jadę do Wiednia, gdzie w ciszy i spokoju będę pisał Wołodyjowskiego. Zrobiłem kontrakt o tę powieść ze „Słowem”
za 16 000 marek dwa tomy. Na ruble już się u nas umów nie zawiera. (…)
Gdybyście Kochani Państwo chcieli kiedy napisać do mnie słówko do Wiednia, adres, pod którym mnie list dojdzie, będzie: Wien, Chłędowski
(Kazimierz Chłędowski), Wohllebengasse 5, pour r[emetrre] a Henri Sienkiewicz. (…)”

MARZEC – 12. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 13. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 14. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 15. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 16. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 17. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 18. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 19. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 20. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 21. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 22. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 23. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 24. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 25. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie, gdzie na rzecz Towarzystwa Bratniej Pomocy Studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego wygłasza odczyt „Wspomnienia
z Aten”
.

MARZEC – 26. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Feliksa Fryzego:
„(…) Przepraszam, że nie odpisałem Ci zaraz, ale byłem zajęty przygotowaniami do odczytu. (…)”
W nr 69 „Kuriera Krakowskiego” ukazuje się sprawozdanie z odczytu Henryka Sienkiewicza „Wspomnienia z Aten”.

MARZEC – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 30. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz wraz z Teodorem Heryngiem przybywa do Wiednia. Pisarz zatrzymuje się w Hôtel de France przy Schottenring 3 w pokoju na trzecim piętrze.

MARZEC – 31. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hôtel de France w Wiedniu przy Schottenring 3. Swój pobyt opisuje Jadwidze Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem wczoraj z doktorem Heryngiem (Teodorem Heryngiem), który jechał z Warszawy. Stanąłem w Hôtel de France, tak wysoko, choć niby na III piętrze, że i mnie schody męczą. (…)
Wieczorem poszedłem do Puchera
(kawiarni w Wiedniu przy Kohlmark 9). Widziałem mnóstwo znajomych, Chłędowskiego (Kazimierza Chłędowskiego), Korytowskiego (Witolda Korytowskiego), Sozańskiego (Stanisława Sozańskiego) (…) – dalej Ajdukiewicza (Tadeusza Ajdukiewicza), młodego Kossaka (Wojciecha Kossaka) etc. Ponieważ zaś właśnie tego wieczora komitet byłego balu polskiego wyprawiał sobie ucztę, więc mnie na nią zaciągnięto, zasadzono do stołu itp. (…)
Po staremu nie bardzo mogłem spać, czytałem Wspólnego przyjaciela
(Karol Dickens „Nasz wspólny przyjaciel”) - i dziś nie jestem zmęczony. Ten moralny kali-brom, polegający na nierobieniu sobie nic ze wszystkiego, co mnie tyczy, doskonale mi służy
i uspokaja lepiej od prawdziwego. Z czasem może mi posłużyć do zupełnego kwietyzmu nie ducha, ale nerwów i będzie all right
(wszystko w porządku)! (…)
…z gardłem znów lepiej. Wyobraź sobie, że Hering, specjalny laryngista, jest także ciężko chory na gardziel i jedzie do Palermo. Chciał mi w paszczę zaglądać, ale mu powiedziałem: „Cura te ipsum
(ulecz samego siebie – Łk. 4; 23) i odczep się od duszy mojej!” Waham się, czy jechać do Kalten czy do Steinerhofu. Muszę dziś u Gostkowskiego zasięgnąć wiadomości. Rzecz w tym,
żeby prędko stąd umykać i zacząć wyciskać z mózgu wonną oliwę. (…)”

KWIECIEŃ – 02. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hôtel de France w Wiedniu przy Schottenring 3. Pisze do Jadwidze Janczewskiej:
„(…) jadę do Abbacji (13 godzin od Wiednia). Z gardłem pogorszyło mi się mocno i tak dalece, że jednak dopuściłem Herynga
do obejrzenia krtani, a ten uznał, że koniecznie trzeba bym pojechał do jakiegoś cieplejszego klima[tu]. Ponieważ jest mi wszystko jedno, gdzie będę pisał Wołod[yjowskiego], i chodzi o parę tygodni, więc va pour l’Abbazia!
(Jedź do Abbacji!). Jadę dziś wieczór. (…) Ostatnie krople niepogody narobiły mu tej biedy – i mój piękny tenor zanikł, jeśli nie na zawsze, to przynajmniej
na czas, zupełnie. (…) Heryng bardzo także radzi, bym po przejściu zapalenia kazał sobie wyciąć migdały, bo w ten sposób usunie się raz na zawsze powód złego. Być może, że to zrobię, ale tymczasem trzeba zapobiec, bym się nie położył na dłużej,
bo nie mam czasu. Oponowałem wprawdzie, że migdały zasłaniają krtań od zaziębienia, ale on twierdzi, że każdemu życzyłby takiej krtani i że źródło złego leży wyłącznie w migdałach. (…)
Jutro, tj. kiedy ten list odbierzesz, będę już na dalmackich brzegach. (…)”
Z Mścisławem Godlewskim dzieli się swoimi wątpliwościami na temat „Pana Wołodyjowskiego”:
„(…) Z wielką radością odebrałem list od Ciebie, że od Ciebie, a ze smutkiem i strapieniem z powodu pani Wołodyjowskiej.
Już ułożyłem i skomponowałem inaczej. Wymyśliłem w wyobraźni typ dziewczyny-hajduczka, którą chciałem mu oddać – tymczasem masz diable wdowę, jeszcze po trzech mężach! (…) Wołodyjowski należy tylko trochę do historii, a jego żona wcale. (…)”
Wieczorem pisarz wyrusza w drogę do Abbacji.

KWIECIEŃ – 03. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz w drodze do Abbacji dociera do Fiume (obecnie Rijeka w Chorwacji). Zatrzymuje się w hotelu.


[01. Chorwacja - mapa fizyczna]

[Fotografia mapy: Autor: 01. Captain Blood. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją GNU FDL].

KWIECIEŃ – 04. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz stateczkiem przypływa do Abbacji. Wieczorem pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Onegdaj wieczór wyjazd z Wiednia. Noc dość pogodna, wagony niegodziwe, ścisk i niewygoda, sen, o ile się dało. Wczoraj przed dziewiątą rano – Fiume! Miasto niebrzydkie, dość porządne, na skłonie wzgórz sięgające samego morza. Hotel porządny dość tani. – Ogarnąwszy się, stateczkiem do Abacji. (…) Dziś rano przeniosłem się tu z Fiume, rozpakowałem kufer; jutro zakasuję rękawy i do roboty. (…)
Na niebie wysokie białe obłoki, skutkiem czego morze bladobłękitne, wiatru nic, deszczu nic, słońce przegląda przez owe subtelne chmury, czasem wyjrzy zupełnie, ale nie piecze. Wiosnę czuć bardzo. Brzoskwinie i migdały kwitną na różowo. Góry jeszcze brunatne, bo wyżej drzewa nie mają dotąd liści, ale nisko w parku całe rodziny laurów i mirtów oraz tui zielenią się różnorodnie. Park, bardzo piękny i bardzo obszerny, przypomina ogrody w Monte Carlo, ale ładniejszy od nich, bo cienisty
i bardziej zarosły. Schodzi się do samego morza. Tu i ówdzie budynki, altany, kawiarnie bardzo eleganckie, ale pełno miejsc zacisznych. (…)
Z gardłem nie może mi być wiele lepiej zwłaszcza po drodze i zmęczeniu, ale czuję, że bardzo prędko będzie mi dobrze. Heryng utrzymuje, że gdyby tylko wyciąć migdały, nie wiedziałbym, co to ból gardła. Jeśli jednak ma chrapkę na operację – to próżny apetyt, bo teraz przynajmniej dam spokój. – Kąpiele będę brał, bo jest tu i hydropatia. Od 15 maja zaczyna się sezon kąpielowy. Ale dłużej niż 3 tygodnie siedzieć nie myślę. (…)”

KWIECIEŃ – 05. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.

KWIECIEŃ – 06. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.

KWIECIEŃ – 07. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji. Zaczyna pisać „Pana Wołodyjowskiego”, o czym między innymi zawiadamia Jadwigę Janczewską:
„(…) A kto Ci powiedział, że Abacja wietrzna, ten nie wart tu przyjechać tej wiosny. Od pięciu dni, jak tu jestem, literalnie ani się liść nie poruszył na drzewie. Morze tak gładkie, że każda łódka, każdy żagiel odbija się jak w lustrze. Na niebie gdzieniegdzie obłoki lekkie jak pióra, zresztą błękitnie, słonecznie, ni ciepło, ni zimno, kurzu nic, świeżość niezrównana. Nie wiem, jak dalej będzie, ale dotąd tak jest! – Kasztany, odkąd tu bawię, dostały dużych pąków, niektóre krzaki zaczynają się maić jasną zielonością, ale dęby jeszcze rude, platany suche jak rózgi – tylko samo wybrzeże jak obszyte w laury i cyprysy, a ta zielona fala spotyka się z morską niebieską. (…) Nie wiem, czy takie moje usposobienie, ale mi się tu podoba. Kiedy księżyc wschodzi, park
się trzęsie od słowików. Cicho zresztą ogromnie; może niewesoło, ale jakoś dobrze i jest w tym wypoczynek. (…) Serio mówiąc, nie znam miejsca stosowniejszego dla rekonwalescentów. I ile wiosna w takim klimacie może niejednemu oszczędzić późniejszych wyjazdów i kuracji. A ponieważ to i na wszelkie katary nader ma być dobre, ot, przyjechałybyście tu Panie obie
na parę tygodni. (…)
Moja chrypka prawie całkiem minęła, migdałki, które lepiej zasłaniają krtań od wiatru niż powaga Chałubińskiego (dlatego jest przeciwny wycinaniu) od urągań Dziny, zmalały i zbladły. Ze snem jeszcze niezupełnie dobrze, ale nieźle. – Miewam trochę niepokojów nerwowych wieczorem.
Wołodyjowski już zaczęty… (…) Dość, że już ta pierwsza chwila umaczania pióra i napisania pierwszej litery już minęła… (…)”
Po południu pisze do szwagierki Jadwigi drugi list:
„(…) Matuś pisali, że dzieci zdrowe, ale Henio mizernieje, a Dzinka mała blednie. Nie muszą się mieć arcydobrze, skoro mateczka decyduje się zabrać je zaraz do Dubnik na świeże powietrze i oznajmiając mi ten projekt, pyta, czy się zgadzam. Otóż ja myślę tak: Dubniki na jesień jak Nachkur (odpoczynek po kuracji) mogą być wyborne, ale teraz jechać na północ, to się znaczy wpaść
w jeszcze większe zimno niż w Warszawie, w deszcze, flagi
(słotę, szarugę, niepogodę), w wichry i tym podobne. (…)
…mogę wrócić zaraz do Wiednia, poszukać jakiegoś mieszkania w lesie w Kalten
(Kaltenleutgeben), Karlsburgu, Heilige Christ, Mödling lub gdziekolwiek – w lesie sosnowym – i tam do końca lipca posiedzieć, a potem do Dubnik. (…) Przy tym nie będę miał dzieci na drugim końcu hemisfery (półkuli)… Bardzo mam wielką chrapkę na tę willę w Kalten pod samym lasem. (…)”

KWIECIEŃ – 08. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.
Wiedeńska gazeta „Wiener Allgemeine Zeitung” w numerze 2554. na pierwszej stronie zamieszcza zapowiedź druku powieści „Ogniem i mieczem”:
„W najbliższych dniach rozpoczynamy w naszym porannym wydaniu druk powieści, która w literaturze polskiej stanowi epokę: „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza w autoryzowanym przekładzie H. Loewenthala.
W powieści tej przedstawia sławny autor w ogólnych zarysach wojny Rzeczypospolitej Polskiej z Kozakami i sprzymierzonymi
z nimi Tatarami. Henryk Sienkiewicz, którego siła tkwi w mistrzowskim rysunku charakterów, prześcignął w tym dziele samego siebie w kunsztownym modelowaniu charakterów, jak również w wirtuozerii językowej. Przed oczyma czytelnika przewija się mnóstwo ciekawych, przykuwających uwagę postaci, a szczególnie oryginalna osobowość Zagłoby, przedstawiona
z wyśmienitym humorem. Przez jedną, niepowtarzalną akcję powieści przebiega impuls dramatyczny i utrzymuje czytelnika
we wzrastającym z tomu na tom napięciu. Obfitujące w ciągłe zmiany losy występującej w powieści pary zakochanych przykuwają czytelnika i wzmagają jego zainteresowanie dla tego ciekawego dzieła. Przy tym wszystko, aż do najdrobniejszego szczegółu, oddane jest z historyczną wiernością – dawno zanikła, wstrząsająca światem epoka staje przed oczyma czytelnika
i zniewala go swymi pełnymi napięć wydarzeniami i niepowtarzalnymi obrazami. Terenem powieści, którą przedstawiamy naszym czytelnikom w znakomitym przekładzie, jest piękna Ukraina, w którą pisarz się wczuwa i którą nam w poetyckich opisach przybliża. Od tego tła odcinają się obrazy bitewne tej tak bardzo efektownej książki.”

KWIECIEŃ – 09. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.

KWIECIEŃ – 10. [NIEDZIELA] - ŚWIĘTA WIELKANOCNE


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.
Wiedeńska gazeta „Wiener Allgemeine Zeitung” w numerze 2556. rozpoczyna druk powieści „Ogniem i mieczem” w przekładzie dziennikarza wiedeńskiego Hermana Loewenthala.

KWIECIEŃ – 11. [PONIEDZIAŁEK] – ŚWIĘTA WIELKANOCNE


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji. Pisze do Jadwigi Janczewskiej między innymi na temat pożyczenia pieniędzy na wyjazd teściowej, Wandy Szetkiewicz, z jego dziećmi na wypoczynek:
„(…) Niewątpliwie, gdybyście chcieli wziąć ode mnie jakie 2000 marek, byłaby to i dla mnie nieoszacowana przysługa,
bo mógłbym sobie powiedzieć: jednak zebrałem coś i zaoszczędziłem, nie mam, nie wydam, nie rozpożyczę. (…) Myślę przy tym jeszcze i to, że jakbyście wzięli na ten cel, tobyś prędzej wyruszyła, a tak, jak się ta miła sójka zacznie wybierać za morze,
to wyruszy dopiero w końcu lipca

. . . . . . . . . . . . . . . w okropną krainę,
Gdzie sosny i śniegi sine,
Gdzie księżyc jak twarze tych mar,
Co z grobu wychodzą na cmentarz.
(Cytat z „Balladyny” Juliusza Słowackiego) (…)

Jakoś tu się wszystko popsuło w Abacji. Parę dni deszcz padał mocny, a teraz wicher, chmurno, smutno i – „nie ma porady”. Wczoraj w pierwsze święto, było bardzo pięknie aż do nocy. Odbyła się wielka manifestacja narodowa na cześć Stefanii
(arcyksiężnej, żony arcyksięcia Rudolfa), którą – mówiąc nawiasem – spotykam co dzień, bo sobie chodzi jak jaka prywatna osoba.
Ma trochę za czerwoną, ale dość słodką twarz, duże nogi, duże, dobre ręce – i jest wysoka. (…)
Jest tu stek rozmaitych znakomitości uniwersyteckich, przeważnie medycznych. Imiona rozgłośne na cały świat, a miny takie,
że chciałoby się ich poszczuć Hajnem
(aluzja do twórczości Heinricha Heinego). Jeden z tych genialnych ludzi, Benedykt (Moritz Benedykt), chciał mnie przez Herynga poznać. Nie udało mu się, ale natomiast w gronie genialnych i znakomitych osłów ujrzałem Winternitza (Wilhelma Winternitza), który mnie poznał, ucieszył się i zaraz powiedział, żem doskonale zrobił przyjechawszy
do Abacji, nie zaś do Kaltenleutgeben. Pokazał mnie też innym mędrcom, którzy, ponieważ Ogniem i mieczem jest już w „Wiener Allgemeine Zeitung” ogłoszone z towarzyszeniem wystrzałów armatnich, przypatrywali mi się jak ciekawej morskiej foce. Znajomości się jednak uchronię, bo Winternitz jest tylko na kilka dni, a ja umiem wybierać bezludne ścieżki. (…)”

KWIECIEŃ – 12. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.

KWIECIEŃ – 13. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zostanę tu jeszcze do niedzieli – i w ten dzień na noc pojadę – wprost do Kalten, gdzie i zamieszkam na czas dłuższy,
bez względu na to, gdzie dzieci będą. Jeśli opodal – to będę miał gotowe spacery codzienne. Bytność moja w Wiedniu trochę jest
i z innych względów potrzebna. Oto Chłędowski
(Kazimierz Chłędowski) pisze mi, że się dowiedział z dobrego źródła, że Loewenthal pozwolenia nie ma, że tłumaczenie jest złe i za takie je sama redakcja uważa, że jest to raczej skrócenie niż przekład. Koniec końcem nalega Chłędowski, żebym rzecz oddał w ręce Frie[d]mana adwokata, który zaraz druk zawiesi. (…) Redakcja może więc wziąć inny przekład – Rodakowskiego (Maksymiliana Rodakowskiego), albo Kniaziołuckiego (prawdopodobnie Seweryna Kniaziołuckiego),
o ile ten z Rodakowskim porozumieć się zdoła.
Oczywiście pójdę za tą radą. Friedman ma to być Żyd polski, adwokat i człowiek bardzo porządny. Może to za jego pośrednictwem uzyskam co i dla siebie. Chłędowski ręczy, że on będzie dumny ze sprawy i że mnie nie zedrze.
Nie wiem, czym Ci pisał o Kniaziołuckim. Przekład jego ma być wyborny. O Rodakowskim pisze Chł[ędowski], że on zadaniu żadną miarą nie sprosta. Ale ja się już w to nie będę wdawał. Niech się sami porozumiewają. (…)”

KWIECIEŃ – 14. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.

KWIECIEŃ – 15. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.

KWIECIEŃ – 16. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jutro jadę z Abacji do Wiednia, a raczej do Kalten – tam się będę oglądał za jakowąś chatą, ale powoli, z ostrożna i nic stanowczego nie uczynię, póki nie będzie zupełnego porozumienia, bo chcę być ostrożny i zasłużyć na pochwały. (…)
Co do Krynicy, myślę tylko, że z mieszkaniem mogłyby być trudności, policzywszy, że to będą rodzice, Ty, dwoje moich, Twój infant, Marcysia i Twoja Julia, którą trzeba mieć blisko, aby czasem Romea nie znalazła. (…)
…robota w biegu, miarkuj z drobności mego pisma. Tak piszę powieść zawsze i przywykam skutkiem tego do maczku. Nawet ten list i na papierze Wołodyjowskiego pisany, bo listowego zabrakło. Czas wyjeżdżać z Abacji, bo i „boty się zderli”, a kto tam Tomowi kupi nowe! Wczoraj była burza, wicher, słota, dziś rano nawet wzgórza ubielone śniegiem i wicher znowu, aż dom się trzęsie. Co ta wiosna wyrabia, już wcale nie rozumiem. (…)”

KWIECIEŃ – 17. [NIEDZIELA]


Wieczorem Henryk Sienkiewicz wyjeżdża z Abbacji do Wiednia.

KWIECIEŃ – 18. [PONIEDZIAŁEK]


Po całonocnej podróży Henryk Sienkiewicz przybywa do Wiednia. Wynajmuje pokój w Hotelu Grani Kraus przy Seilerstätte. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś przyjechałem do Wiednia. Znalazłem pokój u Krausa i zamieszkam z tydzień, żeby jeszcze popchnąć Wołodyjowskiego. (…) Poszukiwania za mieszkaniem rozpocznę dopiero za tydzień. – Po całonocnej jeździe jestem trochę zmęczony. (…)”

KWIECIEŃ – 19. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu. Mieszka w Hotelu Garni Kraus.
Wspólnie ze Stanisławem Tarnowskim oglądają komedię Williama Shakespeare'a „Kupiec wenecki” wystawianą w Hofburgtheater.

KWIECIEŃ – 20. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Rano pisałem Wołodyjowskiego, a teraz do Dzinki (Jadwigi Janczewskiej). (…)
Do Kalten nie pojadę, póki się coś nie rozstrzygnie, bo nie mogę jednocześnie pisać, brać kuracji i szukać mieszkania.
Co do przyjazdu tatusiów i Twego pytania, czy powinni przyjeżdżać ze względu na podniesioną opłatę, odpowiadam,
że siostrzyczka ma słuszność, rozumek i zawsze tak mówi, jakoby złoto kapało. Biorąc na rozsądek – nie powinni przyjeżdżać – ale czy to się wszystko według rozsądku dzieje i dziać ma na tym świecie? Albo Twój szwagier ma np. rozsądek? Albo Twój syn ma rozsądek? Czy afekta i fantazja nie potrzebują w życiu takiegoż samego zadośćuczynienia jak rozsądek? A ptaszkowie leśni, którzy nie sieją i nie orzą, zali nie żyją, i zali nie dzieje im się dobrze? (…)
Otóż i mnie te skrupuły przychodziły, ale wiesz, co mi się zdaje? – Że pomimo podwyższonej opłaty oboje rodzice mają naprawdę wielką ochotę przyjechania – głównie dlatego, żeby ze swoją krakowską pieszczotą choćby czas jakiś pobyć razem. (…)
Ja ze swej strony powtarzam, że nie będę zupełnie koniecznie nastawał na to, byście wszyscy tu pod Wiedeń przyjeżdżali. Może się znajdzie coś w Jaworzu lub gdziekolwiek. Zawsze mi będzie miło pomyśleć, że mogę doskoczyć jednym dniem. Pod Wiedeń będę namawiał tylko w takim razie, jeśli coś znajdę tanio i bardzo dobrze, to jest w lasach, bez kurzu. (…)

Tarnowski
(Stanisław Tarnowski) już był u mnie. Spotykam mnóstwo znajomych, jadam z nimi obiad, a wieczorem widuję u Puchera. Bardzo miłe towarzystwo. Chłędowski (Kazimierz Chłędowski), Korytowski (Witold Korytowski), młody Hausner (Witold Hausner), Ajdukiewicz (Tadeusz Ajdukiewicz), Piniński (Leon Piniński), Sozański (Stanisław Sozański), Dembowski (Ignacy Dembowski), Kieszkowski (Czesław Kieszkowski), Skarszewski (Tadeusz Żuk-Skarszewski) - wszystko mili i wykształceni ludzie, a przy tym bardzo porządni. Zapomniałem o Morawskim (Zdzisławie Morawskim), który jest wielce sympatyczny. Bawi tu i Zyblikiewicz (Mikołaj Zyblikiewicz), przychodzi także do Puchera, ale myślę, że jest trochę na mnie obrażony za ów obiad, który w Krakowie jedli beze mnie. Musi się sam przeprosić – bo ja doprawdy tego nie zrobię. Byłem wczoraj z Tarnowskim na „Kupcu Weneckim” w Burgu. Pysznie grają. Byłem pierwszy raz w Burgu. Störck (Karol Störk) bardzo Tarnowskiemu pomaga i Tarn[owski] namawia mnie do niego, ale nie chcę. Po teatrze poszliśmy naturalnie do Puchera na pogawędkę.

Białogłowy natomiast żadnej nie poznałem i nie namówią mnie do towarzystwa. U Krausa znalazłem dziwnym trafem mieszkanie, wprawdzie dziś mi wspomnieli coś, że ten pokój, w którym mieszkam, jest zamówiony, ale że mnie od razu nie przestrzegli,
nie dam się rugować, póki mi drugiego takiego samego nie pokażą.

Pogoda w Wiedniu trochę chmurna, deszcz pokrapia, ale ciepło. Chodzę w letnim paltocie. (…)”

KWIECIEŃ – 21. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) – Być może, że ni mateczka, ni ojciec w listach do mnie nie wypowiadają, o ile im to ciężko przychodzi, ale z Tobą muszą być otwartsi – więc nie pytaj, kocie delikatny, ze zwykłą sobie nieśmiałością: „A czyby tak, czyby nie tak” – ale napisz wyraźnie, jak według Twojej główki należy postąpić. – I sprawę rozstrzygnij.
Dziś jadę do Rodaun, ale mam ręce jak związane. Słyszałem, że Reichenau jest w pierwszym sezonie tanie. (…)”
Po napisaniu tego listu pisarz wyrusza w okolice Wiednia: Rodaun, Kalsburg, Neumühle, Waldmühle, Kaltenleutgeben i Rudolshof - w poszukiwaniu mieszkania dla swoich dzieci, teściów i szwagierki.

KWIECIEŃ – 22. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj byłem za miastem. Obszukałem Rodaun, Kalsburg, Neu- (Neumühle) i Waldmühle, na koniec Kaltenleutgeben. Niby to są jeszcze mieszkania, ale po większej części małe i dość mizerne. Willa pod lasem kosztuje w Kalten 1600 fl. i już najęta.
W Rudolshof są dobre mieszkania, ale nie mogłem się ceny dowiedzieć, bo odźwierna nie wie, a właściciel jest w Wiedniu, pokoje duże i porządne, słońca pełno, dom leży w bok, nie przy drodze, tuż pod górą, na której jest kościół. (…) W Rodaun znalazłem tylko jedno, mniej więcej odpowiednie. Ale naprzód muszę Ci przypomnieć położenie:

------------- x Karlsburg
x Liesing --– x Rodaun --– x Neumühle --– x Waldmühle --- x Kaltenleutgeben

Rodaun leży tuż pod Karlsburgiem, gdzie jest ten zakład wychowawczy jezuicki. Góry, lasy, woda, hotel bardzo elegancki, kilka restauracyj dobrych. Odległość z Kalten – dobry spacer, bo stacyjki krótkie. Znalazłem dom leżący w głębi ogrodu i mający
za sobą znów ogród, za tym parkan i pole. Położony jest vis à vis właśnie tego pięknego hotelu, niedaleko lasu, kościoła, alei spacerowych etc. Chcą za niego 350 fl. do listopada (50 opuściliby z pewnością). Umeblowanie dość skromne, niewiele albo i wcale nie lepsze jak u Stolarczyka
(Józefa Stolarczyka). Tylko położenie i powietrze, zdaje się, bardzo dobre. Ale trochę ciasno. Przedpokoju nie ma, wchodzi się wprost do dużego pokoju w środku domu położonego – po dwóch stronach tego są dwa inne,
za nimi na końcach kuchnia i gabinecik. Przypuszczając, że go najmę i Dży
(Jadwiga Janczewska) przyjedzie, robiłem taki rozkład. (Pamiętaj, że dom jest parterowy.) Gabinecik jest bardzo mały – myślę jednak, że ojciec mógłby w nim sypiać. Drzwi od małego można by zamknąć, a wyjście jest osobne. – Gdyby zaś ojcu było niewygodnie, stanąłby w hotelu. O mnie nie ma mowy, bo ja będę w Kalten. Na inną kombinację nie mogłem się zdobyć, choć tęgo pracowałem głową, jakby tu urządzić, żebyś Ty i mateczka miały po osobnym pokoju. Wprawdzie ten środkowy pokój jest zupełnie spory i można by jakimś parawanem go rozgrodzić,
ale musiałby być i jadalny. (…)

W Kalten, w dużym, trochę chłopskim, ale porządnym domu są dwa pokoje z gabinetem i kuchnią za 250 fl. na sezon – ale to
za ciasne, prawda, tylko że zawsze jest możność znalezienia schronienia w Zakładzie.

W niedzielę, o 7-mej rano pojadę do Leobersdorf. Jest to nieco dalej na Südbahn
(podmiejska trasa południowa) - bo o dwie godziny drogi od Wiednia. (…) Jedzenie ma być dobre i domki z pościelą, słowem, zupełnie urządzone. Kniaziołucki (Seweryn Kniaziołucki) jest wcale niebogaty i mieszka w Wiedniu od 16 lat. Pojedzie w niedzielę razem ze mną. –
Leobersdorf leży ku Payerbach na drodze do Reichenau, ale samo Reichenau ma być wiele droższe. (…)

Widziałem tu Fryzego
(Feliksa Fryze’go) z Warszawy… (…)

Drugi kłopot to Wołodyjowski. Mniejsza, że skrupuły i poszukiwania nie pomagają pisaniu, ale – wyobraź sobie – dowiedziałem się, że pani Wołodyjowska była wdową po trzech mężach. (…) Taką miłą i zabawną postać dziewczyny wytworzyłem już
w wyobraźni, a tu nagle wszystko upada i występuje wdowa – po trzech mężach! – coś tu i niepoetyczne, i psujące mi cały romans! Sam nie wiem, czy trzymać się tak dalece prawdy – bo jeszcze on należy do historii – ale pani Wołodyjowska może chyba być wbrew jakimś aktom prywatnym osobą fantastyczną. (…)

Był u mnie Loewenthal
(Herman Loewenthal). Obrzydliwy Żydziuk. Przekład bardzo zły. Jakoby z Czertomeliku (lewego dopływu Buzułuku w dorzeczu Dniepru) zrobił księcia jakiegoś itp. Skakał koło mnie jak małpa, a ja wbrew swej naturze mówiłem z nim
z wysokości. Drugi jakiś Niemiec czy Żydek, dr Praun
(Johann Praun), przysłał mi z Pesztu przekłady Janka Muzyk[anta], Hani etc. bardzo czerwono i złocono oprawne z wybitą złotymi literami dedykacją etc. (…)”

KWIECIEŃ – 23. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte.

KWIECIEŃ – 24. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Byłem dziś w Leobersdorf, Feliksdorf, Waldegg, wracając zaś w Rodaun. Co do Leobersdorfu było nieporozumienie,
bo to zwykła stacja i fabryki, więc nie mieliśmy tam jechać, tylko w okolicę, mianowicie do Waldegg (…), który bardzo chwalono. Jest to dolina wąska, wśród stromych gór lasem pokrytych. Domów mało – i nędzne. Można by mieszkać tylko w hotelu, który jest sobie siaki taki, a zwłaszcza boję się, czy dość spokojny – bo jako zawsze w takich miastach, prócz bardzo eleganckiej sali jadalnej dla gości jest z boku i jakaś kawiarenka, do której schodzą się ludzie podlejszej kondycji. Dalej, lubo miasteczko jest nadzwyczaj małe, raczej wieś, leży mi to trochę zanadto w środku. – Oczywiście, że do lasów blisko, ale kawałek trzeba przejść drogą bitą, na której przy wietrze może być kurz. (…) Wygody naturalnie najwięcej w hoteliku, dla mateczki wypoczynek najlepszy; jedzenie w tymże hotelu stosunkowo niezłe (jadłem) i tanie. (…) Na koniec w hotelu nie jest się u siebie, nie ma się swojego ganku, swojego podwórka, swoich ławek przed domkiem, wszystko to zaś niemiłe i nie czyni wrażenia wsi.
Jeszcze i to, że to dalej od Rodaun; 2 i pół godziny od Wiednia. Jeszcze i to, że w takich kotlinach bywa czasem bardzo gorąco. Powiedziałem karczmarzowi, że przyślę odpowiedź we czwartek, bo pragnąłem się z Tobą naradzić. – Miejsce jest piękne –
ani słowa: lesisto, górzysto, przepaścisto. Mieszkanie miałoby cztery pokoje, z których jeden o 5-ciu oknach, chyba że większy
od Twego jadalnego. Mogłoby jak nic troje nawet dzieci i dwie niańki w nim mieszkać – drugi pokój, przez kurytarz, ale nawet
nie wprost naprzeciw, byłby Dży: także duży, większy od Twojej malarni, o dwu oknach, wesoły, słoneczny; mateczka obok, pokój równie ładny – czwarty mniejszy. – Plan byłby w każdym razie do zmienienia – ale materiał do kombinowania dają te pokoje obfity. (…)

Wracałem stamtąd powozem do Feliksdorf, bo pociąg późno odchodził (w lato są częstsze); po drodze patrzyłem, czy gdzie czego nie ma – ale nie ma. Feliksdorf na nic – stacja i fabryki. Dojechałem do Liesing. Stamtąd jeszcze raz do Rodaun, by po raz drugi się przypatrzeć – najęte! (…) Pozostaje hotel, ale w Rodaun jest stosunkowo drogo. W Reichenau także. (…)”

KWIECIEŃ – 25. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte.

KWIECIEŃ – 26. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Rzeczywiście jeżdżę, szukam, przez co myśl rozerwana i Wołodyjowskiego mało piszę, ale niech się raz wszystko uspokoi, wtedy się skupię, i nie dam dopędzić! (…) Ja jutro jadę do Kalten – i jeśli dowiem się, że Dży chce do Krakowa, zaraz się uspokoję, będę kontent, sam przeniosę się na miesiąc do Kalten, a później do Was, zacznę pisać spokojnie itd. (…)”

KWIECIEŃ – 27. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte.

KWIECIEŃ – 28. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Gdyby rada doktora dla Ciebie albo jakieś stanowcze plany Twoje były mi wiadome, miałbym zadanie ułatwione –
i wysłałbym w każdym razie mateczkę z dziećmi tam, gdzieżby Tobie było dogodniej, bo powtarzam, że po skończeniu kuracji mógłbym zawsze do Was zdążyć i posiedzieć z dziećmi do jesieni. (…) Zupełnie mi przykro, żem wywierał nacisk i nawet to mnie we własnych oczach nie tłumaczy, że naprawdę chodziło mi o mateczkę. Ale com się też nakłopotał, bo to sobie łatwo wystawisz, jak się pisze w takiej niepewności i w czasie podobnych zabiegów. A przecie, jeśli Wołodyjowski bardzo się nie uda,
to pominąwszy miłość własną i mniejszą zasługę literacką – zmniejszy się zaraz pożądanie następnych powieści, pokup na nie, ceny i wiele innych rzeczy się zmieni, od których dużo zależy. (…)
Mieszkanie dziś wynająłem. Jest trzy pokoje i kuchnia na dole tak dobra, że doskonale może być za czwarty uważana. Tamte są na I piętrze. Rudolf[s]hof leży dobrze – w bok od głównej drogi. Kurzu nie ma, słońca dużo, dwa lasy niedaleko, zakłady Winternitza
(Wilhelma Winternitza) o parę kroków. Pokoje na I piętrze. Póki nie przyjedziesz, tymczasowo sam tam będę mieszkał. (…) Dla Wołodyjowskiego lepiej nieco będzie, żeby mieszkał w Zakładzie i pewnie w każdym razie bym to uczynił. (…)
Odwiedziłem Koźmiana
(Stanisława Koźmiana), bo chory na nogę. (…)”

KWIECIEŃ – 29. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte.

MAJ – 01. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Kaltenleutgeben, gdzie rozpoczyna kurację w zakładzie doktora Wilhelma Winternitza. Zawiadamia Jadwigę Janczewską:
„(…) Jestem już w Rudolfshofie i zielone wzgórza, które widać przez okna, wydają mi się ładne. Zacząłem od wielkiego otwierania okien i podnoszenia żaluzyj, bo przecie tego nie mogłem się doprosić. Mieszkanie dobre; nie wiem tylko, czy się nie okaże brak tego lub owego, czy w ogóle nie będzie za ciasno, czy wszystko zdołałem przewidzieć – ale przecie trzeba uwzględnić, że latem
po najętych mieszkaniach trudno jest mieć te wszystkie wygody, które się ma u siebie. Pokoje nie są duże, ale przecie niezbyt małe, bo żadnego nie ma o jednym oknie, a dwa mają po trzy. Łamałem sobie zaraz głowę, jak was urządzić, a raczej jak urządzić się tak, żeby Tobie było wygodnie. (…)
Wczoraj i onegdaj nie pisałem – nie byłem zdrów, musiałem siedzieć nad Wołodyjowskim i miałem naturalną przy niezdrowiu chandrę. (…)
Do Wiednia po dzieci pojadę, by mateczce ułatwić sprawę z rzeczami i całą drogę. Trzeba się przecie w Liesing przesiadać, a czasu niewiele i posługaczów kolejowych nie ma. Po Ciebie również przyjadę, byś nie miała potrzeby odstępować dla rzeczy Rocha
z niańką. (…)”

MAJ – 03. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w willi Rudolfshof w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mieszkanie coraz więcej mi się podoba. Pogoda piękna, więc wszystkie okna stoją przez cały dzień otworem. W piecyku przepalam drzewem i „Słowem”. (…)

W Zakładzie, gdzie mnie zobaczono przejeżdżającego, a nie zajeżdżającego, było zdziwienie i strach, do którego mi się Lewy
(Lewy /Levy/ vel Lewy /Loevy/) i Pik (Friedel Pick) przyznali. (Winternitza jeszcze tu nie widziałem.) Widocznie przypuszczali, że może zajeżdżam do Emmla (Johanna Emmla – właściciela drugiego zakładu wodoleczniczego w Kaltenleutgeben) - a przypuszczają jednocześnie,
że jestem rodzajem reklamy dla Zakładu. (…)

Dziś rano skoczyłem do Wiednia w wielkim strachu, bom Wołodyjowskiego nie znalazł nigdzie w kufrze, więc przypuszczałem, żem go zostawił. Wracałem także ze strachem, ale znalazł się już tu w komodzie. – Ani pamiętam, kiedym go tam włożył!
Nie wiem zupełnie, jak on wypadnie, i wątpię, czy dobrze. Do pisania takich rzeczy, zupełnie obiektywnych trzeba być bardzo spokojnym, względnie szczęśliwym, trzeba władać z całą swobodą fantazją, nie mieć gwoździ w głowie, a natomiast mieć wszystkie pióra w skrzydłach. (…)

Rudolfshof jest to właśnie ten dom w stronie kościoła. Piętro ma jedno. Bardzo jest porządny. Może będzie w nim dobrze. (…)”

MAJ – 04. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w willi Rudolfshof w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Byłem dziś u Pika (Friedela Picka) administratora i wypytywałem o wszystko. Można mieszkać gdzie indziej i jadać
w Zakładzie, można się nawet kąpać, to jest brać całkowitą kurację, można wszystko. Nie wiem, czy to zasada ogólna,
czy szczególne względy dla mnie, a zatem i mojej rodziny. Ja jadam dotąd w tej gargocie
(garkuchni) za Moritzhofem,
żeby nie robić znajomości przy wspólnym stole. (…)

Nasz Rudolfshof stroi się bardzo na przyjęcie gości. Wysypują żwirem podwórzec, stawiają oleandry, robią klomby, będą stawiali stoły i ławki. (…) …nikt jeszcze tu nie mieszka prócz mnie, ale to dla Was lepiej, bo w tym jednym kącie domu pokoje wietrzą się
i ogrzewają. We wszystkich innych pozamykane najszczelniej żaluzje – i choćby dom był najsuchszy, musi być chłodno, a nawet wilgotno. I w naszym była jakaś chłodna surowość, ale ustępuje z każdym dniem. Zwłaszcza, że jest gorąco i słońce mocno piecze, choć wiatr. (…) Ale odkryłem okropną wadę i troskam się, głównie zaś idzie mi o Ciebie jako stworzątko najdelikatniejsze. Oto z powodu bliskości kościoła dzwony budzą. Pierwsze wezwanie wiernych brzmi o piątej rano, drugie o 7-mej, trzecie o 8-mej. Budzę się za każdym razem i jak na mnie przynajmniej, wywiera to skutek wprost przeciwny założeniu, bo poczynam złorzeczyć
i życzę temu dzwonowi, żeby mu serce pękło. (…)

W Zakładzie osób stosunkowo jeszcze niewiele, ale jest jedna Polka, w której począwszy od Winternitza
(Wilhelma Winternitza),
a skończywszy na dwóch Pikach i Lewim wszyscy są zakochani. Tak przynajmniej wnoszę z entuzjazmu, z jakim mi o niej opowiadał młody Pik. Jest to pani Umiastowska
(Janina Umiatowska), z domu Ostroróg-Sadowska. Widywałem ją w Warszawie
i nie zaliczałem do piękności – tu spotkałem ją przy sztachetach Moritzhofu i wyglądała dobrze. Ładna bestia! Trzeba jej
to przyznać. Miała na głowie marynarską czapkę z czerwonej włóczki w kształcie bomby i wyglądała świeżo. Z tym wszystkim
nie jest arcydziełem, bo nie jest poematem, ani sonatą, ani scherzem – i zachwycałbym się nią bezwzględnie tylko w takim razie, gdybym był z powołania rzeźnikiem.

Natomiast lasy są cudowne. Jasna zieleń drzew dopiero co rozwiniętych przy ciemnej barwie sosen daje wszystkie tony,
jakie by mogła mieć zielona tęcza. W głębinach świergot niesłychany, krzyczą sójki, żołny i mnóstwo innych nieznanych głosów. (…)”

MAJ – 05. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w willi Rudolfshof w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dick (Henryk Sienkiewicz) jest w wybornym humorze. Odebrał dziś listy z domu i od Dzinki (Jadwigi Janczewskiej) środowy. Wołodyjowskiego pisze jak smok. Tom (Henryk Sienkiewicz) uważa spanie za przesąd i trochę jedzenie, ale dziś czuje się wybornie. Pogoda śliczna; otwieram tak wszystkie okna, że aż przeciąg urywa mi głowę. Dziś nad ranem zasnąłem mocno i dzwonów
nie słyszałem. (…)

Ino że w lasach bardzo pięknie. Co tam, miła Arachne
(Jadwiga Janczewska), Wasza wiosna do tej wiosny. Wszystko się tu mai, śmieje, a kukułki kukają od rana do wieczora. (…) Wczoraj był wprawdzie mocny wiatr, dziś trochę, ale pomimo tego można by od rana do wieczora siedzieć na dworze w letnim ubraniu, pod jasnozielonymi kopułami. – Nawet promienie słońca przecedzone przez tę tkaninę młodych liści stają się zielone. (…)”

MAJ – 07. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przeprowadza się z willi Rudolfshof do Zakładu Wodoleczniczego Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben, gdzie rozpoczyna kurację.

MAJ – 08. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Leczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mateczka wybiera się 12-stego, tj. 11 ma wyjechać z Warszawy i nie zatrzymywać się nigdzie. Ja przeniosłem się już
od wczoraj do Winternitza
(Wilhelma Winternitza) i rozpocząłem kurację. (…) Winternitz bardzo prosi, żebym po obiedzie nie pisywał, więc istotnie nie mam nic do roboty i niczego nie opuszczam. (…)”

MAJ – 10. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Trzewiki do reparacji nosiłem i odnosiłem, suknie pomagałem Frankowi czyścić; małego Rocha, wiem, że mi każą przez dwie albo trzy godziny co dzień nosić i jeszcze mu śpiewać, a teraz mam do tego węgli szukać. To los narodowego pisarza, od morza
do morza! (Brzegi nie jego.) (…) I węgle tu są, i zapałki nawet – i chleb, i koty, i stoły, i mliko – i ludzie, słowem: prawie
to wszystko co w Krakowie, tylko ludzie inaczej szwargoczą.
Wołodyjowski posuwa się wciąż naprzód, a przyszła p[ani] Wołodyjowski jest bardzo zabawna. (…)”

MAJ – 15. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Panna Munia (Maria Janczewska) przyjechała. Z przyjeżdżających formują zawsze komplet do nowego stołu, ale moje wysokie wpływy sprawiły, że posadzono ją obok Lewego (Levego vel Loevego), a naprzeciw mnie. Mówi, że Lewy jest hadki nad imaginację – a jednak były panny, które znajdowały go przystojnym. Dziś pokazałem jej Rudolfshof – i byliśmy razem z mateczką i dziećmi
na „Philosofenweg”, ale tam jeszcze błoto. – Z powodu deszczów dzieci dotąd mało robiły spacerów, obecnie barometr idzie
w górę.

Postanowiliśmy z mateczką nic tej biednej Dzinki
(Jadwigi Janczewskiej) nie napędzać, tym bardziej, że się już te brzydkie migreny zjawiły. – Jeśli kataru nie stracisz w Krakowie, to tu stracisz go na świeżym powietrzu pierwszego dnia. I dla Twego gardła będzie tu dobrze. Gdy o tym myślę, kontent jestem, żem wybrał Kaltenleutgeben, nie inną jaką, pozbawioną pomocy lekarskiej miejscowość.

Zapomniałem Ci napisać, że bawi tu od dość dawna wysoki blondas, nazwiskiem Obertyński. Przez siedm lat jeździł on
do Fürstenhofu, bo był sparaliżowany. Tam jakaś urocza, wysmukła i jasnowłosa panienka nosiła mu fiołki – skutkiem czego uleczył się z paraliżu i chodzi dobrze, ale w sercu pozostały mu rany – i zapewne na serce leczy się w Kalten.

Wierzcie, rycerze,
Na nic pancerze,
Na nic się tarcze zdały!

Przez stal, żelazo
W serce się wrażą
Kupida ostre strzały! (…)”
Piosenkę tę w „Panu Wołodyjowskim” śpiewa Krzysia Drohojowska.

MAJ – 17. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Zaraz wysyłam powieść (pierwsze arkusze „Pana Wołodyjowskiego”). (…) Niech Bóg broni, żeby coś zginęło, bo ja brulionu nie mam, a jakiejś środkowej luki nawet załatać bym nie potrafił, chybaby mi trzeba całość na powrót odsyłać. (…)

MAJ – 20. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Chłodno tu zawsze, bywa jednak po 15 stopni. Panna Janczewska (Maria Janczewska) może Cię pod tym względem zbyt subiektywnie informuje, bo dla niej, o ile mówi, nigdy dość ciepło.

Jest tu Raczyński
(Edward Aleksander Raczyński), z którego jestem rad, bo to dobry kompan – i dowcip ma bystry. (…)”

MAJ – 22. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zimno tu, Dży, bardzo zimno; rano o 6-tej było tylko dwa stopnie, potem 5, 6, a obecnie (godzina 2) kolo 10. – W Rudolfshofie jest wprawdzie piec, ale tylko jeden w środkowym pokoju, więc kto nie chce zmarznąć, musi się nakrywać dobrze. (…) Radzić Ci nie myślę. Sama zobaczysz, czy koło środy lub czwartku będzie ciepło i ładnie – ale tylko mówię, jak tu jest, i dodaję,
że barometr ciągle źle stoi, a jeśli się zdarzy dzień cieplejszy, to znów zaraz chłody wracają. Kto wie, czy zmiana nie zacznie się dopiero od pierwszych dni czerwca.

Pojadę do Wiednia w tych dniach, bo się chcę widzieć z Koźmianem.
(Stanisławem Koźmianem).

Wyobraź sobie, że dowiaduję się, iż imię bohaterki Potopu przypisano moim ukrytym uczuciom do jednej z kuzynek
(do Aleksandry Lelewelówny). Teraz się już z tego śmieję, ale w pierwszej chwili, gdym się o tym dowiedział, chciałem bić – tak byłem wściekły. (…)

Z Raczyńskiego
(Edwarda Aleksandra Raczyńskiego) jestem rad, bo jest wesoły, inteligentny i sympatyczny. Poznawszy go bliżej, pojmuje się, że w przeszłości mógł wyciągnąć ekstrakt z 10 przykazań Bożych, zmienić je na jedno: „Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego nadaremno” – i spełniać to przykazanie z powodzeniem. (…)”

MAJ – 28. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Wyjeżdża na krótko do Wiednia, skąd powraca w towarzystwie Zdzisława Morawskiego. Razem z nim i Edwardem Aleksandrem Raczyńskim odwiedzają mieszkające w willi Rudolfshof dzieci pisarza.

MAJ – 29. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …tymczasem robi się jeśli nie pogodniej, to przynajmniej cieplej. Dziś słońce świeci i można by od biedy chodzić nawet
bez letniego paltota. W nocy padał deszcz ulewny, ale tu schnie bardzo prędko.

Niedziela! Nudno jak nigdy! Wyglądam Ostrowskiego
(Stanisława Grzymałę Ostrowskiego) i nowin z Warszawy. (…) Wczoraj byłem
w Wiedniu i wróciłem z Morawskim
(Zdzisławem Morawskim). Byliśmy z nim i z Racz[yńskim] (Edwardem Aleksandrem Raczyńskim) u dzieci. Dziś, jeśli Ostr[owski] przyjedzie, będzie wint u mateczki. (…)”

CZERWIEC – 01. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) I widzisz, jeśli naprawdę Rosja będzie się zapędzała coraz dalej w kierunku przeciw-pruskim, to musi trochę liczyć się
ze Słowianami – nie zrażać ich i uwzględniać interesa „jednoplemiennych”.

Rząd wprawdzie jest tak podły, że jeśli Prusy groźnie wystąpią, ukaz może być zniesiony dla Niemców, a pozostanie dla Polaków, o których nikt się nigdy nie upomina – jednak zdaje się, że w pierwotnej myśli był on antyniemieckim, nie antypolskim –
i że interes własny nakazuje Rosji, by Polaków wyłączyć z proskrypcji – bo kupców na ziemię Rosjan, którzy by chcieli osiadać
w zabranych krajach, i tak dotąd nie ma – któż by więc nabywał tę ziemię – chyba Żydzi – a tego Moskale nie chcą. (…)

Czerwiec! pogoda, ciepło. Barometr poszedł znacznie w górę – a na niebie trochę tylko gdzieniegdzie takich pierzastych, lekkich chmurek, które zwiastują zwykle stałą pogodę. Onegdaj i wczoraj powynoszono z oranżerii wszystkie rośliny i powkopywano
w grunt. Deszcz popadywał jeszcze wczoraj, ale w ogóle od kilku dni jest cieplej.

Z dzisiejszego Twego listu dowiadujemy się, że przyjedziesz dopiero koło soboty. I słusznie, bo teraz i droga była ryzykowna,
i trzeba było w domu siedzieć. Obecnie pewno się zmieni, zięba przestała krzyczeć – i jest jakaś raźność w powietrzu. (…)”

CZERWIEC – 02. [CZWARTEK]


”Słowo” rozpoczyna druk powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”.

CZERWIEC – 03. [PIĄTEK]


„Czas” i „Dziennik Poznański” rozpoczynają druk „Pana Wołodyjowskiego”.

CZERWIEC – POŁOWA MIESIĄCA


Henryk Sienkiewicz przekazuje Mścisławowi Godlewskiemu kierownictwo „Słowa”. Sobie zaś pozostawia redagowanie felietonu literackiego.

CZERWIEC – 18. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Kaltenleutgeben. Przeprowadza się do willi "Rudolfshof" przy Promenadestrasse. Tu odwiedza go Grzegorz Smólski
i przeprowadza z nim wywiad. Po tej wizycie Henryk Sienkiewicz pisze do Edwarda Lubowskiego:
„(…) Dawno bym odpisał odpisał, gdyby nie moja robota i nieobowiązkowe kuracje, które czas zajmują zupełnie. (…) Obecnie
już się nie kąpię. Wytrzymałem sześć tygodni – bez rezultatu a z przykrością niepomierną, bo ciągle było zimno, dżdżysto
i ponuro. W taką pogodę wchodzi się do wody z dreszczami i wychodzi z dreszczami. Poza tym hemoroidy dokuczają mi tak wściekle, że nie wiem, co czynić, zwłaszcza że na operację nie mam czasu, bo nie mogę sobie pozwolić na dwa tygodnie łóżka.

W Kalten będę siedział dalej – tylko w lipcu wybieram się do Warszawy… …po prostu tęskno mi za Warszawą i za wszystkim,
co mnie do niej wiąże, a jest tych węzłów niemało, nawet poza ludzkimi stosunkami. Wybiorę się po ukończeniu T[omu] I,
a raczej Części I, P[ana] Wołod[yjowskiego], bo to będzie – właściwie mówiąc – dwie powieści, nie dwa tomy, dlatego wolę nazywać je Częścią pierwszą i drugą. Tymczasem suszę móz i piszę. II część ozwie się wojennymi surmami i hukiem dział –
w pierwszej nie ma ani jednego uderzenia szablą, chyba na żarty. Nie wiem, czy to wyjdzie na dobre bajce i bajowi, ale ci,
co narzekali na zbytni rozlew krwi, będą mieli, czego się im chciało.

Nawiasem powiem, że tak bym chciał skończyć cyklus i wziąć się do powieści nowożytnej – że nie wiem, czy pragnę więcej zdrowia, czy tego końca. Do pracy zupełnie przedmiotowej trzeba być, moim zdaniem, zupełnie szczęśliwym, czuć skrzydła i mieć absolutną swobodę myśli. Wówczas cię przedmiot napełnia, przejmuje i oddajesz mu się całkowicie, i wzbijasz się, jak chcesz.
Ale gdy coś gryzie albo dolega, to trzeba brać świat współczesny, bo pisząc o takich ludziach, jak sami jesteśmy, łatwiej wypluć coś z tego, co się w głowie i w sercu zapieka, i wówczas robota jest mniej przymusowa, a szczersza.

Nie wiem, czy słyszałeś, że był u mnie w Kalten Wacek
(Wacław Szymanowski) młody i piłował mnie przez cały dzień z bajeczną wytrwałością. …cóż mnie wszystkie kuriery z całego świata mogą obchodzić. Nie potom przecie wylazł świeżo z interesów prasowych i dziennikarskich, ażeby zaraz na nowo w nie włazić. Woda w ogóle dość mi służy, ale w Kaltenleutgeben,
nie w dziennikach. …chcę być tylko bok, pisać, co mi się podoba i gdzie mi się podoba, i nie zawracać sobie głowy byle czym…

Czytałem Mont-Oriol
(Guy de Maupassanta) - dobrze napisane. …jakiś Praun (Johann Praun)… …przysłał mi bardzo piękny medal, bity na pamiątkę odsieczy Wiednia, współczesny.

Był u mnie Smólski
(Grzegorz Smólski) i świstał nade mną. (…) Był Raczyński (Edward Aleksander Raczyński)… Są Zamoyscy (Karol Ignacy Zamoyski i Maria z Kronenbergów) z Paryża, Scypio (Jan Karol Scypio del Campo). Był Uniatowski (Władysław Uniatowski) z żoną
(Janiną z Ostrorogów Sadowskich), de domo Sadowską. Jego poznałem, jej nie poznałem. Do Wiednia jeżdżę czasem dla obiadów. (…)

Dzieci moje są tu. Jak te panie obcałowują Henryka Sienkiewicza, nie wyobrazisz sobie – szkoda, że syna, nie ojca! Zresztą,
kto wie, czy to nie wszystko jedno, bo syn jeszcze nie może…, a ojciec - …nie wiadomo! Żyję zawsze w takiej czystości, żem już zapomniał, na czym to polega…

Co słychać z wintem? Ja tu trochę grywałem z Raczyńskim i teściową
(Wandą z Mineyków Szetkiewicz). (…)”

CZERWIEC – 21. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Obecnie kąpiele skończyłem i przeniosłem się z zakładu na prywatne mieszkanie i czasu mam więcej. Wołod[yjowskiego] („Pana Wołodyjowskiego”) oszczędzajcie, bo go mam mało i myślę, że przed tygodniem nie wyszlę. Czasem się pisze prędko,
a czasem się pisze i drze – ten ostatni wypadek miał właśnie miejsce. (…)
W numerze 169. „Kurier Codzienny” zamieszcza wywiad Grzegorza Smólskiego z Henrykiem Sienkiewiczem:
„(…) Skorzystałem z przelotnej pogody i udałem się zaczerpnąć świeżego i duchowego powietrza do bliskiego Kaltenleutgeben.
Z Wiednia jedzie się pół godziny koleją południową do tej Mekki hydropatycznej, położonej w zaciszu wąskiej doliny, wijącej się wśród gór pokrytych bujną leśną roślinnością. Zasługa w tym niezawodnie dra Winternitza, właściciela i kierownika zakładu hydropatycznego w Kaltenleutgeben, iż dziś można do tej ustronnej wsi dotrzeć na skrzydłach pary.
W cichym ustroniu tym przebywa Henryk Sienkiewicz od tygodni ośmiu. Przybył do Kaltenleutgeben z Abazji, gdzie szukał ulgi
na cierpienie gardłowe, którego się nabawił po odczycie w Krakowie. Słabość naszego znakomitego pisarza nie jest wcale groźną, ale trudną do uleczenia, Abazja nic nie pomogła, a dopiero uciec się trzeba było do prysznicu z nacieraniami i obwijaniami
wedle metody kuracyjnej dra Winternitza.

Dziś właśnie skończył Sienkiewicz kurację hydropatyczną. Wygląda bardzo dobrze, świeżo i silnie, chociaż – jak powiada – cierpienie gardłowe niezupełnie jeszcze ustąpiło; spodziewa się on dobrych skutków kuracji dopiero po upływie pewnego czasu, jak też to zwyczajnie bywa. Dziś też wyprowadził się z zakładu dra Winternitza do prywatnego mieszkania w pięknej willi noszącej nazwę „Rudolfshof”. Jest to duży, piętrowy dom z ładnym cienistym ogrodem przy Promenadestrasse. Leży
w najpiękniejszym miejscu Kaltenleutgeben, obok kościoła wznoszącego się na wzgórzu i barwnie odcinającego czerwoną kopułą, na zielonym tle lasów i łąk, rozpostartych szeroko na łagodnie spadającym paśmie gór, które z tej strony zamykają widok. Wokoło cisza idylliczna rozpościera swe skrzydła, a tylko od czasu do czasu przerywa ją dzwon kościoła wiejskiego…
Tu pisze słynny autor powieści „Ogniem i mieczem” i „Potopu” ostatnie ogniwo Trylogii: „Pana Wołodyjowskiego”, którego druk rozpoczął się już w „Słowie”. - Po skończeniu pierwszego tomu – mówił Sienkiewicz – pojadę na kilka dni do Warszawy. Potem wrócę znów do Kaltenleutgeben. Pod jesień mam zamiar udać się do Ostendy.

Wielu tłumaczów zużytkowało materialnie talent Sienkiewicza tylko dla siebie samych. Piękny wyjątek pod tym względem stanowi p. Praun
(Johann Praun). W dowód uwielbienia i czci dla naszego wielkiego powieściopisarza przysłał on mu pięknie oprawne przekłady dokonane przez siebie z odpowiednią dedykacją. Jest to wprawdzie tylko niezbędna w takim razie grzeczność, ale inni tłumacze do tego nie poczuwali się obowiązku! P. Praun posłał także Sienkiewiczowi piękny srebrny wyzłacany medal bity w Wiedniu w roku 1683-im na cześć króla Jana Sobieskiego, z powodu szczęśliwie dokonanej odsieczy.
Na jednej stronie medalu znajduje się wizerunek króla polskiego, na drugiej napis, nad którym dwa orły, polski i austriacki rozrywają dziobami półksiężyc turecki. Medal ten jest wielką rzadkością archeologiczną.

Od czasu do czasu dojeżdża Sienkiewicz do Wiednia na kilka godzin. Bywa na obiedzie w hotelu „Erzherzog”, następnie na czarnej kawie u Puchera. Tu znajdują się polskie czasopisma w znacznej liczbie, tu też zwykle spotyka się rodaków.

Rodzina zmarłej żony Sienkiewicza i dzieci jego bawią z nim razem w Kaltenleutgeben, gdzie wszyscy znają i wysoko cenią
«den berühmten polnischen Dichter». Dziś przybyć ma jego siostra. Wśród rodziny spędza więc lato. Oddziaływa to widocznie
na jego usposobienie bardzo korzystnie, gdyż odwiedzając go przed kilkoma tygodniami, kiedy jeszcze swoich nie miał koło siebie, nie znalazłem go tak dobrze i pogodnie usposobionym, jak jest obecnie. (…)”

LIPIEC – 23. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Do Warszawy pewnie się już nie wybiorę, bo nie mam kiedy. Po ukończeniu części I Wołod[yjowskiego] chciałbym zrobić jakąś wycieczkę nad brzeg morski lub może do Gasteinu. (…)”

SIERPIEŃ – 04. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Postąpiłeś jak człowiek, którego bystrość dowcipu nie została stępiona rozpinaniem się i sypianiem po obiedzie. Istnieje jakiś mój krewny noszący toż samo imię i nazwisko (Henryk Sienkiewicz * 1852 – 1936), którego nie chcę znać, domyślasz się więc,
że nie musi to być osoba wielce szanowna. (…) Już raz pisma donosiły, że w tamtych okolicach ktoś mnie udawał, ale wielce trącił wariatem
(„Słowo” – nr 171. z 05 sierpnia 1887 r.). Przypuszczam, że i teraz nie było nic nowego. W każdym razie zróbcie z całego tego zajścia wiadomość dziennikarską i podajcie ją w formie anegdoty z nadmienieniem, że ktoś już po raz drugi podaje się za mnie, nie wiadomo, czy wariat, czy hultaj („Słowo” – nr 174. z 09 sierpnia 1887 r.). O owym moim krewniaku nie wspominajcie, bo może
nie winien, a może nawet stał się porządnym człowiekiem. Nie widziałem go lat ze dwadzieścia. W każdym razie nadmieńcie,
że Henryk Sienkiewicz, powieściopisarz, bawi stale za granicą i w kraju od marca nie był, przyjedzie zaś do Warszawy późną jesienią. (…)”

SIERPIEŃ – 18. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz z Kaltenleutgeben przybywa do Bad Gastein.

SIERPIEŃ – 19. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Gastein. Jeszcze tego samego dnia pisze do Stanisława Tarnowskiego:
„(…) Do Gasteinu przyjechałem wczoraj. Jest to przepaść otoczona górami. Prócz potoku na dnie wypełniają ją brzydkie kobiety, starzy mężczyźni i nuda. Jest także sporo much, które nie wiem, dlaczego nie odjeżdżają pierwszą pocztą do Salzburga. (…)
…nie ulega wątpliwości, że można się tu uśpić na całe tygodnie, więc spodziewam się najlepszych skutków, zwłaszcza, że mam zamiar dużo chodzić. (…)”

SIERPIEŃ – 20. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Gastein.

SIERPIEŃ – 21. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Gastein w Austrii. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wyjechałem nazajutrz po Was o 7.45 rano, w Salzburgu byłem około 4-rtej, w Lend koło 6-stej, w Bad Gastein dopiero
o 11 wieczór i zmarzłem okrutnie w dyliżansie. Wczoraj brałem pierwszą kąpiel, dziś drugą; z początku to rozstraja,
zwłaszcza że i przyjechałem w usposobieniu nie bardzo wesołym.

Salzburg i te wszystkie okolice tak dobrze znane ogromnie mi szarpią i pamięć, i nerwy. – Gastein jest to miejscowość ponura
i zimna. Leży na 1100 metrów, zatem wyżej jak Zakopane. Wodospady bardzo szumią, w dodatku ciemno i deszcz leje jak
z cebra. Ze znajomych zastałem tu pół znajomego niejakiego Ludomira Pruszyńskiego.

W tej chwili oddano mi Twoją depeszę z Monachium. Moja Ty Dży kochana, jakaś Ty dobra! Nie wiem, jak mam dziękować. Rzeczywiście tu ciężka droga i ciężki pobyt – byłem wypłukany z wesołości i bliski jakiegoś ataku melancholii, ale Twoja dobroć na to lekarstwem; zresztą minie te dziesięć dni, jak wszystko mija. (…)”
Na depeszę szwagierki Henryk Sienkiewicz odpowiada depeszą:
„(…) Czuję się dobrze, dziękuję, Dży. (…)”

SIERPIEŃ – 22. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Gastein w Austrii. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Jestem już dwa dni w Gastein… (…) Spróbowałem wziąść dwie kąpiele, ale więcej nie wezmę, bo diablo ekscytują i może mnie parala trzasnąć nie mówiąc o innych przypadłościach, z których major (Władysław Olędzki/Olendzki) nie omieszkałby się chełpić. W ostatnich czasach miałem się źle; nie spałem w ciągu 2 tygodni więcej jak 24 godzin. Myślałem, że górskie powietrze pomoże – ale i tu prawie nie śpię. (…) Kiedy zacznę tom II („Pana Wołodyjowskiego”), nie wiem. Umyślnie skończyłem pierwszy
jakby zupełną powieść, żeby mieć więcej czasu do odpoczynku. Myślę przepauzować wrzesień – a w październiku,
jeśli nie skapieję z bezsenności, zacząć. (…) Jeśli osiądę gdzieś chociaż na dwa tygodnie, to Ci doniosę. (…)”
- i wieczorem do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Z okropnych nudów przełożyłem powiastkę pt. „Zemsta rabina” (Eduard'a Siebecker'a), którą posłałem Godlewskiemu (Mścisławowi Godlewskiemu). (…)

Deszcz dziś prawie nie padał, ale ciemno na całym niebie i jak żałobnie odbija się biały śnieg na szczytach od tych ciemnych chmur, trudno wypowiedzieć. Ciepła stopni ośm. Wodospady wezbrały i szumią jeszcze głośniej po wczorajszym całodziennym deszczu. Nigdy nie czułem tak wyraźnie, jak dalece nie znoszę gór. Zapewne musi być w tym dużo nerwów i imaginacji, ale mi duszno i żebra mnie bolą od oddychania jakby po pracy i zmęczeniu. Dziś czwarty dzień tu jestem. (…)

Samotność w pewnym stanie umysłu i nerwów jest po prostu okropna, bo się można nią zatruć. Przekonywam się, że tak mi potrzeba koło siebie ludzi swoich i bliskich, jak zdrowia, a cóż dopiero w takim mrocznym, ponurym dole i w tych stronach. Toteż Dzidek
(Jadwiga Janczewska) wielkie mi wyświadczył dobrodziejstwo swoim listem i telegramem. Tak uczułem bliską i pamiętającą duszę – tak było o czym myśleć – i z wielką wdzięcznością. (…)

Ja mieszkam literalnie na strychu, bo okno w dachu. Ciasno, niewygodnie, mało powietrza! Kąpiele są przyjemne, choć sprawiają zawrót głowy – i niezmiernie cisną. Musi to być własność tej wody. (…)”

SIERPIEŃ – 23. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Gastein.

SIERPIEŃ – 24. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Gastein.

SIERPIEŃ – 25. [CZWARTEK] - rano


Henryk Sienkiewicz z Bad Gastein wyrusza do Brukseli.

SIERPIEŃ – 26. [PIĄTEK]


W drodze z Bad Gastein do Brukseli Henryk Sienkiewicz zatrzymuje się we Frankfurcie nad Menem i Falkenstein.

SIERPIEŃ – 27. [SOBOTA]


O godz. 4.00 Henryk Sienkiewicz przybywa do Brukseli i zatrzymuje się w Grand Hôtelu przy Boulevard Anspach 21. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem dziś rano do Brukseli i zatrzymałem się w „Grand Hôtel”, bo jestem bardzo zmęczony i trochę mi się odezwał ischias. Ale mam się dobrze i chodzę. (…)

Opuściłem Gastein we czwartek rano, a nazajutrz świtaniem byłem we Frankfurcie. Tam zabawiłem do piątej wieczór
i przez ten czas byłem w Falkenstein, bo chciałem widzieć jeszcze raz w życiu te miejsca. W Brukseli jestem od dziś od czwartej rano. Naturalnie, że 48 godzin drogi, bezsenność i wszystko razem musiało mnie zmęczyć. (…)”

SIERPIEŃ – 28. [NIEDZIELA]


Z Brukseli Henryk Sienkiewicz przybywa do Ostendy. Zatrzymuje się w Hôtel Lion d’Or, pokój nr 7.

SIERPIEŃ – 29. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie w Hôtel Lion d’Or, pokój nr 7. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …zląkłem się o Twoje nerwy i ruszyłem zaraz do Ostendy. Przybyłem wczoraj, tj. w niedzielę o 5 ½, do dziś godziny 1-szej próżno Was szukam. W kurliście (liście gości uzdrowiskowych) Was nie ma. Ponieważ pogoda zmienna, mało wychodzicie, więc mogę Was jeszcze długo nie spotkać. Daj znać przez posłańca, gdzie mieszkacie. Adres mój: Hôtel Lion d’Or, mieszkania N. 7… (…)”

WRZESIEŃ – 03. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Dover w Anglii, skąd wysyła telegram do Jadwigi Janczewskiej:
„Wszystko w porządku, Ziaba.”

WRZESIEŃ – 04. [NIEDZIELA]


Cenzura rosyjska zezwala na ukazanie się nakładem „Słowa” w drukarni Edwarda Lubowskiego książkowego wydania tomu I powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”.

WRZESIEŃ – 05. [PONIEDZIAŁEK]


W 196. numerze „Słowa” ukazuje się przetłumaczona przez Henryka Sienkiewicza „powiastka” „Zemsta rabina”.

WRZESIEŃ – 07. [ŚRODA]


„Kurier Poznański” kończy druk „Potopu” Henryka Sienkiewicza.
Wiedeńska gazeta „Wiener Allgemeine Zeitung” w numerze 2703. kończy druk powieści „Ogniem i mieczem”.

PAŹDZIERNIK – 07. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wiedeń punkt 10.15 … stanąłem u „Erzherzoga” (w Hotelu Erzherzog Karl). Poszedłem do Puchera (Kawiarni Puchera). Zastałem Zdzisia (Zdzisława Morawskiego), który „zielone smutku motyle etc.” – Sozańskiego (Stanisława Sozańskiego), Żuka (Tadeusza Żuka-Skaryszewskiego), Dembowskiego, Sanguszkę (Eustachego Sanguszkę) i Smolkę Stanisława. (…) – Gdy inni dopytywali, kiedym widział jasnowłosą i złotorzęsą „ziabę” (Jadwigę Janczewską), a raczej panią, jeden (Zdzisław Morawski) nakrył powiekami oczy i milczał,
ale cały zamienił się w uszy (z powodu tej właściwości ma je duże), dopiero kiedy się wszyscy rozeszli, spytał stłumionym głosem:
- Czy na Wiedeń będą wracać? – a ja przebiwszy go oczyma:
- Kto taki?
Uśmiechnął się jeszcze bardziej i odrzekł, przyciskając ręce do piersi:
- Pan mnie rozumie!
- Jak to? jak to????!
Zamilkł, nagle złożył mi głowę na piersi i łkanie wstrząsnęło nim głębokie. –
A wszystko łże! – on jest klown i chciał tylko zabawić Ziabę. Dlatego, że lubi ją bardzo. (…)

Czasem zdaje mi się, że nim wy przyjedziecie, ja skończę kurację. Do Kalten jadę dziś. Podobno tam już pustki, ale tym lepiej będzie pisać i rozmyślać. (…)”
Tego samego dnia Henryk Sienkiewicz dociera do Kaltenleutgeben, skąd ponownie pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …godzina jest dziewiąta, a ja już rozpakowany, urządzony: papier na Wołodyjowskiego leży, pióra, atrament gotowe –
i oto piszę… (…)”

PAŹDZIERNIK – 08. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben i kończy rozpoczęty wczoraj list do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Rano odebrałem pieniądze i pomyślałem tak: trzeba uregulować z Dzidziem (Jadwigą Janczewską) rachunki prześliczne. (…) Gdybym tego nie posłał, czułbym takie wyrzuty jak ów wróbel, co to odleciał i trafiwszy na wiśnie, jak się zaczął pokarmiać,
tak drugi wróbelek przez ten czas zdechł z głodu. (…)”

PAŹDZIERNIK – 09. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Stefan Żeromski pisze o „Potopie” Henryka Sienkiewicza:
„(…) Przeczytałem nareszcie sześć tomów… „Potopu” Sienkiewicza.
Dwa lata temu stałem przed „Bitwą Grunwaldzką” Matejki. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że jest to wielki dywan,
na którym… nawalono masę ciał ludzkich, koni, rąk, nóg, pałaszy, dzid. Po wpatrzeniu się jednak stopniowym – postacie te zaczęły się jednak rozsuwać, dawać miejsce powietrzu, słońcu, dymowi, oddechom ludzkim. (…) Wreszcie straciłem świadomość, że jestem widzem, i porwany zostałem wirem strasznych uniesień, jakie wrzały nie na tym już płótnie, ale na tym polu śmierci,…
Czytając powieść Sienkiewicza – doznaje się tych samych wrażeń. Matejko i Sienkiewicz są ludźmi tej samej miary. (…) Sienkiewicz nie umie narysować życia naszych dziadów z XVII wieku ze ścisłością archeologiczną Kraszewskiego – ale umie czuć tak, jak czuli tamci. (…) Nie opisuje, nie odrysowuje umarłych pokoleń, ale je genialną intuicją stwarza. Jego Bogusław Radziwiłł, Kmicic, Wołodyjowski, Zagłoba mogą być absurdami z punktu widzenia historycznego – ale są postaciami genialnie stworzonymi, analogicznymi typami na tle epoki, typami tak całkowitymi, że pochłaniają twoją uwagę, wciągają cię, unoszą jak kreacje Wiktora Hugo. (…)”
Pisarz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Jestem znów w Kalten, bo mi sen i zdrowie bardzo nie dopisywały. Byłem w Ostendzie, na wyspie Wight i w Paryżu. Wołodyjowskiego zapowiedz na 20 października. Początek rękopismu wyślę 15 lub 14-stego, by na czas doszedł. (…)”
i do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Pogoda tu dzisiaj bardzo piękna; może tam i u Was ładnie, a jak ładnie, to zaraz weselej i raźniej. (…)

Przyjechałem tu w piątek, zacząłem kąpiele wczoraj rano pod dyrekcją Loewego
(Levy’ego vel Loewe’go). Winternitz (Wilhelm Winternitz) widział mnie dziś, stukał, pukał; mówiłem mu wszystko, jak Dzidzio (Jadwiga Janczewska) kazał – i on wreszcie znalazł,
że serce, cały organizm, nerwy etc. są ausgerechnet
(akurat, w porządku) - i mówił to nie do mnie, ale po niemiecku do Pika (jednego z dwóch lekarzy o nazwisku Pick). Co do tych objawów mówił, że to są rzeczy przemijające, bez znaczenia, że trzeba tylko
jak najwięcej ruchu. Kuracji nie zmienił. Kawę pić rano pozwolił i piwo wieczór. Oto cała sprawa, zresztą niegodna uwagi takiej wspaniałej Dzideczki.

Polaków dużo. Siedzę przy stole polskim złożonym z państwa Korytko
(Franciszka Ksawerego Korytko i Marii z Rostworowskich)
(ona Rostworowska z domu i przystojna), rodzeństwa Potockich
(Aleksandra i Taidy Potockich) (siostra i brat Rodryga - /Rodryka Potockiego/), pana Mańkowskiego (Aleksandra lub Leona Mańkowskiego) i jeszcze kogoś, kogo nazwiska nie wiem. Dotąd nie poznałem jeszcze nikogo prócz Grossa, współpracownika „Tageblattu”, dość znanego podobno pisarza, który mi się przedstawił, zapewnił, że jestem kochany w Niemczech jak w Polsce etc. (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: Niedziela, 10 X 1887. Otóż niedziela przypadała 09 października 1887 r. Potwierdza to niejako
i sam pisarz w pierwszym zdaniu powyższego listu, stwierdzając:
„(…) Parę słów tylko o rzeczach, o których we wczorajszym liście zapomniałem wspomnieć. (…)”
Poprzedni list Henryk Sienkiewicz skończył 08 października 1887 r. w sobotę.

PAŹDZIERNIK – 12. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz z Kaltenleutgeben wyjeżdża do Wiednia do dentysty. Po wizycie pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …znów jestem w Wiedniu. Richtera, dentysty, nie zastałem. Byłem u Tomasa i już po zębie. (…)”

PAŹDZIERNIK – 13. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Do Jadwigi Janczewskiej wysyła telegram:
„Czy moja przesyłka pieniężna nadeszła i co z Abdankiem (Brunem Abakanowiczem)?”

PAŹDZIERNIK – 14. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wieczór! Chciałem iść spać lub popisać Wołod[yjowskiego], ale wolę niż jedno i drugie pisać do tej dziewczynki, zwłaszcza, że odebrałem dziś odpowiedź na depeszę i list z wtorku tak miły i kochany. (…)

Chodziło mi też o ten płaszcz jak o własną skórę, bo zimna idą coraz większe, a jakby się ten Dziduś
(Jadwiga Janczewska) zaziębił, toby go okropnie żałowali. (…)

Jeszcze by tylko tego brakowało, żeby taka dusza niepospolita, artystyczna, szlachetna i nadzwyczajna miała się z powodu takich podłych względów kłopotać. Dzideczek to jest dzień świąteczny, więc z powszedniością nie powinien mieć nic wspólnego. – Nie takie jest Twoje przeznaczenie i nie po to Cię Pan Bóg stworzył, nie po to dał Ci talent, umysł różny od innych, odmienne aspiracje i tak bogatą a złożoną naturę, jak jakaś książka mądra, ślicznie pisana, a ciekawa, którą całe życie można
z największym zajęciem odczytywać. (…)

Tu trochę nudno, choć czas zajęty. Z moim stołem już się poznałem. (…)”
– i do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Rękopism wysyłam 16, tj. za dwa dni tak, abyście 20 mogli rozpocząć. Proszę tylko o oszczędność, póki sam nie zjadę
do Warszawy. (…)Wołod[yjowski] jest ładnie wydany, tylko papier za cienki. Skutkiem tego tomik wydaje się mały, chociaż ma 18 arkuszy. (…)”

PAŹDZIERNIK – 15. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Kończy rozpoczęty wczoraj list do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jedziemy dziś całym stołem do Wiednia. Ja wracam o 4-rtej – reszta zostaje dłużej. Kupiłem sobie ulster (długie wcięte palto
z peleryną, zapinane na patkę), który ma być na dziś gotowy. (…)

Zębiska trochę jeszcze dolegają, może to resztki zapalenia, a może skutki zimnej wody. Na dobrą sprawę rad bym się jeszcze jednego pozbył – a na lepszą jeszcze, wypadało by zatrzymać się na parę dni w Wiedniu i oddać paszczę do reperacji, ale skoro Dzidzia bolą, rad jestem, że i mnie.

Wołod[yjowskiego] będę może pisał z przyjemnością, jak już daleko od brzegu odbiję. Początki zawsze nudne i trudne. (…)”

PAŹDZIERNIK – 18. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Ząb jeszcze jeden ciągle trochę dokucza, widać coś się zapalenia zataiło. Muszę z tym skończyć, ale że nie chcę rwać jednego po drugim, więc trzeba będzie oddać do opatrunku. (…)

Dobrzem jednak zrobił, żem tu przyjechał – i te kilkanaście dni kąpieli wyjdą mi na korzyść – tylko wobec zimna, wilgoci, ciemności ciężko się kąpać, zwłaszcza wobec napadów kataru i bólu zębów. (…)

Poznałem się także z kupką Litwinów. Bawi tu Białozór, Bielicki, Skibniewski i jeszcze paru, których nazwisk nie jestem pewien. – A prawda! jest Węcławowicz, który mi dziś mówił, że chce się poznać ze mną pani Przeździecka, podobno Wasza znajoma
i koleżanka. (…) Jutro ją poznam, bo dziś umówiliśmy się do Wiednia. Wracam zawsze stamtąd o 4,14 i piszę Wołod[yjowskiego] do ósmej. Posunąłem się naprzód nieźle, bo będzie już na 8 dni, a zanim się zacznie, będzie na dwa tygodnie lub więcej. (…)”

PAŹDZIERNIK – 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jutro opuszczam Kalten. Adresu nie umiem Ci podać, bo nie wiem, czy u Krausa znajdę miejsce. Jeśli nie, to pewno stanę naprzeciw w „König von Ungarn” czy też „Ungarische Krone” (nigdy dobrze nie pamiętam) i zaraz zatelegrafuję swój adres. Zębiska pobolewają – i właśnie dla nich i zakończenie kuracji, i wyjazd do Wiednia. Ale zresztą jest mi dobrze, duszność wcale
nie przychodzi i sen stosunkowo smaczny, a humor dobry, więc wszystko się dobrze przedstawia. Dobrze, dobrze i dobrze! (…)”

PAŹDZIERNIK – 21. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz zatrzymuje się w Hotelu „Ungarische Krone” w Wiedniu przy Sielerstätte 18/20, o czym telegraficznie powiadamia Jadwigę Janczewską:
„Nie ma pokoi u Krausa, mieszkam w „Ungarische Krone”.
Jeszcze tego samego dnia pisze list do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś telegrafowałem do Ciebie o zmianie locum. U Krausa ani jednego pokoju – i nieprędko obiecują. Ale stoją tam Janowie Górscy (Jan i Maria z Łubieńskich Górscy) Wasi znajomi - a Konstanty Górski mieszka z córką w „Ungarische Krone”. (…) Ja mam pokój od ulicy, dość widny, ale na 2-gim piętrze. (…)

Tak mnie w końcu zakatarzyli, że dziś nie widzę, nie słyszę i wszystkie kości bolą. Wczoraj miałem gorączkę tak mocną,
że wezwałem wieczór Pika
(jednego z dwóch lekarzy o nazwisku Pick), bo Winternitza (Wilhelma Winernitza) nie było. Myślałem, że może zabiera się na jaką cięższą chorobę i martwiłem się, bo w takim razie zakazałbym pod gardłem puszczać Dzideczkę (Jadwigę Janczewską) do siebie i nie widziałbym Jej. Na szczęście okazało się dziś, że to tylko katar, który też zmienił się w płynący – i w tej chwili upusty mego nosa są tak otwarte, że używam wszelkich ostrożności, aby Ci nie złożyć dotykalnych tego dowodów.
Już jestem zupełnie pewny, że to katar, nic więcej, bo gorączki ani śladu – i nos! co za nos! (…) Teraz tak jestem dobrze, mimo nosa, że walczę z sobą, czy pójść do łóżka, czy do Puchera. (…)”.

PAŹDZIERNIK – 28. [PIĄTEK]


W nr 42. „Przeglądu Literackiego” – dodatku do „Kraju” – Józef Kotarbiński zamieszcza pierwszą część pochlebnej recenzji tomu I „Pana Wołodyjowskiego” – zatytułowanej „Początek „Pana Wołodyjowskiego”.

LISTOPAD – 03. [CZWARTEK]


Z dworca kolejowego w Wiedniu Henryk Sienkiewicz zawiadamia Jadwigę Janczewską o swoim powrocie do Polski.

LISTOPAD – 03. [PIĄTEK]


Pociąg z Wiednia do Warszawy stoi na granicy zaborów: austriackiego i rosyjskiego (obecnie jest to Szczakowa, dzielnica Jaworzna). Jadący nim Henryk Sienkiewicz pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Pociąg czeka tu bardzo długo i wychodzi dopiero o 11.16. Będę w Warszawie o 10.20. (…)”
Jeszcze tego samego dnia pisarz przybywa do Warszawy.

LISTOPAD – 04. [PIĄTEK]


W nr 43. „Przeglądu Literackiego” – dodatku do „Kraju” – Józef Kotarbiński zamieszcza drugą część pochlebnej recenzji tomu I „Pana Wołodyjowskiego” – zatytułowanej „Początek „Pana Wołodyjowskiego”.

LISTOPAD – 08. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Warszawy i obejmuje redagowanie felietonu literackiego w „Słowie” po czerwcowej rezygnacji z kierowania tą gazetą.

LISTOPAD – 20. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Czy myślisz, żebym ja się lenił pisać do Ciebie? (…) Ten więc, który teraz piszę, jest trzecim z kolei, a na następne zawsze znajdę czas, bo mam dzien rozłożony, żyję regularnie; mało, albo prawie nic nie bywam u ludzi – więc mi godzina jedna i druga zawsze się oszczędzi, zwłaszcza na tak miły cel. (…)

Z przyjemnością dochodzi mnie ze wszystkich stron, że I tom Wołod[yjowskiego] bardzo się podoba. Znawcy wychwalają robotę. „Kraj” umieścił obszerne, a pochlebne sprawozdanie. Powiedział między innymi, że nikt dotąd nie opisał miłości dawnej z taką siłą i pozorem rzeczywistości – i nazwał te karty świetnymi improwizacjami. Czy wiesz, że na wiecu w Poznaniu jeden z mówców cytował opowiadanie pana Muszalskiego z drugiego tomu i czynił przy tym porównania do losu Polaków pod rządami pruskimi. Teraz „Tygodnik Ilustrowany” w pamiątkowym numerze poświęconym rocznicy 25 Szkoły Głównej dał mój portret jako jej dawnego ucznia. Jest także Prus
(Bolesław Prus), Chmielowski (Piotr Chmielowski) i Świętochowski (Aleksander Świętochowski). Już mi mówiono, że psuje im to krew, że postawiono mnie na czele. Naprawdę wszystko mi jedno, bo jeśli mam trochę chełpliwości –
to przed Tobą… (…)

Gazety donoszą, że z Grójeckiego przywieziono jakiegoś nieszczęśliwego wariata, który zwariował na tym punkcie,
że jest Kmicicem. Założyłem się, że „Przegląd”, „Prawda” etc. napiszą: „Oto są skutki powieści Sienkiewicza!”

Ładnie mnie urządzono z Potopem. Pokazuje się, że Boniecki
(Eugeniusz Boniecki), któremu „Słowo” odprzedało pierwszą edycję (3000), bił do siedmiu tysięcy egzemplarzy lub więcej. (…)

Mówił mi to Wolff
(August Robert Wolff). Ale i on nie jest względem mnie w porządku, bo sobie podczas mej niebytności zrobił czwarte wydanie tomu I. Chce mi po prawdzie za nie zapłacić, ale ja nie chciałem wcale, by robiono więcej wydań, pragnąc zostawić je dla dzieci. (…)

Wkrótce zaczynają się sesje Komitetu Konkursowego
(Konkursu im. Alojzego Żółkowskiego). Czytałem trochę sztuk – podłe!
Na ów konkurs Kochmana
(Konkurs na premią dla literatów polskich z Fundacji Kochmana) do Lwowa namyśliłem się nie posyłać moich książek, chyba, że Dzideczek (Jadwiga Janczewska) daleko mądrzejszy, rozważywszy dobrze, czy wypada lub nie – inaczej poradzi. (…)”

LISTOPAD – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś przyjeżdżają na tydzień Bronisiowie Brochoccy (Bronisław i Helena z Mineyków Brochoccy) - a raczej przyjechali wczesnym rankiem, tylko nie chcą ojca budzić, stanęli na pół dnia w hotelu; następnie ona zamieszka w pokoju mateczki, a on u mnie,
na miejscu Janikowskiego.

Dzieci mają się dobrze. Henio zdrów jak nigdy i coraz bardziej mu się oczy iskrzą, gdy czegoś słucha lub coś opowiada, a pojmuje w lot. Bardzo jest inteligentny. Dzinię mateczka poczęła leczyć homeopatią – i bądź plastry Kosmowskiego
(Wiktoryna Kosmowskiego) pomogły, bądź słabość przesiliła się sama przez się, dość że gruczoł zmniejszył się i dziecko wiele zdrowsze.

Była u mnie Twoja dawna koleżanka, Dulębianka
(Maria Dulębianka), w interesie Sarneckiego (Zygmunta Sarneckiego). Nie wiem, dlaczego zajmuje się jego sprawami. Oświadczyłem, że mimo najlepszych chęci nie dam nic przed ukończeniem Wołodyjowskiego. Sam Sarnecki zresztą zasypywał mnie listami aż do znudzenia. (…)”

LISTOPAD – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Brochoccy przyjechali (Bronisław i Helena z Mineyków Brochoccy). On mieszka u mnie. (…)

Wczoraj byłem w teatrze, pierwszy raz od lat wielu. Zdaje mi się, że w żadnym z warszawskich nie byłem ze cztery lata. Grano „Rozbitków” Bliżińskiego
(Józefa Blizińskiego). Jest to utalentowany pisarz, ale sztuka słaba. W ogóle polska komedia obraca się wśród kłamstw mnóstwa formułek etycznych i konwencjonalnych kłamstw. (…)

Są dnie, w których od rana do wieczora bronię się nieprzezwyciężonej senności. Władyś Br[ochocki] przywitał mnie okrzykiem: „O! jak pan strasznie wymizerniał.” Lubię takie szczere zachęty! Sypiam zresztą dobrze. – Nachodzą mnie jakoś mniej. Często też nie otwieram, gdy kto trzy razy nie dzwoni. Przed szóstą wieczór zachodzi czasem Helcia
(Helena Sienkiewiczówna), wiecznie z jedną propozycją, bym poszedł z nią do Dmochowskich ( Aleksandry z Cieciszowskich Dmochowskiej wraz z rodziną). Zwykle nie mogę, ale byłem już od przyjazdu dwa razy. Przez Helcię też dowiaduję się, co się w świecie dzieje, kto się żeni, kto kocha, na kogo kto ma zamiar etc., a także, że zamiary co do mnie uznane już zostały jako zawody i odpowiednio zapisane. – Helcię stale mniej lubię
niż dawniej, jakkolwiek nie mam powodów. (…)”

LISTOPAD – 30. [ŚRODA]


W nr 267 „Słowa” czytamy, że Henryk Sienkiewicz został honorowym prezesem Międzynarodowego Stowarzyszenia Literackiego i Artystycznego powołanego
przez Międzynarodowy Kongres Literacki w Paryżu. Stowarzyszenie to zajmowało się zabezpieczeniem praw autorskich. Pisarz objął to stanowisko po zmarłym 19 marca 1887 r. Józefie Ignacym Kraszewskim.

GRUDZIEŃ – 01. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) U nas nic nowego. Dzieci zdrowe. W tej chwili wraz z ojcem i Brochockimi wyjeżdżają do Ogrodu Zoologicznego.
– Ja nie mogę, bo to godzina mojej roboty. (…)

Ja niezbyt zdrów jestem. Pisuję dużo zawsze. (…)”

GRUDZIEŃ – 03. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Ani ja Koźmiana (Stanisława Koźmiana) widziałem, ani on mnie pytał o prawo przerobienia Wołodyjowskiego na scenę, ani go
do tego upoważniałem. Skądże on mógł dawać pozwolenie Siemaszce
(Antoniemu Józefowi Siemaszce) w moim imieniu? Pierwszy tom nadaje się bardzo do przerobienia na scenę, ale mógłbym to bezpiecznie sam zrobić zaraz po ukończeniu tomu II-giego.
Co więcej: przeróbka moja ściągnęłaby więcej ludzi i mogłaby być grana nie tylko w Poznaniu, Lwowie, Krakowie,
ale i w Warszawie, licząc główną scenę i ogródki. (…)

Zostałem obrany honorowym prezesem Stowarzyszenia i Kongresu Międzynarodowego. Miejsce to przyznane mi zostało
po Kraszewskim
(Międzynarodowego Stowarzyszenia Literackiego i Artystycznego). Pisma tutejsze już o tym doniosły. Nic to jest, ale grozi ulaniem żółci kilku miejscowym geniuszom, stąd mam trochę Schadenfreude (radości z cudzej krzywdy).

Niezdrów jestem mimo tego, co mówi Luc
(Lucjan Wrotnowski). Mam bardzo silny katar żołądka. W tym tygodniu ani razu
nie mogłem jeździć konno. Za katarem idzie zmęczenie i odpowiedni stan nerwowy i chandra, i zwątpienie, i – et Cartera.

Czytam Rabagasa
(„Rabagas” Victoriena Sardou) - a Ty czy czytałaś? W ostatnim tomie Konopnickiej (Marii Konopnickiej) są cudowne rzeczy! Już go masz! Według mnie to niezwykły w całym znaczeniu talent – i np. Asnyka (Adama Asnyka) zostawiła już daleko
za sobą… (…)

Szkoda mi tego I-szego tomu, bo przypuszczając, że Siemaszko jako aktor ułoży lepiej rzecz na scenę, ja pewno lepiej napiszę,
a co do sceniczności, mogę tu sobie przybrać pomoc Kotarbińskiego
(Józefa Kotarbińskiego) lub Tatarkiewicza (Jana Kazimierza Tatarkiewicza). (…)”

GRUDZIEŃ – 06. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Chciałabyś wiedzieć coś więcej o tym obraniu mnie honorowym prezesem przez Międzynarodowy Kongres Literacki.
– Otóż odebrałem blankiet z zawiadomieniem o wyborze, na kilka nazwisk podpisanych i nazwisk głośnych, bo nie wspominając
o Wiktorze Hugo, który umarł, a którym był stałym praktycznym prezesem, są tam podpisy Emila Augiera, Ulbacha
(Ludwika Ulbacha), Zacconiego (Pierre’a Zaccone’a), Nordmana (Johannesa Nordmanna) etc. – Prawdę mówiąc, jest to bardzo zaszczytne,
bo na prezesów honorowych powołują kongresy tylko ludzi bardzo znanych, wybór taki nieobecnego uświęca się ogólnym powstaniem z miejsc członków obradujących etc. Był takim Kraszewski
(Józef Ignacy Kraszewski), z Rosjan Turgieniew (Iwan Siergiejewicz Turgieniew). (...)

Na akcję poznańską przeznaczam część honorarium należną mi za Wołodyjowskiego w „Dzienniku Poznańskim”. Część ta wyniesie właśnie 500 marek. (…)”

GRUDZIEŃ – 15. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mateczka znalazła w Dubnikach i przywiozła fotografię Maryni (Marii z Szetkiewiczów Sienkiewiczowej) i Twoją w formacie gabinetowym na jednej karcie. Ty siedzisz, Marynia stoi oparta o poręcz. Twoja jest tak zła, że nie pokażę jej nawet fotografowi, który Cię nigdy nie widział – i wystrzygę, ale Maryni dobra, więc ją poniosę i każe powiększyć. Czy też Dzidek (Jadwiga
z Szetkiewiczów Janczewska) pamięta tę fotografię? Ale pewno pamięta, bo musiał się bardzo gniewać, że z niego zrobiono taką prawdziwą i nabrzmiałą żabę. (…)

Odpisuję Ci wieczorem w Redakcji, wśród zupełnej samotności i ciszy. Jest to moja zwykła pora pracy w Redakcji, ale dziś później jest jak zwykle. Byłem na obiedzie u Godlewskich
(Mścisława i Marii z Popielów Godlewskich), którzy są dla mnie za to redaktorstwo
z istotną wdzięcznością. (…)

Helenka
(Helena Sienkiewiczówna) tłumaczy Pêcheur’a - nieźle, ja zaś poprawiam tak gorliwie, że będzie doskonale i wszystkie światła i cienie morza zostaną zachowane. (…)”
Siostra pisarza tłumaczyła wówczas „Rybaka islandzkiego” Pierre’a Lottiego. Henryk Sienkiewicz pisze dalej:
Kupiłem dla Janka Komierowskiego kompletne wydanie Eschylosa i Sofoklesa w przekładzie Węclewskiego (Zygmunta Węclewskiego), a tymczasem odczytuję sam. (…)

Konopnicka
(Maria Konopnicka) napisała w „G[azecie] Polskiej” ogromną recenzję I tomu Wołod[yjowskiego]. Mniejsza o pochwały, ale oj! jak to ładnie pisane! Przyślę Ci to zaraz. Druga to już recenzja, pierwsza była w „Kraju” i aż mi dziw, że tak wynoszą
te panny, te sceny i obrazy, które pisałem lub opisywałem pół drzemiąc, a znerwowaniu, w niepokoju, często w chandrze okrutnej. (…)”

GRUDZIEŃ – 29. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Kończę na gwałt t[om] II („Pana Wołodyjowskiego”), by mieć czas na parodniowy chociaż wyjazd do Zakopanego; ale jeśli śniegi tak będą dęły jak do dziś, może zawieją Obidową (szczyt w Paśmie Gorców nad doliną Raby – trudne do przebycia miejsce na trasie Kraków - Zakopane) zupełnie i Dembowscy będą na długo odcięci od reszty świata. (…)

Wołodyjowski podoba się tu bardzo a bardzo. Nowowiejski ujął sobie wszystkie serca; podobało się także ustawiczne przestraszanie się poważnego Nowiragha i dwóch uczonych Anardratów. Krakowiak Zagłoby pewnie nie przeszedłby
przez Dzinkową
(Jadwigi Janczewskiej) najdystyngowniejszą z dystyngowanych cenzurę. (…)

Przez święta późno się kładłem jak zwykle, byłem zmęczony, tym bardziej, że z różnymi dolegliwościami uładzić się nie mogę. Ale pisanie idzie i idzie. Prawdę rzekłszy, piszę przez cały dzień, a wieczorem pracuję w Redakcji. –

Tom II skończę zaraz po Nowym Roku, może w poniedziałek. Trzeci będzie już tylko zbieraniem porozesnuwanych nici. – Zawsze to łatwiejsza robota.

Przerwa będzie krótka, ale potem wypoczynek zasłużony, bo przecie będzie to koniec dużej Trylogii, a potem co – Bóg to raczy wiedzieć. Pewnie pustka i brak choćby takiego celu.

Usposobienie moje nie jest zbyt wesołe, ale nie jestem także tak nieznośny jak Janek Komierowski i nie pozuję na „wielkiego zapoznanego”, i nie żywię pogardy dla wszelkiego tworu, który nie jest mną. (…) – Czytam w dalszym ciągu Eschylosa i Sofoklesa. Jest tam podniosłość dykcji niepomierna, ale akcja w zawiązku i charaktery ledwie zaznaczane. Szekspir jest nieporównanie wyższy, jakkolwiek razi pewne delikatne uszeczki. (…)

Adamowski
(Tymoteusz Adamowski) znów dziś przyjechał. Grał już jakąś śliczną rzecz Joachima (Josepha Joachima). (…)”


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1888



STYCZEŃ – 02. [PONIEDZIAŁEK]


„Słowo” kończy druk II tomu powieści „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza.

STYCZEŃ – 20. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Izabeli z Lubomirskich Sanguszkowej, obiecując odwiedzić ją w Gumniskach pod Tarnowem:
„(…) Jestem tak zajęty, że przed przesłaniem odpowiedzi musiałem rozliczyć się z czasem. Po tak łaskawym i zaszczytnym
dla mnie wezwaniu nie pozostaje mi, jak tylko stawić się na rozkaz. Przybędę w niedzielę o godzinie pierwszej. (…)”

STYCZEŃ – 21. [SOBOTA]


Rozpoczyna się druk III tomu powieści „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza.

STYCZEŃ – po 21. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do księcia Eustachego i Izabeli z Lubomirskich Sanguszków do Gumnisk pod Tarnowem.

LUTY


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) …do Zakopanego pewnie już nie dojadę, bo z żołądkiem jestem rozpaczliwie – i co dzień gorzej. Powieść angielską („Called back”) („Called back” Hugona Couray’a) daną przez Twoją Panią, przeczytałem, przyjąłem i mogę odesłać, jeśli pilno potrzeba. Wynalazłem też inną. Lotiego („Madame Chrisanthème”) („Madame Chrisanthème” Pierre’a Loti’ego), ale się jeszcze namyślę. (…)”

LUTY – 01. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Do Zakopanego już nie pojadę, bo mój żołądek na to nie pozwala, a ponieważ to był jedyny powód mego wyjazdu,
więc wracam do Warszawy. (…)”

LUTY – 11. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Prawdopodobnie do Zakopanego jeszcze się wybiorę… i stamtąd będę przysyłał Wołodyjowskiego. (…) Jutro posyłam znów parę kartek, które prawdopodobnie dojdą wraz z tym listem. (…)

W tych czasach wyszła znakomita pod względem archeologicznym, historycznym i artystycznym powieść Wallasa (pisze się Lew. Wallace)
(Lewis’a Wallace’a) pod tytułem Ben-Hur. Już to sprowadziłem, czytam, lubuję się i dam do tłumaczenia pannie Kruszyńskiej (Józefie Kruszyńskiej). Powieść jest z czasów Chrystusa, a co więcej, splątana z Jego dziejami. Co za oryginalność
w samym pomyśle! Mimo nastroju religijno-mistycznego, a nawet cytat z Biblii należy ona do najbardziej zajmujących opowiadań, jakie w ostatnich czasach zdarzyło mi się czytać. Sam początek, kiedy Trzej Królowie: Egipcjanin, Hindus i Grek, spotykają się na pustyni, jest wspaniałym obrazem. Ben-Hur to syn księcia żydowskiego. Marzy on o wydobyciu Judei spod rzymskiego jarzma i w ciągu dramatycznego toku zdarzeń dochodzi pod koniec do przekonania, że zbawca już jest – ale to
nie on, tylko Chrystus – i nie miecz, jeno Ewangelia. W opowiadaniu rzecz dzieje się w Judei, w Rzymie, na morzach i pustyniach. (…)”
Komentarza wymaga data podana przez pisarza. Napisał on: 11 lutego, piątek. Otóż piątek przypadał 10 lutego 1888 r., a 11-go była sobota.

LUTY – 15. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Zakopanego. Zatrzymuje się w domu (willi „Chata”) Bronisława i Marii Dembowskich, nad brzegiem Foluszowego Potoku.

LUTY – 16. [ŚRODA]


Drugi dzień Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Drugi dzień upływa od przyjazdu. Jutro dopiero wyślę Wołodyjowskiego - kto wie, czy nie zbraknie. Naturalnie, że przez dwa dni spożyłem taką ilość pokarmów, że można by nimi na wypadek oblężenia wyżywić całą Studencką ulicę (ulica w Krakowie,
przy której mieszkała rodzina Janczewskich) w przeciągu tygodnia. Zdaje się, że żołądek mój nie ochłonął dotąd ze zdumienia – stracił zupełnie głowę i nie wie, co począć. (…)

Dembowscy
(Bronisław i Maria Dembowscy) zdrowi jak nigdy. Ona doskonale wygląda, jest wesoła i zaśmiewa się, opowiadając
o ludziach. On czerstwiejszy niż był owego lata, które spędziliśmy razem; Roj
(Wojciech Roj) się zmienił, Burek jest wielki, piękny, tłusty, połyskujący; ma bardzo ładne i duże oczy i jest w nadzwyczajnych łaskach u pani, jakkolwiek odzwyczaił się
od wchodzenia do pokoju. Jest także finka i troje szczeniąt, względem których Burek udaje uczucia ojcowskie, co jest z jego strony prostą psią pozą i zupełną blagą. – Z tych szczeniąt Tokaj jest wcale niepodobny do dwóch innych i wygląda jak kłębek białych nici. – Kot jest czarny jak podziemie, zły, waleczny i opryskliwy. (…)

Zakopane naprawdę ładniejsze niż w lato, bo błękit ślicznie odbija od tego obrusa śniegów, którymi pokryte niziny, regle, turnie
i szczyty. Takie te kolory czyste i delikatne. (…)

Dziś rano byliśmy z Dembowskimi
(Bronisławem i Marią Dembowskimi) u księdza (Józefa Stolarczyka). Bardzo był rad, tym bardziej,
że poprzednio już mówił Dembowskiemu, że „ten pan Sienkiewicz to złoto i śrybło”. Poznałem tam pana Uznańskiego
(Adama Uznańskiego). Wracaliśmy drogą ku Starej Polanie i potem naokoło. Księdzówka pod swoim stromym dachem założonym śniegiem na dwa łokcie wydaje się mniejsza i jakoby w ziemię zasunięta. Altana wygląda jak biały namiot – ta, w której wisiał hamak,
w którym tak często odpoczywałaś – pamiętasz? (…)

Bartka Obrochtę
(Bartłomieja Obrochtę) (skrzypka) widziałem. Nie poznał mnie, bom wówczas nosił całą brodę. Ale poznawszy, ucieszył się bardzo. Pamiętasz tę całą muzykę, która kiedyś wieczorem przyszła. Mnie Zakopane jakoś wbiło się w pamięć –
i wbiło się przyjemnie. (…)”

LUTY – 28. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie i pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem slipingiem doskonale. Spałem aż do Warszawy; mam katar, jakiego by się żaden król w chrześcijaństwie
nie powstydził. (…)

Helci
(Heleny Sienkiewiczówny) jeszcze nie widziałem, więc nie wiem, czy się żenię, czy nie i czy moja nieobecność była z przyczyny intryg rodziny Szet[kiewiczów], czy też nowym dowodem gwałtownych uczuć. Jedno wiem: „Nichts Geld!” (Nie ma pieniędzy;
ani grosza.) Nie dam i skończyło się. (…)”
Helena Sienkiewiczówna nieraz prosiła brata Henryka o pomoc dla rodziny Lucjana Sieńkiewicza (męża Zofii Sienkiewicz, siostry pisarza), stale będącej w kłopotach finansowych, gdyż szwagier pisarza był bardzo niezaradny. Tym razem brat odmówił.

MARZEC – 05. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Jadwiga Janczewska pisze do niego:
„(…) Powiesz może, że nudzę Cię tym Ben Hurem, ale jeszcze o nim pogawędzić muszę. (…) Obecnie Józia niewiele jeszcze przetłumaczyła – a sama nie wiem, czy ją teraz popędzać, czy nie. Może Ci przesłać ów drugi tom do przejrzenia. (…)

Wczoraj gardło znowu bolało – zmartwiłam się tym, bo przecież nie przestaję myśleć o Warszawie – i pojechaniu tam,
a tu swojego rodzaju przeszkoda – ale dziś znowu nie boli. (…)

Już chyba widziałeś Helcię
(Helenę Sienkiewiczównę) - a u ciotki Dm[ochowskiej] (Aleksandry z Cieciszowskich Dmochowskiej) byłeś też pewnie – żal mi b[ardzo] Twego stosunku z tymi paniami, które niemądre projekta panny miały popsuć. (…)”

MARZEC – 06. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Jadwiga Janczewska dodaje do wczorajszego listu:
„(…) Dowiedziałam się wczoraj, że pociągi nie chodzą, więc list leżał do dziś. (…)”

MARZEC – 08. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Piszesz mi, że Ben Hur (powieść Lewisa Wallace’a „Ben Hur”) jest nudną powieścią. Wierzę Ci, lecz cóż mogę na to poradzić? (…) Powiedz pannie Józefie (Józefie Kruszyńskiej), aby tłomaczyła wytrwale i robiła skróty. To jest wszystko, co mam do powiedzenia
w tej sprawie. (…)

Złożyłem dwie wizyty mojej ciotce
(Aleksandrze z Cieciszowskich Dmochowskiej) i „comme de raison” (oczywiście, siłą rzeczy) widziałem trzy panienki (wnuczki wyżej wymienionej ciotki, a cioteczne siostrzenice pisarza: Aleksandrę i Wiesławę Lelewelówny oraz zapewne Marię Babską, córkę Zofii z Dmochowskich Babskiej). Wydają mi się one teraz prawie brzydkie i nie wyglądają na damy. Niełatwo zadowolić kogoś,
kto wrócił z Krakowa. Panna Ol.
(Aleksandra Lelewelówna, córka Zygmunta Lelewela i Pauliny z Dmochowskich) stale ma nadzieję zdobyć męża, ale myślę, że już nie wlicza mnie w poczet kandydatów. (…)

Postaram się skończyć Wołodyjowskiego przed 22 marca, przed Twoim przyjazdem, aby być wolnym – ale nie wiem, czy mi się to uda. Mam jeszcze do napisania 5 lub 6 rozdziałów i nie mogę pracować intensywnie. Bardzo często mam bóle głowy.

A jak z Twoim bolącym gardłem? Biedne dziecko, uważaj na Boga na siebie! Jesteś tak delikatna jak mały wróbelek. Unikaj wiatru, gdyż jest on najbardziej szkodliwy. Cały świat, a ja w szczególności, bardzo lubi małego wróbelka, ale mały wróbelek musi być zdrów i silny. Niech Bóg błogosławi Twoją najsłodszą główkę. (…) Do widzenia, drogi Przyjacielu! (…)”

MARZEC – 29. [CZWARTEK]


Cenzura rosyjska zezwala na ukazanie się nakładem „Słowa” w drukarni Edwarda Lubowskiego książkowego wydania tomu II powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”.

KWIECIEŃ – 26. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wołod[yjowskiego] prawie skończyłem. Pozostaje epilog – a raczej obraz pogrzebu i epilog, maximum 10 kartek. Tom III wiele większy niż dwa poprzednie. II-gi przyszlę miłej Dży (Jadwidze Janczewskiej) i będę lubił myśleć, że go czyta. Żabę (Jadwigę Janczewską) lubię nadzwyczajnie – i w tamtym liście także była o tym mowa. (…)”

MAJ


Henryk Sienkiewicz, podczas pobytu w Guzowie u brata ciotecznego, Bronisława Dmochowskiego, oświadcza się Marii Babskiej.

MAJ – 05. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Epilog kończę, ale bitwą chocimską, nie wiedeńską, o wiedeńskiej będzie tylko wzmianka. Bogusławski (Władysław Bogusławski) czyta Wołod[yjowskiego], ma o nim pisać – powiada, że to jest rzecz przewyższająca, cokolwiek autor, autorowie, kraj, zagranica, księżyc i gwiazdy wydały. Ciekawym recenzji. – Była tam przed końcem jedna ładna scena, jak Wołodyjowski siedząc z Basią we framudze muru przygotował ją na to, że zginie, a pod nimi kuli mury i ów głos śpiewał: „Nic mi po srebrze…” Ale Dzidek (Jadwiga Janczewska) nie pochwalił i biedne Dickczysko jest bardzo zmartwione. Epilog skończę dziś, jutro, to jest nie dziś, bo obiad zaraz, a po obiedzie opuszczam nędzną głowę na piersi, zamykam oskoruzłe (zapewne po góralsku: zaropiałe) oczy i pogrążam się
w nicość, to jest w najlepszy stan, jakiego można życzyć. Zmęczony jestem bardzo i fizycznie, i umysłowo – a wyczerpany! (…)

W przyszły czwartek wybieram się do Radziejowic, do Józiów Krasińskich
(Józefa i Heleny ze Stadnickich Krasińskich),
wraz z Wrotnowskimi. Będę się bawił albo nudził. (…)”

MAJ – 11. [PIĄTEK]


”Słowo” kończy druk powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”.

MAJ – 15. [WTOREK]


”Czas” kończy druk powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”.

MAJ – 17. [CZWARTEK]


Cenzura rosyjska zezwala na ukazanie się nakładem „Słowa” w drukarni Edwarda Lubowskiego książkowego wydania tomu III powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”. W tym czasie Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Skończyłem naprawdę moją robotę i jeśli nie pisuję częściej, to dlatego, że już jestem na wylocie, a raczej, że za jakie 10 dni pewnie będę u Was. Po załatwieniu spraw finansowej natury pojadę do Karlsbadu na Drezno, by obaczyć galerię. (…)

Był u mnie Ranny Łoś
(określenie dla nieustalonej dotychczas osoby) - powiedział mi, że go namówiono, iżby się starał o katedrę
po Wróblewskim
(Zygmuncie Wróblewskim), i prosił, żebym użył swych stosunków w jego interesie. (…) Ja słyszałem i mówiono mi,
że katedra jest już oddana Zakrzewskiemu
(Ignacemu Zakrzewskiemu), ale sprawdzić tego nie mogę… (…)

Czekam jeszcze na ukończenie odbitki – co idzie marudnie – potem zaraz jadę. Może jeszcze będę w Radziejowicach i w Guzowie u Bronisława
(Bronisława Dmochowskiego), dokąd ciotka (Aleksandra z Cieciszowskich Dmochowska) i Zosia z Marynią (Zofia Babska z córką Marią) już pojechały. Ostatnie dwa wiersze epilogu bardzo się podobały. (…)”
Pisarz mówi o zdaniu zamykającym Trylogię:
„(…) Na tym kończy się ten szereg książek pisanych w ciągu kilku lat i w niemałym trudzie – dla pokrzepienia serc. (…)”

MAJ – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do Kaltenleutgeben w Austrii.

MAJ – 30. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Musiała Ci już mateczka pisać, że moje odwiedziny w Guzowie miały swoją uzasadnioną przyczynę. (zamiar małżeństwa z Marią Babską). (…) To Ci tylko powiem, że zbyt długo żyłem i zbyt wiele myślałem, żebym miał stawiać zaczarowane zamki, więc
i wielkich zawodów nie przewiduję, zwłaszcza że ze względu na osobę, o którą chodzi, nie mam przyczyn do obaw. (…)

Kończę, bo od kilku dni oczy mi nie dopisują w ten sposób, że co chwila widzę wszystko podwójnie. Może to zmęczenie wzroku drobnym pisaniem, a może objaw nerwowy. (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: 30 maja 1888 r., Czwartek. Otóż czwartek przypadał 31 maja 1888 r., a 30-go była środa.

CZERWIEC – 04. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Przed Jadwigą Janczewską odkrywa się bardziej niż dotychczas. Pisze o sprawach uczuciowych:
„(…) Od czasu jak Maryni zbrakło na świecie, przed nikim nie otwierałem tak duszy jak przed Tobą – i takem już do tego przywykł, że dziś, gdy o tak ważne rzeczy chodzi, więcej mi tego trzeba niż kiedykolwiek. (…)

Ciebie, mój najlepszy przyjacielu, nigdy źle nie rozumiem i wierzę bezwzględnie, że co piszesz, to zawsze z najszczerszej troskliwości, więc z Tobą mówię jak z nikim na świecie.

- MB
(Marii Babskiej) nie kocham; uczucie, jakie mam dla niej, nie może absolutnie porównać się z uczuciem, jakie miałem
dla Maryni, ale lubiłem ją bardzo, była dla mnie miłym dzieckiem i wobec tej sympatii, wobec uczucia jej dla mnie, w które wierzyłem bardzo, i wobec innych powodów tak licznych, że trudno o nich pisać – zapadło moje postanowienie.

Pomyślałem, że w ten sposób rozstrzygnie się wszystko, zapadnie klamka, zamkną się drzwi, pomyślałem, że nie ma dobrych powodów, dla których nie miałbym oddać tego, co ze mnie zostało, dziewczynie, która mnie kocha, która tego pragnie mocno
i która gotowa przyjąć tyle tylko, ile ofiarować jej mogę. Powiedziałem sobie: nie będę jej kochał, tak jak kochałem tamtą,
ale będę dla niej dobry, bo nie jestem zły z natury, przywiążę się z czasem i życie się wyjaśni i przestanie być błędnym kółkiem. (…)

Tobie jednej na świecie wyznaję, że dziś nawet moja sympatia dla niej, gdy stała się rodzajem urzędowych więzów, zmniejszyła się bez miary. Zmniejszyła się jeszcze i dlatego, a może głównie dlatego, że przez tydzień pobytu w Guzowie spostrzegłem,
że MB kocha we mnie wszystko prócz mojej osoby. Zbyt od dzieciństwa oswojona jest ze mną jako krewnym, więc kocha swoje zamążpójście, swoją przyszłą pozycję, swoją zadowoloną miłość własną, mieszkanie, podróże, to, co przyjaciółki i koleżanki pomyślą, sławę żony popularnego pisarza, ciekawość, jaką będzie budzić – słowem, w całym szeregu motywów – ja, wuj jej,
nie mam uroku nowości, czegoś nieznanego i mniejszą odgrywam rolę. (…)

Uczucie jej niewątpliwie wzrosło od czasu, gdy mniej obawia się zawodu dla swych nadziei, ale bez żadnej wątpliwości jest ono przeważnie tylko zastosowywaniem się do sytuacji. –

Próbowałem mówić z nią o tym. Na nieszczęście zdaje się nie rozumieć, o co chodzi. Natomiast szczera jest bardzo – przyznaje,
że miała wielką ochotę wyjść za mnie, ale starała się trzymać serce na wodzy, bo tak jej nakazywała ambicja. (…)

Jest to bardzo zacny charakter – ale dusza z innego świata niż moja. Może się rozwinąć albo może się nie rozwinąć. Za mało się nią zajmowałem i to jest wina moja, bo ona swoją chęć wyjścia za mnie mogła poczytywać za uczucie, ale ja powinienem był wcześniej to dostrzec. (…)

Dziesięć razy mniej zajmowałem się nią, niżem był powinien – a przyczyną tego była ta nieszczęsna Ola
(Aleksandra Lelewelówna) - którą jak klin wiecznie między nas wstawiano. – Działo się to tak dalece, że dziś ciotka D[mochowska] (Aleksandra z Cieciszowskich Dmochowska), mimo wszelkiej usilności, nie umie ukryć dla mnie po prostu niechęci. (…)

Nie umiem Ci powiedzieć, ile mnie kosztuje przyznanie do tego, że żałuję, to jest do mojej winy, błędu, lekkomyślności –
ale przed Tobą ukryć tego nie mogę – i nie chcę. Jestem po prostu mówiąc bardzo nieszczęśliwy i cała pociecha w tym przekonaniu, że nim mnie za winę potępisz, pierwej żałować będziesz. Ale biorąc wszystko w rachubę, nie czasu mi trzeba – tylko albo prędko zamknąć sobie drogę, albo prędko zerwać. I tak będzie źle, i tak – ale w tym położeniu, gdy ja jej nie kocham
i gdy ona, oswoiwszy się z tym, co ją dziś nęci, kochać mnie przestanie – będziemy bardzo nieszczęśliwi. Nie zapewnię jej nawet bytu materialnego, bo jeśli ten dzień podkopał moje zdrowie na rok dawny, cóż będzie z nim przy takim życiu. (…)”

CZERWIEC – 05. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Uczucia MB (Marii Babskiej) są takie , jak Ci wczoraj napisałem. Plan nie był niczyj. Były chęci i życzenia, ale nie było nawet insynuacji. Na postanowienie moje wpłynął i ten motyw, o którym nieraz między nami była mowa; oto ja naprawdę od dość dawnego czasu nie dbałem i nie dbam, co się ze mną stanie. Choroba – dobrze, śmierć – dobrze, małżeństwo – dobrze! Był i ten czynnik, odegrał i on rolę, a mógł odegrać tym więcej, że ta obojętność wypadła na cudzą korzyść, nie szkodę. (…)

Dziś jeszcze dwa słowa: widzisz, że dochodzę do innych niż Ty wniosków, bo nie chcę zwłóczyć, nie mogę zwłóczyć ani trzymać przez pół roku lub rok MB w zawieszeniu. Wszakże przez ten czas może ona trafić na kogoś bliższego sobie duchem, z jednego świata, zakochać się i pójść za mąż. A co by było, gdybym po roku jakim znalazł jeszcze mniej sympatii dla niej i jeszcze mniej sił w sobie do pracy. (…)

Co do pracy, będzie ona mi ze względu na moje siły i skołataną głowę zawsze ciężką, ale jest pewna we mnie do niej namiętność
i zawziętość, która przy najcięższych warunkach wzięłaby górę. Czy to płynie z artyzmu, czy z poczucia służby publicznej
i patriotyzmu – nie rozsądzam w tej chwili. Może z obojga. Oto w tej chwili, przy całej rozterce, przy niepokoju i po prostu męce mimo woli układam w głowie powieść nowożytną z tym wyraźnym zamiarem, żeby zrobiła ona rewolucję w polskiej powieści. (…)

Praca mnie ciągnie, tylko czy mnie czeka powodzenie, czy klęska tego nie wiem, jak również i tego, czy siły wystarczą i klepki
w głowie się nie rozlecą. Naturalnie, że związek z MB mógłby się przyczynić do niepomyślności dla mnie, zatem do zawodu
i nieszczęścia dla niej. Ale czy wobec tego warto niepewność przedłużać? (…)

Z Marynią po kilku latach pożycia pisywaliśmy do siebie codziennie, od Ciebie, Siostrzyczko, odebrałem już dwa listy –
od MB żadnego, choć dwa już dojść mogły. Żegnaliśmy się obojętnie – nie tylko ja z nią, ale i ona ze mną. (…)

Wiedeń miły, znajomych pełno. – Byłem w Volksgartenie sam – później przyszli Morawscy
(bracia Zdzisław i Kazimierz Morawscy). Zdziś wypytuje spuszczając oczy o panią (Jadwigę Janczewską). Sozański (Stanisław Sozański) miły. Jechali na wyścigi. Dałem Sozańskiemu 10 guldenów, by postawił za koniem: Pesymista. Koń wygrał i przywieźli mi 69 guldenów. Wczoraj byłem na Fliegende Holländer (opera Richarda Wagnera). (…) Wagner ma swoją doktrynę, ma swój styl i nie swoją indywidualność.

Moje podwójne widzenie to podobno poważny objaw, ale mam przecie przed sobą Kalten
(Kaltenleutgeben), potem Zoppot (Sopot),
a potem pewno jaką podróż. (…)”

CZERWIEC – 06. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wracam teraz do tego świata, do wspomnień, do dzieci, do samotności i czuję ulgę, chociaż jeden więcej kolec został
w duszy. A potem, kto wie, czy mnie nie więcej będzie kosztować zerwanie niż tamtą stronę. – Doprawdy czasem mi się tak zdaje.
Odebrałem dziś list od MB
(Marii Babskiej). Jest on taki, jaki panienka napisać może, ani cieplejszy, ani chłodniejszy – przy wszelkiej ochronie miłości własnej – przy pewnej nawet dla niej satysfakcji rzeczy pójdą zwykłą koleją. (…)

Wobec swego zmęczenia i stanu nerwów bardzo przypuszczam, że to, co on
(Wilhelm Winternitz) mi może powiedzieć, wystarczy
i powinno wystarczyć za dostateczny powód do zaniechania dalszych zamiarów, bo jestem niemal pewny, że mi każe pracę zawiesić i nigdy w przyszłości tak nie pracować jak dotąd. (…)

Jutro jadę do Kalten
(Kaltenleutgeben), tymczasem, droga Siostrzyczko, chodzę po tym Wiedniu, rozmyślam, zatrzymuję się
przed sklepami – oglądam, kupuję w myśli, co kupić można – i znów rozmyślam, o ile byłbym spokojniejszy, więcej wart dla siebie samego, gdyby to wszystko nie miało miejsca nigdy. (…) Wiesz, w czym myślę szukać uspokojenia? Oto w pisaniu.

Morawscy pojechali dziś. Raczyński
(Edward Aleksander Raczyński) jest. Wczoraj byliśmy w Parlamencie. (…) Po Kalten pojadę
do dzieci bez względu, gdzie będą. – Matejko
(Jan Matejko) tu jest w hotelu. Mycielski (Jerzy Mycielski) pojechał do Bolonii. Mówił mi, że Tarnowski (Stanisław Kostka Tarnowski) gotuje ogromną pracę o Potopie i Wołod[yjowskim]. (…)”

CZERWIEC – 07. [CZWARTEK]


Z Wiednia Henryk Sienkiewicz przyjeżdża do Kaltenleutgeben do doktora Wilhelma Winternitza, o czym pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś rano byłem o Winternitza. (…)

Winter[nitz] zakazał mi pracować na czas bez terminu, zakazał nawet czytać, chodzić do teatru, mówił, iż źle zrobiłem, idąc
na wystawę obrazów w Wiedniu, prosił, żeby nie pisywać listu, słowem, stwierdził zmęczenie, przepracowanie wymagające bardzo stanowczej kuracji – i wynikającą stąd anemię mózgu. Wobec tego czy podobna brać na ramiona jakikolwiek ciężar? (…)

Co do mnie, zostając sam, nie potrzebuję też tyle liczyć się ze swoimi siłami i po jakimś odpoczynku wrócę znów do roboty. Dziś głowa trochę boli, dlatego nie piszę długo. (…)”

CZERWIEC – 08. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 09. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Winternitz znalazł moje zdrowie niedobrym. Leowi mówił, że z przepracowania się popadłem w anemię mózgu, która wymaga absolutnego odpoczynku. Zakazał mi nawet czytać, chodzić do teatru etc. Co do czytania, nie mogę go wysłuchać. (…)”

CZERWIEC – 10. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 11. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przyjeżdża z Kaltenleutgeben do Wiednia, aby załatwić swoje sprawy. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jestem w Wiedniu, bo miałem trochę sprawunków, więc je załatwiam, póki nie mam po południu kąpieli. (…)

W sobotę czy też w piątek (bo mam taką głowę, że już nie pamiętam) posłałem list do MB
(Marii Babskiej). (…) Wyrok Winternitza (wilhelma Winternitza) musiałby w każdym razie zdecydować sprawę w ten, a nie inny sposób. Z mojej strony nie udawałem rozpaczy i nie udawałbym jej w żadnym razie; napisałem szczerze i po przyjacielsku, że to jest przeszkoda niezwalczona
i że z nerwami, jakie mam, nie potrafiłbym zapewnić szczęścia i spokoju nikomu, chyba istotnie wyjątkowo i do zapamiętania kochanej. (…)

Tymczasem odebrałem dwa listy od MB, pisane przed odebraniem jeszcze mojego, rozsądne i pełne dobrej woli – i bardzo prawdziwe. W jednym pisze mi, że w ostatnim dniu mego pobytu w Guzowie była dlatego smutna, bo czuła, że z powodu mego chłodu – uczucia jej dla mnie nie rosną tak, jakby sobie życzyła. Pisze, że ją to bardzo martwiło. Jest to istota bardzo prawdziwa – i taka szczerość ujęła mnie zamiast zrazić i podniosła mój szacunek dla niej. (…)

W Kalten
(Kaltenleutgeben) dużo Polaków. Są Leowie (Edward i Stefania z Zielińskich Leowie), Dzieduszyccy (Włodzimierz i Alfonsynę
z Miączyńskich Dzieduszyccy), pani Antoniowa Wodzicka (Ludwika z Żurowskich Wodzicka), pani Olga Miączyńska (Olga z Chylińskich Miączyńska), Milieski (Alfred Milieski), Woźniakowski etc. Jadam z nimi – (tylko Dzieduszyc[cy] przy innym stole) – ale wyobrazisz sobie łatwo, jak mało jestem rozmowny. (…)

W Wiedniu poznałem Adamów Sapiehów
(Adama i Jadwigę Klementynę z Sanguszków Sapiehów) u Stadnickich (Edwarda i Ludgardę
z Mniszków Stadnickich). Dość przyjemni – lubo on nie jest czarujący, jak głosi opinia. Są także u „Erzherzoga” (w Hotelu „Erzherzog Karl”) Sanguszkowie (Roman Damian i Karolina z Hun-Hohenstein’ów Sanguszkowie). Jego widziałem. Zaraz wyjeżdżam do Kalten z powrotem. (…)”

CZERWIEC – 12. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 13. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 14. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …Winternitz nie znajduje mnie zdrowym. Nie ma tygodnia, jak jestem, a już zmienił, ale to całkowicie zmienił kurację. Biorę teraz laken-bady (kąpiele solankowe), piję Kissingen (woda z miejscowości kuracyjnej Kissingen), nie zakładam bindy (opaski) - słowem prócz duszu (prysznica) nic nie zostało z dawniejszego. Nie kazał mi także chodzić za wiele, a przede wszystkim powtórzył zakaz roboty jakiejkolwiek. Co do listów, pozwalam sobie nie słuchać, bo czuję, że by to mnie więcej jeszcze nerwowało. Miewam także niemal co dzień silniejszy lub słabszy ból głowy – i takie chwile, że chce się wyjechać koniecznie z Kalten. (…)

Co do nierozgłaszania powodów rozwiązania stosunku, bodaj nie może być inaczej, tylko tak, jakem obmyślił, bo oni sami
przez Szydłowskich – a tym samym przez Antałka
(Antoniego Zaleskiego) rozgłosili. Czas na to poradzi; powoli rzecz przejdzie
w dziedzinę legendy, a potem mówić o tym przestaną. Zresztą kwestia zdrowia mojego jest kwestią tego rodzaju, że Zosia Babska musiałaby w każdym razie mieć prawo do zdania i interwencji!

Kalten się zaludnia. Poznałem panią Milieską
(Marię z Kołaczkowskich Milieską), która tu bawi z mężem (Alfredem Milieskim) i córką (Olgą Milieską). Jest Raczyński, jest Rembieliński. Ale wszystkich mam czasem aż nadto – zwłaszcza, że z powodu opinii Wintern[itza]
o moim zdrowiu okazują mi zbyt wiele troskliwości. Z „Czasu” pobrałem pieniądze
(za druk „Pana Wołodyjowskiego”). Wkrótce rozstrzygnie się też ów Kochmanowski konkurs. Ciekawym, czy mi przyznają choć drugą nagrodę wobec faktu, że naprawdę należy mi się pierwsza. Jeszcze się nie namyśliłem, co zrobię w razie przyznania mi drugiej. (…)

Z „Czasu” przysłano mi 1000 guldenów, więc razem 2000. Mycielski
(Jerzy Mycielski) mówił mi, że Tarnowski gotuje wielką recenzję o Poto[pie] i Wołod[yjowskim]. Bogusławskiego recenzje jakoś się nie ukazują. Może cenzura przeszkodą. (…)

Z Kalten pojadę do Zoppot
(do Sopotu) - a potem – bo ja wiem gdzie. (…)

Widziałem tu Abakanowicza
(Bruna Abakanowicza). Wyjeżdża do New-Yorku dla interesów. Nie było potrzeby z nim jechać,
bo co innego w głowie. (…)”

CZERWIEC – 15. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 16. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz z Kaltenleutgeben przybywa do Wiednia. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przywiozłem ze sobą gotowy list do Wiednia, by tu go wrzucić – a przyjechałem, by zmienić ruble, bo się boję, że bardzo spadną. (…)

…listu nie miałem od MB
(Marii Babskiej). Pytasz, czy moja sympatia wzrosła. Tak jest. Myślałem, że nie ma tyle dobroci
i delikatności uczuć. Taka poczciwa i serdeczna była ta jej odpowiedź. Moja sympatia wzrosła jeszcze i dlatego, że przestała być przymusową. Chciałbym bardzo serdecznie, żebym mógł jej wyświadczyć jakąś ogromną usługę.

Czuję, że poza kwestią mego zdrowia, poza tym, że może dla niej lepiej się stało, zawiniłem względem niej – i chciałbym jej to
ze wszystkich sił nagrodzić.

Ja z Kalten
(Kaltenleutgeben) pojadę do Zoppot (do Sopotu) koniecznie. Do Warszawy napiszę. Wołod[yjowskiego] każę przysłać. Może Dzidek (Jadwiga Janczewska) będzie czytał w samotności. (…)”

CZERWIEC – 17. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 18. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 19. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Odebrałem znów list od MB (Marii Babskiej) - jak zwykle serdeczny i poczciwy, a zwłaszcza szczery. Pisze mi po prostu,
żeby się nią nie kłopotał, bo jej uczucia, o ile wie, nie są bardzo trwałe, ale prosi zarazem, żeby do niej pisywać przyjacielskie listy, bo bardzo ich pragnie. (…)”

CZERWIEC – 20. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 21. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Bądź łaskaw posłać do mieszkania teściów moich jeden egzemplarz w tomach Wołodyjowskiego pod adresem pani Janczewskiej (Wspólna 24, w mieszkaniu WW. Szetkiewiczów). (…)”

CZERWIEC – 22. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Oj, te Paludy (Blinstrubiszki na Żmudzi, majątek Kazimierza i Wandy Szetkiewiczów)! żeby też takie stworzenie musiało tam jechać, które samym widokiem swoim tyle ludzi uszczęśliwia. Zdaje się, że to za dziesiątą wodą, za chmurami, oparami – i po co? i na co? (…)

Wyobrażam sobie Ciebie wszędzie – na Akropolu, w Rzymie, na Saharze, w dziewiczym lesie, pod namiotem, jako panią,
jako driadę, ale w Paludach – nie! To już ostateczna rzecz. (…)

Chodzimy tu na długie przechadzki z Ra[czyńskim], Rem[bielińskim] i rozmawiamy o Afryce. On się tam wybiera, sprowadza mapy i książki. Wieczorami grywamy w bilardzik, w który ogrywam, a i dziś ograłem całą paczkę z dodatkiem Wodzickiego (Tonia?)
(Antoniego Wodzickiego). Ów przyjechał do żony. Bawi też tu ich córka, którą lubię. Nazywa się Marylka i ma lat 8-śm. – Pani Miączyńska (Olga z Chylińskich Miączyńska) przypomina hrabiny z powieści Korzeniowskiego (Józefa Korzeniowskiego). Z Dzieduszyckimi prawie nie gadam, bo wolę męskie towarzystwo. Leowa (Stefania z Zielińskich Leo) z córką wyjeżdża w poniedziałek – i trochę jestem z tego kontent, bo takie bliższe znajomości bywają wymagające, zwłaszcza za granicą. (…)”

CZERWIEC – 23. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 24. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Oto dziś odebrałem list od MB (Marii Babskiej), długi, poczciwy jak zawsze, ale zgadnij, co mi pisze? Oto, że przedstawiała sobie idealnie przyszłość ze mną, że miała wielką ochotę do takiego szczęścia, ale że czuła i czuje się winną względem mnie, bo mnie nie kochała i nie mogła tego w siebie wmówić, choć wszelkimi siłami o to się starała. W pierwszej chwili sądziłem, że pisze to przez miłość własną, by odmowa była zadokumentowana z jej strony, ale z tonu listu, ze szczerości, z jaką jest pisany, z gorzkich wyrzutów, jakie sobie czyni, i ze skruchy, do jakiej się przyznaje, nie ma najmniejszej wątpliwości, że to wszystko jest prawda. Pisze, że z powodu tych wyrzutów, jakie sobie czyniła i czyni, cierpiała tak bardzo – iż wreszcie postanowiła wyznać wszystko. (…)

Napisałem jej, że wina jej jest żadna, wyrzuty urojone, że ja i każdy mógłby sobie, chcąc analizować się do głębi, uczynić takie same (ja szczególniej!), że powinna Bogu dziękować, iż nie było prawdziwego uczucia, bo w takim razie zawód byłby większy –
i wreszcie uspokajać matkę i otoczenie swoją wesołą twarzą. (…)

W ostatnich dniach byłem dobity listem pełnym oświadczeń miłości, który odebrałem od jednej z bawiących tu warszawianek. Domyśl się, od kogo, nie chcę pisać. Udawałem, żem go nie odebrał, ale na moje nerwy było to już prawie nadto. (…)”

CZERWIEC – 25. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 26. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 27. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 28. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 29. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zdrowie moje jest, jak było, a głowa w lepszym porządku jak u kogoś, bo takie rzeczy, żeby ktoś mógł kontrolować moje stosunki z pocztą, po niej nie chodzą. W ostatnim czasie odbierałem mnóstwo listów pieniężnych z Redakcji „Cz[asu]”
za Wołodyjowskiego i ze Lwowa etc. Mało się trudnię odpisywaniem, jednak czasem trzeba.

Życzę Ci, moja Dzineczku
(Jadwiga Janczewska), najszczęśliwszej podróży i dla Ciebie, i dla Twego boba. Oj, żeby to nie wyjeżdżało tak daleko! Tu nic nowego. Co było ważniejszego, tom Ci pisał, więc tylko do widzenia i zarazem posyłam Tobie, kochane stworzenie, najszczersze podziękowanie za Twoją dobroć i troskliwość. Nie uwierzysz, ile mi dobrego zrobiłaś, swymi listami
i radami. (…)”

LIPIEC


Henryk Sienkiewicz pisze do Jana Kantego Galasiewicza na temat adaptacji teatralnej noweli „Szkice węglem” przygotowanej przez adresata wspólnie z Zofią Meller:
„(…) Teraz ukończyłem właśnie czytanie (adaptacji teatralnej pt. „Pan Zołzikiewicz”), i w tej chwili pośpieszam podzielić się
z Szanownym Panem wrażeniem. Nie jest to zwykła przeróbka, ale praca zupełnie artystyczna; zresztą nie mogło być inaczej wobec tego, że współpracownicy są ludźmi prawdziwego talentu i władają piórem nie rzemieślniczo, ale prawdziwie po pisarsku. (…) Nie rzemieślnicze pióro kreśliło dramat Rzepy; widać w nim zalety pisarskie, samodzielne. (…)”

LIPIEC – 04. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przez mateczkę dowiedziałem się, żeś nogę zbiła bardzo silnie, i od tej pory ciągle się niepokoję, czy to już przeszło i czy się nie odzywa jeszcze, bo w takim razie odległe od całego świata Blinstrubiszki byłyby najnieodpowiedniejszym miejscem pobytu. Napiszże prędko, jak to jest, bo niespokojne nerwy wyobrażają sobie zawsze więcej, niż bywa, i stąd ciągła troska.

Drugą przyczyną mego niepokoju jest myśl, że w żalu, jaki słusznie odczuwasz do Helenki za jej nietakt, jest może trochę żalu
i niechęci także do mnie. Zdawało mi się, że widać to z Twego listu, i com się nazłocił na Helenkę i nagryzł, tego by na wołowej skórze nie spisać.

Pojutrze kończy mi się cztery tygodnie kuracji, tj. w piątek, a w sobotę chcę wyjechać. Kuracja zaszkodziła mi raczej,
niż pomogła. Prawda, że warunki i moralne, i atmosferyczne nie były po temu, ale doznaję różnych dolegliwości, które nie trapiły mnie dotąd. Mianowicie dokucza mi ból krzyża i ból w stopie tak silny, jak czasem bywa ból zębów. Wahałem się przez chwilę,
czy nie jechać do Gastein, ale nie pojadę; pojadę do Zoppot
(do Sopotu) i tam posiedzę z dziećmi, tam do wszystkiego bliżej; stamtąd, nie wiem, gdzie wyruszę, może do Ostendy, a jesienią znów do dzieci. –

Tu nic nowego. Przyjechała pani Róża
(Róża z Potockich Raczyńska). Są Dzieduszyckie (Alfonsyna z Miączyńskich Dzieduszycka i córki: Klementyna, Anna, Maria i Jadwiga), u których nareszcie dziś zostawiłem bilet, jest pani Milieska (Maria z Kołaczkowskich Milieska), która
z początku wdzięczyła się do mnie bardzo czule, a która teraz widząc, że to nie pomaga i że od rozmów [się] wymykam, wita mnie ukłonami tak pełnymi godności, że mi się przypomina: „A jakże! a jakże!” Poznałem państwa Sulińskich
(Antoniego i Emilię
z Nagurskich Stulgińskich), którzy młodszą Dzieduszycką przezwali Basią (Basią Wołodyjowską). Nie wiem, czy o tym wie; byłaby pewnie kontenta. Pan Suliński (czy może Stulgiński) jest dyrektorem papierni w Homlu, ona Żmudzinka, nie wiem, kto z domu, zna wszystkich na Litwie i Żmudzi. On był kolegą Bronisia Mineyki, dla którego nie znajduje dość słów. Była tu tak zwana
przez Rembielińskiego „moja ciocia”, pani ordynatowa Zamoyska
(Maria z Potockich Zamoyska). Poznałem ją. Władysław Branicki towarzyszył jej. (…) Myślę wziąć się w Zoppot do pamiętników malarza. (…)”

LIPIEC – 07. [SOBOTA]


Z Wiednia Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do Sopotu.

LIPIEC – 08. [NIEDZIELA] – WIECZÓR


Henryk Sienkiewicz przebywa w Dreźnie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj o dziesiątej wyjechałem kurierem z Wiednia, a dzisiaj o ósmej rano jestem w Dreźnie. (…)

Na nieszczęście – niedziela! Miasto pozamykane, na ulicach ludzi moc, przybranych odświętnie, brzydko. Ale miasto ładne, daleko ładniejsze od Monachium. (…) Latałem dziś cały dzień i zmęczyłem się okropnie. Całość zrobiła mi wrażenie domu zbudowanego
i umeblowanego nie na wielką skalę, ale z dobrym smakiem.

Gmachy, w których się mieści galeria i muzea, po prostu śliczne. Galerię zwiedziłem, korzystając z tego, że jest otwarta
od 11 do 2-giej. Pod względem wyboru dzieł sztuki należy ona do najlepszych w świecie. Co za holendry! Co za Wouwermany
(obrazy Philips’a Wouwermans’a), Mierysy (obrazy Frans’a Mieris’a), Metsu (obrazy Gabriela Metsu), Douwy (obrazy Gerarda Dou), Ruisdaele (obrazy Jacob’a van Ruisdaela) – nigdzie nie zobaczysz nic podobnego. Włochów stosunkowo mniej, ale co jest, to wyborne. Sykstyńska („Madonna Sykstyńska” pędzla Rafaela Santi) stoi w osobnej salce, niby ołtarz – i rzeczywiście wszyscy mimo woli zdejmują kapelusze. Spędziłem tam czas długi. – Wiesz, że bez sztucznego nastrajania się okropnie przepadam za Rafaelem, a to jest
po prostu taki obraz, że gdyby na kuli ziemskiej istniało tylko malarstwo i nic więcej, tedy po widzeniu go można by powiedzieć: „Panie, puść teraz sługę swego w spokoju!” Najlepsze kopie nie oddają tej pogody, dziewiczości i tego jasnego, a spokojnego światła, które jest w obrazie. Jest to dzieło artystycznego natchnienia w najwyższym znaczeniu tego wyrazu. (…)

Jutro zobaczę muzea – a na noc, jeśli jest pociąg bezpośredni, pewnie ruszę do Gdańska, nie zatrzymując się po drodze
w Berlinie. Dziś resztę dnia poświęciłem na oglądanie zewnętrzne miasta. Bardzo ładny był wieczór, pogodny, a nie gorący.
Przez mosty wracały tłumy ludzi, rzeka
(Łaba) miała kolor zupełnie opalowy. Pełno na niej statków i parowców, poruszających się szybko a cicho… (…)

Na koniec i to przyjemne, że wspomnienia „Poloniae” widać tu na każdym kroku i że te małe Sasy chełpią się widocznie tym,
iż ich elektorowie byli zarazem królami tak wielkiego narodu. (…)

Sozański
(Stanisław Sozański) z Hauserem (Witoldem Hausnerem) są w górach. Nie widziałem ich na wyjezdnem. Ostatnie dni spędziłem z Raczyńskimi (Edwardem Aleksandrem i Różą z Potockich Raczyńskimi), bo i pani Róża przyjechała.

Onegdaj
(przedwczoraj) wybierałem się w Kalten (Kaltenleutgeben) do teatru, tymczasem przysiadłem się do Dzieduszyckich (Alfonsyny z Miączyńskich Dzieduszyckiej i jej córek: Klementyny, Anny, Marii i Jadwigi), chcąc ich pożegnać, i przegawędziłem cały wieczór, póty, póki ładna Jaga (Jadwiga Dzieduszycka) nie zaczęła Żydów wozić (zaczęła usypiać) na krześle, zupełnie jak Basia po przyjeździe do Ketlingowego dworku. Starsza (Maria Dzieduszycka) jest patriotka Rusinka, matka tłomaczy jej, że to głupio, a ja dawałem jej
do zrozumienia, że powinna by wyjść za mąż za rusińskiego księdza. Poznałem ks. Jerzową Czartoryską, z domu Czermak
(Marię Joannę z Czermaków Czartoryską). Sadzi się, żeby mówić po polsku, ale mówi z czeska; więc „byla bardzo szczensliwa, że taki geniusz poznala”. –

Wyobraź sobie, Raczyński dowiedział się, zdaje się, od Winternitza
(Wilhelma Winternitza) - bo nie chce mówić, od kogo – że zeszłego roku poza adoratorkami, które mi posyłały kwiaty do mieszkania, miałem jeszcze inną. Oto pewna Niemka, poczuwszy do mnie pod wpływem moich utworów skłonność, sprowadzała róże herbaciane z Hittingu i wkładała je co dzień – zgadnij, gdzie?
Oto w moje buty, które wystawiałem do czyszczenia za drzwi. – Pokojówki je kradły, więc nic o tym nie wiedziałem. Raczyńskiemu powiedziano pod sekretem nazwisko, więc nie chciał mi powiedzieć. Ale widział fotografię i mówi, że ładna. (…)

Napiszę humoreskę pt. Woniejące buty! Tego roku była jakaś pani Levuvier, która postanowiła rzucić się na znajomość ze mną, „jak lew srogi na niewinną sarnę i okropnymi ryki chuci wzbudzać czarne” – alem tak pomykał, że się nie udało. (…)”

LIPIEC – 11. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie w willi „Neudorff” przy Rickert-Strasse (dzisiaj: ul. Obrońców Westerplatte). Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Kaltenleutgeben raczej mi szkodziło, niż pomagało w tym roku. Pogoda była niegodziwa. Jestem w Zoppot, dokąd bądź łaskaw przysyłać mi „Słowo” pod adresem: Szetkiewicz, Rickert-Strasse, Villa Neudorff”. (…)”

LIPIEC – 12. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie.

LIPIEC – 13. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie.

LIPIEC – 14. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) …wkrótce wybieram się do Ostendy lub Helgolandu z polecenia Winternitza. (…) O kąpielach tu nie myślić. Pogoda straszna, ciemno, wietrzno, zimno, zupełnie listopad. Mimo tego dzieciom pobyt nadzwyczaj służy, ale na moich nerwach odbija się rozpaczliwie. (…)”

LIPIEC – 15. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie.

LIPIEC – 16. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie.

LIPIEC – 17. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Do Ostendy wybieram się w końcu tego tygodnia. (…)

Pisałem do Ulanowskiego
(Adama Ulanowskiego), prosząc o informację co do wyprawy afrykańskiej. (…) Jeśli pojadę, to nie jako członek wyprawy, ale tylko jako czasowy towarzysz. (…)

Tymczasem Zoppot nie bardzo mi służy. Ciągle coś boli, albo głowa, albo krzyż. Może kąpiele ostendzkie lepsze będą. Winternitz
(Wilhelm Winternitz) chciał Helgolandu, ale ja nie chcę. – Dzieci mają się pysznie. (…) Z ojcem jeździmy do Gdańska, który nie jest tak piękny jak mówią. (…)”

LIPIEC – około 21. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do Ostendy.

LIPIEC – 26. [CZWARTEK]


W numerze 166. „Głos” donosi:
„(…) H. Sienkiewicz w tych dniach wyjechał z Sopot do Ostendy. Pogłoski […] o ciężkiej chorobie Sienkiewicza są bezzasadne. (…)”

LIPIEC – 28. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie przy Rue d’Ouest 17. Pisze do Henryka Merzbacha:
„(…) Zatrzymałem się tylko kilka godzin w Brukseli, więc nie mogłem osobiście przypomnieć się znajomości Sz[anownego] Pana. Tymczasem, zanim będę to mógł uczynić, udaję się do Szanownego Pana z prośbą w następującej sprawie. Od dawna czytuję dużo podróży. Czytałem Stanleya Le Congo (Henry Morton Stanley „The Congo and the Founding of its Free State”) - i opisy równie jak losy nowo tworzącego się państwa zajęły mnie do wysokiego stopnia. Przypuszczam jednak, że od czasu Stanleyowskiej książki,
gdy tylu Belgów udaje się w tamte strony, musiały wyjść jakieś nowe dzieła zawierające opisy miejsc, sposobów podróżowania etc.

Otóż, czybym za łaskawym pośrednictwem nie mógł dostać paru takich książek per poste nachname
(za zaliczeniem pocztowym),
w Ostendzie? Mógłbym w ten sposób skrócić sobie czytaniem kilka nudnych kąpielowych tygodni.

Jeszcze jedna prośba. – Jeśli Szanowny Pan znajdziesz czas na słówko odpowiedzi, proszę również o wiadomość o zdrowiu Poradowskiego
(Aleksandra Poradowskiego). Nie wiem, jaki jest ich adres, i dlatego nie mogę się zgłosić wprost do nich. (…)”

POCZĄTEK SIERPNIA


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie przy Rue d’Ouest 17. Pisze do Henryka Merzbacha:
„(…) Nie posłałem dotąd kwestionariusza co do Kongo, na który obiecałeś mi Pan łaskawie odpowiedzieć, bom się rozmyślił
i nie jadę w tamtą stronę. Głównym powodem, dla którego zarzuciłem projekt, była wiadomość, którą wyczytałem
w nadesłanych mi przez p. Falka
(Teodora Falka) książkach, iż zwierzyna, nie wyłączając ptaków, zupełnie jest wyniszczona
w okolicach stacyj i faktoryj. Wybierałem się głównie dla polowania, więc wycieczka moja chybiłaby celu.

Na odwrotnej stronie znajdzie Szanowny Pan wiersz, który w ostatnich czasach napisałem z powodu przymusowego zaprowadzenia języka ros[yjskiego] w kościołach katolickich guberni mińskiej. (…)”
Jest to wiersz „Pieśń litewskich borów”:
Wyszedł raz srogi ukaz do litewskich borów,
Aby nie śmiały szumieć ni modlić się ani
Mruczeć inaczej swoich wieczornych nieszporów,
Jak na suzdalską nutę: „Boże, cara chrani”.

Trwoga padła na puszczę. Stoją ciche drzewa
Jak wynurzon z wód łona bór zakamieniały,
Ani zwierz się nie ozwie, ni ptak nie zaśpiewa,
Dzięcioł boi się nawet pukać w pień spróchniały.

Diejetiele
(działacze) zaś krzyczą potrząsając knuty:
„Bór się boi, więc zagra wedle carskiej nuty”.
Wtem wstaje wiatr – i leci od zachodniej strony,
Już spadł na gonnych sosen wyniosłe korony,
Mruknęły dęby, trzęsie liściami brzezina:
Słuchajmy! Pieśń się jakaś wśród puszczy poczyna
I brzmi coraz potężniej między konarami:
„Święty Boże a mocny, zmiłuj się nad nami!” (…)”
Dopisek Henryka Merzbacha:
„(…) Bóg Ci płać, Mistrzu, za wiersz do albumu!
Będzie on relikwiją w pamiątek ołtarzu
I litewskich borów dalekiego szumu
Słuchać będę… mimo carskiego zakazu. (…)”

SIERPIEŃ – 02. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zacząłem pisać pamiętniki malarza (nowelę „Ta trzecia”) i mam już dwa bite arkusiki, czyli że lody złamane. Wielka nowina!
Ale cóż! Miały to być poetyczne obrazy stawów, trzcin, zachodów słońca, a układa mi się farsa śmieszna od początku do końca, pełna bredzenia. (…)”
List ten przytacza prof. Julian Krzyżanowski w książce „Henryk Sienkiewicz. Kalendarz życia i twórczości”. Nie został on natomiast zamieszczony w tomie II części pierwszej książki „Henryk Sienkiewicz. Listy”.

SIERPIEŃ – 06. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie przy Rue de L’Ouest 17. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Od tygodnia jestem w Ostendzie. (…) Adres mój dokładny jest: Ostende, Rue de L’Ouest 17. (…) Jestem w trakcie wykańczania małej rzeczy (noweli „Ta trzecia”) dla „Kur[iera”] Codziennego”. Jest to trochę farsa i sam się bawię pisząc. (…)”

SIERPIEŃ – 20. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie. Kończy pisać nowelę „Ta trzecia”.

SIERPIEŃ – 21. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz z Brukseli wyjeżdża do Sopotu.

SIERPIEŃ – 23. [CZWARTEK]


Po 36-godzinnej podróży Henryk Sienkiewicz przyjeżdża do Sopotu.

SIERPIEŃ


Henryk Sienkiewicz przebywa w Spopocie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Nowelę („Ta trzecia”) obiecaną „Kur[ierowi] Codz[iennemu]” skończyłem i posłałem. Jeśli Wolff (Józef Wolff) nie zgodzi się
na moje warunki, oddam ją „Słowu”, bo zdaje mi się, że się udała. (…)”

SIERPIEŃ – 24. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Powróciłem wczoraj prosto z Brukseli. Jechałem 36 godzin do Zoppot (do Sopotu), byłem zmęczony trochę i nie mogłem się zebrać na pisanie. Z Ostendy nie pisałem tak dawno, bom kończył mój „Pamiętnik malarza” (nowela „Ta trzecia”) i skończyłem go dopiero wilią wyjazdu. (…)

W żadnym razie nie będę drukował pamiętnika, póki Dzineczka
(Jadwiga Janczewska) go nie przeczyta, nie powykreśla tego, co uzna za stosowne, i nie powie, że można drukować. Jak zacznę pisać tę dużą powieść, będę posyłał felietonami do Dzineczka. Co zaś
do pamiętnika, jeśli Dzineczka nie pozwoli albo powie, że niemądry, to nie będzie drukowany. (…)

Patrzże, Żabo
(Jadwiga Janczewska), naprawdę, a mimo woli tłomaczę się przed Tobą i oddaję pod Twój sąd tę robotę. Ale naprawdę mam zaufanie do Twojej główki. Bardzo a bardzo chciałbym Ci to przeczytać, więc istotnie wstrzymam się z drukiem, bo mi zresztą nie pilno. Przez drogę wymyśliłem jedną bajkę o mieczu Warneńczyka (na 1 odcinek), która może być niezła (utwór nieznany). (…) Ostenda była bardzo miła, ale staje się podobna do SPA (miejscowość niedaleko Liège w Belgii) lub Monaco. (…)

Przyjechał Zajduś
(Władysław Seidemann), Kot Komierowski (Konstanty Komierowski) i Lubowski (Edward Lubowski). Tych ostatnich już
nie widziałem. Lubowski telegrafował do mnie do Brukseli, żebym wrócił. Odtelegrafowałem, że jest małpa. U Poradowskich była muzyka na moją cześć (Wieniawski -
/Józef Wieniawski/ i pani Warecka), po czym wręczono mi adres z wierszami Merzbacha (Henryka Merzbacha), gdzie rymują się: znicza i Sienkiewicza etc. (…)

Myślę wkrótce zabrać się do dużej powieści
(zapowiedź „Bez dogmatu”), bo się boję, że jej nie napiszę. (…)”

SIERPIEŃ – 28. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Do Blinstrub[iszek] nie mogę przyjechać. Myślałem, że Wasz przyjazd do Dubnik, odbędzie się daleko wcześniej, dlatego miałem intencję tam przyjechać. Ale wobec tak spóźnionego terminu i to mi będzie niepodobieństwem, bo liczę, że gdybym tam przyjechał, nie mógłbym zasiąść do roboty, jak na początku lub w połowie października. Tak długo zwlekać nie chcę i nie mogę, bo mi się śpieszy. „Słowo” przed Nowym Rokiem skrzeczyć zacznie, więc chcę mieć choć z pół tomu gotowego, by potem
nie mordować się nad miarę sił.

Jadę do Paryża, ulokuję się gdzie w okolicach Rivoli
(ul. de Rivoli) i tam zacznę pisać. (…)

Może pojadę do Madrytu – ale w każdym razie zabawię z miesiąc w Paryżu. (…)

Zoppot jest straszną dziurą. Czarno, mokro, nudno, słowem: obrzydliwie. (…)”

WRZESIEŃ – 03. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Wyjeżdżam z Zoppot w piątek. (…) …jadę w piątek do Paryża na jaki miesiąc i następnie wracam na stałe do Warszawy. Mam nadzieję, że przynajmniej z połową tomu dużej powieści nowożytnej („Bez dogmatu”). (…)”

WRZESIEŃ – 11. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do Paryża.

WRZESIEŃ – 13. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przyjeżdża do Paryża i zatrzymuje się w Hotelu du Dauphin przy Rue St Roch 12.

WRZESIEŃ – 14. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hotelu du Dauphin przy Rue St Roch 12. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) …udaję się na wycieczkę do Hiszpanii, która potrwa miesiąc. (…) Zbyt jeszcze czuję się zmęczony i niezdrów, abym Wam mógł obiecać początek mojej większej powieści na Nowy Rok. Można będzie wszelako donieść, że ją przygotowywam, bo tak jest. Być może, że z Hiszpanii prześlę parę listów do „Słowa”. (…) Z pensji należnej mi poślij ojcu mojemu pod adresem: Józef Sienkiewicz, Lublin – rs. 100, ale dopiero na pierwszego października, bo niedawno posyłałem. (…)”
Wieczorem pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Co za ruch w tym Paryżu! Wczoraj byłem w Komedii (Comédie Francaise) na Le monde oủ l’on s’ennuie (Edwarda Paillerona „Świat nudów”). Doskonała sztuka i niezrównanie grana. Richemberg była śliczna i grała jak Muza. Samary w pierwszym akcie – źle,
bo grając młodą, roztrzepaną dziewczynę, miała minę kokoty – może mimo woli wpadała w ten ton – czy ja wiem?...

Stanowczo jadę do Hiszpanii – i jadę zaraz, to jest w przyszły poniedziałek. Wczoraj byłem Rue Scribe nr 9, w agencji, rozpytałem o wszystko. (…) Cieszę się tą podróżą, choćby mnie mieli gdzieś poddusić w jakich sierras
(łańcuchach górskich). To taki oryginalny kraj, taki słoneczny, taki wyraźny we wszystkim, począwszy od ludzi, skończywszy na naturze! (…) Oczywiście, liczę miesiąc
na pobyt, bo to przecież nie Stany Zjednoczone. (…) Kupiłem książek o Hiszpanii za kilkanaście franków w tej księgarni na końcu pasażu w Palais Royal…

Powłoka moja materialna jest nieco zmęczona i niezbyt zdrowa, spiritus
(duch) za to zmęczony jak to psisko… Nie śmię zacząć
tej powieści, bo wiem, że jak zacznę, to skończę, a to mi szczęścia nie da. Będę wracał przez Wiedeń… (…)”
Tymczasem Antoni Donimirski pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Donoszę Ci tedy tylko, że Sienkiewicz opuścił w poniedziałek Copoty udając się do Paryża, gdzie przez kilka tygodni zabawić myśli, aby pisać. […] Sienkiewicz mi mówił, że skończywszy nowelę dla „Kuriera Codziennego” po napisaniu krótkiej powiastki historycznej dla „Kuriera Warszawskiego” (na kilka felietonów), której plan już zupełnie ma w głowie, zabierze się do powieści
dla nas i myśli ją w Paryżu znacznie posunąć naprzód. Sądzi, że do Nowego Roku skończy tom jeden najmniej, ale nie życzy sobie, aby w „Słowie” już zapowiadali druk na kwartał bieżący, pisząc bowiem nowy rodzaj powieści nie jest siebie tak pewnym,
aby pisać z felietonu na felieton, i całą rzecz najpierw wykończyć pragnie, zanim się druk rozpocznie. Z Paryża chce on tylko zrobić krótką wycieczkę do Hiszpanii i Portugalii, zresztą zamierza pracować, a około Nowego Roku, jak mi się zdaje, chce ściągnąć do Warszawy. „Coś około Nowego Roku będę już u Was w Warszawie” – powiedział mi kilkakrotnie. (…)”
Pisarz dementuje również plotki na swój temat, zamieszczone 12 września w krakowskim „Czasie”.

WRZESIEŃ – 15. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hotelu du Dauphin przy Rue St Roch. Pisze do Augusta Roberta Wolffa między innymi o tytule prasowym noweli „Ta trzecia”:
„(…) Na tytuł Kazia nie zgadzam się, gdyż jest on zupełnie przeciwny moim intencjom. Najlepiej będzie zatytułować rzecz
Mój przyjaciel i ja, zostawiwszy w rodzaju objaśnienia drugi tytuł: „urywek z pamiętnika malarza”. (…)

Od dwóch dni jestem w Paryżu, w poniedziałek zaś dn. 17 wyjeżdżam do Hiszpanii. Bajkę
(„Sabałową bajkę”) wykończę gdzieś
w drodze i przeszlę ją z Hiszpanii. (…)”

WRZESIEŃ – 16. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hotelu du Dauphin przy Rue St Roch 12. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Listu, pisanego w piątek w nocy, nie wysłałem wczoraj – i dobrze zrobiłem, bo dziś dopisuję parę słów. Dopisałem już wczoraj, po powrocie z teatru, ale tę kartkę zdzieram, bo była pisana w melancholii. Wyjeżdżam we wtorek… (…)”

WRZESIEŃ – 17. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hotelu du Dauphin przy Rue St Roch 12.

WRZESIEŃ – 18. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hotelu du Dauphin przy Rue St Roch 12.

WRZESIEŃ – 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hotelu du Dauphin przy Rue St Roch 12.

WRZESIEŃ – 20. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz wyrusza z Paryża do Hiszpanii.

WRZESIEŃ – 21. [PIĄTEK]


Z powodu silnej migreny Henryk Sienkiewicz wieczorem zatrzymuje się w Cerbère jeszcze po stronie francuskiej.

WRZESIEŃ – 22. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Cerbère we Francji. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wyjechałem z Paryża onegdaj wieczorem i chciałem jechać wprost do Barcelony. Tymczasem po nocy dość dobrej nastał dzień upalny, w wagonie było strasznie gorąco, wskutek czego dostałem jeszcze straszniejszej migreny i po 24 godzinach jazdy musiałem zatrzymać się na ostatniej stacji francuskiej Cerbère, leżącej już w Pirenejach. Wysiadłem tu wczoraj, koło siódmej wieczór – głowa mi pękała i miałem mdłości. Dziś wszystko przeszło i jestem kontent, żem się zatrzymał, bo chorować
w wagonie jest to ostatnia rzecz; po wtóre przyjadę w dzień do Barcelony i będę widział wszystko po drodze. Wyjeżdżam stąd
o 12-ej; będę w Barcelonie o 4.45. O parę kilometrów stąd jest Portbou, leżące już w Hiszpanii. Tamże komora.

Cerbère leży w dzikiej dolinie, a raczej w wąwozie, do którego z jednej strony wlewa się morze. Widzę je o 50 kroków stąd. Naokoło – góry czarne i strome…”
Tego samego dnia o godzinie 20.00 dociera do Barcelony i zatrzymuje się w Hotel de Francia Castilia przy ul. San-Juan. Tuż po przyjeździe i krótkim zwiedaniu,
w nocy zasiada do pisania kolejnego listu do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wyjechawszy z Cerbère o 12-tej w południe, przybyłem tu (do Barcelony) dopiero o 8-ej wieczór. Ale naprzód muszę opisać okropne skutki przezorności. Wyjeżdżając z Paryża wahałem się, czy nie kupić rewolweru „na sześć osób”. Koniec końcem
nie kupiłem, nabyłem za to irchowy trzos w formie pasa i, włożywszy w niego wszystko, co miałem papierach, byłem pewny,
iż mnie nie okradną. Jakoż nie okradli – bo żeby taki pas ukraść, należałoby pierwej dostać się do wszystkich tych pobrzeżnych miejscowości, których szczupłość dziwiła Dzinkę
(Jadwigę Janczewską) w Belgii. Miałem prócz tego kilkaset franków w złocie, także dobrze zachowanych – wreszcie duży pugilares w bocznej zapinanej na guziki i kieszeni surduta, w którym to pugilaresie był
1 rubel i 5 guldenów, pasport, książeczka legitymacyjna, lista książek pożyczonych od Gieysztora
(Jakuba Gieysztora) i Lasockiego (Wacława Ignacego Michała Lasockiego), i parę kart wizytowych. Otóż, minąwszy Portbou, gdzie jest granica i rewizja, nie znalazłem ani guzika, ani pugilaresu. Tłok tam był wielki, i pewno mi ukradziono – a moja wina, bo nie mając tam pieniędzy, nie zwracałem dość uwagi na pugilares. (…)

Jaka droga okropna! Sto kilkadziesiąt kilometrów w ciągu 8 godzin! A obiecywano w Cerbère, że przyjedziemy do Barcelony
o czwartej z czymś. (…)

Ambaras miałem, przyjechawszy. (…) Dałem się zawieźć, jak dziecko, jakiemuś człowiekowi w jakieś zaułki, gorsze
od londyńskich, ciasne tak, że dorożka ledwie mogła przejechać, ciemne, puste już o ósmej wieczór. Wziąłem w rękę tę moją ciężką laskę i przyrzekłem sobie święcie machać nią bardzo lekko w razie potrzeby. Zawieziono mnie wreszcie do jakiegoś casa
de Huéspedes
(pensjonatu). Szedłem po schodach wąskich i źle oświeconych, na koniec pod strychem, po dłuższym dzwonieniu, otworzyła jakaś baba w koszuli, mieszkanie zupełne ciemne. Rozgniewałem się i nie chciałem wejść. Nie dałem nic temu, co mnie przywiózł, i kazałem się wieźć na Rambla, tj. wielką tutejszą ulicę. Nigdzie nic! Po wielu peregrynacjach znalazłem literalnie kajutę w Hotel de Francia Castilia, na ulicy San-Juan. Ulica dość podła, hotel także, ale przynajmniej hotel, i wiem, że mi
nie przetną gardła w nocy. Była dziewiąta, zjadłem obiad, umówiłem się o cenę, wziąłem interpreta
(tłumacza) i kazałem się prowadzić po mieście. Interpretem jest mały garbusek, Portugalczyk, o twarzy inteligentnej. (…)

Wyszliśmy na Rambla. Ulica wysadzona drzewami, co piętnaście kroków łuk, nabity gazowymi lampami – od łuku do łuku
po bokach lampa przy lampie. Prócz tego elektryczność. Środkiem promenada… (…)

Wracając z Rambla z moim garbuskiem, widziałem tzw. sereno, tj. stróży nocnych. Sereno ma klucze od wszystkich domów należących do jego straży i otwiera je na żądanie, dalej, wykrzykuje, która godzina, jaka pogoda, i strzeże bezpieczeństwa. (…)

…miasto jest brudne, ale to tak brudne, nie wyłączając Rambli z jej milionami lamp… (…)

Jutro muszę rano zatelegrafować do Cerbère, czy czasem tam nie został pugilares, bo mi chodzi o pasport. Mała nadzieja,
ale nuż? A w takim razie odeślą, bo pieniędzy nie znajdą – dalej będę w konsulacie rosyjskim, żeby mi powiedzieli, co robić ma ten, który straci pasport. W Portbou zawiadomiłem zaraz szefa stacji i żandarmów… (…)

Rano chciałbym także obejrzeć katedrę
(katedra św. Eulalii), która jest bardzo sławna i starożytna. Walka byków zaczyna się
o trzeciej po południu. (…)”



[01. Hiszpania - mapa fizyczna]

[Fotografia mapy: Autor: 01. Captain Blood. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją GNU FDL].

WRZESIEŃ – 23. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Barcelonie w Hotel de Francia Castilia przy ul. San-Juan.

WRZESIEŃ – 24. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Barcelonie w Hotel de Francia Castilia przy ul. San-Juan. Tego dnia dnia ogląda walki byków na Plaza de Toros.

WRZESIEŃ – 25. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Barcelonie w Hotel de Francia Castilia przy ul. San-Juan.

WRZESIEŃ – 26. [ŚRODA]


O godz. 5-ej rano Henryk Sienkiewicz pociągiem wyjeżdża z Barcelony i dociera do Walencji przed godz. 21-ą. Godzinę później pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem przed godziną i zaraz piszę. Jak te pociągi chodzą w tym kraju – to rozpacz. Z Barcelony do Walencji
400 kilometrów – 16 godzin! O piątej z rana ruszyliśmy z Barcelony, a stanęliśmy o 8 3/4. W poniedziałek byłem w Barcelonie
na Toros – a że to wystawa, więc widziałem czterech najsławniejszych aspados z całej Hiszpanii. Frascuello, Mazananti, Cara-Ancha i Espartero są to najpoważniejsze figury w Hiszpanii, wobec których wszystkie ilustracje bledną.

Nie będę opisywał przedstawienia, bo mam zamiar drukować opis w „Słowie”, „Czasie” etc., więc nie chcę wystrzeliwać nabojów. (…)

Cyrk był jak nabity. Za miejsce 12-sto frankowe zapłaciłem 23 – ale też i sobie każę dobrze zapłacić za całą tę podróż. Wezmę się do pisania dopiero w Madrycie. Entuzjazm – jakiego nigdy w życiu nie widziałem. Biłem brawo i ja, ale głównie wówczas,
gdy stary pikador uderzeniem lancy powstrzymywał byka i ocalił konia. Pikadorowie, padając z końmi, sami są ciągle pod rogami – i dlatego są odpowiednio wypancerzeni na nogach, brzuchach, rękach, piersiach etc. Jednego wszelako wyniesiono.

Zabrałem się zaraz do opisu, ale byłem zbyt zmęczony. Do tego mam ischias i z tym ischiasem jechałem dziś 16 godzin
w skwarze i ciasnocie. Gorąco jest jednak bardzo. Moskitów dużo. Nie kąsają mnie, ale przeszkadzają spać brzęczeniem. Kraj prześliczny – góry, palmy, drzewa świętojańskie, migdały, cytryny, pomarańcze i morze kwiatów. (…)”

WRZESIEŃ – 27. [CZWARTEK]


Około godz. 14.00 Henryk Sienkiewicz wyjeżdża z Walencji do Kordoby.

WRZESIEŃ – 28. [PIĄTEK]


O godz. 11.30 Henryk Sienkiewicz przyjeżdża do Kordowy (Kordoby). Wieczorem, po powrocie z miasta, pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem dziś o 11 1/2 rano – obleciałem miasto, widziałem co było warto – a teraz wieczorem piszę. Droga
22 godzin[y] przeszło – bo wyjeżdża się z Walencji o 2-giej, a tu się staje w południe. Otóż można by dostać ischiasu od samego siedzenia, a jechałem z gotowym. Naturalnie, sleepingów nie ma, w wagonach ciasno, ławki dość wąskie. Było trochę męki, zwłaszcza że w Alkazar de San Juan trzeba zmieniać pociąg i przenosić toboły. Piszczałem. Nad ranem było mi lepiej – a teraz wcale nieźle. W Walencji wziąłem na odjezdnem kąpiel, a przedtem robiłem odpowiednie poszukiwania po aptekach – i jakoś pomogło. Z Walencji aż do nocy jechałem jednym ogrodem palm, migdałów, drzew św. Jana, plantacji ryżu etc. Noc pyszna, dość chłodna. Od rana – kraj dzikszy, góry, Perros d’España, czyli psy Hiszpanii. – Ludzie w wagonach nadzwyczaj uprzejmi, ale bardzo ciekawi. Polska narodowość robi wrażenie. (…)

Kordoba! Patrzę, otwieram oczy. Miasto nędzne, hotel główny dość marny. Ulice wąskie – okna od ulicy rzadkie – pusto! Słońce kąsa jak pies. Jakież gorąco! Życie skupia się w podwórzach, które są cieniste, wykładane marmurem, ozdobne fontannami
i wspaniale urządzone. Tam się je, pije, żyje, przyjmuje gości, a nie dba się o to, jak dom wygląda od ulicy. Białe ściany zalane słońcem i piekące się w żarze – oto wszystko. Z podwórzów, z pośród zieleni odzywają się gitary – chłód bije od fontann.

Zjadam śniadanie, idę do meczetu, który jest dziś katedrą
(katedrą Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny). Nic równego w życiu
nie widziałem. (…) Warto umyślnie z Warszawy przyjechać, żeby to widzieć! (…)

Mimo zmęczenia, mimo żem się po drodze takiej na łóżku nie zdążył przeciągnąć, siedziałem tu do wieczornego obiadu.
Przed samym obiadem zwiedziłem most
(most na rzece Guadalkwiwir), stawiany przez Oktawiana Augusta – i Alkazary (twierdze mauretańskie): viejo (stary) i nuevo (nowy). Z tych nic nie zostało prócz wieży jednej. Miasto miało za czasów arabskich więcej domów niż dziś mieszkańców. Teraz nie jest nawet stolicą prowincji. Po obiedzie zwiedziłem ulice, place. (…) Wróciłem
przed chwilą zmęczony bardzo, bo żar nie ustał dotąd. Teraz siedzę rozebrany, i śpieszę, by co prędzej wyciągnąć zbolałe kości.

Stąd jadę do Grenady, z Grenady do Malagi, z Malagi morzem do Tangeru (Afryka!), Gibraltaru i Kadyksu – z Kadyksu do Sewilli,
z Sewilli do Madrytu, do listów. (…) Naprawdę jest co widzieć tylko w Grenadzie (Alhambra!
/dawna twierdza mauretańskich kalifów/)
i Sewilli – w innych miastach nic. Z muzeami chowam się do Madrytu, bo prowincjonalne nie mają osobliwości. (…)

Stąd ruszam jutro wieczór. Do Grenady jest 8 godzin, z Malagi morzem do Tangeru 7, stamtąd do Kadyksu 5. Te bilety kołowe
są bajecznie jednak tanie. Hotele niedrogie, rachunki rzetelne. (…)”

WRZESIEŃ – 29. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża z Kordowy (Kordoby) i przyjeżdża do Grenady.

WRZESIEŃ – 30. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża z Grenady i około godz. 17.00 przyjeżdża do Sewilli i zatrzymuje się w Hotelu de Madrid (Fonda di Madrid).

PAŹDZIERNIK – 01. [PONIEDZIAŁEK] lub 02. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sewilli w Hotelu de Madrid (Fonda di Madrid). Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wyjechałem o piątej z Grenady, przyjechałem mniej więcej o piątej do Sewilli. Nim wydali rzeczy, nim przyjechałem, była szósta – ściemniało się, więc prawie nic nie widziałem – a katedrę (katedrę Najświętszej Marii Panny) o tyle o ilem koło niej przejeżdżał. Chodziłem trochę po obiedzie na miasto – tak na traf, bez celu. Uliczki z czasów arabskich bardzo wąskie, domy wysokie, na zewnątrz dość mizerne; w środku każdego patio, czyli podwórze, pełne kwiatów, fontann, lamp. Przypomina to atria rzymskie. W hotelu de Madrid, w którym mieszkam, są dwa takie patia, otoczone galerią o słupach z białego marmuru, pełne
w środku palm, bananów i ogromnych arumów. Wszystko to oświecone jak w dzień. Pod galerią i wśród egzotycznych krzewów pełno ławek. Tam się po obiedzie pije czarną kawę, tam się spaceruje, tam czułe pary patrzą to w gwiazdy, to sobie w oczy. Sewilla jeszcze podobniejsza do tej Hiszpanii, o której się czytało i marzyło. Z wielu patios w mieście dochodzi dźwięk gitar,
na ulicach więcej pierwotnych kostiumów. Wszystko bardzo odmienne od kosmopolitycznego życia, pełne charakteru i bardzo poetyczne. (…)

Do Kadyksu stąd 5 godzin drogi lub 8 statkiem parowym po Guadalquivir. W Kadyksie nic do widzenia – prócz oceanu, który znam tak dawno i dobrze. Z Kadyksu jedzie się do Gibraltaru, tam stoi się 6 godzin. Z Gibraltaru do Tangeru z przystankiem
24-godzinnym.

Z powrotem znów 6 godzin z Gibraltaru, na noc do Kadyksu. Wziąwszy to wszystko w rachubę i dodawszy dwa dni potrzebne
do zwiedzenia Sewilli – nie jadę. W Tangerze nie ma nic do widzenia prócz ludzi takich, jakich widziałem w Konstantynopolu,
bo i tam nie brak Arabów; w Gibraltarze nic, prócz starych fortyfikacji.

Dziś jest wtorek. Zdecydowałem się jechać w czwartek na noc do Madrytu (18 godzin)… (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: 01 października 1888, wtorek. Otóż wtorek przypadał 02 października 1888 r., a 01-go był poniedziałek.

PAŹDZIERNIK – 03. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sewilli w Hotelu de Madrid (Fonda di Madrid).

PAŹDZIERNIK – 04. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sewilli w Hotelu de Madrid (Fonda di Madrid). Po południu wyrusza w drogę do Madrytu.

PAŹDZIERNIK – 05. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Madrytu i zatrzymuje się w Hôtel de Paris. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Rano o dziesiątej przyjechałem wprost z Sewilli do Madrytu. (…) W tym usposobieniu Madryt, o ile go dziś obejrzałem, niezbyt mi się podoba. Może to dlatego, że wprzód widziałem południe, które w życiu i pomnikach zachowało daleko więcej charakteru hiszpańskiego.

Sewillę obejrzałem dokładnie. Katedra jest znakomita, ale Alkazar nie to, co Alhambra. Jest tam ciekawy dom Piłata. – wystawiony na wzór jerozolimskiego przez księcia Medina-Coeli – zresztą całe miasto ze swymi podwórzami i ulicami, krytymi płótnem, bardzo oryginalne.

W Madrycie chłodno. Chodzę w paltocie letnim, podczas gdy w Grenadzie i Sewilli chodziłem w ubraniu zupełnie letnim i jeszcze było za gorąco. Podwórców takich, jak w Grenadzie i Sewilli tu nie ma. Hôtel de Paris, niby jeden z pierwszych, ani się umywał
do Fonda di Madrid w Sewilli…

Jutro będę w ambasadzie. Ciekawym, co powiedzą. Przecież prawo musiało przewidzieć wypadek, który mnie spotkał. W każdym razie dam sobie radę. W Madrycie zobaczę muzea i kościoły. W niedzielę, to jest pojutrze, będę na walce byków… Stąd pojadę
do Toledo, Eskurialu i Aranjuez. Wszystko w okolicy…

Jutro po śniadaniu wezmę się do listów dla redakcji. Pierwszy obejmie Barcelonę i walki byków. Nie wiem, ile będzie wszystkich. (…)”

PAŹDZIERNIK – 06. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris.

PAŹDZIERNIK – 07. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris. Tego dnia ogląda walki byków.

PAŹDZIERNIK – 08. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris.

PAŹDZIERNIK – 09. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) W ambasadzie byłem dwa razy, są niesłychanie grzeczni, ale nie mogą wydać pasportu – przysłać go może tylko policmajster warszawski, do którego też posłałem praszenije (prośbę, podanie), z dodatkiem, żeby pasport nadesłał do ambasady w Paryżu – bo tu potrzebowałbym zbyt długo siedzieć, chcąc się doczekać odpowiedzi.

Wczoraj byłem na Toros
(walkach byków) - przepraszam! nie wczoraj, ale onegdaj – w towarzystwie Kuczewskiego. Mieliśmy bilety sombra (bilety na miejsca ocienione), było pogodnie, ale nadzwyczaj zimno i mimo paltota przeziębiłem się, wskutego czego
od wczoraj mam okropny katar z bólem kości, oczu, głowy i z powodzią… (…)

Madryt niezbyt mi się podoba. Sławna Puerta del Sol i Prado są to rzeczy piękne z daleka – z bliska zaś Puerta redukuje się
do niezbyt wielkiego placu, na którym nie ma nic osobliwego, a Prado jest to rodzaj „Pól Elizejskich”, zmniejszonych
do odpowiedniej Madrytowi proporcji. Natomiast, gdziem żałował, że Cię nie ma,to w Museo del Prado
(Muzeum Narodowe Malarstwa
i Rzeźby). Jest to morze obrazów, piękniejszych jeden od drugiego. (…) Widziałem wszystko pobieżnie, bo byłem raz, a to ogrom, większy niemal od Louvre’u. Pójdę dziś i jutro. Co za dziwny malarz hiszpański Goya (Francisco de Gohya y Lucientes)! Nie wyrobiłem sobie jeszcze o nim zdania. Zmarł on w 1828, zatem jest niemal współczesny, a obrazy mają jakąś naiwność i nawet niezgrabność dawnych. (…)

Rzecz najgodniejsza uwagi z tego, com widział, jest Alhambra w Grenadzie. Gdy coś oglądam, zawsze myślę, co byś mówiła o tym lub owym – zawsze dysputuję z Twoją przypuszczalną opinią – i zawsze się trochę śmieję z różnych ekscentryczności Dzinkowych
(Jadwigi Janczewskiej) - zawsze!... (…)”

PAŹDZIERNIK – 10. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Posyłam list do oberpolicm[ajstra] (Nikołaja Wasiljewicza Kleigelsa) o nowy pasport, bo mi stary skradziono. Poproś w moim imieniu ks. Chełmickiego (Zygmunta Chełmickiego), żeby poszedł do biura pasportowego i poprosił naczelnika o przypilnowanie ekspedycji oraz żeby pasport lub upoważnienie do wydania takowego wysłano do konsulatu ros[yjskiego] nie w Madrycie,
ale w Paryżu, dokąd za parę dni wyjeżdżam. (…) Mam taki katar, że jestem prawie chory, nie mogę pisać długo. Zaziębiłem się
w cyrku. Miałem także migreny, ischias i Bóg wie nie co. (…)”

PAŹDZIERNIK – 11. [CZWARTEK]


W numerze 282. „Kuriera Codziennego” zaczyna się druk noweli Henryka Sienkiewicza „Ta trzecia”. Tymczasem pisarz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris. Tego dnia zwiedza Toledo o czym pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś byłem w Toledo. Wyjechałem o 8-mej, przyjechałem o jedenastej, zwiedzałem do piątej, wróciłem o ósmej, a raczej 1/2 do dziewiątej. Do Toledo stąd 70 kilometrów…

Miasto dziwne, jak orle gniazdo na skałach – od południa przepaść, na dnie której płynie Tag. Uliczki wąskie, pokręcone, okna grubo kratowane, a niektóre kraty z XII wieku. Bramy prastare z okuciami również z XII wieku, mury spiętrzone, tyny
(mocne wysokie ogrodzenia) nadzwyczajnej wysokości, bramy miejskie z X stulecia, zabytki z czasów Gotów i Arabów. Żyje się średnich wiekach. Katedra z XIII wieku pyszna. Stalle i wielki ołtarz są arcydziełami jedynymi na świecie. (…)

Drugi kościół San Juan de Reyes także nadzwyczajny. Całe miasto to zbiór osobliwości. Widzi się tu renesans pod wpływem arabskim albo mieszaniny gotyku i renesansu najdziwniejsze. Jest szkoła wojskowa, która właśnie stanowi taką mieszaninę, jest synagoga w czysto arabskim stylu. Wszystko to natłoczone, naładowane jedno na drugie, okolone uliczkami, wąskimi na dwa łokcie. Z murów widać kilkanaście mil pod nogami. (…)

Jutro jadę do Escorialu (2 godziny), pojutrze do Burgos, gdzie zabawię dzień lub dwa, prędzej dzień tylko, po czym ruszę wprost do Paryża. (…)

Mam ten zwyczaj, że przedtem czytam zawsze „guidy”
(przewodniki) bardzo starannie, więc potem jestem jak w domu i łapię
co chwila przewodników na nieznajomości różnych rzeczy. Wielkie stąd bywa zdziwienie… (…)”

PAŹDZIERNIK – 12. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris.

PAŹDZIERNIK – 13. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris.

PAŹDZIERNIK – 14. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Miałem jechać wczoraj, alem nie pojechał… Jutro jadę do Eskorialu, tam zostaję do 9-tej lub 10-tej – a potem dalej ekspresem do Burgos. Z Burgos pojadę wprost do Paryża – i dopiero powiem sobie: podróż skończona! (…) Wczoraj jeszcze byłem w Akademii (Akademia de Bellas Artes) i widziałem pyszne Murille! Mam dosyć fotografii i widzę już, jak będziesz przybliżać
do nich swój nosek, przypatrywać się i wygłaszać zdania, które, poza całą swoją istotnie niepowszednią oryginalnością
i trafnością, mają dar wprawiania mnie w najhumorystyczniejsze usposobienie.”

PAŹDZIERNIK – 18. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12.

PAŹDZIERNIK – 19. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12.

PAŹDZIERNIK – 20. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12.

PAŹDZIERNIK – 21. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12.

PAŹDZIERNIK – 22. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12.

PAŹDZIERNIK – 23. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12. Pisze do Marii z Popielów Godlewskiej, żony Mścisława Godlewskiego:
„(…) Objechałem całą Hiszpanię, widziałem nadzwyczajne rzeczy w Kordowie, Sewilli i Granadzie, a oprócz tego dwadzieścia byków zabitych na igrzyskach – ośm w Barcelonie, a dwa razy po sześć w Madrycie. Zresztą na ostatnim przedstawieniu przeziębiłem się okropnie i kaślę dotąd, jakbym miał suchoty. (…) Dość powiedzieć, że byłem w Barcelonie, Walencji, Kordowie, Granadzie, Sewilli, Madrycie, Toledo, Eskorialu, Burgos.
Tu pisać nie mogę z tego powodu, że mieszkaniach paryskich o tej porze już tak zimno, iż ręce grabieją i ledwie się na list zdobyć można. Jestem tu od kilku dni, mianowicie od czwartku. W kawiarni Rejencji spotkałem Choińskiego
(Teodora Jeske-Choińskiego).
W Warszawie mało go znałem i był mi średnio sympatyczny, ale tu na obczyźnie ucieszyłem się jego widokiem i od wielu dni dotrzymujemy sobie kompanii po restauracjach, kawiarniach i teatrach. (…)
Poznałem Waliszewskiego
(Kazimierza Waliszewskiego). Był u mnie Sienkiewicz (Artur Sienkiewicz), dyrektor jakiegoś banku, Foncier
czy też Lyonnais. (…) Byłem u Górskich
(Władysława i Heleny Górskich). (…)
Co do tytułu mojej przyszłej powieści – jest to najsłabsza strona mego umysłu. Tytuł „Ogniem i mieczem” wymyślił Olendzki
(Władysław Olendzki), „Potop” Henkiel (Dionizy Henkiel). „Ta trzecia” zapewne „Wolff (August Robert Wolff). Jakże chcecie, żebym wymyślił tytuł powieści, której jeszcze nie ma? Zapowiedzcie wielką powieść współczesną, nie wymieniając tytułu
albo wymyślcie w ostatnim razie sami. Jeśli mi się głowa nie skręci albo katar nie zmieni się w jakie chroniczne zapalenie,
to naturalnie, że się zabiorę z czasem do roboty. Ale co to będzie i jak będzie – Bóg raczy wiedzieć. (…)”
Komentarza wymaga data wskazana w liście przez pisarza. Napisał on: Poniedziałek, 23 X 1888. Otóż poniedziałek przypadał 22 października 1888 r.,
23-go był wtorek.

PAŹDZIERNIK – 24. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12. Tego dnia odwiedza Władysława i Helenę z Rosenów Górskich.

Do Mścisława Godlewskiego pisze:
„(…) Wolałbym oczywiście, żeby mi pasport przysłano do ambasady, bo np. mam jakieś listy rekomendowane, które trudno mi będzie bez pasportu odebrać, ale skoro nie może być inaczej – dobrze i tak. (…) Wyjeżdżam z Paryża w niedzielę, a z Krakowa napiszę Ci lub zatelegrafuję, kiedy wyruszę do Warszawy.

Czytam dużo powieści chcąc coś wybrać do Dodatku, ale wszystko gorsze nawet od Maëla
(Pierre’a Maël’a), który zaledwie jest niezły. Byłoby dobrze przełożyć Le rêve Zoli (Émile’a Zoli), bo jest to rzecz czysta… (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: Czwartek, 24 X 1888. Otóż czwartek przypadał 25 października 1888 r., a 24-go była środa.

PAŹDZIERNIK – 25. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj byłem u Górskich (Władysława i Heleny z Rosenów Górskich), dziś u Sienkiewiczów (Artura i Kazimiery z Rakowskich Sienkiewiczów) - i zacznę po kolei rozpowiadać. U Górskich była pani Stojowska (Maria z Bogdańskich Stojowska) z synem (Zygmuntem Stojowskim), Władysław Mickiewicz, ja, Choiński (Teodor Jeske-Choiński), jakaś Amerykanka, grog ciepły i gawęda. Mickiewicz
jest gaduła najokropniejsza. Usta mu się nie zamykają. Z tego powodu byłem nieco znużony i dość milczałem. (…)

U Sienkiewiczów byłem na obiedzie i następnie do 11-stej. Rue de Prony jest bardzo od St. Roch daleko. Ulica to pełna ładnych domów, zamieszkałych przez ludzi zamożnych. On jest directeur de la Banque d’Escompte de Paris
(banku),b.… Należy także do Komisji Wystawy (Wystawy Powszechnej w Paryżu), do jej inicjatorów, po części nakładowców… (…)

Panny młode, ale co prawda wyglądają więcej niż na 19 i 17,… (…) Obie mówią po polsku, a ponieważ z gości byłem tylko ja
i panna Grabowska z Poznańskiego, zdaje mi się, że domowa, może „do towarzystwa”, bo bierze niższe od starszej miejsce
za stołem, więc rozmowa była polska, choć nieco grasejowana
(prowadzona z charakterystyczną „francuską” wymową głoski „r”). (…)

Obiad dano dobry z szampanem. Chcieli, żebym przyszedł jutro, w sobotę i w niedzielę. Nie mogło to być – bo w sobotę jest ten obiad dla mnie, a w niedzielę chcę wyjechać. Musiałem obiecać na jutro, ale się wymówię katarem, który zresztą nie opuścił mnie zupełnie.

Miałem wiadomość co do pasportu. Nie przyślą mi go – tylko Godlewski
(Mścisław Godlewski) ma już telegram od oberpolicmeistra do nadgranicznego żandarma, żeby przepuścił. (…)

Zimno w mieszkaniach sprawia, że nie mogę się pozbyć zupełnie kataru i kaszlu. Dziś np. było na ulicach zupełnie wiosenne powietrze i prawie gorąco, a w pokoju tak zimno, że piszę w paltocie, w drugim na nogach, bo mi zmarzły. Nie oznaczam dnia powrotu, bo nie wiem, czy pociągi korespondują, w każdym razie do widzenia niedługo, za parę dni. (…)”

PAŹDZIERNIK – 28. [NIEDZIELA]


Teatr krakowski wystawia przeróbkę powieści „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza. W rolę Jana Skrzetuskiego wciela się Sobiesław.

PAŹDZIERNIK – 31. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w u Edwarda i Jadwigi Janczewskich w Krakowie przy ul. Studenckiej 11. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Przyjechałem do Krakowa po wielu trudnościach. Jechałem na Berlin, Wrocław, ale w Szczakowej wymagają absolutnie pasportu i to wizowanego, a ja nie miałem żadnego – więc nie chciano mnie puścić. Na szczęście jechała pani Adamowa Potocka (Katarzyna z Branickich Potocka), która mi ułatwiła przejazd. Jestem więc w Krakowie. Mieszkam tymczasem u Janczewskich,
bo hotelom również nie wolno przyjmować bezpasportowych. (…) Piszę do Ciebie w interesie. Czyby nie można przedrukować recenzji Tarnowskiego o Potopie w „Słowie”. (…) …miło by mi było, gdyby w Warszawie, gdzie chcący lub niechcący o moich rzeczach się milczy, jakiś głos przerwał tę ciszę – zwłaszcza taki głos jak Klaczki
(Juliana Klaczki), którego list Tarnowski przytacza. (…)”

LISTOPAD – 03. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Mieszka w Hotelu Grand. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Stoję w Grand Hotelu, nie w Saskim. (…) Wyjadę stąd we wtorek, najpóźniej w środę, bo właściwie nie mam to nic do roboty, a do dzieci mi pilno… (…) Co do Tej trzeciej, nie moja wina, że z powodu noweli bito w bęben jak na wielką powieść. Jako nowela
w całości jest to rzecz dobra, bo napisana jednym tchem i ze szczerym humorem. (…)”

LISTOPAD – 04. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Mieszka w Hotelu Grand.

LISTOPAD – 05. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Mieszka w Hotelu Grand.

LISTOPAD – 06. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Grand. Wieczór spędza w klubie malarzy i rzeźbiarzy. Zapisuje się do klubu. Uczestniczy również w raucie urządzonym przez Stanisława Tarnowskiego ku czci namiestnika Galicji, Kazmierza Feliksa Badeniego.

LISTOPAD – 07. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Grand. Planuje wyjazd do Edwarda Stadnickiego do Frain na polowanie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) 14-stego będę w Trzebini, chyba że do 13 otrzymam inną odpowiedź. Część rzeczy moich wyprawię na warszawską komorę, by się nie trębalić z dwoma kuframi – i z powrotem pojadę już wprost do Warszawy. (…)”

LISTOPAD – 12. [PONIEDZIAŁEK]


W numerze 314. „Kuriera Codziennego” kończy się druk noweli Henryka Sienkiewicza „Ta trzecia”.

LISTOPAD – 18. [NIEDZIELA]


O godz. 6.00 rano Henryk Sienkiewicz przybywa do Warszawy do mieszkania przy ul. Wspólnej 24, gdzie mieszkają również jego teściowie: Kazimierz i Wanda
z Mineyków Szetkiewiczowie - i dzieci pisarza Henryk Józef i Jadwiga. Wieczorem pisarz i teściowie goszczą między innymi: Aleksandra Rembowskiego, Siesickiego (Mieczysława Siesickiego), Jakuba Gieysztora, Antoniego Pułjanowskiego.

LISTOPAD – 19. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz mieszka w Warszawie przy ul. Wspólnej 24. Tego dnia - wspólnie z teściem, Kazimierzem Szetkiewiczem - odwiedza Mścisława i Marię z Popielów Godlewskich. Spotkał tam między innymi Józefa Keniga i Antoniego Zaleskiego.

LISTOPAD – 20. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz mieszka w Warszawie przy ul. Wspólnej 24. Odwiedzają go: Lucjan Wrotnowski i Stanisław Kazimierz Ostrowski. Pod nieobecność Kazimierza Szetkiewicza, wspólnie z Wandą Szetkiewicz grają w winta.

LISTOPAD – 21. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz mieszka w Warszawie przy ul. Wspólnej 24. Odwiedza Edwarda i Stefanię z Zielińskich Leów, gdzie wspólnie z: Edwardem Leo, Edwardem Lubowskim, Lucjanem Wrotnowskim i Antonim Zaleskim – grają w winta.

LISTOPAD – 22. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz mieszka w Warszawie przy ul. Wspólnej 24. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jużem się trochę odnalazł w swoim mieszkaniu i w ogóle w Warszawie. Teraz postanowiłem nie wychodzić przez parę dni,
by się pozbyć kataru… (…) W domu wszyscy zdrowi; Dzinka
(Jadwiga Sienkiewiczówna) mała jeszcze ładniejsza, Henio czyta
i sylabizuje z pasją. Gdy się zamarudzę albo śpię na górze, oboje pisują do mnie listy, bym prędzej schodził. –

W niedzielę przyjechawszy o szóstej, położyłem się spać. Wieczorem byli goście u rodziców. Rembo
(Aleksander Rembowski),
Siesicki
(Mieczysław Siesicki), Gieysztor (Jakub Gieysztor), Pułjanowski (Antoni Pułjanowski) etc. Helcię (Helenę Sienkiewiczównę) widziałem dwa razy.
Nie byłem jeszcze na Nowogrodzkiej.
(u ciotki pisarza, Aleksandry z Cieciszowskich Dmochowskiej, jej córki, Zofii z Dmochowskich Babskiej z córką Marią.) (…) W poniedziałek byliśmy z ojcem u Godlewskich (Mścisława i Marii z Popielów Godlewskich)… Z literatów był Kenig (Józef Kenig), Antałek (Antoni Zaleski) i kilku innych. Antał wyszczuplał, wyszlachetniał, odznacza się nadzwyczajną schludnością i nie pozwala
z siebie żartować – przy czym jednak nie jest mniej zabawny jak dawniej. (…)

Byłem u Luca Wrot[nowskiego]
(Lucjana Wrotnowskiego), a wczoraj na wincie u Leów (Edwarda i Stefanii z Zielińskich Leów), z Lubowskim (Edwardem Lubowskim), Wrotnowskim, Antałkiem i Leem. (…) Onegdaj wieczór przyszli do mnie niespodziewanie Wrot[nowski]
i Ostrowski
(Stanisław Kazimierz Ostrowski). Ojciec był w cyrku – więc był wint z mateczką. Siedzieli do trzeciej w nocy. (…)

Ta trzecia wychodzi w „Kraju”. Dali przedmowę w numerze (nowela jest w Dodatku Literackim), którego nie mogłem dotąd dostać. (…) O Tej trzeciej piszą, że to znów nowa i zdumiewająca nuta, bo nikt nie przypuszczał, żeby liryk, a następnie epik potrafił wybuchnąć takim szczerym śmiechem etc. (…)Wołodyjowski coraz lepiej się podoba. Od p. Czosnowskiej
(Marii Czosnowskiej), z którą się poznałem w Ostendzie, odebrałem dwa listy z dewizą: „Nic to” – i teczkę aksamitną, na której pomalowane kwiaty – bratki i szarotki. Trzeba będzie odpisywać, bo grzeczność wymaga – a nie chce się. (…) Inny jakiś osioł nadesłał Ogniem i mieczem przerobione na jakiś najniedołężniejszy i najśmieszniejszy w świecie wiersz… (…)”

LISTOPAD – 30. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Do Frain (zamku Frain na Morawach) nie mogłem naprawdę jechać. Mam roboty dużo – i zdrowie nie było po temu. Znowu powtórzono prośbę o przerobienie z Potopu „Częstochowy”. Chcą bić taką przeróbkę w 30 000 egz. – i prawią o takiej doniosłości – że po prostu uczucie obywatelskie nakazuje to zrobić. – A przecie zajmie to dość czasu i trudu. (…)

Byłem na Nowogrodzkiej
(w Warszawie – w mieszkaniu: ciotki Aleksandry z Cieciszowskich Dmochowskiej - jej córki: Zofii z Dmochowskich Babskiej – i wnuczki Marii Babskiej), com odbył jak pańszczyznę. MB (Maria Babska) utyła; jest bardzo naturalna – i w ogóle okazuje więcej taktu
i charakteru, niż się sam spodziewałem. Zosia
(Zofia Babska) mniej! Miała minę trochę tragiczną. Ciotka uprzejma jak nigdy… (…)”

GRUDZIEŃ – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Tego dnia otrzymuje 15 000 rubli. Na podstawie zamieszczonego w liście dopisku: „Nic to” – domyśla się, że ofiarodawczynią może być Maria Czosnowska, nosząca bransoletkę z wygrawerowanym napisem o takiej samej treści. Niezwłocznie pisze o tym do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …nie dbam o te piętnaście tysięcy rubli, z których komuś podobało mi się uczynić podarunek, ani ich potrzebuję, póki
nie zostanę naprawdę Dickiem i nie będę zdolny do czego innego, jak do puszczania latawca.

– Otóż nie chcę ich tym bardziej, że domyślam się, od kogo pochodzą. W liście załączonym do pieniędzy nie ma nazwiska, ale jest, co następuje: „Henrykowi Sienkiewiczowi – Michał Wołodyjowski”. Pod spodem wypisane trzy oblężenia, o których mowa w moich powieściach, więc: „Zbaraż”, „Częstochowa”, „Kamieniec” – a z boku dewiza: „Nic to”. Ta ostatnia dewiza była dla mnie promieniem światła. Otóż albo to jest entuzjazm dla autora przechodzący wszelkie granice, albo więcej jak entuzjazm. W tym ostatnim razie przede wszystkim mogłaby mnie zdziwić nagłość uczuć niewieścich, ale tym bardziej tego rodzaju awanse byłyby mi wstrętnymi. Trzeba Ci wiedzieć, że stosunki moje z osobą używającą tej dewizy były i krótkie i czysto konwencjonalne; że jak zwykle pomykałem przed objawami entuzjazmu i zachwytu, bo mnie to męczyło – i że zaledwie odpowiadałem na listy, których dwa
lub trzy otrzymałem w Warszawie. Chcąc się od nich uwolnić, napisałem w ostatnim, że pewno wyjadę do Abacji, bo moje stosunki w Warszawie i konieczna a obfita korespondencja odrywają mnie od pracy i zajmują mi zbyt [wiele] czasu. Przypuszczałem, że na tym skończy się znajomość i korespondencja, jak istotnie skończyć się była powinna. –

Tymczasem entuzjazm albo to coś więcej spowodowały tę bezimienną przesyłkę. (…) Rozumiesz, że ja skoro się domyślam, żadnym sposobem takiego dowodu entuzjazmu czy czegoś przyjąć nie mogę – rozumiesz także, że owe „Nic to” było zapewne obrachowane na to, żebym się domyślił – a w takim razie wszystko jest po prostu nieprzyzwoite. – Nie ma takiej ceny na świecie, za którą można by kupić moją osobę albo moje uczucie – i tak dobrze trąciłbym nogą piętnaście miliardów Rotszylda,
jak 15000 rs osoby używającej dewizy: „Nic to” – po prostu śmieję się z pieniędzy i naprawdę uważam je za jedną z marniejszych w świecie rzeczy. Pomyśl, ile jednak cała ta głupia sprawa przyczynia mi kłopotu i poradź co, Ziabko miła, swoim subtelnym rozumkiem. Cała trudność położenia jest w bezimienności posyłki. Zdeponowałem pieniądze w Tow[arzystwie] Kredytowym Ziemskim i koniec – ale obecnie nie mają one innego na świecie właściciela, jak mnie. (…)”

GRUDZIEŃ – 11. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. W numerze 277. „Słowa” ukazuje się jego list:
„Kochany Redaktorze!
Jak Ci wiadomo, w dniu wczorajszym odebrałem przesyłkę pieniężną obejmującą piętnaście tysięcy rs. i kartkę ze słowami: „Michał Wołodyjowski – Henrykowi Sienkiewiczowi”.

Jakkolwiek zwyczaj składania podobnych dowodów pieniężnego uznania dla literatów i artystów jest dość rozpowszechniony
za granicą, nie był on dotychczas znany u nas, gdzie – wobec ogólnego ubóstwa – tysiące pilniejszych potrzeb oczekuje zaspokojenia.

Co się tyczy mnie osobiście, przyjęcie takiego daru nie jest zgodne ani z moim usposobieniem, ani z moją fantazją. Nie będąc człowiekiem bogatym, zarabiam tyle, a nawet więcej, ile mi potrzeba. Dlatego, mimo wielkiej wdzięczności dla dawcy ukrywającego się pod pseudonimem Michała Wołodyjowskiego, daru jego przyjąć nie mogę. Pieniądze złożyłem jako depozyt
w Towarzystwie Kredytowym Ziemskim, gdzie w ciągu trzech lat mogą być za udowodnieniem odebrane. Po upływie tego terminu rozporządzę nimi według własnego uznania.”

GRUDZIEŃ – 12. [ŚRODA]


W numerze 314. „Kuriera Codziennego” kończy się druk noweli Henryka Sienkiewicza „Ta trzecia”.

GRUDZIEŃ – 13. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) Musiałem ogłosić, gdzie złożony depozyt, bo wychodząc ze stanowiska, że nie chcę mieć nic wspólnego z tymi pieniędzmi, musiałem wskazać dawcy, gdzie je może sobie odebrać. (…) Miałem podwójny cel, podając termin trzyletni: raz, zostawić czas
do namysłu dawcy – przez trzy lata najsilniejszy entuzjazm musi się ochłodzić – po wtóre dlatego, żeby uwolnić siebie od setek
i tysięcy osób, które w imię rozmaitych instytucji dobroczynnych przychodzą polecić je mojej pamięci. – I tak był już u mnie nijaki pan Przyniczyński
(Stanisław Przyniczyński) - redaktor „Katolika” na Śląsku (wielki jakoby szubrawiec) i pani Borkowska (Aleksandra z Chomętowskich Borkowska) (red[aktor] „Kroniki”) w imieniu Schronienia Nauczycielek. (…)

Jeśli przez trzy lata nikt się nie zgłosi, zwołam komitet z trzech poważnych ludzi, który sumą i procentami od niej rozporządzi wedle mego uznania – na cele publiczne. (…)

K. Górski
(Konstanty Górski) mówi, iż cieszy go, że znalazł się taki, który dał, ale jeszcze więcej, że znalazł się taki, który nie wziął. Powiada, że to jest europejski przykład, zwłaszcza w czasach, w których pióra, przekonania i godność ludzka są na sprzedaż. (…)

GRUDZIEŃ – 15. [SOBOTA] lub 16. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Z całej wrzawy o te 15 000 rs. pozostaje mi jedno przyjemne wspomnienie, żem postąpił, jakbyś Ty postąpiła na moim miejscu. Za jedną drogą dzielę się z Tobą zamysłami, co zamierzam robić, jeśli pieniądze nie zostaną odebrane. Owóż zamierzam z nich zrobić fundusz imienia Maryni (Marii z Szetkiewiczów Sienkiewicz) i dochód roczny (800 rs.) przeznaczyć na zagrożonych piersiową chorobą literatów, malarzy, muzyków albo członków ich rodzin, których doktorzy skazują na wyjazd do ciepłych krajów na zimę, a którzy nie mają za co wyjechać. Będzie dla mnie bardzo słodką myśl, że w ten sposób Marynia zostanie patronką takich chorych i że imię jej muszą wspominać z wdzięcznością. Wolałbym z tego powodu, żeby pieniędzy nie odebrano – i pewnie tak będzie.

Tyle mnie przy tym czeka zajęć, że nie wiem, do czego rękę przyłożyć, a tylu ludzi obojętnych nadchodzi. Żyje się z dnia na dzień, nie spodziewając się nic od jutra. „Takoje to i życio!”, jak powtarza mateczka przy winie. (…) Bajkę o królu Władysławie
(utwór nieznany) skończyłem. Jest nikczemna, a ogłasza ją z surmami „Tygodnik Il[ustrowany]”. Miłosz Kotarbiński ma robić rysunki. Numer noworoczny „Tygodnika” ma podobno obejmować w całości Jamioła z ślicznymi ilustracjami Stachiewicza (Piotra Stachiewicza). Że śliczne, mówił mi Gawalewicz (Marian Gawalewicz), który wyplótł przede mną całą rzecz, miała to być bowiem
dla mnie niespodzianka. Tak bywa z niespodziankami. (…)”
W liście z 16 grudnia 1888 r. pisarz użył zwrotu: ...wczoraj... spóźniłem się porządnie do Benniego - t. j. na jeden z „piątków” Karola Benniego. Z powyższego można wnioskować, że list był pisany w sobotę 15 grudnia 1888 r.

GRUDZIEŃ – 16. [NIEDZIELA]


W numerze 45. „Przeglądu Literackiego” (dodatku do petersburskiego „Kraju”) rozpoczyna się druk noweli Henryka Sienkiewicza „Ta trzecia”.

GRUDZIEŃ – 24. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) Krzymuski (Edmund Karol Krzymuski) przyszedł do „Słowa” – i zastał mnie – podziękowałem mu uprzejmie – sprawa zakończona. (…)

Obrazek dla pani Mary odesłałem przez Luca
(Lucjana Wrotnowskiego), który przez Kraków pojechał do Łęk. – Ma tam zredagować
w formie prawnej moje nadanie
(dokument ustalający stypendium im. Marii Sienkiewicz przy Akademii Umiejętności). Chciałbym sobie zastrzec prawo głosu co do kandydatów, którzy korzystać będą z zapisu – ale pragnąłbym również, aby opiekę nad zapisem przyjęła Akademia Umiejętności. W tym celu mam zamiar odesłać fundusz do Krakowa – na ręce Edwarda (Edwarda Janczewskiego). (…)

„Słowo” za następną powieść
(„Bez dogmatu”) daj mi talent grecki w złocie = 60 min = 13 700 talarów = mniej więcej 40 tys. marek. Wobec tego oczywiście nie opłaciłoby mi się dawać za niespełna dwadzieścia. – Zresztą: skórka na niedźwiedziu.
Wobec zmęczenia, wobec warszawskiego życia nocnego, wizyt, które mi składają, próśb, zamówień etc. ani wiem, kiedy się
do tego wezmę. Moja myśl zaabsorbowana jest zawsze i zupełnie, a nie ma się o co oprzeć i nie widzi nic przed sobą.
Przez to męczę się, jak gdybym pracował – a nic nie robię.

Poza tym jestem tak znużony, że aż tęsknię za jaką wsią na zimę, za jakimś Zakopanem albo czymś podobnym, gdzie mógłbym skupić się w robocie. Nie zacząłem dotąd nawet odczytu o Hiszpanii
(„Walka byków”). (…)

GRUDZIEŃ – 28. [PIĄTEK]


W numerze 51. „Przeglądu Literackiego” (dodatku do petersburskiego „Kraju”) kończy się druk noweli Henryka Sienkiewicza „Ta trzecia”.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1889



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz pisze do Wiktora Baworowskiego:
„(…) Pan potrafiłeś przetłumaczyć na język polski nie tylko słowa, ale i piękność „Don Juana”… (…) Co za swoboda,
co za giętkość języka w ogóle, jak się to wszystko wije po bajronowsku, jak świeci niby wąż kolorowy! Ja się kocham w polskim języku i dlatego, co mnie jeszcze zachwyca w tym przekładzie to ta copia verborum
(bogactwo słów). (…) Umiem trochę
po angielsku, ale nie tyle, żeby czytać utwór tak trudny i wyślizgujący się jak „Don Juan”… Otóż stawiam go w rzędzie arcydzieł polskich przekładów… (…)”

Henryk Sienkiewicz chwali Natalię Dzierżkównę za napisany przez nią utwór:
„(…) Witeź Iwo („Kniaź Iwo”) nie jest to dramat, raczej poemat dramatyczny, ale pełen wdzięku i szlachetnego nastroju. Pisał go poeta posiadający lotną fantazję i dar widzenia rzeczy przez pryzmat prawdziwej poezji, a zarazem człowiek, który nie żałował czasu na studia historyczne i mitologiczne. (…)”


STYCZEŃ – 07. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
Tu, Dzinuchna, nic nowego. Ustawiczne „niepróżnujące próżnowanie” – do tego dużo zmęczenia, niewywczasu, oto i wszystko. Henio trochę niezdrów i to wstrzymuje mój wyjazd. – Ojciec także niby się wybiera – niby nie. Powiada, że koło przyszłego wtorku. Żebym wiedział na pewno, tobym się zatrzymał. – Przyjechała tu pani Cz[osnowska]. Zaprosiła mnie naiwnie na herbatę, a ja się oburzyłem na samą propozycję; byłem w dzień, sztywny jak angielski kołnierzyk, zimny jak deruclowska porcja lodów. (…)

STYCZEŃ – 11. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz, upewniwszy się, iż może dysponować darem anonimowego wielbiciela, w numerze 9. „Słowa” ogłasza utworzenie funduszu stypendialnego im. Marii Sienkiewicz.

STYCZEŃ – 17. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz, upewniwszy się, iż może dysponować darem anonimowego wielbiciela, w numerze 14. „Czasu” ogłasza utworzenie funduszu stypendialnego im. Marii Sienkiewicz.

STYCZEŃ – 21. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem” (Bronisława i Marii z Sobotkiewiczów Dembowskich). Tego dnia przyjęcie muzyczne urządzają mu: Bartłomiej Obrochta, Józef (?), Stanisław (?) i Sabała (Jan Krzeptowski).

STYCZEŃ – 22. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz wypoczywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Ja, mimo zmian temperatury, dojechałem bez migreny. Na kolację wypiłem ceberek polewki winnej, do tego ogryzłem udko wołowe, półmiseczek kartofli, dwa oszczepki, antałeczek piwa – potem nie miałem apetytu przy herbacie, która po jedzeniu nastąpiła, i poprzestałem tylko na dwóch struclach z odpowiednią ilością masła i kilkunastu plastrami miodu. (…)

Sabały
(Jana Krzeptowskiego Sabały) pogląd na sprawę kukizowską jest taki:

„Kozda rzec powinna mieć, prosę piknie, dowody i kónce. Co to temu bić i kraść, czyj ojciec nie był zbójem i złodziejem, ni dziad,
ni kto. Najeniby se chłopa, co by księdza ciupagą ścignął, a choćby i postukoł – to i tak by ksiądz pieniądze oddoł – i wszyćko by było słusznie. A tak na co się zdało. –”

Wczoraj Bartek Obrochta
(Bartłomiej Obrochta), Józek (?), Stasiek (?) i Sabała przyjęli mnie muzyką. Przypomniało się lato
i księdzówka. (…)”
Komentowana przez Sabałę „sprawa kukizowską” – to proces przed trybunałem we Lwowie przeciwko Marii Strzeleckiej i jej synowi Aleksandrowi, właścicielom dóbr Kukizów w powiecie jaryczowskim, oskarżonym o dokonanie 29 lipca 1888 r. zamachu na życie księdza Jana Tchórznickiego.

STYCZEŃ – 23. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”. Tego dnia odwiedza Tytusa Chałubińskiego.

STYCZEŃ – 24. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w domu Bronisława i Marii z Sobotkiewiczów Dembowskich w Zakopanem. Po odwiedzinach u księdza Józefa Stolarczyka pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wieczór już – jedenasta… (…) …porzuciłem stanowczo myśl pisania o Hiszpanii, a natomiast napiszę i będę czytał:
o powieści historycznej. Będzie trochę polemiki, może trochę żółci, trochę obrony własnej. Myślę, że w ogóle będzie to więcej interesować niż Hiszpania, do której nie mam książek, a która by wymagała dużo czytania, chcąc coś porządnego zrobić. (…)

W Zakopanem dobrze. Byłem wczoraj u Chałubińskiego
(Tytusa Chałubińskiego), dziś u księdza (Józefa Stolarczyka), wczoraj tu ksiądz był. (…) Pięknie tu bardzo, biało – błękitno, śniegi duże – wygodnie i gościnnie. (…) …sypiam jak świstak – jeno zawsze się coś śni. (…)”

STYCZEŃ – 25. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”.

STYCZEŃ – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Bardzo już późno, ale siadam do pisania, bo jutro rano wyjeżdżamy do Zubercza… (…)

Śniegi tu spadły ogromne. Nie wiem, jak jutro dojedziemy, zwłaszcza jeśli zacznie znów padać. (…)

Ja przed końcem tygodnia zbiorę się z powrotem. Z odczytem wypłynąłem na czystą wodę – i pewno, że będziemy dość zajmujący ze względu na samą treść. Myślę, że w Krakowie go przepiszę i sam powiozę. Nie bez tego też, żebym go
nie zaprodukował w Krakowie. Zawsze napełni to salę i cel będzie dopięty. Ale pierwej będę czytał w Warszawie. (…)”

STYCZEŃ – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz z Zakopanego wyjeżdża do Zuberca na Orawie.


[01. Słowacja - mapa fizyczna]

[Fotografia mapy: Autor: 01. Captain Blood. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją GNU FDL].

STYCZEŃ – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz z Zuberca na Orawie wraca do Zakopanego.

Goszcząca pisarza Maria z Sobotkiewiczów Dembowska pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„Więc pojechali wczoraj do Zuberca. (…) A co ten pan Sienkiewicz donaigrawa się ze mnie, nie z owej «szczerości»,
ale ze wszystkiego! Co wygadywał wczoraj, co dośmiał się «połową warg swoich», jak bohaterowie Orzeszkowej, z zapasów
na polowanie i utrzymywał, że «korzystając z zapasików, warto by zrobić powstańko». (…)

W doskonałych humorach wyjechali. (…) …i pojadą pięknym światem, i ten leśniczy Kocjan
(Antoni Kocyan), którego PD (Bronisław Dembowski) prosił o urządzenie tego polowania, dziwnie oryginalna figura; całe życie siedzi w lesie, mówi jak góral, a pisze podobno bardzo dobre rzeczy ornitologiczne. (…)

Podoba się tu panu H.
(Henrykowi Sienkiewiczowi) i chociażby nawet zwierzęta nie wyszły, to myślę, że ta przejażdżka w górach ożywi go i zabawi. (…) …a dla niego to takie higieniczne pożyć choć trochę takim życie świstaczym, jak sam mówi, że żyje jak świstak, je, śpi i mało myśli. Śpi ta dusza droga, głowa ani razu nie bolała, chodzi dużo, jada z apetytem, ale niewiele, bo mówi, że mu tak najzdrowiej. – A miły, aj, aj!! ożywiony, gadający, sypie takimi genialnościami spostrzeżeń życiowych i artystycznych, takimi wykwintnymi ironiami i dowcipami, że żal, że nie można tego stenografować.

Czy Dzineczka
(Jadwiga Janczewska) zna powiedzenie, że Tarnowski (Stanisław Tarnowski) po przeczytaniu Tej trzeciej patrzył na jej autora, «jak na Mojżesza tańczącego kankana»? Jak przypomnę sobie to powiedzenie, zaśmiewam się sama w pokoju. (…)

Marzę, żeby pan Sienkiewicz zaczął tu swoją powieść – bo zostałby wtedy dłużej. A przecież pierwotny projekt był przyjechania tu na kilka tygodni dla powieści. (…) Tym bardziej, że pan Sienk.[iewicz] zapalił się do myśli kupienia domku w Zakopanem,
więc niechże zostanie dłużej, przekona się, jak mu na dłuży służy tu powietrze, jak mu się tu podobać będzie na dłużej.”

STYCZEŃ – 31. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) Byłem w Zubercu. Kocyana (Antoniego Kocyana) poznałem. – Oryginalni leśni ludzie. Przywiozłem stamtąd wypchaną główkę kozicy.

Zdrów jestem. Jem, śpię i rozmawiam dużo. Pokazuje się, że góry zawsze to dobra rzecz i wpływ ich dobry. Wracam
w poniedziałek. – Odczyt
(„O powieści historycznej”) skończę, a w Krakowie przepiszę. – Bajkę („Sabałową bajkę”) przerobię
w Warszawie. (…)

Wróciliśmy w porę – od wczoraj straszny wicher, a barometr stoi na trzęsieniu ziemi. (…)
- i do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Powiedz Rembowskiemu, że odczyt kończę nie o Hiszp[anii], ale „O powieści historycznej”. Książek nie dostałem,
nie mogłem pisać o Hiszp[anii]. Ale ten będzie więcej interesujący – dziesięć razy więcej! (…) Z pensji za styczeń odeślij 50 rs ojcu memu (Lublin), a pięćdziesiąt daj, tj. odeślij siostrze
(Helenie Sienkiewiczównie). (…) Jem, śpię… dobrze. (…) Byłem na Orawie, mam wypchaną główkę kozicy, ładną. (…)”

LUTY – 02. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”. Tego dnia odwiedza Tytusa Chałubińskiego.

LUTY – 03. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) Przyjechał tu Baranowski (Ignacy Baranowski); wybieramy się jutro na Karczmisko (Przełęcz Między Kopami) - pamiętasz –
po drodze do Czarnego Stawu. Wczoraj byliśmy u Chałub[ińskiego]
(Tytusa Chałubińskiego) i grali w karty, bo on tę rozrywkę bardzo lubi. – Wiatr ustał, kilka stopni zimna. Często przychodzi ochota okupić się w Zakopanem i znaczną część roku tu spędzać. Wczas do roboty wielki. (…)

Zęby mnie nieco bolą. (…)

Odczyt skończę dziś z pewnością, a przez część nocy dziś i jutro przepiszę. (…)

LUTY – 04. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) Z wycieczki na Karczmisko nic. Śnieg pada. Wybieram się – nie puszczają. Zęby troszkę, troszkę bolą, te, których nie ma. (…)

LUTY – 05. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Sama Abacja jest zielona, bo jest dużo laurów i innych tego rodzaju roślin, ale w ogóle nie jest to kraj bardzo południowy.
W marcu poza parkiem nie widziałem liści na drzewach i czasem bywało dość chłodno. Czy Wam nie będzie teraz za zimno? (…) Jedzie się do Ab[acji] z Südbahn do stacji Matuglie – wymawia się Matulje – stamtąd powozem niecałą godzinę. Do Fiume
nie trzeba dojeżdżać. Ja jednak dojeżdżałem zawsze, stamtąd jechałem parowcem do Abacji, szukałem mieszkania w hotelach, ale wzdłuż drogi zabudowanej w kierunku Volosco. Po czym wracałem do Fiume i zjeżdżałem już na własne mieszkanie. (…)
…radzę jechać do Fiume. Stamtąd morzem (jeśli Pani znosi) bez rzeczy na poszukiwanie mieszkania, potem wrócić, zabrać rzeczy i znów do siebie. Droga bardzo krótka (35 minut). Jeśli boi się Pani morza – i trzeba, żebyś się z tym rachował – to z Fiume można za 3 lub 4 guld[eny] nająć powóz i ładną, nadbrzeżną drogą jest się w ciągu 3 kwadr[ansów] lub godziny. (…)”

LUTY – 09. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przyjeżdża do Zakopanego.

LUTY – 10. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Przyjechałem wczoraj wieczór. Dziś rano piszę. (…) W Krakowie też zabawię krótko, …, chyba że będę zmuszony kupić najęty sztucer, który w Zakopanem pękł mi w ręku, zresztą szczęśliwie, bo nikomu nic. (…) Odczyt („O powieści historycznej”) dziś wysyłam… „Słowo” będzie go drukowało… (…)”

LUTY – 11. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Akademii Umiejętności w Krakowie przesyła Statut Stypendium imienia Marii z Szetkiewiczów Sienkiewiczowej:
Do
C. K. Akademii Umiejętności
w Krakowie

Przy niniejszym mam zaszczyt przesłać sumę rubli 15.750 nom[inalnej] war[tości] w listach zastawnych Tow[arzystwa] Kredytowego Ziemskiego w Królestwie Polskim z kuponem czerwonym za rok 1889, którą imieniem Marii z Szetkiewiczów Sienkiewiczowej darowywam Akademii pod następującymi warunkami:

1) Kapitał 15 750 rs. będzie po wieczne czasy kapitałem żelaznym, a więc zmniejszeniu nie ulegającym.
2) Kapitał ten wzrastać będzie zyskami na wylosowaniu listów zastawnych osiągnąć się mogącymi.
3) Dopóki Tow[arzystwo] Kredytowe Ziemskie w Królestwie Polskim istnieć będzie, kapitał ma być umieszczony w listach zastawnych tegoż Towarzystwa.
4) Jednoroczne odsetki od kapitału, a to bez względu na wysokość, jaką kapitał w przyszłości osiągnąć może, Akademia wypłaci w kuponach każdego roku jako jednorazową, bezzwrotną zapomogę Polakowi, literatowi, uczonemu, artyście malarzowi, artyście rzeźbiarzowi lub kompozytorowi muzycznemu, który nie mając potrzebnych środków, a cierpiąc na chorobę płuc (suchoty), będzie potrzebował wyjechać do jakiejkolwiek stacji klimatycznej dla poratowania zdrowia – lub który żonę swą, cierpiącą
na chorobę płuc (suchoty), zawieźć lub wysłać będzie zmuszony do jakiejkolwiek stacji klimatycznej.
5) Kandydat do zapomogi będzie obowiązany złożyć świadectwo lekarza specjalisty dowodzące potrzeby wyjazdu do jednej
ze stacyj klimatycznych. Zarząd Akademii będzie w prawie sprawdzić tę potrzebę, delegując wybranego przez siebie lekarza.
6) O ile by do zapomogi zgłosił się jeden kandydat i stosownie do punktu 5) przez Zarząd Akademii za wylegitymowanego uznany został, kandydat taki otrzyma zapomogę.
7) O ile by w danym roku zgłosił się kilku kandydatów, wybór między kandydatami na przedstawienie Zarządu Akademii Umiejętności służyć będzie mnie, niżej podpisanemu, do najdłuższych dni mego życia, a po mojej śmierci po wieczne czasy memu najstarszemu potomkowi płci męskiej.
8) W razie niepełnoletności potomka wyboru między kandydatami dokona Zarząd Akademii.
9) O ile by umarł ostatni mój potomek płci męskiej w prostej linii, wybór służyć będzie Zarządowi Akademii, który wszakże baczyć powinien, by zapomogę otrzymał dla siebie lub żony kandydat, który większe dla polskiej literatury, nauki lub sztuki położył zasługi lub którego talent większe rokuje nadzieje.
10) Zarząd Akademii przyznawać będzie zapomogę każdorazowie w dniu 19 października n. s. każdego roku.
11) Rozdzielać zapomogi między dwóch lub więcej kandydatów Akademia nie będzie miała prawa, jeden zaś i ten sam kandydat może korzystać z nadania najdłużej w ciągu lat trzech.
12) O przedłużeniu zapomogi na każdy rok następny rozstrzyga Zarząd Akademii w Porozumieniu z niżej podpisanym.
13) Gdyby we względzie przedłużenia lub powstrzymania zapomogi Zarząd Akademii i niżej podpisany nie byli jednego zdania, kwestię rozstrzyga pełne posiedzenie Akademii.
14) O ile by w danym roku Zarząd Akademii nie przyznał zapomogi bądź to z powodu braku kandydatów, bądź z powodu, iż żaden z kandydatów do otrzymania zapomogi nie będzie miał potrzebnych kwalifikacji, odsetki użyte zostaną na stypendium na dalsze kształcenie się za granicą dla Polaka, ukończonego studenta Uniwersytetu.
15) Ani nazwiska kandydatów, ani nazwisko otrzymującego zapomogę nie mają być publicznie wiadome. W sprawozdaniach swych Zarząd Akademii ma jedynie zamieszczać, czy w danym roku udzielił zapomogi albo stypendium, ilu kandydatów zgłosiło się po zapomogę i czy ją dostał literat, uczony, artysta, dla siebie lub dla żony – czy wreszcie student Uniwersytetu.
16) W razie rozwiązania lub zamknięcia w Krakowie Polskiej Akademii Umiejętności darowizna ipso facto upada, a kapitał
w ówczesnej jego wysokości powraca do żyjącego wówczas mojego potomka płci męskiej w prostej linii, a w braku takowego
do moich sukcesorów z prawa, który lub którzy funduszem tym rozporządzą na takiż sam cel.

Upraszam Akademię o poświadczenie mi odbioru sumy rs. 15 750 w listach zastawnych oraz nadesłanie mi odnośnej odezwy donoszącej, że Akademia przyjmuje darowiznę na warunkach powyżej wyszczególnionych. –

Henryk Sienkiewicz
Stypendium to jest nadal przedmiotem negocjacji pomiędzy pisarzem a Akademią.

LUTY – 12. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu Saskim w Krakowie przy ul. Sławkowskiej 3. Pisze do Adama Krechowieckiego:
(…) „W tej chwili był u mnie „Tomkowicz” (Stanisław Tomkowicz) i oświadczył mi, że Sz[anowny] Pan zgadza się na kombinację „Czasu” – na mocy której będziecie drukowali moją przyszłą powieść („Bez dogmatu”) wspólnie. (…)

Kiedy będę mógł oddać 1-szy tom do druku, nie umiem powiedzieć i lepiej pod tym względem nie zobowiązywać się względem czytelników, poprzestając na zapowiedzi, że powieść ukaże się w roku bieżącym. (…) Tytuł – to moja słaba strona. „Słowo” ogłosiło tytuł „W pętach” i jeśli siła na tym zależy – możecie tak samo zapowiedzieć – czy jednak nie zmienię go, nie zaręczam. Sądzę zresztą, że to jest wszystko jedno. ”(…)

LUTY – 20. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Tego dnia odwiedza Marię i Charlottę Sienkiewiczówny, córki Artura Sienkiewicza z Paryża. Mieszkają one u ciotki, Teresy
ze Zbyszewskich Czarnowską, która ma córkę w ich wieku – Wandę Czarnowską. Pisarz spotyka tam również: Karola Zabłockiego z córką Izabelą z Zabłockich Koczorowską, Helenę ze Stadnickich Krasińską, Natalię z Zalutyńskich Taube z córką Janiną Salomeą Taube i Gustawa Dionizego Taube.
Następnie wstępuje do: Mścisława i Marii z Popielów Godlewskich oraz do Lucjana i Marii z Tabęckich Wrotnowskich.

W odwiedziny do Henryka Sienkiewicz przychodzi Jan Komierowski.

LUTY – 21. [CZWARTEK] lub 22. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„ Przyjechałem dobrze, bez wielkiego zmęczenia i nie bardzo upieczony gorącem w wagonie. Jechał ze mną Wieniawski (Julian Wieniawski) i Radziwiłłowie (ona Zawiszaka) (Michał i Maria z Kierzgaiłło-Zawiszów Radziwiłłowie), więc się i gawędziło trochę. Obecnie jestem już w wirze i kręcę się w tym kole, które się ze mną kręci.

Wczoraj, tj. w środę, byłem u Sienkiewiczówien
(Marii i Charlotte Sienkiewiczówien, córek Artura Sienkiewicza z Paryża), potem
u Godlewskich
(Mścisława i Marii z Popielów Godlewskich), a przed balem u Wrotnowskich (Lucjana i Marii z Tabęckich Wrotnowskich). Panny Sienkiewiczówny mieszkają z ciotką, panią Czarnowską (Teresą ze Zbyszewskich Czarnowską), która ma córkę (Wandę Czarnowską) w ich wieku. Był to dzień ich przyjęcia i przewinęło się mnóstwo ludzi przy mnie. Był pan Zabłocki (Karol Zabłocki), właściciel hotelu, jego córka pani Koczorowska (Izabela z Zabłockich Koczorowska) z Poznańskiego, pani Helena Krasińska (Helena ze Stadnickich Krasińska), pani Taube (Natalia z Zalutyńskich Taube) z córką (Janiną Salomeą Taube), Gucio Taube (Gustaw Edward Taube), jeszcze jakiś młodzik, którego nazwiska nie dosłyszałem, etc., etc. (…)

Janek
(Jan Komierowski) był wczoraj, wygląda dość mizernie. (…)

Jestem zmęczony i myślę zawsze o powieści, ale jak zawsze niewiele mogę wymyślić. (…) ”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: 22 lutego 1889, czwartek. Otóż czwartek przypadał 21 lutego 1889 r., a 22-go był piątek.

LUTY – 25. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„ Sam jestem porządnie zmęczony, dość niespokojne nerwy etc. W dodatku nic nie robię – prócz poprawiania Ramony (powieści Heleny Jackson „Ramona”). – W dodatku po staremu dzwonią do mnie z rana bez ustanku i odbieram dziesiątki listów o wsparcie. (…)

Nie myśl, że tak się tłomaczy moje lenistwo – napisałem przecie więcej w życiu od tych, co się mają za pracowitych –
ale ta Warszawa to istotnie nie podatne miejsce do roboty. Odjąć dzwonek, to stukają – a jak stukają, to mnie rozprasza.
Nie bywać nigdzie – to nudno, a bywać, to jeden wieczór ciągnie za sobą drugi etc. Po tym wszystkim jest może przenerwowana
i wyczerpana zdolność do pisania. (…)

W niedzielę ojca
(Kazimierza Szetkiewicza) imieniny – będą goście. –
Wołodyjowskiego przeróbka musiała zrobić fiasko, bo jakoś nic nie słychać o przedstawieniu. Pewno i grali niegodziwie. (…)”

LUTY – 27. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz uczestniczy w balu zorganizowanym w warszawskim ratuszu. Oprócz pisarza w balu udział biorą między innymi: Maria lub Julia Górska, Wanda Czarnowska, Charlotte i Maria Sienkiewiczówny, panie: Klasen i Walewska.

LUTY – 28. [CZWARTEK]


W swoim mieszkaniu w Warszawie Henryk Sienkiewicz urządza raut, w którym uczestniczą między innymi: Teresa ze Zbyszewskich Czarnowska z córką Wandą Czarnowską, Adolfina Czarnowska, Charlotte i Maria Sienkiewiczówny, Lucjan i Maria z Tabęckich Wrotnowscy, Maria z Popielów Godlewska, Antoni Zaleski z małżonką, Edward i Stefania z Zielińskich Leowie z córkami: Anną i Stefanią, Helena ze Stadnickich Krasińska, Maria ze Szlubowskich Łubieńska, Izabela z Zabłockich Koczorowska, Józef Koczorowski, Antoni Donimirski, Antoni Marylski, Konstanty Tabęcki junior, Stanisław Kazimierz Ostrowski herbu Grzymała, Kazimierz Szetkiewicz.

MARZEC – 01. [PIĄTEK]


W numerze 50. „Słowa” czytamy, że pod koniec lutego w teatrze krakowskim grana była sztuka powstała w wyniku dokonanej przez Antoniego Józefa Siemaszkę przeróbki pierwszego tomu „Pana Wołodyjowskiego”.

Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„ (…) Spać się bardzo chce i za nic bym do kogo innego nie pisał – ale taka ochota opisać Dzidce bal środowy w ratuszu
i czwartkowy raut u mnie, że wolę pisać jak spać.

Bal środowy był bardzo ładny – te same kostiumy, które były u Komarowej
(Gabrieli ze Starzeńskich Komarowej) więc: margrabiowie, margrabiny, peruki, muszki, pończochy, szpady, pióra itd. P. Konstantówna Górska (Maria lub Julia Górska) miała istotnie śliczny strój żydowski średniowieczny; panna Czarnowska (Wanda Czarnowska) z Kroczewa i jedna Sien[kiewiczówna] – przebrane za młynarki – duże kapelusze białe, puder na włosach, suknie białe, krótkie do kostek – druga Sienkiewiczówna: kapelusz ryżowy, duży,
z jednego boku podpięty, suknia biała, krótka. Panna Walewska
(zapewne Elżbieta Maria Walewska) - pączek róży: suknia krótka, puder – wśród tego mnóstwo pączków. Była jakaś piękna pani Klasen – peruka biała, suknia niebieska, róże żółte. (…)

Byłem, bo mi będzie trzeba opisać bal w przyszłej powieści
(w „Bez dogmatu”). Czerwonych fraków pełno, które dobrze się wydają, bo tworzą ładne plamy na czarnym tle ubrań męskich – dają wesoły pozór i pompę. Nosi się do tego czarne pończochy i płytkie trzewiki. (…)

Wczoraj u mnie były: p. Czarnowska
(Teresa ze Zbyszewskich Czarnowska) z dwoma Sienk[iewiczównymi] (Charlottą i Marią Sienkiewiczównymi) i z córką (Wandą Czarnowską) (bardzo ładną), Wrotnowska (Maria z Tabęckich Wrotnowska) z siostrzenicą,
p. Czarnowską
(Adolfiną Czarnowską) (stryjeczną tamtej), także ładną, Antałkowa (? Zaleska, żona Antoniego Zaleskiego), Godlewska (Maria z Popielów Godlewska), Leowa (Stefania z Zielińskich Leo), Krasińska (Helena ze Stadnickich Krasińska), Łubieńska (Maria ze Szlubowskich Łubieńska), p. Koczorowska (Izabela z Zabłockich Koczorowska) z Poznańskiego i dwie Leówny (Anna i Stefania Leo).

Luc
(Lucjan Wrotnowski) przyszedł przebrany za kataryniarza Włocha i bardzo był ładny. Z mężczyzn byli: Wrotnowski, Antałek (Antoni Zaleski), Koczorowski (Józef Koczorowski), Donimirski (Antoni Donimirski), Marylski (Antoni Marylski) (młody, zakochany na śmierć
w Szarlocie – co ja popieram), młody Tabęcki
(Konstanty Tabęcki junior), Ostrowski (Stanisław Grzymała Ostrowski), ojciec (Kazimierz Szetkiewicz), Leo (Edward Leo), ja, Henio i kilku innych.

Wyobraź sobie, Dzidku – tańczono (ja nie) i ojciec wystąpił w kontredansie z p. Łubieńską. Bufet kazałem urządzić w pokoiku obok gabinetu. Wyniesiono łóżko, toaletę, stanął pod ścianą długi stół – na nim zimna kolacja: majonez, pasztet i indyk,
oraz cukierki, owoce etc. (…)

Koło 3-ciej poczęto się rozjeżdżać, koło 4-rtej poszedłem spać. (…) Dziś wszystko w mieszkaniu wróciło do normy. (…)”

MARZEC – 02. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Redakcji „Słowa”:
(…) We wczorajszym porannym wydaniu „Kuriera Warszawskiego” czytam pod rubryką „Korespondencja prywatna”,
co następuje: „Proszę tajemniczego p. M. Wołodyjowskiego odebrać list poste restante Kijów w sprawie bardzo ważnej. H. S.” Ponieważ wezwanie podpisane jest inicjałami mego imienia i nazwiska, …oświadczam, że po rozporządzeniu nadesłaną mi sumą 15 000 rs na rzecz chorych literatów i artystów żadnego listu poste restante Kijów nie wysyłałem i takowy nie pochodzi
ode mnie. (…)

MARZEC – 03. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.
Około godz. 12.00 – wspólnie z Heleną ze Stadnickich Krasińską – jedzie na piknik do Pałacu Mniszchów w Warszawie przy ul. Senatorskiej 40. Tu spotyka: Józefę
z Korsaków Chrapowicką, Jadwigę z Potockich Brunnow z synami: Stanisławem i Szymonem, Różę z Kronenbergów Orsetti, Kazimierza i Zofię z Ożarowskich Starzeńskich, Gabrielę Komar z córką Zofią, p. Grabowską, Lucjana i Marię z Tabęckich Wrotnowskich, Marię ze Szlubowskich Łubieńską i Teresę ze Zbyszewskich Czarnowską.

MARZEC – 04. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. O godz. 8.00 rano, pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„ (…) Wczoraj byłem na pik-niku. Krasiń[ski] (Józef Krasiński), który jest chory, prosił, bym pojechał z jego żoną – i pojechałem koło 12, a wróciłem o 8-smej rano. Odbyło się to w Resurs[ie] Kup[ieckiej] (w Pałacu Mniszcha w Warszawie przy ul. Senatorskiej). Najładniejsze było, gdy o 6-stej otwierano drzwi – światło zupełnie fioletowe i niezmiernie delikatne, które przedostawało się
do oświetlonej sali. (…)

Poznałem p. Chrapowicką
(Józefę z Korsaków Chrapowicką), córkę Korsaków, pp. Brun[n]ow (Jadwigę z Potockich Brunnow z synami: Stanisławem i Szymonem), p. Skarżyńską (prawdopodobnie Henrykę z Karczewskich Skarżyńska), p. Orsetti (Różę z Kronenbergów Orsetti),
pp. Starzeńskich
(Kazimierza i Zofię z Ożarowskich Starzeńskich), dziadków Komarówny, …, Komarów (Gabrielę Komarową z córką Zofią) …,
p. Grabowską etc., etc., etc.

Bawiłem się nieźle, bo w małym kółku – Wrot[nowskich]
(Lucjana i Marii z Tabęckich Wrotnowskich), Kras[ińskiej] (Heleny ze Stadnickich Krasińskiej), Łub[ieńskiej] z domu Szlubowskiej (Marii ze Szlubowskich Łubieńskiej) i pani Czarnowskiej (Teresy ze Zbyszewskich Czarnowskiej), ciotki p.p. Sien[kiewiczówien], która była najpiękniejszą kobietą w Polsce (dawniej), a dziś jest jeszcze bardzo piękna (lat około 50?) i miła. (…)

Szczęście, że się te zabawy kończą. Dziś jestem proszony do Walewskich
(prawdopodobnie do Wincentego i Marii z Przeździeckich Walewskich) i Leów (Edwarda i Stefanii z Zielińskich Leów). Nie pójdę nigdzie. (…)

Cieszę się z tych wyrwanych zębów, bo zawsze to za chwilowy ból dłuższy spokój. (…)”

MARZEC – 07. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„Nareszcie zaczęło być w Warsz[awie] trochę ciszej. Zmęczony jestem mocno – nie tyle bezsennością, ile złym stanem nerwów. Nogi ciężkie, ręce ciężkie, oczy bolą, lenistwo, ociężałość, wszystko stracone, cała nadzieja na nic, interesanci dzwonią etc. Trochę otuchy dodaje marzec, bo zwykle „ja sobie lecę w krainy odmienne – umiem być ptakiem” (cytat z wiersza Marii Konopnickiej
„W górach”). –

Pomimo całego rozgardiaszu, w którym się żyje, myślę zawsze o mojej powieści – myślę dzień i noc o niej i o niczym więcej. (…)”

MARZEC – 13. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie i spotyka się z Lucjanem Wrotnowskim. Ten proponuje pisarzowi małżeństwo z Adolfiną Czarnowską, siostrzenicą swojej żony, Marii z Tabęckich Wrotnowskiej. Propozycja zostaje odrzucona.

MARZEC – 14. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …choruję dość mocno na gardło, bolą mnie migdałki, krtań – od wczoraj nie wychodzę – mnie tylko odwiedzają. (…)

Do Abacji wybiorę się w przeciągu tygodnia lub dwóch. Brak mi tylko pieniędzy, ale można pościągać należności i wyjechać
za wszelką cenę.

Wczoraj miałem godzinną rozmowę i dysputę z jednym z moich przyjaciół, którym mnie koniecznie namawiał i przekonywał,
i ofiarowywał to, na czego przyjęcie zgodzić się żadną miarą nie mogłem.
(na wczorajszą propozycję Lucjana Wrotnowskiego małżeństwa pisarza z Adolfiną Czarnowską). (…)”
i do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Chory jestem na gardło i nie wychodzę. Czy nie chciałbyś przyjść na małego wincika. Poproszę Pułjanowskiego (Antoniego Pułjanowskiego), który blisko mieszka, a może będzie i Luc. Nie skończy się późno, a choćby się i skończyło, nocleg u mnie gotowy
i moralny. (…)”


MARZEC – 21. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„Odebrałem list, a raczej depeszę od studentów z zapytaniem, czy mogę zdążyć na 25 marca. Naturalnie nie mogę –
ale że Rembo
(Aleksander Rembowski) wydobył rękopism i że z gardłem lepiej, więc może w przejeździe do Abacji będę mógł wstąpić do Krakowa. Jeśli to się stanie, to będzie miało miejsce w ostatnich dniach marca lub pierwszych dniach kwietnia. (…)”

MARZEC – 30. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Wspólnie z Marią z Tabęckich Wrotnowską i Heleną ze Stadnickich Krasińską jest na koncercie tenora Władysława Mierzwińskiego, który śpiewa romans z „Carmen” Georgesa Bizeta. Następnie z powodu problemów z gardłem zchodzi ze sceny przed wykonaniem arii „Giocondy” Amilcare Ponchielliego. W zamian grane są: preludium i fuga organowa Johanna Sebastiana Bacha i ballada g-moll Fryderyka Chopina.

Po koncercie śpiewak spoykał się z pisarzem.

KWIECIEŃ – 01. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Nudno już tu siedzieć. Nie wiem, czy do Abacji nie będzie za późno. Może pojadę wprost do Kalten (Kaltenleutgeben); tymczasem czekam, żując wędzidło, odczytu. Byłbym już wyjechał, gdyby nie to, że lepiej się tego kłopotu pozbyć
niż po tygodniu lub 10 dniach wracać. –

Tu wszystko po staremu i nowin wcale prawie nie ma. Przed paru dniami byłem na koncercie Mierzw[ińskiego]
(Władysława Mierzwińskiego) z Wrot[nowską] (Marią z Tabęckich Wrotnowską) i Krasiń[ską] (Heleną ze Stadnickich Krasińską). Mierzw[iński] zachorował; prześpiewał jeden numer, potem wyszedł Markowski (?), oświadczył, że koncertant chory i prosi na przyszły wtorek (na jutro)
z tymi samymi biletami. (…)

Nadszedł potem Mierzw[iński], poznał mnie, rzucił się w moje objęcia i całowaliśmy się z dubeltówki, o co byłem zły. (…)

Moje kuzynki
(Charlotte i Maria Sienkiewiczówny) na wsi; pewno przyjdą na odczyt. (…)
Byli już obaj bracia u mnie
(Stanisław Anastazy Łubieński i Władysław Łubieński), aby się aplikować (przypodobać się, przypochlebić się) wujaszkowi, a może przekonać się, czy wujaszek sam nie ma jakich zamiarów. Bóg widzi – nie ma! (…)”

KWIECIEŃ – 09. [WTOREK]


W warszawskim Ratuszu odbywa się odczyt szkicu „O powieści historycznej” Henryka Sienkiewicza przygotowany na rzecz Towarzystwa Dobroczynności, które zyskuje w ten sposób 1.400,00 rubli.

KWIECIEŃ – 12. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Krakowa. Tu czyta swój szkic „O powieści historycznej”.

KWIECIEŃ – 13. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

KWIECIEŃ – 14. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

KWIECIEŃ – 15. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. W Hotelu Saskim ma przygotowany na rzecz Towarzystwa Bratniej Pomocy odczyt swojego szkicu „O powieści historycznej”.
Po odczycie wsiada do pociągu i dociera do Wiednia. Zatrzymuje się w Hotelu Erzherzog Karl przy Kärtnerstrasse 31. Stąd pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Stanąłem u „Erzherzoga Karla”. O 5 1/2 (17.30) zeszedłem na obiad. Zastałem tylko Żuka Skarszewskiego (Tadeusza Żuka-Skarszewskiego), ale następnie przyszedł Korytowski (Witold Korytowski), potem Hausner (Witold Hausner), potem Dembowski (Ignacy Dembowski) - i było towarzystwo. W pół godziny później ukazał się Sozański (Stanisław Sozański) w towarzystwie melancholicznego wodołaza czy wodoskoka, alias kulki korkowej czy bzowej gałki, która podmoczona nie zyskała na wadze, ale wyciągnęła się
na kształt patyczka
(Zdzisława Morawskiego). (…)

Nie śmiej się ze mnie! Spędziłem wieczór w cyrku – ja, który nigdy w cyrkach nie bywam; ale teatra już zamknięte (z powodu
W[wielkiego] Tygodnia) i nie było co wieczorem robić. Potem zaszedłem do Puchera
(Kawiarni Puchera w Wiedniu przy Kohlmark 9), gdzie widziałem Chłędowskiego (Kazimierza Chłędowskiego) i Pinińskiego (Leona Pinińskiego)… (…)

Wiednisko marne i smutne, ale kontent jestem, żem z Warszawy wyjechał. (…) Nie ma we mnie mocy do zmian – i jeśli to słabość, wolę się do niej przyznać. (…)”

KWIECIEŃ – 18. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Tego dnia spaceruje po Placu Graben i kupuje pamiątki.
W pokoju hotelowym pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Wysyłam pod opaską rekomendowany odczyt („O powieści historycznej”). (…)

W Krakowie byłem tylko dwa dni. Obecnie siedzę w Wiedniu i myślę, gdzie jechać. W Kaltenleutgeben zimno, w Abacji nudno,
do jezior włoskich daleko. Jutro lub pojutrze gdzieś pojadę… (…)”

KWIECIEŃ – 19. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wyjeżdżam jutro wieczorem – i tak jest przeraźliwie zimno, że zdecydowałem się na Abację. (…)

Wiedeń pustoszeje. (…) Chłędowski
(Kazimierz Chłędowski) przyszedł do mnie wczoraj o 5-tej i byliśmy razem do 11-stej. (…)

Wczoraj włóczyłem się trochę po Grabenie
(Placu Graben), stawałem przed sklepami… Ładnych rzeczy niewiele. (…)”

KWIECIEŃ – 24. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Powinnaś koniecznie się wzmocnić przed długą podróżą i dobrze wyrestaurować gardło, bo wiem z doświadczenia,
że w takich rzeczach nic szkodliwszego nad pył i kurz wagonowy w połączeniu z dymem, sadzą i proszkiem węglowym. Teraz,
z wiosny, strzeż się także kościołów, bo w ich murach siedzi zamróz zimowy, łatwo się przeziębić, a w ogóle nie oddycha się w nich dobrym powietrzem. Góry zrobią Ci doskonale niechybnie, choćby nawet nie było pogody. A cóż dopiero, jeśli ją Bóg da.

Ja siedzę w Abacji do 2 maja, potem jadę do Kaltenleutgeben, potem, w końcu maja, do Warszawy, gdzie mam się zjechać
z ojcem, potem znów do Kalten – a jak będzie czas – to do Ostendy. Oczywiście w interwalach postaram się dzieci zobaczyć… (…)

Tu jest bardzo nudno. Nie znam nikogo, prócz p. Lewentalowej
(Hortensji z Bersohnów Lewental), żony tego od „Kłosów” i „Kuriera Warsz[awskiego]”, i jej mamy (Marii Lewy). Poznałem te Żydówki w wagonie i teraz trochę się czepiają. Mieszkam w tym samym pokoju, u tej samej baby, co i poprzednio. Teraz jest tu pogodniej. Morze gładkie i błękitne. (…)

Zabrałem się trochę do roboty, myślę tyle tylko, ile koniecznie trzeba. (…)”
Pisze też do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Obecnie posyłam początek P. Mici (powieści Małgorzaty Gachet-Poradowskiej „Panna Micia – obrazek galicyjski”). Podług mnie jest to bardzo zajmujące i tłumaczy p. Mycielska (Elżbieta Mycielska) tak, że wcale poprawiać nie trzeba. (…)

Bądź łaskaw, przypilnuj Ungra, by 1 maja wysłał 50 rs ojcu memu pod adresem: W. Józef Sienkiewicz, Lublin. Dokładniejszego adresu nie trzeba.

W Abacji zostaję do 2 maja, po czym pojadę na parę tygodni do Kaltenleutgeben. Koło 20 będę w Warszawie, bo się chcę widzieć
z ojcem. (…)”

KWIECIEŃ – 26. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Tu od wczoraj rana deszcz leje jak z cebra. (…) Zawsze myślę Kalten, a te deszczysko nie przyczynia się do zmiany projektu. (…) Zresztą nudno. Przed Żydówkami pomykam – nikogo nie znam.

Niech sobie teraz deszcze padają, jakie chcą, byle potem była pogoda. Opisuję teraz walkę byków i robię słońce na papierze. (…)

…więcej niż kiedykolwiek wolę samotność i swobodę. (…)”

KWIECIEŃ – 29. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jutro wyruszam z Abacji do Wiednia. Namyślam się jednak bardzo, czy zamiast jechać teraz do Kalten, a w końcu maja
do Warszawy i znów do Kalten – nie pojechać teraz na jaki tydzień do Warszawy, a potem wrócić i nieprzerwanie zostać w Kalten 6 tygodni lub dwa miesiące. (…)

Najlepiej wolałbym wcale nie jechać do Warsz[awy], ale mi to nie wypada ze względu na ojca
(Kazimierza Szetkliewicza). Dwa razy zapowiadał przyjazd i dwa razy go odkładałem. Zasmuciłbym go bardzo odłożywszy po raz trzeci ad calendas graecas
(na św. Nigdy) - bo w takim wieku będąc przypuszcza, że może mnie wcale nie zobaczyć. (…) Cieszę się, że dzieciska w przejeździe zobaczę. (…)”

KWIECIEŃ – 30. [WTOREK]


W numerze 98. „Słowa” rozpoczyna się druk szkicu Henryka Sienkiewicza „O powieści historycznej”.

MAJ


W tomie 92. „Przeglądu Polskiego” ukazuje się szkic Henryka Sienkiewicza „O powieści historycznej”.

MAJ – 07. [WTOREK]


W numerze 104. „Słowa” kończy się druk szkicu Henryka Sienkiewicza „O powieści historycznej”.

MAJ – 09. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Odwiedza Adama Bauerertza, swojego kolegę, a jednocześnie lekarza, który doradza mu miejsce wyjazdu w celu wzmocnienia zdrowia.

Tego samego dnia składa wizytę Lucjanowi i Marii z Tabęckich Wrotnowskim.

Natomiast do pisarza do domu przychodzi Jan Tyszkiewicz.

MAJ – 10. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Od wczoraj mnóstwo rzeczy zrobiłem. Byłem u doktora Bauerertza (Adama Bauerertza), który do Kalten jechać nie radził – natomiast mocno zalecił Kissingen i kazał tam jechać zaraz, jak będzie sezon otwarty. W ogóle uznał, że zdrów jestem –
za wyjątkiem pewnej atonii żołądka itd. (…)

Byłem u Wrot[nowskich]
(Lucjana i Marii z Tabęckich Wrotnowskich). Pokazują mi wielką uprzejmość, ale mój niespodziany przyjazd pomieszał im widocznie szyki. Spodziewano się mnie 20 maja. (…) Natomiast p. Godlewska (Maria z Popielów Godlewska), przerażona moim wcześniejszym przyjazdem, jest przekonana, że to w jakichś specjalnych celach, i przewiduje, że powieść („Bez dogmatu”) spóźni się bardzo, zatem prenumerata „Słowa” spadnie.

Mówił mi ksiądz
(Zygmunt Chełmicki), iż Blochowa (Emilia z Kronenbergów Blochowa) rozgłasza, że kocham się bez pamięci w Charlocie (Charlocie Sienkiewicz) i że ślub nasz w październiku! Ogromnie się kocham i ogromnie w październiku! Łubieński (Stanisław Łubieński) podobno dobija targu.

Ojciec zdrów. Wczoraj (w środę) był Tyszkiewicz
(Jan Tyszkiewicz) i grali po śniadaniu cały dzień w wista.

Cieszę się, że zobaczę niedługo dzieciska, po których tęskno zawsze. (…)”

MAJ – około 17. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) „Dzieci moje wyjeżdżają dopiero w sobotę do Zakop[anego], ja zaś do Kissingen. Tymczasem przesyłam Ci obrazek
z licyt[acji] Zakopanego, skreślony bardzo żywo. Zrób z niego odcinek. (…)

Ponieważ sam zamierzam zawsze okupić się w Zakopanem, więc chodzi mi o to najmocniej, aby Zamoyski
(Władysław Zamoyski)
nie pomyślał czasem, że sympatyczny dla niego artykuł pisany jest z ukrytą chęcią uzyskania jakichś wyjątkowych ustępstw. (…) Dlatego proszę Cię nie zmieniać podpisu i zachować sekret. ”(…)

MAJ – 18. [SOBOTA]


Z Krakowa Henryk Sienkiewicz wyrusza na kurację do Bad Kissingen w Niemczech.

MAJ – 19. [NIEDZIELA]


W drodze do Bad Kissingen Henryk Sienkiewicz przesiada się do kolejnych pociągów na następujących czeskich stacjach: Prerov, Ołomuniec i Třebova Česka.

MAJ – 20. [PONIEDZIAŁEK]


O godz. 3.15 Henryk Sienkiewicz dociera do Pragi w Czechach. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …wyjechawszy przesiadłem się tylko trzy razy, czekałem zaś w Prerau (Prerov) od 3 – 7, w Ołomuńcu od 8 – 9 1/2,
a na koniec w Czeskim Trzebowie
(Třebova Česka), czy tam jak – jeszcze godzinę, na kurier wiedeński. Przybyłem do Pragi o 3.15, czarny jak ta ziemia, zmęczony jak ta ciucia i głodny jak wróbel w zimie. Jechał ze mną Kaczurba (Adam Kaczurba), ten ewentualny wydawca… (…)

Nie spałem nic - ubrałem się, umyłem i po zbadaniu ducha stronnictw wyszedłem na miasto. Miasto ładne… (…) Poszedłem
przez most na drugi brzeg rzeki – widoki ładne. (…)

W tej chwili wracam z „Divadla”
(Narodni Divadlo – Teatr Narodowy) - grano „Norę”, głupi dramat Ibsena (Henrika Johana Ibsena).

Jutro jadę na Hradec
(na Hradczany – zamek królewski), a wieczorem unoszę zadziwione słuchy i obecność swą do Kissingen. (…)”



[01. Czechy - kraje Republiki Czeskiej]

[Fotografia mapy: Autor: 01. Tomáš Urban. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją GNU FDL].

MAJ – 21. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Bad Kissingen.

MAJ – 22. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.
W numerze 115. „Słowa” pod pseudonimem „K. Dobrzyński” zamieszcza swój felieton „Kto da więcej?! - Szkice z licytacji Zakopanego”.

MAJ – 23. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

MAJ – 24. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Bądź łask[aw] przesył[ać] „Słowo” p[od] adr[esem] H. Sienkiewicz, Kissingen, poste restante.

Poleć również Ungrowi wysł[ać] na 1 czerw[ca] 50rs ojcu memu w Lubl[inie]. (…)”

MAJ – 25. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

MAJ – 26. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

MAJ – 27. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

MAJ – 28. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

MAJ – 29. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

MAJ – 30. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

MAJ – 31. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 01. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Jestem pod opieką dr Chłap[owskiego] (Franciszka Chłapowskiego), który jest wielki gawędziarz.

Czy to Wy ze „Słowa” odesłaliście mi list od Association Littéraire Artistique
(Międzynarodowego Stowarzyszenia Literackiego
i Artystycznego)? Otóż nie wiem, jakim[m] cudem w kopercie urzędowej Tow[arzystwa] znajdował się list z adresem Frau Sura Lent. Ponieważ nie jestem ani Frau, ani Sura, ani Lent i nie mam przyjemności znać tej zresztą zapewne bardzo interesującej damy, więc list załączam, abyście z nim uczynili, co należy. (…)

Wzywają mnie na kongres literacki
(Międzynarodowy Kongres Literatów zwołany do Paryża), ale mam w dupie kongres, Towarzystwo, wystawę – i wieżę Eifel. (…)”

CZERWIEC – 02. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 03. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 04. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 05. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 06. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 07. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 08. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 09. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 11. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 12. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 13. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 14. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 15. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 17. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przywozi pięcioletnią córkę Jadwigę z Zakopanego do Krakowa, gdzie czeka ją operacja gardła. Zatrzymuje się w Hotelu Saskim w Krakowie. Wspólnie z nimi przyjeżdża Wanda z Mienyków Szetkiewicz. Przed hotelem spotyka Józefa Blizińskiego. Wieczorem odwiedza mieszkanie Jadwigi Janczewskiej przy ul. Studenckiej 11, która w tym samym czasie przebywa w Zakopanem w domu prof. Jana Czubka.

CZERWIEC – 18. [WTOREK] - południe


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. O godz. 8.00 w pokoju hotelowym odwiedza go Józef Bliziński. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Myśmy przyjechali dobrze, ale zmęczeni. Mateczce (Wandzie z Mineyków Szetkiewicz) i Dzini (córce Jadwidze Sienkiewiczównie) dokuczało gorąco od Chabówki; mała spociła się, zabrudziła – i kręciła przez całą drogę z nudów jak świderek. Mateczka drzemała w wagonie i dostała bolu głowy; ja takoż. Na banhofie wysłałem ich jedną dorożką sam pojechałem do hotelu (Hotelu Saskiego w Krakowie) drugą. Zawsze ten sam mi dają pokój. Osób przyjezdnych bardzo mało. Wieczorem byłem w mieszkaniu Dzinki (Jadwigi Janczewskiej w Krakowie przy ul. Studenckiej 11). (…)

Dziś o 3-ciej
(15.00) (teraz jest 11) pójdę z małą (córką chorą na gardło) do Rydygiera (Ludwika Rydygiera), a jeśli nic nie stanie
na przeszkodzie, operacja będzie jutro… (…)

Dziś rano chodziłem po sprawunkach dla siebie. Z wielką moją radością znalazłem to, czego się nie bardzo spodziewałem znaleźć w Krakowie, to jest pastylki smołowe Géraudela. Na jakieś resztki katarów, na gardło, na takie sobie początkowe lub końcowe zaburzenia vel bronchitki jest to istotnie doskonałe lekarstwo. Całą drogę myślałem o tym, czy znajdę, czy nie znajdę –
i ucieszyłem się bardzo. Smak tego znam. Jest to takie sobie, nie bardzo dobre, dla mnie raczej dobre, bo ja lubię zapach i smak żywicy, który zresztą w tych pastylkach jest bardzo delikatny. Jużci nie jest to lekarstwo na poważne jakieś cierpienia,
ale na takie, jak Dzidusiowe, jest doskonałe. Dałem raz pakiecik Kryńskiemu
(Janowi Kryńskiemu), rzeźbiarzowi, któremu bardzo pomogło. (…)

Po operacji wezwę do małej Jakubowskiego
(Macieja Leona Jakubowskiego). Jeśli uzna potrzebę Rabki lub Iwonicza koniecznie, podsunę mu przynajmniej myśl, że to było w tym czasie, kiedy ja będę w Ostendzie, tj. żebyśmy do tego czasu i potem mogli być wszyscy razem. (…)

Wczoraj przed hotelem spotkałem Blizińskiego
(Józefa Blizińskiego), który dziś przyszedł do mnie o ósmej, zanim wyszedłem
na miasto. (…)”

CZERWIEC - 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Ludwik Rydygier, znany chirurg, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, przeprowadza skompliowaną operację gardła Jadwigi Sienkiewiczówny. W liście do Jadwigi Janczewskiej pisarz relacjonuje przebieg operacji córki:
„(…) Parę słów tylko, kochany Dzideczku, żeby Ci donieść, jak się operacja odbyła. Otóż ciężej, niż się sam doktor (Ludwik Rydygier) spodziewał. Gruczoł składał się z całego gniazda gruczołków większych i mniejszych; niektóre nie były zropiałe, ale główny bardzo. Musiano oczyszczać niektóre naczynia i karotydę (tętnicę szyjną) z drobnych jak ziarenka gruczołków tej samej natury,
co główny; część mięśnia i część jednego z pomniejszych naczyń usunięto.

Rydygier wczoraj jeszcze, po obejrzeniu gruczołu, sądził, że sprawa będzie łatwiejsza, dlatego że przez muskuł nie mógł zmacać całości. – Operacja trwała półtorej godziny… Mała nie obudziła się wcale i jeszcze potem długo spała. Teraz (g. 12) to budzi się
i piszczy (głównie na bandaże, w które ma spowitą główkę, szyję i część piersi) – to znowu drzemie. Spodziewają się, że gorączki nie będzie. – Rana zszyta i opatrunek położono stały, który zdejmie się dopiero, gdy go już wcale nie będzie potrzeba.
Gdyby jednak przecięcie zaczęło się ropić – czego się zresztą nie spodziewają, trzeba by je opatrywać i w takim razie
nie można by się stąd ruszyć bardzo długo. Nieobecność gorączki będzie znakiem, że gojenie odbywa się normalnie. W takim razie za dwa tygodnie mała będzie mogła wyjechać.

Rydyg[ier] mówi, że był ostatni czas, gdyż gruczoł pokryty muskułem nie mógłby się przebić na zewnątrz, ale wylewałby się
do klatki piersiowej. W ogóle trzeba było operację robić przed miesiącem lub półtora. Teraz oczyszczono kompletnie, ale było trudniej i niebezpieczniej. Z tym wszystkim powiada R[ydygier], że w ropie prądków gruźlicznych jeszcze nie było. Z powodu dobrych sił małej jest wszelka nadzieja, że wszystko pójdzie najlepiej. (…)”
Tego samego dnia w Akademii Umiejętności w Krakowie (obecnie: Polska Akademia Umiejętności w Krakowie, ul. Sławkowska 17) Henryk Sienkiewicz tworzy stypendium imienia swojej pierwszej żony – Marii z Szetkiewiczów Sienkiewiczowej. Jego podstawą jest anonimowy dar z 1888 r. w postaci 15.000 rubli przekazany pisarzowi z kartką o treści: „Henrykowi Sienkiewiczowi – Michał Wołodyjowski.” Stypendium tworzą odsetki od tej sumy, o które ubiegać się mogą pisarze
i artyści plastycy i muzycy, pozbawieni środków do życia i zagrożeni gruźlicą. Przyznawać je będzie 19 października każdego roku (w rocznicę śmierci Marii
z Szetkiewiczów) Henryk Sienkiewicz, a kandydata typować – Akademia Umiejętności – spośród osób składających podania poparte świadectwem lekarskim.

Z Józefem Majerem, prezesem Akademii Umiejętności, pisarz ustala szczegóły dotyczące Statutu Stypendium imienia zmarłej żony, Marii z Szetkiewiczów Sienkiewiczowej:
„(…) …oświadczam, iż jeśli zmiana listów zastawnych T[owarzystwa] K[redytowego] Z[iemskiego] w Królestwie Polskim
na takież austriackie przyczyni się do bezpieczeństwa fundacji, to na takową zmianę zgadzam się chętnie. Przy tej sposobności wyrażam jeszcze podziękowanie Akademii za łaskawe przyjęcie ofiary uczynionej przeze mnie na rzecz literatów i artystów. (…)”

CZERWIEC – po 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim, gdzie po operacji - wspólnie z Wandą Szetkiewicz - opiekuje się córką Jadwigą. Pisze do Józefa Blizińskiego:
„(…) Nie mogłem dotąd być u Was, bo muszę pilnować mojej małej i mam wolny czas tylko do 10 rano i wieczorem, nie licząc godziny obiadu. Teraz mała ma się lepiej i w tych dniach będę u Was. Tymczasem czy byście nie byli łaskawi przyjść dziś do mnie na obiad do hotelu Saskiego. Będę Was czekał o 1 i ½ u siebie No 39. Chcę z Wami pogadać o Bóbrce.”
Pisarz nosi się z zamiarem kupienia Bobrki, majątku Józefa Blizińskiego w okolicy Leska nad Sanem. Do transakcji jednak nie dojdzie.

CZERWIEC – 21. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Córka Jadwiga powraca do zdrowia po odbytej operacji. Opiekę nad nią sprawują: ojciec i babcia, Wanda Szetkiewicz. Szwagier pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mała ma się normalnie. – Mateczce zdawało się, że oddech jest przyśpieszony, ale doktor przyszedłszy dziś (piątek) znalazł, że gorączki nie ma wcale (37,2). Po takich operacjach często przychodzą zapalenia płuc – szczęściem, zdaje się, że u małej
nie ma ani podobieństwa do tego – bo trzecia doba idzie, a gorączki nie ma śladu. Kupiłem jej dziś kilka porcelanow[ych] zwierzątek, do których się uśmiechała i bawiła się nimi chętnie.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, od przyszłej środy za tydzień będziemy mogli wyjechać. Oczywiście poproszę Racz[yńskiego]
(Edwarda Aleksandra Raczyńskiego) o powóz. Dziś mam zamiar nocować przy małej, a mateczkę wyprawić spać na całą noc. (…)

…przy Dzince
(córce Jadwidze) posługi nie ma żadnej. Spojrzeć, gdy nie śpi, żeby się nie kręciła zbytnio – i czasem coś podać,
oto wszystko. (…)

Dziś byłem od 10 – 1. O drugiej, zjadłszy obiad, pójdę i zostanę do kolacji. Przez ten czas mateczka wyjdzie trochę na miasto
lub prześpi się. (…)

Przyjechali tu Leowie
(Edward i Stefania z Zielińskich Leowie) ze wszystkimi córkami. Stanęli w Gr[and] H[otelu]. Jadą do Szczawnicy
na 2 miesiące. Jego widziałem. Mówiłem, że w Zakop[anem] ani kącika nie ma, a droga trudna. Są w Hotelu Saskim także Włodzim[ierzostwo] Dzieduszyccy
(Włodzimierz i Alfonsyna z Miączyńskich Dzieduszyccy), pewnie z córką i pewnie w przejeździe
do Kaltenleutgeben. Nie widziałem ich i postaram się nie widzieć. (…)”

CZERWIEC – 22. [SOBOTA] - godzina 1-sza


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś już stanowczo dobre wiadomości. Mała spała od 8 – 6; obecnie jest wesoła, oczy jasne, humor dobry, terkocze ciągle
i gdym odchodził z pokoju, nie pozwalała. Ciągle robi projekta, co komu pośle, jakie listy będzie pisać. Posyła więc Heniowi
(swojemu bratu) dwa lwy i słonia, p. Bercie (bonie Jadwigi Sienkiewiczówny) marchewkę, cioci Krakau (Jadwidze Janczewskiej), cioci Marze
i Dziadziowi włosy (własny jej pomysł), a „panu Dembowskiemu pośle jutro krzesełko”.

W załączonym jej liście pozwoliliśmy się tylko podpisać, obawiając się, że cały list zbyt by ją zmęczył. Gorączki wcale nie ma,
a że to już czwarta doba idzie – więc spodziewamy się, że obawy wszelkie minęły. (…)

Dziś wojuję od rana, żeby zostać, ale mateczka nie chce, bo powiada, że to jej niewygodnie, że przy małej nic nie ma do roboty,
a gdyby położyła się w dalszych pokojach, toby właśnie nie usnęła. Istotnie, jeśli następne noce będą takie jak ta, to można spać przy małej spokojnie. (…)

Kończy się arkusik. Kładę niegodne wargi na jasną łapeczkę i do widzenia Ziabie i wszystkim. (…)”

CZERWIEC – 23. [NIEDZIELA] – godzina 1-sza


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zawsze pisuję o tej godzinie, przed pójściem na obiad. Dzinka ma się doskonale, kręci się, śmieje, bawi, je dobrze; jutro pozwalają jej już wstać, kłopot tylko z tym, że ani koszulki, ani żadna z sukienek nie przechodzą przez bandaż na główce
i ramionach. (…)

Dziś piąty dzień od operacji. Widocznie przecięcie goi się doskonale, a nawet niezwykle pomyślnie, skoro temperatura nie doszła nigdy nawet 38, co jeszcze u dzieci nie jest oznaką gorączki. Wczoraj doktór pomacał rączki, puls i powiedział, że nie ma potrzeby nawet termometru zakładać. Mała jest tak wesoła, jakby nigdy przez nic nie przechodziła. Wczoraj rysowała. Najchętniej bawi się zwierzątkami. Dawne są teraz w dymisji, a miały miejsce nowe nominacje – i tak: szakal jest Babu, słoń Dziadzio, nosorożec Tuś, a wielbłąd został mianowany ciocią Krakau… (…)

Przed chwilą od niej wróciłem. Mateczka była w kościele. – Teraz wrzucam ten list i idę do Gr[and] Hotelu, gdzie mnie Leo zaprosił na obiad. Wolałbym, żebym był sam, bo swobodniej rozmawiać, ale będą pewno i te panie. Wyjeżdżają dziś, na noc,
do Szczawnicy. Dzieduszyccy starzy są oboje – czy z córką – nie wiem. Leowie u nich byli, ale nie zastali. Namyślałam się,
czy także nie zatknąć im biletów. (…)”
Tego samego dnia w Warszawie Maria z Tabęckich Wrotnowska pisze do Henryka Sienkiewicza:
„Drogi i Kochany Panie Henryku!

W tej chwili Lucjan mi opowiedział, przez co przechodziła Dzinka, a z Dzinką razem Wasze biedne rodzicielskie serce. – Wierzajcie mi, drogi i kochany Panie, że z trudnością przychodzi mi łzy wstrzymywać, myśląc o Waszej boleści. Bogu niech będą dzięki, że złe minęło. Proszę Was, dajcie nam znać – jak się obecnie dziecko miewa, bo niepokój mój będzie wielki bez żadnej od Was wiadomości.

Ale żeby do nas napisać – musicie mieć nasz adres – a adres nasz od miesiąca zmieniony. – Dziwnym figlem Opatrzności, która
w tym razie oddała słuszny hołd krwi Tabęckich, starodawne gniazdo Gwizdki-Dłutowo przy działach rodzinnych dostało się nam w udziale. – Wyjeżdżamy tam za tydzień – na dwa miesiące. Pisze się do nas: p. Warszawę-Mławę (śliczna Mława!) stacja Biczuń.

Gniazdo to dostaje nam się nieco obszarpane – trochę słomy brak, pióra wyskubane – miękkie sianko wisi poczhuchrane wichrem – ale od czegóż sprężysty mecenas i Rozpędzina rozmachana? Zabieramy się od razu do urządzania domu b[ardzo] pustego –
i czy uwierzycie, że pierwszy plan – jest urządzić „pokój Sienkiewicza” – jasny, wygodny – z romansowym widoczkiem. Gdybyście tak chcieli jeszcze tego roku (w sierpniu na przykład) zobaczyć, czy Wam tam będzie dobrze!… (…)

Drogi mój Panie, napiszcie mi o córusi i nie zwlekajcie bardzo. Ucałujcie Jej obie łapki od starej Rozpędziny Marii Wrotnowskiej.”

CZERWIEC – 24. [PONIEDZIAŁEK] lub 25. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mała wstaje, chodzi, jest dobrze. Jutro zdejmują bandaż. Gorzej jest jej tuś, znerwowany, rozdrażniony, pełen zwątpień
i niepokoju, słowem: do niczego. (…)

…stary D[zieduszycki] był u mnie pierwszy, skutkiem czego zatknąłem bilety, a rezultat mej grzeczności był taki, że już tego samego dnia spotkałem go na schodach idącego do mnie i jęczącego, że nie może chodzić po schodach. Nie puściłem więc wyżej
i sam zszedłem. Pań nie widziałem; prosił mnie tylko, bym odwiedzał „żonę i Marynię”
(Marię Dzieduszycką). Nie pójdę. (…)

Mała, podług mnie, koniecznie musi spędzić zimę w zdrowym powietrzu. Ja bym rad zostać z nią, ale na jakichś rozsądnych warunkach. – Jak dziecku bieda, człowiek się do niego bardzo przywiązuje – i tak się stało teraz. (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: 24 czerwca 1889 r., wtorek. Otóż wtorek przypadał 25 czerwca 1889 r., a 24 był poniedziałek.

CZERWIEC – 26. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Tego dnia spotyka Marię z Hołowińskich Czosnowską, p. Sokołowskiego (?) i żonę (?) Władysława Szajnochy, profesora geologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Odwiedza również Stanisława Kostkę Tarnowskiego z żoną (?).

CZERWIEC – 27. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Parę słów naprawdę, bo zaraz nadchodzi proprietor of Bóbrka (właściciel Bóbrki, Józef Bliziński), którego zaprosiłem na obiad.

Mateczka pisze Ci o Dzince. Bandaż zdjęty i jest lepiej. Mała maluje dużo.

Wracając do hotelu spotkałem p. Cz[osnowską]
(Marię z Hołowińskich Czosnowską), która właśnie szła do niej (do Jadwigi Sienkiewiczówny). Wczoraj byłem u Tarn[owskich] (Stanisława Kostki Tarnowskiego z żoną), widziałem p. Sokoł[owskiego] (?)
i Szajnochową
(żonę Władysława Szajnochy). Zamoy[ski] (Władysław Zamoyski) wybiera się do Zakop[anego]. – Dziedusz[yccy] wyjechali albo może przenieśli się do Szembeków (Zygmunta i Klementyny z Dzieduszyckich Szembeków). Pań nie widziałem. (…)

Naprawdę nie mam spokojnego kąta, gdzie bym mógł się schować, pisać i myśleć. Nie mam w ogóle co ze sobą na świecie robić. Jak się chce tej Bóbrki, jak jakiego cmentarza albo lasu.

Bl[iziński]
(Józef Bliziński) nadszedł, muszę kończyć. (…)”
Data listu została ustalona na podstawie stempla pocztowego na kopercie listu.

LIPIEC – 01. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wyjazd nasz znów się nieco odkłada – dobrze jeszcze, że nie ze zbyt ważnych przyczyn. W końcu przecięcia umyślnie zostawiono mały otworek. W jego okolicach znaleziono wczoraj nieco materii – raczej śluzu, który Rydygier wycisnął, jechać jednak nie pozwolił nawet we środę, aż do zupełnego wyschnięcia ranki. Może ona wyschnąć do jutra, do środy, czwartku, piątku lub soboty. Pokaże się to przy następnym opatrunku. Dość, że dzień wyjazdu nie oznaczony. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Właśnie miałem wpaść po małą Dzinkę do Zakopanego, by ją przywieźć na operację do Krakowa. Operacja była nadspodziewanie i ciężka, i trudna. Teraz mała jest już na wygojeniu się i dobrze zupełnie, ale od 15 dni siedziemy z babcią
w Krak[owie] i pilnujemy jej…

Bądź łaskaw, poleć Ungrowi wysłać ojcu memu 50 rs na lipiec.

Walkę byków przyślę najdalej za 4 dni. (…)”

LIPIEC – 03. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Odwiedza malarza, Kazimierza Pochwalskiego, i ogląda swój portret. Obiad spożywa przy wspólnym stole z Zygmuntem Cieszkowskim.
Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mała ma się wcale dobrze. Cała rzecz, że gojenie nie następuje, mimo całej prawidłowości, tak szybko, jakeśmy się spodziewali. Wczoraj Rydygier był znowu, zmienił bandaż, wycisnął trochę limfy z dolnego otworku rany, który zostawił umyślnie otwarty, znalazł nieco materii w dolnym ściegu szwu – i zapowiedział, że za tydzień można jechać. Zgadniesz, kochane stworzenie, że na ten łaskawy tydzień i mnie, i mateczce twarze przeciągnęły się trochę, bo poza kwestią gojenia – i małej byłoby zdrowiej w górach niż w cuchnącym bardzo mieście… (…)

Mała jest zdrowa, bawi się doskonale, szczebiocze, a po nocach nie budzi się już wcale. Nie wiem, jak dziś było, bom tam jeszcze nie był, piszę dziś z rana, ale poprzednie noce wszystkie były spokojne. W dzień chodziemy do ogródka na Wolską
(na tyłach domu Edwarda i Jadwigi Janczewskich w Krakowie przy ul. Wolskiej 16) (który jest tak wąski, że istotnie mógłby się nazywać Myszykiszki); tam zbierają się porzeczki i ślimaki. Wczoraj całe popołudnie bawiła się ze mną pysznie, śmiejąc się, krzycząc. Grymasów nie ma żadnych, bo, naprawdę, to tak cierpliwe i słodkie dziecko, jak rzadko. (…)

Skończyłem „Walkę byków”, którą dziś wysyłam „Słowu”. Będzie i w „Czasie”.

Dziś rano był u mnie Raczyński
(Edward Aleksander Raczyński); wycałował, wyściskał; posłem jest obran. (…) Sprawa z powozem załatwiona. Mam telegrafować, kiedy zechcę, do p. Studentowiczowej w „Adasiówce”.

Powiada Racz[yński], że wszelkie wybory są zbiorem łotrostw, przekupstwa etc. i że do polityki powinni się brać tylko ludzie, którzy absolutnie do niczego innego są niezdolni. (…)”
- i do Mścisława Godlewskiego:
„(…) „Byki” („Walkę byków”) wysyłam. Proszę Cię, każ złożyć i przyślij korektę na moje ręce wraz z oznaczeniem dnia, w którym zacznie wychodzić. Rzecz napisana dobrą polsz[cz]yzną i malowniczo. (…) Doktór kazał małej pozostać jeszcze tydzień
w Krak[owie], więc i ja będę siedział… (…)”

LIPIEC – 04. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj był doktor, ten młody; powiedział, że tę trochę materii (istotnie była ledwie kropla) to od lapisu, niczego więcej,
że to się do ogólnego leczenia i gojenia nic nie ma. Z dolnego zaś końca ranki wydziela się limfa – co sprowadza niejaką zwłokę,
ale niekoniecznie idzie za tym, żeby mała potrzebowała cały okrągły tydzień jeszcze bawić, że to jest określenie ogólne etc. (…)

Wczoraj byłem u Pochw[alskiego]
(Kazimierza Pochwalskiego), który zaczął portret, wyrysował i podmalował. Nie wiem, co dalej będzie, ale teraz śladu podobieństwa. Łbisko szerokie, nos krótki, wąsiska sumiaste – nic cienia. (…)

Wczoraj przy obiedzie usiadł przy moim stole Z. Cieszkowski
(Zygmunt Cieszkowski) i opowiadał zabawne rzeczy. (…)

W tej chwili nadeszła do hotelu mateczka z małą. (…)”
Pisze też list do Franciszka Chłapowskiego, w którym wyjaśnia przyczyny opóźnienia w znalezieniu mu mieszkania:
„(…) Dotychczas jestem w Krakowie, przy mojej małej (córce Jadwidze), dlatego nie mogę posłać Panu wiadomości o mieszkaniach w Zakopanem. (…) Dotychczas nie miałem głowy, aby o czymkolwiek pomyśleć. Operacja była bardzo ciężka: trwała
1 i ½ godziny; trzeba było oskrobywać karotydę
(tętnicę szyjową - arteria carotis), gruczoł był zropiały i Rydygier (Ludwik Rydygier) powiedział, że jeszcze parę tygodni, a byłoby za późno. Zrozumie Sz[anowny] Pan, że w takich razach myśli się tylko o swoim zmartwieniu. Dziś, chwała Bogu, wszystko jest na dobrej dordze i lubo pobyt nasz w Krakowie trwa dłużej, niż przewidywaliśmy, gojenie idzie prawidłowo. Za parę dni wracamy do Zakopanego (…)”

LIPIEC – 05. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj nie znaleziono ani materii, ani limfy. Rydygier był kontent. Jutro lub pojutrze z rana zdejmą opatrunek, położą plaster, a potem pozwolą wio w drogę. (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: Czwartek 05 lipca 1889. Otóż czwartek przypadał 04 lipca 1889 r., a 05-go był piątek.

LIPIEC – 07. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Wspólnie z p. D. (?) odwiedza przebywającą u córki w domu przy ul. Studenckiej 11, Jadwigi z Szetkiewiczów Janczewskiej, teściową, Wandę z Mineyków Szetkiewicz.

LIPIEC – 08. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Rydygier miał dziś rano zdjąć opatrunek, tymczasem wezwano go na łeb, na szyję i wyjechał z Krakowa. Wróci jutro. Przyjdzie na jego miejsce młody, który zresztą przychodzi i tak – i opatrunek zdejmie – ale czy puści jutro na własną odpowiedzialność, rzecz wątpliwa. Pewno jeszcze zechce sam Ryd[ygier] małą zobaczyć i opatrunek plastrem własnoręcznie zastąpić. Źle się tylko wyrażam, mówiąc: opatrunek, bo to jest raczej wata obwinięta krochmalną szarfą. Mała główkę
coraz lepiej trzyma, prawie już nie przekrzywia. W tej chwili jest na Plantach z „Józią”, a mateczka chodzi za narzędziami stolarskimi dla Henia po sklepach. Maluczko – a ujrzycie nas, bo już nie ma ni surowicy, ni materii; wszystko goi się, posycha – jest tylko ta przykrość, że Ryd[ygier] dopiero jutro się zjawi – i naturalnie zwłoka; ale że chodzi o dzień czy dobę – więc uszy
do góry! (…)

Wczoraj byliśmy u mateczki – po tak wąskich chodnikach, jak są na Studenckiej, rozkosz chodzić z p. D. Ma taki kapelusz,
że gdy go kto wieczorem zobaczy, skwapliwie przechodzi na drugą stronę ulicy i my idziemy sobie wygodnie. – Za to w dzień staram się wysuwać zawsze nieco naprzód lub pozostawać w tyle, zauważyłem bowiem, że gdy mi raz chciał zafundować obiad
w restauracji – gospodarz wziąwszy go na bok prosił, żeby naprzód pokazał pieniądze. (…)

„Walka byków” dziś zaczyna się w „Czasie”. Zażądałem 100 guld. – i zgodzono się. (…)

Zaraz idziemy z p. D. na obiad – wieczorem będziemy znów u Betsy, tj. u mateczki – pewnie będzie i wint. Mateczka w dobrym humorze. Nie wiem, czy napisze dziś – w każdym razie ja nowiny posyłam. (…)”

LIPIEC – 09. [WTOREK]


W 151. numerze „Słowa” i 154. numerze "Czasu" rozpoczyna się druk utworu Henryka Sienkiewicza „Walka byków. Wspomnienie z Hiszpanii".
Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Przyrzekam Ci najuroczyściej, że z chwilą oddania rękopismu powieści („Bez dogmatu”), do której jestem jeszcze zobowiązany, zerwę wszelkie stosunki z redakcją „Słowa” i we wszystkich pismach publicznie to ogłoszę. Nie chcę być traktowany jak pies i za Waszą nierzetelność, za Wasze niedbalstwo oczyma świecić. Kawałek korekty „Walki byków” odebrałem w sobotę rano – z drugiej poczty w sobotę nic, w niedzielę nic, w poniedziałek nic i we wtorek nic. Tymczasem na mocy Twojej własnej propozycji „Czas” zaczął w poniedziałek i osiadł na lodzie. Cała pretensja do mnie i zarzuty niesłowności do mnie. (…) Mogłeś ustanowić termin o tydzień późniejszy, nic na tym nie zależało – ale woleliście tak się urządzić, żeby mnie na durnia wystawić. (…)”

LIPIEC – 11. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze też Augusta Roberta Wolffa:
„(…) Posyłam Wam „Sabałową bajkę”. (…) Rzecz jest niezmiernie oryginalna i podług mnie, bardzo piękna. (…)

Tam, gdzie ja piszę rz, proszę nie zastępować tego mazurzeniem przez z, bo tak wymawiają ci tylko, co nie mają pojęcia
o chłopskiej mowie. Korektę proszę przysłać do Zakopanego, gdzie zabawię dni dziesięć. (…)”

LIPIEC – 13. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …przyjeżdżamy dziś (sobota) (do Zakopanego). Zwłoka, że nie wczoraj, wypadła znowu z woli doktora. Małej nabrzmiała trochę twarzyczka z jednej strony, właśnie ze strony rany. Był strach, czy to nie ma związku z raną. Pokazało się, że nie ma
i że to trochę ząbek bolał. Dziś już lepiej.

Dziś też krwawiła moja portmonetka, właśnie dlatego, że ranka już sucha i nie krwawi. – Kosztowało 380 guldenów.
– Z tych 250 Rydygier
(Ludwik Rydygier), 30 dwaj asystenci, którzy byli przy operacji, a 100 zapłaciłem Szydłowskiemu (Zdzisławowi Szydłowskiemu), temu, który przez 3 tygodnie i dni dwa przychodził co dzień. Może można było tego trochę mniej zapłacić,
ale naprawdę on się nachodził, najeździł – i bardzo długo. (…)”

LIPIEC – 15. [PONIEDZIAŁEK]


W 156. numerze „Słowa” kończy się druk utworu Henryka Sienkiewicza „Walka byków. Wspomnienie z Hiszpanii”.

LIPIEC – 16. [WTOREK]


W 160. numerze „Czasu” kończy się druk utworu Henryka Sienkiewicza „Walka byków. Wspomnienie z Hiszpanii”.

LIPIEC – 25. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie i pisze do Tadeusza Czapelskiego:
„(…) Odsyłam korektę, by bajka („Sabałowa bajka”) mogła się ukazać 28. (…) Wyjeżdżam na Helgoland. Czybyście nie byli łaskawi posyłać mi tam przez miesiąc „Kuriera” – bo inaczej będę się tam nudził jak żaden magnat w chrześcijaństwie. (…)”
i do Marii z Sobotkiewiczów Dembowskiej:
„(…) Małą moją (córkę Jadwigę) odwiozłem już do Zakopanego. Posiedziałem tam tydzień, przekonałem się, że droga jej
nie zaszkodziła, że ranka zgojona zupełnie – więc teraz myślę o własnych nerwach i jadę na Helgoland. W Ostendzie sroży się jakoby okropna ospa i wszyscy uciekają. Oto powód, dla którego i ja tam nie jadę. (…) Wracając z Helgolandu – nie wstąpię już
do Krakowa, tylko będę jechał wprost do Zakop[anego] szukać siedliska na zimę, bo doktorzy są zdania, że mała powinna zimować gdzieś w górach i hartować się. (…) Nie wiem również, czy prędko wrócę do Warszawy, nie wiem, na jak długo.
W każdym razie będę tam tylko wpadał, bo dla Dzinki i dla pracy zimować chcę w jakimś odludnym kącie. (…)”

LIPIEC – 26. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Berlinie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Z Krakowa wyjechałem dziś rano o 7 1/2. O 8.50 przyjechałem do Berlina. Z Friedrichstrasse przejechałem na Lehrter
Bahn[hof], skąd dziś jeszcze wyruszam do Cuxhaven – a stamtąd statkiem (3 godziny) do Helgoland.

Z Krakowa do Wrocławia podróżowałem z Panią Osiecimską
(Matyldą z Czapskich Osiecimską). Zawarłem znajomość z jej córką (Michaliną Osiecimską) i panną Ordęgą. Mała Osiecimska jest miłą i bardzo inteligentną dziewczyną. (…)”
Z Berilna pisarz wyrusza do Cuxhaven w Niemczech.

LIPIEC – 27. [SOBOTA]


W 170. numerze krakowskiego „Czasu” ukazuje się spisana przez Henryka Sienkiewicza „Sabałowa bajka”.
Tymczasem sam pisarz dociera do Cuxhaven, a stąd statkiem płynie na na niemiecką wyspę Helgoland.

LIPIEC – 28. [SOBOTA] – SIERPIEŃ – 05. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa na wyspie Helgoland. W liście do Edwarda Lubowskiego podsumowuje swój pobyt:
„(…) Helgoland jest obskurną dziurą pod każdym względem. Jadło pod psem, kąpiele pod psem, zimno pod psem (…), towarzystwo pod psem. Do tego kąpiele nie są na wyspie, gdzie się mieszka, ale na ławicy piaszczystej, której możesz się przypatrzeć na winietce tego listu…

Jedzie się łodzią w dobry czas kwadrans do 20 m[inut], w zły przeszło godzinę; przyjeżdża się i wraca zmoczonym przez fale wpadające do łodzi, dziękując Bogu, że się nie zostało wysypanym – co, że się jakoś nie zdarza – dziw! (…)”

LIPIEC – 28. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa na wyspie Helgoland.

LIPIEC – 29. [PONIEDZIAŁEK] – wieczór


Henryk Sienkiewicz przebywa na niemieckiej wyspie Helgoland. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś brałem już drugą kąpiel, rozpocząłem życie regularne, licząc w to pisanie… (powieści „Bez dogmatu”) (…) Kąpiele męskie
i damskie są osobno. Kabinki małe, zielone, popychane ku wodzie przez ludzi – posuwają się i cofają ledwie na kilka kroków, plaża bowiem nie tak lekko pochyła, jak w Ostendzie, ale przeciwnie, spadająca dość nagle, nie pozwala kabince wjechać daleko.
Z kabinki do wody przechodzi się przez pas kamieni, które niewypowiedzianie obrażają nogi. Woda prędko jest głęboka, więc chcąc mieć fale, trzeba się tuż przy brzegu trzymać. (…)

Dziś kąpałem się o ósmej, bo mówią, że z rana woda cieplejsza, potem pisałem od 10 – 3-ciej. Podczas, gdym pisał, zdało mi się, że to idzie spokojnie, równo dokładnie, tak właśnie, jak powinien być pisany początek powieści, która następnie dopiero
ma wzlatać i szybować coraz wyżej. Teraz natomiast, gdym to przeczytał, wydało mi się to dość głupie. (…)

W takiej powieści, jak ta, chodzi zwłaszcza o wrażenia kobiece. Literalnie zaś poza Tobą, nie mam w rzędzie moich znajomych nikogo z białogłów, z kim bym mógł o tym pomówić. (…) Ale czy będę miał czas i możność przeczytać Ci cośkolwiek – that is znowu the question! A przecież tak mi trzeba usłyszeć, że to nie jest zupełnie głupie. Oto w tej chwili mam ochotę podrzeć wszystko. (…)

Pisałem Ci, że z Polaków bawią tu Kotarski
(Przemysław Kotarski) i Niedźwiedzki (?). Ten ostatni jest to prof[esor] geometrii wykreślnej w Gim[nazjum] Realnym w Krak[owie]. Jest kulawy, mały, czarny, brzydki – przy tym twarz ma zbolałą i oczy człowieka okropnie nieszczęśliwego. Stracił dwa lata temu żonę i dziecko – został sam jako palec. Wczoraj powiedział mi
na mostku, począwszy nagle szlochać: „Panu jednemu zawdzięczam zmysły, bom był powinien je stracić.” Jakoż jest chory
w wysokim stopniu na nerwy. Okazuje mi takie atencje, aż mi to nieprzyjemne. (…)

Ach, co za nikczemna tu pogoda. Morze mało wzburzone, ale wiatr urywa głowy. (…)

Co do mnie, myślę, że mi te kąpiele dobrze zrobią, a jestem pewien, że zrobią dobrze pisaniu, przynajmniej na ilość. (…)”

LIPIEC – 30. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa na wyspie Helgoland. Rozpoczyna pisanie powieść „Bez dogmatu” (pierwotny tytuł „W pętach”).

SIERPIEŃ – 01. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa na wyspie Helgoland.

SIERPIEŃ – 02. [PIĄTEK] – wieczór


Henryk Sienkiewicz przebywa na wyspie Helgoland. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …jutro, w sobotę, jadę do Hamburga na statku „Freja”, a stamtąd do Ostendy. (…) Pojadę nie do Cuxhaven, ale wprost
do Hamburga, więc trzy godziny pełnią morską, a trzy Elbą. Z Hamburga pojadę do Ostendy taką drogą, jaka mnie najprędzej zaprowadzi na miejsce. (…)

Nad powieścią siedziałem dziś od rana aż do chwili kąpieli. Cóż Ci o niej powiem? Pisze się! – Ale ten początek nudny, bo się wprowadza i wprowadza. Naprawdę dopiero się będzie pisało, gdy się zacznie miłość. – Przyszłą bohaterkę sportretowałem trochę z małej Osiecimskiej (może przekręcam trochę nazwisko), z którą jechałem do Wrocławia i której na imię Michalina. (…)”

SIERPIEŃ – 03. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa na wyspie Helgoland. Stąd pisze do Wiktora Baworowskiego:
„(…) Odebrałem przy tym pełen energii przekład „Mazepy” W. H[ugo], który odczytałem z wielką przyjemnością. (…)
Po przeczytaniu „Mazepy” nabrałem chęci do czytania wszystkich Pańskich przekładów.(…)”

SIERPIEŃ – 04. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa na wyspie Helgoland.

SIERPIEŃ – 05. [PONIEDZIAŁEK]


Z Helgolandu Henryk Sienkiewicz wyrusza statkiem „Freja” do Hamburga, a dalej dociera do Ostendy. Zatrzymał się w domu przy Rue d'Ouest 17.

SIERPIEŃ – 06. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie, gdzie w Kursalu słucha koncert symfoniczny.

SIERPIEŃ – 07. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem do Ostendy onegdaj wieczorem; stanąłem tam, gdzie zeszłego roku, tj. Rue d’Ouest 17, gdzie powitano mnie
z radością… (…) Ostenda zawsze taka sama; dość pogodna, wietrzna i bardzo miła. Wczoraj był koncert symfoniczny wieczorem w Kursalu… (…)

Z Polaków jest Lubowski
(Edward Lubowski), złoszczący się jak zwykle, Kraushar (Aleksander Kraushar), który mieszka w tym samym domu, co ja – Grabowski (?), Szuszkowski (?), doktór Wszebor (Józef Wszebor), Moszkowski (Maurycy Moszkowski) (muzyk, zresztą prócz nazwiska nie mający nic polskiego). (…)

W Brukseli byłem u Poradowskich
(Aleksandra i Marguerite Poradowskich). Jej nie ma, ma lada dzień nadjechać z Paryża. (…)

Zamierzam pisać tu pilnie. (…)”

SIERPIEŃ – 08. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 09. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 10. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 11. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie. Uskarża się Jadwidze Janczewskiej na stan swojego zdrowia:
„(…) Na nieszczęście dostałem scjatyki (zapalenia nerwu kulszowego, ischiasu) i bardzo silnego reumatyzmu w lewym ramieniu,
tak że ręką ruszać nie mogę. Od dwóch dni nie kąpię się. Brałem dziś parówkę, ale mi po niej gorzej. Boję się, że wcale już się
nie będę mógł kąpać – a pociesza mnie tylko myśl, że w takim razie prędzej do Was wrócę.

Poradzę się Wszebora
(Józefa Wszebora), który tu bawi od kilku dni, ale z którym się jakoś nie spotykam. (…)”
Wspomina też o pracy nad „Bez dogmatu”:
„(…) Siedzę zawsze po kilka godzin – ale i mało piszę, i nie jestem kontent z tego, com napisał. Będę się nawet wstydził czytać Ci ten wstęp, właśnie dlatego, że Twoje zdanie cenię i ufam mu, a Twój umysł poważam. (…)”
Wymienia również osoby, które przebywają w Ostendzie:
„(…) Dużo ludzi tu teraz przyjeżdża. W tej chwili siedzi naprzeciw mnie p[ani] Lan[dau] i oczkuje mocno. Nie chciałem się umyślnie poznawać. – Lub[owski] nie gra tego roku i jest wesoły. Przyjechał także Golstand etc., etc. – Oczywiście trzymam się
z Lubow[skim], a po trochu z Krausharem, boć to także literat. (…)”

SIERPIEŃ – 12. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 13. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Teraz donoszę, że mi z ramieniem lepiej – tylko scjatyka jeszcze mi dokucza. Mimo to dziś się kąpałem. (…)

Prawdopodobnie wyjadę stąd w piątek rano; w takim razie byłbym w Chabówce w sobotę o godzinie 11-stej wieczór (tak jest,
bo sprawdziłem), a w Zakop[anem] w niedzielę rano. W każdym razie proszę konie na sobotę na noc, bo wolę, żeby konie na mnie poczekały, niż żebym ja miał czekać – i do tego w nocy. (…)”

SIERPIEŃ – 14. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 15. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 29. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Bądź łaskaw posłać na mój rachunek 50 rs ojcu memu do Lublina. (…)

Dobrze, żeście zapowiedzieli na 15 listop[ada] powieść
(„Bez dogmatu”), bo żyłem i żyję w niegodziwych warunkach. Ledwie mała Dzinka odzyskała siły, zapadł Henio na krwawą dyzenterię i jeszcze leży, choć już przeszło dwa tygodnie upłynęło. Kruszyński (Kazimierz Kruszyński) i Baranowski (Ignacy Baranowski) mówią jednak, że już jest lepiej, ale mimo tego wygląda jak cień. Nerwy moje muszą być mocno rozkręcone i dusza zmęczona. Może teraz będzie spokojniej. (…)”

WRZESIEŃ – 30. [PONIEDZIAŁEK]


W numerze 245. „Słowa: redakcja zapowiada druk „Bez dogmatu”:
„W dniu dzisiejszym rozpoczynamy druk powieści głośnych autorów angielskich F. Philipsa i J. Willsa „Złowroga Fryne”.
Po ukończeniu tego utworu, co nastąpi w połowie listopada, rozpoczniemy natychmiast druk najnowszej powieści społecznej Henryka Sienkiewicza
(„Bez dogmatu”), której tom pierwszy znajduje się już wykończony w tece autora.”

PAŹDZIERNIK – 10. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Odwiedza Stary Teatr w Krakowie przy ul. Jagiellońskiej.

PAŹDZIERNIK – 11. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Rano odwiedza go Kazimierz Pochwalski, następnie Józef Orłowski, a w drodze na sejm do Lwowa Edward Aleksander Raczyński.

Wspólnie z Kazimierzem Pochwalskim Henryk Sienkiewicz wybiera się na wystawę (?), z której idzie do Zygmunta Cieszkowskiego. Nie zastaje go w domu. Spotyka natomiast hrabiego Władysława Zamoyskiego. Wspólnie wybierają się do Zakopanego. W drodze powrotnej zatrzymują się w Chabówce na obiad.

Tego samego dnia pisarz informuje Józefa Majera, prezesa Akademii Umiejętności w Krakowie:
„(…) Zgodne z przedstawieniem prześwietnej Akademii Umiejętności przyznaję zapomogę z funduszu imienia żony mojej, Marii Sienkiewiczowej, artyście malarzowi p. Konstantemu Mańkowskiemu. (…)”
Wieczorem - w sklepie u Szuniewicza - Henryk Sienkiewicz spotyka Mariannę z Zamoyskich Popiel, żonę Pawła Popiela.

PAŹDZIERNIK – 12. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu Saskim w Krakowie. Kolejny list do Jadwigi Janczewskiej rozpoczyna od złożenia jej życzeń z okazji przypadających na 15 października imienin:
„(…) …zaczynam od gładzenia łapek kochanych, od życzeń, które naprawdę spod serca wychodzą, bo tę jasną głowinkę lubi się przeogromnie, i od darów, które się składa u stóp najmilszej Solenizantki. – Żebyś przede wszystkim było zdrowe, mocne, czerstwe i hoże, tak jak jesteś poczciwe i miłe – po wtóre: obyś było rozumne i ochraniało się, nigdy nie martwiło, nie brało
do serca przykrości – i wierzyło, że ta Dży, ten Dzidek, ten Dzidziuś to jest osoba, nie byle kto, że Ją będą zawsze wszyscy lubili
i że warto Jej samej się o Nią troskać i należyte mieć staranie. (…)”
Dalej szwagier pisze o pomyśle pisania przez siebie pamiętnika:
„(…) Kupiłem też dziś dwa kajety – i dając przykład tym, których namawiam do pisania pamiętników, zacznę go pisać od dziś. Chociaż po parę wierszy. Czasem przychodzą jakieś myśli, jakieś szczęśliwe wyrażenia, których się zapomina, czasem uderzy jakiś widok – jakaś cecha charakterystyczna – niechże to będzie spisane. Do powieści to nie będzie przeszkadzać, owszem, stanie się do pewnego stopnia magazynem i brulionem, z którego będzie się nieraz przepisywało w poprawionej formie całe ustępy. Tak sobie umyśliłem przez drogę. Przy tym jeszcze jedno: powoli, bez żadnego trudu powstanie z tego książka, może dość ciekawa, bo będzie kluczem do myśli, jeśli nie wszystkich, to przynajmniej niektórych, człowieka, który dość dużo i żywo odczuwał, a który oprócz tego był autorem. Fortuna, jaką po sobie dzieciom zostawię, zapewne w znacznej części nie dojdzie miliarda – więc myślę, że ten pamiętnik będzie miał i tę dobrą stronę, że go kiedyś kupią chętnie dzienniki i księgarz – i, oto, będzie kilka tysięcy dla nieutulonych w żalu etc. (…)”
Niestety, pamiętnik ten spłonął podczas Powstania Warszawskiego. A oto dalsze fragmenty listu:
„(…) Dziś przyznałem stypendium Mańkowskiemu (Konstantemu Mańkowskiemu)… (…)

…wieczorem (w czwartek) byłem w teatrze… W piątek rano przyszedł Pochwalsio
(Kazimierz Pochwalski). (…) Potem przylazł adwokat Orłowski (Józef Orłowski), redaktor „Kuriera Polskiego” (…) z prośbą, bym co napisał albo przynajmniej przyrzekł mu
na przyszłość pierwszeństwo przed „Czasem”. Odpowiedziałem z całą otwartością, że mam wszelkie powody przyznania pierwszeństwa „Czasowi”… (…)

…z Kaziem P[ochwalskim] skoczyliśmy na wystawę, na której zresztą nie ma nic nowego. Z wystawy poszedłem do Ziziego
(Zygmunta Cieszkowskiego). Jest w Paryżu. Ale znalazłem Zamoyskiego (Władysława Zamoyskiego) - mówiłem mu pod dyskrecją
o projekcie, a ewentualnie o kupnie gruntu od niego. (…) Co do sprzedaży powiedział tak: «W ogóle – nie – osobom wybranym – tak, a panu w pierwszym rzędzie.» Dusza złota, tak się do mnie ucieszyła, taka była serdeczna, że aż go jeszcze lepiej lubię.

Wczoraj był tu Raczyński
(Edward Aleksander Raczyński) w przejeździe na sejm do Lwowa. (…). Widziałem dziś w Sukiennicach Pawła Popiela – bardzo się o Ciebie wypytywał. Na obiedzie byłem u Anioła, który dał mi rosołu, polędwicy z makaronem etc.

Zdrowie moje dobre – dolegliwości minęły wypędzone przez pulvis liquiritiae compositum
(środek przeczyszczający) z ogromnym impetem.

Podróż była dobra. Hrabia
(Władysław Zamoyski) częstował mnie kawiorem – zafundowałem mu obiad, a raczej kotleta w Chabówce – rozstaliśmy [się] w Krakowie w wielkiej przyjaźni.

W piątek wieczór, …, zaczepiła mnie w sklepie u Szuniewicza jakaś pani. ...powiada, że mąż jej
(Paweł Popiel) z córką (Cecylią Popielówną) poznali mnie w Zakopanem… …powiada, że jest Popielowa (Marianna z Zamoyskich Popiel)… (…)

Wspomniałem Ci o Mańkow[skim]. Pochwalski poczciwy tak się ucieszył, że z wystawy poleciał do niego, by mu pierwszy powiedzieć: „Przyznano!” – Chore to ma być biedactwo bardzo – i tak biedne, że po prostu tej zimy poza suchotami zachorował
z głodu. A ma być zdolny. Pochw[alski] utrzymuje, że on oszaleje z radości. – Nie umiem Ci powiedzieć, jaka to i dla mnie radość. –

Na koniec porozumieliśmy się z Lucem
(Lucjanem Wrotnowskim). (…) W niedzielę będzie w Łękach – więc i ja tam przyjadę rano,
a wyjadę na wieczorny pociąg do Oświęcimia i Wiednia. (…) Byłem we czwartek w teatrze na sztuce Bałuckiego
(Michała Bałuckiego) pt. „Nowy dziennik”. (…) W poniedziałek będę z wszelką pewnością w Wiedniu, a we wtorek prawdopodobnie w Kalten (Kaltenleutgeben). Nerwy bardzo tego potrzebują. (…)

Wieczorem byłem w klubie malarskim. Widziałem Jacka Malczewskiego, Twego przyjaciela bez rąk
(Ludomira Benedyktowicza)… (…) Mówili dużo o bracie Albercie (Adamie Chmielowskim), który podobno zupełnie wychodzi na świętego. O tę szarżę starałbym się chętnie, gdyby nie to, że proces kanoniczny odbywa się dopiero w sto lat po śmierci. To ostudza mój zapał, bo inaczej myśl,
że ta Ziaba
(Jadwiga Janczewska) choć raz na Wszystkich Świętych musiałaby mówić w litanii: „Święty Henryku (naturalnie: męczenniku), módl się za nami” – zachęcałaby mnie niezmiernie. (…)”

PAŹDZIERNIK – 13. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Oświęcimia. Tu czeka na niego Lucjan Wrotnowski. Razem jadą do Łęków stanowiących majątek Wrotnowskich.

PAŹDZIERNIK – 14. [PONIEDZIAŁEK]


W Oświęcimiu Henryk Sienkiewicz wsiada do pociągu, którym wyrusza w podróż do Wiednia. Towarzyszą mu: Władysław Zamoyski (syn) i Żółtowski (?), który po drodze wysiada w Oderbergu (czeskiej miejscowości Bohumin położonej na Śląsku Cieszńskim).

PAŹDZIERNIK – 15. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Ziaba! Listy, Twój i mateczki, adresowane do Saskiego Hotelu odebrałem w Łękach. (…) Nie wiem, skąd Edward (Edward Janczewski) wziął wiadomość, że wyjeżdżam w poniedziałek, bo o ile pamiętam, właśnie mówiłem, że wyjeżdżam w sobotę –
i dopiero depesza Luca
(Lucjana Wrotnowskiego) sprawiła, że wyjechałem w niedzielę rano. On przyjechał do Oświęcimia na dwie godziny przede mną, ale czekał na mnie i przyjechaliśmy do Łęk razem. (…)

Kontrakt
(dotyczący druku „Bez dogmatu”) z Lucem zrobiłem. Powieść ma być wielkości Wołod[yjowskiego], cena 12 000 rs. Arkusze nadpisane doliczają się i dopłacają w stosunku do całości. (…)

Bardzo się nie spisałem, a raczej spisałem się jak safanduła z tymi pieniędzmi, które były u Ciebie. Poszedłem do Wańkowicza
(Jana Edmunda Wańkowicza), kazałem sobie zaliczyć 3 000 guld.; (…) i odesłać wedle ewentualnego adresu. (…) …safandulstwo zaczyna się dopiero od tego, że na resztę papierów do sprzedania i na te szwedzkie oraz losy do depozytu – nie wziąłem najmniejszego kwitu. (…) Dobrze, że Wańkowicz jest znajomy. (…) Mimo tego napiszę do Wańkowicza, by resztę pieniędzy odesłał mi do Kalten (Kaltenleutgeben), kwit zaś depozytowy za szwedy i losy do Twego mieszkania.

Gapiostwo II. Jadąc do Łęk, zostawiłem w Oświęcimiu kufer i pudło z kapeluszami – jadąc do Wiednia, kufer wyekspediowałem,
a pudło zostało. (…)

Stoję w „Ungarische Krone”
(Hotelu „Ungarische Krone”). Zresztą dziś wieczór wyjadę do Kalten, więc to wszystko jedno. (…)

…Pochw[alscy]
(Kazimierz i Zofia z Feinuchtów-Szarskich Pochwalscy) zaprosili mnie do loży i bardzo im chodziło o to, bym był z nimi
w teatrze. Zapowiedziałem więc, że p. Munię
(?) zobaczę w powrocie przez Kraków do Zakop[anego]. Być może, że mi wypadnie tam parę dni zostać z powodu portretu, o który Pochwalski bardzo nalega. – Mieć wielki i dobry swój portret darmo – jest to gratka, której się nie opuszcza – chybaby sprawy powieściowe, zdrowie lub inne jakie ważne powody stanęły na przeszkodzie. –

Wsiadłszy w Oświęcimiu spotkałem w wagonie Żółtowskiego
(?) i Zamoyskiego (Władysława Zamoyskiego - syna). Matka jego (Jadwiga z Działyńskich Zamoyska – „jenerałowa”) siedziała w innym wagonie, on zaś jechał razem z nami dla palenia. Przegawędziło się część nocy, aż do Oderberga, w którym Żółtowski wysiadał. Potem spałem jak bobak aż do Gensendorfu. Coś się tam działo
z pociągiem przez ten czas, bo się ogromnie spóźnił przyjechaliśmy dopiero o ósmej lub parę minut po, alem tak spał,
że nic nie wiem.

Wiedeń wygląda po staremu. (…) Wylatuję zaraz na miasto, a wiesz, Miłku, w jakim celu? Oto lecę do Herolda
(Księgarni Gerolda),
by co prędzej wypisać: Le livre ilustré des patiences
(Ilustrowana książka pasjansów). (…) Będzie to skarb rodzinny przekazywany
pod błogosławieństwem przyszłym pokoleniom, usque ad finem mundi
(aż do końca świata). (…)

Z powieścią
(„Bez dogmatu”), zdaje się, na pewno dam sobie rady. (…)”

PAŹDZIERNIK – 16. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 17. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Henio, jak Ci wiadomo, chorował niemal śmiertelnie na krwawą dyzenterię. Obecnie jest już dobrze, ale papa jego tak się zdenerwował, zmęczył, że musiał wyjechać do Kaltenleutgeben, gdzie zostanie ze cztery tygodnie. (…) …tymczasem proszę Cię
o odesłanie mi pensji za miesiące, w których jej nie brałem, oraz honorarium za „Byki
(„Walkę Byków”), które taksuję na 300rs,
bo tego warte. …gotówka… potrzebna mi jest na budowanie domu w Zakop[anem], zakupno materiału, gruntu etc.… Z tego rachunku trzeba strącić, coście posyłali na moje zalecenia ojcu… (…) Powieść
(„Bez dogmatu”) rozpocznie się 15 listopada. Bardzo pracuje mój umysł nad tytułem – i w tych dniach się to zdecyduje. (…)”

PAŹDZIERNIK – 18. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 19. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 20. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś rano byłem w Wiedniu, zawiozłem zegarek do naprawy, w którym sprężyna pękła – wyjechałem o 9-tej rano, wróciłem o 12.30, tj. na obiad, więc naturalnie nie byłem nigdzie i nie widziałem nikogo. Teraz jest godzina druga, idę z Łuszczewskimi (Bronisławem i Zofią ze Skarbków Łuszczewskimi) na spacer, po czym siadam do powieści („Bez dogmatu”). (…) Piszę z tym spokojem zupełnym, opartym na spokoju, że wydołam – i że będzie dobrze. (…)

Kurację biorę umiarkowaną. Hallbbad
(półkąpiel) rano i opaskę wieczór. Tuszów mi nie dali; może znajdują, że serce mam trochę znerwowane, może chcą dać później. Czasu do pisania dość. Pogoda zmienna i tak melancholiczna, że aż to się udziela. Odebrałem list z Frainu (Vranov na Słowacji), błagający mnie na wszystko, żebym choć na dwa dni przyjechał… (…) Adres dokładny jest: Schönwald-Frain (stacja) w Frain Vranow. (…)

Pieniądze z banku mi odesłali, pudło z kapeluszami z Oświęcimia także – słowem: gapiostwa naprawione. Pokoiku nie chcę stanowczo innego, jak ten mały – choćby dlatego, że jest zupełnie osobny. (…)

Czytam teraz Joseph Balsamo starego Dumasa
(Aleksandra Dumasa ojca). (…)”

PAŹDZIERNIK – 21. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 22. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 23./24. [ŚRODA/CZWARTEK]


Jeszcze w środę Henryk Sienkiewicz przybywa do Wiednia. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem tu dziś (środa) na wieczór, by jutro (czwartek) o 8-smej wyruszyć do Frainu. (…) Jadę jutro, to jest we czwartek. W sobotę na noc postaram się wrócić do Wiednia, a w niedzielę będę w Kalten (Kaltenleutgeben). (…)

Powieść biorę ze sobą; będę pisywał między śniadaniem i obiadem albo wieczorami. Tytuł chcę dać Bez dogmatu. – Jeśli Twoją życzliwość może to cokolwiek obchodzić, to mi powiedz, co o tym myślisz. –

Zgadłaś, że G[ustaw] P[rzeździecki] jest nieznośny. Jest to konserwatysta z głupią i tępą głową, przez próżność. Dziś rano bawił mnie przez godzinę polemiką z Prusem: „Takiemu panu Prusowi wydaje się, że dziś kto ma jakieś nazwisko i majątek… etc.” Wszystko w tym rodzaju. (…) Pani G[ustawowa] P[rzedziecka] jest nieładna, niezgrabnie i sztywnie narysowana,
ale, jak powiedziałaś, miła i nieśmiała, a musi być dobra.

Dziś wieczór byłem u Ronachera
(Ronachers Etablissement, Teatr-Variété). W pauzie zjawił się niespodziewanie przede mną Pochwalski (Kazimierz Pochwalski). Przyjechali tu z żoną (Zofią z Feinuchtów-Szarskich Pochwalską) i zabawią z dziesięć dni, bo to ich podróż poślubna. Oni także mają dla mnie wiele przyjaźni. Chcieli jechać do Kalten – mój wyjazd zmienił te projekta. Namówiłem ich
na Sem[m]ering. Byłem zresztą z nimi krótko, bo od rana bardzo mnie głowa bolała, a prócz tego chciałem być wcześnie
w hotelu, by się na jutrzejszy ranny wyjazd przyrządzić – i list napisać.

Pokoiku chcę stanowczo tego, do którego wchodzi się z zimnej sieni. Ja będę miał tam więcej spokoju, a dzieciska więcej światła
i słońca. (…)”

PAŹDZIERNIK – 24. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Frain (Vranov), zamku na Morawach, rezydencji Edwarda i Ludgardy z Mniszków Stadnickich, rodziców Heleny Krasińskiej
z Radziejowic.

PAŹDZIERNIK – 25. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa na zamku u Edwarda i Ludgardy z Mniszków Stadnickich we Frain. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Frain jest tak pyszny, że już go masz. O, to miejsce jak stworzone dla takiej kasztelanki… Lasy wspaniałe; średnie wieki
na każdym kroku, w resztkach dawnego zamku… Lasy przeważnie liściaste, ukoronowane przez jesień na setki barw.

Gościnność wielka. Przyjechałem wczoraj (czwartek), wracam jutro, tj. w sobotę, do moich listów. Wczoraj, zaraz polowałem
na jelenie, ale jelenia nie widziałem. Takie zawsze moje szczęście. (…)

…myślałem wczoraj cały dzień o czym innym, a mianowicie, jakby Tobie przypadł ten Frain do smaku i odpowiedział Twoim estetycznym zamiłowaniom. – Więc myślałem, jaka szkoda, że Dży
(Jadwiga Janczewska) nie może tego widzieć i być tu, i patrzyć
z tej wysokości w przepaść, którą tworzy Taja
(właściwie: Topla – rzeka). (…)”
W autografie listu widnieje data 26 października 1889 r. Z treści jednak wynika, że powina być data 25 października 1889 r.

PAŹDZIERNIK – 26. [SOBOTA]


Z Frain Henryk Sienkiewicz wraca do Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Byłem we Frainie – i znużyło mnie w końcu wszystko, ludzie, ich gościnność, uprzejmość, polowanie, bo jak w człowieku radość wyschnie naprawdę do dna, a wesołość robi tylko mechanicznie, według dawnych formuł, to mu trudno dobrać miejsca. (…)”

PAŹDZIERNIK – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Jak mi ktoś posyła pieniądze, to je wyjmuję z koperty i chowam do portmonetki. Z wekslami z zasady nie chodzę do Żydów, brzydzę się przekazami, mam abominację do kantorów, mdli mnie na widok bankierów. A ponieważ nie jest tak krucho ze mną, żebym ryzykował zrzyganie się w kantorze tych braci Torsch (torsje mnie porywają na samo nazwisko), więc Ci przekaz odsyłam, a proszę o załatwienie rachunku całkowitego po 1-szym p[rzyszłego] m[iesiąca]. (…) Powieść będzie, zdaje się, nosiła tytuł
Bez dogmatu”. Jeśli jest bardzo głupi, to jeszcze napiszcie. Rozdział 1-szy pod tytułem „Wyżej kolan” jest bardzo efektowny. Serio mówiąc, napisz, co myślisz o tytule – tylko prędko.

Byłem we Frainie u Krasińskich
(u Edwarda i Ludgardy z Stadnickich, rodziców Heleny Krasińskiej, matki Edwarda), polowałem,
nie strzelałem. (…)”

PAŹDZIERNIK – 30. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Józefa i Heleny Krasińskich:
„(…) Tak się przyjaźnie gawędziło, że to życie nasze warszawskie z ostatniej zimy stoi mi teraz, na tle monotonii tutejszej,
jak żywe w pamięci – i wydaje mi się jakieś wesołe, pełne ruchu, dowcipu; jedne twarze ukazują się za drugimi i czegoś żal,
że to minęło – i że to nie wróci i że nic nie dało się zatrzymać! Bo tak zupełnie rozproszyliśmy się, jak stado kuropatw, do którego ktoś strzelił śrutem… Powinniśmy się choć listownie znosić! (…)”

PAŹDZIERNIK – 31. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 01. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 02. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 03. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 04. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 05. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 06. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Co to za przyjemność każdy list w tej samotności. Tu nie komunikuję się absolutnie z nikim, mam osobny stolik, czytam podczas obiadu, zresztą towarzystwa unikam, bo jeśli samotność ciąży, to nieprzyjemni ludzie bardziej.

Jest tu Czerwiński
(Jan Czerwiński) z córką. Lazł mi w oczy z całą głupią pewnością zarozumialca, który ani wątpi, że jak on chce kogoś, to i ktoś jego chce. Obecnie jest zrażony, a nawet obrażony, żem go bez ceremonii umieścił w odpowiedniej odległości.
G[ustawowie] P[rzeździeccy] jeszcze bawią, ale on mi jest antypatyczny i unikam go również – słowem, nie żyję i nie rozmawiam, chyba ze sobą. (…)

Powieści mam sporo, ale nie tyle, ile bym chciał. Zawsze jest na jakie trzy tygodnie. Pamiętnik to forma dobra, choćby dlatego,
że to, co by Ciebie i innych mogło razić jako mówione przeze mnie – to będzie zupełnie naturalne w ustach takiego pana, który
pod pewnymi względami przypomina R[aczyńskiego]
(Edwarda) lub Wołod[kowicza] (Konstantego Wołodkowicza). Pisuję dużo,
ale że tu dzień, a raczej przedpołudnie, rozbijają bardzo kąpielami – a dalej konieczne są spacery poobiednie, więc zeszło na to,
że pisuję wieczorami, staram się jednak nie dłużej, jak do 1-szej.

Wstaję o siódmej, że zaś 6 lub 7 godzin spoczynku byłoby za mało, więc czasem sypiam przed obiadem. Usypia się przez to i złe usposobienie, i nieprzyjemne myśli. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Posyłam wspomnienie o Chałubińskim („Tytusowi Chałubińskiemu”), które mu się ode mnie należało, a które wydrukujcie
w odcinku. Zechciejcie przy tym łaskawie donieść od Redakcji, co następuje: „Honorarium za nadesłane wspomnienie
o Chałubińskim składamy w sumie rs 25 na żądanie Henryka Sienkiewicza na pomnik dla zmarłego profesora”. Tylu jest ludzi Chałubińskiemu obowiązanych, iż przypuszczam, że pomnik będzie ze składek publicznych, nie kosztem rodziny. (…)”

LISTOPAD – 07. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 08. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 09. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.
W numerze 253. „Słowa” ukazuje się wspomnienie "Tytusowi Chałubińskiemu" autorstwa Henryka Sienkiewicza.

LISTOPAD – 10. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 11. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 12. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) „Nie wiem, czy kombinacja pisania z wodą, czy niepokoje, czy czarne i zgniłe myśli rozstroiły tak moje nerwy – ale wiem,
że przyjść do porządku z nimi nie mogę. Cały dzień doznaję jakichś drżeń wewnętrznych, jakby się jakieś haczyki odczepiały, trwóg nieokreślonych, uczucia niepewności – w nocy podrzuca mnie, że mało z łóżka nie wylatuję. Być może, że mi kąpiele
w połączeniu z pracą szkodzą – być może, że to jest rozdrażnienie, które później przejdzie i zmieni się właśnie na lepsze; czasem tak bywa przy hydropatii – ale być może, że to już się rozkręca wszystko na dobre, aby się nie skręcić nigdy.

Miewam takie miłe sny, jak np. że jakieś nieboszczyki skaczą przy mnie z wysokiego mostu w wodę. Naturalnie, że w dzień
po tym jestem zmęczony. Odjęto mi tusze, biorę dwa hallbady – ale sam sobie naznaczyłem jeszcze tydzień próby. Jeśli
do przyszłego wtorku nie będzie lepiej, to jednak widocznie hydropatia przy pracy mnie rozdrażnia – i wyjadę z Kaltenleutgeben. Będzie i tak blisko pięć tygodni. (…) …nie zbliżam się i nie rozmawiam z nikim, bo mnie wszyscy drażnią. – Drażni jednak
i samotność. Zwłaszcza ciężkie są spacery – bo nie mówiąc z nikim rozmyślam albo pracuję wewnątrz nad powieścią – pracuję równie ciężko, jak bezwiednie – i potem zamiast być wypoczętym, czuję głowę zmęczoną. (…)

Powieści
(„Bez dogmatu”) mam względnie dużo. 25 arkusików posłałem już „Czasowi” – a że mam jeszcze kilkanaście u siebie,
70 zaś lub 80 stanowi tom – więc jest blisko pół tomu. (…) Zachwycony tym nie jestem, ale jednak widzę, że jest to pisane
w sposób ucywilizowany. Nie ma tam także nic konwenansu. Pamiętnik robi chwilami wrażenie nie dzieła literackiego, ale czegoś zupełnie realnego, co naprawdę miało miejsce.

Naturalnie, będą zdania za i przeciw, choćby dlatego, że rzecz jest nowa, choćby dlatego, że tak mało konwencjonalna. Ci, co się spodziewają, że znajdą jakichś nowożytnych Jeremich, Czarnieckich etc., rozczarować się muszą, choćby dlatego, że takich ludzi nie ma teraz – ale ci, co lubią myśleć nad różnymi rzeczami, znajdują pole do myślenia nad duszą ludzką.

Jednym słowem, będzie tam kawałek duszy złożonej, chorej, ale prawdziwej. Mam przynajmniej to uczucie, że się tego nowego dziecka niezupełnie wstydzę – i że u nas może by kto inny nawet tak nie napisał. Nie wiem, jak wypadnie tom II – zupełnie
nie wiem! Żebym to był zdrowszy, żebym miał trochę tego upragnionego zawsze spokoju – może by to dobrze wypadło.
Ale te rzeczy nowożytne, współczesne mają to do siebie: Wyobraźnia może mniej się przy nich natęża, ale odczuwa się je więcej bezpośrednio – i dlatego więcej nerwują.

Napisałem także dla „Słowa” wspomnienie o Chałubińskim
(Tytusie Chałubińskim).” (…)
Tytus Chałubiński zmarł 04 listopada 1889 r. w Zakopanem.

LISTOPAD – 13. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Odebrałem list z pieniędzmi. Nader skromnie obliczyliście „Walkę byków”, ale już mniejsza o to. (…) Bardzo się czuję znerwowany. Może woda w połączeniu z tak usilnym pisaniem źle wpływa na nerwy, to pewne, że się chce czasem ze skóry wyskoczyć. Jeśli tak będzie, to tu zabawię tylko do przyszłego wtorku, za czym pojadę do Zakop[anego], ale zatrzymam się
w Krakowie dla portretu mego, który robi Pochwalski, a może wpadnę choć na jaki dzień do Warszawy, bo mój paszport już wyszedł i potrzebuję go przedłużyć.

Henio mały zdrów już – Dzinka równieź.(…)”

LISTOPAD – 14. [CZWARTEK] – wieczór


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) „Jest cała nowa historia. Cenzura wymaga oryginalnego rękopismu i zdaje się, że kompletu, zanim pozwoli zacząć powieść. Telegrafowałem już do „Czasu”, aby odesłał pierwsze 25 arkusików natychmiast. Dziś otrzymałem dwie depesze z Warszawy. Prawdopodobnie muszę tam pojechać, w każdym razie muszę być w Krakowie, rozmówić się z „Czasem” – i być w gotowości
do wyjazdu. To wymaganie cenzury jest najzupełniejszym bezprawiem, ale my w tych warunkach żyjemy.” (…)
Tytus Chałubiński zmarł 04 listopada 1889 r. w Zakopanem.

LISTOPAD – 16. [SOBOTA]


W numerze 264. „Czas” rozpoczyna druk powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

W numerze 46. Tygodnika Politycznego, Społecznego i Literackiego „PRAWDA” Aleksander Świętochowski – pod pseudonimem „Poseł Prawdy” – zamieszcza felieton „Liberum veto”, którego fragment poświęca krytyce Henryka Sienkiewicza”:
„(…) Gdy kilku jej (literatury) magów uklękło przed Sienkiewiczem, przez czas pewien żyliśmy w Sienkiewiczu. Zbladły nam
lub zgasły najpiękniejsze gwiazdy twórczości polskiej przy tym słońcu świecącym promieniami Homera, Shakespeare’a
(Williama Szekspira), Dantego (Dantego Alighieri) i Mickiewicza (Adama Mickiewicza). Do takiego stopnia bałwochwalstwo oślepiło jego czcicieli,
że gdy napisał bardzo mierną powiastkę „Ta trzecia”, która była raczej wesołą kpiną, sznurkiem zwitym z konceptów
niż utworem artystycznym, i w niej widziano arcydzieło. Sienkiewicz bowiem nic innego urodzić nie mógł. Nareszcie wyszedł
w Krakowie nowy tom obrazków tego autora, o których jedno z pism tamtejszych powiada: «Spotykamy pewne skoki świadczące, że talent jest nie zawsze do twórczości usposobiony; powstają stąd prace słabsze, nie posuwające autora wyżej… Uderza (w tym tomie) monotonia dziwna» itd. A to co? Bluźnierstwo, odszczepieństwo od prawomyślności widoczne.
Czyżby zahypnotyzowany przez p. Sienkiewicza rozum naszej krytyki zaczął odzyskiwać przytomność? E, nie; nastąpi to kiedyś, ale znacznie później… (…)”

LISTOPAD – 17. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) …czemuś mnie wcześniej nie uprzedził, ani Ty, ani nikt – jednym prostym słowem, że 15-stego zacząć nie możecie (druk „Bez dogmatu”). Termin ten jest jako warunek zapisany w kontrakcie… (…) Donieś mi, jak będzie? Czy istotnie am czekać
aż do ukończenia arcydzieł drukujących się obecnie i czy się wcześniej nie rozpocznie, bo tu ogłosili osobną prenumeratę
od 15 listop[ada] i są istotnie w głupim – dzięki Waszemu milczeniu – położeniu. (…)”

LISTOPAD – 18. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

LISTOPAD – 19. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

LISTOPAD – 20. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

LISTOPAD – 23. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Wybiera się do Warszawskiego Komitetu Cenzury w celu uzyskania zezwolenia na druk powieści „Bez dogmatu”.

LISTOPAD – 24. [NIEDZIELA] - rano


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) „Dopiero co odszedł Janek (Jan Komierowski). Jeszcze nie zabrał „Bartka” („Bartka Zwycięzcy”), ale zabierze i odda. (…) Wczoraj byłem z wizytą urzędową (w Komitecie Cenzury): przyjęto mnie nadzwyczaj grzecznie i uprzedzająco. Rękopismu jednak zażądano – nie wymagają tylko całości. (…) Z Lucem (Lucjanem Wrotnowskim) widziałem się dwukrotnie, ale zawsze w towarzystwie,
więc do żadnych rozmów nie przyszło. (…)

W środę wybieram się na polowanie na dziki i jelenie za Opoczno, w Radomskie. Zaprasza nas, tj. mnie, Wrot[nowskiego],
i Chełm[ickiego]
(Zygmunta Chełmickiego), Bojasiński (?). Potem zaraz podaję się o pasport (w piątek). Również przed wyjazdem złożę podanie o siebie i o dzieci.” (…)

LISTOPAD – 25. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Wspólnie z: Józefem i Marią z Blochów Kościelskimi oraz Janem Brzezińskim i jego żoną – odwiedza Edwarda Leo.

LISTOPAD – 26. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) W końcu tego tygodnia będę już pewnie w Krakowie… (…) …chciałbym, korzystając z ślicznych i jasnych istotnie dni, dać Pochwalskiemu (Kazimierzowi Pochwalskiemu) choć parę posiedzeń. –

Na polowanie nie jadę, bo tam we dworze ospa, chodzi mi zaś o moją miłą powierzchowność, której skóra wyprawna na jaszczur nie dodałaby wdzięku, a więcej jeszcze o to, by Wam i dzieciom nie przywieźć tej hadkiej zarazy. (…)

Wczoraj zmarł Żółkowski
(Alojzy Żółkowski). Dla teatru strata niepowetowana. Leo (Edward Leo) wyczuchał się jakoś po śmierci syna (również Edwarda). Byłem tam wczoraj wieczorem z Kościelskimi (Józefem i Marią z Blochów Kościelskimi) i Brzezińskimi (Janem Brzezińskim
z żoną, ? z Hermanów). (…)

Janek
(Jan Komierowski) pisuje masę wierszy, ale błahych. Kazałem mu koniecznie usmażyć poemat poważono-miłosny na przyjazd Alioni (?). Helcię (siostrę) widziałem dopiero wczoraj. Zdrowa jest! (…)

Rękopism mojej powieści krąży w swym ułomku z rąk do rąk i robi się wrzawa, rzeczywiście coraz większa. Gadają o tym
po redakcjach i towarzystwach. „Prawda” przewiduje, że będzie to pewno świadectwo upadku talentu – inni mówią,
że te 30 kartek więcej są warte i więcej zawierają myśli, niż cała literatura powieściowa. Zaprosiłem Lea
(Edwarda Lea), Lubowskiego (Edwarda Lubowskiego), Bogusławskiego (Władysława Bogusławskiego), Henkiela (Dionizego Henkiela), Benniego (Karola Benniego) i przeczytałem im to, co jest. Naprawdę wrażenie dynamitowe. Henkiel powtarza: „Oguom! Oguom! (ogrom), Bogusławski, który w dodatku ten rodzaj kocha nad inne, zapowiada epokę – Lubowski brał się za bok i począł mnie ściskać. Na wieczorze
u Leów
(Edwarda i Stefanii z Zielińskich Leów) mówiono jakoby o jakimś ewenemencie słowem, nie wiem, jak będzie – ale będzie huczek niemały, a jam rad, bo zawsze to cieszy i zawsze o to chodzi. Nie wiem, czym Ci pisał, że Luc (Lucjan Wrotnowski) czytał rękopism p. Raczyńskiej (Róży z Potockich Raczyńskiej) i że mówiła, że to trochę jest Edzio (Edward Aleksander Raczyński). –

Mój przyjazd tu był bardzo potrzebny ze względu na wizytę, o której Ci pisałem. Sabałowa bajka została puszczona, choć nie było o niej wzmianki. Jutro posyłam po pasport i będę się powoli zbierał, bo mnie tu nic nie trzyma – a tymczasowość pobytu przeszkadza w robocie. (…)”

GRUDZIEŃ


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jest w kuferku Taine (Hippolyte Adolphe Taine) i Dujardin (Édouard Émile Louis Dujardin) – dwa tomy; jeśliś nie skończyła, to masz czas przeczytać. (…)”

GRUDZIEŃ – 02. [PONIEDZIAŁEK]


W numerze 271. „Słowo” rozpoczyna druk powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim w Krakowie.

GRUDZIEŃ – 03. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim.

GRUDZIEŃ – 04. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Od pierwszego stycznia zrzekam się mojej posady w „Słowie”, bo jakkolwiek sam przyznajesz, że robiłem wybór doskonał
i dla „Słowa” korzystny, trudno mi jednakże rządzić tym z daleka – nie chcę zaś, by niechętni uważali tę posadę za synekurę. (…) Jeszcze jedno: według artykułu IV kontraktu zawartego między mną a Lucjanem Wrot[nowskim] przypada mi wypłata 5000 rs
z chwilą rozpoczęcia powieści. Właściwie więc powinienem był dostać tę sumę w poniedziałek. Nie było mi pilno, więc nie kładłem na to żadnego nacisku. Obecnie gotowem również czekać. Natychmiastowa wypłata miałaby dla mnie znaczenie tylko o tyle, o ile ruble doskonale teraz stoją, co może się zmienić. (…)”

GRUDZIEŃ – 05. [CZWARTEK]


W numerze 280. „Dziennik Poznański” rozpoczyna druk powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim.

GRUDZIEŃ – 06. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Na propozycję (dalszego wybierania utworów do dodatku literackiego „Słowa”) zgoda – będzie stawać na przeszkodzie tylko to,
że siedząc w Zakopanem nie będę mógł wiedzieć, czy która ze wskazanych przeze mnie powieści nie została porwana przez jakie inne pismo, ale będę się starał wskazywać tymczasem kilka naraz, by zawsze był wybór. Przyjdzie mi to zresztą łatwo, bo wśród tych śniegów co robić po pisaniu, jeśli nie czytać. (…) Teść mój przyjedzie jutro, zechce zabawić parę dni, więc przypuszczam,
że koło czwartku wyruszymy, ale i to w takim tylko razie, jeśli szosa z Chabówki będzie rozkopana
(odśnieżona). Na wszelki wypadek zabrałem się już do pisania, nie chcąc czasu tracić. (…) Co się dzieje z projektem ubezpieczenia mnie? Czy mówiłeś coś
o tym z Lucem? Przecie chodzi mi o moją skórę tyle, ile każdemu, ale czy pójdę na jaką wycieczkę, wśród której można utonąć
z uszami w śniegu, czy pojadę na niedźwiedzie między I a II tomem
(„Bez dogmatu”), zawsze będzie lepiej. (…)”

GRUDZIEŃ – 13. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przyjeżdża do Zakopanego. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjazd dobry. Podróż sankami nie męcząca – śniegi duże, światła na nich ładne. Dom ciepły, pokoik mój ładnie urządzony. Jeszcze parę dywanów, parę luster, a byłby godny Ciebie. Poprzybijano na ścianach rysunki – i mam naprzeciw siebie czarną panterę.

Demb[owskich] jeszcze nie widziałem – zaraz tam idę. Dzieci dobrze wyglądają – porosły. Henio tęgi i ładny – Dzince odrosły włosy i także ładna. (…)

Mój Ziabu miły, jedna prośba: zostawiłem w górnej, zewnętrznej kieszeni paltota notesik – w którym są same rachunki bielizny
i hotelowe, ale jest parę uwag Dujardina
(Édouarda Émile’a Louisa Dujardina), świeżo przepisanych dla Płoszowskiego (Leona Płoszowskiego) - otóż są mi one potrzebne jako ów guzik od dzwonka elektrycznego, który jak się tu przyciska – to tam gdzieś dzwoni. (…)”

GRUDZIEŃ – 14. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Sądząc z Twego listu wnoszę, iż jesteś przekonany, że to ja obniżyłem temperaturę stosunku z Wrot[nowskimi]. Otóż mylisz się zupełnie. Pani (Maria Wrotnowska) zaprosiwszy mnie do swego domu była dla mnie wprost niegrzeczną, ja zaś byłem tak naiwny, żem się nawet od razu w tym nie połapał i składałem to na karb jej zdrowia, nie przypuszczając po prostu, by ktoś poważył się traktować mnie niegrzecznie w swoim własnym domu i zaproszonego mnie, który się tak mało gdziekolwiek wpraszam. (…)
Że zaś mam naturę, która zrażona nie wraca – więc nie wrócę ani za rok, ani za dziesięć, nie wrócę przynajmniej do ich domu.
Co do mego osobistego stosunku z Lucem – będzie, jak wypadnie. Ale ponieważ nie miałem zamiaru go psuć i nie ja go psułem, więc nie ja będę naprawiał. (…)”

GRUDZIEŃ – 14./15. [SOBOTA/NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dzień dobry, Ziabo! A dzień dobry dlatego, że już po północy i właściwie mówiąc niedziela, nie sobota. (…) Ciasno mi trochę
i mam wrażenie, że jest duszno, chociaż to pochodzi z bijącego serca. Rozrzedzone powietrze tutejsze, nie wiem, czy pomoże
na owe palpitansy. (…)

Bardzom się ucieszył rysunkami Henia, bo naprawdę są zadziwiające. Fale morskie lepiej robione niż na obrazie Witkiewicza, który, nie wiem, czy Dzidek
(Jadwiga Janczewska) widział. Okropnie krochmalowe! – Mała jest tłusta jak pulpet. (…) Mateczka
ma się dobrze. Humory ogólnie doskonałe.

Dembowskiej bardzo się podoba „Bez dogmatu”. – Nie wiem, dlaczego w „Czasie” nie ma, a zawsze już obawiam się, czy coś
w Warszawie nie zaszło. (…) Dzideczek będzie czytał i od czasu do czasu napisze mi swoje zdanie, bo ja zawsze je cenię – i pewno zastosuję się do jej przestróg. (…)

Niedziela. Spałem doskonale, serce nie biło i czuję się bardzo raźny. Do Janka
(Jana Komierowskiego) dziś napiszę. Numer jego jest: Wspólna 28. Jeszcze go dojdzie list przed czwartkiem. (…)”

GRUDZIEŃ – 18. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Powiedz mi, czy Twój przyjazd tutaj w najbliższym miesiącu jest zupełnie niemożliwy? Obawiamy się bardzo „influency”
dla Ciebie i dla Twego dziecka. W tej okolicy choroba taka nie może nadejść, gdyż mrozy są zbyt ostre. Jednak nie mamy więcej niż 8 – 10 R. Ojciec wyjedzie za dwa lub trzy tygodnie, więc jego pokój nie będzie zajęty. W Afa-Parku zawsze jest dosyć miejsca. Moim zdaniem, byłoby bardzo korzystne dla Ciebie i Twojego synka spędzić tu zimę. Ale proszę Cię o wybaczenie,
że ośmielam się doradzać Ci. Nie miej mi tego za złe, miła siostrzyczko! W przyszłym miesiącu, kiedy tom I
(„Bez dogmatu”) będzie ukończony, chcę pojechać na polowanie być może na Litwę albo raczej tutaj do księcia S[anguszki] (Eustachego Sanguszki), a wtedy również i mój pokój będzie wolny.

Dziękuję Ci, Kochanie, za spostrzeżenia dotyczące mojej powieści. Jaka to dla mnie strata, że nie mogę przeczytać Ci strony
za stroną i skorzystać z Twoich pomysłowych uwag. Jak zdolną masz główkę! (…)”

GRUDZIEŃ – 19. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś byli na obiedzie Dembowscy (Bronisław i Maria z Sobotkiewiczów Dembowscy). (…)

Powieść może być zachętą wprost albo ostrzeżeniem. Płoszowski może mówić zniechęcająco i jak pesymista – ale jest to człowiek mający chorobę woli i zatruty sceptycyzmem, powieść zatem ma być i będzie bardzo wyraźnym ostrzeżeniem, do czego prowadzi życie „Bez dogmatu” – umysł sceptyczny, przerafinowany, pozbawiony prostoty i nie wspierający się na niczym.
Nie uratuje to wprawdzie Płoszowskich, ale zwróci uwagę na przyczyny, z mocy których Płoszowscy powstają. Ja wprawdzie będę to robił tak, jakbym miał przed sobą zadanie czysto estetyczne, tj. stworzenie życiowego dramatu, ale gdybym robił inaczej, ucierpiałby na tym artyzm, to jest znaczenie i wpływ książki.

Co do scen jaskrawych i zbyt realnych, obawy Twoje były więcej uzasadnione. Po części wypływają one z samej rzeczy,
a po części istotnie, powiedziałem sobie poczynając robotę, że nie będę się zbyt krępował. (…) Będę pisał jak najdelikatniej,
bez tej dotykalnej brutalności, za pomocą której realiści chcą dać miarę swego talentu. Co się tylko da jakimkolwiek sposobem opuścić – opuszczę – i napiszę powieść, którą będą mogły czytać jeśli nie panienki, to przynajmniej – i bez żadnej przykrości – takie figury niedotykane jako ta Ziaba miła
(Jadwiga Janczewska). (…)

Dick
(Henryk Sienkiewicz) jest pracowity. Siedzi jak ten kamień, pisze pilnie, nie napija się po karczmach, wstaje rano, sam sobie kawę gotuje – chodzi, ile trzeba, aby serce nie biło (które zresztą od dwóch dni spokojne i głowa nie obolała), stara się myślić,
ile trzeba, o powieści, a ile trzeba, o zdrowiu – chodzi spać przed dwunastą i myśli zawsze o odpoczynku między tomami.

Rzeźwości dodaje ta pogoda prawdziwie rozkoszna. Mrozu od dwóch dni 2 stopnie – a jasno, a miło, a cicho. (…) Dembowscy sprowadzili starowinkę Sabałę, który był i u nas. Dałem mu grogu, który mu bardzo smakował. (…)

Poznałem p. Taube
(Marię z Kronenbergów primo voto Karolową Zamoyską, secundo voto Gustawową Taube). Mają ją tu za ładną, ale gdzie jej tam do prawdziwej piękności w całym wielki znaczeniu tego słowa. (…) Pisała do mnie z Krakowa niejaka pani Olga Zaleska
z zapytaniem i prośbą, czybym nie chciał jakkolwiek pomóc niejakiej pannie Tyneckiej w Żytomierzu. Sobot[kiewicz]
(Gustaw Sobotkiewicz), który ją zna, powiada, że to jest prawdziwy anioł, a przy tym wcielona delikatność – i jeśli ona za nimi się wstawia,
to już tam musi być nędza i rozpacz przechodząca pojęcie. (…)

Weź, Dziecinku, 25 guld. Z moich pieniędzy – jeśli zaś nie starczy, to dołóż ze swoich – a ja Ci zwrócę i poślij tej p. Zaleskiej
dla p. Marii Tyneckiej. (…) Widzisz, ja mam część pieniędzy dla biednych z Maryninych
(z posagu Marii z Szetkiewiczów Sienkiewicz),
więc naprawdę to nie jest ofiara moja. (…)

Wiesz, co czyta autor filozoficznej powieści „Bez dogmatu”? Oto „Robinsona szwajcarskiego”
(„Robinson szwajcarski” Johanna Rudolpha Wyssa – wydanie polskie nosiło tytuł „Rodzina na bezludnej wyspie, czyli Robinson szwajcarski”). Odnajduję w tym jakieś wspomnienia
z dzieciństwa, świeżości i rozmaitych takich rzeczy – w porównaniu z którymi dzisiejszy Tom
(Henryk Sienkiewicz), który tyle przeszedł, jest po prostu poor Tom. (…)”

GRUDZIEŃ – 21. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Akcję poznańską niech Edward kupi z tych 3 tysięcy guld., które są u Dzi. Prócz tego prawdopodobnie w tych dniach przyślą mi z Warszawy na jego imię owe 5 000 rs., o których wspominałem. Chciałbym także, aby Wańkowicz (Jan Edmund Wańkowicz) sprzedał 1 500 marek w szwedach, które jeszcze są w banku, ale lenię się pisać do niego, tak samo jak lenię się wysyłać stąd pieniądze na akcję. (…)”
Pisząc o akcji poznańskiej, pisarz ma na myśli udział w Banku Ziemskim, który powołano do życia w celu ratowania polskiej własności ziemskiej w Poznańskiem
przed wywłaszczeniem przez Niemców.
Dalej analizuje on swoją pracę nad „Bez dogmatu”:
„(…) Dzidek! Robię wszystko, by Ciebie zadowolnić. Pyszne sceny Płoszowskiego z panią Davisowi wyrzuciłem przez okno Tokajowi (owczarkowi – psu dzieci pisarza) - zostały tylko jego, tj. Płoszowskiego, nie Tokaja, refleksje, a i o te jeszcze strach. (…)”
Pisze również do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Jakie nonsensa drukują, nie możesz mieć o tym pojęcia. W miejscu, gdzie Płoszowski opisuje swą wizytę u Śniatyńskich, oba dzienniki opuściły po siedm lub ośm wierszy, z czego powstał bezsens. (…) …nie mogę się zgodzić, by w Poznańskiem i Galicji ludzie mieli prawo posądzać mnie, że nie umiem po polsku lub że pisuję jak Żyd. To są rzeczy niemożliwe i jeśli nie przyrzeczecie mi pod tym względem reformy, stanie mi się niepodobieństwem posyłanie wam rękopismu. Rękopism powinien być złożony
na kilka dni przed drukiem, korekty starannie poprawione, zawsze z manuskryptem w ręku, nigdy bez niego – i wysłane na czas. (…)”

GRUDZIEŃ – 27. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. W liście do Józefa Chełmońskiego wyjaśnia motywy przyznania malarzowi Konstantemu Mańkowskiemu stypendium im. Marii Sienkiewiczowej:
„(…) O zapomogę na wyjazd z sumy 15 000 rs. ofiarowanych przeze mnie było trzech kandydatów. – Ponieważ Akademia ich przedstawia, a mnie przysługuje prawo wyboru, zwlekałem więc z wyborem do ostatniej chwili w nadziei, że może St. W. (Stanisław Witkiewicz) także się poda. Drażliwość jego w podobnego rodzaju sprawach jest mi znana, ponieważ jednak fundusz stał się publicznym, zatem niejako narodowym, a od swego narodu najambitniejszy nawet człowiek może przyjąć tak pomoc jak od ojca lub matki, przypuszczałem przeto, że i W. przezwycięży swe skrupuły, tym bardziej, że od jego zdrowia zależy przyszłość bliskich mu i kochanych osób. Nadzieje te zawiodły. Stypendium musiało być przyznane w październiku – i w braku W. otrzymał je malarz krakowski Mańkowski - rzeczywiście bardzo chory. (…)”

GRUDZIEŃ – 29. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) W banku już nie ma, Dzidku, i 300 guldenów, bo skądże bym wziął ten tysiąc rubli, który wydałem w Warszawie licząc w to Zosię (siostrę Zofię z Sienkiewiczów Sieńkiewicz), Helenkę (siostrę Helenę Sienkiewiczównę), ojca (Józefa Sienkiewicza) - a nawet i Janka (szwagra Jana Komierowskiego), któremu pożyczyłem cośkolwiek na przedwstępne wyekwipowanie się przynajmniej pod względem garderoby – nie licząc zaś tego, co mnie kosztowało Kalten i co mam przy sobie. W banku jest tedy tylko 1 500 marek
w szwedach i trochę w losach węgierskich i austriackich. (…)

Ot i interes zbyty – a teraz do gawędy z Ziabą.

Mój Dzidu, wszak to za parę dni 1890 rok – a za dziesięć lat pocznie się wiek XX. Żeby choć w XX różne rzeczy się zmieniły; chciałoby się go bardzo dożyć, w przeciwnym razie będzie malwa! Ten rok kończy się o tyle dobrze, że przynajmniej ten prawdziwie „prześliczny” katareczek Cię opuścił. (…) Zaszanujże się teraz przynajmniej i pamiętaj, że jesteś według wyrażenia Sabały „chrobocek”, któremu byle co szkodzi. (…)

Tu odbył się bal dziecinny, o którym mateczka musiała pisać – dzieci po balu nieco zakatarzone – ale przejdzie to także,
bo wróciła śliczna pogoda. Noce są przepyszne – niebo się skrzy, księżyc świeci i smercki obciążone śniegiem tak ślicznie i jasno wyglądają w nocy, że chciałoby się wszystko to zapakować i posłać Dzidkowi w kopercie, żeby wymalowała, póki nie odtaje. –

Ja wciąż piłuję. Czasem się zacinam i wtedy piłuję stronicę po dwa dni. Teraz znów zastopowałem. (…) Ale nie daję za wygraną
i piłuję z cierpliwością godną uznania Betsy – bo to i głowisko pobolewa, i serce czasem trochę bije – i co nade wszystko, zakończenie tomu I-szego się odkłada. (…)

Nie myśl także, żeby te rzeczy, z których jestem niekontent, były zupełnie złe. Kto inny byłby i z tego zadowolony, ale mnie tak każdy niedostatek piecze, choćbym miał nawet pewność, że nikt na świecie go nie zauważy – tak mnie hadzi każde pospolitsze wyrażenie, że się prawdziwie dręczę. I oto jest powód, że piszę powoli i niewiele – i że nawet tę Żabę zarzucam mymi skrupułami. – Czasem szkoda mi, że to jest dziennik, nie pamiętnik, ale, widzisz, dziennik to świeże wrażenia, a zaś pamiętnik może pisać człowiek uspokojony, po latach. To jest zła strona pamiętnika. (…)

Chciałem Ci jeszcze powinszować Nowego Roku – ale cóż powiem? Bodajby był taki, żeby Dzineczce było w nim najlepiej. (…)”

GRUDZIEŃ – 31. [WTOREK]


W numerze 293. „Słowo” kończy druk powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]



Rok 1890



DOKŁADNEJ DATY BRAK


W Bostonie i Londynie ukazuje się „Ogniem i mieczem” w przekładzie Jeremiah’a Curtin’a.
W numerach: 262 - 266 - „Gazety Polskiej” Władysław Bogusławski zamieszcza napisaną przez siebie recenzję powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

STYCZEŃ


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem.
Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim przy ul. Sławkowskiej 3. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Tęskno mi zawsze do Was, ale gdy zważę konieczność brania nowego paszportu, koszta, kłopoty etc., myślę, że taniej,
a zwłaszcza mniej kłopotliwie będzie mi pobum[b]lować trochę w Wiedniu. Wreszcie za jaki tydzień trzeba się będzie mieć
z powrotem do Zakopanego i zasiąść znowu do roboty. (…) Co się dzieje z odbitką? Czy prędko książka będzie? To i owo,
co słyszę o powieści, skłania mnie do napisania przedmowy do pierwszego tomu
(„Bez dogmatu”). (…)”

STYCZEŃ – 02. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem.

STYCZEŃ – 03. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Czy posyłasz ojcu memu miesięczną pensję i czy wysłałeś na 1-szego stycz[nia]? Donieś mi także, czy rękopism
(„Bez dogmatu”) dochodzi regularnie. Posłałem 3 razy po 5 arkusików, dziś zaś 8. Zawsze za kwitem zwrotnym i właśnie pytam dlatego, że dotąd nie zwrócono mi żadnego. (…)”

STYCZEŃ – 10. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Tom pierwszy ma się bardzo ku końcowi. Właściwie powinienem był już go zakończyć na odebraniu przez Płoszowskiego listu o wyjściu Anielki za Kromickiego. Miałem pierwotnie zamiar zakończyć ten tom powrotem jego do Płoszowa, gdzie Anielka już bawi. Ale oto: po wyjściu za mąż ona przecie nie może rozstawać się zaraz z mężem ani on ją opuszczać i jechać
do Turkiestanu. Musi przecie upłynąć choć kilka miesięcy. W ten sposób powstaje luka, której nie ma jak zapełnić. (…) Powiedz,
co o tym myślisz? Czy nie lepiej, żeby owa luka zaginęła między dwoma tomami, tj. żeby nastąpiła pewna przerwa w dzienniku, naturalna zresztą po katastrofie. Co, Żabko? Płoszowski mógłby zresztą zacząć tom II od pobieżnego poglądu na tę przerwę, opowiedzieć, co robił… Czekam niecierpliwie zdania Dzinki.

W tym razie zakończyłbym za jaki tydzień. Miałoby to i tę dobrą stronę, że istotnie potrzebuję odpoczynku. Nie uwierzysz,
co to jest dawać wszystko z siebie na takim pustkowiu, a nic w siebie nie wciągać. Żadnych wrażeń, żadnej podniety, żadnej rozmowy, nic z tego, co daje życie, tylko praca mózgowa bardzo wytężona, tylko ekspens bez jakiegokolwiek przybytku. Dodaj
do tego względną niewygodę, a zrozumiesz, jak mogę być zmęczony. Trochę mi ciasno w tym pokoju, jak chcę pochodzić
dla namysłu, to nie mam gdzie. Ale w ostatnich arkusikach jest wiele rzeczy dobrych. Zresztą zobaczysz. (…)

Płoszowski musi być z początku takim, jak jest – i miłość jego musi mieć charakter taki, jak ma, to jest jednostronny i kaleki. Dlatego właśnie, gdy przychodzi drugie wrażenie podobne, uczucie jego nie może się ostać – mimo że jednak są już w nim zarodki szlachetniejsze. Kocha on Anielkę zmysłami – ale bądź co bądź trochę inaczej niż Laurę. Potem ona, tj. Anielka, przez swą naturę rozwija w nim owe zarodki, tak że uczucie jego, nie tracąc swego pierwszego charakteru dopełnia, równoważy się i wzmacnia
do nieskończoności innym – tak że pierwszy charakter schodzi niemal do znaczenia fundamentu, na którym stoi gotycki kościół.

Taki miałem plan – i zdaje się, że to dobrze pomyślane. Dzid pewnie by chciał, żeby kościół był bez fundamentów – bo on jest taki – ale w takim razie (mówię to ze strachem) byłby to chiński cień ten Płoszowski, nie człowiek. Zresztą zobaczysz, jak się to rozwinie. Zamierzam być konsekwentny jak sama logika. (…)”

STYCZEŃ – 11. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Co w tym Antałku (Antonim Zaleskim) zawsze istotnie ceniłem, to ten patriotyzm i tę gotowość do poświęcenia osobistych względów na ołtarzu dobra publicznego. (…) Jakbym widział Antałka mówiącego sobie: „Co mi ta i tak nieszczęśliwa Polska zrobiła, żebym ją miał wystawiać na kpiny i pozbawić sympatii takiej potęgi finansowej, jaką są Stany Zjednoczone, a zwłaszcza pozbawiać ją tej ostatniej sławy, jaką Sienkiewicz za czasów swego pobytu tak świetnie umiał podtrzymać. (…)” (…)

Dość jednak o tym. Pogadaj z Lucem
(Lucjanem Wrotnowskim), mój Mścisławie, o jak najprędszym wydaniu t. I („Bez dogmatu”).
Są do tego ważnie powody. (…)”

STYCZEŃ – 23. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Do Warszawy teraz nie przyjeżdżam. Jadę na dwa tygodnie do Wiednia. Adres mój będzie: Wien, Seilerstätte, Himmel[p]fortgasse, Hotel Garni Kraus. Czy przyjadę po dwóch tygodniach, nie wiem. Nie czuję się zdrów, a zwłaszcza jestem bardzo znerwowany. Czuję psychiczną potrzebę zobaczyć Belweder, Tycjana, Tintoretta, etc. i myślę, że taka kąpiel zrobi mi dobrze.

Chcę koniecznie robić korektę tomu pierwszego
(„Bez dogmatu”). Kiedy to zacznie wychodzić? Bardzo mi na tym zależy, by to było prędko. (…)”

STYCZEŃ – 25. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Podług mnie ukazanie się t. I („Bez dogmatu”) mogłoby zachęcić do szukania II-giego w „Słowie”, ponieważ jednak to nie mój interes, więc nie zabieram głosu. Proszę tylko, zbroszurujcie i przyślijcie mi jak najprędzej I-szy. „Czas” po trzy dni nie daje. Ludzie myślą, że powieść przerwana. Tak nie może iść – i t. II zamierzam im posyłać, zwłaszcza iż cenzura mogła się już przekonać, że powieść jest czysto psychologiczna i że z polityką nie ma żadnego związku.

Dla „Słowa” znalazłem powieść do Dodatku i polecam ją najmocniej. Jest to Mariona Crawforda
(Francisa Mariona Crawforda)Sant' Ilario”. …opisuje zamach Garibaldiego na Rzym w 1867 zakończony bitwą pod Mentaną. (…) Jadę do Wiednia. Adres doniosę.

Do Warszawy przyjadę lub nie, zależnie od zdrowia, które jest złe, humoru, który jest zły, i nerwów, które są złe. (…)”

STYCZEŃ – 27. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Wiednia i zatrzymuje się w hotelu u Krausowej (?) w pokoju nr 15. Wieczorem pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem tak sobie, trochę zmęczony, a trochę wyspany. Mimo tego położyłem się spać i drzemałem do 1-szej, potem pisałem do mateczki, ubrałem się, flanowałem (włóczyłem się, wałęsałem się) po mieście, zjadłem obiad, na którym był tylko Zdziś
M[orawski]… (…) Kupiłem u Gerolda Chasses aux tigres par la prince Henri d’Orléans
(Henri d’Orléans „Six mois aux Indes. Chasses aux tigres”). Będę to czytał w nocy. (…)

Głowa boli, ramię boli, ręka boli – zresztą dobrze. Wicher tak okropny, że ludzi przewraca. (…) W tej chwili zadeszczyło się
i zawichrzyło się jeszcze gorzej. Nie potrzeba szukać wiatrów halnych. Krausowa rada. Drugie piętro puste. Potkański
(Karol Potkański) znajdzie pokój. Ja mam dobry, widny, N 15. Myślę tu pisać.

Po drodze układałem dramat liryczny pod wpływem Antygony
(„Antygony” Sofoklesa), którą czytałem w sleepingu. (…)

Obecnie bolą mnie mózgi i najlepiej bym zrobił, nie wyłażąc na ten wicher. Ale bilet w kieszeni. – W tej chwili przyniesiono mi Dujardina
(Edouarda Dujardina), którego przysłał Zdziś (Zdzisław Morawski). Przeczytam jeszcze raz z ciekawością. Z[dziś] mówił mi dużo o „Bez dogmatu”. Nerwowym naturom to się podoba. (…)”

STYCZEŃ – 28. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Tego dnia w Staatopera przy Ringu ogląda operę Wolfganga Amadeusza Mozarta „Don Juan”.

Pisze także do Mścisława Godlewskiego:
(…) Adres mój jest: Seilerstätte, Hotel Garni Kraus n[r] 11. Przyślijcie mi, ile można prędko, wycinki. „Sant' Ilario” polecam jeszcze raz. „Kobieta w bieli(William Wilkie Collins „The Woman in White”) jest dobra powieść, ale ogromnie stara i była tłomaczona
przed 15 lub 20 laty w „Gazecie Polskiej” czy też w „Warszawskiej”. Po „Sant' Ilario” możemy dać „Six mois aux Indes (Chasses aux tigres par le prince Henri D'Orleans)
(Henryk Orleański „Six mois aux Indes /Chasses aux tigres par le prince Henri D'Orleans/”) – o ile
nie znajdę coś lepszego.

Proszę Cię o wysłanie pieniędzy ojcu memu.

Do drugiego tomu
(„Bez dogmatu”) zabieram się zaraz, ale przerwa musi nastąpić kilkutygodniowa. Bardzo jestem znerwowany.
Na dobrą sprawę powinienem pojechać na kilka miesięcy do Kalten
(Kaltenleutgeben) i tam kończyć, ale mi do dzieci tęskno. (…)”

STYCZEŃ – 29. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Tego dnia wybiera się do Staatopery na operę Ryszarda Wagnera „Tannhäuser”. Niestety, nie ma już biletów.

STYCZEŃ – 30. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziękuję za wycinek. Zdaje mi się, że rękopism Og[niem] i mieczem nie istnieje. – Potop – być może, że ma Łętowski (Julian Łętowski; właściwie: Władysław Książek) - Wołodyjowski („Pan Wołodyjowski”) w całości jest w moim posiadaniu. – Już go masz! – Zdaje mi się nawet, że gdybym Ci go oddał, byłby to jedyny sposób, żeby z czasem stał się własnością dzieci. Jam sam zgubię prędzej – później. Bez dogm[atu] pewnie chowają. Odbiorę i także mogę zdeponować w tym biurku, obok obcasków i innych pamiątek. (…)”
Autografy wyżej wymienionych powieści znajdują się w zbiorach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. Henryk Sienkiewicz pisze dalej:
„(…) Na Don Juanie (na operze Wolfganga Amadeusza Mozarta „Don Juan”) byłem, św. Stefan (ten gotyk) pokręcił moje nerwy, a Don Juan odprostował. Po prostu delektowałem się i do dziś jestem sobie wdzięczny, żem poszedł. Wczoraj był Tannhäuser (opera Ryszarda Wagnera „Tannhäuser”), ale nie dostałem biletu.

B. Woł[odkowicza]
(Bolesława Wołodkowicza) widuję co dzień na obiedzie. (…)

Dziś teatra zamknięte, bo rocznica Mayerlingu
(rocznica śmierci arcyksięcia Rudolfa, który rzekomo popełnił samobójstwo w zameczku myśliwskim Mayerling). (…)

Mam wielkie myśli podróżniczo-polityczne. Wielkie i dziwne – ale możliwe po ukończeniu Bez dogmatu. Powiem Ci o nich
za widzeniem. Chodzi o Indie. – Przyszło mi to do głowy, gdym czytał Les chassis aux tigres ks. Orleańskiego. (…)”

STYCZEŃ – 31. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Rzecz jest taka: odebrałem dziś od mateczki kartkę w odpowiedzi na mój list stąd, w której matuś piszą, że wzywają Szajna (Józefa Szajnę), trochę dla Henia, ale także i dla siebie, bo ta ręka, którą sobie nadwyrężyła, opierając się na niej w chwili upadku, brzęknie i ciągle mateczce dokucza. (…)”

LUTY – 03. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dicka (Henryka Sienkiewicza) co rano gnębi katar – w południe Dick go zwycięża – i jakoś kołace się po mieście. Byliśmy
w Belwederze
(pałacu barokowym w Wiedniu) z Potkańskim (Karolem Potkańskim). Potkański jest czasem zupełnie komiczny.
Na obiedzie, gdzie każę sobie coś podać, karta przechodzi do jego rąk – wówczas wykręca się, macha rękoma, trze oczy
i po półgodzinnym literalnie namyśle wykrzykuje z rozpaczą: „Dasseble!”
(To samo). Nigdy inaczej. Kelnerzy patrzą trochę na niego jak na wariata. Z rana wychodzi do bibliotek – lub kto jego wie gdzie – i bawi do drugiej. Wówczas mam czas swobodny. Czytać nie czytam, ale piszę listy lub Bez dogm[atu].

Wczoraj byłem u Koźmiana
(Stanisława Koźmiana). Zastałem go schodzącego ze schodów i nie wszedłem, bo szedł na pogrzeb Jędrzejowicza (Władysława Jędrzejowicza). (…)

…w II tomie
(„Bez dogmatu”) nie będzie nic, czego by aniołowie na harfach nie mogli wygrać. Jakoś chętnie zabrałem się
do drugiego tomu. Obiecuję też sobie, że będzie w nim więcej akcji, a mniej filozofii… (…) W „Słowie” było ogłoszenie, że pierwsze numera z początkiem Bez dogm[atu] i noworoczne są całkowicie wyczerpane – i że czyni się nowa odbitka samej powieści
dla przybywających
(czytelników). (…)

Na Kärthner u modystek są wystawione kapelusze wiosenne potwornych rozmiarów – ot takie
(tu rysunek kapelusza). Ciekawym,
jak Ci się ta moda podoba i czy będziesz ją lubiła. Czy w Krakowie są już podobne? (…)”
Tymczasem w 26 numerze „Słowa” ukazuje się notatka zatytułowana Od administracji „Słowa”:
„Dla nowych naszych prenumeratorów, którzy nie otrzymali pierwszych numerów „Słowa” z r.b. z powodu ich wyczerpania, dołączamy do dzisiejszego numeru arkusz powieści „Bez dogmatu” i pierwszy arkusz dodatku powieściowego.”

LUTY – 07. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Jaczewskiej:
„(…) Do mateczki pisałem i użyłem summum argumentu (najwyższego argumentu). Powiadam tak: „Co mateczce szkodzi,
że jak Pareński
(Stanisław Pareński) przyjdzie do Henia, to za jedną drogą powtórzy i tej Żabie, że jest zdrowa. Trzeba, żeby i Jej,
i wszystkim Jej bliskim to powtarzał. Ona sama go nie wezwie, ale jakby przyszedł do Henia, toby Jej mateczka nie puściła.” Pisałem, że mateczce należy się zarówno fizyczny, jak moralny odpoczynek – ale dla mateczki to argument mniej doniosły. (…)

Czasu mamy jak wody – bo od obiadu nie robi się nic – jeśli repertuar podły, bo i wieczorem nie ma często co robić pozostaje tylko Ronacher
(Teatr-Variété Ronachers Establissement), ale tam wiecznie to samo. Potk[ański] kocha się w Lilii Burnaud, to mu dobrze – ale ja! Myśli moje zbyt są rozdzielone między Alioni, Charolt[tę], Czarnowską i inne majątki ziemskie, bym się mógł bawić. Zresztą „mnie ta niczym tak nie ucieszy, jako tym śrybłem albo tym złotem” (w gwarze góralskiej: srebrem albo złotem).

Co ja mam za swoje rozpacze! Czasem gryzę się, że śmierć niedaleka, a tak mało dzieciom zostawiam, że za dużo wydaję –
że te kilkanaście tysięcy guldenów i te dzieła Hen[ryka] Sienk[iewicza] to będzie jedna nędza, drugi głód etc. I znów kiedy indziej przychodzi mi do głowy: ilu to ludzi nie tylko nic nie zostawia, ale traci jeszcze majątek żony, dzieci – ilu jest takich zwłaszcza
w świecie scribo-artystycznym. (…)

Holender
(opera Ryszarda Wagnera „Holender tułacz” lub „Latający Holender”) bardzo ładny. Chciałbym być jeszcze na „Fauście” (operze Charlesa Francisa Gounoda „Faust”). W Burgu nie byliśmy dotąd, bo na „Powieść zimową”(komedię Williama Szekspira „Opowieść zimowa”)
nie dostaliśmy biletów, a zresztą repertuar fatalny. Blumenstok
(Henryk Blumenstock) obiecał, że wyrobi dla mnie „Króla Leara” (bilet wstępu na tragedię Wiliama Szekspira „Król Leara”). Wczoraj przysłał zaproszenie na wielką recepcję do burmistrza dla „Seine Hochwohlgeboren Herrn Ritter von Sienkiewicz” (Dla Jego Wysokości Szlachetnie Urodzonego Pana Sienkiewicza), co zdaje się zrobiło wielkie wrażenie na Krausową (właścicielkę hotelu, w którym pisarz mieszkał). Nie byłem. (…)

Czytam Veto, powieść histor[yczną] Krechowieckiego
(Adama Krechowieckiego). – Naprawdę, mój miły Dzidziu, zaczynam cenić swoje powieści, gdy czytam cudze. T[om] I Bez dogmatu kończy się. Drugi idzie wolno, ale idzie. (…)

Trochę dokuczają mi zęby. Trzeba by raz z nimi skończyć, ale tylko przez Cybulskiego
(Napoleona Cybulskiego). (…)”

LUTY – 09. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Tego dnia – wspólnie z Karolem Potkańskim udaje się do Kabaretu i Teatrzyku Rewiowego „Orpheum” przy ul. Wasagasse 33.

LUTY – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Teraz już mniej mruczą na Dzidka, ale zawsze bardzo doradzają tran. Czytałem świeżo w „J[ournal] des Débats” kronikę naukową doktora Gautier (Armanda Gautiera), w której powiada, że nie ma lepszego lekarstwa na usposobienie kataralne gardła
i płuc. (…)

Wczoraj byliśmy z Potk[ańskim] w Orfeum
(Kabaret i Teatrzyk Rewiowy „Orpheum” w Wiedniu), ale tak było duszno, dymno, ciemno
i brzydko, że uciekliśmy do Ronachera, zanim tresowane wilki wyszły na scenę. Repertuar w teatrach ciągle marny. Uciekłbym stąd prędzej, gdyby nie to, że w tym tygodniu mają przyjechać Godlewscy
(Mścisław i Maria z Popielów Godlewscy). (…)

…dobrze nie wiem, gdzie będę na wiosnę. Do Warszawy… hm! hm!… gdybym chciał jechać, to właśnie byłaby pora teraz, bo oto onegdaj odebrałem taki list:

„Kochany Panie Leonie!
( użyte przez anonimową autorkę listu imię Leona Płoszowskiego, bohatera „Bez dogmatu”; mowa o Henryku Sienkiewiczu) Bez dogmatu do śmierci pozostać nie możesz, a więc niech miłość prawdziwa, miłość życie rozpromieniająca Twym dogmatem będzie. Wierzaj mi, że życie bez niej jest czczym, pustym, jałowym, masz tego dowód na sobie samym.

Przestań filozofować i wyciągnij dłoń po serce, które do Ciebie dawno należy; wiesz o tym, panie Leonie, od dawna. Ja wiem,
że nie kochasz, lecz być kochanym nie jestże także szczęściem? Moje bezgraniczne przywiązanie, o którym wątpić nie wolno, rozbudzi z czasem uczucie w Twym sercu. Wiara i miłość są dogmatem serca, nawet sława taka jak Twoja wypełnić go nie zdoła. Ja Ci daję to serce pełne miłości dla człowieka, uwielbienia dla artysty. Nie odrzucaj go, bo i tej drugiej Anielki kiedyś, z czasem, żałować będziesz.”


Daję na to odpowiedź mentalną
(w duchu, w myślach): „Dobrze, ale wpierw zobaczę, jak będziesz wisieć.” List nie jest podpisany – ale wiem doskonale, kto go pisał. (…) Szlachcianki polskie nie lezą w ten sposób w oczy – na to trzeba ognistszego temperamentu, tak nawet ognistego, że nie poprzestaje na pierwszej próbie. – Mówiąc nawiasem, jest to paskudne… (…)

Byłem w Kunstvereinie
(lokalu wystawowym w Wiedniu) - Makarta „Triumf Ariadny” (obraz Hansa Makarta „Triumf Ariadny”).
Jest to Rubensjada zwiedeńszczona. Zresztą marności.

Płoszowskiego piszę – doszedłem do 7 kartek. Oj, długo potrwa jeszcze – ale wreszcie się skończy. (…)”
Wieczorem w Staatsopera ogląda operę Antonia Smareglii „Il Vassallo di Szigeth”, a następnie balet-pantomimę Jozefa Bayera „Die Puppenfee”.

LUTY – 11. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …zębiska (te, których nie ma) bolą go (autora listu) to mniej, to więcej – i rad by, a raczej nierad by, ale musi oddać paszczę swoją Cybulskiemu. Tu nie chcę tego zrobić, bo i drogo, i nie będą dbali, i oszukują – boję się zaś, że się skończy narywem (ropniem, wrzodem) i będzie mitręga w pisaniu, tak jak było jesienią en Zak (w Zakopanem). (…)

Wczoraj byliśmy na operze: Der Vassal von Szegeth, muzyka Smareglia
(operze Antonia Smareglii „Il Vassallo di Szigeth”). Krótkie,
ale nudne. Potem grano balet Puppenfee
(balet-pantomima Jozefa Bayera „Die Puppenfee”). Cudo! Wróżka ożywia w nocy sklep
z zabawkami. – Żałowaliśmy, że dzieci tego nie widzą. Mały Twój dostałby morskiej choroby z zachwytu na pewno. (…)”
Wieczorem w Staatsopera ogląda operę Giacomo Meyerbeera „Hugenoci”.

Tego dnia poznaje również Dynhajma (?), Szczawińskiego (Henryka Melcera-Szczawińskiego) i Brochockiego (?).

LUTY – 12. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj… byłem na Hugenotach (operze Giacomo Meyerbeera „Hugenoci”). I akt – nuda okropna. II-gi – jeszcze gorsza.
III – trochę lepszy. IV – dobry, na piątym nie mogłem wytrzymać. (…) …w całości ta opera robi takie wrażenie, jakby ją pisał
nie pojedynczy natchniony twórca, ale np. komitet wysadzony z łona obszerniejszej komisji muzycznej. (…)

Wczoraj poznałem Dynhajma, Szczawińskiego
(Henryka Melcera-Szczawińskiego), Brochockiego, który jest dość miły. Prowadzi tu paradne życie, należy do Jockey-Klubu etc. (…)

Wyjeżdżam jutro, tj. w czwartek, na wieczór. Przyjeżdżają tu dziś nie Godlewscy, ale Kociowie Komierowscy
(Konstanty i Maria
z Hirszmanów Komierowscy). (…)”

LUTY – połowa miesiąca


Od połowy lutego Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem.

LUTY – 22. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem dobrze i wcześnie – ale że w wagonie pod koniec było gorąco, a w drodze wąsy obmarzają i oddycha się lodem, dostałem ogromnego kataru. (…)

Od Michałowskiego
(Ludwika Michałowskiego, mieszkającego wspólnie z Karolem Potkańskim w Krakowie przy Brackiej 10) poszedłem z nim (?)
i Potk[ańskim]
(Karolem Potkańskim) i K. Górsk[im] (Konstantym Marią Górskim) do restauracji na kolację – przyszli później
Wołod[kowicz]
(Bolesław Wołodkowicz) i Pusłowski (Ksawery lub Emanuel Pusłowski). Ten ostatni przysłał mi nazajutrz kilka książek, między nimi: À rebours Huysmansa (Jorisa Karla Huysmansa, właściwie Georgesa Charlesa Huysmansa), ucznia Zoli (Émile’a Zoli).
Co za szczególna książka i dziwaczna – aż do chińszczyzny lub potworności. Nie jest ona ciekawa sama przez się, ale jako objaw. (…)”

LUTY – 23. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Tego dnia – wspólnie z Władysławem Zamoyskim i Ludwikiem Andrzejem Janikowskim – spożywa obiad do Bronisława
i Marii z Sobotkiewiczów Dembowskich.

LUTY – 24. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Już po katarze, a tak zmógł z soboty na niedzielę, tak darło w nogach, rękach, głowie, żem się położył o 9-tej wieczór
i wstał o drugiej, prosto na obiad do Demb[owskich]
(Bronisława i Marii z Sobotkiewiczów Dembowskich) z lordem (Władysławem Zamoyskim) i tym Janikowskim wypędzonym (Ludwikiem Andrzejem Janikowskim), który jest lękliwy, milczący, nieśmiały, duży i podobny do trupiej głowy. Dziś po południu zabieram się do roboty. Zdrowie ogólne dobre. (…)

Bez dogm[atu] nie odsyłaj. To dla Dzinki. Jak mi będzie trzeba, to pożyczę sobie od Niej – ale zresztą mam oprócz tego odcinki zebrane. (…)

Wszystko dobrze. Zęby zawsze mnie jednak trochę bolą, zwłaszcza jeden kieł, obok wyrwanego – trochę to jest newralgii
w kości od siedzenia pod oknem. Teraz już zmieniłem miejsce. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
(…) Druk drugiej części „Bez dogm[atu]” ropocznę 10, najpóźniej 15 marca. W Krakowie krótko bawiłem i pobyt miałem nieprzyjemny, rwałem bowiem zęby, co jednak nie usunęło całkowicie newralgii. (…) Koło Wielkanocy może przyjadę
do Warszawy. (…) Kociów Kom[ierowskich] widziałem w Wiedniu. (…)”

LUTY – 25. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Tymczasem zabrałem się do [Bez dogm[atu], ale jeszcze odrywają mnie dystrakcje, różne idées fixe tak silne, że ani chcą wyjść z głowy – skutkiem czego robi się jedno, a myśli o drugim. – I to przypływa, przypływa – aż ledwie się w człowieku mieści. Wobec tego okropnie ciężko na miejscu usiedzieć. – Domyślasz się, co mnie tak absorbuje. – Naturalnie… Indie! Oj, Ziaba!

Zęby mnie bolą i bolą. (…)”

LUTY – 26. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) W Zakopanem jest mi niewygodnie i źle – przy tym do pisania dusza moja potrzebuje tego, czego tu nie ma, przy tym
nie umiem się skupić, więc myślę trochę ze strachem o drugim tomie. Ciasnota robi takie wrażenia, jakbym był uwiązany
na łańcuchu – i nie uwierzysz, jak mi to przeszkadza, zwłaszcza gdy się do tego doda rzeczywistą duszność.

Drugi egzempl[arz] Bez dogm[atu] mam, wprawdzie nie naklejony, tylko w długich odcinkach, ale ponieważ przeznaczony jest
do korekty, więc nie może być naklejony. (…)

Widzisz, mnie ta tymczasowość ciąży bardzo. Ani się urządzić, ani zagospodarować, ani osiedlić. Brak stałego miejsca pobytu, fizyczny – równie jak moralny, to rzeczy przykre. Przewiduję, że przy zawieraniu kupna potrzebne będą liczne przejazdy – muszę
i meble sam sprowadzić z Warszawy, dlatego pisałem, że wypadnie mi pojechać. Bardzo mi jakoś w głowie pusto i gnębiąco.
Nie wiem, co ze sobą zrobić w lecie – i nadejście tej pożądanej zawsze pory mniej mi się uśmiecha niż zwykle. Chciałbym więc przynajmniej się osiedlić. Pisanie wśród tylu tymczasowości, zawieszeń, braku wytycznych punktów jest trudne i męczące. Trzeba sobie tworzyć choć takie sztuczne cele, jak dom, przewózka gratów etc. (…)”

MARZEC – 01. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Na nieszczęście głowa mnie boli prawie stale od chwili przyjazdu w sposób newralgiczny lub migrenowy, mocniej lub słabiej, ale ciągle; czuję ją nawet przez sen, a gdy na minutę przestaje, pozostawia taką obolałość i drażliwość, że ani myśleć o robocie. Nie uwierzysz, miła Betsy (Jadwiga Janczewska), jak mnie to martwi – bo w tych warunkach jest mi prawie niepodobna pisać,
nie mówiąc już o dobrym pisaniu. Jak się to fatalnie musi odbić na drugim tomie, który tak raźnie zacząłem w Wiedniu.
Przy pisaniu I-szego pobolewała mnie głowa codziennie, ale tylko pobolewała w sposób nie dający pojęcia o obecnym, ubezwładniającym bólu. Wyjechałem – przestała, a przynajmniej zmniejszył się ból bardzo – obecnie wróciła z nową siłą.

Myślę, że to klimat tutejszy zbyt jest energiczny i psuje równowagę mego obiegu krwi – ale co zrobić. Wyjechać do Warszawy? Nie uwierzysz, jak mi się tego nie chce, pominąwszy, że mieszkanie moje najęte. – Równie się nie chce i do Wiednia. Chyba
do Kalten albo do Jezior
(na północy Włoch) - ale na to znów czasu nie ma, bo t[om] II zapowiedziany na XV-stego marca, a ja
prócz siedmiu wiedeńskich wyjęczałem tu tylko dwie kartki. Ta sprawa mnie martwi; gdyby nie to, byłbym cierpliwy. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
(…) Proszę Cię o polecenie wysłania ojcu memu rs 50. Jeśliście nie ogłosili do chwili odebrania tej kartki terminu poczęcia t. II („Bez dogmatu”), to się wstrzymajcie. Od dnia przyjazdu tu dostałem niesłychanego bolu głowy, który z początku ustawał, obecnie zmienił się na stały. Jestem przestraszony tym, zwłaszcza że nie mogę ani myślić o pisaniu. Być może, że klimat jest tu zbyt
dla mnie ekscytujący. Jeśli to nie ustanie, muszę śpiesznie wyjechać do Warszawy, Wiednia lub gdziekolwiek. (…) Kończę,
bo istotnie trudno mi pisać nawet list. (…)”

MARZEC – 09. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Como we Włoszech. Zatrzymuje się w Hotelu Volta, skąd pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Otom w Como. Jechałem prosto z Wiednia. W Mediolanie byłem godzinę. Ile poprzednio w Mestre i w Weronie, nie wiem,
bom spał. W Pontebba wlazłem do wagonu „diretto Milano”
(bezpośrednio do Milanu) - i wysiadłem dopiero dziś o szóstej.
Tu przyjechałem o 8-smej z minutami. Zdaje się, że prócz mnie – ani kota. Wyjątek stanowi pewna Angielka, wysmukła, młoda
i piękna, która jechała ze mną. (…)

Jezioro jeszcze szare, ziemia koloru zwiędłego liścia, drzewa nie rozwinięte. Jeśli jednak słońce dogrzeje – pójdzie to prędko.
W każdym razie warunki są tu takie, że Bez dogm[atu] na nich skorzysta.

Como wygląda raczej na zapadłe miasteczko włoskie niż na stację dla cudzoziemców. Wszystko małe, dalekie od luksusu. Hotele skromne – przynajmniej pod względem urządzenia – jeśli nie cen. Mam miły i dość jasny, a zarazem dość zimny pokoik w „Hotelu Volta”… Widok na jezioro i góry. Trochę już łaziłem. Tchnienie wiosny czuć już w powietrzu; za jaki miesiąc, gdy drzewa się rozwiną, będzie ślicznie.

Rozpakowałem się zupełnie. Jutro zabieram się do roboty – dziś jestem tak śpiący, że ledwie żyję i nie bardzo wiem, co piszę.

Z Krak[owa] do Wiednia jechałem w jednym pociągu, a nawet w jednym korytarzyku z panią Straszewską
(?). (…) Z Wiednia
do Neapolu czytałem w drodze La bête humaine Zoli
(Emila Zoli), książkę obrzydliwą. Jest to mieszanina Gaboriau (Emila Gaboriau), Dostojewskiego (Fiodora Michajłowicza Dostojewskiego) i legendy o Dżaku londyńskim (Kubie-Rozpruwaczu), mordującym kobiety.
Coś sromotnego! (…)

Ogólnie kontent jestem, żem tu przyjechał; wolałbym trochę więcej słońca i ciepła, trochę więcej charakteru włoskiego –
ale i tak dobrze. Te Włochy mają jednak coś klasycznego i koją swoją sztuką. Byłby raj, gdyby słońce było. (…)

W Wiedniu stałem w „Erzherzogu”. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
(…) Bawię w Como nad Lagio di Como (Jeziorem Como), gdzie zabawię z miesiąc. Bądź łaskaw, każ mi przesyłać „Słowo”. Adres: Hôtel Volta. Pisać będzie dobrze. Pierwszą paczkę rękopismu prześlę przed 1-szym – zapewne koło 20 marca. (…)”

MARZEC – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como. Tego dnia wybiera się na spacer zachodnim brzegiem Jeziora Como. Dociera do miejscowości Cernobbio.

MARZEC – 11. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como we Włoszech. Mieszka w Hotelu Volta. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jużem się wyspał, głowa nie boli, na desce piersiowej mniej ciężaru i krwi nie widziałem ani śladu przy odkaszliwaniu.

Pogodnie i ciepło, ale bardzo pusto. W mieszkaniu trochę zimno – więc na kominku palę. – Ale myślę, że i słońce będzie coraz lepiej ogrzewać mury. Jednak w dzień trudno chodzić nawet w paltocie podszytym flanelą, zwłaszcza chodzić daleko i po słońcu. Wczoraj puściłem się aż do Cernobio
(Cernobbio), zachodnim brzegiem. Leży to o półtorej godziny od Como. Dziś chodziłem równie daleko wschodnim. (…) …zostanę tu z dziesięć dni… (…)

Myślę koło 1-szego kwietnia być już w kraju. Czy pojadę do Zakop[anego], czy do Warszawy, będzie to zależało od tego,
co się pokaże potrzebne.

Do roboty Latawca
(określenie własnej twórczości) wziąłem się już regularnie. – Czasem mam ochotę do pisania, czasem nie mam
do niczego ochoty. (…) Jest to niemała dla mnie rozrywka pisanie i otrzymywanie listów. (…)”

MARZEC – 12. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como.

MARZEC – 13. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como. Mieszka w Hotelu Volta. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zostaję tu, jak Ci pisałem, do wtorku. Myśl o Specji zarzuciłem. Za daleko. We wtorek pojadę do Mediolanu, stanę w „Hotelu Francia” i zatrzymam się tam ośm dni. Tu jest zbyt nudno. Jest przy tym jedna niedogodność, to jest żadnych spacerów
dla pieszych, tylko dwie drogi bite, po dwóch stronach jeziora, na których panują wieczne kłęby kurzu; że zaś jestem cały oblepiony papierem Vlinsi z powodu ciągłego i coraz silniejszego bólu piersi, więc mi to i niezdrowo. –

W hotelu jestem sam. (…)

Bez dogm[atu] posunąłem znacznie, ale męczy mnie myśl, że po ukończeniu roboty nie mam co ze sobą zrobić, chyba
po spacerze pójść do brudnej kawiarni i czytać „Secolo”
(„Il Secolo” – dziennik polityczny), który rozumiem piąte przez dziesiąte. (…)

Z Mediolanu, być może, że pojadę do Wenecji. I boją się tego nerwy
(wspomnień o zmarłej żonie Marii z Szetkiewiczów), i właśnie dlatego chce się tam posiedzieć choć z tydzień. (...) Jutro pojadę rzucić okiem na Bellagio, które zresztą, jak wiem, jest także jeszcze puste. Bellinzonę i inne jeziora zostawię do innej sposobności… (…)

Co do mnie, to właściwie nie mam kataru, tylko sto funtów na desce piersiowej i rodzaj palenia wewnątrz. Trochę mi zaszkodziła podróż, bom się przekonał, że nie mam na świecie nic niezdrowszego jak wagony, a zwłaszcza noce w nich spędzane. Z tym wszystkim żartuję sobie z tego, mając z natury płuca jak miechy. W pierwszych dniach było mi już lepiej; teraz mam nadzieję,
że Vlinsi wystarczy. (…)”

MARZEC – 14. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como.

MARZEC – 15. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como.

MARZEC – 16. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como.

MARZEC – 17. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como.

MARZEC – 18. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Mediolanu we Włoszech i zatrzymuje się w Hotelu „Francia”.

MARZEC – 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Mieszka w Hotelu „Francia”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dick (Henryk Sienkiewicz) policzkuje się za to, że zdradza przed Betsy (Jadwigą Janczewską) swoją melancholię i zasmuca to zacne stworzenie. Przeprasza i dość. Jest pokorny jak ten pies beż właściciela i nie tylko sam się nie gniewa, ale jest w ciągłym strachu, żeby się na niego nie rozgniewano – ewentualnie nie obito i nie przepędzono. Dzideczek to jest godna osoba i dobra,
i miła. Dick chciałby także, żeby Latawiec był jak najpiękniejszy, choćby dla zrobienia przyjemności Betsy – że zaś klejenie Latawca idzie nad wszelki wyraz źle, stąd dzika rozpacz, która odbija się w listach do Dży dlatego, że się Jej nie zbywa konceptami, jak byle kogo.

Już jestem w Mediolanie. Przyjechałem we wtorek dn. 18… (…) Przyjechać po to do Włoch, żeby widzieć taką pogodę… Z okna widzę setki wydętych wierzchów od parasoli, mokrych, świecących się, cieknących. Deszcz, zimno, ciemno, błotno, ponuro. I to już piąty czy szósty dzień – a barometry jeszcze spadają. Zdaje się, że to potrwa do końca marca. Naturalnie nie pojadę do Wenecji. Wrócę przez Szwajcarię do Wiednia. (…)

Z rana pisuję, po południu przepisuję, bo poprawiam. Boję się też powierzyć poczcie jedynego egzemplarza. Za nic w świecie
nie wziąłbym się drugi raz do roboty. (…) Pierwszego poczynam druk
(drugiego tomu „Bez dogmatu”). (…)

Kończę, bo dzwonią na obiad. Zabawię tu czas potrzebny do przepisania rękopismu. W Wiedniu zatrzymam się. (…) Do widzenia, Kocie, Ziabo – miła zawsze Siostrzyczko. Gładzę Twoje kochane łapki i przepraszam za Dicka. Niech tylko przyjdzie lato, on będzie wesoły jak wróbel – i będzie bawił Dzineczkę. (…)”

MARZEC – 20. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Mieszka w Hotelu „Francia”, skąd pisze do Wiktora Baworowskiego:
„(…) W odpowiedzi na pytanie mówię: przede wszystkim skończyć „Don Juana”. Potem nie wiem, co mam radzić. Szanowny Pan znasz zapewne lepiej ode mnie literaturę angielską i polskie jej przekłady, wiesz zatem lepiej, co jest najgodniejsze tłumaczenia. (…) Oczywiście nie wychodzę z zakresu literatury angielskiej, bo gdybym z niego wyszedł, zwróciłbym się do Grecji. – Przekładu „Iliady” odpowiedniego „Odysei” Siemińskiego nie ma. Tragedie są, ułamki Szujskiego; poza tym przekładał je p. Kaszewski
(z francuskiego) i paskudził obrzydliwie Węglewski. Liryków obdzierał ze skóry tenże. Poza nim ani trochę lepiej, ale zimno Czubek. Popiela przekład „Iliady” wolę od innych, ale nie jest on artystyczny. Szmurły – nudny. Jest to morze całe roboty. (…)
W tym razie osobiste Pańskie zamiłowanie do danego rodzaju autora winno jedynie rozstrzygać. Ja bym rad, żebyś Szanowny Pan przełożył wszystko, co nie było tłumaczone, plus to, co było źle tłumaczone. (…)”
List do Jadwigi Janczewskiej zaczyna następująco:
(…)„Znów miły Dzidku, deszcz leje,
Tracę już słońca nadzieję,
Lecz słotę oddaję katu
I piszę wciąż Bez dogmatu.” –


A teraz komplement:

„Bo chociaż czas taki brzydki,
Promieniem jest w nim list Dzidki.
Więc słotę oddaję katu
I piszę wciąż Bez dogmatu.” (…)
Dalej pisze:
„(…) Pytasz w przedostatnim liście, dlaczego chcę jechać do Warszawy. Z różnych powodów: raz, dla swoich spraw literackich. Chciałbym zmienić cokolwiek kontrakt. (…) Po wtóre, chciałbym posłuchać, co na miejscu mówią, pogadać o tym z kilku literatami – po trzecie, zająć się sprawą pasportu, a na koniec zapytać się u mego źródła, co słychać, raczej co będzie słychać
w najbliższej przyszłości. (…)

Idę na śniadanie. (…) Pisałem dziś wiele. Humor dobry, dzięki tej Dzidce. Musi to jednak jakoś pójść – bo nie może być inaczej. Sowietnik przy sposobności coś doradzi, podda jakąś genialną myśl – i dobrze. (…)”

MARZEC – 21. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Mieszka w Hotelu „Francia”.

MARZEC – 22. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Mieszka w Hotelu „Francia”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wypłynąłem na nieco czystszą wodę z robotą i spieszę Ci o tym donieść. Dobrym znakiem także jest, że chodząc, jedząc, pijąc kawę, czytając gazety komponuję mimo woli ciągle i tak zawzięcie, że aż wieczorem głowa pobolewa od tego myślenia.

Gazety czytuję z zapałem: „Figaro”
(„Le Figaro”), „Debaty” („Journal des Débats”), „Corriere Della Sera” i „Secolo” („Il Secolo”). (…) Podług mnie usunięcie Bismarcka (Otto Eduarda Leopolda von Bismarck-Schönhausen’a) będzie miało nieobliczalne następstwa –
i po prostu nowa epoka w świecie się rozpoczyna, a jeśli Wilhelm
(cesarz Wilhelm II) nie jest genialnym człowiekiem (co prawie pewne), tylko niespokojnym duchem w rodzaju Józefa II, z dodatkiem pruskiej, brutalnej energii, to będzie epoka klęsk okropnych. Wielka wojna może być dobrodziejstwem, bo odwlecze wypadki i zrobi się luźniej na świecie. Co do Bismarcka,
jest pewnym, że podtrzymywał on wszelkimi siłami dobre stosunki z Rosją. Bigos może przyjść prędzej, niż się spodziewamy. (…)
Przyszło mi dziś na myśl, że to święta już za pasem
(Święta Wielkiej Nocy – 06 i 07 kwietnia 1890 r.). W takim razie lepiej będzie pojechać teraz do Zakop[anego], a po świętach dopiero do Warszawy. Wyjeżdżam stąd we wtorek. (…)”
i do Mścisława i Marii z Popielów Godlewskich:
(…) Wybieram się już do Zakopanego, a po świętach do Warszawy. Tam się pewnie spotkamy. Wielka szkoda, a chodzi mi głównie o powieść („Bez dogamtu”). Taka tymczasowość rozprasza skupienie, prowadzi dorywczość i niemożność wypowiedzenia wszystkiego, co się chce wypowiedzieć. Tomu drugiego mam już tyle, że można poczynać, ale właśnie dlatego muszę wracać
i pilnie pisać co dzień. Najęto nam, zdaje się, dom Chałub[ińskiego]
(Tytusa Chałubińskiego) na rok. Muszę i dla tego interesu być
w Zakop[anem]. Gdyby nie było tak bardzo z drogi, wpadłbym choć na jeden dzień, by uścisnąć ręce Drogiej Pani i zobaczyć,
jak też wygląda, ale byłoby to istotnie poświęcić interesa redakcyjne – interesom, a raczej słabości serca. Bo jednak ja do Pani miałem zawsze słabość, nawet wówczas, gdyśmy się gniewali. Gdyby ów smok zazdrosny, który Pani towarzyszy, vulgo Mścisław, uważał za stosowne utopić się po przeczytaniu tego ustępu w Adriatyku, to w tym wypadku proszę o telegraficzną wiadomość, bo przyjadę. (…)

W Como nie mogłem wytrzymać, tak mi było nudno, w trzech hotelach byłem sam. Czas przeokropny. Deszcz, ciemno, zimno, wietrzno – chyba się powiesić. Uciekłem do Mediolanu, żeby tego nie zrobić przed ukończeniem „Bez dogm[atu]”. Zimno
i dżdżysto jest dotąd. (…) Pisuję dotąd w serdaku, który na szczęście wziąłem. (…) Odpowiedź już mnie tu nie znajdzie,
bo wyjeżdżam pojutrze. (…)”

MARZEC – 23. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Mieszka w Hotelu „Francia”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Uchodzę stąd pojutrze. Wczoraj wieczór oddali mi list Godlewskich (Mścisława i Marii Godlewskich) z wielkimi czułościami także
i od niej. Są w Abacji i mnie tam namawiają. (…) …gdybym wiedział, że oni tam będą, byłbym pojechał tam zamiast na jeziora,
bo ich lubię. Teraz dlatego głównie tego nie zrobię, że takie przejeżdżanie z miejsca na miejsce, rozgospodarowywanie się
w coraz to nowych miejscach, rozprasza mój umysł. A Bez dogm[atu] wymaga skupienia. (…)

Miałem list od Jarochowskiego
(Wojciecha Jarochowskiego), brata historyka (Kazimierza Jarochowskiego Jarochowskiego); prosi
o pozwolenie tłumacz[enia] Bez dogmatu na niemiecki i pisze tak:

Zanadto Pan zyskałeś sławy, by na Pana mogła zrobić wrażenie pochwała nieznanej jednostki, dlatego proszę przyjąć słowa poniższe nie jako czcy komplement, ale jako prosty, szczery wyraz uwielbienia. Powieść Pańska, „Bez dogm[atu]”, zawiera takie nieprzebrane skarby głębokich spostrzeżeń, wielkich, jak wszystkie rzeczy wielkie, swoją prostotą, tak wyborne charakterystyki osób, że po prostu chcąc się pochlubić przed Niemcami etc. wziąłem się do tłomaczenia etc.”. (…)

Bez dogm[atu] idzie lepiej. Płoszowski znowu zaczyna nieźle charakteryzować ludzi i rzeczy. Już pójdzie, pójdzie, tylko żeby go nie łajali i byli dla niego dobrzy.

Kupiłem wczoraj romans astro[no]miczny Urania Flammariona
(Camille’a Flammariona). (…)

Cieszę się, że opuszczam Włochy, cieszę się, że pojadę do Zakop[anego] i cieszę się na Warszawę, a na koniec, że przełamałem szkopuł w powieści, żem zepchnął mój literacki statek z mielizny i jestem na głębszej wodzie. (…)”

MARZEC – 24. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Mieszka w Hotelu „Francia”.

MARZEC – 25. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Mieszka w Hotelu „Francia”.

KWIECIEŃ – 04. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Warszawy. Tego dnia uczestniczy w „piątku” u Karola Benniego.

KWIECIEŃ – 05. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem wczoraj świtaniem, wyspany i zmęczony, bo zawsze się męczę krótką jazdą. Widziałem dużo ludzi na piątku
u Ben[niego]
(Karola Benniego), którzy natrzęśli w uszy pełno różnych historii. Dziś przyszedł Janek (Jan Komierowski) i siedział
od jedenastej dotychczas, to jest do 1 1/2.

…Mańkowski
(Aleksander Mańkowski) w „Gazecie Polskiej” drukuje powieść w formie pamiętnika czy też wspomnień, pt. Hr[abia] August, która wygląda jak żywy plagiat z Bez dogm[atu]. (…)

Wczoraj zadziwił mnie Lubowski
(Edward Lubowski). Matka młodej przyjaciółki panny A[doli] (Adolfiny Czarnowskiej) miała z nim długą rozmowę za ostatnim pobytem w Warsz[awie]. Z tej rozmowy wypadło, że nie tylko młodziutka córka, ale i ona, i ojciec, i dziadek bardzo sobie życzą, żeby pewne rzeczy doszły do skutku. (…)”
Pisarz mówi tu o: przyjaciółce Adolfiny Czarnowskiej Franciszce Krasińskiej, Józefie i Helenie ze Stadnickich Krasińskich oraz o Edwardzie Stadnickim.

Dalej czytamy:
„(…) Matka posunęła się aż do proszenia Lub[owskiego], żeby mnie namawiał do odmiany stanu. Wyznaję Ci, że mnie to zdumiewa, bo rozumiem jeszcze taką młodą dziewczynę, ale dlaczego rodzice biorący rzeczy pozytywnie mają ochotę
na człowieka niebogatego, szpaka, starszego o dwadzieścia kilka lat etc., etc. – wyznaję: nie rozumiem.

Kontent jestem bardzo, że mi to powiedziano, bo się odpowiednio zachowam, mianowicie tak, żeby nie było złudzeń, zrywań przyjaźni, ukrytych gniewów etc. (…)”

KWIECIEŃ – 06. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Widziałem znów Lub[owskiego], który patrząc ze swego stanowiska na historyczne nazwisko i 60 000 rs. uszom nie chce wierzyć, gdy mu odpowiadam: „Dobrze, ożenię się, ale wpierw zobaczę, jak rodzice, panna i ty z nimi będziecie wisieć.”

Słyszałem wczoraj takie entuzjazmy o Bez dogm[atu] - że wstydzę się pisać. Pług
(Antoni Pietkiewicz – pseudonim: Adam Pług) „sieje łzami, jak perłami” – mówiąc o tym i powiada, że Płoszowski to on – i każdy. Bogusławski (Władysław Bogusławski) nie ma słów.
W ogóle tak jest, jak się spodziewałem: hałas, entuzjazmy i oburzania się. Drugi tom zaczynam przed przewodnią niedzielą. (…)

Była dziś u mnie Helenka
(siostra Helena Sienkiewiczówna). – Ciotka Dmoch[owska] (Aleksandra z Cieciszowskich Dmochowska) jest niemal umierająca, ale ma też 80-ty rok. (…)”

KWIECIEŃ – 12. [SOBOTA]


W numerze 81. „Słowa” rozpoczyna się druk drugiego tomu powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

KWIECIEŃ – 14. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Kostusia (kucharka Kazimierza i Wandy z Mineyków Szetkiewiczów) przyniosła z dołu Twój list… Pytasz się, co porabiam –
owóż z konieczności najwięcej piszę. (…)

Domów znajomych prawie nie mam. Byłem parę razy u Leów
(Edwarda i Stefanii z Zielińskich Leów), bo tam przynajmniej nie ma
ani żadnej pretensji, ani żadnych nadziei, byłem raz u Benniego i raz u Brezów
(Adama i Izabeli z Goldsztandów Brezów) - oto wszystko. Jutro idę na sztukę Lubowskiego (Edwarda Lubowskiego – „Przyjaciółka żon”). Do godziny drugiej przesiaduję zwykle
w domu, piszę, rozmyślam co prawda cały dzień, nawet zasypiając.

Bez dogm[atu] będzie dobre. – Pierwszy tom zrobił tu istotne wrażenie. (…) Tom drugi będzie miał akcji i romansu więcej
niż pierwszy, zatem będzie poczytniejszy. Ale długo, długo jeszcze będzie się ciągnął. (…)

Naturalnie, że przyjadę zaraz… Za jakie dwa tygodnie, najpóźniej, wyruszę. (…) Chciałbym tylko przed wyjazdem posunąć się naprzód z powieścią – by potem rozmawiać o niej z Tobą, jak zawsze. (…)”

KWIECIEŃ – 19. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mój szwagier Janek (Jan Komierowski) jest skończony idiota. Czy uwierzysz, że ten osieł (nie mogę inaczej powiedzieć) oświadczył się na kolanach o rękę panny Czaki (Jadwigi Czaki), zamiast – skoro już tak zainflamował (z francuskiego – zapłonął miłością) – zaproponować jej kolacyjkę. Ta odpowiedziała mu, że odpowiedzieć zgodnie nie może, chyba że Lentz (Stanisław Konstanty Lentz) (drugi idiota), z którym jest od lat 10 (nieprawda, bo od 25) zaręczona, zwolni ją od słowa. Usłyszawszy tę odpowiedź pierwszy idiota zdecydował się jednak nie żądać tej ofiary od drugiego idioty, który zresztą nie chce podobno wyrzec się tego skarbu nawet za bryłę chryzolitu równą kuli ziemskiej.

Mieszkam już od dziś na dole. Urządziłem sobie stół do pisania w kącie saloniku. Tuż nade mną „Ziaba”
(Jadwiga Janczewska),
z głową trochę zwróconą w moją stronę, z uśmiechem trochę ironicznym – niekoniecznie doskonale sportretowana, ale zawsze miła, lubiana – i miła bardzo. (…)”

KWIECIEŃ – 22. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Sam nie wiem czym, zmęczyłem sobie oczy, a głównie powieki, które wieczorem zwłaszcza często mi drgają. Przeszkadza mi to pisać, a po części i czytać, więc gdy wieczór spędzam w domu, jak np. dziś, to się nudzę w samotności jak pan pies.

Wczoraj powiedziano mi miłą rzecz z powodu Marcinka
(zatytułowanej „Obrona Częstochowy” przeróbki „Potopu” autorstwa Jadwigi Janczewskiej, gdzie zamiast Andrzeja Kmicica głównym bohaterem jest Marcinek), którego oddałem w zeszłą jeszcze niedzielę Bogusławskiemu (Władysławowi Bogusławskiemu). (…) …otóż końca pochwał nie było nad wprowadzeniem i prowadzeniem Marcinka jako postaci, która całości daje charakter ludowy, a jest przewybornie utrzymana, „tak jak tylko Sienkiewicz potrafi”. (…) Naturalnie, nie powiedziałem ani słowa, że to nie ja przerabiałem cały ten ustęp, bo gdybym tak powiedział, nawet tak wytrawny krytyk, jak Bogusławski, czytałby z pewnym uprzedzeniem. (…)

W Warszawie po staremu. (…) Mieszkam na dole, sypiam na ojca łóżku, jadam higieniczne obiady u Andzi
(w restauracji Anny Czuleńskiej). Począłem brać sól karlsbadzką, skutkiem czego rano wstaję i chodzę na spacery. Powinno mi to dobrze zrobić. Ten list piszę wieczór mimo drgających powiek. Przyszedłem o dziewiątej; jeść się chciało, herbaty nie chciałem, ale zjadłem dwa sucharki i wypiłem kieliszek białego wina, jakiegoś bardzo słodkiego, które znalazłem za szafą. Spać zaraz idę. (…)

Piszę dużo. Tom II skończę sam. Trzeci powierzę Dzideczce. (…)”
Wieczorem pisarza odwiedza szwagier Jan Komierowski.

KWIECIEŃ – 23. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wody piję, ale wywołują one pewne zaburzenia, o których moje wersalskie usposobienie nie pozwala mi szerzej mówić. Dziś jadę do kąpieli, następnie do Benniego (Karola Benniego). Być może, że trzeba mi będzie parę dni poleżeć, co mnie ogromnie martwi ze względu na Bez dogm[atu].

Wczoraj był u mnie Janek
(Jan Komierowski); siedział cały wieczór. Narzeka na swoją samotność, smutek, biedę etc. Żal mi go było
i zły byłem na Alioni.

Bardzo mi tu już jest niedobrze, niespokojnie i Bóg wie jakie myśli przychodzą do głowy. Perspektywa leżenia gniewa mnie więcej, niż Ci umiem powiedzieć. (…)”

KWIECIEŃ – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Radziejowicach u Józefa i Heleny ze Stadnickich Krasińskich.

KWIECIEŃ – 30. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczorajszy dzień spędziłem w Radziejowicach wraz z paczką znajomych, nie było więc także kiedy pisać. Zresztą nie mam nic nowego do doniesienia. Pisuję dużo i wszystko. (…)”

MAJ – 02. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Piję sól karlsbadzką, chodzę dużo rankami i robi mi to nieźle, a myślę, że po ukończonej kuracji będzie mi jeszcze lepiej. (…)

Zajmuję się swoją robotą, nawet wówczas, gdy nie trzymam pióra. Że jako z obowiązku i z urzędu „bezdogmatyk” rozmyślam, analizuję i wyprowadzam wnioski w ogóle pesymistyczne – to naturalne i ma tę dobrą stronę, że chroni od złudzeń. Wobec tego łatwo zrozumieć, że nie mam ani woli, ani przekonania do jakichś ważnych przedsiębiorstw życiowych i że wszelkie moje wizyty mają czysto towarzyski charakter. Taki miała i wizyta w R[adziejowicach] – i wiele trzeba by na to, żeby on się zmienił. Tymczasem ani mi w głowie jakiekolwiek zamiary. (…)”

MAJ – 08. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …mógłbym zaraz jechać, gdybym miał dostateczny zapas Bez dogmatu. – Ale muszę zostawić choć na 8 dni materiału,
więc wybiorę się dopiero w poniedziałek.

Jak mi to przeszkadzali, nie umiem Ci powiedzieć! Siedzę np. rano licząc każdą chwilę – tymczasem dzwonek: wchodzi Helcia
(Helena Sienkiewiczówna), zaczyna mi guwernantkować jak trzyletniemu dziecku, że powinienem być u Dmochowskich, wreszcie robi mi scenę z płaczami, że to ma być wizyta przedśmiertna, że to jedyny dom, w którym ona bywa etc. Potem pudruje się godzinę
dla zapudrowania łez, a mój rękopism stoi – irytacja, cały dzień stracony. Piszę popołudniu, przyłazi Janek
(Jan Komierowski)
ze swoją fizjonomią karawaniarza i mimo, że nie gadam do niego, tkwi godzinę – znów humor zepsuty, usposobienie uleciało –
i zastój. Było bardzo niegrzecznie z mojej strony, żem ich wprost wypraszał, ale skoro z mojej pracy żyją, niechże choć ją uszanują.

Już Kostusia ma zapowiedziane, by nikogo absolutnie nie puszczała – i mam nadzieję, że przez te kilka dni wysunę się naprzód. (…)”

CZERWIEC – 06. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem w Domu Tytusa Chałubińskiego.

CZERWIEC – 08. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem w domu Tytusa Chałubińskiego. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zakop[ane] tak jest nieznośne, chmurne, wilgotne, zimne, głowa tak mnie pobolewa, reumatyzm w ramieniu tak dokucza,
że i dnia nie stracę po skończeniu t[omu] II, bo istotnie ja tu nie mogę siedzieć. Do Czubka i Księdzówki przyjechały już różne Pfaifry
(synowie Fryderyka Pfeiffra) i zapewne szczękają zębami. Co dzień widać jakieś fury ciągnące do Chabówki. (…)

Ponieważ pewna Ga-dzinka powiedziała mi z właściwym sobie jadem, żebym nie lekceważył różnych jarzyn, mianowicie czosnku, karotki etc., bo zęby będą mi zaledwie kilka lat służyły, a potem będzie za późno (ja nie złożyłem tyle wizyt Cybulskiemu
(Napoleonowi Nikodemowi Cybulskiemu), ile Ona – oby się przekonała, że na flecikowate modulacje także za późno), mimo jadu skorzystam jednak z rady, jadę do Warszawy i zmieniam kilka serc na bolesną miazgę. (…)

O, jak się cieszę na tydzień wypoczynku! Anielka dała już po fizjonomii Płoszowskiemu, sama prawda więc wymaga, by nim odzyska równowagę po ciosie, przerwał na jaki tydzień pamiętnik, a nosił dla uspokojenia nerwów opaskę. Biedny człowiek! (…)”

CZERWIEC – około 10. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Czy długo zostaniesz jeszcze na wsi i czy nie masz zamiaru wybrać się gdzieś do krajowych gór. Zakopanego bym Ci
nie radził; naprzód kłopot o jedzenie, spanie etc., po wtóre klimat może być dobry na piersi, ale szkodzi na żołądek i zdrowie. Przesiedziałem tam miesiąc i znowu się wynoszę, bo nie mogę wytrzymać z głową i innymi przypadłościami, chociaż tym razem nie wiało mi przez okno, bo jesteśmy zalokowani na rok w domu Chałub[ińskiego], gdzie jest i obszernie, i wygodnie.

Dzieci moje zdrowe i miłe. Trochę się uczą. Henio jest zdolny, ale tak nieuważny i roztargniony, jak nie widziałem dziecka
w świecie. Gdy mu zadajesz najprostsze pytanie, myśli o czym innym i potrząśnięty budzi się jak ze snu. Będzie pewno osłem
w szkołach, w czym pójdzie śladami swego sławnego ojca.

Przyjechałem do Krak[owa] dla malowania się u Pochwalskiego
(Kazimierza Pochwalskiego). (…) Tom II już skończony, teraz jednak namyśliłem się i trochę przerabiam. (…) Będzie dwa tygodnie przerwy. Jadę może do Warszawy, a z pewnością
do Kaltenleutgeben na jakie dwa tygodnie, potem na widoku Ostenda. (…)”

CZERWIEC – 18. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Wieczorem pisze do Mścisława i Marii Godlewskich:
(…) Szczawnica dla Mścisława nie wydaje mi się złym pomysłem, bo tam ludzie bardzo do zdrowia przychodzą. W Zakopanem wszystkie nawet chaty są podobno rozerwane. Zresztą bywa tam zimno i wietrzno, szczególniej przykre są wiatry halne,
a mieszkania powszechnie bywają tak nędznie zaopatrzone, że w czasie takich wichrów świece gasną na środku pokoju. Faktycznie jeden jest zupełnie dobry dom, to jest Chałubińskiego, ten, w którym my mieszkamy. Nająłem go na rok za 700 guldenów – i jeszcze uważam, że to tanio, bo byłem gotów dać więcej. W Szczawnicy, kto się chce bawić, to się bawi,
ale przyjeżdżają tam i poważnie chorzy, którzy myślą tylko o leczeniu. Nie ma tam przy tym takich bajecznych trudności
z jedzeniem, pościelą etc. (…)

Niech Droga Pani nie puszcza Mścisława do Warszawy. Ja wiem, co to jest podróż, choćby najmniejsza dla osoby chorej. Nic szkodliwszego nad koleje. Jeśli po krótkiej nawet drodze ma się wrażenie po wytarciu nosa, że się wytarło komin, ileż się nałykają kurzu i węgla płuca w czasie dłuższej drogi. (…) Ja waham się, czy jechać do Warszawy. Mam szkaradną newralgię
w głowie, która zaczęła mi się w Zakop[anem] jeszcze w zimie, a od kilku dni dokucza mi okropnie, zupełnie jak tępy gwóźdź siedzący w czaszce. Jest to ból podobny do bolu zębów – tylko że w głowie i bardzo umiejscowiony; chwilami jednak bolą rozgałęzienia nerwowe w twarzy, oku, karku etc. Trzy dni nie mam już żadnej ulgi, jestem jednak dość wytrzymały, bo pozuję
co dzień Pochwalskiemu do portretu po 2 i 3 godziny. Ale wobec tego chce się jechać prędko do Kaltenleutgeben, gdzie przecie muszą coś poradzić. W Warszawie chybaby mi Ochorowicz
(Julian Leopold Ochorowicz) pomógł coś swoimi passami rąk. Nie wiem jednak nawet, czy jest.

Dzieci moje zdrowe, bawią się wybornie. Henio, jeśli się nie uleczy z roztargnienia, w najgorszym razie będzie osłem w szkołach, za czym nie idzie, żeby miał nim być w życiu. Jest istotnie obdarzony dobrą pamięcią i ciekawością bez granic. On to przecie piłował Rembę grającego w winta pytaniami, dlaczego Peru jest zielone (na mapach). Obecnie dzieciaki mają przezwiska: on zwie się Knips, a Dzinka Żoko. Są to imiona dwóch małpek z „Robinzona”, który jest czytywany z furią. (…)”

CZERWIEC – 21. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Pytasz, Przyjacielu miły, czy mnie głowa boli. Tak – i nie ustaje, tylko wieczorami rozchodzi się ten ból w ogólne rozdrażnienie i obolenie głowy. Z tych i innych przyczyn postanowiłem nie jechać do Warszawy; jadę wprost do Kalten i myślę,
że tak będzie lepiej – nieprawda? (…)

Ergo
(więc), jadę do Kalten. Pogrzeb (uroczysty pogrzeb prochów Adama Mickiewicza w katedrze na Wawelu) odłożony tu do 4 lipca. (…) Był
u mnie Bartoszewicz
(Kazimierz Bartoszewicz), prosząc o aforyzm do jednodniówki, która ma się ukazać w dzień pogrzebu. (…)
Oto napisałbym coś w tym rodzaju: „Postawienie pomnika Mickiewiczowi nie w Rynku krakowskim, ale na uboczu, byłoby najzuchwalszym crimen lease
(zbrodnią obrazy) woli publicznej, jakiego się w ostatnich czasach dopuszczono” – i nazwisko. (…)

Nędznicy
(„Nędznicy” Wiktora Hugo) pojadą do Zakop[anego] w tych dniach, a może już są. Chciałbym Ci dostarczyć książek pogodnych i wesołych. Zobacz, czy na moich półkach nie ma Gil Blasa („Gil Blasa” Alaina Rene Lesage’a), i czytaj go (nie za wiele) –
jeśli nie ma, to go zaraz przyślę. (…)”

CZERWIEC – 22. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Portret mój będzie do czwartku skończony – i będzie bardzo dobry: jest trochę większy niż natura, stąd zdawała się
i postać, i twarz za ogromne, ale przy modelowaniu to znika, a jeszcze więcej zniknie przez wygłębienie w ramach – i zawieszenie portretu. Styl jego w ogóle jest bardzo poważny. –

Miałem dziś list od tego wariata, Janka
(Jana Komierowskiego). Żeni się z panną Anną Burkot, osobą pracującą w administracji „Słowa”, panną około lat 30, 1, 2 (?), pochodzącą z dobrej rodziny ukraińskiej, ale ani zbyt ładną, ani zbyt wykwintną. (…)

Nie będę, Kocie, na Mickiewiczu, tym bardziej teraz, gdy odłożony. Chcę już zacząć tę kurację, której naprawdę potrzebuję –
a zacząć i przerywać zaraz jest źle. (…)

Dziś przysłano mi numer włoskiego pisma pt. „Rassegna Della Letteratura”, gdzie jest nowela Il vecchio servitore
(„Stary sługa”) Enrico Sienkiewicz. Kupiłem Les mensonges Bourgeta (Paula Charlesa Josepha Bourgeta „Les mensonges”), które skończę i prześlę Wam jeszcze przed wyjazdem. (…)”

CZERWIEC – 25. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. W teatrze (?) – wspólnie z Karolem Potkańskim – ogląda operę „Straszny dwór” Stanisława Moniuszki.

CZERWIEC – 26. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jeśli się Bez dogm[atu] Betsy (Jadwidze Janczewskiej) podoba, to już dobrze. Pani Szembekowa (Klementyna z Dzieduszyckich Szembek) nie znajduje dość słów. Mówił mi Kocio G[órski] (Konstanty Maria Górski), że słyszał ją wykrzykującą: „Co są przy nim wszystkie Bourgety!” – Michałowski (Ludwik Michałowski) słyszał medyków – prof[esorów] bardzo chwalących obserwację newrozy etc. (…)

Wczoraj byłem w teatrze na Strasznym dworze
(operze „Straszny dwór” Stanisława Moniuszki). Źle śpiewają tę śliczną operę. Był
ze mną kaszlący Potk[ański]
(Karol Potkański)… (…)”

CZERWIEC – 27. [PIĄTEK]


W numerze 141. „Słowa” kończy się druk drugiego tomu powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

W numerze 145. „Czasu” czytamy, że Komitet Wykonawczy uroczystości pochowania prochów Adama Mickiewicza do niesienia sznurów całunu uchwalił zaprosić dostojnych przedstawicieli wszystkich kręgów narodu, a wśród nich m. in. Jana Matejkę, Henryka Sienkiewicza, Kornela Ujejskiego, Juliana Klaczkę, Juliusza Kossaka, rektorów Uniwersytetu Jagiellońskiego i Lwowskiego, kuratora Zakładu Narodowego im. Ossolińskich itd.

CZERWIEC – 28. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze o do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Życzliwi mnie bardzo się uradowali z tego, że zostaję. (…) W Komitecie nie przypuszczano, że wyjadę, i przeznaczono mi miejsce przy sznurze, w parze z Matejką (Janem Matejką). (…) Napisałem do jednodniówki tak:

„Mickiewicz jest nie tylko jednym z największych ludzi, jakich kraj nasz wydał, lecz zarazem jednym z najbardziej przez ogół ukochanych. Dlatego w wyborze miejsca na jego pomnik nie mogą być brane względy akademickie. Postawienie pomnika
nie na Rynku krakowskim, ale na uboczu, byłoby dowodem zupełnego lekceważenia woli i uczuć ogółu”.
(…)”
W ostatniej redakcji tekstu wyraz „ogół” zastąpiono wyrazem „naród”. Dalej w liście czytamy:
„(…) Poszedłem do pani Goreckiej (Marii z Mickiewiczów Goreckiej) i naprzód pokazałem to jej. Wiesz, jak przyjęła? Z wybuchem wdzięczności. Pokazuje się, że całej rodzinie o to chodzi, by pomnik stał na Rynku… (…) Z Warszawy ma być duży zjazd. Z moich znajomych Leo (Edward Leo) już jest, a ma przyjechać Breza (Adam Breza), Bogusławski (Władysław Bogusławski), Gawalewicz (Marian Gawalewicz), Chmielowski (Piotr Chmielowski), Spasowicz (Włodzimierz Spasowicz) i wielu innych. (…)”

CZERWIEC – 30. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zaproszenie Komitetu do niesienia całunu już odebrałem. (…) Z Leami (Edwardem i Stefanią z Zielińskich Leami) widuję się często. Wczoraj poznałem ich znajomości z Kalten, panią (Marię Antoninę z Chłapowskich Mańkowską) i pannę Basię Mańkowską (Barbarę Mańkowską) niebrzydką, a nawet ładną. Dziś pani Helena (Helena ze Stadnickich Krasińska) pytała, patrząc pilnie na mnie: „Jakie wrażenie zrobiła na panu Basia?” – odpowiedziałem: „Osoby nie mające 25 lat robią na mnie często wielkie wrażenie,
ale humorystyczne.” (…)

Potk[ański]
(Karol Potkański) kaśle bardzo – i wyjeżdża zaraz po pogrzebie. Skazano go na hydropatię, więc się namyśla, czy nie ma jechać do Kalten. Będę go jednak namawiał na Zapok[ane], bo tam będzie miał i wodę, i powietrze. (…)”

LIPIEC – 02. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mateczka (Wanda z Mineyków Szetkiewicz) i Henio (syn Henryk Józef) już są. Widziałem ich dopiero dziś rano, bo wczoraj pociąg się tak spóźnił, że myślałem, iż nie przyjadą. Dowiedziałem się o ich przyjeździe dopiero wówczas, gdy czas było iść do pani Goreckiej (Marii z Mickiewiczów Goreckiej).

Rano byłem w Woli Justowskiej, widziałem się z p. Poradowską…
(Małgorzatę Gachet-Poradowską)

…wszyscy mają nadzieję, że pogrzeb odbędzie się poważnie, spokojnie – cesarz ma być lepiej usposobiony dla całej sprawy. (…)

Bądź spokojna i pamiętaj o sobie, a trochę i o tym, że tu się zaraz niepokoi o Nią najwierniejszy przyjaciel i najbardziej oddany człowiek, jakiego Ona ma na świecie. A lubić go też trochę. A jak co dolega, to mu się poskarżyć, bo on utuli, jak będzie umiał najlepiej, przez to wielkie, niezmierne lubienie. (…)

Portret nie będzie mógł być fotografowany, póki zupełnie nie wyschnie, zatem aż w przyszły poniedziałek. Ponieważ to się robi dla Ciebie, więc będę gnębił Pochw[alskiego], żeby nie marudził. Dziś ostatnie posiedzenie. Całość przepyszna. Potk[ański]
(Karol Potkański) się zachwyca. – Ale! podoba mu się bardzo Basia Mańkowska, o co jestem zły. (…)”

LIPIEC – 04. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie, gdzie uczestniczy w uroczystościach pochowania prochów Adama Mickiewicza.

LIPIEC – 05. [SOBOTA]


W numerze 152. „Czas” relacjonuje przebieg uroczystości pochowania prochów Adama Mickiewicza:
„(…) Gdy karawan ruszył, trzymali sznury całunu z prawej strony pp. ks. Eustachy Sanguszko, J. E. Paweł Popiel, J. E. ks. Adam Sapieha, J. E. ks. Jerzy Czartoryski i J. E. marszałek krajowy, hr. Tarnowski (Stanisław Kostka Tarnowski) (w głowach trumny); z lewej strony trumny pp. Henryk Sienkiewicz, Zygmunt Dembowski, prezes Koła Sejmowego Polskiego w Berlinie Czarliński (Leon Czarliński), Jan Matejko i prezes Koła Polskiego w Wiedniu Apolinary Jaworski. […] W ulicy Sławkowskiej przed Grand Hotelem zmienili się niosący sznury całunu.” (…)”

LIPIEC – 06. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Wraz z: Marią Antoniną, Barbarą i Zofią Mańkowskimi, Konstantym Marią Górskim, Zygmuntem Cieszkowskim i Karolem Potkańskim – odwiedza pobliski Tyniec.

LIPIEC – 07. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Widzisz, Bobo, jak wszystko spokojnie się odbyło, jak żaden balkon się nie oberwał, jak dach na Sukiennicach (podnoszę oczy w górę) wytrzymał i nikogo nie uduszono. Cudzoziemcy mówili, że tak spokojnej publiki i zachowującej się tak godnie nie ma nigdzie indziej. Porządek był największy, jedna mowa studencka przekroczyła program, ale też podobno sama młodzież chce przepędzić koleżkę za niedotrzymanie słowa. Zresztą all right. Nawet cesarz powiedział, że żartuje sobie z tego, co Asnyk (Adam Asnyk) mówił, bo naprzód wierzy, że tak nie mówił, po wtóre, poetom wszystko wolno. (…)

Pamiętasz, jak Ci kiedyś opowiadałem o nocnym spotkaniu na ulicy w Pradze z Vrhlickim
(Jaroslavem Vrchlickým), poetą czeskim.
Ja szedłem z Jelìnkiem
(Edwardem Jelìnkiem) i on nas zapoznał o wpół do pierwszej w nocy, na trzy minuty. Otóż Vrhlickim napisał
o tym wiersz
(dedykowany Henrykowi Sienkiewiczowi wiersz „Dwoiste pragnienie” – „Dvojì toucha” – zamieszczony w wydanym w 1889 r. zbiorku „Dni i noce”), pono ładny… Mówił mi to teraz Jelìnek i obiecał przysłać do Zakopanego.

Portret robi furorę niesłychaną. Fotografowan będzie jutro. Naturalnie poślę egzemplarz Dzidkowi
(Jadwidze Janczewskiej).

Przyjechali wczoraj Godlewscy
(Mścisław i Maria z Popielów Godlewscy), dlatego zatrzymałem się do dziś. Ale dziś jadę na pewno. Leowie pojechali wczoraj. P. Mańkowska (Maria z Chłapowskich Mańkowska) z Basią (Barbarą Mańkowską) i małą Zosią (Zofią Mańkowską) dziś. Potk[ański] (Karol Potkański) jest niemożliwy. Rozpacza nad tym, że pojechała, nad tym, że nie wie, czy Basię kocha, nad tym, że zdaje mu się, że kocha, nad tym, że nie jest pewny, czy nie kocha etc. (…)

Wczoraj byłem w Tyńcu z paniami
(Marią, Barbarą i Zofią Mańkowskimi), Górskim (Konstantym Marią Górskim), Cieszk[owskim] (Zygmuntem Cieszkowskim) i Potk[ańskim]. Deszcz nas moczył.

Idę zaraz do Godlewsk[ich], choć zmęczony jestem, bom pakował i spać się chce. (…)”

LIPIEC – 08. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Kaltenleutgeben. Wynajmuje pokój w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 09. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 10. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jestem trzeci dzień. Mam już dobry pokój w Moritzhofie i zabieram się do Płoszowskiego. (…)

Dziś przyjechał Karol Zamoyski – bez żony
(Marii z Kronenbergów Zamoyskiej). Polek mało – z ładnych tylko pani Ajdukiewicz (Salomea
z Kirchmajerów Ajdukiewicz).

Czytam nową książkę Maupassanta
(Guy de Maupassanta) pt. Notre coeur - raczej już skończyłem – i za kilka dni wyślę. Jest mniej brutalna od innych jego książek. Historia miłości, której mężczyzna oddaje całą duszę, a kobieta resztę zbywającą od innych upodobań. (…) Kupiłem także ostatnią rzecz Stanleya (Henry’ego Mortona Stanleya – właściwie: Johna Rowlandsa – „In Darkest Africa” –
„W najczarniejszej Afryce”), której jednak nie wyślę, przypuszczam bowiem, że toby Betsy (Jadwigę Janczewską) nudziło. (…)

Dziś jestem bardzo zmęczony, jak zwykle w pierwszych dniach – więc kończę, gładzę łapki miłej Betsy, mateczki ręce całuję. Uściskaj ode mnie dzieci. (…)”

LIPIEC – 11. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 12. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 13. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 14. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 15. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Wraz ze znajomymi (?) wybiera się na obiad do Rodaun.

LIPIEC – 16. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Pisze do Kazimierza Pochwalskiego:
„(…) Co słychać z fotografiami portretu? Czy kazaliście zrobić? Jeśli tak, proszę o tuzin. Bądź Pan łaskaw zapłacić, a ja zwrócę
z podziękowaniem w czasie przejazdu przez Kraków. (…)

Ja tu już zabrałem się do pisania. Moczą mnie w wodzie, chodzę dużo i mam się nieźle. (…)

Wczoraj byliśmy w kilkanaście osób w Rodaun na obiedzie, na który mnie zaproszono z okazji św. Henryka. – Upały tu ogromne, że jednak dużo wody, drzew i cienia, więc jakoś się to znosi. Namiętności p. Karola
(Karola Potkańskiego) nie ochłodły dotąd –
i Winternitz
(Wilhelm Winternitz) będzie zmuszony zapisać mu zycbady („nasiadówki” – rodzaj zabiegów wodoleczniczych). Polaków sporo, jest Leowa (Stefania z Zielińskich Leo) z młodszymi córkami, Stadniccy (Edward i Ludgarda z Mniszków Stadniccy), Zamoyski (Karol Zamoyski), Borkowski (Aleksander Dunin Borkowski), Humbert Krasiński (Hubert Antoni Krasiński) etc. Czasem nieźle się gawędzi.

Sława Pańskich portretów rozbrzmiewa i tu – i jeżeli proszę o fotografie, to trochę i dlatego, żeby pokazać np. takiemu Zamoyskiemu, który niedawno zapłacił jakoby Carolusowi Duran
(Charlesowi Durandowi) za portret żony 40 000 fr. – A nuż przyjdzie mu do głowy robić swój własny? (…)”

LIPIEC – 17. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 18. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 19. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 20. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jak się mają Knips (syn Henryk Józef) i Żoko (córka Jadwiga)? Zawsze się tu o nie znajomi wypytują, a i ja myślę o nich ciągle. –

Upały były straszne. W Wiedniu 33 R w cieniu. Tu 29. Dziś i wczoraj nieco chłodniej, ale dość ciepło. Czuję się wcale zdrów i głowa prawie nie boli. Kąpię się trzy razy dziennie, co mi przeszkadza trochę pisać. Dziś wysłałem jeden rękopism – i odtąd maszyna będzie w nieustającym ruchu.

…Leo
(Edward Leo) pisał z Karlsbadu, iż mówił mu prof. Morawski (Kazimierz Morawski), że cały Kraków trzęsie się od wiadomości,
że jestem już narzeczonym Basi Mańkowskiej i żenię się z nią bardzo prędko. Gdy mi to zakomunikowano, odpowiedziałem krótko: „Pochlebia mi to” – i nie dałem żadnych objaśnień. (…) Gniewałbym się, gdyby żeniono mnie z jakimś, jak powiada Knips, „kulfonetem”, ale Basia jest wcale niczego. Zresztą wystarcza, że się nazywa Basia, żeby mnie z nią żeniono. (…)

Do pisania wciągnąłem się już trochę, ale jeszcze nie należycie. Zresztą Kalten takie, jak było – spacery takie, jak były. Rano chodzę najczęściej koło Rudolshofu w górę i ku młynowi. (…)”

LIPIEC – 21. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 22. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 23. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 24. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 25. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Nie narzekajcie na pogodę. Wszędzie źle, a tu zimno, wiatr, deszcz, trochę słońca i znowu wiatr, i znów zimno. (…) …obecnie dopiero trzeci tydzień bieży od mego przyjazdu. Chciałbym tu skończyć Bez dogm[atu]. Nie wiem, czy mi się uda. (…)

Pisał też do mnie Luc
(Lucjan) Wr[otnowski], który przejeżdżał z dziećmi przez Wiedeń, list bardzo ceremonialny, donoszący mi,
że akcjonariusze „Słowa” zgadzają się urzędownie na moją propozycję co do wykreślenia z kontraktu warunku oznaczającego liczbę arkuszy. Ta ceremonialność mnie już nudzi. Oni są trochę głupi i cała rzecz – bo ta ukryta pretensja za to, żem się
nie ożenił z siostrzenicą
(Adolfiną Czarnowską), jest śmieszna. (…)

Jeśli w tych dniach przyjdzie wielka paczka z poczty, to się nie zdziwcie. Będą to pierniki z Perchtol[d]sdorf. Jadłem kiedyś, smakowały mi i zaraz sobie powiedziałem: O, taki synu?! Sam to zajadasz, a im nie poślesz!” – i wysłałem nie mieszkając. (…)
W tych dniach prześlę Ci Hr[abiego] Augusta Mańkowskiego
(Aleksandra Mańkowskiego), który jest refleksem Płoszowsk[iego]. – Zawsze to, moja Betsy, jakaś rozrywka w czasie deszczu, zimna i niemożności spaceru. (…)”

LIPIEC – 26. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Wspólnie z Józefem Krasińskim goszczą na obiedzie u Gustawa i Marii ze Szlubowskich Łubieńskich. Następnie pisarz spotyka się z jadącymi do Gleichenberga Mścisławem i Marią z Popielów Godlewskimi.

LIPIEC – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 30. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Tu odwiedza go Józef Krasiński i zaprasza pisarza do siebie na obiad następnego dnia.

Tego dnia „Słowo” rozpoczyna druk III domu powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

LIPIEC – 31. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Wspólnie z: Karolem Potkańskim i p. Ostrowską (?) - jest gościem na obiedzie u Józefa Krasińskiego. Po powrocie do willi pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Miałem dwukrotnie odwiedziny J[ózefa] Kr[asińskiego] tutaj. Zeszłej niedzieli byłem zaproszony przez niego
i G. Łubieńskich
(Gustawa i Marię ze Szlubowskich Łubieńskich) na obiad. Będąc wczoraj prosił, żeby go odwiedzić, co uczyniłem
na współkę z Potkańskim
(Karolem Potkańskim) - i jedliśmy obiad w kilka osób, bo była także p. Ostrowska stąd. Powrót nastąpił
o ósmej ośmnaście, po nim kolacja, a teraz pisanie do mateczki i Ciebie. (…)

Po obiedzie zeszłej niedzieli z Łubieńskimi – i wszelkiego rodzaju czułościach, odwiedziłem Godlewskich
(Mścisława i Marię z Popielów Godlewskich), będących w przejeździe do Gleichenberga. Trochę jest w niej Śniatyńskiej (żony Józefa Śniatyńskiego z „Bez dogmatu”). Wyobraź sobie, że Twój ukochany Antałek (toujours le même) (zawsze ten sam) coś się dowiedział, coś przewąchał –
i pod sekretem największym powiedział p. Godlewskiej (a zapewne i 40 innym), że rodzice sobie życzą, panna życzy, le diable
(Edward Stadnicki) także życzy, ale że wszyscy nie wiedzą, o ile mogą mieć nadzieję, bo on (tj. ja) jest jak żywe srebro i ani myśli wracać do kraju, i zdaje się, że wcale nie ma żadnych zamiarów etc. (…) Przyznam Ci się tylko, że nawet włożywszy moją reputację literacką jak mitrę na głowę, trochę po cichu się dziwię, dlaczego tego rodzaju i tej sfery ludzie mogą sobie życzyć
tak gołego księcia. (…)

Kupiłem dziś znowu Bourgeta
(Paula Bourgeta) Un coeur de femme, którego prześlę, jak przeczytam. (…)

Z „Czasu” zażądałem pieniędzy za II tom – nie odsyłają. Widać goli. (…)”

SIERPIEŃ – 01. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

SIERPIEŃ – 02. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

SIERPIEŃ – 03. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Wraca ze spaceru. W willi czekają na niego niespodziewani goście - Jan i Anna
z Burkotów Komierowscy.

SIERPIEŃ – 04. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …miałem wczoraj niespodziewaną wizytę. Wracam ze spaceru – i portier powiada mi, że jakiś pan z jakąś panią pytają
o mnie. W głowę zachodzę, kto by to mógł być – nagle spostrzegam Janka
(Jana Komierowskiego) z żoną (Anną z Burkotów). Przyjechali wprost z Warszawy, z Nordbahnu na Südbahn – i do Kalten, tyle że rzeczy złożyli w hotelu – i wprost do mnie z wizytą. Naturalnie gościnność i uprzejmość moja przeszła granice przyzwoitości. Nie tylko podjąłem ich najlepszymi sznyclami, na jakie stać kuchnię Winternitza (Wilhelma Winternitza), ale zaprosiłem ich na dziś na obiad do Wiednia. I spisałem się dzielnie, bom wyjechał o 12.58,
a wróciłem punkt o szóstej z jednym ze znajomych
(Zdzisławem Morawskim). (…) Obiad był u Sachera (w Hotelu Sacher w Wiedniu przy Philharmoniker-Straße 4), dobry, ale osobiście trzymałem się diety kalteńskiej. Wieczorem mieli tamci oboje iść do teatru, a jutro rano jadą do Gasteinu. (…)

Opowiadał mi Zdziś
(Zdzisław Morawski) cudowne rzeczy o jego audiencji u papieża (Leona XIII – Vincenzo Gioacchino Perci). (…)

Bez dogm[atu] pisuję zawsze sporo. (…)”

SIERPIEŃ – 14. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Marii Godlewskiej:
(…) W Ka[l]ten nie było bardzo nudno w ostatnich czasach – i gdyby nie robota, byłoby dobrze. Potkański dotrzymywał mi towarzystwa, obaj zaś zbliżyliśmy [się] z Ajdukiewiczami (Zygmuntem Ajdukiewiczem, jego żoną /?/ i jej siostrą /?/) (pani ładna bardzo, panna, jej siostra też). Zdrowie niezłe. Przyjechał tu Leo… (…)”

SIERPIEŃ – 25. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem w Domu Tytusa Chałubińskiego. W liście do Wiktora Baworowskiego pisze:
„(…) I ja rad bym spotkać się z Szanownym Panem, zdaje mi się bowiem, że mamy jedno wspólne zamiłowanie, a – rzecz dziwna – rzadkie dziś u piszących – zamiłowanie do arcydzieł. Może tej zimy wybiorę się do Lwowa. (…)”
Pisarza odwiedza Władysław Zamoyski.

SIERPIEŃ – 26. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem w Domu Tytusa Chałubińskiego. Pisze do Kazimierza Morawskiego:
„(…) Bardzo chciałem Pana wyciągnąć do Zakop[anego] – i oczywiście zdrowiej tu niż w Krakowie, ale zresztą Zakop[ane] nieznośne. Po wszystkich zakątkach procesja. Ludzi mnóstwo… Wcale nie wychodzę z domu i klnę przez sztachety. – A szkodzi mi ten klimat, jak zawsze do najwyższego stopnia. Nogi, krzyże, żołądek – wszystko złe. Urągam Zakopanemu, górom i piszę –
oto co czynić powinien prawdziwy desperat. (…)

Potk[ański]
(Karol Potkański) mieszka u nas. Ma dużo znajomych. Był między innymi i u p. Zakrz[ewskiej] (Marii Zakrzewskiej). (…)
Z profesorów bawi Smolka
(Stanisław Smolka), ale go jeszcze nie widziałem. Cieszkowski (Zygmunt Cieszkowski) był u mnie, a wczoraj Zamoyski (Władysław Zamoyski). Zresztą widuję tylko Dembowskich (Bronisława i Marię z Sobotkiewiczów Dembowskich). – O jakże brzydzę się pracą. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
(…) Jak się masz? Co to za doktor Bulikowski (Stanisław Bulikowski), który Cię leczy, i czy długo zostanie w Gleichenbergu? Odpisz mi zaraz albo poleć to Twemu wdzięcznemu sekretarzowi, którego ręce przy sposobności całuję bez względu na możliwe na nich znaki atramentu. Ja siedzę w Zakop[anem] od tygodnia, które jak zwykle działa na mnie fatalnie. Głowa boli, przestaję trawić etc. Przy tym tłok tu niezmierny i jest nieznośnie. Patrzę na drogę tylko przez sztachety i klnę. (…)”

WRZESIEŃ – 08. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa na Słowacji w Popradzie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Posyłam dzień dobry z Popradu i wielkie podziękowania to the little gray frog (małej, szarej żabce) za herbatę; wdzięczność
i rozczulenie ogromne. (…) Ch. Gaston de la Richaudière
(Karol Potkański) był ze mną w Kezmarku (Kieżmarku na Słowacji). (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: Niedziela 8 września 90. Otóż niedziela przypadała 07 września 1890 r., a 08-go był poniedziałek.

WRZESIEŃ – 09. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Chciałbym wiedzieć, że już jesteś w Zakopanem, w swoim pokoju ciepłym i pod opieką mateczki, i z usługą,
a przede wszystkim, że przyjechałaś zdrowa i nie kaszląca. (…)

Sprawę z Kaczmarskim
(Władysławem Kaczmarskim) załatwiłem. Jego nie znalazłem, jest w Krynicy, wraca w sobotę. Zostawiłem więc 5000 guldenów u Pochwalskiego, a Kaczmarskiemu napisałem do Krynicy… (…) Zostaję tu do piątku, bo muszę posłać jeszcze jedną paczkę „Słowu” (kolejny odcinek III tomu „Bez dogmatu”). W razie potrzeby zostanę i do soboty. Robota pierwsza jak wszystko. Zresztą jest period chłodów i nie mógłbym się kąpać. (…)

Gładzę te łapki jak zawsze i całuję, mateczki też; ojca ściskam i dzieci też. Do widzenia, Żabu szary, dobry i miły. (…)”

WRZESIEŃ – 10. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jak się czujesz, mały Skowronku? Wysłałem trzy butelki tranu. Jest on dobry dla dzieci, ale również bardzo dobry dla Ciebie. Czy zechcesz pić małą szklaneczkę codziennie? Jeśli się zażywa tran z pastylkami miętowymi, nie jest on zbyt okropny. Pudełko zawiera również małą butelkę olejku miętowego i drugą wody leśnej. Odśwież zawsze swój pokój przed spaniem.

Powiadomiłem dziś o liście Deotymy
(Jadwigi Łuszczewskiej) Tomkowicza (Stanisława Tomkowicza). Był oszołomiony i upokorzony. Prosił mnie o pozwolenie na druk tego listu w „Czasie”, ale odmówiłem.

Dziś także spotkałem na rynku panią Zakrz[ewską]
(Marię z Moszczeńskich Zakrzewską). Nie wiem, dlaczego zarumieniła się
tak bardzo, że zdumiałem się i zapomniałem się jej ukłonić. (…)”

WRZESIEŃ – 13. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) W piątek już, już, mimo depeszy Potk[ańskiego] (Karola Potkańskiego) decydowałem się jechać do Was – i wstrzymała mnie tylko myśl, że mogę Was nie zastać, a raczej rozminąć się z Wami. Obyście szczęśliwie przebyły tę drogę. Czas okropny. Czekam depeszy z Zakopanego z ogromną niecierpliwością, ale choćby zawierała pomyślne nowiny, nie wyjadę przed otrzymaniem wiadomości od Ciebie, że po nocy przespanej w Zakop[anem] czujesz się dobrze. Myślę, że skutkiem tego nie ruszę
przed wtorkiem. (…)

Pracowałem jak wół, kląłem, spoglądałem na niebo, czy się nie wypogadza, i znów kląłem, dręczyłem siebie i nerwowałem pisaniem, bo właśnie dramat Płoszowskiego się rozwijał – ja zaś odczuwam to, co piszę – zresztą komponowałem depesze –
i była wielka malwa!

Kraków pusty. Byłem raz u pani Ostrowskiej
(Julii z Mańkowskich Ostrowskiej), u której poznałem p. Swejkowską (?)… (…) Pani
Swej[kowska] ma tyle zmarszczków między policzkiem a uchem, że wygląda jak pikowana. Ostrowska mówiła mi w dodatku,
że jest kilka lat młodsza od Zakrz[ewskiej]…
(Marii Zakrzewskiej) (…) Cieszkowski (Zygmunt Cieszkowski) już wrócił z Zakop[anego]. Widuję go na obiedzie, jak również Siemiradzkiego (Henryka Siemiradzkiego), który Cię pamięta, wypytywał i mówił: „To śliczna panna była”. (…)

Napisałem tyle, że Bez dogm[atu] zaczyna się stanowczo przechylać w przeszłość i wkrótce będzie tylko wspomnieniem, wiązką myśli i uczuć, przy których opisie autor, jak zawsze, zostawił trochę skóry na literackich cierniach. (…)

Oj, siedź teraz, Maleństwo, w swoim ciepłym pokoju, siedź, wypoczywaj w ciszy, myśl, że wszyscy tę Ziabę lubią, że Ją zawsze,
a zawsze gładzą, to i nerwy będą spokojne. (…)”

WRZESIEŃ – 24. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj miałem dużą gorączkę (38,9) – z gardłem gorzej – bo opuchlizna nie schodzi, a formuje się szereg wrzodzików.
Ani myślić, żebym wyszedł przed tygodniem lub 10 dniami. Osłabiony bardzo. Dziś rano gorączki nie ma, 37,5. (…)”

WRZESIEŃ – po 24. [po środzie]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Bardzo dziękuję za rosół. Wieczór nic. Galaretka już wczoraj nie przechodziła, ale jak mi będzie lepiej, to meuh! meuh!
jako ten miś przez kratę. Bardzo rwie w tej chwili, może jutro pęknie choć jeden. Gorączki dziś 38,3. Sprzedają jakąś dziwną chinę. Cybul[ski]
(Napoleon Nikodem Cybulski) każe brać proszek jeden, ja biorę dwa i po godzinie żadnej różnicy. (…)”

WRZESIEŃ – 27. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem, gdzie kończy pisanie „Bez dogmatu”. Pisze do Kazimierza Pochwalskiego:
„(…) Pisałem do Antałka (Antoniego Zaleskiego), żeby trzy tysiące rubli należne mi po ukończeniu powieści („Bez dogmatu”) wysłał
pod Pańskim adresem: Mikołajska 28
(w Krakowie). Byłbym kazał posłać pod adresem Janczewskiego (Edwarda Janczewskiego),
ale on odwozi żonę
(Jadwigę z Szetkiewiczów Janczewską) do Szwajcarii i pieniądze mogłyby się z nim rozminąć. (…) Gdyby kochany Pan miał wyjechać w tych czasach dla malowania Sapiehy (Pawła Sapiehy) lub kogokolwiek, to daj mi Pan z łaski swojej znać zaraz,
bo w takim razie muszę posłać inny adres. (…)”

WRZESIEŃ – 29. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Złość okropna, że nie mogę wstać, ale dziś mi nawet gorzej. W nocy była gorączka i pewno formuje się wrzodzik. Nie wiem, kiedy wstanę – i w ogóle, jak zimę przebędę.

Pannie przysłanej wyleciał koreczek i coś się rozlało… (…)”
Jeszcze tego samego dnia pisze on drugi list do Jadwigi Janczewskiej, opatrzony rysunkiem niedźwiedzia za kratą:
„(…) Jak tylko przysłała tego rumianeczku, zaraz wrzód pękł. Naprawdę przy drugim razie. Od wczoraj ulga wielka – choć zmęczenie duże i chudzizna nadzwyczajna. Dziś ogolony, umyty, ubrany, zaczynam przybierać ludzką postać. – Za parę dni będę piłował Cybul[skiego] (Napoleona Nikodema Cybulskiego) o wyjście. On wczoraj przed pęknięciem był już niespokojny, bo się zaczął tworzyć wysięk – teraz wszystko poleciało. Jedna tylko rzecz. Jakoś po tylu dniach gorączki apetyt nie wraca – może skutkiem tego, że przedtem był katar. Ale rosołeczek by się przydał, galaretka biała albo czerwona też! (…)”

PAŹDZIERNIK – 02. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Antoniego Donimirskiego:
„(…) …proszę nie przysyłać mi pieniędzy (reszty honorarium za rękopis powieści „Bez dogmatu”) do Krakowa, tylko mnie do Biarritz wówczas, gdy doniosę o adresie. W Krakowie zabawię tylko do niedzieli, że zaś jadę jutro, zostaje na Kraków tylko sobota. (…)”

PAŹDZIERNIK – 05. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie przy ul. Brackiej 10. Pisze do Antoniego Donimirskiego:
„(…) Przyślijcie do Biarritz, jak będziecie mogli, pozostałe 2000 (rubli), ale bez rozbijania sobie głów. Jutro wyjeżdżam. Obecnie jestem w Krakowie. (…) Drugi , poprawiony tom (powieści „Bez dogmatu”), odeślę stąd przez Kocia Górskiego (Konstantego Marię Górskiego). (…)”
Pisze też do Józefa Majera, prezesa Akademii Umiejętności w Krakowie:
„(…) Ponieważ obawiam się, aby wyjazd mój (do Biarritz we Francji) nie opóźnił sprawy przyznania stypendium imienia śp. żony mojej, zmuszony jestem wyrzec się w tym roku przysługującego mi prawa wyboru między kandydatami. Wskutek tego mam zaszczyt prosić JW Pana, abyś w sprawie wyboru sam zechciał łaskawie wydać głos decydujący. (…)”

PAŹDZIERNIK – 11. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Paryża. Zatrzymuje się w Hôtel du Dauphin. Kończy pisać, a w numerze 229. „Słowo” kończy druk powieści „Bez dogmatu”.

Tego dnia w Théâtre du Vaudeville ogląda komedię Aleksandra Bissona „Feu Toupinel”.

PAŹDZIERNIK – 12. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hôtel du Dauphin. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Stanąłem tu w „Hotelu du Dauphin”… Wczoraj byłem u Sienkiewicza (Artura Władysława Sienkiewicza). Nie zastałem nikogo. Panienki bawią u Pani Jaroszyńskiej (Karoliny z Rakowskich Jaroszyńskiej)… (…) Dziś wieczór wyjeżdżam, bo mi okropnie pilno
do jakiejkolwiek wiadomości od Ciebie i od Mary. Może w Biarritz znajdę co na poczcie. (…) Wczoraj byłem w Vaudeville’u
na Feu Toupinel. (…)

Mam się nieźle, boli tylko krzyż między łopatkami, a od tego ręce, więc trochę trudno pisać. Katar niezupełnie mnie opuścił. (…)”

PAŹDZIERNIK – 13. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hôtel du Dauphin. Tu odwiedza go Artur Władysław Sienkiewicz, ojciec Charlotte i Marii. Po jego wyjściu pisarz udaje się
na śniadanie do Café de la Regence przy Rue Saint Honoré 161. Tu spotyka Brunona Abdanka Abakanowicza. Spędzają ze sobą cały dzień.

PAŹDZIERNIK – 14. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hôtel du Dauphin. Ponownie spotyka się z Brunonem Abdankiem Abakanowiczem. Spotkanie trwa aż do wieczora.
O godz. 20.00 na stacji Gare d'Orleans pisarz wsiada do pociągu, którym wyrusza do Biarritz.

PAŹDZIERNIK – 15. [ŚRODA]


W numerze 238. „Czas”, a w numerze 237. „Dziennik Poznański” - kończą druk powieści „Bez dogmatu”.

Tymczasem - o godz. 11.00 - Henryk Sienkiewicz przybywa na kurację do znanego kąpieliska Biarritz w południowo-zachodniej Francji nad Zatoką Biskajską. Zatrzymuje się w willi Piron (Villa Piron). Stąd pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem dziś o jedenastej rano, byłem na poczcie, rozejrzałem się po mieście. – Ładne to i dość okazałe – ale ani dygi (grobli nad brzegiem morskim), ani plaży, ani Kursalu ostendzkiego, ani estakady, ani nawet takich willi tu nie ma. Dumny jestem,
żeś widziała Ostendę, to jest miejscowość, która pod względem okazałości, cywilizacji etc. przewyższa wszystkie inne.
Tu „la grande plage”
(wielka plaża) ma około pół kilometra – wzdłuż ciągnie się nędzny chodnik, nawet bez poręczy, nad którym stoi obszerny budynek kąpielowy w stylu niby mauretańskim, ale dość mizerny. Samo miasto leży z tyłu na wzgórzach i hotele
na wiszarach
(skałach, urwiskach) są istotnie okazałe, ale nie ma tego zetknięcia tego bezpośredniego życia i luksu z morzem, które stanowi wyjątkowy wdzięk Ostendy. (…)

W willi Piron, którą mi zarekomendowano, sami Moskale – aż trzy rodziny. Kobiety grubonose, grubo… bokie, krzykliwe, przypatrujące się. – Przy śniadaniu słyszałem: „A wot ja że goworiła”
(przecież już mówiłam) - „Na wierno” (na pewno) - „A”? Ładny język i warto jechać aż do Biarritz , żeby go słyszeć. –

Miałem rację. Wyjeżdżając z Paryża z Gare du Nord jest się równo w 12 godzin w Biarritz. Ale wyjechałem z Orleańskiej
(Gare d’Orleans lub Gare d’Austerlitz) wieczorem o 8 i byłem o 11-stej. Wolałem nie przyjechać o świcie, bo łatwiej sobie rady dać.

Dziś się nie kąpałem, jutro także nie będę. Czekam, aż katar nabyty w zbawczym klimacie zakopiańskim przejdzie. Dotąd kaszlę
i (przypomina mi się opowiadanie tj. jedna anegdota ojca) piersi mnie trochę bolą. W Paryżu było tak ciepło, że tu wcale
nie cieplej. –

Przyjechałem tam w piątek, wyjechałem we wtorek. Szarlotek
(Marii i Charlotty Sienkiewiczównie, córek Artura Władysława Sienkiewicza) nie widziałem, chociaż pokazało się, że są w Paryżu i że w czasie mojej wizyty tylko wyszło do pani Jaroszyńskiej (Karoliny
z Rakowskich Jaroszyńskiej), ja zaś rozumiałem, że u niej mieszkają, i przypuszczałem, że może gdzieś za Paryżem. Pan Artur był
u mnie w poniedziałek
(13 października 1890 r.) i prosił mnie na obiad. Ale mnie takie rzeczy nudzą, więc skręciłem. Powiedziałem,
że wyjeżdżam wieczór, że mam już bilet i nie mogę. Potem wyszedłszy na śniadanie zobaczyłem w Rejencji
(Café de la Régence
w Paryżu przy Rue St. Honoré 161) najdziwniejszym z wypadków Abakanowicza (Brunona Abdanka Abakanowicza). Nigdy on tam nie bywa, ale tego dnia przyszedł dla widzenia się z Lenczewskim (?), elektrykiem z Warszawy. Wyobrażasz sobie, jak go puścił od razu zobaczywszy mnie. Zaraz telegrafował w 15 stron świata, że nikogo nie może widzieć i żadnych interesów załatwiać, i spędziliśmy razem czas aż do wtorku wieczór. Odjechał tylko na noc, do Champigny (do Parc St. Maur, niedaleko od Champigny), gdzie się pobudował. Potwór utył; dostał po wystawie Legię Honorową, z którą chodzi, tj. z czerwoną wstążeczką w dziurce od surduta. Lubię go, bo on naprawdę przepada za mną. Gładził łysinę i powtarzał” „Henryk! Ty jesteś dla mnie wspomnieniem zupełnie idealnym!” – Jedliśmy śniadania i obiady razem – ale… o młodości! gdzieś ty!? – nie upiliśmy się ani trochę. Obiecał, że tu przyjedzie na tydzień, bo musi jechać do Bilbao, które oświetla. Pojadę z nim razem na „torros” (na walki byków). (…)

Na poczcie znalazłem mnóstwo listów: od mateczki
(Wandy z Mineyków Szetkiewicz), Potkańskiego (Karola Potkańskiego), Henkiela (Dionizego Henkiela), Bogusławskiego (Władysława Bogusławskiego). Nie było tylko od tej Ziaby (Jadwigi Janczewskiej), ale jeśli wyjechałaś, jak mateczka pisze, w czwartek, to nie mogło być. (…)

Mara
(Maria z Sobotkiewiczów Dembowska) miewa boleści, ale w ogóle zdrowsza. Zresztą będziesz miewała częstsze o niej wiadomości ode mnie. Pannę Munię (?) widziałem jeszcze dwukrotnie, raz na ulicy, drugi raz na pożegnaniu. (…) Ciekawym, gdzie Marę wyślą. Chciałbym, by gdzie niedaleko, bo odwiedziłbym ją zaraz. W każdym razie obiecuję to sobie zrobić. (…)”

PAŹDZIERNIK – 16. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Biarritz. Mieszka w willi Piron.

PAŹDZIERNIK – 17. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Biarritz. Mieszka w willi Piron. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Drugi tom („Bez dogmatu”) mam od dawna poprawiony, tylko że to druk, więc nie wiedziałem, jak wysłać. Odeślę go
do Krakowa Kociowi Górskiemu
(Konstantemu Marii Górskiemu) z prośbą, by znalazł jakowąś okazję. (…)

W Biarritz zabawię z 15 dni lub może dłużej. Jestem nadzwyczaj zmęczony, a tu nie widuję nikogo – bo też z Polaków nie ma już, zdaje się, nikogo.

Czy też Ci Antał
(Antoni Zaleski) mówił