Jam jest Bóg Abrahama i Bóg Izaaka, i Bóg Jakuba! Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. [Mat. 22; 32]



KALENDARIUM ŻYCIA

Wybierz rok, z którym chcesz się zapoznać: 1846, 1847, 1848, 1849, 1850, 1851, 1852, 1853, 1854, 1855, 1856, 1857, 1858, 1859, 1860, 1861, 1862, 1863, 1864, 1865, 1866, 1867, 1868, 1869, 1870, 1871, 1872, 1873, 1874, 1875, 1876, 1877, 1878, 1879, 1880, 1881, 1882, 1883, 1884, 1885, 1886, 1887, 1888, 1889, 1890, 1891, 1892, 1893, 1894, 1895, 1896, 1897, 1898, 1899, 1900, 1901, 1902, 1903, 1904, 1905, 1906, 1907, 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916, 1924 - albo zobacz wszystkie lata.

Rok 1865



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Zapomniałem Cię prosić w poprzedzającym liście, żebyś mi kupił pluskiew (pinezek) do rajzbretu (deski kreślarskiej), kalki, krawat, spinki 2 do rękawów i rękawiczki – bo moje ktoś (niezawodnie) świsnął. (...)

Ja dla tego samego zakochałem się w Kożuchoni. Zdawała mi się ładną – i zaraz wymarzyłem sobie, że musi być równie czystą (pod względem moralnym), jak jest piękną, równie idealną, jak bladą, równie dobrą, jak miłą. No! Załapałem się, mówiąc
po prostu, dlatego też puściłem ją w trąbę ze wszystkich sił swoich i nie mam się potrzeby obawiać recydywy. Teraz nawet zimniej spoglądam na wszystkie idealne dziewczynki, bladą cerę zarówno innym, ubocznym względom, jak i idealności przypisuję. Nie idzie, żebym się nie miał zakochać – owszem, zrobię to jak będę mógł najprędzej, ale nie zakocham się już drugi raz tak jak pierwszy – i sądzę, że dlatego będę kochał stalej i dłużej. (…)
Innym razem pisze do niego:
(…) Przepraszam Cię, że nie piszę jak zwykle, ale jedno, że niedługo przyjadę, a drugie, że na małym palcu od nogi zrobił mi się odcisk, na który jestem cierpiący; ten ostatni powód jest jeszcze większy – ponieważ zupełnie nie daje mi pisać długo. (…)
Względem tego (HS)
(Heleny Sługockiej) zdjąłem już kalkę, bardzo się udała – taka sama będzie. Przeniosłem nawet z kalki
na kawałek swego papieru, tylko jeszcze nie poprzeciągałem konturów. Ten rysunek na kawałku będzie dla mnie, czego nawet żałuję, bo z kalki dwa razy przenosić nie można – a drugi na kalce może się tak nie udać.
Obok na kalce zrobiłem Ciebie. Jesteś bardzo podobny – namyślam [się] tylko nad tym, jakby Ciebie uplasować. Chciałem także
i Czarnego (dla siebie), ale za słabe moje pędzelki. (…)
W kolejnym liście czytamy:
(…) Taką Ci tylko radę dać mogę, żebyś zobaczył – a potem – powtarzam jeszcze raz, bywał rzadko albo wcale – nie włóczył się po kościołach i ulicach. – Taka droga powstrzyma plotki, które Twoją sprawę mogą popsuć – bo jeżeli ludzie plotą, że jakiś człowiek z odpowiednim wiekiem i stanowiskiem bywa w zamiarach – to rodzice panny i pana się cieszą – a jak szesnastoletni student – to za drzwi wypychają – albo się śmieją i z okna pokazują palcami. Plotki psują reputację – to dosyć. (…)
Kończę, dodając, że gdybyś znalazł p. H. S.
(Helenę Sługocką) nic wartą moralnie – to puść wszystko diabłu w arendę – nie umrzesz – nie bój się. Razi Cię może szorstkość mego listu – ale dziwnie jestem rozstrojony – czegoś zły, zmartwiony – powiem Ci tylko,
że chętnie bym gdzie chciał uciec na pustynię, żywić się korzonkami – i miodem, byle w plastrach, bo patoki nie lubię. (…)

SIERPIEŃ 1865 r. - sierpień 1866 r.


Henryk Sienkiewicz przybywa jako guwerner do domu Weyherów w Poświętnem koło Płońska. Mieszka w pokoiku na facjatce parterowego dworu zamożnych ziemian - Aleksandry i Ludwika Weyherów - wokół którego rozciąga się gęsto poszyty, stary park, graniczący z doliną rzeki Płonki. Henryk Sienkiewicz jest guwernerem Stasia Weyhera. Uczy go przedmiotów podstawowych i dobrych manier... Na wsi czas wypełniają mu: zajęcia nauczycielskie, intensywna praca nad przygotowaniem się do matury, rozczytywanie się w Juliuszu Słowackim i Adamie Bernardzie Mickiewiczu, zbieranie fotografii „szyków" (tj. znajomych panien warszawskich), przerysowywanie tych fotografii, jakieś zajęcia zarobkowe w rodzaju przepisywania artykułów dla redakcji warszawskich, pierwsze próbki pism literackich, korespondencja z kolegami.

SIERPIEŃ – KONIEC MIESIĄCA


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem u Ludwika i Aleksandry z Kotarskich Wejherów. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Wystawcie sobie, siedzę w piątek i rysuję – Heinego, wtem daje się słyszeć turkot, zajeżdżają dwie bryczki, a z nich wysiadają: numer 2-gi, chudy, młody, sekretarz biskupa, nie wiem, jak się nazywa – zaczyna ogromnie rozprawiać. – Ja milczę jak głaz; tylko przypatruję się księżom jak najuważniej i przysłuchuję się, o czym te filary Kościoła mówić będą – wtem wnoszą ciastka i wino; na to reformat uśmiecha się w duchu, aż mu zęby trzonowe widać, numeru 4 nos poczyna się poruszać i rozdymać złowrogo – a numer 3-ci robi minę tak nieokreślenie błogą, tyle prawdziwego szczęścia i prawdziwej radości błyszczy w jego oczach, że ja sam zastanawiam się w duchu, co to może spokojność sumienia, apetyt i żywa wiara.

Zaczyna się rozmowa, przerywana naturalnie ciągłymi kieliszkami, i traktuje o rozmaitych przedmiotach, ale w szczególności
o winach z domu zleceń w Płocku. – Stąd powiada N 2, że dom zleceń odbiera dużo Żydom, którzy poprzednio mieli cały handel
w swych rękach; potem plecie, że Żydzi są to pijawki narodu, że wysysają zeń soki żywotne, że wrodzoną cechą ich charakteru
jest oszukaństwo i podłość – że Żyd zawsze Żydem – itp., itp., itp.
A ty, trutniu, myślę sobie, jeżeli ja ci za Hipolita skóry nie wyłatam, to już źle będzie. – Zapalam więc papierosa, robię luterską minę, przysuwam swoje krzesło do niego i suchym a złowróżbnym głosem pytam:
„Słyszałem, żeś pan wyraził się źle o Żydach – chciałbym więc wiedzieć, z jakiego względu ich nienawidzisz i z jakiego punktu zapatrujesz się na kwestię żydowską?”
Ksiądz się przeraża! Ochłonął i odpowiada. – Zaczyna się dysputa najdłuższa i najżywsza, jaka tylko być może.

Ja tymczasem gadam jak kołowrotek – cytuję świadectwa historyczne, dowodzę, że jeżeli Żydzi dziś się tak odosobnili, to nasza wina – wina stosunków społecznych, w których oni są jakby pariasami – powiadam nareszcie, że ja w cechy wrodzone narodowi nie wierzę – że to jest mrzonka – a charakter narodowy jest zależny w zupełności od okoliczności zewnętrznych, od ziemi,
na której naród mieszka, jego stosunków politycznych – ustroju wewnętrznego itp. – N 2-gi bierze rzecz ze stanowiska religijnego, cytuje mi księgi Talmudu: Miszram, Chos, Chosru, Sawades – ja z uśmiechem przypominam mu jeszcze jedną,
tj. Gomorę i napominam go, żeby zszedł z tej drogi rozumowania, która go nigdzie nie doprowadzi, bo zawsze będzie uprzedzony.
Nareszcie ksiądz przyznaje mi rację, że Żydzi wrodzonej cechy nie mają – (…) – skończyło się na Heglu i na wzajemnym potakiwaniu sobie w szyderstwach i wymyślaniach na Feuerbacha i Straussa.

Po dyspucie księżyna tak mnie serdecznie ściskał za ręce i gadał grzeczności,… - a ja ze swej strony podziwiałem głębokość jego rozumowań i ścisłość wyrażania się – ale w duszy się śmiałem, bo słowo daję, moralne mam przekonanie, że żeby był kto trzeci, co by się znał choć trochę na rzeczy – to by nas wyśmiał. To mnie jednak najgorzej gniewało, że podczas naszej dysputy ten… którego tytułują lektorem zgromadzenia reformatów, ciągle odzywał się w tym guście: „O, Żydy zawsze psubraty. – Już to Żyd Żydem, szelmą zostanie…” – obracałem się tyłem i udawałem, że nie słyszę.

Koniec o księżach. (…)

SIERPIEŃ – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Jest tu w okolicy kilka panien, nawet dosyć przystojnych, i ja, jako guwerner (bo guwerner na wsi musi się kochać, jeżeli
nie w domowej pannie, to w okolicznej), ja więc, powtarzam, powinien bym się zakochać w której, ale na nieszczęście przywiozłem tu z sobą fotografię panny J. S.; co spojrzę na nią, to tak maleją mi w oczach te małpki przedrzeźniające warszawianki – że aż mi się zimno robi. Fotografia ta jest moim zaczarowanym amuletem, geniuszem opiekuńczym i największą przyjemnością.

W każdą niedzielę przychodzą tu z Płońska szyki
(szykowne, eleganckie panny) (naturalnie względne); przepatrzyłem je dziś
w ogrodzie jak stare buty – wdzięczyły się niektóre do mnie (bo sam byłem) jak pies do kija, ale udawałem, że ich nie widzę.
Żeby mnie tu kto zszedł na takiej schadzce z księżycem, gotowi by mnie do bonifratrów odesłać. Dam więc spokój. (…)

SIERPIEŃ – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Nic nie wiedziałem, że w ogrodzie tutejszym jest taki prześliczny widok, jakiego może cała Polska nie ma.
Wystawcie sobie dziewiczy australijski las; środkiem stoi woda, cała tak pokryta rzęsą, że ani kropli czystej nie widać, i woda ta ciągnie się długo a wąsko między ogromnymi drzewami świetnej także zieloności. – Około gałęzi i pni drzew wije się niezliczone mnóstwo pnących roślin, dzikiego wina, chmielu i innych, które plącząc ze sobą zielone warkocze swoje, tworzą pyszne girlandy, rotundy i jakby wodospadem zieloności spływają w spokojną i zieloną także wodę. – Cisza tam taka, że usłyszeć można każdy szmer liścia – czasem tylko czysty głos wilgi przerwie ten uroczy spokój i tęskne obudzi uczucia albo pukanie dzięcioła tajemniczym echem odezwie się po lesie. Słońce tam nie dochodzi – tylko przebija przez zieloną obsłonę i jej kolorem barwi swoje promienie, a te zielone promienie rzuca na czarne pnie, ziemię, szaty i twarz podróżnika – słowem: tam jest panowanie zieloności.
Wiecie rzeczywiście, co to jest? Oto kanał zielonej i brudnej wody stojącej między krzywymi olszakami, z których zamiast cudnego śpiewu ptasząt prędzej co na nos spaść może. Ale przy tym, słowo daję, to jest tak piękne! Przynajmniej tak wygląda, jak poprzednio opisałem. (…)
W dalszej, pisanej wieczorem, części listu Henryk Sienkiewicz otwiera się przyjacielowi:
(…) Rzeczywiście, dobrze mówiłem, że wieczór może coś napiszę – już to zwykle o tej porze jestem najbardziej usposobiony
do tego, tylko nie wiem, dlaczego poważniej. Dziwna rzecz, lubię wieczorem wspominać dzień cały, a nawet całą przeszłość,
i jak w dzień jestem dosyć roztrzepany, czasami cyniczny, czasami głupi, tak uważam, że wieczór choć do rany mnie przyłóż, jestem najlepszy wtedy. – Dosyć lubię siedzieć po ciemku, wtedy myślę nad sobą: często tak bywa, że zgaszę świecę, a sam siedzę jeszcze z kwadrans albo pół godziny i tłukę się z własnymi myślami, nim się położę. (…)

SIERPIEŃ – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Zawiadamia Konrada Dobrskiego:
(…) Za dwa dni jadę do Warszawy, są imieniny mojej matki (Stefanii z Cieciszowskich Sienkiewiczowej – imieniny 02 września), a na drugi dzień Izy. …to jedna mała smarkata z czarnymi jak węgiel oczami i włosami – alias (inaczej) kij wierzbowy ucięty na drodze
do Jeziornej i ochrzczony Izą. Ale kij tak nazwany na jej pamiątkę. Przypominam sobie fensterparady
(spacery pod oknami); ona siedziała w oknie (mieszka na dole) z kuflem mleka w ręku i z gębą tak pełną bułki, że mówić nie mogła (chociaż i tak do mnie nic nigdy nie mówiła), a ja przechodziłem, wydając ciężkie westchnienia i spoglądając na nią jak lis na winogrona. (…)
I byłbym pozyskał jej wzajemność, gdyby nie pewien młody człowiek, nasz kolega. (…)

SIERPIEŃ – 30. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Rzeka Płonka wylała, tworzą się doskonałe kąpiele, wskutek tego nie chodzę do ostatniego szpaleru, bo mógłbym przypadkiem zobaczyć jaką Zuzannę puszczającą swoje warkocze na wodę. Jakkolwiek mógłbym sobie takiego widoku pozwolić jako artysta-malarz, który w klasyczno-akademicznej nagości pięknych mieszkanek Płońska mógłby czerpać wzory
do przyszłych swych utworów, które mają zadziwić współczesnych i potomnych – to jednakże przez wzgląd na swą młodość, gorącą krew i inne uboczne okoliczności wolę się nie narażać na utratę spokoju sumienia i tej białej szaty niewinności dziewiczej, w jaką dotychczas jestem obleczony”. (…)

WRZESIEŃ – 05. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Bądź tak dobry i przejdź się do rodziców moich – ja tam napisałem książki, które mi potrzebne zaraz, ale w domu może
nie będą wiedzieli, gdzie ich dostać, albo nie zrozumieją, jakich potrzebuję, przyjdź więc im na pomoc z łaski swojej, za co ja Ci zapewniam wdzięczność dozgonną i dogrobną, słowem, taką, jaką się czuje dla tych, co to bez wielkich trudności robią to, o co ich się prosi. (…) Jak będziesz u mnie, powiedz, żeby przez konie, które przyjdą z p. Wey[h]erową, przysłano mi moje fotografie. Proś także, żeby kołnierzyków tych, które mają jeszcze zrobić, nie robiono takich wysokich jak te, które teraz mam. (…) Przypomnij
w domu także, że mi potrzebne bardzo kamizelki, żeby się pospieszyli z przysłaniem, mam obiecany także krawat krepowy czarny, srebrem haftowany na końcu, i poproś siostry mojej, żeby dotrzymała, czego obiecała, i powiedz jej, że mi pilno. (…)

WRZESIEŃ – 08. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Dziś jest święto; byliśmy w kościele i widzieliśmy jakieś ładniutkie szyczki z Warszawy; podlotki około 17 lat. – Wystaw sobie, jak mi to było przyjemnie – poznałem na pierwsze wejrzenie warszawianki, tak ruchami i wzięciem się odbijały rożnie
od aborigines (rudis)
(nieogładzeni aborygeni). Są one ze Skarzyna… (…)

Zrobiłbyś mi prawdziwą przysługę, gdybyś zaraz po odbiorze tego listu dał znać u mnie w domu, i powiedz im, że ja proszę,
żeby raz się zebrali i kupili mi dostateczną ilość papieru, gdyż dosłownie powiedziawszy, chłonę. (…)

WRZESIEŃ – przed 21. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Chciałem wyrysować B. (Helenę Bogdańską) w Saskim; ale cóż, zacząłem w małym formacie i po pierwszym uchwyceniu podobieństwa, tj. po wyrysowaniu pierwszych podobizn, serce tak mi bić zaczęło, że cały stolik i krzesło podskakiwać zaczęło. – Naturalnie pod wpływem takiego ruchu ręce moje nie mogły także zostawać w spokojności, skutkiem czego nos w rysunku był trochę ukarbowany, a usta w tył posunięte, co całej postaci nadał nieco podobieństwa do jednorożca. Ale jak będę miał fotografię, to co innego, wtenczas, zwłaszcza jeżeli nie cała, to łatwiej mi będzie i obiecuję Ci duplikat, bo więcej nie będzie.
Napiszże list porządny i odnieś (zapieczętowany) do mnie, jeżeli będzie okazja, przyszli także arkusz bristolskiego gładkiego papieru (koniecznie gładkiego, glansowanego) i fotografię pani Dobrskiej młodej, Twojej żoneczki; będę się starał ją przerysować (do końca?!) i zapewne przerysuję, bo chęć wiele może. – Naturalnie przerysuję ją także i dla siebie, o co nie możesz się gniewać, raz, że nie mam zwyczaju kochać się w cudzych żonach, a nawet i narzeczonych, a ona jest Twoją (…) jak amen
w pacierzu. Ręczę, że na samą myśl serce Ci bije i rumienisz się, nic więc dziwnego, że i mnie biło przy rysowaniu B. (…)
Przez najpierwszą okazję przyszlij mi książki. (…): Popliński – Wieki średnie; Dithmar – Średnie i nowe
(pełne dane książek –
patrz zakładka „Literatura mająca wpływ na H. S.). (…)

WRZESIEŃ – 24. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Piszę zaciekle powieść („Ofiara”), ale śmiać mi się chce z tych głupstw, które tam się w niej mieszczą. Wystaw sobie, piszę jaki kawałek tkliwy, czuły a ognisty, wyrzekający na losy i ustawy świata; pióro skrzypi, ja mam minę niezmiernie przejętą własną wielkością i słowo daję, zdaje mi się, jakie arcydzieła tworzę – ósmy cud świata! Piszę zwykle wieczorem; na drugi dzień z rana wstaję i pierwszą moją myślą jest przeczytać słowa, które mnie mają postawić w liczbie pierwszorzędnych talentów autorskich – czytam więc i po przeczytaniu nieraz śmiechem parskam i sam sobie się dziwię, jak coś podobnie głupiego mogło wyjść z mojej głowy. Doświadczysz tego, ręczę, jeżeli kiedy weźmiesz się do pisania. Zresztą takie są tam trudności, że człowiek mało nie zwariuje. Nie wiem, co moi bohaterowie i moje bohaterki mają do siebie mówić, jak mają trzymać ręce, głowy, nogi i „inne organiczne członki”. Nie wiem, jak przejść z dialogu do opisu, z opisu do rozumowania, słowem, jestem czasami jak tabaka
w rogu. – (…)

Byłem w kościele ostatniej niedzieli, była panna Jaworowska
(Henryka Jaworowska); była ładnie ubrana; miała czarną suknię, takież okrycie i duży kutas czerwony z tyłu ( dekoracyjny element ubrania). – Nawet bez tego kutasa nie byłaby się tak ładnie wydała, toteż wiedziała o tym i bawiła się z nim przez całe kazanie. Jeżeli nie do rzeczy, to przepraszam! Ale tak było. (…)

WRZESIEŃ – 27. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Wieczorem pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Słowo Ci daję, wszystko o Twojej przyszłej żonie mówiłem serio i nie śniło mi się nigdy z niej żartować, a co się tyczy tego, żem Cię namawiał, abyś się żenił – to dlatego, że uznaję, iż młody człowiek nie może nic lepszego zrobić. – Ja sam, jeżeli tylko dostanę urzędowanie, to pójdę na Wydział Prawny i z pierwszym dochrapaniem się 3000 złp (około 180 rubli), chociażby to były dochody nie stałe – żenię się. Nad wyborem żony już się namyślam. Przychodzi mi przez myśl Iza, wywiedz się więcej o niej, jeżeli znajdziesz na to czas. (…) Chociaż przyznam Ci się, że nie lubię brunetek – zdają mi się zanadto jakieś zmysłowe… i dlatego
z dwóch wolałbym tę drugą, o której myślę, tj. Helenę Bogdańską. Nie widziałem jej 4 czy 5 lat… - w każdym razie, jak przyjdę
do Warszawy, to się wywiem o niej, co będę mógł. (…)

Miałbym jeszcze jedną do Ciebie prośbę. – Podobno mi przyjdzie składać egzamin na patent, bo do Szkoły Głównej nie będzie egzaminów; tak mi przynajmniej ojciec napisał. (…)
Mowa tu o świadectwie zdania egzaminu – w tym przypadku matury – w szkole państwowej przy udziale rosyjskich władz szkolnych, ponieważ polska szkoła prywatna nie dawała wówczas uprawnień do studiów wyższych.

WRZESIEŃ – 28. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Rano kończy wczorajszy list do Konrada Dobrskiego:
(…) Jak tylko będziesz kiedy do mnie pisał przez okazję, napisz zawsze, jaką kładziesz pieczątkę, i pod nią na całym liście połóż kartkę, na której by było napisane dla ciekawych otwierających cudze listy: «Nie do ciebie, durniu.» Jeżeli się kto złapie, to się
i tak nie przyzna, a w pięty mu pójdzie. (…)

Moja powieść idzie teraz łatwiej. – Nie biedzę się przynajmniej z formą, w jakiej mam treść wyrazić, napisałem już blisko
12 arkuszy, więc się wprawiłem. – Naturalnie, zawsze paskudna, niezręczna, bez znajomości człowieka i rzeczy ludzkich zrobiona, ale piszę ją jednak co wieczór, chociaż dla wprawy. (…)

Posyłam Ci teraz 7-dem rubli na książki – a dwa długu, to razem 9. (…) Żeby jednak ułatwić Ci rzecz, wypisuję książki najpotrzebniejsze mi: Słownik łaciński, Słownik francuski (jaki tani naturalnie), Literatura – Bartoszewicza, Historia – Lelewel, Soldometria – Krysiński, Trygonometria – ta żółta. I jakakolwiek algebra. Pieniędzy na więcej nie wystarczy, chociażby jeszcze potrzeba Bóg wie czego, a szczególniej chemii, chociaż przyznam się (tylko nie mów nic w domu), że coraz mniej zgodnym
z moimi widokami staje się Wydział Medyczny – już o naturze i usposobieniu nic nie mówiąc, bo w to nie wierzę. (…)

LISTOPAD – 12. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Do Konrada Dobrskiego pisze:
(…) Pierwszy to list tak krótko piszę – ale jestem chory – głowa boli mnie od rana. – Zmiłuj się, napisz długo i nie wymawiaj się brakiem czasu – mój następny list także będzie długi – gdybym teraz chciał pisać, napisałbym coś rozpaczliwego, bo jestem chory – głowa mnie boli nieznośnie i mgli mnie, jestem więc rozstrojony jak stary fortepian – możesz sobie wystawić, jak to wpływa
na humor. (…) Z posłanych Ci pieniędzy, 8 rs bądź łaskaw, oddaj w domu, z reszty kup mi z łaski swojej: 1) szczoteczkę do zębów, 2) mydło pachnące, takie długie, kwadratowe, jasnego, jednostajnego koloru (wystaw sobie, dali do umywalni takiego [!], jakim w Warszawie podłogi myją), następnie funt albo 1/2 funta tytoniu Sułtan. (…) Proś ode mnie w domu, żeby mi przysłali papieru zwyczajnego listowego i laku. Namyśliłem się i posyłam Rb. 13 – oddaj w domu 8, a za resztę zrób sprawunki… (…)

LISTOPAD – 23. [CZWARTEK] lub 24.


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. List do Konrada Dobrskiego datowany jest 23 listopada 1865 r.. W treści jednak pisze:
(…) W sobotę, a najdalej w niedzielę oddaję list na pocztę. Dziś dziękować Bogu, mamy piątek 23 listopada. (…)
Pisarz pomylił się albo w dacie albo w dniu tygodnia. Dalej relacjonuje wydarzenia ze swego pobytu w Poświętnem:
(…) W niedzielę przeszłą była tu pani Dębowska (Dembowska) z córką (Wiktorią)…; powiadam Ci, panienka comme il faut (jak należy) - prowadziłem z nią rozmowę przez cały wieczór – bo zresztą któż inny mógł prowadzić. Gustaw J. (Gustaw Jagielski), jeżeli
nie o Pietierburgie, niczego bolsze nie znajet. (…) Ale, wracając się do panny Dębowskiej, prawda, że bez kapelusza nieładna,
ale za to tak miła, że już nec plus ultra
(„rzecz nieprzewyższona, najdoskonalsza”). Rozmawialiśmy o literaturze, Mickiewiczu, Słow[ackim], Kras[ińskim], U[ujejskim] etc., naturalnie nikt się nie mieszał. Dużo czytała – dużo wie, dużo umie powiedzieć –
aż miło! Z prawdziwą przyjemnością przepędziłem ten wieczór. Na nieszczęście po herbacie zabolała ją główka i dlatego nawet już o 10-tej wyjechali. Jakaś szczęśliwa była ta niedziela dla mnie, bo i Jaworowską
(Henrykę Jaworowską) widziałem w kościele,
ale zbrzydła jak pies. Po całej rozmowie z Wikcią (Dębowska) przyszedłem do swego pokoju i kładąc ręce na sercu spytałem się siebie w myśli: Miałżebym sądzić, żem się w niej zakochał? – Nie – odpowiedziały wszystkie władze umysłowe i zmysłowe.
– „Ale pan ją rozpalił!” – dodał jakby na uzupełnienie myśli mojej pan Aleksander. (…)

Niedługo nadeszlę Ci moją powieść skończoną – to jest zaczętą i ukończoną, bo tej powieści, którą pisałem od wakacji, bohater był to taki „drań sobaczy”, że nie umiał gadać z ludźmi – jak się zszedł przypadkiem z ideałem, bo siedział jak niedołęga. (…)

GRUDZIEŃ


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Nie wiem, czy dojdzie Cię ten list, jestem bowiem zmuszony powierzyć go Henrykowi (Henrykowi Kotarskiemu). (…) Posyłam Ci przez tegoż młodzieńca moją powieść pod tytułem: „Ofiara”. Ja zacząłem coś i skończyłem? Sam nie mogę przyjść do siebie
z radosnego zadziwienia i wyznać ci muszę, że kiedym wyczytał wyraz: koniec – na piątym arkuszu, byłem prawie dumny z siebie. — Nie dlatego byłem dumny, żeby powiastka ta miała jakąś wartość szczególną — broń Boże — cieszyłem się z tego powodu,
że z pięciu rozmaitych powieści, jakie zacząłem, pierwszą skończyłem zupełnie. — Wracam teraz do samej powiastki. — Najprzód muszę ci powiedzieć, ze to jest dziecię chorowitej wyobraźni mojej, które pewnego dnia, mniejsza o datę, poczęło się szarą godziną pod piecem, a w dwa dni później ujrzało już światło dzienne. — Jest to malowidło jaskrawe jak wszystko, co wyjść może spod mego pióra. Bohater na początku skacze, w środku się uczy, a pod koniec płacze. Bohaterką jest córka budowniczego,
nad której jednak charakterem nie rozpisywałem się bardzo, chcąc cały ciężar utrzymania powieści zwalić na bohatera samego. — Ale największą wadą tej powieści jest nieproporcjonalność składowych jej części do całości — zresztą sam to zobaczysz.
Pomimo najłatwiejszej formy powieściowej, to jest opowiadania, nie potrafiłem uniknąć właściwych tej formie powtarzań się
i nudnej jednostajności stylu. (…) Gdybym miał więcej czasu, ociosałbym toporem zastanowienia te wszystkie chropowatości, które mogą razić delikatny smak czytelnika. Że jednak muszę się spieszyć z oddaniem, Tobie to zostawiam. (…) …zrób więc,
jeśli masz czas, stosowne na ten temat wariacje, rozwałkuj je na kilkanaście arkuszy, a może wtedy wyjdzie coś podobnego
do ludzi. Nie radzę Ci jednak zmieniać formy ani nawet przerabiać w zupełności, bo ręczę Ci, że spotkasz trudności, jakich
nie przewidujesz. (…)

Jak napisałem, pomyślałem też sobie, jakie wrażenie zrobi moja praca na znajomych, kolegach. Przyszły mi głównie trzy osoby
na pamięć, a tymi są: Grochowski
( Wojciech Grochowski), Strzałkowski (Julian Strzałkowski) i Fagoński (Tomasz Fagoński). Grochowski powiedziałby owo swoje lapidarne: „Dobrze”. Strzałkowski by się zachwycał, a Fagoński obcierałby łzy płynące z jego tkliwych oczu i ciężkimi westchnieniami przegrywałby w czasie antraktów, tj. między periodami.

Ach, jak ja wzdycham, żeby się ten psi rok skończył jak najprędzej, gdyż jeżeli będę tak dłużej żył, to albo oszaleję, albo powiem ruskim przysłowiem: Wział didko duszu, taj niech wezne i tiło. Siedzieć czasem całymi miesiącami i nie widzieć żadnej ludzkiej twarzy prócz fotografii to dla mnie mało, i bardzo nawet mało. (…)

GRUDZIEŃ * 06 [ŚRODA] – 11 [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Nie, mój kochany, plotki nie wzmagają się i nie olbrzymieją, jeżeli ktoś nie daje do nich powodu – ludzie nagadają się
i w końcu sprzykrzy im się to, jak wszystko inne. (…) Głupi, według mnie, kto się ludziom w jakikolwiek sposób spowiada.
Im co głębiej i lepiej schowane, tym pewniej i dłużej doleży; to zasada, której nie trzymałem się wprawdzie dotąd, ale nadal zamyślam się trzymać. (…)
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: „Czwartek, 6 grudnia – 11 grudnia” [1865]. Otóż czwartek przypadał 07. grudnia 1865 r., a 06. była środa.

GRUDZIEŃ – 12 [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Napisałbym może dłużej, gdyby nie to, że Wejher natychmiast odjeżdża. Jest 6 godzina rano – zerwałem się jak niepyszny –
i dlatego nie umiałbym nawet wiele napisać, ale i nie mógłbym, bo nie ma czasu. Henryk przyjechał w niedzielę. W poniedziałek Wey[h]erowa posłała Władka po sprawunki – oddał mu jakieś buty. Sam przyjechawszy po południu – przywiózł jakąś flaszeczkę – listy i resztę sprawunków ma dopiero dziś oddać, ale być może, że i to na porcje rozłoży. (…)

GRUDZIEŃ – 16. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem i pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Pierwiastkową moją myślą było napisanie krytyki Twojej krytyki, ale po namyśle odłożyłem to do mego przyjazdu.
Nie chciałem jednak pisać krytyki uwag, które względem „Ofiary” mi zrobiłeś. Są one nadto słuszne, obiecałem sobie tylko posprzeczać się o Twoje zasady w pojmowaniu powieści. Samą „Ofiarę” poświęciłem jak owo jagnię białorunne na ofiarę Minerwie, satyrom i innym tego rodzaju bóstwom. Przyjdzie jednak czas, w którym wydam wojnę tym siłom i chociaż przewiduję burzę, nie spodziewam się, ażeby olimpijskie pioruny krytyków miały mnie, bliskiego nieba, strącić znowu do jego podnóża. (…)
Chcę poprzeć moje twierdzenie: o zmianach młodzieńczego wieku. Przed kilkoma tygodniami byłem, jak wiesz zresztą, usposobienia cyniczno-sceptycznego. Obaśmy tacy byli. Dziś nie poznałbyś mnie w tym względzie. Nie z wyrozumowania,
nie z żadnych wniosków filozoficznych, ale jakoś mimowiednie, jakoś z potrzeby klęknąłem pewnego wieczora do nie mówionego od dwóch lat pacierza. Od tej chwili wierzę – całą siłą. Krótka ta modlitwa podziałała na mnie zbawiennie. (…) Przekonałem się, żem nigdy nie wątpił zupełnie, że byłem w zawieszeniu, w walce, która dziś padła zwycięsko na stronę wiary. (…)

Zapomniałem Ci powiedzieć, że mam zamiar napisać szkic historyczny Pt. „Spytko z Melsztyna” – będzie to pół-powieść,
pół-historia. Przedmiot dosyć się nadaje. Opisów mogę wsadzić mnóstwo – a trzeba mieć trochę więcej źródeł, niż ja mam do tej pory. Dużo jest wprawdzie materiału w „Jadwidze i Jagielle” Szajnochy
(Karola Szajnochy), ale zawsze nie tyle, co potrzeba – bądź więc łaskaw zobaczyć w III tomie „Biblioteki Warszawskiej” z roku 1844. Tam, zdaje się, jest artykuł Michała Balińskiego,
pt. „Spytko Melsztyński i ród jego”. Jeżeli znajdziesz, to ja przyjadę, porobię sobie wypisy. (…)

GRUDZIEŃ – 20. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Poświętnem. Konradowi Dobrskiemu pisze:
(…) Ja sam się dziwię, że miałem zamiar wyjechać – nie obliczyłem się ze wszystkimi przyjemnościami spędzenia świąt na wsi. Jednakże mimo tych wszystkich rozkoszy napisz choć lada jaki list, bo zawsze to, prawdę powiedziawszy, jedyna rozrywka moja.
Chciałem z początku włożyć list do rodziców w Twoją kopertę, ale nie chcę Cię robić ptakiem złowróżbnym – piszę więc osobno. (…)


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]