Bo w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy, lecz wiara, która jest czynna w miłości. [Gal. 5; 6]



KALENDARIUM ŻYCIA

Wybierz rok, z którym chcesz się zapoznać: 1846, 1847, 1848, 1849, 1850, 1851, 1852, 1853, 1854, 1855, 1856, 1857, 1858, 1859, 1860, 1861, 1862, 1863, 1864, 1865, 1866, 1867, 1868, 1869, 1870, 1871, 1872, 1873, 1874, 1875, 1876, 1877, 1878, 1879, 1880, 1881, 1882, 1883, 1884, 1885, 1886, 1887, 1888, 1889, 1890, 1891, 1892, 1893, 1894, 1895, 1896, 1897, 1898, 1899, 1900, 1901, 1902, 1903, 1904, 1905, 1906, 1907, 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916, 1924 - albo zobacz wszystkie lata.

Rok 1869



DOKŁADNEJ DATY BRAK



U Woronieckich, w ich: majątku Bielicach pod Sochaczewem i warszawskim pałacyku w Alejach Ujazdowskich – Henryk Sienkiewicz pisze powieść „Na marne”. Rozdział jej czyta koledze uniwersyteckiemu, późniejszemu aktorowi i krytykowi, Józefowi Kotarbińskiemu.

KWIECIEŃ - 18. [NIEDZIELA]


W 16. numerze „Przeglądu Tygodniowego” ukazuje się pierwszy utwór drukowany Henryka Sienkiewicza: recenzja „Wystąpienie gościnne p. Wincentego Rapackiego w roli Caussade'a w komedii Nasi najserdeczniejsi”, Sardou.

LIPIEC - 03. [SOBOTA]


W numerach 79. — 80. „Tygodnik Ilustrowany” drukuje szkic Henryka Sienkiewicza „Mikołaj Sęp Szarzyński, studium literackie”, napisany pod wpływem ówczesnego profesora literatury polskiej w Szkole Głównej, Józefa Przyborowskiego.

WRZESIEŃ – 26. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa u Lucjana i Marii Woronieckich w Bielicach pod Sochaczewem jako wychowawca Michała Woronieckiego. Stąd pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) …tłumaczę Tacyta i Jean Chasol („Jean de Chazol” Mario Ucharda) z „Reuve des Mondes”, czytam „Tygodnik Ilustrowany”
i spodziewam się co dzień „Przeglądu”. (…) Piszę powieść
(„Na marne”) także co dzień, ale powoli idzie, bo masami skreślam; są też w niej wskutek tego różne szczerby, niby luki, które muszę zapełnić. (…) …co się tyczy Szwarca (Józefa Szwarca, głównej postaci powieści „Na marne”), z którego, nie wiem dlaczego zrobiłeś Müllera. Według mego pojęcia chcę ten charakter zrobić ujemnym,
na tym nawet oparłem osnowę opowieści, nie myślę także robić z niego szlachcica; w Kijowie posłałem go na wydział medycyny. W tej chwili właśnie siedzi nad anatomią i w przyszłości będzie doskonałym doktorem. (…) Koniec mam gotowy. W opisie studenckiego życia rozwinąłem pewien przepych razem prawdy i fantazji. Wprowadziłem kilkanaście nowych figur, których jeszcze nie znasz, tylko że od ciągłego skreślania są tam, jak powiedziałem, szczerby, które muszę zapełnić. Afektuję niewiele, ale są miejsca, gdzie puszczam się i nie żałuję kolorów. (…)

Zresztą tak mam wszystko gotowe, że pisząc nie komponuję, ale spisuję tylko to, co mi w głowie poprzednio dojrzało. Miejscami powieść wygląda aż do złudzenia jak rzeczywistość. Czy przypominasz sobie Gustawa? tego, u którego staje Szwarc?
Otóż z dziwnym zamiłowaniem obrabiam ten charakter, boję się nawet, żeby mimo mej woli nie został bohaterem tej części powieści. Cała potęga prawdy tego charakteru leży w jego egzaltacji. (…) Za świetną i zupełnie oryginalną postać uważam jedną z kobiet wprowadzonych; nazywa się ona wdowa. Zarysowałem ją z gruba w fazie czarnej melancholii, podobnej prawie
do obłąkania, a przynajmniej apatii. Jak powiadam, kolory na nią nakładam grubo, wygląda tedy plastycznie, ale żałuję teraz cokolwiek, że widok Szwarca budzi ją. (…) W tej wdowie kocha się Gustaw. Ot, węzeł trudny do rozplątania, przeprowadzający charaktery w rozmaite sytuacje, niby przez próby ogniowe. Teraz właśnie uciszyłem ruch, gwarę i wrzawę, jaka panowała
w poprzednim rozdziale; ten, który teraz piszę, mógłby się nazywać historią rozumu, gdybym miał zamiar nazywać swoje rozdziały. (…)

Niestety, miewam pomimo tego wszystkiego chwile takiego zwątpienia, że cała praca wydaje mi się najnędzniejszą ramotą, niewarta nawet ognia, ale już ją ciągnę mimo tego, rozmyślając jednak, czym by poważniejszym zająć się na przyszłość
a po powrocie do Warszawy… Wiecie, ja z prawdziwym przestrachem czytam powieść Elizy Orzeszkowej pt. „W klatce”; przysięgam, że motywów jej nie kradłem, a zanosi się na bardzo podobne do moich, tylko że to powieść będzie więcej z nieba, moja – z ziemi; tam aniołowie upadli i doskonali, u mnie – ludzie; tak bym chciał przynajmniej. (…)


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]