Ale ty, człowiecze Boży, unikaj tego, a zabiegaj o sprawiedliwość, pobożność, wiarę, miłość, cierpliwość, łagodność. Staczaj dobry bój wiary, uchwyć się żywota wiecznego, do którego też zostałeś powołany i złożyłeś dobre wyznanie wobec wielu świadków. [1 Tym. 6; 11 – 12]



KALENDARIUM ŻYCIA

Wybierz rok, z którym chcesz się zapoznać: 1846, 1847, 1848, 1849, 1850, 1851, 1852, 1853, 1854, 1855, 1856, 1857, 1858, 1859, 1860, 1861, 1862, 1863, 1864, 1865, 1866, 1867, 1868, 1869, 1870, 1871, 1872, 1873, 1874, 1875, 1876, 1877, 1878, 1879, 1880, 1881, 1882, 1883, 1884, 1885, 1886, 1887, 1888, 1889, 1890, 1891, 1892, 1893, 1894, 1895, 1896, 1897, 1898, 1899, 1900, 1901, 1902, 1903, 1904, 1905, 1906, 1907, 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916, 1924 - albo zobacz wszystkie lata.

Rok 1871



LUTY


Henryk Sienkiewicz pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Vorbrodt był u mnie we czwartek (tj. wtedy, kiedy było święto), przyniósł mi Twą karteczkę i zażądał rękopismu. …dopiero dziś, tj. we środę, skończyłem i odniosłem mu ostatecznie. Miałem dużo pisania i przeróbek. Proszę Cię, żebyś, jakkolwiek znasz początek, wszystko przeczytał jeszcze raz: przeczytał, a nawet poprawił – nie sens lub treść, ale rozmaite stakata, których, sto razy przeglądając, niepodobna autorowi uniknąć. W całości są miejsca bardzo ładne, język wszędzie dość żywy i energiczny. Zwracam Twoją uwagę, jak ku końcowi panuje prawie wyłącznie dialog i akcja prawie z gorączkową żywością się toczy. Największą wadą tej powieści, gdybyśmy ze stanowiska utylitarnego chcieli patrzeć, jest brak tendencji; jest to, jeśli chcesz, psychologiczny obrazek, jakich zresztą mnóstwo się drukuje…

W całości powieści widzę wiele niedostatków, ale myślę, że je przymioty pokryją. Rozdział XII jest najsłabszy: gdybyś go chciał zmienić lub w ogóle coś zmienić – z wyjątkiem głównych rzeczy – nie miałbym nic przeciwko temu. Im wydanie będzie piękniejsze, tym książka będzie miała większy pokup. Nie uwierzysz, jak mi chodzi o to, …żeby druk był duży, a liczba stronic,
o ile można, jak największa. Format naturalnie ósemkowy… Jeszcze jedna rzecz – przejrzyj interpunkcję: czasem się gdzieś
za dużo nakładzie znaków, a czasem zapomni… Z obawy krytyki wolałbym może pseudonim, zwłaszcza że i moje nazwisko znaczy tyle co pseudonim, ale nie upieram się przy tym. (…)

MARZEC – 08. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Wielce mi nie na rękę przeróbki, jakie trzeba będzie zrobić, nie dla braku chęci, ale ze względu na zbliżające się egzaminy. Zrobię to jednak, chciałbym tylko jak najprędzej. Na zarzuty Twoje częścią się zgadzam, częścią odpowiadam w ten sposób.
Albo Szwarc walczy z sobą (tj. szanuje węzły łączące go z Heleną) i wtedy małżeństwo z nią jest prawdopodobne, albo nie walczy (tj. drwi z więzów) i wtedy nie masz powieści. Dziwię się, że Ci tak prosta myśl nie przyszła do głowy, choć z drugiej strony godzę się z Tobą, że prawdopodobne nie znaczy konieczne…

Drugie zakończenie – stół, prosektorium, trup kobiety (Heleny) i Szwarc z nożem – byłoby wybornie pomyślane, gdyby nie to,
że pięćdziesiąty raz w pięćdziesięciu głowach i pięćdziesięciu romansach (Historia trzech kobiet i jednej papugi), dalej, że i ja dawno o tym myślałem, a jeszcze dalej, że to mocno obrzydliwe, choć niezrównanie efektowne. Na zmianę jednak zgadzam się – mam swoje zamiary, wpadło mi na myśl w głowę kilka scen, które widzę i słyszę doskonale – dlatego cierpię nawet febris emendationis
(gorączkę poprawiania) i boję się, czy powieść nie zginęła.

Chodzi mi już po głowie druga – nie druga część poprzedniej, ale zupełnie inna, do której parę sytuacji mam napisanych.
Od początku do końca z rzeczywistości – powieść tendencji – satyra, jeżeli chcesz porównać – coś, coś jak Martwe dusze Gogola
(Mikołaja Gogola) tytuł byłby: Wędrówki po naszych drogach (tytuł zmieniony: „Humoreski z teki Worszyłły”). (…)

MARZEC – 19. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Zmieniłem koniec zupełnie, ale nie w zupełności poszedłem za Twoimi radami, zwłaszcza co do układu scen końcowych
i co do sposobu ich przedstawienia. Powiem Ci otwarcie: lubię te sceny. (…) Rzeczy przybyło kilka arkuszy, co wszystko (doliczając przeróbki ze środka) stanowiło sporą robotę, zwłaszcza że nie mogłem przecie pisać od razu na czysto. Tytuł zmieniłem – będzie: W rozbrat, W rozbracie lub Na marne. (…)
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: 19 marca 1871, poniedziałek . Otóż poniedziałek przypadał 20 marca 1871 r., a 19-go była niedziela.

KWIECIEŃ – 02. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Z największą niechęcią drukowałbym „Na marne” w piśmie periodycznym, choćby miało przynieść i większe zyski. Zresztą ciekawym zdania Kraszewskiego (Józefa Ignacego Kraszewskiego)… Na poprawki, gdyby Kraszewski chciał jakie robić, spodziewam się, zgodzisz się. Jeśli można, poproś go nawet, żeby Ci napisał, co myśli o powieści i zdolnościach autora. (…)

MAJ – 29. [PONIEDZIAŁEK]


Przebywający w Dreźnie Józef Ignacy Kraszewski pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Powieść „Na marne” jest wyborna. Czytałem ją z wielkim zajęciem i jednym szczerym słowem mogę powiedzieć to tylko,
że rzadko pierwsza praca tak jest dojrzałą. Winien to autor i talentowi, i tej wielkiej trafności, z jaką obrał sobie przedmiot –
z własnego lub widzianego i znanego życia, a mógł malować z natury. (…)

CZERWIEC – 04. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Konrada Dobrskiego:
(…) Nie dlatego nie pisałem, żebym z napchanej paszczy nie mógł słowa wykrztusić, zwłaszcza, że ta paszcza jest wiecznie łaknąca, ale nie pisałem dlatego, żem w egzaminacyjnych upałach, co mnie mocno dręczy i nudzi, a skończy się dopiero koło
28 czerwca. Potem zaraz wyjadę i zajmę się próżniactwem lub pisaniem.

Wielce mnie ucieszyły słowa Kraszewskiego
(Józefa Ignacego Kraszewskiego), a choć pierwsze wrażenie już przeszło, zawsze jestem kontent poczuwszy się, jak to mówią, na siłach. (…) …pewnego pięknego wieczora przyszedł do mnie Nowicki (Władysław Nowicki), który pracuje w „Bluszczu”, od pani Ilnickiej (Marii z Majkowskich Ilnickiej) z zapytaniem, czybym nie sprzedał, a w razie, gdybym miał zamiar i gdyby powieść się przydała, ofiarowano najwyższą cenę za wiersz. Drugiego wieczora doszła także propozycja od Keniga (Józefa Keniga) z „Gazety Warszawskiej”. (…)

To się znaczy: nie masz pieniędzy? – potrzeba Ci pieniędzy? - nie masz czasu? – sprzedał Kraszewski drukarnię? to prześlij
Na marne”, a „Na marne” nie pójdzie na marne, bo je zaniosę do pierwszej lepszej redakcji i każę… z góry sobie zapłacić. (…)

CZERWIEC


Henryk Sienkiewicz opuszcza uczelnię (Szkołę Główną) bez egzaminów końcowych z języka greckiego.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]