(…) Do Pana wołałem w swej niedoli i wysłuchał mnie. Ratuj, Panie, duszę moją od warg kłamliwych, od zdradliwego języka. [Ps. 120; 1 – 2]



KALENDARIUM ŻYCIA

Wybierz rok, z którym chcesz się zapoznać: 1846, 1847, 1848, 1849, 1850, 1851, 1852, 1853, 1854, 1855, 1856, 1857, 1858, 1859, 1860, 1861, 1862, 1863, 1864, 1865, 1866, 1867, 1868, 1869, 1870, 1871, 1872, 1873, 1874, 1875, 1876, 1877, 1878, 1879, 1880, 1881, 1882, 1883, 1884, 1885, 1886, 1887, 1888, 1889, 1890, 1891, 1892, 1893, 1894, 1895, 1896, 1897, 1898, 1899, 1900, 1901, 1902, 1903, 1904, 1905, 1906, 1907, 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916, 1924 - albo zobacz wszystkie lata.

Rok 1878



STYCZEŃ


Henryk Sienkiewicz przebywa w San Francisco. Kończy rozpoczęte prace literackie. Utwory z 1877 r. ukazują się w pismach warszawskich: „Osady polskie
w Stanach Zjednoczonych” – w „Przeglądzie Tygodniowym” (20 stycznia – 04 lutego), „Chińczycy w Kalifornii” – w „Gazecie Handlowej” (19 – 29 stycznia), „Komedia
z pomyłek” – w „Gazecie Polskiej” (30 stycznia – 04 lutego) i ostatnie „Listy z podróży” – w „Gazecie Polskiej” (20 lutego – 23 marca).

LUTY - MARZEC


Pieniądze dla Henryka Sienkiewicza z Polski nie nadchodzą. W związku z tym w drugiej połowie lutego Rudolf Korwin Piotrowski pożycza pisarzowi dolary na powrót
do Europy. Po drodze pisarz jedzie szlakiem tryumfów teatralnych Heleny Modrzejewskiej. Tydzień lub dwa spędza w Bostonie, odwiedza Pittsburg i Nowy Jork. Towarzystwa dotrzymują mu: Karol Chłapowski i Edmund Zbigniew Brodowski.

MARZEC – po 09. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bostonie, gdzie Helena Modrzejewska odnosiła sukcesy sceniczne.

MARZEC – 23. [SOBOTA] lub 24. [NIEDZIELA]


Statkiem „Nevada Guyone Line” Henryk Sienkiewicz wyrusza z Nowego Jorku w rejs do Liverpool'u.

KWIECIEŃ


Statek „Nevada Guyone Line” zakończył rejs w Liverpool, a Henryk Sienkiewicz w pierwszych dniach kwietnia, już z „Golden Cross Family Hotel” w Londynie na Charing Cross, pisze do Juliana Horaina:
„(…) Zdziwicie się odebrawszy mój list z Londynu, ale oto jestem w Londynie, a jutro lub pojutrze wyjeżdżam do Paryża.
Jak długo zabawię – nie wiem, będzie to zależeć od wiadomości, jakie z kraju odbiorę. Teraz pono wracać do miłej ojczyzny niezbyt bezpiecznie, bo wojna wisi na włosku i kto żyje w Polsce, musi brać karabin i „służit’ po wojennoj czasti”,
do czego Bóg widzi nie mam ochoty. Wypada z tego, że póty zostanę w Paryżu, póki wszystko się nie rozstrzygnie na jedną
lub drugą stronę. Z Paryża napiszę do Was natychmiast i zawiadomię o moim adresie. W Londynie jestem od dwóch dni.
Z New-Yorku wyjechałem, zdaje mi się, 23 lub 24 marca na okręcie „Nevada Guyone Line”. (…) W pierwszej klasie było tylko
6 osób – zapłaciłem 55 dolarów do Liverpool, zatem niedrogo. (…)”
Tutaj też poszukuje Sygurda Wiśniowskiego.

KWIECIEŃ - 04. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz rozpoczyna swój roczny pobyt we Francji. W pierwszych miesiącach mieszka w Paryżu przy Rue de Provence 76. W czasie pobytu nawiązuje kontakty z przedstawicielami Polonii francuskiej oraz z licznymi osobami przybyłymi do Paryża na Wystawę Powszechną. Należą do nich dziennikarze: Jan Finkelhaus, Wacław Szymanowski, Sygurd Wiśniowski, Daniel Zgliński – artyści: Józef Chełmoński, Antoni Piotrowski – oraz: Cyprian Godebski, Bruno Abakanowicz.
Po wyjeździe Sygurda Wiśniowskiego do Ameryki Henryk Sienkiewicz zostaje korespondentem „Gazety Polskiej” i pisze sprawozdania z wystawy.

KWIECIEŃ – 22. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu de Lille et de Roubaix w Paryżu przy Rue de Mon Lyon 16, skąd pisze do swojego przyjaciela, Leopolda Mikulskiego,
na temat propozycji otrzymanej od Erazma Piltza:
„(…) Sygurd Wiśniowski miał pisać do „Gazety Polskiej” koresp[ondencje] z wystawy – tymczasem wyjeżdża do Londynu – skutkiem tego ciężar spadł na mnie. (…) Pisywał będę – bo mogę opisać jedną część wystawy do „Gazety”, a współcześnie drugą do „Nowin”, a przez to nie krzyżować się, ale pisywał będę, jeżeli:
I. Pan Erazm zgodzi się, że koresp[ondencje] moje nie będą podpisywane ani „Litwos”, ani „Henryk Sienkiewicz”,
ale albo bezimiennie albo podpisywane, jak się mnie lub p. Erazmowi inaczej podoba.
II. Dziesięć groszy od wiersza. –
III. Pięćdziesiąt rubli zaliczki wypłacone na Wasze ręce, które zechcecie łaskawie odesłać mojej siostrze
(Anieli Sienkiewiczównie) wychodzącej za mąż (za Jana Komierowskiego), na której ślub niestety nie będę mógł prawdopodobnie przyjechać, a której chciałbym przynajmniej w ten sposób pomóc.
IV. Pan Erazm powtórzy dosłownie te wszystkie warunki w liście do mnie, abym, w razie gdyby ich nie spełnił, mógł mu zrobić proces i obedrzeć go ze skóry. – (…)
Nie potrzebuję Wam mówić, że mam mnóstwo innych zaofiarowań, od których muszę się bronić. (…)
Co do projektu pisma – ten przemawia mi do duszy i serca. Czy do komitetu red[akcyjnego] wstąpię – nie mogę Wam odpowiedzieć przed porozumieniem się i ułożeniem w prawo lub w lewo moich stosunków z Leem… (…) Powtarzam, że pismo takie postępowe, antyultramontańskie, trzeźwe, w Warszawie to dobrodziejstwo. – (…)”
Pisarz przyjmuje też propozycję współpracy Erazma Piltza, redaktora „Nowin”, i zobowiązuje się przesyłać co tydzień felietony. Jego honorarium wynosi
10 gr (5 kopiejek) za wiersz.

MAJ – 02. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu, skąd relacjonuje przebieg odbywającej się tam wystawy:
„(…) Wystawa powszechna została dziś otwartą. (…) Głową jej jest pałac Trocadéro, zatoczony półkolem, którego strona wklęsła zwraca się ku Sekwanie. (…) Za rzeką znowu ciągnie się ogromny podwórzec, pełen drzew, kwiatów, jezior i pawilonów,
a dalej niezmierny dach szklanny, pokrywający niemal całe Pole Marsowe, podzielony na galerie poprzecinane ulicami
i stanowiący właściwy kadłub tej całości, której Trocadéro jest głową. (…) Szczegółowy opis gmachów, pawilonów, okazów, mianowicie też okazów nadesłanych z kraju naszego, prześlę wam w następnych listach. (…)”

MAJ - 12. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. Mieszka w pokoju na Rue de Montyon. W „Nowinach” zamieszcza pierwszy ”List z Paryża”. W drugim zaś pisze:
„(…) Pokoik mój na rue do Montyon, podobny do pudełka od cygar, za który płaciłem 35 franków, idzie na przyszły miesiąc 60. (…) Dostać bilet do teatru jest zadaniem, nad którym czasem pół dnia trzeba pracować, robiąc „queue” przed kasą, pocąc się, jeśli słońce świeci, moknąc, jeśli deszcz pada, i przestępując z nogi na nogę. Byłem jednak na Fourchambault, komedii Augiera (Guillaume’a Victora Émile’a Augiera), która tyle ściągnęła pochwał, a która mi się nie podobała – i na Hernanim („Hernani, czyli honor kastylijski” – dramat Victora Marie Hugo). (…)

Dziś już od czasu do czasu można usłyszeć mowę polską, głównie w oddziale rosyjskim, w którym są pomieszczeni wystawcy
z Królestwa. (…) Mówiąc o gościach z Królestwa, kto ich chce łatwo znaleźć na wystawie, niech pójdzie do oddziału austriackiego
i stanie przed obrazem Matejki. Makart
(Hans Makart) i Matejko (Jan Alojzy Matejko) ściągają zawsze największą liczbę ciekawych. Makart nadesłał ogromne płótno przedstawiające wjazd Karola V do Antwerpii, Matejko – Unię lubelską. Bitwa pod Grunwaldem nie nadeszła jeszcze i zapewne już nie nadejdzie, z wielką zresztą szkodą dla naszej sławy. Unia zarówno jak i Zaciąganie dzwonu Zygmunta są to już rzeczy znane, a o Bitwie grunwaldzkiej mówiłyby wszystkie dzienniki. W następnym liście rozpiszę się szerzej o polskim malarstwie i o krzywdzie, jaką naszym artystom czynią obce dzienniki poczytując ich za Niemców, Węgrów i Bóg wie
za kogo, byle nie za to, czym są. (…)

…pierwszy lepszy felieton Prusa
(Bolesława Prusa) w „Kurierze Warszawskim” pod względem bogactwa treści i artyzmu wart jest sto razy więcej niż tutejsze paryskie otręby, w których ani smaku, ani zapachu. (…)”

MAJ - 19. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz zamieszcza w „Nowinach” drugi List z Paryża.

MAJ - DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu, skąd pisze:
„(…) A teraz chcecie wiedzieć, jak wygląda wystawa? Więc tak: naprzód Trocadéro, które już opisywałem, następnie
przed Trocadéro przepyszny pochyły wirydarz, pełen wodotrysków, klombów, kwiatów, grot, złoconych słoniów, nosorożców
i rozmaitych czarodziejstw – następnie Sekwana, przez którą most Jéna prowadzi na Pole Marsowe. Na Polu Marsowym wznosi się główny gmach wystawy, zauważcie więc, że nie jest nim Trocadéro. Ten główny gmach, zbudowany ze szkła i żelaza, obejmuje przestrzeń tak wielką jak np. Saski plac. Środkiem idzie ulica szeroka, dzieląca go na dwie połowy, z których lewa pozostawiona jest wystawcom francuskim, prawa zagranicznym. (…)

…wystawa stanęła i udała się, ściągnęła sąsiadów, ściągnęła setki tysięcy cudzoziemców, a między nimi nawet i Niemców, którzy sami już poczynają się wstydzić, że figurują w całym Paryżu, we wszystkich kawiarniach i zakładach publicznych, słowem, wszędzie z wyjątkiem katalogu wystawy. (…)

Obowiązek pisania sprawozdań z wystawy mógłby doprawdy służyć za przedmiot do jakiej noweli pod tytułem Kłopoty korespondenta. Wystawa została otwarta, co dzień tysiące ludzi ją zwiedzają, więc jest niby o czym pisać, a z drugiej strony,
nie została skończona, nie została uporządkowana, katalogów nie ma, więc nie ma o czym pisać. (…)

Malarze polscy zajmują niezaprzeczenie jedno z pierwszych miejsc na wystawie. Dość wam zacytować takie nazwiska,
jak Matejko
(Jan Alojzy Matejko), Siemiradzki (Henryk Hektor Siemiradzki), Brandt (Józef Brandt), Maksymilian Gierymski itd., abyście zrozumieli, że jest się czym chwalić i że w walce o lepszą z cudzoziemcami jest nadzieja wygranej. (…) Matejko figuruje
w oddziale austriackim, Siemiradzki w rosyjskim, Maksymilian Gierymski w pruskim, Brandt w monachijskim. Cudzoziemiec więc nie umie nie tylko wyrobić sobie ogólnego pojęcia o tym malarstwie jako o polskim, ale po prostu obrazy zalicza do odpowiednich sztuk, a artystów do narodowości, w których oddziałach figurują. (…) Stoją te gromadki ludzi przed Matejką, zbierają się
przed Gierymskim, Brandtem, Siemiradzkim… Malarzom stąd chwała a społeczeństwu, które ich wydało, nic… (…)”

CZERWIEC – DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu, skąd pisze:
„(…) Salon obok wystawy jest drugą międzynarodową uroczystością, ściągającą tłumy ze wszystkich stron miasta. Jest to rodzaj bezkrwawego turnieju geniuszów, coś na kształt dawnych turniejów kwiatowych,
dla których miejscem obecnie jest stolica Francji, a widzami cała Europa. (…)
Dla Francji coroczny Salon ma również swoje ogromne znaczenie, dowodzi bowiem, że bez względu na to, gdzie leży przewaga polityczna, przewaga bagnetów i dział, Francja nie przestała i nie przestanie być ogniskiem twórczości myśli i idei, środkowym punktem, z którego promieniują i do którego ciążą geniusze wszystkich narodów. (…)
Raz w Luwrze długą godzinę spędziłem przed Wenus Milo. Przeczysty biały posąg dał mi prawdziwie błogą chwilę zapomnienia i zachwytu. Tylko piękność w najwyższym swym pojęciu i formach może tak działać,
że człowiek, jakby Grek starożytny, wobec takiego posągu rad by mirtem otoczyć jego boskie nogi i pochylić z prawdziwą wiarą przed nim głowę. Owóż porwany przez urok bijący od tej promiennej postaci, chciałem ją widzieć jeszcze lepiej, niż widziałem; przysunąłem się więc najbliżej, jak mogłem, i… urok zniknął. (…)
…gdym odszedł dalej, śliczna postać jako całość znów przemówiła do mnie: „Jam jest piękna i wieczna,
ja nie skłamię, nie zawiodę nigdy, bo piękność jest zarazem we mnie prawdą i naturą”. (…)
Salon coroczny jest bijącym w oczy i dotykalnym dowodem tego rozwoju i stąd wypływa jego znaczenie.
Prócz francuskich biorą w Salonie udział artyści całego świata, uznając tym samym mimowolnie Paryż
za stolicę i ognisko sztuki, smak zaś francuski za najwyższego sędziego. (…)”







[Wenus z Milo] [Autor zdjęcia: Jastrow. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie jest własnością publiczną zgodnie z wolą autora.]

CZERWIEC – 16. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. Relacjonuje odbywające się tego dnia wyścigi konne:
„(…) Jeśli wyścigi w naszej skromnej Warszawie są uroczystością wielkiego świata, łatwo możecie zrozumieć, jaką rolę grają
w Paryżu, a zwłaszcza, jaką odegrały w tym roku, w którym wystawa zgromadziła setki tysięcy cudzoziemców ze wszystkich stron świata. Trudno więc sobie wyobrazić publiczność więcej kosmopolityczną niż ta, która dnia 16 czerwca zalała od samego rana Lasek Buloński. (…)

Wybrałem się wcześnie, bo zaraz po dwunastej, aby przyjrzeć się nie tylko koniom, ale i ludziom; wybrałem się zaś
w towarzystwie reportera „L'Evénement”, z którym przed paru dniami zrobiłem znajomość, a który, jako znający dobrze Paryż, tuzy paryskie i znakomitszych gości przybyłych z powodu wystawy, mógł być doskonałym przewodnikiem. (…)

Lasek wydawał się prześlicznie. Kto go zna, niech sobie przypomni te malownicze partie drzew, te wzgórza pokryte sośniną
i woniejące żywicą, aleje ocienione liściem grabiny, cichą głębię gąszczów, pełność zielonawych światłocieni spokoju jeziora
jak lustra i na koniec otwartą daleką perspektywę w miejscach nie przysłoniętych drzewami. (…)

Chorągiewka na trybunie spada; konie poczynają biec. Cisza taka, że słychać uderzenia kopyt o ziemię coraz szybsze
i gwałtowniejsze. (…) Już tylko między trzema końmi toczy się walka: Insulaire biegnie naprzód, za nim Juval, za nim zapoznany dotąd Thurio. Ale cóż to? Thurio dogania Juvala, równa się - równa, wyprzedza go, mija… (…) Czerwone chrapy Thuria wysunęły się już naprzód; chwila jeszcze… (…) Chorągiew francuska spada, angielska idzie w górę i rozwija się wspaniale: Thurio wygrał. (…)

Tak kończą się wyścigi. – We Francji i Anglii zmieniły się one w loterię rujnującą czasem ogromne fortuny… Gdyby jednak nie ten spekulacyjny ich charakter, bogatym tym krajom przynosiłyby więcej pożytku niż szkody. (…)”

LIPIEC – DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu, skąd przekazuje sprawozdanie z Międzynarodowego Kongresu Literackiego:
„(…) Z siedemnastu zaproszonych na kongres Polaków trzech tylko wzięło w nim udział, tj. Szymanowski (Wacław Szymanowski, 1821 – 1886), redaktor „Kuriera Warszawskiego”, Sygurd Wiśniowski i niżej podpisany autor tego listu. (…) …Wiktor Hugo… został obranym prezydującym i kongres rozpoczął swoje obrady. Wzięli... udział przedstawiciele wszystkich literatur żyjących, począwszy od mniej więcej lodowatych i śnieżnych, a skończywszy na tak egzotycznych jak brazylijska. (…) …pan Alfons Gonzales, deputowany a zarazem znakomity pisarz hiszpański, ułożył sprawozdanie ogólne, które odczytanym zostało
na walnym zgromadzeniu. Przeszedłszy od literatury rosyjskiej do naszej pan Gonzales mówił, co następuje:

„Literatura polska została również uwzględnioną w tym sprawozdaniu. Delegowany p. Szymanowski opowiada nam w wybornej francuszczyźnie, …że nie licząc prasy prowincjonalnej, w samej stolicy wychodzi około 60 pism periodycznych w języku polskim… (…) Literatura polska przedstawia znaczną liczbę pisarzy wielce utalentowanych: poetów, romansopisarzy, autorów dramatycznych; ale mówiąc w ogóle produkcja miernych talentów uciska pracę tych autorów, którzy przede wszystkim patrzą
na wewnętrzną wartość swych dzieł. (…) W ogóle o literaturze polskiej można powiedzieć, że spotężniała i że kwitnie dzięki swym własnym usiłowaniom, nie uciekając się i nie pragnąc znaleźć podpory na zewnątrz siebie samej”. (…)

…należy życzyć sobie jak najmocniej, żeby przyszły kongres składał się wyłącznie z ludzi kochających idee więcej niż pieniądze
i nie cofających się wobec lichych i marnych względów – życzyć sobie należy, żeby w skład jego weszły umysły męskie, uczciwe
i śmiałe, zdolne nawet do szlachetnych egzaltacji i do bezwzględnego polotu ku celom, które raz uznane zostały za wyższe
i ogólnoludzkie. (…)”

LIPIEC - 11. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz zamieszcza w „Nowinach” korespondencję Kongres międzynarodowy literacki w Paryżu.

SIERPIEŃ – DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu, skąd pisze:
„(…) Po lewej stronie od Trocadéro i poza obrębem jego olbrzymiego dziedzińca wznosi się wielka szopa drewniana, prostej budowy, ozdobiona tylko dwoma sfinksami przy wejściu. Ludzi tu zawsze mało, jeden policjant, przy nim na ławce spahis
w białym turbanie, kilkunastu mężczyzn i jedna lub dwie kobiety – oto cała publiczność, którą najczęściej tu zastać można.
W samej szopie milczenie przerywane bywa tylko odgłosem kroków w pustej sali, która na pierwszy rzut oka wygląda
jak kostnica, albowiem spoza szklanych szyb szaf poustawianych pod ścianami, setki czaszek ludzkich poglądają na widza pustymi oczodołami. Jest to wystawa antropologiczna, o której gazety wiele piszą, a ludzie mało wiedzą; każdemu jednak,
kto przybywa z naszych stron, radzę porzucić na chwilę świetne sale Trocadéro i wyzłocone bramy Pola Marsowego, a przyjść tu, gdzie nauka wybrała sobie skromne i samotne siedlisko. (…)

Najważniejszych okazów antropologicznych dostarczyło muzeum toruńskie. Zajmują one szereg szaf stojących przy ścianie
po lewej stronie od wejścia. Są to przeważnie wykopaliska niezmiernie starożytne. Część ich sięga okresu kamieni niewierconych, jako to: młoty krzemienne bez otworu do osadzenia trzonka, ostrza włóczni, strzał, dłuta itp. Inne przedstawiają kamienie
już osadzone na rękojeściach, czego dowodem są otwory w obuchach. Kształty ich przy tym są doskonalsze, a wyrób o wiele dokładniejszy. (…) Z okazów brązowych nadesłano pierścienie, naszyjniki, bransolety, paciorki i naramienniki, odznaczające się misternością wyrobu. (…) Na koniec liczny zbiór urn, nadesłanych bądź przez muzeum toruńskie, bądź z Raperswillu, stanowi niemniej cenną część naszej wystawy. (…) Mniejszej już wagi są przedmioty historyczne, jako to: pasy słuckie i karabele, które właściwsze mogłyby znaleźć miejsce w wystawie historycznej, w Trocadéro. (…) Wracając do wystawy, ma ona
przede wszystkim tę dobrą stronę, że zbliża do siebie uczonych różnych narodów i ułatwia wymianę mniemań, obznajmia wszystkich z ostatecznymi wynikami nauki, z najświeższymi odkryciami, strzeże od przedsiębrania prac gdzie indziej
już dokonanych, a nareszcie podnieca i ożywia zajęcie się nauką. (…)”

SIERPIEŃ - 11. [NIEDZIELA] – 13. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz zamieszcza w „Nowinach” korespondencję Z wystawy antropologicznej w Paryżu.

SIERPIEŃ – 24. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu de la Croix Blanche w Grandcamp, skąd pisze do Edwarda Lea o zwrot dramatu ”Na przebój” oraz listu „Znad morza”. Ten ostatni list Edward Leo uznał za antyreligijny i ultraateistyczny i nie chciał go drukować, by nie narażać pisarza na ataki prasy katolickiej. List „Znad morza” nigdy
nie ujrzał światła dziennego i tekst jego jest nieznany.
„Kochany Redaktorze!
Zechciejcie łaskawie odesłać moją koresp[ondencję] wraz z dramatem
(„Na przebój”), o który nie wiem już, ile razy prosiłem. Odeślijcie pod adresem: „Tymoteusz Adamowski, Rue Joubert № 7”. (…) O drukowanie tej koresp[ondencji] mi nie idzie i wprost sprzeciwiam się temu bezwarunkowo – idzie mi tylko o to, że literalnie wytrącacie mi pióro z ręki – i że po prostu boję się pisać dla Was, bom stracił klucz do Waszych sądów, a przy tym upokarzałoby mnie być albo odrzucanym albo przyjmowanym
ze względu na przeszłość. Jest mi bardzo przykro. (…)”

WRZESIEŃ – przed 08. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz powrócił do Grandcamp we Francji z kilkudniowego pobytu w Londynie. Trudności finansowe zmuszają go do poszukiwania zarobku we Francji,
czy też nawet w Turcji. Myśli o pracy nauczycielskiej, a raczej guwernerskiej, a nawet – o pracy korespondenta wojennego z frontu tureckiego. W liście do Mścisława Godlewskiego pisze:
„Kochany Mścisławie.
(…) Odpisz mi, co słychać z guwernerką. Chcę wiedzieć pośpiesznie, bo inaczej najdalej za miesiąc ruszę do Konstantynopola, skąd będę pisywał takie kopresp[ondencje], że aż się będzie cała Polska trzęsła. Adres mój będzie: Paris Rue Joubert N. 7.
Odpisz mi zaraz. (…) Grandcamp opuszczam, bom się zakochał w jednej Francuzce i ruszam za nią do Paryża.”

WRZESIEŃ – 10. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz z Paryża pisze do Edwarda Lea:
„Paryż 10 [września]. Czwartek 1878.
Przepraszam za opóźnienie, ale byłem w Londynie na kilka dni, przy tym jestem bardzo zajęty. – Korespondencje i dramat odebrałem; za przesłanie dziękuję, pozostaje mi tylko dodać kilka słów objaśnienia, aby mnie, Kochany Pan, dokładnie zrozumiał. Mówiąc, że wytrącacie mi pióro z ręki, nie chciałem powiedzieć, że potłukę w przystępie rozpaczy moją „lutnię” i „wezmę ją
pod zgięte kolano”. Byłby to istotnie dramatyczny efekt pełen przesady. Nie pisać nic więcej, gdy pisanie płynie i z usposobienia,
i z potrzeby – byłoby śmiesznym, a jeszcze śmieszniejszym robić ze swoich utworów tak wielkie rzeczy, żeby aż grozić Wam
za wytrącenie mi pióra z ręki sądem wieków potomnych. O tak kapitalnie głupią zarozumiałość, kwalifikującą się
do humorystycznego fejletonu, nie możecie mnie posądzać. Chciałem więc tylko oświadczyć, że w tym usposobieniu redakcyjny, w jakim odrzucona była moja korespondencja, pisać mi dla Was dłużej niepodobna. (…)
Powtarzam więc jeszcze raz: zostańmy przyjaciółmi i dajmy sobie wzajemnie pokój. Byłem współpracownikiem „Gazety”
w najtrudniejszych dla niej czasach i jeśli dziś ona się beze mnie obejść może, może jest w tym jakiś atom mojej zasługi.
Ja znowu zrobiłem w niej tyle dla siebie, że dziś każde pismo przyjmie to, co napiszę. Nie ukrywam Wam zresztą tego, co może sprawi Wam satysfakcję, że i żal mi, i przykro, że dalszych prac moich czytelnicy będą musieli szukać nie tam, gdzie szukać ich zwykli. (…)
Zostaję ze szczerą przyjaźnią.
Henryk Sienkiewicz vulgo w „Gazecie” Litwos.”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: Paryż, 10 [września – przypis autora opracowania listu zamieszczonego w: Sienkiewicz Henryk, Listy (wstęp, opracowanie listów i przypisy - Maria Bokszczanin), Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2007]. Czwartek 1878. Otóż we wrześniu czwartek najbliższy dacie 10. to dzień 12. Natomiast w całym 1878 r. zgodność daty: 10. – i dnia: czwartek – ma miejsce jedynie w październiku.

WRZESIEŃ – 18. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Grandcamp we Francji i do Leopolda Mikulskiego pisze:
„(…) Powiastkę pt. „Opowiadania Kapitana Korwina” (mowa o noweli "Przez stepy") prawie już ukończyłem. (…) Co zaś do zapłaty, trzymam się naszej umowy, proszę was tylko nadzwyczaj usilnie, abyście zechcieli przysłać 150 rubli bez żadnej zwłoki
pod adresem: Cyprian Godebski, Paris. Rue de la Procession 48. (…) – Przysławszy mi bez zwłoki wspomniane pieniądze, zrobicie mi wielką grzeczność i zobowiążecie mnie sobie mocno, ponieważ kasa moja wyczerpana, a do Paryża przyjadę o kilku frankach. Położeniu temu jak również poniekąd i memu milczeniu względem was winien jest Leo. Posłałem mu z Grandcamp obszerny list „Znad morza”, o którym jako o części szeregu wspominałem wam w liście poprzednim. Otóż Leo drukować go … nie chciał.
Po przybyciu do Paryża zażądam jeszcze raz stanowczo odesłania, gdy zaś to nie pomoże, napiszę drugi raz i przeszlę wam. (…) Swoją drogą, postępowanie Lea dotknęło mnie mocno, bo … nie powinni byli jednak zapominać, że bez obwijania w bawełnę, przez fejletony swoje, przez listy amerykańskie, „Szkice węglem” etc., ja jeden, i wyraźnie ja jeden z całej redakcji, trzymałem „Gazetę” za uszy wówczas, kiedy chwiała się bardzo. (…)”
Opinię tę potwierdza Antoni Zaleski w „Towarzystwie warszawskim. Listach do przyjaciółki przez Baronową XYZ”:
(…) Talent Sienkiewicza zaczął się w nich (mowa o felietonach) po raz pierwszy rozwijać i powszechną na siebie zwracać uwagę,
a Litwos stał się odtąd beniaminkiem „Gazety” i jej ukochanym dzieckiem. W jej łamach ukazywały się wszystkie prawie początkowe powieści i nowele Litwos. Ona to miała szczęście drukować pierwsza „Szkice węglem”, „Przez stepy”, „Hanię”…
Była to najświetniejsza epoka „Gazety”. (…)”

DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Grandcamp. Spotyka tam Adama Asnyka, którego poznał w 1868 r. w Szczawnicy. W „Mieszaninach literacko-arytystycznych” wspomina swoje z nim rozmowy w Bretanii:
„(…) Co do Asnyka – jest on istotnie taki, jak jego utwory; niechże mi więc wolno będzie parę słów mu poświęcić. Włócząc się
po świecie, zetknąłem się z nim zaprzeszłego lata. Siedzieliśmy obaj na brzegu morskim, w zapadłym kącie normandzkim zwanym Grand-Camp. Jest to niby miejsce kąpielowe, ale ciche, mało znane, mało uczęszczane, po prostu wioska rybacka
na piaszczystym brzegu, otulona w drzewa i mgły: miejsce nudne! (…) Nie ma tam nic innego do roboty, tylko chodzić po brzegu; chodziliśmy więc z Asnykiem nieraz do późnej nocy. (…)
Noce podobne rozmarzają i usposabiają do szczerych rozmów prowadzonych cichym głosem. Człowiek wówczas chętnie wypowiada, co myśli o naturze, życiu i jego zagadkach. W takich rozmowach poznałem bliżej Asnyka. Jest to dusza nieco posępna, owiana jakby mgłą melancholii i głęboko uczuciowa. Usposobienia takie lubią się zamykać w sobie, czego przyczyną bywa wielka wrażliwość, jakby w kwiatach mimozy. Z tego źródła płynie czysto już estetyczna zdolność do odbijania najsubtelniejszych uczuć, najlżejszych odcieni między pięknem a brzydotą, słowem: wykwintność myśli, która też stanowi jedną z cech tego poety. Utwory jego misternością formy przypominają dzieła Benwenuta Cellini. Słowa tak są wyrzeźbione starannie, że nic nie ma w nich nieobrobionego, szorstkiego, rzuconego w masach, nic nie wyskakuje chropowato. Nawet, gdy poeta mówi
o miłości, miłość, lubo idzie z głębin, jest raczej głęboką tęsknotą, serdecznym a smętnym wołaniem duszy na duszę
niż huczącym płomieniem – nawet ironia jest więcej żalem niż zgrzytem. Poeta w „Kiejstucie” jest takim samym lirykiem,
jak w pieśniach… Postacie jego mają plastyczne dusze i uczucia – nie ciała. Graniczy to może z mistycyzmem; jakoż Asnyk
ma w swojej zadumie pewną do niego skłonność. (…) Gdyśmy chodzili nad morzem, wśród nocy wydawało mi się nieraz,
jak gdyby wyraźnie odczuwał i szukał jednej ogromnej a tajemniczej duszy fal, przestrzeni, ciemności. (…) Rozum Asnyka, uderzony postępem wiedzy i nowymi prądami, mówi o tym, co by je chcieli powstrzymywać:

Wy nie cofniecie życia fal,
Nic skargi nie pomogą;
Daremne trudy – próżny żal,
Świat pójdzie swoją drogą. (…)

Dla wykończenia portretu dodam, że Asnyk jest i człowiekiem, i poetą wielkiej prostoty. Na pozór trudno to pogodzić
z wykwintnością, ale w gruncie rzeczy jedno drugiego wcale nie wyłącza. (…) Prostota nie przeszkadza wykwintności. (…)”

PAŹDZIERNIK – 10. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu przy Rue Joubert 7. W liście do Mścisława Godlewskiego pisze:
„Kochany Mścichu.
Byłem w Normandii, potem w Londynie, a obecnie siedzę w Paryżu i adres mój jest: Paris Rue Joubert № 7. (…) Zajęty jestem bardzo. Piszę na raz dwie powieści
(„Przez stepy” i „Za chlebem”), z których jedna prawie skończona, druga będąca dalszym ciągiem „Szkiców węglem” robi się. Jak tylko trochę się wyrobię, przeszlę Ci dramat i nie amerykański, ale polski („Na jedną kartę”) osnuty na stosunkach galicyjskich i na ścieraniu dwóch zasad, dwóch światów. Zdaje mi się, że Wam się podoba, musisz tylko pozwolić, abym tylko dodał kilka słów przedmowy, by mnie fałszywie lub powierzchownie nie zrozumiano. Dramat ten to nie gruszki
na wierzbie, bo jest gotowy, napisany, skończony, podpisany etc.. Chodzi tylko o to, by go przepisać na dwie ręce, jeden egzemplarz dla teatru lwowskiego, w którym przedstawienie bezpośrednio nastąpi, drugi dla Was z przerobieniem zastosowanym do cenzury. (…)”

LISTOPAD – 16. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu przy Rue Joubert 7. W liście do Mścisława Godlewskiego pisze o „czteroaktowym dramacie „Na jedną kartę”, który
w rzeczywistości jest pięcioaktowy:
„Kochany Mścisławie.
Przesyłam Ci dramat czteroaktowy, napisany dawniej, ale przerobiony i opracowany przeze mnie bardzo starannie. (…)
Więc oto rozpoczyna się moje współpracownictwo w „Niwie”. Ty zaś staraj się o to, by korekta była dobra, bo do tego dramatu przywiązuję szczególną wagę i chodzi mi o to, by wyszedł poprawnie.
Ze swej strony mam do Ciebie dwie prośby – pierwsza, żebyś jak najprędzej przysłał mi pieniędzy, bo pomimo wszelkich pochwalnych krytyk i laurów jestem po prostu w biedzie i często brak mi na pierwsze potrzeby życia. (…)
Druga prośba, byś kazał dramat jak najprędzej złożyć, tj. w ciągu dwóch lub trzech dni, a mnie rękopism odesłał. Jest rzecz taka: dramat jest zamówiony do teatru lwowskiego, w którym będzie grany koło Nowego Roku, muszę więc jak najprędzej posłać rękopism, by mieli czas role przepisać. (…)
Donieś mi również, co słychać z moją posadą
(guwernera).(…)”

GRUDZIEŃ – przed 10. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu przy Rue Joubert 7. Zniecierpliwiony niejasną sytuacją wokół druku dramatu „Na jedną kartę” pisze do Mścisława Godlewskiego:
„Kochany Mścisławie.
List Twój trochę mnie zdziwił, a trochę zasmucił. (…)
Doprawdy, że się to wszystko tak zawsze dla mnie składa, że nie umiem Ci nawet wypowiedzieć, jak czasem czuję się zmęczony
i zniechęcony. Oto np. teraz, pomimo tak długiej zwłoki nie wiem nawet, czego się trzymać, co się stanie z tym dramatem,
nie wiem, czy go chcesz drukować, czy list Twój był tylko grzeczną wymówką i grzecznym przygotowaniem mnie do wiadomości, że dramat jest odrzucony. Ale w takim razie dlaczegobyś nie miał być ze mną otwartszym? Powiadam Ci wprost, że na tym tracę. Gdybyś mi natychmiast był odpowiedział stanowczo, a zwłaszcza gdybyś był natychmiast kazał sztukę przepisać i przysłał mi kopię, byłbym ją już odesłał do Lwowa i może jeszcze przed Nowym Rokiem doczekał się przedstawienia,… (…)
Nie składam za to wszystko winy na Ciebie, ale nie powodzi mi się jak rzadko komu, dlatego czasem wymknie mi się kilka słów narzekania. Co do drukowania dramatu w „Niwie”, nie chciałem i nie chcę się narzucać, szczerze jednak powiedziawszy, ani „Niwa”, ani Ty nie skompromitowaliście się drukując moje nazwisko i mój utwór. Jakikolwiek on jest, jest mój własny, nie kradziony
i nie naśladowany, ma niezły język, pewne charaktery, a zwłaszcza pewną wagę społeczną. (…)
Taż sama miłość własna burzy się na myśl, że inne pismo, do do którego dramat zaniesiesz, będzie na niego patrzeć
jak na odrzucony z „Niwy”. Ale mniejsza o to. Nie mogę przecież umierać z głodu. Do codziennych jednak pism się nie udawaj,
bo w codziennym to niecenzuralne stanowczo. Wiesz sam: co puszczą w „Niwie” lub w „Bibliotece”, tego nie puszczą w gazecie. Udawał się do mnie o współpracownictwo w „Ateneum” Oskierko z listem pełnym komplementów, który odebrałem w trzy dni
po przesłani Ci dramatu. Odpisałem, że teraz nie mam nic, żem dopiero co ostatnią pracę przesłał „Niwie”. Do „Ateneum” więc
nie chodź, bo oczywiście co było w „Niwie”, to nie może być w „Ateneum”. Jeśli sprzedasz, nie marudź z posyłką pieniędzy,
bo wierz mi, że wcale tu nie tyję z moimi środkami i lepiej nawet o tym nie mówić.

Ściskam Cię.
Henryk Sienkiewicz.

Żaden p. W[aliszewski] u mnie nie był. Nie wiem nawet, kto to ma być ten p. W[aliszewski], zatem nic nie wiem, co będzie
z tą lekcją czy guwernerką. Myślę jednak, że nim słońce zejdzie, rosa oczy wyje. Napisz mi, kto to jest i czy mu dałeś mój adres.

H. S.”
Ten dopisek do listu wynika z tego, że pisarz nadal przeżywał trudności finansowe i za pośrednictwem adresata listu starał się u pracę guwernera. Sprawę tę miał ostatecznie załatwić Kazimierz Waliszewski, publicysta, któremu powierzono omówienie warunków z Henrykiem Sienkiewiczem. Rzecz nie doszła do skutku. Zanim pisarz listownie skontaktował się z Waliszewskim, posada była już zajęta.

GRUDZIEŃ – 14. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu przy Rue Joubert 7. W liście do Mścisława Godlewskiego porusza dotychczasowe tematy:
„Kochany Mścisławie.
Żaden pan W[aliszewski] nie był u mnie dotychczas ani też nikt w sprawie miejsca, o którym mi pisałeś. Na tych zwłokach
i niepewności tracę niemało, bo ani nie mogę się skupić, by pisać, ani nie wracam do Warszawy, co byłbym już od trzech miesięcy zrobił, gdyby nie owa historia. (…)
Przede wszystkim jednak bądź łaskaw poinformować się u kogo wypada, czy strona druga ma jaki zamiar układać się ze mną
o to miejsce, czy nie: proś o odpowiedź stanowczą i przedstaw, ile tracę na niepewności i na próżnym siedzeniu w Paryżu. (…)
W razie rozwiązania ujemnego nie dalej jak w styczniu wrócę do Warszawy ciągnąć dalej ciężką literacką taczkę albo też może uda mi się przyłączyć do jakiej podróżniczej wyprawy. (…)
Jutro lub pojutrze spodziewam się od Ciebie listu i odpowiedzi co do dramatu. Dałyby losy łaskawe, by przy liście były i pieniądze, bo nie uwierzysz, jakie tu cierpię braki, które tym mi są przykrzejsze, że zaczynam być poważnie niezdrów na piersi. Odwykłem widocznie od zimnego klimatu, a tu pogodę mamy okropną. Co najgorsza, że w tych warunkach nie mogę zupełnie pracować.
Dla Was te zwłoki w odpowiedziach i przesyłkach nie znaczą nic, dla mnie więcej może, niż myślisz. (…)
Adres mój do Nowego Roku: Rue Joubert 7.”

GRUDZIEŃ – 23. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. Nie jest jednak pewne, czy nadal mieszka przy Rue Joubert 7, ponieważ w liście do Mścisława Godlewskiego czytamy:
„(…) Teraz o literackim businessie. Kopię przesyłaj mi jak najprędzej, choćby dlatego, że pragnę rozszerzyć zakończenie
i dorobić przemowę. Twoje obawy o Lwów, pomimo pozorów słuszności, nie są uzasadnione. Dobrzańscy
(Jan i Stanisław) dramat przyjmą i przedstawią, choćby dla pokazania ludziom, że się do portretów nie poczuwają. (…) Z Dobrzańskim (Janem) dyrektorem znam się osobiście, Abakanowicz zaś dopilnuje, by mnie nie okradziono. Zresztą dramat narobi wrzawy, a dyrektorowi nie chodzi o nic innego. Przedstawiłby rodzoną matkę, siebie i żonę i dzieci, byle wiedział, że ściągnie tym publiczność. (…)
Z Waliszewskim porozumiem się w tych dniach. Pragnąłbym bardzo, żeby rzecz do skutku doszła, bo długi spłaciłbym szybko. (…) Adresuj dramat na ręce Alfreda Ciszkiewicza,
(Paryż) Boulevard Montparnasse 136.”
Można domniemać, że Henryk Sienkiewicz wyprowadził się już spod adresu: Paryż, Rue Joubert 7.

GRUDZIEŃ – 30. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. W liście do Mścisława Godlewskiego przedstawia plan spłaty swoich długów i zobowiązań, z których na sercu leży mu najbardziej los jednej z jego sióstr Marii Heleny Emilii Sienkiewiczówny, używającej jedynie drugiego imienia, która wstąpiła do zgromadzenia panien kanoniczek warszawskich:
„ Kochany Mścisławie.
Porozumiałem się na koniec z Waliszewskim. Posada już zajęta. Ominęło to mnie, wedle słów Waliszewskiego, z powodu trudności skomunikowania się ze mną. (…)
Co do spraw, które poruszyłeś w poprzednim liście, rzecz jest taka, że trzeba się do spłat brać po kolei. Głównie chodzi mi o to, aby procent Biedrzyckiej był wypłacany. Ułóżmy się więc tak, że ja każdego miesiąca będę Ci przesyłał korespondencję, Ty zaś moje honorarium będziesz wypłacał jej jako procent… (…)
Honorarium za dramat na to przeznaczyć nie mogę dlatego, że przeznaczam je… na pomoc siostrze mojej. …jedna z sióstr moich i najbardziej kochana jest kanoniczką. Trudności, nim nią została, były dla mnie niemałe, musiałem bowiem dostarczyć pieniędzy na wyszukanie dowodów ślachectwa ośmiu rodzin w skład naszej wchodzącej, i to takich jak: herbów, nadań królewskich, metryk etc, etc, co wszystko tym jest trudniejsze, że heraldia przeniesiona do Petersburga. Ale nie żałowałem na to, albowiem gdy dwie siostry moje wyszły za mąż, los tylko tej jednej leżał jeszcze na moich ramionach, przez wejście zaś do zgromadzenia
pp. kanoniczek mógł być raz na zawsze zapewniony.
Papiery więc znalazły się aż od roku 1413. Siostrę przyjęto. Zaczęła nowicjat, który kończy się w lutym, po czym następuje jeszcze tak zwane przyrzeczenie, po którym jest się już aktualną kanoniczką, tj. dostaje się opiekę, dobre towarzystwo, mieszkanie, pannę służącą, całkowite utrzymanie i dwa tysiące złp rocznej pensji z funduszów zakonu.
Rozumiesz, jak to jest ważne dla panny dobrze wychowanej a niemajętnej znaleźć to wszystko, a to tym bardziej, że jako kanoniczka utrzymuje i pozycję towarzyską względnie wysoką, ma zapewniony los do śmierci, a właściwie mówiąc nie zrzeka się niczego, nie ma tam bowiem klauzury, habitów, obowiązkowego ascetyzmu, a co więcej — każda kanoniczka z wyjątkiem ksieni ma prawo pójść za mąż wprawdzie za dobrego ślachcica tylko, ale zawsze ma prawo. (…)
Ale do tego jest jeszcze jeden warunek. Trzeba sobie mieszkanie dawane przez zgromadzenie umeblować odpowiednio
do godności kanoniczki. Panna, która by nie miała na to oraz na płaszcz i orderową wstęgę, nie może zostać kanoniczką i musi zgromadzenie opuścić. Staw się teraz w moim położeniu i pomyśl, jak muszę być niespokojny, aby się to z siostrą moją Helenką nie stało. (…)
Muszę się więc zdobyć na ostatnie wysilenie, które o tyle tylko mi łatwiej przyjdzie, że z Helenką łączyło nas zawsze najgłębsze
i najprawdziwsze przywiązanie, oparte z jej strony na pobłażaniu i niewytłumaczonej słabości do mnie, z mojej zaś na uznaniu
w niej jednej z najszlachetniejszych i najpoczciwszych istot, jaką kiedykolwiek znałem. Pragnę więc przyjść jej z pomocą tym,
co mi się od Ciebie za dramat należeć będzie, Ciebie zaś proszę na wszystko i zaklinam na życzliwość całą jaką masz do mnie, abyś jej przed 15 stycznia nie mniej jak 150 rs wypłacił. (…)
Ile mi o to chodzi możesz osądzić stąd, że sam tu jestem prawie bez grosza i czasem obywać się muszę bez arcyważnych potrzeb do życia. (…) Nie zawiedź Ty tylko mnie, mój Mścichu, i pamiętaj, że mi chodzi o cały los prawdziwie drogiej istoty. (…)
Potem natychmiast weźmiemy się do oczyszczania augiaszowej stajni, tj. do długów moich, na czym „Niwa", jestem pewny, skorzysta, będę bowiem i pracowitym, i regularnym. (…)”

DOKŁADNEJ DATY BRAK – prawdopodobnie przełom lat 1878/1879


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. Antoni Piotrowski, ilustrator m. in. nowel Sienkiewicza oraz „Ogniem i mieczem” opowiada o powstaniu noweli „Jamioł”.
Na podstawie jego pamiętnika można mniemać, że fragment o „Jamiole” dotyczy końca 1878 r. lub początku 1879 r.:
„„Wystawa paryska w r. 1878 ściągnęła z rozmaitych stron świata i wszystkich dzielnic Polski wielu Polaków. Z Ameryki przyjechał Litwos (H. Sienkiewicz) i Helena Modrzejewska; z Australii Sygurd Wiśniowski; z Warszawy — Antoni Sygietyński, Tymoteusz Adamowski i Stanisław Barcewicz. Z malarzy zjawili się Styka, Łosik i Dettloff z Nicei. Główna kwatera tej grupy mieściła się w „Cafe de la Regence” na placu Komedii Francuskiej. Tam to codziennie po obiedzie (nie zawsze „po”) zbieraliśmy się na mazagran z koniakiem. Nastrój był wielce ożywiony. Już sama wystawa dostarczała wiele łatwego tematu do rozmowy.
Prócz tego politykowano zawzięcie. Wybuchały też spory, często humorystyczne, nad zagadnieniem kultury towarzyskiej. Szczególnie zajadły był Sygurd Wiśniowski, który zapomnieć nie mógł o tym, że kiedyś u Duvala spostrzegł jakiegoś Polaka jedzącego ryby nożem. Sienkiewicz, który wrócił właśnie z Gór Skalistych, odpowiedział, że często podczas swych podróży widywał Anglików pożerających ryby po prostu palcami, a potem oblizujących jeszcze te palce z apetytem. Wiśniowski się zaperzył, a Sienkiewicz na to:
— A czym to pan spożywa ryby w towarzystwie swoich wełnistowłosych australskich dzikusów?
Sienkiewicz wraz z Adamowskim mieszkali wtedy przy ulicy Joubert, przecznicy od Chaussée d’Antin. Jadaliśmy (nie wszyscy
i nie zawsze) u Duvala na Montesquieu albo w table d'hóle przy ulicy N. D. de Victoire. Ja zajmowałem skromne locum
w Batignolles. Schodząc co dzień bulwarami do pracowni, która mieściła się na ulicy Bizet, wstępowałem do pana Henryka.

Pewnego razu byłem jakoś bez kapitału, co w tych czasach zdarzało się często, ale za to miałem z sobą dwa obrazki, nie większe od dzisiejszych pocztówek. Pan Henryk zapytał, czy spotkamy się dziś jak zwykle, u Duvala.
— Niekoniecznie — odparłem.
— Dziś „nie odpowiadam”. (Był to umówiony termin, oznaczający brak gotówki.)
— Ja też dziś „nie odpowiadam” — zauważył pan Henryk.
— A co ma pan zamiar zrobić z obrazkami?
— Chciałbym oczywiście je sprzedać.
— To zróbmy tak: ja wezmę obrazki, pan pójdzie malować, a o siódmej zejdziemy się na Victoire.
Przyciągając pasa malowałem cierpliwie do piątej. Dłużej nie mogłem. Lekki jak piórko, naturalnie piechotką, powędrowałem
na umówione miejsce. Choć usiłowałem iść wolno, pusty żołądek śpieszył się bardzo i pomimo sprzeciwu głowy dodawał nogom nadmiernej szybkości.
O szóstej i pół byłem już w restauracji. Znajoma kelnerka przyniosła mi sztućce, serwetę, chleb, wino, spis potraw. Pan Henryk nie przychodził. Zrobiło mi się niewyraźnie, ale kości były rzucone. Z dobrą miną zamówiłem jedzenie, do czego zresztą miałem szaloną ochotę. Zjadłem obiad i wypiłem wino, a Sienkiewicza jak nie ma, tak nie ma. Ponieważ przykro siedzieć nad pustym stołem, zamówiłem żółtą chartreuse, potem — drugą… potem trzecią, dla odmiany jednak — zieloną, bo to kolor nadziei. Wtedy nareszcie -wszedł pan Henryk. Miał zagadkowy wyraz twarzy. Był przy tym dziwnie chłodny.
— Pan po obiedzie? — pyta.
— Tak, i po trzeciej chartreuse, bo przyszedłem trochę za wcześnie. — Nie odezwał się nic.
Podano obiad. Zjadł, potem w milczeniu wypił sumiennie dwie „żółte” i jedną „zieloną”. Uśmiechnął się lekko, widząc moją zaciekawioną i niespokojną minę.
— Co słychać? — pytam w końcu.
— Co prawda, to nic nie słychać, a to, co słychać, to też nieprawda — odparł.
Zapalił „caporala”, pociągnął raz; wyjął z kieszeni 100-frankowy banknot i położył przede mną; pociągnął znowu i położył drugi banknot, potem trzeci, czwarty, piąty, szósty... Zgłupiałem.
— To za wasze obrazki — rzekł.
— Jeden kupiła pani Modrzejewska, a drugi hrabina Zamoyska. Spotkałem je u Godebskich.
Naturalnie pojechaliśmy zaraz omnibusem do „la Regence”, gdzie zapanowała radość z powodu, że jestem tak „odpowiedzialny” dzięki panu Henrykowi, którego ogłosiliśmy najlepszym marchand des tableaux w całym Paryżu. Zacny Ciszkiewicz aż płakał
ze wzruszenia i zaprosił nas wszystkich do siebie na herbatę. …coraz więcej Polaków zjeżdżało na wystawę, a było między nimi dużo naszych znajomych. Nic więc dziwnego, że kwatera przy ulicy Joubert stała się bezpłatnym hotelem. Wkrótce i tam zabrakło miejsca do tego stopnia, że w moim mieszkaniu była rezerwa dla tych, których Joubert nie mieścił. Zdarzyło się raz,
że sam Sienkiewicz nie mógł skorzystać z własnego lokalu, bo go stamtąd wykurzyli zachwyceni wystawą i mocno „wstawieni” rodacy. Wobec tego zamówił u mnie pół łóżka.
Jakoś nie mogliśmy zasnąć, a ponieważ pan Henryk lubił słuchać mazurskich przyśpiewek w gwarze, zacząłem w ciemnościach pokoju wyśpiewywać o Marysiach, Kasiach, Jasieńkach… (…)

Rano pan Henryk usiadł i napisał „Jamioła”.
Często jedno słowo, nuta, zapach, wiatr, słońce, twarz ludzka nasuwają twórcom tematy.”


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]