(…) Pokój wam! Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam. (…) Weźmijcie Ducha Świętego. Którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są zatrzymane. [Jan. 20; 21 – 23]



KALENDARIUM ŻYCIA

Wybierz rok, z którym chcesz się zapoznać: 1846, 1847, 1848, 1849, 1850, 1851, 1852, 1853, 1854, 1855, 1856, 1857, 1858, 1859, 1860, 1861, 1862, 1863, 1864, 1865, 1866, 1867, 1868, 1869, 1870, 1871, 1872, 1873, 1874, 1875, 1876, 1877, 1878, 1879, 1880, 1881, 1882, 1883, 1884, 1885, 1886, 1887, 1888, 1889, 1890, 1891, 1892, 1893, 1894, 1895, 1896, 1897, 1898, 1899, 1900, 1901, 1902, 1903, 1904, 1905, 1906, 1907, 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916, 1924 - albo zobacz wszystkie lata.

Rok 1887



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Mieszka przy ul. Wspólnej 24 na rogu ul. Kruczej. Pierwsze piętro zajmują teściowie, Kazimierz i Wanda Szetkiewiczowie, wraz z dziećmi pisarza. On sam zajmuje piętro drugie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Jestem chory od kilku dni na gardło i z domu nie wychodzę. Czy nie będziesz łaskaw przyjść do mnie na winta? Będzie teść mój (Kazimierz Szetkiewicz), Luc (Lucjan Wrotnowski) i może Ostrowski (Stanisław Ostrowski). Obiecuję tanią grę i wczesne rozejście się
do domu. (…)”


STYCZEŃ


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj byłem u Leów (Edwarda i Stefanii z Zielińskich Leów). – Antał (Antoni Zaleski) ogromnie się interesował portierą i czy się podobała – i „co na to pani Dzinia”. Koenig (Józef Kenig) wypytywał się także o Ciebie… (…) Dzieci przechodzą imaginację, a mała Dzinia jest tak śliczna, że się jej odpatrzyć nie mogę. Urosła bardzo. Henio mniej, ale bardzo ładny. (…)”

Wielka dziś rano przy herbacie była rozprawa o planach przysłanych przez Ciebie (budowy domu w Krakowie przy ul. Wolskiej 16). (…) Jeśli wzgląd na możliwą wojnę wstrzymuje Edwarda od rozpoczęcia budowy, to na to nie ma rady. (…) Ale i w takim razie lepiej mieć dom za fortami niż w mieście otwartym. (…)

Dziś jestem na obiedzie u Wrotn[owskich]
(Lucjana i Marii z Tabęckich Wrotnowskich), po którym nastąpi sesja o zmianach w „Słowie”. Proteguję trochę Godlewskiego. Ja objąłbym w takim zakresie beletrystykę, czyli „Niwę”, która stałaby się dodatkiem artystycznym, społeczno-literackim. (…) Oszczędność wielka, bo jedna administracja. (…)

Odwiedzał mnie Janikowski
(Leopold Janikowski). Zbiera partię i jedzie w marcu do Afryki. (…)

STYCZEŃ – 01. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

STYCZEŃ – 02. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

STYCZEŃ – 03. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

STYCZEŃ – 04. [WTOREK]


„Kraj” w swoim 1. tegorocznym numerze zawiadamia swoich czytelników, że Henryk Sienkiewicz przybywa z Krakowa do Warszawy.

STYCZEŃ – 05. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 06. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 07. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 08. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 09. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 11. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 12. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 13. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Augusta Roberta Wolffa:
„(…) Zechciej Pan przygotować na 16 stycznia pozostałe należne mi rs. 1400 za drugie wydanie „Potopu”. – Ponieważ summa powyższa należała mi się już we wrześniu, zatem miałeś Pan i tak blisko 4 miesiące bezprocentowej prolongaty. Sam mam wypłaty w terminie 16 stycznia i potrzebuję mieć wszystko, co mi się należy. (…)”

STYCZEŃ – 14. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 15. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 16. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 17. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.
W numerze 16. „Kuriera Warszawskiego” i numerze 11. „Słowa” czytamy, że swoją pierwszą sesję organizacyjną odbył Komitet Konkursu „Kuriera Warszawskiego”
na Powieść Współczesną osnutą na tle obyczajowym lub społecznym. Oprócz pisarza w skład jury wchodzili: Ludwik Jenike, Piotr Chmielowski, Dionizy Henkiel, Józef Kotarbiński – a z ramienia „Kuriera”: Władysław Bogusławski i Władysław Sabowski.

STYCZEŃ – 18. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

STYCZEŃ – 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Henryka i Ludwiki Gropplerów:
„(…) Od dwóch tygodni jestem w Warszawie i byłbym dawno do Was napisał, gdyby nie cała paczka zaległych listów, które się pozbierały podczas mojej długiej nieobecności. Przynajmniej na pewną część ich trzeba było odpowiadać, więc czas miałem mocno zajęty. Zresztą gości mam dosyć, bo o Waszej szabli urosła cała legenda w Warszawie, a ciekawych tu nie brak. (...) Mój gabinet do pracy tak wypiękniał, że aż mi milej w nim siedzieć, a to niemała korzyść, bo siedząc w domu pisze się więcej. (…)”

STYCZEŃ – 20. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Skarży się Jadwidze Janczewskiej:
„(…) Teraz o interesach. Biednego Toma wszyscy krzywdzą. Z tego, co mi Wolff (August Robert Wolf) zapłacił, oddałem ojcu 1000 rs. – resztę z tego, co było pożyczone w Nałęczowie dla Zosi; dałem 100 rs. Kryńskiemu (który powiada, że do pomnika dołożył),
a przyszedł mnie prosić o pożyczkę w wysokim stopniu suchot (i tym mnie rozczulił); posłałem tam coś jeszcze gdzie indziej –
i biednemu Tomowi zimno. (…)

„Przegląd Tygodniowy ku wielkiemu memu zdziwieniu chwali bardzo. Byłoby arcydzieło, gdyby nie brak nowych typów, bo Oleńka to Helena, książę Janusz to Jeremi, a Kmicic (uważaj dobrze) i ks. Bogusław – to zupełnie Bohun, a Soroka to Rzędzian.
No, powiedz sama. Pominąwszy ze sto figur, o których nie ma wzmianki (Lubomirski, król, Czarniecki, Kiemlicze, Kuklinowski, Kordecki, kompanionowie, etc., etc.) – czy to figury podobne? Biednemu Tomowi stanowczo zimno.

Ale, jak widzisz, biorę wszystko dość wesoło, a zresztą „lecę sobie w krainy odmienne”, bo wyjeżdżam w tym tygodniu
na niedźwiedzia z’un Pa. Będziemy i u Bronisia
(Bronisława Mineyki) w Dubnikach. (…)
Zdrów jestem dość, tylko czasem krzyże bolą i biednemu Tomowi zimno. Sypiam lepiej. Kładę się późno, wstaję jeszcze później. (…)”

STYCZEŃ – 21. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
Wyjeżdżamy z ojcem w niedzielę wieczorem. A czyby nie napisać do Dży z lasu? Możeby to ją zabawiło! Wczoraj widziałem wystawę Brandta (Józefa Brandta). Cuda! Stepy! Tak mnie ten Brandt nastraja, że tylko brać pióro i pisać. (…)

STYCZEŃ – 22. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Tego dnia w jego mieszkaniu ma miejsce gra w winta, w której uczestniczą między innymi: Wanda Szetkiewicz i Lucjan Wrotnowski.

W numerze 6. „Słowo” zamieszcza zapowiedź ostatniej części trylogii – „Pana Wołodyjowskiego”.

STYCZEŃ – 23. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
Iszjas złapał i trzyma drugi dzień, a ból taki, że się ze strachem myśli o każdym ruchu. Podróż (do Dubnik) jednak nie tylko dlatego odłożona, ale że i ojciec nie może przed piątkiem wyjechać, ja zaś wyjeżdżam o dzień lub dwa później, żeby mu dać czas
na interesa w Wilnie. Wyjadę pewnie w sobotę, jeśli się nie zwlecze. W tej samej chwili, w której złapała mnie ta malwa
(niepowodzenie), posłałem po Benniego (Karola Benniego). Pokazało się, że wyjechał, więc przyszedł Dobrski (Konrad Dobrski), zapisał jakieś lekarstwa, kazał jeździć konną i odbyć edukację, której wielkim metrem podejmuje się być Luc. Szczęściem wyjeżdżam.
Co to za ból w tym iszjasie, trudno wypowiedzieć. I dziś jeszcze boli, ale już nie tak, jeno że człowiek zmęczony bezsennością. Mimo to wczoraj był u mnie zwykły wint niedzielny… Mateczka w moim zastępstwie grała z Wrotn[owskim] i wygrali. (…)

Był dziś u mnie Wojciech Roj, który przyjechał do Chałubińskiego
(Tytusa Chałubińskiego). Bardzo mu się oczy śmiały do bromi tureckciej i zadawał mi pełno roztropnych pytań. Ucieszyłem się do niego szczerze. (…)

Szturmuje do mnie Loewenfeld
(Raphael Löwenfeld /Loewenfeld/), bardzo znany tłumacz, o „Potop” i „Ogniem i mieczem”. Odmówiłem, ale że napisałem, iż się Rodakowski (Maksymilian Rodakowski) tym zajmuje, więc on chce go prosić, by mu choć „Potop” odstąpił. (…)

STYCZEŃ – 29. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
Podróż odkłada się z dnia na dzień trochę dlatego, że ojciec marudzi, a trochę dla odczytu („Wspomnienia z Aten”). Wyjeżdżamy
(to jest ja) w poniedziałek o 12-tej w nocy, ale czy się to nie zwlecze do wtorku, nie wiadomo.

Pytasz o odczyt, czy dobrze idzie. (…) Owóż dzielić się wrażeniami z kimś bliskim i sympatycznym… jest wcale co innego niż dzielić się z tysiącem obojętnych gapiów. Jest to tym przykrzejsze dla Toma, który klucza od duszy nie lubi byle komu oddawać. (…)

Był tu Wańkowicz
(?), rządca Tyszkiewiczowy z Mołodecznej (Mołodeczna), i mówił, że niedźwiedź leży, a dziki są także. Może się uda szczęśliwiej niż zeszłego roku. A przywieźć wilka na dywanik? Będzie leżał w pracowni albo przy łóżku i łapki ochraniał
od zaziębienia. Jeśli będzie niedźwiedź, to tym lepiej. (…) Ból już przeszedł bez śladu – i zdrów jestem, tylko senny ciągle. Ale to pewnie wina braku ruchu i odczytu. Las na to poradzi, chociaż i do domu będzie ogromnie pilno… (…) Dzieci zdrowe, urządzają ciągle wystawy. (…) Zaraz muszę jechać po pasport do ratusza, więc muszę kończyć. Bądź przede wszystkim zdrowa – kochana siostrzyczko – nie męcz się i ochraniaj – i pamiętaj, że o tę Dzinkę bardzo wszyscy dbają. (…)

LUTY – 01. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
Z'un Pa (Kazimierz Szetkiewicz) pojechał dziś rano – ja mam niby jechać jutro wieczór – ale Bóg raczy wiedzieć, czy zdążę z tym zakazanym odczytem. A odkładać go nie mogę, bo muszę go jeszcze tłumaczyć na rosyjski i oddawać do cenzury. Więc może
w czwartek rano – wieczór – bo ja wiem. (…)

Pogoda śliczna, ciepło, ale na polowanie to źle, bo śniegi topnieją. Prawdę rzekłszy, nie chce się jechać na tak długo. – Po tym polowaniu uczynię sobie ślub, że strzelby więcej w rękę nie wezmę, chybaby mnie los rzucił do dzikich krajów. Będę pilnował „Niwy” i „Słowa”. (…)

LUTY – 08. [WTOREK]


Wieczorem Henryk Sienkiewicz i Kazimierz Szetkiewicz przyjeżdżają do Mołodeczna.

LUTY – 09. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz i Kazimierz Szetkiewicz przebywają w Mołodecznie.

LUTY – 10. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mołodecznie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …polowaliśmy na dziki bez skutku. Dziś jedziemy na łosie z małymi widokami, bo śniegów nie ma, wskutek czego osacznicy nie mogą dobrze wiedzieć, co się w jakim ostępie znajduje. Szkoda z tego względu, że to ostatnie moje polowanie,
bo na przyszłość rozstaję się ze strzelbą. Sam sobie to przyrzekłem. (…)

W czasie naszego pobytu w Dubnikach przyszedł list Twój do Bronisiowej
(Anny Marii Mineyko), za który chce się podziękować, choć nie do nas był adresowany, bo przynosił wiadomości o zdrowiu tego miłego i kochanego stworzenia i wiadomości niezłe.

…com robił po drodze z Mołodecznej. Oto komponowałem sobie sceny do Wołodyjowskiego. Dziwny to jest proces, w którym fantastyczne osoby mieszają się z żywymi, żywe odchodzą w ciąg zdarzeń fantastycznych – i rozmawia się z nimi, widzi się je, skutkiem czego odczuwa się wszystko mocno – i pisze się dobrze. Przynajmniej w mojej wyobraźni zawsze w stosunki powieściowe podstawiają się żywi rozmaici ludzie, albo ci, których już nie ma, albo pragnienia i postulaty, choćby niepodobne
do ziszczenia, i tworzy się świat, w którym człowiekowi jest lepiej, tak dalece lepiej, że potem, gdy się przechodzi
do rzeczywistości, „bywa Tomowi zimno”. (…)

Uważaj, że piszę na czterolistnej koniczynie, i kontent jestem, żem taki papier znalazł w pudełku ojca, bo cyfra cztery
jest dobrą, a czterolistna koniczyna znaczy szczęście. (…)”

[01. Litwa - mapa fizyczna]

[Fotografia – Autor: 01) Equestenebrarum. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją CC-BY-SA].

LUTY – 15. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Henryka i Ludwiki Gropplerów:
(…) Był u mnie Pochwalski (Kazimierz Teofil Pochwalski). Pokazywał mi Wasze koty malowane przez Farnet[t]iego (Stefana Farnetti'ego). Szkoda, że fotografia zalana i niewyraźna, ale co to za mistrzowski rysunek. Myślę, że bardzo niewielu artystów umie tak malować, a zwłaszcza tak rysować zwierzęta. Ja, który jestem miłośnikiem całego świata zwierzęcego, odczuwam to może lepiej od innych. O Farnet[t]im powinno być głośniej w świecie, niż jest, bo on ma prócz wszystkiego niezmiernie wykształcony
i szlachetny smak artystyczny, a to jest przymiot, którego np. naszym malarzom brakuje powszechnie. Namawiajcie, Kochani Państwo, Farnet[t]iego, żeby przysłał co do Warszawy. Choćby mnie nie było, Antałek
(Antoni Zaleski) postara się, żeby o tym było głośno – i on to nawet lepiej zrobi ode mnie.

A czy kochany Pan Henryk nie wybiera się do Karlsbadu dla radykalnego wyleczenia się z przypadłości żołądkowych? Miejsce piękne, dla Obojga Państwa zdrowe, a lekarzem ordynującym jest Has[s]ewicz
(Stanisław Hassewicz), Polak, mój znajomy, który by Was miał w szczególniejszej opiece. W takim razie postarałbym się i ja Was odwiedzić. (…)

LUTY – 20. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Informuje Jadwigę Janczewską:
„(…) Matuś rozmyśla, robi plany, gdzie lepiej jechać, ale skończy się zapewne na tym, że pojedzie do Ciebie i z Tobą tam,
gdzie będzie potrzeba. (…) Ja sam za parę dni będę w stanie pożyczyć mateczce pięć tysięcy fr. w złocie lub więcej, dlatego,
że o Wołodyjowskiego układam się z redakcją „Słowa” nie na ruble, które mają kurs zbyt zmienny, ale na marki lub półimperiały
(złote monety rosyjskie wartości 5 rs. sztuka) - wszystko jedno! Prócz tego wymagam, żeby mi połowę wypłacono z góry. (…)”

LUTY – 22. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Odwiedza go siostra Helena.

LUTY – 23. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …dziś przyjeżdża mój ojciec (Józef Paweł Ksawery Sienkiewicz) - oba będziemy chcieli gawędzić, bośmy się nie widzieli dawno, nawet bardzo dawno. (…) Mateczka (Wanda z Mineyków Szetkiewicz) mówiła mi o sprzedaniu skóry na niedźwiedziu, tj. dwóch tomów Wołodyjowskiego. (…) Chcę koniecznie, wbrew woli mateczki, zostać jej Mośkiem. (…) A byłoby człowiekowi i przyjemnie,
i dumnie! (…)
Luc
(Lucjan Wrotnowski) utrzymuje, że następną powieść będę sprzedawał na karaty. (…)
Helenka Ci się kłania – wczoraj była u mnie i dyskutowaliśmy o pięknościach ludzkich zawzięcie. (…)”

MARZEC – 10. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 11. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Redakcji „Słowa” list, w którym tłumaczy przyczyny opóźnienia w pisaniu „Pana Wołodyjowskiego”:
„(…) Na próżno szturmujecie o „Wołodyjowskiego”, bo go zaraz jeszcze dać nie mogę. I wy, i publiczność czytająca powinniście byli zrozumieć, że po „Potopie” należy mi się czas jakiś wypoczynku, zwłaszcza że wiecie, w jakich warunkach tę powieść pisałem. Publiczność ma jednak słuszny powód do narzekania, bo redakcja powinna się była przed ogłoszeniem terminu „Wołodyjowskiego” porozumieć ze mną i nie narażać nikogo na zawód.
Mogę was tylko pocieszyć tym, że materiału przybywa mi coraz więcej i że zwłoka może wyjść tylko na korzyść powieści. Zresztą w przyszłym kwartale Pan Wołodyjowski zacznie już machać szablą… (…)”
Kolejny list adresuje do Henryka Anastazego Gropplera:
„(…) Byłem rzeczywiście na Litwie, zabiłem dwa łosie i wróciłem niezbyt zadowolony, bo polowanie z powodu braku śniegu
nie bardzo się udawało. (…)
Henio i Dzinia, dziękują ślicznie i posyłają swoje fotografie. Nie potrzebuję mówić, że w mojej córce kochają się już wszyscy moi znajomi, a Antałek w pierwszym rzędzie – ale mu jej nie dam, bo i za stary, i bałamutny.
W Krakowie bawię chwilowo, bo mam mieć odczyt dla Tow[arzystwa] Bratniej Pomocy Studentów Uniwersytetu. (…)
Z Krakowa jadę do Wiednia, gdzie w ciszy i spokoju będę pisał Wołodyjowskiego. Zrobiłem kontrakt o tę powieść ze „Słowem”
za 16 000 marek dwa tomy. Na ruble już się u nas umów nie zawiera. (…)
Gdybyście Kochani Państwo chcieli kiedy napisać do mnie słówko do Wiednia, adres, pod którym mnie list dojdzie, będzie: Wien, Chłędowski
(Kazimierz Chłędowski), Wohllebengasse 5, pour r[emetrre] a Henri Sienkiewicz. (…)”

MARZEC – 12. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 13. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 14. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 15. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 16. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 17. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 18. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 19. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 20. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 21. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 22. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 23. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 24. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 25. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie, gdzie na rzecz Towarzystwa Bratniej Pomocy Studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego wygłasza odczyt „Wspomnienia
z Aten”
.

MARZEC – 26. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Feliksa Fryzego:
„(…) Przepraszam, że nie odpisałem Ci zaraz, ale byłem zajęty przygotowaniami do odczytu. (…)”
W nr 69 „Kuriera Krakowskiego” ukazuje się sprawozdanie z odczytu Henryka Sienkiewicza „Wspomnienia z Aten”.

MARZEC – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

MARZEC – 30. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz wraz z Teodorem Heryngiem przybywa do Wiednia. Pisarz zatrzymuje się w Hôtel de France przy Schottenring 3 w pokoju na trzecim piętrze.

MARZEC – 31. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hôtel de France w Wiedniu przy Schottenring 3. Swój pobyt opisuje Jadwidze Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem wczoraj z doktorem Heryngiem (Teodorem Heryngiem), który jechał z Warszawy. Stanąłem w Hôtel de France, tak wysoko, choć niby na III piętrze, że i mnie schody męczą. (…)
Wieczorem poszedłem do Puchera
(kawiarni w Wiedniu przy Kohlmark 9). Widziałem mnóstwo znajomych, Chłędowskiego (Kazimierza Chłędowskiego), Korytowskiego (Witolda Korytowskiego), Sozańskiego (Stanisława Sozańskiego) (…) – dalej Ajdukiewicza (Tadeusza Ajdukiewicza), młodego Kossaka (Wojciecha Kossaka) etc. Ponieważ zaś właśnie tego wieczora komitet byłego balu polskiego wyprawiał sobie ucztę, więc mnie na nią zaciągnięto, zasadzono do stołu itp. (…)
Po staremu nie bardzo mogłem spać, czytałem Wspólnego przyjaciela
(Karol Dickens „Nasz wspólny przyjaciel”) - i dziś nie jestem zmęczony. Ten moralny kali-brom, polegający na nierobieniu sobie nic ze wszystkiego, co mnie tyczy, doskonale mi służy
i uspokaja lepiej od prawdziwego. Z czasem może mi posłużyć do zupełnego kwietyzmu nie ducha, ale nerwów i będzie all right
(wszystko w porządku)! (…)
…z gardłem znów lepiej. Wyobraź sobie, że Hering, specjalny laryngista, jest także ciężko chory na gardziel i jedzie do Palermo. Chciał mi w paszczę zaglądać, ale mu powiedziałem: „Cura te ipsum
(ulecz samego siebie – Łk. 4; 23) i odczep się od duszy mojej!” Waham się, czy jechać do Kalten czy do Steinerhofu. Muszę dziś u Gostkowskiego zasięgnąć wiadomości. Rzecz w tym,
żeby prędko stąd umykać i zacząć wyciskać z mózgu wonną oliwę. (…)”

KWIECIEŃ – 02. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hôtel de France w Wiedniu przy Schottenring 3. Pisze do Jadwidze Janczewskiej:
„(…) jadę do Abbacji (13 godzin od Wiednia). Z gardłem pogorszyło mi się mocno i tak dalece, że jednak dopuściłem Herynga
do obejrzenia krtani, a ten uznał, że koniecznie trzeba bym pojechał do jakiegoś cieplejszego klima[tu]. Ponieważ jest mi wszystko jedno, gdzie będę pisał Wołod[yjowskiego], i chodzi o parę tygodni, więc va pour l’Abbazia!
(Jedź do Abbacji!). Jadę dziś wieczór. (…) Ostatnie krople niepogody narobiły mu tej biedy – i mój piękny tenor zanikł, jeśli nie na zawsze, to przynajmniej
na czas, zupełnie. (…) Heryng bardzo także radzi, bym po przejściu zapalenia kazał sobie wyciąć migdały, bo w ten sposób usunie się raz na zawsze powód złego. Być może, że to zrobię, ale tymczasem trzeba zapobiec, bym się nie położył na dłużej,
bo nie mam czasu. Oponowałem wprawdzie, że migdały zasłaniają krtań od zaziębienia, ale on twierdzi, że każdemu życzyłby takiej krtani i że źródło złego leży wyłącznie w migdałach. (…)
Jutro, tj. kiedy ten list odbierzesz, będę już na dalmackich brzegach. (…)”
Z Mścisławem Godlewskim dzieli się swoimi wątpliwościami na temat „Pana Wołodyjowskiego”:
„(…) Z wielką radością odebrałem list od Ciebie, że od Ciebie, a ze smutkiem i strapieniem z powodu pani Wołodyjowskiej.
Już ułożyłem i skomponowałem inaczej. Wymyśliłem w wyobraźni typ dziewczyny-hajduczka, którą chciałem mu oddać – tymczasem masz diable wdowę, jeszcze po trzech mężach! (…) Wołodyjowski należy tylko trochę do historii, a jego żona wcale. (…)”
Wieczorem pisarz wyrusza w drogę do Abbacji.

KWIECIEŃ – 03. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz w drodze do Abbacji dociera do Fiume (obecnie Rijeka w Chorwacji). Zatrzymuje się w hotelu.


[01. Chorwacja - mapa fizyczna]

[Fotografia mapy: Autor: 01. Captain Blood. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją GNU FDL].

KWIECIEŃ – 04. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz stateczkiem przypływa do Abbacji. Wieczorem pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Onegdaj wieczór wyjazd z Wiednia. Noc dość pogodna, wagony niegodziwe, ścisk i niewygoda, sen, o ile się dało. Wczoraj przed dziewiątą rano – Fiume! Miasto niebrzydkie, dość porządne, na skłonie wzgórz sięgające samego morza. Hotel porządny dość tani. – Ogarnąwszy się, stateczkiem do Abacji. (…) Dziś rano przeniosłem się tu z Fiume, rozpakowałem kufer; jutro zakasuję rękawy i do roboty. (…)
Na niebie wysokie białe obłoki, skutkiem czego morze bladobłękitne, wiatru nic, deszczu nic, słońce przegląda przez owe subtelne chmury, czasem wyjrzy zupełnie, ale nie piecze. Wiosnę czuć bardzo. Brzoskwinie i migdały kwitną na różowo. Góry jeszcze brunatne, bo wyżej drzewa nie mają dotąd liści, ale nisko w parku całe rodziny laurów i mirtów oraz tui zielenią się różnorodnie. Park, bardzo piękny i bardzo obszerny, przypomina ogrody w Monte Carlo, ale ładniejszy od nich, bo cienisty
i bardziej zarosły. Schodzi się do samego morza. Tu i ówdzie budynki, altany, kawiarnie bardzo eleganckie, ale pełno miejsc zacisznych. (…)
Z gardłem nie może mi być wiele lepiej zwłaszcza po drodze i zmęczeniu, ale czuję, że bardzo prędko będzie mi dobrze. Heryng utrzymuje, że gdyby tylko wyciąć migdały, nie wiedziałbym, co to ból gardła. Jeśli jednak ma chrapkę na operację – to próżny apetyt, bo teraz przynajmniej dam spokój. – Kąpiele będę brał, bo jest tu i hydropatia. Od 15 maja zaczyna się sezon kąpielowy. Ale dłużej niż 3 tygodnie siedzieć nie myślę. (…)”

KWIECIEŃ – 05. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.

KWIECIEŃ – 06. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.

KWIECIEŃ – 07. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji. Zaczyna pisać „Pana Wołodyjowskiego”, o czym między innymi zawiadamia Jadwigę Janczewską:
„(…) A kto Ci powiedział, że Abacja wietrzna, ten nie wart tu przyjechać tej wiosny. Od pięciu dni, jak tu jestem, literalnie ani się liść nie poruszył na drzewie. Morze tak gładkie, że każda łódka, każdy żagiel odbija się jak w lustrze. Na niebie gdzieniegdzie obłoki lekkie jak pióra, zresztą błękitnie, słonecznie, ni ciepło, ni zimno, kurzu nic, świeżość niezrównana. Nie wiem, jak dalej będzie, ale dotąd tak jest! – Kasztany, odkąd tu bawię, dostały dużych pąków, niektóre krzaki zaczynają się maić jasną zielonością, ale dęby jeszcze rude, platany suche jak rózgi – tylko samo wybrzeże jak obszyte w laury i cyprysy, a ta zielona fala spotyka się z morską niebieską. (…) Nie wiem, czy takie moje usposobienie, ale mi się tu podoba. Kiedy księżyc wschodzi, park
się trzęsie od słowików. Cicho zresztą ogromnie; może niewesoło, ale jakoś dobrze i jest w tym wypoczynek. (…) Serio mówiąc, nie znam miejsca stosowniejszego dla rekonwalescentów. I ile wiosna w takim klimacie może niejednemu oszczędzić późniejszych wyjazdów i kuracji. A ponieważ to i na wszelkie katary nader ma być dobre, ot, przyjechałybyście tu Panie obie
na parę tygodni. (…)
Moja chrypka prawie całkiem minęła, migdałki, które lepiej zasłaniają krtań od wiatru niż powaga Chałubińskiego (dlatego jest przeciwny wycinaniu) od urągań Dziny, zmalały i zbladły. Ze snem jeszcze niezupełnie dobrze, ale nieźle. – Miewam trochę niepokojów nerwowych wieczorem.
Wołodyjowski już zaczęty… (…) Dość, że już ta pierwsza chwila umaczania pióra i napisania pierwszej litery już minęła… (…)”
Po południu pisze do szwagierki Jadwigi drugi list:
„(…) Matuś pisali, że dzieci zdrowe, ale Henio mizernieje, a Dzinka mała blednie. Nie muszą się mieć arcydobrze, skoro mateczka decyduje się zabrać je zaraz do Dubnik na świeże powietrze i oznajmiając mi ten projekt, pyta, czy się zgadzam. Otóż ja myślę tak: Dubniki na jesień jak Nachkur (odpoczynek po kuracji) mogą być wyborne, ale teraz jechać na północ, to się znaczy wpaść
w jeszcze większe zimno niż w Warszawie, w deszcze, flagi
(słotę, szarugę, niepogodę), w wichry i tym podobne. (…)
…mogę wrócić zaraz do Wiednia, poszukać jakiegoś mieszkania w lesie w Kalten
(Kaltenleutgeben), Karlsburgu, Heilige Christ, Mödling lub gdziekolwiek – w lesie sosnowym – i tam do końca lipca posiedzieć, a potem do Dubnik. (…) Przy tym nie będę miał dzieci na drugim końcu hemisfery (półkuli)… Bardzo mam wielką chrapkę na tę willę w Kalten pod samym lasem. (…)”

KWIECIEŃ – 08. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.
Wiedeńska gazeta „Wiener Allgemeine Zeitung” w numerze 2554. na pierwszej stronie zamieszcza zapowiedź druku powieści „Ogniem i mieczem”:
„W najbliższych dniach rozpoczynamy w naszym porannym wydaniu druk powieści, która w literaturze polskiej stanowi epokę: „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza w autoryzowanym przekładzie H. Loewenthala.
W powieści tej przedstawia sławny autor w ogólnych zarysach wojny Rzeczypospolitej Polskiej z Kozakami i sprzymierzonymi
z nimi Tatarami. Henryk Sienkiewicz, którego siła tkwi w mistrzowskim rysunku charakterów, prześcignął w tym dziele samego siebie w kunsztownym modelowaniu charakterów, jak również w wirtuozerii językowej. Przed oczyma czytelnika przewija się mnóstwo ciekawych, przykuwających uwagę postaci, a szczególnie oryginalna osobowość Zagłoby, przedstawiona
z wyśmienitym humorem. Przez jedną, niepowtarzalną akcję powieści przebiega impuls dramatyczny i utrzymuje czytelnika
we wzrastającym z tomu na tom napięciu. Obfitujące w ciągłe zmiany losy występującej w powieści pary zakochanych przykuwają czytelnika i wzmagają jego zainteresowanie dla tego ciekawego dzieła. Przy tym wszystko, aż do najdrobniejszego szczegółu, oddane jest z historyczną wiernością – dawno zanikła, wstrząsająca światem epoka staje przed oczyma czytelnika
i zniewala go swymi pełnymi napięć wydarzeniami i niepowtarzalnymi obrazami. Terenem powieści, którą przedstawiamy naszym czytelnikom w znakomitym przekładzie, jest piękna Ukraina, w którą pisarz się wczuwa i którą nam w poetyckich opisach przybliża. Od tego tła odcinają się obrazy bitewne tej tak bardzo efektownej książki.”

KWIECIEŃ – 09. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.

KWIECIEŃ – 10. [NIEDZIELA] - ŚWIĘTA WIELKANOCNE


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.
Wiedeńska gazeta „Wiener Allgemeine Zeitung” w numerze 2556. rozpoczyna druk powieści „Ogniem i mieczem” w przekładzie dziennikarza wiedeńskiego Hermana Loewenthala.

KWIECIEŃ – 11. [PONIEDZIAŁEK] – ŚWIĘTA WIELKANOCNE


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji. Pisze do Jadwigi Janczewskiej między innymi na temat pożyczenia pieniędzy na wyjazd teściowej, Wandy Szetkiewicz, z jego dziećmi na wypoczynek:
„(…) Niewątpliwie, gdybyście chcieli wziąć ode mnie jakie 2000 marek, byłaby to i dla mnie nieoszacowana przysługa,
bo mógłbym sobie powiedzieć: jednak zebrałem coś i zaoszczędziłem, nie mam, nie wydam, nie rozpożyczę. (…) Myślę przy tym jeszcze i to, że jakbyście wzięli na ten cel, tobyś prędzej wyruszyła, a tak, jak się ta miła sójka zacznie wybierać za morze,
to wyruszy dopiero w końcu lipca

. . . . . . . . . . . . . . . w okropną krainę,
Gdzie sosny i śniegi sine,
Gdzie księżyc jak twarze tych mar,
Co z grobu wychodzą na cmentarz.
(Cytat z „Balladyny” Juliusza Słowackiego) (…)

Jakoś tu się wszystko popsuło w Abacji. Parę dni deszcz padał mocny, a teraz wicher, chmurno, smutno i – „nie ma porady”. Wczoraj w pierwsze święto, było bardzo pięknie aż do nocy. Odbyła się wielka manifestacja narodowa na cześć Stefanii
(arcyksiężnej, żony arcyksięcia Rudolfa), którą – mówiąc nawiasem – spotykam co dzień, bo sobie chodzi jak jaka prywatna osoba.
Ma trochę za czerwoną, ale dość słodką twarz, duże nogi, duże, dobre ręce – i jest wysoka. (…)
Jest tu stek rozmaitych znakomitości uniwersyteckich, przeważnie medycznych. Imiona rozgłośne na cały świat, a miny takie,
że chciałoby się ich poszczuć Hajnem
(aluzja do twórczości Heinricha Heinego). Jeden z tych genialnych ludzi, Benedykt (Moritz Benedykt), chciał mnie przez Herynga poznać. Nie udało mu się, ale natomiast w gronie genialnych i znakomitych osłów ujrzałem Winternitza (Wilhelma Winternitza), który mnie poznał, ucieszył się i zaraz powiedział, żem doskonale zrobił przyjechawszy
do Abacji, nie zaś do Kaltenleutgeben. Pokazał mnie też innym mędrcom, którzy, ponieważ Ogniem i mieczem jest już w „Wiener Allgemeine Zeitung” ogłoszone z towarzyszeniem wystrzałów armatnich, przypatrywali mi się jak ciekawej morskiej foce. Znajomości się jednak uchronię, bo Winternitz jest tylko na kilka dni, a ja umiem wybierać bezludne ścieżki. (…)”

KWIECIEŃ – 12. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.

KWIECIEŃ – 13. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zostanę tu jeszcze do niedzieli – i w ten dzień na noc pojadę – wprost do Kalten, gdzie i zamieszkam na czas dłuższy,
bez względu na to, gdzie dzieci będą. Jeśli opodal – to będę miał gotowe spacery codzienne. Bytność moja w Wiedniu trochę jest
i z innych względów potrzebna. Oto Chłędowski
(Kazimierz Chłędowski) pisze mi, że się dowiedział z dobrego źródła, że Loewenthal pozwolenia nie ma, że tłumaczenie jest złe i za takie je sama redakcja uważa, że jest to raczej skrócenie niż przekład. Koniec końcem nalega Chłędowski, żebym rzecz oddał w ręce Frie[d]mana adwokata, który zaraz druk zawiesi. (…) Redakcja może więc wziąć inny przekład – Rodakowskiego (Maksymiliana Rodakowskiego), albo Kniaziołuckiego (prawdopodobnie Seweryna Kniaziołuckiego),
o ile ten z Rodakowskim porozumieć się zdoła.
Oczywiście pójdę za tą radą. Friedman ma to być Żyd polski, adwokat i człowiek bardzo porządny. Może to za jego pośrednictwem uzyskam co i dla siebie. Chłędowski ręczy, że on będzie dumny ze sprawy i że mnie nie zedrze.
Nie wiem, czym Ci pisał o Kniaziołuckim. Przekład jego ma być wyborny. O Rodakowskim pisze Chł[ędowski], że on zadaniu żadną miarą nie sprosta. Ale ja się już w to nie będę wdawał. Niech się sami porozumiewają. (…)”

KWIECIEŃ – 14. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.

KWIECIEŃ – 15. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji.

KWIECIEŃ – 16. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jutro jadę z Abacji do Wiednia, a raczej do Kalten – tam się będę oglądał za jakowąś chatą, ale powoli, z ostrożna i nic stanowczego nie uczynię, póki nie będzie zupełnego porozumienia, bo chcę być ostrożny i zasłużyć na pochwały. (…)
Co do Krynicy, myślę tylko, że z mieszkaniem mogłyby być trudności, policzywszy, że to będą rodzice, Ty, dwoje moich, Twój infant, Marcysia i Twoja Julia, którą trzeba mieć blisko, aby czasem Romea nie znalazła. (…)
…robota w biegu, miarkuj z drobności mego pisma. Tak piszę powieść zawsze i przywykam skutkiem tego do maczku. Nawet ten list i na papierze Wołodyjowskiego pisany, bo listowego zabrakło. Czas wyjeżdżać z Abacji, bo i „boty się zderli”, a kto tam Tomowi kupi nowe! Wczoraj była burza, wicher, słota, dziś rano nawet wzgórza ubielone śniegiem i wicher znowu, aż dom się trzęsie. Co ta wiosna wyrabia, już wcale nie rozumiem. (…)”

KWIECIEŃ – 17. [NIEDZIELA]


Wieczorem Henryk Sienkiewicz wyjeżdża z Abbacji do Wiednia.

KWIECIEŃ – 18. [PONIEDZIAŁEK]


Po całonocnej podróży Henryk Sienkiewicz przybywa do Wiednia. Wynajmuje pokój w Hotelu Grani Kraus przy Seilerstätte. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś przyjechałem do Wiednia. Znalazłem pokój u Krausa i zamieszkam z tydzień, żeby jeszcze popchnąć Wołodyjowskiego. (…) Poszukiwania za mieszkaniem rozpocznę dopiero za tydzień. – Po całonocnej jeździe jestem trochę zmęczony. (…)”

KWIECIEŃ – 19. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu. Mieszka w Hotelu Garni Kraus.
Wspólnie ze Stanisławem Tarnowskim oglądają komedię Williama Shakespeare'a „Kupiec wenecki” wystawianą w Hofburgtheater.

KWIECIEŃ – 20. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Rano pisałem Wołodyjowskiego, a teraz do Dzinki (Jadwigi Janczewskiej). (…)
Do Kalten nie pojadę, póki się coś nie rozstrzygnie, bo nie mogę jednocześnie pisać, brać kuracji i szukać mieszkania.
Co do przyjazdu tatusiów i Twego pytania, czy powinni przyjeżdżać ze względu na podniesioną opłatę, odpowiadam,
że siostrzyczka ma słuszność, rozumek i zawsze tak mówi, jakoby złoto kapało. Biorąc na rozsądek – nie powinni przyjeżdżać – ale czy to się wszystko według rozsądku dzieje i dziać ma na tym świecie? Albo Twój szwagier ma np. rozsądek? Albo Twój syn ma rozsądek? Czy afekta i fantazja nie potrzebują w życiu takiegoż samego zadośćuczynienia jak rozsądek? A ptaszkowie leśni, którzy nie sieją i nie orzą, zali nie żyją, i zali nie dzieje im się dobrze? (…)
Otóż i mnie te skrupuły przychodziły, ale wiesz, co mi się zdaje? – Że pomimo podwyższonej opłaty oboje rodzice mają naprawdę wielką ochotę przyjechania – głównie dlatego, żeby ze swoją krakowską pieszczotą choćby czas jakiś pobyć razem. (…)
Ja ze swej strony powtarzam, że nie będę zupełnie koniecznie nastawał na to, byście wszyscy tu pod Wiedeń przyjeżdżali. Może się znajdzie coś w Jaworzu lub gdziekolwiek. Zawsze mi będzie miło pomyśleć, że mogę doskoczyć jednym dniem. Pod Wiedeń będę namawiał tylko w takim razie, jeśli coś znajdę tanio i bardzo dobrze, to jest w lasach, bez kurzu. (…)

Tarnowski
(Stanisław Tarnowski) już był u mnie. Spotykam mnóstwo znajomych, jadam z nimi obiad, a wieczorem widuję u Puchera. Bardzo miłe towarzystwo. Chłędowski (Kazimierz Chłędowski), Korytowski (Witold Korytowski), młody Hausner (Witold Hausner), Ajdukiewicz (Tadeusz Ajdukiewicz), Piniński (Leon Piniński), Sozański (Stanisław Sozański), Dembowski (Ignacy Dembowski), Kieszkowski (Czesław Kieszkowski), Skarszewski (Tadeusz Żuk-Skarszewski) - wszystko mili i wykształceni ludzie, a przy tym bardzo porządni. Zapomniałem o Morawskim (Zdzisławie Morawskim), który jest wielce sympatyczny. Bawi tu i Zyblikiewicz (Mikołaj Zyblikiewicz), przychodzi także do Puchera, ale myślę, że jest trochę na mnie obrażony za ów obiad, który w Krakowie jedli beze mnie. Musi się sam przeprosić – bo ja doprawdy tego nie zrobię. Byłem wczoraj z Tarnowskim na „Kupcu Weneckim” w Burgu. Pysznie grają. Byłem pierwszy raz w Burgu. Störck (Karol Störk) bardzo Tarnowskiemu pomaga i Tarn[owski] namawia mnie do niego, ale nie chcę. Po teatrze poszliśmy naturalnie do Puchera na pogawędkę.

Białogłowy natomiast żadnej nie poznałem i nie namówią mnie do towarzystwa. U Krausa znalazłem dziwnym trafem mieszkanie, wprawdzie dziś mi wspomnieli coś, że ten pokój, w którym mieszkam, jest zamówiony, ale że mnie od razu nie przestrzegli,
nie dam się rugować, póki mi drugiego takiego samego nie pokażą.

Pogoda w Wiedniu trochę chmurna, deszcz pokrapia, ale ciepło. Chodzę w letnim paltocie. (…)”

KWIECIEŃ – 21. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) – Być może, że ni mateczka, ni ojciec w listach do mnie nie wypowiadają, o ile im to ciężko przychodzi, ale z Tobą muszą być otwartsi – więc nie pytaj, kocie delikatny, ze zwykłą sobie nieśmiałością: „A czyby tak, czyby nie tak” – ale napisz wyraźnie, jak według Twojej główki należy postąpić. – I sprawę rozstrzygnij.
Dziś jadę do Rodaun, ale mam ręce jak związane. Słyszałem, że Reichenau jest w pierwszym sezonie tanie. (…)”
Po napisaniu tego listu pisarz wyrusza w okolice Wiednia: Rodaun, Kalsburg, Neumühle, Waldmühle, Kaltenleutgeben i Rudolshof - w poszukiwaniu mieszkania dla swoich dzieci, teściów i szwagierki.

KWIECIEŃ – 22. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj byłem za miastem. Obszukałem Rodaun, Kalsburg, Neu- (Neumühle) i Waldmühle, na koniec Kaltenleutgeben. Niby to są jeszcze mieszkania, ale po większej części małe i dość mizerne. Willa pod lasem kosztuje w Kalten 1600 fl. i już najęta.
W Rudolshof są dobre mieszkania, ale nie mogłem się ceny dowiedzieć, bo odźwierna nie wie, a właściciel jest w Wiedniu, pokoje duże i porządne, słońca pełno, dom leży w bok, nie przy drodze, tuż pod górą, na której jest kościół. (…) W Rodaun znalazłem tylko jedno, mniej więcej odpowiednie. Ale naprzód muszę Ci przypomnieć położenie:

------------- x Karlsburg
x Liesing --– x Rodaun --– x Neumühle --– x Waldmühle --- x Kaltenleutgeben

Rodaun leży tuż pod Karlsburgiem, gdzie jest ten zakład wychowawczy jezuicki. Góry, lasy, woda, hotel bardzo elegancki, kilka restauracyj dobrych. Odległość z Kalten – dobry spacer, bo stacyjki krótkie. Znalazłem dom leżący w głębi ogrodu i mający
za sobą znów ogród, za tym parkan i pole. Położony jest vis à vis właśnie tego pięknego hotelu, niedaleko lasu, kościoła, alei spacerowych etc. Chcą za niego 350 fl. do listopada (50 opuściliby z pewnością). Umeblowanie dość skromne, niewiele albo i wcale nie lepsze jak u Stolarczyka
(Józefa Stolarczyka). Tylko położenie i powietrze, zdaje się, bardzo dobre. Ale trochę ciasno. Przedpokoju nie ma, wchodzi się wprost do dużego pokoju w środku domu położonego – po dwóch stronach tego są dwa inne,
za nimi na końcach kuchnia i gabinecik. Przypuszczając, że go najmę i Dży
(Jadwiga Janczewska) przyjedzie, robiłem taki rozkład. (Pamiętaj, że dom jest parterowy.) Gabinecik jest bardzo mały – myślę jednak, że ojciec mógłby w nim sypiać. Drzwi od małego można by zamknąć, a wyjście jest osobne. – Gdyby zaś ojcu było niewygodnie, stanąłby w hotelu. O mnie nie ma mowy, bo ja będę w Kalten. Na inną kombinację nie mogłem się zdobyć, choć tęgo pracowałem głową, jakby tu urządzić, żebyś Ty i mateczka miały po osobnym pokoju. Wprawdzie ten środkowy pokój jest zupełnie spory i można by jakimś parawanem go rozgrodzić,
ale musiałby być i jadalny. (…)

W Kalten, w dużym, trochę chłopskim, ale porządnym domu są dwa pokoje z gabinetem i kuchnią za 250 fl. na sezon – ale to
za ciasne, prawda, tylko że zawsze jest możność znalezienia schronienia w Zakładzie.

W niedzielę, o 7-mej rano pojadę do Leobersdorf. Jest to nieco dalej na Südbahn
(podmiejska trasa południowa) - bo o dwie godziny drogi od Wiednia. (…) Jedzenie ma być dobre i domki z pościelą, słowem, zupełnie urządzone. Kniaziołucki (Seweryn Kniaziołucki) jest wcale niebogaty i mieszka w Wiedniu od 16 lat. Pojedzie w niedzielę razem ze mną. –
Leobersdorf leży ku Payerbach na drodze do Reichenau, ale samo Reichenau ma być wiele droższe. (…)

Widziałem tu Fryzego
(Feliksa Fryze’go) z Warszawy… (…)

Drugi kłopot to Wołodyjowski. Mniejsza, że skrupuły i poszukiwania nie pomagają pisaniu, ale – wyobraź sobie – dowiedziałem się, że pani Wołodyjowska była wdową po trzech mężach. (…) Taką miłą i zabawną postać dziewczyny wytworzyłem już
w wyobraźni, a tu nagle wszystko upada i występuje wdowa – po trzech mężach! – coś tu i niepoetyczne, i psujące mi cały romans! Sam nie wiem, czy trzymać się tak dalece prawdy – bo jeszcze on należy do historii – ale pani Wołodyjowska może chyba być wbrew jakimś aktom prywatnym osobą fantastyczną. (…)

Był u mnie Loewenthal
(Herman Loewenthal). Obrzydliwy Żydziuk. Przekład bardzo zły. Jakoby z Czertomeliku (lewego dopływu Buzułuku w dorzeczu Dniepru) zrobił księcia jakiegoś itp. Skakał koło mnie jak małpa, a ja wbrew swej naturze mówiłem z nim
z wysokości. Drugi jakiś Niemiec czy Żydek, dr Praun
(Johann Praun), przysłał mi z Pesztu przekłady Janka Muzyk[anta], Hani etc. bardzo czerwono i złocono oprawne z wybitą złotymi literami dedykacją etc. (…)”

KWIECIEŃ – 23. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte.

KWIECIEŃ – 24. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Byłem dziś w Leobersdorf, Feliksdorf, Waldegg, wracając zaś w Rodaun. Co do Leobersdorfu było nieporozumienie,
bo to zwykła stacja i fabryki, więc nie mieliśmy tam jechać, tylko w okolicę, mianowicie do Waldegg (…), który bardzo chwalono. Jest to dolina wąska, wśród stromych gór lasem pokrytych. Domów mało – i nędzne. Można by mieszkać tylko w hotelu, który jest sobie siaki taki, a zwłaszcza boję się, czy dość spokojny – bo jako zawsze w takich miastach, prócz bardzo eleganckiej sali jadalnej dla gości jest z boku i jakaś kawiarenka, do której schodzą się ludzie podlejszej kondycji. Dalej, lubo miasteczko jest nadzwyczaj małe, raczej wieś, leży mi to trochę zanadto w środku. – Oczywiście, że do lasów blisko, ale kawałek trzeba przejść drogą bitą, na której przy wietrze może być kurz. (…) Wygody naturalnie najwięcej w hoteliku, dla mateczki wypoczynek najlepszy; jedzenie w tymże hotelu stosunkowo niezłe (jadłem) i tanie. (…) Na koniec w hotelu nie jest się u siebie, nie ma się swojego ganku, swojego podwórka, swoich ławek przed domkiem, wszystko to zaś niemiłe i nie czyni wrażenia wsi.
Jeszcze i to, że to dalej od Rodaun; 2 i pół godziny od Wiednia. Jeszcze i to, że w takich kotlinach bywa czasem bardzo gorąco. Powiedziałem karczmarzowi, że przyślę odpowiedź we czwartek, bo pragnąłem się z Tobą naradzić. – Miejsce jest piękne –
ani słowa: lesisto, górzysto, przepaścisto. Mieszkanie miałoby cztery pokoje, z których jeden o 5-ciu oknach, chyba że większy
od Twego jadalnego. Mogłoby jak nic troje nawet dzieci i dwie niańki w nim mieszkać – drugi pokój, przez kurytarz, ale nawet
nie wprost naprzeciw, byłby Dży: także duży, większy od Twojej malarni, o dwu oknach, wesoły, słoneczny; mateczka obok, pokój równie ładny – czwarty mniejszy. – Plan byłby w każdym razie do zmienienia – ale materiał do kombinowania dają te pokoje obfity. (…)

Wracałem stamtąd powozem do Feliksdorf, bo pociąg późno odchodził (w lato są częstsze); po drodze patrzyłem, czy gdzie czego nie ma – ale nie ma. Feliksdorf na nic – stacja i fabryki. Dojechałem do Liesing. Stamtąd jeszcze raz do Rodaun, by po raz drugi się przypatrzeć – najęte! (…) Pozostaje hotel, ale w Rodaun jest stosunkowo drogo. W Reichenau także. (…)”

KWIECIEŃ – 25. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte.

KWIECIEŃ – 26. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Rzeczywiście jeżdżę, szukam, przez co myśl rozerwana i Wołodyjowskiego mało piszę, ale niech się raz wszystko uspokoi, wtedy się skupię, i nie dam dopędzić! (…) Ja jutro jadę do Kalten – i jeśli dowiem się, że Dży chce do Krakowa, zaraz się uspokoję, będę kontent, sam przeniosę się na miesiąc do Kalten, a później do Was, zacznę pisać spokojnie itd. (…)”

KWIECIEŃ – 27. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte.

KWIECIEŃ – 28. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Gdyby rada doktora dla Ciebie albo jakieś stanowcze plany Twoje były mi wiadome, miałbym zadanie ułatwione –
i wysłałbym w każdym razie mateczkę z dziećmi tam, gdzieżby Tobie było dogodniej, bo powtarzam, że po skończeniu kuracji mógłbym zawsze do Was zdążyć i posiedzieć z dziećmi do jesieni. (…) Zupełnie mi przykro, żem wywierał nacisk i nawet to mnie we własnych oczach nie tłumaczy, że naprawdę chodziło mi o mateczkę. Ale com się też nakłopotał, bo to sobie łatwo wystawisz, jak się pisze w takiej niepewności i w czasie podobnych zabiegów. A przecie, jeśli Wołodyjowski bardzo się nie uda,
to pominąwszy miłość własną i mniejszą zasługę literacką – zmniejszy się zaraz pożądanie następnych powieści, pokup na nie, ceny i wiele innych rzeczy się zmieni, od których dużo zależy. (…)
Mieszkanie dziś wynająłem. Jest trzy pokoje i kuchnia na dole tak dobra, że doskonale może być za czwarty uważana. Tamte są na I piętrze. Rudolf[s]hof leży dobrze – w bok od głównej drogi. Kurzu nie ma, słońca dużo, dwa lasy niedaleko, zakłady Winternitza
(Wilhelma Winternitza) o parę kroków. Pokoje na I piętrze. Póki nie przyjedziesz, tymczasowo sam tam będę mieszkał. (…) Dla Wołodyjowskiego lepiej nieco będzie, żeby mieszkał w Zakładzie i pewnie w każdym razie bym to uczynił. (…)
Odwiedziłem Koźmiana
(Stanisława Koźmiana), bo chory na nogę. (…)”

KWIECIEŃ – 29. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Wiedniu w Hotelu Garni Kraus przy Seilerstätte.

MAJ – 01. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Kaltenleutgeben, gdzie rozpoczyna kurację w zakładzie doktora Wilhelma Winternitza. Zawiadamia Jadwigę Janczewską:
„(…) Jestem już w Rudolfshofie i zielone wzgórza, które widać przez okna, wydają mi się ładne. Zacząłem od wielkiego otwierania okien i podnoszenia żaluzyj, bo przecie tego nie mogłem się doprosić. Mieszkanie dobre; nie wiem tylko, czy się nie okaże brak tego lub owego, czy w ogóle nie będzie za ciasno, czy wszystko zdołałem przewidzieć – ale przecie trzeba uwzględnić, że latem
po najętych mieszkaniach trudno jest mieć te wszystkie wygody, które się ma u siebie. Pokoje nie są duże, ale przecie niezbyt małe, bo żadnego nie ma o jednym oknie, a dwa mają po trzy. Łamałem sobie zaraz głowę, jak was urządzić, a raczej jak urządzić się tak, żeby Tobie było wygodnie. (…)
Wczoraj i onegdaj nie pisałem – nie byłem zdrów, musiałem siedzieć nad Wołodyjowskim i miałem naturalną przy niezdrowiu chandrę. (…)
Do Wiednia po dzieci pojadę, by mateczce ułatwić sprawę z rzeczami i całą drogę. Trzeba się przecie w Liesing przesiadać, a czasu niewiele i posługaczów kolejowych nie ma. Po Ciebie również przyjadę, byś nie miała potrzeby odstępować dla rzeczy Rocha
z niańką. (…)”

MAJ – 03. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w willi Rudolfshof w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mieszkanie coraz więcej mi się podoba. Pogoda piękna, więc wszystkie okna stoją przez cały dzień otworem. W piecyku przepalam drzewem i „Słowem”. (…)

W Zakładzie, gdzie mnie zobaczono przejeżdżającego, a nie zajeżdżającego, było zdziwienie i strach, do którego mi się Lewy
(Lewy /Levy/ vel Lewy /Loevy/) i Pik (Friedel Pick) przyznali. (Winternitza jeszcze tu nie widziałem.) Widocznie przypuszczali, że może zajeżdżam do Emmla (Johanna Emmla – właściciela drugiego zakładu wodoleczniczego w Kaltenleutgeben) - a przypuszczają jednocześnie,
że jestem rodzajem reklamy dla Zakładu. (…)

Dziś rano skoczyłem do Wiednia w wielkim strachu, bom Wołodyjowskiego nie znalazł nigdzie w kufrze, więc przypuszczałem, żem go zostawił. Wracałem także ze strachem, ale znalazł się już tu w komodzie. – Ani pamiętam, kiedym go tam włożył!
Nie wiem zupełnie, jak on wypadnie, i wątpię, czy dobrze. Do pisania takich rzeczy, zupełnie obiektywnych trzeba być bardzo spokojnym, względnie szczęśliwym, trzeba władać z całą swobodą fantazją, nie mieć gwoździ w głowie, a natomiast mieć wszystkie pióra w skrzydłach. (…)

Rudolfshof jest to właśnie ten dom w stronie kościoła. Piętro ma jedno. Bardzo jest porządny. Może będzie w nim dobrze. (…)”

MAJ – 04. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w willi Rudolfshof w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Byłem dziś u Pika (Friedela Picka) administratora i wypytywałem o wszystko. Można mieszkać gdzie indziej i jadać
w Zakładzie, można się nawet kąpać, to jest brać całkowitą kurację, można wszystko. Nie wiem, czy to zasada ogólna,
czy szczególne względy dla mnie, a zatem i mojej rodziny. Ja jadam dotąd w tej gargocie
(garkuchni) za Moritzhofem,
żeby nie robić znajomości przy wspólnym stole. (…)

Nasz Rudolfshof stroi się bardzo na przyjęcie gości. Wysypują żwirem podwórzec, stawiają oleandry, robią klomby, będą stawiali stoły i ławki. (…) …nikt jeszcze tu nie mieszka prócz mnie, ale to dla Was lepiej, bo w tym jednym kącie domu pokoje wietrzą się
i ogrzewają. We wszystkich innych pozamykane najszczelniej żaluzje – i choćby dom był najsuchszy, musi być chłodno, a nawet wilgotno. I w naszym była jakaś chłodna surowość, ale ustępuje z każdym dniem. Zwłaszcza, że jest gorąco i słońce mocno piecze, choć wiatr. (…) Ale odkryłem okropną wadę i troskam się, głównie zaś idzie mi o Ciebie jako stworzątko najdelikatniejsze. Oto z powodu bliskości kościoła dzwony budzą. Pierwsze wezwanie wiernych brzmi o piątej rano, drugie o 7-mej, trzecie o 8-mej. Budzę się za każdym razem i jak na mnie przynajmniej, wywiera to skutek wprost przeciwny założeniu, bo poczynam złorzeczyć
i życzę temu dzwonowi, żeby mu serce pękło. (…)

W Zakładzie osób stosunkowo jeszcze niewiele, ale jest jedna Polka, w której począwszy od Winternitza
(Wilhelma Winternitza),
a skończywszy na dwóch Pikach i Lewim wszyscy są zakochani. Tak przynajmniej wnoszę z entuzjazmu, z jakim mi o niej opowiadał młody Pik. Jest to pani Umiastowska
(Janina Umiatowska), z domu Ostroróg-Sadowska. Widywałem ją w Warszawie
i nie zaliczałem do piękności – tu spotkałem ją przy sztachetach Moritzhofu i wyglądała dobrze. Ładna bestia! Trzeba jej
to przyznać. Miała na głowie marynarską czapkę z czerwonej włóczki w kształcie bomby i wyglądała świeżo. Z tym wszystkim
nie jest arcydziełem, bo nie jest poematem, ani sonatą, ani scherzem – i zachwycałbym się nią bezwzględnie tylko w takim razie, gdybym był z powołania rzeźnikiem.

Natomiast lasy są cudowne. Jasna zieleń drzew dopiero co rozwiniętych przy ciemnej barwie sosen daje wszystkie tony,
jakie by mogła mieć zielona tęcza. W głębinach świergot niesłychany, krzyczą sójki, żołny i mnóstwo innych nieznanych głosów. (…)”

MAJ – 05. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w willi Rudolfshof w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dick (Henryk Sienkiewicz) jest w wybornym humorze. Odebrał dziś listy z domu i od Dzinki (Jadwigi Janczewskiej) środowy. Wołodyjowskiego pisze jak smok. Tom (Henryk Sienkiewicz) uważa spanie za przesąd i trochę jedzenie, ale dziś czuje się wybornie. Pogoda śliczna; otwieram tak wszystkie okna, że aż przeciąg urywa mi głowę. Dziś nad ranem zasnąłem mocno i dzwonów
nie słyszałem. (…)

Ino że w lasach bardzo pięknie. Co tam, miła Arachne
(Jadwiga Janczewska), Wasza wiosna do tej wiosny. Wszystko się tu mai, śmieje, a kukułki kukają od rana do wieczora. (…) Wczoraj był wprawdzie mocny wiatr, dziś trochę, ale pomimo tego można by od rana do wieczora siedzieć na dworze w letnim ubraniu, pod jasnozielonymi kopułami. – Nawet promienie słońca przecedzone przez tę tkaninę młodych liści stają się zielone. (…)”

MAJ – 07. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przeprowadza się z willi Rudolfshof do Zakładu Wodoleczniczego Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben, gdzie rozpoczyna kurację.

MAJ – 08. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Leczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mateczka wybiera się 12-stego, tj. 11 ma wyjechać z Warszawy i nie zatrzymywać się nigdzie. Ja przeniosłem się już
od wczoraj do Winternitza
(Wilhelma Winternitza) i rozpocząłem kurację. (…) Winternitz bardzo prosi, żebym po obiedzie nie pisywał, więc istotnie nie mam nic do roboty i niczego nie opuszczam. (…)”

MAJ – 10. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Trzewiki do reparacji nosiłem i odnosiłem, suknie pomagałem Frankowi czyścić; małego Rocha, wiem, że mi każą przez dwie albo trzy godziny co dzień nosić i jeszcze mu śpiewać, a teraz mam do tego węgli szukać. To los narodowego pisarza, od morza
do morza! (Brzegi nie jego.) (…) I węgle tu są, i zapałki nawet – i chleb, i koty, i stoły, i mliko – i ludzie, słowem: prawie
to wszystko co w Krakowie, tylko ludzie inaczej szwargoczą.
Wołodyjowski posuwa się wciąż naprzód, a przyszła p[ani] Wołodyjowski jest bardzo zabawna. (…)”

MAJ – 15. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Panna Munia (Maria Janczewska) przyjechała. Z przyjeżdżających formują zawsze komplet do nowego stołu, ale moje wysokie wpływy sprawiły, że posadzono ją obok Lewego (Levego vel Loevego), a naprzeciw mnie. Mówi, że Lewy jest hadki nad imaginację – a jednak były panny, które znajdowały go przystojnym. Dziś pokazałem jej Rudolfshof – i byliśmy razem z mateczką i dziećmi
na „Philosofenweg”, ale tam jeszcze błoto. – Z powodu deszczów dzieci dotąd mało robiły spacerów, obecnie barometr idzie
w górę.

Postanowiliśmy z mateczką nic tej biednej Dzinki
(Jadwigi Janczewskiej) nie napędzać, tym bardziej, że się już te brzydkie migreny zjawiły. – Jeśli kataru nie stracisz w Krakowie, to tu stracisz go na świeżym powietrzu pierwszego dnia. I dla Twego gardła będzie tu dobrze. Gdy o tym myślę, kontent jestem, żem wybrał Kaltenleutgeben, nie inną jaką, pozbawioną pomocy lekarskiej miejscowość.

Zapomniałem Ci napisać, że bawi tu od dość dawna wysoki blondas, nazwiskiem Obertyński. Przez siedm lat jeździł on
do Fürstenhofu, bo był sparaliżowany. Tam jakaś urocza, wysmukła i jasnowłosa panienka nosiła mu fiołki – skutkiem czego uleczył się z paraliżu i chodzi dobrze, ale w sercu pozostały mu rany – i zapewne na serce leczy się w Kalten.

Wierzcie, rycerze,
Na nic pancerze,
Na nic się tarcze zdały!

Przez stal, żelazo
W serce się wrażą
Kupida ostre strzały! (…)”
Piosenkę tę w „Panu Wołodyjowskim” śpiewa Krzysia Drohojowska.

MAJ – 17. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Zaraz wysyłam powieść (pierwsze arkusze „Pana Wołodyjowskiego”). (…) Niech Bóg broni, żeby coś zginęło, bo ja brulionu nie mam, a jakiejś środkowej luki nawet załatać bym nie potrafił, chybaby mi trzeba całość na powrót odsyłać. (…)

MAJ – 20. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Chłodno tu zawsze, bywa jednak po 15 stopni. Panna Janczewska (Maria Janczewska) może Cię pod tym względem zbyt subiektywnie informuje, bo dla niej, o ile mówi, nigdy dość ciepło.

Jest tu Raczyński
(Edward Aleksander Raczyński), z którego jestem rad, bo to dobry kompan – i dowcip ma bystry. (…)”

MAJ – 22. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zimno tu, Dży, bardzo zimno; rano o 6-tej było tylko dwa stopnie, potem 5, 6, a obecnie (godzina 2) kolo 10. – W Rudolfshofie jest wprawdzie piec, ale tylko jeden w środkowym pokoju, więc kto nie chce zmarznąć, musi się nakrywać dobrze. (…) Radzić Ci nie myślę. Sama zobaczysz, czy koło środy lub czwartku będzie ciepło i ładnie – ale tylko mówię, jak tu jest, i dodaję,
że barometr ciągle źle stoi, a jeśli się zdarzy dzień cieplejszy, to znów zaraz chłody wracają. Kto wie, czy zmiana nie zacznie się dopiero od pierwszych dni czerwca.

Pojadę do Wiednia w tych dniach, bo się chcę widzieć z Koźmianem.
(Stanisławem Koźmianem).

Wyobraź sobie, że dowiaduję się, iż imię bohaterki Potopu przypisano moim ukrytym uczuciom do jednej z kuzynek
(do Aleksandry Lelewelówny). Teraz się już z tego śmieję, ale w pierwszej chwili, gdym się o tym dowiedział, chciałem bić – tak byłem wściekły. (…)

Z Raczyńskiego
(Edwarda Aleksandra Raczyńskiego) jestem rad, bo jest wesoły, inteligentny i sympatyczny. Poznawszy go bliżej, pojmuje się, że w przeszłości mógł wyciągnąć ekstrakt z 10 przykazań Bożych, zmienić je na jedno: „Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego nadaremno” – i spełniać to przykazanie z powodzeniem. (…)”

MAJ – 28. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Wyjeżdża na krótko do Wiednia, skąd powraca w towarzystwie Zdzisława Morawskiego. Razem z nim i Edwardem Aleksandrem Raczyńskim odwiedzają mieszkające w willi Rudolfshof dzieci pisarza.

MAJ – 29. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …tymczasem robi się jeśli nie pogodniej, to przynajmniej cieplej. Dziś słońce świeci i można by od biedy chodzić nawet
bez letniego paltota. W nocy padał deszcz ulewny, ale tu schnie bardzo prędko.

Niedziela! Nudno jak nigdy! Wyglądam Ostrowskiego
(Stanisława Grzymałę Ostrowskiego) i nowin z Warszawy. (…) Wczoraj byłem
w Wiedniu i wróciłem z Morawskim
(Zdzisławem Morawskim). Byliśmy z nim i z Racz[yńskim] (Edwardem Aleksandrem Raczyńskim) u dzieci. Dziś, jeśli Ostr[owski] przyjedzie, będzie wint u mateczki. (…)”

CZERWIEC – 01. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakładzie Wodoleczniczym Wilhelma Winternitza w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) I widzisz, jeśli naprawdę Rosja będzie się zapędzała coraz dalej w kierunku przeciw-pruskim, to musi trochę liczyć się
ze Słowianami – nie zrażać ich i uwzględniać interesa „jednoplemiennych”.

Rząd wprawdzie jest tak podły, że jeśli Prusy groźnie wystąpią, ukaz może być zniesiony dla Niemców, a pozostanie dla Polaków, o których nikt się nigdy nie upomina – jednak zdaje się, że w pierwotnej myśli był on antyniemieckim, nie antypolskim –
i że interes własny nakazuje Rosji, by Polaków wyłączyć z proskrypcji – bo kupców na ziemię Rosjan, którzy by chcieli osiadać
w zabranych krajach, i tak dotąd nie ma – któż by więc nabywał tę ziemię – chyba Żydzi – a tego Moskale nie chcą. (…)

Czerwiec! pogoda, ciepło. Barometr poszedł znacznie w górę – a na niebie trochę tylko gdzieniegdzie takich pierzastych, lekkich chmurek, które zwiastują zwykle stałą pogodę. Onegdaj i wczoraj powynoszono z oranżerii wszystkie rośliny i powkopywano
w grunt. Deszcz popadywał jeszcze wczoraj, ale w ogóle od kilku dni jest cieplej.

Z dzisiejszego Twego listu dowiadujemy się, że przyjedziesz dopiero koło soboty. I słusznie, bo teraz i droga była ryzykowna,
i trzeba było w domu siedzieć. Obecnie pewno się zmieni, zięba przestała krzyczeć – i jest jakaś raźność w powietrzu. (…)”

CZERWIEC – 02. [CZWARTEK]


”Słowo” rozpoczyna druk powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”.

CZERWIEC – 03. [PIĄTEK]


„Czas” i „Dziennik Poznański” rozpoczynają druk „Pana Wołodyjowskiego”.

CZERWIEC – POŁOWA MIESIĄCA


Henryk Sienkiewicz przekazuje Mścisławowi Godlewskiemu kierownictwo „Słowa”. Sobie zaś pozostawia redagowanie felietonu literackiego.

CZERWIEC – 18. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Austrii w Kaltenleutgeben. Przeprowadza się do willi "Rudolfshof" przy Promenadestrasse. Tu odwiedza go Grzegorz Smólski
i przeprowadza z nim wywiad. Po tej wizycie Henryk Sienkiewicz pisze do Edwarda Lubowskiego:
„(…) Dawno bym odpisał odpisał, gdyby nie moja robota i nieobowiązkowe kuracje, które czas zajmują zupełnie. (…) Obecnie
już się nie kąpię. Wytrzymałem sześć tygodni – bez rezultatu a z przykrością niepomierną, bo ciągle było zimno, dżdżysto
i ponuro. W taką pogodę wchodzi się do wody z dreszczami i wychodzi z dreszczami. Poza tym hemoroidy dokuczają mi tak wściekle, że nie wiem, co czynić, zwłaszcza że na operację nie mam czasu, bo nie mogę sobie pozwolić na dwa tygodnie łóżka.

W Kalten będę siedział dalej – tylko w lipcu wybieram się do Warszawy… …po prostu tęskno mi za Warszawą i za wszystkim,
co mnie do niej wiąże, a jest tych węzłów niemało, nawet poza ludzkimi stosunkami. Wybiorę się po ukończeniu T[omu] I,
a raczej Części I, P[ana] Wołod[yjowskiego], bo to będzie – właściwie mówiąc – dwie powieści, nie dwa tomy, dlatego wolę nazywać je Częścią pierwszą i drugą. Tymczasem suszę móz i piszę. II część ozwie się wojennymi surmami i hukiem dział –
w pierwszej nie ma ani jednego uderzenia szablą, chyba na żarty. Nie wiem, czy to wyjdzie na dobre bajce i bajowi, ale ci,
co narzekali na zbytni rozlew krwi, będą mieli, czego się im chciało.

Nawiasem powiem, że tak bym chciał skończyć cyklus i wziąć się do powieści nowożytnej – że nie wiem, czy pragnę więcej zdrowia, czy tego końca. Do pracy zupełnie przedmiotowej trzeba być, moim zdaniem, zupełnie szczęśliwym, czuć skrzydła i mieć absolutną swobodę myśli. Wówczas cię przedmiot napełnia, przejmuje i oddajesz mu się całkowicie, i wzbijasz się, jak chcesz.
Ale gdy coś gryzie albo dolega, to trzeba brać świat współczesny, bo pisząc o takich ludziach, jak sami jesteśmy, łatwiej wypluć coś z tego, co się w głowie i w sercu zapieka, i wówczas robota jest mniej przymusowa, a szczersza.

Nie wiem, czy słyszałeś, że był u mnie w Kalten Wacek
(Wacław Szymanowski) młody i piłował mnie przez cały dzień z bajeczną wytrwałością. …cóż mnie wszystkie kuriery z całego świata mogą obchodzić. Nie potom przecie wylazł świeżo z interesów prasowych i dziennikarskich, ażeby zaraz na nowo w nie włazić. Woda w ogóle dość mi służy, ale w Kaltenleutgeben,
nie w dziennikach. …chcę być tylko bok, pisać, co mi się podoba i gdzie mi się podoba, i nie zawracać sobie głowy byle czym…

Czytałem Mont-Oriol
(Guy de Maupassanta) - dobrze napisane. …jakiś Praun (Johann Praun)… …przysłał mi bardzo piękny medal, bity na pamiątkę odsieczy Wiednia, współczesny.

Był u mnie Smólski
(Grzegorz Smólski) i świstał nade mną. (…) Był Raczyński (Edward Aleksander Raczyński)… Są Zamoyscy (Karol Ignacy Zamoyski i Maria z Kronenbergów) z Paryża, Scypio (Jan Karol Scypio del Campo). Był Uniatowski (Władysław Uniatowski) z żoną
(Janiną z Ostrorogów Sadowskich), de domo Sadowską. Jego poznałem, jej nie poznałem. Do Wiednia jeżdżę czasem dla obiadów. (…)

Dzieci moje są tu. Jak te panie obcałowują Henryka Sienkiewicza, nie wyobrazisz sobie – szkoda, że syna, nie ojca! Zresztą,
kto wie, czy to nie wszystko jedno, bo syn jeszcze nie może…, a ojciec - …nie wiadomo! Żyję zawsze w takiej czystości, żem już zapomniał, na czym to polega…

Co słychać z wintem? Ja tu trochę grywałem z Raczyńskim i teściową
(Wandą z Mineyków Szetkiewicz). (…)”

CZERWIEC – 21. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Obecnie kąpiele skończyłem i przeniosłem się z zakładu na prywatne mieszkanie i czasu mam więcej. Wołod[yjowskiego] („Pana Wołodyjowskiego”) oszczędzajcie, bo go mam mało i myślę, że przed tygodniem nie wyszlę. Czasem się pisze prędko,
a czasem się pisze i drze – ten ostatni wypadek miał właśnie miejsce. (…)
W numerze 169. „Kurier Codzienny” zamieszcza wywiad Grzegorza Smólskiego z Henrykiem Sienkiewiczem:
„(…) Skorzystałem z przelotnej pogody i udałem się zaczerpnąć świeżego i duchowego powietrza do bliskiego Kaltenleutgeben.
Z Wiednia jedzie się pół godziny koleją południową do tej Mekki hydropatycznej, położonej w zaciszu wąskiej doliny, wijącej się wśród gór pokrytych bujną leśną roślinnością. Zasługa w tym niezawodnie dra Winternitza, właściciela i kierownika zakładu hydropatycznego w Kaltenleutgeben, iż dziś można do tej ustronnej wsi dotrzeć na skrzydłach pary.
W cichym ustroniu tym przebywa Henryk Sienkiewicz od tygodni ośmiu. Przybył do Kaltenleutgeben z Abazji, gdzie szukał ulgi
na cierpienie gardłowe, którego się nabawił po odczycie w Krakowie. Słabość naszego znakomitego pisarza nie jest wcale groźną, ale trudną do uleczenia, Abazja nic nie pomogła, a dopiero uciec się trzeba było do prysznicu z nacieraniami i obwijaniami
wedle metody kuracyjnej dra Winternitza.

Dziś właśnie skończył Sienkiewicz kurację hydropatyczną. Wygląda bardzo dobrze, świeżo i silnie, chociaż – jak powiada – cierpienie gardłowe niezupełnie jeszcze ustąpiło; spodziewa się on dobrych skutków kuracji dopiero po upływie pewnego czasu, jak też to zwyczajnie bywa. Dziś też wyprowadził się z zakładu dra Winternitza do prywatnego mieszkania w pięknej willi noszącej nazwę „Rudolfshof”. Jest to duży, piętrowy dom z ładnym cienistym ogrodem przy Promenadestrasse. Leży
w najpiękniejszym miejscu Kaltenleutgeben, obok kościoła wznoszącego się na wzgórzu i barwnie odcinającego czerwoną kopułą, na zielonym tle lasów i łąk, rozpostartych szeroko na łagodnie spadającym paśmie gór, które z tej strony zamykają widok. Wokoło cisza idylliczna rozpościera swe skrzydła, a tylko od czasu do czasu przerywa ją dzwon kościoła wiejskiego…
Tu pisze słynny autor powieści „Ogniem i mieczem” i „Potopu” ostatnie ogniwo Trylogii: „Pana Wołodyjowskiego”, którego druk rozpoczął się już w „Słowie”. - Po skończeniu pierwszego tomu – mówił Sienkiewicz – pojadę na kilka dni do Warszawy. Potem wrócę znów do Kaltenleutgeben. Pod jesień mam zamiar udać się do Ostendy.

Wielu tłumaczów zużytkowało materialnie talent Sienkiewicza tylko dla siebie samych. Piękny wyjątek pod tym względem stanowi p. Praun
(Johann Praun). W dowód uwielbienia i czci dla naszego wielkiego powieściopisarza przysłał on mu pięknie oprawne przekłady dokonane przez siebie z odpowiednią dedykacją. Jest to wprawdzie tylko niezbędna w takim razie grzeczność, ale inni tłumacze do tego nie poczuwali się obowiązku! P. Praun posłał także Sienkiewiczowi piękny srebrny wyzłacany medal bity w Wiedniu w roku 1683-im na cześć króla Jana Sobieskiego, z powodu szczęśliwie dokonanej odsieczy.
Na jednej stronie medalu znajduje się wizerunek króla polskiego, na drugiej napis, nad którym dwa orły, polski i austriacki rozrywają dziobami półksiężyc turecki. Medal ten jest wielką rzadkością archeologiczną.

Od czasu do czasu dojeżdża Sienkiewicz do Wiednia na kilka godzin. Bywa na obiedzie w hotelu „Erzherzog”, następnie na czarnej kawie u Puchera. Tu znajdują się polskie czasopisma w znacznej liczbie, tu też zwykle spotyka się rodaków.

Rodzina zmarłej żony Sienkiewicza i dzieci jego bawią z nim razem w Kaltenleutgeben, gdzie wszyscy znają i wysoko cenią
«den berühmten polnischen Dichter». Dziś przybyć ma jego siostra. Wśród rodziny spędza więc lato. Oddziaływa to widocznie
na jego usposobienie bardzo korzystnie, gdyż odwiedzając go przed kilkoma tygodniami, kiedy jeszcze swoich nie miał koło siebie, nie znalazłem go tak dobrze i pogodnie usposobionym, jak jest obecnie. (…)”

LIPIEC – 23. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Do Warszawy pewnie się już nie wybiorę, bo nie mam kiedy. Po ukończeniu części I Wołod[yjowskiego] chciałbym zrobić jakąś wycieczkę nad brzeg morski lub może do Gasteinu. (…)”

SIERPIEŃ – 04. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Postąpiłeś jak człowiek, którego bystrość dowcipu nie została stępiona rozpinaniem się i sypianiem po obiedzie. Istnieje jakiś mój krewny noszący toż samo imię i nazwisko (Henryk Sienkiewicz * 1852 – 1936), którego nie chcę znać, domyślasz się więc,
że nie musi to być osoba wielce szanowna. (…) Już raz pisma donosiły, że w tamtych okolicach ktoś mnie udawał, ale wielce trącił wariatem
(„Słowo” – nr 171. z 05 sierpnia 1887 r.). Przypuszczam, że i teraz nie było nic nowego. W każdym razie zróbcie z całego tego zajścia wiadomość dziennikarską i podajcie ją w formie anegdoty z nadmienieniem, że ktoś już po raz drugi podaje się za mnie, nie wiadomo, czy wariat, czy hultaj („Słowo” – nr 174. z 09 sierpnia 1887 r.). O owym moim krewniaku nie wspominajcie, bo może
nie winien, a może nawet stał się porządnym człowiekiem. Nie widziałem go lat ze dwadzieścia. W każdym razie nadmieńcie,
że Henryk Sienkiewicz, powieściopisarz, bawi stale za granicą i w kraju od marca nie był, przyjedzie zaś do Warszawy późną jesienią. (…)”

SIERPIEŃ – 18. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz z Kaltenleutgeben przybywa do Bad Gastein.

SIERPIEŃ – 19. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Gastein. Jeszcze tego samego dnia pisze do Stanisława Tarnowskiego:
„(…) Do Gasteinu przyjechałem wczoraj. Jest to przepaść otoczona górami. Prócz potoku na dnie wypełniają ją brzydkie kobiety, starzy mężczyźni i nuda. Jest także sporo much, które nie wiem, dlaczego nie odjeżdżają pierwszą pocztą do Salzburga. (…)
…nie ulega wątpliwości, że można się tu uśpić na całe tygodnie, więc spodziewam się najlepszych skutków, zwłaszcza, że mam zamiar dużo chodzić. (…)”

SIERPIEŃ – 20. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Gastein.

SIERPIEŃ – 21. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Gastein w Austrii. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wyjechałem nazajutrz po Was o 7.45 rano, w Salzburgu byłem około 4-rtej, w Lend koło 6-stej, w Bad Gastein dopiero
o 11 wieczór i zmarzłem okrutnie w dyliżansie. Wczoraj brałem pierwszą kąpiel, dziś drugą; z początku to rozstraja,
zwłaszcza że i przyjechałem w usposobieniu nie bardzo wesołym.

Salzburg i te wszystkie okolice tak dobrze znane ogromnie mi szarpią i pamięć, i nerwy. – Gastein jest to miejscowość ponura
i zimna. Leży na 1100 metrów, zatem wyżej jak Zakopane. Wodospady bardzo szumią, w dodatku ciemno i deszcz leje jak
z cebra. Ze znajomych zastałem tu pół znajomego niejakiego Ludomira Pruszyńskiego.

W tej chwili oddano mi Twoją depeszę z Monachium. Moja Ty Dży kochana, jakaś Ty dobra! Nie wiem, jak mam dziękować. Rzeczywiście tu ciężka droga i ciężki pobyt – byłem wypłukany z wesołości i bliski jakiegoś ataku melancholii, ale Twoja dobroć na to lekarstwem; zresztą minie te dziesięć dni, jak wszystko mija. (…)”
Na depeszę szwagierki Henryk Sienkiewicz odpowiada depeszą:
„(…) Czuję się dobrze, dziękuję, Dży. (…)”

SIERPIEŃ – 22. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Gastein w Austrii. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Jestem już dwa dni w Gastein… (…) Spróbowałem wziąść dwie kąpiele, ale więcej nie wezmę, bo diablo ekscytują i może mnie parala trzasnąć nie mówiąc o innych przypadłościach, z których major (Władysław Olędzki/Olendzki) nie omieszkałby się chełpić. W ostatnich czasach miałem się źle; nie spałem w ciągu 2 tygodni więcej jak 24 godzin. Myślałem, że górskie powietrze pomoże – ale i tu prawie nie śpię. (…) Kiedy zacznę tom II („Pana Wołodyjowskiego”), nie wiem. Umyślnie skończyłem pierwszy
jakby zupełną powieść, żeby mieć więcej czasu do odpoczynku. Myślę przepauzować wrzesień – a w październiku,
jeśli nie skapieję z bezsenności, zacząć. (…) Jeśli osiądę gdzieś chociaż na dwa tygodnie, to Ci doniosę. (…)”
- i wieczorem do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Z okropnych nudów przełożyłem powiastkę pt. „Zemsta rabina” (Eduard'a Siebecker'a), którą posłałem Godlewskiemu (Mścisławowi Godlewskiemu). (…)

Deszcz dziś prawie nie padał, ale ciemno na całym niebie i jak żałobnie odbija się biały śnieg na szczytach od tych ciemnych chmur, trudno wypowiedzieć. Ciepła stopni ośm. Wodospady wezbrały i szumią jeszcze głośniej po wczorajszym całodziennym deszczu. Nigdy nie czułem tak wyraźnie, jak dalece nie znoszę gór. Zapewne musi być w tym dużo nerwów i imaginacji, ale mi duszno i żebra mnie bolą od oddychania jakby po pracy i zmęczeniu. Dziś czwarty dzień tu jestem. (…)

Samotność w pewnym stanie umysłu i nerwów jest po prostu okropna, bo się można nią zatruć. Przekonywam się, że tak mi potrzeba koło siebie ludzi swoich i bliskich, jak zdrowia, a cóż dopiero w takim mrocznym, ponurym dole i w tych stronach. Toteż Dzidek
(Jadwiga Janczewska) wielkie mi wyświadczył dobrodziejstwo swoim listem i telegramem. Tak uczułem bliską i pamiętającą duszę – tak było o czym myśleć – i z wielką wdzięcznością. (…)

Ja mieszkam literalnie na strychu, bo okno w dachu. Ciasno, niewygodnie, mało powietrza! Kąpiele są przyjemne, choć sprawiają zawrót głowy – i niezmiernie cisną. Musi to być własność tej wody. (…)”

SIERPIEŃ – 23. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Gastein.

SIERPIEŃ – 24. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Gastein.

SIERPIEŃ – 25. [CZWARTEK] - rano


Henryk Sienkiewicz z Bad Gastein wyrusza do Brukseli.

SIERPIEŃ – 26. [PIĄTEK]


W drodze z Bad Gastein do Brukseli Henryk Sienkiewicz zatrzymuje się we Frankfurcie nad Menem i Falkenstein.

SIERPIEŃ – 27. [SOBOTA]


O godz. 4.00 Henryk Sienkiewicz przybywa do Brukseli i zatrzymuje się w Grand Hôtelu przy Boulevard Anspach 21. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem dziś rano do Brukseli i zatrzymałem się w „Grand Hôtel”, bo jestem bardzo zmęczony i trochę mi się odezwał ischias. Ale mam się dobrze i chodzę. (…)

Opuściłem Gastein we czwartek rano, a nazajutrz świtaniem byłem we Frankfurcie. Tam zabawiłem do piątej wieczór
i przez ten czas byłem w Falkenstein, bo chciałem widzieć jeszcze raz w życiu te miejsca. W Brukseli jestem od dziś od czwartej rano. Naturalnie, że 48 godzin drogi, bezsenność i wszystko razem musiało mnie zmęczyć. (…)”

SIERPIEŃ – 28. [NIEDZIELA]


Z Brukseli Henryk Sienkiewicz przybywa do Ostendy. Zatrzymuje się w Hôtel Lion d’Or, pokój nr 7.

SIERPIEŃ – 29. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie w Hôtel Lion d’Or, pokój nr 7. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …zląkłem się o Twoje nerwy i ruszyłem zaraz do Ostendy. Przybyłem wczoraj, tj. w niedzielę o 5 ½, do dziś godziny 1-szej próżno Was szukam. W kurliście (liście gości uzdrowiskowych) Was nie ma. Ponieważ pogoda zmienna, mało wychodzicie, więc mogę Was jeszcze długo nie spotkać. Daj znać przez posłańca, gdzie mieszkacie. Adres mój: Hôtel Lion d’Or, mieszkania N. 7… (…)”

WRZESIEŃ – 03. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Dover w Anglii, skąd wysyła telegram do Jadwigi Janczewskiej:
„Wszystko w porządku, Ziaba.”

WRZESIEŃ – 04. [NIEDZIELA]


Cenzura rosyjska zezwala na ukazanie się nakładem „Słowa” w drukarni Edwarda Lubowskiego książkowego wydania tomu I powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”.

WRZESIEŃ – 05. [PONIEDZIAŁEK]


W 196. numerze „Słowa” ukazuje się przetłumaczona przez Henryka Sienkiewicza „powiastka” „Zemsta rabina”.

WRZESIEŃ – 07. [ŚRODA]


„Kurier Poznański” kończy druk „Potopu” Henryka Sienkiewicza.
Wiedeńska gazeta „Wiener Allgemeine Zeitung” w numerze 2703. kończy druk powieści „Ogniem i mieczem”.

PAŹDZIERNIK – 07. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wiedeń punkt 10.15 … stanąłem u „Erzherzoga” (w Hotelu Erzherzog Karl). Poszedłem do Puchera (Kawiarni Puchera). Zastałem Zdzisia (Zdzisława Morawskiego), który „zielone smutku motyle etc.” – Sozańskiego (Stanisława Sozańskiego), Żuka (Tadeusza Żuka-Skaryszewskiego), Dembowskiego, Sanguszkę (Eustachego Sanguszkę) i Smolkę Stanisława. (…) – Gdy inni dopytywali, kiedym widział jasnowłosą i złotorzęsą „ziabę” (Jadwigę Janczewską), a raczej panią, jeden (Zdzisław Morawski) nakrył powiekami oczy i milczał,
ale cały zamienił się w uszy (z powodu tej właściwości ma je duże), dopiero kiedy się wszyscy rozeszli, spytał stłumionym głosem:
- Czy na Wiedeń będą wracać? – a ja przebiwszy go oczyma:
- Kto taki?
Uśmiechnął się jeszcze bardziej i odrzekł, przyciskając ręce do piersi:
- Pan mnie rozumie!
- Jak to? jak to????!
Zamilkł, nagle złożył mi głowę na piersi i łkanie wstrząsnęło nim głębokie. –
A wszystko łże! – on jest klown i chciał tylko zabawić Ziabę. Dlatego, że lubi ją bardzo. (…)

Czasem zdaje mi się, że nim wy przyjedziecie, ja skończę kurację. Do Kalten jadę dziś. Podobno tam już pustki, ale tym lepiej będzie pisać i rozmyślać. (…)”
Tego samego dnia Henryk Sienkiewicz dociera do Kaltenleutgeben, skąd ponownie pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …godzina jest dziewiąta, a ja już rozpakowany, urządzony: papier na Wołodyjowskiego leży, pióra, atrament gotowe –
i oto piszę… (…)”

PAŹDZIERNIK – 08. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben i kończy rozpoczęty wczoraj list do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Rano odebrałem pieniądze i pomyślałem tak: trzeba uregulować z Dzidziem (Jadwigą Janczewską) rachunki prześliczne. (…) Gdybym tego nie posłał, czułbym takie wyrzuty jak ów wróbel, co to odleciał i trafiwszy na wiśnie, jak się zaczął pokarmiać,
tak drugi wróbelek przez ten czas zdechł z głodu. (…)”

PAŹDZIERNIK – 09. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Stefan Żeromski pisze o „Potopie” Henryka Sienkiewicza:
„(…) Przeczytałem nareszcie sześć tomów… „Potopu” Sienkiewicza.
Dwa lata temu stałem przed „Bitwą Grunwaldzką” Matejki. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że jest to wielki dywan,
na którym… nawalono masę ciał ludzkich, koni, rąk, nóg, pałaszy, dzid. Po wpatrzeniu się jednak stopniowym – postacie te zaczęły się jednak rozsuwać, dawać miejsce powietrzu, słońcu, dymowi, oddechom ludzkim. (…) Wreszcie straciłem świadomość, że jestem widzem, i porwany zostałem wirem strasznych uniesień, jakie wrzały nie na tym już płótnie, ale na tym polu śmierci,…
Czytając powieść Sienkiewicza – doznaje się tych samych wrażeń. Matejko i Sienkiewicz są ludźmi tej samej miary. (…) Sienkiewicz nie umie narysować życia naszych dziadów z XVII wieku ze ścisłością archeologiczną Kraszewskiego – ale umie czuć tak, jak czuli tamci. (…) Nie opisuje, nie odrysowuje umarłych pokoleń, ale je genialną intuicją stwarza. Jego Bogusław Radziwiłł, Kmicic, Wołodyjowski, Zagłoba mogą być absurdami z punktu widzenia historycznego – ale są postaciami genialnie stworzonymi, analogicznymi typami na tle epoki, typami tak całkowitymi, że pochłaniają twoją uwagę, wciągają cię, unoszą jak kreacje Wiktora Hugo. (…)”
Pisarz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Jestem znów w Kalten, bo mi sen i zdrowie bardzo nie dopisywały. Byłem w Ostendzie, na wyspie Wight i w Paryżu. Wołodyjowskiego zapowiedz na 20 października. Początek rękopismu wyślę 15 lub 14-stego, by na czas doszedł. (…)”
i do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Pogoda tu dzisiaj bardzo piękna; może tam i u Was ładnie, a jak ładnie, to zaraz weselej i raźniej. (…)

Przyjechałem tu w piątek, zacząłem kąpiele wczoraj rano pod dyrekcją Loewego
(Levy’ego vel Loewe’go). Winternitz (Wilhelm Winternitz) widział mnie dziś, stukał, pukał; mówiłem mu wszystko, jak Dzidzio (Jadwiga Janczewska) kazał – i on wreszcie znalazł,
że serce, cały organizm, nerwy etc. są ausgerechnet
(akurat, w porządku) - i mówił to nie do mnie, ale po niemiecku do Pika (jednego z dwóch lekarzy o nazwisku Pick). Co do tych objawów mówił, że to są rzeczy przemijające, bez znaczenia, że trzeba tylko
jak najwięcej ruchu. Kuracji nie zmienił. Kawę pić rano pozwolił i piwo wieczór. Oto cała sprawa, zresztą niegodna uwagi takiej wspaniałej Dzideczki.

Polaków dużo. Siedzę przy stole polskim złożonym z państwa Korytko
(Franciszka Ksawerego Korytko i Marii z Rostworowskich)
(ona Rostworowska z domu i przystojna), rodzeństwa Potockich
(Aleksandra i Taidy Potockich) (siostra i brat Rodryga - /Rodryka Potockiego/), pana Mańkowskiego (Aleksandra lub Leona Mańkowskiego) i jeszcze kogoś, kogo nazwiska nie wiem. Dotąd nie poznałem jeszcze nikogo prócz Grossa, współpracownika „Tageblattu”, dość znanego podobno pisarza, który mi się przedstawił, zapewnił, że jestem kochany w Niemczech jak w Polsce etc. (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: Niedziela, 10 X 1887. Otóż niedziela przypadała 09 października 1887 r. Potwierdza to niejako
i sam pisarz w pierwszym zdaniu powyższego listu, stwierdzając:
„(…) Parę słów tylko o rzeczach, o których we wczorajszym liście zapomniałem wspomnieć. (…)”
Poprzedni list Henryk Sienkiewicz skończył 08 października 1887 r. w sobotę.

PAŹDZIERNIK – 12. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz z Kaltenleutgeben wyjeżdża do Wiednia do dentysty. Po wizycie pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …znów jestem w Wiedniu. Richtera, dentysty, nie zastałem. Byłem u Tomasa i już po zębie. (…)”

PAŹDZIERNIK – 13. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Do Jadwigi Janczewskiej wysyła telegram:
„Czy moja przesyłka pieniężna nadeszła i co z Abdankiem (Brunem Abakanowiczem)?”

PAŹDZIERNIK – 14. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wieczór! Chciałem iść spać lub popisać Wołod[yjowskiego], ale wolę niż jedno i drugie pisać do tej dziewczynki, zwłaszcza, że odebrałem dziś odpowiedź na depeszę i list z wtorku tak miły i kochany. (…)

Chodziło mi też o ten płaszcz jak o własną skórę, bo zimna idą coraz większe, a jakby się ten Dziduś
(Jadwiga Janczewska) zaziębił, toby go okropnie żałowali. (…)

Jeszcze by tylko tego brakowało, żeby taka dusza niepospolita, artystyczna, szlachetna i nadzwyczajna miała się z powodu takich podłych względów kłopotać. Dzideczek to jest dzień świąteczny, więc z powszedniością nie powinien mieć nic wspólnego. – Nie takie jest Twoje przeznaczenie i nie po to Cię Pan Bóg stworzył, nie po to dał Ci talent, umysł różny od innych, odmienne aspiracje i tak bogatą a złożoną naturę, jak jakaś książka mądra, ślicznie pisana, a ciekawa, którą całe życie można
z największym zajęciem odczytywać. (…)

Tu trochę nudno, choć czas zajęty. Z moim stołem już się poznałem. (…)”
– i do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Rękopism wysyłam 16, tj. za dwa dni tak, abyście 20 mogli rozpocząć. Proszę tylko o oszczędność, póki sam nie zjadę
do Warszawy. (…)Wołod[yjowski] jest ładnie wydany, tylko papier za cienki. Skutkiem tego tomik wydaje się mały, chociaż ma 18 arkuszy. (…)”

PAŹDZIERNIK – 15. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Kończy rozpoczęty wczoraj list do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jedziemy dziś całym stołem do Wiednia. Ja wracam o 4-rtej – reszta zostaje dłużej. Kupiłem sobie ulster (długie wcięte palto
z peleryną, zapinane na patkę), który ma być na dziś gotowy. (…)

Zębiska trochę jeszcze dolegają, może to resztki zapalenia, a może skutki zimnej wody. Na dobrą sprawę rad bym się jeszcze jednego pozbył – a na lepszą jeszcze, wypadało by zatrzymać się na parę dni w Wiedniu i oddać paszczę do reperacji, ale skoro Dzidzia bolą, rad jestem, że i mnie.

Wołod[yjowskiego] będę może pisał z przyjemnością, jak już daleko od brzegu odbiję. Początki zawsze nudne i trudne. (…)”

PAŹDZIERNIK – 18. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Ząb jeszcze jeden ciągle trochę dokucza, widać coś się zapalenia zataiło. Muszę z tym skończyć, ale że nie chcę rwać jednego po drugim, więc trzeba będzie oddać do opatrunku. (…)

Dobrzem jednak zrobił, żem tu przyjechał – i te kilkanaście dni kąpieli wyjdą mi na korzyść – tylko wobec zimna, wilgoci, ciemności ciężko się kąpać, zwłaszcza wobec napadów kataru i bólu zębów. (…)

Poznałem się także z kupką Litwinów. Bawi tu Białozór, Bielicki, Skibniewski i jeszcze paru, których nazwisk nie jestem pewien. – A prawda! jest Węcławowicz, który mi dziś mówił, że chce się poznać ze mną pani Przeździecka, podobno Wasza znajoma
i koleżanka. (…) Jutro ją poznam, bo dziś umówiliśmy się do Wiednia. Wracam zawsze stamtąd o 4,14 i piszę Wołod[yjowskiego] do ósmej. Posunąłem się naprzód nieźle, bo będzie już na 8 dni, a zanim się zacznie, będzie na dwa tygodnie lub więcej. (…)”

PAŹDZIERNIK – 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jutro opuszczam Kalten. Adresu nie umiem Ci podać, bo nie wiem, czy u Krausa znajdę miejsce. Jeśli nie, to pewno stanę naprzeciw w „König von Ungarn” czy też „Ungarische Krone” (nigdy dobrze nie pamiętam) i zaraz zatelegrafuję swój adres. Zębiska pobolewają – i właśnie dla nich i zakończenie kuracji, i wyjazd do Wiednia. Ale zresztą jest mi dobrze, duszność wcale
nie przychodzi i sen stosunkowo smaczny, a humor dobry, więc wszystko się dobrze przedstawia. Dobrze, dobrze i dobrze! (…)”

PAŹDZIERNIK – 21. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz zatrzymuje się w Hotelu „Ungarische Krone” w Wiedniu przy Sielerstätte 18/20, o czym telegraficznie powiadamia Jadwigę Janczewską:
„Nie ma pokoi u Krausa, mieszkam w „Ungarische Krone”.
Jeszcze tego samego dnia pisze list do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś telegrafowałem do Ciebie o zmianie locum. U Krausa ani jednego pokoju – i nieprędko obiecują. Ale stoją tam Janowie Górscy (Jan i Maria z Łubieńskich Górscy) Wasi znajomi - a Konstanty Górski mieszka z córką w „Ungarische Krone”. (…) Ja mam pokój od ulicy, dość widny, ale na 2-gim piętrze. (…)

Tak mnie w końcu zakatarzyli, że dziś nie widzę, nie słyszę i wszystkie kości bolą. Wczoraj miałem gorączkę tak mocną,
że wezwałem wieczór Pika
(jednego z dwóch lekarzy o nazwisku Pick), bo Winternitza (Wilhelma Winernitza) nie było. Myślałem, że może zabiera się na jaką cięższą chorobę i martwiłem się, bo w takim razie zakazałbym pod gardłem puszczać Dzideczkę (Jadwigę Janczewską) do siebie i nie widziałbym Jej. Na szczęście okazało się dziś, że to tylko katar, który też zmienił się w płynący – i w tej chwili upusty mego nosa są tak otwarte, że używam wszelkich ostrożności, aby Ci nie złożyć dotykalnych tego dowodów.
Już jestem zupełnie pewny, że to katar, nic więcej, bo gorączki ani śladu – i nos! co za nos! (…) Teraz tak jestem dobrze, mimo nosa, że walczę z sobą, czy pójść do łóżka, czy do Puchera. (…)”.

PAŹDZIERNIK – 28. [PIĄTEK]


W nr 42. „Przeglądu Literackiego” – dodatku do „Kraju” – Józef Kotarbiński zamieszcza pierwszą część pochlebnej recenzji tomu I „Pana Wołodyjowskiego” – zatytułowanej „Początek „Pana Wołodyjowskiego”.

LISTOPAD – 03. [CZWARTEK]


Z dworca kolejowego w Wiedniu Henryk Sienkiewicz zawiadamia Jadwigę Janczewską o swoim powrocie do Polski.

LISTOPAD – 03. [PIĄTEK]


Pociąg z Wiednia do Warszawy stoi na granicy zaborów: austriackiego i rosyjskiego (obecnie jest to Szczakowa, dzielnica Jaworzna). Jadący nim Henryk Sienkiewicz pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Pociąg czeka tu bardzo długo i wychodzi dopiero o 11.16. Będę w Warszawie o 10.20. (…)”
Jeszcze tego samego dnia pisarz przybywa do Warszawy.

LISTOPAD – 04. [PIĄTEK]


W nr 43. „Przeglądu Literackiego” – dodatku do „Kraju” – Józef Kotarbiński zamieszcza drugą część pochlebnej recenzji tomu I „Pana Wołodyjowskiego” – zatytułowanej „Początek „Pana Wołodyjowskiego”.

LISTOPAD – 08. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Warszawy i obejmuje redagowanie felietonu literackiego w „Słowie” po czerwcowej rezygnacji z kierowania tą gazetą.

LISTOPAD – 20. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Czy myślisz, żebym ja się lenił pisać do Ciebie? (…) Ten więc, który teraz piszę, jest trzecim z kolei, a na następne zawsze znajdę czas, bo mam dzien rozłożony, żyję regularnie; mało, albo prawie nic nie bywam u ludzi – więc mi godzina jedna i druga zawsze się oszczędzi, zwłaszcza na tak miły cel. (…)

Z przyjemnością dochodzi mnie ze wszystkich stron, że I tom Wołod[yjowskiego] bardzo się podoba. Znawcy wychwalają robotę. „Kraj” umieścił obszerne, a pochlebne sprawozdanie. Powiedział między innymi, że nikt dotąd nie opisał miłości dawnej z taką siłą i pozorem rzeczywistości – i nazwał te karty świetnymi improwizacjami. Czy wiesz, że na wiecu w Poznaniu jeden z mówców cytował opowiadanie pana Muszalskiego z drugiego tomu i czynił przy tym porównania do losu Polaków pod rządami pruskimi. Teraz „Tygodnik Ilustrowany” w pamiątkowym numerze poświęconym rocznicy 25 Szkoły Głównej dał mój portret jako jej dawnego ucznia. Jest także Prus
(Bolesław Prus), Chmielowski (Piotr Chmielowski) i Świętochowski (Aleksander Świętochowski). Już mi mówiono, że psuje im to krew, że postawiono mnie na czele. Naprawdę wszystko mi jedno, bo jeśli mam trochę chełpliwości –
to przed Tobą… (…)

Gazety donoszą, że z Grójeckiego przywieziono jakiegoś nieszczęśliwego wariata, który zwariował na tym punkcie,
że jest Kmicicem. Założyłem się, że „Przegląd”, „Prawda” etc. napiszą: „Oto są skutki powieści Sienkiewicza!”

Ładnie mnie urządzono z Potopem. Pokazuje się, że Boniecki
(Eugeniusz Boniecki), któremu „Słowo” odprzedało pierwszą edycję (3000), bił do siedmiu tysięcy egzemplarzy lub więcej. (…)

Mówił mi to Wolff
(August Robert Wolff). Ale i on nie jest względem mnie w porządku, bo sobie podczas mej niebytności zrobił czwarte wydanie tomu I. Chce mi po prawdzie za nie zapłacić, ale ja nie chciałem wcale, by robiono więcej wydań, pragnąc zostawić je dla dzieci. (…)

Wkrótce zaczynają się sesje Komitetu Konkursowego
(Konkursu im. Alojzego Żółkowskiego). Czytałem trochę sztuk – podłe!
Na ów konkurs Kochmana
(Konkurs na premią dla literatów polskich z Fundacji Kochmana) do Lwowa namyśliłem się nie posyłać moich książek, chyba, że Dzideczek (Jadwiga Janczewska) daleko mądrzejszy, rozważywszy dobrze, czy wypada lub nie – inaczej poradzi. (…)”

LISTOPAD – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś przyjeżdżają na tydzień Bronisiowie Brochoccy (Bronisław i Helena z Mineyków Brochoccy) - a raczej przyjechali wczesnym rankiem, tylko nie chcą ojca budzić, stanęli na pół dnia w hotelu; następnie ona zamieszka w pokoju mateczki, a on u mnie,
na miejscu Janikowskiego.

Dzieci mają się dobrze. Henio zdrów jak nigdy i coraz bardziej mu się oczy iskrzą, gdy czegoś słucha lub coś opowiada, a pojmuje w lot. Bardzo jest inteligentny. Dzinię mateczka poczęła leczyć homeopatią – i bądź plastry Kosmowskiego
(Wiktoryna Kosmowskiego) pomogły, bądź słabość przesiliła się sama przez się, dość że gruczoł zmniejszył się i dziecko wiele zdrowsze.

Była u mnie Twoja dawna koleżanka, Dulębianka
(Maria Dulębianka), w interesie Sarneckiego (Zygmunta Sarneckiego). Nie wiem, dlaczego zajmuje się jego sprawami. Oświadczyłem, że mimo najlepszych chęci nie dam nic przed ukończeniem Wołodyjowskiego. Sam Sarnecki zresztą zasypywał mnie listami aż do znudzenia. (…)”

LISTOPAD – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Brochoccy przyjechali (Bronisław i Helena z Mineyków Brochoccy). On mieszka u mnie. (…)

Wczoraj byłem w teatrze, pierwszy raz od lat wielu. Zdaje mi się, że w żadnym z warszawskich nie byłem ze cztery lata. Grano „Rozbitków” Bliżińskiego
(Józefa Blizińskiego). Jest to utalentowany pisarz, ale sztuka słaba. W ogóle polska komedia obraca się wśród kłamstw mnóstwa formułek etycznych i konwencjonalnych kłamstw. (…)

Są dnie, w których od rana do wieczora bronię się nieprzezwyciężonej senności. Władyś Br[ochocki] przywitał mnie okrzykiem: „O! jak pan strasznie wymizerniał.” Lubię takie szczere zachęty! Sypiam zresztą dobrze. – Nachodzą mnie jakoś mniej. Często też nie otwieram, gdy kto trzy razy nie dzwoni. Przed szóstą wieczór zachodzi czasem Helcia
(Helena Sienkiewiczówna), wiecznie z jedną propozycją, bym poszedł z nią do Dmochowskich ( Aleksandry z Cieciszowskich Dmochowskiej wraz z rodziną). Zwykle nie mogę, ale byłem już od przyjazdu dwa razy. Przez Helcię też dowiaduję się, co się w świecie dzieje, kto się żeni, kto kocha, na kogo kto ma zamiar etc., a także, że zamiary co do mnie uznane już zostały jako zawody i odpowiednio zapisane. – Helcię stale mniej lubię
niż dawniej, jakkolwiek nie mam powodów. (…)”

LISTOPAD – 30. [ŚRODA]


W nr 267 „Słowa” czytamy, że Henryk Sienkiewicz został honorowym prezesem Międzynarodowego Stowarzyszenia Literackiego i Artystycznego powołanego
przez Międzynarodowy Kongres Literacki w Paryżu. Stowarzyszenie to zajmowało się zabezpieczeniem praw autorskich. Pisarz objął to stanowisko po zmarłym 19 marca 1887 r. Józefie Ignacym Kraszewskim.

GRUDZIEŃ – 01. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) U nas nic nowego. Dzieci zdrowe. W tej chwili wraz z ojcem i Brochockimi wyjeżdżają do Ogrodu Zoologicznego.
– Ja nie mogę, bo to godzina mojej roboty. (…)

Ja niezbyt zdrów jestem. Pisuję dużo zawsze. (…)”

GRUDZIEŃ – 03. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Ani ja Koźmiana (Stanisława Koźmiana) widziałem, ani on mnie pytał o prawo przerobienia Wołodyjowskiego na scenę, ani go
do tego upoważniałem. Skądże on mógł dawać pozwolenie Siemaszce
(Antoniemu Józefowi Siemaszce) w moim imieniu? Pierwszy tom nadaje się bardzo do przerobienia na scenę, ale mógłbym to bezpiecznie sam zrobić zaraz po ukończeniu tomu II-giego.
Co więcej: przeróbka moja ściągnęłaby więcej ludzi i mogłaby być grana nie tylko w Poznaniu, Lwowie, Krakowie,
ale i w Warszawie, licząc główną scenę i ogródki. (…)

Zostałem obrany honorowym prezesem Stowarzyszenia i Kongresu Międzynarodowego. Miejsce to przyznane mi zostało
po Kraszewskim
(Międzynarodowego Stowarzyszenia Literackiego i Artystycznego). Pisma tutejsze już o tym doniosły. Nic to jest, ale grozi ulaniem żółci kilku miejscowym geniuszom, stąd mam trochę Schadenfreude (radości z cudzej krzywdy).

Niezdrów jestem mimo tego, co mówi Luc
(Lucjan Wrotnowski). Mam bardzo silny katar żołądka. W tym tygodniu ani razu
nie mogłem jeździć konno. Za katarem idzie zmęczenie i odpowiedni stan nerwowy i chandra, i zwątpienie, i – et Cartera.

Czytam Rabagasa
(„Rabagas” Victoriena Sardou) - a Ty czy czytałaś? W ostatnim tomie Konopnickiej (Marii Konopnickiej) są cudowne rzeczy! Już go masz! Według mnie to niezwykły w całym znaczeniu talent – i np. Asnyka (Adama Asnyka) zostawiła już daleko
za sobą… (…)

Szkoda mi tego I-szego tomu, bo przypuszczając, że Siemaszko jako aktor ułoży lepiej rzecz na scenę, ja pewno lepiej napiszę,
a co do sceniczności, mogę tu sobie przybrać pomoc Kotarbińskiego
(Józefa Kotarbińskiego) lub Tatarkiewicza (Jana Kazimierza Tatarkiewicza). (…)”

GRUDZIEŃ – 06. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Chciałabyś wiedzieć coś więcej o tym obraniu mnie honorowym prezesem przez Międzynarodowy Kongres Literacki.
– Otóż odebrałem blankiet z zawiadomieniem o wyborze, na kilka nazwisk podpisanych i nazwisk głośnych, bo nie wspominając
o Wiktorze Hugo, który umarł, a którym był stałym praktycznym prezesem, są tam podpisy Emila Augiera, Ulbacha
(Ludwika Ulbacha), Zacconiego (Pierre’a Zaccone’a), Nordmana (Johannesa Nordmanna) etc. – Prawdę mówiąc, jest to bardzo zaszczytne,
bo na prezesów honorowych powołują kongresy tylko ludzi bardzo znanych, wybór taki nieobecnego uświęca się ogólnym powstaniem z miejsc członków obradujących etc. Był takim Kraszewski
(Józef Ignacy Kraszewski), z Rosjan Turgieniew (Iwan Siergiejewicz Turgieniew). (...)

Na akcję poznańską przeznaczam część honorarium należną mi za Wołodyjowskiego w „Dzienniku Poznańskim”. Część ta wyniesie właśnie 500 marek. (…)”

GRUDZIEŃ – 15. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mateczka znalazła w Dubnikach i przywiozła fotografię Maryni (Marii z Szetkiewiczów Sienkiewiczowej) i Twoją w formacie gabinetowym na jednej karcie. Ty siedzisz, Marynia stoi oparta o poręcz. Twoja jest tak zła, że nie pokażę jej nawet fotografowi, który Cię nigdy nie widział – i wystrzygę, ale Maryni dobra, więc ją poniosę i każe powiększyć. Czy też Dzidek (Jadwiga
z Szetkiewiczów Janczewska) pamięta tę fotografię? Ale pewno pamięta, bo musiał się bardzo gniewać, że z niego zrobiono taką prawdziwą i nabrzmiałą żabę. (…)

Odpisuję Ci wieczorem w Redakcji, wśród zupełnej samotności i ciszy. Jest to moja zwykła pora pracy w Redakcji, ale dziś później jest jak zwykle. Byłem na obiedzie u Godlewskich
(Mścisława i Marii z Popielów Godlewskich), którzy są dla mnie za to redaktorstwo
z istotną wdzięcznością. (…)

Helenka
(Helena Sienkiewiczówna) tłumaczy Pêcheur’a - nieźle, ja zaś poprawiam tak gorliwie, że będzie doskonale i wszystkie światła i cienie morza zostaną zachowane. (…)”
Siostra pisarza tłumaczyła wówczas „Rybaka islandzkiego” Pierre’a Lottiego. Henryk Sienkiewicz pisze dalej:
Kupiłem dla Janka Komierowskiego kompletne wydanie Eschylosa i Sofoklesa w przekładzie Węclewskiego (Zygmunta Węclewskiego), a tymczasem odczytuję sam. (…)

Konopnicka
(Maria Konopnicka) napisała w „G[azecie] Polskiej” ogromną recenzję I tomu Wołod[yjowskiego]. Mniejsza o pochwały, ale oj! jak to ładnie pisane! Przyślę Ci to zaraz. Druga to już recenzja, pierwsza była w „Kraju” i aż mi dziw, że tak wynoszą
te panny, te sceny i obrazy, które pisałem lub opisywałem pół drzemiąc, a znerwowaniu, w niepokoju, często w chandrze okrutnej. (…)”

GRUDZIEŃ – 29. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Kończę na gwałt t[om] II („Pana Wołodyjowskiego”), by mieć czas na parodniowy chociaż wyjazd do Zakopanego; ale jeśli śniegi tak będą dęły jak do dziś, może zawieją Obidową (szczyt w Paśmie Gorców nad doliną Raby – trudne do przebycia miejsce na trasie Kraków - Zakopane) zupełnie i Dembowscy będą na długo odcięci od reszty świata. (…)

Wołodyjowski podoba się tu bardzo a bardzo. Nowowiejski ujął sobie wszystkie serca; podobało się także ustawiczne przestraszanie się poważnego Nowiragha i dwóch uczonych Anardratów. Krakowiak Zagłoby pewnie nie przeszedłby
przez Dzinkową
(Jadwigi Janczewskiej) najdystyngowniejszą z dystyngowanych cenzurę. (…)

Przez święta późno się kładłem jak zwykle, byłem zmęczony, tym bardziej, że z różnymi dolegliwościami uładzić się nie mogę. Ale pisanie idzie i idzie. Prawdę rzekłszy, piszę przez cały dzień, a wieczorem pracuję w Redakcji. –

Tom II skończę zaraz po Nowym Roku, może w poniedziałek. Trzeci będzie już tylko zbieraniem porozesnuwanych nici. – Zawsze to łatwiejsza robota.

Przerwa będzie krótka, ale potem wypoczynek zasłużony, bo przecie będzie to koniec dużej Trylogii, a potem co – Bóg to raczy wiedzieć. Pewnie pustka i brak choćby takiego celu.

Usposobienie moje nie jest zbyt wesołe, ale nie jestem także tak nieznośny jak Janek Komierowski i nie pozuję na „wielkiego zapoznanego”, i nie żywię pogardy dla wszelkiego tworu, który nie jest mną. (…) – Czytam w dalszym ciągu Eschylosa i Sofoklesa. Jest tam podniosłość dykcji niepomierna, ale akcja w zawiązku i charaktery ledwie zaznaczane. Szekspir jest nieporównanie wyższy, jakkolwiek razi pewne delikatne uszeczki. (…)

Adamowski
(Tymoteusz Adamowski) znów dziś przyjechał. Grał już jakąś śliczną rzecz Joachima (Josepha Joachima). (…)”


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]