Błogosławiony mąż, który w Panu pokłada nadzieję swoją i nie zwraca się do wyniosłych ani do uwikłanych w kłamstwie. [Ps. 40; 5]



KALENDARIUM ŻYCIA

Wybierz rok, z którym chcesz się zapoznać: 1846, 1847, 1848, 1849, 1850, 1851, 1852, 1853, 1854, 1855, 1856, 1857, 1858, 1859, 1860, 1861, 1862, 1863, 1864, 1865, 1866, 1867, 1868, 1869, 1870, 1871, 1872, 1873, 1874, 1875, 1876, 1877, 1878, 1879, 1880, 1881, 1882, 1883, 1884, 1885, 1886, 1887, 1888, 1889, 1890, 1891, 1892, 1893, 1894, 1895, 1896, 1897, 1898, 1899, 1900, 1901, 1902, 1903, 1904, 1905, 1906, 1907, 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916, 1924 - albo zobacz wszystkie lata.

Rok 1888



STYCZEŃ – 02. [PONIEDZIAŁEK]


„Słowo” kończy druk II tomu powieści „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza.

STYCZEŃ – 20. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Izabeli z Lubomirskich Sanguszkowej, obiecując odwiedzić ją w Gumniskach pod Tarnowem:
„(…) Jestem tak zajęty, że przed przesłaniem odpowiedzi musiałem rozliczyć się z czasem. Po tak łaskawym i zaszczytnym
dla mnie wezwaniu nie pozostaje mi, jak tylko stawić się na rozkaz. Przybędę w niedzielę o godzinie pierwszej. (…)”

STYCZEŃ – 21. [SOBOTA]


Rozpoczyna się druk III tomu powieści „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza.

STYCZEŃ – po 21. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do księcia Eustachego i Izabeli z Lubomirskich Sanguszków do Gumnisk pod Tarnowem.

LUTY


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) …do Zakopanego pewnie już nie dojadę, bo z żołądkiem jestem rozpaczliwie – i co dzień gorzej. Powieść angielską („Called back”) („Called back” Hugona Couray’a) daną przez Twoją Panią, przeczytałem, przyjąłem i mogę odesłać, jeśli pilno potrzeba. Wynalazłem też inną. Lotiego („Madame Chrisanthème”) („Madame Chrisanthème” Pierre’a Loti’ego), ale się jeszcze namyślę. (…)”

LUTY – 01. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Do Zakopanego już nie pojadę, bo mój żołądek na to nie pozwala, a ponieważ to był jedyny powód mego wyjazdu,
więc wracam do Warszawy. (…)”

LUTY – 11. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Prawdopodobnie do Zakopanego jeszcze się wybiorę… i stamtąd będę przysyłał Wołodyjowskiego. (…) Jutro posyłam znów parę kartek, które prawdopodobnie dojdą wraz z tym listem. (…)

W tych czasach wyszła znakomita pod względem archeologicznym, historycznym i artystycznym powieść Wallasa (pisze się Lew. Wallace)
(Lewis’a Wallace’a) pod tytułem Ben-Hur. Już to sprowadziłem, czytam, lubuję się i dam do tłumaczenia pannie Kruszyńskiej (Józefie Kruszyńskiej). Powieść jest z czasów Chrystusa, a co więcej, splątana z Jego dziejami. Co za oryginalność
w samym pomyśle! Mimo nastroju religijno-mistycznego, a nawet cytat z Biblii należy ona do najbardziej zajmujących opowiadań, jakie w ostatnich czasach zdarzyło mi się czytać. Sam początek, kiedy Trzej Królowie: Egipcjanin, Hindus i Grek, spotykają się na pustyni, jest wspaniałym obrazem. Ben-Hur to syn księcia żydowskiego. Marzy on o wydobyciu Judei spod rzymskiego jarzma i w ciągu dramatycznego toku zdarzeń dochodzi pod koniec do przekonania, że zbawca już jest – ale to
nie on, tylko Chrystus – i nie miecz, jeno Ewangelia. W opowiadaniu rzecz dzieje się w Judei, w Rzymie, na morzach i pustyniach. (…)”
Komentarza wymaga data podana przez pisarza. Napisał on: 11 lutego, piątek. Otóż piątek przypadał 10 lutego 1888 r., a 11-go była sobota.

LUTY – 15. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Zakopanego. Zatrzymuje się w domu (willi „Chata”) Bronisława i Marii Dembowskich, nad brzegiem Foluszowego Potoku.

LUTY – 16. [ŚRODA]


Drugi dzień Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Drugi dzień upływa od przyjazdu. Jutro dopiero wyślę Wołodyjowskiego - kto wie, czy nie zbraknie. Naturalnie, że przez dwa dni spożyłem taką ilość pokarmów, że można by nimi na wypadek oblężenia wyżywić całą Studencką ulicę (ulica w Krakowie,
przy której mieszkała rodzina Janczewskich) w przeciągu tygodnia. Zdaje się, że żołądek mój nie ochłonął dotąd ze zdumienia – stracił zupełnie głowę i nie wie, co począć. (…)

Dembowscy
(Bronisław i Maria Dembowscy) zdrowi jak nigdy. Ona doskonale wygląda, jest wesoła i zaśmiewa się, opowiadając
o ludziach. On czerstwiejszy niż był owego lata, które spędziliśmy razem; Roj
(Wojciech Roj) się zmienił, Burek jest wielki, piękny, tłusty, połyskujący; ma bardzo ładne i duże oczy i jest w nadzwyczajnych łaskach u pani, jakkolwiek odzwyczaił się
od wchodzenia do pokoju. Jest także finka i troje szczeniąt, względem których Burek udaje uczucia ojcowskie, co jest z jego strony prostą psią pozą i zupełną blagą. – Z tych szczeniąt Tokaj jest wcale niepodobny do dwóch innych i wygląda jak kłębek białych nici. – Kot jest czarny jak podziemie, zły, waleczny i opryskliwy. (…)

Zakopane naprawdę ładniejsze niż w lato, bo błękit ślicznie odbija od tego obrusa śniegów, którymi pokryte niziny, regle, turnie
i szczyty. Takie te kolory czyste i delikatne. (…)

Dziś rano byliśmy z Dembowskimi
(Bronisławem i Marią Dembowskimi) u księdza (Józefa Stolarczyka). Bardzo był rad, tym bardziej,
że poprzednio już mówił Dembowskiemu, że „ten pan Sienkiewicz to złoto i śrybło”. Poznałem tam pana Uznańskiego
(Adama Uznańskiego). Wracaliśmy drogą ku Starej Polanie i potem naokoło. Księdzówka pod swoim stromym dachem założonym śniegiem na dwa łokcie wydaje się mniejsza i jakoby w ziemię zasunięta. Altana wygląda jak biały namiot – ta, w której wisiał hamak,
w którym tak często odpoczywałaś – pamiętasz? (…)

Bartka Obrochtę
(Bartłomieja Obrochtę) (skrzypka) widziałem. Nie poznał mnie, bom wówczas nosił całą brodę. Ale poznawszy, ucieszył się bardzo. Pamiętasz tę całą muzykę, która kiedyś wieczorem przyszła. Mnie Zakopane jakoś wbiło się w pamięć –
i wbiło się przyjemnie. (…)”

LUTY – 28. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie i pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem slipingiem doskonale. Spałem aż do Warszawy; mam katar, jakiego by się żaden król w chrześcijaństwie
nie powstydził. (…)

Helci
(Heleny Sienkiewiczówny) jeszcze nie widziałem, więc nie wiem, czy się żenię, czy nie i czy moja nieobecność była z przyczyny intryg rodziny Szet[kiewiczów], czy też nowym dowodem gwałtownych uczuć. Jedno wiem: „Nichts Geld!” (Nie ma pieniędzy;
ani grosza.) Nie dam i skończyło się. (…)”
Helena Sienkiewiczówna nieraz prosiła brata Henryka o pomoc dla rodziny Lucjana Sieńkiewicza (męża Zofii Sienkiewicz, siostry pisarza), stale będącej w kłopotach finansowych, gdyż szwagier pisarza był bardzo niezaradny. Tym razem brat odmówił.

MARZEC – 05. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Jadwiga Janczewska pisze do niego:
„(…) Powiesz może, że nudzę Cię tym Ben Hurem, ale jeszcze o nim pogawędzić muszę. (…) Obecnie Józia niewiele jeszcze przetłumaczyła – a sama nie wiem, czy ją teraz popędzać, czy nie. Może Ci przesłać ów drugi tom do przejrzenia. (…)

Wczoraj gardło znowu bolało – zmartwiłam się tym, bo przecież nie przestaję myśleć o Warszawie – i pojechaniu tam,
a tu swojego rodzaju przeszkoda – ale dziś znowu nie boli. (…)

Już chyba widziałeś Helcię
(Helenę Sienkiewiczównę) - a u ciotki Dm[ochowskiej] (Aleksandry z Cieciszowskich Dmochowskiej) byłeś też pewnie – żal mi b[ardzo] Twego stosunku z tymi paniami, które niemądre projekta panny miały popsuć. (…)”

MARZEC – 06. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Jadwiga Janczewska dodaje do wczorajszego listu:
„(…) Dowiedziałam się wczoraj, że pociągi nie chodzą, więc list leżał do dziś. (…)”

MARZEC – 08. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Piszesz mi, że Ben Hur (powieść Lewisa Wallace’a „Ben Hur”) jest nudną powieścią. Wierzę Ci, lecz cóż mogę na to poradzić? (…) Powiedz pannie Józefie (Józefie Kruszyńskiej), aby tłomaczyła wytrwale i robiła skróty. To jest wszystko, co mam do powiedzenia
w tej sprawie. (…)

Złożyłem dwie wizyty mojej ciotce
(Aleksandrze z Cieciszowskich Dmochowskiej) i „comme de raison” (oczywiście, siłą rzeczy) widziałem trzy panienki (wnuczki wyżej wymienionej ciotki, a cioteczne siostrzenice pisarza: Aleksandrę i Wiesławę Lelewelówny oraz zapewne Marię Babską, córkę Zofii z Dmochowskich Babskiej). Wydają mi się one teraz prawie brzydkie i nie wyglądają na damy. Niełatwo zadowolić kogoś,
kto wrócił z Krakowa. Panna Ol.
(Aleksandra Lelewelówna, córka Zygmunta Lelewela i Pauliny z Dmochowskich) stale ma nadzieję zdobyć męża, ale myślę, że już nie wlicza mnie w poczet kandydatów. (…)

Postaram się skończyć Wołodyjowskiego przed 22 marca, przed Twoim przyjazdem, aby być wolnym – ale nie wiem, czy mi się to uda. Mam jeszcze do napisania 5 lub 6 rozdziałów i nie mogę pracować intensywnie. Bardzo często mam bóle głowy.

A jak z Twoim bolącym gardłem? Biedne dziecko, uważaj na Boga na siebie! Jesteś tak delikatna jak mały wróbelek. Unikaj wiatru, gdyż jest on najbardziej szkodliwy. Cały świat, a ja w szczególności, bardzo lubi małego wróbelka, ale mały wróbelek musi być zdrów i silny. Niech Bóg błogosławi Twoją najsłodszą główkę. (…) Do widzenia, drogi Przyjacielu! (…)”

MARZEC – 29. [CZWARTEK]


Cenzura rosyjska zezwala na ukazanie się nakładem „Słowa” w drukarni Edwarda Lubowskiego książkowego wydania tomu II powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”.

KWIECIEŃ – 26. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wołod[yjowskiego] prawie skończyłem. Pozostaje epilog – a raczej obraz pogrzebu i epilog, maximum 10 kartek. Tom III wiele większy niż dwa poprzednie. II-gi przyszlę miłej Dży (Jadwidze Janczewskiej) i będę lubił myśleć, że go czyta. Żabę (Jadwigę Janczewską) lubię nadzwyczajnie – i w tamtym liście także była o tym mowa. (…)”

MAJ


Henryk Sienkiewicz, podczas pobytu w Guzowie u brata ciotecznego, Bronisława Dmochowskiego, oświadcza się Marii Babskiej.

MAJ – 05. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Epilog kończę, ale bitwą chocimską, nie wiedeńską, o wiedeńskiej będzie tylko wzmianka. Bogusławski (Władysław Bogusławski) czyta Wołod[yjowskiego], ma o nim pisać – powiada, że to jest rzecz przewyższająca, cokolwiek autor, autorowie, kraj, zagranica, księżyc i gwiazdy wydały. Ciekawym recenzji. – Była tam przed końcem jedna ładna scena, jak Wołodyjowski siedząc z Basią we framudze muru przygotował ją na to, że zginie, a pod nimi kuli mury i ów głos śpiewał: „Nic mi po srebrze…” Ale Dzidek (Jadwiga Janczewska) nie pochwalił i biedne Dickczysko jest bardzo zmartwione. Epilog skończę dziś, jutro, to jest nie dziś, bo obiad zaraz, a po obiedzie opuszczam nędzną głowę na piersi, zamykam oskoruzłe (zapewne po góralsku: zaropiałe) oczy i pogrążam się
w nicość, to jest w najlepszy stan, jakiego można życzyć. Zmęczony jestem bardzo i fizycznie, i umysłowo – a wyczerpany! (…)

W przyszły czwartek wybieram się do Radziejowic, do Józiów Krasińskich
(Józefa i Heleny ze Stadnickich Krasińskich),
wraz z Wrotnowskimi. Będę się bawił albo nudził. (…)”

MAJ – 11. [PIĄTEK]


”Słowo” kończy druk powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”.

MAJ – 15. [WTOREK]


”Czas” kończy druk powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”.

MAJ – 17. [CZWARTEK]


Cenzura rosyjska zezwala na ukazanie się nakładem „Słowa” w drukarni Edwarda Lubowskiego książkowego wydania tomu III powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”. W tym czasie Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Skończyłem naprawdę moją robotę i jeśli nie pisuję częściej, to dlatego, że już jestem na wylocie, a raczej, że za jakie 10 dni pewnie będę u Was. Po załatwieniu spraw finansowej natury pojadę do Karlsbadu na Drezno, by obaczyć galerię. (…)

Był u mnie Ranny Łoś
(określenie dla nieustalonej dotychczas osoby) - powiedział mi, że go namówiono, iżby się starał o katedrę
po Wróblewskim
(Zygmuncie Wróblewskim), i prosił, żebym użył swych stosunków w jego interesie. (…) Ja słyszałem i mówiono mi,
że katedra jest już oddana Zakrzewskiemu
(Ignacemu Zakrzewskiemu), ale sprawdzić tego nie mogę… (…)

Czekam jeszcze na ukończenie odbitki – co idzie marudnie – potem zaraz jadę. Może jeszcze będę w Radziejowicach i w Guzowie u Bronisława
(Bronisława Dmochowskiego), dokąd ciotka (Aleksandra z Cieciszowskich Dmochowska) i Zosia z Marynią (Zofia Babska z córką Marią) już pojechały. Ostatnie dwa wiersze epilogu bardzo się podobały. (…)”
Pisarz mówi o zdaniu zamykającym Trylogię:
„(…) Na tym kończy się ten szereg książek pisanych w ciągu kilku lat i w niemałym trudzie – dla pokrzepienia serc. (…)”

MAJ – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do Kaltenleutgeben w Austrii.

MAJ – 30. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Musiała Ci już mateczka pisać, że moje odwiedziny w Guzowie miały swoją uzasadnioną przyczynę. (zamiar małżeństwa z Marią Babską). (…) To Ci tylko powiem, że zbyt długo żyłem i zbyt wiele myślałem, żebym miał stawiać zaczarowane zamki, więc
i wielkich zawodów nie przewiduję, zwłaszcza że ze względu na osobę, o którą chodzi, nie mam przyczyn do obaw. (…)

Kończę, bo od kilku dni oczy mi nie dopisują w ten sposób, że co chwila widzę wszystko podwójnie. Może to zmęczenie wzroku drobnym pisaniem, a może objaw nerwowy. (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: 30 maja 1888 r., Czwartek. Otóż czwartek przypadał 31 maja 1888 r., a 30-go była środa.

CZERWIEC – 04. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Przed Jadwigą Janczewską odkrywa się bardziej niż dotychczas. Pisze o sprawach uczuciowych:
„(…) Od czasu jak Maryni zbrakło na świecie, przed nikim nie otwierałem tak duszy jak przed Tobą – i takem już do tego przywykł, że dziś, gdy o tak ważne rzeczy chodzi, więcej mi tego trzeba niż kiedykolwiek. (…)

Ciebie, mój najlepszy przyjacielu, nigdy źle nie rozumiem i wierzę bezwzględnie, że co piszesz, to zawsze z najszczerszej troskliwości, więc z Tobą mówię jak z nikim na świecie.

- MB
(Marii Babskiej) nie kocham; uczucie, jakie mam dla niej, nie może absolutnie porównać się z uczuciem, jakie miałem
dla Maryni, ale lubiłem ją bardzo, była dla mnie miłym dzieckiem i wobec tej sympatii, wobec uczucia jej dla mnie, w które wierzyłem bardzo, i wobec innych powodów tak licznych, że trudno o nich pisać – zapadło moje postanowienie.

Pomyślałem, że w ten sposób rozstrzygnie się wszystko, zapadnie klamka, zamkną się drzwi, pomyślałem, że nie ma dobrych powodów, dla których nie miałbym oddać tego, co ze mnie zostało, dziewczynie, która mnie kocha, która tego pragnie mocno
i która gotowa przyjąć tyle tylko, ile ofiarować jej mogę. Powiedziałem sobie: nie będę jej kochał, tak jak kochałem tamtą,
ale będę dla niej dobry, bo nie jestem zły z natury, przywiążę się z czasem i życie się wyjaśni i przestanie być błędnym kółkiem. (…)

Tobie jednej na świecie wyznaję, że dziś nawet moja sympatia dla niej, gdy stała się rodzajem urzędowych więzów, zmniejszyła się bez miary. Zmniejszyła się jeszcze i dlatego, a może głównie dlatego, że przez tydzień pobytu w Guzowie spostrzegłem,
że MB kocha we mnie wszystko prócz mojej osoby. Zbyt od dzieciństwa oswojona jest ze mną jako krewnym, więc kocha swoje zamążpójście, swoją przyszłą pozycję, swoją zadowoloną miłość własną, mieszkanie, podróże, to, co przyjaciółki i koleżanki pomyślą, sławę żony popularnego pisarza, ciekawość, jaką będzie budzić – słowem, w całym szeregu motywów – ja, wuj jej,
nie mam uroku nowości, czegoś nieznanego i mniejszą odgrywam rolę. (…)

Uczucie jej niewątpliwie wzrosło od czasu, gdy mniej obawia się zawodu dla swych nadziei, ale bez żadnej wątpliwości jest ono przeważnie tylko zastosowywaniem się do sytuacji. –

Próbowałem mówić z nią o tym. Na nieszczęście zdaje się nie rozumieć, o co chodzi. Natomiast szczera jest bardzo – przyznaje,
że miała wielką ochotę wyjść za mnie, ale starała się trzymać serce na wodzy, bo tak jej nakazywała ambicja. (…)

Jest to bardzo zacny charakter – ale dusza z innego świata niż moja. Może się rozwinąć albo może się nie rozwinąć. Za mało się nią zajmowałem i to jest wina moja, bo ona swoją chęć wyjścia za mnie mogła poczytywać za uczucie, ale ja powinienem był wcześniej to dostrzec. (…)

Dziesięć razy mniej zajmowałem się nią, niżem był powinien – a przyczyną tego była ta nieszczęsna Ola
(Aleksandra Lelewelówna) - którą jak klin wiecznie między nas wstawiano. – Działo się to tak dalece, że dziś ciotka D[mochowska] (Aleksandra z Cieciszowskich Dmochowska), mimo wszelkiej usilności, nie umie ukryć dla mnie po prostu niechęci. (…)

Nie umiem Ci powiedzieć, ile mnie kosztuje przyznanie do tego, że żałuję, to jest do mojej winy, błędu, lekkomyślności –
ale przed Tobą ukryć tego nie mogę – i nie chcę. Jestem po prostu mówiąc bardzo nieszczęśliwy i cała pociecha w tym przekonaniu, że nim mnie za winę potępisz, pierwej żałować będziesz. Ale biorąc wszystko w rachubę, nie czasu mi trzeba – tylko albo prędko zamknąć sobie drogę, albo prędko zerwać. I tak będzie źle, i tak – ale w tym położeniu, gdy ja jej nie kocham
i gdy ona, oswoiwszy się z tym, co ją dziś nęci, kochać mnie przestanie – będziemy bardzo nieszczęśliwi. Nie zapewnię jej nawet bytu materialnego, bo jeśli ten dzień podkopał moje zdrowie na rok dawny, cóż będzie z nim przy takim życiu. (…)”

CZERWIEC – 05. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Uczucia MB (Marii Babskiej) są takie , jak Ci wczoraj napisałem. Plan nie był niczyj. Były chęci i życzenia, ale nie było nawet insynuacji. Na postanowienie moje wpłynął i ten motyw, o którym nieraz między nami była mowa; oto ja naprawdę od dość dawnego czasu nie dbałem i nie dbam, co się ze mną stanie. Choroba – dobrze, śmierć – dobrze, małżeństwo – dobrze! Był i ten czynnik, odegrał i on rolę, a mógł odegrać tym więcej, że ta obojętność wypadła na cudzą korzyść, nie szkodę. (…)

Dziś jeszcze dwa słowa: widzisz, że dochodzę do innych niż Ty wniosków, bo nie chcę zwłóczyć, nie mogę zwłóczyć ani trzymać przez pół roku lub rok MB w zawieszeniu. Wszakże przez ten czas może ona trafić na kogoś bliższego sobie duchem, z jednego świata, zakochać się i pójść za mąż. A co by było, gdybym po roku jakim znalazł jeszcze mniej sympatii dla niej i jeszcze mniej sił w sobie do pracy. (…)

Co do pracy, będzie ona mi ze względu na moje siły i skołataną głowę zawsze ciężką, ale jest pewna we mnie do niej namiętność
i zawziętość, która przy najcięższych warunkach wzięłaby górę. Czy to płynie z artyzmu, czy z poczucia służby publicznej
i patriotyzmu – nie rozsądzam w tej chwili. Może z obojga. Oto w tej chwili, przy całej rozterce, przy niepokoju i po prostu męce mimo woli układam w głowie powieść nowożytną z tym wyraźnym zamiarem, żeby zrobiła ona rewolucję w polskiej powieści. (…)

Praca mnie ciągnie, tylko czy mnie czeka powodzenie, czy klęska tego nie wiem, jak również i tego, czy siły wystarczą i klepki
w głowie się nie rozlecą. Naturalnie, że związek z MB mógłby się przyczynić do niepomyślności dla mnie, zatem do zawodu
i nieszczęścia dla niej. Ale czy wobec tego warto niepewność przedłużać? (…)

Z Marynią po kilku latach pożycia pisywaliśmy do siebie codziennie, od Ciebie, Siostrzyczko, odebrałem już dwa listy –
od MB żadnego, choć dwa już dojść mogły. Żegnaliśmy się obojętnie – nie tylko ja z nią, ale i ona ze mną. (…)

Wiedeń miły, znajomych pełno. – Byłem w Volksgartenie sam – później przyszli Morawscy
(bracia Zdzisław i Kazimierz Morawscy). Zdziś wypytuje spuszczając oczy o panią (Jadwigę Janczewską). Sozański (Stanisław Sozański) miły. Jechali na wyścigi. Dałem Sozańskiemu 10 guldenów, by postawił za koniem: Pesymista. Koń wygrał i przywieźli mi 69 guldenów. Wczoraj byłem na Fliegende Holländer (opera Richarda Wagnera). (…) Wagner ma swoją doktrynę, ma swój styl i nie swoją indywidualność.

Moje podwójne widzenie to podobno poważny objaw, ale mam przecie przed sobą Kalten
(Kaltenleutgeben), potem Zoppot (Sopot),
a potem pewno jaką podróż. (…)”

CZERWIEC – 06. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wracam teraz do tego świata, do wspomnień, do dzieci, do samotności i czuję ulgę, chociaż jeden więcej kolec został
w duszy. A potem, kto wie, czy mnie nie więcej będzie kosztować zerwanie niż tamtą stronę. – Doprawdy czasem mi się tak zdaje.
Odebrałem dziś list od MB
(Marii Babskiej). Jest on taki, jaki panienka napisać może, ani cieplejszy, ani chłodniejszy – przy wszelkiej ochronie miłości własnej – przy pewnej nawet dla niej satysfakcji rzeczy pójdą zwykłą koleją. (…)

Wobec swego zmęczenia i stanu nerwów bardzo przypuszczam, że to, co on
(Wilhelm Winternitz) mi może powiedzieć, wystarczy
i powinno wystarczyć za dostateczny powód do zaniechania dalszych zamiarów, bo jestem niemal pewny, że mi każe pracę zawiesić i nigdy w przyszłości tak nie pracować jak dotąd. (…)

Jutro jadę do Kalten
(Kaltenleutgeben), tymczasem, droga Siostrzyczko, chodzę po tym Wiedniu, rozmyślam, zatrzymuję się
przed sklepami – oglądam, kupuję w myśli, co kupić można – i znów rozmyślam, o ile byłbym spokojniejszy, więcej wart dla siebie samego, gdyby to wszystko nie miało miejsca nigdy. (…) Wiesz, w czym myślę szukać uspokojenia? Oto w pisaniu.

Morawscy pojechali dziś. Raczyński
(Edward Aleksander Raczyński) jest. Wczoraj byliśmy w Parlamencie. (…) Po Kalten pojadę
do dzieci bez względu, gdzie będą. – Matejko
(Jan Matejko) tu jest w hotelu. Mycielski (Jerzy Mycielski) pojechał do Bolonii. Mówił mi, że Tarnowski (Stanisław Kostka Tarnowski) gotuje ogromną pracę o Potopie i Wołod[yjowskim]. (…)”

CZERWIEC – 07. [CZWARTEK]


Z Wiednia Henryk Sienkiewicz przyjeżdża do Kaltenleutgeben do doktora Wilhelma Winternitza, o czym pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś rano byłem o Winternitza. (…)

Winter[nitz] zakazał mi pracować na czas bez terminu, zakazał nawet czytać, chodzić do teatru, mówił, iż źle zrobiłem, idąc
na wystawę obrazów w Wiedniu, prosił, żeby nie pisywać listu, słowem, stwierdził zmęczenie, przepracowanie wymagające bardzo stanowczej kuracji – i wynikającą stąd anemię mózgu. Wobec tego czy podobna brać na ramiona jakikolwiek ciężar? (…)

Co do mnie, zostając sam, nie potrzebuję też tyle liczyć się ze swoimi siłami i po jakimś odpoczynku wrócę znów do roboty. Dziś głowa trochę boli, dlatego nie piszę długo. (…)”

CZERWIEC – 08. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 09. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Winternitz znalazł moje zdrowie niedobrym. Leowi mówił, że z przepracowania się popadłem w anemię mózgu, która wymaga absolutnego odpoczynku. Zakazał mi nawet czytać, chodzić do teatru etc. Co do czytania, nie mogę go wysłuchać. (…)”

CZERWIEC – 10. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 11. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przyjeżdża z Kaltenleutgeben do Wiednia, aby załatwić swoje sprawy. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jestem w Wiedniu, bo miałem trochę sprawunków, więc je załatwiam, póki nie mam po południu kąpieli. (…)

W sobotę czy też w piątek (bo mam taką głowę, że już nie pamiętam) posłałem list do MB
(Marii Babskiej). (…) Wyrok Winternitza (wilhelma Winternitza) musiałby w każdym razie zdecydować sprawę w ten, a nie inny sposób. Z mojej strony nie udawałem rozpaczy i nie udawałbym jej w żadnym razie; napisałem szczerze i po przyjacielsku, że to jest przeszkoda niezwalczona
i że z nerwami, jakie mam, nie potrafiłbym zapewnić szczęścia i spokoju nikomu, chyba istotnie wyjątkowo i do zapamiętania kochanej. (…)

Tymczasem odebrałem dwa listy od MB, pisane przed odebraniem jeszcze mojego, rozsądne i pełne dobrej woli – i bardzo prawdziwe. W jednym pisze mi, że w ostatnim dniu mego pobytu w Guzowie była dlatego smutna, bo czuła, że z powodu mego chłodu – uczucia jej dla mnie nie rosną tak, jakby sobie życzyła. Pisze, że ją to bardzo martwiło. Jest to istota bardzo prawdziwa – i taka szczerość ujęła mnie zamiast zrazić i podniosła mój szacunek dla niej. (…)

W Kalten
(Kaltenleutgeben) dużo Polaków. Są Leowie (Edward i Stefania z Zielińskich Leowie), Dzieduszyccy (Włodzimierz i Alfonsynę
z Miączyńskich Dzieduszyccy), pani Antoniowa Wodzicka (Ludwika z Żurowskich Wodzicka), pani Olga Miączyńska (Olga z Chylińskich Miączyńska), Milieski (Alfred Milieski), Woźniakowski etc. Jadam z nimi – (tylko Dzieduszyc[cy] przy innym stole) – ale wyobrazisz sobie łatwo, jak mało jestem rozmowny. (…)

W Wiedniu poznałem Adamów Sapiehów
(Adama i Jadwigę Klementynę z Sanguszków Sapiehów) u Stadnickich (Edwarda i Ludgardę
z Mniszków Stadnickich). Dość przyjemni – lubo on nie jest czarujący, jak głosi opinia. Są także u „Erzherzoga” (w Hotelu „Erzherzog Karl”) Sanguszkowie (Roman Damian i Karolina z Hun-Hohenstein’ów Sanguszkowie). Jego widziałem. Zaraz wyjeżdżam do Kalten z powrotem. (…)”

CZERWIEC – 12. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 13. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 14. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …Winternitz nie znajduje mnie zdrowym. Nie ma tygodnia, jak jestem, a już zmienił, ale to całkowicie zmienił kurację. Biorę teraz laken-bady (kąpiele solankowe), piję Kissingen (woda z miejscowości kuracyjnej Kissingen), nie zakładam bindy (opaski) - słowem prócz duszu (prysznica) nic nie zostało z dawniejszego. Nie kazał mi także chodzić za wiele, a przede wszystkim powtórzył zakaz roboty jakiejkolwiek. Co do listów, pozwalam sobie nie słuchać, bo czuję, że by to mnie więcej jeszcze nerwowało. Miewam także niemal co dzień silniejszy lub słabszy ból głowy – i takie chwile, że chce się wyjechać koniecznie z Kalten. (…)

Co do nierozgłaszania powodów rozwiązania stosunku, bodaj nie może być inaczej, tylko tak, jakem obmyślił, bo oni sami
przez Szydłowskich – a tym samym przez Antałka
(Antoniego Zaleskiego) rozgłosili. Czas na to poradzi; powoli rzecz przejdzie
w dziedzinę legendy, a potem mówić o tym przestaną. Zresztą kwestia zdrowia mojego jest kwestią tego rodzaju, że Zosia Babska musiałaby w każdym razie mieć prawo do zdania i interwencji!

Kalten się zaludnia. Poznałem panią Milieską
(Marię z Kołaczkowskich Milieską), która tu bawi z mężem (Alfredem Milieskim) i córką (Olgą Milieską). Jest Raczyński, jest Rembieliński. Ale wszystkich mam czasem aż nadto – zwłaszcza, że z powodu opinii Wintern[itza]
o moim zdrowiu okazują mi zbyt wiele troskliwości. Z „Czasu” pobrałem pieniądze
(za druk „Pana Wołodyjowskiego”). Wkrótce rozstrzygnie się też ów Kochmanowski konkurs. Ciekawym, czy mi przyznają choć drugą nagrodę wobec faktu, że naprawdę należy mi się pierwsza. Jeszcze się nie namyśliłem, co zrobię w razie przyznania mi drugiej. (…)

Z „Czasu” przysłano mi 1000 guldenów, więc razem 2000. Mycielski
(Jerzy Mycielski) mówił mi, że Tarnowski gotuje wielką recenzję o Poto[pie] i Wołod[yjowskim]. Bogusławskiego recenzje jakoś się nie ukazują. Może cenzura przeszkodą. (…)

Z Kalten pojadę do Zoppot
(do Sopotu) - a potem – bo ja wiem gdzie. (…)

Widziałem tu Abakanowicza
(Bruna Abakanowicza). Wyjeżdża do New-Yorku dla interesów. Nie było potrzeby z nim jechać,
bo co innego w głowie. (…)”

CZERWIEC – 15. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 16. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz z Kaltenleutgeben przybywa do Wiednia. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przywiozłem ze sobą gotowy list do Wiednia, by tu go wrzucić – a przyjechałem, by zmienić ruble, bo się boję, że bardzo spadną. (…)

…listu nie miałem od MB
(Marii Babskiej). Pytasz, czy moja sympatia wzrosła. Tak jest. Myślałem, że nie ma tyle dobroci
i delikatności uczuć. Taka poczciwa i serdeczna była ta jej odpowiedź. Moja sympatia wzrosła jeszcze i dlatego, że przestała być przymusową. Chciałbym bardzo serdecznie, żebym mógł jej wyświadczyć jakąś ogromną usługę.

Czuję, że poza kwestią mego zdrowia, poza tym, że może dla niej lepiej się stało, zawiniłem względem niej – i chciałbym jej to
ze wszystkich sił nagrodzić.

Ja z Kalten
(Kaltenleutgeben) pojadę do Zoppot (do Sopotu) koniecznie. Do Warszawy napiszę. Wołod[yjowskiego] każę przysłać. Może Dzidek (Jadwiga Janczewska) będzie czytał w samotności. (…)”

CZERWIEC – 17. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 18. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 19. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Odebrałem znów list od MB (Marii Babskiej) - jak zwykle serdeczny i poczciwy, a zwłaszcza szczery. Pisze mi po prostu,
żeby się nią nie kłopotał, bo jej uczucia, o ile wie, nie są bardzo trwałe, ale prosi zarazem, żeby do niej pisywać przyjacielskie listy, bo bardzo ich pragnie. (…)”

CZERWIEC – 20. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 21. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Bądź łaskaw posłać do mieszkania teściów moich jeden egzemplarz w tomach Wołodyjowskiego pod adresem pani Janczewskiej (Wspólna 24, w mieszkaniu WW. Szetkiewiczów). (…)”

CZERWIEC – 22. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Oj, te Paludy (Blinstrubiszki na Żmudzi, majątek Kazimierza i Wandy Szetkiewiczów)! żeby też takie stworzenie musiało tam jechać, które samym widokiem swoim tyle ludzi uszczęśliwia. Zdaje się, że to za dziesiątą wodą, za chmurami, oparami – i po co? i na co? (…)

Wyobrażam sobie Ciebie wszędzie – na Akropolu, w Rzymie, na Saharze, w dziewiczym lesie, pod namiotem, jako panią,
jako driadę, ale w Paludach – nie! To już ostateczna rzecz. (…)

Chodzimy tu na długie przechadzki z Ra[czyńskim], Rem[bielińskim] i rozmawiamy o Afryce. On się tam wybiera, sprowadza mapy i książki. Wieczorami grywamy w bilardzik, w który ogrywam, a i dziś ograłem całą paczkę z dodatkiem Wodzickiego (Tonia?)
(Antoniego Wodzickiego). Ów przyjechał do żony. Bawi też tu ich córka, którą lubię. Nazywa się Marylka i ma lat 8-śm. – Pani Miączyńska (Olga z Chylińskich Miączyńska) przypomina hrabiny z powieści Korzeniowskiego (Józefa Korzeniowskiego). Z Dzieduszyckimi prawie nie gadam, bo wolę męskie towarzystwo. Leowa (Stefania z Zielińskich Leo) z córką wyjeżdża w poniedziałek – i trochę jestem z tego kontent, bo takie bliższe znajomości bywają wymagające, zwłaszcza za granicą. (…)”

CZERWIEC – 23. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 24. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Oto dziś odebrałem list od MB (Marii Babskiej), długi, poczciwy jak zawsze, ale zgadnij, co mi pisze? Oto, że przedstawiała sobie idealnie przyszłość ze mną, że miała wielką ochotę do takiego szczęścia, ale że czuła i czuje się winną względem mnie, bo mnie nie kochała i nie mogła tego w siebie wmówić, choć wszelkimi siłami o to się starała. W pierwszej chwili sądziłem, że pisze to przez miłość własną, by odmowa była zadokumentowana z jej strony, ale z tonu listu, ze szczerości, z jaką jest pisany, z gorzkich wyrzutów, jakie sobie czyni, i ze skruchy, do jakiej się przyznaje, nie ma najmniejszej wątpliwości, że to wszystko jest prawda. Pisze, że z powodu tych wyrzutów, jakie sobie czyniła i czyni, cierpiała tak bardzo – iż wreszcie postanowiła wyznać wszystko. (…)

Napisałem jej, że wina jej jest żadna, wyrzuty urojone, że ja i każdy mógłby sobie, chcąc analizować się do głębi, uczynić takie same (ja szczególniej!), że powinna Bogu dziękować, iż nie było prawdziwego uczucia, bo w takim razie zawód byłby większy –
i wreszcie uspokajać matkę i otoczenie swoją wesołą twarzą. (…)

W ostatnich dniach byłem dobity listem pełnym oświadczeń miłości, który odebrałem od jednej z bawiących tu warszawianek. Domyśl się, od kogo, nie chcę pisać. Udawałem, żem go nie odebrał, ale na moje nerwy było to już prawie nadto. (…)”

CZERWIEC – 25. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 26. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 27. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 28. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

CZERWIEC – 29. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zdrowie moje jest, jak było, a głowa w lepszym porządku jak u kogoś, bo takie rzeczy, żeby ktoś mógł kontrolować moje stosunki z pocztą, po niej nie chodzą. W ostatnim czasie odbierałem mnóstwo listów pieniężnych z Redakcji „Cz[asu]”
za Wołodyjowskiego i ze Lwowa etc. Mało się trudnię odpisywaniem, jednak czasem trzeba.

Życzę Ci, moja Dzineczku
(Jadwiga Janczewska), najszczęśliwszej podróży i dla Ciebie, i dla Twego boba. Oj, żeby to nie wyjeżdżało tak daleko! Tu nic nowego. Co było ważniejszego, tom Ci pisał, więc tylko do widzenia i zarazem posyłam Tobie, kochane stworzenie, najszczersze podziękowanie za Twoją dobroć i troskliwość. Nie uwierzysz, ile mi dobrego zrobiłaś, swymi listami
i radami. (…)”

LIPIEC


Henryk Sienkiewicz pisze do Jana Kantego Galasiewicza na temat adaptacji teatralnej noweli „Szkice węglem” przygotowanej przez adresata wspólnie z Zofią Meller:
„(…) Teraz ukończyłem właśnie czytanie (adaptacji teatralnej pt. „Pan Zołzikiewicz”), i w tej chwili pośpieszam podzielić się
z Szanownym Panem wrażeniem. Nie jest to zwykła przeróbka, ale praca zupełnie artystyczna; zresztą nie mogło być inaczej wobec tego, że współpracownicy są ludźmi prawdziwego talentu i władają piórem nie rzemieślniczo, ale prawdziwie po pisarsku. (…) Nie rzemieślnicze pióro kreśliło dramat Rzepy; widać w nim zalety pisarskie, samodzielne. (…)”

LIPIEC – 04. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przez mateczkę dowiedziałem się, żeś nogę zbiła bardzo silnie, i od tej pory ciągle się niepokoję, czy to już przeszło i czy się nie odzywa jeszcze, bo w takim razie odległe od całego świata Blinstrubiszki byłyby najnieodpowiedniejszym miejscem pobytu. Napiszże prędko, jak to jest, bo niespokojne nerwy wyobrażają sobie zawsze więcej, niż bywa, i stąd ciągła troska.

Drugą przyczyną mego niepokoju jest myśl, że w żalu, jaki słusznie odczuwasz do Helenki za jej nietakt, jest może trochę żalu
i niechęci także do mnie. Zdawało mi się, że widać to z Twego listu, i com się nazłocił na Helenkę i nagryzł, tego by na wołowej skórze nie spisać.

Pojutrze kończy mi się cztery tygodnie kuracji, tj. w piątek, a w sobotę chcę wyjechać. Kuracja zaszkodziła mi raczej,
niż pomogła. Prawda, że warunki i moralne, i atmosferyczne nie były po temu, ale doznaję różnych dolegliwości, które nie trapiły mnie dotąd. Mianowicie dokucza mi ból krzyża i ból w stopie tak silny, jak czasem bywa ból zębów. Wahałem się przez chwilę,
czy nie jechać do Gastein, ale nie pojadę; pojadę do Zoppot
(do Sopotu) i tam posiedzę z dziećmi, tam do wszystkiego bliżej; stamtąd, nie wiem, gdzie wyruszę, może do Ostendy, a jesienią znów do dzieci. –

Tu nic nowego. Przyjechała pani Róża
(Róża z Potockich Raczyńska). Są Dzieduszyckie (Alfonsyna z Miączyńskich Dzieduszycka i córki: Klementyna, Anna, Maria i Jadwiga), u których nareszcie dziś zostawiłem bilet, jest pani Milieska (Maria z Kołaczkowskich Milieska), która
z początku wdzięczyła się do mnie bardzo czule, a która teraz widząc, że to nie pomaga i że od rozmów [się] wymykam, wita mnie ukłonami tak pełnymi godności, że mi się przypomina: „A jakże! a jakże!” Poznałem państwa Sulińskich
(Antoniego i Emilię
z Nagurskich Stulgińskich), którzy młodszą Dzieduszycką przezwali Basią (Basią Wołodyjowską). Nie wiem, czy o tym wie; byłaby pewnie kontenta. Pan Suliński (czy może Stulgiński) jest dyrektorem papierni w Homlu, ona Żmudzinka, nie wiem, kto z domu, zna wszystkich na Litwie i Żmudzi. On był kolegą Bronisia Mineyki, dla którego nie znajduje dość słów. Była tu tak zwana
przez Rembielińskiego „moja ciocia”, pani ordynatowa Zamoyska
(Maria z Potockich Zamoyska). Poznałem ją. Władysław Branicki towarzyszył jej. (…) Myślę wziąć się w Zoppot do pamiętników malarza. (…)”

LIPIEC – 07. [SOBOTA]


Z Wiednia Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do Sopotu.

LIPIEC – 08. [NIEDZIELA] – WIECZÓR


Henryk Sienkiewicz przebywa w Dreźnie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj o dziesiątej wyjechałem kurierem z Wiednia, a dzisiaj o ósmej rano jestem w Dreźnie. (…)

Na nieszczęście – niedziela! Miasto pozamykane, na ulicach ludzi moc, przybranych odświętnie, brzydko. Ale miasto ładne, daleko ładniejsze od Monachium. (…) Latałem dziś cały dzień i zmęczyłem się okropnie. Całość zrobiła mi wrażenie domu zbudowanego
i umeblowanego nie na wielką skalę, ale z dobrym smakiem.

Gmachy, w których się mieści galeria i muzea, po prostu śliczne. Galerię zwiedziłem, korzystając z tego, że jest otwarta
od 11 do 2-giej. Pod względem wyboru dzieł sztuki należy ona do najlepszych w świecie. Co za holendry! Co za Wouwermany
(obrazy Philips’a Wouwermans’a), Mierysy (obrazy Frans’a Mieris’a), Metsu (obrazy Gabriela Metsu), Douwy (obrazy Gerarda Dou), Ruisdaele (obrazy Jacob’a van Ruisdaela) – nigdzie nie zobaczysz nic podobnego. Włochów stosunkowo mniej, ale co jest, to wyborne. Sykstyńska („Madonna Sykstyńska” pędzla Rafaela Santi) stoi w osobnej salce, niby ołtarz – i rzeczywiście wszyscy mimo woli zdejmują kapelusze. Spędziłem tam czas długi. – Wiesz, że bez sztucznego nastrajania się okropnie przepadam za Rafaelem, a to jest
po prostu taki obraz, że gdyby na kuli ziemskiej istniało tylko malarstwo i nic więcej, tedy po widzeniu go można by powiedzieć: „Panie, puść teraz sługę swego w spokoju!” Najlepsze kopie nie oddają tej pogody, dziewiczości i tego jasnego, a spokojnego światła, które jest w obrazie. Jest to dzieło artystycznego natchnienia w najwyższym znaczeniu tego wyrazu. (…)

Jutro zobaczę muzea – a na noc, jeśli jest pociąg bezpośredni, pewnie ruszę do Gdańska, nie zatrzymując się po drodze
w Berlinie. Dziś resztę dnia poświęciłem na oglądanie zewnętrzne miasta. Bardzo ładny był wieczór, pogodny, a nie gorący.
Przez mosty wracały tłumy ludzi, rzeka
(Łaba) miała kolor zupełnie opalowy. Pełno na niej statków i parowców, poruszających się szybko a cicho… (…)

Na koniec i to przyjemne, że wspomnienia „Poloniae” widać tu na każdym kroku i że te małe Sasy chełpią się widocznie tym,
iż ich elektorowie byli zarazem królami tak wielkiego narodu. (…)

Sozański
(Stanisław Sozański) z Hauserem (Witoldem Hausnerem) są w górach. Nie widziałem ich na wyjezdnem. Ostatnie dni spędziłem z Raczyńskimi (Edwardem Aleksandrem i Różą z Potockich Raczyńskimi), bo i pani Róża przyjechała.

Onegdaj
(przedwczoraj) wybierałem się w Kalten (Kaltenleutgeben) do teatru, tymczasem przysiadłem się do Dzieduszyckich (Alfonsyny z Miączyńskich Dzieduszyckiej i jej córek: Klementyny, Anny, Marii i Jadwigi), chcąc ich pożegnać, i przegawędziłem cały wieczór, póty, póki ładna Jaga (Jadwiga Dzieduszycka) nie zaczęła Żydów wozić (zaczęła usypiać) na krześle, zupełnie jak Basia po przyjeździe do Ketlingowego dworku. Starsza (Maria Dzieduszycka) jest patriotka Rusinka, matka tłomaczy jej, że to głupio, a ja dawałem jej
do zrozumienia, że powinna by wyjść za mąż za rusińskiego księdza. Poznałem ks. Jerzową Czartoryską, z domu Czermak
(Marię Joannę z Czermaków Czartoryską). Sadzi się, żeby mówić po polsku, ale mówi z czeska; więc „byla bardzo szczensliwa, że taki geniusz poznala”. –

Wyobraź sobie, Raczyński dowiedział się, zdaje się, od Winternitza
(Wilhelma Winternitza) - bo nie chce mówić, od kogo – że zeszłego roku poza adoratorkami, które mi posyłały kwiaty do mieszkania, miałem jeszcze inną. Oto pewna Niemka, poczuwszy do mnie pod wpływem moich utworów skłonność, sprowadzała róże herbaciane z Hittingu i wkładała je co dzień – zgadnij, gdzie?
Oto w moje buty, które wystawiałem do czyszczenia za drzwi. – Pokojówki je kradły, więc nic o tym nie wiedziałem. Raczyńskiemu powiedziano pod sekretem nazwisko, więc nie chciał mi powiedzieć. Ale widział fotografię i mówi, że ładna. (…)

Napiszę humoreskę pt. Woniejące buty! Tego roku była jakaś pani Levuvier, która postanowiła rzucić się na znajomość ze mną, „jak lew srogi na niewinną sarnę i okropnymi ryki chuci wzbudzać czarne” – alem tak pomykał, że się nie udało. (…)”

LIPIEC – 11. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie w willi „Neudorff” przy Rickert-Strasse (dzisiaj: ul. Obrońców Westerplatte). Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Kaltenleutgeben raczej mi szkodziło, niż pomagało w tym roku. Pogoda była niegodziwa. Jestem w Zoppot, dokąd bądź łaskaw przysyłać mi „Słowo” pod adresem: Szetkiewicz, Rickert-Strasse, Villa Neudorff”. (…)”

LIPIEC – 12. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie.

LIPIEC – 13. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie.

LIPIEC – 14. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) …wkrótce wybieram się do Ostendy lub Helgolandu z polecenia Winternitza. (…) O kąpielach tu nie myślić. Pogoda straszna, ciemno, wietrzno, zimno, zupełnie listopad. Mimo tego dzieciom pobyt nadzwyczaj służy, ale na moich nerwach odbija się rozpaczliwie. (…)”

LIPIEC – 15. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie.

LIPIEC – 16. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie.

LIPIEC – 17. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Do Ostendy wybieram się w końcu tego tygodnia. (…)

Pisałem do Ulanowskiego
(Adama Ulanowskiego), prosząc o informację co do wyprawy afrykańskiej. (…) Jeśli pojadę, to nie jako członek wyprawy, ale tylko jako czasowy towarzysz. (…)

Tymczasem Zoppot nie bardzo mi służy. Ciągle coś boli, albo głowa, albo krzyż. Może kąpiele ostendzkie lepsze będą. Winternitz
(Wilhelm Winternitz) chciał Helgolandu, ale ja nie chcę. – Dzieci mają się pysznie. (…) Z ojcem jeździmy do Gdańska, który nie jest tak piękny jak mówią. (…)”

LIPIEC – około 21. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do Ostendy.

LIPIEC – 26. [CZWARTEK]


W numerze 166. „Głos” donosi:
„(…) H. Sienkiewicz w tych dniach wyjechał z Sopot do Ostendy. Pogłoski […] o ciężkiej chorobie Sienkiewicza są bezzasadne. (…)”

LIPIEC – 28. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie przy Rue d’Ouest 17. Pisze do Henryka Merzbacha:
„(…) Zatrzymałem się tylko kilka godzin w Brukseli, więc nie mogłem osobiście przypomnieć się znajomości Sz[anownego] Pana. Tymczasem, zanim będę to mógł uczynić, udaję się do Szanownego Pana z prośbą w następującej sprawie. Od dawna czytuję dużo podróży. Czytałem Stanleya Le Congo (Henry Morton Stanley „The Congo and the Founding of its Free State”) - i opisy równie jak losy nowo tworzącego się państwa zajęły mnie do wysokiego stopnia. Przypuszczam jednak, że od czasu Stanleyowskiej książki,
gdy tylu Belgów udaje się w tamte strony, musiały wyjść jakieś nowe dzieła zawierające opisy miejsc, sposobów podróżowania etc.

Otóż, czybym za łaskawym pośrednictwem nie mógł dostać paru takich książek per poste nachname
(za zaliczeniem pocztowym),
w Ostendzie? Mógłbym w ten sposób skrócić sobie czytaniem kilka nudnych kąpielowych tygodni.

Jeszcze jedna prośba. – Jeśli Szanowny Pan znajdziesz czas na słówko odpowiedzi, proszę również o wiadomość o zdrowiu Poradowskiego
(Aleksandra Poradowskiego). Nie wiem, jaki jest ich adres, i dlatego nie mogę się zgłosić wprost do nich. (…)”

POCZĄTEK SIERPNIA


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie przy Rue d’Ouest 17. Pisze do Henryka Merzbacha:
„(…) Nie posłałem dotąd kwestionariusza co do Kongo, na który obiecałeś mi Pan łaskawie odpowiedzieć, bom się rozmyślił
i nie jadę w tamtą stronę. Głównym powodem, dla którego zarzuciłem projekt, była wiadomość, którą wyczytałem
w nadesłanych mi przez p. Falka
(Teodora Falka) książkach, iż zwierzyna, nie wyłączając ptaków, zupełnie jest wyniszczona
w okolicach stacyj i faktoryj. Wybierałem się głównie dla polowania, więc wycieczka moja chybiłaby celu.

Na odwrotnej stronie znajdzie Szanowny Pan wiersz, który w ostatnich czasach napisałem z powodu przymusowego zaprowadzenia języka ros[yjskiego] w kościołach katolickich guberni mińskiej. (…)”
Jest to wiersz „Pieśń litewskich borów”:
Wyszedł raz srogi ukaz do litewskich borów,
Aby nie śmiały szumieć ni modlić się ani
Mruczeć inaczej swoich wieczornych nieszporów,
Jak na suzdalską nutę: „Boże, cara chrani”.

Trwoga padła na puszczę. Stoją ciche drzewa
Jak wynurzon z wód łona bór zakamieniały,
Ani zwierz się nie ozwie, ni ptak nie zaśpiewa,
Dzięcioł boi się nawet pukać w pień spróchniały.

Diejetiele
(działacze) zaś krzyczą potrząsając knuty:
„Bór się boi, więc zagra wedle carskiej nuty”.
Wtem wstaje wiatr – i leci od zachodniej strony,
Już spadł na gonnych sosen wyniosłe korony,
Mruknęły dęby, trzęsie liściami brzezina:
Słuchajmy! Pieśń się jakaś wśród puszczy poczyna
I brzmi coraz potężniej między konarami:
„Święty Boże a mocny, zmiłuj się nad nami!” (…)”
Dopisek Henryka Merzbacha:
„(…) Bóg Ci płać, Mistrzu, za wiersz do albumu!
Będzie on relikwiją w pamiątek ołtarzu
I litewskich borów dalekiego szumu
Słuchać będę… mimo carskiego zakazu. (…)”

SIERPIEŃ – 02. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zacząłem pisać pamiętniki malarza (nowelę „Ta trzecia”) i mam już dwa bite arkusiki, czyli że lody złamane. Wielka nowina!
Ale cóż! Miały to być poetyczne obrazy stawów, trzcin, zachodów słońca, a układa mi się farsa śmieszna od początku do końca, pełna bredzenia. (…)”
List ten przytacza prof. Julian Krzyżanowski w książce „Henryk Sienkiewicz. Kalendarz życia i twórczości”. Nie został on natomiast zamieszczony w tomie II części pierwszej książki „Henryk Sienkiewicz. Listy”.

SIERPIEŃ – 06. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie przy Rue de L’Ouest 17. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Od tygodnia jestem w Ostendzie. (…) Adres mój dokładny jest: Ostende, Rue de L’Ouest 17. (…) Jestem w trakcie wykańczania małej rzeczy (noweli „Ta trzecia”) dla „Kur[iera”] Codziennego”. Jest to trochę farsa i sam się bawię pisząc. (…)”

SIERPIEŃ – 20. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie. Kończy pisać nowelę „Ta trzecia”.

SIERPIEŃ – 21. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz z Brukseli wyjeżdża do Sopotu.

SIERPIEŃ – 23. [CZWARTEK]


Po 36-godzinnej podróży Henryk Sienkiewicz przyjeżdża do Sopotu.

SIERPIEŃ


Henryk Sienkiewicz przebywa w Spopocie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Nowelę („Ta trzecia”) obiecaną „Kur[ierowi] Codz[iennemu]” skończyłem i posłałem. Jeśli Wolff (Józef Wolff) nie zgodzi się
na moje warunki, oddam ją „Słowu”, bo zdaje mi się, że się udała. (…)”

SIERPIEŃ – 24. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Powróciłem wczoraj prosto z Brukseli. Jechałem 36 godzin do Zoppot (do Sopotu), byłem zmęczony trochę i nie mogłem się zebrać na pisanie. Z Ostendy nie pisałem tak dawno, bom kończył mój „Pamiętnik malarza” (nowela „Ta trzecia”) i skończyłem go dopiero wilią wyjazdu. (…)

W żadnym razie nie będę drukował pamiętnika, póki Dzineczka
(Jadwiga Janczewska) go nie przeczyta, nie powykreśla tego, co uzna za stosowne, i nie powie, że można drukować. Jak zacznę pisać tę dużą powieść, będę posyłał felietonami do Dzineczka. Co zaś
do pamiętnika, jeśli Dzineczka nie pozwoli albo powie, że niemądry, to nie będzie drukowany. (…)

Patrzże, Żabo
(Jadwiga Janczewska), naprawdę, a mimo woli tłomaczę się przed Tobą i oddaję pod Twój sąd tę robotę. Ale naprawdę mam zaufanie do Twojej główki. Bardzo a bardzo chciałbym Ci to przeczytać, więc istotnie wstrzymam się z drukiem, bo mi zresztą nie pilno. Przez drogę wymyśliłem jedną bajkę o mieczu Warneńczyka (na 1 odcinek), która może być niezła (utwór nieznany). (…) Ostenda była bardzo miła, ale staje się podobna do SPA (miejscowość niedaleko Liège w Belgii) lub Monaco. (…)

Przyjechał Zajduś
(Władysław Seidemann), Kot Komierowski (Konstanty Komierowski) i Lubowski (Edward Lubowski). Tych ostatnich już
nie widziałem. Lubowski telegrafował do mnie do Brukseli, żebym wrócił. Odtelegrafowałem, że jest małpa. U Poradowskich była muzyka na moją cześć (Wieniawski -
/Józef Wieniawski/ i pani Warecka), po czym wręczono mi adres z wierszami Merzbacha (Henryka Merzbacha), gdzie rymują się: znicza i Sienkiewicza etc. (…)

Myślę wkrótce zabrać się do dużej powieści
(zapowiedź „Bez dogmatu”), bo się boję, że jej nie napiszę. (…)”

SIERPIEŃ – 28. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Do Blinstrub[iszek] nie mogę przyjechać. Myślałem, że Wasz przyjazd do Dubnik, odbędzie się daleko wcześniej, dlatego miałem intencję tam przyjechać. Ale wobec tak spóźnionego terminu i to mi będzie niepodobieństwem, bo liczę, że gdybym tam przyjechał, nie mógłbym zasiąść do roboty, jak na początku lub w połowie października. Tak długo zwlekać nie chcę i nie mogę, bo mi się śpieszy. „Słowo” przed Nowym Rokiem skrzeczyć zacznie, więc chcę mieć choć z pół tomu gotowego, by potem
nie mordować się nad miarę sił.

Jadę do Paryża, ulokuję się gdzie w okolicach Rivoli
(ul. de Rivoli) i tam zacznę pisać. (…)

Może pojadę do Madrytu – ale w każdym razie zabawię z miesiąc w Paryżu. (…)

Zoppot jest straszną dziurą. Czarno, mokro, nudno, słowem: obrzydliwie. (…)”

WRZESIEŃ – 03. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sopocie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Wyjeżdżam z Zoppot w piątek. (…) …jadę w piątek do Paryża na jaki miesiąc i następnie wracam na stałe do Warszawy. Mam nadzieję, że przynajmniej z połową tomu dużej powieści nowożytnej („Bez dogmatu”). (…)”

WRZESIEŃ – 11. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do Paryża.

WRZESIEŃ – 13. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przyjeżdża do Paryża i zatrzymuje się w Hotelu du Dauphin przy Rue St Roch 12.

WRZESIEŃ – 14. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hotelu du Dauphin przy Rue St Roch 12. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) …udaję się na wycieczkę do Hiszpanii, która potrwa miesiąc. (…) Zbyt jeszcze czuję się zmęczony i niezdrów, abym Wam mógł obiecać początek mojej większej powieści na Nowy Rok. Można będzie wszelako donieść, że ją przygotowywam, bo tak jest. Być może, że z Hiszpanii prześlę parę listów do „Słowa”. (…) Z pensji należnej mi poślij ojcu mojemu pod adresem: Józef Sienkiewicz, Lublin – rs. 100, ale dopiero na pierwszego października, bo niedawno posyłałem. (…)”
Wieczorem pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Co za ruch w tym Paryżu! Wczoraj byłem w Komedii (Comédie Francaise) na Le monde oủ l’on s’ennuie (Edwarda Paillerona „Świat nudów”). Doskonała sztuka i niezrównanie grana. Richemberg była śliczna i grała jak Muza. Samary w pierwszym akcie – źle,
bo grając młodą, roztrzepaną dziewczynę, miała minę kokoty – może mimo woli wpadała w ten ton – czy ja wiem?...

Stanowczo jadę do Hiszpanii – i jadę zaraz, to jest w przyszły poniedziałek. Wczoraj byłem Rue Scribe nr 9, w agencji, rozpytałem o wszystko. (…) Cieszę się tą podróżą, choćby mnie mieli gdzieś poddusić w jakich sierras
(łańcuchach górskich). To taki oryginalny kraj, taki słoneczny, taki wyraźny we wszystkim, począwszy od ludzi, skończywszy na naturze! (…) Oczywiście, liczę miesiąc
na pobyt, bo to przecież nie Stany Zjednoczone. (…) Kupiłem książek o Hiszpanii za kilkanaście franków w tej księgarni na końcu pasażu w Palais Royal…

Powłoka moja materialna jest nieco zmęczona i niezbyt zdrowa, spiritus
(duch) za to zmęczony jak to psisko… Nie śmię zacząć
tej powieści, bo wiem, że jak zacznę, to skończę, a to mi szczęścia nie da. Będę wracał przez Wiedeń… (…)”
Tymczasem Antoni Donimirski pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Donoszę Ci tedy tylko, że Sienkiewicz opuścił w poniedziałek Copoty udając się do Paryża, gdzie przez kilka tygodni zabawić myśli, aby pisać. […] Sienkiewicz mi mówił, że skończywszy nowelę dla „Kuriera Codziennego” po napisaniu krótkiej powiastki historycznej dla „Kuriera Warszawskiego” (na kilka felietonów), której plan już zupełnie ma w głowie, zabierze się do powieści
dla nas i myśli ją w Paryżu znacznie posunąć naprzód. Sądzi, że do Nowego Roku skończy tom jeden najmniej, ale nie życzy sobie, aby w „Słowie” już zapowiadali druk na kwartał bieżący, pisząc bowiem nowy rodzaj powieści nie jest siebie tak pewnym,
aby pisać z felietonu na felieton, i całą rzecz najpierw wykończyć pragnie, zanim się druk rozpocznie. Z Paryża chce on tylko zrobić krótką wycieczkę do Hiszpanii i Portugalii, zresztą zamierza pracować, a około Nowego Roku, jak mi się zdaje, chce ściągnąć do Warszawy. „Coś około Nowego Roku będę już u Was w Warszawie” – powiedział mi kilkakrotnie. (…)”
Pisarz dementuje również plotki na swój temat, zamieszczone 12 września w krakowskim „Czasie”.

WRZESIEŃ – 15. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hotelu du Dauphin przy Rue St Roch. Pisze do Augusta Roberta Wolffa między innymi o tytule prasowym noweli „Ta trzecia”:
„(…) Na tytuł Kazia nie zgadzam się, gdyż jest on zupełnie przeciwny moim intencjom. Najlepiej będzie zatytułować rzecz
Mój przyjaciel i ja, zostawiwszy w rodzaju objaśnienia drugi tytuł: „urywek z pamiętnika malarza”. (…)

Od dwóch dni jestem w Paryżu, w poniedziałek zaś dn. 17 wyjeżdżam do Hiszpanii. Bajkę
(„Sabałową bajkę”) wykończę gdzieś
w drodze i przeszlę ją z Hiszpanii. (…)”

WRZESIEŃ – 16. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hotelu du Dauphin przy Rue St Roch 12. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Listu, pisanego w piątek w nocy, nie wysłałem wczoraj – i dobrze zrobiłem, bo dziś dopisuję parę słów. Dopisałem już wczoraj, po powrocie z teatru, ale tę kartkę zdzieram, bo była pisana w melancholii. Wyjeżdżam we wtorek… (…)”

WRZESIEŃ – 17. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hotelu du Dauphin przy Rue St Roch 12.

WRZESIEŃ – 18. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hotelu du Dauphin przy Rue St Roch 12.

WRZESIEŃ – 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hotelu du Dauphin przy Rue St Roch 12.

WRZESIEŃ – 20. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz wyrusza z Paryża do Hiszpanii.

WRZESIEŃ – 21. [PIĄTEK]


Z powodu silnej migreny Henryk Sienkiewicz wieczorem zatrzymuje się w Cerbère jeszcze po stronie francuskiej.

WRZESIEŃ – 22. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Cerbère we Francji. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wyjechałem z Paryża onegdaj wieczorem i chciałem jechać wprost do Barcelony. Tymczasem po nocy dość dobrej nastał dzień upalny, w wagonie było strasznie gorąco, wskutek czego dostałem jeszcze straszniejszej migreny i po 24 godzinach jazdy musiałem zatrzymać się na ostatniej stacji francuskiej Cerbère, leżącej już w Pirenejach. Wysiadłem tu wczoraj, koło siódmej wieczór – głowa mi pękała i miałem mdłości. Dziś wszystko przeszło i jestem kontent, żem się zatrzymał, bo chorować
w wagonie jest to ostatnia rzecz; po wtóre przyjadę w dzień do Barcelony i będę widział wszystko po drodze. Wyjeżdżam stąd
o 12-ej; będę w Barcelonie o 4.45. O parę kilometrów stąd jest Portbou, leżące już w Hiszpanii. Tamże komora.

Cerbère leży w dzikiej dolinie, a raczej w wąwozie, do którego z jednej strony wlewa się morze. Widzę je o 50 kroków stąd. Naokoło – góry czarne i strome…”
Tego samego dnia o godzinie 20.00 dociera do Barcelony i zatrzymuje się w Hotel de Francia Castilia przy ul. San-Juan. Tuż po przyjeździe i krótkim zwiedaniu,
w nocy zasiada do pisania kolejnego listu do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wyjechawszy z Cerbère o 12-tej w południe, przybyłem tu (do Barcelony) dopiero o 8-ej wieczór. Ale naprzód muszę opisać okropne skutki przezorności. Wyjeżdżając z Paryża wahałem się, czy nie kupić rewolweru „na sześć osób”. Koniec końcem
nie kupiłem, nabyłem za to irchowy trzos w formie pasa i, włożywszy w niego wszystko, co miałem papierach, byłem pewny,
iż mnie nie okradną. Jakoż nie okradli – bo żeby taki pas ukraść, należałoby pierwej dostać się do wszystkich tych pobrzeżnych miejscowości, których szczupłość dziwiła Dzinkę
(Jadwigę Janczewską) w Belgii. Miałem prócz tego kilkaset franków w złocie, także dobrze zachowanych – wreszcie duży pugilares w bocznej zapinanej na guziki i kieszeni surduta, w którym to pugilaresie był
1 rubel i 5 guldenów, pasport, książeczka legitymacyjna, lista książek pożyczonych od Gieysztora
(Jakuba Gieysztora) i Lasockiego (Wacława Ignacego Michała Lasockiego), i parę kart wizytowych. Otóż, minąwszy Portbou, gdzie jest granica i rewizja, nie znalazłem ani guzika, ani pugilaresu. Tłok tam był wielki, i pewno mi ukradziono – a moja wina, bo nie mając tam pieniędzy, nie zwracałem dość uwagi na pugilares. (…)

Jaka droga okropna! Sto kilkadziesiąt kilometrów w ciągu 8 godzin! A obiecywano w Cerbère, że przyjedziemy do Barcelony
o czwartej z czymś. (…)

Ambaras miałem, przyjechawszy. (…) Dałem się zawieźć, jak dziecko, jakiemuś człowiekowi w jakieś zaułki, gorsze
od londyńskich, ciasne tak, że dorożka ledwie mogła przejechać, ciemne, puste już o ósmej wieczór. Wziąłem w rękę tę moją ciężką laskę i przyrzekłem sobie święcie machać nią bardzo lekko w razie potrzeby. Zawieziono mnie wreszcie do jakiegoś casa
de Huéspedes
(pensjonatu). Szedłem po schodach wąskich i źle oświeconych, na koniec pod strychem, po dłuższym dzwonieniu, otworzyła jakaś baba w koszuli, mieszkanie zupełne ciemne. Rozgniewałem się i nie chciałem wejść. Nie dałem nic temu, co mnie przywiózł, i kazałem się wieźć na Rambla, tj. wielką tutejszą ulicę. Nigdzie nic! Po wielu peregrynacjach znalazłem literalnie kajutę w Hotel de Francia Castilia, na ulicy San-Juan. Ulica dość podła, hotel także, ale przynajmniej hotel, i wiem, że mi
nie przetną gardła w nocy. Była dziewiąta, zjadłem obiad, umówiłem się o cenę, wziąłem interpreta
(tłumacza) i kazałem się prowadzić po mieście. Interpretem jest mały garbusek, Portugalczyk, o twarzy inteligentnej. (…)

Wyszliśmy na Rambla. Ulica wysadzona drzewami, co piętnaście kroków łuk, nabity gazowymi lampami – od łuku do łuku
po bokach lampa przy lampie. Prócz tego elektryczność. Środkiem promenada… (…)

Wracając z Rambla z moim garbuskiem, widziałem tzw. sereno, tj. stróży nocnych. Sereno ma klucze od wszystkich domów należących do jego straży i otwiera je na żądanie, dalej, wykrzykuje, która godzina, jaka pogoda, i strzeże bezpieczeństwa. (…)

…miasto jest brudne, ale to tak brudne, nie wyłączając Rambli z jej milionami lamp… (…)

Jutro muszę rano zatelegrafować do Cerbère, czy czasem tam nie został pugilares, bo mi chodzi o pasport. Mała nadzieja,
ale nuż? A w takim razie odeślą, bo pieniędzy nie znajdą – dalej będę w konsulacie rosyjskim, żeby mi powiedzieli, co robić ma ten, który straci pasport. W Portbou zawiadomiłem zaraz szefa stacji i żandarmów… (…)

Rano chciałbym także obejrzeć katedrę
(katedra św. Eulalii), która jest bardzo sławna i starożytna. Walka byków zaczyna się
o trzeciej po południu. (…)”



[01. Hiszpania - mapa fizyczna]

[Fotografia mapy: Autor: 01. Captain Blood. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją GNU FDL].

WRZESIEŃ – 23. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Barcelonie w Hotel de Francia Castilia przy ul. San-Juan.

WRZESIEŃ – 24. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Barcelonie w Hotel de Francia Castilia przy ul. San-Juan. Tego dnia dnia ogląda walki byków na Plaza de Toros.

WRZESIEŃ – 25. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Barcelonie w Hotel de Francia Castilia przy ul. San-Juan.

WRZESIEŃ – 26. [ŚRODA]


O godz. 5-ej rano Henryk Sienkiewicz pociągiem wyjeżdża z Barcelony i dociera do Walencji przed godz. 21-ą. Godzinę później pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem przed godziną i zaraz piszę. Jak te pociągi chodzą w tym kraju – to rozpacz. Z Barcelony do Walencji
400 kilometrów – 16 godzin! O piątej z rana ruszyliśmy z Barcelony, a stanęliśmy o 8 3/4. W poniedziałek byłem w Barcelonie
na Toros – a że to wystawa, więc widziałem czterech najsławniejszych aspados z całej Hiszpanii. Frascuello, Mazananti, Cara-Ancha i Espartero są to najpoważniejsze figury w Hiszpanii, wobec których wszystkie ilustracje bledną.

Nie będę opisywał przedstawienia, bo mam zamiar drukować opis w „Słowie”, „Czasie” etc., więc nie chcę wystrzeliwać nabojów. (…)

Cyrk był jak nabity. Za miejsce 12-sto frankowe zapłaciłem 23 – ale też i sobie każę dobrze zapłacić za całą tę podróż. Wezmę się do pisania dopiero w Madrycie. Entuzjazm – jakiego nigdy w życiu nie widziałem. Biłem brawo i ja, ale głównie wówczas,
gdy stary pikador uderzeniem lancy powstrzymywał byka i ocalił konia. Pikadorowie, padając z końmi, sami są ciągle pod rogami – i dlatego są odpowiednio wypancerzeni na nogach, brzuchach, rękach, piersiach etc. Jednego wszelako wyniesiono.

Zabrałem się zaraz do opisu, ale byłem zbyt zmęczony. Do tego mam ischias i z tym ischiasem jechałem dziś 16 godzin
w skwarze i ciasnocie. Gorąco jest jednak bardzo. Moskitów dużo. Nie kąsają mnie, ale przeszkadzają spać brzęczeniem. Kraj prześliczny – góry, palmy, drzewa świętojańskie, migdały, cytryny, pomarańcze i morze kwiatów. (…)”

WRZESIEŃ – 27. [CZWARTEK]


Około godz. 14.00 Henryk Sienkiewicz wyjeżdża z Walencji do Kordoby.

WRZESIEŃ – 28. [PIĄTEK]


O godz. 11.30 Henryk Sienkiewicz przyjeżdża do Kordowy (Kordoby). Wieczorem, po powrocie z miasta, pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem dziś o 11 1/2 rano – obleciałem miasto, widziałem co było warto – a teraz wieczorem piszę. Droga
22 godzin[y] przeszło – bo wyjeżdża się z Walencji o 2-giej, a tu się staje w południe. Otóż można by dostać ischiasu od samego siedzenia, a jechałem z gotowym. Naturalnie, sleepingów nie ma, w wagonach ciasno, ławki dość wąskie. Było trochę męki, zwłaszcza że w Alkazar de San Juan trzeba zmieniać pociąg i przenosić toboły. Piszczałem. Nad ranem było mi lepiej – a teraz wcale nieźle. W Walencji wziąłem na odjezdnem kąpiel, a przedtem robiłem odpowiednie poszukiwania po aptekach – i jakoś pomogło. Z Walencji aż do nocy jechałem jednym ogrodem palm, migdałów, drzew św. Jana, plantacji ryżu etc. Noc pyszna, dość chłodna. Od rana – kraj dzikszy, góry, Perros d’España, czyli psy Hiszpanii. – Ludzie w wagonach nadzwyczaj uprzejmi, ale bardzo ciekawi. Polska narodowość robi wrażenie. (…)

Kordoba! Patrzę, otwieram oczy. Miasto nędzne, hotel główny dość marny. Ulice wąskie – okna od ulicy rzadkie – pusto! Słońce kąsa jak pies. Jakież gorąco! Życie skupia się w podwórzach, które są cieniste, wykładane marmurem, ozdobne fontannami
i wspaniale urządzone. Tam się je, pije, żyje, przyjmuje gości, a nie dba się o to, jak dom wygląda od ulicy. Białe ściany zalane słońcem i piekące się w żarze – oto wszystko. Z podwórzów, z pośród zieleni odzywają się gitary – chłód bije od fontann.

Zjadam śniadanie, idę do meczetu, który jest dziś katedrą
(katedrą Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny). Nic równego w życiu
nie widziałem. (…) Warto umyślnie z Warszawy przyjechać, żeby to widzieć! (…)

Mimo zmęczenia, mimo żem się po drodze takiej na łóżku nie zdążył przeciągnąć, siedziałem tu do wieczornego obiadu.
Przed samym obiadem zwiedziłem most
(most na rzece Guadalkwiwir), stawiany przez Oktawiana Augusta – i Alkazary (twierdze mauretańskie): viejo (stary) i nuevo (nowy). Z tych nic nie zostało prócz wieży jednej. Miasto miało za czasów arabskich więcej domów niż dziś mieszkańców. Teraz nie jest nawet stolicą prowincji. Po obiedzie zwiedziłem ulice, place. (…) Wróciłem
przed chwilą zmęczony bardzo, bo żar nie ustał dotąd. Teraz siedzę rozebrany, i śpieszę, by co prędzej wyciągnąć zbolałe kości.

Stąd jadę do Grenady, z Grenady do Malagi, z Malagi morzem do Tangeru (Afryka!), Gibraltaru i Kadyksu – z Kadyksu do Sewilli,
z Sewilli do Madrytu, do listów. (…) Naprawdę jest co widzieć tylko w Grenadzie (Alhambra!
/dawna twierdza mauretańskich kalifów/)
i Sewilli – w innych miastach nic. Z muzeami chowam się do Madrytu, bo prowincjonalne nie mają osobliwości. (…)

Stąd ruszam jutro wieczór. Do Grenady jest 8 godzin, z Malagi morzem do Tangeru 7, stamtąd do Kadyksu 5. Te bilety kołowe
są bajecznie jednak tanie. Hotele niedrogie, rachunki rzetelne. (…)”

WRZESIEŃ – 29. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża z Kordowy (Kordoby) i przyjeżdża do Grenady.

WRZESIEŃ – 30. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz wyjeżdża z Grenady i około godz. 17.00 przyjeżdża do Sewilli i zatrzymuje się w Hotelu de Madrid (Fonda di Madrid).

PAŹDZIERNIK – 01. [PONIEDZIAŁEK] lub 02. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sewilli w Hotelu de Madrid (Fonda di Madrid). Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wyjechałem o piątej z Grenady, przyjechałem mniej więcej o piątej do Sewilli. Nim wydali rzeczy, nim przyjechałem, była szósta – ściemniało się, więc prawie nic nie widziałem – a katedrę (katedrę Najświętszej Marii Panny) o tyle o ilem koło niej przejeżdżał. Chodziłem trochę po obiedzie na miasto – tak na traf, bez celu. Uliczki z czasów arabskich bardzo wąskie, domy wysokie, na zewnątrz dość mizerne; w środku każdego patio, czyli podwórze, pełne kwiatów, fontann, lamp. Przypomina to atria rzymskie. W hotelu de Madrid, w którym mieszkam, są dwa takie patia, otoczone galerią o słupach z białego marmuru, pełne
w środku palm, bananów i ogromnych arumów. Wszystko to oświecone jak w dzień. Pod galerią i wśród egzotycznych krzewów pełno ławek. Tam się po obiedzie pije czarną kawę, tam się spaceruje, tam czułe pary patrzą to w gwiazdy, to sobie w oczy. Sewilla jeszcze podobniejsza do tej Hiszpanii, o której się czytało i marzyło. Z wielu patios w mieście dochodzi dźwięk gitar,
na ulicach więcej pierwotnych kostiumów. Wszystko bardzo odmienne od kosmopolitycznego życia, pełne charakteru i bardzo poetyczne. (…)

Do Kadyksu stąd 5 godzin drogi lub 8 statkiem parowym po Guadalquivir. W Kadyksie nic do widzenia – prócz oceanu, który znam tak dawno i dobrze. Z Kadyksu jedzie się do Gibraltaru, tam stoi się 6 godzin. Z Gibraltaru do Tangeru z przystankiem
24-godzinnym.

Z powrotem znów 6 godzin z Gibraltaru, na noc do Kadyksu. Wziąwszy to wszystko w rachubę i dodawszy dwa dni potrzebne
do zwiedzenia Sewilli – nie jadę. W Tangerze nie ma nic do widzenia prócz ludzi takich, jakich widziałem w Konstantynopolu,
bo i tam nie brak Arabów; w Gibraltarze nic, prócz starych fortyfikacji.

Dziś jest wtorek. Zdecydowałem się jechać w czwartek na noc do Madrytu (18 godzin)… (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: 01 października 1888, wtorek. Otóż wtorek przypadał 02 października 1888 r., a 01-go był poniedziałek.

PAŹDZIERNIK – 03. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sewilli w Hotelu de Madrid (Fonda di Madrid).

PAŹDZIERNIK – 04. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Sewilli w Hotelu de Madrid (Fonda di Madrid). Po południu wyrusza w drogę do Madrytu.

PAŹDZIERNIK – 05. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Madrytu i zatrzymuje się w Hôtel de Paris. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Rano o dziesiątej przyjechałem wprost z Sewilli do Madrytu. (…) W tym usposobieniu Madryt, o ile go dziś obejrzałem, niezbyt mi się podoba. Może to dlatego, że wprzód widziałem południe, które w życiu i pomnikach zachowało daleko więcej charakteru hiszpańskiego.

Sewillę obejrzałem dokładnie. Katedra jest znakomita, ale Alkazar nie to, co Alhambra. Jest tam ciekawy dom Piłata. – wystawiony na wzór jerozolimskiego przez księcia Medina-Coeli – zresztą całe miasto ze swymi podwórzami i ulicami, krytymi płótnem, bardzo oryginalne.

W Madrycie chłodno. Chodzę w paltocie letnim, podczas gdy w Grenadzie i Sewilli chodziłem w ubraniu zupełnie letnim i jeszcze było za gorąco. Podwórców takich, jak w Grenadzie i Sewilli tu nie ma. Hôtel de Paris, niby jeden z pierwszych, ani się umywał
do Fonda di Madrid w Sewilli…

Jutro będę w ambasadzie. Ciekawym, co powiedzą. Przecież prawo musiało przewidzieć wypadek, który mnie spotkał. W każdym razie dam sobie radę. W Madrycie zobaczę muzea i kościoły. W niedzielę, to jest pojutrze, będę na walce byków… Stąd pojadę
do Toledo, Eskurialu i Aranjuez. Wszystko w okolicy…

Jutro po śniadaniu wezmę się do listów dla redakcji. Pierwszy obejmie Barcelonę i walki byków. Nie wiem, ile będzie wszystkich. (…)”

PAŹDZIERNIK – 06. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris.

PAŹDZIERNIK – 07. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris. Tego dnia ogląda walki byków.

PAŹDZIERNIK – 08. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris.

PAŹDZIERNIK – 09. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) W ambasadzie byłem dwa razy, są niesłychanie grzeczni, ale nie mogą wydać pasportu – przysłać go może tylko policmajster warszawski, do którego też posłałem praszenije (prośbę, podanie), z dodatkiem, żeby pasport nadesłał do ambasady w Paryżu – bo tu potrzebowałbym zbyt długo siedzieć, chcąc się doczekać odpowiedzi.

Wczoraj byłem na Toros
(walkach byków) - przepraszam! nie wczoraj, ale onegdaj – w towarzystwie Kuczewskiego. Mieliśmy bilety sombra (bilety na miejsca ocienione), było pogodnie, ale nadzwyczaj zimno i mimo paltota przeziębiłem się, wskutego czego
od wczoraj mam okropny katar z bólem kości, oczu, głowy i z powodzią… (…)

Madryt niezbyt mi się podoba. Sławna Puerta del Sol i Prado są to rzeczy piękne z daleka – z bliska zaś Puerta redukuje się
do niezbyt wielkiego placu, na którym nie ma nic osobliwego, a Prado jest to rodzaj „Pól Elizejskich”, zmniejszonych
do odpowiedniej Madrytowi proporcji. Natomiast, gdziem żałował, że Cię nie ma,to w Museo del Prado
(Muzeum Narodowe Malarstwa
i Rzeźby). Jest to morze obrazów, piękniejszych jeden od drugiego. (…) Widziałem wszystko pobieżnie, bo byłem raz, a to ogrom, większy niemal od Louvre’u. Pójdę dziś i jutro. Co za dziwny malarz hiszpański Goya (Francisco de Gohya y Lucientes)! Nie wyrobiłem sobie jeszcze o nim zdania. Zmarł on w 1828, zatem jest niemal współczesny, a obrazy mają jakąś naiwność i nawet niezgrabność dawnych. (…)

Rzecz najgodniejsza uwagi z tego, com widział, jest Alhambra w Grenadzie. Gdy coś oglądam, zawsze myślę, co byś mówiła o tym lub owym – zawsze dysputuję z Twoją przypuszczalną opinią – i zawsze się trochę śmieję z różnych ekscentryczności Dzinkowych
(Jadwigi Janczewskiej) - zawsze!... (…)”

PAŹDZIERNIK – 10. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Posyłam list do oberpolicm[ajstra] (Nikołaja Wasiljewicza Kleigelsa) o nowy pasport, bo mi stary skradziono. Poproś w moim imieniu ks. Chełmickiego (Zygmunta Chełmickiego), żeby poszedł do biura pasportowego i poprosił naczelnika o przypilnowanie ekspedycji oraz żeby pasport lub upoważnienie do wydania takowego wysłano do konsulatu ros[yjskiego] nie w Madrycie,
ale w Paryżu, dokąd za parę dni wyjeżdżam. (…) Mam taki katar, że jestem prawie chory, nie mogę pisać długo. Zaziębiłem się
w cyrku. Miałem także migreny, ischias i Bóg wie nie co. (…)”

PAŹDZIERNIK – 11. [CZWARTEK]


W numerze 282. „Kuriera Codziennego” zaczyna się druk noweli Henryka Sienkiewicza „Ta trzecia”. Tymczasem pisarz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris. Tego dnia zwiedza Toledo o czym pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś byłem w Toledo. Wyjechałem o 8-mej, przyjechałem o jedenastej, zwiedzałem do piątej, wróciłem o ósmej, a raczej 1/2 do dziewiątej. Do Toledo stąd 70 kilometrów…

Miasto dziwne, jak orle gniazdo na skałach – od południa przepaść, na dnie której płynie Tag. Uliczki wąskie, pokręcone, okna grubo kratowane, a niektóre kraty z XII wieku. Bramy prastare z okuciami również z XII wieku, mury spiętrzone, tyny
(mocne wysokie ogrodzenia) nadzwyczajnej wysokości, bramy miejskie z X stulecia, zabytki z czasów Gotów i Arabów. Żyje się średnich wiekach. Katedra z XIII wieku pyszna. Stalle i wielki ołtarz są arcydziełami jedynymi na świecie. (…)

Drugi kościół San Juan de Reyes także nadzwyczajny. Całe miasto to zbiór osobliwości. Widzi się tu renesans pod wpływem arabskim albo mieszaniny gotyku i renesansu najdziwniejsze. Jest szkoła wojskowa, która właśnie stanowi taką mieszaninę, jest synagoga w czysto arabskim stylu. Wszystko to natłoczone, naładowane jedno na drugie, okolone uliczkami, wąskimi na dwa łokcie. Z murów widać kilkanaście mil pod nogami. (…)

Jutro jadę do Escorialu (2 godziny), pojutrze do Burgos, gdzie zabawię dzień lub dwa, prędzej dzień tylko, po czym ruszę wprost do Paryża. (…)

Mam ten zwyczaj, że przedtem czytam zawsze „guidy”
(przewodniki) bardzo starannie, więc potem jestem jak w domu i łapię
co chwila przewodników na nieznajomości różnych rzeczy. Wielkie stąd bywa zdziwienie… (…)”

PAŹDZIERNIK – 12. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris.

PAŹDZIERNIK – 13. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris.

PAŹDZIERNIK – 14. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Madrycie. Mieszka w Hôtel de Paris. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Miałem jechać wczoraj, alem nie pojechał… Jutro jadę do Eskorialu, tam zostaję do 9-tej lub 10-tej – a potem dalej ekspresem do Burgos. Z Burgos pojadę wprost do Paryża – i dopiero powiem sobie: podróż skończona! (…) Wczoraj jeszcze byłem w Akademii (Akademia de Bellas Artes) i widziałem pyszne Murille! Mam dosyć fotografii i widzę już, jak będziesz przybliżać
do nich swój nosek, przypatrywać się i wygłaszać zdania, które, poza całą swoją istotnie niepowszednią oryginalnością
i trafnością, mają dar wprawiania mnie w najhumorystyczniejsze usposobienie.”

PAŹDZIERNIK – 18. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12.

PAŹDZIERNIK – 19. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12.

PAŹDZIERNIK – 20. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12.

PAŹDZIERNIK – 21. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12.

PAŹDZIERNIK – 22. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12.

PAŹDZIERNIK – 23. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12. Pisze do Marii z Popielów Godlewskiej, żony Mścisława Godlewskiego:
„(…) Objechałem całą Hiszpanię, widziałem nadzwyczajne rzeczy w Kordowie, Sewilli i Granadzie, a oprócz tego dwadzieścia byków zabitych na igrzyskach – ośm w Barcelonie, a dwa razy po sześć w Madrycie. Zresztą na ostatnim przedstawieniu przeziębiłem się okropnie i kaślę dotąd, jakbym miał suchoty. (…) Dość powiedzieć, że byłem w Barcelonie, Walencji, Kordowie, Granadzie, Sewilli, Madrycie, Toledo, Eskorialu, Burgos.
Tu pisać nie mogę z tego powodu, że mieszkaniach paryskich o tej porze już tak zimno, iż ręce grabieją i ledwie się na list zdobyć można. Jestem tu od kilku dni, mianowicie od czwartku. W kawiarni Rejencji spotkałem Choińskiego
(Teodora Jeske-Choińskiego).
W Warszawie mało go znałem i był mi średnio sympatyczny, ale tu na obczyźnie ucieszyłem się jego widokiem i od wielu dni dotrzymujemy sobie kompanii po restauracjach, kawiarniach i teatrach. (…)
Poznałem Waliszewskiego
(Kazimierza Waliszewskiego). Był u mnie Sienkiewicz (Artur Sienkiewicz), dyrektor jakiegoś banku, Foncier
czy też Lyonnais. (…) Byłem u Górskich
(Władysława i Heleny Górskich). (…)
Co do tytułu mojej przyszłej powieści – jest to najsłabsza strona mego umysłu. Tytuł „Ogniem i mieczem” wymyślił Olendzki
(Władysław Olendzki), „Potop” Henkiel (Dionizy Henkiel). „Ta trzecia” zapewne „Wolff (August Robert Wolff). Jakże chcecie, żebym wymyślił tytuł powieści, której jeszcze nie ma? Zapowiedzcie wielką powieść współczesną, nie wymieniając tytułu
albo wymyślcie w ostatnim razie sami. Jeśli mi się głowa nie skręci albo katar nie zmieni się w jakie chroniczne zapalenie,
to naturalnie, że się zabiorę z czasem do roboty. Ale co to będzie i jak będzie – Bóg raczy wiedzieć. (…)”
Komentarza wymaga data wskazana w liście przez pisarza. Napisał on: Poniedziałek, 23 X 1888. Otóż poniedziałek przypadał 22 października 1888 r.,
23-go był wtorek.

PAŹDZIERNIK – 24. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12. Tego dnia odwiedza Władysława i Helenę z Rosenów Górskich.

Do Mścisława Godlewskiego pisze:
„(…) Wolałbym oczywiście, żeby mi pasport przysłano do ambasady, bo np. mam jakieś listy rekomendowane, które trudno mi będzie bez pasportu odebrać, ale skoro nie może być inaczej – dobrze i tak. (…) Wyjeżdżam z Paryża w niedzielę, a z Krakowa napiszę Ci lub zatelegrafuję, kiedy wyruszę do Warszawy.

Czytam dużo powieści chcąc coś wybrać do Dodatku, ale wszystko gorsze nawet od Maëla
(Pierre’a Maël’a), który zaledwie jest niezły. Byłoby dobrze przełożyć Le rêve Zoli (Émile’a Zoli), bo jest to rzecz czysta… (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: Czwartek, 24 X 1888. Otóż czwartek przypadał 25 października 1888 r., a 24-go była środa.

PAŹDZIERNIK – 25. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu du Dauphin w Paryżu przy Rue St. Roch 12. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj byłem u Górskich (Władysława i Heleny z Rosenów Górskich), dziś u Sienkiewiczów (Artura i Kazimiery z Rakowskich Sienkiewiczów) - i zacznę po kolei rozpowiadać. U Górskich była pani Stojowska (Maria z Bogdańskich Stojowska) z synem (Zygmuntem Stojowskim), Władysław Mickiewicz, ja, Choiński (Teodor Jeske-Choiński), jakaś Amerykanka, grog ciepły i gawęda. Mickiewicz
jest gaduła najokropniejsza. Usta mu się nie zamykają. Z tego powodu byłem nieco znużony i dość milczałem. (…)

U Sienkiewiczów byłem na obiedzie i następnie do 11-stej. Rue de Prony jest bardzo od St. Roch daleko. Ulica to pełna ładnych domów, zamieszkałych przez ludzi zamożnych. On jest directeur de la Banque d’Escompte de Paris
(banku),b.… Należy także do Komisji Wystawy (Wystawy Powszechnej w Paryżu), do jej inicjatorów, po części nakładowców… (…)

Panny młode, ale co prawda wyglądają więcej niż na 19 i 17,… (…) Obie mówią po polsku, a ponieważ z gości byłem tylko ja
i panna Grabowska z Poznańskiego, zdaje mi się, że domowa, może „do towarzystwa”, bo bierze niższe od starszej miejsce
za stołem, więc rozmowa była polska, choć nieco grasejowana
(prowadzona z charakterystyczną „francuską” wymową głoski „r”). (…)

Obiad dano dobry z szampanem. Chcieli, żebym przyszedł jutro, w sobotę i w niedzielę. Nie mogło to być – bo w sobotę jest ten obiad dla mnie, a w niedzielę chcę wyjechać. Musiałem obiecać na jutro, ale się wymówię katarem, który zresztą nie opuścił mnie zupełnie.

Miałem wiadomość co do pasportu. Nie przyślą mi go – tylko Godlewski
(Mścisław Godlewski) ma już telegram od oberpolicmeistra do nadgranicznego żandarma, żeby przepuścił. (…)

Zimno w mieszkaniach sprawia, że nie mogę się pozbyć zupełnie kataru i kaszlu. Dziś np. było na ulicach zupełnie wiosenne powietrze i prawie gorąco, a w pokoju tak zimno, że piszę w paltocie, w drugim na nogach, bo mi zmarzły. Nie oznaczam dnia powrotu, bo nie wiem, czy pociągi korespondują, w każdym razie do widzenia niedługo, za parę dni. (…)”

PAŹDZIERNIK – 28. [NIEDZIELA]


Teatr krakowski wystawia przeróbkę powieści „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza. W rolę Jana Skrzetuskiego wciela się Sobiesław.

PAŹDZIERNIK – 31. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w u Edwarda i Jadwigi Janczewskich w Krakowie przy ul. Studenckiej 11. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Przyjechałem do Krakowa po wielu trudnościach. Jechałem na Berlin, Wrocław, ale w Szczakowej wymagają absolutnie pasportu i to wizowanego, a ja nie miałem żadnego – więc nie chciano mnie puścić. Na szczęście jechała pani Adamowa Potocka (Katarzyna z Branickich Potocka), która mi ułatwiła przejazd. Jestem więc w Krakowie. Mieszkam tymczasem u Janczewskich,
bo hotelom również nie wolno przyjmować bezpasportowych. (…) Piszę do Ciebie w interesie. Czyby nie można przedrukować recenzji Tarnowskiego o Potopie w „Słowie”. (…) …miło by mi było, gdyby w Warszawie, gdzie chcący lub niechcący o moich rzeczach się milczy, jakiś głos przerwał tę ciszę – zwłaszcza taki głos jak Klaczki
(Juliana Klaczki), którego list Tarnowski przytacza. (…)”

LISTOPAD – 03. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Mieszka w Hotelu Grand. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Stoję w Grand Hotelu, nie w Saskim. (…) Wyjadę stąd we wtorek, najpóźniej w środę, bo właściwie nie mam to nic do roboty, a do dzieci mi pilno… (…) Co do Tej trzeciej, nie moja wina, że z powodu noweli bito w bęben jak na wielką powieść. Jako nowela
w całości jest to rzecz dobra, bo napisana jednym tchem i ze szczerym humorem. (…)”

LISTOPAD – 04. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Mieszka w Hotelu Grand.

LISTOPAD – 05. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Mieszka w Hotelu Grand.

LISTOPAD – 06. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Grand. Wieczór spędza w klubie malarzy i rzeźbiarzy. Zapisuje się do klubu. Uczestniczy również w raucie urządzonym przez Stanisława Tarnowskiego ku czci namiestnika Galicji, Kazmierza Feliksa Badeniego.

LISTOPAD – 07. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Grand. Planuje wyjazd do Edwarda Stadnickiego do Frain na polowanie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) 14-stego będę w Trzebini, chyba że do 13 otrzymam inną odpowiedź. Część rzeczy moich wyprawię na warszawską komorę, by się nie trębalić z dwoma kuframi – i z powrotem pojadę już wprost do Warszawy. (…)”

LISTOPAD – 12. [PONIEDZIAŁEK]


W numerze 314. „Kuriera Codziennego” kończy się druk noweli Henryka Sienkiewicza „Ta trzecia”.

LISTOPAD – 18. [NIEDZIELA]


O godz. 6.00 rano Henryk Sienkiewicz przybywa do Warszawy do mieszkania przy ul. Wspólnej 24, gdzie mieszkają również jego teściowie: Kazimierz i Wanda
z Mineyków Szetkiewiczowie - i dzieci pisarza Henryk Józef i Jadwiga. Wieczorem pisarz i teściowie goszczą między innymi: Aleksandra Rembowskiego, Siesickiego (Mieczysława Siesickiego), Jakuba Gieysztora, Antoniego Pułjanowskiego.

LISTOPAD – 19. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz mieszka w Warszawie przy ul. Wspólnej 24. Tego dnia - wspólnie z teściem, Kazimierzem Szetkiewiczem - odwiedza Mścisława i Marię z Popielów Godlewskich. Spotkał tam między innymi Józefa Keniga i Antoniego Zaleskiego.

LISTOPAD – 20. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz mieszka w Warszawie przy ul. Wspólnej 24. Odwiedzają go: Lucjan Wrotnowski i Stanisław Kazimierz Ostrowski. Pod nieobecność Kazimierza Szetkiewicza, wspólnie z Wandą Szetkiewicz grają w winta.

LISTOPAD – 21. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz mieszka w Warszawie przy ul. Wspólnej 24. Odwiedza Edwarda i Stefanię z Zielińskich Leów, gdzie wspólnie z: Edwardem Leo, Edwardem Lubowskim, Lucjanem Wrotnowskim i Antonim Zaleskim – grają w winta.

LISTOPAD – 22. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz mieszka w Warszawie przy ul. Wspólnej 24. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jużem się trochę odnalazł w swoim mieszkaniu i w ogóle w Warszawie. Teraz postanowiłem nie wychodzić przez parę dni,
by się pozbyć kataru… (…) W domu wszyscy zdrowi; Dzinka
(Jadwiga Sienkiewiczówna) mała jeszcze ładniejsza, Henio czyta
i sylabizuje z pasją. Gdy się zamarudzę albo śpię na górze, oboje pisują do mnie listy, bym prędzej schodził. –

W niedzielę przyjechawszy o szóstej, położyłem się spać. Wieczorem byli goście u rodziców. Rembo
(Aleksander Rembowski),
Siesicki
(Mieczysław Siesicki), Gieysztor (Jakub Gieysztor), Pułjanowski (Antoni Pułjanowski) etc. Helcię (Helenę Sienkiewiczównę) widziałem dwa razy.
Nie byłem jeszcze na Nowogrodzkiej.
(u ciotki pisarza, Aleksandry z Cieciszowskich Dmochowskiej, jej córki, Zofii z Dmochowskich Babskiej z córką Marią.) (…) W poniedziałek byliśmy z ojcem u Godlewskich (Mścisława i Marii z Popielów Godlewskich)… Z literatów był Kenig (Józef Kenig), Antałek (Antoni Zaleski) i kilku innych. Antał wyszczuplał, wyszlachetniał, odznacza się nadzwyczajną schludnością i nie pozwala
z siebie żartować – przy czym jednak nie jest mniej zabawny jak dawniej. (…)

Byłem u Luca Wrot[nowskiego]
(Lucjana Wrotnowskiego), a wczoraj na wincie u Leów (Edwarda i Stefanii z Zielińskich Leów), z Lubowskim (Edwardem Lubowskim), Wrotnowskim, Antałkiem i Leem. (…) Onegdaj wieczór przyszli do mnie niespodziewanie Wrot[nowski]
i Ostrowski
(Stanisław Kazimierz Ostrowski). Ojciec był w cyrku – więc był wint z mateczką. Siedzieli do trzeciej w nocy. (…)

Ta trzecia wychodzi w „Kraju”. Dali przedmowę w numerze (nowela jest w Dodatku Literackim), którego nie mogłem dotąd dostać. (…) O Tej trzeciej piszą, że to znów nowa i zdumiewająca nuta, bo nikt nie przypuszczał, żeby liryk, a następnie epik potrafił wybuchnąć takim szczerym śmiechem etc. (…)Wołodyjowski coraz lepiej się podoba. Od p. Czosnowskiej
(Marii Czosnowskiej), z którą się poznałem w Ostendzie, odebrałem dwa listy z dewizą: „Nic to” – i teczkę aksamitną, na której pomalowane kwiaty – bratki i szarotki. Trzeba będzie odpisywać, bo grzeczność wymaga – a nie chce się. (…) Inny jakiś osioł nadesłał Ogniem i mieczem przerobione na jakiś najniedołężniejszy i najśmieszniejszy w świecie wiersz… (…)”

LISTOPAD – 30. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Do Frain (zamku Frain na Morawach) nie mogłem naprawdę jechać. Mam roboty dużo – i zdrowie nie było po temu. Znowu powtórzono prośbę o przerobienie z Potopu „Częstochowy”. Chcą bić taką przeróbkę w 30 000 egz. – i prawią o takiej doniosłości – że po prostu uczucie obywatelskie nakazuje to zrobić. – A przecie zajmie to dość czasu i trudu. (…)

Byłem na Nowogrodzkiej
(w Warszawie – w mieszkaniu: ciotki Aleksandry z Cieciszowskich Dmochowskiej - jej córki: Zofii z Dmochowskich Babskiej – i wnuczki Marii Babskiej), com odbył jak pańszczyznę. MB (Maria Babska) utyła; jest bardzo naturalna – i w ogóle okazuje więcej taktu
i charakteru, niż się sam spodziewałem. Zosia
(Zofia Babska) mniej! Miała minę trochę tragiczną. Ciotka uprzejma jak nigdy… (…)”

GRUDZIEŃ – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Tego dnia otrzymuje 15 000 rubli. Na podstawie zamieszczonego w liście dopisku: „Nic to” – domyśla się, że ofiarodawczynią może być Maria Czosnowska, nosząca bransoletkę z wygrawerowanym napisem o takiej samej treści. Niezwłocznie pisze o tym do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …nie dbam o te piętnaście tysięcy rubli, z których komuś podobało mi się uczynić podarunek, ani ich potrzebuję, póki
nie zostanę naprawdę Dickiem i nie będę zdolny do czego innego, jak do puszczania latawca.

– Otóż nie chcę ich tym bardziej, że domyślam się, od kogo pochodzą. W liście załączonym do pieniędzy nie ma nazwiska, ale jest, co następuje: „Henrykowi Sienkiewiczowi – Michał Wołodyjowski”. Pod spodem wypisane trzy oblężenia, o których mowa w moich powieściach, więc: „Zbaraż”, „Częstochowa”, „Kamieniec” – a z boku dewiza: „Nic to”. Ta ostatnia dewiza była dla mnie promieniem światła. Otóż albo to jest entuzjazm dla autora przechodzący wszelkie granice, albo więcej jak entuzjazm. W tym ostatnim razie przede wszystkim mogłaby mnie zdziwić nagłość uczuć niewieścich, ale tym bardziej tego rodzaju awanse byłyby mi wstrętnymi. Trzeba Ci wiedzieć, że stosunki moje z osobą używającą tej dewizy były i krótkie i czysto konwencjonalne; że jak zwykle pomykałem przed objawami entuzjazmu i zachwytu, bo mnie to męczyło – i że zaledwie odpowiadałem na listy, których dwa
lub trzy otrzymałem w Warszawie. Chcąc się od nich uwolnić, napisałem w ostatnim, że pewno wyjadę do Abacji, bo moje stosunki w Warszawie i konieczna a obfita korespondencja odrywają mnie od pracy i zajmują mi zbyt [wiele] czasu. Przypuszczałem, że na tym skończy się znajomość i korespondencja, jak istotnie skończyć się była powinna. –

Tymczasem entuzjazm albo to coś więcej spowodowały tę bezimienną przesyłkę. (…) Rozumiesz, że ja skoro się domyślam, żadnym sposobem takiego dowodu entuzjazmu czy czegoś przyjąć nie mogę – rozumiesz także, że owe „Nic to” było zapewne obrachowane na to, żebym się domyślił – a w takim razie wszystko jest po prostu nieprzyzwoite. – Nie ma takiej ceny na świecie, za którą można by kupić moją osobę albo moje uczucie – i tak dobrze trąciłbym nogą piętnaście miliardów Rotszylda,
jak 15000 rs osoby używającej dewizy: „Nic to” – po prostu śmieję się z pieniędzy i naprawdę uważam je za jedną z marniejszych w świecie rzeczy. Pomyśl, ile jednak cała ta głupia sprawa przyczynia mi kłopotu i poradź co, Ziabko miła, swoim subtelnym rozumkiem. Cała trudność położenia jest w bezimienności posyłki. Zdeponowałem pieniądze w Tow[arzystwie] Kredytowym Ziemskim i koniec – ale obecnie nie mają one innego na świecie właściciela, jak mnie. (…)”

GRUDZIEŃ – 11. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. W numerze 277. „Słowa” ukazuje się jego list:
„Kochany Redaktorze!
Jak Ci wiadomo, w dniu wczorajszym odebrałem przesyłkę pieniężną obejmującą piętnaście tysięcy rs. i kartkę ze słowami: „Michał Wołodyjowski – Henrykowi Sienkiewiczowi”.

Jakkolwiek zwyczaj składania podobnych dowodów pieniężnego uznania dla literatów i artystów jest dość rozpowszechniony
za granicą, nie był on dotychczas znany u nas, gdzie – wobec ogólnego ubóstwa – tysiące pilniejszych potrzeb oczekuje zaspokojenia.

Co się tyczy mnie osobiście, przyjęcie takiego daru nie jest zgodne ani z moim usposobieniem, ani z moją fantazją. Nie będąc człowiekiem bogatym, zarabiam tyle, a nawet więcej, ile mi potrzeba. Dlatego, mimo wielkiej wdzięczności dla dawcy ukrywającego się pod pseudonimem Michała Wołodyjowskiego, daru jego przyjąć nie mogę. Pieniądze złożyłem jako depozyt
w Towarzystwie Kredytowym Ziemskim, gdzie w ciągu trzech lat mogą być za udowodnieniem odebrane. Po upływie tego terminu rozporządzę nimi według własnego uznania.”

GRUDZIEŃ – 12. [ŚRODA]


W numerze 314. „Kuriera Codziennego” kończy się druk noweli Henryka Sienkiewicza „Ta trzecia”.

GRUDZIEŃ – 13. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) Musiałem ogłosić, gdzie złożony depozyt, bo wychodząc ze stanowiska, że nie chcę mieć nic wspólnego z tymi pieniędzmi, musiałem wskazać dawcy, gdzie je może sobie odebrać. (…) Miałem podwójny cel, podając termin trzyletni: raz, zostawić czas
do namysłu dawcy – przez trzy lata najsilniejszy entuzjazm musi się ochłodzić – po wtóre dlatego, żeby uwolnić siebie od setek
i tysięcy osób, które w imię rozmaitych instytucji dobroczynnych przychodzą polecić je mojej pamięci. – I tak był już u mnie nijaki pan Przyniczyński
(Stanisław Przyniczyński) - redaktor „Katolika” na Śląsku (wielki jakoby szubrawiec) i pani Borkowska (Aleksandra z Chomętowskich Borkowska) (red[aktor] „Kroniki”) w imieniu Schronienia Nauczycielek. (…)

Jeśli przez trzy lata nikt się nie zgłosi, zwołam komitet z trzech poważnych ludzi, który sumą i procentami od niej rozporządzi wedle mego uznania – na cele publiczne. (…)

K. Górski
(Konstanty Górski) mówi, iż cieszy go, że znalazł się taki, który dał, ale jeszcze więcej, że znalazł się taki, który nie wziął. Powiada, że to jest europejski przykład, zwłaszcza w czasach, w których pióra, przekonania i godność ludzka są na sprzedaż. (…)

GRUDZIEŃ – 15. [SOBOTA] lub 16. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Z całej wrzawy o te 15 000 rs. pozostaje mi jedno przyjemne wspomnienie, żem postąpił, jakbyś Ty postąpiła na moim miejscu. Za jedną drogą dzielę się z Tobą zamysłami, co zamierzam robić, jeśli pieniądze nie zostaną odebrane. Owóż zamierzam z nich zrobić fundusz imienia Maryni (Marii z Szetkiewiczów Sienkiewicz) i dochód roczny (800 rs.) przeznaczyć na zagrożonych piersiową chorobą literatów, malarzy, muzyków albo członków ich rodzin, których doktorzy skazują na wyjazd do ciepłych krajów na zimę, a którzy nie mają za co wyjechać. Będzie dla mnie bardzo słodką myśl, że w ten sposób Marynia zostanie patronką takich chorych i że imię jej muszą wspominać z wdzięcznością. Wolałbym z tego powodu, żeby pieniędzy nie odebrano – i pewnie tak będzie.

Tyle mnie przy tym czeka zajęć, że nie wiem, do czego rękę przyłożyć, a tylu ludzi obojętnych nadchodzi. Żyje się z dnia na dzień, nie spodziewając się nic od jutra. „Takoje to i życio!”, jak powtarza mateczka przy winie. (…) Bajkę o królu Władysławie
(utwór nieznany) skończyłem. Jest nikczemna, a ogłasza ją z surmami „Tygodnik Il[ustrowany]”. Miłosz Kotarbiński ma robić rysunki. Numer noworoczny „Tygodnika” ma podobno obejmować w całości Jamioła z ślicznymi ilustracjami Stachiewicza (Piotra Stachiewicza). Że śliczne, mówił mi Gawalewicz (Marian Gawalewicz), który wyplótł przede mną całą rzecz, miała to być bowiem
dla mnie niespodzianka. Tak bywa z niespodziankami. (…)”
W liście z 16 grudnia 1888 r. pisarz użył zwrotu: ...wczoraj... spóźniłem się porządnie do Benniego - t. j. na jeden z „piątków” Karola Benniego. Z powyższego można wnioskować, że list był pisany w sobotę 15 grudnia 1888 r.

GRUDZIEŃ – 16. [NIEDZIELA]


W numerze 45. „Przeglądu Literackiego” (dodatku do petersburskiego „Kraju”) rozpoczyna się druk noweli Henryka Sienkiewicza „Ta trzecia”.

GRUDZIEŃ – 24. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) Krzymuski (Edmund Karol Krzymuski) przyszedł do „Słowa” – i zastał mnie – podziękowałem mu uprzejmie – sprawa zakończona. (…)

Obrazek dla pani Mary odesłałem przez Luca
(Lucjana Wrotnowskiego), który przez Kraków pojechał do Łęk. – Ma tam zredagować
w formie prawnej moje nadanie
(dokument ustalający stypendium im. Marii Sienkiewicz przy Akademii Umiejętności). Chciałbym sobie zastrzec prawo głosu co do kandydatów, którzy korzystać będą z zapisu – ale pragnąłbym również, aby opiekę nad zapisem przyjęła Akademia Umiejętności. W tym celu mam zamiar odesłać fundusz do Krakowa – na ręce Edwarda (Edwarda Janczewskiego). (…)

„Słowo” za następną powieść
(„Bez dogmatu”) daj mi talent grecki w złocie = 60 min = 13 700 talarów = mniej więcej 40 tys. marek. Wobec tego oczywiście nie opłaciłoby mi się dawać za niespełna dwadzieścia. – Zresztą: skórka na niedźwiedziu.
Wobec zmęczenia, wobec warszawskiego życia nocnego, wizyt, które mi składają, próśb, zamówień etc. ani wiem, kiedy się
do tego wezmę. Moja myśl zaabsorbowana jest zawsze i zupełnie, a nie ma się o co oprzeć i nie widzi nic przed sobą.
Przez to męczę się, jak gdybym pracował – a nic nie robię.

Poza tym jestem tak znużony, że aż tęsknię za jaką wsią na zimę, za jakimś Zakopanem albo czymś podobnym, gdzie mógłbym skupić się w robocie. Nie zacząłem dotąd nawet odczytu o Hiszpanii
(„Walka byków”). (…)

GRUDZIEŃ – 28. [PIĄTEK]


W numerze 51. „Przeglądu Literackiego” (dodatku do petersburskiego „Kraju”) kończy się druk noweli Henryka Sienkiewicza „Ta trzecia”.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]