Błogosław, duszo moja, Panu! Panie, Boże mój, jesteś bardzo wielki! Przywdziałeś chwałę i majestat. Przyodziewasz się światłością jak szatą, niebiosa rozciągasz jak kobierzec. [Ps. 104; 1 – 2]



KALENDARIUM ŻYCIA

Wybierz rok, z którym chcesz się zapoznać: 1846, 1847, 1848, 1849, 1850, 1851, 1852, 1853, 1854, 1855, 1856, 1857, 1858, 1859, 1860, 1861, 1862, 1863, 1864, 1865, 1866, 1867, 1868, 1869, 1870, 1871, 1872, 1873, 1874, 1875, 1876, 1877, 1878, 1879, 1880, 1881, 1882, 1883, 1884, 1885, 1886, 1887, 1888, 1889, 1890, 1891, 1892, 1893, 1894, 1895, 1896, 1897, 1898, 1899, 1900, 1901, 1902, 1903, 1904, 1905, 1906, 1907, 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916, 1924 - albo zobacz wszystkie lata.

Rok 1889



DOKŁADNEJ DATY BRAK


Henryk Sienkiewicz pisze do Wiktora Baworowskiego:
„(…) Pan potrafiłeś przetłumaczyć na język polski nie tylko słowa, ale i piękność „Don Juana”… (…) Co za swoboda,
co za giętkość języka w ogóle, jak się to wszystko wije po bajronowsku, jak świeci niby wąż kolorowy! Ja się kocham w polskim języku i dlatego, co mnie jeszcze zachwyca w tym przekładzie to ta copia verborum
(bogactwo słów). (…) Umiem trochę
po angielsku, ale nie tyle, żeby czytać utwór tak trudny i wyślizgujący się jak „Don Juan”… Otóż stawiam go w rzędzie arcydzieł polskich przekładów… (…)”

Henryk Sienkiewicz chwali Natalię Dzierżkównę za napisany przez nią utwór:
„(…) Witeź Iwo („Kniaź Iwo”) nie jest to dramat, raczej poemat dramatyczny, ale pełen wdzięku i szlachetnego nastroju. Pisał go poeta posiadający lotną fantazję i dar widzenia rzeczy przez pryzmat prawdziwej poezji, a zarazem człowiek, który nie żałował czasu na studia historyczne i mitologiczne. (…)”


STYCZEŃ – 07. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
Tu, Dzinuchna, nic nowego. Ustawiczne „niepróżnujące próżnowanie” – do tego dużo zmęczenia, niewywczasu, oto i wszystko. Henio trochę niezdrów i to wstrzymuje mój wyjazd. – Ojciec także niby się wybiera – niby nie. Powiada, że koło przyszłego wtorku. Żebym wiedział na pewno, tobym się zatrzymał. – Przyjechała tu pani Cz[osnowska]. Zaprosiła mnie naiwnie na herbatę, a ja się oburzyłem na samą propozycję; byłem w dzień, sztywny jak angielski kołnierzyk, zimny jak deruclowska porcja lodów. (…)

STYCZEŃ – 11. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz, upewniwszy się, iż może dysponować darem anonimowego wielbiciela, w numerze 9. „Słowa” ogłasza utworzenie funduszu stypendialnego im. Marii Sienkiewicz.

STYCZEŃ – 17. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz, upewniwszy się, iż może dysponować darem anonimowego wielbiciela, w numerze 14. „Czasu” ogłasza utworzenie funduszu stypendialnego im. Marii Sienkiewicz.

STYCZEŃ – 21. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem” (Bronisława i Marii z Sobotkiewiczów Dembowskich). Tego dnia przyjęcie muzyczne urządzają mu: Bartłomiej Obrochta, Józef (?), Stanisław (?) i Sabała (Jan Krzeptowski).

STYCZEŃ – 22. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz wypoczywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Ja, mimo zmian temperatury, dojechałem bez migreny. Na kolację wypiłem ceberek polewki winnej, do tego ogryzłem udko wołowe, półmiseczek kartofli, dwa oszczepki, antałeczek piwa – potem nie miałem apetytu przy herbacie, która po jedzeniu nastąpiła, i poprzestałem tylko na dwóch struclach z odpowiednią ilością masła i kilkunastu plastrami miodu. (…)

Sabały
(Jana Krzeptowskiego Sabały) pogląd na sprawę kukizowską jest taki:

„Kozda rzec powinna mieć, prosę piknie, dowody i kónce. Co to temu bić i kraść, czyj ojciec nie był zbójem i złodziejem, ni dziad,
ni kto. Najeniby se chłopa, co by księdza ciupagą ścignął, a choćby i postukoł – to i tak by ksiądz pieniądze oddoł – i wszyćko by było słusznie. A tak na co się zdało. –”

Wczoraj Bartek Obrochta
(Bartłomiej Obrochta), Józek (?), Stasiek (?) i Sabała przyjęli mnie muzyką. Przypomniało się lato
i księdzówka. (…)”
Komentowana przez Sabałę „sprawa kukizowską” – to proces przed trybunałem we Lwowie przeciwko Marii Strzeleckiej i jej synowi Aleksandrowi, właścicielom dóbr Kukizów w powiecie jaryczowskim, oskarżonym o dokonanie 29 lipca 1888 r. zamachu na życie księdza Jana Tchórznickiego.

STYCZEŃ – 23. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”. Tego dnia odwiedza Tytusa Chałubińskiego.

STYCZEŃ – 24. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w domu Bronisława i Marii z Sobotkiewiczów Dembowskich w Zakopanem. Po odwiedzinach u księdza Józefa Stolarczyka pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wieczór już – jedenasta… (…) …porzuciłem stanowczo myśl pisania o Hiszpanii, a natomiast napiszę i będę czytał:
o powieści historycznej. Będzie trochę polemiki, może trochę żółci, trochę obrony własnej. Myślę, że w ogóle będzie to więcej interesować niż Hiszpania, do której nie mam książek, a która by wymagała dużo czytania, chcąc coś porządnego zrobić. (…)

W Zakopanem dobrze. Byłem wczoraj u Chałubińskiego
(Tytusa Chałubińskiego), dziś u księdza (Józefa Stolarczyka), wczoraj tu ksiądz był. (…) Pięknie tu bardzo, biało – błękitno, śniegi duże – wygodnie i gościnnie. (…) …sypiam jak świstak – jeno zawsze się coś śni. (…)”

STYCZEŃ – 25. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”.

STYCZEŃ – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Bardzo już późno, ale siadam do pisania, bo jutro rano wyjeżdżamy do Zubercza… (…)

Śniegi tu spadły ogromne. Nie wiem, jak jutro dojedziemy, zwłaszcza jeśli zacznie znów padać. (…)

Ja przed końcem tygodnia zbiorę się z powrotem. Z odczytem wypłynąłem na czystą wodę – i pewno, że będziemy dość zajmujący ze względu na samą treść. Myślę, że w Krakowie go przepiszę i sam powiozę. Nie bez tego też, żebym go
nie zaprodukował w Krakowie. Zawsze napełni to salę i cel będzie dopięty. Ale pierwej będę czytał w Warszawie. (…)”

STYCZEŃ – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz z Zakopanego wyjeżdża do Zuberca na Orawie.


[01. Słowacja - mapa fizyczna]

[Fotografia mapy: Autor: 01. Captain Blood. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją GNU FDL].

STYCZEŃ – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz z Zuberca na Orawie wraca do Zakopanego.

Goszcząca pisarza Maria z Sobotkiewiczów Dembowska pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„Więc pojechali wczoraj do Zuberca. (…) A co ten pan Sienkiewicz donaigrawa się ze mnie, nie z owej «szczerości»,
ale ze wszystkiego! Co wygadywał wczoraj, co dośmiał się «połową warg swoich», jak bohaterowie Orzeszkowej, z zapasów
na polowanie i utrzymywał, że «korzystając z zapasików, warto by zrobić powstańko». (…)

W doskonałych humorach wyjechali. (…) …i pojadą pięknym światem, i ten leśniczy Kocjan
(Antoni Kocyan), którego PD (Bronisław Dembowski) prosił o urządzenie tego polowania, dziwnie oryginalna figura; całe życie siedzi w lesie, mówi jak góral, a pisze podobno bardzo dobre rzeczy ornitologiczne. (…)

Podoba się tu panu H.
(Henrykowi Sienkiewiczowi) i chociażby nawet zwierzęta nie wyszły, to myślę, że ta przejażdżka w górach ożywi go i zabawi. (…) …a dla niego to takie higieniczne pożyć choć trochę takim życie świstaczym, jak sam mówi, że żyje jak świstak, je, śpi i mało myśli. Śpi ta dusza droga, głowa ani razu nie bolała, chodzi dużo, jada z apetytem, ale niewiele, bo mówi, że mu tak najzdrowiej. – A miły, aj, aj!! ożywiony, gadający, sypie takimi genialnościami spostrzeżeń życiowych i artystycznych, takimi wykwintnymi ironiami i dowcipami, że żal, że nie można tego stenografować.

Czy Dzineczka
(Jadwiga Janczewska) zna powiedzenie, że Tarnowski (Stanisław Tarnowski) po przeczytaniu Tej trzeciej patrzył na jej autora, «jak na Mojżesza tańczącego kankana»? Jak przypomnę sobie to powiedzenie, zaśmiewam się sama w pokoju. (…)

Marzę, żeby pan Sienkiewicz zaczął tu swoją powieść – bo zostałby wtedy dłużej. A przecież pierwotny projekt był przyjechania tu na kilka tygodni dla powieści. (…) Tym bardziej, że pan Sienk.[iewicz] zapalił się do myśli kupienia domku w Zakopanem,
więc niechże zostanie dłużej, przekona się, jak mu na dłuży służy tu powietrze, jak mu się tu podobać będzie na dłużej.”

STYCZEŃ – 31. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) Byłem w Zubercu. Kocyana (Antoniego Kocyana) poznałem. – Oryginalni leśni ludzie. Przywiozłem stamtąd wypchaną główkę kozicy.

Zdrów jestem. Jem, śpię i rozmawiam dużo. Pokazuje się, że góry zawsze to dobra rzecz i wpływ ich dobry. Wracam
w poniedziałek. – Odczyt
(„O powieści historycznej”) skończę, a w Krakowie przepiszę. – Bajkę („Sabałową bajkę”) przerobię
w Warszawie. (…)

Wróciliśmy w porę – od wczoraj straszny wicher, a barometr stoi na trzęsieniu ziemi. (…)
- i do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Powiedz Rembowskiemu, że odczyt kończę nie o Hiszp[anii], ale „O powieści historycznej”. Książek nie dostałem,
nie mogłem pisać o Hiszp[anii]. Ale ten będzie więcej interesujący – dziesięć razy więcej! (…) Z pensji za styczeń odeślij 50 rs ojcu memu (Lublin), a pięćdziesiąt daj, tj. odeślij siostrze
(Helenie Sienkiewiczównie). (…) Jem, śpię… dobrze. (…) Byłem na Orawie, mam wypchaną główkę kozicy, ładną. (…)”

LUTY – 02. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”. Tego dnia odwiedza Tytusa Chałubińskiego.

LUTY – 03. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) Przyjechał tu Baranowski (Ignacy Baranowski); wybieramy się jutro na Karczmisko (Przełęcz Między Kopami) - pamiętasz –
po drodze do Czarnego Stawu. Wczoraj byliśmy u Chałub[ińskiego]
(Tytusa Chałubińskiego) i grali w karty, bo on tę rozrywkę bardzo lubi. – Wiatr ustał, kilka stopni zimna. Często przychodzi ochota okupić się w Zakopanem i znaczną część roku tu spędzać. Wczas do roboty wielki. (…)

Zęby mnie nieco bolą. (…)

Odczyt skończę dziś z pewnością, a przez część nocy dziś i jutro przepiszę. (…)

LUTY – 04. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w „chacie Dembowskich w Zakopanem”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) Z wycieczki na Karczmisko nic. Śnieg pada. Wybieram się – nie puszczają. Zęby troszkę, troszkę bolą, te, których nie ma. (…)

LUTY – 05. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Sama Abacja jest zielona, bo jest dużo laurów i innych tego rodzaju roślin, ale w ogóle nie jest to kraj bardzo południowy.
W marcu poza parkiem nie widziałem liści na drzewach i czasem bywało dość chłodno. Czy Wam nie będzie teraz za zimno? (…) Jedzie się do Ab[acji] z Südbahn do stacji Matuglie – wymawia się Matulje – stamtąd powozem niecałą godzinę. Do Fiume
nie trzeba dojeżdżać. Ja jednak dojeżdżałem zawsze, stamtąd jechałem parowcem do Abacji, szukałem mieszkania w hotelach, ale wzdłuż drogi zabudowanej w kierunku Volosco. Po czym wracałem do Fiume i zjeżdżałem już na własne mieszkanie. (…)
…radzę jechać do Fiume. Stamtąd morzem (jeśli Pani znosi) bez rzeczy na poszukiwanie mieszkania, potem wrócić, zabrać rzeczy i znów do siebie. Droga bardzo krótka (35 minut). Jeśli boi się Pani morza – i trzeba, żebyś się z tym rachował – to z Fiume można za 3 lub 4 guld[eny] nająć powóz i ładną, nadbrzeżną drogą jest się w ciągu 3 kwadr[ansów] lub godziny. (…)”

LUTY – 09. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przyjeżdża do Zakopanego.

LUTY – 10. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Przyjechałem wczoraj wieczór. Dziś rano piszę. (…) W Krakowie też zabawię krótko, …, chyba że będę zmuszony kupić najęty sztucer, który w Zakopanem pękł mi w ręku, zresztą szczęśliwie, bo nikomu nic. (…) Odczyt („O powieści historycznej”) dziś wysyłam… „Słowo” będzie go drukowało… (…)”

LUTY – 11. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Akademii Umiejętności w Krakowie przesyła Statut Stypendium imienia Marii z Szetkiewiczów Sienkiewiczowej:
Do
C. K. Akademii Umiejętności
w Krakowie

Przy niniejszym mam zaszczyt przesłać sumę rubli 15.750 nom[inalnej] war[tości] w listach zastawnych Tow[arzystwa] Kredytowego Ziemskiego w Królestwie Polskim z kuponem czerwonym za rok 1889, którą imieniem Marii z Szetkiewiczów Sienkiewiczowej darowywam Akademii pod następującymi warunkami:

1) Kapitał 15 750 rs. będzie po wieczne czasy kapitałem żelaznym, a więc zmniejszeniu nie ulegającym.
2) Kapitał ten wzrastać będzie zyskami na wylosowaniu listów zastawnych osiągnąć się mogącymi.
3) Dopóki Tow[arzystwo] Kredytowe Ziemskie w Królestwie Polskim istnieć będzie, kapitał ma być umieszczony w listach zastawnych tegoż Towarzystwa.
4) Jednoroczne odsetki od kapitału, a to bez względu na wysokość, jaką kapitał w przyszłości osiągnąć może, Akademia wypłaci w kuponach każdego roku jako jednorazową, bezzwrotną zapomogę Polakowi, literatowi, uczonemu, artyście malarzowi, artyście rzeźbiarzowi lub kompozytorowi muzycznemu, który nie mając potrzebnych środków, a cierpiąc na chorobę płuc (suchoty), będzie potrzebował wyjechać do jakiejkolwiek stacji klimatycznej dla poratowania zdrowia – lub który żonę swą, cierpiącą
na chorobę płuc (suchoty), zawieźć lub wysłać będzie zmuszony do jakiejkolwiek stacji klimatycznej.
5) Kandydat do zapomogi będzie obowiązany złożyć świadectwo lekarza specjalisty dowodzące potrzeby wyjazdu do jednej
ze stacyj klimatycznych. Zarząd Akademii będzie w prawie sprawdzić tę potrzebę, delegując wybranego przez siebie lekarza.
6) O ile by do zapomogi zgłosił się jeden kandydat i stosownie do punktu 5) przez Zarząd Akademii za wylegitymowanego uznany został, kandydat taki otrzyma zapomogę.
7) O ile by w danym roku zgłosił się kilku kandydatów, wybór między kandydatami na przedstawienie Zarządu Akademii Umiejętności służyć będzie mnie, niżej podpisanemu, do najdłuższych dni mego życia, a po mojej śmierci po wieczne czasy memu najstarszemu potomkowi płci męskiej.
8) W razie niepełnoletności potomka wyboru między kandydatami dokona Zarząd Akademii.
9) O ile by umarł ostatni mój potomek płci męskiej w prostej linii, wybór służyć będzie Zarządowi Akademii, który wszakże baczyć powinien, by zapomogę otrzymał dla siebie lub żony kandydat, który większe dla polskiej literatury, nauki lub sztuki położył zasługi lub którego talent większe rokuje nadzieje.
10) Zarząd Akademii przyznawać będzie zapomogę każdorazowie w dniu 19 października n. s. każdego roku.
11) Rozdzielać zapomogi między dwóch lub więcej kandydatów Akademia nie będzie miała prawa, jeden zaś i ten sam kandydat może korzystać z nadania najdłużej w ciągu lat trzech.
12) O przedłużeniu zapomogi na każdy rok następny rozstrzyga Zarząd Akademii w Porozumieniu z niżej podpisanym.
13) Gdyby we względzie przedłużenia lub powstrzymania zapomogi Zarząd Akademii i niżej podpisany nie byli jednego zdania, kwestię rozstrzyga pełne posiedzenie Akademii.
14) O ile by w danym roku Zarząd Akademii nie przyznał zapomogi bądź to z powodu braku kandydatów, bądź z powodu, iż żaden z kandydatów do otrzymania zapomogi nie będzie miał potrzebnych kwalifikacji, odsetki użyte zostaną na stypendium na dalsze kształcenie się za granicą dla Polaka, ukończonego studenta Uniwersytetu.
15) Ani nazwiska kandydatów, ani nazwisko otrzymującego zapomogę nie mają być publicznie wiadome. W sprawozdaniach swych Zarząd Akademii ma jedynie zamieszczać, czy w danym roku udzielił zapomogi albo stypendium, ilu kandydatów zgłosiło się po zapomogę i czy ją dostał literat, uczony, artysta, dla siebie lub dla żony – czy wreszcie student Uniwersytetu.
16) W razie rozwiązania lub zamknięcia w Krakowie Polskiej Akademii Umiejętności darowizna ipso facto upada, a kapitał
w ówczesnej jego wysokości powraca do żyjącego wówczas mojego potomka płci męskiej w prostej linii, a w braku takowego
do moich sukcesorów z prawa, który lub którzy funduszem tym rozporządzą na takiż sam cel.

Upraszam Akademię o poświadczenie mi odbioru sumy rs. 15 750 w listach zastawnych oraz nadesłanie mi odnośnej odezwy donoszącej, że Akademia przyjmuje darowiznę na warunkach powyżej wyszczególnionych. –

Henryk Sienkiewicz
Stypendium to jest nadal przedmiotem negocjacji pomiędzy pisarzem a Akademią.

LUTY – 12. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu Saskim w Krakowie przy ul. Sławkowskiej 3. Pisze do Adama Krechowieckiego:
(…) „W tej chwili był u mnie „Tomkowicz” (Stanisław Tomkowicz) i oświadczył mi, że Sz[anowny] Pan zgadza się na kombinację „Czasu” – na mocy której będziecie drukowali moją przyszłą powieść („Bez dogmatu”) wspólnie. (…)

Kiedy będę mógł oddać 1-szy tom do druku, nie umiem powiedzieć i lepiej pod tym względem nie zobowiązywać się względem czytelników, poprzestając na zapowiedzi, że powieść ukaże się w roku bieżącym. (…) Tytuł – to moja słaba strona. „Słowo” ogłosiło tytuł „W pętach” i jeśli siła na tym zależy – możecie tak samo zapowiedzieć – czy jednak nie zmienię go, nie zaręczam. Sądzę zresztą, że to jest wszystko jedno. ”(…)

LUTY – 20. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Tego dnia odwiedza Marię i Charlottę Sienkiewiczówny, córki Artura Sienkiewicza z Paryża. Mieszkają one u ciotki, Teresy
ze Zbyszewskich Czarnowską, która ma córkę w ich wieku – Wandę Czarnowską. Pisarz spotyka tam również: Karola Zabłockiego z córką Izabelą z Zabłockich Koczorowską, Helenę ze Stadnickich Krasińską, Natalię z Zalutyńskich Taube z córką Janiną Salomeą Taube i Gustawa Dionizego Taube.
Następnie wstępuje do: Mścisława i Marii z Popielów Godlewskich oraz do Lucjana i Marii z Tabęckich Wrotnowskich.

W odwiedziny do Henryka Sienkiewicz przychodzi Jan Komierowski.

LUTY – 21. [CZWARTEK] lub 22. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„ Przyjechałem dobrze, bez wielkiego zmęczenia i nie bardzo upieczony gorącem w wagonie. Jechał ze mną Wieniawski (Julian Wieniawski) i Radziwiłłowie (ona Zawiszaka) (Michał i Maria z Kierzgaiłło-Zawiszów Radziwiłłowie), więc się i gawędziło trochę. Obecnie jestem już w wirze i kręcę się w tym kole, które się ze mną kręci.

Wczoraj, tj. w środę, byłem u Sienkiewiczówien
(Marii i Charlotte Sienkiewiczówien, córek Artura Sienkiewicza z Paryża), potem
u Godlewskich
(Mścisława i Marii z Popielów Godlewskich), a przed balem u Wrotnowskich (Lucjana i Marii z Tabęckich Wrotnowskich). Panny Sienkiewiczówny mieszkają z ciotką, panią Czarnowską (Teresą ze Zbyszewskich Czarnowską), która ma córkę (Wandę Czarnowską) w ich wieku. Był to dzień ich przyjęcia i przewinęło się mnóstwo ludzi przy mnie. Był pan Zabłocki (Karol Zabłocki), właściciel hotelu, jego córka pani Koczorowska (Izabela z Zabłockich Koczorowska) z Poznańskiego, pani Helena Krasińska (Helena ze Stadnickich Krasińska), pani Taube (Natalia z Zalutyńskich Taube) z córką (Janiną Salomeą Taube), Gucio Taube (Gustaw Edward Taube), jeszcze jakiś młodzik, którego nazwiska nie dosłyszałem, etc., etc. (…)

Janek
(Jan Komierowski) był wczoraj, wygląda dość mizernie. (…)

Jestem zmęczony i myślę zawsze o powieści, ale jak zawsze niewiele mogę wymyślić. (…) ”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: 22 lutego 1889, czwartek. Otóż czwartek przypadał 21 lutego 1889 r., a 22-go był piątek.

LUTY – 25. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„ Sam jestem porządnie zmęczony, dość niespokojne nerwy etc. W dodatku nic nie robię – prócz poprawiania Ramony (powieści Heleny Jackson „Ramona”). – W dodatku po staremu dzwonią do mnie z rana bez ustanku i odbieram dziesiątki listów o wsparcie. (…)

Nie myśl, że tak się tłomaczy moje lenistwo – napisałem przecie więcej w życiu od tych, co się mają za pracowitych –
ale ta Warszawa to istotnie nie podatne miejsce do roboty. Odjąć dzwonek, to stukają – a jak stukają, to mnie rozprasza.
Nie bywać nigdzie – to nudno, a bywać, to jeden wieczór ciągnie za sobą drugi etc. Po tym wszystkim jest może przenerwowana
i wyczerpana zdolność do pisania. (…)

W niedzielę ojca
(Kazimierza Szetkiewicza) imieniny – będą goście. –
Wołodyjowskiego przeróbka musiała zrobić fiasko, bo jakoś nic nie słychać o przedstawieniu. Pewno i grali niegodziwie. (…)”

LUTY – 27. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz uczestniczy w balu zorganizowanym w warszawskim ratuszu. Oprócz pisarza w balu udział biorą między innymi: Maria lub Julia Górska, Wanda Czarnowska, Charlotte i Maria Sienkiewiczówny, panie: Klasen i Walewska.

LUTY – 28. [CZWARTEK]


W swoim mieszkaniu w Warszawie Henryk Sienkiewicz urządza raut, w którym uczestniczą między innymi: Teresa ze Zbyszewskich Czarnowska z córką Wandą Czarnowską, Adolfina Czarnowska, Charlotte i Maria Sienkiewiczówny, Lucjan i Maria z Tabęckich Wrotnowscy, Maria z Popielów Godlewska, Antoni Zaleski z małżonką, Edward i Stefania z Zielińskich Leowie z córkami: Anną i Stefanią, Helena ze Stadnickich Krasińska, Maria ze Szlubowskich Łubieńska, Izabela z Zabłockich Koczorowska, Józef Koczorowski, Antoni Donimirski, Antoni Marylski, Konstanty Tabęcki junior, Stanisław Kazimierz Ostrowski herbu Grzymała, Kazimierz Szetkiewicz.

MARZEC – 01. [PIĄTEK]


W numerze 50. „Słowa” czytamy, że pod koniec lutego w teatrze krakowskim grana była sztuka powstała w wyniku dokonanej przez Antoniego Józefa Siemaszkę przeróbki pierwszego tomu „Pana Wołodyjowskiego”.

Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„ (…) Spać się bardzo chce i za nic bym do kogo innego nie pisał – ale taka ochota opisać Dzidce bal środowy w ratuszu
i czwartkowy raut u mnie, że wolę pisać jak spać.

Bal środowy był bardzo ładny – te same kostiumy, które były u Komarowej
(Gabrieli ze Starzeńskich Komarowej) więc: margrabiowie, margrabiny, peruki, muszki, pończochy, szpady, pióra itd. P. Konstantówna Górska (Maria lub Julia Górska) miała istotnie śliczny strój żydowski średniowieczny; panna Czarnowska (Wanda Czarnowska) z Kroczewa i jedna Sien[kiewiczówna] – przebrane za młynarki – duże kapelusze białe, puder na włosach, suknie białe, krótkie do kostek – druga Sienkiewiczówna: kapelusz ryżowy, duży,
z jednego boku podpięty, suknia biała, krótka. Panna Walewska
(zapewne Elżbieta Maria Walewska) - pączek róży: suknia krótka, puder – wśród tego mnóstwo pączków. Była jakaś piękna pani Klasen – peruka biała, suknia niebieska, róże żółte. (…)

Byłem, bo mi będzie trzeba opisać bal w przyszłej powieści
(w „Bez dogmatu”). Czerwonych fraków pełno, które dobrze się wydają, bo tworzą ładne plamy na czarnym tle ubrań męskich – dają wesoły pozór i pompę. Nosi się do tego czarne pończochy i płytkie trzewiki. (…)

Wczoraj u mnie były: p. Czarnowska
(Teresa ze Zbyszewskich Czarnowska) z dwoma Sienk[iewiczównymi] (Charlottą i Marią Sienkiewiczównymi) i z córką (Wandą Czarnowską) (bardzo ładną), Wrotnowska (Maria z Tabęckich Wrotnowska) z siostrzenicą,
p. Czarnowską
(Adolfiną Czarnowską) (stryjeczną tamtej), także ładną, Antałkowa (? Zaleska, żona Antoniego Zaleskiego), Godlewska (Maria z Popielów Godlewska), Leowa (Stefania z Zielińskich Leo), Krasińska (Helena ze Stadnickich Krasińska), Łubieńska (Maria ze Szlubowskich Łubieńska), p. Koczorowska (Izabela z Zabłockich Koczorowska) z Poznańskiego i dwie Leówny (Anna i Stefania Leo).

Luc
(Lucjan Wrotnowski) przyszedł przebrany za kataryniarza Włocha i bardzo był ładny. Z mężczyzn byli: Wrotnowski, Antałek (Antoni Zaleski), Koczorowski (Józef Koczorowski), Donimirski (Antoni Donimirski), Marylski (Antoni Marylski) (młody, zakochany na śmierć
w Szarlocie – co ja popieram), młody Tabęcki
(Konstanty Tabęcki junior), Ostrowski (Stanisław Grzymała Ostrowski), ojciec (Kazimierz Szetkiewicz), Leo (Edward Leo), ja, Henio i kilku innych.

Wyobraź sobie, Dzidku – tańczono (ja nie) i ojciec wystąpił w kontredansie z p. Łubieńską. Bufet kazałem urządzić w pokoiku obok gabinetu. Wyniesiono łóżko, toaletę, stanął pod ścianą długi stół – na nim zimna kolacja: majonez, pasztet i indyk,
oraz cukierki, owoce etc. (…)

Koło 3-ciej poczęto się rozjeżdżać, koło 4-rtej poszedłem spać. (…) Dziś wszystko w mieszkaniu wróciło do normy. (…)”

MARZEC – 02. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Redakcji „Słowa”:
(…) We wczorajszym porannym wydaniu „Kuriera Warszawskiego” czytam pod rubryką „Korespondencja prywatna”,
co następuje: „Proszę tajemniczego p. M. Wołodyjowskiego odebrać list poste restante Kijów w sprawie bardzo ważnej. H. S.” Ponieważ wezwanie podpisane jest inicjałami mego imienia i nazwiska, …oświadczam, że po rozporządzeniu nadesłaną mi sumą 15 000 rs na rzecz chorych literatów i artystów żadnego listu poste restante Kijów nie wysyłałem i takowy nie pochodzi
ode mnie. (…)

MARZEC – 03. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.
Około godz. 12.00 – wspólnie z Heleną ze Stadnickich Krasińską – jedzie na piknik do Pałacu Mniszchów w Warszawie przy ul. Senatorskiej 40. Tu spotyka: Józefę
z Korsaków Chrapowicką, Jadwigę z Potockich Brunnow z synami: Stanisławem i Szymonem, Różę z Kronenbergów Orsetti, Kazimierza i Zofię z Ożarowskich Starzeńskich, Gabrielę Komar z córką Zofią, p. Grabowską, Lucjana i Marię z Tabęckich Wrotnowskich, Marię ze Szlubowskich Łubieńską i Teresę ze Zbyszewskich Czarnowską.

MARZEC – 04. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. O godz. 8.00 rano, pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„ (…) Wczoraj byłem na pik-niku. Krasiń[ski] (Józef Krasiński), który jest chory, prosił, bym pojechał z jego żoną – i pojechałem koło 12, a wróciłem o 8-smej rano. Odbyło się to w Resurs[ie] Kup[ieckiej] (w Pałacu Mniszcha w Warszawie przy ul. Senatorskiej). Najładniejsze było, gdy o 6-stej otwierano drzwi – światło zupełnie fioletowe i niezmiernie delikatne, które przedostawało się
do oświetlonej sali. (…)

Poznałem p. Chrapowicką
(Józefę z Korsaków Chrapowicką), córkę Korsaków, pp. Brun[n]ow (Jadwigę z Potockich Brunnow z synami: Stanisławem i Szymonem), p. Skarżyńską (prawdopodobnie Henrykę z Karczewskich Skarżyńska), p. Orsetti (Różę z Kronenbergów Orsetti),
pp. Starzeńskich
(Kazimierza i Zofię z Ożarowskich Starzeńskich), dziadków Komarówny, …, Komarów (Gabrielę Komarową z córką Zofią) …,
p. Grabowską etc., etc., etc.

Bawiłem się nieźle, bo w małym kółku – Wrot[nowskich]
(Lucjana i Marii z Tabęckich Wrotnowskich), Kras[ińskiej] (Heleny ze Stadnickich Krasińskiej), Łub[ieńskiej] z domu Szlubowskiej (Marii ze Szlubowskich Łubieńskiej) i pani Czarnowskiej (Teresy ze Zbyszewskich Czarnowskiej), ciotki p.p. Sien[kiewiczówien], która była najpiękniejszą kobietą w Polsce (dawniej), a dziś jest jeszcze bardzo piękna (lat około 50?) i miła. (…)

Szczęście, że się te zabawy kończą. Dziś jestem proszony do Walewskich
(prawdopodobnie do Wincentego i Marii z Przeździeckich Walewskich) i Leów (Edwarda i Stefanii z Zielińskich Leów). Nie pójdę nigdzie. (…)

Cieszę się z tych wyrwanych zębów, bo zawsze to za chwilowy ból dłuższy spokój. (…)”

MARZEC – 07. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„Nareszcie zaczęło być w Warsz[awie] trochę ciszej. Zmęczony jestem mocno – nie tyle bezsennością, ile złym stanem nerwów. Nogi ciężkie, ręce ciężkie, oczy bolą, lenistwo, ociężałość, wszystko stracone, cała nadzieja na nic, interesanci dzwonią etc. Trochę otuchy dodaje marzec, bo zwykle „ja sobie lecę w krainy odmienne – umiem być ptakiem” (cytat z wiersza Marii Konopnickiej
„W górach”). –

Pomimo całego rozgardiaszu, w którym się żyje, myślę zawsze o mojej powieści – myślę dzień i noc o niej i o niczym więcej. (…)”

MARZEC – 13. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie i spotyka się z Lucjanem Wrotnowskim. Ten proponuje pisarzowi małżeństwo z Adolfiną Czarnowską, siostrzenicą swojej żony, Marii z Tabęckich Wrotnowskiej. Propozycja zostaje odrzucona.

MARZEC – 14. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …choruję dość mocno na gardło, bolą mnie migdałki, krtań – od wczoraj nie wychodzę – mnie tylko odwiedzają. (…)

Do Abacji wybiorę się w przeciągu tygodnia lub dwóch. Brak mi tylko pieniędzy, ale można pościągać należności i wyjechać
za wszelką cenę.

Wczoraj miałem godzinną rozmowę i dysputę z jednym z moich przyjaciół, którym mnie koniecznie namawiał i przekonywał,
i ofiarowywał to, na czego przyjęcie zgodzić się żadną miarą nie mogłem.
(na wczorajszą propozycję Lucjana Wrotnowskiego małżeństwa pisarza z Adolfiną Czarnowską). (…)”
i do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Chory jestem na gardło i nie wychodzę. Czy nie chciałbyś przyjść na małego wincika. Poproszę Pułjanowskiego (Antoniego Pułjanowskiego), który blisko mieszka, a może będzie i Luc. Nie skończy się późno, a choćby się i skończyło, nocleg u mnie gotowy
i moralny. (…)”


MARZEC – 21. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„Odebrałem list, a raczej depeszę od studentów z zapytaniem, czy mogę zdążyć na 25 marca. Naturalnie nie mogę –
ale że Rembo
(Aleksander Rembowski) wydobył rękopism i że z gardłem lepiej, więc może w przejeździe do Abacji będę mógł wstąpić do Krakowa. Jeśli to się stanie, to będzie miało miejsce w ostatnich dniach marca lub pierwszych dniach kwietnia. (…)”

MARZEC – 30. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Wspólnie z Marią z Tabęckich Wrotnowską i Heleną ze Stadnickich Krasińską jest na koncercie tenora Władysława Mierzwińskiego, który śpiewa romans z „Carmen” Georgesa Bizeta. Następnie z powodu problemów z gardłem zchodzi ze sceny przed wykonaniem arii „Giocondy” Amilcare Ponchielliego. W zamian grane są: preludium i fuga organowa Johanna Sebastiana Bacha i ballada g-moll Fryderyka Chopina.

Po koncercie śpiewak spoykał się z pisarzem.

KWIECIEŃ – 01. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Nudno już tu siedzieć. Nie wiem, czy do Abacji nie będzie za późno. Może pojadę wprost do Kalten (Kaltenleutgeben); tymczasem czekam, żując wędzidło, odczytu. Byłbym już wyjechał, gdyby nie to, że lepiej się tego kłopotu pozbyć
niż po tygodniu lub 10 dniach wracać. –

Tu wszystko po staremu i nowin wcale prawie nie ma. Przed paru dniami byłem na koncercie Mierzw[ińskiego]
(Władysława Mierzwińskiego) z Wrot[nowską] (Marią z Tabęckich Wrotnowską) i Krasiń[ską] (Heleną ze Stadnickich Krasińską). Mierzw[iński] zachorował; prześpiewał jeden numer, potem wyszedł Markowski (?), oświadczył, że koncertant chory i prosi na przyszły wtorek (na jutro)
z tymi samymi biletami. (…)

Nadszedł potem Mierzw[iński], poznał mnie, rzucił się w moje objęcia i całowaliśmy się z dubeltówki, o co byłem zły. (…)

Moje kuzynki
(Charlotte i Maria Sienkiewiczówny) na wsi; pewno przyjdą na odczyt. (…)
Byli już obaj bracia u mnie
(Stanisław Anastazy Łubieński i Władysław Łubieński), aby się aplikować (przypodobać się, przypochlebić się) wujaszkowi, a może przekonać się, czy wujaszek sam nie ma jakich zamiarów. Bóg widzi – nie ma! (…)”

KWIECIEŃ – 09. [WTOREK]


W warszawskim Ratuszu odbywa się odczyt szkicu „O powieści historycznej” Henryka Sienkiewicza przygotowany na rzecz Towarzystwa Dobroczynności, które zyskuje w ten sposób 1.400,00 rubli.

KWIECIEŃ – 12. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Krakowa. Tu czyta swój szkic „O powieści historycznej”.

KWIECIEŃ – 13. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

KWIECIEŃ – 14. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

KWIECIEŃ – 15. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. W Hotelu Saskim ma przygotowany na rzecz Towarzystwa Bratniej Pomocy odczyt swojego szkicu „O powieści historycznej”.
Po odczycie wsiada do pociągu i dociera do Wiednia. Zatrzymuje się w Hotelu Erzherzog Karl przy Kärtnerstrasse 31. Stąd pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Stanąłem u „Erzherzoga Karla”. O 5 1/2 (17.30) zeszedłem na obiad. Zastałem tylko Żuka Skarszewskiego (Tadeusza Żuka-Skarszewskiego), ale następnie przyszedł Korytowski (Witold Korytowski), potem Hausner (Witold Hausner), potem Dembowski (Ignacy Dembowski) - i było towarzystwo. W pół godziny później ukazał się Sozański (Stanisław Sozański) w towarzystwie melancholicznego wodołaza czy wodoskoka, alias kulki korkowej czy bzowej gałki, która podmoczona nie zyskała na wadze, ale wyciągnęła się
na kształt patyczka
(Zdzisława Morawskiego). (…)

Nie śmiej się ze mnie! Spędziłem wieczór w cyrku – ja, który nigdy w cyrkach nie bywam; ale teatra już zamknięte (z powodu
W[wielkiego] Tygodnia) i nie było co wieczorem robić. Potem zaszedłem do Puchera
(Kawiarni Puchera w Wiedniu przy Kohlmark 9), gdzie widziałem Chłędowskiego (Kazimierza Chłędowskiego) i Pinińskiego (Leona Pinińskiego)… (…)

Wiednisko marne i smutne, ale kontent jestem, żem z Warszawy wyjechał. (…) Nie ma we mnie mocy do zmian – i jeśli to słabość, wolę się do niej przyznać. (…)”

KWIECIEŃ – 18. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Tego dnia spaceruje po Placu Graben i kupuje pamiątki.
W pokoju hotelowym pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Wysyłam pod opaską rekomendowany odczyt („O powieści historycznej”). (…)

W Krakowie byłem tylko dwa dni. Obecnie siedzę w Wiedniu i myślę, gdzie jechać. W Kaltenleutgeben zimno, w Abacji nudno,
do jezior włoskich daleko. Jutro lub pojutrze gdzieś pojadę… (…)”

KWIECIEŃ – 19. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wyjeżdżam jutro wieczorem – i tak jest przeraźliwie zimno, że zdecydowałem się na Abację. (…)

Wiedeń pustoszeje. (…) Chłędowski
(Kazimierz Chłędowski) przyszedł do mnie wczoraj o 5-tej i byliśmy razem do 11-stej. (…)

Wczoraj włóczyłem się trochę po Grabenie
(Placu Graben), stawałem przed sklepami… Ładnych rzeczy niewiele. (…)”

KWIECIEŃ – 24. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Powinnaś koniecznie się wzmocnić przed długą podróżą i dobrze wyrestaurować gardło, bo wiem z doświadczenia,
że w takich rzeczach nic szkodliwszego nad pył i kurz wagonowy w połączeniu z dymem, sadzą i proszkiem węglowym. Teraz,
z wiosny, strzeż się także kościołów, bo w ich murach siedzi zamróz zimowy, łatwo się przeziębić, a w ogóle nie oddycha się w nich dobrym powietrzem. Góry zrobią Ci doskonale niechybnie, choćby nawet nie było pogody. A cóż dopiero, jeśli ją Bóg da.

Ja siedzę w Abacji do 2 maja, potem jadę do Kaltenleutgeben, potem, w końcu maja, do Warszawy, gdzie mam się zjechać
z ojcem, potem znów do Kalten – a jak będzie czas – to do Ostendy. Oczywiście w interwalach postaram się dzieci zobaczyć… (…)

Tu jest bardzo nudno. Nie znam nikogo, prócz p. Lewentalowej
(Hortensji z Bersohnów Lewental), żony tego od „Kłosów” i „Kuriera Warsz[awskiego]”, i jej mamy (Marii Lewy). Poznałem te Żydówki w wagonie i teraz trochę się czepiają. Mieszkam w tym samym pokoju, u tej samej baby, co i poprzednio. Teraz jest tu pogodniej. Morze gładkie i błękitne. (…)

Zabrałem się trochę do roboty, myślę tyle tylko, ile koniecznie trzeba. (…)”
Pisze też do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Obecnie posyłam początek P. Mici (powieści Małgorzaty Gachet-Poradowskiej „Panna Micia – obrazek galicyjski”). Podług mnie jest to bardzo zajmujące i tłumaczy p. Mycielska (Elżbieta Mycielska) tak, że wcale poprawiać nie trzeba. (…)

Bądź łaskaw, przypilnuj Ungra, by 1 maja wysłał 50 rs ojcu memu pod adresem: W. Józef Sienkiewicz, Lublin. Dokładniejszego adresu nie trzeba.

W Abacji zostaję do 2 maja, po czym pojadę na parę tygodni do Kaltenleutgeben. Koło 20 będę w Warszawie, bo się chcę widzieć
z ojcem. (…)”

KWIECIEŃ – 26. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Tu od wczoraj rana deszcz leje jak z cebra. (…) Zawsze myślę Kalten, a te deszczysko nie przyczynia się do zmiany projektu. (…) Zresztą nudno. Przed Żydówkami pomykam – nikogo nie znam.

Niech sobie teraz deszcze padają, jakie chcą, byle potem była pogoda. Opisuję teraz walkę byków i robię słońce na papierze. (…)

…więcej niż kiedykolwiek wolę samotność i swobodę. (…)”

KWIECIEŃ – 29. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Abbacji. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jutro wyruszam z Abacji do Wiednia. Namyślam się jednak bardzo, czy zamiast jechać teraz do Kalten, a w końcu maja
do Warszawy i znów do Kalten – nie pojechać teraz na jaki tydzień do Warszawy, a potem wrócić i nieprzerwanie zostać w Kalten 6 tygodni lub dwa miesiące. (…)

Najlepiej wolałbym wcale nie jechać do Warsz[awy], ale mi to nie wypada ze względu na ojca
(Kazimierza Szetkliewicza). Dwa razy zapowiadał przyjazd i dwa razy go odkładałem. Zasmuciłbym go bardzo odłożywszy po raz trzeci ad calendas graecas
(na św. Nigdy) - bo w takim wieku będąc przypuszcza, że może mnie wcale nie zobaczyć. (…) Cieszę się, że dzieciska w przejeździe zobaczę. (…)”

KWIECIEŃ – 30. [WTOREK]


W numerze 98. „Słowa” rozpoczyna się druk szkicu Henryka Sienkiewicza „O powieści historycznej”.

MAJ


W tomie 92. „Przeglądu Polskiego” ukazuje się szkic Henryka Sienkiewicza „O powieści historycznej”.

MAJ – 07. [WTOREK]


W numerze 104. „Słowa” kończy się druk szkicu Henryka Sienkiewicza „O powieści historycznej”.

MAJ – 09. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Odwiedza Adama Bauerertza, swojego kolegę, a jednocześnie lekarza, który doradza mu miejsce wyjazdu w celu wzmocnienia zdrowia.

Tego samego dnia składa wizytę Lucjanowi i Marii z Tabęckich Wrotnowskim.

Natomiast do pisarza do domu przychodzi Jan Tyszkiewicz.

MAJ – 10. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Od wczoraj mnóstwo rzeczy zrobiłem. Byłem u doktora Bauerertza (Adama Bauerertza), który do Kalten jechać nie radził – natomiast mocno zalecił Kissingen i kazał tam jechać zaraz, jak będzie sezon otwarty. W ogóle uznał, że zdrów jestem –
za wyjątkiem pewnej atonii żołądka itd. (…)

Byłem u Wrot[nowskich]
(Lucjana i Marii z Tabęckich Wrotnowskich). Pokazują mi wielką uprzejmość, ale mój niespodziany przyjazd pomieszał im widocznie szyki. Spodziewano się mnie 20 maja. (…) Natomiast p. Godlewska (Maria z Popielów Godlewska), przerażona moim wcześniejszym przyjazdem, jest przekonana, że to w jakichś specjalnych celach, i przewiduje, że powieść („Bez dogmatu”) spóźni się bardzo, zatem prenumerata „Słowa” spadnie.

Mówił mi ksiądz
(Zygmunt Chełmicki), iż Blochowa (Emilia z Kronenbergów Blochowa) rozgłasza, że kocham się bez pamięci w Charlocie (Charlocie Sienkiewicz) i że ślub nasz w październiku! Ogromnie się kocham i ogromnie w październiku! Łubieński (Stanisław Łubieński) podobno dobija targu.

Ojciec zdrów. Wczoraj (w środę) był Tyszkiewicz
(Jan Tyszkiewicz) i grali po śniadaniu cały dzień w wista.

Cieszę się, że zobaczę niedługo dzieciska, po których tęskno zawsze. (…)”

MAJ – około 17. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) „Dzieci moje wyjeżdżają dopiero w sobotę do Zakop[anego], ja zaś do Kissingen. Tymczasem przesyłam Ci obrazek
z licyt[acji] Zakopanego, skreślony bardzo żywo. Zrób z niego odcinek. (…)

Ponieważ sam zamierzam zawsze okupić się w Zakopanem, więc chodzi mi o to najmocniej, aby Zamoyski
(Władysław Zamoyski)
nie pomyślał czasem, że sympatyczny dla niego artykuł pisany jest z ukrytą chęcią uzyskania jakichś wyjątkowych ustępstw. (…) Dlatego proszę Cię nie zmieniać podpisu i zachować sekret. ”(…)

MAJ – 18. [SOBOTA]


Z Krakowa Henryk Sienkiewicz wyrusza na kurację do Bad Kissingen w Niemczech.

MAJ – 19. [NIEDZIELA]


W drodze do Bad Kissingen Henryk Sienkiewicz przesiada się do kolejnych pociągów na następujących czeskich stacjach: Prerov, Ołomuniec i Třebova Česka.

MAJ – 20. [PONIEDZIAŁEK]


O godz. 3.15 Henryk Sienkiewicz dociera do Pragi w Czechach. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …wyjechawszy przesiadłem się tylko trzy razy, czekałem zaś w Prerau (Prerov) od 3 – 7, w Ołomuńcu od 8 – 9 1/2,
a na koniec w Czeskim Trzebowie
(Třebova Česka), czy tam jak – jeszcze godzinę, na kurier wiedeński. Przybyłem do Pragi o 3.15, czarny jak ta ziemia, zmęczony jak ta ciucia i głodny jak wróbel w zimie. Jechał ze mną Kaczurba (Adam Kaczurba), ten ewentualny wydawca… (…)

Nie spałem nic - ubrałem się, umyłem i po zbadaniu ducha stronnictw wyszedłem na miasto. Miasto ładne… (…) Poszedłem
przez most na drugi brzeg rzeki – widoki ładne. (…)

W tej chwili wracam z „Divadla”
(Narodni Divadlo – Teatr Narodowy) - grano „Norę”, głupi dramat Ibsena (Henrika Johana Ibsena).

Jutro jadę na Hradec
(na Hradczany – zamek królewski), a wieczorem unoszę zadziwione słuchy i obecność swą do Kissingen. (…)”



[01. Czechy - kraje Republiki Czeskiej]

[Fotografia mapy: Autor: 01. Tomáš Urban. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie objęte jest licencją GNU FDL].

MAJ – 21. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Bad Kissingen.

MAJ – 22. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.
W numerze 115. „Słowa” pod pseudonimem „K. Dobrzyński” zamieszcza swój felieton „Kto da więcej?! - Szkice z licytacji Zakopanego”.

MAJ – 23. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

MAJ – 24. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Bądź łask[aw] przesył[ać] „Słowo” p[od] adr[esem] H. Sienkiewicz, Kissingen, poste restante.

Poleć również Ungrowi wysł[ać] na 1 czerw[ca] 50rs ojcu memu w Lubl[inie]. (…)”

MAJ – 25. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

MAJ – 26. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

MAJ – 27. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

MAJ – 28. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

MAJ – 29. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

MAJ – 30. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

MAJ – 31. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 01. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Jestem pod opieką dr Chłap[owskiego] (Franciszka Chłapowskiego), który jest wielki gawędziarz.

Czy to Wy ze „Słowa” odesłaliście mi list od Association Littéraire Artistique
(Międzynarodowego Stowarzyszenia Literackiego
i Artystycznego)? Otóż nie wiem, jakim[m] cudem w kopercie urzędowej Tow[arzystwa] znajdował się list z adresem Frau Sura Lent. Ponieważ nie jestem ani Frau, ani Sura, ani Lent i nie mam przyjemności znać tej zresztą zapewne bardzo interesującej damy, więc list załączam, abyście z nim uczynili, co należy. (…)

Wzywają mnie na kongres literacki
(Międzynarodowy Kongres Literatów zwołany do Paryża), ale mam w dupie kongres, Towarzystwo, wystawę – i wieżę Eifel. (…)”

CZERWIEC – 02. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 03. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 04. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 05. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 06. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 07. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 08. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 09. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 11. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 12. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 13. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 14. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 15. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Bad Kissingen.

CZERWIEC – 17. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przywozi pięcioletnią córkę Jadwigę z Zakopanego do Krakowa, gdzie czeka ją operacja gardła. Zatrzymuje się w Hotelu Saskim w Krakowie. Wspólnie z nimi przyjeżdża Wanda z Mienyków Szetkiewicz. Przed hotelem spotyka Józefa Blizińskiego. Wieczorem odwiedza mieszkanie Jadwigi Janczewskiej przy ul. Studenckiej 11, która w tym samym czasie przebywa w Zakopanem w domu prof. Jana Czubka.

CZERWIEC – 18. [WTOREK] - południe


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. O godz. 8.00 w pokoju hotelowym odwiedza go Józef Bliziński. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Myśmy przyjechali dobrze, ale zmęczeni. Mateczce (Wandzie z Mineyków Szetkiewicz) i Dzini (córce Jadwidze Sienkiewiczównie) dokuczało gorąco od Chabówki; mała spociła się, zabrudziła – i kręciła przez całą drogę z nudów jak świderek. Mateczka drzemała w wagonie i dostała bolu głowy; ja takoż. Na banhofie wysłałem ich jedną dorożką sam pojechałem do hotelu (Hotelu Saskiego w Krakowie) drugą. Zawsze ten sam mi dają pokój. Osób przyjezdnych bardzo mało. Wieczorem byłem w mieszkaniu Dzinki (Jadwigi Janczewskiej w Krakowie przy ul. Studenckiej 11). (…)

Dziś o 3-ciej
(15.00) (teraz jest 11) pójdę z małą (córką chorą na gardło) do Rydygiera (Ludwika Rydygiera), a jeśli nic nie stanie
na przeszkodzie, operacja będzie jutro… (…)

Dziś rano chodziłem po sprawunkach dla siebie. Z wielką moją radością znalazłem to, czego się nie bardzo spodziewałem znaleźć w Krakowie, to jest pastylki smołowe Géraudela. Na jakieś resztki katarów, na gardło, na takie sobie początkowe lub końcowe zaburzenia vel bronchitki jest to istotnie doskonałe lekarstwo. Całą drogę myślałem o tym, czy znajdę, czy nie znajdę –
i ucieszyłem się bardzo. Smak tego znam. Jest to takie sobie, nie bardzo dobre, dla mnie raczej dobre, bo ja lubię zapach i smak żywicy, który zresztą w tych pastylkach jest bardzo delikatny. Jużci nie jest to lekarstwo na poważne jakieś cierpienia,
ale na takie, jak Dzidusiowe, jest doskonałe. Dałem raz pakiecik Kryńskiemu
(Janowi Kryńskiemu), rzeźbiarzowi, któremu bardzo pomogło. (…)

Po operacji wezwę do małej Jakubowskiego
(Macieja Leona Jakubowskiego). Jeśli uzna potrzebę Rabki lub Iwonicza koniecznie, podsunę mu przynajmniej myśl, że to było w tym czasie, kiedy ja będę w Ostendzie, tj. żebyśmy do tego czasu i potem mogli być wszyscy razem. (…)

Wczoraj przed hotelem spotkałem Blizińskiego
(Józefa Blizińskiego), który dziś przyszedł do mnie o ósmej, zanim wyszedłem
na miasto. (…)”

CZERWIEC - 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Ludwik Rydygier, znany chirurg, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, przeprowadza skompliowaną operację gardła Jadwigi Sienkiewiczówny. W liście do Jadwigi Janczewskiej pisarz relacjonuje przebieg operacji córki:
„(…) Parę słów tylko, kochany Dzideczku, żeby Ci donieść, jak się operacja odbyła. Otóż ciężej, niż się sam doktor (Ludwik Rydygier) spodziewał. Gruczoł składał się z całego gniazda gruczołków większych i mniejszych; niektóre nie były zropiałe, ale główny bardzo. Musiano oczyszczać niektóre naczynia i karotydę (tętnicę szyjną) z drobnych jak ziarenka gruczołków tej samej natury,
co główny; część mięśnia i część jednego z pomniejszych naczyń usunięto.

Rydygier wczoraj jeszcze, po obejrzeniu gruczołu, sądził, że sprawa będzie łatwiejsza, dlatego że przez muskuł nie mógł zmacać całości. – Operacja trwała półtorej godziny… Mała nie obudziła się wcale i jeszcze potem długo spała. Teraz (g. 12) to budzi się
i piszczy (głównie na bandaże, w które ma spowitą główkę, szyję i część piersi) – to znowu drzemie. Spodziewają się, że gorączki nie będzie. – Rana zszyta i opatrunek położono stały, który zdejmie się dopiero, gdy go już wcale nie będzie potrzeba.
Gdyby jednak przecięcie zaczęło się ropić – czego się zresztą nie spodziewają, trzeba by je opatrywać i w takim razie
nie można by się stąd ruszyć bardzo długo. Nieobecność gorączki będzie znakiem, że gojenie odbywa się normalnie. W takim razie za dwa tygodnie mała będzie mogła wyjechać.

Rydyg[ier] mówi, że był ostatni czas, gdyż gruczoł pokryty muskułem nie mógłby się przebić na zewnątrz, ale wylewałby się
do klatki piersiowej. W ogóle trzeba było operację robić przed miesiącem lub półtora. Teraz oczyszczono kompletnie, ale było trudniej i niebezpieczniej. Z tym wszystkim powiada R[ydygier], że w ropie prądków gruźlicznych jeszcze nie było. Z powodu dobrych sił małej jest wszelka nadzieja, że wszystko pójdzie najlepiej. (…)”
Tego samego dnia w Akademii Umiejętności w Krakowie (obecnie: Polska Akademia Umiejętności w Krakowie, ul. Sławkowska 17) Henryk Sienkiewicz tworzy stypendium imienia swojej pierwszej żony – Marii z Szetkiewiczów Sienkiewiczowej. Jego podstawą jest anonimowy dar z 1888 r. w postaci 15.000 rubli przekazany pisarzowi z kartką o treści: „Henrykowi Sienkiewiczowi – Michał Wołodyjowski.” Stypendium tworzą odsetki od tej sumy, o które ubiegać się mogą pisarze
i artyści plastycy i muzycy, pozbawieni środków do życia i zagrożeni gruźlicą. Przyznawać je będzie 19 października każdego roku (w rocznicę śmierci Marii
z Szetkiewiczów) Henryk Sienkiewicz, a kandydata typować – Akademia Umiejętności – spośród osób składających podania poparte świadectwem lekarskim.

Z Józefem Majerem, prezesem Akademii Umiejętności, pisarz ustala szczegóły dotyczące Statutu Stypendium imienia zmarłej żony, Marii z Szetkiewiczów Sienkiewiczowej:
„(…) …oświadczam, iż jeśli zmiana listów zastawnych T[owarzystwa] K[redytowego] Z[iemskiego] w Królestwie Polskim
na takież austriackie przyczyni się do bezpieczeństwa fundacji, to na takową zmianę zgadzam się chętnie. Przy tej sposobności wyrażam jeszcze podziękowanie Akademii za łaskawe przyjęcie ofiary uczynionej przeze mnie na rzecz literatów i artystów. (…)”

CZERWIEC – po 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim, gdzie po operacji - wspólnie z Wandą Szetkiewicz - opiekuje się córką Jadwigą. Pisze do Józefa Blizińskiego:
„(…) Nie mogłem dotąd być u Was, bo muszę pilnować mojej małej i mam wolny czas tylko do 10 rano i wieczorem, nie licząc godziny obiadu. Teraz mała ma się lepiej i w tych dniach będę u Was. Tymczasem czy byście nie byli łaskawi przyjść dziś do mnie na obiad do hotelu Saskiego. Będę Was czekał o 1 i ½ u siebie No 39. Chcę z Wami pogadać o Bóbrce.”
Pisarz nosi się z zamiarem kupienia Bobrki, majątku Józefa Blizińskiego w okolicy Leska nad Sanem. Do transakcji jednak nie dojdzie.

CZERWIEC – 21. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Córka Jadwiga powraca do zdrowia po odbytej operacji. Opiekę nad nią sprawują: ojciec i babcia, Wanda Szetkiewicz. Szwagier pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mała ma się normalnie. – Mateczce zdawało się, że oddech jest przyśpieszony, ale doktor przyszedłszy dziś (piątek) znalazł, że gorączki nie ma wcale (37,2). Po takich operacjach często przychodzą zapalenia płuc – szczęściem, zdaje się, że u małej
nie ma ani podobieństwa do tego – bo trzecia doba idzie, a gorączki nie ma śladu. Kupiłem jej dziś kilka porcelanow[ych] zwierzątek, do których się uśmiechała i bawiła się nimi chętnie.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, od przyszłej środy za tydzień będziemy mogli wyjechać. Oczywiście poproszę Racz[yńskiego]
(Edwarda Aleksandra Raczyńskiego) o powóz. Dziś mam zamiar nocować przy małej, a mateczkę wyprawić spać na całą noc. (…)

…przy Dzince
(córce Jadwidze) posługi nie ma żadnej. Spojrzeć, gdy nie śpi, żeby się nie kręciła zbytnio – i czasem coś podać,
oto wszystko. (…)

Dziś byłem od 10 – 1. O drugiej, zjadłszy obiad, pójdę i zostanę do kolacji. Przez ten czas mateczka wyjdzie trochę na miasto
lub prześpi się. (…)

Przyjechali tu Leowie
(Edward i Stefania z Zielińskich Leowie) ze wszystkimi córkami. Stanęli w Gr[and] H[otelu]. Jadą do Szczawnicy
na 2 miesiące. Jego widziałem. Mówiłem, że w Zakop[anem] ani kącika nie ma, a droga trudna. Są w Hotelu Saskim także Włodzim[ierzostwo] Dzieduszyccy
(Włodzimierz i Alfonsyna z Miączyńskich Dzieduszyccy), pewnie z córką i pewnie w przejeździe
do Kaltenleutgeben. Nie widziałem ich i postaram się nie widzieć. (…)”

CZERWIEC – 22. [SOBOTA] - godzina 1-sza


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś już stanowczo dobre wiadomości. Mała spała od 8 – 6; obecnie jest wesoła, oczy jasne, humor dobry, terkocze ciągle
i gdym odchodził z pokoju, nie pozwalała. Ciągle robi projekta, co komu pośle, jakie listy będzie pisać. Posyła więc Heniowi
(swojemu bratu) dwa lwy i słonia, p. Bercie (bonie Jadwigi Sienkiewiczówny) marchewkę, cioci Krakau (Jadwidze Janczewskiej), cioci Marze
i Dziadziowi włosy (własny jej pomysł), a „panu Dembowskiemu pośle jutro krzesełko”.

W załączonym jej liście pozwoliliśmy się tylko podpisać, obawiając się, że cały list zbyt by ją zmęczył. Gorączki wcale nie ma,
a że to już czwarta doba idzie – więc spodziewamy się, że obawy wszelkie minęły. (…)

Dziś wojuję od rana, żeby zostać, ale mateczka nie chce, bo powiada, że to jej niewygodnie, że przy małej nic nie ma do roboty,
a gdyby położyła się w dalszych pokojach, toby właśnie nie usnęła. Istotnie, jeśli następne noce będą takie jak ta, to można spać przy małej spokojnie. (…)

Kończy się arkusik. Kładę niegodne wargi na jasną łapeczkę i do widzenia Ziabie i wszystkim. (…)”

CZERWIEC – 23. [NIEDZIELA] – godzina 1-sza


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zawsze pisuję o tej godzinie, przed pójściem na obiad. Dzinka ma się doskonale, kręci się, śmieje, bawi, je dobrze; jutro pozwalają jej już wstać, kłopot tylko z tym, że ani koszulki, ani żadna z sukienek nie przechodzą przez bandaż na główce
i ramionach. (…)

Dziś piąty dzień od operacji. Widocznie przecięcie goi się doskonale, a nawet niezwykle pomyślnie, skoro temperatura nie doszła nigdy nawet 38, co jeszcze u dzieci nie jest oznaką gorączki. Wczoraj doktór pomacał rączki, puls i powiedział, że nie ma potrzeby nawet termometru zakładać. Mała jest tak wesoła, jakby nigdy przez nic nie przechodziła. Wczoraj rysowała. Najchętniej bawi się zwierzątkami. Dawne są teraz w dymisji, a miały miejsce nowe nominacje – i tak: szakal jest Babu, słoń Dziadzio, nosorożec Tuś, a wielbłąd został mianowany ciocią Krakau… (…)

Przed chwilą od niej wróciłem. Mateczka była w kościele. – Teraz wrzucam ten list i idę do Gr[and] Hotelu, gdzie mnie Leo zaprosił na obiad. Wolałbym, żebym był sam, bo swobodniej rozmawiać, ale będą pewno i te panie. Wyjeżdżają dziś, na noc,
do Szczawnicy. Dzieduszyccy starzy są oboje – czy z córką – nie wiem. Leowie u nich byli, ale nie zastali. Namyślałam się,
czy także nie zatknąć im biletów. (…)”
Tego samego dnia w Warszawie Maria z Tabęckich Wrotnowska pisze do Henryka Sienkiewicza:
„Drogi i Kochany Panie Henryku!

W tej chwili Lucjan mi opowiedział, przez co przechodziła Dzinka, a z Dzinką razem Wasze biedne rodzicielskie serce. – Wierzajcie mi, drogi i kochany Panie, że z trudnością przychodzi mi łzy wstrzymywać, myśląc o Waszej boleści. Bogu niech będą dzięki, że złe minęło. Proszę Was, dajcie nam znać – jak się obecnie dziecko miewa, bo niepokój mój będzie wielki bez żadnej od Was wiadomości.

Ale żeby do nas napisać – musicie mieć nasz adres – a adres nasz od miesiąca zmieniony. – Dziwnym figlem Opatrzności, która
w tym razie oddała słuszny hołd krwi Tabęckich, starodawne gniazdo Gwizdki-Dłutowo przy działach rodzinnych dostało się nam w udziale. – Wyjeżdżamy tam za tydzień – na dwa miesiące. Pisze się do nas: p. Warszawę-Mławę (śliczna Mława!) stacja Biczuń.

Gniazdo to dostaje nam się nieco obszarpane – trochę słomy brak, pióra wyskubane – miękkie sianko wisi poczhuchrane wichrem – ale od czegóż sprężysty mecenas i Rozpędzina rozmachana? Zabieramy się od razu do urządzania domu b[ardzo] pustego –
i czy uwierzycie, że pierwszy plan – jest urządzić „pokój Sienkiewicza” – jasny, wygodny – z romansowym widoczkiem. Gdybyście tak chcieli jeszcze tego roku (w sierpniu na przykład) zobaczyć, czy Wam tam będzie dobrze!… (…)

Drogi mój Panie, napiszcie mi o córusi i nie zwlekajcie bardzo. Ucałujcie Jej obie łapki od starej Rozpędziny Marii Wrotnowskiej.”

CZERWIEC – 24. [PONIEDZIAŁEK] lub 25. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mała wstaje, chodzi, jest dobrze. Jutro zdejmują bandaż. Gorzej jest jej tuś, znerwowany, rozdrażniony, pełen zwątpień
i niepokoju, słowem: do niczego. (…)

…stary D[zieduszycki] był u mnie pierwszy, skutkiem czego zatknąłem bilety, a rezultat mej grzeczności był taki, że już tego samego dnia spotkałem go na schodach idącego do mnie i jęczącego, że nie może chodzić po schodach. Nie puściłem więc wyżej
i sam zszedłem. Pań nie widziałem; prosił mnie tylko, bym odwiedzał „żonę i Marynię”
(Marię Dzieduszycką). Nie pójdę. (…)

Mała, podług mnie, koniecznie musi spędzić zimę w zdrowym powietrzu. Ja bym rad zostać z nią, ale na jakichś rozsądnych warunkach. – Jak dziecku bieda, człowiek się do niego bardzo przywiązuje – i tak się stało teraz. (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: 24 czerwca 1889 r., wtorek. Otóż wtorek przypadał 25 czerwca 1889 r., a 24 był poniedziałek.

CZERWIEC – 26. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Tego dnia spotyka Marię z Hołowińskich Czosnowską, p. Sokołowskiego (?) i żonę (?) Władysława Szajnochy, profesora geologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Odwiedza również Stanisława Kostkę Tarnowskiego z żoną (?).

CZERWIEC – 27. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Parę słów naprawdę, bo zaraz nadchodzi proprietor of Bóbrka (właściciel Bóbrki, Józef Bliziński), którego zaprosiłem na obiad.

Mateczka pisze Ci o Dzince. Bandaż zdjęty i jest lepiej. Mała maluje dużo.

Wracając do hotelu spotkałem p. Cz[osnowską]
(Marię z Hołowińskich Czosnowską), która właśnie szła do niej (do Jadwigi Sienkiewiczówny). Wczoraj byłem u Tarn[owskich] (Stanisława Kostki Tarnowskiego z żoną), widziałem p. Sokoł[owskiego] (?)
i Szajnochową
(żonę Władysława Szajnochy). Zamoy[ski] (Władysław Zamoyski) wybiera się do Zakop[anego]. – Dziedusz[yccy] wyjechali albo może przenieśli się do Szembeków (Zygmunta i Klementyny z Dzieduszyckich Szembeków). Pań nie widziałem. (…)

Naprawdę nie mam spokojnego kąta, gdzie bym mógł się schować, pisać i myśleć. Nie mam w ogóle co ze sobą na świecie robić. Jak się chce tej Bóbrki, jak jakiego cmentarza albo lasu.

Bl[iziński]
(Józef Bliziński) nadszedł, muszę kończyć. (…)”
Data listu została ustalona na podstawie stempla pocztowego na kopercie listu.

LIPIEC – 01. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wyjazd nasz znów się nieco odkłada – dobrze jeszcze, że nie ze zbyt ważnych przyczyn. W końcu przecięcia umyślnie zostawiono mały otworek. W jego okolicach znaleziono wczoraj nieco materii – raczej śluzu, który Rydygier wycisnął, jechać jednak nie pozwolił nawet we środę, aż do zupełnego wyschnięcia ranki. Może ona wyschnąć do jutra, do środy, czwartku, piątku lub soboty. Pokaże się to przy następnym opatrunku. Dość, że dzień wyjazdu nie oznaczony. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Właśnie miałem wpaść po małą Dzinkę do Zakopanego, by ją przywieźć na operację do Krakowa. Operacja była nadspodziewanie i ciężka, i trudna. Teraz mała jest już na wygojeniu się i dobrze zupełnie, ale od 15 dni siedziemy z babcią
w Krak[owie] i pilnujemy jej…

Bądź łaskaw, poleć Ungrowi wysłać ojcu memu 50 rs na lipiec.

Walkę byków przyślę najdalej za 4 dni. (…)”

LIPIEC – 03. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Odwiedza malarza, Kazimierza Pochwalskiego, i ogląda swój portret. Obiad spożywa przy wspólnym stole z Zygmuntem Cieszkowskim.
Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mała ma się wcale dobrze. Cała rzecz, że gojenie nie następuje, mimo całej prawidłowości, tak szybko, jakeśmy się spodziewali. Wczoraj Rydygier był znowu, zmienił bandaż, wycisnął trochę limfy z dolnego otworku rany, który zostawił umyślnie otwarty, znalazł nieco materii w dolnym ściegu szwu – i zapowiedział, że za tydzień można jechać. Zgadniesz, kochane stworzenie, że na ten łaskawy tydzień i mnie, i mateczce twarze przeciągnęły się trochę, bo poza kwestią gojenia – i małej byłoby zdrowiej w górach niż w cuchnącym bardzo mieście… (…)

Mała jest zdrowa, bawi się doskonale, szczebiocze, a po nocach nie budzi się już wcale. Nie wiem, jak dziś było, bom tam jeszcze nie był, piszę dziś z rana, ale poprzednie noce wszystkie były spokojne. W dzień chodziemy do ogródka na Wolską
(na tyłach domu Edwarda i Jadwigi Janczewskich w Krakowie przy ul. Wolskiej 16) (który jest tak wąski, że istotnie mógłby się nazywać Myszykiszki); tam zbierają się porzeczki i ślimaki. Wczoraj całe popołudnie bawiła się ze mną pysznie, śmiejąc się, krzycząc. Grymasów nie ma żadnych, bo, naprawdę, to tak cierpliwe i słodkie dziecko, jak rzadko. (…)

Skończyłem „Walkę byków”, którą dziś wysyłam „Słowu”. Będzie i w „Czasie”.

Dziś rano był u mnie Raczyński
(Edward Aleksander Raczyński); wycałował, wyściskał; posłem jest obran. (…) Sprawa z powozem załatwiona. Mam telegrafować, kiedy zechcę, do p. Studentowiczowej w „Adasiówce”.

Powiada Racz[yński], że wszelkie wybory są zbiorem łotrostw, przekupstwa etc. i że do polityki powinni się brać tylko ludzie, którzy absolutnie do niczego innego są niezdolni. (…)”
- i do Mścisława Godlewskiego:
„(…) „Byki” („Walkę byków”) wysyłam. Proszę Cię, każ złożyć i przyślij korektę na moje ręce wraz z oznaczeniem dnia, w którym zacznie wychodzić. Rzecz napisana dobrą polsz[cz]yzną i malowniczo. (…) Doktór kazał małej pozostać jeszcze tydzień
w Krak[owie], więc i ja będę siedział… (…)”

LIPIEC – 04. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj był doktor, ten młody; powiedział, że tę trochę materii (istotnie była ledwie kropla) to od lapisu, niczego więcej,
że to się do ogólnego leczenia i gojenia nic nie ma. Z dolnego zaś końca ranki wydziela się limfa – co sprowadza niejaką zwłokę,
ale niekoniecznie idzie za tym, żeby mała potrzebowała cały okrągły tydzień jeszcze bawić, że to jest określenie ogólne etc. (…)

Wczoraj byłem u Pochw[alskiego]
(Kazimierza Pochwalskiego), który zaczął portret, wyrysował i podmalował. Nie wiem, co dalej będzie, ale teraz śladu podobieństwa. Łbisko szerokie, nos krótki, wąsiska sumiaste – nic cienia. (…)

Wczoraj przy obiedzie usiadł przy moim stole Z. Cieszkowski
(Zygmunt Cieszkowski) i opowiadał zabawne rzeczy. (…)

W tej chwili nadeszła do hotelu mateczka z małą. (…)”
Pisze też list do Franciszka Chłapowskiego, w którym wyjaśnia przyczyny opóźnienia w znalezieniu mu mieszkania:
„(…) Dotychczas jestem w Krakowie, przy mojej małej (córce Jadwidze), dlatego nie mogę posłać Panu wiadomości o mieszkaniach w Zakopanem. (…) Dotychczas nie miałem głowy, aby o czymkolwiek pomyśleć. Operacja była bardzo ciężka: trwała
1 i ½ godziny; trzeba było oskrobywać karotydę
(tętnicę szyjową - arteria carotis), gruczoł był zropiały i Rydygier (Ludwik Rydygier) powiedział, że jeszcze parę tygodni, a byłoby za późno. Zrozumie Sz[anowny] Pan, że w takich razach myśli się tylko o swoim zmartwieniu. Dziś, chwała Bogu, wszystko jest na dobrej dordze i lubo pobyt nasz w Krakowie trwa dłużej, niż przewidywaliśmy, gojenie idzie prawidłowo. Za parę dni wracamy do Zakopanego (…)”

LIPIEC – 05. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj nie znaleziono ani materii, ani limfy. Rydygier był kontent. Jutro lub pojutrze z rana zdejmą opatrunek, położą plaster, a potem pozwolą wio w drogę. (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: Czwartek 05 lipca 1889. Otóż czwartek przypadał 04 lipca 1889 r., a 05-go był piątek.

LIPIEC – 07. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Wspólnie z p. D. (?) odwiedza przebywającą u córki w domu przy ul. Studenckiej 11, Jadwigi z Szetkiewiczów Janczewskiej, teściową, Wandę z Mineyków Szetkiewicz.

LIPIEC – 08. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Rydygier miał dziś rano zdjąć opatrunek, tymczasem wezwano go na łeb, na szyję i wyjechał z Krakowa. Wróci jutro. Przyjdzie na jego miejsce młody, który zresztą przychodzi i tak – i opatrunek zdejmie – ale czy puści jutro na własną odpowiedzialność, rzecz wątpliwa. Pewno jeszcze zechce sam Ryd[ygier] małą zobaczyć i opatrunek plastrem własnoręcznie zastąpić. Źle się tylko wyrażam, mówiąc: opatrunek, bo to jest raczej wata obwinięta krochmalną szarfą. Mała główkę
coraz lepiej trzyma, prawie już nie przekrzywia. W tej chwili jest na Plantach z „Józią”, a mateczka chodzi za narzędziami stolarskimi dla Henia po sklepach. Maluczko – a ujrzycie nas, bo już nie ma ni surowicy, ni materii; wszystko goi się, posycha – jest tylko ta przykrość, że Ryd[ygier] dopiero jutro się zjawi – i naturalnie zwłoka; ale że chodzi o dzień czy dobę – więc uszy
do góry! (…)

Wczoraj byliśmy u mateczki – po tak wąskich chodnikach, jak są na Studenckiej, rozkosz chodzić z p. D. Ma taki kapelusz,
że gdy go kto wieczorem zobaczy, skwapliwie przechodzi na drugą stronę ulicy i my idziemy sobie wygodnie. – Za to w dzień staram się wysuwać zawsze nieco naprzód lub pozostawać w tyle, zauważyłem bowiem, że gdy mi raz chciał zafundować obiad
w restauracji – gospodarz wziąwszy go na bok prosił, żeby naprzód pokazał pieniądze. (…)

„Walka byków” dziś zaczyna się w „Czasie”. Zażądałem 100 guld. – i zgodzono się. (…)

Zaraz idziemy z p. D. na obiad – wieczorem będziemy znów u Betsy, tj. u mateczki – pewnie będzie i wint. Mateczka w dobrym humorze. Nie wiem, czy napisze dziś – w każdym razie ja nowiny posyłam. (…)”

LIPIEC – 09. [WTOREK]


W 151. numerze „Słowa” i 154. numerze "Czasu" rozpoczyna się druk utworu Henryka Sienkiewicza „Walka byków. Wspomnienie z Hiszpanii".
Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Przyrzekam Ci najuroczyściej, że z chwilą oddania rękopismu powieści („Bez dogmatu”), do której jestem jeszcze zobowiązany, zerwę wszelkie stosunki z redakcją „Słowa” i we wszystkich pismach publicznie to ogłoszę. Nie chcę być traktowany jak pies i za Waszą nierzetelność, za Wasze niedbalstwo oczyma świecić. Kawałek korekty „Walki byków” odebrałem w sobotę rano – z drugiej poczty w sobotę nic, w niedzielę nic, w poniedziałek nic i we wtorek nic. Tymczasem na mocy Twojej własnej propozycji „Czas” zaczął w poniedziałek i osiadł na lodzie. Cała pretensja do mnie i zarzuty niesłowności do mnie. (…) Mogłeś ustanowić termin o tydzień późniejszy, nic na tym nie zależało – ale woleliście tak się urządzić, żeby mnie na durnia wystawić. (…)”

LIPIEC – 11. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze też Augusta Roberta Wolffa:
„(…) Posyłam Wam „Sabałową bajkę”. (…) Rzecz jest niezmiernie oryginalna i podług mnie, bardzo piękna. (…)

Tam, gdzie ja piszę rz, proszę nie zastępować tego mazurzeniem przez z, bo tak wymawiają ci tylko, co nie mają pojęcia
o chłopskiej mowie. Korektę proszę przysłać do Zakopanego, gdzie zabawię dni dziesięć. (…)”

LIPIEC – 13. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …przyjeżdżamy dziś (sobota) (do Zakopanego). Zwłoka, że nie wczoraj, wypadła znowu z woli doktora. Małej nabrzmiała trochę twarzyczka z jednej strony, właśnie ze strony rany. Był strach, czy to nie ma związku z raną. Pokazało się, że nie ma
i że to trochę ząbek bolał. Dziś już lepiej.

Dziś też krwawiła moja portmonetka, właśnie dlatego, że ranka już sucha i nie krwawi. – Kosztowało 380 guldenów.
– Z tych 250 Rydygier
(Ludwik Rydygier), 30 dwaj asystenci, którzy byli przy operacji, a 100 zapłaciłem Szydłowskiemu (Zdzisławowi Szydłowskiemu), temu, który przez 3 tygodnie i dni dwa przychodził co dzień. Może można było tego trochę mniej zapłacić,
ale naprawdę on się nachodził, najeździł – i bardzo długo. (…)”

LIPIEC – 15. [PONIEDZIAŁEK]


W 156. numerze „Słowa” kończy się druk utworu Henryka Sienkiewicza „Walka byków. Wspomnienie z Hiszpanii”.

LIPIEC – 16. [WTOREK]


W 160. numerze „Czasu” kończy się druk utworu Henryka Sienkiewicza „Walka byków. Wspomnienie z Hiszpanii”.

LIPIEC – 25. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie i pisze do Tadeusza Czapelskiego:
„(…) Odsyłam korektę, by bajka („Sabałowa bajka”) mogła się ukazać 28. (…) Wyjeżdżam na Helgoland. Czybyście nie byli łaskawi posyłać mi tam przez miesiąc „Kuriera” – bo inaczej będę się tam nudził jak żaden magnat w chrześcijaństwie. (…)”
i do Marii z Sobotkiewiczów Dembowskiej:
„(…) Małą moją (córkę Jadwigę) odwiozłem już do Zakopanego. Posiedziałem tam tydzień, przekonałem się, że droga jej
nie zaszkodziła, że ranka zgojona zupełnie – więc teraz myślę o własnych nerwach i jadę na Helgoland. W Ostendzie sroży się jakoby okropna ospa i wszyscy uciekają. Oto powód, dla którego i ja tam nie jadę. (…) Wracając z Helgolandu – nie wstąpię już
do Krakowa, tylko będę jechał wprost do Zakop[anego] szukać siedliska na zimę, bo doktorzy są zdania, że mała powinna zimować gdzieś w górach i hartować się. (…) Nie wiem również, czy prędko wrócę do Warszawy, nie wiem, na jak długo.
W każdym razie będę tam tylko wpadał, bo dla Dzinki i dla pracy zimować chcę w jakimś odludnym kącie. (…)”

LIPIEC – 26. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Berlinie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Z Krakowa wyjechałem dziś rano o 7 1/2. O 8.50 przyjechałem do Berlina. Z Friedrichstrasse przejechałem na Lehrter
Bahn[hof], skąd dziś jeszcze wyruszam do Cuxhaven – a stamtąd statkiem (3 godziny) do Helgoland.

Z Krakowa do Wrocławia podróżowałem z Panią Osiecimską
(Matyldą z Czapskich Osiecimską). Zawarłem znajomość z jej córką (Michaliną Osiecimską) i panną Ordęgą. Mała Osiecimska jest miłą i bardzo inteligentną dziewczyną. (…)”
Z Berilna pisarz wyrusza do Cuxhaven w Niemczech.

LIPIEC – 27. [SOBOTA]


W 170. numerze krakowskiego „Czasu” ukazuje się spisana przez Henryka Sienkiewicza „Sabałowa bajka”.
Tymczasem sam pisarz dociera do Cuxhaven, a stąd statkiem płynie na na niemiecką wyspę Helgoland.

LIPIEC – 28. [SOBOTA] – SIERPIEŃ – 05. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa na wyspie Helgoland. W liście do Edwarda Lubowskiego podsumowuje swój pobyt:
„(…) Helgoland jest obskurną dziurą pod każdym względem. Jadło pod psem, kąpiele pod psem, zimno pod psem (…), towarzystwo pod psem. Do tego kąpiele nie są na wyspie, gdzie się mieszka, ale na ławicy piaszczystej, której możesz się przypatrzeć na winietce tego listu…

Jedzie się łodzią w dobry czas kwadrans do 20 m[inut], w zły przeszło godzinę; przyjeżdża się i wraca zmoczonym przez fale wpadające do łodzi, dziękując Bogu, że się nie zostało wysypanym – co, że się jakoś nie zdarza – dziw! (…)”

LIPIEC – 28. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa na wyspie Helgoland.

LIPIEC – 29. [PONIEDZIAŁEK] – wieczór


Henryk Sienkiewicz przebywa na niemieckiej wyspie Helgoland. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś brałem już drugą kąpiel, rozpocząłem życie regularne, licząc w to pisanie… (powieści „Bez dogmatu”) (…) Kąpiele męskie
i damskie są osobno. Kabinki małe, zielone, popychane ku wodzie przez ludzi – posuwają się i cofają ledwie na kilka kroków, plaża bowiem nie tak lekko pochyła, jak w Ostendzie, ale przeciwnie, spadająca dość nagle, nie pozwala kabince wjechać daleko.
Z kabinki do wody przechodzi się przez pas kamieni, które niewypowiedzianie obrażają nogi. Woda prędko jest głęboka, więc chcąc mieć fale, trzeba się tuż przy brzegu trzymać. (…)

Dziś kąpałem się o ósmej, bo mówią, że z rana woda cieplejsza, potem pisałem od 10 – 3-ciej. Podczas, gdym pisał, zdało mi się, że to idzie spokojnie, równo dokładnie, tak właśnie, jak powinien być pisany początek powieści, która następnie dopiero
ma wzlatać i szybować coraz wyżej. Teraz natomiast, gdym to przeczytał, wydało mi się to dość głupie. (…)

W takiej powieści, jak ta, chodzi zwłaszcza o wrażenia kobiece. Literalnie zaś poza Tobą, nie mam w rzędzie moich znajomych nikogo z białogłów, z kim bym mógł o tym pomówić. (…) Ale czy będę miał czas i możność przeczytać Ci cośkolwiek – that is znowu the question! A przecież tak mi trzeba usłyszeć, że to nie jest zupełnie głupie. Oto w tej chwili mam ochotę podrzeć wszystko. (…)

Pisałem Ci, że z Polaków bawią tu Kotarski
(Przemysław Kotarski) i Niedźwiedzki (?). Ten ostatni jest to prof[esor] geometrii wykreślnej w Gim[nazjum] Realnym w Krak[owie]. Jest kulawy, mały, czarny, brzydki – przy tym twarz ma zbolałą i oczy człowieka okropnie nieszczęśliwego. Stracił dwa lata temu żonę i dziecko – został sam jako palec. Wczoraj powiedział mi
na mostku, począwszy nagle szlochać: „Panu jednemu zawdzięczam zmysły, bom był powinien je stracić.” Jakoż jest chory
w wysokim stopniu na nerwy. Okazuje mi takie atencje, aż mi to nieprzyjemne. (…)

Ach, co za nikczemna tu pogoda. Morze mało wzburzone, ale wiatr urywa głowy. (…)

Co do mnie, myślę, że mi te kąpiele dobrze zrobią, a jestem pewien, że zrobią dobrze pisaniu, przynajmniej na ilość. (…)”

LIPIEC – 30. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa na wyspie Helgoland. Rozpoczyna pisanie powieść „Bez dogmatu” (pierwotny tytuł „W pętach”).

SIERPIEŃ – 01. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa na wyspie Helgoland.

SIERPIEŃ – 02. [PIĄTEK] – wieczór


Henryk Sienkiewicz przebywa na wyspie Helgoland. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …jutro, w sobotę, jadę do Hamburga na statku „Freja”, a stamtąd do Ostendy. (…) Pojadę nie do Cuxhaven, ale wprost
do Hamburga, więc trzy godziny pełnią morską, a trzy Elbą. Z Hamburga pojadę do Ostendy taką drogą, jaka mnie najprędzej zaprowadzi na miejsce. (…)

Nad powieścią siedziałem dziś od rana aż do chwili kąpieli. Cóż Ci o niej powiem? Pisze się! – Ale ten początek nudny, bo się wprowadza i wprowadza. Naprawdę dopiero się będzie pisało, gdy się zacznie miłość. – Przyszłą bohaterkę sportretowałem trochę z małej Osiecimskiej (może przekręcam trochę nazwisko), z którą jechałem do Wrocławia i której na imię Michalina. (…)”

SIERPIEŃ – 03. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa na wyspie Helgoland. Stąd pisze do Wiktora Baworowskiego:
„(…) Odebrałem przy tym pełen energii przekład „Mazepy” W. H[ugo], który odczytałem z wielką przyjemnością. (…)
Po przeczytaniu „Mazepy” nabrałem chęci do czytania wszystkich Pańskich przekładów.(…)”

SIERPIEŃ – 04. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa na wyspie Helgoland.

SIERPIEŃ – 05. [PONIEDZIAŁEK]


Z Helgolandu Henryk Sienkiewicz wyrusza statkiem „Freja” do Hamburga, a dalej dociera do Ostendy. Zatrzymał się w domu przy Rue d'Ouest 17.

SIERPIEŃ – 06. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie, gdzie w Kursalu słucha koncert symfoniczny.

SIERPIEŃ – 07. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem do Ostendy onegdaj wieczorem; stanąłem tam, gdzie zeszłego roku, tj. Rue d’Ouest 17, gdzie powitano mnie
z radością… (…) Ostenda zawsze taka sama; dość pogodna, wietrzna i bardzo miła. Wczoraj był koncert symfoniczny wieczorem w Kursalu… (…)

Z Polaków jest Lubowski
(Edward Lubowski), złoszczący się jak zwykle, Kraushar (Aleksander Kraushar), który mieszka w tym samym domu, co ja – Grabowski (?), Szuszkowski (?), doktór Wszebor (Józef Wszebor), Moszkowski (Maurycy Moszkowski) (muzyk, zresztą prócz nazwiska nie mający nic polskiego). (…)

W Brukseli byłem u Poradowskich
(Aleksandra i Marguerite Poradowskich). Jej nie ma, ma lada dzień nadjechać z Paryża. (…)

Zamierzam pisać tu pilnie. (…)”

SIERPIEŃ – 08. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 09. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 10. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 11. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie. Uskarża się Jadwidze Janczewskiej na stan swojego zdrowia:
„(…) Na nieszczęście dostałem scjatyki (zapalenia nerwu kulszowego, ischiasu) i bardzo silnego reumatyzmu w lewym ramieniu,
tak że ręką ruszać nie mogę. Od dwóch dni nie kąpię się. Brałem dziś parówkę, ale mi po niej gorzej. Boję się, że wcale już się
nie będę mógł kąpać – a pociesza mnie tylko myśl, że w takim razie prędzej do Was wrócę.

Poradzę się Wszebora
(Józefa Wszebora), który tu bawi od kilku dni, ale z którym się jakoś nie spotykam. (…)”
Wspomina też o pracy nad „Bez dogmatu”:
„(…) Siedzę zawsze po kilka godzin – ale i mało piszę, i nie jestem kontent z tego, com napisał. Będę się nawet wstydził czytać Ci ten wstęp, właśnie dlatego, że Twoje zdanie cenię i ufam mu, a Twój umysł poważam. (…)”
Wymienia również osoby, które przebywają w Ostendzie:
„(…) Dużo ludzi tu teraz przyjeżdża. W tej chwili siedzi naprzeciw mnie p[ani] Lan[dau] i oczkuje mocno. Nie chciałem się umyślnie poznawać. – Lub[owski] nie gra tego roku i jest wesoły. Przyjechał także Golstand etc., etc. – Oczywiście trzymam się
z Lubow[skim], a po trochu z Krausharem, boć to także literat. (…)”

SIERPIEŃ – 12. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 13. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Teraz donoszę, że mi z ramieniem lepiej – tylko scjatyka jeszcze mi dokucza. Mimo to dziś się kąpałem. (…)

Prawdopodobnie wyjadę stąd w piątek rano; w takim razie byłbym w Chabówce w sobotę o godzinie 11-stej wieczór (tak jest,
bo sprawdziłem), a w Zakop[anem] w niedzielę rano. W każdym razie proszę konie na sobotę na noc, bo wolę, żeby konie na mnie poczekały, niż żebym ja miał czekać – i do tego w nocy. (…)”

SIERPIEŃ – 14. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

SIERPIEŃ – 15. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Ostendzie.

WRZESIEŃ – 29. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Bądź łaskaw posłać na mój rachunek 50 rs ojcu memu do Lublina. (…)

Dobrze, żeście zapowiedzieli na 15 listop[ada] powieść
(„Bez dogmatu”), bo żyłem i żyję w niegodziwych warunkach. Ledwie mała Dzinka odzyskała siły, zapadł Henio na krwawą dyzenterię i jeszcze leży, choć już przeszło dwa tygodnie upłynęło. Kruszyński (Kazimierz Kruszyński) i Baranowski (Ignacy Baranowski) mówią jednak, że już jest lepiej, ale mimo tego wygląda jak cień. Nerwy moje muszą być mocno rozkręcone i dusza zmęczona. Może teraz będzie spokojniej. (…)”

WRZESIEŃ – 30. [PONIEDZIAŁEK]


W numerze 245. „Słowa: redakcja zapowiada druk „Bez dogmatu”:
„W dniu dzisiejszym rozpoczynamy druk powieści głośnych autorów angielskich F. Philipsa i J. Willsa „Złowroga Fryne”.
Po ukończeniu tego utworu, co nastąpi w połowie listopada, rozpoczniemy natychmiast druk najnowszej powieści społecznej Henryka Sienkiewicza
(„Bez dogmatu”), której tom pierwszy znajduje się już wykończony w tece autora.”

PAŹDZIERNIK – 10. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Odwiedza Stary Teatr w Krakowie przy ul. Jagiellońskiej.

PAŹDZIERNIK – 11. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Rano odwiedza go Kazimierz Pochwalski, następnie Józef Orłowski, a w drodze na sejm do Lwowa Edward Aleksander Raczyński.

Wspólnie z Kazimierzem Pochwalskim Henryk Sienkiewicz wybiera się na wystawę (?), z której idzie do Zygmunta Cieszkowskiego. Nie zastaje go w domu. Spotyka natomiast hrabiego Władysława Zamoyskiego. Wspólnie wybierają się do Zakopanego. W drodze powrotnej zatrzymują się w Chabówce na obiad.

Tego samego dnia pisarz informuje Józefa Majera, prezesa Akademii Umiejętności w Krakowie:
„(…) Zgodne z przedstawieniem prześwietnej Akademii Umiejętności przyznaję zapomogę z funduszu imienia żony mojej, Marii Sienkiewiczowej, artyście malarzowi p. Konstantemu Mańkowskiemu. (…)”
Wieczorem - w sklepie u Szuniewicza - Henryk Sienkiewicz spotyka Mariannę z Zamoyskich Popiel, żonę Pawła Popiela.

PAŹDZIERNIK – 12. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Hotelu Saskim w Krakowie. Kolejny list do Jadwigi Janczewskiej rozpoczyna od złożenia jej życzeń z okazji przypadających na 15 października imienin:
„(…) …zaczynam od gładzenia łapek kochanych, od życzeń, które naprawdę spod serca wychodzą, bo tę jasną głowinkę lubi się przeogromnie, i od darów, które się składa u stóp najmilszej Solenizantki. – Żebyś przede wszystkim było zdrowe, mocne, czerstwe i hoże, tak jak jesteś poczciwe i miłe – po wtóre: obyś było rozumne i ochraniało się, nigdy nie martwiło, nie brało
do serca przykrości – i wierzyło, że ta Dży, ten Dzidek, ten Dzidziuś to jest osoba, nie byle kto, że Ją będą zawsze wszyscy lubili
i że warto Jej samej się o Nią troskać i należyte mieć staranie. (…)”
Dalej szwagier pisze o pomyśle pisania przez siebie pamiętnika:
„(…) Kupiłem też dziś dwa kajety – i dając przykład tym, których namawiam do pisania pamiętników, zacznę go pisać od dziś. Chociaż po parę wierszy. Czasem przychodzą jakieś myśli, jakieś szczęśliwe wyrażenia, których się zapomina, czasem uderzy jakiś widok – jakaś cecha charakterystyczna – niechże to będzie spisane. Do powieści to nie będzie przeszkadzać, owszem, stanie się do pewnego stopnia magazynem i brulionem, z którego będzie się nieraz przepisywało w poprawionej formie całe ustępy. Tak sobie umyśliłem przez drogę. Przy tym jeszcze jedno: powoli, bez żadnego trudu powstanie z tego książka, może dość ciekawa, bo będzie kluczem do myśli, jeśli nie wszystkich, to przynajmniej niektórych, człowieka, który dość dużo i żywo odczuwał, a który oprócz tego był autorem. Fortuna, jaką po sobie dzieciom zostawię, zapewne w znacznej części nie dojdzie miliarda – więc myślę, że ten pamiętnik będzie miał i tę dobrą stronę, że go kiedyś kupią chętnie dzienniki i księgarz – i, oto, będzie kilka tysięcy dla nieutulonych w żalu etc. (…)”
Niestety, pamiętnik ten spłonął podczas Powstania Warszawskiego. A oto dalsze fragmenty listu:
„(…) Dziś przyznałem stypendium Mańkowskiemu (Konstantemu Mańkowskiemu)… (…)

…wieczorem (w czwartek) byłem w teatrze… W piątek rano przyszedł Pochwalsio
(Kazimierz Pochwalski). (…) Potem przylazł adwokat Orłowski (Józef Orłowski), redaktor „Kuriera Polskiego” (…) z prośbą, bym co napisał albo przynajmniej przyrzekł mu
na przyszłość pierwszeństwo przed „Czasem”. Odpowiedziałem z całą otwartością, że mam wszelkie powody przyznania pierwszeństwa „Czasowi”… (…)

…z Kaziem P[ochwalskim] skoczyliśmy na wystawę, na której zresztą nie ma nic nowego. Z wystawy poszedłem do Ziziego
(Zygmunta Cieszkowskiego). Jest w Paryżu. Ale znalazłem Zamoyskiego (Władysława Zamoyskiego) - mówiłem mu pod dyskrecją
o projekcie, a ewentualnie o kupnie gruntu od niego. (…) Co do sprzedaży powiedział tak: «W ogóle – nie – osobom wybranym – tak, a panu w pierwszym rzędzie.» Dusza złota, tak się do mnie ucieszyła, taka była serdeczna, że aż go jeszcze lepiej lubię.

Wczoraj był tu Raczyński
(Edward Aleksander Raczyński) w przejeździe na sejm do Lwowa. (…). Widziałem dziś w Sukiennicach Pawła Popiela – bardzo się o Ciebie wypytywał. Na obiedzie byłem u Anioła, który dał mi rosołu, polędwicy z makaronem etc.

Zdrowie moje dobre – dolegliwości minęły wypędzone przez pulvis liquiritiae compositum
(środek przeczyszczający) z ogromnym impetem.

Podróż była dobra. Hrabia
(Władysław Zamoyski) częstował mnie kawiorem – zafundowałem mu obiad, a raczej kotleta w Chabówce – rozstaliśmy [się] w Krakowie w wielkiej przyjaźni.

W piątek wieczór, …, zaczepiła mnie w sklepie u Szuniewicza jakaś pani. ...powiada, że mąż jej
(Paweł Popiel) z córką (Cecylią Popielówną) poznali mnie w Zakopanem… …powiada, że jest Popielowa (Marianna z Zamoyskich Popiel)… (…)

Wspomniałem Ci o Mańkow[skim]. Pochwalski poczciwy tak się ucieszył, że z wystawy poleciał do niego, by mu pierwszy powiedzieć: „Przyznano!” – Chore to ma być biedactwo bardzo – i tak biedne, że po prostu tej zimy poza suchotami zachorował
z głodu. A ma być zdolny. Pochw[alski] utrzymuje, że on oszaleje z radości. – Nie umiem Ci powiedzieć, jaka to i dla mnie radość. –

Na koniec porozumieliśmy się z Lucem
(Lucjanem Wrotnowskim). (…) W niedzielę będzie w Łękach – więc i ja tam przyjadę rano,
a wyjadę na wieczorny pociąg do Oświęcimia i Wiednia. (…) Byłem we czwartek w teatrze na sztuce Bałuckiego
(Michała Bałuckiego) pt. „Nowy dziennik”. (…) W poniedziałek będę z wszelką pewnością w Wiedniu, a we wtorek prawdopodobnie w Kalten (Kaltenleutgeben). Nerwy bardzo tego potrzebują. (…)

Wieczorem byłem w klubie malarskim. Widziałem Jacka Malczewskiego, Twego przyjaciela bez rąk
(Ludomira Benedyktowicza)… (…) Mówili dużo o bracie Albercie (Adamie Chmielowskim), który podobno zupełnie wychodzi na świętego. O tę szarżę starałbym się chętnie, gdyby nie to, że proces kanoniczny odbywa się dopiero w sto lat po śmierci. To ostudza mój zapał, bo inaczej myśl,
że ta Ziaba
(Jadwiga Janczewska) choć raz na Wszystkich Świętych musiałaby mówić w litanii: „Święty Henryku (naturalnie: męczenniku), módl się za nami” – zachęcałaby mnie niezmiernie. (…)”

PAŹDZIERNIK – 13. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Oświęcimia. Tu czeka na niego Lucjan Wrotnowski. Razem jadą do Łęków stanowiących majątek Wrotnowskich.

PAŹDZIERNIK – 14. [PONIEDZIAŁEK]


W Oświęcimiu Henryk Sienkiewicz wsiada do pociągu, którym wyrusza w podróż do Wiednia. Towarzyszą mu: Władysław Zamoyski (syn) i Żółtowski (?), który po drodze wysiada w Oderbergu (czeskiej miejscowości Bohumin położonej na Śląsku Cieszńskim).

PAŹDZIERNIK – 15. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Ziaba! Listy, Twój i mateczki, adresowane do Saskiego Hotelu odebrałem w Łękach. (…) Nie wiem, skąd Edward (Edward Janczewski) wziął wiadomość, że wyjeżdżam w poniedziałek, bo o ile pamiętam, właśnie mówiłem, że wyjeżdżam w sobotę –
i dopiero depesza Luca
(Lucjana Wrotnowskiego) sprawiła, że wyjechałem w niedzielę rano. On przyjechał do Oświęcimia na dwie godziny przede mną, ale czekał na mnie i przyjechaliśmy do Łęk razem. (…)

Kontrakt
(dotyczący druku „Bez dogmatu”) z Lucem zrobiłem. Powieść ma być wielkości Wołod[yjowskiego], cena 12 000 rs. Arkusze nadpisane doliczają się i dopłacają w stosunku do całości. (…)

Bardzo się nie spisałem, a raczej spisałem się jak safanduła z tymi pieniędzmi, które były u Ciebie. Poszedłem do Wańkowicza
(Jana Edmunda Wańkowicza), kazałem sobie zaliczyć 3 000 guld.; (…) i odesłać wedle ewentualnego adresu. (…) …safandulstwo zaczyna się dopiero od tego, że na resztę papierów do sprzedania i na te szwedzkie oraz losy do depozytu – nie wziąłem najmniejszego kwitu. (…) Dobrze, że Wańkowicz jest znajomy. (…) Mimo tego napiszę do Wańkowicza, by resztę pieniędzy odesłał mi do Kalten (Kaltenleutgeben), kwit zaś depozytowy za szwedy i losy do Twego mieszkania.

Gapiostwo II. Jadąc do Łęk, zostawiłem w Oświęcimiu kufer i pudło z kapeluszami – jadąc do Wiednia, kufer wyekspediowałem,
a pudło zostało. (…)

Stoję w „Ungarische Krone”
(Hotelu „Ungarische Krone”). Zresztą dziś wieczór wyjadę do Kalten, więc to wszystko jedno. (…)

…Pochw[alscy]
(Kazimierz i Zofia z Feinuchtów-Szarskich Pochwalscy) zaprosili mnie do loży i bardzo im chodziło o to, bym był z nimi
w teatrze. Zapowiedziałem więc, że p. Munię
(?) zobaczę w powrocie przez Kraków do Zakop[anego]. Być może, że mi wypadnie tam parę dni zostać z powodu portretu, o który Pochwalski bardzo nalega. – Mieć wielki i dobry swój portret darmo – jest to gratka, której się nie opuszcza – chybaby sprawy powieściowe, zdrowie lub inne jakie ważne powody stanęły na przeszkodzie. –

Wsiadłszy w Oświęcimiu spotkałem w wagonie Żółtowskiego
(?) i Zamoyskiego (Władysława Zamoyskiego - syna). Matka jego (Jadwiga z Działyńskich Zamoyska – „jenerałowa”) siedziała w innym wagonie, on zaś jechał razem z nami dla palenia. Przegawędziło się część nocy, aż do Oderberga, w którym Żółtowski wysiadał. Potem spałem jak bobak aż do Gensendorfu. Coś się tam działo
z pociągiem przez ten czas, bo się ogromnie spóźnił przyjechaliśmy dopiero o ósmej lub parę minut po, alem tak spał,
że nic nie wiem.

Wiedeń wygląda po staremu. (…) Wylatuję zaraz na miasto, a wiesz, Miłku, w jakim celu? Oto lecę do Herolda
(Księgarni Gerolda),
by co prędzej wypisać: Le livre ilustré des patiences
(Ilustrowana książka pasjansów). (…) Będzie to skarb rodzinny przekazywany
pod błogosławieństwem przyszłym pokoleniom, usque ad finem mundi
(aż do końca świata). (…)

Z powieścią
(„Bez dogmatu”), zdaje się, na pewno dam sobie rady. (…)”

PAŹDZIERNIK – 16. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 17. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Henio, jak Ci wiadomo, chorował niemal śmiertelnie na krwawą dyzenterię. Obecnie jest już dobrze, ale papa jego tak się zdenerwował, zmęczył, że musiał wyjechać do Kaltenleutgeben, gdzie zostanie ze cztery tygodnie. (…) …tymczasem proszę Cię
o odesłanie mi pensji za miesiące, w których jej nie brałem, oraz honorarium za „Byki
(„Walkę Byków”), które taksuję na 300rs,
bo tego warte. …gotówka… potrzebna mi jest na budowanie domu w Zakop[anem], zakupno materiału, gruntu etc.… Z tego rachunku trzeba strącić, coście posyłali na moje zalecenia ojcu… (…) Powieść
(„Bez dogmatu”) rozpocznie się 15 listopada. Bardzo pracuje mój umysł nad tytułem – i w tych dniach się to zdecyduje. (…)”

PAŹDZIERNIK – 18. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 19. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 20. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś rano byłem w Wiedniu, zawiozłem zegarek do naprawy, w którym sprężyna pękła – wyjechałem o 9-tej rano, wróciłem o 12.30, tj. na obiad, więc naturalnie nie byłem nigdzie i nie widziałem nikogo. Teraz jest godzina druga, idę z Łuszczewskimi (Bronisławem i Zofią ze Skarbków Łuszczewskimi) na spacer, po czym siadam do powieści („Bez dogmatu”). (…) Piszę z tym spokojem zupełnym, opartym na spokoju, że wydołam – i że będzie dobrze. (…)

Kurację biorę umiarkowaną. Hallbbad
(półkąpiel) rano i opaskę wieczór. Tuszów mi nie dali; może znajdują, że serce mam trochę znerwowane, może chcą dać później. Czasu do pisania dość. Pogoda zmienna i tak melancholiczna, że aż to się udziela. Odebrałem list z Frainu (Vranov na Słowacji), błagający mnie na wszystko, żebym choć na dwa dni przyjechał… (…) Adres dokładny jest: Schönwald-Frain (stacja) w Frain Vranow. (…)

Pieniądze z banku mi odesłali, pudło z kapeluszami z Oświęcimia także – słowem: gapiostwa naprawione. Pokoiku nie chcę stanowczo innego, jak ten mały – choćby dlatego, że jest zupełnie osobny. (…)

Czytam teraz Joseph Balsamo starego Dumasa
(Aleksandra Dumasa ojca). (…)”

PAŹDZIERNIK – 21. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 22. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 23./24. [ŚRODA/CZWARTEK]


Jeszcze w środę Henryk Sienkiewicz przybywa do Wiednia. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem tu dziś (środa) na wieczór, by jutro (czwartek) o 8-smej wyruszyć do Frainu. (…) Jadę jutro, to jest we czwartek. W sobotę na noc postaram się wrócić do Wiednia, a w niedzielę będę w Kalten (Kaltenleutgeben). (…)

Powieść biorę ze sobą; będę pisywał między śniadaniem i obiadem albo wieczorami. Tytuł chcę dać Bez dogmatu. – Jeśli Twoją życzliwość może to cokolwiek obchodzić, to mi powiedz, co o tym myślisz. –

Zgadłaś, że G[ustaw] P[rzeździecki] jest nieznośny. Jest to konserwatysta z głupią i tępą głową, przez próżność. Dziś rano bawił mnie przez godzinę polemiką z Prusem: „Takiemu panu Prusowi wydaje się, że dziś kto ma jakieś nazwisko i majątek… etc.” Wszystko w tym rodzaju. (…) Pani G[ustawowa] P[rzedziecka] jest nieładna, niezgrabnie i sztywnie narysowana,
ale, jak powiedziałaś, miła i nieśmiała, a musi być dobra.

Dziś wieczór byłem u Ronachera
(Ronachers Etablissement, Teatr-Variété). W pauzie zjawił się niespodziewanie przede mną Pochwalski (Kazimierz Pochwalski). Przyjechali tu z żoną (Zofią z Feinuchtów-Szarskich Pochwalską) i zabawią z dziesięć dni, bo to ich podróż poślubna. Oni także mają dla mnie wiele przyjaźni. Chcieli jechać do Kalten – mój wyjazd zmienił te projekta. Namówiłem ich
na Sem[m]ering. Byłem zresztą z nimi krótko, bo od rana bardzo mnie głowa bolała, a prócz tego chciałem być wcześnie
w hotelu, by się na jutrzejszy ranny wyjazd przyrządzić – i list napisać.

Pokoiku chcę stanowczo tego, do którego wchodzi się z zimnej sieni. Ja będę miał tam więcej spokoju, a dzieciska więcej światła
i słońca. (…)”

PAŹDZIERNIK – 24. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Frain (Vranov), zamku na Morawach, rezydencji Edwarda i Ludgardy z Mniszków Stadnickich, rodziców Heleny Krasińskiej
z Radziejowic.

PAŹDZIERNIK – 25. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa na zamku u Edwarda i Ludgardy z Mniszków Stadnickich we Frain. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Frain jest tak pyszny, że już go masz. O, to miejsce jak stworzone dla takiej kasztelanki… Lasy wspaniałe; średnie wieki
na każdym kroku, w resztkach dawnego zamku… Lasy przeważnie liściaste, ukoronowane przez jesień na setki barw.

Gościnność wielka. Przyjechałem wczoraj (czwartek), wracam jutro, tj. w sobotę, do moich listów. Wczoraj, zaraz polowałem
na jelenie, ale jelenia nie widziałem. Takie zawsze moje szczęście. (…)

…myślałem wczoraj cały dzień o czym innym, a mianowicie, jakby Tobie przypadł ten Frain do smaku i odpowiedział Twoim estetycznym zamiłowaniom. – Więc myślałem, jaka szkoda, że Dży
(Jadwiga Janczewska) nie może tego widzieć i być tu, i patrzyć
z tej wysokości w przepaść, którą tworzy Taja
(właściwie: Topla – rzeka). (…)”
W autografie listu widnieje data 26 października 1889 r. Z treści jednak wynika, że powina być data 25 października 1889 r.

PAŹDZIERNIK – 26. [SOBOTA]


Z Frain Henryk Sienkiewicz wraca do Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

PAŹDZIERNIK – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Byłem we Frainie – i znużyło mnie w końcu wszystko, ludzie, ich gościnność, uprzejmość, polowanie, bo jak w człowieku radość wyschnie naprawdę do dna, a wesołość robi tylko mechanicznie, według dawnych formuł, to mu trudno dobrać miejsca. (…)”

PAŹDZIERNIK – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Jak mi ktoś posyła pieniądze, to je wyjmuję z koperty i chowam do portmonetki. Z wekslami z zasady nie chodzę do Żydów, brzydzę się przekazami, mam abominację do kantorów, mdli mnie na widok bankierów. A ponieważ nie jest tak krucho ze mną, żebym ryzykował zrzyganie się w kantorze tych braci Torsch (torsje mnie porywają na samo nazwisko), więc Ci przekaz odsyłam, a proszę o załatwienie rachunku całkowitego po 1-szym p[rzyszłego] m[iesiąca]. (…) Powieść będzie, zdaje się, nosiła tytuł
Bez dogmatu”. Jeśli jest bardzo głupi, to jeszcze napiszcie. Rozdział 1-szy pod tytułem „Wyżej kolan” jest bardzo efektowny. Serio mówiąc, napisz, co myślisz o tytule – tylko prędko.

Byłem we Frainie u Krasińskich
(u Edwarda i Ludgardy z Stadnickich, rodziców Heleny Krasińskiej, matki Edwarda), polowałem,
nie strzelałem. (…)”

PAŹDZIERNIK – 30. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Józefa i Heleny Krasińskich:
„(…) Tak się przyjaźnie gawędziło, że to życie nasze warszawskie z ostatniej zimy stoi mi teraz, na tle monotonii tutejszej,
jak żywe w pamięci – i wydaje mi się jakieś wesołe, pełne ruchu, dowcipu; jedne twarze ukazują się za drugimi i czegoś żal,
że to minęło – i że to nie wróci i że nic nie dało się zatrzymać! Bo tak zupełnie rozproszyliśmy się, jak stado kuropatw, do którego ktoś strzelił śrutem… Powinniśmy się choć listownie znosić! (…)”

PAŹDZIERNIK – 31. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 01. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 02. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 03. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 04. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 05. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 06. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Co to za przyjemność każdy list w tej samotności. Tu nie komunikuję się absolutnie z nikim, mam osobny stolik, czytam podczas obiadu, zresztą towarzystwa unikam, bo jeśli samotność ciąży, to nieprzyjemni ludzie bardziej.

Jest tu Czerwiński
(Jan Czerwiński) z córką. Lazł mi w oczy z całą głupią pewnością zarozumialca, który ani wątpi, że jak on chce kogoś, to i ktoś jego chce. Obecnie jest zrażony, a nawet obrażony, żem go bez ceremonii umieścił w odpowiedniej odległości.
G[ustawowie] P[rzeździeccy] jeszcze bawią, ale on mi jest antypatyczny i unikam go również – słowem, nie żyję i nie rozmawiam, chyba ze sobą. (…)

Powieści mam sporo, ale nie tyle, ile bym chciał. Zawsze jest na jakie trzy tygodnie. Pamiętnik to forma dobra, choćby dlatego,
że to, co by Ciebie i innych mogło razić jako mówione przeze mnie – to będzie zupełnie naturalne w ustach takiego pana, który
pod pewnymi względami przypomina R[aczyńskiego]
(Edwarda) lub Wołod[kowicza] (Konstantego Wołodkowicza). Pisuję dużo,
ale że tu dzień, a raczej przedpołudnie, rozbijają bardzo kąpielami – a dalej konieczne są spacery poobiednie, więc zeszło na to,
że pisuję wieczorami, staram się jednak nie dłużej, jak do 1-szej.

Wstaję o siódmej, że zaś 6 lub 7 godzin spoczynku byłoby za mało, więc czasem sypiam przed obiadem. Usypia się przez to i złe usposobienie, i nieprzyjemne myśli. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Posyłam wspomnienie o Chałubińskim („Tytusowi Chałubińskiemu”), które mu się ode mnie należało, a które wydrukujcie
w odcinku. Zechciejcie przy tym łaskawie donieść od Redakcji, co następuje: „Honorarium za nadesłane wspomnienie
o Chałubińskim składamy w sumie rs 25 na żądanie Henryka Sienkiewicza na pomnik dla zmarłego profesora”. Tylu jest ludzi Chałubińskiemu obowiązanych, iż przypuszczam, że pomnik będzie ze składek publicznych, nie kosztem rodziny. (…)”

LISTOPAD – 07. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 08. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 09. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.
W numerze 253. „Słowa” ukazuje się wspomnienie "Tytusowi Chałubińskiemu" autorstwa Henryka Sienkiewicza.

LISTOPAD – 10. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 11. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

LISTOPAD – 12. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) „Nie wiem, czy kombinacja pisania z wodą, czy niepokoje, czy czarne i zgniłe myśli rozstroiły tak moje nerwy – ale wiem,
że przyjść do porządku z nimi nie mogę. Cały dzień doznaję jakichś drżeń wewnętrznych, jakby się jakieś haczyki odczepiały, trwóg nieokreślonych, uczucia niepewności – w nocy podrzuca mnie, że mało z łóżka nie wylatuję. Być może, że mi kąpiele
w połączeniu z pracą szkodzą – być może, że to jest rozdrażnienie, które później przejdzie i zmieni się właśnie na lepsze; czasem tak bywa przy hydropatii – ale być może, że to już się rozkręca wszystko na dobre, aby się nie skręcić nigdy.

Miewam takie miłe sny, jak np. że jakieś nieboszczyki skaczą przy mnie z wysokiego mostu w wodę. Naturalnie, że w dzień
po tym jestem zmęczony. Odjęto mi tusze, biorę dwa hallbady – ale sam sobie naznaczyłem jeszcze tydzień próby. Jeśli
do przyszłego wtorku nie będzie lepiej, to jednak widocznie hydropatia przy pracy mnie rozdrażnia – i wyjadę z Kaltenleutgeben. Będzie i tak blisko pięć tygodni. (…) …nie zbliżam się i nie rozmawiam z nikim, bo mnie wszyscy drażnią. – Drażni jednak
i samotność. Zwłaszcza ciężkie są spacery – bo nie mówiąc z nikim rozmyślam albo pracuję wewnątrz nad powieścią – pracuję równie ciężko, jak bezwiednie – i potem zamiast być wypoczętym, czuję głowę zmęczoną. (…)

Powieści
(„Bez dogmatu”) mam względnie dużo. 25 arkusików posłałem już „Czasowi” – a że mam jeszcze kilkanaście u siebie,
70 zaś lub 80 stanowi tom – więc jest blisko pół tomu. (…) Zachwycony tym nie jestem, ale jednak widzę, że jest to pisane
w sposób ucywilizowany. Nie ma tam także nic konwenansu. Pamiętnik robi chwilami wrażenie nie dzieła literackiego, ale czegoś zupełnie realnego, co naprawdę miało miejsce.

Naturalnie, będą zdania za i przeciw, choćby dlatego, że rzecz jest nowa, choćby dlatego, że tak mało konwencjonalna. Ci, co się spodziewają, że znajdą jakichś nowożytnych Jeremich, Czarnieckich etc., rozczarować się muszą, choćby dlatego, że takich ludzi nie ma teraz – ale ci, co lubią myśleć nad różnymi rzeczami, znajdują pole do myślenia nad duszą ludzką.

Jednym słowem, będzie tam kawałek duszy złożonej, chorej, ale prawdziwej. Mam przynajmniej to uczucie, że się tego nowego dziecka niezupełnie wstydzę – i że u nas może by kto inny nawet tak nie napisał. Nie wiem, jak wypadnie tom II – zupełnie
nie wiem! Żebym to był zdrowszy, żebym miał trochę tego upragnionego zawsze spokoju – może by to dobrze wypadło.
Ale te rzeczy nowożytne, współczesne mają to do siebie: Wyobraźnia może mniej się przy nich natęża, ale odczuwa się je więcej bezpośrednio – i dlatego więcej nerwują.

Napisałem także dla „Słowa” wspomnienie o Chałubińskim
(Tytusie Chałubińskim).” (…)
Tytus Chałubiński zmarł 04 listopada 1889 r. w Zakopanem.

LISTOPAD – 13. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Odebrałem list z pieniędzmi. Nader skromnie obliczyliście „Walkę byków”, ale już mniejsza o to. (…) Bardzo się czuję znerwowany. Może woda w połączeniu z tak usilnym pisaniem źle wpływa na nerwy, to pewne, że się chce czasem ze skóry wyskoczyć. Jeśli tak będzie, to tu zabawię tylko do przyszłego wtorku, za czym pojadę do Zakop[anego], ale zatrzymam się
w Krakowie dla portretu mego, który robi Pochwalski, a może wpadnę choć na jaki dzień do Warszawy, bo mój paszport już wyszedł i potrzebuję go przedłużyć.

Henio mały zdrów już – Dzinka równieź.(…)”

LISTOPAD – 14. [CZWARTEK] – wieczór


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) „Jest cała nowa historia. Cenzura wymaga oryginalnego rękopismu i zdaje się, że kompletu, zanim pozwoli zacząć powieść. Telegrafowałem już do „Czasu”, aby odesłał pierwsze 25 arkusików natychmiast. Dziś otrzymałem dwie depesze z Warszawy. Prawdopodobnie muszę tam pojechać, w każdym razie muszę być w Krakowie, rozmówić się z „Czasem” – i być w gotowości
do wyjazdu. To wymaganie cenzury jest najzupełniejszym bezprawiem, ale my w tych warunkach żyjemy.” (…)
Tytus Chałubiński zmarł 04 listopada 1889 r. w Zakopanem.

LISTOPAD – 16. [SOBOTA]


W numerze 264. „Czas” rozpoczyna druk powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

W numerze 46. Tygodnika Politycznego, Społecznego i Literackiego „PRAWDA” Aleksander Świętochowski – pod pseudonimem „Poseł Prawdy” – zamieszcza felieton „Liberum veto”, którego fragment poświęca krytyce Henryka Sienkiewicza”:
„(…) Gdy kilku jej (literatury) magów uklękło przed Sienkiewiczem, przez czas pewien żyliśmy w Sienkiewiczu. Zbladły nam
lub zgasły najpiękniejsze gwiazdy twórczości polskiej przy tym słońcu świecącym promieniami Homera, Shakespeare’a
(Williama Szekspira), Dantego (Dantego Alighieri) i Mickiewicza (Adama Mickiewicza). Do takiego stopnia bałwochwalstwo oślepiło jego czcicieli,
że gdy napisał bardzo mierną powiastkę „Ta trzecia”, która była raczej wesołą kpiną, sznurkiem zwitym z konceptów
niż utworem artystycznym, i w niej widziano arcydzieło. Sienkiewicz bowiem nic innego urodzić nie mógł. Nareszcie wyszedł
w Krakowie nowy tom obrazków tego autora, o których jedno z pism tamtejszych powiada: «Spotykamy pewne skoki świadczące, że talent jest nie zawsze do twórczości usposobiony; powstają stąd prace słabsze, nie posuwające autora wyżej… Uderza (w tym tomie) monotonia dziwna» itd. A to co? Bluźnierstwo, odszczepieństwo od prawomyślności widoczne.
Czyżby zahypnotyzowany przez p. Sienkiewicza rozum naszej krytyki zaczął odzyskiwać przytomność? E, nie; nastąpi to kiedyś, ale znacznie później… (…)”

LISTOPAD – 17. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) …czemuś mnie wcześniej nie uprzedził, ani Ty, ani nikt – jednym prostym słowem, że 15-stego zacząć nie możecie (druk „Bez dogmatu”). Termin ten jest jako warunek zapisany w kontrakcie… (…) Donieś mi, jak będzie? Czy istotnie am czekać
aż do ukończenia arcydzieł drukujących się obecnie i czy się wcześniej nie rozpocznie, bo tu ogłosili osobną prenumeratę
od 15 listop[ada] i są istotnie w głupim – dzięki Waszemu milczeniu – położeniu. (…)”

LISTOPAD – 18. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

LISTOPAD – 19. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

LISTOPAD – 20. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie.

LISTOPAD – 23. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Wybiera się do Warszawskiego Komitetu Cenzury w celu uzyskania zezwolenia na druk powieści „Bez dogmatu”.

LISTOPAD – 24. [NIEDZIELA] - rano


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) „Dopiero co odszedł Janek (Jan Komierowski). Jeszcze nie zabrał „Bartka” („Bartka Zwycięzcy”), ale zabierze i odda. (…) Wczoraj byłem z wizytą urzędową (w Komitecie Cenzury): przyjęto mnie nadzwyczaj grzecznie i uprzedzająco. Rękopismu jednak zażądano – nie wymagają tylko całości. (…) Z Lucem (Lucjanem Wrotnowskim) widziałem się dwukrotnie, ale zawsze w towarzystwie,
więc do żadnych rozmów nie przyszło. (…)

W środę wybieram się na polowanie na dziki i jelenie za Opoczno, w Radomskie. Zaprasza nas, tj. mnie, Wrot[nowskiego],
i Chełm[ickiego]
(Zygmunta Chełmickiego), Bojasiński (?). Potem zaraz podaję się o pasport (w piątek). Również przed wyjazdem złożę podanie o siebie i o dzieci.” (…)

LISTOPAD – 25. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Wspólnie z: Józefem i Marią z Blochów Kościelskimi oraz Janem Brzezińskim i jego żoną – odwiedza Edwarda Leo.

LISTOPAD – 26. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) W końcu tego tygodnia będę już pewnie w Krakowie… (…) …chciałbym, korzystając z ślicznych i jasnych istotnie dni, dać Pochwalskiemu (Kazimierzowi Pochwalskiemu) choć parę posiedzeń. –

Na polowanie nie jadę, bo tam we dworze ospa, chodzi mi zaś o moją miłą powierzchowność, której skóra wyprawna na jaszczur nie dodałaby wdzięku, a więcej jeszcze o to, by Wam i dzieciom nie przywieźć tej hadkiej zarazy. (…)

Wczoraj zmarł Żółkowski
(Alojzy Żółkowski). Dla teatru strata niepowetowana. Leo (Edward Leo) wyczuchał się jakoś po śmierci syna (również Edwarda). Byłem tam wczoraj wieczorem z Kościelskimi (Józefem i Marią z Blochów Kościelskimi) i Brzezińskimi (Janem Brzezińskim
z żoną, ? z Hermanów). (…)

Janek
(Jan Komierowski) pisuje masę wierszy, ale błahych. Kazałem mu koniecznie usmażyć poemat poważono-miłosny na przyjazd Alioni (?). Helcię (siostrę) widziałem dopiero wczoraj. Zdrowa jest! (…)

Rękopism mojej powieści krąży w swym ułomku z rąk do rąk i robi się wrzawa, rzeczywiście coraz większa. Gadają o tym
po redakcjach i towarzystwach. „Prawda” przewiduje, że będzie to pewno świadectwo upadku talentu – inni mówią,
że te 30 kartek więcej są warte i więcej zawierają myśli, niż cała literatura powieściowa. Zaprosiłem Lea
(Edwarda Lea), Lubowskiego (Edwarda Lubowskiego), Bogusławskiego (Władysława Bogusławskiego), Henkiela (Dionizego Henkiela), Benniego (Karola Benniego) i przeczytałem im to, co jest. Naprawdę wrażenie dynamitowe. Henkiel powtarza: „Oguom! Oguom! (ogrom), Bogusławski, który w dodatku ten rodzaj kocha nad inne, zapowiada epokę – Lubowski brał się za bok i począł mnie ściskać. Na wieczorze
u Leów
(Edwarda i Stefanii z Zielińskich Leów) mówiono jakoby o jakimś ewenemencie słowem, nie wiem, jak będzie – ale będzie huczek niemały, a jam rad, bo zawsze to cieszy i zawsze o to chodzi. Nie wiem, czym Ci pisał, że Luc (Lucjan Wrotnowski) czytał rękopism p. Raczyńskiej (Róży z Potockich Raczyńskiej) i że mówiła, że to trochę jest Edzio (Edward Aleksander Raczyński). –

Mój przyjazd tu był bardzo potrzebny ze względu na wizytę, o której Ci pisałem. Sabałowa bajka została puszczona, choć nie było o niej wzmianki. Jutro posyłam po pasport i będę się powoli zbierał, bo mnie tu nic nie trzyma – a tymczasowość pobytu przeszkadza w robocie. (…)”

GRUDZIEŃ


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jest w kuferku Taine (Hippolyte Adolphe Taine) i Dujardin (Édouard Émile Louis Dujardin) – dwa tomy; jeśliś nie skończyła, to masz czas przeczytać. (…)”

GRUDZIEŃ – 02. [PONIEDZIAŁEK]


W numerze 271. „Słowo” rozpoczyna druk powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim w Krakowie.

GRUDZIEŃ – 03. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim.

GRUDZIEŃ – 04. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Od pierwszego stycznia zrzekam się mojej posady w „Słowie”, bo jakkolwiek sam przyznajesz, że robiłem wybór doskonał
i dla „Słowa” korzystny, trudno mi jednakże rządzić tym z daleka – nie chcę zaś, by niechętni uważali tę posadę za synekurę. (…) Jeszcze jedno: według artykułu IV kontraktu zawartego między mną a Lucjanem Wrot[nowskim] przypada mi wypłata 5000 rs
z chwilą rozpoczęcia powieści. Właściwie więc powinienem był dostać tę sumę w poniedziałek. Nie było mi pilno, więc nie kładłem na to żadnego nacisku. Obecnie gotowem również czekać. Natychmiastowa wypłata miałaby dla mnie znaczenie tylko o tyle, o ile ruble doskonale teraz stoją, co może się zmienić. (…)”

GRUDZIEŃ – 05. [CZWARTEK]


W numerze 280. „Dziennik Poznański” rozpoczyna druk powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim.

GRUDZIEŃ – 06. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Na propozycję (dalszego wybierania utworów do dodatku literackiego „Słowa”) zgoda – będzie stawać na przeszkodzie tylko to,
że siedząc w Zakopanem nie będę mógł wiedzieć, czy która ze wskazanych przeze mnie powieści nie została porwana przez jakie inne pismo, ale będę się starał wskazywać tymczasem kilka naraz, by zawsze był wybór. Przyjdzie mi to zresztą łatwo, bo wśród tych śniegów co robić po pisaniu, jeśli nie czytać. (…) Teść mój przyjedzie jutro, zechce zabawić parę dni, więc przypuszczam,
że koło czwartku wyruszymy, ale i to w takim tylko razie, jeśli szosa z Chabówki będzie rozkopana
(odśnieżona). Na wszelki wypadek zabrałem się już do pisania, nie chcąc czasu tracić. (…) Co się dzieje z projektem ubezpieczenia mnie? Czy mówiłeś coś
o tym z Lucem? Przecie chodzi mi o moją skórę tyle, ile każdemu, ale czy pójdę na jaką wycieczkę, wśród której można utonąć
z uszami w śniegu, czy pojadę na niedźwiedzie między I a II tomem
(„Bez dogmatu”), zawsze będzie lepiej. (…)”

GRUDZIEŃ – 13. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przyjeżdża do Zakopanego. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjazd dobry. Podróż sankami nie męcząca – śniegi duże, światła na nich ładne. Dom ciepły, pokoik mój ładnie urządzony. Jeszcze parę dywanów, parę luster, a byłby godny Ciebie. Poprzybijano na ścianach rysunki – i mam naprzeciw siebie czarną panterę.

Demb[owskich] jeszcze nie widziałem – zaraz tam idę. Dzieci dobrze wyglądają – porosły. Henio tęgi i ładny – Dzince odrosły włosy i także ładna. (…)

Mój Ziabu miły, jedna prośba: zostawiłem w górnej, zewnętrznej kieszeni paltota notesik – w którym są same rachunki bielizny
i hotelowe, ale jest parę uwag Dujardina
(Édouarda Émile’a Louisa Dujardina), świeżo przepisanych dla Płoszowskiego (Leona Płoszowskiego) - otóż są mi one potrzebne jako ów guzik od dzwonka elektrycznego, który jak się tu przyciska – to tam gdzieś dzwoni. (…)”

GRUDZIEŃ – 14. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Sądząc z Twego listu wnoszę, iż jesteś przekonany, że to ja obniżyłem temperaturę stosunku z Wrot[nowskimi]. Otóż mylisz się zupełnie. Pani (Maria Wrotnowska) zaprosiwszy mnie do swego domu była dla mnie wprost niegrzeczną, ja zaś byłem tak naiwny, żem się nawet od razu w tym nie połapał i składałem to na karb jej zdrowia, nie przypuszczając po prostu, by ktoś poważył się traktować mnie niegrzecznie w swoim własnym domu i zaproszonego mnie, który się tak mało gdziekolwiek wpraszam. (…)
Że zaś mam naturę, która zrażona nie wraca – więc nie wrócę ani za rok, ani za dziesięć, nie wrócę przynajmniej do ich domu.
Co do mego osobistego stosunku z Lucem – będzie, jak wypadnie. Ale ponieważ nie miałem zamiaru go psuć i nie ja go psułem, więc nie ja będę naprawiał. (…)”

GRUDZIEŃ – 14./15. [SOBOTA/NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dzień dobry, Ziabo! A dzień dobry dlatego, że już po północy i właściwie mówiąc niedziela, nie sobota. (…) Ciasno mi trochę
i mam wrażenie, że jest duszno, chociaż to pochodzi z bijącego serca. Rozrzedzone powietrze tutejsze, nie wiem, czy pomoże
na owe palpitansy. (…)

Bardzom się ucieszył rysunkami Henia, bo naprawdę są zadziwiające. Fale morskie lepiej robione niż na obrazie Witkiewicza, który, nie wiem, czy Dzidek
(Jadwiga Janczewska) widział. Okropnie krochmalowe! – Mała jest tłusta jak pulpet. (…) Mateczka
ma się dobrze. Humory ogólnie doskonałe.

Dembowskiej bardzo się podoba „Bez dogmatu”. – Nie wiem, dlaczego w „Czasie” nie ma, a zawsze już obawiam się, czy coś
w Warszawie nie zaszło. (…) Dzideczek będzie czytał i od czasu do czasu napisze mi swoje zdanie, bo ja zawsze je cenię – i pewno zastosuję się do jej przestróg. (…)

Niedziela. Spałem doskonale, serce nie biło i czuję się bardzo raźny. Do Janka
(Jana Komierowskiego) dziś napiszę. Numer jego jest: Wspólna 28. Jeszcze go dojdzie list przed czwartkiem. (…)”

GRUDZIEŃ – 18. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Powiedz mi, czy Twój przyjazd tutaj w najbliższym miesiącu jest zupełnie niemożliwy? Obawiamy się bardzo „influency”
dla Ciebie i dla Twego dziecka. W tej okolicy choroba taka nie może nadejść, gdyż mrozy są zbyt ostre. Jednak nie mamy więcej niż 8 – 10 R. Ojciec wyjedzie za dwa lub trzy tygodnie, więc jego pokój nie będzie zajęty. W Afa-Parku zawsze jest dosyć miejsca. Moim zdaniem, byłoby bardzo korzystne dla Ciebie i Twojego synka spędzić tu zimę. Ale proszę Cię o wybaczenie,
że ośmielam się doradzać Ci. Nie miej mi tego za złe, miła siostrzyczko! W przyszłym miesiącu, kiedy tom I
(„Bez dogmatu”) będzie ukończony, chcę pojechać na polowanie być może na Litwę albo raczej tutaj do księcia S[anguszki] (Eustachego Sanguszki), a wtedy również i mój pokój będzie wolny.

Dziękuję Ci, Kochanie, za spostrzeżenia dotyczące mojej powieści. Jaka to dla mnie strata, że nie mogę przeczytać Ci strony
za stroną i skorzystać z Twoich pomysłowych uwag. Jak zdolną masz główkę! (…)”

GRUDZIEŃ – 19. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś byli na obiedzie Dembowscy (Bronisław i Maria z Sobotkiewiczów Dembowscy). (…)

Powieść może być zachętą wprost albo ostrzeżeniem. Płoszowski może mówić zniechęcająco i jak pesymista – ale jest to człowiek mający chorobę woli i zatruty sceptycyzmem, powieść zatem ma być i będzie bardzo wyraźnym ostrzeżeniem, do czego prowadzi życie „Bez dogmatu” – umysł sceptyczny, przerafinowany, pozbawiony prostoty i nie wspierający się na niczym.
Nie uratuje to wprawdzie Płoszowskich, ale zwróci uwagę na przyczyny, z mocy których Płoszowscy powstają. Ja wprawdzie będę to robił tak, jakbym miał przed sobą zadanie czysto estetyczne, tj. stworzenie życiowego dramatu, ale gdybym robił inaczej, ucierpiałby na tym artyzm, to jest znaczenie i wpływ książki.

Co do scen jaskrawych i zbyt realnych, obawy Twoje były więcej uzasadnione. Po części wypływają one z samej rzeczy,
a po części istotnie, powiedziałem sobie poczynając robotę, że nie będę się zbyt krępował. (…) Będę pisał jak najdelikatniej,
bez tej dotykalnej brutalności, za pomocą której realiści chcą dać miarę swego talentu. Co się tylko da jakimkolwiek sposobem opuścić – opuszczę – i napiszę powieść, którą będą mogły czytać jeśli nie panienki, to przynajmniej – i bez żadnej przykrości – takie figury niedotykane jako ta Ziaba miła
(Jadwiga Janczewska). (…)

Dick
(Henryk Sienkiewicz) jest pracowity. Siedzi jak ten kamień, pisze pilnie, nie napija się po karczmach, wstaje rano, sam sobie kawę gotuje – chodzi, ile trzeba, aby serce nie biło (które zresztą od dwóch dni spokojne i głowa nie obolała), stara się myślić,
ile trzeba, o powieści, a ile trzeba, o zdrowiu – chodzi spać przed dwunastą i myśli zawsze o odpoczynku między tomami.

Rzeźwości dodaje ta pogoda prawdziwie rozkoszna. Mrozu od dwóch dni 2 stopnie – a jasno, a miło, a cicho. (…) Dembowscy sprowadzili starowinkę Sabałę, który był i u nas. Dałem mu grogu, który mu bardzo smakował. (…)

Poznałem p. Taube
(Marię z Kronenbergów primo voto Karolową Zamoyską, secundo voto Gustawową Taube). Mają ją tu za ładną, ale gdzie jej tam do prawdziwej piękności w całym wielki znaczeniu tego słowa. (…) Pisała do mnie z Krakowa niejaka pani Olga Zaleska
z zapytaniem i prośbą, czybym nie chciał jakkolwiek pomóc niejakiej pannie Tyneckiej w Żytomierzu. Sobot[kiewicz]
(Gustaw Sobotkiewicz), który ją zna, powiada, że to jest prawdziwy anioł, a przy tym wcielona delikatność – i jeśli ona za nimi się wstawia,
to już tam musi być nędza i rozpacz przechodząca pojęcie. (…)

Weź, Dziecinku, 25 guld. Z moich pieniędzy – jeśli zaś nie starczy, to dołóż ze swoich – a ja Ci zwrócę i poślij tej p. Zaleskiej
dla p. Marii Tyneckiej. (…) Widzisz, ja mam część pieniędzy dla biednych z Maryninych
(z posagu Marii z Szetkiewiczów Sienkiewicz),
więc naprawdę to nie jest ofiara moja. (…)

Wiesz, co czyta autor filozoficznej powieści „Bez dogmatu”? Oto „Robinsona szwajcarskiego”
(„Robinson szwajcarski” Johanna Rudolpha Wyssa – wydanie polskie nosiło tytuł „Rodzina na bezludnej wyspie, czyli Robinson szwajcarski”). Odnajduję w tym jakieś wspomnienia
z dzieciństwa, świeżości i rozmaitych takich rzeczy – w porównaniu z którymi dzisiejszy Tom
(Henryk Sienkiewicz), który tyle przeszedł, jest po prostu poor Tom. (…)”

GRUDZIEŃ – 21. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Akcję poznańską niech Edward kupi z tych 3 tysięcy guld., które są u Dzi. Prócz tego prawdopodobnie w tych dniach przyślą mi z Warszawy na jego imię owe 5 000 rs., o których wspominałem. Chciałbym także, aby Wańkowicz (Jan Edmund Wańkowicz) sprzedał 1 500 marek w szwedach, które jeszcze są w banku, ale lenię się pisać do niego, tak samo jak lenię się wysyłać stąd pieniądze na akcję. (…)”
Pisząc o akcji poznańskiej, pisarz ma na myśli udział w Banku Ziemskim, który powołano do życia w celu ratowania polskiej własności ziemskiej w Poznańskiem
przed wywłaszczeniem przez Niemców.
Dalej analizuje on swoją pracę nad „Bez dogmatu”:
„(…) Dzidek! Robię wszystko, by Ciebie zadowolnić. Pyszne sceny Płoszowskiego z panią Davisowi wyrzuciłem przez okno Tokajowi (owczarkowi – psu dzieci pisarza) - zostały tylko jego, tj. Płoszowskiego, nie Tokaja, refleksje, a i o te jeszcze strach. (…)”
Pisze również do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Jakie nonsensa drukują, nie możesz mieć o tym pojęcia. W miejscu, gdzie Płoszowski opisuje swą wizytę u Śniatyńskich, oba dzienniki opuściły po siedm lub ośm wierszy, z czego powstał bezsens. (…) …nie mogę się zgodzić, by w Poznańskiem i Galicji ludzie mieli prawo posądzać mnie, że nie umiem po polsku lub że pisuję jak Żyd. To są rzeczy niemożliwe i jeśli nie przyrzeczecie mi pod tym względem reformy, stanie mi się niepodobieństwem posyłanie wam rękopismu. Rękopism powinien być złożony
na kilka dni przed drukiem, korekty starannie poprawione, zawsze z manuskryptem w ręku, nigdy bez niego – i wysłane na czas. (…)”

GRUDZIEŃ – 27. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. W liście do Józefa Chełmońskiego wyjaśnia motywy przyznania malarzowi Konstantemu Mańkowskiemu stypendium im. Marii Sienkiewiczowej:
„(…) O zapomogę na wyjazd z sumy 15 000 rs. ofiarowanych przeze mnie było trzech kandydatów. – Ponieważ Akademia ich przedstawia, a mnie przysługuje prawo wyboru, zwlekałem więc z wyborem do ostatniej chwili w nadziei, że może St. W. (Stanisław Witkiewicz) także się poda. Drażliwość jego w podobnego rodzaju sprawach jest mi znana, ponieważ jednak fundusz stał się publicznym, zatem niejako narodowym, a od swego narodu najambitniejszy nawet człowiek może przyjąć tak pomoc jak od ojca lub matki, przypuszczałem przeto, że i W. przezwycięży swe skrupuły, tym bardziej, że od jego zdrowia zależy przyszłość bliskich mu i kochanych osób. Nadzieje te zawiodły. Stypendium musiało być przyznane w październiku – i w braku W. otrzymał je malarz krakowski Mańkowski - rzeczywiście bardzo chory. (…)”

GRUDZIEŃ – 29. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) W banku już nie ma, Dzidku, i 300 guldenów, bo skądże bym wziął ten tysiąc rubli, który wydałem w Warszawie licząc w to Zosię (siostrę Zofię z Sienkiewiczów Sieńkiewicz), Helenkę (siostrę Helenę Sienkiewiczównę), ojca (Józefa Sienkiewicza) - a nawet i Janka (szwagra Jana Komierowskiego), któremu pożyczyłem cośkolwiek na przedwstępne wyekwipowanie się przynajmniej pod względem garderoby – nie licząc zaś tego, co mnie kosztowało Kalten i co mam przy sobie. W banku jest tedy tylko 1 500 marek
w szwedach i trochę w losach węgierskich i austriackich. (…)

Ot i interes zbyty – a teraz do gawędy z Ziabą.

Mój Dzidu, wszak to za parę dni 1890 rok – a za dziesięć lat pocznie się wiek XX. Żeby choć w XX różne rzeczy się zmieniły; chciałoby się go bardzo dożyć, w przeciwnym razie będzie malwa! Ten rok kończy się o tyle dobrze, że przynajmniej ten prawdziwie „prześliczny” katareczek Cię opuścił. (…) Zaszanujże się teraz przynajmniej i pamiętaj, że jesteś według wyrażenia Sabały „chrobocek”, któremu byle co szkodzi. (…)

Tu odbył się bal dziecinny, o którym mateczka musiała pisać – dzieci po balu nieco zakatarzone – ale przejdzie to także,
bo wróciła śliczna pogoda. Noce są przepyszne – niebo się skrzy, księżyc świeci i smercki obciążone śniegiem tak ślicznie i jasno wyglądają w nocy, że chciałoby się wszystko to zapakować i posłać Dzidkowi w kopercie, żeby wymalowała, póki nie odtaje. –

Ja wciąż piłuję. Czasem się zacinam i wtedy piłuję stronicę po dwa dni. Teraz znów zastopowałem. (…) Ale nie daję za wygraną
i piłuję z cierpliwością godną uznania Betsy – bo to i głowisko pobolewa, i serce czasem trochę bije – i co nade wszystko, zakończenie tomu I-szego się odkłada. (…)

Nie myśl także, żeby te rzeczy, z których jestem niekontent, były zupełnie złe. Kto inny byłby i z tego zadowolony, ale mnie tak każdy niedostatek piecze, choćbym miał nawet pewność, że nikt na świecie go nie zauważy – tak mnie hadzi każde pospolitsze wyrażenie, że się prawdziwie dręczę. I oto jest powód, że piszę powoli i niewiele – i że nawet tę Żabę zarzucam mymi skrupułami. – Czasem szkoda mi, że to jest dziennik, nie pamiętnik, ale, widzisz, dziennik to świeże wrażenia, a zaś pamiętnik może pisać człowiek uspokojony, po latach. To jest zła strona pamiętnika. (…)

Chciałem Ci jeszcze powinszować Nowego Roku – ale cóż powiem? Bodajby był taki, żeby Dzineczce było w nim najlepiej. (…)”

GRUDZIEŃ – 31. [WTOREK]


W numerze 293. „Słowo” kończy druk powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]