Tyś Bogiem moim, przeto dziękować Ci będę; Boże mój, będę Cię wywyższał. Dziękujcie Panu, albowiem jest dobry, albowiem łaska Jego trwa na wieki! [Ps. 118; 28 – 29]



KALENDARIUM ŻYCIA

Wybierz rok, z którym chcesz się zapoznać: 1846, 1847, 1848, 1849, 1850, 1851, 1852, 1853, 1854, 1855, 1856, 1857, 1858, 1859, 1860, 1861, 1862, 1863, 1864, 1865, 1866, 1867, 1868, 1869, 1870, 1871, 1872, 1873, 1874, 1875, 1876, 1877, 1878, 1879, 1880, 1881, 1882, 1883, 1884, 1885, 1886, 1887, 1888, 1889, 1890, 1891, 1892, 1893, 1894, 1895, 1896, 1897, 1898, 1899, 1900, 1901, 1902, 1903, 1904, 1905, 1906, 1907, 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916, 1924 - albo zobacz wszystkie lata.

Rok 1890



DOKŁADNEJ DATY BRAK


W Bostonie i Londynie ukazuje się „Ogniem i mieczem” w przekładzie Jeremiah’a Curtin’a.
W numerach: 262 - 266 - „Gazety Polskiej” Władysław Bogusławski zamieszcza napisaną przez siebie recenzję powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

STYCZEŃ


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem.
Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim przy ul. Sławkowskiej 3. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Tęskno mi zawsze do Was, ale gdy zważę konieczność brania nowego paszportu, koszta, kłopoty etc., myślę, że taniej,
a zwłaszcza mniej kłopotliwie będzie mi pobum[b]lować trochę w Wiedniu. Wreszcie za jaki tydzień trzeba się będzie mieć
z powrotem do Zakopanego i zasiąść znowu do roboty. (…) Co się dzieje z odbitką? Czy prędko książka będzie? To i owo,
co słyszę o powieści, skłania mnie do napisania przedmowy do pierwszego tomu
(„Bez dogmatu”). (…)”

STYCZEŃ – 02. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem.

STYCZEŃ – 03. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Czy posyłasz ojcu memu miesięczną pensję i czy wysłałeś na 1-szego stycz[nia]? Donieś mi także, czy rękopism
(„Bez dogmatu”) dochodzi regularnie. Posłałem 3 razy po 5 arkusików, dziś zaś 8. Zawsze za kwitem zwrotnym i właśnie pytam dlatego, że dotąd nie zwrócono mi żadnego. (…)”

STYCZEŃ – 10. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Tom pierwszy ma się bardzo ku końcowi. Właściwie powinienem był już go zakończyć na odebraniu przez Płoszowskiego listu o wyjściu Anielki za Kromickiego. Miałem pierwotnie zamiar zakończyć ten tom powrotem jego do Płoszowa, gdzie Anielka już bawi. Ale oto: po wyjściu za mąż ona przecie nie może rozstawać się zaraz z mężem ani on ją opuszczać i jechać
do Turkiestanu. Musi przecie upłynąć choć kilka miesięcy. W ten sposób powstaje luka, której nie ma jak zapełnić. (…) Powiedz,
co o tym myślisz? Czy nie lepiej, żeby owa luka zaginęła między dwoma tomami, tj. żeby nastąpiła pewna przerwa w dzienniku, naturalna zresztą po katastrofie. Co, Żabko? Płoszowski mógłby zresztą zacząć tom II od pobieżnego poglądu na tę przerwę, opowiedzieć, co robił… Czekam niecierpliwie zdania Dzinki.

W tym razie zakończyłbym za jaki tydzień. Miałoby to i tę dobrą stronę, że istotnie potrzebuję odpoczynku. Nie uwierzysz,
co to jest dawać wszystko z siebie na takim pustkowiu, a nic w siebie nie wciągać. Żadnych wrażeń, żadnej podniety, żadnej rozmowy, nic z tego, co daje życie, tylko praca mózgowa bardzo wytężona, tylko ekspens bez jakiegokolwiek przybytku. Dodaj
do tego względną niewygodę, a zrozumiesz, jak mogę być zmęczony. Trochę mi ciasno w tym pokoju, jak chcę pochodzić
dla namysłu, to nie mam gdzie. Ale w ostatnich arkusikach jest wiele rzeczy dobrych. Zresztą zobaczysz. (…)

Płoszowski musi być z początku takim, jak jest – i miłość jego musi mieć charakter taki, jak ma, to jest jednostronny i kaleki. Dlatego właśnie, gdy przychodzi drugie wrażenie podobne, uczucie jego nie może się ostać – mimo że jednak są już w nim zarodki szlachetniejsze. Kocha on Anielkę zmysłami – ale bądź co bądź trochę inaczej niż Laurę. Potem ona, tj. Anielka, przez swą naturę rozwija w nim owe zarodki, tak że uczucie jego, nie tracąc swego pierwszego charakteru dopełnia, równoważy się i wzmacnia
do nieskończoności innym – tak że pierwszy charakter schodzi niemal do znaczenia fundamentu, na którym stoi gotycki kościół.

Taki miałem plan – i zdaje się, że to dobrze pomyślane. Dzid pewnie by chciał, żeby kościół był bez fundamentów – bo on jest taki – ale w takim razie (mówię to ze strachem) byłby to chiński cień ten Płoszowski, nie człowiek. Zresztą zobaczysz, jak się to rozwinie. Zamierzam być konsekwentny jak sama logika. (…)”

STYCZEŃ – 11. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Co w tym Antałku (Antonim Zaleskim) zawsze istotnie ceniłem, to ten patriotyzm i tę gotowość do poświęcenia osobistych względów na ołtarzu dobra publicznego. (…) Jakbym widział Antałka mówiącego sobie: „Co mi ta i tak nieszczęśliwa Polska zrobiła, żebym ją miał wystawiać na kpiny i pozbawić sympatii takiej potęgi finansowej, jaką są Stany Zjednoczone, a zwłaszcza pozbawiać ją tej ostatniej sławy, jaką Sienkiewicz za czasów swego pobytu tak świetnie umiał podtrzymać. (…)” (…)

Dość jednak o tym. Pogadaj z Lucem
(Lucjanem Wrotnowskim), mój Mścisławie, o jak najprędszym wydaniu t. I („Bez dogmatu”).
Są do tego ważnie powody. (…)”

STYCZEŃ – 23. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Do Warszawy teraz nie przyjeżdżam. Jadę na dwa tygodnie do Wiednia. Adres mój będzie: Wien, Seilerstätte, Himmel[p]fortgasse, Hotel Garni Kraus. Czy przyjadę po dwóch tygodniach, nie wiem. Nie czuję się zdrów, a zwłaszcza jestem bardzo znerwowany. Czuję psychiczną potrzebę zobaczyć Belweder, Tycjana, Tintoretta, etc. i myślę, że taka kąpiel zrobi mi dobrze.

Chcę koniecznie robić korektę tomu pierwszego
(„Bez dogmatu”). Kiedy to zacznie wychodzić? Bardzo mi na tym zależy, by to było prędko. (…)”

STYCZEŃ – 25. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Podług mnie ukazanie się t. I („Bez dogmatu”) mogłoby zachęcić do szukania II-giego w „Słowie”, ponieważ jednak to nie mój interes, więc nie zabieram głosu. Proszę tylko, zbroszurujcie i przyślijcie mi jak najprędzej I-szy. „Czas” po trzy dni nie daje. Ludzie myślą, że powieść przerwana. Tak nie może iść – i t. II zamierzam im posyłać, zwłaszcza iż cenzura mogła się już przekonać, że powieść jest czysto psychologiczna i że z polityką nie ma żadnego związku.

Dla „Słowa” znalazłem powieść do Dodatku i polecam ją najmocniej. Jest to Mariona Crawforda
(Francisa Mariona Crawforda)Sant' Ilario”. …opisuje zamach Garibaldiego na Rzym w 1867 zakończony bitwą pod Mentaną. (…) Jadę do Wiednia. Adres doniosę.

Do Warszawy przyjadę lub nie, zależnie od zdrowia, które jest złe, humoru, który jest zły, i nerwów, które są złe. (…)”

STYCZEŃ – 27. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Wiednia i zatrzymuje się w hotelu u Krausowej (?) w pokoju nr 15. Wieczorem pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem tak sobie, trochę zmęczony, a trochę wyspany. Mimo tego położyłem się spać i drzemałem do 1-szej, potem pisałem do mateczki, ubrałem się, flanowałem (włóczyłem się, wałęsałem się) po mieście, zjadłem obiad, na którym był tylko Zdziś
M[orawski]… (…) Kupiłem u Gerolda Chasses aux tigres par la prince Henri d’Orléans
(Henri d’Orléans „Six mois aux Indes. Chasses aux tigres”). Będę to czytał w nocy. (…)

Głowa boli, ramię boli, ręka boli – zresztą dobrze. Wicher tak okropny, że ludzi przewraca. (…) W tej chwili zadeszczyło się
i zawichrzyło się jeszcze gorzej. Nie potrzeba szukać wiatrów halnych. Krausowa rada. Drugie piętro puste. Potkański
(Karol Potkański) znajdzie pokój. Ja mam dobry, widny, N 15. Myślę tu pisać.

Po drodze układałem dramat liryczny pod wpływem Antygony
(„Antygony” Sofoklesa), którą czytałem w sleepingu. (…)

Obecnie bolą mnie mózgi i najlepiej bym zrobił, nie wyłażąc na ten wicher. Ale bilet w kieszeni. – W tej chwili przyniesiono mi Dujardina
(Edouarda Dujardina), którego przysłał Zdziś (Zdzisław Morawski). Przeczytam jeszcze raz z ciekawością. Z[dziś] mówił mi dużo o „Bez dogmatu”. Nerwowym naturom to się podoba. (…)”

STYCZEŃ – 28. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Tego dnia w Staatopera przy Ringu ogląda operę Wolfganga Amadeusza Mozarta „Don Juan”.

Pisze także do Mścisława Godlewskiego:
(…) Adres mój jest: Seilerstätte, Hotel Garni Kraus n[r] 11. Przyślijcie mi, ile można prędko, wycinki. „Sant' Ilario” polecam jeszcze raz. „Kobieta w bieli(William Wilkie Collins „The Woman in White”) jest dobra powieść, ale ogromnie stara i była tłomaczona
przed 15 lub 20 laty w „Gazecie Polskiej” czy też w „Warszawskiej”. Po „Sant' Ilario” możemy dać „Six mois aux Indes (Chasses aux tigres par le prince Henri D'Orleans)
(Henryk Orleański „Six mois aux Indes /Chasses aux tigres par le prince Henri D'Orleans/”) – o ile
nie znajdę coś lepszego.

Proszę Cię o wysłanie pieniędzy ojcu memu.

Do drugiego tomu
(„Bez dogmatu”) zabieram się zaraz, ale przerwa musi nastąpić kilkutygodniowa. Bardzo jestem znerwowany.
Na dobrą sprawę powinienem pojechać na kilka miesięcy do Kalten
(Kaltenleutgeben) i tam kończyć, ale mi do dzieci tęskno. (…)”

STYCZEŃ – 29. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Tego dnia wybiera się do Staatopery na operę Ryszarda Wagnera „Tannhäuser”. Niestety, nie ma już biletów.

STYCZEŃ – 30. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziękuję za wycinek. Zdaje mi się, że rękopism Og[niem] i mieczem nie istnieje. – Potop – być może, że ma Łętowski (Julian Łętowski; właściwie: Władysław Książek) - Wołodyjowski („Pan Wołodyjowski”) w całości jest w moim posiadaniu. – Już go masz! – Zdaje mi się nawet, że gdybym Ci go oddał, byłby to jedyny sposób, żeby z czasem stał się własnością dzieci. Jam sam zgubię prędzej – później. Bez dogm[atu] pewnie chowają. Odbiorę i także mogę zdeponować w tym biurku, obok obcasków i innych pamiątek. (…)”
Autografy wyżej wymienionych powieści znajdują się w zbiorach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. Henryk Sienkiewicz pisze dalej:
„(…) Na Don Juanie (na operze Wolfganga Amadeusza Mozarta „Don Juan”) byłem, św. Stefan (ten gotyk) pokręcił moje nerwy, a Don Juan odprostował. Po prostu delektowałem się i do dziś jestem sobie wdzięczny, żem poszedł. Wczoraj był Tannhäuser (opera Ryszarda Wagnera „Tannhäuser”), ale nie dostałem biletu.

B. Woł[odkowicza]
(Bolesława Wołodkowicza) widuję co dzień na obiedzie. (…)

Dziś teatra zamknięte, bo rocznica Mayerlingu
(rocznica śmierci arcyksięcia Rudolfa, który rzekomo popełnił samobójstwo w zameczku myśliwskim Mayerling). (…)

Mam wielkie myśli podróżniczo-polityczne. Wielkie i dziwne – ale możliwe po ukończeniu Bez dogmatu. Powiem Ci o nich
za widzeniem. Chodzi o Indie. – Przyszło mi to do głowy, gdym czytał Les chassis aux tigres ks. Orleańskiego. (…)”

STYCZEŃ – 31. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Rzecz jest taka: odebrałem dziś od mateczki kartkę w odpowiedzi na mój list stąd, w której matuś piszą, że wzywają Szajna (Józefa Szajnę), trochę dla Henia, ale także i dla siebie, bo ta ręka, którą sobie nadwyrężyła, opierając się na niej w chwili upadku, brzęknie i ciągle mateczce dokucza. (…)”

LUTY – 03. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dicka (Henryka Sienkiewicza) co rano gnębi katar – w południe Dick go zwycięża – i jakoś kołace się po mieście. Byliśmy
w Belwederze
(pałacu barokowym w Wiedniu) z Potkańskim (Karolem Potkańskim). Potkański jest czasem zupełnie komiczny.
Na obiedzie, gdzie każę sobie coś podać, karta przechodzi do jego rąk – wówczas wykręca się, macha rękoma, trze oczy
i po półgodzinnym literalnie namyśle wykrzykuje z rozpaczą: „Dasseble!”
(To samo). Nigdy inaczej. Kelnerzy patrzą trochę na niego jak na wariata. Z rana wychodzi do bibliotek – lub kto jego wie gdzie – i bawi do drugiej. Wówczas mam czas swobodny. Czytać nie czytam, ale piszę listy lub Bez dogm[atu].

Wczoraj byłem u Koźmiana
(Stanisława Koźmiana). Zastałem go schodzącego ze schodów i nie wszedłem, bo szedł na pogrzeb Jędrzejowicza (Władysława Jędrzejowicza). (…)

…w II tomie
(„Bez dogmatu”) nie będzie nic, czego by aniołowie na harfach nie mogli wygrać. Jakoś chętnie zabrałem się
do drugiego tomu. Obiecuję też sobie, że będzie w nim więcej akcji, a mniej filozofii… (…) W „Słowie” było ogłoszenie, że pierwsze numera z początkiem Bez dogm[atu] i noworoczne są całkowicie wyczerpane – i że czyni się nowa odbitka samej powieści
dla przybywających
(czytelników). (…)

Na Kärthner u modystek są wystawione kapelusze wiosenne potwornych rozmiarów – ot takie
(tu rysunek kapelusza). Ciekawym,
jak Ci się ta moda podoba i czy będziesz ją lubiła. Czy w Krakowie są już podobne? (…)”
Tymczasem w 26 numerze „Słowa” ukazuje się notatka zatytułowana Od administracji „Słowa”:
„Dla nowych naszych prenumeratorów, którzy nie otrzymali pierwszych numerów „Słowa” z r.b. z powodu ich wyczerpania, dołączamy do dzisiejszego numeru arkusz powieści „Bez dogmatu” i pierwszy arkusz dodatku powieściowego.”

LUTY – 07. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Jaczewskiej:
„(…) Do mateczki pisałem i użyłem summum argumentu (najwyższego argumentu). Powiadam tak: „Co mateczce szkodzi,
że jak Pareński
(Stanisław Pareński) przyjdzie do Henia, to za jedną drogą powtórzy i tej Żabie, że jest zdrowa. Trzeba, żeby i Jej,
i wszystkim Jej bliskim to powtarzał. Ona sama go nie wezwie, ale jakby przyszedł do Henia, toby Jej mateczka nie puściła.” Pisałem, że mateczce należy się zarówno fizyczny, jak moralny odpoczynek – ale dla mateczki to argument mniej doniosły. (…)

Czasu mamy jak wody – bo od obiadu nie robi się nic – jeśli repertuar podły, bo i wieczorem nie ma często co robić pozostaje tylko Ronacher
(Teatr-Variété Ronachers Establissement), ale tam wiecznie to samo. Potk[ański] kocha się w Lilii Burnaud, to mu dobrze – ale ja! Myśli moje zbyt są rozdzielone między Alioni, Charolt[tę], Czarnowską i inne majątki ziemskie, bym się mógł bawić. Zresztą „mnie ta niczym tak nie ucieszy, jako tym śrybłem albo tym złotem” (w gwarze góralskiej: srebrem albo złotem).

Co ja mam za swoje rozpacze! Czasem gryzę się, że śmierć niedaleka, a tak mało dzieciom zostawiam, że za dużo wydaję –
że te kilkanaście tysięcy guldenów i te dzieła Hen[ryka] Sienk[iewicza] to będzie jedna nędza, drugi głód etc. I znów kiedy indziej przychodzi mi do głowy: ilu to ludzi nie tylko nic nie zostawia, ale traci jeszcze majątek żony, dzieci – ilu jest takich zwłaszcza
w świecie scribo-artystycznym. (…)

Holender
(opera Ryszarda Wagnera „Holender tułacz” lub „Latający Holender”) bardzo ładny. Chciałbym być jeszcze na „Fauście” (operze Charlesa Francisa Gounoda „Faust”). W Burgu nie byliśmy dotąd, bo na „Powieść zimową”(komedię Williama Szekspira „Opowieść zimowa”)
nie dostaliśmy biletów, a zresztą repertuar fatalny. Blumenstok
(Henryk Blumenstock) obiecał, że wyrobi dla mnie „Króla Leara” (bilet wstępu na tragedię Wiliama Szekspira „Król Leara”). Wczoraj przysłał zaproszenie na wielką recepcję do burmistrza dla „Seine Hochwohlgeboren Herrn Ritter von Sienkiewicz” (Dla Jego Wysokości Szlachetnie Urodzonego Pana Sienkiewicza), co zdaje się zrobiło wielkie wrażenie na Krausową (właścicielkę hotelu, w którym pisarz mieszkał). Nie byłem. (…)

Czytam Veto, powieść histor[yczną] Krechowieckiego
(Adama Krechowieckiego). – Naprawdę, mój miły Dzidziu, zaczynam cenić swoje powieści, gdy czytam cudze. T[om] I Bez dogmatu kończy się. Drugi idzie wolno, ale idzie. (…)

Trochę dokuczają mi zęby. Trzeba by raz z nimi skończyć, ale tylko przez Cybulskiego
(Napoleona Cybulskiego). (…)”

LUTY – 09. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Tego dnia – wspólnie z Karolem Potkańskim udaje się do Kabaretu i Teatrzyku Rewiowego „Orpheum” przy ul. Wasagasse 33.

LUTY – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Teraz już mniej mruczą na Dzidka, ale zawsze bardzo doradzają tran. Czytałem świeżo w „J[ournal] des Débats” kronikę naukową doktora Gautier (Armanda Gautiera), w której powiada, że nie ma lepszego lekarstwa na usposobienie kataralne gardła
i płuc. (…)

Wczoraj byliśmy z Potk[ańskim] w Orfeum
(Kabaret i Teatrzyk Rewiowy „Orpheum” w Wiedniu), ale tak było duszno, dymno, ciemno
i brzydko, że uciekliśmy do Ronachera, zanim tresowane wilki wyszły na scenę. Repertuar w teatrach ciągle marny. Uciekłbym stąd prędzej, gdyby nie to, że w tym tygodniu mają przyjechać Godlewscy
(Mścisław i Maria z Popielów Godlewscy). (…)

…dobrze nie wiem, gdzie będę na wiosnę. Do Warszawy… hm! hm!… gdybym chciał jechać, to właśnie byłaby pora teraz, bo oto onegdaj odebrałem taki list:

„Kochany Panie Leonie!
( użyte przez anonimową autorkę listu imię Leona Płoszowskiego, bohatera „Bez dogmatu”; mowa o Henryku Sienkiewiczu) Bez dogmatu do śmierci pozostać nie możesz, a więc niech miłość prawdziwa, miłość życie rozpromieniająca Twym dogmatem będzie. Wierzaj mi, że życie bez niej jest czczym, pustym, jałowym, masz tego dowód na sobie samym.

Przestań filozofować i wyciągnij dłoń po serce, które do Ciebie dawno należy; wiesz o tym, panie Leonie, od dawna. Ja wiem,
że nie kochasz, lecz być kochanym nie jestże także szczęściem? Moje bezgraniczne przywiązanie, o którym wątpić nie wolno, rozbudzi z czasem uczucie w Twym sercu. Wiara i miłość są dogmatem serca, nawet sława taka jak Twoja wypełnić go nie zdoła. Ja Ci daję to serce pełne miłości dla człowieka, uwielbienia dla artysty. Nie odrzucaj go, bo i tej drugiej Anielki kiedyś, z czasem, żałować będziesz.”


Daję na to odpowiedź mentalną
(w duchu, w myślach): „Dobrze, ale wpierw zobaczę, jak będziesz wisieć.” List nie jest podpisany – ale wiem doskonale, kto go pisał. (…) Szlachcianki polskie nie lezą w ten sposób w oczy – na to trzeba ognistszego temperamentu, tak nawet ognistego, że nie poprzestaje na pierwszej próbie. – Mówiąc nawiasem, jest to paskudne… (…)

Byłem w Kunstvereinie
(lokalu wystawowym w Wiedniu) - Makarta „Triumf Ariadny” (obraz Hansa Makarta „Triumf Ariadny”).
Jest to Rubensjada zwiedeńszczona. Zresztą marności.

Płoszowskiego piszę – doszedłem do 7 kartek. Oj, długo potrwa jeszcze – ale wreszcie się skończy. (…)”
Wieczorem w Staatsopera ogląda operę Antonia Smareglii „Il Vassallo di Szigeth”, a następnie balet-pantomimę Jozefa Bayera „Die Puppenfee”.

LUTY – 11. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …zębiska (te, których nie ma) bolą go (autora listu) to mniej, to więcej – i rad by, a raczej nierad by, ale musi oddać paszczę swoją Cybulskiemu. Tu nie chcę tego zrobić, bo i drogo, i nie będą dbali, i oszukują – boję się zaś, że się skończy narywem (ropniem, wrzodem) i będzie mitręga w pisaniu, tak jak było jesienią en Zak (w Zakopanem). (…)

Wczoraj byliśmy na operze: Der Vassal von Szegeth, muzyka Smareglia
(operze Antonia Smareglii „Il Vassallo di Szigeth”). Krótkie,
ale nudne. Potem grano balet Puppenfee
(balet-pantomima Jozefa Bayera „Die Puppenfee”). Cudo! Wróżka ożywia w nocy sklep
z zabawkami. – Żałowaliśmy, że dzieci tego nie widzą. Mały Twój dostałby morskiej choroby z zachwytu na pewno. (…)”
Wieczorem w Staatsopera ogląda operę Giacomo Meyerbeera „Hugenoci”.

Tego dnia poznaje również Dynhajma (?), Szczawińskiego (Henryka Melcera-Szczawińskiego) i Brochockiego (?).

LUTY – 12. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj… byłem na Hugenotach (operze Giacomo Meyerbeera „Hugenoci”). I akt – nuda okropna. II-gi – jeszcze gorsza.
III – trochę lepszy. IV – dobry, na piątym nie mogłem wytrzymać. (…) …w całości ta opera robi takie wrażenie, jakby ją pisał
nie pojedynczy natchniony twórca, ale np. komitet wysadzony z łona obszerniejszej komisji muzycznej. (…)

Wczoraj poznałem Dynhajma, Szczawińskiego
(Henryka Melcera-Szczawińskiego), Brochockiego, który jest dość miły. Prowadzi tu paradne życie, należy do Jockey-Klubu etc. (…)

Wyjeżdżam jutro, tj. w czwartek, na wieczór. Przyjeżdżają tu dziś nie Godlewscy, ale Kociowie Komierowscy
(Konstanty i Maria
z Hirszmanów Komierowscy). (…)”

LUTY – połowa miesiąca


Od połowy lutego Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem.

LUTY – 22. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem dobrze i wcześnie – ale że w wagonie pod koniec było gorąco, a w drodze wąsy obmarzają i oddycha się lodem, dostałem ogromnego kataru. (…)

Od Michałowskiego
(Ludwika Michałowskiego, mieszkającego wspólnie z Karolem Potkańskim w Krakowie przy Brackiej 10) poszedłem z nim (?)
i Potk[ańskim]
(Karolem Potkańskim) i K. Górsk[im] (Konstantym Marią Górskim) do restauracji na kolację – przyszli później
Wołod[kowicz]
(Bolesław Wołodkowicz) i Pusłowski (Ksawery lub Emanuel Pusłowski). Ten ostatni przysłał mi nazajutrz kilka książek, między nimi: À rebours Huysmansa (Jorisa Karla Huysmansa, właściwie Georgesa Charlesa Huysmansa), ucznia Zoli (Émile’a Zoli).
Co za szczególna książka i dziwaczna – aż do chińszczyzny lub potworności. Nie jest ona ciekawa sama przez się, ale jako objaw. (…)”

LUTY – 23. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Tego dnia – wspólnie z Władysławem Zamoyskim i Ludwikiem Andrzejem Janikowskim – spożywa obiad do Bronisława
i Marii z Sobotkiewiczów Dembowskich.

LUTY – 24. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Już po katarze, a tak zmógł z soboty na niedzielę, tak darło w nogach, rękach, głowie, żem się położył o 9-tej wieczór
i wstał o drugiej, prosto na obiad do Demb[owskich]
(Bronisława i Marii z Sobotkiewiczów Dembowskich) z lordem (Władysławem Zamoyskim) i tym Janikowskim wypędzonym (Ludwikiem Andrzejem Janikowskim), który jest lękliwy, milczący, nieśmiały, duży i podobny do trupiej głowy. Dziś po południu zabieram się do roboty. Zdrowie ogólne dobre. (…)

Bez dogm[atu] nie odsyłaj. To dla Dzinki. Jak mi będzie trzeba, to pożyczę sobie od Niej – ale zresztą mam oprócz tego odcinki zebrane. (…)

Wszystko dobrze. Zęby zawsze mnie jednak trochę bolą, zwłaszcza jeden kieł, obok wyrwanego – trochę to jest newralgii
w kości od siedzenia pod oknem. Teraz już zmieniłem miejsce. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
(…) Druk drugiej części „Bez dogm[atu]” ropocznę 10, najpóźniej 15 marca. W Krakowie krótko bawiłem i pobyt miałem nieprzyjemny, rwałem bowiem zęby, co jednak nie usunęło całkowicie newralgii. (…) Koło Wielkanocy może przyjadę
do Warszawy. (…) Kociów Kom[ierowskich] widziałem w Wiedniu. (…)”

LUTY – 25. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Tymczasem zabrałem się do [Bez dogm[atu], ale jeszcze odrywają mnie dystrakcje, różne idées fixe tak silne, że ani chcą wyjść z głowy – skutkiem czego robi się jedno, a myśli o drugim. – I to przypływa, przypływa – aż ledwie się w człowieku mieści. Wobec tego okropnie ciężko na miejscu usiedzieć. – Domyślasz się, co mnie tak absorbuje. – Naturalnie… Indie! Oj, Ziaba!

Zęby mnie bolą i bolą. (…)”

LUTY – 26. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) W Zakopanem jest mi niewygodnie i źle – przy tym do pisania dusza moja potrzebuje tego, czego tu nie ma, przy tym
nie umiem się skupić, więc myślę trochę ze strachem o drugim tomie. Ciasnota robi takie wrażenia, jakbym był uwiązany
na łańcuchu – i nie uwierzysz, jak mi to przeszkadza, zwłaszcza gdy się do tego doda rzeczywistą duszność.

Drugi egzempl[arz] Bez dogm[atu] mam, wprawdzie nie naklejony, tylko w długich odcinkach, ale ponieważ przeznaczony jest
do korekty, więc nie może być naklejony. (…)

Widzisz, mnie ta tymczasowość ciąży bardzo. Ani się urządzić, ani zagospodarować, ani osiedlić. Brak stałego miejsca pobytu, fizyczny – równie jak moralny, to rzeczy przykre. Przewiduję, że przy zawieraniu kupna potrzebne będą liczne przejazdy – muszę
i meble sam sprowadzić z Warszawy, dlatego pisałem, że wypadnie mi pojechać. Bardzo mi jakoś w głowie pusto i gnębiąco.
Nie wiem, co ze sobą zrobić w lecie – i nadejście tej pożądanej zawsze pory mniej mi się uśmiecha niż zwykle. Chciałbym więc przynajmniej się osiedlić. Pisanie wśród tylu tymczasowości, zawieszeń, braku wytycznych punktów jest trudne i męczące. Trzeba sobie tworzyć choć takie sztuczne cele, jak dom, przewózka gratów etc. (…)”

MARZEC – 01. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Na nieszczęście głowa mnie boli prawie stale od chwili przyjazdu w sposób newralgiczny lub migrenowy, mocniej lub słabiej, ale ciągle; czuję ją nawet przez sen, a gdy na minutę przestaje, pozostawia taką obolałość i drażliwość, że ani myśleć o robocie. Nie uwierzysz, miła Betsy (Jadwiga Janczewska), jak mnie to martwi – bo w tych warunkach jest mi prawie niepodobna pisać,
nie mówiąc już o dobrym pisaniu. Jak się to fatalnie musi odbić na drugim tomie, który tak raźnie zacząłem w Wiedniu.
Przy pisaniu I-szego pobolewała mnie głowa codziennie, ale tylko pobolewała w sposób nie dający pojęcia o obecnym, ubezwładniającym bólu. Wyjechałem – przestała, a przynajmniej zmniejszył się ból bardzo – obecnie wróciła z nową siłą.

Myślę, że to klimat tutejszy zbyt jest energiczny i psuje równowagę mego obiegu krwi – ale co zrobić. Wyjechać do Warszawy? Nie uwierzysz, jak mi się tego nie chce, pominąwszy, że mieszkanie moje najęte. – Równie się nie chce i do Wiednia. Chyba
do Kalten albo do Jezior
(na północy Włoch) - ale na to znów czasu nie ma, bo t[om] II zapowiedziany na XV-stego marca, a ja
prócz siedmiu wiedeńskich wyjęczałem tu tylko dwie kartki. Ta sprawa mnie martwi; gdyby nie to, byłbym cierpliwy. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
(…) Proszę Cię o polecenie wysłania ojcu memu rs 50. Jeśliście nie ogłosili do chwili odebrania tej kartki terminu poczęcia t. II („Bez dogmatu”), to się wstrzymajcie. Od dnia przyjazdu tu dostałem niesłychanego bolu głowy, który z początku ustawał, obecnie zmienił się na stały. Jestem przestraszony tym, zwłaszcza że nie mogę ani myślić o pisaniu. Być może, że klimat jest tu zbyt
dla mnie ekscytujący. Jeśli to nie ustanie, muszę śpiesznie wyjechać do Warszawy, Wiednia lub gdziekolwiek. (…) Kończę,
bo istotnie trudno mi pisać nawet list. (…)”

MARZEC – 09. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Como we Włoszech. Zatrzymuje się w Hotelu Volta, skąd pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Otom w Como. Jechałem prosto z Wiednia. W Mediolanie byłem godzinę. Ile poprzednio w Mestre i w Weronie, nie wiem,
bom spał. W Pontebba wlazłem do wagonu „diretto Milano”
(bezpośrednio do Milanu) - i wysiadłem dopiero dziś o szóstej.
Tu przyjechałem o 8-smej z minutami. Zdaje się, że prócz mnie – ani kota. Wyjątek stanowi pewna Angielka, wysmukła, młoda
i piękna, która jechała ze mną. (…)

Jezioro jeszcze szare, ziemia koloru zwiędłego liścia, drzewa nie rozwinięte. Jeśli jednak słońce dogrzeje – pójdzie to prędko.
W każdym razie warunki są tu takie, że Bez dogm[atu] na nich skorzysta.

Como wygląda raczej na zapadłe miasteczko włoskie niż na stację dla cudzoziemców. Wszystko małe, dalekie od luksusu. Hotele skromne – przynajmniej pod względem urządzenia – jeśli nie cen. Mam miły i dość jasny, a zarazem dość zimny pokoik w „Hotelu Volta”… Widok na jezioro i góry. Trochę już łaziłem. Tchnienie wiosny czuć już w powietrzu; za jaki miesiąc, gdy drzewa się rozwiną, będzie ślicznie.

Rozpakowałem się zupełnie. Jutro zabieram się do roboty – dziś jestem tak śpiący, że ledwie żyję i nie bardzo wiem, co piszę.

Z Krak[owa] do Wiednia jechałem w jednym pociągu, a nawet w jednym korytarzyku z panią Straszewską
(?). (…) Z Wiednia
do Neapolu czytałem w drodze La bête humaine Zoli
(Emila Zoli), książkę obrzydliwą. Jest to mieszanina Gaboriau (Emila Gaboriau), Dostojewskiego (Fiodora Michajłowicza Dostojewskiego) i legendy o Dżaku londyńskim (Kubie-Rozpruwaczu), mordującym kobiety.
Coś sromotnego! (…)

Ogólnie kontent jestem, żem tu przyjechał; wolałbym trochę więcej słońca i ciepła, trochę więcej charakteru włoskiego –
ale i tak dobrze. Te Włochy mają jednak coś klasycznego i koją swoją sztuką. Byłby raj, gdyby słońce było. (…)

W Wiedniu stałem w „Erzherzogu”. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
(…) Bawię w Como nad Lagio di Como (Jeziorem Como), gdzie zabawię z miesiąc. Bądź łaskaw, każ mi przesyłać „Słowo”. Adres: Hôtel Volta. Pisać będzie dobrze. Pierwszą paczkę rękopismu prześlę przed 1-szym – zapewne koło 20 marca. (…)”

MARZEC – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como. Tego dnia wybiera się na spacer zachodnim brzegiem Jeziora Como. Dociera do miejscowości Cernobbio.

MARZEC – 11. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como we Włoszech. Mieszka w Hotelu Volta. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jużem się wyspał, głowa nie boli, na desce piersiowej mniej ciężaru i krwi nie widziałem ani śladu przy odkaszliwaniu.

Pogodnie i ciepło, ale bardzo pusto. W mieszkaniu trochę zimno – więc na kominku palę. – Ale myślę, że i słońce będzie coraz lepiej ogrzewać mury. Jednak w dzień trudno chodzić nawet w paltocie podszytym flanelą, zwłaszcza chodzić daleko i po słońcu. Wczoraj puściłem się aż do Cernobio
(Cernobbio), zachodnim brzegiem. Leży to o półtorej godziny od Como. Dziś chodziłem równie daleko wschodnim. (…) …zostanę tu z dziesięć dni… (…)

Myślę koło 1-szego kwietnia być już w kraju. Czy pojadę do Zakop[anego], czy do Warszawy, będzie to zależało od tego,
co się pokaże potrzebne.

Do roboty Latawca
(określenie własnej twórczości) wziąłem się już regularnie. – Czasem mam ochotę do pisania, czasem nie mam
do niczego ochoty. (…) Jest to niemała dla mnie rozrywka pisanie i otrzymywanie listów. (…)”

MARZEC – 12. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como.

MARZEC – 13. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como. Mieszka w Hotelu Volta. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zostaję tu, jak Ci pisałem, do wtorku. Myśl o Specji zarzuciłem. Za daleko. We wtorek pojadę do Mediolanu, stanę w „Hotelu Francia” i zatrzymam się tam ośm dni. Tu jest zbyt nudno. Jest przy tym jedna niedogodność, to jest żadnych spacerów
dla pieszych, tylko dwie drogi bite, po dwóch stronach jeziora, na których panują wieczne kłęby kurzu; że zaś jestem cały oblepiony papierem Vlinsi z powodu ciągłego i coraz silniejszego bólu piersi, więc mi to i niezdrowo. –

W hotelu jestem sam. (…)

Bez dogm[atu] posunąłem znacznie, ale męczy mnie myśl, że po ukończeniu roboty nie mam co ze sobą zrobić, chyba
po spacerze pójść do brudnej kawiarni i czytać „Secolo”
(„Il Secolo” – dziennik polityczny), który rozumiem piąte przez dziesiąte. (…)

Z Mediolanu, być może, że pojadę do Wenecji. I boją się tego nerwy
(wspomnień o zmarłej żonie Marii z Szetkiewiczów), i właśnie dlatego chce się tam posiedzieć choć z tydzień. (...) Jutro pojadę rzucić okiem na Bellagio, które zresztą, jak wiem, jest także jeszcze puste. Bellinzonę i inne jeziora zostawię do innej sposobności… (…)

Co do mnie, to właściwie nie mam kataru, tylko sto funtów na desce piersiowej i rodzaj palenia wewnątrz. Trochę mi zaszkodziła podróż, bom się przekonał, że nie mam na świecie nic niezdrowszego jak wagony, a zwłaszcza noce w nich spędzane. Z tym wszystkim żartuję sobie z tego, mając z natury płuca jak miechy. W pierwszych dniach było mi już lepiej; teraz mam nadzieję,
że Vlinsi wystarczy. (…)”

MARZEC – 14. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como.

MARZEC – 15. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como.

MARZEC – 16. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como.

MARZEC – 17. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Como.

MARZEC – 18. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Mediolanu we Włoszech i zatrzymuje się w Hotelu „Francia”.

MARZEC – 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Mieszka w Hotelu „Francia”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dick (Henryk Sienkiewicz) policzkuje się za to, że zdradza przed Betsy (Jadwigą Janczewską) swoją melancholię i zasmuca to zacne stworzenie. Przeprasza i dość. Jest pokorny jak ten pies beż właściciela i nie tylko sam się nie gniewa, ale jest w ciągłym strachu, żeby się na niego nie rozgniewano – ewentualnie nie obito i nie przepędzono. Dzideczek to jest godna osoba i dobra,
i miła. Dick chciałby także, żeby Latawiec był jak najpiękniejszy, choćby dla zrobienia przyjemności Betsy – że zaś klejenie Latawca idzie nad wszelki wyraz źle, stąd dzika rozpacz, która odbija się w listach do Dży dlatego, że się Jej nie zbywa konceptami, jak byle kogo.

Już jestem w Mediolanie. Przyjechałem we wtorek dn. 18… (…) Przyjechać po to do Włoch, żeby widzieć taką pogodę… Z okna widzę setki wydętych wierzchów od parasoli, mokrych, świecących się, cieknących. Deszcz, zimno, ciemno, błotno, ponuro. I to już piąty czy szósty dzień – a barometry jeszcze spadają. Zdaje się, że to potrwa do końca marca. Naturalnie nie pojadę do Wenecji. Wrócę przez Szwajcarię do Wiednia. (…)

Z rana pisuję, po południu przepisuję, bo poprawiam. Boję się też powierzyć poczcie jedynego egzemplarza. Za nic w świecie
nie wziąłbym się drugi raz do roboty. (…) Pierwszego poczynam druk
(drugiego tomu „Bez dogmatu”). (…)

Kończę, bo dzwonią na obiad. Zabawię tu czas potrzebny do przepisania rękopismu. W Wiedniu zatrzymam się. (…) Do widzenia, Kocie, Ziabo – miła zawsze Siostrzyczko. Gładzę Twoje kochane łapki i przepraszam za Dicka. Niech tylko przyjdzie lato, on będzie wesoły jak wróbel – i będzie bawił Dzineczkę. (…)”

MARZEC – 20. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Mieszka w Hotelu „Francia”, skąd pisze do Wiktora Baworowskiego:
„(…) W odpowiedzi na pytanie mówię: przede wszystkim skończyć „Don Juana”. Potem nie wiem, co mam radzić. Szanowny Pan znasz zapewne lepiej ode mnie literaturę angielską i polskie jej przekłady, wiesz zatem lepiej, co jest najgodniejsze tłumaczenia. (…) Oczywiście nie wychodzę z zakresu literatury angielskiej, bo gdybym z niego wyszedł, zwróciłbym się do Grecji. – Przekładu „Iliady” odpowiedniego „Odysei” Siemińskiego nie ma. Tragedie są, ułamki Szujskiego; poza tym przekładał je p. Kaszewski
(z francuskiego) i paskudził obrzydliwie Węglewski. Liryków obdzierał ze skóry tenże. Poza nim ani trochę lepiej, ale zimno Czubek. Popiela przekład „Iliady” wolę od innych, ale nie jest on artystyczny. Szmurły – nudny. Jest to morze całe roboty. (…)
W tym razie osobiste Pańskie zamiłowanie do danego rodzaju autora winno jedynie rozstrzygać. Ja bym rad, żebyś Szanowny Pan przełożył wszystko, co nie było tłumaczone, plus to, co było źle tłumaczone. (…)”
List do Jadwigi Janczewskiej zaczyna następująco:
(…)„Znów miły Dzidku, deszcz leje,
Tracę już słońca nadzieję,
Lecz słotę oddaję katu
I piszę wciąż Bez dogmatu.” –


A teraz komplement:

„Bo chociaż czas taki brzydki,
Promieniem jest w nim list Dzidki.
Więc słotę oddaję katu
I piszę wciąż Bez dogmatu.” (…)
Dalej pisze:
„(…) Pytasz w przedostatnim liście, dlaczego chcę jechać do Warszawy. Z różnych powodów: raz, dla swoich spraw literackich. Chciałbym zmienić cokolwiek kontrakt. (…) Po wtóre, chciałbym posłuchać, co na miejscu mówią, pogadać o tym z kilku literatami – po trzecie, zająć się sprawą pasportu, a na koniec zapytać się u mego źródła, co słychać, raczej co będzie słychać
w najbliższej przyszłości. (…)

Idę na śniadanie. (…) Pisałem dziś wiele. Humor dobry, dzięki tej Dzidce. Musi to jednak jakoś pójść – bo nie może być inaczej. Sowietnik przy sposobności coś doradzi, podda jakąś genialną myśl – i dobrze. (…)”

MARZEC – 21. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Mieszka w Hotelu „Francia”.

MARZEC – 22. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Mieszka w Hotelu „Francia”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wypłynąłem na nieco czystszą wodę z robotą i spieszę Ci o tym donieść. Dobrym znakiem także jest, że chodząc, jedząc, pijąc kawę, czytając gazety komponuję mimo woli ciągle i tak zawzięcie, że aż wieczorem głowa pobolewa od tego myślenia.

Gazety czytuję z zapałem: „Figaro”
(„Le Figaro”), „Debaty” („Journal des Débats”), „Corriere Della Sera” i „Secolo” („Il Secolo”). (…) Podług mnie usunięcie Bismarcka (Otto Eduarda Leopolda von Bismarck-Schönhausen’a) będzie miało nieobliczalne następstwa –
i po prostu nowa epoka w świecie się rozpoczyna, a jeśli Wilhelm
(cesarz Wilhelm II) nie jest genialnym człowiekiem (co prawie pewne), tylko niespokojnym duchem w rodzaju Józefa II, z dodatkiem pruskiej, brutalnej energii, to będzie epoka klęsk okropnych. Wielka wojna może być dobrodziejstwem, bo odwlecze wypadki i zrobi się luźniej na świecie. Co do Bismarcka,
jest pewnym, że podtrzymywał on wszelkimi siłami dobre stosunki z Rosją. Bigos może przyjść prędzej, niż się spodziewamy. (…)
Przyszło mi dziś na myśl, że to święta już za pasem
(Święta Wielkiej Nocy – 06 i 07 kwietnia 1890 r.). W takim razie lepiej będzie pojechać teraz do Zakop[anego], a po świętach dopiero do Warszawy. Wyjeżdżam stąd we wtorek. (…)”
i do Mścisława i Marii z Popielów Godlewskich:
(…) Wybieram się już do Zakopanego, a po świętach do Warszawy. Tam się pewnie spotkamy. Wielka szkoda, a chodzi mi głównie o powieść („Bez dogamtu”). Taka tymczasowość rozprasza skupienie, prowadzi dorywczość i niemożność wypowiedzenia wszystkiego, co się chce wypowiedzieć. Tomu drugiego mam już tyle, że można poczynać, ale właśnie dlatego muszę wracać
i pilnie pisać co dzień. Najęto nam, zdaje się, dom Chałub[ińskiego]
(Tytusa Chałubińskiego) na rok. Muszę i dla tego interesu być
w Zakop[anem]. Gdyby nie było tak bardzo z drogi, wpadłbym choć na jeden dzień, by uścisnąć ręce Drogiej Pani i zobaczyć,
jak też wygląda, ale byłoby to istotnie poświęcić interesa redakcyjne – interesom, a raczej słabości serca. Bo jednak ja do Pani miałem zawsze słabość, nawet wówczas, gdyśmy się gniewali. Gdyby ów smok zazdrosny, który Pani towarzyszy, vulgo Mścisław, uważał za stosowne utopić się po przeczytaniu tego ustępu w Adriatyku, to w tym wypadku proszę o telegraficzną wiadomość, bo przyjadę. (…)

W Como nie mogłem wytrzymać, tak mi było nudno, w trzech hotelach byłem sam. Czas przeokropny. Deszcz, ciemno, zimno, wietrzno – chyba się powiesić. Uciekłem do Mediolanu, żeby tego nie zrobić przed ukończeniem „Bez dogm[atu]”. Zimno
i dżdżysto jest dotąd. (…) Pisuję dotąd w serdaku, który na szczęście wziąłem. (…) Odpowiedź już mnie tu nie znajdzie,
bo wyjeżdżam pojutrze. (…)”

MARZEC – 23. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Mieszka w Hotelu „Francia”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Uchodzę stąd pojutrze. Wczoraj wieczór oddali mi list Godlewskich (Mścisława i Marii Godlewskich) z wielkimi czułościami także
i od niej. Są w Abacji i mnie tam namawiają. (…) …gdybym wiedział, że oni tam będą, byłbym pojechał tam zamiast na jeziora,
bo ich lubię. Teraz dlatego głównie tego nie zrobię, że takie przejeżdżanie z miejsca na miejsce, rozgospodarowywanie się
w coraz to nowych miejscach, rozprasza mój umysł. A Bez dogm[atu] wymaga skupienia. (…)

Miałem list od Jarochowskiego
(Wojciecha Jarochowskiego), brata historyka (Kazimierza Jarochowskiego Jarochowskiego); prosi
o pozwolenie tłumacz[enia] Bez dogmatu na niemiecki i pisze tak:

Zanadto Pan zyskałeś sławy, by na Pana mogła zrobić wrażenie pochwała nieznanej jednostki, dlatego proszę przyjąć słowa poniższe nie jako czcy komplement, ale jako prosty, szczery wyraz uwielbienia. Powieść Pańska, „Bez dogm[atu]”, zawiera takie nieprzebrane skarby głębokich spostrzeżeń, wielkich, jak wszystkie rzeczy wielkie, swoją prostotą, tak wyborne charakterystyki osób, że po prostu chcąc się pochlubić przed Niemcami etc. wziąłem się do tłomaczenia etc.”. (…)

Bez dogm[atu] idzie lepiej. Płoszowski znowu zaczyna nieźle charakteryzować ludzi i rzeczy. Już pójdzie, pójdzie, tylko żeby go nie łajali i byli dla niego dobrzy.

Kupiłem wczoraj romans astro[no]miczny Urania Flammariona
(Camille’a Flammariona). (…)

Cieszę się, że opuszczam Włochy, cieszę się, że pojadę do Zakop[anego] i cieszę się na Warszawę, a na koniec, że przełamałem szkopuł w powieści, żem zepchnął mój literacki statek z mielizny i jestem na głębszej wodzie. (…)”

MARZEC – 24. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Mieszka w Hotelu „Francia”.

MARZEC – 25. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Mediolanie. Mieszka w Hotelu „Francia”.

KWIECIEŃ – 04. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Warszawy. Tego dnia uczestniczy w „piątku” u Karola Benniego.

KWIECIEŃ – 05. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem wczoraj świtaniem, wyspany i zmęczony, bo zawsze się męczę krótką jazdą. Widziałem dużo ludzi na piątku
u Ben[niego]
(Karola Benniego), którzy natrzęśli w uszy pełno różnych historii. Dziś przyszedł Janek (Jan Komierowski) i siedział
od jedenastej dotychczas, to jest do 1 1/2.

…Mańkowski
(Aleksander Mańkowski) w „Gazecie Polskiej” drukuje powieść w formie pamiętnika czy też wspomnień, pt. Hr[abia] August, która wygląda jak żywy plagiat z Bez dogm[atu]. (…)

Wczoraj zadziwił mnie Lubowski
(Edward Lubowski). Matka młodej przyjaciółki panny A[doli] (Adolfiny Czarnowskiej) miała z nim długą rozmowę za ostatnim pobytem w Warsz[awie]. Z tej rozmowy wypadło, że nie tylko młodziutka córka, ale i ona, i ojciec, i dziadek bardzo sobie życzą, żeby pewne rzeczy doszły do skutku. (…)”
Pisarz mówi tu o: przyjaciółce Adolfiny Czarnowskiej Franciszce Krasińskiej, Józefie i Helenie ze Stadnickich Krasińskich oraz o Edwardzie Stadnickim.

Dalej czytamy:
„(…) Matka posunęła się aż do proszenia Lub[owskiego], żeby mnie namawiał do odmiany stanu. Wyznaję Ci, że mnie to zdumiewa, bo rozumiem jeszcze taką młodą dziewczynę, ale dlaczego rodzice biorący rzeczy pozytywnie mają ochotę
na człowieka niebogatego, szpaka, starszego o dwadzieścia kilka lat etc., etc. – wyznaję: nie rozumiem.

Kontent jestem bardzo, że mi to powiedziano, bo się odpowiednio zachowam, mianowicie tak, żeby nie było złudzeń, zrywań przyjaźni, ukrytych gniewów etc. (…)”

KWIECIEŃ – 06. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Widziałem znów Lub[owskiego], który patrząc ze swego stanowiska na historyczne nazwisko i 60 000 rs. uszom nie chce wierzyć, gdy mu odpowiadam: „Dobrze, ożenię się, ale wpierw zobaczę, jak rodzice, panna i ty z nimi będziecie wisieć.”

Słyszałem wczoraj takie entuzjazmy o Bez dogm[atu] - że wstydzę się pisać. Pług
(Antoni Pietkiewicz – pseudonim: Adam Pług) „sieje łzami, jak perłami” – mówiąc o tym i powiada, że Płoszowski to on – i każdy. Bogusławski (Władysław Bogusławski) nie ma słów.
W ogóle tak jest, jak się spodziewałem: hałas, entuzjazmy i oburzania się. Drugi tom zaczynam przed przewodnią niedzielą. (…)

Była dziś u mnie Helenka
(siostra Helena Sienkiewiczówna). – Ciotka Dmoch[owska] (Aleksandra z Cieciszowskich Dmochowska) jest niemal umierająca, ale ma też 80-ty rok. (…)”

KWIECIEŃ – 12. [SOBOTA]


W numerze 81. „Słowa” rozpoczyna się druk drugiego tomu powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

KWIECIEŃ – 14. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Kostusia (kucharka Kazimierza i Wandy z Mineyków Szetkiewiczów) przyniosła z dołu Twój list… Pytasz się, co porabiam –
owóż z konieczności najwięcej piszę. (…)

Domów znajomych prawie nie mam. Byłem parę razy u Leów
(Edwarda i Stefanii z Zielińskich Leów), bo tam przynajmniej nie ma
ani żadnej pretensji, ani żadnych nadziei, byłem raz u Benniego i raz u Brezów
(Adama i Izabeli z Goldsztandów Brezów) - oto wszystko. Jutro idę na sztukę Lubowskiego (Edwarda Lubowskiego – „Przyjaciółka żon”). Do godziny drugiej przesiaduję zwykle
w domu, piszę, rozmyślam co prawda cały dzień, nawet zasypiając.

Bez dogm[atu] będzie dobre. – Pierwszy tom zrobił tu istotne wrażenie. (…) Tom drugi będzie miał akcji i romansu więcej
niż pierwszy, zatem będzie poczytniejszy. Ale długo, długo jeszcze będzie się ciągnął. (…)

Naturalnie, że przyjadę zaraz… Za jakie dwa tygodnie, najpóźniej, wyruszę. (…) Chciałbym tylko przed wyjazdem posunąć się naprzód z powieścią – by potem rozmawiać o niej z Tobą, jak zawsze. (…)”

KWIECIEŃ – 19. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mój szwagier Janek (Jan Komierowski) jest skończony idiota. Czy uwierzysz, że ten osieł (nie mogę inaczej powiedzieć) oświadczył się na kolanach o rękę panny Czaki (Jadwigi Czaki), zamiast – skoro już tak zainflamował (z francuskiego – zapłonął miłością) – zaproponować jej kolacyjkę. Ta odpowiedziała mu, że odpowiedzieć zgodnie nie może, chyba że Lentz (Stanisław Konstanty Lentz) (drugi idiota), z którym jest od lat 10 (nieprawda, bo od 25) zaręczona, zwolni ją od słowa. Usłyszawszy tę odpowiedź pierwszy idiota zdecydował się jednak nie żądać tej ofiary od drugiego idioty, który zresztą nie chce podobno wyrzec się tego skarbu nawet za bryłę chryzolitu równą kuli ziemskiej.

Mieszkam już od dziś na dole. Urządziłem sobie stół do pisania w kącie saloniku. Tuż nade mną „Ziaba”
(Jadwiga Janczewska),
z głową trochę zwróconą w moją stronę, z uśmiechem trochę ironicznym – niekoniecznie doskonale sportretowana, ale zawsze miła, lubiana – i miła bardzo. (…)”

KWIECIEŃ – 22. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Sam nie wiem czym, zmęczyłem sobie oczy, a głównie powieki, które wieczorem zwłaszcza często mi drgają. Przeszkadza mi to pisać, a po części i czytać, więc gdy wieczór spędzam w domu, jak np. dziś, to się nudzę w samotności jak pan pies.

Wczoraj powiedziano mi miłą rzecz z powodu Marcinka
(zatytułowanej „Obrona Częstochowy” przeróbki „Potopu” autorstwa Jadwigi Janczewskiej, gdzie zamiast Andrzeja Kmicica głównym bohaterem jest Marcinek), którego oddałem w zeszłą jeszcze niedzielę Bogusławskiemu (Władysławowi Bogusławskiemu). (…) …otóż końca pochwał nie było nad wprowadzeniem i prowadzeniem Marcinka jako postaci, która całości daje charakter ludowy, a jest przewybornie utrzymana, „tak jak tylko Sienkiewicz potrafi”. (…) Naturalnie, nie powiedziałem ani słowa, że to nie ja przerabiałem cały ten ustęp, bo gdybym tak powiedział, nawet tak wytrawny krytyk, jak Bogusławski, czytałby z pewnym uprzedzeniem. (…)

W Warszawie po staremu. (…) Mieszkam na dole, sypiam na ojca łóżku, jadam higieniczne obiady u Andzi
(w restauracji Anny Czuleńskiej). Począłem brać sól karlsbadzką, skutkiem czego rano wstaję i chodzę na spacery. Powinno mi to dobrze zrobić. Ten list piszę wieczór mimo drgających powiek. Przyszedłem o dziewiątej; jeść się chciało, herbaty nie chciałem, ale zjadłem dwa sucharki i wypiłem kieliszek białego wina, jakiegoś bardzo słodkiego, które znalazłem za szafą. Spać zaraz idę. (…)

Piszę dużo. Tom II skończę sam. Trzeci powierzę Dzideczce. (…)”
Wieczorem pisarza odwiedza szwagier Jan Komierowski.

KWIECIEŃ – 23. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wody piję, ale wywołują one pewne zaburzenia, o których moje wersalskie usposobienie nie pozwala mi szerzej mówić. Dziś jadę do kąpieli, następnie do Benniego (Karola Benniego). Być może, że trzeba mi będzie parę dni poleżeć, co mnie ogromnie martwi ze względu na Bez dogm[atu].

Wczoraj był u mnie Janek
(Jan Komierowski); siedział cały wieczór. Narzeka na swoją samotność, smutek, biedę etc. Żal mi go było
i zły byłem na Alioni.

Bardzo mi tu już jest niedobrze, niespokojnie i Bóg wie jakie myśli przychodzą do głowy. Perspektywa leżenia gniewa mnie więcej, niż Ci umiem powiedzieć. (…)”

KWIECIEŃ – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Radziejowicach u Józefa i Heleny ze Stadnickich Krasińskich.

KWIECIEŃ – 30. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczorajszy dzień spędziłem w Radziejowicach wraz z paczką znajomych, nie było więc także kiedy pisać. Zresztą nie mam nic nowego do doniesienia. Pisuję dużo i wszystko. (…)”

MAJ – 02. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Piję sól karlsbadzką, chodzę dużo rankami i robi mi to nieźle, a myślę, że po ukończonej kuracji będzie mi jeszcze lepiej. (…)

Zajmuję się swoją robotą, nawet wówczas, gdy nie trzymam pióra. Że jako z obowiązku i z urzędu „bezdogmatyk” rozmyślam, analizuję i wyprowadzam wnioski w ogóle pesymistyczne – to naturalne i ma tę dobrą stronę, że chroni od złudzeń. Wobec tego łatwo zrozumieć, że nie mam ani woli, ani przekonania do jakichś ważnych przedsiębiorstw życiowych i że wszelkie moje wizyty mają czysto towarzyski charakter. Taki miała i wizyta w R[adziejowicach] – i wiele trzeba by na to, żeby on się zmienił. Tymczasem ani mi w głowie jakiekolwiek zamiary. (…)”

MAJ – 08. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …mógłbym zaraz jechać, gdybym miał dostateczny zapas Bez dogmatu. – Ale muszę zostawić choć na 8 dni materiału,
więc wybiorę się dopiero w poniedziałek.

Jak mi to przeszkadzali, nie umiem Ci powiedzieć! Siedzę np. rano licząc każdą chwilę – tymczasem dzwonek: wchodzi Helcia
(Helena Sienkiewiczówna), zaczyna mi guwernantkować jak trzyletniemu dziecku, że powinienem być u Dmochowskich, wreszcie robi mi scenę z płaczami, że to ma być wizyta przedśmiertna, że to jedyny dom, w którym ona bywa etc. Potem pudruje się godzinę
dla zapudrowania łez, a mój rękopism stoi – irytacja, cały dzień stracony. Piszę popołudniu, przyłazi Janek
(Jan Komierowski)
ze swoją fizjonomią karawaniarza i mimo, że nie gadam do niego, tkwi godzinę – znów humor zepsuty, usposobienie uleciało –
i zastój. Było bardzo niegrzecznie z mojej strony, żem ich wprost wypraszał, ale skoro z mojej pracy żyją, niechże choć ją uszanują.

Już Kostusia ma zapowiedziane, by nikogo absolutnie nie puszczała – i mam nadzieję, że przez te kilka dni wysunę się naprzód. (…)”

MAJ – 13. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jana Maurycego Kamińskiego:
(…) Polecam Twojej protekcji dawnego mego służącego Jana Rotera, który z niej już kilkakrotnie w czasie Wyścigów (wyścigów konnych) korzystał. Obecnie nie służy u mnie, jest kandydatem na woźnego teatralnego i w oczekiwaniu na etat tym skwapliwiej poszukuje jakiego zajęcia. (…)

CZERWIEC – 06. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem w Domu Tytusa Chałubińskiego.

CZERWIEC – 08. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem w domu Tytusa Chałubińskiego. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zakop[ane] tak jest nieznośne, chmurne, wilgotne, zimne, głowa tak mnie pobolewa, reumatyzm w ramieniu tak dokucza,
że i dnia nie stracę po skończeniu t[omu] II, bo istotnie ja tu nie mogę siedzieć. Do Czubka i Księdzówki przyjechały już różne Pfaifry
(synowie Fryderyka Pfeiffra) i zapewne szczękają zębami. Co dzień widać jakieś fury ciągnące do Chabówki. (…)

Ponieważ pewna Ga-dzinka powiedziała mi z właściwym sobie jadem, żebym nie lekceważył różnych jarzyn, mianowicie czosnku, karotki etc., bo zęby będą mi zaledwie kilka lat służyły, a potem będzie za późno (ja nie złożyłem tyle wizyt Cybulskiemu
(Napoleonowi Nikodemowi Cybulskiemu), ile Ona – oby się przekonała, że na flecikowate modulacje także za późno), mimo jadu skorzystam jednak z rady, jadę do Warszawy i zmieniam kilka serc na bolesną miazgę. (…)

O, jak się cieszę na tydzień wypoczynku! Anielka dała już po fizjonomii Płoszowskiemu, sama prawda więc wymaga, by nim odzyska równowagę po ciosie, przerwał na jaki tydzień pamiętnik, a nosił dla uspokojenia nerwów opaskę. Biedny człowiek! (…)”

CZERWIEC – około 10. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Czy długo zostaniesz jeszcze na wsi i czy nie masz zamiaru wybrać się gdzieś do krajowych gór. Zakopanego bym Ci
nie radził; naprzód kłopot o jedzenie, spanie etc., po wtóre klimat może być dobry na piersi, ale szkodzi na żołądek i zdrowie. Przesiedziałem tam miesiąc i znowu się wynoszę, bo nie mogę wytrzymać z głową i innymi przypadłościami, chociaż tym razem nie wiało mi przez okno, bo jesteśmy zalokowani na rok w domu Chałub[ińskiego], gdzie jest i obszernie, i wygodnie.

Dzieci moje zdrowe i miłe. Trochę się uczą. Henio jest zdolny, ale tak nieuważny i roztargniony, jak nie widziałem dziecka
w świecie. Gdy mu zadajesz najprostsze pytanie, myśli o czym innym i potrząśnięty budzi się jak ze snu. Będzie pewno osłem
w szkołach, w czym pójdzie śladami swego sławnego ojca.

Przyjechałem do Krak[owa] dla malowania się u Pochwalskiego
(Kazimierza Pochwalskiego). (…) Tom II już skończony, teraz jednak namyśliłem się i trochę przerabiam. (…) Będzie dwa tygodnie przerwy. Jadę może do Warszawy, a z pewnością
do Kaltenleutgeben na jakie dwa tygodnie, potem na widoku Ostenda. (…)”

CZERWIEC – 18. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Wieczorem pisze do Mścisława i Marii Godlewskich:
(…) Szczawnica dla Mścisława nie wydaje mi się złym pomysłem, bo tam ludzie bardzo do zdrowia przychodzą. W Zakopanem wszystkie nawet chaty są podobno rozerwane. Zresztą bywa tam zimno i wietrzno, szczególniej przykre są wiatry halne,
a mieszkania powszechnie bywają tak nędznie zaopatrzone, że w czasie takich wichrów świece gasną na środku pokoju. Faktycznie jeden jest zupełnie dobry dom, to jest Chałubińskiego, ten, w którym my mieszkamy. Nająłem go na rok za 700 guldenów – i jeszcze uważam, że to tanio, bo byłem gotów dać więcej. W Szczawnicy, kto się chce bawić, to się bawi,
ale przyjeżdżają tam i poważnie chorzy, którzy myślą tylko o leczeniu. Nie ma tam przy tym takich bajecznych trudności
z jedzeniem, pościelą etc. (…)

Niech Droga Pani nie puszcza Mścisława do Warszawy. Ja wiem, co to jest podróż, choćby najmniejsza dla osoby chorej. Nic szkodliwszego nad koleje. Jeśli po krótkiej nawet drodze ma się wrażenie po wytarciu nosa, że się wytarło komin, ileż się nałykają kurzu i węgla płuca w czasie dłuższej drogi. (…) Ja waham się, czy jechać do Warszawy. Mam szkaradną newralgię
w głowie, która zaczęła mi się w Zakop[anem] jeszcze w zimie, a od kilku dni dokucza mi okropnie, zupełnie jak tępy gwóźdź siedzący w czaszce. Jest to ból podobny do bolu zębów – tylko że w głowie i bardzo umiejscowiony; chwilami jednak bolą rozgałęzienia nerwowe w twarzy, oku, karku etc. Trzy dni nie mam już żadnej ulgi, jestem jednak dość wytrzymały, bo pozuję
co dzień Pochwalskiemu do portretu po 2 i 3 godziny. Ale wobec tego chce się jechać prędko do Kaltenleutgeben, gdzie przecie muszą coś poradzić. W Warszawie chybaby mi Ochorowicz
(Julian Leopold Ochorowicz) pomógł coś swoimi passami rąk. Nie wiem jednak nawet, czy jest.

Dzieci moje zdrowe, bawią się wybornie. Henio, jeśli się nie uleczy z roztargnienia, w najgorszym razie będzie osłem w szkołach, za czym nie idzie, żeby miał nim być w życiu. Jest istotnie obdarzony dobrą pamięcią i ciekawością bez granic. On to przecie piłował Rembę grającego w winta pytaniami, dlaczego Peru jest zielone (na mapach). Obecnie dzieciaki mają przezwiska: on zwie się Knips, a Dzinka Żoko. Są to imiona dwóch małpek z „Robinzona”, który jest czytywany z furią. (…)”

CZERWIEC – 21. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Pytasz, Przyjacielu miły, czy mnie głowa boli. Tak – i nie ustaje, tylko wieczorami rozchodzi się ten ból w ogólne rozdrażnienie i obolenie głowy. Z tych i innych przyczyn postanowiłem nie jechać do Warszawy; jadę wprost do Kalten i myślę,
że tak będzie lepiej – nieprawda? (…)

Ergo
(więc), jadę do Kalten. Pogrzeb (uroczysty pogrzeb prochów Adama Mickiewicza w katedrze na Wawelu) odłożony tu do 4 lipca. (…) Był
u mnie Bartoszewicz
(Kazimierz Bartoszewicz), prosząc o aforyzm do jednodniówki, która ma się ukazać w dzień pogrzebu. (…)
Oto napisałbym coś w tym rodzaju: „Postawienie pomnika Mickiewiczowi nie w Rynku krakowskim, ale na uboczu, byłoby najzuchwalszym crimen lease
(zbrodnią obrazy) woli publicznej, jakiego się w ostatnich czasach dopuszczono” – i nazwisko. (…)

Nędznicy
(„Nędznicy” Wiktora Hugo) pojadą do Zakop[anego] w tych dniach, a może już są. Chciałbym Ci dostarczyć książek pogodnych i wesołych. Zobacz, czy na moich półkach nie ma Gil Blasa („Gil Blasa” Alaina Rene Lesage’a), i czytaj go (nie za wiele) –
jeśli nie ma, to go zaraz przyślę. (…)”

CZERWIEC – 22. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Portret mój będzie do czwartku skończony – i będzie bardzo dobry: jest trochę większy niż natura, stąd zdawała się
i postać, i twarz za ogromne, ale przy modelowaniu to znika, a jeszcze więcej zniknie przez wygłębienie w ramach – i zawieszenie portretu. Styl jego w ogóle jest bardzo poważny. –

Miałem dziś list od tego wariata, Janka
(Jana Komierowskiego). Żeni się z panną Anną Burkot, osobą pracującą w administracji „Słowa”, panną około lat 30, 1, 2 (?), pochodzącą z dobrej rodziny ukraińskiej, ale ani zbyt ładną, ani zbyt wykwintną. (…)

Nie będę, Kocie, na Mickiewiczu, tym bardziej teraz, gdy odłożony. Chcę już zacząć tę kurację, której naprawdę potrzebuję –
a zacząć i przerywać zaraz jest źle. (…)

Dziś przysłano mi numer włoskiego pisma pt. „Rassegna Della Letteratura”, gdzie jest nowela Il vecchio servitore
(„Stary sługa”) Enrico Sienkiewicz. Kupiłem Les mensonges Bourgeta (Paula Charlesa Josepha Bourgeta „Les mensonges”), które skończę i prześlę Wam jeszcze przed wyjazdem. (…)”

CZERWIEC – 25. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. W teatrze (?) – wspólnie z Karolem Potkańskim – ogląda operę „Straszny dwór” Stanisława Moniuszki.

CZERWIEC – 26. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jeśli się Bez dogm[atu] Betsy (Jadwidze Janczewskiej) podoba, to już dobrze. Pani Szembekowa (Klementyna z Dzieduszyckich Szembek) nie znajduje dość słów. Mówił mi Kocio G[órski] (Konstanty Maria Górski), że słyszał ją wykrzykującą: „Co są przy nim wszystkie Bourgety!” – Michałowski (Ludwik Michałowski) słyszał medyków – prof[esorów] bardzo chwalących obserwację newrozy etc. (…)

Wczoraj byłem w teatrze na Strasznym dworze
(operze „Straszny dwór” Stanisława Moniuszki). Źle śpiewają tę śliczną operę. Był
ze mną kaszlący Potk[ański]
(Karol Potkański)… (…)”

CZERWIEC – 27. [PIĄTEK]


W numerze 141. „Słowa” kończy się druk drugiego tomu powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

W numerze 145. „Czasu” czytamy, że Komitet Wykonawczy uroczystości pochowania prochów Adama Mickiewicza do niesienia sznurów całunu uchwalił zaprosić dostojnych przedstawicieli wszystkich kręgów narodu, a wśród nich m. in. Jana Matejkę, Henryka Sienkiewicza, Kornela Ujejskiego, Juliana Klaczkę, Juliusza Kossaka, rektorów Uniwersytetu Jagiellońskiego i Lwowskiego, kuratora Zakładu Narodowego im. Ossolińskich itd.

CZERWIEC – 28. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze o do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Życzliwi mnie bardzo się uradowali z tego, że zostaję. (…) W Komitecie nie przypuszczano, że wyjadę, i przeznaczono mi miejsce przy sznurze, w parze z Matejką (Janem Matejką). (…) Napisałem do jednodniówki tak:

„Mickiewicz jest nie tylko jednym z największych ludzi, jakich kraj nasz wydał, lecz zarazem jednym z najbardziej przez ogół ukochanych. Dlatego w wyborze miejsca na jego pomnik nie mogą być brane względy akademickie. Postawienie pomnika
nie na Rynku krakowskim, ale na uboczu, byłoby dowodem zupełnego lekceważenia woli i uczuć ogółu”.
(…)”
W ostatniej redakcji tekstu wyraz „ogół” zastąpiono wyrazem „naród”. Dalej w liście czytamy:
„(…) Poszedłem do pani Goreckiej (Marii z Mickiewiczów Goreckiej) i naprzód pokazałem to jej. Wiesz, jak przyjęła? Z wybuchem wdzięczności. Pokazuje się, że całej rodzinie o to chodzi, by pomnik stał na Rynku… (…) Z Warszawy ma być duży zjazd. Z moich znajomych Leo (Edward Leo) już jest, a ma przyjechać Breza (Adam Breza), Bogusławski (Władysław Bogusławski), Gawalewicz (Marian Gawalewicz), Chmielowski (Piotr Chmielowski), Spasowicz (Włodzimierz Spasowicz) i wielu innych. (…)”

CZERWIEC – 30. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Zaproszenie Komitetu do niesienia całunu już odebrałem. (…) Z Leami (Edwardem i Stefanią z Zielińskich Leami) widuję się często. Wczoraj poznałem ich znajomości z Kalten, panią (Marię Antoninę z Chłapowskich Mańkowską) i pannę Basię Mańkowską (Barbarę Mańkowską) niebrzydką, a nawet ładną. Dziś pani Helena (Helena ze Stadnickich Krasińska) pytała, patrząc pilnie na mnie: „Jakie wrażenie zrobiła na panu Basia?” – odpowiedziałem: „Osoby nie mające 25 lat robią na mnie często wielkie wrażenie,
ale humorystyczne.” (…)

Potk[ański]
(Karol Potkański) kaśle bardzo – i wyjeżdża zaraz po pogrzebie. Skazano go na hydropatię, więc się namyśla, czy nie ma jechać do Kalten. Będę go jednak namawiał na Zapok[ane], bo tam będzie miał i wodę, i powietrze. (…)”

LIPIEC – 02. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mateczka (Wanda z Mineyków Szetkiewicz) i Henio (syn Henryk Józef) już są. Widziałem ich dopiero dziś rano, bo wczoraj pociąg się tak spóźnił, że myślałem, iż nie przyjadą. Dowiedziałem się o ich przyjeździe dopiero wówczas, gdy czas było iść do pani Goreckiej (Marii z Mickiewiczów Goreckiej).

Rano byłem w Woli Justowskiej, widziałem się z p. Poradowską…
(Małgorzatę Gachet-Poradowską)

…wszyscy mają nadzieję, że pogrzeb odbędzie się poważnie, spokojnie – cesarz ma być lepiej usposobiony dla całej sprawy. (…)

Bądź spokojna i pamiętaj o sobie, a trochę i o tym, że tu się zaraz niepokoi o Nią najwierniejszy przyjaciel i najbardziej oddany człowiek, jakiego Ona ma na świecie. A lubić go też trochę. A jak co dolega, to mu się poskarżyć, bo on utuli, jak będzie umiał najlepiej, przez to wielkie, niezmierne lubienie. (…)

Portret nie będzie mógł być fotografowany, póki zupełnie nie wyschnie, zatem aż w przyszły poniedziałek. Ponieważ to się robi dla Ciebie, więc będę gnębił Pochw[alskiego], żeby nie marudził. Dziś ostatnie posiedzenie. Całość przepyszna. Potk[ański]
(Karol Potkański) się zachwyca. – Ale! podoba mu się bardzo Basia Mańkowska, o co jestem zły. (…)”

LIPIEC – 04. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie, gdzie uczestniczy w uroczystościach pochowania prochów Adama Mickiewicza.

LIPIEC – 05. [SOBOTA]


W numerze 152. „Czas” relacjonuje przebieg uroczystości pochowania prochów Adama Mickiewicza:
„(…) Gdy karawan ruszył, trzymali sznury całunu z prawej strony pp. ks. Eustachy Sanguszko, J. E. Paweł Popiel, J. E. ks. Adam Sapieha, J. E. ks. Jerzy Czartoryski i J. E. marszałek krajowy, hr. Tarnowski (Stanisław Kostka Tarnowski) (w głowach trumny); z lewej strony trumny pp. Henryk Sienkiewicz, Zygmunt Dembowski, prezes Koła Sejmowego Polskiego w Berlinie Czarliński (Leon Czarliński), Jan Matejko i prezes Koła Polskiego w Wiedniu Apolinary Jaworski. […] W ulicy Sławkowskiej przed Grand Hotelem zmienili się niosący sznury całunu.” (…)”

LIPIEC – 06. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Wraz z: Marią Antoniną, Barbarą i Zofią Mańkowskimi, Konstantym Marią Górskim, Zygmuntem Cieszkowskim i Karolem Potkańskim – odwiedza pobliski Tyniec.

LIPIEC – 07. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Widzisz, Bobo, jak wszystko spokojnie się odbyło, jak żaden balkon się nie oberwał, jak dach na Sukiennicach (podnoszę oczy w górę) wytrzymał i nikogo nie uduszono. Cudzoziemcy mówili, że tak spokojnej publiki i zachowującej się tak godnie nie ma nigdzie indziej. Porządek był największy, jedna mowa studencka przekroczyła program, ale też podobno sama młodzież chce przepędzić koleżkę za niedotrzymanie słowa. Zresztą all right. Nawet cesarz powiedział, że żartuje sobie z tego, co Asnyk (Adam Asnyk) mówił, bo naprzód wierzy, że tak nie mówił, po wtóre, poetom wszystko wolno. (…)

Pamiętasz, jak Ci kiedyś opowiadałem o nocnym spotkaniu na ulicy w Pradze z Vrhlickim
(Jaroslavem Vrchlickým), poetą czeskim.
Ja szedłem z Jelìnkiem
(Edwardem Jelìnkiem) i on nas zapoznał o wpół do pierwszej w nocy, na trzy minuty. Otóż Vrhlickim napisał
o tym wiersz
(dedykowany Henrykowi Sienkiewiczowi wiersz „Dwoiste pragnienie” – „Dvojì toucha” – zamieszczony w wydanym w 1889 r. zbiorku „Dni i noce”), pono ładny… Mówił mi to teraz Jelìnek i obiecał przysłać do Zakopanego.

Portret robi furorę niesłychaną. Fotografowan będzie jutro. Naturalnie poślę egzemplarz Dzidkowi
(Jadwidze Janczewskiej).

Przyjechali wczoraj Godlewscy
(Mścisław i Maria z Popielów Godlewscy), dlatego zatrzymałem się do dziś. Ale dziś jadę na pewno. Leowie pojechali wczoraj. P. Mańkowska (Maria z Chłapowskich Mańkowska) z Basią (Barbarą Mańkowską) i małą Zosią (Zofią Mańkowską) dziś. Potk[ański] (Karol Potkański) jest niemożliwy. Rozpacza nad tym, że pojechała, nad tym, że nie wie, czy Basię kocha, nad tym, że zdaje mu się, że kocha, nad tym, że nie jest pewny, czy nie kocha etc. (…)

Wczoraj byłem w Tyńcu z paniami
(Marią, Barbarą i Zofią Mańkowskimi), Górskim (Konstantym Marią Górskim), Cieszk[owskim] (Zygmuntem Cieszkowskim) i Potk[ańskim]. Deszcz nas moczył.

Idę zaraz do Godlewsk[ich], choć zmęczony jestem, bom pakował i spać się chce. (…)”

LIPIEC – 08. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Kaltenleutgeben. Wynajmuje pokój w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 09. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 10. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jestem trzeci dzień. Mam już dobry pokój w Moritzhofie i zabieram się do Płoszowskiego. (…)

Dziś przyjechał Karol Zamoyski – bez żony
(Marii z Kronenbergów Zamoyskiej). Polek mało – z ładnych tylko pani Ajdukiewicz (Salomea
z Kirchmajerów Ajdukiewicz).

Czytam nową książkę Maupassanta
(Guy de Maupassanta) pt. Notre coeur - raczej już skończyłem – i za kilka dni wyślę. Jest mniej brutalna od innych jego książek. Historia miłości, której mężczyzna oddaje całą duszę, a kobieta resztę zbywającą od innych upodobań. (…) Kupiłem także ostatnią rzecz Stanleya (Henry’ego Mortona Stanleya – właściwie: Johna Rowlandsa – „In Darkest Africa” –
„W najczarniejszej Afryce”), której jednak nie wyślę, przypuszczam bowiem, że toby Betsy (Jadwigę Janczewską) nudziło. (…)

Dziś jestem bardzo zmęczony, jak zwykle w pierwszych dniach – więc kończę, gładzę łapki miłej Betsy, mateczki ręce całuję. Uściskaj ode mnie dzieci. (…)”

LIPIEC – 11. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 12. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 13. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 14. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 15. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Wraz ze znajomymi (?) wybiera się na obiad do Rodaun.

LIPIEC – 16. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Pisze do Kazimierza Pochwalskiego:
„(…) Co słychać z fotografiami portretu? Czy kazaliście zrobić? Jeśli tak, proszę o tuzin. Bądź Pan łaskaw zapłacić, a ja zwrócę
z podziękowaniem w czasie przejazdu przez Kraków. (…)

Ja tu już zabrałem się do pisania. Moczą mnie w wodzie, chodzę dużo i mam się nieźle. (…)

Wczoraj byliśmy w kilkanaście osób w Rodaun na obiedzie, na który mnie zaproszono z okazji św. Henryka. – Upały tu ogromne, że jednak dużo wody, drzew i cienia, więc jakoś się to znosi. Namiętności p. Karola
(Karola Potkańskiego) nie ochłodły dotąd –
i Winternitz
(Wilhelm Winternitz) będzie zmuszony zapisać mu zycbady („nasiadówki” – rodzaj zabiegów wodoleczniczych). Polaków sporo, jest Leowa (Stefania z Zielińskich Leo) z młodszymi córkami, Stadniccy (Edward i Ludgarda z Mniszków Stadniccy), Zamoyski (Karol Zamoyski), Borkowski (Aleksander Dunin Borkowski), Humbert Krasiński (Hubert Antoni Krasiński) etc. Czasem nieźle się gawędzi.

Sława Pańskich portretów rozbrzmiewa i tu – i jeżeli proszę o fotografie, to trochę i dlatego, żeby pokazać np. takiemu Zamoyskiemu, który niedawno zapłacił jakoby Carolusowi Duran
(Charlesowi Durandowi) za portret żony 40 000 fr. – A nuż przyjdzie mu do głowy robić swój własny? (…)”

LIPIEC – 17. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 18. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 19. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 20. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jak się mają Knips (syn Henryk Józef) i Żoko (córka Jadwiga)? Zawsze się tu o nie znajomi wypytują, a i ja myślę o nich ciągle. –

Upały były straszne. W Wiedniu 33 R w cieniu. Tu 29. Dziś i wczoraj nieco chłodniej, ale dość ciepło. Czuję się wcale zdrów i głowa prawie nie boli. Kąpię się trzy razy dziennie, co mi przeszkadza trochę pisać. Dziś wysłałem jeden rękopism – i odtąd maszyna będzie w nieustającym ruchu.

…Leo
(Edward Leo) pisał z Karlsbadu, iż mówił mu prof. Morawski (Kazimierz Morawski), że cały Kraków trzęsie się od wiadomości,
że jestem już narzeczonym Basi Mańkowskiej i żenię się z nią bardzo prędko. Gdy mi to zakomunikowano, odpowiedziałem krótko: „Pochlebia mi to” – i nie dałem żadnych objaśnień. (…) Gniewałbym się, gdyby żeniono mnie z jakimś, jak powiada Knips, „kulfonetem”, ale Basia jest wcale niczego. Zresztą wystarcza, że się nazywa Basia, żeby mnie z nią żeniono. (…)

Do pisania wciągnąłem się już trochę, ale jeszcze nie należycie. Zresztą Kalten takie, jak było – spacery takie, jak były. Rano chodzę najczęściej koło Rudolshofu w górę i ku młynowi. (…)”

LIPIEC – 21. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 22. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 23. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 24. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 25. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Nie narzekajcie na pogodę. Wszędzie źle, a tu zimno, wiatr, deszcz, trochę słońca i znowu wiatr, i znów zimno. (…) …obecnie dopiero trzeci tydzień bieży od mego przyjazdu. Chciałbym tu skończyć Bez dogm[atu]. Nie wiem, czy mi się uda. (…)

Pisał też do mnie Luc
(Lucjan) Wr[otnowski], który przejeżdżał z dziećmi przez Wiedeń, list bardzo ceremonialny, donoszący mi,
że akcjonariusze „Słowa” zgadzają się urzędownie na moją propozycję co do wykreślenia z kontraktu warunku oznaczającego liczbę arkuszy. Ta ceremonialność mnie już nudzi. Oni są trochę głupi i cała rzecz – bo ta ukryta pretensja za to, żem się
nie ożenił z siostrzenicą
(Adolfiną Czarnowską), jest śmieszna. (…)

Jeśli w tych dniach przyjdzie wielka paczka z poczty, to się nie zdziwcie. Będą to pierniki z Perchtol[d]sdorf. Jadłem kiedyś, smakowały mi i zaraz sobie powiedziałem: O, taki synu?! Sam to zajadasz, a im nie poślesz!” – i wysłałem nie mieszkając. (…)
W tych dniach prześlę Ci Hr[abiego] Augusta Mańkowskiego
(Aleksandra Mańkowskiego), który jest refleksem Płoszowsk[iego]. – Zawsze to, moja Betsy, jakaś rozrywka w czasie deszczu, zimna i niemożności spaceru. (…)”

LIPIEC – 26. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Wspólnie z Józefem Krasińskim goszczą na obiedzie u Gustawa i Marii ze Szlubowskich Łubieńskich. Następnie pisarz spotyka się z jadącymi do Gleichenberga Mścisławem i Marią z Popielów Godlewskimi.

LIPIEC – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

LIPIEC – 30. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Tu odwiedza go Józef Krasiński i zaprasza pisarza do siebie na obiad następnego dnia.

Tego dnia „Słowo” rozpoczyna druk III domu powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”.

LIPIEC – 31. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Wspólnie z: Karolem Potkańskim i p. Ostrowską (?) - jest gościem na obiedzie u Józefa Krasińskiego. Po powrocie do willi pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Miałem dwukrotnie odwiedziny J[ózefa] Kr[asińskiego] tutaj. Zeszłej niedzieli byłem zaproszony przez niego
i G. Łubieńskich
(Gustawa i Marię ze Szlubowskich Łubieńskich) na obiad. Będąc wczoraj prosił, żeby go odwiedzić, co uczyniłem
na współkę z Potkańskim
(Karolem Potkańskim) - i jedliśmy obiad w kilka osób, bo była także p. Ostrowska stąd. Powrót nastąpił
o ósmej ośmnaście, po nim kolacja, a teraz pisanie do mateczki i Ciebie. (…)

Po obiedzie zeszłej niedzieli z Łubieńskimi – i wszelkiego rodzaju czułościach, odwiedziłem Godlewskich
(Mścisława i Marię z Popielów Godlewskich), będących w przejeździe do Gleichenberga. Trochę jest w niej Śniatyńskiej (żony Józefa Śniatyńskiego z „Bez dogmatu”). Wyobraź sobie, że Twój ukochany Antałek (toujours le même) (zawsze ten sam) coś się dowiedział, coś przewąchał –
i pod sekretem największym powiedział p. Godlewskiej (a zapewne i 40 innym), że rodzice sobie życzą, panna życzy, le diable
(Edward Stadnicki) także życzy, ale że wszyscy nie wiedzą, o ile mogą mieć nadzieję, bo on (tj. ja) jest jak żywe srebro i ani myśli wracać do kraju, i zdaje się, że wcale nie ma żadnych zamiarów etc. (…) Przyznam Ci się tylko, że nawet włożywszy moją reputację literacką jak mitrę na głowę, trochę po cichu się dziwię, dlaczego tego rodzaju i tej sfery ludzie mogą sobie życzyć
tak gołego księcia. (…)

Kupiłem dziś znowu Bourgeta
(Paula Bourgeta) Un coeur de femme, którego prześlę, jak przeczytam. (…)

Z „Czasu” zażądałem pieniędzy za II tom – nie odsyłają. Widać goli. (…)”

SIERPIEŃ – 01. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

SIERPIEŃ – 02. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”.

SIERPIEŃ – 03. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Wraca ze spaceru. W willi czekają na niego niespodziewani goście - Jan i Anna
z Burkotów Komierowscy.

SIERPIEŃ – 04. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Mieszka w willi „Moritzhof”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …miałem wczoraj niespodziewaną wizytę. Wracam ze spaceru – i portier powiada mi, że jakiś pan z jakąś panią pytają
o mnie. W głowę zachodzę, kto by to mógł być – nagle spostrzegam Janka
(Jana Komierowskiego) z żoną (Anną z Burkotów). Przyjechali wprost z Warszawy, z Nordbahnu na Südbahn – i do Kalten, tyle że rzeczy złożyli w hotelu – i wprost do mnie z wizytą. Naturalnie gościnność i uprzejmość moja przeszła granice przyzwoitości. Nie tylko podjąłem ich najlepszymi sznyclami, na jakie stać kuchnię Winternitza (Wilhelma Winternitza), ale zaprosiłem ich na dziś na obiad do Wiednia. I spisałem się dzielnie, bom wyjechał o 12.58,
a wróciłem punkt o szóstej z jednym ze znajomych
(Zdzisławem Morawskim). (…) Obiad był u Sachera (w Hotelu Sacher w Wiedniu przy Philharmoniker-Straße 4), dobry, ale osobiście trzymałem się diety kalteńskiej. Wieczorem mieli tamci oboje iść do teatru, a jutro rano jadą do Gasteinu. (…)

Opowiadał mi Zdziś
(Zdzisław Morawski) cudowne rzeczy o jego audiencji u papieża (Leona XIII – Vincenzo Gioacchino Perci). (…)

Bez dogm[atu] pisuję zawsze sporo. (…)”

SIERPIEŃ – 14. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Marii Godlewskiej:
(…) W Ka[l]ten nie było bardzo nudno w ostatnich czasach – i gdyby nie robota, byłoby dobrze. Potkański dotrzymywał mi towarzystwa, obaj zaś zbliżyliśmy [się] z Ajdukiewiczami (Zygmuntem Ajdukiewiczem, jego żoną /?/ i jej siostrą /?/) (pani ładna bardzo, panna, jej siostra też). Zdrowie niezłe. Przyjechał tu Leo… (…)”

SIERPIEŃ – 25. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem w Domu Tytusa Chałubińskiego. W liście do Wiktora Baworowskiego pisze:
„(…) I ja rad bym spotkać się z Szanownym Panem, zdaje mi się bowiem, że mamy jedno wspólne zamiłowanie, a – rzecz dziwna – rzadkie dziś u piszących – zamiłowanie do arcydzieł. Może tej zimy wybiorę się do Lwowa. (…)”
Pisarza odwiedza Władysław Zamoyski.

SIERPIEŃ – 26. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem w Domu Tytusa Chałubińskiego. Pisze do Kazimierza Morawskiego:
„(…) Bardzo chciałem Pana wyciągnąć do Zakop[anego] – i oczywiście zdrowiej tu niż w Krakowie, ale zresztą Zakop[ane] nieznośne. Po wszystkich zakątkach procesja. Ludzi mnóstwo… Wcale nie wychodzę z domu i klnę przez sztachety. – A szkodzi mi ten klimat, jak zawsze do najwyższego stopnia. Nogi, krzyże, żołądek – wszystko złe. Urągam Zakopanemu, górom i piszę –
oto co czynić powinien prawdziwy desperat. (…)

Potk[ański]
(Karol Potkański) mieszka u nas. Ma dużo znajomych. Był między innymi i u p. Zakrz[ewskiej] (Marii Zakrzewskiej). (…)
Z profesorów bawi Smolka
(Stanisław Smolka), ale go jeszcze nie widziałem. Cieszkowski (Zygmunt Cieszkowski) był u mnie, a wczoraj Zamoyski (Władysław Zamoyski). Zresztą widuję tylko Dembowskich (Bronisława i Marię z Sobotkiewiczów Dembowskich). – O jakże brzydzę się pracą. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
(…) Jak się masz? Co to za doktor Bulikowski (Stanisław Bulikowski), który Cię leczy, i czy długo zostanie w Gleichenbergu? Odpisz mi zaraz albo poleć to Twemu wdzięcznemu sekretarzowi, którego ręce przy sposobności całuję bez względu na możliwe na nich znaki atramentu. Ja siedzę w Zakop[anem] od tygodnia, które jak zwykle działa na mnie fatalnie. Głowa boli, przestaję trawić etc. Przy tym tłok tu niezmierny i jest nieznośnie. Patrzę na drogę tylko przez sztachety i klnę. (…)”

WRZESIEŃ – 08. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa na Słowacji w Popradzie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Posyłam dzień dobry z Popradu i wielkie podziękowania to the little gray frog (małej, szarej żabce) za herbatę; wdzięczność
i rozczulenie ogromne. (…) Ch. Gaston de la Richaudière
(Karol Potkański) był ze mną w Kezmarku (Kieżmarku na Słowacji). (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: Niedziela 8 września 90. Otóż niedziela przypadała 07 września 1890 r., a 08-go był poniedziałek.

WRZESIEŃ – 09. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Chciałbym wiedzieć, że już jesteś w Zakopanem, w swoim pokoju ciepłym i pod opieką mateczki, i z usługą,
a przede wszystkim, że przyjechałaś zdrowa i nie kaszląca. (…)

Sprawę z Kaczmarskim
(Władysławem Kaczmarskim) załatwiłem. Jego nie znalazłem, jest w Krynicy, wraca w sobotę. Zostawiłem więc 5000 guldenów u Pochwalskiego, a Kaczmarskiemu napisałem do Krynicy… (…) Zostaję tu do piątku, bo muszę posłać jeszcze jedną paczkę „Słowu” (kolejny odcinek III tomu „Bez dogmatu”). W razie potrzeby zostanę i do soboty. Robota pierwsza jak wszystko. Zresztą jest period chłodów i nie mógłbym się kąpać. (…)

Gładzę te łapki jak zawsze i całuję, mateczki też; ojca ściskam i dzieci też. Do widzenia, Żabu szary, dobry i miły. (…)”

WRZESIEŃ – 10. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jak się czujesz, mały Skowronku? Wysłałem trzy butelki tranu. Jest on dobry dla dzieci, ale również bardzo dobry dla Ciebie. Czy zechcesz pić małą szklaneczkę codziennie? Jeśli się zażywa tran z pastylkami miętowymi, nie jest on zbyt okropny. Pudełko zawiera również małą butelkę olejku miętowego i drugą wody leśnej. Odśwież zawsze swój pokój przed spaniem.

Powiadomiłem dziś o liście Deotymy
(Jadwigi Łuszczewskiej) Tomkowicza (Stanisława Tomkowicza). Był oszołomiony i upokorzony. Prosił mnie o pozwolenie na druk tego listu w „Czasie”, ale odmówiłem.

Dziś także spotkałem na rynku panią Zakrz[ewską]
(Marię z Moszczeńskich Zakrzewską). Nie wiem, dlaczego zarumieniła się
tak bardzo, że zdumiałem się i zapomniałem się jej ukłonić. (…)”

WRZESIEŃ – 13. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) W piątek już, już, mimo depeszy Potk[ańskiego] (Karola Potkańskiego) decydowałem się jechać do Was – i wstrzymała mnie tylko myśl, że mogę Was nie zastać, a raczej rozminąć się z Wami. Obyście szczęśliwie przebyły tę drogę. Czas okropny. Czekam depeszy z Zakopanego z ogromną niecierpliwością, ale choćby zawierała pomyślne nowiny, nie wyjadę przed otrzymaniem wiadomości od Ciebie, że po nocy przespanej w Zakop[anem] czujesz się dobrze. Myślę, że skutkiem tego nie ruszę
przed wtorkiem. (…)

Pracowałem jak wół, kląłem, spoglądałem na niebo, czy się nie wypogadza, i znów kląłem, dręczyłem siebie i nerwowałem pisaniem, bo właśnie dramat Płoszowskiego się rozwijał – ja zaś odczuwam to, co piszę – zresztą komponowałem depesze –
i była wielka malwa!

Kraków pusty. Byłem raz u pani Ostrowskiej
(Julii z Mańkowskich Ostrowskiej), u której poznałem p. Swejkowską (?)… (…) Pani
Swej[kowska] ma tyle zmarszczków między policzkiem a uchem, że wygląda jak pikowana. Ostrowska mówiła mi w dodatku,
że jest kilka lat młodsza od Zakrz[ewskiej]…
(Marii Zakrzewskiej) (…) Cieszkowski (Zygmunt Cieszkowski) już wrócił z Zakop[anego]. Widuję go na obiedzie, jak również Siemiradzkiego (Henryka Siemiradzkiego), który Cię pamięta, wypytywał i mówił: „To śliczna panna była”. (…)

Napisałem tyle, że Bez dogm[atu] zaczyna się stanowczo przechylać w przeszłość i wkrótce będzie tylko wspomnieniem, wiązką myśli i uczuć, przy których opisie autor, jak zawsze, zostawił trochę skóry na literackich cierniach. (…)

Oj, siedź teraz, Maleństwo, w swoim ciepłym pokoju, siedź, wypoczywaj w ciszy, myśl, że wszyscy tę Ziabę lubią, że Ją zawsze,
a zawsze gładzą, to i nerwy będą spokojne. (…)”

WRZESIEŃ – 24. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj miałem dużą gorączkę (38,9) – z gardłem gorzej – bo opuchlizna nie schodzi, a formuje się szereg wrzodzików.
Ani myślić, żebym wyszedł przed tygodniem lub 10 dniami. Osłabiony bardzo. Dziś rano gorączki nie ma, 37,5. (…)”

WRZESIEŃ – po 24. [po środzie]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Bardzo dziękuję za rosół. Wieczór nic. Galaretka już wczoraj nie przechodziła, ale jak mi będzie lepiej, to meuh! meuh!
jako ten miś przez kratę. Bardzo rwie w tej chwili, może jutro pęknie choć jeden. Gorączki dziś 38,3. Sprzedają jakąś dziwną chinę. Cybul[ski]
(Napoleon Nikodem Cybulski) każe brać proszek jeden, ja biorę dwa i po godzinie żadnej różnicy. (…)”

WRZESIEŃ – 27. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem, gdzie kończy pisanie „Bez dogmatu”. Pisze do Kazimierza Pochwalskiego:
„(…) Pisałem do Antałka (Antoniego Zaleskiego), żeby trzy tysiące rubli należne mi po ukończeniu powieści („Bez dogmatu”) wysłał
pod Pańskim adresem: Mikołajska 28
(w Krakowie). Byłbym kazał posłać pod adresem Janczewskiego (Edwarda Janczewskiego),
ale on odwozi żonę
(Jadwigę z Szetkiewiczów Janczewską) do Szwajcarii i pieniądze mogłyby się z nim rozminąć. (…) Gdyby kochany Pan miał wyjechać w tych czasach dla malowania Sapiehy (Pawła Sapiehy) lub kogokolwiek, to daj mi Pan z łaski swojej znać zaraz,
bo w takim razie muszę posłać inny adres. (…)”

WRZESIEŃ – 29. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Złość okropna, że nie mogę wstać, ale dziś mi nawet gorzej. W nocy była gorączka i pewno formuje się wrzodzik. Nie wiem, kiedy wstanę – i w ogóle, jak zimę przebędę.

Pannie przysłanej wyleciał koreczek i coś się rozlało… (…)”
Jeszcze tego samego dnia pisze on drugi list do Jadwigi Janczewskiej, opatrzony rysunkiem niedźwiedzia za kratą:
„(…) Jak tylko przysłała tego rumianeczku, zaraz wrzód pękł. Naprawdę przy drugim razie. Od wczoraj ulga wielka – choć zmęczenie duże i chudzizna nadzwyczajna. Dziś ogolony, umyty, ubrany, zaczynam przybierać ludzką postać. – Za parę dni będę piłował Cybul[skiego] (Napoleona Nikodema Cybulskiego) o wyjście. On wczoraj przed pęknięciem był już niespokojny, bo się zaczął tworzyć wysięk – teraz wszystko poleciało. Jedna tylko rzecz. Jakoś po tylu dniach gorączki apetyt nie wraca – może skutkiem tego, że przedtem był katar. Ale rosołeczek by się przydał, galaretka biała albo czerwona też! (…)”

PAŹDZIERNIK – 02. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Antoniego Donimirskiego:
„(…) …proszę nie przysyłać mi pieniędzy (reszty honorarium za rękopis powieści „Bez dogmatu”) do Krakowa, tylko mnie do Biarritz wówczas, gdy doniosę o adresie. W Krakowie zabawię tylko do niedzieli, że zaś jadę jutro, zostaje na Kraków tylko sobota. (…)”

PAŹDZIERNIK – 05. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie przy ul. Brackiej 10. Pisze do Antoniego Donimirskiego:
„(…) Przyślijcie do Biarritz, jak będziecie mogli, pozostałe 2000 (rubli), ale bez rozbijania sobie głów. Jutro wyjeżdżam. Obecnie jestem w Krakowie. (…) Drugi , poprawiony tom (powieści „Bez dogmatu”), odeślę stąd przez Kocia Górskiego (Konstantego Marię Górskiego). (…)”
Pisze też do Józefa Majera, prezesa Akademii Umiejętności w Krakowie:
„(…) Ponieważ obawiam się, aby wyjazd mój (do Biarritz we Francji) nie opóźnił sprawy przyznania stypendium imienia śp. żony mojej, zmuszony jestem wyrzec się w tym roku przysługującego mi prawa wyboru między kandydatami. Wskutek tego mam zaszczyt prosić JW Pana, abyś w sprawie wyboru sam zechciał łaskawie wydać głos decydujący. (…)”

PAŹDZIERNIK – 11. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Paryża. Zatrzymuje się w Hôtel du Dauphin. Kończy pisać, a w numerze 229. „Słowo” kończy druk powieści „Bez dogmatu”.

Tego dnia w Théâtre du Vaudeville ogląda komedię Aleksandra Bissona „Feu Toupinel”.

PAŹDZIERNIK – 12. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hôtel du Dauphin. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Stanąłem tu w „Hotelu du Dauphin”… Wczoraj byłem u Sienkiewicza (Artura Władysława Sienkiewicza). Nie zastałem nikogo. Panienki bawią u Pani Jaroszyńskiej (Karoliny z Rakowskich Jaroszyńskiej)… (…) Dziś wieczór wyjeżdżam, bo mi okropnie pilno
do jakiejkolwiek wiadomości od Ciebie i od Mary. Może w Biarritz znajdę co na poczcie. (…) Wczoraj byłem w Vaudeville’u
na Feu Toupinel. (…)

Mam się nieźle, boli tylko krzyż między łopatkami, a od tego ręce, więc trochę trudno pisać. Katar niezupełnie mnie opuścił. (…)”

PAŹDZIERNIK – 13. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hôtel du Dauphin. Tu odwiedza go Artur Władysław Sienkiewicz, ojciec Charlotte i Marii. Po jego wyjściu pisarz udaje się
na śniadanie do Café de la Regence przy Rue Saint Honoré 161. Tu spotyka Brunona Abdanka Abakanowicza. Spędzają ze sobą cały dzień.

PAŹDZIERNIK – 14. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu w Hôtel du Dauphin. Ponownie spotyka się z Brunonem Abdankiem Abakanowiczem. Spotkanie trwa aż do wieczora.
O godz. 20.00 na stacji Gare d'Orleans pisarz wsiada do pociągu, którym wyrusza do Biarritz.

PAŹDZIERNIK – 15. [ŚRODA]


W numerze 238. „Czas”, a w numerze 237. „Dziennik Poznański” - kończą druk powieści „Bez dogmatu”.

Tymczasem - o godz. 11.00 - Henryk Sienkiewicz przybywa na kurację do znanego kąpieliska Biarritz w południowo-zachodniej Francji nad Zatoką Biskajską. Zatrzymuje się w willi Piron (Villa Piron). Stąd pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem dziś o jedenastej rano, byłem na poczcie, rozejrzałem się po mieście. – Ładne to i dość okazałe – ale ani dygi (grobli nad brzegiem morskim), ani plaży, ani Kursalu ostendzkiego, ani estakady, ani nawet takich willi tu nie ma. Dumny jestem,
żeś widziała Ostendę, to jest miejscowość, która pod względem okazałości, cywilizacji etc. przewyższa wszystkie inne.
Tu „la grande plage”
(wielka plaża) ma około pół kilometra – wzdłuż ciągnie się nędzny chodnik, nawet bez poręczy, nad którym stoi obszerny budynek kąpielowy w stylu niby mauretańskim, ale dość mizerny. Samo miasto leży z tyłu na wzgórzach i hotele
na wiszarach
(skałach, urwiskach) są istotnie okazałe, ale nie ma tego zetknięcia tego bezpośredniego życia i luksu z morzem, które stanowi wyjątkowy wdzięk Ostendy. (…)

W willi Piron, którą mi zarekomendowano, sami Moskale – aż trzy rodziny. Kobiety grubonose, grubo… bokie, krzykliwe, przypatrujące się. – Przy śniadaniu słyszałem: „A wot ja że goworiła”
(przecież już mówiłam) - „Na wierno” (na pewno) - „A”? Ładny język i warto jechać aż do Biarritz , żeby go słyszeć. –

Miałem rację. Wyjeżdżając z Paryża z Gare du Nord jest się równo w 12 godzin w Biarritz. Ale wyjechałem z Orleańskiej
(Gare d’Orleans lub Gare d’Austerlitz) wieczorem o 8 i byłem o 11-stej. Wolałem nie przyjechać o świcie, bo łatwiej sobie rady dać.

Dziś się nie kąpałem, jutro także nie będę. Czekam, aż katar nabyty w zbawczym klimacie zakopiańskim przejdzie. Dotąd kaszlę
i (przypomina mi się opowiadanie tj. jedna anegdota ojca) piersi mnie trochę bolą. W Paryżu było tak ciepło, że tu wcale
nie cieplej. –

Przyjechałem tam w piątek, wyjechałem we wtorek. Szarlotek
(Marii i Charlotty Sienkiewiczównie, córek Artura Władysława Sienkiewicza) nie widziałem, chociaż pokazało się, że są w Paryżu i że w czasie mojej wizyty tylko wyszło do pani Jaroszyńskiej (Karoliny
z Rakowskich Jaroszyńskiej), ja zaś rozumiałem, że u niej mieszkają, i przypuszczałem, że może gdzieś za Paryżem. Pan Artur był
u mnie w poniedziałek
(13 października 1890 r.) i prosił mnie na obiad. Ale mnie takie rzeczy nudzą, więc skręciłem. Powiedziałem,
że wyjeżdżam wieczór, że mam już bilet i nie mogę. Potem wyszedłszy na śniadanie zobaczyłem w Rejencji
(Café de la Régence
w Paryżu przy Rue St. Honoré 161) najdziwniejszym z wypadków Abakanowicza (Brunona Abdanka Abakanowicza). Nigdy on tam nie bywa, ale tego dnia przyszedł dla widzenia się z Lenczewskim (?), elektrykiem z Warszawy. Wyobrażasz sobie, jak go puścił od razu zobaczywszy mnie. Zaraz telegrafował w 15 stron świata, że nikogo nie może widzieć i żadnych interesów załatwiać, i spędziliśmy razem czas aż do wtorku wieczór. Odjechał tylko na noc, do Champigny (do Parc St. Maur, niedaleko od Champigny), gdzie się pobudował. Potwór utył; dostał po wystawie Legię Honorową, z którą chodzi, tj. z czerwoną wstążeczką w dziurce od surduta. Lubię go, bo on naprawdę przepada za mną. Gładził łysinę i powtarzał” „Henryk! Ty jesteś dla mnie wspomnieniem zupełnie idealnym!” – Jedliśmy śniadania i obiady razem – ale… o młodości! gdzieś ty!? – nie upiliśmy się ani trochę. Obiecał, że tu przyjedzie na tydzień, bo musi jechać do Bilbao, które oświetla. Pojadę z nim razem na „torros” (na walki byków). (…)

Na poczcie znalazłem mnóstwo listów: od mateczki
(Wandy z Mineyków Szetkiewicz), Potkańskiego (Karola Potkańskiego), Henkiela (Dionizego Henkiela), Bogusławskiego (Władysława Bogusławskiego). Nie było tylko od tej Ziaby (Jadwigi Janczewskiej), ale jeśli wyjechałaś, jak mateczka pisze, w czwartek, to nie mogło być. (…)

Mara
(Maria z Sobotkiewiczów Dembowska) miewa boleści, ale w ogóle zdrowsza. Zresztą będziesz miewała częstsze o niej wiadomości ode mnie. Pannę Munię (?) widziałem jeszcze dwukrotnie, raz na ulicy, drugi raz na pożegnaniu. (…) Ciekawym, gdzie Marę wyślą. Chciałbym, by gdzie niedaleko, bo odwiedziłbym ją zaraz. W każdym razie obiecuję to sobie zrobić. (…)”

PAŹDZIERNIK – 16. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Biarritz. Mieszka w willi Piron.

PAŹDZIERNIK – 17. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Biarritz. Mieszka w willi Piron. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Drugi tom („Bez dogmatu”) mam od dawna poprawiony, tylko że to druk, więc nie wiedziałem, jak wysłać. Odeślę go
do Krakowa Kociowi Górskiemu
(Konstantemu Marii Górskiemu) z prośbą, by znalazł jakowąś okazję. (…)

W Biarritz zabawię z 15 dni lub może dłużej. Jestem nadzwyczaj zmęczony, a tu nie widuję nikogo – bo też z Polaków nie ma już, zdaje się, nikogo.

Czy też Ci Antał
(Antoni Zaleski) mówił o projektach powieści niewolniczej? (…) Zanim jednak wziąłbym się do powieści, napisałbym cały szereg listów z podróży na kształt amerykańskich, które by ze względu na swą treść, obrazy, styl i wreszcie osobę autora, bardziej dziś znaną niż za czasów amerykańskiej wycieczki, mogły stanowić wielką i nadzwyczajną atrakcję dla czytelników „Słowa”. (…)”

PAŹDZIERNIK – 18. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Biarritz. Mieszka w willi Piron. Wieczorem pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Czwarty dzień przeokropny: deszcz, wicher, który literalnie kwiczy, jakby kto w pobliżu zakłuwał wieprze. Wczoraj się kąpałem – dziś nie było sposobu. Ledwie mogłem wyjść z domu po papier listowy. To jest istotnie malwa. (…)

Miałem list od Tarnowskiego
(Stanisława Kostki Tarnowskiego) i Majera (Józefa Majera). Chcą rozdzielić stypendium (stypendium imienia Marii z Szetkiewiczów Sienkiewicz) między Mańkowskiego (Konstantego Mańkowskiego) i Kratzera (Kazimierza Kratzera), ponieważ zaś ustawa temu się sprzeciwia, więc pytają mnie o pozwolenie. Telegrafowałem, że dobrze. (…)

Pusto tu bardzo. (…) Trochę mi z tym dobrze. Katar mój zmniejszył się jednak od słonych wyziewów, tylko głowa pobolewa.
Ale to są małe rzeczy. (…)”

PAŹDZIERNIK – 19. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Biarritz. Mieszka w willi Piron. Z jego upoważnienia Józef Majer, Prezes Akademii Umiejętności w Krakowie, przyznaje Konstantemu Mańkowskiemu i Kazimierzowi Kratzerowi stypendium imienia Marii z Szetkiewiczów Sienkiewicz.

PAŹDZIERNIK – 20. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Biarritz. Mieszka w willi Piron.

PAŹDZIERNIK – 21. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Biarritz. Mieszka w willi Piron.

PAŹDZIERNIK – 22. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Biarritz. Mieszka w willi Piron. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Co tam słychać, miła siostrzyczko? Czy Abacja zawsze ładna? (…) …skarżysz się na brak spacerów. Otóż wiedz, że niemal wszystkie drogi idące od szosy w górę, w stronę przeciwną morzu, prowadzą do celów spacerowych. Znajdziesz wszędzie ławki,
i drogowskazy, a po pół godziny lub więcej dreptania w górę będziesz miała rozległe z wyniosłości widoki na morze, na sine. – Ostrzegam tylko, że to są drogi zawsze trochę puste i odludne, i jakkolwiek mieszkańcy nawet w chwilach wolnych od zajęć
nie oddają się rozbójnictwu, to jest – nie „chadzają po zbóju wraz”, jednak taki tchórz notoryczny powinien odbywać te spacery
w towarzystwie.

Pobyt mój w Biarritz nie ma po prostu sensu. Mam, jak Marta Śmigalińska
(?), katar, chrypkę, reumatyzm w karku, ból w ramieniu
i zapowiedzi scjatyki. Wszystkiego tego dostałem kąpiąc się na wichrze, deszczu, przy 10 – 11 Réaumura. Skutkiem tego musiałem przerwać kąpiele i nudzę się na sucho. Żaden magnat w chrześcijaństwie nie nudził się tak jak ja. Jakiś Moskal
przy obiedzie probował ze mną gawędzić. Pokazało się, że to jest „ojciec Herod”, pop stale tu mieszkający, przyszły proboszcz mającej się wznieść cerkwi. (…)

Abak nie przyjechał i nie przyjedzie z pewnością. Prosił mnie do siebie na mieszkanie w Champigny. W każdym razie wyjeżdżając zostawię swój adres panu Piron, żeby mi mógł przesłać listy i gazety. –

W Paryżu będę się namyślał, co uczynić z Henrykiem Sienkiewiczem. Może mu każę wziąć się do jakiej roboty, choć wiem, co to będą za sceny. Tu czas schodzi mi na wałęsaniu się i naprawdę jeszczem się do niczego nie zabrał. – W ogóle, mimo wspomnianych dolegliwości, mam się nieźle. (…)

Książek może co poślę z Paryża. Tu mam Le Roman d’un Spahi Lothiego
(Pierre’a Loti’ego), ale to nadto dla Ciebie afrykańskie
i przy tym smutne – ja zaś chciałbym Ci wysłać coś bardzo wesołego. (…)”

PAŹDZIERNIK – 23. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Biarritz. Mieszka w willi Piron.

PAŹDZIERNIK – 24. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Biarritz. Mieszka w willi Piron.

PAŹDZIERNIK – 25. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Biarritz. Mieszka w willi Piron. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Co do nerwów – uszki do góry, Siostrzyczko ukochana; trzeba im się trochę nie dawać. Nie dlatego to mówię, żeby byle
co powiedzieć, ale jak człowiek, który miał i ma z nimi ciągle robotę. Niezawodnie zależą one trochę od kierunku myśli i od tego, co człowiek sobie w danym razie wyobraża, czy nie czuje się opuszczony, czy nie przypuszcza, że nikomu nic na nim nie zależy,
że o niego nie dbają, że go nie kochają etc.

Otóż Ty sama wiesz najlepiej, że pod tym względem nie masz powodu do pesymizmu i że drugiej istoty tak przez wszystkich lubianej, a przez najbliższych kochanej nie ma chyba na świecie. I powód tego leży w Tobie, w Twojej dobroci, delikatności,
w Twojej jasnej duszyczce, bo przecież muszą Cię za coś lubić i kochać. Przy Twoim uroku, urodzie i rozumie masz wszelkie warunki do spokoju i trzeba to jednak tym brzydkim nerwom powiedzieć, bo jakkolwiek poglądy zależą od nerwów – i one wzajem zależą nieco od poglądów. Jest to wzajemność, a w takim stosunku jedno powinno wspierać drugie. (…)

Wczoraj widziałem w południe 8 stop[ni] centigr[ada]
(8 stopni w stustopniowej skali przyjętej przez Celsjusza), dziś przyniesiono mi Twój list razem z kawą ranną, więc jeszcze nie wychodziłem, ale choć jasno dziś i słonecznie, okna widzę spocone. Piszę
w okryciu na surducie. Naturalnie o kąpielach ani myślić. (…)

Z towarzystwa pozostał tylko „per Horodien”
(Moskal) – więcej nikogo. – Właściciel willi mówi, że jeszcze przyjdą ciepła. –
Nie wierzę!... (…)

W dzisiejszym liście Godlewskiego
(Mścisława Godlewskiego) czytam, że „Słowo” zgadza się na wszelkie warunki, to jest
na wypłacenie 6000 rs. na ryzyko, tj. bez obowiązku zwrotu w razie wypadku ze mną… (…)

Być może, że do Egiptu puszczę się z Brindisi, a tam dopiero będę czekał na statek Méssagéries Maritimes
(francuskie towarzystwo żeglugi morskiej). W takim razie do Aleksandrii pojechałbym linią Florio Rubatino, ale Lloyda (Lloyd-Incorporation) są także dobre statki… (…)”
Pisze też do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Odpisuję tylko parę słów, bo wkrótce napiszę obszerniej. Tom II wysłałem pod rekomendowaną opaską. W III jest mało poprawek. Być może, że prześlę je listownie, cytując odcinek, szpaltę lub wiersz… (…)

Tymczasem mamy 25-ty, więc bądź łaskaw wysłać, raczej kazać wysłać ojcu memu
(Józefowi Pawłowi Ksaweremu Sienkiewiczowi) 50 rs do Lublina jak zwykle. Od chwili odjazdu funkcja moja opiekuna odcinka zostanie zawieszona i wówczas sam zostawię Wam dostateczną ilość pieniędzy na wysyłki do Lublina. (…)”

PAŹDZIERNIK – 26. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Biarritz. Mieszka w willi Piron.

PAŹDZIERNIK – 27. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Biarritz. Mieszka w willi Piron. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jutro wyjeżdżam, więc to ostatni list stąd. (…) Nie żal mi Biarritz. (…)

W Zakopanem siedzą już w śniegu. Mateczka biedna ma kłopoty z drzewem. Pojadę i fundnę zapas na całą zimę. Mara nie miewa gorączki, ale mizerna podobno bardzo i niewiele je.

Do Dzideczka najmilszego, do Kota mojego napiszę z Paryża. Wiem, że jak się siedzi za granicą, to wszelkie listy są mile widziane. (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: 27 X [18]90. Wtorek. Otóż wtorek przypadał 28 października 1890 r., a 27-go był poniedziałek.

PAŹDZIERNIK – 28. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Biarritz. Mieszka w willi Piron.

PAŹDZIERNIK – 29. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. Zatrzymuje się w Hotelu Bedford przy Rue de l’Arcade 17. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem dziś o piątej rano. Namyślam się nie siedzieć tu dłużej nad parę dni – dlatego nie posyłam Ci przez depeszę tutejszego adresu. (…)

18 listopada wychodzi z Kairu do pierwszej katarakty statek Cooka „Ramzes Wielki”. Dobrze by było, gdybym na ten termin mógł już być w Egipcie, bo zaraz bym się tym statkiem wybrał w górę Nilu. (…)

Posłałem Ci „Figaro Ilustrowane”. Moje złoto, przeczytaj sobie nowelkę pt. Mangeuse des hommes
(J. – H. Rosny - „La Mangeuse d’hommes”) nie tylko dlatego, że ładna, ale że Dick Dzineczkę przezywa w tej chwili „Mangeuse des hommes”! (…)”

PAŹDZIERNIK – 30. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. Mieszka w Hotelu Bedford przy Rue de l’Arcade 17.

PAŹDZIERNIK – 31. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. Mieszka w Hotelu Bedford przy Rue de l’Arcade 17.

LISTOPAD – DOKŁADNEJ DATY BRAK


W numerze 42. „Kraju” w rubryce „Luźne kartki” ukazuje się anonimowo – napisane przez Witolda Rubczyńskiegostudium psychologiczne postaci Płoszowskiego, bohatera powieści „Bez dogmatu”.

LISTOPAD – 01. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Paryżu. Mieszka w Hotelu Bedford przy Rue de l’Arcade 17. Wieczorem wsiada do pociągu i wyrusza w podróż do Wiednia.

LISTOPAD – 02. [NIEDZIELA] – wieczór


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Zatrzymuje się w Hotelu Hotelu Erzherzog Karl przy Kärthner Strasse 31. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …jest dziesięć minut, jak przyjechałem do „Erzherzoga”, i zaraz piszę. (…) W Paryżu byłem nie trzy dni (…), ale cztery. Wyjechałem wczoraj – tj. w sobotę; wieczór. Przyjechałem o 8.10, bo teraz Orient wychodzi o 6-stej 25. (…) W Krakowie stanę
w hotelu; w Twoim mieszkaniu zanadto smutno, gdy Ciebie nie ma. (…)

Jestem… taki niewyspany, że spostrzegam, iż piszę na wpół przytomnie. Jutro napiszę roztropniej. – Stanę nieodmiennie
w „Saskim Hotelu”. (…)”

LISTOPAD – 03. [PONIEDZIAŁEK]


Z Wiednia Henryk Sienkiewicz przybywa do Krakowa. Zatrzymuje się w Hotelu Saskim. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Jestem już w Wiedniu, a dziś wieczorem jadę do Krakowa. Z powodu tego przyspieszonego przyjazdu nie odesłałem pocztą 3-ciego tomu „Bez dogmatu”. W Krakowie, jeśli pierwszego dnia nie znajdę okazji, to wyślę pocztą pod opaską, tak że w każdym razie będziecie mieli korektę w tym tygodniu. Również z Krakowa prześlę pod opaską rękopism Stanleya (Henryka Mortona Stanley'a – właściwie John'a Rowlands'a - „Puszcza środkowej Afryki”, wyjątek z ostatniego dzieła „W najczarniejszej Afryce”). Wracając z Biarritz byłem tylko parę dni w Paryżu. (…) Gdybyś znał w Warszawie kogo miłego, ktoby się chciał wybrać ze mną, to na jednego – ale tylko
na jednego towarzysza chętnie bym się zgodził. Zmniejszyłoby to ogromnie koszta. (…)”

LISTOPAD – po 03. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Dam pierwszy list (z podróży po Afryce) w styczniu, ale następne będę pisał z notat. Rozumiesz bowiem, że przecie niepodobieństwem jest nie tylko pisać, ale obrabiać artystycznie rzecz w lesie, na ziemi, bez krzesła, stołu, dachu etc. Zresztą
z Tawety z braku poczt nie będę mógł korespondować, więc między pierwszym, może i drugim listem, a następnymi musi być dość znaczna przerwa. (…)

LISTOPAD – 04. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Ja tu przyjechałem wczoraj – i zupełnie nie wiem, jak długo zabawię; będzie to zależało od listów z Warszawy, które odbiorę jutro lub pojutrze. (…)

Ja jestem jak igła magnesowa, która, gdziekolwiek ją zawieźć i gdziekolwiek postawić, zawsze zwraca się ku polarnej gwieździe, a Ty jesteś wiewiórka, która musi coś gryźć, inaczej bowiem ząbki wyrastają jej nad miarę – albo łasica, która zagryza myszy
nie z potrzeby, ale przez krwiożerczość. (…)

W Wiedniu bawiłem tylko dobę. Ajdukiewiczowie
(Tadeusz i Salomea z Kirchmajerów Ajdukiewiczowie) jadą do Egiptu, ale dopiero
w lutym, gdy już po mnie miejsce wystygnie. W Paryżu widziałem Górskich
(Władysława i Helenę z Rosenów Górskich). Byłem
u Wł. Mickiewicza
(Władysława Mickiewicza). U p. Goreckiej (Marii Goreckiej) nie, bo nie wiedziałem adresu. (…)”

LISTOPAD – 05. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim.

LISTOPAD – 06. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Nie przysyłajcie mi inaczej pieniędzy jak na Roschilda do Wiednia. Tam ja dopiero rozejrzę się i rozlokuję je tak, jak mi będzie wypadało… (…) …będę miał listy polecające od Sir W[h]ite'a (George'a Stuart'a White'a) i do konsulów angielskich. O listy
do Wissman[n]a
(Hermana Wissmann'a) proszę bardzo – i to proszę spiesznie. Będę miał także liczne polecenia do misjonarzy
od samego kardynała Lavigerie
(Charles'a Martial'a Allemand'a), za czym nie braknie mi rekomendacji. Listy rozpocznę już z Egiptu.
W ogłoszeniach bądźcie łaskawi nie wymieniać ściśle miejscowości naprzód, bo nieraz wypada nagle plan zmienić. Akredytywę
do Krakowa przyślijcie na ręce Janczewskiego… (…) Ubezpieczę się sam w Paryżu przez Sienkiewicza. (…)

Jeszcze jedno. Piszę dla „Bibl[ioteki] Warsz[awskiej] dla Weyssenhoffa
(Józefa Weyssenhoffa) i Bogusławskiego nowelę („Lux
in tenebris lucet”) na 1-szy stycznia, która, o ile mogę dotąd sądzić, będzie jedną z najlepszych, jakie napisałem. Czybyście jej wprost po porozumieniu się z nimi nie przedrukowali? (…)

LISTOPAD – 07. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim.

W numerze 256. „Nowej Reformy” w rubryce „Zapiski literackie” ukazuje się pierwsza część recenzji powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu” – napisanej
przez Walerię Marrené-Morzkowską i zatytułowanej „Hrabia August” Mańkowskiego – „Bez dogmatu” Sienkiewicza”.

LISTOPAD – 08. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim.

W numerze 257. „Nowej Reformy” w rubryce „Zapiski literackie” ukazuje się druga część recenzji powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu” – napisanej
przez Walerię Marrené-Morzkowską i zatytułowanej „Hrabia August” Mańkowskiego – „Bez dogmatu” Sienkiewicza”.

LISTOPAD – 09. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim.

LISTOPAD – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim.

LISTOPAD – 11. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Nadspodziewanie jestem jeszcze w Krakowie, bom był niezdrów – niedyspozycja albo inaczej mówiąc ostry katar żołądka dokuczał mi tak, żem wezwał Cybulskiego (Napoleona Nikodema Cybulskiego), który radził mi nie wyjeżdżać, dopóki to nie przejdzie. Wczoraj także miałem jakiś wyjątkowy ból głowy. Cybulski mówił, że to jest zewnętrzny ból muskułów wskutek zawiania. Pewnie że tak, ale bolało to dość mocno, a raczej łupało na kształt bólu zębów. – Dziś czuję się lepiej, ale i jedno, i drugie nie mogło być od razu usunięte, więc jestem jeszcze trochę osłabiony i zmęczony. (…)

Posyłam Ci Gypa
(Sybille Marie-Antoinette de Riqueti de Mirabeau): C’est nous qui sont l’histoire. – Jest to persyflaż (szyderstwo uprawiane pod osłoną pozornej uprzejmości) na Rzplitę – i dlatego może Cię będzie bawił – ale zresztą słabsze to od innych rzeczy Gypa.

Widziałem tu Raczyńskich
(Edwarda i Różę z Potockich Raczyńskich), byłem u p. Adamowej (Katarzyny z Branickich Potockiej) na obiedzie; widziałem starego Dzieduszyckiego (Tadeusza Dzieduszyckiego). (…)

Potk[ańskiego]
(Karola Potkańskiego) widuję co dzień. Pięknej p. Zakrz[ewskiej] (Marii z Moszczeńskich Zakrzewskiej) nie ma jeszcze.

Zacząłem pisać nowelę
(„”Lux tenebris” lub „Wyrok Zeusa”), która powinna być i oryginalna, i ładna – ale przerwałem teraz i zabiorę się dopiero w Zakopanem. (…)”

LISTOPAD – 12. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Z powodu mocnej niedyspozycji żołądkowej doktor nie pozwolił mi wyjechać do Zakopanego, aż po zupełnym wyleczeniu się, dlatego jestem i zostanę jeszcze parę dni w Krakowie. Nie mam od Was żadnej wiadomości może dlatego, że pisaliście
do Zakopanego. Piszcie zawsze do Hotelu Saskiego, bo stąd odsyłają mi bezzwłocznie, gdziekolwiek jestem.
III tom
(„Bez dogmatu”) posłałem pod opaską i rekomendowany. (…) Czybyście też nie przedrukowali niektórych recenzji
o „Bez dogm[atu]”, np. Bogusławskiego lub tej z „Kraju” (nie wiem, kto pisze; nie czytałem, ale słyszę, że ma być dobra). (…) Jeszcze jedno. – Z tych pieniędzy, które macie przysłać, każ zostawić 300 rs w redakcji – i posyłajcie ojcu memu po 50 rs miesięcznie, jak poprzednio. (…)

LISTOPAD – 13. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Kochana Żabo.

Jeszcze jestem w Krakowie, bo reumatyzm w głowiźnie nie puszcza. Wczoraj wlazł w ramię, dziś znów puka po głowie, choć mniej silnie niż poprzednio. Egipt naprawdę by się przydał. (…)

Jak Ty się miewasz? Co porabiasz, o czym jasną łepetynką rozmyślasz? Czy macie tam jaką taką pogodę? Tu wczoraj było nieźle, dziś szaro. Powoli zaczynają tam gdzieś wysoko fabrykować pierwsze śniegi. –

Z katarem moim żołądka jest o tyle lepiej, że znajduje się on na dobrej drodze i nim wyjadę w podróż, to i przejdzie. Zresztą choroba morska to najdzielniejszy środek.

Widuję dość osób. Pisałem Ci, że byłem pod Baranami
(u Katarzyny z Branickich Potockiej w Pałacu pod Baranami) i u p. Włodz[imierza] Dzieduszyckiego. (…) Pani Ostrowska (Julia z Mańkowskich Ostrowska) puszcza podobno wieść, że wyjeżdżam w dzikie kraje
z powodu, iż Basia
(Barbara Mańkowska) wychodzi za mąż. (…)

A malujesz trochę? Potk[ański]
(Karol Potkański) często rozmawia o Twym talencie, o którym wysokie wyobrażenie ma brat Albert (Adam Chmielowski). (…)

Morawskiego
(Zdzisława Morawskiego) widuję często, ale nie wiem, czy jeszcze zakochany. (…)

„Nowa Reform[a]” pomieściła krytykę Bez dogm[atu] Marrenowej
(Walerii Marrené-Morzkowskiej), ku memu zdziwieniu bardzo pochlebną. „Kraj” również. Jest to studium całe o Płoszowskim. Tu Witold Rubczyński, młody filozof, pisze rozprawę
o Płoszow[skim]. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
(…) Dajcie mi akredytywę na Wiedeń, Brindisi, Aleksandrię, Kair… (…) …przyślijcie tymczasem do Janczewskiego, Studencka
n[r] 11. On mi ją odeśle do Wiednia lub też znajdę ją u niego wracając z Zakopanego. (…) Co do ubezpieczenia mnie,
czy mówiliście z Bennim? (…) Gdybyście mnie ubezpieczali w Tow[arzystwie] „New-York” i gdyby widzenie mnie przez doktora było koniecznym, wolałbym, żeby tu przyjechał znajomy Benni niż jaka obca morda. (…) Kontrakt
(w sprawie nadsyłania korespondencji z podróży po Afryce) załączam. Ponieważ takie umowy oparte są przede wszystkim na dobrej wierze stron obu,
więc gdyby zmiana, jaką zaproponowałem, mogła być wprowadzona, byłoby mi nader przyjemnie. (…)

Czemu nie mam żadnej dotąd odpowiedzi od Was na moje listy? Czyście pisali do Zakopanego? Chcę wiedzieć, czego się trzymać, bo tu aż trzęsie się o tym, że wyjeżdżam do Afryki. Powstała nawet legenda, że udaję się w dzikie kraje z powodu zamążpójścia czy zamążwychodzenia jakiejś panny, którą widziałem trzy razy w życiu i która obchodzi mnie tyle, ile np. Ciebie, który jej wcale nie widziałeś. (…) Krótko mówiąc, sprawa stała się tyle głośna, że trochę wstyd byłoby się cofać, i jeśli Wy mimo Waszej zgody zaniechacie jej, wyjadę z mocy układu z jakim innym pismem. Przede wszystkim jednak chcę wiedzieć, jak rzeczy stoją. (…) Przyślijcie mi „Kraj” z recenzją
(„Bez dogmatu”), bo go nie mogę dostać. Czytałem w „Reformie” krytykę Marrenowej (Walerii Marrené-Morzkowskiej), która ku memu zdziwieniu jest nader pochlebna. (…)

LISTOPAD – 14. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Pisze do Henryka Siemiradzkiego:
„(…) Pukam z prośbą do Pana i Pańskich obszernych w Rzymie stosunków. Jest rzecz taka: za kilka tygodni wybieram się
na wyprawę do Afryki – chciałbym zwiedzić jej wschodni brzeg aż do Zanzibaru, chęć mnie bierze zawadzić także o Massawę
w Abisynii, znajdującą się w posiadaniu Włochów. Otóż, czybym za łaskawym Pańskim pośrednictwem nie mógł dostać listów polecających do jakichś wyższych wojskowych? Nie zamierzam zwiedzać tamtych stron na koszt państwa włoskiego, tylko
na własny, chodzi mi więc jedynie o to, by mnie tam nie wzięto za drapichrusta lub, co gorzej, za jakiego agenta politycznego
i nie tamowano mi swobody ruchów. Pan, Panie Henryku, masz tak obszerne stosunki, że może uzyskanie takiej rekomendacji
nie będzie przedstawiało dla Pana zbyt wiele trudności.

Za dwa tygodnie muszę być w Paryżu, stamtąd wyruszę do Brindisi. Po drodze zatrzymam się parę dni w Rzymie, a wówczas osobiście zgłoszę się do Was, by Wam w każdym razie podziękować i przeprosić za kłopoty. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
(…) Pojadę do tych piguł (w sprawie ubezpieczenia) we wtorek do Szczakowej, skoro nie może być inaczej. (…)

LISTOPAD – 15. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Kochana Dzidku!

Dziś jest niedziela, we wtorek jadę do Szczakowej, gdzie przyjadą na moje spotkanie agent Tow[arzystwa] Ubezpieczeń
(Swinarski) i doktor (Karol Benni); w środę jadę do Zakopanego, zabawię tam jaki tydzień, potem przez Wiedeń, Paryż, Brindisi
w dalszą drogę. (…) Na tę podróż dosyć się cieszę. Będę miał listy Whita
(Williama Arthura White’a) (czy może Weita – nie pamiętam, jak się pisze), Lavigerie (Charlesa Lavigerie) i bodaj polecenia z urzędu kanclerskiego niemieckiego do władz niemieckich w Afryce. Pisałem także do Siemiradzkiego (Henryka Hektora Siemiradzkiego), żeby przez dwór, z którym ma stosunki, wystarał się dla mnie
o rekomendacje do Abisynii. (…)

Ojca mego zaopatrzyłem na 6 miesięcy. Helenkę także. (…)

Potk[ański]
(Karol Potkański) pokazywał mi wiersz Heinego ( Christiana Johanna Heinricha Heinego, właściwie: Harry’ego Heinego), który mu zaznaczyłaś. Ja go wieczorem u siebie przetłomaczyłem, o tyle nieźle, o ile takie rzeczy dadzą się tłomaczyć – a prawie że się
nie dadzą. (…)”
do Kazimierza Pochwalskiego:
„(…) Ja, Cieszkowski (Zygmunt Cieszkowski) i Potkański (Karol Potkański) mamy dziś dobrą lożę i obszerną na Nieboszczyka Toupinela (komedię Aleksandra Bissona „Nieboszczyk Toupinel”). (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
(…) Możecie prócz Aleksandrii i Kairu wymienić (w akredytywie) przed Zanzibarem jeszcze i Massawę w Abisynii, o ile tam jest jaki bank.

We wtorek jadę do Szczakowej. Swinarskiego znam, dość go lubię i dlatego mu nie nawymyślam. Metrykę mam ze sobą. (…)
W numerze 254. „Czasu” - w Kronice - ukazuje się notatka:
(…) Henryk Sienkiewicz bawi w naszym mieście w przejeździe z Biarritz do Zakopanego. Zamierza on odbyć podróż do Egiptu. (…)

LISTOPAD – 16. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim.

LISTOPAD – 17. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim.

W numerze 258. „Słowo” informuje czytelników:
(…) Otrzymawszy wiadomość, że Henryk Sienkiewicz wyrusza w tych dniach w dalszą podróż do Afryki wschodniej, a mianowicie do Zanzibaru, wydawnictwo „Słowa” pośpieszyło zawrzeć z nim umowę, mocą której autor dobrze czytelnikom polskim pamiętnych „Listów z Ameryki”, zanim zdoła zużytkować owoce swych studiów i spostrzeżeń w najnowszej a przyrzeczonej nam powieści, nadsyłać będzie „Słowu” listy z owej podróży, która prawdopodobnie rozpocznie się od Egiptu, katarakt Nilowych,
a poza Zanzibarem obejmie kilka dalszych nad Jeziora wycieczek. Na mocy tejże umowy „Listy z podróży po Afryce” Henryka Sienkiewicza będziemy mogli niebawem rozpocząć, a w każdym razie ukażą się one w „Słowie” w ciągu pierwszego kwartału 1891 r. (…)

LISTOPAD – 18. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Z Krakowa przybywa do Szczakowej, gdzie spotyka się ze Swinarskim (agentem Towarzystwa Wzajemnych Ubezpieczeń „New-York”) i Karolem Bennim (lekarzem współpracującym z wcześniej wymienionym towarzystwem i jednocześnie przyjacielem pisarza).
W związku z planowanym wyjazdem do Afryki ubezpiecza się na 5.000 rs.

LISTOPAD – 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Ubezpieczyłem się dla Was, a oprócz tego osobno dla siebie na 5000 rs. (…) …Nie ogłaszajcie urbi et orbi o moim wyjeździe przed nadejściem polis z Petersburga, żeby czasem Towarzystwo Ubezp[ieczeń] tamtejsze nie przestraszyło się, mimo rubryki
o podróżach, specjalnie Afryki. (…) Nie tylko się ubezpieczyłem, ale zapłaciłem Swinarskiemu za cały rok od siebie, na co mam jego kwit. Teraz przyspieszcie już przysłanie akredytyw Janczewskiemu… (…)

LISTOPAD – 20. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Opuszcza Hotel Saski i wyjeżdża do Zakopanego.

LISTOPAD – po 20. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Na nieszczęście ogłosiliście o środkowej Afryce, a za Wami „Kurier Warszawski”, co może źle wpłynąć na decyzję dyrekcji Tow[arzystwa] Ubezpieczeń. (…)

LISTOPAD – 21. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechawszy wczoraj zastałem Twój list, za który bardzo dziękuję. –

W Zakopanem szaro, a raczej biało, bo i domy, i las pod śniegiem. Szczególniej dziś w nocy napadało dużo i teraz wszystko
jak w kożuchu.

Dzieci zdrowe, obsiadają mnie jak muchy; gdzie się ruszę, tam one za mną, a mały Edziuś
(Edward Dembowski)
przez naśladownictwo czyni to co i starsze, więc sadowi się koło mnie, całuje rozgłośnie w łokcie, lata w trop jak piesek
i powtarza razem z Dzinką: „Tuś-Ciś! etc.” Znalazłem, że urósł bardzo i pysznie wygląda, głowa i twarz zmniejsza mu się wobec większej długości ciała i jest ładny.

Ojciec
(Kazimierz Szetkiewicz) przyjeżdża tu za tydzień, żeby się jeszcze ze mną zobaczyć i pożegnać, czym jestem bardzo rozczulony. Mateczka (Wanda z Mineyków Szetkiewicz) zdrowa. Mary (Marii z Sobotkiewiczów Dembowskiej) jeszcze nie widziałem,
ale ma się lepiej. Przywiozłem jej nieco kwiczołów, słonek i kuropatw. P. D.
(Bronisław Dembowski) był wczoraj – i naturalnie w miarę polepszania się stanu żony jest w coraz lepszym usposobieniu. (…)

Kiedy się wyjeżdża tak daleko, ma się zawsze trochę ochoty, trochę ciekawości i trochę smutku – więc tak jest i ze mną. (…)”

LISTOPAD – 22. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem.

LISTOPAD – 23. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem.

LISTOPAD – 24. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem.

LISTOPAD – 25. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem.

LISTOPAD – 26. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem.

LISTOPAD – 27. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Krakowa. Zatrzymuje się w Hotelu Saskim.

LISTOPAD – 28. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wczoraj przyjechałem do Krakowa w przekonaniu, że zastanę tu już ojca (Kazimierza Szetkiewicza). Tymczasem nie ma go,
a Edward zaręcza, że i dziś nie przyjedzie, bo piątek. (…)

Dzieci zdrowe, tęgo wyglądają. W Zakopanem tak było ciemno w pierwszych dniach mego pobytu, wilgotno, ponuro, że aż dziwnie robiło się patrzeć na ich nadzwyczajną wesołość. Cały dzień pękają ze śmiechu – i życie aż tryska ze wszystkich trojga. Pożegnałem się już z nimi – i serce trochę miękło… (…)

Mam dla Ciebie dwie fotografie portretów Pochw[alskiego]: (Popiela
/Pawła Popiela/ i Burzyńskiego /Stanisława Burzyńskiego/), które prześlę przez ojca. Są pyszne i pogodziły zupełnie Marę (Marię z Sobotkiewiczów Dembowską) z Pochwalskim. Obie też Żabce daruję.

Kończyłem nowelkę dla „Bibl[ioteki] Warsz[awskiej]” pt. Lux in tenebris lucet. Nową piszę teraz dla „Świata” pt. „Sąd Zewsa”. Pierwsza jest dziwna i bardzo oryginalna.

Spotkałem w hotelu na kurytarzu Czerwińskiego
(?). Pytał o Ciebie, czyś zawsze w Abacji. (…) W Wiedniu stanę u „Erzherzoga Karla”, będę tam prawdopodobnie już we wtorek lub w środę. (…)”

LISTOPAD – 29. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim.

CHARLES Martial Allemand LAVIGERIE, kardynał, założyciel Zakonu Misjonarzy i Misjonarek Afryki, pisze dla Henryka Sienkiewicza list polecający go opiece afrykańskich misjonarzy w czasie pobytu pisarza w Afryce:
Arcybiskupstwo algierskie, Biskra 29 listopada 1890.
Ukochane dzieci moje! Polecam gorąco całej życzliwości i dobremu przyjęciu misjonarzy algierskich wszędzie, gdzie mu danym będzie spotkać ich we wnętrzu Afryki, p. Henryka Sienkiewicza, jednego z najznakomitszych pisarzy współczesnych.
P. Sienkiewicz udaje się w Wasze okolice, aby głębsze robić studia nad krajami otaczającymi Wielkie Jeziora. Byłbym Wam mocno wdzięczny, gdybyście zechcieli pomagać jego misji i uszanować ją. […]”.

LISTOPAD – 30. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Głucha noc, więc tylko parę słów, by pogładzić Ziabę po łapkach. (…)

Przed chwilą skończyłem drugą nowelkę. Jest dobra – i wesoła. Będziesz się trochę śmiała – więc dobrze. Pierwsza pt. Lux
in tenebris
jest oryginalniejsza bez porównania, ale jej nie czytaj, bo smutna. (…) Dziwię się trochę sobie, żem te nowele napisał. Druga szła tak łatwo jak po maśle, nad pierwszą więcej było pracy. Mam je jeszcze przepisać, by ostatecznie wygładzić.

Otrzymałem dziś „G[azetę] Polską” z krytyką Bez dogmatu Bogusławskiego
(studium Władysława Bogusławskiego „Najnowsza powieść
H. Sienkiewicza „Bez dogmatu”). Jest to raczej cały traktat, nie krytyka. W czterech numerach po trzy odcinki, razem dwanaście,
a jeszcze nie koniec. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
(…) Czekam tylko na mego teścia oraz na Waszą akredytywę. (…) Jeżeliście ogłaszali o wyprawie do Środkowych Jezior
przed upewnieniem się, czy ubezpieczenia przyjęte, to szkoda, bo właśnie pisał mi Benni, że wątpi, by jakiekolwiek w świecie towarzystwo zgodziło się ubezpieczyć kogoś w takich warunkach. Marudztwo z akredytywą szkodzi także, bo ruble co dzień spadają. (…) [94.]

Akredytywę, kontrakt i kwit odebrałem. Wszystko to poślę jutro. Jednej rzeczy nie rozumiem absolutnie: Jakim sposobem
za 5000 rs dostaliście tylko 500 Ł. Funt według giełdy dzisiejszej kosztuje 11 guldenów i 50 centów, co również wedle dzisiejszego kursu rubla wynosi 8 rs 65 kop[iejek]. (…) Nie doniosłeś mi ani słowem, czy ubezpieczenia przyjęte. Donieś mi, bo mi na tym grubo zależy. (…) W tej chwili był u mnie p. Antoni Wrotnowski, który twierdzi, że jest rzeczą niemożliwą, by 500 Ł przedstawiało 5000 rs, albowiem funt stoi 8 rs 50 kop[iejek]. (…) [95.]

GRUDZIEŃ – 06. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem, skąd umawia się na spotkanie z Karolem Chłapowskim, mężem Heleny Modrzejewskiej:
„(…) Przyjadę w poniedziałek, zatem 8-mego grudnia o godzinie 5-tej po południu, i zatrzymam się w Hotelu Saskim – wieczornym zaś pociągiem odjeżdżam do Wiednia i w dalszą drogę. (…)”
Pisze też do Mścisława Godlewskiego:
(…) Jestem jeszcze w Zakopanem, a raczej z drugim tu powrotem, bo maiłem przepisać i wyretuszować nowelę, więc wolałem to uczynić tu niż gdzie indziej. Nowelę pt. „Lux in tenebris lucet”, którą macie przedrukować, przedrukujcie koniecznie i nie inaczej jak od razu. Na trzech stronicach zmieści się ona doskonale, byłaby zaś całkowicie zepsutą, gdybyście ją dzielili. (…)

GRUDZIEŃ – 07. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jutro wyruszam na koniec stanowczo w drogę. W Krakowie zatrzymuję się tylko od pociągu do pociągu. W Wiedniu zatrzymam się parę dni – nie wiem ile, bo mam tam kilka rzeczy do załatwienia – jako kupić apteczkę, materac gumowy, poduszeczkę, płaszcz kauczukowy, broń etc.

Ojciec
(Kazimierz Szetkiewicz) wybiera się w środę do Ciebie – zatrzymuje się na odpoczynek w Peszcie. Prosiłem go, by z Pesztu zatelegrafował do mnie. (…)

Przed tak długą podróżą niepodobna przewidzieć, co wypadnie i gdzie wypadnie przedtem jechać. Nuż będę musiał wpaść
do Paryża. (…) Być może także, że Egipt zobaczę szczegółowo dopiero z powrotem. Jeżeli w Rzymie dowiem się o dobrym statku do Massawy, to pojadę wprost do Massawy… (…)

Chcą mi tu dać towarzysza: Jasia Tyszkiewicza, którego ja nie bardzo chcę, bo jest dość głupi, papinkowaty i elegancik.
Nie uważałbym zresztą na to wszystko. Ojciec przez przyjaźń dla pana Jana
(Jana Tyszkiewicza, ojca) bardzo go protegował,
więc prawie się już zgodziłem, gdy tymczasem dowiedziałem się o jakichś misteriach
(tajemniczych sprawach) wiedeńskich,
w których jest winien lub nie winien… (…) Skwapliwość, z jaką rodzina wyprawia go w kosztowną podróż (i ostatecznie niebezpieczną), jest mi obecnie podejrzana, jak również i to, że on w czasie roku uniwersyteckiego wyjechał z Wiednia. – Ta chęć rehabilitowania smarkacza przez moje towarzystwo gniewa mnie. Nie wiedząc, o ile jest winien – nie mogę odmówić wprost – przy czym muszę mieć wzgląd i na starą przyjaźń p. Jana z ojcem; ale napisałem list, w którym oświadczam, że w danym razie mogę wcale nie być w Egipcie, że nie obowiązuję się nigdzie czekać na młodzieńca etc. Spytałem też, czy mają choć przybliżone pojęcie, jakimi niebezpieczeństwami i kosztami grozi podróż do Afryki – i przedstawiłem rzecz jasno. (…)”

GRUDZIEŃ – 10. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jestem już w Wiedniu, dokąd przyjechałem wprost z Zakopanego; w Krakowie byłem tylko 5 godzin, które miałem całkowicie zajęte przez gości. (…)

Wyobraź sobie, jaki White
(William Arthur White) jest uprzejmy. Przysłał jeszcze na ręce Tarnowskiego (Stanisława Kostki Tarnowskiego) dwa listy, które mi Edward (Edward Janczewski-Glinka) tu już odesłał: jeden od siebie do konsula niemieckiego (barona von Redwitza) w Zanzibarze, drugi do angielskiego (Evana Smitha) - od Salisburego (Roberta Cecila Salisbury’ego), Prócz tego Koźmian (Stanisław Koźmian) ma tu dla mnie jeszcze dwa – także od Salisburego. Listy od Wissmana (Hermanna Wissmana) czekają na mnie
w Rzymie. (…)

Karol Chłap[owski], którego widziałem w Krakowie, mówił mi, że Ogniem i mieczem po angielsku
(With Fire and Sword. An Historical Novel of Poland and Russia w przekładzie Jeremiada Curtina) robi niepamiętną od dawnych czasów w Anglii furorę. (…)”
Wieczorem ponownie pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Odebrałem depeszę od ojca (Kazimierza Szetkiewicza), który oświadcza, że z powodu mrozów wyjazd odkłada. …miałem żywszą ochotę, uściskać jeszcze przed odjazdem Twoją poczciwą i kochaną rękę i zobaczyć Cię. Sam się nie wybiorę. Ty wiesz,
że nie z braku ochoty – ale – może to by nie wypadało itd. (…) W każdym razie nie jest to list pożegnalny, bo z Rzymu, a potem
z Egiptu do Ciebie napiszę – przed puszczeniem się na wielkie wody. (…)

Dziś załatwiłem dużo. Kupiłem dobrą strzelbę, latarnię, noże – słowem, tartarinowałem
(słowo utworzone od nazwiska znanego z cyklu powieściowego Alfonsa Daudeta myśliwego Tartarina z Tarasconu). Jutro załatwię się z apteką i będę prawie gotów. Towary będę kupował na miejscu, bo musiałbym płacić inaczej cła – i mógłbym kupić niewłaściwe. (…)

Trochę zmęczenia nerwowego i zwątpień, czy sobie dam radę, odzywało się czasem w duszy w ostatnich tygodniach – ale teraz, gdy przychodzi do rzeczy, budzi się jakaś zaradność i energia – i wiem, że sobie wszędy jakoś rady dam, choćbym nie miał żadnych poleceń. Samemu mi przyjemnie, gdy spostrzegam, że fantazja zamiast się zmniejszać rośnie. (…)”

GRUDZIEŃ – 11. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Pisze też do Mścisława Godlewskiego:
(…) Wyjeżdżam jutro. Napiszcie mi na via Gaeta 1 (adres domu Henryka Siemiradzkiego w Rzymie), czy ubezpieczenie przyjęte. Jeśli nie napiszecie, obrzucę Was za powrotem owadami goi-goi. (…) White… …napisał ni mniej, ni więcej jak do Salisbury'ego, by mi także dał polecenie od siebie. Ten uczynił to z właściwą Anglikom punktualnością i przesłał list do Tarnowskiego, który wręczył go Janczewskiemu, który przesłał go mnie, który ja posiadam go… Oto co jest mieć do czynienia z Anglikami. Żaden z nich w życiu mnie nie widział, a co za uczynność. (…) Załatwiłem dużo spraw w Wiedniu – prędko i dobrze. Ułożyłem ściśle plan podróży, kupiłem, co trzeba kupić. (…) Cieszy mnie trochę to, że na mocy kontroli wewnętrznej, której nauczyłem się od Płoszowskiego, spostrzegam, że im bliżej do podróży, tym mina zamiast rzednąć gęstnieje i budzi się zaradność. (…)

GRUDZIEŃ * 16. - 19. [WTOREK - PIĄTEK]


W drodze do Afryki Henryk Sienkiewicz zatrzymuje się w Rzymie, po którym oprowadza go Henryk Siemiradzki, pokazując mu m. in. kaplicę z napisem „Quo vadis, Domine” na frontonie budynku.

GRUDZIEŃ – 16. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Rzymu. Zatrzymuje się w Hotelu Minerwy koło Panteonu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem dziś w południe zły i zmęczony. Zmęczony, bo wagony złe, pełno ludzi w przedziale i zimno – zły, bom
w drodze z Pontebba do Mestre zgubił małą portmonetkę, w niej około 200 fr. w złocie, bilet, kwit na rzeczy i co nade wszystko – ów dukat, który dostałem od Mary
(Marii z Sobotkiewiczów Dembowskiej). Bilet kupiłem w Mestre do Rzymu – rzeczy tu wydali mi
bez kwitu – prosiłem też naczelnika stacji, by kazał zrewidować wagon (który odszedł do Wenecji), a stąd telegrafowałem zaraz
z oznajmieniem, że daję 50 fr. nagrody znaleźnego. (…)

W Pontebba, wskutek listku Korytowskiego
(Witolda Korytowskiego), celnicy byli na wysługi. Puścili wszystko: i broń, i ładunki,
i lekarstwa – że zaś Koryt[owski] napisał, że ten pan wylegitymuje się listem Salisburego – i ten list pokazałem, więc było wrażenie takie, że gdy już poszedłem jeść, przychodzili i spoglądali z podziwem na takiego pana, który jedzie do Afryki.

Abak
(Bruno Abdank Abakanowicz) przysłał strzelbę, filtry etc.; aparatu nie, bo się okazał trudny i wymagający jakichś przypraw chemicznych. Ale mi nie o to chodzi, bo każę kupić aparat i fotografować wszystko Tyszkiewiczowi (Janowi Tyszkiewiczowi), żeby był jakiś podział pracy. (…)

Listy wszystkie doszły. Lavigerie
(Charles Martial Allemand Lavigerie), dusza złota, ujął mnie jak nikt frazesem lub raczej początkiem listu takim:

Moje drogie dzieci!
Usilnie polecamy ogromnej życzliwości i gościnności misjonarzy p. Henryka Sienkiewicza, jednego z najznakomitszych pisarzy współczesnych, rodem ze szlachetnej i drogiej Polski, wszędzie tam, gdzie danym im będzie napotkać we wnętrzu Afryki.


Adres mój w Kairze będzie „Hôtel du Nil”. (…)”

GRUDZIEŃ – 17. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Rzymie. Mieszka w Hotelu Minerwy koło Panteonu.

GRUDZIEŃ – 18. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Rzymie. Mieszka w Hotelu Minerwy koło Panteonu. Pisze do Jadwigi Janczewskiej i do Wandy z Mineyków Szetkiewicz:
„(…) W sobotę wyjeżdżam z Rzymu. Jadę na Neapol statkiem „Rawenna” (angielskim) do Ismaili – stamtąd do Kairu, gdzie zostanę tylko cztery dni, bo muszę łapać w Suezie statek idący do Massawy. Wyjadę zatem z Kairu 29. (…)

Jutro obiad dla mnie u Siemiradzkiego
(Henryka Hektora Siemiradzkiego) – och! Mały Tyszkiewicz był u mnie – kupował dziś broń. Bardzo mu się chce tej podróży. (…) Trochę mnie pobolewają zęby – ale głowa nie dokucza. (…)”
Obiad ten ma jednak miejsce tego dnia o godz. 20.00 w willi Henryka Hektora Siemiradzkiego przy via Gaeta, blisko Piazza Indipendenza. Potwierdza to sam pisarz
w liście do malarza:
„(…) Naprzód prośba. Może strzelba i filtr nadeszły, ponieważ zaś wyjeżdżam jutro do Neapolu, więc czyby Drogi Pan nie był łaskaw posłać kogo na komorę, żeby się o tę posyłkę dowiedział. –

Z dzisiejszym obiadem będzie bieda. Przyjdę z pewnością, ale marny będzie ze mnie conviva
(współbiesiadnik, gość). Zaziębiłem się bardzo jednak mocno i prócz zębów boli mnie gardło i zachrypłem tak, że ledwie mogę mówić. (…)”
Na obiedzie goszczą również przedstawiciele Polonii rzymskiej, a mianowicie: Zofia z Kuczkowskich Bertelli d'Algarotti z mężem, Władysław Kulczycki (emigracyjny działacz polityczny) i dr Artur Wołyński (założyciel i dyrektor Muzeum Mikołaja Kopernika w Rzymie). Mąż Zofii Bertelli d'Algarotti, pułkownik i komendant załogi rzymskiej, przekazuje pisarzowi listy urzędowe i rozkazy do władz włoskich, które mają mu ułatwić podróż do Egiptu, Massawy, Zanzibaru i dalej w głąb Afryki.

GRUDZIEŃ – 19. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Rzymie. Pisze też do Mścisława Godlewskiego:
(…) Dziękuję za list i wiadomość o ubezpieczeniach. (…) Młody Tyszkiewicz jest w Rzymie, ale czy pojedzie aż do Zanzibaru,
nie wiem – i nie namawiam. (…)

Żebyś wiedział, co za list napisał mi ten Bogusławski o „Lux in tenebris”! Powiada, że z nowel moich ta jest najlepsza. (…)
Z Rzymu Henryk Sienkiewicz wyjeżdża do Neapolu. W hotelu (?) zajmuje pokój nr 68.

GRUDZIEŃ – 20. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu. W hotelu (?) zajmuje pokój nr 68.

GRUDZIEŃ – 21. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu. W hotelu (?) zajmuje pokój nr 68.

GRUDZIEŃ – 22. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu. W hotelu (?) zajmuje pokój nr 68. Pisze do Henryka Hektora Siemiradzkiego:
„(…) Wielka prośba do Was, byście raczyli odpisać kilka słów temu panu Contin Conte Antonio (znalazcy portmonetki). Naprzód, ja
po włosku nie potrafię, a po wtóre nie wiem, czy wypada załączyć od razu 50fr.
(znaleźnego), czy też napisać tylko, że są do jego rozporządzenia? Jak załączę, może się obrazi – jak nie załączę, a pokaże się, że on chce przyjąć, to tymczasem wyjadę i będzie musiał czekać całe tygodnie. A kto wie! Bywają i inżynierowie goli. – Na koniec zdziwiłby się nasz Signor Antonio, gdyby mu
za portmonetkę odesłaną Siemiradzkiemu do Rzymu podziękował Sienkiewicz z Neapolu. Najlepiej napiszcie mu więc
z zapytaniem, jak chce rozporządzić 50 fr. nagrody, czy każe je sobie dla rozporządzenia odesłać, czy od razu oddać jakiej instytucji – i po otrzymaniu jego odpowiedzi wyjmijcie z portmonetki 50 fr. Najprzyjemniej by mi było, gdyby sam on to zrobił -
ale tego sprawdzić niepodobna. (…)”

GRUDZIEŃ – 23. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu. W hotelu (?) zajmuje pokój nr 68.

GRUDZIEŃ – 24. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz na pokładzie „Rawenny” wyrusza z Neapolu we Włoszech w podróż do Port Saidu w Egipcie. Przed podróżą pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dzisiaj siadam na statek „Rawenna”, który mnie powiezie do Egiptu. Odjazd o czwartej po południu. A dziś Wigilia, Dziwna Wigilia i święto – na morzu. Zasyłam Ci, choć spóźnione, życzenia świąt i wszelkich największych pomyślności w przyszłym roku – wszystkiego, czego sama sobie możesz życzyć – i jeszcze więcej.

Przybywszy do Kairu będę się bardzo śpieszył do Zanzibaru i pojadę pierwszym statkiem, jaki znajdę. Prawdopodobnie tym, który 27 wychodzi z Londynu. Jeśli się znajdzie wcześniejszy, to jeszcze lepiej. (…)

Tyszk[iewicza]
(Jana Tyszkiewicza) będę namawiał, by został w Egipcie – i być może, że się tak stanie. On mi się nie wydaje stworzony do dzikich okolic. (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: Środa, 25 XII 90. Otóż właściwa data listu to 24 grudnia, gdyż Henryk Sienkiewicz pisał list
w wigilię Bożego Narodzenia, a ta przypada zawsze tego dnia.

GRUDZIEŃ – 25. [CZWARTEK]


Statek „Rawenna” z Henrykiem Sienkiewiczem na pokładzie płynie do Port Saidu w Egipcie.

GRUDZIEŃ – 26. [PIĄTEK]


Statek „Rawenna” z Henrykiem Sienkiewiczem na pokładzie płynie do Port Saidu w Egipcie.

GRUDZIEŃ – 27. [SOBOTA]


Statek „Rawenna” z Henrykiem Sienkiewiczem na pokładzie płynie do Port Saidu w Egipcie.

GRUDZIEŃ – 28. [NIEDZIELA]


Statek „Rawenna” z Henrykiem Sienkiewiczem na pokładzie płynie do Port Saidu w Egipcie.

GRUDZIEŃ – 29. [PONIEDZIAŁEK]


Statek „Rawenna” z Henrykiem Sienkiewiczem na pokładzie płynie do Port Saidu w Egipcie.

GRUDZIEŃ – 30. [WTOREK]


Angielski statek "Rawenna" z Henrykiem Sienkiewiczem na pokładzie dopływa do Port Saidu w Egipcie. Po wyjściu na ląd pisarz dociera do Ismaili, a stąd pociągiem
do Kairu. Zatrzymuje się w Hôtel du Nil.


[01. Afryka - mapa z 1890 r.]

[Fotografia: Autor: 01) nieznany. Źródło – Wikipedia.] [Zdjęcie 1. jest własnością publiczną.]

GRUDZIEŃ – 31. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kairze. Mieszka w Hôtel du Nil. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Do Kairu przyjechałem dopiero onegdaj i przyjechawszy zasięgnąłem wiadomości o statkach idących do Zanzibaru. Pierwszy co do czasu jest „Ethiopia” z kompanii angielskiej – i tym pojadę. (…) Statek „Rawenna” (angielski), na który kupiłem bilety
i czekałem w Neapolu, był pierwszy, jaki szedł, ale z powodu burz spóźnił się o dni 6. Przeprawę miałem niezłą, z wyjątkiem soboty i niedzieli, w czasie których fale były nader wysokie. Nie chorowałem.

Mały, a raczej młody Tyszkiewicz
(Jan Tyszkiewicz) zostaje w Egipcie – nie jedzie ze mną dalej, bom mu odradził nie chcąc brać
na sumienie jego wątróbki, którą by febra mogła ukwasić. Zresztą ja przywykłem jeździć sam. (…)”


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]