I nie upijajcie się winem, które powoduje rozwiązłość, ale bądźcie pełni Ducha, rozmawiając z sobą przez psalmy i hymny, i pieśni duchowne, śpiewając i grając w sercu swoim Panu, dziękując zawsze za wszystko Bogu i Ojcu w imieniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa, ulegając jedni drugim w bojaźni Chrystusowej. [Efez. 5; 18 – 21]



KALENDARIUM ŻYCIA

Wybierz rok, z którym chcesz się zapoznać: 1846, 1847, 1848, 1849, 1850, 1851, 1852, 1853, 1854, 1855, 1856, 1857, 1858, 1859, 1860, 1861, 1862, 1863, 1864, 1865, 1866, 1867, 1868, 1869, 1870, 1871, 1872, 1873, 1874, 1875, 1876, 1877, 1878, 1879, 1880, 1881, 1882, 1883, 1884, 1885, 1886, 1887, 1888, 1889, 1890, 1891, 1892, 1893, 1894, 1895, 1896, 1897, 1898, 1899, 1900, 1901, 1902, 1903, 1904, 1905, 1906, 1907, 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916, 1924 - albo zobacz wszystkie lata.

Rok 1894



DOKŁADNEJ DATY BRAK


W tomach I – IV „Biblioteka Warszawska” zamieszcza drugą część pierwodruku powieści Henryka Sienkiewicza „Rodzina Połanieckich”.
Henryk Sienkiewicz pisze do Dionizego Henkiela:
„(…) Z różnych figur i ustępów Połanieckich można by wykroić komedię. Wtedy myślę o Lubowskim (Edwardzie Lubowskim)
A teraz mam głównie tę pociechę, że książka to jest jednak czyn literacki, społeczny… (…)
Chciałem wywołać wrażenie wsi i ciszy i do pewnego stopnia udało mi się, jak widzę w druku… (…)
[Wprowadziłem zmianę] jedną na samym początku, polegającą na tym, że Połaniecki, nim wrócił z zagranicy, był już wspólnikiem domu, który przedtem prowadził sam Bigiel… (…)”

Wydawnictwo Gebethner i Wolff wydaje XX tom „Pism” Henryka Sienkiewicza.

LUTY – 04. [NIEDZIELA]


W drodze do Włoch Henryk Sienkiewicz przejeżdża przez Wiedeń, skąd pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …im bardziej się zastanawiam nad położeniem, tym widzę jaśniej, w jakie bagno zalazłem – i jeśli ja do końca będę mówił prawdę, a przekupstwo i krzywoprzysięstwo zrobi swoje – to nie będzie na moim sumieniu, a może będzie lepiej dla mnie.
Ty się obawiasz, by p. Wołodkowiczowa
( Helena z Borszów-Drzewieckich Wołodkowicz) nie okłamała kardynała i nie przedstawiła rzeczy wprost odwrotnie, jak są. W najgorszym razie tak się stanie. – Na to nie ma rady.

Moja jedyna i największa wina jest, się ożenił – a więc gotów jestem przyjąć konsekwencje, wytrwać przy żonie, spełnić wszelkie obowiązki, to jest przyjąć ją i znosić, jeśli zechce do mnie wrócić. Ale jeśli one chcą inaczej, jeśli nie cofną się nawet przed kłamstwem i krzywoprzysięstwem, tak jak nie cofają się przed złamaniem zasad religijnych, wiarołomstwem i skandalem – to nie wiem, jakim sposobem moje pozostanie w Krakowie i natychmiastowe widzenie się z kardynałem mogłoby temu zapobiec. …przychodzę do przekonania, że ponieważ odpowiedzialność za rozłączenie nie na mnie spadnie – jakkolwiek rozłączenie lepsze jest niż życie w tej atmosferze, bez zasad, czci i sumienia, zwłaszcza żem do innej przywykł. (…)

W Ankonie będę tymczasem pisał Połanieckich, „póki tchu w nozdrzach”. (…)”

LUTY – 06. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Fiume. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Napisałem stąd obszernie do p. Wołodkowicza (Konstantego Wołodkowicza), oświadczając mu, że jakkolwiek obecnie odczuwam pewien rodzaj wstrętu moralnego do atmosfery, w której żyłem, jednakże ponieważ Marynuszkę wziąłem, gotowem ponieść konsekwencje – więc przyjmę ją, jeśli wróci – i wzywam ją do tego za jego pośrednictwem. Naturalnie, jest to zadośćuczynienie raczej formalności, bo ona nie wróci, a choćby nawet chciała, to będzie powstrzymana przez p. Wołodkowiczową. (…)
…napisałem mu, że jeśli Marynuszka nie wróci, to nie chcąc zmuszać jej do tego brutalnymi sposobami – przystaję na separację. (…) Bóg widzi, że zrobiłem wszystko, co w ludzkiej mocy, żeby Marynuszkę zwrócić do przykładnego życia, ale nie ma sposobu. (…)”

LUTY – 08. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Ancony i zatrzymuje się w Hotelu „Vittoria”. Pisze do Karola Benniego na temat stypendium dla Marii Konopnickiej:
„(…) Stypendium zostało w październiku roku zeszłego przyznane żonie literata chorej na piersi – na rok i żadną miarą cofnięte być nie może, gdyż byłoby to wbrew prawu, dziś już przez rząd potwierdzonemu. … w październiku 1894. pani Maria Konopnicka otrzyma je bez żadnej wątpliwości, o ile zechce wyrządzić zaszczyt mnie i Akademii i podać się na kandydatkę. …Akademia przedstawia kandydatów, a wybieram ja. (…) Zdarzyło się, że półtora miesiąca temu mówiłem o pani Konopnickiej z moim dzisiejszym teściem (Konstantym Wołodkowiczem), który jest jej wielbicielem. Powiedziałem wówczas, że psim obowiązkiem narodu polskiego, a specjalnie pszenicorobów i cukrowarów ukraińskich, jest zabezpieczyć pod względem materialnym życie takich pisarzy, jak pani Konopnicka… (…) Brał to pod uwagę… (…)”
Natomiast do Jadwigi Janczewskiej pisze:
„(…) Przyjechałem dziś, przed chwilą. (…) Pisałem do Ciebie z Wiednia i z Fiume i te listy musisz już mieć. Twoich zastałem tu dwa. Jest w nich trochę nadziei, że to tylko chwilowe rozdraźnienie Marynuszki. Tych złudzeń już nie mam, bo patrzył
na wszystko z bliska i wiem, pod jakim ona jest wpływem.

Stara Wołodkowiczowa jest to umysł nienormalny, mało powiedzieć narwany, a przy tym przewrotny i bez zmysłu moralnego. Marynuszka zaś jest taką, jaką ją zrobić mogło i musiało podobne wychowanie. Czy kobieta przy zdrowych zmysłach i dbająca naprawdę o spokój i szczęście dziecka zajęłaby od pierwszej chwili wprost nieprzyjazne względem mnie stanowisko –
i czyby rzuciła między nas kość niezgody właśnie wówczas, gdyśmy wyjeżdżali, by zacząć życie razem?

Czy potem, po sprzeczce z jej powodu (bo innych między nami nie było), starałaby się, zamiast odjąć takiemu nieporozumieniu wszelkie znaczenie – wmawiać w Marynuszkę, że ona żyć ze mną nie może, że umrze, że szlachetnie i uczciwie zrobi, jeśli mnie opuści etc. Wreszcie ukazano jej natychmiast możność rozłączenia i rozwodu, zatem nadzieję jeżdżenia po wodach, sukcesów
i wreszcie powtórnego wyjścia za mąż za jakiegoś królewicza z bajki. A że Marynuszka, przy minimalnej zdolności do kochania, przy żadnym poczuciu obowiązków, a nadzwyczajnych wymaganiach od życia zgodziła się na to – i teraz widząc we mnie przeszkodę rozdraźnia się coraz bardziej – to nic nawet dziwnego. (…)

Nieprawda też, bym powiedział Wołodkowiczowi, że zgadzam się na rozwód. Próbowały to już we mnie wmówić, a teraz chcą wmówić w innych. Gdybym się zgadzał, tobym się zgodził. (…)”

LUTY – 24. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Rzymie w „Pension Tischer” przy via Alimberti. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Teraz jestem w Rzymie. Stoję via Alimberti, „Pension Tischer” – ale wyjeżdżam pojutrze. Nerwy moje potargały się
do reszty i miewam ogromne bóle głowy, a że przy tym trzeba pisać i pisać – więc rozpacz. Za jakie parę tygodni pojadę
do Kalten
(Kaltenleutgeben). Jestem w takim stanie, że muszę. –

Wszystko było do ostatniej chwili w zawieszeniu. Co za dziwne położenie. Te panie chcą procesu i boją się go. Pan Konstanty, który to samo myśli o nim co ja, decyduje się ze zmęczenia i ze swego stanowiska racjonalisty. Ostatecznie jest to rzecz zdecydowana, ale czy się jutro nie zmieni – to już ich rzecz. Pan Konstanty, który wie, że podstaw nie ma, krzyczy i daje nieproszony słowo honoru, że nie pozwoli, by skarga była na fałszu oparta. Ale znów w takim razie proces jest niepodobny
do wygrania. (…)

Co do mnie – jestem doprawdy nadto zmęczony. Zrobiłem, co w ludzkiej mocy, by uniknąć i ochronić Marynuszkę od skandalu, zgorszenia itp., ale dalej nie mogę. Posunąłem ustępstwa tak daleko, że zażądałem roku zwłoki, by Marynuszce dać czas
do opamiętania się. Obiecałem się w zamian po upływie roku, jeśli Marynuszka wytrwa w zamiarach rozwodowych, to jest,
jeśli pani Helena nie przestanie jej w tym kierunku sugestionować, że się nie będę bronił. Ale to istoty kąpane w gorącej wodzie. Wolą zaraz, choć gdybym się chciał bronić, rezultat byłby bardzo niepewny. Wszelkie racje są po mojej stronie, a moje stanowisko jest tego rodzaju, że jednak by się z nim liczono. (…)

Ja zaś, po długim namyśle i obrachunku z samym sobą, postanowiłem się nie bronić – i powiem Ci dlaczego. Naprzód, w ten sposób jest mniej skandalu – a to jeszcze winienem Marynuszce. Po drugie: chcę być do końca względem niej wspaniałomyślny. Po trzecie: albo te panie cofną się przed krzywoprzysięstwem i proces upadnie, albo się nie cofną – i wówczas doprawdy lepiej mi nie żyć z tego rodzaju istotami. (…) One wprost muszą rzucać na mnie potwarze. Już tu pani Helena opowiadała panu Konstantemu rozmaite rzeczy o moim okrucieństwie, tyraństwie itd., o których ze zdumieniem dowiedział się, że wprost
nie miały miejsca. Biedaczysko mnie jednak wierzy nie jej.

…napisałem do kardynała
(Albina Dunajewskiego), jak się rzeczy istotnie mają. (…) Co jeszcze do mnie należy – to zrobię. (…) Przyszłość zabezpieczam w ten sposób, że albo będzie rozwód – i to będzie koniec – albo nie będzie, wówczas zażądam separacji, którą otrzymam. Tymczasem chcę jeszcze przetrwać gdzieś marzec, doczekać się trochę ciepła i jechać dNPojadę stąd do Neapolu i stamtąd napiszę. Tam będę kończył Połanieckich. Rozumiesz, jak trudno robić coś w takich warunkach i przy bolu głowy. (…)

Napisz do mnie prędko. Neapol „Hôtel Continental”. Quo vadis zacznę już w Kalten, a potem przyjdzie lato i dzieciska. (…)”

LUTY – 25. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Neapolu. Zatrzymuje się w „Waehlers Continental Hôtel”.

LUTY – 26. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”.

LUTY – 27. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”.

LUTY – 28. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”.

MARZEC


Henryk Sienkiewicz pisze do Dionizego Henkiela:
„(…) Połanieccy stali się dla mnie rodzajem ucieczki (…), wkładam w nich, ile mogę… (…)”

MARZEC – 01. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”.

MARZEC – 02. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Dionizego Henkiela:
„(…) Walczę z trudnością, by sprawa Zawiłowskiego nie odsunęła w głąb Połanieckich. (…)”

MARZEC – 03. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Od tego czasu nic się nie zmieniło. – To są jednak dziwni ludzie (Konstanty i Helena z Borszów-Drzewieckich Wołodkowiczowie). Korzystają skwapliwie i sans sourciller (bez zmarszczenia brwi, bez drgnienia) z każdego ustępstwa, ze wszystkiego, co ktoś swoim kosztem może zrobić, a nie poczuwają się w zamian do niczego. To inne natury z kulturą tylko po wierzchu. Co do M. (Marynuszki), ze względu na jej wielką młodość chwilami mam wrażenie, że można by jeszcze wiele rzeczy naprawić, lecz częściej widzę, że to byłoby zupełnym niepodobieństwem, gdyż wszystkie nasze zajścia były tylko schwyconym pozorem, a w rzeczywistości chodzi
o odmianę i inne plany. (…) …z listów Wołodkowicza widać, że nie są jeszcze zdecydowani, z jakimi zarzutami wystąpić – i dopiero się nad tym naradzają. Oto jest rzeczywisty stan rzeczy. (…)

Jestem tu od niedzieli (dziś piątek). Ciepło, jasno. Wezuwiusz dymi po staremu – alem nigdzie nie był, bo nie mam do tego głowy,
a mam robotę. Rękopism wysłałem jednak jak zwykle. Nie wiem, czy będzie znać po nim, jaką męczarnią było mi pisanie. (…)”
Komentarza wymaga data napisana przez pisarza. Napisał on: 03 marca 1894. Tego dnia przypadała sobota. W treści listu czytamy natomiast: „dziś piątek”.

MARZEC – 04. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
Jedno z dwojga – albo żona moja (a raczej jej otoczenie, bo ona jest dzieckiem) cofnie się przed podejściem
i krzywoprzysięstwem – i w takim razie sprawa upadnie sama przez się, albo się nie cofnie – i wówczas kobiecie, która nosi moje nazwisko, nie będę dowodził ani fałszu, ani krzywoprzysięstwa. Wolę ją stracić mimo wszelkich uczuć, jakie dla niej mieć mogę. (…) Nie sądź, że nie próbowałem jeszcze wszelkich środków zgody i że największą delikatnością obejścia nie starałem się ująć jej i jej otoczenia. Byłem w Rzymie, nie starałem się jej widzieć, nie chciałem się gwałtem narzucać, robić awantur lub jej przestraszać. Oświadczyłem wreszcie, że nie będę się bronił. (…) Źle liczyłem, omyliłem się, zawiodłem się najokrutniej
i konsekwencje gotów jestem sam ponieść. (…)
i do Marii Jonas:
(…) Upoważnienia na przekład „Rodziny Połanieckich” udzieliłem już komuś przed kilku miesiącami, przykro mi więc,
że na uprzejme żądanie Pani muszę odpowiedzieć odmownie. Natomiast wyszedł przed niedawnym czasem nowy tom moich pism
(tom XX), w którym właśnie znajduje się „Wyrok Zeusa”, a obok niego kilka małych nowelek, jak np. „Pójdźmy za Nim”,
Lux in tenebris” etc. Gdyby którą z nich chciała Łaskawa Pani tłomaczyć, zgadzam się najchętniej. Zastrzegam tylko, iż jeśli wybór padnie na „Pójdźmy za Nim”, trzeba zmienić imię bohatera z Caius Septimus Cinna na Caius Cornelius Cinna. (…)

MARZEC – 05. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) W razie wytoczenia mi procesu rozwodowego mam trzy drogi: albo się na niego zgodzić, albo się nie zgodzić i wystąpić
w obronie, albo zachować się biernie, tak jakbym o procesie nie wiedział, to jest nie stawić się w żadnym sądzie, nie starać się
o dowiedzenie fałszu i krzywoprzysięstwa, słowem, zostawić wszystko na sumieniu i odpowiedzialności strony drugiej. (…) Mojej obrony się bano – więc gdym oświadczył, że się jej zrzekam – nastąpiło ukontentowanie, że łatwiej będzie podrzynać mi gardło, że fałszom nikt nie będzie zaprzeczał itd., itd. – i oto cały rezultat. (…) Dotychczas nie odebrałem żadnego zawiadomienia,
że skarga została wniesiona i proces rozpoczęty, ale wiem, że to jest postanowione. (…)”

MARZEC – 06. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) …będzie, jak ma być. Jedno jest pewne, że byłem dobrym mężem dla mojej pierwszej nieodżałowanej Maryni, żem ją na ręku nosił, że pożycie nasze było wzorowe i że z tą samą dobrą wolą, z tym samym przejęciem się przystępowałem do drugiego związku. Szczęście, jakiegom się spodziewał, jest i tak złamane, więc niech będzie, co ma być. Nie będę się bronił i nie stawię się. Ale sądzę, że nie odbiera mi to prawa powiedzieć każdemu, z kim bliżej żyję, że moje okrucieństwa, surowości itd. są prostym wymysłem wylęgłym w chorej wyobraźni, a rozpuszczanym dlatego, by czymś usprawiedliwić swoje niesłychane postępowanie. (…)

MARZEC – 07. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Często mi się też zdaje, że zakusy tych pań, mimo mojego biernego zachowania się, mogą się skończyć na niczym. Kościół nie może tak lekceważyć małżeństwa i przysiąg, jak one je lekceważą; nie może łamać tego, co sam postanowił, dla kobiecych fantazji lub nowych nadziei – i nie może pozwolić po prostu żartować z siebie ani pozwolić się podejść kobiecej lekkomyślności
i przewrotności adwokackiej. – Nie wiem, jak będzie, ale czasem wydaje mi się to zupełnym niepodobieństwem. (…)
Mnie to wszystko ogromnie męczy, czuję potrzebę wyrzucenia tego z siebie i dlatego piszę Ci o tym tak obszernie. (…)

Połanieccy idą ogromnie ciężko, bo mimo największych wysileń nie mogę się wstrzymać od myślenia jakimś kawałkiem mózgu o tych rzeczach tak wprost niepojętych, o tym niepojętym braniu wszystkiego à rebours
(na odwrót), o tym, jak to z niczego drażniło się, rosło z każdym dniem, o tej bezwzględności, z jaką nie liczono się ze mną nigdy i w niczym, tak jakbym był ostatnim z ludzi… (…)

Przychodzi mi do głowy chwilami pojechać na jakie dwa tygodnie do Abakanowicza, ale nie wiem, jak jego interesa i czy jest
w Paryżu. Na wszelki wypadek pisałem do niego. (…)”

MARZEC – 08. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) W nocy gawędzę, bo nie mogę spać.

Czy pamiętasz, żeś mi do Ankony posłała list z Warszawy? To był list Benniego
(Karola Benniego) z wiadomością, że Konopnicka (Maria Konopnicka) podaje się na rok przyszły o stypendium imienia Maryni (Marii z Szetkiewiczów Sienkiewicz). Bardzo mnie to, przyznam Ci się, ucieszyło. Jest chora, jest w niedostatku i leczy się w Gorycji. Oczywiście, że będzie miała pierwszeństwo. Tymczasem urządziłem po cichu składkę i zebrało się 600 fr., które jej posłałem na ręce Benniego – z nadmienieniem, że jest to zaliczka
à conto stypendium. Może będzie myślała, że to od Akademii. W tym celu ostrzegłem Smolkę
(Stanisława Smolkę), by jeśli będzie dziękowała, złożył list ad acta. (…)

… wiesz, co mi jest najbardziej wstrętne, to posługiwanie się zdrowiem Marynuszki. Bardziej oburzającego nadużywania
i nadużycia w życiu nie spotkałem. Stało się to tym summum, na mocy którego na wszystko można sobie pozwolić, wszystko usprawiedliwić i przed wszystkim osłonić. – Marynuszka nie może być z mężem, bo umrze, nie może być uczciwą, bo umrze,
nie może spełniać obowiązków, bo umrze – i musi dostać rozwód, bo umrze. W ten sposób wolna jest od wszystkiego… (…)”

MARZEC – 09. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”.

MARZEC – 10. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”.

MARZEC – 11. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Znów mam influencę z należytym bolem głowy, katarem, kłuciem w płucach i wszystkim, co trzeba. Złapałem ją wczoraj,
nie wiem jak, ale rozwinęła się prędko. (…)

Był w Rzymie Jeremiasz Curtin, mój tłomacz na angielski. Chciał mnie bardzo widzieć, ale ja nie jestem w usposobieniu. (…)

Czy wiesz np., że całą odpowiedzialność składa się na księdza Bratkowskiego; on zrobił ślub, on namówił Marynuszkę do wyjścia za mnie, gdyby nie on, toby tego nie było – oto są polscy księża itd. I wojuje się tym bardzo poważnie, uwalnia się siebie
od wszelkiej odpowiedzialności. Obie te panie są przekonane, że tak było, tymczasem ja mam list pani Heleny, pisany do Rogalina i zaczynający się tak:

Drogi Panie,
Dziecko siedzi obok w pokoju i rozmawia z księdzem – bardzo była przestraszona przed zaczęciem tej rozmowy, ale wręcz mi oznajmiła, że co by ksiądz nie powiedział, ona jest zdecydowana, że zżyliście się ze sobą, że tak wam dobrze etc.”


Drugim argumentem, powtarzanym nawet mnie, było, iż wiedziałem, że Marynuszka wychodzi za mnie bez miłości, że mi to mówiła itd. Otóż ja jeszcze z Rogalina pisałem do niej, żeby się porachowała ze sobą i dobrze wejrzała w siebie, i że jakkolwiek jesteśmy już drugi raz narzeczeni, ja nie chcę jej ręki bez serca i proszę ją, żeby jeśli się nie czuje pewna siebie, zerwała po raz drugi. – Na to odpisała mi, żebym nie myślał, że oddaje mi rękę bez serca, że mi oddaje duszę i serce z miłości. Czy wiesz,
co z tym listem zrobiłem? Posłałem go jej już stąd, z Neapolu – nie dodając słowa od siebie. A czy wiesz, co z nim będzie?
Oto zostanie zniszczony… (…) Nie wiem, jak będzie, czy Kościół pozwoli zadrwić z siebie, czy nie – ale faktycznie wykopuje się coraz większa moralna przepaść między nami. – Rzeczy złe nie są tak zabójcze, jak rzeczy wstrętne. –

Trzymam się, jak mogę, ale zdaje się, że jutro, jeśli przez noc nie będzie mi lepiej, muszę pójść na dzień lub dwa do łóżka. Tymczasem oblepiłem się tapsją. Podobno mnóstwo osób choruje tu na influencę – choć przyznam, że granica między nią
a bardzo mocnym katarem jest niewyraźna. (…)”

MARZEC – 12. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Strasznie mnie męczy influenca. Odebrałem dziś Twój list. (…) …istotnie miara przebrana – i widzę, że z mojej strony trzeba również zrobić, ile można i wolno. Napisałem do biskupa Ruszkiewicza (Kazimierza Ruszkiewicza), przedstawiając mu ścisłą prawdę, tak jak kardynałowi (Albinowi Dunajewskiemu), i dołączyłem prośbę o separację. Równocześnie napisałem do Godlewskiego (Mścisława Godlewskiego), prosząc, by wybrał adwokata i upoważnił go do rozpoczęcia wszelkich potrzebnych w takich razach kroków prawnych.

Widzisz, nawet rozstając się, można się rozstać szlachetniej lub mniej szlachetnie – a nawet mniej więcej przyjaźnie, i tym tłomaczy się w części moje postępowanie względem tych pań. Że one się chcą rozstać jak awanturnice – to ich rzecz. Nie myśl jednak, żeby moja delikatność i pojednawczość nie przydały się na nic w tej sprawie. Będzie to świadectwem, ile było dobrej woli z mojej, ile złej – z ich strony. (…)

Co do papierów w Banku, jeśli ojciec chce, żeby były sprzedane – nie mam nic przeciw temu, zwłaszcza iż mam nadzieję,
że po ukończeniu Połanieckich będzie mi się należeć więcej niż 4000 rs., ale co za męka pisać. – Żeby tylko zdrowie dotrwało.
Te parszywe influence osłabiają do reszty. Trzeba by mi Kalten
(Kaltenleutgeben) na gwałt. (…)”

MARZEC – 13. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Mówiłem z Tobą otwarcie, więc wiesz, jaki jest stan rzeczy i jakie były moje uczucia dla żony. Dodam do tego tylko,
że pojednania pragnąłem z całej duszy i próbowałem wszelkich dróg – z Krakowa, Ankony, z Perugii i z Neapolu. Przed Neapolem byłem w Rzymie. Wszystko nie zdało się na nic, wszystko bowiem rozbija się o ten nieubłagany, dwubasowy egoizm, który wyłącza zmysł moralny i wszelkie ludzkie uczucia – oraz o nadzieję rozwodu, a przez to powrócenia do panieńskiego życia
i nowych widoków na przyszłość. (…) …równym już niepodobieństwem wydaje mi się życie z żoną i powierzenie jej w przyszłości moich dzieci – więc występuję o separację. (…) …upoważnij w moim imieniu Rembielińskiego
(Antoniego Rembielińskiego)
lub w braku jego innego adwokata o wniesienie skargi separacyjnej we wszystkich możliwych formach prawnych. List ten niech służy jako upełnomocnienie. (…)

MARZEC – 14. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”.

MARZEC – 15. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …napisałem wczoraj obszernie do p. Konstantego Górskiego (stryja Kocia), a dziś do ar[cy]b[iskupa] Popiela (Teofila Wincentego Popiela-Chościaka) z prośbą o separację. W tym ostatnim liście, tak jak i w poprzednim do b[biskupa] Ruszkiewicza, wyłuszczyłem szczerą i nagą prawdę. (…) Liczę na to, że prawda ma jednak jakiś własny język i akcent, który ją odróżnia
od adwokackich szacherek. (…) Żeby mi kto przed trzema laty powiedział, że mi taka dachówka spadnie na głowę,
tak bez żadnej przyczyny ni winy – i że w Polsce znajdą się takie typy kobiece, tobym go miał za wariata.

A w dodatku, żebyś wiedziała, co ze mną robi ta influenca! Poszła mi w piersi i żołądek. Kaślę jak owca, piersi mnie bolą, żołądeczek też – a nerwy targają się gorzej i gorzej. Teraz po prostu nie mogę wyjechać, ale jak będę mógł, powinienem bym
jak w dym do Kalten. Nigdy nie czułem się tak zmiażdżony co do zdrowia i sił. A Połanieckich pisać trzeba. (…)”
do Mścisława Godlewskiego:
(…) Bądź łaskaw odnieść osobiście ten list ks. arcb. Popielowi (Wincentemu Teofilowi Popielowi-Chościakowi). Boję się, że mu zabieram czas i że to nie zwyczaj udawać się do głowy kościoła krajaowego zamiast do konsystorza, ale przecież nie mogłem inaczej postąpić przez proste uszanowanie, jak też do niego napisać. Gdyby chciał zwrócić uwagę na tę sprawę… (…) Ja tu odebrałem kilka wskazówek czy też ostrzeżeń (nie wiem, jak to nazwać) o wprost awanturniczym usposobieniu p. Wołodkowiczowej. Niestety, zbyt późno. Po prostu do ostatka miałem nadzieję, że im bielmo spadnie z oczu i że same zlękną się swego postępowania i dróg, na jakie wstępują. (…)

MARZEC – 16. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”.

MARZEC – 17. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Wieczorem pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jest jedno z dwojga: albo dotąd szukają adwokatów, świadków, doktorów, którzy by dali się przekupić i krzywoprzysiąc – albo udały się wprost do papieża (Leona XIII). (…) Stało się więc tak, że ja swoim podaniem o separację uprzedziłem te panie. Może to i lepiej. (…) Nie łudzę się też, by zwłoka z wniesieniem podania była dowodem zaniechania sprawy. Jest to tylko szukanie sposobów. (…)”

MARZEC – 18. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …odebrałem dziś list od Godlewskiego, który słyszał i przypuszcza, że skarga, a raczej nie skarga w takim razie tylko podanie o unieważnienie małżeństwa zostanie oparte na braku pozwolenia miejscowego proboszcza z mojej strony. (…)
Jak wiesz, stan rzeczy był taki, iż istotnie żaden proboszcz mojej parafii nie posyłał i nie dawał pozwolenia, przysłał tylko
ks. ar[cy]biskup Popiel rodzaj zaświadczenia, że w Warszawie od dawna nie mieszkam, zatem mogę dostać ślub na takim prawie, na jakim biorą je osoby nigdzie stale nie zamieszkujące. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
(…) Wnoszę z Twego listu, że moje podanie o separację nie może być w Warszawie rozpatrywane, a kto wie, czy wobec zakwestionowanej prawdopodobnie ważności ślubu może być i w Rzymie. Nie żałuję jednak, żem biskupom naszym wyświecił prawdę i żem chęć separacji zaznaczył. (…) Jeśli ostatnio masz jaką nadzieję, że się jeszcze mogą stosunki nasze naprawić –
to się mylisz. Wiesz, jak chciałem zgody, a może nie wiesz, ilem dla niej uczynił. Ala miara moralna przebrała. Dziś ja bym już
nie wrócił, chyba by moja żona wpadła w nieszczęście w biedę i okazała głęboką skruchę. (…) Mam się dość podle. Prawdopodobnie pojadę do Kalten. „Połanieckich” piszę. Marzę też już o czymś po „Quo vadis”… (…)

MARZEC – 19. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”.

MARZEC – 20. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jeszcze jestem w Neapolu, bo czekam na list Godlewskiego zapowiedziany depeszą i jestem zbyt słaby, żeby jechać. Wyjadę tak, by tam być na Wielką Niedzielę, to jest w końcu tego tygodnia.

Im bardziej się zastanawiam, tym bardziej dochodzę do przekonania, że podanie ich o rozwód jest oparte na zasadzie nieformalności, zatem nieważności ślubu. Pozwolenia proboszcza istotnie nie było, krzywoprzysięstwa w takim razie nie trzeba –
i jakkolwiek rzecz nie przestaje być plugawym kręcielstwem wobec sumienia, może łatwiej prowadzić do celu i jest bezpieczniejsza. (…) W takim jednak razie ja, jak Ci pisałem, nie mam nic do roboty. (…)”

MARZEC – 21. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Odebrałem dziś zapowiedziany list przez Godlewskiego. Naradzał się on z adwokatem Śląskowskim (Józefem Szląskowskim), moim kolegą szkolnym i człowiekiem mnie nader życzliwym, a zarazem obrońcą przy konsystorzu i specjalistą od spraw małżeńskich. (…) Pisze Godlewski, że Śląskowski może pojechać na moje żądanie tam, gdzie będę chciał, nie wymagając innych kosztów, jak zwrotu podróży. Ale sam Śląskowski radzi, by korzystać ze sposobności i uwolnić się od więzów tak wstrętnych,
to jest, nic nie przedsiębrać. (…) Ja, jak wiesz, chciałem nic nie przedsiębrać, ale skoro raz wszedłem na inną drogę, chcę się jej trzymać i napiszę stąd do ks. Przewłockiego
(Waleriana Przewłockiego) oraz do monsignora Meszczyńskiego (księdza Władysława Meszczyńskiego) (sekretarza kard. Ledóchowskiego) i do samego kardynała (Mieczysława Ledóchowskiego), wyjaśniając im, jak rzeczy stoją, i załączając niektóre listy tak pani W., jak mojej żony. (…)

Połanieckich piszę ogromnie i dobrze idą. (…)”
i do Mścisława Godlewskiego:
(…) Podziękuj najserdeczniej J. S[z]ląskowskiemu (Józefowi Szląskowskiemu). Dzięki Twojej z nim konferencji sto razy mi się wszystko jaśniej przedstawia niż przedtem. (…) …jest coś w człowieku, co się burzy na myśl, by zło miało zostać bezkarne,
by kłamstwo, fałsz i podejście się udało, by brak zmysłu moralnego i poczucia obowiązku miał górować – by wreszcie człowiek, który się dużo napracował i zyskał jakie takie uznanie, który szczerze chciał dobra, stał się igraszką lekkomyślności, niepoczytalności, zapalonej głowy, narwania i jakiejś histerii starej kobiety. (…) Naprzód zostałem zwiedziony – i tak gorzko – ja. Teraz chodzi o to, by oszukać papieża. Dużo umiem wyrozumieć, dużo widziałem, ale taka bezskrupulatność wydaje się czymś bajecznym. I przy tym rzuca się sobie ad libitum
(dowolnie) potwarze o moim okrucieństwie, więc jak mogę nie zmienić się
ze zdumienia w słup soli, ja, który – mea maxima culpa! – nie byłem zbyt zły ni zbyt okrutny, tylko zbyt dobry, po prostu zbyt dobry – rozumiesz! (…) Mam ciągłe recydywy influency. Do pani Dorn
(?) nie pójdę, bo mi teraz nie do ludzi. (…)

MARZEC – 22. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”.

MARZEC – 23. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”.

MARZEC – 24. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”.

MARZEC – 25. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”.

W paryskim dwutygodniku katolicko-liberalnym „Le Correspondant” ukazuje się nowela Henryka Sienkiewicza „Pójdźmy za Nim” w tłumaczeniu francuskim C. de Baulny
pt. „Sur ses pas”.

MARZEC – 26. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”.

MARZEC – 27. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś pisałem znów do ks. b[iskupa] Ruszkiewicza i dołączyłem listy M. i Wołodkowicza, z których wykazuje się czarno
na białym, że prócz niezgody natury psychicznej nie ma innych realnych podstaw i że tylko o powyższych była i jest między nami mowa. (…) Upoważniam Cię też do pokazania listów, jakie do Ciebie pisałem, komu uznasz za stosowne. Jeśli prawda ma być znaną – niechże będzie. (…) Takie sprawy wloką się bardzo powoli i nieprędko przychodzą pod rozpoznanie, dlatego myślę
o Kalten. Nerwy mam rozbite i ostatnia influenca mnie zmiażdżyła… (…)”

MARZEC – 28. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Neapolu w „Waehlers Continental Hôtel”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Chory na influencę. Nie jadę do Paryża. Chciałbym Kalten, jeśli moja obecność nie jest zaraz potrzebna w Warszawie. (…)”

MARZEC – 29. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem dziś rano – i trochę mnie zaniepokoiło to, żem nie zastał żadnej wiadomości ani od Ciebie, ani od rodziców. Dlatego telegrafowałem. Przyjechałem zmęczony, bo to kawał drogi – a do tego zaraz po wyjeździe zachorowałem na żołądek,
z którym byłem tak dobrze. Dostałem czegoś, co by mogło być dyzenterią, gdyby nie to, że nią, zdaje się, nie jest. Ale rzecz dokucza mocno. Winternitz
(Wilhelm Winternitz) jest w Rzymie, więc rządzi i leczy Pick (?). Znalazł u mnie między innymi silną bronchitę.

Tu dziś ładniej i cieplej niż było w Neapolu – ale to pewnie nie potrwa. Bardzo jestem zmęczony, więc piszę, byle się odezwać. (…)”

MARZEC – 30. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MARZEC – 31. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Posłałem b[iskupowi] Ruszkiewiczowi dwa listy. Jeden pana Konstantego, który pisze, że jeśli tylko odezwie się przywiązanie w Marynuszce do mnie, to on mnie o tym zawiadomi, choćby telegramem, i skargę cofnie. Otóż list ten jest dowodem dla b[biskupa] Ruszkiewicza, a w danym razie będzie dla Collegium, że nie ma podstawy non consummatum (niedopełnionego małżeństwa) – w takim bowiem razie ojciec, jako mężczyzna, musiałby wiedzieć, jak rzeczy stoją, i powrotu
do stosunków małżeńskich nie czyniłby zależnym tylko od przywiązania córki.

Drugi list jest Marynuszki, która robi mi zarzuty, żem nie kochał mamy, że mam charakter nie do pożycia i że dlatego się rozwodzi. (…)”
Pisze też do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Przyjechałem tu w samą porę, bo mi influenca wlazła [w] brzuch i przywiozłem tak chory żołądek, iż myślałem,
żem przywiózł dyzenterię. Uspokojono mnie jednak, że to są znane objawy po influency, które przechodzą i nie mają znaczenia.

Proszę Cię jeszcze o jedno: Nie donoście urbi et orbi, gdzie jestem, albowiem mam dosyć i listów stamtąd, i anonimów na moją żonę i jej rodzinę. (…)”

KWIECIEŃ


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Dionizego Henkiela:
„(…) Co do Połanieckich - przeciwnie! Nie odstępuję od pierwotnego wspólnego planu, tylko „różnymi drogi mój poemat wiodę” (cytat z pieśni II „Beniowskiego” Juliusza Słowackiego). Zniżę temperaturę małżeńską Połanieckich w ten sposób, by z jednej strony Marynia doszła do rezygnacji i ślicznej melancholii, on zaś do niepokoju i poznania, że w planie życia coś zostało chybione, coś nie wzięte lub źle wzięte w rachubę i że do zupełnej duchowej pewności i spokoju czegoś brak. (…) Wprowadzam przy tym kilka nowych osób, które mi są potrzebne dla niego, dla niej lub dla prawd i obserwacji życiowych. Piszę pilnie, i mówiąc
po malarsku, staram się nic nie puszczać kantem… (…)”

KWIECIEŃ – 01. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Proszę Cię jak najusilniej o jak najprędsze, bezpośrednie wydobycie listów Wołodkowicza i mojej żony, załączonych w liście do ks. b[biskupa] Ruszkiewicza, i o przysłanie mi takowych do Kaltenleutgeben. Są mi one bezwarunkowo potrzebne. (…)”
Pisze też do Bruna Abdanka Abakanowicza:
„(…) …miesiąc temu miałem słowo w słowo takież kolki nerkowe i wiłem się nie gorzej od Ciebie. Nie ma w tym nic dobrego,
ale trudna rada. Żyliśmy też już kawał czasu. Mnie to czasem powtarza się, ale w mniejszym stopniu – raczej się przypomina. Środek na to – nic nie pić – a ściślej mówiąc, pić Karlsbad. (…) Pewnie się wkrótce do Ciebie wybiorę, raz dlatego, by Cię widzieć,
a po wtóre, że mi tu strasznie przeszkadzają. Chciałbym ukończyć robotę do lipca
(pisanie „Rodziny Połanieckich”). (…)”

KWIECIEŃ – 02. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 03. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Dionizego Henkiela:
„(…) Pisz mi Pan o nich [Połanieckich], co byś Pan zrobił i jak byś Pan rzecz prowadził, bo to mnie ogromnie ożywia i podnosi interes dla nich… (…)”

KWIECIEŃ – 04. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 05. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Czasem pytam siebie – na co, jeśli sprawa jest oparta istotnie na moich brakach niby fizycznych – na co potrzebny jest im ten dodatek o moich okrucieństwach? – Chcesz wiedzieć, jak mi się to obecnie przedstawia: jak złodziejstwo i rozbój na równej drodze – i wstręt moralny bierze we mnie górę nad wszystkim.

Tak jak Pan Bóg chciał darować Gomorze
(Sodomie – I Księga Mojżeszowa 18: 16 – 33 * Biblia Warszawska) za pięciu sprawiedliwych,
tak słowo Ci daję, że i ja gotów byłbym im darować za jedną, jedną jedyną prawdę. Żebym choć raz był okrutny – kłamstwo! Żeby matrimonium nie było nie tylko consummatum ale devoratum
(pochłonięte, pożarte) – kłamstwo. Żeby M. okazywała istotnie choć cień wstrętu – dobrze, ale i to kłamstwo! – Słowem kłamstwo, szalbierstwo i nikczemność istotnie przechodzą miarę. I mam już tego dosyć!… Jeśli mi rozwodu nie dadzą, przeprowadzę separację, a potem gotów jestem ja wystąpić o rozwód. Z mojej strony nie będzie ani kpin z Kościoła, ani potrzeby oszustwa, bo ja mam aż nadto powodów. (…)”

KWIECIEŃ – 06. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Odpisuję Ci tylko parę słów, bo jest u mnie Edzio Kr[asiński]. – Ty nie znasz ani pani Tarnowska (Róża z Branickich Tarnowska)
nie zna charakteru pani H[eleny]. Objaśnia się on jednym wyrazem: Wschód. To jest bezskrupulatność moskiewska i chytrość grecka – która myśli, że i Pana Boga można oszukać. Ja odgaduję ich grę. Powiedziała pani H. adwokatowi: „Chcę rozwodu
dla niezgodności charakteru” – i sądzi, że tym samym zasłoniła się od wszelkiej moralnej odpowiedzialności – bo co adwokat wynajdzie, to jego rzecz. Ale ona udaje, że o tym nie wie – choć w gruncie rzeczy wie dobrze. Tam ani mowy być nie może
o dobrej wierze, w żadnym razie ani w żadnym wypadku.

Co do tego, że zwrotu ku mnie nie ma, byłbym naiwny, gdybym się jeszcze łudził. Mogłem się łudzić, pókim tę panią mierzył miarą kultury prawdziwej i pókim także przypuszczał dobrą wiarę. – Zresztą mówię Ci szczerze, że przecierpiałem, co się nazywa, ale poczułem i przemyślałem także niemało. Dziś o zwrocie ani powrocie nie może być mowy, nie tylko dlatego, że one nie chcą, ale i dlatego, że mnie się życie absolutnie złamało – i że i ja nie zgodziłbym się już za nic w świecie. (…)”

KWIECIEŃ – 07. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Wróciwszy z zakupów w Wiedniu, pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Piszę wieczorem, przed kolacją, po powrocie z Wiednia, w którym byłem może 20 minut, tyle, ile było trzeba dla kupienia binokli, które zgubiłem, a bez których wieczorami nie mogę już pisywać Połanieckich. (…)

…taka p. Helena nie ma prostego zmysłu moralnego, że jest zupełnie przekonana, iż Kościół, tak jak wszystko na świecie, istnieje dla nich i po to, żeby im w danym razie oddać taką lub owaką usługę… (…) Małżeństwo może utrzymać się na miłości, ale tam jej nie ma, może na obowiązku, ale tam się go nie rozumie, może na religii – ale skarga rozwodowa jest najlepszym dowodem,
co tam sobie i z tego robią. (…)

Godlewski pisze mi, że mówił z arc[y]b[iskupem] Popielem długo i szeroko – że on ogromnie mnie żałuje – i zdaje sobie jasno sprawę z tego, jako było. – Mówił też, że sprawa mogłaby przyjść do Warszawy tylko na wyraźne zlecenie papieskie. (…)

Po skończeniu Połanieckich mam nadzieję szczerby wypełnić. Chce mi się roboty, bo chce mi się zapomnienia. Dobrzem zresztą zrobił, żem tu przyjechał, bo mi było trzeba. (…)”
Do wspomnianego wyżej Mścisława Godlewskiego pisze:
„(…) Czemu dotąd nie mam od Ciebie żadnej wiadomości? Czyś nie był w Warszawie, czyś chory, czyś może wyjeżdżał do
ks. Chełm[ickiego]
(Zygmunta Chełmickiego), o którym opowiadał mi Edzio Krasicki, że zachorował gdzieś na wsi. Donieś mi o jego zdrowiu i, mój Drogi, wydostań śpiesznie te listy, które są u b[biskupa] Ruszkiewicza i o których pisałem zeszłym razem. (…)

Połanieckich piszę mocno. Na spacerach układam sceny z Quo vadis - a na dalekim horyzoncie rysują mi się Krzyżacy. Postanawiam odtąd nie wyłazić z epopei, bo tylko ta najmniej męczy i najlepiej duszę odnawia. Tymczasem dużo pracuję propter oblivium
(dla zapomnienia). Cieszy mnie też, że każdy kawałek Połanieckich robi coraz więcej wrażenia. (…)”

KWIECIEŃ – 08. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 09. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Dionizego Henkiela:
„(…) Uspokój Pan Weyssenhoffa (Józefa Weyssenhoffa, redaktora literackiego „Biblioteki Warszawskiej”), że trzech tomów nie będzie. Będzie dwa dobre. Połanieccy teraz mnie interesują i wkładam w nich, ile mogę, ale coraz więcej dochodzę do przekonania,
że i powieść w ogóle, i ja w szczególności powinniśmy szukać przyszłości w epopei. Dlatego tęsknię do Quo vadis – a na dalekim horyzoncie widzę Krzyżaków. (…)”

KWIECIEŃ – 10. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 11. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 12. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 13. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 14. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 15. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 16. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 17. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Dionizego Henkiela:
„(…) Wahałem się, czy ich żenić w drugim, czy na zakończenie I tomu… Chcę, by Połaniecki zakończył rachunki życiowe poznaniem się na żonie i powrotem do Krzemienia, tj. odzyskaniem miłości i ziemi. Wtedy będzie w zupełnym życiowym porządku. Jest oto p. Maszkowa, która wtedy, gdy się ktoś (Połaniecki) do niej dobiera, zachowuje się jak lód, nie pomaga,
ale nie broni, taka paskudna bierność bez zmysłu moralnego. Jest p. Osnowska i panna Castelli, obie pełne fałszywych aspiracji,
a godnego w istocie pokojówek pociągu do Kopowskiego, o którego skrycie walczą. Połaniecki to widzi, jest świadkiem tego,
co się dzieje w Zawiłowskim, jego męki, i otwiera mu to oczy na Marynię. (…) Mam przy tym melancholię i rezygnację Maryni, szalbierstwa pani Osnowskiej, która sugestionuje pannę Castelli Zawiłowskiemu, dlatego by się Kopowski z nią ożenił. Mam pannę Castelli, w którą świat wmawia Bóg wie co i która próbuje polotu, ale cóż, kiedy Kopowski nad to wszystko. Mam mękę Zawiłowskiego, gdy się naprawdę w Castelli zakochał, bankructwo i upadek Maszki, rozumowania i wnioski Połanieckiego,
a w końcu bielmo spadające mu z oczu. (…) Staram się… nie folgować sobie, choć nieraz ciężko… (…)”

KWIECIEŃ – 18. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 19. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Pani Szembekowa (Klementyna z Dzieduszyckich Szembek) pisała mi o liście od p[ani] W[ołodkowiczowej], a nawet i o tym, co jej ma odpowiedzieć, to jest, że winszuje im sumienia, bo nie każde byłoby spokojne. Potkański (Karol Potkański) pisał mi, cytując słowa z Hamleta: „W tym wariactwie za dużo jest metody.” – Jakoż jest! Jest ogromna przewrotność i hipokryzja – ale to jedno drugiego nie wyłącza. (…) Zapomniałem Ci był napisać, żem spotkał Choińskiego (Teodora Jeske-Choińskiego), wracając z Neapolu,
a zapomniałem dlatego, żem naturalnie nie wdawał się z nim w konfidencje. (…) Z Warszawy donosi mi Henkiel
(Dionizy Henkiel),
że tam panią W[Wołodkowiczową] „opuszczają nawet krewni i przyjaciele”.
(…)”

KWIECIEŃ – 20. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 21. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 22. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Masz więc dowód, że o Połanieckich myślę i żem się nie dał zgnębić umysłowo, ale nie mogę też i o tamtych rzeczach
nie myślić, bo nadto mi są osobiste i nadto dolegają. (…) Ale dość o tym. Kto sieje wiatr, zbiera burzę. A ja istotnie mam swoje kochane dzieciska, swoje wspomnienia i swoją mniej kochaną, ale wdzięczną robotę. (…)”

KWIECIEŃ – 23. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 24. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Tak jestem zajęty Połanieckimi, że nie mam czasu o czym innym myśleć. Wysłałem ogromną porcję na maj – nie wiem,
czy potrafią dać od razu. Od wczoraj siedzę nad czerwcem. Tyle narasta, że sam nie wiem, kiedy skończę. Trzeba mi było wprowadzić kilka nowych osób. Ale już wypłynąłem na wierzch i jest to dla mnie dziś raczej kwestia pisania niż kompozycji. Prawda, że i pisanie niełatwa rzecz. Zwłaszcza jeśli się nie chce byle jak pisać. (…) Robota i robota, aż broda siwieje. I posiwiała naprawdę w ostatnich dniach mocno.

Dziś miałem list od pani Heleny Krasińskiej
(Heleny ze Stadnickich Krasińskiej). Ona przewiduje z niepokojem, że się pogodziemy. Henkiel pisał mi też znowu: „Tu ludzie aż ręce wznoszą, żeby nie nastąpiło pojednanie.” – Robi mi to wrażenie, jakby się ludzie bali, by jakieś drzewo, które zostało spalone w kominie, nie zazieleniło się znowu. (…)”
– i do Józefa i Heleny ze Stadnickich Krasińskich:
„(…) Połanieckich dałem i na maj dużo. Piszę ich z coraz większym zamiłowaniem i zaczynam wypływać na wierzch. Reszta będzie już raczej spisywaniem rzeczy już stworzonych, nie samym tworzeniem. – Ale i to niełatwa rzecz, zwłaszcza gdy się chce dobrze pisać i gdy się sobie nie folguje, jak ja nigdy nie folguję. (…)”

KWIECIEŃ – 25. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 26. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 27. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Konstancji Morawskiej:
„(…) Dziękuję za list i przychylne zdanie o Połanieckich. Sam byłem bardzo rad, że mogłem się z nimi przenieść choć na jeden zeszyt do Rzymu, i cieszę się na myśl, że znowu przeniosę się do niego z powodu Quo vadis. (…) Dzieci moje przyjeżdżają
do Krakowa w końcu maja. Henio będzie zdawał egzamin do 3-ciej klasy, a potem chciałbym, by najmniej cztery miesiące przesiedziały w Zakopanem, albowiem lekarze uznali, że zwłaszcza Henio jest wątły i że nie można go przeciążać nauką. (…) Dziękuję również najuprzejmiej za wycinek z „Ateneum”. – Wszystkie przekłady Curtina
(Jeremiaha Curtina) mam, a tłomaczenie nowel, w wydaniu jeszcze ładniejszym niż poprzednie, dostałem u Gebethnera w Krakowie. Wyszły też teraz rozmaite moje rzeczy u Reclama w Lipsku. (…)”

KWIECIEŃ – 28. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

KWIECIEŃ – 29. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Edwarda Lubowskiego:
„(…) …dziękuję Ci za Twoje poczciwe serce. Twoje Bawidełko znam. Widziałem je w Krakowie i dało mi ono dużo do myślenia. Mówię Ci jednak poważnie: dzisiejsza moja teściowa jest bardziej niemożliwa i stoi niżej od Twojej przybranej matki, ale moja żona jest lepsza od „Bawidełka” i pod tym względem nie może być porównań. Oczywiście mówię jedynie o wyższości moralnej. (…) Nie wiem, czy Bogusławski (Władysław Bogusławski) i Benni (Karol Benni) pamiętają, com im powiedział [w] wigilię mego ślubu,
gdy przyjechali do Krakowa na wesele, że wiem, iż nie będę nigdy tak szczęśliwy, jak byłem z pierwszą żoną
(Marią z Szetkiewiczów). Może przyjęli to wówczas ze zdziwieniem – ale ja już miałem tę pewność i nie mówiłem frazesu dla uczczenia zmarłej, ale to,
co czułem istotnie. Nie miałem się myśli cofać, kochałem bardzo szczerze i mogłem dać szczęście takie, jakie dałem pierwszej żonie. Dlaczego się tak nie stało i czyja w tym wina, niech to Bóg sądzi! (…)

Tymczasem piłuję, jak widzisz, Połanieckich, potem będę piłował Quo vadis, i tak dalej, dalej, dalej, aż do zamknięcia oczu. Taki brak w perspektywie wypoczynku męczy trochę, ale trudna rada!

Latem będę siedział w Zakopanem. Przyjeżdżaj! Nie bardzo w to wierzę, bo Cię znam. Strzelisz do Ostendy i spłuczesz się nie tylko w morzu, ale i w Casino. Ostrzegam Cię też, że w Zakopanem grozi Ci niebezpieczeństwo zakochania się w mojej Dzini
(córce Jadwidze), która prócz wrodzonych powabów ma jeszcze i ten, że naśladując „tatusia” pisze powieści – tak sobie, od 10
do 14 tomów. (…)”

KWIECIEŃ – 30. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 01. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Dionizego Henkiela:
„(…) Zawiłowski ma być tylko repoussoir dla Maryni… Wróci jeszcze Świrski i Wasowski… Maszko zbankrutuje… Połaniecki będzie miał syna (nie Litkę). Siła będzie powiedzieć, powiązać, ale w czerwcu skończę. (…)”

MAJ – 02. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …co do Połanieckich, daleki jestem i byłem od odtwarzania w powieści mojej własnej sprawy lub sytuacji, ale pamiętaj jedno, że ilekroć zrobię kobiety kłamliwe, egoistki, przewrotne, słowem, liche natury, tylekroć nie tylko ludziom będzie się zdawało, że to są ich portrety, ale istotnie, niezależnie od wszystkiego, będą musiały istnieć rysy podobne. – Tego ja sam
nie potrafię uniknąć… Cokolwiek i kiedykolwiek w moich powieściach będzie obrazem fałszu, blagi, braku zasad, musi je ludziom przypomnieć – i o uniknięcie tego nawet się nie będę starał. (…)

Odebrałem dziś list od pana Konstantego Górskiego, a w nim ustęp tak charakterystyczny, że Ci go przepisuję: „Znam ja i ten dwuosobowy egoizm kobiet bez głębszej myśli, uczuć i zasad, bom się kiedyś w rusałce ukraińskiej kochał. Rozpieszczone
w dobrobycie jakiegoś wschodniego szlaku, niewiasty półkreolki, co z cywilizacji wzięły tylko wykwint, potrzebę rozrywek, zbytku, czczych rojeń, biernych uporów i kapryśnych przeczuleń. Kiedym Kochanego Pana widział w Warszawie, byłeś
w narzeczonej fizycznie i artystycznie zakochany, więc nie śmiałem czynić Mu uwag. Nie znałem jej osobiście, ale z tego, com
o niej wiedział i słyszał, miałem wszelkie wątpliwości, czy to jest żona odpowiednia dla Kochanego Pana” – etc. (…)”

MAJ – 03. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 04. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 05. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Wandy z Mineyków Szetkiewicz:
„(…) Ja miałbym się nieźle, gdybym lepiej sypiał i gdyby nie to, że chwilami odzywa mi się ischias i usposobienie do lumbago. Sypiam jednak lepiej niż poprzednio. (…) Od wczoraj bawi tu pani Mańkowska (Maria z Chłapowskich Mańkowska), którą dość lubię, matka owej dawnej panny Basi (Barbary Mańkowskiej). (…) Pogoda tu od kilku dni zła, zimno, a dziś rano śnieg padał. Przedtem były deszcze. (…) Posiedzę tu jeszcze ze dwa tygodnie, a potem spotkamy się w Krakowie. (…)”

MAJ – 06. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Wandy z Mineyków Szetkiewicz:
„(…) „Correspondant”, bardzo katolicki miesięcznik wychodzący we Francji, pomieścił przekład Pójdźmy za Nim. Tak mi się chce zbroić psikusa ks. Nowodworskiemu, który napadał na to, jak na rzecz nie dość katolicką, że chcę wydrukować ten przekład jeszcze w „Montieur de Rome”. Ciekawym, co wówczas powie i czy poprzednią swą opinię odwoła. (…)”

MAJ – 07. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 08. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 09. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 10. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 11. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 12. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 13. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 14. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 15. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Gdyby chodziło o samą panią W., nie miałbym żadnych skrupułów, ale jakkolwiek i M. postąpiła ze mną niegodziwie –
bo trzeba użyć tego wyrazu – jakkolwiek może być tyle winną, ile jej wyrzuca p. Szembekowa, ja bądź co bądź przysięgałem
nie tylko przed ołtarzem, ale i sobie w duszy, że ja dam dobro, nie zło, i opiekę, nie krzywdę, a taka skarga z mojej strony mogłaby być krzywdą dla niej na całe życie. (…)

Powiem Ci, że nie tylko dużo piszę, ale robię ogromnie poważne studia do Quo vadis, czytam po nocach Tacyta
(Publiusa Corneliusa Tacyta) i wszystko, co mam pod ręką, i prawdopodobnie przepracowałem się już, bo nie jestem zdrów i czuję się raczej gorzej
niż lepiej, a przy tym zmęczony jestem do najwyższego stopnia. (…) Doprawdy, że to nie frazes, że sztuka może ratować,
bo jednak ja posiadam zdolność takiego odrywania się od osobistych myśli, jak raz siądę do roboty, że żyję tylko nią i moimi ludźmi. Dlatego oni są żywi – i dlatego biorę nieraz z siebie i z innych ludzi rysy w formie obserwacji, ale portretu niczyjego
w sensie pamfletowym nie robię, bo choćbym chciał, uniesie mnie temperament pisarski i tyle natworzę w każdej figurze rysów indywidualnych, jej tylko właściwych, że ją nawet zewnętrznie widzę po swojemu, w fizycznych kształtach takich, jakie jej z góry dałem. – Zostaje tylko sens moralny z życia brany, ale tego skądinąd brać nie można, bo etyka nie jest rzeczą twórczości – i nic nowego w tym względzie od czasów Chrystusa wymyśleć nie można. (…) Robota i robota bez tej ochoty życiowej, która daje
do niej siły. I to jest „malwa”! – Na dobitkę wpadłem znowu w usposobienie lumbagowe może dlatego, że tu się dużo siedzi
na dworze. Zeszłorocznego isjaszu nabawiłem się od wilgoci zakopiańskiej. Może tego roku będzie pogodniej. (…)”

MAJ – przed 16. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Dawno nie miałem od Ciebie wiadomości. Ja siedzę dotąd w Kalten i jestem – tak sobie. (…) …bądź łaskaw przysłać mi adres S[z]ląskowskiego, bo chcę do niego napisać. (…)”

MAJ – 16. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 17. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 18. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 19. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 20. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 21. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 22. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 23. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisarza odwiedza Konstanty Maria Górski.

MAJ – 24. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Ja już mam dosyć Kalten i czekam tylko pewniejszej wiadomości o dzieciskach, by wyruszyć do Krakowa. (…)

Z Polaków nie przybył tu nikt nowy, tylko wczoraj odwiedził mnie Kocio Górski
(Konstanty Maria Górski). (…)”

MAJ – 25. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 26. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Prócz Połanieckich z ogromnym zajęciem czytam rozmaite rzeczy do Quo vadis. Broni mnie to przy tym od myślenia o tej nieszczęsnej sprawie, której końca wyglądam z wielkim już utęsknieniem, gdyż wolałbym wszystko niż tę tymczasowość. (…) Dlatego wolę siedzieć całymi dniami nad robotą, choć i ona, gdy jej nadto, zdrowiu nie służy. Po Quo vadis widuję jednak chwilami Krzyżaków, ale ponieważ to jest tylko widzenie, a nie zamiar, więc nie ma jeszcze pola ani do propozycji, ani do układów. (…)”
– i do Dionizego Henkiela:
„(…) W dalszym ciągu (ale mówię tak, jakbyś Pan już znał porcję czerwcową) pokaże się, że panna Castelli nie dopisze
p. Zawiłowskiemu, p. Osnowska p. Osnowskiemu, p. Maszkowa panu Maszce. Wówczas p. Połaniecki zobaczy różnicę między nimi
a Marynią i zakocha się w żonie z kretesem… i pójdzie na rolę do Krzemienia… (…)”

MAJ – 27. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Od strony Rzymu dawna cisza. Czasem doprawdy i ja myślę, że chyba sprawa rozstrzyga się beze mnie, w sekrecie.
Ale pewność ich nic nie stanowi i nic nie przesądza. (…)

Szkoda, że dzieciska się tak spóźniają. Już mi tak ich potrzeba. Kalten mam dosyć i siedzę dlatego, że piszę i nie mam powodu
do wyjazdu. (…)”
i do Dionizego Henkiela:
„(…) Do Połanieckich siadam od jutra… Żebym sam siebie nie dusił i pozwalał sobie na pobieżną robotę, jak by to szło prędko! (…)”

MAJ – 28. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben.

MAJ – 29. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Wandy z Mineyków Szetkiewicz:
„(…) Tymczasem kąpię się i piszę. W Zakopanem nie będę jeszcze wolny od roboty, bo Połanieccy pociągną się do września,
a może do października, ale będę miał więcej czasu do pisania, bo tu kąpiele i obowiązkowe po nich spacery dla reakcji ogromnie przecinają dzień. (…)”

MAJ – 30. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Kaltenleutgeben. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Nie wyjeżdżam przed sobotą i może jeszcze parę dni zabawię w Wiedniu. (…) Chciałoby się i mnie jak najprędzej tego Zakopanego. Byle była pogoda! – Od dwóch dni jestem tak osłabiony, że ledwom wczoraj łaził. Dziś odjęto mi wszystkie kąpiele,
z wyjątkiem jednej rano.

Czy Ci mateczka nie pisała o moich projektach co do Krzyżaków? Zachowaj jeszcze sekret. Oto chcę napisać Krzyżaków
i drukować ich w „Czasie”, „Dzienniku Pozn[ańskim]” za pieniądze, a w którymś z pism warszawskich lub w może w „Kraju” –
za 10 groszy od wiersza… (…) Byle więc wytrzymać jeszcze Quo vadis, to się zaraz wezmę do Krzyżaków, a jak się powiodą, będę
o dzieciska spokojniejszy. (…)”

CZERWIEC – 02. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Kazimierza Morawskiego:
„(…) „Petroniusz Arbiter” jest tak pysznie napisany, że nie mogę się wstrzymać od wypowiedzenia Panu tego zwłaszcza, że treść jego jest specjalnie dla mnie tak ważną i pouczającą. Wszystko jest ciekawe i interesujące, tak jakby się działo dziś. (…)
Wiem teraz, kogo mam piłować o przekłady z takiej łaciny, którą zaliczam do rodzaju genre, nieprzystępnej dla zwykłych śmiertelników. (…)
W Krakowie zobaczymy się za parę dni, bo ruszam stąd w poniedziałek, t. j. pojutrze, ale się będę powstrzymywał, ile będę mógł, od pytań, bacząc, że to czas egzaminów i wielkiego dla Pana umęczenia. (…)”

CZERWIEC


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Pisze do Augusta Roberta Wolfa:
„(…) Zabawię w Krakowie zapewne do 17 czerwca. Od niedzieli przeniosę się też z hotelu na Bracką N 10, dom Pieniążka,
do mieszkania p. Ludwika Michałowskiego. (…)”

CZERWIEC – 15. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Grand. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Czekaliście na Kocia, a teraz Kocio czeka na Was – słowem, usunąwszy przypuszczenie, że macie jakieś swoje powody
do odkładania tej recenzji, muszę przypuścić, że ciąży nad nią jakaś fatalność. Pierwszy raz bowiem zdarzyło się, żem sobie życzył pośpiechu, że mi na tym coś zależało, tymczasem jakby umyślnie wszystkie inne pisma dały i zapomniały, a jedyne „Słowo”,
dla którego tyle się w życiu napracowałem, czeka sposobniejszej pory. Przyznaj, że to dziwny zbieg okoliczności. (…)

Bawię tu od dni dziewięciu. Dzieci przyjechały od czterech i Henio będzie zdawał egzamin w poniedziałek. Nie potrzebuję Ci mówić, ile ich przybycie dodało mi animuszu.

Co do mojej sprawy, idę za Twoją radą, albowiem tego zdania jest Szląskowski i tutejszy kardynał
(Albin Dunajewski). Byłem
u niego wkrótce po przyjeździe i przyjął mnie z tak wie[l]ką dobrocią i tak serdecznym współczuciem, że mnie prawdziwie ujął. (…) Kardynał przypuszcza, że mogły zacząć sprawę w Saratowie u owego sławnego biskupa Zerra
(Antoniego Zerr'a), który to jeździł w swoim czasie z misją do Rzymu, ale mówi, że w takim razie ja muszę być wezwany i zawiadomiony. Tymczasem dotąd
nie odebrałem najmniejszej wiadomości, co dowodzi, że wszystko albo nie rozpoczęte jeszcze, albo wisi. (…) Czekam
na Szląskowskiego, może co poradzi. W Kalten starałem się o tym nie myślić; pobyt w Krakowie znerwował mnie na nowo. Wyjaśnił mi tylko jedną stronę. Oto przed ślubem żona moja była już tak uprzedzona, zbuntowana i zrażona do mnie przez matkę, że brałem ślub z wrogiem. (…)

CZERWIEC – przed 20. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Grand. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Przyślę Wam za parę dni mały odcinek o kardynale Dunajwskim. Zdarzyło się, żem go widział na tydzień przed śmiercią i że mi zostawił wspomnienie nadzwyczajnej dobroci, dlatego chcę przez wdzięczność napisać o nim parę słów i podpisać pod nim moje nazwisko. (…)

CZERWIEC – 21. [CZWARTEK]


Anotni Zaleski z Iwonicza pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) [Sienkiewicz] wygląda fatalnie. Czarny jak Murzyn i chorobliwie swym małżeństwem zajęty. Teraz chce sam prośbę o rozwód podać z obawy, by mu Wołod[kiewiczowie] żony do hotelu nie zwalili. Pragnie więc tylko zaznaczyć, że żąda i to najbardziej stanowczo rozwodu i gotów dziś wszystko do uwolnienia się uczynić w nadziei, że śmierć kardynała wiele ułatwia. Perswadowałem, by kosztów nie łożył, bo mogą być ogromne, ale się łudzi, że marką za 80 kop[iejek] podanie opędzi,
a popieranie sprawy pozostawia tamtej stronie. Zwróci się wprost do Zerra. Nowych i to wprost obmierzłych szczegółów mnóstwo. Te panie istotnie ohydne i niepoczytalne wariatki, a co najzabawniejsze, że choć się już z mamą kłócili i kontrowersa szły w najlepsze, on wciąż za nie w Nervi i w Rzymie rachunki płacił i przez te kilka tygodni przeszło 4000 rs wydał na ową
niby poślubną podróż. Jeszcze mu później wymawiały, że Marynuszka poniosła ofiarę, wyrzekając się wygód, do których była przyzwyczajona, itd. Słowem na wołowej skórze tego nie spisać i nie dziwię mu się wcale, że dochodząc do równowagi chce się przede wszystkim pozbyć takich ananasów (…). W każdym razie jest zgnębiony, zdenerwowany i sam przyznaje, że tylko
w dzieciach i przy dzieciach dla niego spokój i powrót do równowagi (…). Żal mi go bardzo, żal osobisty, nie tylko już ogólny, którego ani na chwilę nie traciłem. (…)

CZERWIEC – 24. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem.

CZERWIEC – 25. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem.

CZERWIEC – 28. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Heleny ze Stadnickich Krasińskiej:
„(…) …ja nie tylko nie opisuję nikogo w p. Broniczowej, ale dając jej wdowieństwo, Teodora, niedoszłego potomka etc., robię wszystko, żeby uniknąć podobieństwa. Ludzie go wprawdzie szukają, i jest rzeczą istotnie charakterystyczną, że jak znajdują typ płaski i kłamliwy, to go natychmiast dostosowują – i widzą portret. Ja jako pisarz potrzebuję różnych typów, tak jak świateł
i cieniów – muszę więc tworzyć i ujemne. Jestem jednak przekonany, że gdybym stworzył inne ujemności, wyprowadził inne wady, inne płaskości duszy, mówiono by również o podobieństwie. I na to ja już nie mogę poradzić. (…) …ze względu na mój zawód artystyczny i służbę nie mogę się wyrzec tworzenia typów odmiennych. (…)”

CZERWIEC lub LIPIEC


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie w Hotelu Saskim. Pisze do Władysława Antoniego Gluzińskiego:
Od czasu do czasu pobolewa mnie gardło, a i scyjatyka nie daje mi zupełnego spokoju. Z tego powodu upraszam o łaskawe przybycie w dniu dzisiejszym. Będę w domu do godziny 11-stej rano, poczem muszę wyjść. Gdyby Szanowny Pan nie mógł być przed jedenastą, upraszam o łaskawe wyznaczenie mi godziny od trzeciej. (…)

LIPIEC – początek miesiąca


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Dionizego Henkiela:
„(…) Do ich („Rodziny Połanieckich”) skończenia będę goły, także na eskapadę [do Lwowa (na kongres literacki)] nie mogę sobie pozwolić. (…)”

LIPIEC – około 09. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
(…) Jestem od dwóch tygodni w Zakopanem trochę niezdrów, ale zarazem rad, że widzę koło siebie twarze swoje i uczciwe. Dziękuję Ci za dobre słowo o „Połanieckich” w Krakowie było również wielu entuzjazmów – i pisano do mnie listy. (…)

…ponieważ usiłowania tych pań nie doprowadziły do żadnego rezultatu, ja sam wystąpiłem o unieważnienie na mocy vitium formae
(błędu formalnego) – i powtarzam, że chyba ten weźmie mi to za złe, kto nie wie, ilem zrobił, by do rozłączenia i do procesu nie dopuścić i żyć tak przykładnie, jak żyłem z pierwszą żoną. (…)

W Zakopanem trochę na koniec pogody. Zresztą obrzydliwa dziura jak zawsze. Ojciec
(Gustaw Sobotkiewicz) pani Dembowskiej (Marii Dembowskiej) jest umierający – my trzymamy się nieźle. Co dzień z dziećmi odbywam długie spacery i słucham terkotania Dzinki. Henio zdał do 3-ciej klasy… (…)

LIPIEC – 12. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem. Pisze do Wiktora Baworowskiego:
„(…) Jeżeli istnieją przekłady dobre, czy to powód, żeby nie miały istnieć lepsze i zupełnie doskonałe? Z tego względu
na Pańskim miejscu nie liczyłbym się absolutnie z tym, czy coś było tłumaczone lub nie. (…) Być może, że z powodu reumatyzmu
w nodze wypadnie mi wyjechać do Teplitz
(obecnie: Trenczyńskie Cieplice – Trenčianske Teplice). (…)”
i do Dionizego Henkiela:
„(…) Czasem bierze ochota urwać, tj. zakończyć trochę sumarycznie, i o ile sumienie literackie pozwoli, to tak zrobię, byle rzecz nie straciła. Wkrótce przyjdzie katastrofa z Zawiłowskim, która będzie nauką moralną „jedną więcej” dla Połanieckiego. Długi czas wahałem się, czy go nie powstrzymać na drodzę przeniewierstwa. Już, już chciałem, alem się namyślił, zadawszy sobie pytanie: jakby było w rzeczywistości i gdzie byłaby prawda. Zresztą mam i swoją tezę psychiczną, mianowicie, że [gdy] człowiek powiada sobie: „wszystko dobrze”, i przestaje pracować nad sobą wewnętrznie, kręci kark przy pierwszej sposobności. Praca
i praca wewnętrzna to jest życie. Mądrość tę posłyszy Połaniecki z ust Maryni, naturalnie jako coś przypadkowego i w sposób nadzwyczaj prosty. (…)”

SIERPIEŃ – 11. [SOBOTA]


W związku z budową kościoła w Zakopanem 11 sierpnia 1894 r. Henryk Sienkiewicz w sali kasynowej Towarzystwa Tatrzańskiego (?) na prośbę delegacji góralskiej odczyt, który był szkicem zakończenia przygotowywanej powieści Quo vadis.

SIERPIEŃ – 15. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Zakopanem, gdzie - na prośbę górali - w Kasynie Towarzystwa Tatrzańskiego ma odczyt na rzecz budującego się na Krupówkach kościoła. Treścią wystąpienia jest epilog „Quo vadis”.

SIERPIEŃ – 21. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Teplitz i zamieszkuje w Hôtel Kaiserbad.

SIERPIEŃ – 22. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad. Pisze do Kazimierza i Wandy z Mineyków Szetkiewiczów:
„(…) Otóż i przyjechałem, przesiadając się po drodze niesłychaną ilość razy. Nocowałem w Pradze, z której wyjechałem o 3-ciej, a przybyłem tu po szóstej. Mieszkam w tymże Kaiserbadzie… (…) Prócz Franciszka Komierowskiego, jakiegoś dalekiego krewnego Janka (Jana Wacława Komierowskiego), nie znam nikogo z bawiących tu Polaków, a i tego Franciszka kiedyś widziałem,
ale bym go nie poznał. Zapewne też bawi tu Skrzyński
(Stefan Skrzyński), młody tutejszy doktorek, którego się radziłem roku zeszłego. (…) Przyjechałem we wtorek koło dziesiątej, więc miałem za sobą 28 godzin drogi i byłem zmęczony. W drodze
ku największemu memu zdziwieniu kilkakrotnie odpluwałem krew, a dziś rano także, choć w mniejszej ilości. Przypuszczam, że to albo z zakatarzenia gardła, które zresztą mnie nie boli, albo wskutek piechotnej wycieczki do Czarnego Stawu. Myślę też, że to jest rzecz bez znaczenia, bo kiedyś przed laty zdarzyło mi się to raz na polowaniu ze zmęczenia i przeszło bez śladu.

Do Połanieckich siadam jutro i trochę mi do nich pilno, bo jako rzecz, która się kończy, idą już łatwiej i przyjemniej. Jutro mają mi dać duże i wygodne biurko.

Ciepło tu jeszcze bardzo, tak że ludzie chodzą bez letnich paltotów, i pogodnie bardzo. (…) Kąpiele rozpoczynam od jutra rana.
Po tak długiej drodze jest to rzecz i przyjemna, i potrzebna. (…)”

SIERPIEŃ – 23. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

SIERPIEŃ – 24. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

SIERPIEŃ – 25. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

SIERPIEŃ – 26. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

SIERPIEŃ – 27. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

SIERPIEŃ – 28. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

SIERPIEŃ – 29. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

SIERPIEŃ – 30. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

SIERPIEŃ – 31. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 01. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 02. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 03. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 04. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 05. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 06. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 07. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 08. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 09. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 11. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 12. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 13. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz pisze do Dionizego Henkiela:
„(…) Zmęczyłem się odczytem, Połanieckimi i piłowaniem materiałów do Quo vadis… siedzeniem cały dzień nad robotą…
Z Połanieckimi dobijam i piszę już ich lżej, na co czas, bom się przepracował uwzględniając warunki
(rozbicie małżeństwa z Marią
z Romanowskich, przykra atmosfera wokół tej sprawy i zły stan zdrowia pisarza). Odczyt dla górali (11 sierpnia 1894 r.) przyniósł mi ten dobry rezultat, żem się przekonał, iż mnie koń zwany Quo vadis z siodła nie wyrzuci… o Połanieckich piszę do Bogusławskiego (Władysława Bogusławskiego)… (…)”

WRZESIEŃ –14. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ –15. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ –16. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ –17. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 18. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad. Pisze do Kazimierza Morawskiego:
„(…) Otóż jestem w Teplitz i wyparzam resztki zeszłorocznej scyjatyki (rwy kulszowej, ischiasu) oraz awizacje (sygnały) na przyszłe reumatyzmy. (…)

Rad bym z duszy serca, by stypendium
(stypendium imienia Marii z Szetkiewiczów Sienkiewicz) mógł mieć Miodoński (Adam Stefan Miodoński) – ma on bowiem za sobą wszelkie warunki. Na nieszczęście jest ono najnormalniej przyrzeczone pani Konopnickiej. Zeszłej zimy była ona chora i siedziała w Gorycji, klepiąc biedę, o czym dowiedziawszy się przez Benniego, pierwszy napisałem do niej,
by się podała. (…) Gdym fundował to stypendium, ludzie patrzyli na nie jak na jakiś pomysł literacki, a teraz przekonywam się,
że zdałoby się takich więcej – i że prawo wyboru kandydata, jakie sobie zastrzegłem, jest przede wszystkim ogromną dla mnie przykrością ze względu na konieczność odmawiania tylu ludziom potrzebującym prawdziwie ratunku. – Jeśli pani K. się nie zgłosi albo da dęba, niewątpliwie przyznam Miodońskiemu. (…)

Byłem tedy w Zakopanem od czerwca aż do połowy września – i naturalnie deszcz padał i padał. Ludzie naokoło wycieczkowali,
a ja piłowałem Połanieckich. Mam jednak tę pociechę, żem tyle ludzkiego życia wpakował w tę robotę i że drugi brzeg już widać. (…) Dopiero pod koniec pobytu poszedłem do Czarnego Stawu i Morskiego Oka – razem z dziećmi
(synem Henrykiem Józefem i córką Jadwigą). Widok Dzini, jej radości i jej dumy z tych wycieczek wynagrodził mi trud. Mokliśmy jak kury, swoją drogą – ale dla niej była to jedna więcej zabawa. – Było jednak w Zakopanem i trochę słońca pod postacią pani Zakrzewskiej, Amy i Naty (Marii Zakrzewskiej i jej córek, Amy i Aty). (…)

W Teplitz nie ma z Polaków żywej duszy, więc nie mam z kim gadać, siedzę i piszę. (…)”

WRZESIEŃ – 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad. Pisze do Dionizego Henkiela:
„(…) Skończę („Rodzinę Połanieckich”) w przyszłym miesiącu… Jeżeli się myśli o stronie tylko artystycznej… dla zysku
nie przedłużyłbym powieści ani o jedną literę… (…)”

WRZESIEŃ – 20. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Czy rozumiesz, co to za rozkosz nie pisać, gdy się zanadto pisze, i jak sama mechaniczna czynność napełnia wówczas niechęcią. (…) Musiałaś słyszeć, że prócz Połanieckich musiałem pisać odczyt etc. i oczywiście miałem tego nadto i jeszcze teraz jestem zmęczony. (…) Już dobijam do końca, ale jeszcze dużo piły na wrzesień i październik. Dużo też jest w powieści ludzkiego życia i ludzkiego myślenia i w ogóle jestem z niej dość kontent. – Odczyt to był szkic zakończenia – więc dla samej powieści („Quo vadis”) to jest nic, a dla mnie tylko próbny balonik. Przekonałem się, że poradzę – i to jest coś warte. Samym odczytem zachwycał się szczególniej Sanguszko (?). Mówił mi, że trzeba by wydawać powieść w kilku językach naraz. –

Zakopane ze swoją wilgocią zawsze źle robi na usposobienia scyjatyczne, więc chcę się ubezpieczyć przed zimą Teplitzem. Musiała Ci mateczka też pisać, że w drodze pokazała mi się niespodziewanie krew z ust – ale to było zmęczenie i rzecz nie ma żadnego znaczenia. Jadę stąd do Abakanowicza
(Bruna Abdanka Abakanowicza) na jaki miesiąc. Tam skończę Połanieckich i wezmę się do Quo vadis. Materiału nagromadziłem mnóstwo. (…)

Nie mam tu nikogo znajomego. W ogóle nie ma już Polaków – że zaś jadam gotowe obiady, więc nie wybieram nawet potraw
i literalnie po całych dniach do nikogo nic nie mówię. –

W Zakopanem robiłem wycieczki do Czarnego Stawu i Morskiego Oka z dziećmi – i tak były uszczęśliwione, że mi dotąd przyjemnie o tym wspominać. (…)”
- i do jej rodziców, Kazimierza i Wandy Szetkiewiczów:
„(…) Chwała Bogu, że Henio zdrów. U mnie nic nowego. Chodzę dużo, kąpię się co drugi dzień. Czuję tylko nieco zmęczenia, które zresztą zwykle towarzyszy początkom kąpieli. Widocznie były to jakieś zapiekłości po wycieczce do Czarnego Stawu, na której istotnie się zmęczyłem, bo mi się dotąd nie powtórzyło. Oddycham jak dawnie i gorączki nie mam żadnej, a nawet i kataru.
Przy tym siedzę i piszę jak zwykle. (…)

Niech Mateczka zdecyduje, widząc bliżej stan zdrowia i sił Henia, czy go przeprowadzać do 4-rtej klasy, czy zatrzymać w trzeciej. (…) Opinia jakiego porządnego lekarza mogłaby być pod tym względem decydująca. (…)

U Połanieckich znowu przychodzą miejsca trudniejsze, ale tyle już tych kamieni rozgryzłem, że rozgryzę i ten. (…)”

WRZESIEŃ – 21. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 22. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 23. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 24. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 25. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad. Pisze do Dionizego Henkiela:
„(…) Mimo woli – ale zupełnie mimo woli – ściągam sznurki powieści („Rodziny Połanieckich”), by ją zamknąć, jak kapciuch,
jak najprędzej. Skończyłbym w tym miesiącu, gdybym miał więcej dni przed sobą. Skończę jednak niezawodnie w październiku… (…) Co do podobieństwa figur… Od tego do portretowania kogoś daleko; nigdym tego nie robił i nie będę. W tym wypadku… figura pani Broniczowej jest przeze mnie zmyślona… Ludzie szukaliby portretów. Wie Pan zresztą, kto jest fizycznie trochę sportretowany. Oto Marynia Połaniecka. Z tego bierz Pan miarę moich sposobów; miary ludzkich języków dawać nie potrzebuję. Że pewna ilość ludzi łże, z tego nie idzie, żeby nie wolno było powieściopisarzowi stworzyć postaci łgarza lub łgarki. Jest w tym wszystkim jednak coś charakterystycznego. Ja tworzę tego rodzaju postać – a ludzie mówią: - Oho, to nie może być kto inny, tylko X.X… (…)”
- i do Wandy Szetkiewicz:
„(…) Tu czas się zmienił. Jest pochmurno i dżdżysto. Chwilami czuję się bardzo zmęczony, nie tylko fizycznie, ale i umysłowo,
tak że ledwie mogę pisać. Ale kończę, bo już niedużo. Potem najmniej dwa tygodnie nie będę nic pisał. (…) Mnie czasem dokucza ból w krzyżu, a raczej usposobienie do lumbago. Boję się z tego powodu wilgoci i zimy. (…)”

WRZESIEŃ – 26. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 28. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 29. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

WRZESIEŃ – 30. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad. Pisze do Augusta Roberta Wolffa:
„(…) …wolałbym, żeby Wasza firma nabyła ode mnie prawo drukowania wszystkiego, co wyszło, w nieograniczonej ilości
i na wieczne czasy. Rozumiesz Pan, że mi nie chodzi, żeby się to stało dziś lub jutro, jak również, że w razie dojścia układu, mógłbym Wam rozdzielić spłatę całkowitej sumy na bardzo długie terminy. Zapytuję tylko dlatego, że w ten sposób wiedziałbym, co mam, i byłbym czegoś dla dzieci pewny. Wy namyślcie się z Gebethnerem, o ile i dla Waszej firmy, a zarazem i spadkobierców układ podobny byłby pomyślny – i ile moglibyście mi zaofiarować. O rezultacie zaś namysłu donieś mi Pan przy sposobności. (…)
Ja tu zostanę jeszcze do jakiegoś 7 października, więc list jeszcze mnie dojdzie. (…)

Leczę się tu ze scyjatyki, a raczej, na szczęście, jak dotąd raczej z predyspozycji do niej. Koło 7-go lub 8-go wyjadę na parę tygodni do Abakanowicza. Adres dokładny prześlę z miejsca. (…)”

PAŹDZIERNIK – 01. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad. Pisze do Wandy Szetkiewicz:
„(…) Skończyłem dziś porcję październikową Połanieckich, a całość skończę z wszelką pewnością w następnym numerze, albowiem podpisałem już: dokończenie nastąpi. Napracowałem się jednak nad tą powieścią niemało, ale w ogóle dość z niej jestem kontent. Jak się tyle osób wprowadza, robi się prawdziwe gospodarstwo, bo trzeba o wszystkich i o wszystkim pamiętać, a zarazem trzymać tyle ludzkich charakterów w ręku, więc miło jest, gdy się szczęśliwie koniec zbliża. (…)

Wyjadę stąd koło 8-smego. Dotychczas nie odczuwam żadnego rezultatu kąpieli albo raczej ujemny. (…) Kąpieli jednak
nie przerywam raz dlatego, że po to tu przyjechałem, po wtóre w nadziei, że mogą się okazać skuteczne później.

Znalazłem tu na koniec znajomych, a raczej znajomego Ojca Gieysztora
(Jakuba Gieysztora), Siesickiego (Mieczysława Siesickiego) etc., niejakiego pana Landyna (?) z Moskwy. Był on na Syberii razem z Bogusławskim (Władysławem Bogusławskim) i Henkielem (Dionizym Henkielem), a mnie widział kiedyś przed 12 laty u Witkiewiczów (Stanisława i Marii z Pietrzkiewiczów Witkiewiczów). Przyszedł sam do mnie. Bawi tam z żoną i teraz chodzimy na spacery. (…)

Jeszcze ze trzy tygodnie piły, a potem będzie trochę odpoczynku. Być może, że i kąpiele nie pomagają, bo siedzę zgięty
przy biurku Bóg wie ile godzin dziennie. Do Quo vadis czytam ciągle mnóstwo rzeczy i we dnie, i w nocy, o ile nie mogę spać. (…)”

PAŹDZIERNIK – 02. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

PAŹDZIERNIK – 03. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

PAŹDZIERNIK – 04. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad.

PAŹDZIERNIK – 05. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad. Pisze do Dionizego Henkiela:
„(…) Możem się nie ustrzegł, żeby analogie całkiem uniemożliwić… Ja potrzebowałem dramatu w powieści, a obok tego tła
dla Maryni, na którym jej dusza odbijałaby się z tym większą jasnością. Takim tłem mogłyby być kobiety lekkie, próżne, kokietki, kłamliwe. Zróbże Pan takie, żeby nie mówiono: to ona… (…)”

PAŹDZIERNIK – 06. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Teplitz. Mieszka w Hôtel Kaiserbad. Wieczorem pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mam się, jak miałem, tylko sypiam raczej gorzej; wyjeżdżam stąd koło wtorku. Zabawię jeden dzień w Dreźnie – i ruszę prosto do Paryża. Jutro, to jest w niedzielę, biorę ostatnią kąpiel, potem folguję, by się w drodze nie zaziębić. W Paryżu
się nie zatrzymam, bo z ST. Maur łatwo w każdej chwili dojechać (20 minut koleją). Abakanowicz będzie mnie czekał na garze
(na dworcu) i zawiezie, bo sam nie wiedziałbym, z której gary jechać. Adres mój dokładny będzie: Parc St. Maur (Seine), Quai
du Parc 88 chez Mr Abdanka-Abakanowicz. (…)

Najlepszą nowiną jest, że kończę Połanieckich. Do Quo vadis wezmę się niebawem, by czasu i pieniędzy nie tracić. (…) Zakończenie Połanieckich dobrze mi się pisze. W pisaniu i robocie literackiej jest jedna rzecz trudniejsza, niż się zdaje, i wskutek tego bardzo rzadka: oto umieć się uśmiechać. W zakończeniu tego właśnie probuję. (…) W ogóle Bez dogmatu było czystą psychologią, a teraz chodziło mi o to, by stworzyć dobrą polską powieść życiową, bo jeśli weźmiesz tak zwane nasze romanse obyczajowe – to prawdę mówiąc, dobrego nie ma. (…)

…z liczby kandydatów o stypendium wybieram Konopnicką. Ona jest istotnie chora na rodzaj suchot gardlanych, a nikt więcej
nie odpowiada warunkom stypendium, tak dalece, że nigdy nie byłem więcej przekonany o jego pożytku – i bardziej z niego dumny. (…)”

PAŹDZIERNIK – 11. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Parc-Saint-Maur i zamieszkuje w willi swego przyjaciela Bruna Abdanka Abakanowicza przy Quai du Parc 88.

PAŹDZIERNIK –12. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza. Pisze do Mścisława Godlewskiego:
„(…) Przyjechałem tu wczoraj i jestem dość zmęczony, a więc piszę tylko parę słów. Później będę pisał do Ciebie obszerniej, teraz chciałem Cię tylko prosić, byś mi przesyłał „Słowo” przez październik i listopad, bo jestem daleko od Warszawy i nie wiem, co się tam u Was dzieje. Mieszkam u Abakanowicza, który naprawdę ma świetny dom i robi świetne interesa. (…)”

PAŹDZIERNIK –13. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

PAŹDZIERNIK –14. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

PAŹDZIERNIK – 15. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Tu przyjechałem we czwartek wieczorem… Abak czekał na mnie na Gare du Nord – i zabrał w tej chwili, gdy rzeczami zajął się służący. Przyjechałem koło ósmej do St. Maur, gdzie nas czekano z kolacją, tj. mała Abakanowiczówna (Zofia Abakanowicz)
i dwie nauczycielki. Mówi się „mała”, bo ma jedenaście lat, ale wygląda najmniej na czternaście. Jest niebrzydka, z dużymi niebieskimi oczyma i łagodną twarzą. Z nauczycielek, Francuzka niemłoda i bardzo brzydka – i Angielka, i młoda, i ładna. (…)

Abak dał mi dwa pokoje na I piętrze, całe okryte dywanami i ładnie urządzone. Ten zwłaszcza, w którym sypiam, ma zamiast okna całą ścianę lustrzaną wychodzącą wprost na Marnę. Naturalnie wszędy abundancja
(nadmiar) i superabundancja
(ponad-nadmiar) elektryczności. – Na biurku i na szafce nocnej lampy ze sznurkami – w pułapie pięć gruszek szklanych, od których widno jak w dzień, co bardzo lubię. Ponieważ wszędzie są kaloryfery, więc bardzo ciepło. – Co jednak najlepiej lubię, to rzekę przed oknami i ładne łódki tuż przed bramą. Wiosłuję też dużo, zwłaszcza że pogoda. Uczę się także na welocypedzie (na rowerze).

Na „wyspie” byłem już osobiście – co i nie sztuka, bo to o pięćdziesiąt kroków od domu. Sama zresztą ma maksimum dwieście wzdłuż, a z pięćdziesiąt wszerz – słowem mniej więcej Wasz ogród. – Jest też na niej ogród w środku, który Abak dopiero założył, a płaczące wierzby po brzegach. Jedzenie i wina doskonałe. Nie potrzebuję Ci mówić, z jakim entuzjazmem zostałem przyjęty. – Jest też i druga wyspa
(Ploumanach – wyspa u wybrzeży Bretanii, gdzie Abakanowicz miał rezydencję w zamku na wysokiej skale), niewiele większa, ale skalista i z dobrą plażą, którą kupił w Bretanii, co nie jest sztuką, bo to nie musi wiele kosztować, ale na niej jest już jakoby do połowy zbudowany duży i wygodny oraz dobrze urządzony dom, który mi z wielkim zapałem ofiarował na lato
„dla całej rodziny” – „dla znajomych” – „dla kogo chcesz”! (…)

Siedzę już nad Połanieckimi. (…) Zakończenie nie będzie gorsze od poprzednich części. – Potem odpocznę choć ze dwa tygodnie, bo muszę. (…)”

PAŹDZIERNIK –16. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

PAŹDZIERNIK –17. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

PAŹDZIERNIK –18. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

PAŹDZIERNIK –19. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

PAŹDZIERNIK –20. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

PAŹDZIERNIK –21. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

PAŹDZIERNIK – 22. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza. Kończy pisanie „Rodziny Połanieckich”

PAŹDZIERNIK – 23. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) …wreszcie robota skończona. Wczoraj w nocy podpisałem: koniec – a dziś wysłałem. (…) Dziś mam dobry dzień, bo nie tylko rad jestem, żem skończył, ale rad z zakończenia. (…) …muszę teraz mieć choć ze dwa tygodnie bezwzględnego wypoczynku. Abakanowicz wyciąga mnie na dwa dni do Bretanii, żebym zobaczył jego drugą wyspę, na którą zaprasza mnie na rok przyszły
z całym domem. (…) Od jutra zaczynam myśleć o swoim zdrowiu. Nie miałem czasu w ostatnich dniach wiosłować, bom chciał już skończyć. Jutro się do tego zabiorę, jak również do bicykla. (…)”

PAŹDZIERNIK – 24. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Teraz dopiero czuję się naprawdę zmęczony, tak jakbym się fizycznie spracował. Pisać, a pisać komponując – to dwie rzeczy różne. Swoją drogą, gdym się rozbudził i pomyślałem, że nie ma już Połanieckich, było mi ich trochę żal. Zakończenie rzeczywiście jest dobre – i w ogóle ostatnie rozdziały są pełne jakiejś ludzkiej wyrozumiałości dla życia. (…)”
– i do Wandy z Mineyków Szetkiewicz:
(…) Wczoraj była tu wielka gala z powodu skończenia Połanieckich. Abak traktował szampanem przy obiedzie – dziś ma być zasadzony pamiątkowy cedr w ogrodzie, a w pokoju tablica z datą. (…) Sprowadziłem sobie tu tuzin fotografii dziecięcych, które budzą zachwyt ogólny… Szczególniej zachwycił się nimi malarz Picardet (?) (…)

PAŹDZIERNIK – 25. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur.

Tego dnia cenzura carska wydaje zgodę na wydanie książkowe I tomu powieści „Rodzina Połanieckich”.

W liście do żony Zofii Andriejewny Lew Nikołajewicz Tołstoj pisze o Henryku Sienkiewiczu:
(…) Świetny pisarz, szlachetny, mądry i opisujący życie wprawdzie tylko warstwy inteligenckiej, ale za to szeroko ujęte,
a nie samych tylko nihilistów, felczerek i studentów jak nasi. (…)

PAŹDZIERNIK – 26. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Pisze do Dionizego Henkiela:
„(…) Usprawiedliwiłem tytuł, który Bogusławski zostawił przez pomyłkę, bo ja chciałem, żeby był „Stanisław Połaniecki”. Może to nawet lepiej, bo daje to książce większą doniosłość społeczną. (…) Jest w całości kupa stronic i kupa indywiduów. Nazywam
te figury indywiduami, bo jednak żyją swoim życiem i stoją na własnych nogach. (…)”
- i do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Jeszcze nie mogę ochłonąć po skończeniu Połanieckich – i aż mi dziwno, gdy obudziwszy się rano przypomnę sobie, że już nie mam tej roboty. Dla mnie to już prawie nie istnieje. Mówię prawie, bo jeszcze na chwilę wrócą mi do życia wszystkie te figury, gdy wyjdzie książka. A książka wyjdzie niedługo. Przed Nowym Rokiem z pewnością będzie gotowa. (…) Do wydania książkowego przejrzałem raz jeszcze całość, niektóre szczegóły powykreślałem, błędy skorygowałem.

To naprawdę jest dwa razy większe niż Bez dogm[atu]. – Zarzucano Bez dogm[atu] formę pamiętnikową. Nie rozumiano, że jedno musiało być pamiętnikiem, a drugie być nie mogło – i że tu nie chodzi o autorskie „potrafi” lub „nie potrafi”. Ostatecznie jest to moja pierwsza wielka powieść obyczajowa pisana w sposób indykatywny
(oznajmujący, wskazujący, pisany w trzeciej osobie). (…) Abakanowicz, który to teraz świeżo przeczytał z moich egzemplarzy, powiada, że nie czytał nic, co by mu robiło
w najdrobniejszych szczegółach wrażenie takiej prawdy i rzeczywistości. (…)

A teraz naprawdę dopiero wiosłuję i jeżdżę na bicyklu, żeby zabić zmęczenie umysłowe – chociaż istotnie mam poczucie nawet
i fizycznego zmęczenia. Bez przenośni mogę powiedzieć, że poty na mnie biją. (…)

Dla Edwarda
(Edwarda Janczewskiego-Glinki) dostałem ciekawe narzędzie ogrodnicze, rodzaj nożyczek na trzcinie, które obcinają owoc lub kwiat i zarazem go zatrzymują. (…)”

PAŹDZIERNIK – 27. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur.

PAŹDZIERNIK – 28. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Pisze do Józefa i Heleny ze Stadnickich Krasińskich:
„(…) Nigdy nie czułem się tak zmęczony. Zajęło mi 16 mies[ięcy] pracy w warunkach tak nieodpowiednich, że gorszych trudno by wymyślić. Nie chciałem się dać – ale przy dłuższych robotach zawsze tak bywa, że póki się pracuje, póty się idzie siłą pędu
i natężenia, a potem następuje reakcja. – Tak stało się i ze mną, a w dodatku po raz trzeci w życiu… Za jakie dwa tygodnie zabiorę się do Quo vadis, ale muszę sobie dać przynajmniej takie wakacje, bo nadto jestem zmęczony. Swoją drogą rad jestem, żem skończył Połanieckich – naprzód książka wydana to jest społeczny czyn, po wtóre włożyłem w tę powieść dużo ludzkiego życia, ludzkiego myślenia, stworzyłem tam dziesiątki figur, które żyją swoim własnym, indywidualnym życiem. Jestem w tej chwili tak zmęczony pracą i influenzą, że myślę, że nie potrafię napisać Quo vadis. Pociesza mnie tylko to, że takie same wrażenie mam zawsze, przed każdą większą robotą. (…)”
– do swojej siostry Heleny [właściwie: Marii Heleny Emilii] Sienkiewicz:
(…) Jestem ogromnie Połanieckimi zmęczony. (…) Teraz muszę wypocząć i dobre wybrałem miejsce na wypoczynek. Abakanowicza znam od wieków. Znałem go za jego złych czasów w kraju, gdy klepał biedę; byłem mu kilkakrotnie pożyteczny, zatem zrozumiesz, jak mi jest rad. Dom jest dostatni. W porównaniu z przeciętnym życiem naszym w kraju nawet zbytkowny. Swoboda nieograniczona i rozkazy z góry wydane, by wszystko było na moje usługi. Pływam w morzu elektryczności. Lampy
na stołach, lampy w sufitach – wszystko elektryczne. Z kuchni buduje się teraz właśnie kolejka elektryczna do przewożenia potraw. Co dzień żałuję, że nie ma ze mną Henia. Dopieroż by używał.

Spędziłem z dzieciskami czas od czerwca do połowy września, a już mi do nich tęskno. Prawdę też powiedziawszy, są to najmilsze dzieci w świecie. Musiały Ci opowiadać o wyprawach do Czarnego Stawu i Morskiego Oka. (…)

Mam nadzieję, że moja influenca (która jest trzecia w życiu) przejdzie szczęśliwie. Od jutra jednak muszę iść do łóżka na jakie dwa dni. Chodzi o to, by się potem nie zaziębić. (…)

PAŹDZIERNIK – 29. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur.

PAŹDZIERNIK – 30. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Pisze do Józefa i Heleny ze Stadnickich Krasińskich:
„(…) Pusto mi teraz bez Połanieckich, bom się z nimi zżył, a strach zabrać się do Quo vadis. To taka znów ogromna i długa robota. Prolog ogłoszę jednak znacznie wcześniej, przed zaczęciem powieści, żeby się samemu powoli wciągać. (…)”

PAŹDZIERNIK –31. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

LISTOPAD


W listopadowym zeszycie „Biblioteka Warszawska” kończy druk powieści Henryka Sienkiewicza „Rodzina Połanieckich”.

LISTOPAD –01. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

LISTOPAD –02. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

LISTOPAD –03. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

LISTOPAD –04. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

LISTOPAD –05. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

LISTOPAD –06. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

LISTOPAD –07. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

LISTOPAD – 08. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Poczuwszy się trochę lepiej, zacząłem jeździć na bicyklu – od dwóch dni. Zdawało mi się, żem tę sztukę posiadł już dobrze, albowiem wczoraj i dziś robiłem kursa po 10 kilometrów. Ale dziś wracałem inną drogą, nie wiedziałem, że jest znaczna pochyłość, i nie obliczyłem, że bicykl nie ma hamulca – nie mogłem go więc wstrzymać i mając wybór między wleceniem
ze znacznej wysokości do Marny a murem, skręciłem ku murowi i rozbiłem się bardzo silnie. …posłałem jednak zaraz po doktora, który mnie zasadził do łóżka. Po upadku nie mogłem się podnieść przez kilka sekund, ale potem ktoś przechodzący (był ze mną
i mój nauczyciel bicykla, ale został w tyle i stracił głowę) – mi pomógł i wróciłem na własnych nogach. Umyli mi ranę w głowie,
a doktor
(doktor Ferrant) przed godziną ją zaszył. Mówił, że dobrze, że ją sobie rozciąłem zamiast wstrząsnąć. Wyszło krwi dosyć – i nie czuję się źle. Gorzej dolega mi bark i bok, na które dali mi kataplazmy (ciepły, wilgotny okład z ziół, nasion i otrąb). Nie ma nic złamanego – ale jednak trudno mi chodzić i oddychać. (…) Przypuszczam, że jutro będę miał trochę gorączki. Jakie to szczęście, że to wszystko przyszło po Połanieckich.

Nie uwierzysz, jak się tu wściekłem na Lewakowskiego
(Karola Eugeniusza Lewakowskiego). Taki dureń nie pomyślał, ile wywołać może krzywd i ucisku na Litwie i w Królestwie. …napisałem kilka słów protestu z zamiarem ogłoszenia ich w „Czasie”. W Rosji nazwisko moje dużo znaczy. Nie wysłałem ich jednak – i jeśli się nawet zdecyduję, wyślę na ręce Tarnowskiego (Stanisława Kostki Tarnowskiego) do jego rozwagi i uznania. Napisałem mniej więcej to:

„Nie jestem tak dalece ogołocony z wszelkiego talentu, by zajmować się polityką,
ale serce polskie znam lepiej od dziesięciu Lewakowskich (literalnie) – i oświadczam, że serce to wspaniałomyślne,
przeorane wiekami chrześcijańskiej kultury i długim cierpieniem, nie tylko odepchnie z oburzeniem wyskok Lewakowskiego,
ale zawsze i wszędzie potrafi znaleźć współczucie dla cierpienia, a zarazem uczcić majestat śmierci i osieroconej boleści.”


(…) Wiadomości o tych paniach rzeczywiście nie mam żadnych, również jak o sprawie. Chwilami przypuszczam, że może przez ich stosunki jest już przeprowadzona, a chwilami, że wcale się nie posuwa. (…)”

LISTOPAD –09. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza. Pisze do Wandy z Mineyków Szetkiewicz:
(…) Wczoraj miałem wypadek. (…) Rozciąłem głowę na dwa cale, tak że lekarz musiał skórę zszywać. Szczególniej jednak zbite mam ramię i prawy bok. (…) Rana na głowie dobrze się ma od wczoraj i wcale mi nie dolega – więcej bok, kark i ramię. – Stało się wszystko dlatego, że mój nauczyciel pozostał w tyle, nie przypuszczając, żebym nie zsiadł przed pochyłością – ja zaś nie mając najmniejszego doświadczenia, sądziłem, że nie ma potrzeby – że pohamuję zbyt prędką jazdę za pomocą pedałów. Tymczasem począłem lecieć na złamanie karku – może i dlatego, że po influency czułem się jeszcze mocno osłabiony. (…)

LISTOPAD – 10. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziś trzeci dzień od pobicia się. Nie leżę. Wczoraj próbowałem wstać także, ale na krótko, bo mi się robiło słabo. Teraz chodzę z ledwością, ale się trzymam na nogach. Z głową dobrze i rana się goi – odczuwam jednak silny ból z drugiej strony,
a oprócz tego przy oddychaniu w prawym boku. Wreszcie nic dziwnego, że trzeciego dnia więcej jestem obolały niż poprzednio. Doktor zapewniał jeszcze wczoraj, że wszystko jest najlepiej. Przyjdzie jeszcze dziś.

Abak, który wrócił z Lyonu, zapewnia mnie, że z takiej pochyłości nigdy by się nie ośmielił zjechać bez hamulca. Ja po prostu
o tym nie wiedziałem – wiedziałem tylko, że na dół łatwo idzie, nie sądziłem zaś, by można zjeżdżać takim niepowstrzymanym pędem. Oczywiście nie piszę o zadrapaniach i starciach mniejszej wagi – na ręku, powiece etc. Bark mam koloru niebieskiego. Temperatura stała 37,8. (…)

Abakanowicz ma albuminurię
(wydzielanie się białka z moczem, objaw choroby nerek) w wysokim stopniu i wzięty jest na kurację mleczną. (…)”
– i do Wandy z Mineyków Szetkiewicz:
(…) Doktor był wczoraj i mówił, że wszystko jest jak najlepiej. (…) Pisać mogę – bo w ręku do łokcia nie ma przeszkody,
ale znużenie ogólne trochę przeszkadza. (…)

LISTOPAD –11. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza.

LISTOPAD – 12. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Lepiej się mam, wstaję, tylko zawsze czuję silny, jakby newralgiczny ból w głowie ze strony przeciwnej od rany. Wychodziłem już i oglądałem mur, o który się rozbiłem. Są na nim ślady krwi w formie dwóch sznureczków, które spływają
na dół. Obok, jak na wszystkich murach od porządniejszych willi we Francji, widać z jednej strony napis: „Vive…”
(Niech żyje…),
z drugiej „Mort aux bourgeois!”
(Śmierć mieszczanom!) (…)”
– i do Wandy z Mineyków Szetkiewicz:
(…) Powoli będę się też zabierał i do roboty. Nie piszę dziś dłużej, bo muszę korzystać z chwili słonecznej, żeby się przejść. (…)

LISTOPAD – 13. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wstaję i chodzę, tylko ból z lewej strony głowy, w rodzaju newralgii, dokucza mi coraz bardziej. Ponieważ rozciąłem prawą stronę, więc istotnie może to być tylko newralgia pochodząca albo ze wstrząśnięcia nerwu, albo nawet wcale bez związku
z uderzeniem. …dokucza mi chwilami okrutnie, tak jakby mógł dokuczać ból zębów, które zresztą bolą mnie po tej samej stronie. (…) Gdyby nie ta newralgia, jeździłbym znów już dziś na bicyklu… (…)”

LISTOPAD – 15. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Parc-Saint-Maur. Mieszka w domu Bruna Abdanka Abakanowicza. Pisze do Kazimierza i Wandy z Mineyków Szetkiewiczów:
(…) Lepiej mi już stanowczo i kości przestają boleć, boli tylko zawsze jeszcze głowa, i to od strony nieporanionej. Ból zupełnie neuralgiczny schodzi do szczęk, zębów i dokucza mi mocno. (…) Trochę już pracuję nad wstępem do Quo vadis. (…)
– i do Augusta Roberta Wolfa:
(…) …każdy układ powinien zawierać korzyści obustronne. To małe wydanie, o którym piszecie, zawarłoby dla mnie niewątpliwie jedną: mianowicie zwiększenie poczytności moich książek i popularności mego imienia między publiką. Ponieważ jednak
z powodów, które znasz dobrze, o korzyści tego rodzaju bynajmniej mi nie chodzi i chodzić nie może – a z drugiej strony takie małe, na tysiące obliczone wydanie musiałoby tylko z natury rzeczy opóźniać lub całkiem uniemożliwiać daleko korzystniejsze wydania tomów moich w formie dotychczasowej – więc upraszam stanowczo o zaniechanie wszelkiej myśli podobnych wydań… (…)

LISTOPAD – 19. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przybywa do Genewy. Zatrzymuje się w Hôtel du Lac. Pisze do Konstancji Morawskiej:
„(…) Nie mogłem zaraz odpisać, bom tu chorował dość ciężko na gardło (wrzód na gardle) – i zaledwie się od paru dni z łóżka podniosłem. Przyszła na mnie taka bieda z gardłem, jak niegdyś w Egipcie, tylko że tam byłem prawdziwie otoczony
przez życzliwych znajomych, tu zaś nie miałem żywego ducha. (…)

Połanieccy już ode mnie daleko. Patrzę na nich jak na przeszłość i tylko życzliwe opinie ożywiają mi ich tak, jakbym jeszcze
nad nimi pracował. (…) A prócz tego, póki się robi i trzyma siły w natężeniu, póty się je ma, następnie zaś przechodzi się w jakiś stan bezwładności, w którym niczemu nie można się obronić. Jest to tak dalece prawda, że zaraz po ukończeniu zapadłem
na influenzę, a teraz na gardło, jestem zaś przekonany, że gdyby jeszcze pisał – nie byłbym zachorował. Z tego wniosek,
że trzeba się zabrać do Quo vadis - ale że w początkach trzeba się gwałtem zmuszać nie tylko do roboty, ale do nastroju –
więc szczerze mówią[c], brak mi jeszcze do tego odwagi, bo brak sił. Zacząłem już pisać prolog, który mi choroba przerwała
i teraz nie wiem, czy go nie porzucę i całkowicie nie zmienię planu.

Przede wszystkim trzeba wydobrzeć. (…) Tu jest tak pusto, że można zapomnieć nie tylko pisać, ale i mówić. Stęskniłem się też do dzieci… (…)”

LISTOPAD – 20. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Genewie. Mieszka w Hôtel du Lac. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Mojego pobicia nie lekceważę, albowiem dziś zobaczę tutejszego doktora i prof[esora] uniwersytetu, Laskowskiego (Zygmunta Laskowskiego), który jest jakoby bardzo sławnym doktorem. Zrobię to i dla głowy, i dla boku, który po kilku dniach przestał boleć, ale przy wyjeździe z St. Maur, a raczej z Paryża, rozbolał się na zmianę pogody znów tak, żem ledwie mógł oddychać i poruszać w drodze prawą ręką. (…) Do Genewy przyjechałem trochę dlatego, by nareszcie zobaczyć coś z Szwajcarii, trochę dla Laskowskiego, a wreszcie dlatego, że Abak jest w Lyonie i jutro lub pojutrze przyjedzie mnie odwiedzić. W ogóle było mi u niego dobrze. (…) Co do mnie, znam na pamięć wszystkie jego wady. Jest to zawsze tuman, ale lubię go jako człowieka, który wyjątkowo jest mi oddany i życzliwy. – Okrutnie się też martwił moim wypadkiem i wyrzucał sobie, że wyjechał do Lyonu, twierdzi bowiem, że gdyby był ze mną, nie byłby mi pozwolił zjeżdżać z takiej pochyłości. Jest to bowiem szczęście
w nieszczęściu, gdyż naprawdę mogłem się zabić. – Dziwnie też prędko goiły mi się rany na głowie. Szpagat już wyjęty i gdyby
nie wystrzyżone wokół szwów włosy, nic by nie było widać. (…)”
– i do Kazimierza i Wandy Szetkiewiczów:
(…) Ja przyjechałem wczoraj. Dziś zobaczę Laskowskiego i zaraz doniosę, co mi powie, bo jednak nie czuję się dobrze. Prawda,
że wyjechałem z Parc St Maur w dzień wilgotny i słotny, ale też bok i ramię, które mnie już przestały boleć, rozbolały się tak,
że ledwie mogłem w drodze oddychać, a prawie wcale nie mogłem w drodze oddychać, a prawie wcale nie mogłem poruszać prawą ręką. (…) W głowie… została newralgia i mocne rozdrażnienie, które jest może naturalne, ale nie daje mi dobrze sypiać. (…)

…zabieram się do wstępu do Quo vadis, który, ponieważ będzie oderwany od powieści, a raczej będzie miał znaczenie prologu
i obrazka samotnego w sobie, więc zamierzam go ogłosić zaraz po napisaniu, to jest za jakie dwa tygodnie. Sama powieść zacznie się nie prędzej jak za dwa lub trzy miesiące. (…)

Biedne Henisko musi ogromnie przysiadywać fałdów, by nagrodzić czas stracony. Mam rzecz, która będzie go interesować, mianowicie darowany mi przez Ab[akanowicza] barometr najnowszego wynalazku, w którym stalowy haczyk, kreśli linie
na cylindrze owiniętym w papier, wskazując przez jej krzywizny, jaka będzie pogoda. (…)

LISTOPAD –21. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Genewie. Mieszka w Hôtel du Lac.

LISTOPAD –22. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Genewie. Mieszka w Hôtel du Lac. Pisze do siostry, Heleny Sienkiewicz:
(…) Potłukłem się, co się nazywa, alem nic nie złamał i wszystko skończyło się względnie szczęśliwie, bo w podobnych warunkach można się było zabić. Tu, chcąc się upewnić, że nie będzie złych następstw, radziłem się dra Laskowskiego, profesora tutejszego fakultetu medycznego i słynnego w całym świecie lekarza. Rozumiesz, że się mną zajął z wyjątkową gorliwością i po zbadaniu upewnił mnie, że żadnych następstw obawiać się nie należy. (…)
- do Mścisława Godlewskiego:
(…) Dr Laskowski kazał mi dla pozbycia się influency i ostatecznego wydobrzenia po silnym potłuczeniu wyjechać na miesiąc
do Lugano. (…)
– i do Augusta Roberta Wolfa:
(…) Uprzejmie proszę o wysłanie Dr Laskowskiemu do Genewy kompletu moich pism wraz z Listami z Afryki - franco, na mój rachunek. Adres dokładny brzmi, jak następuje: Prof. dr Laskowski. Genève (Suisse), Route de Carouge 110, Villa Joliotte. (…)

LISTOPAD –23. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Genewie. Mieszka w Hôtel du Lac.

LISTOPAD – 24. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Genewie. Mieszka w Hôtel du Lac. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Prosiłem w ostatnim liście p. Karola (Karola Potkańskiego), by Ci doniósł o mojej konferencji z Laskowskim – więc jej nie będę powtarzał. Wziąłem dobrą dozę chininy i z newralgią jest mi lepiej – bok jednak i ramię pobolewa ciągle i trochę przeszkadza sypiać. (…) Laskowski zakazał mi przez parę dni nie tylko pisać, ale czytać – istotnie jednak nie czuję najmniejszej potrzeby stosowania się do tego przepisu, zwłaszcza, że znalazł, iż mi nic nie jest i absolutnie mnie uspokoił co do możliwych następstw. (…)

Wezmę się w Lugano do wstępu czy też prologu do Quo vadis i ogłoszę go przed rozpoczęciem powieści. Czuję się na siłach
do pisania – i mam ochotę. Pewna solidność w kompozycji Połanieckich i przezwyciężenie trudności, które były liczne, dało mi trochę wiary w moją siłę i w to, że jak muszę, to zrobię. (…) Gdybym był bogaty i pisał bez uprzednich kontraktów, pisałbym teraz różne rzeczy fantastyczne. (…)

Kiedy też będzie Henia egzamin
(egzamin do gimnazjum syna Henryka Józefa)? Przyjadę niewątpliwie. (…)”

LISTOPAD –25. [NIEDZIELA]


Z Genewy Henryk Sienkiewicz podróżuje pociągiem do Lugano. Wieczorem zatrzymuje się w Lucernie, gdzie trzy godziny oczekuje na następny pociąg. Spaceruje
po mieście, które zachwyca go swoim urokiem.

LISTOPAD –26. [PONIEDZIAŁEK]


Rankiem Henryk Sienkiewicz przybywa do Lugano. Zatrzymuje się w Villa Beau Séjour.

LISTOPAD – 27. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Przyjechałem. Znalazłem dobre i tanie lokum. Wczoraj był deszcz, ale dziś jasno i słońce. Miejsce bardzo ładne. Sto razy wygodniej jako w Como – boć to Szwajcaria i wszystko porządniejsze. …jechałem… przez Lucernę i Gotard. (…) Lucerna, którą widziałem tylko wieczór, przy świetle elektrycznym jest bajeczna. Czekałem tam 3 godziny na pociąg, więc chodziłem po mieście. Coś bajecznego! – Tu przyjechałem wczoraj rano. (…) Będę tu trochę wiosłował i – niech Cię to nie oburzy – jeździł na najętym bicyklu, ale z hamulcem i nie po górach. Od jutra siadam do prologu – potem jeszcze odpocznę, a potem zacznie się znów katorga aż do zakończenia Quo vadis. (…)”

LISTOPAD – 28. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Dziwnymi drogami chodzi moja popularność, bo krańcami świata. Cenią mnie Moskale, ale przede wszystkim Amerykanie
i Anglicy. Abak, który łamał sobie głowę, jaki prezent ślubny dać naczelnikowi kompanii, w której służy, i myślał o jakichś nadzwyczajnych podarkach, wpadł na myśl, żeby mu ofiarować moje pisma (po angielsku) z moim podpisem. Mówi, że to starczy za wszystko i będzie nadzwyczajnym podarkiem. (…)

Chwilowo zdaje mi się, że jestem po prostu chory na nerwy. I to jakoś idzie ku gorszemu. (…) Trochę dlatego chcę już zacząć
to Quo vadis, choć z drugiej strony aż strach mnie bierze, że to znów trzeba będzie pisać i pisać – bez końca i bez żadnej życiowej kompensaty. Do prologu nibym się już zabrał, a niby nie. I chce się i niesporo mi. (…)”
– do Augusta Roberta Wolfa:
(…) O ile rozumiem, będzie to mała książeczka, drobnym drukiem… Ponieważ ma to być wybór, trzeba żeby był dobry, radzę więc wziąć rzeczy następujące: I. Szkice węglem, II. Pamiętnik nauczyciela poznańskiego, III. Jamioł, IV. Latarnik,
V. Lux in tenebris lucet (o które chodzi mi koniecznie), VI. Pójdźmy za Nim (według tekstu w „Słowie”, albowiem w „Tygodniku”
i w wydaniu są niesłychane błędy), VII. Bądź błogosławiona. Gdyby Szkice węglem lub Pamiętnik poznańskiego nauczyciela trafiły na trudności cenzuralne, można wziąć zamiast nich Tę trzecią, ale tylko w takim razie. (…)

Ostatnia influenca i wypadek, jaki miałem z bicyklem, nie pociągnęły żadnych złych następstw i zdrowie moje jest w tej chwili
w zupełnym porządku. (…)
– i do Henryka Kopii:
(…) Właściwie mówiąc, nowela, którą Szanowny Pan wybrał dla „Biblioteki dla Młodzieży” – jest własnością wydawców,
a mianowicie Gebethnera
(Gustawa Adolfa Gebethnera) i Wolfa (Augusta Roberta Wolffa). Ponieważ jednak chodzi nie o wydawnictwo
dla zysku – i o rzecz bardzo małą, sądzę, że mogę wziąć sprawę na własną odpowiedzialność – i zgodnie z życzeniem Szanownego Pana upoważnić „Bibliotekę” do przedrukowania Bądź błogosławiona. (…)

LISTOPAD – 29. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour.

LISTOPAD – 30. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour. Pisze do Kazimierza i Wandy Szetkiewiczów:
(…) Czuję też w sobie tyle jeszcze zmęczenia, że zabieram się i zabieram do Quo vadis, a naprawdę to coś tam dłubię dorywkami, nie mogąc się zabrać porządnie. Zapewne jeszcze parę dni tak, będzie, nim się samą robotą nie ożywię. (…) Zamieszkałem tu
w villa Beau Séjour, która jest dépendance
(tu: filią) hotelu du Parc i wszystko jedno, jak adresować. (…) Co do mego pobytu tutaj, jest on raczej zbytkiem ostrożności niż konieczną potrzebą. Ile się zyskuje na powietrzu, tyle się traci na nerwach z powodu samotności. (…)

GRUDZIEŃ – 01. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour.

GRUDZIEŃ – 02. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour.

GRUDZIEŃ – 03. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour.

GRUDZIEŃ – 04. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour.

GRUDZIEŃ – 05. ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour.

GRUDZIEŃ – 06. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour.

GRUDZIEŃ – 07. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour.

GRUDZIEŃ – 08. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour.

GRUDZIEŃ – 09. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour. Pisze do Wandy Szetkiewicz:
(…) Znów dostałem anginy i wrzodu w gardle przy 39 gorączki. Od trzech dni leżę w łóżku, a poleżę jeszcze ze dwa tygodnie.
Co to za nudne, bolesne i męczące to zapalenie, trudno wypowiedzieć. Jestem prawdziwie zdemoralizowany i znudzony,
jak dawno nie byłem. Nie mogę łykać, mówić, w uchu i zębach rwie, a spluwam co minuta. Doktor mówi, że to przykre,
ale nie niebezpieczne. (…)

GRUDZIEŃ – 10. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour. Pisze do Wandy Szetkiewicz:
(…) W dalszym ciągu nuda okropna i męczarnia. Nic już nie jem prócz trochę mleka, a i to z trudnością, bo nosem ucieka. Doktor zapisuje antifibrynę i 3 płukania. (…)

GRUDZIEŃ – 11. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour. Pisze do Kazimierza i Wandy Szetkiewiczów:
(…) Dotychczas żadnej zmiany. Nie mogę przełykać i przy krztuszeniu ból wielki. Gorączka 38,9. Zmęczenie wielkie, bo ani zasnąć. (…)

GRUDZIEŃ – 12. [ŚRODA]


Pisma: „Biblioteka Warszawska” i „Gazeta Polska” – kończą druk „Rodziny Połanieckich”.

GRUDZIEŃ – 13. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour. Pisze do Kazimierza i Wandy Szetkiewiczów:
(…) Coś nareszcie pękło, od rana odpluwam krew etc. Przestałem się dusić, mogę z pewną biedą przełykać płyny i w ogóle czuję dużą ulgę z każdą godziną. Doktor dopiero godzinę temu był i mówił, że to koniec. Trzeba tylko dopilnować, żeby dobrze wszystko wyszło etc. Moje migdały nabruździły się w życiu, ale przyrzekłem im, że to był ostatni raz i że je absolutnie każę wyciąć po powrocie do Warszawy. (…) Teraz gorączkę miałem bardzo dużą, rzadko mniej niż 39, częściej przechodzącą. Wszystkie rozbicia, wszystkie potłuczenia odezwały się w niej, tak że bolała i głowa, i ręka etc. Nacierpiałem się mocno, wymorzyłem się okropnie głodem, a zwłaszcza bajeczną bezsennością. Dziś już po odejściu doktora spałem z godzinę. Obudzili mnie mlekiem, które będę pił. (…) Oczywiście robota przerwana najmniej na miesiąc. Ledwo pióro trzymam. Trochę mi się tak zaczynało troić w głowie z gorączki. (…)

GRUDZIEŃ – 14. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour.

GRUDZIEŃ – 15. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
„(…) Wrzód pękł mi wczoraj. (…) Siedem dni absolutnego głodu, absolutnej bezsenności i gorączki. Teraz trzeba jeszcze czasu
na wydobrzenie. Dziś rano rozmowa z doktorem. – Wszystko na dobrej drodze, tylko absolutnie nie może być mowy o powrocie do zimniejszego klimatu, chyba Davos lub coś podobnego. (…) Otóż za dwa lub trzy tygodnie stanowczo wracam. Wytnę migdały, a potem zobaczymy. Co do nich, zapowiedziałem im to, że ostatni raz zgrzeszyły. (…)”
Wieczorem pisze do Kazimierza i Wandy Szetkiewiczów:
(…) Lepiej już stanowczo. Nic nowego się nie formuje, a resztki starego odchodzą. (…) Piję tyle wina, ile mogę, chociaż przez nos ucieka. Ale z każdą godziną łatwiej. Nie mogę jednak długo pisać. (…)

GRUDZIEŃ – 16. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) Jest w ogóle lepiej. Jutro będzie doktór. Raz jeszcze będziemy dyskutowali, jak długo tu zostanę. Potem mój plan taki: wracać na Kraków, zabrać futro i porozpraszane rzeczy, poradzić się Pieniążka (Przemysława Pieniążka), może wyciąć zaraz migdały
i aż do lata posiedzieć w Warszawie. (…)

GRUDZIEŃ – 17. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour.

GRUDZIEŃ – 18. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour. Tego dnia cenzura carska wydaje zgodę na wydanie książkowe II tomu powieści „Rodzina Połanieckich”.

GRUDZIEŃ – 19. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour.

GRUDZIEŃ – 20. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour. Pisze do Wandy Szetkiewicz:
(…) Wstaję już i wychodzę, o ile jest słońce i nie ma wiatru. Doktor krzywi się trochę na powrót, ale gdy się dowiedział, że jeszcze kilka dni zostaję, był rad. (…) Gorączka była większa niż kiedykolwiek, ale cała sprawa krócej jednak trwała niż w Egipcie. (…)

Łagowski
(Florian Łagowski) napisał mi tak miły list o Heniu i jego umysłowej wartości, że przesłałem to Dzini dla Potkańskiego. (…)

GRUDZIEŃ – 21. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour.

GRUDZIEŃ – 22. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) Ostatnia gorączka okropnie mnie zjadła, a miałem ją bardzo silną. Wszystkie potłuczenia otwarły się na nowo i bole głowy przychodzą każdego popołudnia – dziwne – od których robi się zimno w mózgu i czuje się ołów w ustach. (…) Doktor mój nazywa się Zbinden. Jest Szwajcar. Mieszka w Lugano dla zdrowia. Podobał mi się dosyć. Na wyjazd krzywi się. Zastrzegał,
żeby jak najmniej wychodzić, a przy lekkim nawet obrzmieniu, wcale. (…) Wracam jednak, naprzód, dla wycięciu migdałów,
a po wtóre dlatego, że nie umiem Ci nawet wypowiedzieć, jaka mnie tu ogarnia hipochondria. Nie mogę pisać i nie bardzo czytać – więc przez cały długi, samotny dzień nie wiem, co ze sobą zrobić. (…)

GRUDZIEŃ – 23. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Lugano. Mieszka w Villa Beau Séjour. Pisze do Wandy Szetkiewicz:
(…) Wyjeżdżam stąd jutro do Mediolanu, albowiem jest to jedyna najkrótsza stąd droga do Wiednia (na Pontebbę). (…) Jutro wigilia. Wieczorem będę w Mediolanie (stąd dwie godziny) i spędzę tam pierwszy dzień świąt, a na drugi wyruszę do Wiednia. (…) W Wiedniu stanę Hotel Erzherzog Karl. (…)

GRUDZIEŃ – 29. [SOBOTA]


„Kurier Codzienny” zamieszcza list Henryka Sienkiewicza ”Na jubileusz Edwarda Lubowskiego”:
„Nie mogąc stawić się osobiście na jubileuszową ucztę, posyłam te kilka słów z prośbą, by zostały na cześć jubilata odczytane.
Że Lubowski jest pierwszorzędnym talentem, to wszystkim dobrze wiadomo. (…) Jest to dar z łaski Bożej, z którym człowiek rodzi się, ale który zmarnować może tak, jak inni marnują zdrowie lub majątek.
Nie dość, by ziemia miała w sobie żyłę złota – trzeba to złoto w pocie czoła na wierzch wydobyć, albowiem wówczas dopiero pomnoży ono bogactwo ludzkie. Takim pracownikiem był Lubowski. Przyrodzonych swych bogactw nie zmarnował.
Przez trzydzieści lat pracy wydobywał je z głębi własnej duszy i dawał nam je – nie pod postacią błyskotliwego piasku, który rozprasza się i ginie – ale w bryłach. (…)
W chwili więc, gdy społeczeństwo daje wyraz swej czci dla jubilata, ja, jako dawny jego przyjaciel a zarazem pracownik, który rozumie, z jakim trudem trzeba wydobywać leżące w głębi dary Boże, kreślę te słowa uznania nie tylko dla talentu, ale i dla pracy – ta bowiem może być stawiona za wzór wszystkim piszącym, jak dochodzi się na wyżyny. (…)”
Tymczasem Henryk Sienkiewicz przebywa w Wiedniu. Mieszka w „Hotel Erzherzog Karl”. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) Wiedeń i hotel z tymi nieopalonymi pokojami przestraszyły mnie. Boję się tych przejazdów z kolei do hotelu, tych izb,
w których nim się piec rozpali, trzeba się trząść z zimna – i wolę od razu z tym skończyć. Przy tym ogromna chęć rozpoczęcia Nowego Roku z dzieciskami i w domu. (…) Nie masz pojęcia, jaki ten „Erzherzog Karl” nędzny, brudny, żydowski, ciemny – jakie wszystko podłe, począwszy od zimnych pokoi aż do szabasówek i atramentu, który lepi się i odbija. (…)

GRUDZIEŃ – 30. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przyjeżdża do Warszawy do swojego mieszkania przy ul. Wspólnej 24. Wieczorem odwiedzają go: Antoni Zaleski i Mścisław Godlewski.

GRUDZIEŃ – 31. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie w swoim mieszkaniu przy ul. Wspólnej 24.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]