I wszystko, o cokolwiek byście prosili w modlitwie z wiarą, otrzymacie. [Mat. 21; 22]



KALENDARIUM ŻYCIA

Wybierz rok, z którym chcesz się zapoznać: 1846, 1847, 1848, 1849, 1850, 1851, 1852, 1853, 1854, 1855, 1856, 1857, 1858, 1859, 1860, 1861, 1862, 1863, 1864, 1865, 1866, 1867, 1868, 1869, 1870, 1871, 1872, 1873, 1874, 1875, 1876, 1877, 1878, 1879, 1880, 1881, 1882, 1883, 1884, 1885, 1886, 1887, 1888, 1889, 1890, 1891, 1892, 1893, 1894, 1895, 1896, 1897, 1898, 1899, 1900, 1901, 1902, 1903, 1904, 1905, 1906, 1907, 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916, 1924 - albo zobacz wszystkie lata.

Rok 1912



MIEJSCA I DOKŁADNEJ DATY BRAK


W numerze 214. „Kuriera Warszawskiego” ukazują się „Autorki” Henryka Sienkiewicza.

STYCZEŃ - 23. [WTOREK]


Henryk Sienkiewicz przebywa tego dnia w Warszawie przy ul. Szopena 18.

STYCZEŃ – 24. [ŚRODA]


Już następnego Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie przy ul. Szopena 10. Stąd odpowiada na list francuskiego krytyka i powieściopisarza Jean’a Auguste'a Boyer D'Agen zafascynowanego wystawą Jana Styki i jego tryptykami stanowiącymi ilustracje do „Quo vadis”, a który zwrócił się do niego z prośbą o wyjaśnienie genezy tej powieści:
„(…) Proszę mi wybaczyć spóźnioną odpowiedź, ale list Pański otrzymałem dopiero po powrocie z Krakowa, gdzie spędziłem parę tygodni. Pomysł napisania „Quo vadis” powstał we mnie pod wpływem czytania „Annałów” Tacyta, który jest jednym
z najulubieńszych moich pisarzy, i podczas dłuższego pobytu w Rzymie. Słynny malarz polski, Siemiradzki, który wówczas zamieszkiwał w Rzymie, był moim przewodnikiem po Wiecznym Mieście i podczas jednej z naszych wędrówek pokazał mi kapliczkę „Quo vadis”. Wtedy to powziąłem myśl napisania powieści z owej epoki i mogłem ją urzeczywistnić dzięki znajomości początków Kościoła. Rzym starożytny zawsze wzbudzał we mnie podziw, a podziw ten wzrastał w miarę czytania różnych autorów, wśród których był także wasz sławny Gaston Boissier. Oto w krótkości geneza „Quo vadis”. Oczywiście prześladowania, które Polacy cierpią pod jarzmem Prus, a szczególnie pod jarzmem Rosji miały wielki wpływ na moje zamiary. (…)”

LUTY – MARZEC


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie, gdzie studiuje archiwalia z epoki napoleońskiej, których efektem będzie powieść „Legiony” . W piątek 23 lutego bierze udział w akademii ku czci Zygmunta Krasińskiego.

MARZEC – 03. [NIEDZIELA]


W numerze 63. „Kuriera Warszawskiego” ukazuje się „List do Boyer d’Agen (Auguste’a Jean’a Boyer d’Agen’a) w sprawie genezy „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza, w którym czytamy:
Drogi Mistrzu! (…)

Pomysł do Quo vadis powstał we mnie przy czytaniu annałów Tacyta, który jest jednym z najulubieńszych moich pisarzy,
i podczas dłuższego pobytu w Rzymie. Słynny malarz polski Siemiradzki
(Henryk Hektor Siemiradzki), który wówczas zamieszkiwał
w Rzymie, był moim przewodnikiem po wiecznym mieście i podczas jednej z naszych wędrówek pokazał mi kapliczkę „Quo vadis”. Wtedy to powziąłem myśl napisania powieści z owej epoki i mogłem ją urzeczywistnić dzięki znajomości początków Kościoła. Rzym starożytny wzbudzał we mnie zawsze podziw, a podziw ten wzrastał w miarę czytania różnych autorów, wśród których był także wasz sławny Gaston Boissier. Oto w krótkości geneza Quo vadis. Oczywiście prześladowania Polaków miały silny wpływ na moje zamiary.

Co do przekładów Quo vadis, to możliwe jest, że ich liczba przewyższa tłumaczenia wszystkich innych powieści. (…) Kto chciał, tłumaczył, i znam znaczną ilość przekładów dokonanych przez różnych tłumaczy i wydanych przez różnych wydawców. (…) Tłumaczy się tedy moje książki we wszystkich krajach bez pytania mnie o pozwolenie i bez troski o moje honoraria. (…)”
.

KWIECIEŃ – 03. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie przy ul. Szopena 18. Listownie wyraża księdzu profesorowi Antoniemu Brykczyńskiemu zgodę na przeróbkę „W pustyni
i w puszczy” dla ludu.

KWIECIEŃ – 20. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Mieszka przy ul. Szopena 18. Pisze do Juliana Ejsmonda:
„(…) Dziękuję za przesłaną mi książkę i wraz z podziękowaniem przesyłam kilka słów o Bajkach i prawdach. Niektóre bajki
są wyborne, pełne oryginalnych i trafnych myśli i pisane z rozmachem i nawet pewną swawolą, którą stanowi wdzięk. Tu i owdzie przydałoby się może więcej mocy i ścisłości wyrażenia. W ogóle im dana treść zawarta jest w mniejszej ilości słów, tym każde słowo zyskuje więcej na wadze. Tym odznacza się wiele bajek Krasickiego
(Ignacego Krasickiego), który jednakże doprowadza czasem lapidarność wyrażenia do przesady i wpada w oschłość. Wielkim przymiotem Pańskich bajek jest ich wesołość, która sprawia, że czytelnik czyta je z uśmiechem i niektóre rad odczytuje po kilka razy. (…)

Zapominałem, który Francuz powiedział: „Ja nie wymagam od piszących, żeby umieli po łacinie, ale wymagam, żeby łacinę zapomnieli”. I tak jest. Wolno ją zapomnieć, ale, zwłaszcza piszącym, trzeba przez nią przejść. Horacy nie da nikomu natchnienia, ale da kulturę, niezmiernie potrzebną zawsze i wszędzie, a szczególniej w naszej literaturze, którą zalewa barbarzyństwo. (…)

…pilniejszą uwagę zwróciłem na liryki, zawarte w drugiej połowie książki. Czytałem niektóre z wielką radością i przyjemnością, albowiem nie jest to bynajmniej papierowa literatura. Drzewa szumią w nich naprawdę, łąki pachną smółką
(inaczej: firletką, lychnis viscaria), a sosny żywicą. Wody są naprawdę mokre, a niebo się barwi prawdziwie. Widać w tych rzeczach nie tylko głęboką miłość natury, ale i równie głębokie jej poczucie, wskutek czego wrażenia odbijają się nie literackim frazesem, ale prostym i szczerym słowem, pełnym prawdy. Takie utwory, jak „Jasna godzina”, „Wieczorem”, „W borze”, „Rugi pruskie”… pozwalają mi twierdzić
i ufać, że jako poeta ma Pan prawdziwie przed sobą jasną przyszłość i że dla dobra literatury należy pana gorąco zachęcać
do czytania arcydzieł starych i nowszych, do studiów nad językiem polskich pisarzy z XVI i XVII wieku – nie mówiąc o nowszych, wreszcie – do wytrwania i pracy. Rola jest bujna, a więc przy odpowiedniej uprawie i żniwo będzie bujne.

Tymczasem przesyłam Panu, kochany Panie Julianie, naprzód radę, która w „martwym ozorze”
(po łacinie) brzmi: „Nulla dies sine linea” („Oby nie było dnia bez napisania linijki.” /cytat z Pliniusza/), a następnie serdecznie: Szczęść Boże! w tym zawodzie, który
dla prawdziwych talentów ma ostatecznie więcej kwiatów niż cierni. (…)”

KWIECIEŃ – 24. [ŚRODA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) Bronisław Dmochowski umarł dziś rano. Marynia ogromnie i zmęczona, i strapiona, zwłaszcza że śmierć przyszła
po polepszeniu, które dodało otuchy nawet doktorom.

Z moim zdrowiem jest też gorzej. Bauerertz
(Adam Bauerertz) bąka o Vichy, ale Vichy można pić wszędzie i nie widzę absolutnie racji, by tam jechać.

Bądź tak dobra zawiadomić Henia o śmierci Bronisława. Nie piszę do niego, bo od czasu naszego odjazdu nie odezwał się wcale, ani na święta – ani z powodu mego niezdrowia. (…)

MAJ – 02. [CZWARTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie. Zachęca Marię Słodowską-Curie, aby powróciła do Polski i podjęła tu dalszą pracę naukową:
„(…) Jako Polak i jako członek Towarzystwa Naukowego, przyłączam się całym sercem do prośby delegatów tego Towarzystwa, by czcigodna Pani raczyła przenieść pole swej znakomitej działalności naukowej do kraju i do naszej stolicy. (…) Rzeczą Towarzystwa Naukowego i całego społeczeństwa byłoby stworzyć dla Czcigodnej Pani takie warunki pracy, aby one wyrównywały paryskim i nie przyniosły żadnej szkody dla jej genialnej naukowej działalności. Nie przypuszczam też ani na chwilę, by czekał Panią pod tym względem zawód, a natomiast jestem zupełnie pewny, że gdyby Dostojna Pani raczyła zamieszkać między nami, wówczas Warszawa stałaby się ogniskiem naukowym, na które zwróciłyby się oczy całego świata.
Oby ta nadzieja nas nie zawiodła i obyś mogła, Czcigodna Pani, nie odsunąć tych naszych rąk, które wyciągają się do Ciebie. (…)”

MAJ – 03. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie przy ul. Szopena 18. Pisze do Jadwigi Janczewskiej:
(…) Marynia zajęła się moim zdrowiem i to jest dobrze, gdyż odrywa się w ten sposób jej myśli od śmierci Bronisława. (…)
Z żołądkiem moim jest zresztą lepiej. (…) W tej chwili… wlazło mi coś między łopatki w krzyż i od wczoraj rana odczuwam taki bół, że ledwo piszę. Nie wiem, czy to lumbago, czy reumatyzm, ale ręce, ramiona, głowa i piersi bolą przy każdym ruchu,
a gdy leżę, to dokuczają jeszcze bardziej. (…)

KONIEC CZERWCA – POCZĄTEK LIPCA


Henryk Sienkiewicz wraz z córką Jadwigą przebywa w Ploumanach.

LIPIEC – 22. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Oblęgorku. Pisze do Marii z Wieniawskich Ejsmond:
„(…) Dziękuję bardzo Obojgu Szanownym i Łaskawym Państwu za pamięć i cieszę się z dobrych wiadomości o zdrowiu Stasia (Stanisława Ejsmonda) i maturze p. Juliana (Juliana Ejsmonda). Przypominam sobie z moich młodych lat, jaki to ciężar spada
wraz z maturą z ramion, a przypominam to sobie tym lepiej, że wcale nie zdawałem jej świetnie. Przyczyną tego było przedwczesne rozbudzenie się serca i wycieczki do Saskiego Ogrodu, gdzie Ona przechadzała się w godzinach popołudniowych,
ale przede wszystkim logarytmy, algebra i tym podobne rzeczy, do których wstrętu nie mogły pokonać we mnie nawet późniejsze lata.

Pana Juliana czekają teraz rozkoszne czasy uniwersyteckie, a potem jeszcze jedna chwila przykra. Oto, gdy się jest studentem na czwartym kursie, jest się czymś i ma się pewną pozycję. Potem przychodzą ostateczne egzamina, otrzymuje się upragniony dyplom – i nagle człowiek się opatruje, że jest znowu niczem. Pamiętam i tę troskę, której chcąc zaradzić kazałem sobie zrobić bilety wizytowe z tytułem: „kand. fil.”. Ale to stare dzieje.

Obecnie jesteśmy tedy wszyscy w Oblęgorku. Byliśmy z Dzinką w Ploumanach przez ostatnie dni czerwca, przez początek lipca –
i marzliśmy. Zdarzały się dni, w których dzięki tylko kaloryferom nie dzwoniło się zębami, ale za to dostawało się kataru. (…)
W Oblęgorku jest ciepło, ale zmiennie – i nie ma prawie dnia bez deszczu. Zieloność za to tak bujna i drzewa tak pokryte liśćmi, jak nigdy dotychczas. Przed domem i wokoło domu powódź róż. Żona moja sprowadziła jakiś nieznany gatunek, który zowie się koralia. Jest to najpiękniejsza róża, jaką widziałem.

Do Legionów jeszcze się nie zabrałem, a Wolff
(Józef August Wolf) szturmuje. Ale ponieważ nie potrafił wetknąć mi żadnego
„à conto”, więc nie czuję się skrępowany. Tymczasem dla odpoczynku i własnej uciechy napisałem humoreskę pod tytułem Autorki… Jest to do pewnego stopnia historia prawdziwa, z której się pokazuje, że i do pisania powieści lepiej nie zabierać się przedwcześnie, zwłaszcza osobom płci żeńskiej.

W sierpniu będę w Warszawie, chcę bowiem poradzić się na oczy. Mam nadzieję, że znajdę jakiego okulistę, który lato spędza
w mieście – a jeśli nie znajdę, to trzeba będzie sprawę odłożyć aż do końca wakacji i udać się do Wicherkiewicza
(Bolesława Wicherkiewicza, prof. okulistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego) w Krakowie. Doświadczam przypadłości nie znanych mi dotychczas,
to jest przed oczyma latają mi czarne plamki tak jakby muchy. Zawadza mi to w pisaniu i czytaniu, a jeszcze bardziej będzie zawadzało w polowaniu, zwłaszcza że i ból w prawym ramieniu całkowicie nie minął. (…)”

DOKŁADNEJ DATY BRAK


W numerze 214. „Kuriera Warszawskiego” i numerach 355. – 357. „Czasu” ukazuje się nowela Henryka Sienkiewicza „Autorki”.

PAŹDZIERNIK – 13. [NIEDZIELA]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Warszawie.

PAŹDZIERNIK – 19. [SOBOTA]


Henryk Sienkiewicz przyznaje malarzowi Stanisławowi Witkiewiczowi stypendium im. Marii Sienkiewicz.

LISTOPAD – 01. [PIĄTEK]


Henryk Sienkiewicz przebywa w Krakowie. Mieszka w Grand Hotelu przy ul. Sławkowskiej. Pisze do Ignacego Chrzanowskiego na blankiecie z nadrukiem „Grand Hotel, Cracovie, Galicie (Autriche)”:
„(…) Nie przychodź dziś po mnie, gdyż muszę być u Janczewskich. (…)”
Edward i Jadwiga Janczewscy mieszkali w Krakowie przy ul. Wolskiej 16. Henryk Sienkiewicz pisze dalej:
„(…) Do „Zeitgenossów” przyjdę, jeśli będę mógł, po dziewiątej. Pewno siedzą przynajmniej do jedenastej, więc nie będzie
za późno. (…)”
„Zeitgenossi” – to kółko towarzyskie o niezobowiązującej nazwie „Współcześni”. Założone zostało przez Wilhelma Creizenacha, profesora języka i literatury niemieckiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Należeli do niego najwybitniejsi przedstawiciele ówczesnej nauki: Marian Sokołowski, Kazimierz Morawski, Władysław Natanson, Jan Michał Rozwadowski i Roman Dyboski i inni.

[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]