Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który nas ubłogosławił w Chrystusie wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios. (…) W Nim mamy odkupienie przez krew Jego, odpuszczenie grzechów, według bogactwa łaski Jego. [Efez. 1; 3, 7]



KALENDARIUM ŻYCIA

Wybierz rok, z którym chcesz się zapoznać: 1846, 1847, 1848, 1849, 1850, 1851, 1852, 1853, 1854, 1855, 1856, 1857, 1858, 1859, 1860, 1861, 1862, 1863, 1864, 1865, 1866, 1867, 1868, 1869, 1870, 1871, 1872, 1873, 1874, 1875, 1876, 1877, 1878, 1879, 1880, 1881, 1882, 1883, 1884, 1885, 1886, 1887, 1888, 1889, 1890, 1891, 1892, 1893, 1894, 1895, 1896, 1897, 1898, 1899, 1900, 1901, 1902, 1903, 1904, 1905, 1906, 1907, 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916, 1924 - albo zobacz wszystkie lata.

Rok 1924



To już nie jest rok z życiorysu Henryka Sienkiewicza. Zmarł przecież 15 listopada 1916 r. Dla nas Polaków rok 1924 jest niemniej ważny od pozostałych lat życia pisarza. Dotyczy sprowadzenia do Polski ciała pisarza.

PAŹDZIERNIK – 27. [PONIEDZIAŁEK]


Henryk Sienkiewicz zostaje pochowany w krypcie Katedry św. Jana Chrzciciela w Warszawie.

ZALESKI ANTONI O HENRYKU SIENKIEWICZU


„(…) Sienkiewicz nie należy do tych, co sami rzucają się w oczy; raczej od ludzi stroni, aniżeli ich szuka.

Wszystko w tym człowieku jest jakoś dziwnie równe, harmonijne, artystycznie pełne. Weź samą jego postać. Twarz piękna,
ale nie banalnie przystojna, rysy ostre, wyraziste, męskie, w spojrzeniu jakiś odcień zadumania, które nie jest bynajmniej rozmarzeniem. W zachowaniu się spokój, miara, prostota, Nigdy żadnej pozy, nigdy udawania czegoś lub kogoś. Raczej apatyczny aniżeli nieśmiały, nie znosi towarzystwa ludzi mało sobie znanych. Nowa znajomość jest dla niego istnym poświęceniem. (…)
Za to w gronie bliższych przyjaciół staje się swobodnym, wesołym, dowcipnym czasami, dawniej zwłaszcza nawet swawolnym
jak żak. Bez fałszywej skromności, obojętnym jest jednak na pochwały i uznanie o tyle naturalnie, o ile człowiek śmiertelny, który zawsze woli, aby go spotkało dobre aniżeli złe, obojętnym być może. Powodzeniem nie gardzi – byłoby to bowiem pozą – ale gdyby go zabrakło, sądzę, że nie uskarżałby się wcale i nie kiwnąłby nawet palcem, aby je sztuczną posiąść drogą.

W rezultacie wszystko, co o nim i na niego piszą, zarówno dobrze, jak źle, mało go obchodzi nie dlatego, aby był tak bezdennie zarozumiałym, ale skutkiem pewnej w tym kierunku apatii i znieczulenia nerwów. (…) W całym powodzeniu „Ogniem i mieczem” oraz „Potopu” jedno mu tylko zrobiło zadowolenie, to mianowicie, że dochód, jaki mu te powieści przyniosły, umożliwił troskliwą kurację chorej żony. Poza tym jak napaści nie robiły żadnego wrażenia, tak i pochwały sprawiały względne tylko zadowolenie,
o tyle tylko, że mógł je pokazać żonie i tym jej sprawić przyjemność. Czuje dobrze wartość swego talentu i dzieł, niemniej jednak zarozumiałym nie jest i nie był nigdy. Przeciwnie, nikt chyba z piszących równie łatwo nie przyjmuje wszelkich rad
i wskazówek aniżeli on. (…) Jest jednym z tych rzadkich, co nie cierpią o sobie samym rozmowy. To go głównie odstręczyło
od bywania w świecie, gdzie salonowych komplementów i zdawkowych pochwał znieść nie mógł, tak go one nużyły, a co gorzej nudziły.

Natura to na wskroś estetyczna, która wielu rzeczy nie popełnia głównie dlatego, że się nimi brzydzi i że jest zanadto na to wykwintną. Z sztuk pięknych najwięcej lubi malarstwo, zna się na nim i zawsze żałuje, że malarzem nie jest. Zamiłowany podróżnik i namiętny myśliwy, gdyby się nie był żenił, spędzałby niewątpliwie całe życie na koczowniczych wędrówkach. (…) Jedną z najulubieńszych jego lektur są też opisy podróży: Stanley
(Henry Morton Stanley), Livingstone (David Livingstone) itp.
Z powieściopisarzy lubi może najwięcej starego Dumasa
(Aleksandra Dumasa - ojca). Od ławy studenckiej ma wielkie zamiłowanie
do Szekspira
(Williama Shakespeare’a), ciągle go czytuje, głównie „Burzę”, „Hamleta” i serię „Henryków”. Do Falstaffa ma specjalną predylekcję, którą znać w panu Zagłobie. Z książek polskich najulubieńszym chyba przekład „Odysei” Siemińskiego (Lucjana Siemieńskiego), z którym się prawie nigdy nie rozstaje.

Nie zawsze był Sienkiewicz takim, jak jest dzisiaj, ale grunt, podstawa jego natury i usposobienie były zawsze te same.

Henryk Sienkiewicz ma swój odrębny, charakterystyczny sposób tworzenia. Nie pisywał on nigdy inaczej jak urywkami,
z fejletonu na fejleton. W ten sposób powstała niegdyś w „Gazecie Polskiej” pierwsza jego obszerniejsza powieść, „Hania”,
tak samo w „Słowie” i „Czasie” „Ogniem i mieczem” i „Potop”. Niektóre tylko drobniejsze nowelki przyszły na świat za jednym zamachem; inne pisane były z dnia na dzień.

Cały plan układa w myśli, żadnych notatek nie robi, nie wie, co to brulion, pisze od razu do druku. Dopiero w ciągu roboty rozmiary powieści i figur rosną pod piórem. (…) Skoro raz zasiędzie do pisania, skoro się do roboty wciągnie, idzie mu ona niezmiernie łatwo i prędko. Wpierw jednak przygotowuje się bardzo długo, mozolnie i pracowicie. (…) Czyta on bardzo dużo, wertuje prawie całą literaturę historyczną danego przedmiotu, głównie pamiętniki współczesne, rękopisma, kroniki, silva rerum, wżywa się w ten sposób w epokę, zaznajamia się z nią w najdrobniejszych szczegółach i dopiero – kiedy postacie historyczne stoją przed jego oczyma żywe, z krwi i kości – zaczyna pisać. (…)

Zamiłowany w Dickensie
(Karolu Dickensie) i w ogóle w Anglikach, z współczesnej beletrystyki francuskiej ceni najbardziej, a może nawet jedynie Alfonsa Daudeta i sam kilka drobnych jego nowelek tłumaczył, a był czas, że zamierzał nawet przełożyć „Tartarin sur les Aloes” („Przygody Tartarina w Alpach”), bo dla Tartarina ma taką niemal, jak dla pana Zagłoby słabość. (…)”


[Ewentualne uzupełnienia i zmiany w treści nastąpią z chwilą ustalenia nowych szczegółów.]