Ale Ty, Panie, jesteś tarczą moją, chwałą moją, i Ty podnosisz głowę moją. Głosem moim wołam do Pana, a On odpowiada mi z świętej góry swojej. Położyłem się i zasnąłem; obudziłem się, bo Pan mnie wspiera. [Ps. 3; 4 – 6]



TWÓRCZOŚĆ

Wybierz rok, z którym chcesz się zapoznać: 1846, 1847, 1848, 1849, 1850, 1851, 1852, 1853, 1854, 1855, 1856, 1857, 1858, 1859, 1860, 1861, 1862, 1863, 1864, 1865, 1866, 1867, 1868, 1869, 1870, 1871, 1872, 1873, 1874, 1875, 1876, 1877, 1878, 1879, 1880, 1881, 1882, 1883, 1884, 1885, 1886, 1887, 1888, 1889, 1890, 1891, 1892, 1893, 1894, 1895, 1896, 1897, 1898, 1899, 1900, 1901, 1902, 1903, 1904, 1905, 1906, 1907, 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916 - albo zobacz wszystkie lata.

Rok 1873



MARZEC - 24 – GRUDZIEŃ - 15.


["BEZ TYTUŁU"] [kroniki]
I. (…) Żeby się długo na obranym stanowisku utrzymać, należy się urządzić jak najwygodniej na nim. (…)
Mikołaj Rej powiedział, że człowiek składa się z czterech wilgotności: „z krwie, kolery, flegmy i melankolii” – i że od przewyżki jednego z tych pierwiastków zależy temperament. (…)

II. (…) Od kobiet, na mocy bardzo naturalnego snucia się myśli, przechodzimy do wiosny. Piękność i kaprysy to cechy wspólne pogodzie i kobietom. Nie zapomnijmy zwrócić uwagi i na tę okoliczność, że pierwszy dzień kwietnia, prawdziwie wiosennego miesiąca, poświęcony jest bóstwu (tak by powiedział starożytny Rzymianin) zwodniczości. (…) …na zwodzenie przeznaczony jest jeden tylko dzień w roku. Być może nawet, że dlatego zwodzenie w tym jednym dniu uprawiano niejako, żeby każdy używszy
do syta tej przyjemności, w następnych dniach roku miarkował tego rodzaju zachcianki. (…)

III. (…) Może wiosna skojarzy inne, szczęśliwsze stadła. Skutki piękności i ożywienia się natury odbijają się na ludziach widocznie. Wiosna usposabia poetycznie. Kto by nie wierzył temu, niechaj pogrzebie w popiołach swych wspomnień, niechaj przypomni sobie, czy mu nie trafiło się kiedyś w życiu, w cichy, śliczny wieczór wiosenny, czy to na wsi, czy w ogrodach miejskich iść na przechadzkę obok młodziuchnej jak wiosna, a miłej jak własna dola towarzyski. (…)
IV. (…) Czy korzystamy na tych przemianach - that is the question. Na pociechę mówi nam nauka, że w naturze nic nie ginie; być może - ale pieniądze nasze, wywiezione raz za granicę, giną dla nas bezpowrotnie. (…)
V. (…) A jednak piękną jest wiosna – owo wielkie epos zmartwychwstania, którego autorem jest sam Bóg, a piewcą cała natura. Toteż każdy, z wiedzą lub bez wiedzy, czuje potężny jej wpływ na siebie. (…) Czarodziejstwo owego wpływu dochodzi
do najwyższego stopnia w pogodne wieczory. Wtedy to od wsi dochodzi szczekanie psów i głosy kilku dziesiątków fujarek;
w wilgotnych olchach kuka kukawica, huczy z dala młyn wodny; z pobliskich stawów wiodą senną rozmowę arystofanesowe chóry żab, słowiki stroją gardła do nocnego koncertu – a co dziwniejsza, że dla mieszkańca miast wszystkie te głosy, zebrane razem, stanowią wiejską ciszę. (…)

VI. (…) …lubimy podróżować – … Różnica tylko w tym, że my, jakkolwiek poturbowani nieraz, obdarci i ubożsi, wracamy jednak
z podróży do domu, pieniądze zaś nasze nie wracają nigdy. I gdybyśmy przynajmniej zawsze przywozili za nie naukę, światło, gorące chęci dorównania tym, którzy nasze pieniądze biorą, ogniste dusze, męskie serca mądre, pełne planów na przyszłość myśli – nie żal by było i czasu, i pieniędzy.” (…)”

VII. (…) Podczas, gdy jakiś tytułowany literat, pewien lubownik i mecenas sztuki, który spał był już od kwadransa, pochyla się nagle przez sen i uderza głową o ramiona swego sąsiada.
- Przepraszam pana najmocniej.
- Nic nie szkodzi.
- Zlituj się pan i powiedz mi prawdę, dawno ja już śpię?
- Nie wiem, boś mnie pan w tej chwili obudził. (…)

VIII. (…) Upały i etykieta nie znoszą się i wyłączają się wzajemnie. Etykieta np. wymaga, abyś, miły czytelniku, szedł na wizytę
w zapiętym, czarnym surducie, upał radzi ci go rozpiąć; etykieta wymaga, aby twe ręce obciśnięte były w rękawiczkach, upał każe ci chodzić bez rękawiczek; etykieta każe ci być sztywnym i silnie przestrzegać w ruchach prawideł dobrego tonu, upał robi cię ociężałym, a ruchom twym nadaje pozór zaniedbania; etykieta każe ci podtrzymywać żywą rozmowę z gospodynią domu
i prawić komplementa, upał sprawia, że mówić ci się nie chce, a rad byś oprzeć plecy o poręcz wygodnego fotelu i usnąć. Tak, tak! Lato nie sprzyja salonowemu życiu. Żyjemy natomiast wszyscy na ulicach i w ogrodach, na spacerach i przechadzkach, słowem, żyjemy poza domem. (…)

IX. (…) Zresztą, jak tam będzie, dość że postanawiamy się bawić, o ile to leży w naszej mocy; komu rauty się znudzą, ten będzie miał koncerta, a dalej jeszcze prelekcje, a teatr, a resursy, zielony stolik lub tańce, a na koniec na długie wieczory najlepszą
z tych wszystkich rozrywek – książkę. (…)

X. (…) Bądź co bądź, uczeń uniwersytetu łatwiej sobie znajdzie pracę i zarobek niż uczeń gimnazjum. Ileż to razy zdarza się,
że jeden nie zapłacony wpis pozbawia ucznia możności dalszego chodzenia do szkół, choćby tenże bliskim był ich ukończenia. Jakaż wtedy rozpacz i dla ucznia, i dla rodziców, którzy może od ust sobie odejmowali, byle tylko dziecku zapewnić edukację,
a przez nią możność lepszej doli na przyszłość. Biedni tacy rodzice i takie dzieci! Pomóżmy więc im, boć oni może więcej jeszcze tego potrzebują niż studenci uniwersytetu. Będzie to szlachetna i prawdziwie obywatelska pomoc, oparta na poczuciu solidarności wszystkich warstw towarzyskich wobec tego wielkiego celu, który nazywamy dobrem społecznym. (…)

XI. (…) Tymczasem prelekcja rozpoczęła się; starozakonny słuchał jej uważnie, biorąc słowa prelegenta za jakąś niezrozumiałą przedmowę, po której, jak się spodziewał, miało nastąpić pożarcie królika. Gdy więc na koniec grzmot oklasków oznaczył koniec odczytu, a prelegent zniknął za kurtyną, zawiedziony Żydek odwrócił się do najbliższego sąsiada z następującym zapytanie:
- No? A co będzie z królikiem?
- Z jakim królikiem?
- No, z tym, co on go miał zjeść?
- A cóżeś ty myślał, że ten pan to dziki człowiek?
- Za co on ma nie być dziki? Jak ja go zobaczyłem, to ja miszlałem, że on taki jak i wszyscy, ale jak on zaczął mówić, to ja nic
nie rozumiałem i miszlałem, że on dziki. Czemu on nie zjadł królika, kiedy ja za to zapłacił? (…)


XII. (…) Drugą z kolei rozrywką, jaka czeka tej zimy warszawiaków, jest ślizgawka, którą już poczęto urządzać na Saskim placu, Zeszłego roku były już podobne urządzenia, ale na nieszczęście, ponieważ zimie i ślizgawce brakło bagatelki, bo tylko lodu, nikt się więc nie ślizgał z wyjątkiem przedsiębiorców, którym i bez lodu tak się fatalnie poślizgnęła noga, że podobno do tej pory
od tego szwanku nie mogą przyjść do siebie. (…)

XIII. (…) Tenże sam obowiązek każe nam wspomnieć choć w krótkości o zaciętej polemice, jaka obecnie toczy się między jednym ze współpracowników „Wieku” a właścicielami składów węgla. Łatwa zapalność tego materiału widocznie udziela się
i szczęśliwym a hurtowym jego posiadaczom, bronią bowiem swej sprawy z gorączkową energią, twierdząc, że ceny węgla
w kopalniach podane są w „Wieku” fałszywie i z umyślną chęcią szkodzenia dobrej sławie i niewinności hurtowników. Co do nas, panowie węgielnicy, powiemy tylko jedną rzecz. Może sobie „Wiek” podawać cyfry nieprawdziwe, może być, że węgiel kosztuje was tyle, ile mówicie; to tylko pewna, że od czasu jak magistrat uregulował miarę wozów służących do rozwożenia waszego towaru, wówczas solidarnie podnieśliście jego cenę i utrzymujecie ją dotąd. (…)

XIV. (…) Święta coraz to bliższe, ruch handlowy wzrasta i wzrasta, a skutkiem tego najwybitniejszym objawem naszego miejskiego życia staje się reklama. Czy znacie, czytelnicy, jej historię? (…) Był sobie, mówi amerykańskie podanie, pewien bardzo bogaty gentleman nazwiskiem Handel, a miał on córkę która nazywała się Chęć Zysku. Córka ta była jeszcze panną… (…)


KWIECIEŃ - 30.


["GENEZIS Z DUCHA"] [Modlitwa z rękopismu J. Słowackiego. Lwów - Poznań 1872 r., przejrzał Henryk Sienkiewicz]
(…) Za oryginalną poczytać by można jedną myśl, to jest ideę ofiary przyczepioną do pojedynczych awatarów, a znajdujących ukoronowanie swoje w Chrystusie. (…) Z awataru, w którym doch za ciało miał kryształy, wyniósł już wiedzę matematyczną kształtów i liczb, „która po dziś dzień leży najgłębiej w duchu skarbnicy i zdaje się być wszczepioną w ducha, bez żadnej jego wiedzy o tym i zasługi”. (…) Należeliśmy zawsze i należymy do gorących wielbicieli Słowackiego, dlatego ze smutkiem wygłosiliśmy tak surowe zdanie o jego ostatnim utworze. Trudno zrozumieć, dlaczego utwór ten został opublikowany,
ale ponieważ tak się stało, musieliśmy z całą bezstronnością powiedzieć o nim wszystko, co nam podyktowały przekonania. Winniśmy to zarówno Słowackiemu jak i naszym czytelnikom. (…)”

LIPIEC - 05. [Warszawa]


["Z WYSTAWY W WIEDNIU"]
(…) I. U Japończyków przyjemnie jest kupować, jest u nich uczciwość kupiecka, cany mają stałe, nic nie spuszczają, grzecznie
i chętnie pokazują swoje towary; zupełnie to inaczej jak u Turków, którzy nie mają cen stałych, a stanowią je dopiero,
gdy obejrzą kupującego; im lepiej ubrany, tym cena przedmiotu wyższa dla niego, a targować się z nimi można jak z naszymi Żydkami. (…) …opuszczamy tych ciekawych i pracowitych ludzi
(Japończyków) z życzeniem, aby wrażenie, jakie z Europy wywiozą, było tak dobre jak to, które na nas zrobili. (…)”
II. (…) Najlichszą, z najmniejszym staraniem i najgorsze wyobrażenie dającą o kraju, z którego pochodzi, jest chata galicyjskiego chłopka, umieszczona na placu wystawy. Zdaje się, że komisja wystawowa galicyjska chciała pochwalić się przed światem nędzą swego kraju. Wprawdzie większość naszych chałup jest do tej podobną; ależ jeżeli się na wystawie wszechświata coś chce pokazać, to się wybiera z najlepszego najlepsze. (…)
III. (…) Jest tu kilku Tyrolczyków, którzy domek zamieszkują, dziewczęta haftują, gotują, słowem, są jak u siebie. Kuchnie ich mogłyby służyć za wzór nie wiejskim kuchniom, ale naszym panom budowniczym, którzy nie grzeszą praktycznością
w urządzaniu miejskich mieszkań. U nich ma się zupełnie wrażenie, że się jest nie na wystawie, ale w ich kraju. Jest to prawdziwym celem wystawy przenosić nas w coraz to inne strony, co jednak nie wszyscy wystawcy pojęli. (…)

SIERPIEŃ - 19.


["LITERATURA, BIBLIOGRAFIA, KRYTYKA"]
(…) Śp. Przeździecki (Aleksander Przeździecki), bawiąc dla celów naukowych w r. 1870 w Peszcie, zwrócił uwagę na rękopism polski znajdujący się w tamtejszej bibliotece. Rękopism ten, znany w literaturze pod nazwiskiem rękopismu Wacława, zmarły Przeździecki częściowo sam przepisał, resztę zaś rękopismu polecił przekopiować miejscowemu kaligrafowi akademii. Prócz tego postarał się o fotografię czterech stronic rękopismu, które przesłał do Krakowa I. Łepkowskiemu.
Na podstawie powyższych materiałów prof. Henryk Suchecki podał tekst i rozbiór czterech wspomnianych stron rękopismu; później Władysław Nehring ogłosił także urywek psalmu, zestawiając go z tekstem Psałterza floriańskiego, a na koniec cały zabytek opracował gramatycznie i wydał dr Lucjan Malinowski. (…)

…„tylko na podstawie takich przygotowawczych opracowań oddzielnych pomników piśmiennych można zabrać się z pomyślnym skutkiem do skreślenia dziejów rozwoju każdego języka”.(…)”

LISTOPAD - 30.


["PRZEGLĄD LITERACKI"] - [Czarna nić. Powieść Felicjana Gryfa - Sabina Michała Bałuckiego]
(…) Powieści nasze, a przynajmniej znaczna ich część przypomina Pola Elizejskie, albowiem zamiast ludzi z krwią, ciałem
i kościami błąkają się w nich cienie. Na nieszczęście owa anemia powieściowa nie tylko, że się zmniejsza, ale przybiera
coraz szersze rozmiary i kreacje nowowystępujących autorów coraz bardziej na nią cierpią. Nie mamy dotychczas powieści obyczajowej w sensie angielskim, powieści, w której by jak w zwierciadle odbijały się prawdziwe i żywe obrazy samego społeczeństwa; brak nam oryginalności, brak tego prawdziwego realizmu, który niekoniecznie i nie zawsze polega na kąpaniu się w brudach społecznych, ale którego najwybitniejszą cechą jest prawda życiowa, oparta na spostrzeżeniach branych
z rzeczywistości, a wyrażona w kreacjach podniesionych do wysokości typów. (…)”

["PRZEGLĄD LITERACKI"] - [Pamiętniki Daniela Józefa Tretiaka]
(…) Są to raczej pamiętniki dziwaka, który z rozmaitych przyczyn rozczarowawszy się wcześnie do świata, staje
poza społeczeństwem i spogląda na nie tak jak widz na scenę teatralną. Ludzie odgrywają dla niego komedię: kochają się, nienawidzą, zabiegają z mrówczą pracą wedle spraw własnych, bawią się w złych i dobrych, w cnotliwych, wspaniałomyślnych, wielkich, on zaś spogląda na wszystkie te usiłowania z ironicznym uśmiechem i ową wyższością, jaką mu daje niewiara
we wszystko i dość zresztą nieuzasadnione przekonanie, że „ludzie są głupsi od niego”. (…)”

DOKŁADNA DATA NIE JEST ZNANA.


["WIKTOR HUGO: ROK DZIEWIĘĆDZIESIĄTY TRZECI"] [tłumaczenie]

[Powyżej zamieszczone są obszerne fragmenty utworów Henryka Sienkiewicza. Zachęcamy do czytania ich w całości w wersji książkowej, ponieważ – jak mawiał sam pisarz: „Mieszkanie bez książki ciemniejsze jest niż bez lampy. (…) Gdy się ktoś zaczyta, zawsze albo się czegoś nauczy, albo zapomni o tym, co mu dolega albo zaśnie - w każdym razie wygra.”]