Co do mnie zaś, to moje przymierze z nim, jest takie, mówi Pan: Mój duch, który spoczywa na tobie, i moje słowo, które włożyłem w twoje usta, nie zejdą z ust twojego potomstwa ani z ust twoich wnuków - mówi Pan - odtąd aż na wieki. [Iz. 59: 21]



TWÓRCZOŚĆ

Wybierz rok, z którym chcesz się zapoznać: 1846, 1847, 1848, 1849, 1850, 1851, 1852, 1853, 1854, 1855, 1856, 1857, 1858, 1859, 1860, 1861, 1862, 1863, 1864, 1865, 1866, 1867, 1868, 1869, 1870, 1871, 1872, 1873, 1874, 1875, 1876, 1877, 1878, 1879, 1880, 1881, 1882, 1883, 1884, 1885, 1886, 1887, 1888, 1889, 1890, 1891, 1892, 1893, 1894, 1895, 1896, 1897, 1898, 1899, 1900, 1901, 1902, 1903, 1904, 1905, 1906, 1907, 1908, 1909, 1910, 1911, 1912, 1913, 1914, 1915, 1916 - albo zobacz wszystkie lata.

Rok 1874



LUTY - 15.


["PRZEGLĄD PIŚMIENNICTWA POLSKIEGO"] [Pieśni i piosenki, zbiór poezyj Marii Szeligi]
(…) Fantazja autorki wznosi się tu w zaziemskie sfery i przedstawia Bajrona na sądzie Bożym. Chóry anielskie śpiewają hymny, błyskawice jak strzały drżą w cięciwie chmur, noc miesza się ze dniem, a w górze, wśród chmur, błyskawic, blasków, tęcz, kadzideł i śpiewów anielskich, unosi się tron Boży, przed którym pyszny i buntowniczy duch poety gnie się, pęka i kruszy, przygnieciony majestatem wielkości. (…)

MARZEC - 08.


["PRZEGLĄD LITERACKI"] [Głowy do pozłoty, powieść Jana Lama. Lwów 1874 r.]
(…) Nepotyzm kwitnie w całej pełni, jako „principium zachowawcze”, którego zarówno trzyma się ogół obywatelstwa jak i plejada braci śpiących, inaczej zwanych „patres et conscripti” albo jeszcze inaczej „sejmem”. Protekcja zastępuje tu prawdziwą zasługę, a pokłony wybijane różnym tytułowanym manekinom kalają poczucie godności osobistej w tej klasie społecznej, która dawniej
z dumą twierdziła, że „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”. (…)

Mniejsza o to, że Klonowski-ojciec jest oszustem, syn warchołem, Pomulski głupcem. Takich jest wielu, ale rzecz w tym, że tym ludziom doskonale powodzi się na świecie, że oszustwo, warcholstwo i głupota są monetą kurs w kraju mającą, którą wszyscy chętnie biorą. Wnioski stąd łatwe. Gdzie ją biorą, tam jest w cenie, gdzie zaś taka moneta w cenie, tam wart biorący dającego, jak Pac pałaca, a pałac Paca. (…)

…satyra nie jest dowolnym wytworem autora, ale krzewić, tj. kwitnąć może tam tylko, gdzie grunt społeczny dostarcza jej obfitej karmi. Inaczej mówiąc, satyrę pisze autor, wytwarza społeczeństwo. (…)”


DOKŁADNA DATA I MIEJSCE NIE SĄ ZNANE. ROK PIERWODRUKU - 1874.


["Z USTRONIA"]
(…) Nie posądzajcie mnie, czytelnicy, abym miał zamiar przejść do tych objawów postu, które prowadzi za sobą zmiana
np. bifsztyku na śledzie. Zarówno nie wspomnę i o innym znaczeniu postu, które polega na tym, że stańcowane pobożne dusze, odpoczywając po trudach, żałują za jedną drogą za popełnione i popełnić się mające grzechy. (…)

["SPRAWY BIEŻĄCE"]

I. [KOMEDIA ZOFII MELLEROWEJ pt. ZYZIO]
(…) Pytanie mniej więcej nastręcza się takie: kto ma chować młodzież naszą; odpowiedź: szkoły – nie wystarcza. (…)
…któż więc ma ten błogi czynnik szczepić i kto ma go doglądać. Odpowiedź łatwa – rodzina, a wreszcie ta, która jest duszą domu i rodziny – matka. Tu jednak rodzi się nowa uwaga. Matka wtedy tylko potrafi zaszczepić one zasady w swe dzieci, jeżeli oprócz kochającego serca będzie miała i umysł jasny, trzeźwy, umiejący odróżnić drogi, po których kroczy uczciwość i praca, od dróg pychy, próżniactwa, egoizmu i wszelakiego warcholstwa. (…)

II. [KILKA SŁÓW W OBRONIE „NIWY”…]
(…) …i dzieci wiedzą, że można mieć nazwisko cudzoziemskie, a być dobrym Polakiem. Niemca, który osiedliwszy się między nami, pokochał kraj nasz jak własną ojczyznę, przylgnął do narodowości, który gotów dzielić jej dolę i niedolę – Niemca takiego nikt niezawodnie za cudzoziemca uważać nie będzie dlatego tylko, że jego nazwisko nie kończy się na -ski lub -wicz. Z drugiej strony, von Podbielscy i von Leszczyńscy dowodzą, że można mieć nazwisko polskie, a być Niemcem. (…)

Cudzoziemiec albo i krajowiec nie umiejący języka urzędowego
(w zaborze rosyjskim - języku rosyjskiego) błąka się po całym gmachu od Annasza do Kajfasza, nie wiedząc, gdzie oddają pieniądze, gdzie je biorą, gdzie odbiera się listy krajowe,
gdzie zagraniczne itp. Na dobitkę, Annasz i Kajfasz nie zawsze bywają w dobrym humorze i nie zawsze chcą odpowiedzieć
na pytania. Tak więc, jeżeli ma być tabakiera dla nosa, a nie nos dla tabakiery, to jest, jeżeli mają być napisy dla publiczności,
a nie publiczność dla napisów, to potrzeba, żeby te były przystępne zarówno dla wszystkich stanów, płci i wieków. (…)

Oto jeden ważny wzgląd, o którym przepominają zwolennicy nowej drogi, to jest, że nowa ta droga znowu opóźni kolej. Korzyści
z niej są wątpliwsze, owszem, znajdują się ludzie bardzo kompetentni, którzy twierdzą, że jest mniej korzystną od pierwszej, pewnym jest tylko to, że się kolej opóźni. Wprawdzie zwolennicy obiecują dla kraju niesłychane dobrodziejstwa z nowej linii, zdaje się jednak, że dobrodziejstwa owe w znacznej części redukują się do korzyści, jakie by odniosło kilku lub kilkunastu szlachty, przez których grunta przechodziłaby w nowym kierunku. Kto wie, czy wzgląd ten nie jest jedną z najważniejszych przyczyn całej sprawy. (…)

Nowe wydawnictwa mnożą się. Każdy prawie numer pism codziennych zawiera nowe prospekty. Niedawno rozeszła się wieść
o mającym powstać nowym piśmie. Kto je ma wydawać, z pomocą jakich środków ma wychodzić, a na koniec, kto ma w nim pisać, wszystko to jest tajemnica. Pisma codzienne doniosły wprawdzie, że jest koncesja, są ludzie i są pieniądze. Ani słowa: są to trzy znakomite warunki, i gdyby się tylko znalazł czwarty warunek: prenumeratorzy – wszystko spełniłoby się jak najlepiej. (…)



["BIBLIOGRAFIA INFORMACYJNA"]

BIBLIOTEKA RZEMIEŚLNIKA POLSKIEGO – PRZEWODNIK DLA CIEŚLI , UŁOŻYŁ J. HEURICH. WARSZAWA 1874 R.
(…) W pierwszej części Przewodnika autor traktuje o drzewie, jego właściwościach i gatunkach. Przeważnie jest to zbiór przepisów, jakich gatunków drzewa należy używać do różnych robót ciesielskich – i w jaki sposób odróżniać drzewo zdatne
do budowli od zmurszałego lub przegniłego. (…) Częśc druga traktuje o przyrządach ciesielskich i ich użyciu; trzecia o łączeniu drzewa, czwarta o robotach ciesielskich w szczególności, w piątej zaś, dodatkowej, autor wypowiada swe uwagi o ocenianiu robót ciesielskich. (…)”
WĘDRÓWKA DELEGATA, SZKICE HUMORYSTYCZNO-OBYCZAJOWE, PRZEPISAŁ JORDAN. SERIA I i II. WARSZAWA 1874.
Szkice te wychodziły w swoim czasie w „Tygodniku Ilustrowanym” i niemały zjednały rozgłos tak pismu jak i autorowi. Rzeczywiście odznaczają się one prawdziwie swojskim humorem bez kropli żółci. Autor jasno widzi wady nasze i ośmiesza je,
ale ośmiesza w ten sposób, że na dnie jego leży gorycz, ale miłość dla społeczeństwa.
STEFAN DOMALEWICZ, HISTORYK, PRZEŁOŻONY KANONIKÓW LATERAŃSKICH W KALISZU, NAPISAŁ ADAM CHODYŃSKI. KALISZ 1773
Jest to życiorys historyka kościelnego, przełożonego kanoników laterańskich, oraz krótki krytyczny rozbiór dzieł tegoż odnoszących się do spraw Kościoła. (…)
AKTA GRODZKIE I ZIEMSKIE Z CZASÓW RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ I ARCHIWUM T. Z. BERNARDYŃSKIEGO WE LWOWIE WSKUTEK FUNDACJI ALEKS. HR. STADNICKIEGO. LWÓW 1873
Akta owe są tylko dalszym ciągiem poprzedniego wydawnictwa. (…)
OBCE ŻYWIOŁY, KOMED. W 5 AKTACH PRZEZ J. ALEKSANDRA HR. FREDRĘ. KRAKÓW 1873
(…) Jest to utwór poważny, napisany cokolwiek pod wpływem komedii Narzymskiego. Autor ostrzega w nim społeczeństwo
przed niebezpieczeństwami, na jakie może je narazić rozszerzanie się pewnych idei socjalnych i komunistycznych, mających gniazdo na Zachodzie. (…)
MAŁY NAUCZYCIEL, KOMEDYJKA W 2 AKTACH MARII GRABOWSKIEJ. LWÓW 1874
Komedyjka ta otrzymała premium na konkursie we Lwowie, i otrzymała bardzo słusznie, tak bowiem pod względem formy
jak i treści doskonale dla dziecinnych amatorskich teatrzyków się nadaje. (…)

[TEATR)]

[„STARY MĄŻ”, KOMEDIA W 4 AKTACH PRZEZ JÓZEFA KORZENIOWSKIEGO]
(…) Kto ma choć słabe wyobrażenie, do ilu stopni dochodzi temperatura latem podczas przedstawień w tej ciężkiej, otoczonej labiryntem korytarzy sali Teatru Wielkiego, ten nie będzie dziwił się zniechęceniu publiczności. Istotnie, gdy sala wypełni się widzami od wierzchu do dna, a w środku jej zagorzeje setką promieni wielki żyrandol, wówczas… chyba tylko kratery wulkanów zieją podobnym żarem. Oddech zdaje się zamierać w piersi, krew krąży ciężko w żyłach, a na czole sieje się pot kroplisty. Gorąco
i duszno nawet na dole w krzesłach, a cóż dopiero na wysokościach – gdzie atmosfera, zgęszczona ludzkimi wyziewami, ćmi się niby mgłą, wśród której nawet płomień gazowy traci wesołą jasność, a jeno migoce błędnie, jakby i jemu brakło oddechu.

Sztuka ta, wedle naszego zdania, w szczegółach i rzeczach pobocznych wyborna, w głównym założeniu rozmija się z prawdą
i z prawami natury ludzkiej. Treścią jej jest poświęcenie się starego męża dla żony. Stary i zamożny szlachcic, Stanisław Janikowski, po śmierci swojego przyjaciela, któremu z dawnych czasów wiele był winien, ożenił się z córką jego, ośmnastoletnią panienką, aby przez to zapewnić jej opiekę i z czasem zapisać znaczny majątek. Para ta, lubo tak co do lat niedobrana, ukazuje się jednak na scenie jako najszczęśliwsze w świecie stadło. Starzec kocha całą duszą i sercem młodą swą żonę – kocha ją
jak mąż i jak ojciec zarazem, ona odpłaca mu tę miłość miłością równie głęboką, a przy tym obiecującą trwałość, bo opartą
na prawdziwym szacunku. Pan Janikowski jednak, pomimo iż młoda żonka nie dała mu najmniejszych do tego powodów, wkrótce spostrzega całą niestosowność związku, jaki zawarł. On stary, ona młoda, on bliżej grobu – ona rozwija dopiero skrzydełka
do lotu, jak motylek świeżo wyszły z poczwarki; jej potrzeba kochanka – on może być tylko ojcem – słowem: posiwiały sokół
i wiosenna z zielonej dąbrowy kukułka, omszony wiekiem dąb i majowa, świeżo rozkwitła przelaszczka. Starzec więc, który zaprzysiągł sobie w duszy, że choćby kosztem własnej doli zapewni szczęście młodej żonie, postanawia poszukać dla niej szczęścia. Przypadkowo wyczytał w gazecie, że jakiś Stanisław Janikowski, młody podchorąży, mianowany został podporucznikiem – posyła mu więc pieniędzy i zaprasza go do siebie. Młody oficer stawia się naturalnie na wezwanie; starzec przyjmuje go jak syna, przedstawia żonie i zatrzymuje na czas dłuższy. (…)

[SZTUKI: KOTZEBUEGO „NIESZCZĘŚLIWI”, DUMASA-SYNA „PAN ALFONS” I BARIERE’A I TIBOUSTA „FAŁSZYWI POCZCIWCY”,
GRANE W TEATRZE LETNIM W OGRODZIE SASKIM, ELDORADO I ALHAMBRZE]
W ciągu ubiegłych dwóch tygodni teatry nasze wystawiły trzy nowe sztuki, z których dwie lepsze grano w ogrodach Alhambrze
i Eldorado, trzecia zaś, najgorsza, ukazała się na scenie warszawskiego Teatru Letniego w Saskim Ogrodzie. Mówiąc nawiasem, taki stan rzeczy przynosi wielki zaszczyt naszej reżyserii, która – jak wieści chodzą, trzyma po kilkanaście lat dobre sztuki
na półkach teatralnej biblioteki, czekając widocznie „aż się przedmiot świeży, jak figa ucukruje, jak tytoń uleży” – a tymczasem troskliwie wystawia jednoaktówki zdolne największych nawet miłośników sztuki wyleczyć raz na zawsze od manii chodzenia
do teatru, ile razy grają coś nowego. (…)


["Z POWODU "SFINKSA"]
(…) W kraju i zgromadzeniu narodowym widać upadek narodowego ducha, obojętność na dobro ogółu, wre nienawiść partii,
nad krajem chmury niepewności i ciemna przyszłość… (…)

A cóż się dzieje z krytyką? gdzie jest? i co mówi? czy szczeka potrójną paszczą jak cerber? czy chłoszcze eumenidowymi rózgami? czy sądzi, czy się oburza, czy idzie w ciemnościach z pochodnią w ręku? Nie! Przyzwyczaiła się i do obrazów,
i do ich sensu moralnego. Przyzwyczaiła się i koniec. Nie baczy, jakim jest obraz, ale jak zrobiony. Więc im więcej w nim pozorów rzeczywistości, tym lepszy. Jest to krytyka formy, ale nie wyższa i obszerniejsza krytyka treści. Zamiast stawiać potężne żądania – rozpatruje tylko to, co jest, a przez to zniża się, w miarę jak zniża się i sztuka, i karłowacieje z nią razem. (…)”


["KRONIKA TEATRALNA"]
[„FLECISTA”, KOMEDIA W 1 AKCIE AUGIERA, TŁUMACZENIE WACŁAWA SZYMANOWSKIEGO. „Z POSTĘPEM”, KOM. W 5 AKTACH KAZIMIERZA ZALEWSKIEGO. „NIEOBECNY”, KOMEDIA W 1 AKCIE PRZEZ MANUELA, TŁUMACZENIE Z. D.]
(…) Odrodzenie kobiety upadłej przez miłość nie tylko nie jest czymś niemoralnym, ale przeciwnie, przedmiotem dla sztuki bardzo pięknym i bardzo moralnym. Gdziekolwiek i pod jakimkolwiek imieniem młoda grzesznica rozpuszcza złoty warkocz
na znak pokuty i w sercu zapala ogień ofiary, tam zawsze zasługuje na współczucie, na przebaczenie, tam zawsze staje się oczyszczoną i tym moralniejszą, im niżej poprzednio upadła. (…)


[Powyżej zamieszczone są obszerne fragmenty utworów Henryka Sienkiewicza. Zachęcamy do czytania ich w całości w wersji książkowej, ponieważ – jak mawiał sam pisarz: „Mieszkanie bez książki ciemniejsze jest niż bez lampy. (…) Gdy się ktoś zaczyta, zawsze albo się czegoś nauczy, albo zapomni o tym, co mu dolega albo zaśnie - w każdym razie wygra.”]